Design a site like this with WordPress.com
Rozpocznij

Dla otwarcia oczu (na przykładzie wirusa z Wuhan)

(Próbne udostępnienie ze strony www przez aplikację).
Pierwsze, kontrowersyjne podsumowanie (na miarę dostępnego czasu i informacji) – koronawirus z Chin – czy to zalążek pandemii, czy to proces naturalny czy może wywołany? Jeśli tak, to po co i przez kogo? Dlaczego ludzie umierają i czy można im pomóc? Może to wcale nie takie trudne?
Uwaga i ostrożność stale wskazane!

Źródło: Dla otwarcia oczu (na przykładzie wirusa z Wuhan)

Reklama

Australia

gaszenie pożaru z helikoptera
Zdjęcie: https://www.theguardian.com/

Mówienie o katastrofach jest lepsze
od katastrofalnego przemilczenia lub popadania w katastrofizm.
LK

Australia to gorący temat, także dosłownie, z powodu pożarów, jakie tam występują od paru miesięcy (9.2019 – teraz – 1.2020).
Temat wpisuje się w ogólniejszą dyskusję o klimacie, przyrodzie i postępowaniu człowieka.
Pod tym względem główna narracja o tych pożarach jest wręcz emblematyczna – nie tylko w kontekście ekologii. ale w ogóle obecnej ideologizacji polityki, nauki, kultury oraz sposobów myślenia.

Ten główny nurt obarcza człowieka o wszystko co złe (co faktycznie bywa prawdą, ale z innym ‚wektorem’), a jednocześnie próbuje stawiać na pomniki postawy, które nie zawsze są mądre czy szczere.

Ponieważ jest bardzo dużo materiałów w głównych mediach, w tym też niekończące się dyskusje, które podsycają uczucia gniewu i widma katastrofy niemal na skalę globalną, to pozwolę sobie na skromną przeciwwagę – podejście bardziej wyważone i sceptyczne. Myślę, że nie powinniśmy polegać na poziomie Grety Thunberg (a raczej skryptów jakie się jej pisze).

Zatem dotykam delikatnego tematu, a ten artykuł zapewne wywoła dyskusje, jeśli nawet nie gwałtowny opór niektórych, że to tendencyjne. Ale – skoro przeciwwaga, to właśnie tak, mimo mojej adoracji przyrody (Lektury leśne, O zieleni i przyrodzie… i wiele więcej) i pełnej empatii dla ofiar. Ten szerszy kontekst tu jednak ograniczę, bo pojawi się gdzie indziej *

———-

Pożary w Australii, to wielka klęska ekologiczna, miliony zabitych zwierząt, spalonych roślin, straty w mieniu i ludziach, cierpienia i możliwe długofalowe skutki ekologiczne i materialne. Pyły i powietrze nasycone różnymi substancjami z pożarów na pewno powodują negatywne skutki zdrowotne.
Chociaż niektóre alarmistyczne mapy oraz zdjęcia są przesadzone (to często fotomontaże i fejki działające na wyobraźnię – widzę w tym preparowany oręż „ekologów”), to mimo wszystko dziwi zasięg – od jednego skraju kontynentu do drugiego, a także na miejscach pustynnych, gdzie praktycznie nie ma co się palić. Przecież ogień jako taki nie przeniósł się sam na takie odległości setek a nawet tysięcy kilometrów. Stąd uzasadnione podejrzenie (nie tylko moje), że powód jest ludzki, a dokładniej – podpalenia. Znana australijska poprawność polityczna nie jest skłonna szerzej rozgłaszać takie tezy, tym bardziej, że to zaprzeczyło by głośnej narracji o zmianie klimatu jako przyczynie, aczkolwiek władze robią swoje w paru kierunkach, o czym dalej.
O ile zmiany klimatu są faktem, to warto tu być precyzyjnym. Te pożary mogą być dla ekologów koronnym argumentem, a przynajmniej działają publicystyczne na ich korzyść, chociaż są często naciągane.
Bo czy jest taka jest kolejność przyczynowo-skutkowa? To chyba jasne, że ocieplenie klimatu nie jest POWODEM (nie zapaliło) tylu pożarów, a tylko czynnikiem je ułatwiającym – zwiększa palność mas biologicznych. Np. specyfiką niektórych obszarów są lasy eukaliptusowe, których olejek tworzący w powietrzu zawiesinę ma temperaturę zapłonu 53 °C. Pojawiło się sporo głosów, że jest to zamówiona akcja mająca podsycać nastroje i działania utrzymujące „walkę z klimatem” („a nie mówiliśmy?”). Powiązanie z klimatem jest dwustronne – płonące od wielu miesięcy olbrzymie obszary mają wpływ na klimat tej części świata. Pyły osiadające nawet na Nowej Zelandii  zmniejszają albedo lodowców, co zapewne spowoduje częściowo ich topnienie.

Z popularnych polskich głosów na początek przywołam ten R. Tekieli z 10.01.2020 w artykule Globalne kłamstwo i NASA , przy czym, na razie nie oceniając (może być nieco przesady w drugą stronę),  wezmę tylko węższy wątek australijski i tylko parę cytatów (ale polecam całość).

Na rozpowszechnionej globalnie infografice NASA udającej zdjęcie satelitarne, Australia wygląda jakby pochłaniała ją czerwona lawa. Wygląda to przerażająco. Do tego nagłówki i tytuły: Kataklizm, Katastrofa, Armagedon. „Mapa pożarów w Australii. Infografika tragedii”. „Śmiertelne pożary w Australii. Ogień coraz bliżej Sydney” itp. Do tego zdjęcia poparzonych zwierząt. Spalone kangury zwinięte w pozycji embrionalnej. Potworności. Każdy człowiek widząc to jest wstrząśnięty…  dziś najpoważniejsze zdawałoby się media prześcigają się niczym brukowce w hiperbolizacji, zakłamywaniu rzeczywistości.  Choć dziennikarze piszą niby uczciwie: „Pożary buszu w Australii – jedne z największych w historii”. Tak jedne z największych, to znaczy, nie największe. Były większe i o wiele większe. …

A skoro nie największe, to zróbmy, żeby były jednak jakoś wyjątkowe: „Pożary buszu w Australii o tej porze roku nie są niczym niezwykłym, jednak w tym roku zaczęły się wcześniej niż zazwyczaj”. W 95 % doniesień nie podaje się obszaru objętego pożarami. Za to używa się trybu niedokonanego, by nie kłamiąc budować  atmosferę grozy:
„Gigantyczne pożary trawią Australię. Ogień zbliża się do ludzkich osiedli” ale się nie zbliży. Tak samo jak nie zbliżył się do Sydney, co sugerował cytowany na początku przeze mnie tytuł. “Istnieje możliwość przekroczenia przez pożar tamy…”. Oczywiście taka możliwość w rzeczywistości nie istnieje, bo za tamą nie ma buszu. Nie ma się więc co palić. Australia to kraj pustynny. A piasek jest niepalny.
„Obecne pożary w Australii to tylko przedsmak tego, co nas czeka”. Ale czekać nie musi. …temat ten już zaczyna się wyczerpywać …Coś napisać muszą też portale branżowe: „Australijskie pożary trawią też gospodarkę”. No tak, to oczywiste, ale dla gospodarki tego wielkiego kraju to margines marginesu.
2002 roku pożary buszu w jednym australijskim Terytorium Południowym objęły tereny niemal dwa razy większe niż dziś, bo ponad 15,000,000 hektarów. Piętnaście milionów boisk piłkarskich.

Czytamy: „NASA pokazała, jak z kosmosu wyglądają pożary w Australii. Były to poruszające zdjęcia ale fałszywe”.

[Wtręt: Myli się podkolorowane mapki temperatury jak ta poniżej z obszarami pożarów. Zaznaczone centrum temperatur (50 stopni C) przypada na teren pustynny, gdzie jeśli się coś pali to tylko nikłe trawy. O tych zafałszowaniach będzie jeszcze dalej. ]

temperatury

Z tym, że większość odbiorców myślała, że to zdjęcia, że to prawdziwy zapis rzeczywistości. Nic z tego. A prasa zaczyna już o tym kłamstwie pisać, bo zaczęła się właśnie faza kanibalizacji kłamstwa. Na końcu cyklu medialnego mamy bowiem fazę kanibalizacji. Teraz media będą żyły częściowym odkręcaniem tego, co nakłamały.
Kłamią, bowiem za duże za kłamstwem klimatycznym stoją pieniądze. Biliony dolarów.
W sierpniu 2018 roku też mieliśmy „Ogromne pożary w Australii, mimo kalendarzowej zimy. Spłonęło już kilka tysięcy hektarów”. Te ubiegłoroczne pożary nie były zatem ogromne skoro w latach 70. płonął dwa tysiące razy większy obszar. Ale jesteście państwo wobec informacji telewizyjnych i radiowych bezradni. Ludzie wychwytują głównie emocje. [czy w zeszłym roku słyszeliśmy tyle o tych pożarach? I kto pamięta starsze? Zdecydowana mniejszość ludzi. A młodzież, która dziś bierze w manifestacjach już w ogóle – nie było jej na świeci gdy] na przełomie 1974 i 1975 roku w  Queensland, na terytorium Południowej i Wschodniej Australii, na Terytorium Północnym i w Nowej Południowej Walii spłonęło 107 milionów hektarów buszu. Dziś ponad 10 razy mniej.

Wszyscy piszą: dziś zginęło pół miliarda zwierząt. Twórcy raportu, na którym opierają się media całego świata policzyli te zwierzęta? Nie, założyli, że na jeden hektar przypada średnio 17,5 sztuk ssaków. Co oznacza, że na przełomie 74. i 75. roku zginęło nie pół miliarda, a pięć miliardów zwierząt. Wtedy był prawdziwy Armagedon.
Przecież podobnie jak dziś z Australią było z niedawną histerią medialną wokół pożarów puszczy amazońskiej. Były to ewidentne podpalenia z chęci zysku, nie mające najmniejszego związku z globalnym ociepleniem nie wywołanym przecież przez człowieka. Co więcej równolegle z Amazonią paliła się Afryka. Pożary obejmowały obszary kilkakrotnie większe niż w Ameryce Południowej. Ale nikt nie miał interesu, żeby te akurat pożary nagłośnić.”

Potem pojawiło się polskie dziennikarskie opracowanie tego tematu – https://wgospodarce.pl/informacje/73683-to-nie-klimat-podpala-australie-to-ludzie, które rozwijam dalej wg źródłowego doniesienia z Australii.

Jeden z komentarzy (fragment): Australia nie ucierpiała dlatego premier tak późno zareagował. Jednakże biali ludzie, jak dobrze sami wiecie, przyzwyczajeni do dostatku uważają te pożary za „koniec świata”. Moim zdaniem opieszałe działania Rządu + celowe (!) podpalenia spowodowały całą tragedię. Jedynym zjawiskiem mogącym samoczynnie rozpocząć tak duże pożary to burze oraz nieświadome podpalenia … Rośliny i zwierzęta są przystosowane do ekstremalnych warunków…  Szkoda mi zwierząt i przyrody, bo przy poziomie eksploatacji oraz zniszczeń spowodowanych przez białego człowieka ekosystem w Australii będzie się dłużej odbudowywał. Chyba, że organizacje zajmujące się buszem skutecznie dzięki pieniądzom zabezpieczą te tereny i pogonią tępych farmerów/hodowców bydła. Aborygeni już dawno powinni pogonić tych kretynów….

W dyskusji pod artykułem napisałem m.in.:

Nie bagatelizuję strat ani zjawiska, zwłaszcza degradacji bioróżnorodności i zaniku gatunków. …
… Jak wynika z doniesień z samej Australii aresztowano tam już ok. 180 podpalaczy, część z nich to międzynarodowi aktywiści (niektórzy mają w kartotekach podpalenia w Grecji). Media wrzucają dla sensacji fałszywe mapki lub frazy-straszaki. Oskarża się tamtejszy rząd o nieudolność, korupcję i że służby dały się zaskoczyć wcześniejszym niż zwykle okresem upałów., kiedy to wysyła się kontrolerów i strażaków na dyżury.
… Równolegle z Amazonią paliła się Afryka. Pożary obejmowały obszary kilkakrotnie większe niż w Ameryce Południowej. Ale nikt nie miał interesu, żeby te akurat pożary nagłośnić.
Podobnie też jak nie nagłaśnia się badań szkockich naukowców z Uniwersytetu w Edynburgu, które wyjaśniają dlaczego tam się paliło na taką skalę, a przy okazji że co do CO2 własnie tam (Afryka Wschodnia, zwłaszcza zaś Sudan Południowy) jest główne światowe źródło CO2 i metanu. To jednak inny temat, do którego wrócę w zapowiedzianym materiale. *
Wielu przyjmuje tezę podpaleń z niedowierzaniem. Jest jednak coraz więcej dowodów na celowe podpalenia buszu w Australii – w tym oficjalne dane na ten temat.
Te informacje oparłem głównie na doniesieniach australijskich jak Australian Bushfire Crisis – 183 people arrested,  24 charded starting fires oraz na różnych cytatach na https://www.facebook.com/RacjonalistaPL/posts/10157114398514366 i w omówieniach.
Z tego oryginalnego artykułu biorę następującą ilustrację
Dla  osób nie czytających po angielsku – jest podobne omówienie w artykule To nie klimat podpala Australię, to ludzie (źr. News.com.au, mw), które cytuję we fragmentach, podkreślenia moje:

183 osób za około 200 przestępstw związanych z pożarami lasów – złośliwych i innych. Spośród nich 24 osoby zostały oskarżone o celowe rozpalanie pożarów buszu.

Kolejne 53 zostały oskarżone, ukarane grzywną lub pouczone za nieprzestrzeganie całkowitego zakazu używania ognia, a kolejne 47 za porzucenie zapalonego papierosa.

10 września ubiegłego roku policja w Queensland powołała Taskforce Overcross, aby „zapobiegać, powstrzymać i badać wszystkie znaczące pożary buszu w Queensland – skomentował rzecznik prasowy policji dla news.com.au.

Do tej chwili podjęto działania policyjne w stosunku do 101 osób pod zarzutem 172 osób, w tym 32 dorosłych i 69 nieletnich, którzy zostali osądzeni za „przestępstwa związane z lekkomyślnym i / lub umyślnym podpalaniem”.

Rodzaj wykroczeń wykrytych w całym stanie obejmuje nieupoważnione rozpalenie ognia, naruszenie lokalnych zakazów przeciwpożarowych i narażenie mienia na podstawie kodeksu karnego” – podał rzecznik policji.

Władze Australii Południowej uruchomiły grupę zadaniową operacji NOMAD 1 września ubiegłego roku, ścigając szereg przestępstw związanych z pożarami.

Od tego czasu odnotowano ogółem 85 aresztowań lub doniesień obejmujących szereg działań, w tym zarzuty niezwiązane z pożarem za uszkodzenie mienia lub podpalenie.

Badania

Również w poprzednich badaniach dot. przyczyn pożarów, kryminolodzy oszacowali, że 85 proc. pożarów buszu spowodowali ludzie. Jednak te badania obejmują również przyczyny niezamierzone, jak pozostawienie płonącego ogniska, czy wyrzucenie papierosa z okna jadącego samochodu.

Badania kontynuowano w 2008 roku. Ustalono wtedy, że ok. 8 proc. odnotowanych formalnie pożarów roślinności było efektem działań podpalaczy.

Kolejne 22 proc. przebadanych wybuchów pożarów buszu w badaniu Australijskiego Instytutu Kryminologii uznano za podejrzane. Dla około 40 procent nie można przypisać przyczyny.

W trakcie dochodzeń okazało się, że większość jest efektem celowych podpaleń dokonanych przez człowieka – powiedziała Janet Stanley, profesor nadzwyczajny w Sustainable Society Institute na Melbourne University. – Ale oficjalne pożary to tylko wierzchołek góry lodowej. Uważa się, że faktyczna liczba pożarów buszu w Australii jest około pięciokrotnie wyższa niż odnotowano. Praktycznie żaden z tych niezapisanych pożarów nie był badany.

Z innego źródła (BBC):
Znaczna część tych pożarów wywołana jest celowo. Według ostatnich badań każdego roku w Australii notuje się 52-62 tys. pożarów lasów. Spośród nich 13% wywoływanych jest niewątpliwie przez celową działalność człowieka, natomiast kolejne 37% jest o to podejrzewanych. Czyli każdego roku 31 tys. pożarów lasów to celowe podpalenia lub przypuszczalne celowe podpalenia. Nie chodzi tutaj o lekkomyślność czy przypadkowe zaprószenia, lecz celowe wywoływanie pożarów. Jak widać – szacunki ilościowe są różne, ale co do istoty źródła zgodne.

W Australii mają  starodawną „kulturę” wypalania buszu – Aborygeni od tysięcy lat wiedzieli jak go wypalać by pasy traw nie stanowiły pomostów pomiędzy skupiskami drzew i mieli inne metody dbania o las. Te metody idą jednak w zapomnienie.

Niestety nacisk  „ekologów” spowodował, że rząd się ugiął  i zabronił wypalania suchych traw (w kontrolowany sposób dla zachowania porządku i zdrowych terenów). Patrz Right  Fire For Right Future: How Cultural Burning Can Protect Australia From Catastrophic Blazes oraz https://guides.slv.vic.gov.au/bushfires/1851.

Ingerencja ludzi, władz, przemysłu i „ekologów” spowodowała, że tak zdegradowali środowisko, że te pożary są coraz gorsze.   Długa historia… https://canyonleigh.rfsa.org.au/notice-board… 

Oto wypowiedź potwierdzajaca, że to cykliczne zjawisko oraz tonująca nastroje. Jest tam ciekawa tabelka jak niżej. Zestawienie obecnych obszarów pożaru z historycznymi wg niektórych prowincji. Jak widać różne dane podają różne oszacowania, ale w każdym przypadku obecne zasięgi nie były największe.

Obecne pożary, kiedy płonie ok. 6 mln ha (0,8% powierzchni, są i inne przybliżenia, sytuacja jest dynamiczna), porównywalne są z katastrofą klimatyczną sprzed półtora wieku, kiedy spaliło się 5 mln ha. Największe jednak pożary miały miejsce w sezonie 1974-1975, kiedy jak podaje Australian Institute for Disaster Resilience, spaliło się 117 mln ha czyli 15% Australii. -> https://knowledge.aidr.org.au/…/bushfire-new-south-wales-19…
Zatem w sezonie 1974-75 teren objęty pożarami był ponad ok. 20-krotnie większy.

Chociaż i wtedy i teraz pożary są tragedią oraz nie ma co się licytować na ich obszary , to chodzi mi o to jak aktualnie sztucznie wyolbrzymia się pewne dane – nie bez celu.

Choć obecne pożary objęły obszar 0,8% powierzchni Australii, Internet  dość powszechnie wierzy, że płonie cały kontynent, gdyż masowo rozprzestrzeniana jest fałszywa mapa pożarów. Autor fake’a przyznał już, że jest to mapa wysokiej temperatury kolportowana w internecie jako mapa pożarów, na co nabrali się nie tylko celebryci jak Rihana, ale i prestiżowy MIT Technology Review. Patrz komentarz na
https://www.facebook.com/notes/pawe%C5%82-kasprzak/zagro%C5%BCona-przyroda-ale-i-cywilizacja/1440135312815410/  oraz np. kryzysowy serwis Google, który nie przyprawia o panikę http://google.org/crisismap/australia.

Mam jeszcze dostęp do dokładniejszych map i zdjęć wykonywanych z 140 satelitów, włącznie z ograniczonym archiwum z serwisu planet.com (podziękowania dla znajomego R. Lacha – Owner/CEO firmy „Konsulting Geoprzestrzenny GEOSPACE”), ale te najnowsze (od września) nie są jeszcze uwolnione poza płatnym dostępem – z tym zaczekam.
W tej sytuacji podobnie nie będę powoływał się na mapy jakie mogę ew. mieć od znajomej – Kierownika Centrum Teledetekcji  Instytutu Geodezji i Kartografii (prof. K. D-Z, która nb. stopień doktora otrzymała na Uniwersytecie Australijskim w Canberra w 1987 r. – prace badawcze nad wymianą strumieni energii pomiędzy powierzchnią lasów eukaliptusowych a atmosferą z zastosowaniem informacji z satelity), z którą od lat współpracuję przy innym temacie.  Informuje mnie, że Instytut  obserwuje pożary wykorzystując dane pochodzące z satelitów Sentinel-2 i Terra Modis.  Te dane w skali kontynentu trzeba jeszcze scalić z wąskich pasków po 300 m – dostępne do publikacji są tylko wyrywkowe zdjęcia ognisk pożarowych (podkolorowane).
Wg Instytutu z informacji na 7 stycznia: pożary objęły powierzchnię 8 mln hektarów. Ale to zależy jak się liczy te powierzchnie – czy jako sumę powierzchni ognisk pożarów (szacunek niższy bardziej dokładny), czy jako obszar wg wspólnej obwiedni tych ognisk – wtedy szacunek zawyżony – jak owe 8 mln.

Natomiast faktycznie – obecne pożary mają inny, bardziej gwałtowny, tajemniczy charakter.
David Bowman, dyrektor The Fire Center na University of Tasmania, mówi, że najbardziej uderzającą rzeczą w tym sezonie pożaru jest charakter zagrożenia na skalę kontynentu. „Zasięg geograficzny i fakt, że występuje od razu, sprawia, że jest on niespotykany” – mówi Bowman. „Nigdy nie doszło do pożaru z południowego Queenslandu, przez NSW, do Gippsland, na wzgórzach Adelaide, w pobliżu Perth i na wschodnim wybrzeżu Tasmanii.”
Ta jednoczesność budzi podejrzenia o … skoordynowaną akcję (?)

Pięciu zatrzymanych to poszukiwani przez służby greckie za podpalenia na Peloponezie. https://www.dailymail.co.uk/news/article-7860635/Australian-bushfire-crisis-183-people-arrested-24-charged-starting-fires.html

Trzeba też sprostować podawaną w mediach (i uzupełnić w art. R. Tekieli) liczbę 480 mln a nawet 1 miliard spalonych zwierząt. Nie jest ona prawdą. Podana została przez Chrisa Dickmana związanego z WWF, który powiedział, że jest to jego szacunek liczby zwierząt dotkniętych przez pożary, niekoniecznie uśmierconych. Liczba ta wzięła się z tego, że przyjęto, iż na hektar przypada średnio 17,5 ssaków, 20,7 ptaków oraz 129,5 gadów. Ową czysto statystyczną liczbę pomnożono przez obszar dotknięty pożarem. Colin Beale z University of York powiedział, że liczby są zawyżone. Bardzo niewiele ptaków pada od pożaru. Szczególnie niepewna jest liczba gadów, które stanowią aż 3/4 owego szacunku. W Australii większość gadów żyje w glebie, która jest bardzo dobrym izolatorem termicznym, więc w większości mogą one przetrwać pożar lasu. -> https://www.bbc.com/news/50986293.

Oczywiście to nie umniejsza dramatu tych zwierząt, które giną lub doznały poparzeń.  Mam doniesienia, że tam każda pomoc będzie mile widziana i niech każdy obrońca zwierząt znajdzie jakąś organizację, których w Australii jest dużo, jakiś szpital dla zwierząt i wpłaci chociaż równowartość jednego piwa lub czekolady. Australijczycy w zdecydowanej większości dbają o przyrodę i swoje zwierzęta. Teraz jest dużo ludzi, którzy z narażeniem życia wchodzą na te palące lub dogasające tereny i zbierają poszkodowane zwierzęta.
Tutaj adresy organizacji wspierających (także poszkodowane osoby, strażaków, na cele rekultywacji itp.) i porady:
https://sydneynews.sydney/sydney-news/australian-bushfires-how-to-help-firefighters-evacuees-and-animals/5704

Sytuacja  jest tematem gorących dyskusji w Australii. W szczególności dotyczy przyczyn obecnego stanu rzeczy.
Mały przykład z publikacji z 7 stycznia 2020 r. :

Wybuchł spór o przyczynę śmiertelnego kryzysu pożarów w Australii , a poseł Liberal Craig Kelly twierdzi, że „podpalenie nie jest spowodowane zmianami klimatu ”. Poseł, znany ze swojego sceptycyzmu wobec zmian klimatu, przedstawił swoją opinię na temat tego, dlaczego kraj został pochłonięty przez pożar podczas wystąpienia w programie ABC RN Breakfast. Twierdził też, że „bezprecedensowa” liczba osób została aresztowana i oskarżona o przestępstwa podpalenia. „Podpalenie nie jest spowodowane zmianami klimatu”.

Kelly wcześniej wywołał spór w brytyjskiej telewizji po tym, jak stwierdził w wywiadzie dla „Good Morning Britain”, że „nie ma związku” między zmianami klimatu a pożarami. Podczas wywiadu Kelly bronił także decyzji premiera Scotta Morrisona o wakacjach na Hawajach w obliczu kryzysu.

Ocieplenie ma znaczenie jako kofaktor stanu pożarowego. Skąd się bierze? Chociaż to inny temat*, to parę słów o tym, dla bardziej zainteresowanych i przygotowanych –  chodzi o tzw. dipole:

Dipol a australijskie pożary: https://www.bbc.com/news/science-environment-50602971
Dipol jako zjawisko naturalne: https://journals.ametsoc.org/…/fu…/10.1175/JCLI-D-12-00638.1
Ciekawe może być odniesienie do Europy : https://www.severe-weather.eu/…/unusually-strong-indian-oce…

Niemniej to indyjski dipol pozostaje główną przyczyną ocieplenia i pośrednio pożarów. Zjawisko to nasila się cyklicznie. Szczególnie aktywne było w połowie XVII w. Pozostaje dyskusyjne czy winne są (tylko) gazy cieplarniane czy większe zjawiska natury kosmiczno-geologicznej. A wśród gazów cieplarnianych fetyszyzuje się CO2 nie uwzględniając dostatecznie pary wodnej, metanu i CFC.
Substancje zubożające warstwę ozonową, w tym chlorofluorowęglowodory (CFC), są znane z tego, że ogrzewają atmosferę tysiące razy wydajniej niż dwutlenek węgla. Po przyjęciu w 1989 r. „protokołu montrealskiego”, w którym wezwano do wycofania tych substancji,  jednak te gazy nie zniknęły zupełnie i prawdopodobnie dokładają się znacznie do topnienia fragmentów Arktyki.

Największe katastrofy występują, gdy nałoży się na siebie kilka naturalnych zjawisk i tak w 1875-1878 doszło do nałożenia się apogeum aktywności El Nino oraz Dipola Oceanu Indyjskiego w efekcie doszło do największej znanej nam katastrofy klimatycznej: z powodu susz na trzech kontynentach zmarło 50 mln ludzi. Nie celebrujemy tej tragedii, bo nie byli to ludzie z I Świata …

Wracając do Australii można się zgodzić, że dzisiejszy punkt odniesienia jest inny niż w 74 r. wobec postępujących degradacji środowiska, więc dbałość o nie powinna być większa.  Niestety są doniesienia, że władze idą w innym kierunku, a co do bieżących działań prawdopodobnie nie tylko o zaniedbania chodzi. W tym dramatycznym wystąpieniu „Australian Fire Series Part 1: Australia – Wake Up Or Die” https://youtu.be/PBsFVn-kKV8 autor (Max  Igan) mówi (m.in.):
Susza, która obecnie ogarnia Australię, została wywołana i jest zarządzana bardzo celowo za sprawą zdradzieckich przestępców w rządzie Australii, który wykorzystuje suszę, którą wyprodukowali, aby popchnąć Agendę 21 wobec mieszkańców Australii.

Strumienie przestały płynąć. Byłem w tym obszarze  przez 52 lata i te potoki nigdy nie były suche. Ohydne susze, które widziałem, wszystkie trawy martwe, ale nigdy nie widziałem, aby strumienie przestały płynąć, ponieważ wszystkie są zasilane wiosną z warstw wodonośnych pod ziemią. Ale teraz zebrali wodę z równin zalewowych, osuszają basen artezyjski, powalili drzewa w górach i wystawili źródła na słońce, i źródła przestały płynąć. I to NIE pochodzi od „zmian klimatu”. To jest celowe! I to nie tylko w dolinie, w której mieszkam. To są wszystkie potoki tutaj po obu stronach pasm górskich.  Zabijają nas , zabijają wszystko, całe dzikie życie, wszystko i wożą ludzi do miast.
(Część 2 – https://youtu.be/t8XmlMpJSJ8 , cz. 3 – https://youtu.be/QvSFpEiR9lY … – chodzi głównie o gospodarkę wodą, sprawy polityczne i prawo, a nawet o konspirację …)

Pod wideo są linki do stowarzyszonych stron – nie jest to pojedyncza emocjonalna wypowiedź.
W nawiązaniu do tematu wspomnę wirtualną znajomą – Polkę Ewę May mieszkającą w Australii, która wskazuje że w tym artykule zadają pytanie: dlaczego rząd Australii, który jako jeden z 47 na świecie, posiada technologię wywoływania deszczu poprzez tworzenie deszczowych chmur, nie użył tej technologii od razu, tylko pozwolił spalić się obszarom wielkości 2 x Belgia i żeby zginęło tyle bezbronnych zwierząt, żeby tylu ludzi potraciło domy, a niektórzy życie… czy dostaniemy kiedyś odpowiedź na to pytanie?

Jest to dobrze znana technologia,  stosowana na całym świecie zgodnie z dokumentem BBC (patrz fragment wideo). Dzieje się tak w 47 krajach, w tym w Australii, w których realizowanych jest na dziś 150 programów.
Australia jako pierwsza przeprowadziła próbę „zaszczepienia chmury” w 1947 roku. Od tego czasu potajemnie ją studiuje, ale interesy rządu i prywatnego biznesu modyfikują pogodę tak, aby odpowiadała bardziej ich własnym interesom.
Jest też w sprawie oferty dla rządu australijskiego udzielonej przez Rosję. Oferta dotyczyła użycia rosyjskich technologii zdolnych do zrzucenia „42 000 litrów wody – prawie pięć razy więcej niż maksymalne możliwości używanego helikoptera bojowego ‚Elvis’ ”. Oferta została odrzucona a rzeczniczka rządu powiedziała, że pomimo przeszukania wszystkich dostępnych materiałów, nie znaleziono zapisu rosyjskiej oferty. Dziwne.  Ale przypomina sytuację omówioną przez J. Ziębę – patrz dalej w jego pogadance.

(w artykule są 2 widea:  o sztucznym wywoływaniu deszczu oraz oskarżenie o korupcję i politykę nieodpowiedzialności).

Jest wiele uczonych wywodów, ale ważne są też bezpośrednie relacje osób, które mieszkają w Australii na stałe lub od wielu lat. Oczywiście są w jakimś sensie subiektywne, ale zakładam, że ci, którzy mieszkają w Australii mają większą wiedzę od nas – mieszkających w Polsce, zwłaszcza, że sporo się o tym pisze i mówi w mediach australijskich.

Jerzy Zięba mieszkał tam 21 lat i w tej pogadance ciekawie opowiada o swoich doświadczeniach.
Potwierdza, że pożary są co roku. Wskazuje na  bałagan, brak sprzętu i niezrozumiałe decyzje władz w akcjach przeciwpożarowych w czasie gdy to obserwował. To by potwierdzało poprzednie uwagi o tym, że tamtejszy rząd ma jakby inny program na kraj… Pokazał przykładowe mapy pożarów z monitoringu w czasie rzeczywistym – skala pożarów bywała wielka, ale nie aż tak jak się twierdzi w mediach. Potwierdza fakt podpaleń, przy czym obecnie może to być także zapalanie z dronów (trudno namierzyć sprawców).  Kultura Australijczyków nie skłania ku podejrzeniom, że to przypadkowe zapalenia od niedopałka czy zaprószenia ognia, ani że to może być częste …
Patrz  https://www.facebook.com/watchparty/2384599931671076/.

Prelegent pokazał mapkę, która ukazuje jak pasmo wschodnich pożarów podejrzanie układa się wzdłuż planowanej trasy kolei (hyperloop). Może jest w tym jakiś plan…
W innym wydaniu podobna mapka poniżej

pożary a planowana trasa kolei

 W Brazylii po pożarach korporacje sadzą żywność GMO. Interesy,  interesy…

Głośna wypowiedź Agnieszki Fitkau-Perepeczko, która mieszka ok. 40 lat w Australi.
Jej zdaniem sprawa jest rozdmuchana, zwłaszcza u nas.  (Uwaga: nagranie z red. Siekielskim częściowo dotyczy plotek towarzyskich, ale w rzeczonej sprawie nie o plotki tu chodzi…)
Były różne komentarze medialne, np. ten.

Mam brata wujecznego, mieszkającego od ponad 40 lat w Australii, znajomych z pracy, którzy od 7 lat mieszkają w Perth (zachodnia Australia, a ich syn uczy się w Sydney, też uważają, że sprawa jest zbyt tendencyjnie nagłośniona, a Perth i okolice są wolne od pożarów), znajomego z Adelajdy mieszkającego tam od dziesięcioleci, znajomą, która corocznie spędza tam parę miesięcy – ich wszystkich już nie indaguję, bo znam ich wstrzemięźliwe opinie… Gdyby działo się coś w ich okolicy lub dramatycznego na skalę państwa – dadzą mi znać.

Akcenty optymistyczne

Zaczęły padać ulewne deszcze, które chyba zakończą ten ciężki kryzys (z ostatniej chwili: miejscami te deszcze zamieniły się w kolejną klęskę gradobicia i podtopień).
Ale i bez tego tamtejsza przyroda, jak co roku, potrafi się odradzać, zobacz te zdjęcia i i wypowiedzi mieszkańców, np. „Natura ożyła po ok. 3-4 tygodniach. To dla mnie niezwykły obraz, ponieważ pokazuje jej odporność. Podczas każdej katastrofy budujemy odporność. Natura przesyła nam wiadomość, że po tak tragicznym wydarzeniu jest nadzieja”.


* Ten wpis będzie elementem serii moich dyskusyjnych artykułów o klimacie, jaki umieszczam na stronie Moc Wiedzy.
Krótki skorowidz tego, co w przyczynkach o klimacie na dziś było opublikowane (też dyskusyjne!):

Uciekinierzy z systemu (szersze tło)
Wojna o klimat z kasą w tle
Zmiany klimatu – co o tym sądzić-  cz.1
Zmiany klimatu – co o tym sądzić – cz.2  (cdn.)
Czy czeka nas niewyobrażalny kataklizm – cz. 1
Czy czeka nas niewyobrażalny kataklizm – cz. 2

i bardzo stary: Dylemat: człowiek – ekologia – klimat

Myślę że w ogóle mamy za dużo mitów …

Zaglądaj, bo zamierzam dodać kolejny artykuł – mam sporo nowego materiału, to bardziej kwestia wygospodarowania czasu, więc nie wiem kiedy …

Rozwijajmy czytelnictwo

Ciągle zapominamy,
że człowiek nieustannie musi korzystać z pomocy innych ludzi.
Mikołaj Gogol

Czytelnictwo w Polsce – biorąc statystycznie – zasmuca a nawet przeraża.
Wg corocznego raportu Biblioteki Narodowej o stanie czytelnictwa  wynika, że jedną książkę w ciągu roku przeczytało w naszym kraju 37 proc. badanych.  W 2018 r. wśród osób w przedziale 60+ ten odsetek wyniósł tylko 33 proc., co zastanawia mnie jeszcze bardziej, bo wydawałoby się że starsze pokolenie ma jeszcze nawyki „niezepsute” kulturą komórkową i sieciową.
Nie będę się zagłębiał w te statystyki – było o tym dużo wzmianek w prasie.

Są już różne inicjatywy instytucjonalne i społeczne by ten trend odwrócić. Myślę, że dużą rolę mają sami czytelnicy – przez swój przykład i akcje własne.
Osobiście dużo czytam. Mimo to znajduję jeszcze trochę czasu by czytelnictwo propagować. Są to dość skromne poczynania i o niedużym zasięgu. Przykładowo fanpage Future Books, blog Next Boox, czasem tutaj i przez udzielanie się w mediach społecznościowych.

Ale przede wszystkim od lat prowadzę prywatnie i jednoosobowo  stronę www.StefanGarczynski.pl poświęconą pamięci i dziełom pisarza, publicysty i nauczyciela Stefana Garczyńskiego (1920-1993).

Autor był i moim nieformalnym nauczycielem – zachowanie jego bogatej spuścizny stało się tym bardziej aktualne im mniej jest osób, które go pamiętają.

Jedną z głównych form działań jest wydawanie ebooków na bazie książek autora. Są one udostępniane za darmo – w myśl misji zachowania twórczości, którą uważam za wartościową a popadającą w zapomnienie. Charakter tej twórczości omówiony jest tutaj.
Moje działanie wiąże się z digitalizacją książek, edycją, korektą i publikacją w różnych formatach. Także z pozyskiwaniem książek i materiałów o autorze oraz propagowaniem strony. Wszystko to amatorsko realizowałem sam. Utrzymywana jest własna domena oraz serwer.
By to działanie miało sens potrzebny jest też podstawowy marketing – bez tego nikt by nie wiedział o ebookach a mało kto o autorze. Przez te lata pociągnęło to sporo kosztów coraz bardziej obciążając budżet emeryta jakim jestem.
W planie jest wydanie jeszcze ok. 20 książek (ebooków). To będzie spora praca…

Zwracam się więc o wsparcie tego projektu w postaci darowizn, które pokryją chociaż część kosztów, ew. pozwolą w przyszłości zlecić pewne prace profesjonalistom, poprawić jakość ebooków i utrzymać obecność w sieci.
Do tej prośby ośmiela mnie fakt, że publikowane ebooki są udostępniane za darmo, z możliwością dalszego przekazywania.
Jest to jednocześnie moja prośba do Czytelników strony StefanGarczyński.pl (ale także tutejszych) – w ten sposób Wasza pomoc będzie miała zarówno materialny i niematerialny charakter, do którego można zaliczyć też polecanie zrzutki na jej stronie.

Jestem też otwarty na inne formy pomocy – organizacyjne, marketingowe, graficzne, edycyjne itp. oraz na rady w tym zakresie. Proszę też o polecanie tego wpisu. W miarę możliwości postaram się odwzajemnić jakąś podobną formą propagowania i pomocy.

Obecnie pomoc uruchomiłem dzięki serwisowi zrzutka.pl,  a dostęp do niej uzyskujesz klikając tutaj.
Usługa umożliwia bezpieczne przekazywanie dobrowolnych jednorazowych datków (oczywiście można je powtarzać wg woli).
Darczyńcy – jeśli tego sobie życzą, mogą wyświetlić lub ukryć swoje dane osobowe oraz wysokość darowizn.
Moje serwisy  (strony) nie zbierają tych danych.

Przypominam, że zrzutkę można oglądać i zasilać także na urządzeniach mobilnych – wszędzie ten sam adres:
https://zrzutka.pl/mc3tzm .

Gdy pojawi się pierwsza grupa darczyńców stworzę drugi kanał pomocy na platformie http://www.patronite.pl
– z nadzieją na pozyskanie patronów gotowych przelewać pewne sumy wsparcia regularnie.

Dodatkowo i tutaj umieściłem w stopce przycisk Rozwijajmy czytelnictwo.

Z góry dziękuję wszystkim Pomocnikom i Darczyńcom!

PS. jeśli masz zrzutkę – możesz podać namiary do niej w komentarzu – to też byłaby forma wzajemnej pomocy.
W takiej sytuacji tym bardziej polecanie tego wpisu będzie korzystne dla obu stron.

Ten wpis jest adaptacją z http://stefangarczynski.pl/pomozecie/

Jerzy Zięba – co o nim sądzę

ZIeba przeprowadził wiele pogadanek w radio niezależnych mediach

Kiedy mówienie prawdy stało się przestępstwem…

Jerzy Zięba – osoba już na tyle głośna, że chyba nie muszę przedstawiać. Dalej jednak będzie tu przedstawiony znacznie dokładniej. Sam osądzisz czy subiektywnie czy obiektywnie…
Poniżej wyciąg (fragmenty) z mojego dłuższego tekstu i paru dyskusji umieszczonych gdzie indziej.
Wypowiadałem się o tym wielokrotnie, ale celowo nie podaję gdzie (pomijam szereg linków), ponieważ chcę to oderwać od mojej działalności na niwie zdrowia, chociaż nawet tutaj ten wątek też się przewija.
Chodzi o sprawy ogólniejsze – stosunek do ludzi, poziom pewnych dyskusji, ujawnianie fałszerstw i hejtu, zamknięcie umysłu, działanie wg schematów i przekazów propagandowych…

Co osobiście sądzę o JZ?
Dla znajomych i czytelników nie jest tajemnicą, że jestem sympatykiem Jerzego – jak setki tysięcy innych jego słuchaczy i czytelników. Zasięg jego stron i książek jest milionowy. Będę go bronił.
Są ku temu podstawy, bo J. Zięba to pozytywny ewenement, nie tylko na skalę polską.
Być może jesteś odmiennego zadania – zatem tym bardziej zachęcam do przeczytania.

Ważne jest poznanie tego, o co Autorowi głównie chodzi w jego działalności – przedstawia to krótki filmik – https://youtu.be/1OL089IbHDI .
Można powiedzieć, że inne szczegółowe działania pana Jerzego to składowe tej misji.

Przypomnę pewną ripostę (było ich sporo), w której Jerzy Zięba, punkt po punkcie, wykazuje nieporozumienia, kłamstwa i postawy  zadufanych arogantów, niestety – także lekarzy. Warto posłuchać tego przykładu, choćby na raty, bo to dość długie.
https://youtu.be/S20jWPA_Y4g .

Powtórzę cytat z prof. Juliana Aleksandrowicza, który stał się też mottem dla Jerzego Zięby:

„Wolę być wyleczony przez szarlatana niż uśmiercony przez sławę medyczną”

J. Zięba był przez lata naturoterapeutą, obecnie zajmuje się przede wszystkim edukacją okołozdrowotną. Znany jest przede wszystkim ze swej książki „Ukryte terapie” (2 tomy). Lubi nadane mu przezwisko „inżynier zdrowia”.

Chociaż J. Zięba nie jest szarlatanem, czy znachorem, jakie etykietki tak chętnie mu się przypina, to JZ słusznie niewiele sobie z tego robi, bo nawet słowo zna-chor oznacza, kogoś kto się zna na chorobach, a do tego jego wskazówki bywają skuteczniejsze od tych lekarskich. 

Wyrazem tego są zarówno dokonania J. Zięby jak i setki pozytywnych opinii pacjentów, którzy zastosowali wskazówki jakie przekazuje w imieniu świadomych lekarzy i badaczy – patrz zakładka Pomogło na stronie www.ukryteterpie.pl  (to zbiór fragmentów wielu listów z początku działalności, który już później nie był uzupełniany).
Istnieje akcja „murem za Jerzym Ziębą” z poparciem na kilkadziesiąt tysięcy osób, niezależnie od wielu licznych grup wsparcia na FB.

Bo nie tylko dla mnie, ale dla rzeszy innych ludzi widoczne jest działanie JZ w dobrej wierze, poświęcenie swoich sił i czasu dla społeczności.

Nawet gdyby w pewnych sprawach czasem Zięba się mylił (chociaż raczej w szczegółach – kto się nie myli?)   – kompensuje to rewelacjami, których nawet profesorowie medycyny nie znają, a szkoda.  Czasem sam widzę jakieś sprzeczności, a potem, przy szerszym oglądzie, zapoznając się z kolejnymi materiałami, odkrywam, że jednak jest w porządku. Gdy coś jest niejasne – ze świętą  cierpliwością, wielokrotnie wyjaśnia pewne kwestie, odpowiada na pytania, przyznaje się do własnych pomyłek.

Zauważmy też następujące różnice:
Po pierwsze – ew. pretensje merytoryczne trzeba mieć do naukowców, których Jerzy cytuje (to nie są „jego teorie”).
Po drugie – wykazuje dużo pokory i dobrej woli, czego nie widać wśród oponentów. Ma otwarty umysł (uwaga jak wyżej) – stale uczy się i obserwuje, gdy wielu oponentów bazuje na starej  i fragmentarycznej wiedzy wg kanonu uczelni, jaką kiedyś posiedli i lenią się by ją aktualizować lub uważają że już wszystko wiedzą.
Po trzecie – jest 
niezależny, nie jest sponsorowany przez farmację czy granty medyczne.
Po czwarte – odpowiada za swoje błędy, gdy natomiast lekarze już nie – jeśli tylko działają zgodnie z oficjalnymi procedurami.
Wreszcie – ma odwagę w pojedynkę stanąć do dyskusji, nawet jeśli miałaby wykazać mu błędy – niestety oponenci nie stają do takiej otwartej dyskusji – atakują zaocznie, nie merytorycznie, często anonimowo i hejtując.

Zresztą, ja będąc już od dawna osobą na emeryturze (=wiekową), myślę że na podstawie doświadczenia życiowego, mogę prawidłowo ocenić format człowieka. Także merytorycznie – ponieważ zajmuję się publicystycznie w różnych miejscach podobnymi sprawami też ok. 20 lat (chociaż bardzo niszowo w sensie zasięgu i nie tak dogłębnie jak JZ).

Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi” – Jan Paweł II.

Jerzy jest wielki w paru wymiarach. To pogląd bardzo wielu ludzi, w niektórych przypadkach rzeczywiście nawet wyrażany z egzaltacją. Ja podchodzę do tego spokojniej – na bazie konkretnych przesłanek. Wymieniłem wyżej odwagę, pokorę, dociekliwość. Dodam:

– Konsekwencję w działaniu na rzecz dobra ludzi – samo uświadomianie prawdy wbrew dużo silniejszym mediom, władzom i „autorytetom”  jest dziś rzadkością. Jednak trzeba dodać do tego konkretne czyny jak współutworzenie i prowadzenie Fundacji Polacy dla Polaków, która została stworzona w celu sfinansowania zakupu leków opartych na marihuanie leczniczej – w pierwszej kolejności dla dzieci z lekooporną padaczką oraz dla chorych na nowotwór mózgu, wspieranie stowarzyszenia non profit „Polska Akademia Zdrowia” oraz TLMZ (Towarzystwo Lekarzy Medycyny Zintegrowanej – w jego utworzeniu p. Jerzy miał inicjujący  udział). O działaniach charytatywnych  JZ – jeszcze dalej.

– Oprócz swojej działalności edukacyjnej i biznesowej, jest społecznikiem. Ponieważ też mam nastawienie społecznika i trochę działam na tej niwie (oczywiście na dużo mniejszą skalę), to wyczuwam tę cechę wyraźnie w Jerzym Ziębie.
Pewną formą działalności społecznej JZ było jego silne zaangażowanie, zwłaszcza w 2019 r., w sprawy polityczne. Nie chodzi o jakieś aspiracje do kandydowania gdziekolwiek, udział w partiach i inne formalne uczestnictwo. Uświadamiał Polakom drogi wyjścia z różnych impasów poprzez ponadpartyjne możliwości jakie dałoby uruchomienie Weta obywatelskiego, Inicjatyw ustawowych i Referendum obligatoryjnego (tzw. WIR). A także innych rozwiązań, głównie w „służbie zdrowia”, zwłaszcza ta ustawa. Nie miało to związku z jego działalnością biznesową (szeroki temat, który tu pomijam).

– Jest osobą życzliwą ludziom, zwłaszcza ujmuje go każde cierpienie i niesprawiedliwość (wtedy bywa ostry wobec winowajców). Otwarty na pytania, serdeczny w relacjach.

– Aktywność na forach związanych z Sejmem, rządem – przykładowo wystąpienia na komisjach sejmowych dot. GMO.

– Inicjatywy ustawodawcze – jak w sprawie nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza i dentysty (wspomnianej wcześniej)  i wspieranie akcji społecznych w sprawie GMO, leczniczej marihuany, strategii antyrakowej …

– Odważne listy otwarte w sprawach zdrowia do obecnego i poprzedniego ministra zdrowia oraz szefa TVP Jacka Kurskiego, do polityków i posłów,  do środowisk lekarskich i mediów itp.  –  wszystkie te akcje nie są związane z biznesem Jerzego – to działania prospołeczne. Przyznasz – dość trudno dziś o takich ludzi.

– Podobnie prezentuje wiele rozwiązań medycznych i ich autorów/producentów, z którymi nie jest związany biznesowo – jest to zaprzeczenie ciągłym posądzeniom o własny interes.

– Zięba jest operatywny, jest skutecznym przedsiębiorcą (obecnie i w przeszłości – na paru polach), który z niczego stworzył w niesprzyjających polskich uwarunkowaniach własną firmę, która odnosi sukcesy. To – w polskiej mentalności, budzi demony zawiści i podejrzliwości, co przekłada się na donosy, insynuacje, złośliwość. Jest wielu, którzy lubią innym zaglądać do kieszeni i węszyć oszustwa. W innych krajach, zwłaszcza w USA, sukces jest czymś co wynosi się na piedestał, podaje jako przykład innym.
Także wysokie nakłady książek Jerzego oraz liczne tłumaczenia (tam też mają uznanie), budzą zawiść.
A jest to przecież wynik ciężkiej pracy i zdolności organizacyjnych.
Czy w ogóle jest coś złego w zarabianiu? Zwłaszcza jeśli robi si
ę to uczciwie. Przykładowo – rozliczenia w Fundacji Polacy dla Polaków (OPP) są w pełni transparentne i publicznie pokazywane na stronie www.  I kontrolowane przez odpowiednie instytucje. Nie mówię o zarabianiu na korzyść organizatorów – wszystko (oprócz drobnych kosztów operacyjnych) idzie na potrzebujących.

– JZ  produkuje świetne suplementy – jakościowo i ze względu na unikalne receptury, które bazują na dewizie skuteczności a nie zysku.
Aby takie mogły być – niektóre nie mogą być tanie, ale klient przecież nie jest w żaden sposób przymuszany do zakupu właśnie tych. W kwestii cen JZ wielokrotnie pokazywał jaki jest rachunek kosztów, gdy chce się robić suplementy na dobrych (najlepszych) surowcach. Z tych rachunków wynika, że przepłacają ci, którzy kupują produkty tanie, ale nic z nich nie mają. Za dobry produkt  należy się zapłata.

– JZ nie reklamuje się w głównych mediach, polega na własnej reklamie na swoich stronach. *

Mimo to klienci biją się o te produkty i sprzedaż jest duża, ponieważ ludzie z przekonaniem polecają je innym.
Ambicją Jerzego jest udostępnianie suplementów (witamin itp.) najwyższej 
jakości oraz takich, których praktycznie w Polsce nie ma. Czy to źle? Samo to przedsięwzięcie – typowanie, zakup/import składników, receptury, eliminacja zbędnych konserwantów i barwników, dbanie o czystość, produkcja,  konfekcjonowanie, dystrybucja, przechodzenie procedur kontroli i rejestracji – to niemałe wyzwanie.

Przy tej okazji warto zauważyć charakterystyczne zjawisko na przykładzie np. witaminy K2 (MK-7). Gdy parę lat temu p. Jerzy podkreślał znaczenie wit.K2 dla gospodarki wapniowej, wielu, w tym lekarzy, stwierdzało że nic takiego nie istnieje i naśmiewali się z informacji Jerzego. Gdy mówił, że ważna jest właśnie odmiana K2 MK7 – podobnie – nie wiedziano o co chodzi. Dziś właśnie tę odmianę wprowadza się masowo do suplementów. I teraz prawie w każdej aptece znajdziesz co najmniej parę preparatów z tą witaminą. Firmy farmaceutyczne robią biznes na tym, co do Polski Jerzy „wprowadził” i … już wszystko jest w porządku… Ale jeśli pochodzą od JZ (bo są lepsze) to bezprawnie się je aresztuje…

Gdy JZ wskazywał na mit cholesterolowy i potrzebę zmiany oficjalnej piramidy żywieniowej, spotykał się z niezrozumieniem i wrogością. Dziś coraz więcej lekarzy przyznaje mu rację, a amerykańskie FDA już zmieniło tę piramidę przesuwając węglowodany w górę. Ale u nas wszystko przyjmowane jest z dużym opóźnieniem – ze szkodą dla pacjentów i ludzi w ogóle.
JZ często jeździł do USA i na międzynarodowe konferencje, skąd przywoził nowinki i je u nas objaśniał.
Podobnie było z jajkami, które przez lata były widziane jako zagrożenie cholesterolowe, JZ pokazał że tak nie jest i stopniowo ta wiedza została zaakceptowana i u nas.

Było szereg innych demistyfikacji, które znalazły uznanie gdy JZ je ujawnił, w tym w coraz szerszym gronie lekarzy, aż doszło do utworzenia TLMZ, które realizuje główną ideę JZ – to lekarze powinni leczyć – integrując medycynę akademicką z osiągnięciami metod naturalnych (medycyną holistyczną).

– Zięba ujawnił tyle przekrętów, wręcz przestępstw, zaniedbań i głupoty, że chociażby za to zasługuje na przysłowiowy medal od społeczeństwa.

– Ma wiele unikalnych kontaktów na świecie – z naukowcami i lekarzami będącymi pionierami nowej wiedzy, którą zaszczepia i w Polsce. Część z nich zaprosił na wykłady do Polski.  Osobiście odwiedził różne kliniki, sprawdzając tamtejsze metody i ich jakość.

– Jego publiczne działania edukacyjne to działanie pro publico bono, a nie działalność biznesowa.
Całą wiedzę na otwartych konferencjach internetowych i w salach w Polsce przekazuje za darmo (czasem organizator nalicza zwyczajową opłatę dla uczestników z tytułu najmu sali i podobne świadczenia organizacyjne). Nie on sam te konferencje organizuje – jest tam zapraszany. Były też seminaria fachowe dla lekarzy i terapeutów – biletowane na poziomie ~150 zł. Nie jest to dużo gdy uwzględnić ceny innych seminariów i fakt że JZ udziela bardzo szczegółowych informacji a na scenie potrafi przemawiać bez przerwy nawet ponad 10 godzin – z poświęceniem i na tyle ciekawie, że widzowie słuchają go i oklaskują.  Jest czas na zadawanie nawet kłopotliwych pytań i odpowiedzi. Porównajmy to z ceną porady specjalisty w przychodni – 200-300 zł za parę minut – nawet jeśli  powie że nie wie jak pomóc (płatność z góry). Lekarze na ogół nie lubią gdy pacjent drąży jakąś sprawę i sugeruje coś od siebie.
Przez nieefektywność państwowej służby zdrowia i długie oczekiwanie na datę wizyty, pacjent jest często zmuszony do skorzystania właśnie z gabinetu prywatnego. A potem do kolejnych wizyt po badaniach (odpłatnych) itd.  Seminaria JZ są oczywiście dobrowolne, a ich temat ustalony.
Ale JZ, jako właściciel firmy, ma obowiązek reklamowania swoich produktów (nie czyni tego na scenie) – dla jej utrzymania, samej produkcji i kontroli, opłacania pracowników i płacenia podatków. Jak wspomniałem – nie musi jednak tego robić w większym wymiarze, bo ludzie sami polecają te produkty widząc jakie są dobre.

– Na produktach i książkach zarobił na tyle dużo, że mógłby „spocząć na laurach”, jednak z oddaniem angażuje się w edukację i sprawy społeczne.

– Zięba opisywane metody i produkty przetestował na sobie. Sam je stosuje na codzień lub wg ustalonych, sensownych zaleceń. Daje osobisty przykład. Regularnie przyjmuje swoje suplementy, co skutkuje tym, że po 60-tce czuje się młodo, jest pełen wigoru i ma plany na drugie tyle lat…

– JZ ma „charakter”, np. potrafi nie jeść przez miesiąc lub radykalnie ograniczyć odżywianie na codzień, testuje na sobie to, co dla innych wydaje się niewykonalne. Ma też wiele zainteresowań – pogłębionych – od spraw zdrowia, poprzez różne hobby (np. jest pilotem)  po politykę.

– Pomimo że połowę swego życia spędził na emigracji, mówi i pisze po polsku bez naleciałości z innych języków, nawet lepiej od wielu Polaków mieszkających tu na stałe (obserwuję jak  wiele osób popełnia okropne błędy i stosuje nowomowę).

– Jerzy jest też dobrym mówcą – jego prelekcje w audytoriach i w Internecie gromadzą tysiące widzów, którzy są pod wrażeniem zarówno wiedzy, dobrego języka,  prostego wyjaśniania złożonych kwestii medycznych, zdolności w ilustrowaniu wypowiedzi oraz otwartości i humoru.

– J. Zięba jest prawdziwym polskim patriotą mimo obywatelstwa (także ) australijskiego i warunków by uważać się za kosmopolitę, z tytułu mieszkania i podróżowania w szerokim świecie. Oceniam że jako pojedyncza osoba ma szansę zrobić dla Polaków więcej dobrego niż niejeden polityk (ba, może więcej niż ich większość).

– Gdy przebywał za granicą praktykował naturoterapię, ma więc doświadczenie, posiada parę certyfikacji.
(Taka działalność jest czymś normalnym na Zachodzie, także w Polsce, przy czym już zaraz za naszą granicą posiada dużo więcej swobód niż w naszym kraju – znamienne…).

– Jest w Jerzym pasja – widać to nie tylko w pracowitości, ale czasem w mocnym argumentowaniu swoich racji wobec nieuków, „autorytetów”-ignorantów, w wytykaniu absurdów. W tych mocniejszych wypowiedziach nie posuwa się jednak do złego, obelżywego języka, którym sam jest często raczony. Czasem nazwie „po imieniu” kłamców albo rzeczywistych znachorów, jeśli im się to należy.
Owszem, JZ ośmiesza wielu lekarzy a nawet profesorów medycyny na konkretnych przykładach ich niewiedzy lub błędów (można powiedzieć, że sami się ośmieszają). Tu pojawia się wspominany sprawiedliwy gniew, gdy widać ich jaskrawe działanie przeciw ludziom. W tym kontekście nie dziwi więc opór i wściekłość środowiska medycznego i akolitów  przybierająca nawet postać jawnego hejtu i pomówień.  Mają swoje audytorium i wsparcie mediów, co umożliwia im takie postawy powielać. Warto jednak tutaj wspomnieć jeszcze raz, że JZ szanuje lekarzy, którzy swą ciężką pracą pomagają ludziom i powtarza, że to oni powinni nas leczyć.

Typowym zarzutem jest, że pan Jerzy wypowiada się o zdrowiu a nie jest lekarzem.
To wymaga szerszego komentarza.

Najpierw nasuwa się istotne pytanie – a ją wiedzę medyczną masz TY, że się na ten temat wypowiadasz? Masz większą?
Ale zostawmy to, – chodzi o Ziębę.

JZ od bardzo wielu lat ‚siedzi’ w nauce – wciąż studiuje prace naukowe, drąży wnikliwie tematy, w tym kontrowersyjne i „tabu”, spotyka się z wybitnymi specjalistami, ma kontakt z wieloma lekarzami, jeździ na konferencje naukowe na całym świecie, itp., przy czym słucha także praktyków, którzy mają znaczące rezultaty w leczeniu. Czyli i teoria i praktyka, nawet alternatywna. W sumie duża wiedza, którą stale nabywa i pogłębia.

Teraz spójrzmy realnie na drugą stronę, na przykładzie lekarzy. Zwłaszcza w Polsce, ich mała ilość, relatywnie niskie płace (często stąd praca na paru etatach), biurokracja zajmując większość czasu, który powinien być poświecony wywiadowi i badaniom, multum chorych z kolejki, których nominalnie trzeba obsłużyć – to wszystko powoduje że lekarz nie ma czasu ani siły by się jeszcze dokształcać. A jeśli będzie skierowany na jakiś kurs – to pod narzucony „poprawny” wzorzec programowy – na ogół pod potrzeby farmacji. Dlatego, niestety, wielu lekarzy ma dużo mniejszą wiedzę niż JZ.
I nie chcą przyjąć do wiadomości, że może istnieć coś więcej i działać skuteczniej. Myślę, że w tym przypadki, nawet jeśli mają akademicką wiedzę, to sprawdza się powiedzenie, że wiedza nie musi prowadzić do mądrości. Co komu z wiedzy, która słabo sprawdza się w praktyce?
Z kolei dydaktycy i naukowcy już osiedli na laurach i aby swej pozycji nie stracić idą nader często na pasku tejże farmacji, sponsora badań i wyjazdów szkoleniowych – także wg zaprogramowanego kierunku.

Dla wielu zdrowie, także publiczne, to biznes a nawet tylko biznes. O ile można zrozumieć opór firm farmaceutycznych, które bronią swych interesów, to bardziej bulwersuje zaciekłość pojedynczych osób w ich „bezinteresownym” (?, Schadenfreude?)  atakowaniu. Podejrzewam, że są to raczej agenci status quo, wcale nie bezinteresowni.

Ogólnie są to ludzie, którzy schematycznie widzą tylko jedną stronę i poprzestali na tym, czego nauczyli się w szkole lub uczelni (jeśli w ogóle…), gdzie program jest narzucony i często pod linijkę biznesu, który sponsoruje ten program i kursy. Albo uparcie ślepo wierzą co mówi ‚nauka’ w swym głównym nurcie, jakby ona była już zamknięta. Wiele nieporozumień wynika  – nomen-omen – z niezrozumienia czym jest zdrowie i jak się je osiąga. Medycyna zajmuje się przede wszystkim chorobami a nie zdrowiem (to wręcz biznes chorobowy). Kolejny schemat. Czyli zamknięty umysł – czy to z arogancji czy świadomie wybranej ignorancji…

Tylko dlaczego wtedy szkodzić innym, zużywać swą energię na krytykowanie czegoś, czego się nie poznało? (widzę osoby, które ewidentnie im mniej wiedzy mają, tym bardziej atakują).

To, że ktoś o czymś nie słyszał nie oznacza, że to coś nie istnieje…

Ta przykra praktyka dotyczy nie tylko Jerzego – Jerzy Zięba nie jest jedynym przedstawicielem takiej prześladowanej trzeźwej opozycji.

Cytowane są w mediach prawie wyłącznie wypowiedzi krytyków, w tym dziennikarzy bez odnośnej wiedzy, którzy nie pochylili się nad racjami autora, natomiast wypowiadają się w stylu skandalizujących tabloidów.  Redakcje (chociaż nie jedyne) zasłynęły z pamfletów na p. Jerzego – w stylu „Soku z Buraka” – nierzetelnych, jakby (?) na zamówienie. Było też wiele niewybrednych „wycieczek osobistych” dotyczących życiorysu, rodziny, dyplomu itp. A w wielu przypadkach wystarczyło by po prostu go zapytać.  J. Zięba także chętnie odpowiadał a vista na wszelkie pytania na internetowych streamach – ma zwyczaj spotykać się w ten sposób i opowiadać także o swojej historii, hobbies, muzyce, poglądach na różne sprawy…
Zatem kto czyta i ogląda te media (TVP i przybudówki też miewają podobne wrzutki) faktycznie wpada w ich schematyzm oczerniania, braku wiedzy bezpośredniej i bazuje na replikowaniu bzdur. To wywołuje odwrotny skutek do zamierzonego – i merytorycznie i w swojej formie obnaża często niskie pobudki piszących. Warto tu przypomnieć wielokrotnie powtarzanego przez Ziębę stwierdzenie, że to nie są „teorie Zięby”, tylko cytowanie przez niego badań naukowych. Jerzy Zięba jest niezależnym popularyzatorem – zajmuje się edukacją i produkcją suplementów, co jest dozwolone i stosowane przez farmację w skali milion razy większej.

Nic nie jest takie, jakie się wydaje …
Kurt Wallander (i inni)

W wymianie zdań na FB, jeden z dyskutantów – XX pyta:

Jakim jest autorytetem [Jerzy Zięba] w dziedzinie medycyny …?

Odpowiedziałem parokrotnie, oto jedna z odpowiedzi:

XX, a Ty jesteś specem od finansów i marketingu  i nie przeszkadza Ci to komentować spraw na których – jak widać z dalszej dyskusji – się nie znasz?
Możesz i mnie to zarzucić, ale jest pewna różnica (przypuszczam co do Ciebie): ja publicystycznie zajmuję się tym ponad 20 lat, a własne doświadczenia (dotkliwe) na styku ze służbą zdrowia mam ponad 50 lat. A Jerzy Zięba niemal zawodowo zajmuje się tym ponad 22 lat, ale interesował się zdrowiem od czasów studenckich, więc oceniam że ponad 40 lat.

Powyżej dość szeroko wypunktowałem kompetencje J. Zięby.

Ale ten argument ogólnie (nie personalnie) jest nietrafiony z paru powodów, wręcz demagogiczny – aż czuję się zakłopotany, że muszę tu wyjaśnić tak oczywistą sprawę. Może przyda się jakimś niedojrzałym czytelnikom, bo nie sądzę abyś Ty o tym nie wiedział… Sądzę, że poniosły Cię emocje.

Teraz przez chwilę o „autorytetach” w medycynie i nie tylko.

Kult, a raczej poważanie autorytetów – ok, ale umiarkowany i rozeznaniem rzeczywistych wartości.

To często autorytety fikcyjne. Przykładowo  mamy w Polsce ponad. 23 000 profesorów (stan w 2015 r.), a jeden z najniższych poziomów innowacji, ilości patentów, bardzo dalekie miejsce w rankingu światowych uczelni, zero naukowych nagród Nobla (oprócz Skłodowskiej).
W tej sytuacji bardziej cenię naukowców-praktyków i po prostu efektywnych praktyków niż naukowców katedralnych.
Jedyna nadzieja w młodych ambitnych, ale ilu z nich się wybije w oplataniu naszej biurokratycznej maszynerii i wobec swych promotorów, którzy albo ukradną pomysł, albo zduszą tych, którzy wybiją się ponad ich poziom?

Mam ograniczone zaufanie do „naukowych publikacji medycznych”. To brzmi jak nieuprawnione uogólnienie, i rzeczywiście różnie to bywa. Omawiam to dość szeroko w cyklu artykułów (gdzie indziej). W skrócie chodzi o tzw.  EBM  (Evidence Based Medicine).
W największym skrócie ujmę to podając wypowiedź  redaktora naczelnego The Lancet, którego wnioskiem jest:

„Ta sprawa przeciwko nauce jest dosyć oczywista: duża część literatury naukowej, przypuszczam, że połowa, może najzwyczajniej w świecie być nieprawdziwa. Nadszarpnięta badaniami opartymi na zbyt małej próbie z mizernymi wynikami, nie mającymi podstaw analizami wyjaśniającymi, jawnym konfliktem interesów a także z obsesją gonienia za modnymi trendami o małej wartości – nauka uczyniła zwrot ku ciemności.”

Podobnych wypowiedzi znaczących redaktorów znajdziecie więcej (ja mam ich z tuzin).
Lepsze podejście to Evidence Based Medicine & Practice – EBMP.
Ale to temat uboczny, którego tu nie rozwijam.

Powracam do wątku Jerzego Zięby.

– On sam ma wyższe wykształcenie i dyplom magistra inżyniera – wbrew insynuacjom i na ten temat. Mało brakowało, a zrobiłby i doktorat – nie zdążył tylko ukończyć części doświadczalnej swej pracy przed emigracją.
Ale to nie jest ważne – jak tu wywiodłem. Liczy się praktyczna wiedza. I za to właśnie i za prospołeczną postawę liczne grono zwolenników chciałoby uhonorować go „doktoratem społecznym”.
Była odnośna akcja (ponad 18 000 wspierających), która natrafia na przeszkody formalne – taka instytucja w Polsce nie istnieje, mimo funkcjonowania tytułu honoris causa, gdzie nawet nie wymaga się posiadania formalnego wykształcenia. Tyle że nadawany jest przez jednostki akademickie, na co J. Zięba oczywiście nie może liczyć.  Zatem chodzi o to, by takie osoby pomagające innym i które same nie zabiegają o zaszczyty i tytuły, jakoś społecznie uhonorować.  Może w tej sprawie sytuacja kiedyś się odmieni…

– JZ jest wiarygodny nie tylko ze względu na tę komplementarną, szerszą wiedzę, ale także dlatego, że nie jest na niczyim pasku, zwłaszcza farmacji – w przeciwieństwie do innych.

Oprócz spraw zdrowia pozostaje skandaliczne traktowanie polskich przedsiębiorców, czego przykładem jest VISANTO – firma J. Zięby.

Tu też niezależnie od bezprawia i absurdalnych zrzutów media rozpowszechniały fałszywe informacje w duchu sensacji  o aresztowaniu Zięby, o jego kryminalnych przestępstwach itp.
W maksymalnym skrócie:

Visanto zostało bezlitośnie zniszczone przez obecnie panujący w Polsce system wandalizmu gospodarczego pod pretekstem, że na rynek polski firma ta rzekomo wprowadziła bez odpowiedniego zezwolenia lek, za co grozi kara do 2 lat więzienia.

Te „leki” to:
1. Trawa z pszenicy i trawa z jęczmienia, bo zawiera chlorofil (sic! – zakwalifikowanie tej trawy – do wyciskania soku – jako lek, to pośmiewisko na cały świat – chyba odtąd sprzedawanie warzyw z chlorofilem będzie na receptę…)
2. Mumio (formalne zarejestrowane przez GIS jako SUPLEMENT)
3. Srebro i złoto koloidalne, które można kupić w aptekach i w Internecie
4. Koenzym Q10, forma, której w sprzedaży NIGDY  Visanto nie miało.

Jak widać – takie zarzuty są nie tylko fikcją, ale jakaś groteską.

Wynik donosu – prokuratura zajęła cały towar w magazynach (nie tylko ww.) oraz całą dokumentację księgową od momentu wprowadzenia tych „leków” na rynek, żeby zobaczyć od kiedy niby, JZ uprawiał ten zakazany prawem proceder. No i… najważniejsze…. nie było NIGDY zarzutu, że wprowadzano na rynek substancję wywołującą powstanie nowotworów, co podobno też było w decyzji prokuratora. W ten sposób firma została sparaliżowana na wiele miesięcy.

JZ wielokrotnie to wyjaśniał (jeszcze z pokazaniem dodatkowych absurdów). Kto naprawi wyrządzoną szkodę  – finansową i w niematerialnych dobrach osobistych?

J. Zięba jest też zastraszany zarówno pogróżkami jak i szykanowany przez władze na inne sposoby – przykładowo, miał wystąpić w poważnych mediach, ale jest okazało się, że jest zakaz wywiadów z JZ pod groźbą utracenia licencji emisji tv.

JZ nie może też upublicznić pod sankcją kary dokumentów jakie polska instytucja, w formie doniesienia na niego, przekazała Prokuraturze ani korespondencji w jego sprawie pomiędzy Prokuraturą i polskim Sądem.

Pomimo medialnej nagonki, nawet tygodnik Polityka, znany z mainstreamowej narracji i uprzednich ataków na terapeutów, w artykule z  29.05.19 „Znachory? Chory zna„,  oprócz wielu informacji wątpliwych i tendencyjnych,  pokazał manipulacje wokół JZ i niezależnych lekarzy. W zakończeniu czytamy:
„… I Przechrzta i Zięba mówią, że mogli mieszkać jeden w Stanach, drugi w Anglii, i stamtąd spokojnie prowadzić swoją działalność. Nikt by ich za to nie ścigał. A jednak wrócili do Polski. Dlaczego? Obaj, niezależnie od siebie, mówią to samo: chcieli coś zrobić dla tego kraju”.

No właśnie.  JZ zarabia dostatecznie dużo na rynku amerykańskim, także na sprzedaży wielojęzycznych wydań swych książek w Europie i w kraju, że krzyki o tym że w Polsce  „goni za kasą”, „naciąga Polaków ” itp. są nietrafne i niesprawiedliwe.

Nawet jeśli mimo tych wszystkich argumentów na korzyść Jerzego Zięby nadal uważasz że nie zasługuje (?) on na szacunek,  to przynajmniej zważ bilans prawdy i nieprawdy, wkładu JZ w poszerzanie świadomości ludzi w sprawach zdrowia versus szkodliwość niektórych praktyk medycyny w formie rockefellerowskiej.

… (jeszcze z dyskusji o zamknięciu firmy J. Zięby):

… Przecież te zarzuty zostały spreparowane na podstawie bzdurnej opinii 2 pań z Instytutu Leków, które nie miały żadnych podstaw. To było wielokrotnie przez Ziębę wyjaśnione z detalami,…
I tak szerzy się nieprawdę.

JZ nie zajmuje się leczeniem  – zawsze mówi, że leczyć powinni lekarze i stosując kombinacje skutecznych metod  – oby tylko chcieli poznać dowody że wlewy z askorbinianu sodu (niezupełnie wit. C) w wielu przypadkach ratują życie jako silny antyoksydant, co redukuje wolne rodniki charakterystyczne w takich sytuacjach, a sok z kapusty też nie leczy lecz znacznie wzmacnia odporność, która jest wtedy pomocna.

Oszust ? Kogoś oszukał? Masz jakikolwiek dowód? (mówię o bezpośrednim, a nie od trolli,  złośliwców lub tych których wcześniej  zaliczyłem do labilnych neofitów jakieś postawy i którzy z drobiazgu czynią syntezę całości).

Co do prawa, bo te aspekt ciągle się przewijał w licznych dyskusjach:
Po pierwsze – wg zasady prawnej – kto komu ma udowodnić winę (fałsz), hę?  Oskarżyciel.
JZ broni swych wypowiedzi samymi podawanymi racjami – także z tego powodu nie musi się przed każdym dodatkowo tłumaczyć.
Po drugie – są tysiące książek popularno-naukowych a nawet mających aspiracje do poradników medycznych, w których znajdujemy zastrzeżenie o ich charakterze informacyjnym, o wyłączeniu odpowiedzialności i konieczności konsultacji lekarskich.
I nikt się ich nie czepia. JZ robi takie zastrzeżenia, a zbiera nieustanną krytykę i hejt.  Widocznie, w odróżnieniu od miałkich publikacji,  nic tak nie boli jak parę słów znaczącej prawdy u niego.

Po trzecie – Zięba, gdy informuje na prezentacjach jak lepiej / komplementarnie leczyć, informuje że zwraca się do lekarzy – nie jest to porada medyczna. Zresztą, wiele tych prezentacji było z założenia przeznaczonych dla lekarzy.
I wiecie co, słuchają, akceptują i proszą o więcej…

Jeszcze uwaga (w zarysie): JZ zawsze akcentuje żeby stosować dany preparat/procedurę dokładnie wg zaleceń. Jak w przypadku leków – zaniedbanie zaleceń może spowodować skutek nieprzewidywalny.
Z tym, że w przypadku leków zawsze podawane i odnotowywane są liczne skutki uboczne – nawet przy prawidłowym używaniu, a w przypadku naturalnych suplementów (które są „doładowaniem” żywności w te naturalne elementy których współcześnie w żywności zabrakło), może spowodować tylko takie skutki jak „przedawkowanie” lub złe spożywanie owej żywności.
A suplementy-preparaty usuwające szkodliwe substancje – przy stosowaniu dawek nie wywołujących nasilonego efektu Herxheimera, pomagają a nie szkodzą.

…  Gdy medycyna jest bezradna w większości chorób przewlekłych, naturalnym jest że szukano metod innych i skutecznych.
I takie są – szkoda że poza medycyną akademicką. Siedzę w tym 20 lat i wiem co mówię. Zięba nie jest lekarzem, zawsze to mówi i podkreśla że jego celem jest zintegrowanie obu podejść dla dobra pacjenta.
Przy okazji powtórzę – bezustannie bada te sprawy od ponad 22 lat, przeciętny lekarz nie ma na to czasu i jest urobiony przez schemat: jednostka chorobowa > lek > dawka. De facto jest szkolony jako sprzedawca leków. Tak to nie działa – to atomizacja wiedzy i działanie antyhumanistyczne. To w sidłach farmacji rodzą się metody i postawy realnie zasługujące na kryminał.
Oczywiście walka jest nierówna – po jej stronie stoją nieograniczone pieniądze i dyktat wyhodowanych „autorytetów”, po drugiej coraz większa ale jeszcze słaba grupa uczciwych badaczy i lekarzy (u nas np. z tworzącego się www.TLMZ.pl), co oczywiście nie znaczy automatycznie że pozostali są nieuczciwi, bywa że niedouczeni.
Co do inwektyw i pamfletów w prasie – niestety wiele z tego to nawet nie poziom tabloidów – dziennikarstwo powinno opierać się na rzymskiej zasadzie Audi alteram partem (należy wysłuchać drugiej strony). Na kilkadziesiąt artykułów bodajże tylko 2 razy dziennikarze pofatygowali się by przeprowadzić wywiad z Ziębą, a potem i tak redakcja okroiła materiał i przeinaczyła jego wypowiedź.

By poznać i oceniać JZ i jego działania trzeba prześledzić niemal WSZYSTKIE ( 90%?)  jego wypowiedzi z ~5 lat. Ja to zrobiłem – minimum 400 godzin – bez lektur. Doszedłem do wniosku (a siedzę w sprawach zdrowia >20 lat), że przeciętny lekarz (ale często i profesor) może być zaorany Jego wiedzą. Często mówi prostym językiem, bo chce trafić do każdego. Więcej pokory. Zresztą nie chodzi tylko o JZ, w TLMZ.pl wokół tej wiedzy grupuje się coraz więcej lekarzy, biologów i terapeutów…Stąd mój pogląd, że działa w dobrej wierze i w dobrej sprawie. To długie moje przypatrywanie się  JZ i jego wiedzy potwierdziło to, co wiedziałem wcześniej w zarysie, czasem w szczegółach, ale przekazało mi też dużo nowych wiadomości, za co jestem panu Jerzemu wdzięczny. To dało mi podstawę by nie być pochopnym w ocenach.
Jak wielu z krytykantów wychyliło się ze swego wygodnictwa intelektualnego i PRZESTUDIOWAŁO jego książki i te tłumaczone, wysłuchało przynajmniej parę godzin wykładów a nie jakieś wyrwane z kontekstu zdania i plotki?
Za to poluje się na pojedyncze przejęzyczenia, lub wyrywa się coś z kontekstu…

Jaki „pęd ku kasie”? Ktoś każe coś od niego kupować? Ludzie biją się o te produkty i wiedzę, bo to im pomaga (mnie też – nie jestem „ciemny”). Ma w firmie kontrolę co parę tygodni i nigdy nic nie zakwestionowano w aspekcie jakości, norm, rzetelności, także finansowej.
Ach to nasze polskie piekiełko zawiści… Nie do pomyślenia na Zachodzie, gdzie hołubi się ludzi sukcesu.
A propos sugerowanego merkantylizmu…

Sam JZ przeznaczył na fundację Polacy Dla Polaków ze swych prywatnych środków (z zysku firmy Visanto – ponad 500 000 zł. (stan w maju 2019).  Część przychodów ze sprzedaży miesięcznika „Zdrowie bez leków” też są na to przeznaczane. Są podobne akcesy donacji na tę fundację.
Po zamknięciu magazynów Visanto, co było równoznaczne z zamknięciem firmy J. Zięba utrzymywał (płacił pensje) pracownikom ponad 6 miesięcy – w nadziei i oczekiwaniu, że tak ewidentny błąd administracyjno-prawny będzie naprawiony i firma wróci do normalnej działalności. Znasz kogoś z prywatnych przedsiębiorców, kto tak by się zachował?

Przy okazji –  XY  skomentował inną dyskusję na mojej stronie:
Miłość, jest kluczem do pokoju na Ziemi.

Zgadza się – przede wszystkim w miłości do ludzi, bo często widzi się jak nie czynią tego ci, którzy rozczulają się tylko nad pieskami lub kornikiem,
Także w kwestii zdrowia, tak jak w moim głównym motto strony o zdrowiu – od samego jej początku w 2007 r.:  „Powracamy do zdrowia głównie dzięki miłości” (Paracelsus).

I tak, jak stale powtarza Jerzy Zięba, kończąc swoje prelekcje zdaniem „Czyńcie dobro”  lub pisząc (w 10 punktach swojej dziennej rutyny)  i mówiąc (cytat): „Uczucie całkowitego wybaczenia ma  b e z p o ś r e d n i   w p ł y w  n a   p r a w i d ł o w e  funkcjonowanie naszego organizmu na poziomie komórkowym”, co wykazano doświadczalnie.
Dlatego wybacza swym oszczercom, chociaż musi też z obowiązku bronić swoją firmę i dobrego imienia ludzi fałszywie oskarżanych.
Oraz tak jak ci, którzy wspomagają potrzebujących np. w akcji Polacy dla Polaków.
Ja nie mogę wiele, ale od początku jej powstania ustanowiłem comiesięczne zlecenie stałe na rzecz tych dzieci.

Ile Wy, krytykanci, daliście?

Wspomniałem o gruntownych kontrolach jakościowych, które przeprowadzały krajowe inspekcje różnych organów i niczego nagannego nie znalazły. Jako ciekawostkę podam, że ponieważ i w USA ta jakość wzbudziła sensację, to przedstawiciele amerykańskiego FDA przyjechali do Polski i przeprowadzili  precyzyjnie i niesamowicie „wyśrubowane” AUDYTY całości  działalności dotyczące jakości suplementów VISANTO, metod ich produkcji itd.
Ciekawe czy i jak XX sam protestuje przeciw niezliczonym suplementom na rynku, będących podróbkami lub zwykłym naciąganiem, produktom nafaszerowanym różnymi szkodliwymi dodatkami? (co zdarza się  i w lekach). Czy jeśli gdziekolwiek zobaczy ich reklamę to tam umieszcza swoje docinki? O tym zakłamaniu reklamowym pisałem już wyżej…

Inna sprawa – nawiązująca także do przewijających się zarzutów braku badań przez instytuty naukowe.To wymaga wyjaśnienia, bo  wiele osób nie rozumie statusu suplementów.
Po pierwsze, JZ – podobnie jak wielu dietetyków – jest zwolennikiem dostarczania potrzebnych człowiekowi minerałów i witamin poprzez żywność. Niestety ziemia została tak zubożona, dużo bardziej niż kiedyś alarmował o tym prof. J. Aleksandrowicz, że tych elementów jest tam stanowczo za mało względem zapotrzebowania człowieka  Stąd suplementacja stała się konieczna jeśli chcemy być zdrowi. ‚Niestety’ – podwójne, bo w większości przypadków zjedzenie dzisiejszych owoców czy warzyw, by dostarczyły odpowiednią ilość substancji jest niewykonalne – byłyby to kilogramy dziennie, a przy okazji zatrulibyśmy się chemią z oprysków i z nawozów. Już mało jest miejsc gdzie można znaleźć prawdziwie ekologiczne produkty. I nie każdy ma szansę je znaleźć czy zaprowadzić sobie ekologiczny ogródek
Suplementy koncentrują owe pożądane substancje, a te od JZ składają się z surowców naturalnych i nie zawierają trucizn. Na tym polega duża sztuka, której JZ dopiął w swoich recepturach, w kontrolowanym doborze dostaw i w produkcji. (W niektórych produktach jest minimalna ilość bezpiecznych dodatków technologicznych).

Po drugie – suplementów się nie bada klinicznie, bo to nie leki – są równoważnikiem żywności. Tej się tak nie bada. Owszem suplementy dopuszcza się  do obrotu, i te od JZ wszystkie miały urzędowe dopuszczenie. Ktoś sugerował, że np. mumio nie jest dopuszczone w Polsce do sprzedaży. To skąd tyle sklepów ten preparat sprzedaje? I nikt ich nie ściga?

Po trzecie – „badania metod”. Zięba cytując (w książkach i niektórych) filmach badania, właśnie powołuje wykonywane przez naukowców i opublikowane w czasopismach naukowych lub podręcznikach. To są jednak często badania „zakopane” na tyle, by prosto nie trafiały do świadomości lekarzy czy decydentów  medycznych.
Inna sprawa że  – jak wspomniałem wcześniej – nie wszystko co medyczne się bada (np. większość szczepionek przed dystrybucją nie bada się wg zasad klinicznych), a prawdopodobnie w ogóle do 50% badań jest nierzetelnych (jak wskazałem wcześniej). 
Wreszcie – to, co stoi na drodze biznesu farmacji, nigdy nie doczeka się badań, bo:
– to godziłoby w ten  biznes jeśli tani, skuteczny produkt naturalny wyparłby jakiś lek
– nikt nie wyłoży milionów na badania czegoś, czego nie można opatentować i nie można na tym zarobić (produkty naturalne)
– medycyna nie jest zainteresowana badaniem metod, które wyparłyby te, na których zarabia.

Nie nadużywałbym więc fetyszu nauki w medycynie farmaceutycznej (oczywiście oprócz badań podstawowych w samej medycynie i ugruntowanej wiedzy o fizjologii, anatomii, technikach chirurgicznych i ratunkowych itp.). Raczej odwołałbym się znów do skutecznej praktyki.
Na marginesie:  cenisz ogrom wiedzy medycznej – owe „tysiące testów i badań”,  wiele lat studiów by mieć zdanie na temat medycyny,  a nie chcesz  docenić tych lat dociekań JZ oraz zdobyć się osobiście przynajmniej na parę godzin by poznać co JZ pisze?

Co do kwalifikacji w sprawach onkologii – JZ nie musi być ekspertem jako popularyzator – wystarczy, że opiera się na pracach ekspertów. Tu nie różni się od wielu innych – także np. lekarzy ogólnych, którzy też odsyłają do specjalistów. Ma jednak parę przewag – ogarnia szerszy interdyscyplinarny horyzont, wie, że rak jest w większości ogólnoustrojową chorobą metaboliczną, czego specjaliści na ogół nie rozumieją lub nie chcą dostrzegać i z uporem walczą z symptomami a nie z tą przyczyną. I dlatego mają tak słabe wyniki w swej „walce”. O ile przeżywalność pięcioletnia powoli statystycznie rośnie dzięki nowoczesnym ale drogim lekom (nie bez skutków ubocznych), to już zgonów po 5 latach w tych statystykach się nie uwzględnia.
Jest powiedzenie rodem z informatyki dotyczące roli założeń pasujące tu do metodologii medycznych: śmieci na wejściu – śmieci na wyjściu.
Tutaj upraszczam, ale to daje do myślenia na wielu polach…
JZ zajmuje się suplementami, bo to one odbudowują naturalną odporność, która potrafi zarówno zapobiec nowotworom, jak i cofnąć chorobę, gdy wielu prominentów onkologii nie tylko nie robi nic w tym kierunku, a jeszcze dokłada organizmowi trucizn i obciążeń w postaci chemioterapii, naświetleń i ekstrakcji guza, co powoduje często przerzuty. Podobnie, nie uwzględniają, że za przerzuty odpowiadają komórki macierzyste, których te inwazyjne metody nie niszczą. Czy to są właściwe kwalifikacje onkologów, które tak wynosisz?
Wiadomo, że każdy posiada w ciele bardzo dużo komórek nowotworowych, rzecz w tym aby nie dać im się rozwinąć, za co odpowiada system immunologiczny. Stąd bierze się wielka nadzieja związana z nowoczesną immunoterapią, której metody przytaczane przez IZ wychodzą naprzeciw.  Parę godzin popularnej pogadanki JZ (5 odcinków na dziś), od której zaczęła się część niniejszej dyskusji, pokazała tylko zarys wiedzy prelegenta na te tematy.  …

JZ nie uchyla się od żadnych pytań, nawet „wysokich autorytetów”. Nieraz  proponował publicznie i w adresowanych listach konfrontację – nie było jednak odważnych lub zainteresowanych. Wygodne podejście zaocznych krytykantów, prawda?

JZ dla ułatwienia podaje w swoich książkach nie tylko autorów, tytuły i czasopisma naukowe cytowanych źródeł, a  gdzie możliwe  także adresy internetowe do publikacji, oraz  miejscami też QR-kody do artykułów – naprawdę łatwiej dla czytelnika już nie można, ale widocznie krytykantom się nie chce sprawdzić, ba  – nawet zajrzeć  lub „wiedzą lepiej”.

I na koniec pytanie:

… Skoro lekarze, naukowcy i politycy tak wszystko wiedzą, to dlaczego tak marnie wygląda stan zdrowia Polaków i mamy za 2018 r. rekord umieralności?

Ale to już dużo szerszy temat…

* Dopisek ex post: Na przełomie 2019/20 J. Zięba zaczął reklamy swoich produktów w Internecie. Stało się to po zamknięciu firmy w Polsce i uruchomieniu za granicą jej nowej odsłony


Tajemnice Księżyca, Marsa i …

księżyc i ziemia

Dotykam olbrzymiego tematu, który jest przebojem wielu stron poświęconych astronomii, astronautyce i … UFO, więc siłą rzeczy muszę go zawęzić do pewnej części i to bardzo skrótowo.
Części, która może mieć zaskakujące znaczenie dla ludzkości – o tym pod koniec.
Będzie głównie o Księżycu, ale szereg wątków można powiązać i z Marsem. Możesz potraktować tę notkę jako przykład science-fiction albo jako impuls do zastanowienia się czy jednak to coś więcej.
Wielu ludzi z otwartymi głowami, fantazją i wyobraźnią, którą chcą rozwijać, ciekawych świata i przygód, tęskniących za lepszym światem, wolnościowców – lubi SF. Jeśli w opowieściach SF czasem pojawia się wątek walki dobra ze złem, to zakładam, że opowiadamy się za dobrem. Nasze czasy uczą, że wczorajsze SF staje się coraz bardziej namacalną rzeczywistością…

Uwaga
– przekazuję informacje, które są dostępne w sieci – nie generuję ich, one SĄ. Dalej cytuję przykładowe wypowiedzi na tytułowy temat – nie koniecznie najnowsze. Tutaj o tych niezwykłych, na pograniczu „sensacji spiskowych”. Słowo „spisek” jest jednak dobrym narzędziem ukrywania faktów i tajnych programów. Są programy realne (tajne) i „przykrywkowe” – jawne w różnym stopniu. Zanim przejdę do wytypowanego podtematu…
Księżyc od dawna budził fascynacje i zadziwiał. W książce Kto zbudował Księżyc (Ch. Knight, A. Butler) znajdziemy taki diagram (fotografia z książki, pobierz jeśli nieczytelna).
prawidłowości liczbowe - Księżyc
Myślę, że te niezwykłe koincydencje budzą refleksje jeśli nie podziw. Oczywiście w książce jest to dokładnie i obszernie omówione. A także wiele innych tajemniczych księżycowo-ziemskich tematów.
Tytuł książki naprowadza na zagadkę pochodzenia Księżyca. Jest wiele hipotez (są w książce), żadna nie jest definitywnie rozstrzygnięta – to temat na przyszłość. Natomiast mamy sporo przesłanek na to, że może być tworem sztucznym. Powyższy diagram też to sugeruje, ponieważ taka matematyczna precyzja i koincydencja nie zdarza się samoistnie. Sugeruje to też ciężar właściwy Księżyca charakterystyczny raczej dla ciała z pustym (przynajmniej częściowo) wnętrzem. Podaję za Fundacją Nautilus:
Zanim jeszcze Armstrong poleciał na Księżyc, na jego powierzchnię zrzucono wypalone człony napędowe bezzałogowych statków, które dokonywały lotów zwiadowczych i zostawiły na Księżycu sejsmometry (urządzenia reagujące na drgania skorupy) chcąc się upewnić czy wewnątrz księżyca nie zachodzą reakcje geotermiczne. Urządzenia te za pomocą sygnałów radiowych przekazywały do Houston wyniki pomiarów drgań skorupy Księżyca. Pomiary te kilka razy wywołały zdziwienie naukowców. Okazało się bowiem, że uderzenie o powierzchnię naszego satelity dwunastotonowych członów napędowych rakiet wywołało lokalne „trzęsienie skorupy Księżyca”, przy czym zdaniem wielu astrofizyków (m.in. Harolda Ureya z USA czy H. Wilkinsona z Wielkiej Brytanii) wyglądało to tak, jakby pod powierzchnią zbudowaną ze skał znajdowała się metalowa skorupa otaczająca jądro. Księżyc zabrzmiał jak dzwon. Drgania nie trwały sekundy czy minuty czy nawet godziny lecz nikłe echo „pozostawało” przez tygodnie. Analizując szybkość rozchodzenia się drgań w tej niby metalowej skorupie, określono nawet, iż jej górna warstwa leży ok. 70 km pod powierzchnią globu i ma grubość 60-70 km. Jeden z astrofizyków stwierdził, że wewnątrz Księżyca może się znajdować niewyobrażalnie wielka, „prawie” pusta przestrzeń o objętości 73,5 miliona metrów sześciennych. Pod koniec lat 70. wykonano analizę komputerową składu chemicznego metalu, z którego miałaby być wykonana skorupa otaczająca wnętrze Księżyca. Mierząc szybkość przenoszenia się dźwięku wewnątrz tej warstwy, stwierdzono, iż głównie składa się ona z niklu, berylu, manganu, wolframu, wanadu, a przy tym zawiera stosunkowo mało żelaza. Taki stop byłby idealnym pancerzem odpornym na przebicie mechaniczne i na dodatek całkowicie antykorozyjnym! Już tylko ta analiza wykazała, iż jest niemożliwe, by skorupa ta powstała jako twór naturalny.

W powołanym artykule poruszone są skrótowo różne inne tajemnice Srebrnego Globu, które tu pomijam, natomiast polecam ciekawe zdjęcia pod artykułem (także przykłady retuszu zdjęć oficjalnych).

Tutaj wtrącę uwagę, że żadna z podanych obserwacji czy hipotez nie jest jeszcze dowodem, natomiast w tym i w innych tu omawianych zagadnieniach nagromadzenie takich cząstkowych przyczynków które się uzupełniają, coraz bardziej uprawdopodabnia stworzenie przynajmniej teorii o jakimś zjawisku, która nie ustępuje innym teoriom przyjętym w nauce [1].
Kolejną uwagą jest, że nie zajmuję się tymi sprawami na co dzień, tym bardziej nie jestem astronomem, ufologiem czy badaczem, zatem podaję przykłady arbitralnie – akurat takie które mi się przypomniały. Zainteresowanych zachęcam do własnych poszukiwań.

Nasuwa się zatem pytanie, że jeśli coś jest na rzeczy – kto, kiedy i dlaczego zbudował taką strukturę.
Inne często zadawane pytanie to, dlaczego od czasu programu Apollo NASA nie wysłała tam żadnych astronautów, mimo programu „powrotu na Księżyc”, o którym wspominał jeszcze prezydent Barack Obama. Oficjalnie uzasadniało się, że ze względu na trudności budżetowe prawdopodobnie zostanie odłożony w czasie. Kolejne obietnice i terminy są niedotrzymywane. Faktem jest też fiasko szeregu lądowań sond i utraty łączności, chociaż bywało trudno ustalić co było tego przyczyną. Wśród różnych spekulacji wokół realnych przyczyn pojawia się opinia “bo nas tam nie chcą”.
Wiąże się to z relacjami astronautów, którzy tam byli. Mieli widzieć o wiele więcej, niż to się powszechnie przyjęło sądzić. Nad powierzchnią Księżyca unosiły się Niezidentyfikowane Obiekty Latające (potocznie UFO), które bardzo uważnie śledziły kolejne fazy zdobywania Srebrnego Globu. Jest wiele domniemanych wypowiedzi, przykładowo cytuję za portalem Nautilus:
Brytyjski badacz UFO Timothy Good, w swojej książce „Beyond Top Secret” prezentuje tezę, że astronauci widzieli na Księżycu istoty pozaziemskie. Dowodem na tą kontrowersyjną teorię ma być rzekoma tajna rozmowa pomiędzy Neilem Armstrongiem a Buzzem Aldrinem z Apollo 11 a personelem naziemnej obsługi lotu, którą mieli podsłuchać radzieccy naukowcy.
Dr Władimir Ażaża, radziecki fizyk i matematyk, twierdzi, że spotkanie miało miejsce krótko po wylądowaniu, jednak relacja astronautów nigdy nie została wyemitowana publicznie, ponieważ została ocenzurowana przez NASA. Maurice Chatelain, specjalista od spraw łączności, który w tym czasie pracował dla NASA, publicznie oświadczył, że spotkanie załogi Apollo 11 z istotami pozaziemskimi jest wielką tajemnicą NASA oraz że wszystkie misje Apollo były obserwowane przez UFO.  Nota bene – NASA, wbrew powszechnemu przekonaniu nie jest ściśle cywilną organizacją, ale podlega lub jest kontrolowana przez wojsko i służby USA.
W uzupełnieniu: dokumentalny film „Apollo 11: historia niedopowiedziana”, autorzy ujawnili szerokiemu odbiorcy to, o czym wcześniej szeptano – astronauci spotkali na Księżycu UFO.
Potwierdza to Edwin „Buzz” Aldrin z załogi „Apollo 11”, który był, po Neilu Armstrongu, drugim człowiekiem na Srebrnym Globie. Aldrin oświadczył, że podczas lotu na Księżyc załoga Apollo 11 obserwowała przelot niezidentyfikowanego obiektu latającego. – Tam naprawdę coś było. Widzieliśmy to na własne oczy – twierdzi „Buzz” Aldrin.
Właśnie podczas lotów astronautów (nie tylko amerykańskich) obserwowali oni coś, co można określić jako UFO.
Z innych miejsc mamy wprost przecieki relacji astronautów. Więcej o w tym artykule.
Ale odbiegamy od tematu…
Wszystko sprowadza się do stwierdzenia – bezpośrednio  i pośrednio, że Księżyc (a także Mars) może być zasiedlony (są też domniemania, że Mars był kiedyś zasiedlony). Mogą o tym świadczyć zarówno ww. wypowiedzi jak zdjęcia powierzchni, których jest coraz więcej – nie tylko tych oficjalnych udostępnionych przez NASA, ale i z innych źródeł. Można na nich odnaleźć dziwne obiekty przypominające olbrzymie budynki i instalacje.
W rozważaniach dotyczących zagrożeń (katastroficznych lub ewolucyjnych) jakie mogą przytrafić się na Ziemi uwzględnia się tzw. Alternative 3, tj. przygotowanie do kolonizacji Marsa. Oprócz popularnych filmów (na YT na hasło alternative 3) znajdziemy zarówno takie projekty jak i wzmianki, że takie zasiedlenie już ma miejsce. Warto przy okazji wspomnieć, że niektóre kinowe filmy katastroficzne i SF przemycają też takie scenariusze – jakby w przygotowaniu ludzi do takich możliwości lub konieczności.
Że zdjęcia z Księżyca i Marsa były ukrywane, manipulowane i retuszowane przez NASA – było ujawnione przez wielu niezależnych badaczy. Były o tym audycje w NTV – Tomasz Ferre analizuje przykładowe wybrane zdjęcia z Marsa. Czasem widać jak “ordynarnie “ się to robi. Ale i interpretacje też nie są do końca pewne. Dociekliwi mogą sami spróbować analizując zdjęcia z https://www.google.com/moon/ i https://www.google.com/mars/ , chociaż nie jest to łatwe. Zdjęcia z chińskich sond pokazują inne kolory Księżyca niż te z NASA.
Parę przykładów:
Na YT można znaleźć też filmiki pokazujące statki wylatujące z Księżyca (lub odwrotnie), np. https://youtu.be/CtyFQRkhW9g 
O życiu na Księżycu i nie tylko, już dawno opowiadała Rauni Hildehttps://youtu.be/J1ooUnPBHOg od ok. 3.5′ (zginęła później prawdopodobnie przez ujawnianie różnych tajnych projektów).
Informacja o tym, że “mieszkańcy” Księżyca dysponują technologią wyprzedzającą naszą o setki lat nie powinna szokować, gdyby nie odnosiła się do … dostępności tej technologii także na Ziemi. To utajniona historia dotycząca zwłaszcza elementu ludzkiego w wydaniu prehistorycznych cywilizacji na Ziemi (słynne wimany itp.) a nowożytnie przez frakcję naukowców z III Rzeszy. Popularnie opowiadał o tym kiedyś Roman Nacht np. tutaj https://youtu.be/g_v33XjkcXY  (przykładowo, bo podobnych pogadanek i artykułów jest więcej).
Zbliżone relacje pochodzą od sygnalistów i ekstrasensów, także tych, którzy byli zaangażowani w tajne projekty wojskowe jak np. kontrowersyjny Stewart Swerdlow (~”urodzony jasnowidz, produkt genetycznej manipulacji rządu amerykańskiego, uczestnik programu Montag. Posiada w sobie DNA 12 ras z tej galaktyki, mentalista, twórca międzywymiarowego języka…”) – patrz przykładowo https://youtu.be/SvZUQ2YkOuk (2016 r.; chociaż akurat to wystąpienie budzi u mnie szereg wątpliwości, ale koncentruję się na fragmentach o Księżycu, Marsie i Ceres od ok. 23’ oraz dalej o bazach na Ziemi, zwłaszcza w samej końcówce wykładu). Jest to głównie o ciemnej stronie zagadnienia.
Bardziej fachowo od strony technicznej zaawansowane bronie niemieckie opisywał Igor Witkowski w swoich książkach, np. “Supertajne bronie Hitlera” (8 tomów), „Nowa prawda o Wunderwaffe”, „Kryptonim S-3. Największy projekt Kamimlera” …
O bazach na Księżycu mówią również wojskowi i kosmonauci z USA, np.: https://liveglobalalert.com/byly-pilot-cia-na-ksiezycu-zyje-ponad-250-milionow-ludzi-fotowideo/, tam też wypowiedź amerykańskiego astronauty Mitchell’a, który tak relacjonuje swój pobyt na Księżycu.
„MOJA SZYJA WCIĄŻ MNIE BOLI, GDYŻ MUSIAŁEM NIEUSTANNIE OBRACAĆ GŁOWĘ, GDYŻ CZULIŚMY, ŻE NIE BYLIŚMY TAM SAMI. NIE MIELIŚMY WYBORU JAK TYLKO SIĘ MODLIĆ. NASI CHŁOPCY OBSERWOWALI RUINY KSIĘŻYCOWYCH MIAST, PRZEŹROCZYSTE PIRAMIDY, KOPUŁY I BÓG WIE, CO JESZCZE, KTÓRE SĄ OBECNIE GŁĘBOKO UKRYTE W SEJFACH NASA I CZULI SIĘ JAK ROBINSON CRUSOE, KIEDY NAGLE NATKNĘLI SIĘ NA ODCISKI BOSYCH STÓP NA PIASKACH BEZLUDNEJ WYSPY”.
W literaturze ufologicznej spotkać można także rozszerzony zapis spotkania z UFO na Księżycu mówiący, że Armstrong przekazał bazie w Houston informacje na temat dwóch podłużnych obiektów, które wylądowały w pobliżu modułu księżycowego i przypuszczalnie obserwowały astronautów. Miało to być sygnałem ostrzegawczym, że Srebrny Glob jest już „zajęty” przez kogoś innego.
Mówi się nie tylko o bazach na Księżycu i Marsie, ale i dużo dalej
Podobne relacje (różna wiarygodność) na tym portalu jak np.: https://liveglobalalert.com/przygotuj-sie-amerykanska-marynarka-wojenna-i-nasa-maja-w-pelni-sprawna-kosmiczna-flote (ale to jest niższy poziom ujawnienia), bo… Uwaga – napięcie rośnie
https://porozmawiajmy.tv/grzmiaca-werwolf-i-bazy-na-marsie-dariusz-kwiecien/ od min. 46 do ok. 1h8′- jeszcze większy odlot (?). Alex Berdowicz opowiadał o tym parę razy przy innych okazjach. Bodajże najszerzej w tym wykładzie (różne tematy) – https://youtu.be/u59BeWdnw3Q.
Te elementy układanki mają swoją historię, głównie utajnioną, ale i wydobywaną przez niezależnych badaczy, przykładowo w ramach projektu Ujawnienie (Disclosure) – patrz skrót, jak sygnalistów (Wikileaks itp. – https://ripsonar.wordpress.com/category/ufo/projekt-ujawnienie/)…
O Szwabii i Niemcach na Antarktydzie uzupełniająco np. tutaj http://www.kontestator.eu/tajna-wojna-wielkiej-brytanii-w-antarktyce-(1).html  (3 części).
Ze źródeł zagranicznych, oprócz podanych przez Berdowicza, warto śledzić David Wilcock i Corey Goode (mają kanały na YT), gdzie ten temat jest fragmentem dużo większych historii np. zarysowanych na https://youtu.be/XJPMlI7G0SI (przegląd, z omówieniem filmu The Cosmos Secret).
Podobnie strona https://5dearthproject.com/ gdzie David i Corey są wiodącymi gośćmi. (Corey Goode był kiedyś relacjonowany też na stronie https://kosmiczne-ujawnienie.blogspot.com/).
Ale to już dużo szerszy temat do którego krótko wrócę na końcu. Warto wspomnieć, że te wieści potwierdzają tezy i ślady dotyczące ingerencji Obcych w rozwój ludzkości, tzw. paleoastronautyki (cała saga u E. von Dänikena i w podobnej literaturze).
Dochodzimy do istotnego pytania – jeśli tak jest, to dlaczego się to ukrywa. Odpowiedź jest dużo prostsza niż na poprzednie pytania. Oto parę punktów:
  1. Względy światopoglądowe, a zatem i religijne – ujawnienie że są wokół nas Obcy zaprzeczyło by paradygmatowi i dogmatom, powodując wstrząs społeczny
  2. Byłaby to też dyskredytacja oficjalnej nauki, która nie tylko neguje zjawiska pokroju UFO a nawet się z nich naśmiewa
  3. Ujawnienie tajemnic wojskowych jest oczywiście zagrożeniem przewagi, jakie pewne technologie dają mocarstwom
  4. Wstyd i polityczny blamaż jeśli okazałoby się, że politycy przez dziesięciolecia okłamywali społeczeństwo oraz prowadzili tajne projekty z czarnych budżetów i bez procedur demokratycznych, nawet bez uwzględnienienia Kongresu i prezydenta; przy okazji wyszłyby na jaw źródła finansowania związane z mafiami narkotykowymi i innymi wysoce nielegalnymi procedurami
  5. Było by to też przyznanie się do zwycięstwa w pewnym sensie Niemiec hitlerowskich, które wyprzedziły świat technologicznie o dziesięciolecia (USA i ZSSR sporo z tego zawłaszczyły po wojnie), a ta przewaga występuje nadal w omawianej skali kosmicznej.
  6. Byłyby zagrożone interesy wielu firm, które dyskontują obecny poziom technologii, nawet jeśli wiedzą o nowszych ich generacjach.
  7. Obecny stan oficjalnej wiedzy i technologii jest narzędziem utrzymywania ludzi w zależnosci i pozwala zarówno na korzystny dla mocarstw status quo jak i wyzysk społeczeństw.
Podobne motywy rządzą wieloma aspektami obecnego świata, gdzie ukrywa się szereg odkryć, sposobów leczenia, mechanizmy i działania finansowe, gry polityczne. Jest to ujawniane przez wiele organizacji i ruchów oporu (np. Projekt Camelot / Kerry Cassidy – kopalnia wiedzy – polski przyczynek np. tutaj).
W tym kontekście szereg oficjalnych projektów  jak CETI, projekty rakietowa NASA czy E. Muska wyglądają jak działania przykrywkowe i skądinąd projekty społeczne użyteczne pod względem zatrudnienia ludzi, i zaspokajające aktualne potrzeby (zwłaszcza biznesowe), ale jednocześnie w perspektywie nieracjonalne i bardzo kosztowne.
Dochodzimy do tego, że ponieważ świadomość ludzi rośnie, to poruszone tematy już coraz mniej szokują i ich ukrywanie jest trudniejsze. Optymiści twierdzą, że wkrótce to się skończy w akcie mocnego przełomu (apokalipsa wg źródłosłowu oznacza ujawnienie, odkrycie zasłony tajemnicy). Tę tezę rozwija szereg wizjonerów a nawet (?) badaczy Tutaj wymienię dość radykalne przekazy Haralda Thiersa (np. w tym wywiadzie, który jest częścią serii zainicjowanej w Polsce przez Stanisława Milewskiego) [ 2 ]. Prelegent powołuje się głównie na Tommy Williamsa (jego kanał na YT: https://www.youtube.com/channel/UCqFP7ftC6XfYyvhoJPCKP7A).
Wspomina o tym wielokrotnie wspomniany Alex Berdowicz na swej stronie porozmawiajmy.tv , który wywiad przeprowadzał. Podobnie działa np. Sebastian Minor prowadzący stronę Federacja Galaktyczna oraz czasem występujący na kanale Niezależnej Telewizji i jej imprezach (wśród innych podobnych osób) oraz na kanale Gaja tv (skromny odpowiednik Gaia.com).
Mamy w Polsce jeszcze wielu innych, z których wspomnę jeszcze raz Igora Witkowskiego, który opublikował już 15. i 16. tom swojego cyklu “Instrukcje przebudzenia”, a kluczowy tom 17. („Przemiany na Ziemi jako wrota do przyszłości„) jest już napisany, ale będzie ujawniony gdy zapowiadane zmiany będą miały miejsce. Jego narracja, aczkolwiek potwierdza że mamy kosmicznych opiekunów i przeciwników, skupia się bardziej na samym człowieku (pisałem o tych książkach tutaj).
Do tych zagadnień można podchodzić z różnych stron jak to robi Tadeusz Owsianko czy Neale D. Walsch, ale w tych wszystkich relacjach przewijają się wątki ezoteryczne, co jest nieuniknione przy podejmowaniu zagadnień duchowych. Zwrócę jednak uwagę, że zgodnie z określeniem słownikowym (wiedza ukryta), to właśnie utrzymywanie status quo przez drugą stronę związane jest z utajnianiem zjawisk i obroną oficjalnej doktryny i kultu religijnego, a wiedza o rzeczywistości jest przekazywana jedynie wybranym elitom, czyli jest to inne wydanie ezoteryki.
Dochodzimy w tej notatce, która zaczęła się od Księżyca, do filozoficznego ale i praktycznego zagadnienia kosmicznej walki “dobra” ze “złem”. Cudzysłów jest uzasadniony gdy spojrzymy na to z wyższej perspektywy, gdzie dostrzega się kosmiczny plan pewnej gry, w której są aktorzy “biali” i “czarni”, dla których ostatecznie nie ma innej drogi jak dobro pojmowane jako przestrzeganie boskich praw Wszechświata. Ma to jednak duże znaczenie praktyczne do Ziemi, na której doszliśmy do punktu, gdzie bez zmiany czeka nas regres a nawet upadek cywilizacji. Jest w tym jednak wątek optymistyczny, bo wg narracji Thiersa i podobnych sygnalistów, już jesteśmy po decydującym starciu dwóch kosmicznych opcji gdzie “czarni” zostali pokonani i odseparowani. Realizowany jest teraz plan zmian na Ziemi, co musi potrwać.
Sprawa jest tak obszerna – patrz cykl artykułów i filmów na https://www.exopolitics.org/, że zaupełnie nie mieści się w ramach tego wpisu, ale jest warta śledzenia, chociaż zahacza o jeszcze bardziej niesamowite zagadnienia (np. wywiad i działania wykorzystujące przemieszczanie się w czasie, Projekt Looking Glass, Projekt Pegasus, Projekt Montauk, …).
Jak głosi hasło Qanon (tajemniczy ruch wolnościowy) – “trust the plan”… Oby.
Przypisy własne
[ 1 ] Metodologicznie powinno stosować się np. metodę porównywania atrybutów, inaczej metodę porównywania parami. Porównuje się dany nieznany obiekt kolejno z obiektami podobnymi, którego cechy są znane. Z punktu widzenia rachunku prawdopodobieństwa wystarcza do konkluzywnego dowiedzenia pełnej identyczności dwóch obiektów, jeśli obiekty te wykazują posiadanie co najmniej 12 cech wspólnych. W danym przypadku jest to trudne.
[ 2 ] Krótko pisałem o tym już wcześniej – wpis Czas ujawnień
[ 3 ] O Obcych, UFO, hierarchiach władzy i niezwykłych technologiach mamy dość danych na samej Ziemi (to że niewiele o tym słyszałeś nie oznacza że różne służby mają na te tematy bardzo dużo informacji), ale aspekt Księżyca lub Marsa daje nam szerszą perspektywę i dodatkowe przesłanki by badać temat dalej oraz wysuwać wnioski. A dla czystej satysfakcji intelektualnej połączonej ze zdumieniem i zadumania się nad tym, czego nie wiemy, warto przyjrzeć się niektórym kręgom zbożowym lub artefaktom odkrywanym przez archeologów lub niezależnych badaczy.
[ 4 ] Przyczynki do tematu znajdziesz w wielu miejscach,  zwłaszcza w literaturze i w sieci nt. badań ufologów, astronautyki i poszukiwaczy tajemnic.
Oczywiście są też strony krytyczne, niektóre ze stanowisk religijnych lub twardych racjonalistów.
Ten artykuł nie ma na celu nikogo przekonywać, chyba że do spostrzeżenia jak wiele jest różnorodnych zjawisk i poglądów oraz tematów wymagających wyjaśnienia a nie ukrywania.
I dalsze w miarę pozyskania nowszych wiadomości.

Podstawowe błędy w myśleniu

Poprawne rozumowanie jest tak rzadkie jak doskonałe zdrowie.
M. BLACH

 

Na początek krótkie wyjaśnienie skąd tu taki temat.
Obecnie na stronie/blogu www.StefanGarczynski.pl przygotowuję nową edycję książki autora Błąd. Źródła. Unikanie.
Była już kiedyś opisana w 2006 r. w starszej wersji strony – możesz zajrzeć do tego opisu, gdyż niewiele się zmieni – oprócz nowych powiązań i możliwości pobrania ebooka. Będzie też wkrótce wpis dotyczący nowej wersji mobilnej (4 formaty) – dostępnej bezpłatnie. To wartościowa i wciąż aktualna książka – chociaż wydana prawie 50 lat temu.
Traktuje o poprawnym myśleniu, przy czym mimo swej treściwości pomija niektóre trudniejsze zagadnienia w ujęciu np. logiki formalnej. Sądzę że Czytelnikowi, jako uzupełnienie, przyda się propedeutyczna wiedza na ten temat. Tym bardziej, że często obserwuję w sieci dyskusje o coraz niższym poziomie merytorycznym i formalnym. Niestety, sam czasami się na tym łapię… 🙂 więc przywołuję temat i dla siebie.
Tak się składa, że kiedyś prowadziłem rozbudowaną stronę (L-earn.net – już dość dawno nie istnieje), gdzie takie tematy były ważną jej składową. Z archiwum roku 2004 wyciągam swój artykuł-kompilację podstawowych wiadomości o błędach myślenia.  Oto on:


Podstawowe błędy w myśleniu

Istnieje wiele możliwych błędów rozumowania, z których można wyróżnić błędy logiki formalnej (tu odsyłam do kursów logiki lub do propedeutyki filozofii – warto znać rachunek zdań i inne podstawy logiki) oraz błędy będące wynikiem mniej lub bardziej świadomego czynnika ludzkiego. W przypadku działania świadomego, podobnie jak w praktyce iluzjonistów, w fałszywej logice ważny jest czynnik odwrócenia uwagi „ofiary”. Z reguły jego funkcję pełni element zgoła nieistotny w dyskusji, za to opatrzony ładunkiem emocjonalnym.

Obie klasy nie są rozłączne w tym sensie, że człowiek np. świadomie może stosować błędy logiczne dla zmylenia przeciwnika, lub stosować je nieświadomie z niedostatku wiedzy i „wyrobienia logicznego”.

Niektóre definicje z zakresu logiki

Antynomia (paradoks; ang. antinomy, paradox) jest to para zdań, z których każde w równym stopniu zasługuje na przyjęcie, lecz jednocześnie są one między sobą sprzeczne i dlatego nie można przyjąć obu.

Entymemat = wnioskowanie dedukcyjne, w którym jakaś przesłanka została przemilczana, najczęściej ze względu na jej oczywistość. Przesłanka entymematyczna, tj. niewypowiedziana w słowach, bywa niekiedy zdaniem, którego wnioskujący nie uświadamia sobie aktualnie. Zdarza się, że jest to zdanie fałszywe lub bezpodstawnie przyjęte. Stąd, ujawnianie przesłanek entymematycznych jest jednym ze sposobów wykrywania błędów.

Onus probandi (łac. ciężar dowodzenia). Mianem tym określa się regułę dyskutowania, mówiącą na kim w danej sytuacji dyskusyjnej spoczywa obowiązek uzasadnienia swego stanowiska. Przykładowo, gdy jedna ze stron wygłasza twierdzenie, a druga wstrzymuje się od zajęcia stanowiska, obowiązek uzasadnienia ciąży na zwolenniku tego twierdzenia.

Błąd formalny. Zwany jako non sequitur (łac. nie wynika). Dotyczy wnioskowania dedukcyjnego i popełniany jest wtedy, gdy z przesłanek nie wynika logicznie wniosek mimo uwzględnienia wszystkich przesłanek. Wnioskowanie, w którym popełniono błąd formalny, może (choć nie musi) prowadzić od prawdziwych przesłanek do fałszywego wniosku.

Błąd materialny (nieformalny). Błąd popełniony we wnioskowaniu wtedy, gdy przynajmniej jedna z przesłanek jest zdaniem fałszywym. Takie wnioskowanie może (ale nie musi) prowadzić do fałszywego wniosku. Gdy wnioskowanie obarczone błędem materialnym stanowi część składową jakiegoś dowodzenia, wtedy mówi się, żę w danym dowodzeniu popełniono błąd materialny.

Sofizmat

Ogólnie: na pozór logiczne, zachowujące pozory prawdziwości sformułowanie, które zawiera jednak błąd – często trudny do wykrycia.

 W dalszym ciągu przedstawimy w sposób możliwie popularny, bez naukowej klasyfikacji i wyczerpywania tematu, główne rodzaje sofizmatów i błędów w myśleniu.

Fałszywy dylemat (ang. false dilemma)

Założenie we wnioskowaniu, (mocno zwalczane w „School of Thinking”, o której piszę w osobnym artykule), że istnieją tylko dwie odpowiedzi w danej sytuacji, podczas gdy może istnieć wiele różnych odpowiedzi. Np. coś nie koniecznie musi być tylko złe lub dobre: dla kogoś dana rzecz jest dobra, dla innego zła a jeszcze dla kogoś innego – neutralna. Jest to błąd nazywany też fałszywą dychotomią, tj. wyłączenie możliwości pośredniej lub  dopuszczanie tylko dwóch skrajnych możliwości, a nie kontinuum możliwości pośrednich.

Plan krótkoterminowy kontra długoterminowy

Podtyp wyłączenia możliwości pośrednich.

Np.: „Dlaczego badać przestrzeń kosmiczną lub angażować się w podstawowe badania naukowe, skoro mamy tak duży deficyt budżetowy?”.

Argumentacja błędnego koła (łac. circulus vitiosus, ang. circular reasoning, begging a question)

Błędne koło w definiowaniu

  1. Idem per idem (to samo przez to samo), błędne koło bezpośrednie – użycie w definicji wyrazu definiowanego, np. „Logika jest nauką o myśleniu zgodnym z prawami logiki”.
  2. Błędne koło pośrednie – kiedy pojęcie A zdefiniowano przy użyciu pojęcia B, a do zdefiniowania pojęcia B użyto znowu pojęcia A (może być więcej tych etapów pośrednich, co znakomicie utrudnia wykrycie tego błędu), np. „Logika jest nauką o poprawnym myśleniu. Myślenie poprawne to myślenie racjonalne. Myślenie racjonalne to myślenie zgodne z prawami logiki”.

Błędne koło w dowodzeniu

Błąd polegający na przyjęciu za przesłankę tego, co ma być dopiero udowodnione, np. „X nie mógł popełnić tego błędu. Jest na tyle doświadczonym specjalistą, że nie mógł tego zrobić”.

Ekwiwokacja [łac]

Używanie tego samego słowa w coraz to innych znaczeniach, sprawiając jednocześnie wrażenie, że cały czas znaczy ono to samo (gdy poprawność wypowiedzi wymaga użycia go w tym samym znaczeniu, ilekroć występuje).

Polisemia [gr]

Wieloznaczność wyrażeń językowych, możliwość przypisania danemu wyrażeniu więcej niż jednej interpretacji semantycznej, np. w zdaniu: Boję się krytyki szefa, tj. ‚boję się krytykować szefa’ lub ‚boję się, gdy szef mnie krytykuje’. Polisemia jest regularnie właściwa pewnym klasom wyrazów oraz formom wyrazów (np. właściwe formom czasu teraźniejszego niektórych czasowników znaczenie aktualne: Jan tańczy, w sensie ‚…tańczy w tej chwili’, i potencjalne, np. w sensie ‚…umie tańczyć’). Polisemia konkretnych, pojedynczych wyrazów bywa zazwyczaj przedmiotem opracowania leksykograficznego.

Wieloznaczność wyrażeń

Cecha wyrażeń mających więcej niż jedno znaczenie, np. nazw homonimicznych (róża, zamek itp.); cecha ta dotyczy również wyrażeń złożonych (zdań), wówczas gdy mogą być różnie rozumiane, bądź ze względu na niejasność ich struktury, bądź ze względu na to, iż zawierają wieloznaczne wyrażenia.

Nieostrość wyrażeń

Cecha nazw, których zakres na gruncie danego języka nie jest ściśle ustalony (takich jak „młody”).

Non sequitor (łac. nie wynika)

Popełniany, gdy z przedstawionych przesłanek nie wynika wyprowadzony wniosek lub równie prawdopodobnie można wyprowadzić wniosek odmienny

Redukcjonizm (ang. reductive fallacy)

Redukowanie skomplikowanej idei do prostej, branie pod uwagę tylko wybranych aspektów i utrzymywanie, że to już wszystkie.

Fałszywe uogólnianie

Ktoś wysnuwa wnioski z wątpliwych lub nie związanych ze sprawą dowodów. Postępowanie to przybiera dwie formy:

Pobieżne/pospieszne uogólnienie (ang. hasty generalization). Ktoś wysnuwa wnioski na podstawie minimalnej wiedzy (niekoniecznie prawdziwej), na wyjątkowych lub tylko wybranych faktach, zanim jeszcze zbierze wszystkie fakty i dowody.

Szerokie uogólnienie (dieto simplicter}. Ktoś wysnuwa wnioski, stosując ogólną regułę do konkretnej sytuacji. Przykład: „Słyszałem, że ta część miasta jest niebezpieczna. Nie zawiozę tam tej paczki”. A przecież ulica, o której mowa, może być najbezpieczniejszą w mieście.

Tłumienie dowodów lub podawanie półprawdy

(chyba nie wymaga komentarza)

Sofizmat psychogenetyczny (ang. genetic fallacy)

Zakładanie, że jeśli ktoś wierzy w jakiś pogląd z przyczyn czysto psychologicznych, to jest to pogląd nieprawdziwy.

Przykładowo, niemiecki filozof Ludwik Feuerbach twierdził, że wiara w Boga jest tylko projekcją, wyobrażeniem ludzkich marzeń o potędze, dobru, miłości. Ludziom brakowało tych rzeczy, więc wymyślili sobie Boga, i teraz są szczęśliwi i spokojni. Można odbić piłeczkę i odpowiedzieć ateiście posługującemu się tym zarzutem, że nie wierzy on w Boga, gdyż bał się odpowiedzialności, drżał przed chwilą, kiedy stanie przed Sędzią, toteż wymyślił sobie, że nie ma Boga i teraz jest szczęśliwy, spokojny i dobrze mu się żyje.

Przyczyna, dla której ktoś w coś wierzy, nie musi mieć żadnego wpływu na prawdziwość tego poglądu.

Wykorzystywanie współczucia (argumentum ad misericordiam)

Ktoś odwraca twoją uwagę od słabych punktów swojej koncepcji, wprowadzając wzruszający wątek czyjegoś nieszczęścia. Przykład: „Trzydzieści milionów dzieci w wieku szkolnym nie jada wystarczająco pożywnego lunchu. Proszę poprzeć mój plan, a sytuacja ta się poprawi”.

Petitio principii [łac.]

Błąd w dowodzeniu, polegający na przyjęciu w nim za przesłankę zdania bezpodstawnie uznanego za prawdziwe.

Paralogizm [gr.]

Rozumowanie niepoprawne wskutek popełnienia w nim błędu logicznego polegającego na naruszeniu tych praw logiki, których respektowanie jest warunkiem koniecznym poprawności logicznej tej właśnie wypowiedzi.

Przykładowo, dowód jakiegoś twierdzenia powinien zawierać tylko przyjęte prawa matematyczne/logiczne a nie swobodne wyrażenia.

Naciągane wnioski (ang. special plending)

Pomijanie we wnioskowaniu materiału, który sprzeciwia się mojej pozycji, branie pod uwagę tylko faktów ją potwierdzających. (podobne do fałszywego uogólniania, ale z aspektem złej intencji).

Sofizmat rozszerzenia (ang. extension fallacy, knock the straw man)

Zachodzi gdy atakujemy przesadzoną i zniekształconą przez nas wersję twierdzenia przeciwnej strony (atakowanie tzw. „stracha na wróble”) czyli  twierdzenia, które w rzeczywistości nigdy nie zostało przez przeciwną stronę wypowiedziane.

Ignoratio elenchi (nieznajomość tezy dowodzonej)

Mechanizm podobny do sofizmatu rozszerzenia. Nieznajomość tezy dowodzonej i dowodzenie czegoś innego niż to, co ma być udowodnione.

Snobizm chronologiczny (ang. chronological snobbery lub „argue by clock”)

Uznawanie twierdzenia za prawdziwe lub nieprawdziwe tylko na podstawie jego wieku, np. ktoś może twierdzić, że jakaś teoria czy religia  jest prawdziwsza od innej dlatego że jest znacznie starsza.

Apel do niewiedzy (łac. argumentum ad ignorantiam)

Apel do niewiedzy – twierdzenie, że gdy nie udowodniono, że coś jest fałszywe, musi to być prawdziwe i odwrotnie (np.: „Może istnieć niewyobrażalnie wielka liczba innych światów, ale nie ma dowodów, że gdziekolwiek nastąpił większy rozwój moralny niż na Ziemi, tak więc nadal jesteśmy centralnym miejscem we wszechświecie”).

Tę niechęć do przyjęcia niepewności można skrytykować jednym zdaniem: brak dowodu na występowanie jakiegoś zjawiska nie jest dowodem na brak występowania tego zjawiska. Błąd ten popełniany jest także, gdy dyskutant widząc, że jego przeciwnik nie jest w stanie udowodnić swojego stanowiska, twierdzi: „W takim razie ja mam rację!”. Obie strony mają równy obowiązek udowodnienia swojego stanowiska. W logicznej dyskusji nie ma miejsca na coś takiego, jak zwycięstwo walkowerem.

Nadużywanie analogii (ang. misuse of analogy)

Dowodzenie czegoś przy użyciu analogii, często niewłaściwie dobranej.

Warto podkreślić, że analogia, podobieństwo niczego jeszcze nie dowodzi, może posłużyć co najwyżej do zobrazowania twierdzenia już udowodnionego.

Argument atakujący człowieka (argumentum ad hominem, argumentum ad personam)

  1. Uderzanie w osobiste braki dyskutanta, zamiast w prawdziwość jego twierdzenia.
  2. Wykorzystanie pozycji, z której przemawia nasz rozmówca, do uniemożliwienia mu pewnych sposobów argumentacji, choćby były one słuszne i prawdziwe („jako nauczycielowi nie wypada ci  używać takich argumentów”).

Atakowanie posłańca

Odmiana argumentum ad hominem. Przyjmuje dwie formy:

Atak na posłańca, znane też jako „Zatruwanie studni”
Negowanie prawdziwości twierdzenia tylko na tej podstawie, że głosi go ktoś, kto nie jest wiarygodnym źródłem informacji lub że należy odrzucić wszystko, co mówi dana osoba, gdyż jej morale, kompetencje, narodowość czy religia są nie takie, jak powinny być.

Atak na towarzystwo posłańca.
Ktoś twierdzi, że wszystko, co mówi dana osoba, jest nieprawdą, obraca się bowiem ona w nieodpowiednim towarzystwie.

Apel do ludzi, powoływanie się na autorytety (argumentum ad vere-cundiam, ang. appeal to the people)

Istnieją dwie wersje tej metody

Powoływanie się w dyskusji na popularne autorytety,  cytowanie eksperta.
Ktoś narzuca ci swoje poglądy, powołując się na autorytet w danej dziedzinie. W rzeczywistości bycie ekspertem nie oznacza, że posiadło się monopol na prawdę, w dzisiejszych czasach bowiem specjaliści w danej dziedzinie miewają skrajnie odmienne poglądy. Bywają też eksperci ukształtowani przez ideologię a nawet nieuczciwi. Często jest to także powoływanie się na autorytet zupełnie nieznany przeciwnikowi (a najczęściej wątpliwej jakości), co budzi jednak w nim przekonanie co do rzeczowości wnioskowania.

Cytowanie znanych osób.
„Znany ekspert podobno wspiera tę koncepcję…”. Jest w tym pewien haczyk, ponieważ chodzi o eksperta z innej dziedziny.

Nadto,  liczba wyznawców jakiegoś poglądu wcale nie świadczy o jego prawdziwości. Spotyka się argument „Wszyscy tak myślą/postępują….” Tu popełnia się kilka błędów – nieuprawnionej indukcji (oczywiście trudno sprawdzić że „wszyscy”), pospiesznego uogólnienia a także prawdopodobnie myślenia stereotypowego lub sloganowego.

Na marginesie można zauważyć jeden z mankamentów demokracji, w której zbyt schematycznie przyjmuje się, że większość ma rację, co oczywiście nie zawsze (a nawet rzadko) ma miejsce.

 Argument oparty na niekorzystnych następstwach

Np.: „Oskarżony w publicznie znanym procesie powinien zostać uznany za winnego, w przeciwnym przypadku będzie to zachęta dla innych mężczyzn, by mordowali swoje żony”. Takie następstwo nie jest jeszcze żadnym dowodem winy oskarżonego, a nawet jeśli mu się ją udowodni, to ważne są dowody a nie aspekt pozaprawny. (Aspekty społeczne powinny być uwzględniane przy tworzeniu prawa).

Sloganowe myślenie

Powoływanie się na popularne twierdzenia, przysłowia, jako na sądy prawdziwe i bezsporne, co nie zawsze jest prawdą.

Język emocjonalny

Najróżniejsze formy argumentacji, zmierzające do wpłynięcia na przekonania dyskutantów poprzez wpłynięcie na ich stan uczuciowy (spotkaliśmy się z tym przy sofizmacie ‚apel do ludzi’) – demagogia. Można tu podać całą listę tych sposobów „argumentacji”:

  • argumentum ad misericordiam – odwoływanie się do uczucia litości
  • argumentum ad vanitatem – wygłaszanie pochlebstw
  • argumentum ad baculum (dosł. ‚do kija’) – próba zastraszania dyskutantów
  • argumentum ad invidiam – wykorzystywanie uprzedzeń i zawiści dyskutantów
  • argumentum ad iudicium – odwoływanie się do zdrowego rozsądku („Człowieku! Myśl rozsądnie! W XXI wieku wierzyć w Boga?!”)
  • argumentum ad crumenam (dosł. ‚do mieszka’) – próba zyskania aprobaty poprzez mniej lub bardziej jawne przekupstwo

…czyli wszystko oprócz zajmowania się logiczną stroną argumentacji.

Subiektywizm

W odniesieniu do myślenia, przyjmowanie swego poglądu za powszechnie uznawany a przez to za prawdziwy.

Argument do przyszłości (ang. argument to the future)

Opieranie swojego twierdzenia na dowodach, których jeszcze nie ma, mimo że mogą się jeszcze kiedyś znaleźć (albo i nie …)

Błąd figuralnego myślenia

Dosłowne traktowanie terminów i stwierdzeń przenośnych.

Błąd przesunięcia kategorialnego

Stosowanie odnośnie jakiegoś pojęcia określeń nie mających do niego zastosowania, nie dotyczących go, np.

„Jakiego smaku jest kolor czerwony?”

Nieznane przez nieznane (Ignotum per ignotum )

Wyjaśnianie terminów przy użyciu inych, jeszcze bardziej niezrozumiałych zwrotów.

Dowodzenie następstw (ang. asserting the consequent)

Błąd o podobnym mechanizmie, jak argumentum ad ignorantiam. Popełniany jest, gdy rozmówca bezspornie udowodniwszy kilka punktów swojego twierdzenia mówi: „Sami widzicie, że mam rację!”. Zgadza się, ma rację, ale tylko w tych punktach, które udowodnił. Dalsze też wymagają udowodnienia.

Sofizmat ostateczny (ang. ultimate fallacy)

Odrzucenie wniosku na przekór materiałowi dowodowemu go potwierdzającemu; nie jest to tyle problem spowodowany brakiem wiedzy, ile problem moralny.

Karykaturyzowanie postawy

Zabieg w celu ułatwienia ataku danej osoby – przez ośmieszenie lub akcentowanie głoszenia przez nią niepopularnego poglądu np. społecznego. Może to być również wspomniany wcześniej błąd przeciwstawienia krótko- i długoterminowych planów: „Ekolodzy martwią się bardziej o kolorowe ślimaki i plamiste sowy niż o ludzi”.

Non causa pro causa [łac.]

Błąd zwany też błędem fałszywej przyczyny [‘nie-przyczyna zamiast przyczyny’], popełniany wówczas, gdy przyjmuje się w sposób nieuzasadniony, że jakieś zjawisko jest przyczyną innego.

To stało się później, związek jest więc oczywisty (post hoc ergo propter hoc)

Szczególny przypadek non causa pro causa związany z czasem.

Ktoś twierdzi, że jedno zdarzenie jest przyczyną drugiego tylko dlatego, że wydarzyło się wcześniej.

Mylenie współwystępowania z powodowaniem (np.: „Badania wykazują, że wśród absolwentów szkół średnich jest więcej homoseksualistów niż wśród mężczyzn z niższym wykształceniem, a więc wyższe wykształcenie powoduje homoseksualizm”).

Nonsens

Wyrażenie semantycznie (znaczeniowo) bezładne, którego poszczególne części występują w rolach niezgodnych z ich kategoriami semantycznymi (np. „róża lub leży”)

Błędne porównanie

Sprawca, chcąc zaciemnić sprawę, wysuwa argument będący porównaniem dwóch rzeczy, osób lub zjawisk, które nie dają się porównać.

Statystyka małych liczb

Wyciąganie wniosków z małej lub ze źle dobranej próby losowej. Wyciąganie wniosków statystycznych jest podatne na szereg błędów omawianych w kursach statystyki.

(Anegdotycznie: „Powiadają, że co piąty człowiek jest Chińczykiem. Jak to możliwe? Znam setki ludzi i żaden z nich nie jest Chińczykiem.”)

Niezrozumienie natury statystyki

Przykład: „Prezydent Dwight Eisenhower wyraził zdumienie i niepokój, dowiadując się, że połowa Amerykanów ma inteligencję poniżej średniej”. (taka jest natura średniej).

Nic nie znaczące pytania

Np.: „Co zdarzy się, jeśli niepohamowana siła spotka się z nieprzesuwalnym przedmiotem?”. Jednak jeśli istnieje coś takiego jak niepohamowana siła, to nie mogą istnieć nieprzesuwalne przedmioty i vice versa.

— *** —

Wyżej wymienione błędy dalece nie wyczerpują zakresu wad w myśleniu. Jest ono często ułomne przez niewiedzę, sytuację psychologiczną, uwarunkowanie fałszywym lub niepełnym paradygmatem *,  bywa myśleniem życzeniowym (wishful thinking), naiwnym/dziecinnym, skrępowanym ideologicznie, stereotypowym, zastraszonym itd., itd. Czasem myślenie zakłócone jest chorobą, nie koniecznie psychiczną.

Tymi sprawami zajmiemy się jeszcze w ramach działu „O myśleniu”. [był taki dział w serwisie]

Na koniec chciałby zwrócić uwagę na jeszcze jeden błąd myślenia – fetyszyzowanie logiki. Pełna poprawność logiczna nie jest ani łatwa ani zawsze nieodzowna („wszystko ma swoje miejsce i czas”). Nawet w  dowodach twierdzeń matematycznych, które uznawano za ścisłe, zdarzają się rewizje po latach. Logiczne myślenie jest tylko małym wycinkiem możliwości naszego mózgu. Logika wręcz ogranicza ten etap myślenia i działania, który nazywamy kreatywnością. Popełnianie błędów odgrywa ważną rolę w naszym doświadczeniu i uczeniu się, a błąd jest elementem „mechanizmu” wprowadzania korekt w działaniu.

—-

* paradygmat [łac. < gr.],. ogólnie uznane osiągnięcie naukowe, które w pewnym okresie dostarcza modelowych rozwiązań w danej dziedzinie nauki; paradygmatami są np.: system kopernikański, mechanika Newtona, teoria względności Einsteina. Potocznie paradygmatem nazywa się czasami  światopogląd stosowany przez naukę w danym okresie.

 

Źródła:

  • Mała encyklopedia logiki, Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich, 1970
  • http://Apologetyka.com
  • Ruchlis Hy „Jak myśleć logicznie”,  KSIĄŻKA I WIEDZA, Warszawa 1999
  • Encyklopedia PWN
  • Carl Sagan „Świat nawiedzony przez demony”, Zysk i S-ka, 1999.

Opr. Leszek Korolkiewicz, redaktor www.L-earn.net

Niebezpieczny schematyzm

Tylko poszukiwanie prawdy czyni nasze życie ciekawym i pożytecznym.
Jerzy Jaśkowski

Tym razem nie będzie lapidarnie* – poruszę obszerny i ważny temat.

By jednak nie przeładować wpisu zarówno objętościowo jak i ilością wątków, niech ten wpis będzie wstępem do tytułowego zagadnienia, które sukcesywnie będę rozwijał w osobnych powiązanych artykułach.
Sukcesywnie, bo na dziś (15.10.19) tych powiązań będzie jeszcze niewiele i proszę Czytelnika o zaglądanie tu od czasu do czasu by sprawdził jaki jeszcze temat doszedł. Jeśli coś nowego się pojawi, to będzie o tym komunikat w poniższej ramce.

Aktualizacje (po 16.10.19)
Zmiany klimatu – co o tym sądzić (cz. 2 cyklu)
Naukowe kłamstwa

Natomiast co już teraz przygotowałem zobaczysz dalej  tutaj  (link do „spisu treści”).

O co chodzi z tym „schematyzmem”?

Człowiek (zwłaszcza myślący) nie jest maszyną, ale niestety – czy to przez natłok informacji, czy przez lenistwo i większe wygodnictwo jakie stwarza nasza cywilizacja, a może przez celowe programowanie – coraz częściej ją przypomina.

Przybiera to często formę prymitywnej, schematycznej reaktywności z eliminacją twórczej proaktywności (Covey) i osobistej refleksji.

W szkolnictwie stosuje się gotowce (narzucone programy nauczania), sprawdzanie wiedzy przez testy z góry ustalonymi możliwościami odpowiedzi (tylko jedna jest „poprawna”), ruguje się samodzielne myślenie. Niezależnie od tego człowiek reaguje na różne zjawiska pod wpływem swego światopoglądu wyniesionego nie tylko w wyniku edukacji, ale z domu i środowiska społecznego. Tworzy się tzw. druga natura człowieka – nawyki.

Popularna prasa bazuje na gotowcach agencyjnych.

Media publiczne i komercyjne w dużym stopniu są uzależnione od mocodawców i reklamodawców. Upolitycznienie powoduje jawną lub ukrytą cenzurę i narrację wg schematów partyjnych lub wspierających ich ideologii.

Niestety, nawet nauka została w dużym stopniu opanowana przez biznes i politykę, bo badania oraz utrzymanie uczelni i instytutów  jak i prowadzenie polityki kosztują. Dominują więc i tu schematy szybkiego zysku, krótkowzroczności i korupcji.

By utrzymać monopol na władzę, wpływy i zyski, wygodnie jest powołać jakąś doktrynę lub dogmat i utrzymywać ją tak długo jak się da.
Oczywiście doktrynerstwo nie sprzyja autentycznej nauce i postępowi. Krępuje, powoduje skostnienie, ale jest wygodne dla wykonawców, bo pozwala „jechać” na schematach-gotowcach  i nie wymaga własnego wysiłku.

Taki uniformizm, a od strony środowiskowej – konformizm.

W religiach i polityce stwarza fundamentalizm, kulty jednostek, jedynie słuszną linię, poprawność polityczną itp.

Gdy ktoś zaczyna podważać taki monolit następuje reakcja środowiska w postaci cenzury, ostracyzmu a nawet działań siłowych.
Gdy jednak to nie pomaga, stwarza się kłamstwa na poparcie swego stanowiska (czasem jest ono już u podstaw danej teorii lub tezy programu) lub co do intencji i racji oponentów.

Kłamstwo jest plagą  – nie tylko naszych czasów, ale obecnie ma najpotężniejsze w historii narzędzia i skalę oddziaływania przez media i inżynierię społeczną.

Schematyzm ma szereg form w przypadku indywidualnym jak np. działanie wg stereotypów myślowych. Jak wspomniałem, są one narzucone wychowaniem i swoim środowiskiem, kulturą, postacią edukacji, potem przyzwyczajeniem, wykorzystują uleganie łatwiźnie – jakby wg zasady minimalizacji energii – myśli, działań fizycznych, w tym bezkrytycznie przyjmowanie reklam i propagandy.
Zbyt polegamy na własnym niedoskonałym postrzeganiu lub zdawaniu się na opinie innych.
Człowiek często wypiera z umysłu prawdy dla siebie niewygodne lub hołduje jakimś wyobrażeniom, nieprawdziwym przekonaniom lub uprzedzeniom.

Powyższe wiążą się na ogół z małą wiedzą na jakiś temat,  co bywa zrozumiałe przy współczesnym natłoku informacji.
Jednak gorsza jest postawa – „nie wiem i nie chcę wiedzieć” albo – polegam tylko na wiedzy innych i to jest jedyna prawda. Gdy tak twierdzi naukowiec lub publicysta, to tutaj ignorancja żeni się z arogancją.

Niestety, współcześnie narasta jeszcze syndrom zamknięcia umysłu a nawet  percepcji na pewne zjawiska, które nie pasują do utrwalonego uprzedzenia, postawy, dotychczasowej prywatnej wiedzy. Jest to często podświadome uwarunkowanie, o czym obszernie pisze Igor Witkowski w paru tomach swego cyklu „Instrukcje przebudzenia”.

Uproszczone widzenie świata lub konkretnego zagadnienia jest schematem często sterowanym odgórnie.
Bywają naukowcy, którzy chlubią się powiedzeniem „nie wierzę w teorie spiskowe”, a sami je tworzą lub wierzą w te tworzone przez swoje środowisko.
Naukowość polega i na tym, że powinno się rozpatrywać wszystkie możliwości, nawet te, które wydają się dziwne.

To, że ktoś o czymś nie wie lub nie słyszał, nie oznacza, że to coś nie istnieje.

Jak w znanych złotych myślach Einsteina, że powtarzanie wciąż tego samego by uzyskać nowy rezultat jest głupotą, oraz że szereg problemów powinno być rozwiązywanych na poziomie wyższym niż ten na którym problem został stworzony.

Dlaczego schematyzm uważam za niebezpieczny?

Wspomniałem już o tym, ale powtórzę, że jednostronne patrzenie bywa powiązane z kłamstwem, a kłamstwo określiłem jako jedno z podstawowych zagrożeń jakie prześladuje nas od wieków, jest źródłem najróżniejszych patologii i zniewolenia.

Wspomniałem o nauce, która nie jest już nauką, gdy działa wg schematu dogmatycznego, de facto wprowadza przez to cenzurę oraz blokuje badania (skoro już coś „ostatecznie udowodniono”, to po co badać?). Tak jak powiedział Charles H. Duell w  XIX w.: Wszystko, co można było wynaleźć, już zostało wynalezione lub jak profesor fizyki Philipp von Jolly w 1874 r. odradzał młodemu Maxowi Planckowi studiowanie fizyki, ponieważ w tej dziedzinie już prawie wszystko zostało zbadane… Albo jak głosi się ex cathedra, że np. dana choroba jest „nieuleczalna”, co powoduje że studentom czy nowemu pokoleniu tak wyedukowanych naukowców nie przychodzi do głowy, żeby jednak spróbować ją wyleczyć. A już tym bardziej nie są już zdolni zaakceptować informacji że jednak ktoś tę chorobę wylecza.
W tym medycznym (ale nie tylko) przykładzie można znaleźć niebezpieczeństwa dosłowne – fizyczne, np. gdy promuje się lek, który raczej szkodzi niż pomaga.

Przy okazji warto przypomnieć jak wiele wynalazków i odkryć zawdzięczamy nonkonformistom, nawet pojedynczym ludziom, którzy szli pod prąd dominujących schematów, czy to w nauce, czy wobec władzy.
Zatem takie podejście degraduje naukę a przy okazji robi krzywdę ludziom pozbawiając ich zdobyczy rozwoju.
Ogólniej, to zatrzymuje rozwój cywilizacji w ogóle.

Świat potrzebuje teraz takich indywidualności i sygnalistów (whistleblowers) by wyrwać ludzi z uśpienia.

Schematyzm często ideologizuje to, co nie powinno być ideologiczne.
Stąd biorą się groźne społecznie podziały między ludźmi.
Jest to groźne zwłaszcza gdy ludzi krzywdzi, co i współcześnie nader często obserwujemy w postaci wykluczenia, szykan, hejtu, do zagrożenia życia włącznie.

Schematyzm ogranicza umysłowo, krępuje myślenie, jest ograniczeniem wolności. To brak szerszej perspektywy, otwartej głowy.

Obserwuję często opinie i wypowiedzi, z których wynika wyraźnie że „lemingi” (z różnych opcji politycznych i światopoglądowych) czytają/słuchają  chyba tylko swoje media i to raczej jakieś tendencyjne briefy, a może i nagłówki tabloidów – goniące za tanią sensacją, pełne kłamstw i w ogóle nie będące rzetelnym dziennikarstwem.
Powstaje z tego coś, co nazywam wiedzą ujemną. Najpierw trzeba odkłamać te fałsze by mieć poziom zerowy i dopiero budować wiedzę prawdziwą.

Jeśli już stosować jakiś schematyzm, to taki w którym stale: wątpimy i sprawdzamy u niezależnego źródła, kierujemy się rezultatami praktyki, dbamy o wolność i bezpieczeństwo jednostek, zadajemy pytania.
Jest dobre powiedzenie: Kto pyta, jest głupcem przez pięć minut; kto nie pyta, pozostaje nim do końca.

Są jeszcze inne aspekty potencjalnych niebezpieczeństw, co pokażę już w szczegółach  w ramach artykułów.

Wiedza stale się dezaktualizuje, pojawiają się nowe dowody za i przeciw, nowe odkrycia…

Zatem, i może tym bardziej nie wierz i mnie. Część moich dywagacji wzięła się z dyskusji z Czytelnikami. Jak zobaczysz staram się być wyważonym – biorę informacje z różnych stron, także od swych adwersarzy. Biorę od nich (gdy jest to możliwe)  to, co logiczne i uczciwe oraz poparte jeszcze innymi źródłami. Zachęcam do takiej postawy. Te dyskusje prowadzę z paroma osobami już od dość dawna na parę tematów. Zauważam u niektórych stałą tendencję, do zawierzaniu temu, co lansują środowiska naukowe, ich media i wtórniki prasowe. Teoretycznie słusznie, ale … te środowiska zbyt wpadają w optymizm i usypiają czujność.
Chciałbym być optymistą i jestem, ale na inny sposób – wierząc, że kłamstwo ustąpi miejsca prawdzie.

Jak powiedział Ryszard Kapuściński „Miło jest słuchać optymistów, ale to pesymiści są wiarygodni„.

Zgoda – nie jest to proste odróżnić co jest prawdą.
W tej sytuacji, wolę się mylić w imię ostrożności niż przyklaskiwać w imię naiwności.

Na tym blogu poruszam najróżniejsze tematy, ale pewne z nich bardziej pasują do innych miejsc.  Zatem znajdą się np. na blogu o książkach, na Facebooku (np. tutaj: https://www.facebook.com/MocWiedzy ) lub na stronie LepszeZdrowie.info.
To ostatnie miejsce wskażę przede wszystkim, ponieważ głównie właśnie zdrowiem się interesuję. Chociaż wydaje się że to dość wąska dziedzina, ale zahacza ona o sprawy nauki, polityki, spraw społecznych, stylu życia  – współcześnie wielu stref naszego świata.

Tropię zwłaszcza schematyzm medyczny – bezmyślne i bezduszne procedury sformułowane i egzekwowane przez urzędników na ogół bez rozpatrywania indywidualnych cech pacjenta, jego historii, wieku, wagi i stanu (wywiad).
Odbywa się to już powszechnie wg wzorca: „jednostka chorobowa” > lek > dawka. Prymat rutyny nad myśleniem.
A przy okazji niezrozumienie, że schemat „jednostka chorobowa” > lek na ogół nie działa, w tym sensie, że rzadko pojedynczy lek jest „na coś”. Trzeba zająć się nie tym „czymś” objawowym, lecz przyczynami choroby oraz ogólną odpornością organizmu. To ona przede wszystkim leczy poprzez sprawny system odpornościowy. W tym zakresie trzeba mu dostarczyć odpowiednich składników naturalnych i usunąć toksyny.

Nawiązując do wiedzy medycznej, to jestem zdania, że człowiek jest z jednej strony tak skomplikowaną holistyczną strukturą, a z drugiej tak doskonałą, że proste schematy nie pozwoliły nauce jeszcze odpowiedzieć na wiele pytań.
Zauważam, że szereg popularnych czasopism, które nominalnie, wg tytułów, deklarują to szersze spojrzenie, też nie ułatwią  rozeznania prawdy.
Przykładowo, „Holistic Heath”, „O Czym Lekarze Ci Nie Powiedzą”, „Lecz się Dietą” – chociaż pochodzą od jednego wydawcy i mają wspólnych redaktorów, to publikują często materiały wzajemnie sprzeczne. Z jednej strony korzystam, z drugiej obawiam się że czasem przemycany jest „koń trojański”, co jest jedną z form powszechnej manipulacji – trochę prawdy uwiarygodniającej nowe podejście, trochę informacji podtrzymującej status quo.
Albo jest to świadectwo, że redaktorzy sami nie są przekonani co prawdy. Pewną pomocą w takich przypadkach jest ustalenie kto jest właścicielem pisma lub przez kogo jest sponsorowane.

Tu przechodzę do konkretnych tematów. W nawiasach [   ] wskazuję przyczynki, które chciałbym jeszcze rozwijać. Najczęściej są to materiały napisane sporo wcześniej. Niektóre tematy jeszcze czekają, dojdą też nowe.

Wstępnie przewiduję pokazanie schematyzmu i jego aspektów w zakresie:

Technologia 5G – 5 Głównych uwag (uwaga – długie, mimo opuszczenia nowszych materiałów)

Bezwzględne dowierzanie oficjalnej medycynie, szczególnie w ujęciu czasopism medycznych i tzw. Evidence Based Medicine (EBM). [przyczynki]

Które książki mówią prawdę [przyczynek, głównie w zakresie medycyny]

Traktowanie konopi indyjskich na podstawie hasła marihuana [przyczynek z 2015 r.]

Zmiany klimatyczne [przyczynek, cdn., ale jest to na tyle duży temat, że przewiduję jeszcze co najmniej 2-3 odcinki +  zebrałem wiele materiałów do dalszego opracowania]

Pochopna ocena (długie, pokłosie dyskusji pokazujących schematyzm poprzez pochopne/powierzchowne oceny)

Uproszczenie Prawica-Lewica

Podsumowując – w tych omówionych obszarach przebija się napór ideologów postępu, przy czym o zabarwieniu lewicowym. Postęp, wg mnie, powinien służyć rozwojowi, dobru ludzi. Nieograniczony rozwój produkcji,  konsumpcji i eksploatacji planety niesie wiele zagrożeń.
Czy jestem więc ślepym przeciwnikiem postępu? Nie. Jestem przeciwnikiem ślepego postępu, który tych zagrożeń nie widzi lub bagatelizuje w imię doraźnych korzyści.

———-

*Lapidarnie, czyli krótko, to określenie względne. Temat, którego omówienie zasługuje na 100 stron, opisany na 20 stronach można potraktować jako ujęty lapidarnie, chociaż dla kogoś to już elaborat…

Obserwując przyrodę…

 „Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe,
przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi”.
Albert Einstein

 

Siedząc w ogrodzie obserwuję wielokrotnie owady, przy czym moją uwagę przykuwają zwłaszcza  ich „zabawy” w powietrzu. Przynajmniej trzy gatunki – od małych, wielkości komara, po duże wielkości chrabąszczy. Zbiera się grupka 5 do kilkunastu sztuk, na przestrzeni do ok. 10 m. Zawisają na dość długo nieruchomo w powietrzu niczym helikoptery i wzajemnie się obserwują. Pomimo znacznej względnej odległości od siebie, natychmiast reagują na ruchy innych osobników. Startuje zbiorowy pościg i ucieczki, przy czym przyspieszenie jest niewiarygodne (kilkadziesiąt g?). Zabawa przypomina berka – wzajemne „zbijanie” się i ucieczka na nowe stanowisko zwisu. W rzeczywistości wygląda to jeszcze bardziej skomplikowanie, bo pościgi bywają właśnie zbiorowe i w pełnej trójwymiarowej przestrzeni. Zastanawia mnie cel tej zabawy – można przyjąć, że jest nim … zabawa, bo nie wygląda to na poważną walkę. Ale nie tylko – zdumiewają mnie mechanizmy w to zaangażowane. Zarówno te biologiczne – obserwacja szerokokątna wielu obiektów na raz, zwroty w powietrzu o 90 stopni aż do nawrotów o 180 stopni w niedostrzegalnym czasie, możliwość poruszania się do tyłu z  podobną prędkością oraz mechanizmy pogoni.

W latach 70-tych zawodowo zajmowałem się dynamiką pocisków i samolotów w zagadnieniach tzw. krzywej pogoni i algorytmami sterowania takich obiektów.
To nie jest trywialne zagadnienie teoretyczne ani obliczeniowe.  Pamiętam, że wtedy – jeszcze u zarania zastosowań komputerów pokładowych, mieliśmy z tym kłopot. Potrzebne są czułe namierniki oraz dość złożone algorytmy sterowania wymagające szybkich obliczeń.
A te owady radzą sobie z  tym zabawowo i precyzyjnie! Zagadnienie, które „rozwiązują”  jest jeszcze bardziej skomplikowane niż w przypadku samolotów, bo obejmuje oprócz pogoni także aktywną ucieczkę.

Tu dygresja bardziej dla techników. Obecnie wszystko podporządkowuje się technice cyfrowej, co ma swoje zalety ale i wady, które uwidaczniają się w takich przypadkach.
Nie sądzę by owady i w ogóle świat ożywiony używał wewnętrznych komputerów cyfrowych. Obecnie stosunkowo coraz mniej osób pamięta komputery analogowe.
One nie przeprowadzały obliczeń w takim sensie jak komputery cyfrowe oraz rozwiązywały zagadnienia (wtedy niezbyt skomplikowane) praktycznie natychmiast (limitem był czas propagacji sygnału i inercja pewnych elementów technicznych).
Dla laika  – najprostszy przykład. Mamy ileś naczyń połączonych i wlewamy/uzupełniamy tam płyn. Czy cokolwiek wykonuje w tym układzie obliczenia, które doprowadzają do wyrównania poziomów w naczyniach? Nie! To się dzieje za sprawą prostego prawa fizyki.

Przy okazji inny ciekawy przykład. Zagadnienie trzech ciał. Chodzi o trzy masy w przestrzeni wzajemnie się przyciągające. Powstaje układ dynamiczny dla którego nie istnieje rozwiązanie analityczne, które opisywałoby wzajemny ruch. Nawet metody obliczeniowe są tu nie tylko niedokładne, ale ze względu na wielokrotne sprzężenia zwrotne oddziaływań – tylko chwilowo możliwe (tj. trudno przewidzieć stan po pewnym czasie).  Uogólniając – jest to tzw. zagadnienie barycentrum, które jeszcze bardziej się komplikuje przy wielu ciałach.
A jednak – planety krążą wokół centrum masy (dokładniej – barycentrum), podobnie układy słoneczne, galaktyki itd. – na tyle stabilnie, że możemy się nie obawiać nagłej katastrofy kosmicznej oraz potrafimy dość dokładnie przewidzieć dalsze stany układów – o ile nie polegamy na rozwiązywaniu klasycznych równań dla barycentrów. Ilość czynników podąża do nieskończoności a jednak system działa i jest samosterowny, utrzymuje równowagę.
Natrafiłem na dywagacje z pytaniem – kto to przelicza?
I tutaj znów widzę to jako problem analogowy. Owszem, są tu ciekawe zagadnienia punktów atraktorowych i teorii katastrof, ale to osobny, zaawansowany temat z matematyki i mechaniki nieba.

Wracając do owadów – są one dla naukowców bardzo ciekawe jeszcze wielu innych względów. Działanie skrzydełek wykonujących drgania z niesamowitą szybkością i z mechanizmem sterowania kątami. Energetyka tych ruchów – nie wygląda na to, żeby owady szybko się tym męczyły. Rzekomy (?) paradoks, że trzmiel jednak lata mając za małe skrzydła w stosunku do ciężaru. To co zaobserwował entomolog Victor Grebiennikow – zdolności antygrawitacyjne? Widzenie (?) w ciemności ciem. Instynkt/świadomość zbiorowa. Skomplikowane cykle życia i przeżycia…

A to tylko część moich fascynacji leśno-działkowych.

Istnieje polska wojskowa myśl techniczna

Tytuł mógłby nawiązywać do szeregu przykładów – zarówno zrealizowanych jak i wciąż czekających na wdrożenie. Prawdopodobnie te drugie są dziwnie blokowane ze względów politycznych (mówiąc ogólnie). Tutaj wybieram pewien fragment zagadnienia.

Ostatnio mówi się dużo o polskim uzbrojeniu w zw. z porozumieniem zawartym z USA (patrz także tutejszy wpis Błąd strategiczny Polski?).

Warto więc zauważyć, że istnieją różne polskie innowacje, niektóre mające już wiele lat, które mogłyby zwiększyć nasze moce obronne a nawet stanowić podstawę do eksportu rodzimych konstrukcji i wojskowej myśli technicznej.

Poniżej „gościnnie” zamieszczam przykład paru takich rozwiązań wg wpisu autora – dra Ferdynanda Barbasiewicza, jaki ostatnio umieścił on na swojej stronie na Facebooku. Czynię zadość prośbie autora by ten przekaz upowszechniać, jednak nie oceniam wartości merytorycznej opisanych ogólnie projektów – zarówno dlatego że nie są podane ważne szczegóły ani nie posiadam wystarczających odpowiednich kompetencji. Ufam, że płk F. Barbasiewicza je posiada – przynajmniej na poziomie pozwalającym przedstawić wspomniane projekty do rozpatrzenia. Wg autora istnieje odpowiednia dokumentacja oraz są pozytywne opinie z kraju i ze świata. Mam też zaufanie do pana Ferdynanda znając jego inne innowacyjne koncepcje, a zwłaszcza dorobek naukowy w zupełnie innej dziedzinie – jako wynalazcy metody diagnozowania i leczenia o nazwie KLAWITERAPIA, którą wielu terapeutów uważa za rewelacyjną (patrz wstępne omówienie w  artykule http://lepszezdrowie.info/klawiterapia.htm).
Podaję tekst prawie bez zmian (poprawiłem parę usterek edycyjnych) czyniąc uwagę, że jest nieco niezręcznie zredagowany – pan Barbasiewicz posługuje się językiem starszego pokolenia, do którego się zalicza (84 lata). Zachowuję tę formę mimo zastrzeżeń – przez szacunek i prawa autorskie. 

—- 

Szanowni Przyjaciele,

patriotyzm emocjonalny był dobry za czasów i wyobraźni H. Sienkiewicza, laureata literackiej Nagrody Nobla. Dzisiaj jest potrzebny patriotyzm pragmatyczny, który pozwoli wzbogacić innowacyjnie Polskę. Poza cudem OPACZNOŚCI (?) polska armia MUSI być wyposażona w skuteczną zdolność obronną. My Polacy nikomu na świecie w żaden sposób nie zagrażamy geopolitycznie i militarnie. Proponuję:

Profilaktyka zdrowotna w polityce militarnej, broń humanitarna i pojazd latający nad falą TAKŻE DLA GOSPODARKI NARODOWEJ. Autor niżej opisanych projektów obronnych

Ferdynand Barbasiewicza, Poland.

Niniejszy Apel dotyczy zdrowia i życia ludzi w szczęściu i w bezpiecznych, godnych warunkach egzystencji, bez konfliktów geopolitycznych i militarnych.

Bardzo proszę o rozpowszechnienie apelu.

APEL DR FERDYNANDA BARBASIEWICZA, HUMANISTY, DO PREZYDENTÓW PAŃSTW, PREMIEÓW, MINISTRÓW SPRAW ZAGRANICZNYCH, PARLAMENTARZYSTÓW I POLITYKÓW W RELACJACH MIĘDZYNARODOWYCH,  ORGANIZACJI NARODÓW ZJEDNOCZONYCH.

Uwaga! Najwyższy czas nastał, by w przyszłych konfliktach międzynarodowych, gdzie nieuchronnie grozi użycie siły militarnej, Sekretarz Generalny ONZ miał mandat nadany przez 4/5 Forum Zgromadzenia Narodów Zjednoczonych do wprowadzenia pokojowych sił rozjemczych ONZ z niżej opisanym niezwykle skutecznym uzbrojeniem DEFENSYWNO – HUMANITARNYM.
Propozycja personalna dla Sekretarza Generalnego ONZ jest warunkowana skutecznym i w odpowiednim czasie sprawnym dążeniem do zapobiegania ofiarom w ludziach i w unikaniu niszczenia infrastruktury egzystencji lokalnego społeczeństwa, jak: Ukraina, Syria, itp. miejsca na Ziemi.

Uzasadnienie:
Jak wiemy z dotychczasowego doświadczenia w sytuacjach konfliktowych na świecie nim Rada Bezpieczeństwa ONZ podejmie jakieś decyzje rozjemcze (lub któryś z członków Rady zawetuje), to z reguły wcześniej użyte są działania zbrojne, giną ludzie i niszczone są warunki egzystencji ludzkiej oraz zniszczenia ekologiczne zbrojnymi działaniami ofensywnymi.

Jednostki wojskowo-policyjne rozjemcze szybkiego reagowania podległe Sekretarzowi Generalnemu ONZ, powinny być wyposażone w logistyczne, niżej opisane środki humanitarno-defensywne, które w badaniach symulowanych komputerowo uzyskały bardzo dobrą oceną skuteczności w kompetentnych komórkach badawczych Dowództwa Marynarki Wojennej RP. Opinię wyrażono na piśmie przez kontradmirała Zbigniewa Badeńskiego, szefa Sztabu Marynarki Wojennej RP w dniu 30 październik 2000 roku.

NAJSKUTECZNIEJSZA I BARDZO TANIA OBRONNOŚĆ HUMANITARNO-DEFENSYWNA W DYSPOZYCJI PRAWNEJ SEKRETARZA GENERALNEGO ONZ DLA UTRZYMANIA SPOKOJU I POKOJU NA ŚWIECIE, BEZ OFIAR W LUDZIACH I BEZ NISZCZENIA INFRASTRUKTURY EGZYSTENCJI CZŁOWIEKA W WARUNKACH ROZWIĄZYWANIA KONFLIKTÓW GEOPOLITYCZNYCH, GROŻĄCYCH UŻYCIEM WOJSKOWYCH SIŁ OFENSYWNYCH PAŃSTWA AGRESORA.

HUMANITARNA GŁOWICA BOJOWA PRZEZNACZONA DO NISZCZENIA SAMOLOTÓW, HELIKOPTERÓW, RAKIET i zdalnego wyłączania napędów wszelkich jednostek pływających i jeżdżących na lądzie AGRESORA, „oślepiania” radarów także dopplerowskich, i obezwładnianie humanitarne piechoty agresora. Załączona propozycja może być pomocna także w walce z terroryzmem.

Oficer, a także doświadczony policjant po odpowiednich badaniach psychologicznych i specjalistycznym przeszkoleniu w sytuacji zbliżającego się kryzysu wojennego zakłada na głowę hełm, który jest wyposażony w swoistą kamerę elektroniczną czytnika ruchu obserwacyjnego odbicia źrenicy oka na określony obiekt lecący w powietrzu lub pływający na wodzie czy jeżdżący na lądzie, także dzięki radarowi dopplerowskiemu wykrywania temperatury spalin wszelkich pojazdów (w powietrzu, na wodzie i lądzie w warunkach nocy, mgły, chmur, gradu, śnieżycy, itp.). W pierwszym projekcie modułu, komputer zdolny do śledzenia radarem dopplerowskim temperatury spalin w ułamku sekundy obserwującego nadążnie lecącej wrogiej rakiety, bojowy samolot, helikopter, okręt, każdy pojazd lądowy, temperatura w ruchu zmęczonej fizycznie piechoty, wówczas oficer naciska przycisk kieszonkowego pilota. Następnie komputer w ułamku tysięcznej sekundy naprowadza promień lasera na obserwowany samolot lub inne obiekty wojskowe nieprzyjaciela i lokalizuje precyzyjne odległość, pułap, kierunek i prędkość lotu, jazdy, itp. ruchu. Następnie armata, lub wyrzutnia rakietowa zainstalowana na żyroskopie elektromagnetycznym z amortyzacją odrzutu, na specjalnej platformie pojazdu wojskowego, gdzie w zależności od odległości w ułamku sekundy ustawia nadążnie kierunek strzału armaty lub odpalenia rakiety z precyzyjnym programowaniem elektronicznego zapłonu w głowicy pocisku/rakiety wyprzedzającego eksplozję na 2-3 km w zależności od prędkości przed lecącym w powietrzu wrogim samolotem bojowym przeznaczonym do zniszczenia za 2 sekundy. Gdy nastąpi eksplozja głowicy pocisku lub rakiety np. na 2 km precyzyjnie w kursie lotu wrogiego samolotu przy prędkości jednego Macha, wówczas powstanie okrągły obłok rozrzuconych gęsto o średnicy 200 metrów małych skrawków foli o ściśle określonym składzie chemicznym, w które nieuchronnie wpadnie wrogi samolot. Pilot wrogiego samolotu dostaje 2 sekundy na uruchomienie katapulty i opuszczenie maszyny. W podobny sposób niszczy się skutecznie bojowe samoloty bezzałogowe, helikoptery lub wyłącza się napędy innych pojazdów wojskowych agresora ze 100% skutecznością za bardzo małe pieniądze. Np. samolot wielozadaniowy, którego cena wynosi znacznie ponad 100 milionów dolarów niszczy się ze 100% skutecznością pociskiem w średniej cenie 350-400 złotych.

Szanowni Przyjaciele, wielokrotnie czytam że samoloty i rakiety są antyradarowe, nie do wykrycia. Przecież to jest irracjonalne myślenie. Wszelkie obiekty latające w powietrzu w celach bojowych (strategicznych) jako nośniki poważnej broni rażącej, jak dotychczas są napędzane silnikami spalinowymi (odrzutowe lub rakietowe). Za każdym opisanego typu pojazdów ciągnie się potężna temperatura, która jest wykrywalna prawem radaru dopplerowskiego w każdych warunkach atmosferycznych i bez względu na odległości. Tego typu informacje nie mogą być zakłócane „wabikami”. Te pozostawione potężne energie pochodzące z procesu spalania mogą być również namierzane z odpowiednim wyprzedzeniem jako obiekty likwidowane opisanymi skrawkami foli z bardzo ścisłym programem i składem chemicznym. Podobne działanie wykonuje pocisk wystrzelony z armaty, którego głowica rozrywa się na pokładzie nadpływającego okrętu lub tuż przed jakimkolwiek nadjeżdżającym pojazdem wodnym/lądowym, gdzie skrawki foli o precyzyjnie określonym składzie chemicznym, które skutecznie zostaną zassane z powietrzem i starannie okleją na planowany czas filtry powietrza silników w/w pojazdów. Podobnie skrawki foli z ujemną jonizacją oklejają radary, czyniąc bojowy sprzęt wroga nieużytecznym, np. na godzinę lub w dłuższym czasie. Broń ręczna, karabin sterowany przez żołnierza z miernikiem laserowym, z nasadowym granatem ze skrawkami foli przyjmuje namiar obiektu do wyłączenia silnika poprzez oklejenie filtrów oraz oślepienia radaru lub obezwładnienia neuro-paralizatorem piechoty agresora. Można także dać skrawki foli z dodatkiem ferrytu, który w ułamku sekundy oklei broń ręczną żołnierza a skład chemiczny uniemożliwi uruchomienie, przeładowanie wykorzystania tej broni na ściśle planowany czas.

W głowicy pocisku lub rakiety przeznaczonej do niszczenia samolotów/helikopterów w czasie kilkutysięcznej sekundy uruchamia się program w elektronicznym zapalniku pocisku w taki sposób, żeby eksplozja nastąpiła np. na 2-3 km przed samolotem lub stosownie bliżej przed ruchomym innym obiektem napastnika. Gdy głowica pocisku osiągnie właściwą pozycję w stosownej odległości przed samolotem lub innym obiektem. Następuje programowana eksplozja głowicy, która rozrzuca dla samolotu bojowego w promieniu 100 metrów bardzo cienkie i mnogie skrawki foli o ściśle określonym składzie chemicznym, które zapalają i niszczą silniki samolotu będącego w powietrzu. Skrawki foli dla niszczenia napędu samolotów wroga w postaci zagęszczonej kulistej chmury utrzymują się w powietrzu tylko jedną minutę a następnie samoistnie utylizują się, zanikają. Pilot kraju obronnego może także gdy na tzw. „ogonie siedzi” pilot wrogiej maszyny wystrzelić i rozrzucić skrawki foli z tyłu dla zniszczenia maszyny wroga. Pilot samolotu napastnika dostaje bezwzględne 2 sekundy na uruchomienie katapulty i opuszczenie samolotu.

Drugi prosty układ elektroniczny równolegle, podobnie zainstalowany w hełmie lub na helikopterze bez załogowym, dronie pracuje na wykrywaniu silnej emisji podczerwieni spalin o bardzo wysokiej temperaturze emitowanej przez samoloty, helikoptery i rakiety w czasie lotu w dni pochmurne, nocą, mgła, śnieżyca. Komputer drogą dopplerowską ocenia w ułamku tysięcznej sekundy pułap, odległość, kierunek i prędkość lotu. Mogą być wykorzystywane także czujniki kierunku i odległości dźwięku, które też mogą namierzyć w/w parametry i zniszczyć każdy obiekt znajdujący się w powietrzu. W tym samym czasie komputer określa trajektorię wyprzedzenia kierunku lotu dla pocisku/rakiety z humanitarną głowicą bojową, która po wystrzeleniu rozrywa się na 2-3 kilometry przed samolotem wielozadaniowym nieprzyjaciela, równo w linii i kierunku lotu, tworząc chmurę o średnicy 200 metrów (w kształcie jak znane fajerwerki), w którą nieuchronnie wpadnie za 2 sekundy samolot i w ułamku sekundy zostaną zniszczone jego turbiny, silniki odrzutowe, a samolot musi spaść na ziemię. Innymi słowy wystarczy umiejętnie wrzucić garść śmieci w silniki samolotu wielozadaniowego i spada coś bardzo drogiego na za pomocą środka w cenie 350-400 złotych w seryjnej produkcji.

Posiadam także bardzo skuteczny system niszczenia wszelkich rakiet średniego i dalekiego zasięgu, które przy bardzo dużej prędkości, np. 12000 km/h za sprawą tarcia w oporze powietrza utrzymują krytycznie wysoką temperaturę powłoki rakiety. A jeśli dodamy do powierzchni rakiety przeciwnika skrawki foli z ferrytem i określonym składzie chemicznym to w kilka sekund podniesie się wyraźnie temperatura powłoki rakiety nad zbiornikiem paliwa i doprowadzi do wcześniejszej eksplozji zasilania paliwowego. Wówczas rakieta nie osiągnie celu i nie zrealizuje swojego programu albowiem będzie skutecznie zniszczona, spadnie. – Siedem ładunków skrawków foli wystrzelonej z jednej głowicy rakiety obronnej rozmieszczają się planowo w linii kierunku lotu wrogiej rakiety, w którą w ułamku tysięcznej sekundy nieuchronnie wpadnie rakieta wroga. A skład chemiczny skrawków foli z dodatkiem ferrytu sprawi przyklejenie się ich do powłoki zewnętrznej tytanu rakiety. A następnie w wyniku tarcia z powietrzem skrawki foli zapalą się i gwałtownie podniosą temperaturę substancji napędu wrogiej rakiety, aż do eksplozji zasilania paliwowego. Można drugą rakietą ewentualnie przedłużyć nagrzanie obudowy zasilania paliwowego rakiety wroga. Proponowane zastosowanie skrawków foli z ferrytem wymaga odpowiednich badań i eksperymentów w warunkach naturalnych. Natomiast jeśli rakieta pobiera powietrze do spalania paliwa to sprawa jest prosta w niszczeniu napędu skrawkami foli.
Uwaga! Odpowiednia programowa regulacja elektroniczna zapłonu głowicy obronnej zachodzi w odniesieniu do wyłączenia napędu wszelkich innych pojazdów będących w ruchu na wodzie i ziemi poprzez oklejenie skrawkami foli filtrów powietrza. Proszę sobie wyobrazić np. niemiecki atak pancernika Schleswig-Holstein 1 września 1939 roku na Polską Bazę Wojskową Westerplatte, kiedy to wystarczyła by eksplozja jednej głowicy pocisku ze skrawkami foli na pokładzie tego pancernika. Potężne silniki niemieckiego pancernika produkujące także prąd elektryczny, który decyduje o sprawności sterowania armatami, torpedami i radarami na pokładzie, nagle wyłącza się totalnie napęd okrętu. Następuje totalny bezruch wszystkich urządzeń, łącznie z oślepieniem radarów. Zasilanie akumulatorowe ma działanie w krótkim czasie. W tych warunkach następne pociski z Westerplatte spokojnie utrzymują w bezruchu silniki i radary wrogiego pancernika. Podobnie można by bez większego starania się niszczyć wówczas samoloty niemieckie, które w czasie II wojny światowej latały znacznie wolniej i znacznie niżej niż obecne oraz wszelkie pojazdy bojowe wroga na lądzie i wodzie. Skrawki foli mogą oślepiać najnowsze radary, które mają w swojej roboczej aktywności dodatnią jonizację a skrawki foli ujemną. Skrawki foli mogą zanikać w dowolnie zaprogramowanym chemicznie od przeznaczenia czasie, np. od 10, 100 i więcej minut.

Dlaczego nazwałem tę głowicę humanitarną? Bo ja jestem z natury i wykształcenia humanistą, daję pilotowi 2 sekundy na opuszczenie katapultą przeznaczonego nieuchronnie do zniszczenia samolotu lub helikoptera (w przyszłości z kabiną katapulty) lub innego wojskowego sprzętu nieprzyjaciela będącego w ruchu, itp. innych obiektów będących w ruchu, także na lądzie lub na wodzie.

Szanowni decydenci polityczni, w działaniach kryzysowych a nawet wojennych zabijanie ludzi, żołnierzy wroga oraz niszczenie infrastruktury egzystencji ludzi jest największym nieszczęściem XXI wieku. Bardzo proszę szanować, chronić w miarę możliwości życie wszelkich ludzi, w tym przyszłych jeńców w działaniach wojennych, którzy z reguły są ofiarami braku antycypacji sprawności umysłowej, niekompetencji polityków. Z powodu braku psychologicznej selekcji kadrowej i właściwych konkursów, a także niewłaściwego przygotowania w nieudanych negocjacjach pokojowych. A w konsekwencji ich nieudolności w krytycznym momencie przekazują decyzje zdesperowanym emocjonalnie dowódcom wojskowym, którym zwalono nagle odpowiedzialność za utrzymanie bezpieczeństwa w źle wyposażonej i byle jak szkolonej armii.

Jeśli chodzi o zneutralizowanie piechoty wroga lub terrorystów to do skrawków foli można dozować w zależności od warunków w jakich przebywają żołnierze wroga, ewentualnie terroryści z zakładnikami neuro-paralizator obezwładniający lub usypiający. Neuro-paralizator działa tak szybko, że żołnierz nie zdąży założyć maski gazowej i będzie do 2 minut, nieprzytomny, uśpiony(?). Ponadto można zainstalować humanitarne miny w strefie zagrożenia przygranicznego lub w ochronie ważnych obiektów z czujnikami dla wyłączenia silników pojazdów wojskowych wroga, a nawet oklejenia z usztywnieniem w ułamku sekundy ubrania i obuwia żołnierzy nieprzyjaciela, terrorystów, co także ich znacznie zniewoli ograniczając sprawność ruchową na programowany czas. Można także do skrawków foli dodać ferryt, który sprawi przyklejenie się do części metalowych karabinu, pistoletu lub armaty czy wyrzutni rakietowej a skład chemiczny uniemożliwi uruchomienie, przeładowanie na dowolnie planowany czas użycie broni wroga lub terrorysty. Proszę sobie wyobrazić lub przenieść wyobraźnię na aktualną sytuacje na południowym wschodzie Ukrainy lub w Syrii, Jemenu, i w wielu innych państwach, gdzie bezkarnie zorganizowani terroryści prowadzą działania militarne.

Do oddzielnego opracowania operacyjnego pozostaje problem taktyki reagowania wojsk lądowych i morskich na przejęcie obezwładnionych żołnierzy nieprzyjaciela, terrorystów i ich sprzętu. Np. kontroler ruchu drogowego powinien mieć znak stopu, którym usiłuje zatrzymać pojazd w momencie podświetlenia tarczy z numerem patrolu łączy się z biurem rejestru wykroczeń drogowych i tylko wówczas uruchamia czynności kontrolne, które są rejestrowane głosowo w/w biurze. Mandat wypisuje Biuro Wkroczeń Drogowych poprzez radiostację funkcjonariusza. W przypadku, gdy kierowca nie chce zatrzymać pojazdu to funkcjonariusz ustawia w ułamku sekundy drugą stronę rękojeści znaku stopu i odstrzeliwuje skrawkami foli przód samochodu, który w sekundę będzie miał oklejony filtr powietrza z wyłączonym silnikiem.

Pozostaje problem artylerii przeciwnika, który można rozwiązać poprzez wczesne rozpoznanie dronem stanowisk wroga i odpowiednie ostrzelanie humanitarną głowicą bojową z ferrytem i oklejenie mechanizmów stalowych. Atak artylerii wroga można przetrwać także poprzez ruchome stanowiska obronne w strefie przygranicznej dla własnej artylerii, a także w połączeniu z możliwością zastosowania humanitarnej głowicy bojowej wobec obsługi dział wroga lub jego wyrzutni rakietowych.

Proponuję rozpowszechnić i nagłośnić treść tego apelu, listu tak skutecznie, żeby wszystkie państwa świata zastosowały u siebie „Humanitarną głowicę bojową”, która jest bardzo skuteczna i bardzo tania, to wreszcie nie byłoby działań militarnych wobec innych państw. Koniec z barbarzyńskim niszczeniem, bombardowaniem tego co stworzył człowiek i NATURA.
„…dbając o warunki egzystencji w zgodzie z uniwersalną mądrością NATURY, szanujmy wszelki dar życia i bądźmy szczęśliwi także szczęściem innych”, – motto życiowe autora.

Zaoszczędzone pieniądze na likwidacji tradycyjnego uzbrojenia należy przeznaczyć na realizację projektów opisanych dla przyśpieszonego rozwoju Polski w mojej e-ksiązce: EDEN XXI WIEKU, czytaj na stronie: http://www.klawiterapia.com .

Łączę wyrazy szacunku i przesyłam najlepsze pozdrowienia,
– Ferdynand Barbasiewicz, autor projektów, także pojazdów latających na fali.

(Patrz niżej)

Projekt pojazdów latających na fali z szybkością 700-800 km/h, które w komputerowych badaniach symulowanych Dowódcy Marynarki Wojennej RP w Polsce uzyskały bardzo dobrą ocenę wyrażoną na piśmie w dniu 30 października 2000 roku, z podpisem kontradmirała Zbigniewa Badeńskiego, szefa Sztabu Marynarki Wojennej RP.

Pojazdy latające na fali nie wymagają lotnisk, powinny stopniowo eliminować pasażerską komunikację lotniczą na wysokości 10 000 m nad morzami i oceanami. Pojazd latający na fali z uwagi na swoją prędkość powinien pełnić funkcję wiodącą w ratownictwie morskim/oceanicznym. Pojazd latający powinien być produkowany w polskich stoczniach. Ja jestem starym żeglarzem i miałem okazję obserwować różne flotylle na Morzu Północnym, Atlantyku, Morzu Śródziemnym. Dotychczasowe Flotylle Marynarki Wojennej poruszają się na wodzie jak „mrówka w syropie” i z tego powodu stanowią łatwy cel dla broni humanitarnej. Szanowni specjaliści Marynarki Wojennej, pragnę zasygnalizować, że posiadam projekt napędu rezonansu magnetycznego dla łodzi podwodnych, który może kilkakrotnie przyśpieszyć zdolność poruszania się tego sprzętu pod wodą. A także inne rozwiązania chroniące okręt przed zatopieniem. Także zabezpieczenia ekologiczne dla ekologii. Czytaj także w …Edenie o bezpieczeństwie w żegludze i niezwykłej komunikacji tunelowej oraz oceniaj inne projekty dla ludzkości.

Kontakt z autorem: centrum@klawiterapia.com Tel/fax +48 22 7298053.

POJAZD LATAJĄCY NA FALI, cztery polskie projekty, prototypy do wykonania w naszym kraju.

Ferdynand Barbasiewicz, autor projektu.

W 1967 roku miałem okazję obejrzeć radziecki krótki film, na którym utrwalono przelot samolotu wojskowego Mig 17 z dużą prędkością pod przęsłem mostu na dużej rzece rosyjskiej. Duża energia lecącego samolotu sprawiła, że woda została rozepchana na około 20 metrów i było widać piasek dna rzeki głębokiej na około 3-4 metrów. To niesamowite energetycznie zjawisko fizyczne było wówczas inspiracją do opracowania projektu pojazdu startującego z wody i latającego 3-5 metrów nad powierzchnią wody z prędkością nawet do 800 km/h.

Duży pojazd latający na fali „Bazamat” z przeznaczeniem w komunikacji na oceanach z uwagi na prędkość podróżną 700-800 km/h i „Córa” lokalnie na akwenach morskich i większych rzekach. Należy oczekiwać, że w niedalekiej przyszłości pojazd latający nad wodą wyeliminuje pasażerską komunikację lotniczą z wysokości 10.000-12.000 metrów i transport wodny tuż nad morzami i oceanami. Ten projekt komunikacyjny nie wymaga lotnisk i portów może pływać na większych rzekach i lądować, …nawet na plaży. „Bazamat” może przyjąć na pokłady nawet 5.000 pasażerów z większym bagażem, którzy odbędą podróż w luksusowych warunkach w tym samym czasie jak w znanej komunikacji lotniczej ale całkowicie bezpiecznie. – Czytaj i oglądaj więcej na stronie internetowej: http://www.klawiterapia.com/bazamat .

W dniu 23 sierpnia 2000 roku miałem przyjemność osobiście przedłożyć panu admirałowi Ryszardowi Łukasikowi, dowódcy Marynarki Wojennej RP projekt wynalazczy z dokumentacją techniczną „pojazdu latającego na falach”. Wyrażając się ściślej przedłożyłem kilka wariantów pojazdów różnej wielkości, do wstępnej merytorycznej i logistycznej oceny. W dniu 30.10.2000 roku uzyskałem odpowiedz pisemną przez kontradmirała Zbigniewa Badeńskiego szefa Sztabu Marynarki Wojennej RP, gdzie stwierdza się min. „…koncepcja pojazdu latającego na falach będąca wizją idealnego narzędzia nowoczesnej strategii walki jest ciekawa i nie pozbawiona aspektu realizacyjnego w oddalonej przyszłości”. Oceniono jedynie pojazd największy, ofensywny – stwierdzając, że tak dużymi pojazdami mogą się zainteresować tylko nasi sojusznicy z NATO (US Navy, Royal Navy i Marynarka Francji), mające floty strategiczno-ofensywne i obronne. Według mojego rozpoznania innowacyjnego i oceny w obecnych uwarunkowaniach geopolitycznych i militarnych Marynarka Wojenna RP powinna zainteresować się przede wszystkim mniejszymi wariantami („córa”, uniwersalny i skuter) dla celów obronnych, które są min. wyposażone w nowoczesne systemy uzbrojenia z humanitarną głowicą bojową. Szacunkowa cena „córy” z pełnym wyposażeniem równa będzie w przybliżeniu wartości rynkowej trzem samolotom bojowym wielozadaniowym. Natomiast wartość obronna „córy” w warunkach wodno-lądowych jest wielokrotnie sprawniejsza niż trzy samoloty bojowe wielozadaniowe. „Córa” ma na swoim pokładzie 3 małe helikoptery, 4 pojazdy uniwersalne wodno-lądowe o sile bojowej większej niż najnowsze czołgi. Każdy pojazd uniwersalny ma na swoim pokładzie 4 skutery wodno-lądowe dwuosobowe (łącznie „Córa” ma 16 skuterów wodno/lądowych), stanowiące bardzo sprawną piechotę morską. Cena szacunkowa pojazdu „Córy” z pełnym wyposażeniem (pojazdy uniwersalne, skutery i inne uzbrojenie, humanitarne głowice bojowe, itp.), kształtuje się w szacunkowej cenie wartości 460-500 milionów dolarów. Pojazdy uniwersalne są znacznie tańsze niż nowoczesne czołgi a możliwości logistyczno-taktyczne wodno-lądowe manewrowe i bojowe w założeniach projektu są bezkonkurencyjne. Ponadto „Córa” ma: 3 wyrzutnie rakietowo-taktyczne, także z humanitarną głowicą bojową do bardzo skutecznego niszczenia napędów samolotów, helikopterów, rakiet, a także wyłączania napędów wszelkich pojazdów bojowych na wodzie i lądzie. Poza tym w wyposażeniu są wyrzutnie torped, i kierunkowych bomb głębinowych samo naprowadzających się na łodzie podwodne, i inną broń. „Córa”, uniwersalny i skuter mogą pływać do 20 metrów pod wodą. Posiadają znakomite możliwości maskujące, gdy jest na powierzchni wody i gdy jest pod wodą, sonary, monitoring podwodny, radary także dopplerowskie i nawigację satelitarną. Córa ma niezwykłe możliwości manewrowe a także prędkość podróżną osiągającą przy sprzyjających warunkach nawigacyjnych nawet 700-800 km/h. Może lądować przy brzegu, na plaży. Nie wymaga obsługi kosztownych portów lotniczych i morskich. Może prowadzić działania bojowe z rzek w warunkach śródlądowych. Duże pojazdy baza-mat, „córa”, pojazdy uniwersalne i skutery są niezatapialne, albowiem platformy tych pojazdów są w 4/5 wypełnione w bardzo licznych komorach z blachy tytanowej styropianem (jak plaster miodu) i warstwowo specjalnej jakości watą mineralną zamiast opancerzenia z otuliną zewnętrzną także z blachy tytanowej, są bardzo lekkie. Ponadto „Bazamat”, „Córa”, pojazdy uniwersalne i skutery są kompatybilne w działaniach taktyczno-obronnych i strategiczno-ofensywnych wodnych i wodno-lądowych z innymi formacjami.
– Ma możliwość wystrzelenia na wysokość do 1000 m specjalnego bardzo czułego sonaru akustycznego i radarowo dopplerowskiego, który znakomicie precyzyjnie rejestruje do 1000 km wszelkie pojazdy znajdujące w powietrzu, na wodzie i pod wodą z możliwością ich niszczenia. W/w pojazdy po zneutralizowaniu napędów głowicą humanitarną wrogich samolotów bojowych, jednostek pływających i pojazdów wojskowych na ladzie są także zdolne obezwładnić na kilka minut silną wolno-falową energią mózgi załogi agresora do sprawnego „abordażu”, którym wcześniej wyłączono zdalnie na określony czas silniki i radary także dopplerowskie humanitarną głowicą bojową.

– Problemy obronne stanowiące istotę Narodowych Sił Zbrojnych RP zostały w ocenie projektów pominięte. A przecież w/opisane pojazdy są wyjątkowo korzystne pod każdym względem w zastosowaniu obronnym. Stwierdzono także, że Oddziały Dowództwa Marynarki Wojennej nie prowadzą prac naukowych w zakresie badań podstawowych nad nowymi (nigdzie nie stosowanymi) środkami bojowymi jak i ich nosicielami.” Poinformowano także, kto zajmuje się takimi badaniami i gdzie należy kierować korespondencję w tej sprawie. Stwierdzono, że decyzję w sprawie badań i wdrożeń jest władny podjąć minister Obrony Narodowej. Odpowiedź podpisał pan kontradmirał Zbigniew Badeński – Szef Sztabu Marynarki Wojennej RP.

Oczywiście te same pisma łącznie z dokumentacją techniczną, zgodnie z zaleceniami wysyłałem pocztą internetową do kolejnych: Ministrów Obrony Narodowej, Szefów Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, Stoczni w Gdyni i Szczecinie, Centrum Budowy Okrętów w Gdańsku, Komisji Obrony Narodowej w Sejmie RP, Instytutu Lotnictwa w Warszawie, a także wedle wskazań Dowództwa Marynarki Wojennej do flot Sojuszniczych NATO: US Navy, Royal Navy i Marynarki Francji. Miłe odpowiedzi z szacunkiem i podziękowaniem otrzymałem na piśmie. – Więcej informacji jest na stronie internetowej: http://www.klawiterapia.com/bazamat i http://www.klawiterapia.com/dyskpo .

Moim zdaniem w/w pojazdy wodne i wodno/lądowe mogą mieć znakomite przeznaczenie także w gospodarce cywilnej, transporcie wodnym i rzecznym w ruchu pasażerskim. Gdzie niezwykle konkurencyjnie skraca się czas podróży z Polski np. lokalnie na Bałtyku do Sztokholmu i Helsinek w czasie jednej godziny. Pojazdy latające na fali mogą mieć rewelacyjne zastosowanie w ratownictwie morskim/oceanicznym i powinny się stać polską specjalnością eksportową.

Łączę najlepsze oczekiwania i pozdrowienia – dr Ferdynand Barbasiewicz, płk w st. spoczynku.

Supermarkety – dobre czy złe?

Mam nadzwyczaj prosty smak:
zawsze zadowala mnie to, co najlepsze.
Oscar Wilde

Szeroki temat – ma aspekty: gospodarczy, historyczny, społeczny i psychologiczny, polityczny …
Podejmę tylko niektóre wątki – z osobistego punktu widzenia.

Od razu wyjaśnienie – jestem ZA dużymi marketami. Taka deklaracja prawdopodobnie nieco zelektryzuje oponentów albo przynajmniej zaciekawi. Zgodzę się że może jest ich już za dużo, że obciążają miasto (logistyka, ruch, energochłonne) ale jednocześnie dają pracę wielu ludziom.

Z drugiej strony należy się wyjaśnienie, że jestem stanowczo za polskim kapitałem i polskimi marketami. Źle się stało że markety zagraniczne uzyskały długie wakacje podatkowe i inne przywileje.  Spowodowało to nie tylko wyprowadzanie pieniędzy Polaków za granicę, ale i upadek wielu naszych sklepów.  Ale stało się i trzeba pomyśleć jak to naprawić. Nie jestem w branży handlowej, więc w tym zakresie nie będę się wymądrzał. To, co mi się nasuwa jako postulat obywatelski, to jak najszybsze zrównanie praw podmiotów zagranicznych z naszymi polskimi, wspieranie naszych polskich marketów oraz rodzimych sklepów. Powinno to być ujęte w programie rozwoju naszej klasy średniej.
Myślę, że polscy inwestorzy już nauczyli się jak takie markety budować i prowadzić, rośnie też nasz kapitał.

Zajmę się raczej swoimi refleksjami jako klienta.

Bywam i kupuję w supermarketach, ale … w zasadzie tylko produkty żywnościowe, czasem tylko przemysłowe. I  w ograniczonych ilościach. Co do żywnościowych, chętniej kupowałbym bezpośrednio u zaufanych rolników, i, o ile to możliwe (sezon, czas), czynię to na paru bazarach. Chodzi przede wszystkim o zdrowotność produktów, zwłaszcza zważywszy, że w marketach jest dużo żywności przemysłowo przetworzonej. Niestety w wielu przypadkach produkty rolne nieprzetworzone też nie dają gwarancji jakości. Obecnie gleba jest tak skażona (np. glifosat jest już wszędzie) oraz zubożona w niezbędne składniki, że nawet przy szczerych chęciach rolnik nie ma większego na to wpływu . Zwłaszcza jeśli jest nastawiony tylko na zysk. To osobny temat, który kiedyś podejmę.

Tu mała dygresja: złoszczę się gdy likwiduje się bazary lub szykanuje rolników, którzy przywożą swoje towary do miasta. To akcje, które mają ponoć „cywilizować” przestrzeń miejską. Zgoda jeśli w zamian powstają przyzwoitsze pawilony, ale brak zgody gdy takie miejsca w ogóle się likwiduje.  Na cywilizowanym Zachodzie bazary mają się dobrze.
Przypuszczam, że jest (?) w tym podejściu palec właśnie większych marketów, które nie lubią konkurencji.

Mówiąc o supermarketach mam na myśli także galerie handlowe, w których te supermarkety są ulokowane.
Mam parę ulubionych (w Warszawie)  jak np. Galeria Północna, Galeria Łomianki*. Są przestronne i mniej zatłoczone w przeciwieństwie do np. Złotych Tarasów (ciasnota, tłumy), Arkadii – ładna, ale też duży ruch w tym molochu…
Jak wiadomo, klienci traktują te miejsca także jako rekreacyjne oraz miejsca spotkań. Sprzyja temu infrastruktura  z barami, kawiarniami, miejscami dla dzieci, często z kinem, siłownią oraz licznymi usługami. To – jak widać- nie ruguje kawiarni i lokali gastronomicznych w innych miejscach w mieście – jest ich coraz więcej.  W galerii mamy jednak duży wybór oraz inne udogodnienia na jednym miejscu – jest to wygodne i oszczędza czas w porównaniu z sytuacją przenoszenia się w mieście by załatwić różne sprawy. Latem można tam się schłodzić, w zimie  ogrzać …

Co do sklepów odzieżowych, to bywamy raczej na ‚looking‚ niż shopping.  ponieważ przeważnie ceny są z sufitu i chyba tylko dla, hm… modowych wariatów i celebrytów. Mam na myśli głównie stosunek ceny do jakości.
Może się wstyd przyznać – w second-handach i outletach można znaleźć odpowiedniki (i to nowe) za jedną dziesiątą tych cen, a jednocześnie w lepszej jakości. Bawełna, wełna, len oraz niezłe wzornictwo zamiast sztucznego badziewia, bezguścia i mody dla podlotków, które dają kilkaset złotych za spodnie,w których jest więcej dziur niż materiału… Zjawisko dotyczy głównie mody damskiej – to duży rynek do drenowania kieszeni bazujący na ulotnych modach i próżności.
To się trochę zmienia na lepsze i nie chciałbym zbyt generalizować. Są przecież miejsca i produkty warte swej ceny.
Chociaż to także kwestia gustu, ale np.  Massimo Dutti zachwyca, przy cenach w tym sensie do zniesienia.

W zakresie samych marketów upodobałem sobie Carrefour. Nie mówię, że jest najlepszy, bo nie znam aż tak dobrze innych, ale są powody tego upodobania.  Widać jak się „podciąga” w swoich usługach, jak stara się być dla każdego.
Bywam i wtedy  uderza bogactwo asortymentu. Od produktów na chudą kieszeń do fanaberii i prawie luksusu dla grubego portfela.
Kilkadziesiąt (jeśli nie więcej) rodzajów serów, nabiału, pieczywa (z różnych ale i własnej piekarni), wędlin,  herbat, kaw, win, kilkaset rodzajów przypraw, sosów, dodatków z całego świata, produktów ekologicznych i specjalistycznych (diety), podobnie owoców i warzyw z egzotycznymi włącznie itd. Multum dań gotowych ale także bardzo dużo komponentów do własnoręcznego kucharzenia. W zróżnicowanych cenach. W sumie  – raj dla smakoszy.
Tu wtrącę, że żal mi mojego ulubionego normadzkiego sera Brillat-Savarin, określa się go mianem potrójnie kremowego Brie, który jakiś czas zniknął z półki towarów francuskich. Produkowany już od 1890 roku, pierwotnie jako Excelsior lub Délice des gourmets, obecną nazwę dostał w 1930 roku na cześć francuskiego smakosza Jean Anthelme Brillat-Savarin (francuski prawnik, polityk i pisarz – zdobył sławę jako gastronom i autor „Fizjologii smaku”, którą Balzac uznał za wspaniały traktat kulinarny).
Ach, mój stary sentyment do Francji…
Ważne jest, że większość towarów pochodzi od polskich producentów. Tak więc, mimo transferowania zysków za granicę, zyskują też rodzimi dostawcy. Konkurując ze sobą i z produktami zagranicznymi muszą dbać o jakość. Są też sklepy franczyzowe (Carrefour Express, Carrefour Express Convenience, …) zatem korzystają na tym polscy przedsiębiorcy.
Jeśli chodzi o żywność (i chyba nie tylko) gorzej jest z takimi marketami jak Lidl lub Kaufland – dużo towarów niemieckich. Przy okazji można przypomnieć o aferze z podwójną jakością tych towarów – inna w Niemczech, inna u nas; miejmy nadzieję że uchwała unijna to ukróci).
Nie słyszałem aby taka praktyka była w marketach francuskich, a w ogóle mam do Francji większe zaufanie ze względu na bardziej restrykcyjne podejście do ekologii w rolnictwie.

I tutaj dochodzę do kluczowego porównania z małymi sklepami. Bywa że trzeba coś szybko dokupić w lokalnym sklepiku i oto okazuje się, że jest tylko jeden/dwa rodzaje oleju lub masła, pieczywo z jakiejś nieznanej piekarni na której się zawiedliśmy, nieznane marki lub po prostu jakiegoś towaru w ogóle nie ma. Za to wszystko nawet  dwa razy drożej.
Chociaż jestem osobą starszej daty, to wymagania mam już inne niż za PRL-u.
Rozumiem, że ograniczona powierzchnia sklepowa, że może nie być popytu na niektóre towary (market przez duży obrót całościowy może pozwolić sobie na eksperymentowanie i straty w zakresie pojedynczych produktów).
Ale czy muszę się temu podporządkowywać?
Jest tu dodatkowy element w działaniu małych sklepów spożywczych – zamawiają tylko to, co „schodzi” , czyli co kupują lokalni klienci i są to towary relatywnie najtańsze (=gorsze), chociaż i tak drogie w porównaniu do dużych marketów.
Mamy w naszym domu na parterze taki mały sklepik wpasowany przez najemcę jakby na siłę w lokal do tego nie przystosowany.  Oprócz wymienionych wad, nie ma rampy towarowej, minimalne zaplecze. Codziennie przeżywamy koszmar zajeżdżania wielu samochodów dostawczych, które hałasują, kopcą w okna spalinami (oczywiście silniki diesla cały czas włączone), blokują parking osobowy.
Był czas, że z tego lokalu zaczęły rozłazić się karaluchy…

Duże markety mają to zorganizowane profesjonalnie. Mają też kontrolę jakości na odpowiednim poziomie.
Jeśli chodzi o Carrefour właśnie, to market oferuje wiele programów wspierania jakości w ramach akcji Konkretne działania, by jeść lepiej.

Powyższe uwagi dotyczą też towarów przemysłowych – duży asortyment oraz prawie wszystkie działy tematyczne.

Chyba wszystkie markety oferują jakieś programy lojalnościowe, zbieranie kuponów itp.
Nie należę do takich zbieraczy, to bywa kłopotliwe, bo trzeba spełniać pewne warunki ilościowe i czasowe.
Chociaż Carrefour też je ma (Karta Rodzinka, program Satysfakcja, … ) to chwalę sobie  tzw. Kartę Seniora. która daje kupony zniżkowe o wartości 10% od zakupu. Nie trzeba niczego zbierać. Dodatkowe zniżki daje aplikacja zakupowa w telefonie. Można kupować zdalnie (są też tradycyjne gazetki katalogowe, wykazy na stronie internetowej) oraz zamawiać dostawę do domu. Jako supermarket może on sobie pozwolić na okresowe przeceny. Oferowana jest też dedykowana karta kredytowa (Mater Card), dająca 10% rabatu.
Markety mają też parkingi dla klientów – jest to wygodne i nie stwarza tych trudności jakie zdarzają się przy mniejszych sklepach.
Są to kolejne przewagi dużego, zorganizowanego marketu.

Podnoszono wielokrotnie kwestię wolnych niedziel handlowych.
Nie jestem zwolennikiem tego rozwiązania, a przynajmniej jego pogłębiania. To się kłóci z wolnością oraz ma niepotrzebny kontekst ideologiczny. Czyż wyjście na niedzielny wspólny obiad rodzinny w restauracji nie byłby odciążeniem od codziennego gotowania, możliwością poznania nowych smaków i przyjemny? Stopa życiowa Polaków stopniowo rośnie, więc staje się to realne dla coraz większej ilości osób.
Firma Grycan rozważa wycofanie się z marketów właśnie ze względu na perspektywę dużo mniejszej frekwencji w niedziele. Byłoby szkoda – to moja ulubiona kawiarnia kawowa… Prawdopodobnie tak samo stanie się z innymi firmami.
Polacy dużo pracują – nie tylko ci z marketów. Jesteśmy krajem na dorobku – to praca tworzy naszą gospodarkę. Przynajmniej tak powinno być – w odróżnieniu od spekulacji. Niektórzy pracują też w soboty – zwłaszcza właściciele firm oraz pracownicy innych obiektów handlowych i usługowych. Dla nich niedziela to możliwość załatwienia zakupów.
Duże przedsiębiorstwa są w stanie zorganizować pracę na zmiany oraz zatrudnianie ekip zastępczych (outsourcing).
Nie powinno się też odmawiać możliwości pracy tym, którzy chcą pracować.

Co do pracy sprzedawców, to i tak sytuacja już się zmienia w kierunku redukcji  ich ilości na rzecz kas automatycznych. W dużych marketach są odpowiednie urządzenia, a na świecie pojawiły się już sklepy w pełni samoobsługowe, jak Amazon Go. Także w Polsce mamy próby z marketami Bio Family,  z samoobsługą klientów 24/7.
Zatem, w przyszłości działalność supermarketów w niedziele nie będzie ze szkodą dla ludzi i rodzin (kwestia wolnego czasu i przepracowania), bo i tak sprzedawcy będą musieli znaleźć sobie inne zatrudnienie. To inny temat dotyczący rynku pracy w ogóle – musimy oswoić się z myślą o zastępowaniu ludzi przez maszyny. Ale bez strachu, bo przecież, chociaż praca jest po części naszą naturą, to jednak taka by tylko mozolnie zarabiać na życie – już nie.  Wystarczy że będziemy mieli godziwe utrzymanie. O ile nie damy się wyzyskiwać, to takie rozwiązanie się znajdzie…

Przy okazji – supermarkety i galerie handlowe mogłyby zarabiać jeszcze inaczej – na wynajmowaniu swych pomieszczeń ogólnych na inne cele, nie tylko handlowe. Pewien pomysł opisałem tutaj: Sylwester w supermarkecie?
**

Co sądzisz o tym wszystkim?

* Już po publikacji tego wpisu odwiedziłem nową Galerię Młociny. Też polubię – zrobiona z rozmachem, przestronna, dużo sklepów. Świetny dojazd metrem, tramwajami i samochodem. Polubię tym bardziej, że jest na szlaku mych częstych wypadów rekreacyjnych do parku w Młocinach.
** I właśnie w tej galerii na poddaszu zrobiono „krąg taneczny” z regularnymi potańcówkami. Dobre miejsce także na inne imprezy, w tym Sylwestra.

%d blogerów lubi to: