Apendyks (1) do rzeczywistości

Niechęć i nienawiść ograniczają obserwatora i czynią go powierzchownym;
miłość i życzliwość umożliwiają mu przeniknąć tajemnice świata i człowieka.
Johann Wolfgang Goethe

Parę dni temu napisałem krótką refleksję na temat katastrofy smoleńskiej pt. Tajemnica smoleńska.
Pokazałem ją w paru miejscach w sieci. Wracam do tematu, ponieważ był odzew.

Nadal nie mamy raportu „Komisji Macierewicza” (raportu technicznego, cząstkowego), więc nie będę szerzej zajmował się tym tematem zanim nie dowiemy się czegoś więcej. Pozostaje aspekt, „kto i dlaczego”. Jak wspominają członkowie komisji  – na wyjaśnienie tej kwestii poczekamy jeszcze dość długo. Osobiście mam podejrzenie, że możemy się nie doczekać pełnego wyjaśnienia. Jak wskazywałem poprzednio (zobacz Tajemnica smoleńska), to może być niewygodne – nawet przy posiadaniu dowodów.
W tym kontekście 
chcę odnieść się do komentarzy, które niespodziewanie (?) dotknęły punktu 4., gdy wymieniałem ewentualny wpływ na katastrofę tajemniczych „sił wyższych”. Dla mnie to podejrzenie uprawnione jak inne „egzotyczne” podejrzenia i hipotezy, ale dla niektórych – nie do przyjęcia. Mniejsza o epitety jakie widziałem, ale chyba chodzi o to, że nie wszyscy rozumieją, że to przykład sytuacji, która wymyka się utartym schematom.

Przecież mógłbym wymienić więcej podobnych możliwości jak znane działania „fałszywej flagi” czy zdalne sterowanie umysłem (mind control), które czynią z człowieka bezwolnym wykonawcą (co testowano w celach wojskowych i terrorystycznych) lub zdalne sterowanie urządzeniami via ukryte oprogramowanie.

Zatem, może warto poświęcić trochę miejsca by przybliżyć niedowiarkom takie tajemnicze rejony – stąd tytuł tego wpisu.

Nie twierdzę przecież, że „obcy” spowodowali wypadek, ale już trudno mi zgodzić się z tym, że takowe istoty w ogóle nie istnieją.
To szeroki temat, ale wkładany celowo do szufladki „fantazje”.
Nawet odważę się powiedzieć, że to jeden z lepiej zbadanych naukowo obszarów, tyle tylko, że ściśle tajny i zawarowany dla służb i specjalnych jednostek wojskowych.

Nie miejsce tutaj na rozwinięcie tematu (setki opasłych książek robią to mniej lub bardziej szeroko), ale chcę pobudzić wyobraźnię Czytelnika czymś obrazowym i być może  – przełomowym.

Odkrycie mumii z Nazca w 2017 r. odbiło się szerokim echem na świecie, ale… raczej w kręgach osób zainteresowanych takimi tematami, które można w skrócie nazwać Zakazaną archeologią (za tytułem znanej książki M. A. Cremo i R. L. Thompsona; oczywiście podobnych książek jest multum).
To że historia i archeologia są zakłamywane – to pewnik, przynajmniej dla mnie.

Wybieram ten przykład z Nazca ponieważ mamy prawdopodobnie największe z ujawnionych odkryć nieznanych humanoidów, być może spoza Ziemi. Piszę ujawnionych, ponieważ takie odkrycia i badania były nie raz dokonywane, ale … prowadzone w tajemnicy przez wojsko.
Tę część wpisu potraktuj całkiem w oderwaniu od sprawy smoleńskiej, nawet jako ciekawostkę, ale potem zobaczysz pewne wspólne mechanizmy…

Znalezisko z rejonu słynnych piktogramów z pustyni Nazca w Peru zwróciło uwagę międzynarodowego zespołu naukowców z różnych branż, którzy przeprowadzili dość szczegółowe badania mumii.
Bodajże pierwszy raport-komunikat ukazał się w postaci krótkiego wideo pt. Unearhing Nazca. Potem ukazały sie kolejne aktualizacje tworzące serię https://www.gaia.com/series/unearthing-nazca. Wśród nich jest pierwsza  dwugodzinna konferencja prasowa.

Osoby mające kłopot z językiem angielskim i hiszpańskim mogą sięgnąć do artykułu polskiego z 2017 r. – https://www.nautilus.org.pl/artykuly,3428,mumie-obcych-istot-z-nazca–ekspertyzy-potwierdzaja-prawdziwosc.html lub omówień, np. http://argonauta.pl/mumie-z-nazca-czy-ludzkosc-zaakceptuje-prawde-zakazanej-archeologii-czesc-iv/.
Jest też artykuł w dwumiesięczniku Nexus ze stycznia-lutego 2018 r.

Ze wspomnianej konferencji i sfilmowanych badań wynika duża troska i staranność by wykluczyć ewentualne oszustwa.

Oczywiście równolegle i potem pojawiło się mnóstwo materiałów wtórnych, część z nich w zrozumiałej, z punktu widzenia mediów, formie sensacji. Część z nich po raz kolejny, jak w przypadku UFO, szkieletów gigantów, megalitów wykonywanych niedostępnymi dziś technologiami, itp. próbuje sprawę wyśmiać, pomijać milczeniem lub oskarża o oszustwo.
Jednak badania były przeprowadzane zgodnie ze sztuką, przez parę ośrodków naukowych w rożnych krajach i wykazały, że mamy do czynienia z prawdziwymi ciałami biologicznymi, które dzięki specjalnej technice mumifikacji przetrwały przynajmniej przez 1600 lat a może znacznie dłużej. Także liczne późniejsze komentarze (np. https://youtu.be/68sSYiK2oz8 , https://amp.reddit.com/r/aliens/comments/73g3k6/unearthing_nazca_dna_results_and_thoughts/ ) wskazują na autentyczność mumii i rzetelność badań.

Sednem sprawy jest, że to dwa „gatunki” przedtem nigdy przez oficjalną naukę nie opisane, z grubsza o humanolidalnej budowie lecz z wieloma zasadniczymi różnicami. Późniejsze badania DNA pokazują jednak na podobieństwo genetyczne do ludzi (23 chromosomy). Otwartą sprawą jest zatem, czy to stworzenia pochodzenia ziemskiego czy nie.
Na pozaziemskie wskazuje cała mitologia peruwiańska (inkaska i nie tylko) mówiąca o takim pochodzeniu bogów, którym oddawali cześć i których podobizny sporządzali. Te podobizny są podobne do odnalezionych ciał.

Dlaczego snuję hipotetyczną nić powiązania tych istot z katastrofami na Ziemi? Jeśli są to reptylinianie (inteligentne, wysoko rozwinięte gady/smoki), to literatura przedmiotu wskazuje na ich wrogie nastawienie do ludzi, odwieczne nas wykorzystywanie i skłócanie.
Pozostawiam jednak ten wątek na boku, bo – przypominam – nie o to powiązanie mi chodzi…

Wspomniana konferencja prasowa pokazała jak silny jest dysonans poznawczy reprezentowany przez niektóre uniwersytety i państwowych oficjeli – władze peruwiańskie na tym pierwszym etapie (co działo się później nie wiem) nie chciały współpracować z naukowcami i wykazywały wobec odkrycia wymowny dystans.

Podobnie dzieje się w stosunku do innych odkryć. Wspomniałem o ujawnionych a nieznanych dotąd przodkach człowieka. Jest nim także tzw. człowiek denisowy. Opowiada (wzmiankowo) o nim Agnieszka Zell w tym nagraniu.
Ogólnie chodzi mi o wskazanie, że jeszcze mało wiemy o słynnym „brakującym ogniwie” w ewolucji człowieka, o prawdziwej naszej historii i pochodzeniu, o dawnych cywilizacjach. Oficjalna nauka i władze podchodzą do tego wręcz wrogo.

Tu dochodzimy do części wspólnej ze sprawą smoleńską i w ogóle tematami o zabarwieniu politycznym i ideowym.

Pewne sprawy są wypierane ze świadomości (ów dysonans poznawczy oraz zakorzenione uprzedzenia i poglądy), często celowo nie chce się ich poruszać dla świętego spokoju, bieżącej korzyści, dla zachowania swego status quo. Tak było w przypadku śledztwa smoleńskego za czasów PO. Tak może być i obecnie ze strony PiS, gdy sprawa dotyka polityki i religii.
Idzie za tym ostracyzm i antypropaganda doprowadzająca nawet do nienawiści wobec tych, którzy widzą zakłamanie. Tworzą się przynajmniej dwa obozy, ale w każdym jakieś tematy są tępione a nawet zakazane.

A wracając na ziemię, w tym polską  – oto ostatni wywiad z prof. Wiesławem Biniendą na temat tego, co może być w zapowiedzianym raporcie technicznym. Konkluzja podstawowa – wybuch był. Podobnie sprawę widzi Antoni Macierewicz, który wypowiedział się o tym 8.04.18 w programie „Warto rozmawiać”. 

Na ilustracji obraz tysięcy szczątków samolotu w dużym rozproszeniu wokół miejsca wypadku.


Musimy się przyzwyczaić do tego, że rzeczywistość bywa nie zawsze po myśli, która się już mocno zakorzeniła.

 

 

Głos wołających na puszczy

Historia ludzkich poglądów jest rzadko czymś więcej niż historią ludzkich błędów.
Wolter

prasa

Nie zajmowałem się tu dotąd polityką, co nie oznacza że nie mam poglądów.
Polityka, a zwłaszcza teraz w Polsce, mocno antagonizuje ludzi.
Podziały przebiegają nawet w rodzinach i wśród przyjaciół.
Staram się nie dolewać oliwy do ognia, ale porusza mnie coraz bardziej bezrozum w połączeniu  z negatywnymi emocjami, jakie spotykam w dyskusjach w telewizji, w Internecie oraz w prasie.

W l-earn.net myśleniu poświeciłem kiedyś cały dział, bo ten temat – nieumiejętności myślenia – zawsze mnie „bolał”.
W szczególności łatwość z jaką ludzie dają się manipulować, zwłaszcza politykom i ich zapleczu medialnemu. Faktem jest, że stosuje się coraz doskonalsze środki – PR, NLP, coraz bardziej cenzuruje się krytykę. Zauważyłem, że nawet krytycy kabaretowi jakby zamilkli (czyżby ich zastraszono?). W tej chwili gros mediów należy do rządzących.

Co do NLP, to widząc potrzebę większej jego popularyzacji – może uda mi się dać mały przyczynek edukacyjny poprzez niedawno uruchomioną stroniczkę www.NLP.i-dlaCiebie.pl .

Mamy – Polacy indywidualnie – jakieś wyjątkowe skłonności by mieć rację, nawet „po trupach”.
Ludzie często nie mogą pojąć, że prawda może być po trosze po obu stronach barykady i że trzeba się wznieść wyżej, ponad swoje uprzedzenia by to dostrzec i dojść do jakiejś syntezy.

Jak powiedział kiedyś Niels Bohr (fizyk, noblista):
„Przeciwieństwem poprawnego stwierdzenia jest stwierdzenie fałszywe.
Ale przeciwieństwem głębokiej prawdy może być także inna głęboka prawda”.

Od razu przejdę do wyrazistego i często przytaczanego przykładu.
W szerokich kręgach znienawidzona jest gazeta „Nasz Dziennik„.
W dużej mierze jest to spowodowane silnym powiązaniem z Kościołem, z jego nurtem toruńskim.
Nie jestem klerykałem ani dewotem, więc mogę zrozumieć uprzedzenia zarówno ateistów, lewicy jak i innych środowisk, także niektórych katolickich.
Gazeta ta jest w dużej mierze nasycona treściami religijnymi – bo ma taki charakter i odbiorców, którzy tego potrzebują.
Ale wypowiada się też na tematy polityczne, co już wielu denerwuje.
Broni wartości, które trudno oddzielić od polskiej tradycji i Kościoła – patriotyzm, rodzina, moralność.

Tak się składa, że nie mamy za wiele prasy codziennej, która o tym traktuje, więc wypełnia ważną lukę.
W tym sensie – jest wołaniem na obecnej puszczy zdominowanej przez media, coraz mniej polskie…

Na opinię o ND nakłada się działalność Radia Maryja (dla jednych nieodzowny aspekt, dla innych kamień w bucie).
Innych denerwuje ojciec Rydzyk, co dodatkowo zakłóca im spojrzenie na gazetę bez uprzedzeń. Jest kontrowersyjny, ale osobiście cenię go za odwagę, np. w jego walce o … polską niezależność energetyczną i ekologię (m.in. sprawa złóż geotermalnych – postawa władz jest w tej kwestii skandaliczna), jako że ekologia leży mi na sercu, co widać też po tutejszych blogowych tagach. Ale to już zupełnie inny temat.

Każda sprawa powinna być naświetlana nie tylko z jednego (np. POprawnego) punktu widzenia i chwała za to, że jest ktoś, kto rzuca to inne światło. Tym bardziej, że często to inne spojrzenie nacechowane jest autentyczną troską o polskie dobro, o nasze bezpieczeństwo i suwerenność. Pożyteczny pluralizm.

Zauważmy (ale trzeba do tego woli poczytania), że „Nasz Dziennik” umieszcza nie tyle artykuły stałych redaktorów (jak w tych czasopismach, gdzie etatowi dziennikarze realizują linię redakcji), ale wypowiedzi ludzi z zewnątrz. Z każdym numerem nowi autorzy, można powiedzieć – szerokie oddolne „pospolite ruszenie”.
Wypowiedzi inteligencji, przeważnie pracowników naukowych, w tym wielu profesorów, niezależnych dziennikarzy, pisarzy, działaczy samorządowych i przedsiębiorców, itd.
Oceniam (subiektywnie i uśredniając) – mądrzy ludzie. Piszą z wizją, troską, trzeźwo.
Mam sporą satysfakcję widząc, jak te wypowiedzi na ogół odbiegają od popularnego bełkotu i płycizny w popularnych mediach.
Nie śledziłem dawniej tego czasopisma, jakby ulegając opinii, że to tuba o. Rydzyka, itp.
Ale – co tutaj proponuję – trzeba chcieć i umieć sprawdzić osobiście.
Można kupić od czasu do czasu  ND, ale i to nie jest konieczne, ponieważ bodajże wszystkie artykuły są dostępne codziennie on-line na www.naszdziennik.pl, w tym numery archiwalne. Więc żadna fatyga.
I znów – z odpowiednim wyważonym nastawieniem – niech radykalne opinie o katastrofie smoleńskiej, bo to temat najbardziej ostatnio popularny – znów nie przesłonią obrazu.
Zresztą, osobiście to mi nie przeszkadza, raczej odwrotnie – coraz więcej poszlak i opinii ze wszystkich stron pokazuje, że POprawne spojrzenie na sprawę wcale nie jest takie poprawne…
Poza tym, jak daję temu wyraz na www.LepszeZdrowie.info, spiskowanie w polityce, gospodarce i nauce wcale nie jest rzadkie.

„Nasz Dziennik” to był przykład. W weekendowej prasówce mam przed sobą także „Gazetę Wyborczą” i „Polskę”, za jakiś czas inne tytuły. W każdym z nich znajduję coś ciekawego, ale nigdzie nie przeczytam tego, co znajdę w ND. Oprócz paru niezależnych miejsc w Internecie – całe szczęście, że istnieją i że mamy prawo wyboru.
Proszę więc oponentów – zechciejcie z niego korzystać. Dopiero wtedy – bywa – otwierają się oczy.
Ale może ja też wołam na puszczy?