Wspólnie do prawdy

Człowiek pozostaje tak długo mądry, dopóki szuka mądrości;
odkąd wyobraża sobie, że ją już znalazł, staje się głupcem.
Talmud

Creative ideas business concept

Popularyzatorzy wiedzy nie mają łatwo. Muszą się poruszać w świecie, w którym króluje obecnie poprawność polityczna, wiedza zakłamana, a często nawet ukrywana z pobudek biznesowych lub ideowych.

Przytoczę jeden z przykładów.
Dziennikarka, która przez lata prowadziła codzienne audycje na temat zdrowia. Praca ciekawa, bo pozwalająca poznać coraz to nowych ludzi, ekspertów i celebrytów, których i czytelnicy/słuchacze chcieliby usłyszeć.

Czasem jednak gość ewidentnie mówi bzdury. Dziennikarka jednak nie oponuje i przekaz poszedł w eter. Potem powstaje z tego książka, w którym te same bzdury są powielone. Zastanawiam się nad krzywdami, jakie to wyrządziło.
Po pierwsze – wielu ludzi, którzy bezkrytycznie przyjmują to, co mówią media, zostało oszukanych. Audycja, co prawda, to efemeryda, ale jednak o sporym zasięgu. Książka zaś (lub artykuł) to już coś znacznie trwalszego. Może być tak, że krzywda dzieje się i owemu ‘ekspertowi’, bo po latach będzie się wstydził tego, co mówił. Cóż, można powiedzieć – zasłużył sobie. Ale i owa dziennikarka psuje sobie markę, ponieważ przepuściła bubel.
Ze swojej niewiedzy czy sprzedając się?
Bywa bowiem tak, że ma płacone za każdą audycję i nie jest do końca wolna w swych wyborach. Taka ułomna rzetelność dziennikarska. Widzi się ją na każdym kroku, ale to osobny temat.
Skupiam się na sprawach zdrowia, ponieważ i ja tym się zajmuję i … też mogę wpaść w jakąś pułapkę. Mam ten komfort, że moje popularyzatorstwo nie jest ani płatną pracą, ani nie mam szefa, ani nie reprezentuję stanowiska żadnej firmy. Piszę z poczucia, że przyczyniam się do lepszej świadomości i wiedzy – w dobrej wierze, a mój zasięg w przypadku błędu – jest bardzo mały.
I podkreślam – tę wiedzę każdy powinien filtrować i brać własną odpowiedzialność za jej wykorzystanie. Gdy nauka jest coraz bardziej skorumpowana, to my – społeczność – mamy szansę wspólnie dojść do prawdy.
Zatem komentarze do postów i artykułów są mile widziane. Sam często widzę jak wykuwa się z nich pełniejszy obraz – wykorzystujmy tę zaletę mediów społecznościowych. 

Lemingi

Kłam­stwo nie sta­je się prawdą tyl­ko dla­tego,
że wie­rzy w nie więcej osób.
Oscar Wilde

3 małpy

Określenie lemingi przyjęło się w przenośnym znaczeniu do tej grupy ludzi, którzy ślepo ufają władzy i jej mediom, a zwłaszcza przylgnęło to do osób identyfikujących się z poglądami centrowymi reprezentowanymi przez partię PO oraz telewizji TVN, Gazety Wyborczej, portalu Onet.pl. [potem i z innymi].
W szerszym ujęciu – osoby, którym wygodniej jest żyć bezkrytycznie.

Nazwa lemingi pochodzi od gryzoni, które według „miejskiej legendy” masowo popełniały samobójstwo podczas migracji przez rzucanie się tysiącami ze skały lub próby przepłynięcia morza. Nie jest dziś istotne na ile to prawda, chociaż odnotowywano, że podczas migracji przebywają rzeki lub skaczą do morza, płyną przed siebie, ale nie potrafią ocenić odległości od lądu i po dystansie większym niż 200 m – masowo toną.

W języku polskim funkcjonuje podobne określenie owczego pędu lub zachowania stadnego. Na ogół ma to pejoratywne znaczenie, podobnie jak konformizm, który – chociaż nie przybiera formy pędu, to służy jakiejś grupie osób dla wygody lub ochrony partykularnych interesów. Zjawisko to występuje w wielu dziedzinach życia, nawet w nauce.

Podnoszę ten wątek, ponieważ to, co obserwujemy w związku z postawami i decyzjami Komisji Europejskiej a także niektórych liberalnych rządów w stosunku do masowego napływu emigrantów, pasuje do wspomnianego określenia. Podobne postawy uległości występują też i w innych obszarach naszego obecnego życia.
Przez rodzaj zaślepienia i wiarę w nieżyciowe tezy równości – bez poszanowania interesów własnych narodów, Europę może czekać trudne do zrozumienia lecz już realizujące się samobójstwo.
Przynajmniej kulturowo-tożsamościowe, ale także nabrzmiewają problemy ekonomiczne i społeczne, dla których władze nie potrafią znaleźć rozwiązania. Tak jakby na podobieństwo lemingów nie potrafiły ocenić gdzie jest brzeg i że w ogóle jest niebezpiecznie.

Brak instynktu narodowego to jeszcze pół biedy, ale pozbycie się instynktu samozachowawczego to już niebezpieczne. „Kultura śmierci” wdarła się do Europy, co prawda, już wcześniej (wojny, eutanazja, degradacja rodziny a zatem pogłębiający się kryzys demograficzny, nihilistyczne prądy w kulturze, itp.) ale teraz jakby podążamy za wzorcem tych odłamów islamu, w których życie nie ma wartości.
Może to być cena wieloletniej propagandy postaw ‚lemingowych’, a ta może nie jest tylko wewnętrzna. Może przewodnik stada manipuluje nim z dala i skrycie?

Ale to już inna historia…