Wczasowo

Jeśli nie znajdziesz czasu na odpoczynek,
będziesz musiał znaleźć czas na chorobę.

Wydobyte z archiwum dawnego bloga „Mirrors” z 2007-08-22  stare refleksje, które potwierdziły się wielokrotnie (byliśmy nad Bałtykiem prawie co rok) i nadal są aktualne.
W [   ] parę późniejszych uzupełnień.

… Kolejne zadziwienia – tym razem z wczasów spędzonych w małym pensjonacie. 
Jak zwykle, nie twierdzę że jestem lepszy a nawet, że coś jest lepsze, tyle tylko, że istnieją metody, zachowania i zwyczaje bardziej przydatne i bardziej przyjazne ludziom. 

Obrazek 1
Idziemy na plażę ok. 9-9.30, gdy nie jest na niej tłoczno, wybieramy sobie fajne miejsce i delektujemy się przestrzenią. Nie ma jeszcze skwaru, a wiadomo, że dłuższe opalanie się między 10 a 15-tą nie jest zalecane ze względu na zagrożenia ultrafioletem.  [później dowiedziałem się, że między ok. 11 a 13 jest najlepsza pora na krótkie opalanie dla wytwarzanie w skórze witaminy D3 z promieniowania UVB – patrz Słońce- dobre czy złe?
Jest też o kremach do opalania, antyperspirantach itp.]
Dozując po trochu spacer, leżenie na słońcu i w cieniu wytrzymujemy tak do maksimum godz.13, po czym wracamy do pensjonatu, gdzie bez kolizji z innymi (czasem braki ciepłej wody) bierzemy prysznic, odpoczywamy trochę i pijemy aperitif (nie alkoholowy!) przed obiadem. Po małej sjeście poobiedniej (na dworze jeszcze skwar), po południu idziemy jeszcze raz na plażę, ale już raczej na długi spacer wybrzeżem, z małymi postojami wypoczynkowymi, już bez objuczenia parawanami, parasolami itp. 
W ogóle, leżenie godzinami bez ruchu to nie nasz styl, to nie odpoczynek. 
Natomiast, to co widzimy, to gremialne ściąganie ludzi na plażę po 11-tej i pozostawanie tam przez większość dnia, z posiłkiem w pobliskim barze fast-food. [właśnie takie ostre opalanie powoduje później różne dolegliwości a nawet choroby skórne  – jak wspomniałem w ww. artykule].

[W tym kontekście nie dziwi słynna wypowiedź Agaty Młynarskiej z 2016 r.  o tłoku, niskiej kulturze itp. nad morzem – chociaż było to tak mocno hejtowane. Może forma była nieodpowiednia, ale miało to sens. Nie chodzi przecież o to, by komukolwiek wzbraniać odpoczynku nad morzem, ale o to by zachowywać się prawidłowo.
Zagadnienie zahacza o turystkę w ogóle – pisałem o tym tutaj].


Obrazek drugi.
Wieczór. Do późnych godzin wokół grillowanie, biesiadowanie, picie, co prawdopodobnie wyjaśnia późne przychodzenie na plażę następnego dnia. Natomiast dziwi mnie i porusza, że małe dzieci towarzyszą rodzicom w tych biesiadach do późnych godzin! Maluchy, które powinny (tak przynajmniej było „zawsze”) już ok. 20. być w łóżkach buszują jeszcze po 23. 
I jeszcze o dzieciach. Coraz częstszy obrazek: dzieci 2-3 miesięczne towarzyszące rodzicom na wakacjach w pensjonatach, kwaterach, a nawet na plaży. Czy to jest w porządku? Nie będę rozwijał tematu – tym, którzy nie wiedzą o co chodzi polecam jakieś podstawowe lektury. 

Obrazek trzeci. 
Tak się składa, że w miejscu gdzie byliśmy, system ciepłej wody był mało wydolny i często brakowało jej do wieczornych kąpieli. A może to nie instalacja była niewystarczająca, lecz sposób jej używania niewłaściwy? 
Otóż, sąsiednie pokoje były „akustyczne”, dobrze wiedzieliśmy kiedy i jak się ktoś kąpie. 
Woda potrafiła się lać pół godziny. Czy to nie wyjaśnia sprawy? A przecież można polać się w minutę, namydlić i wyszorować prawie bez udziału wody w ciągu następnych paru minut i wypłukać dokładnie poniżej minuty… 
Można by mówić o oszczędności i ekologii, ale czyż nawet bardziej prozaiczne uświadomienie sobie, że zabiera się szansę kąpieli innym, jest takie trudne? 
Widocznie jest. 

[Przy okazji – jak to jest z tymi częstymi kąpielami? Zobacz artykuł Kąpiele  ]

A jakie są Twoje doświadczenia?

W tym roku nie pojechaliśmy nad polskie morze, chociaż kochamy Bałtyk ze względu na unikalne długie piaszczyste plaże, zwłaszcza puste, i uroki – nawet w niepogodę. Plan był taki by wyprzedzić ruch na początku szkolnych wakacji. Późniejszy najazd i ciasnota – to odstręcza. Ale czerwcowa pogoda była w kratkę, były też pewne obowiązki i nie wyszło.
Przy okazji – dlaczego bezpośrednie połączenia kolejowe do popularnych miejsc (np. Łeba  z Warszawy) nie funkcjonują – chociażby raz w tygodniu! – poza wakacjami?

 

Banana Story

Głupota nie jest zabroniona, ale żeby nią epatować?

Krótka refleksja na temat obecnych wydarzeń wokół wystawy w Muzeum Narodowym, ale nie tylko.

Sporną wystawę widziałem już kiedyś w Centrum Sztuki Współczesnej (Zamek Ujazdowski). Myślę, że było to odpowiedniejsze miejsce
dla takiej ekspozycji niż Muzeum Narodowe.
Chociaż „dzieło” (jak teraz się to określa) było kontrowersyjne, to na tle innych podobnych z CSW nie wyróżniało się tak bardzo swoją wymową. Ilekroć tam bywałem, ekspozycje wzbudzały niesmak i estetyczny protest.

Skomentowałem to kiedyś we wpisie Dziewczyna i uśmiercanie kultury?
gdzie pisałem:

„…czasem odwiedzam Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie i prawie zawsze wychodzę mocno zdegustowany.
Jakieś obsceniczne instalacje, trywialność, wulgarność, bazgroły, bylejakość rzemieślnicza, nieudolność, epatowanie brzydotą, sadzenie się na oryginalność która nie służy żadnemu uczuciu oprócz żachnięcia się lub obojętności…”.
To dzieje się właśnie w placówkach dotowanych z podatków.
Olbrzymia sala, pośrodku jakaś jedna pseudorzeźba lub coś rozsypanego na podłodze, kilka pilnujących strażniczek muzealnych (ze zdziwieniem w oczach, że ludzie przychodzą to oglądać) – czy to dobrze zagospodarowane środki na kulturę?

Jest to tylko fragment szerszej wypowiedzi o kulturze a tytuł wpisu nawiązywał do skandalu w związku z głośnym spektaklem Śmierć i dziewczyna w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Odwołuje się tam jeszcze do wpisu Brigitte Bardot Bardzo… – też traktującego o upadku kultury. Polecam oba artykuły aby tutaj się nie powtarzać.
——

Zresztą nie tylko CSW tak zniesmaczało. Odwiedzając Zachętę miałem podobne wrażenia i nie była to zachęta do sztuki.
Co do Zachęty i CSW nadmienię, że gdy byłem tam ok. dwa tygodnie temu, już nie odniosłem tak negatywnego wrażenia – widać dużo zależy od kuratorów i dyrektorów tych instytucji.
Historia ekspozycji Natalii LL jest długa i ma swoje miejsce w dziejach sztuki współczesnej. Tutaj dla mnie jest to pretekst do refleksji ogólniejszej. Obecne wydarzenia układają się w serię prowokacji, przy czym wychodzą one poza schemat prowokacji czysto artystycznej. Wśród nich bodajże najgłośniej było ze sztuką Klątwa w Teatrze Powszechnym w Warszawie.
Widać, że w każdym przypadku występowało liczne angażowanie się celebrytów, (pseudo)artystów i polityków.
Celebryci mieli okazję do pokazania się, niektórzy artyści być na afiszu i podtrzymać problematyczną wartość podobnej swojej sztuki, politycy wykorzystywali sytuację by dowalić swojej opozycji. Jest zadyma – warto się podłączyć. A może raczej ukartowana akcja?
Nie chcę tu wchodzić w politykę, bardziej uderza mnie degrengolada w ramach samej kultury. Podnosi się sprawę wolności artystycznej, co jest słuszne, ale nie widzi się zasadniczego aspektu estetyki i smaku. Zamiast tego często mruganie okiem w kierunku ludycznych i najniższych gustów, skojarzeń nie zawsze zamierzonych.

I jeszcze inna niepokojąca obserwacja dotycząca … kobiet. Generalnie szanuję, ale coraz częściej widzę, że pracują na odmienne uczucie. Pewnie podpadnę za adres i dosadność, lecz trudno nie widzieć faktów. Jedzenie i ssanie banana, wypluwanie płynu na podobieństwo spermy kojarzy się dość jednoznacznie. Kto demonstruje pozy z bananami w ramach solidarności z artystką? Głównie kobiety. Czyżby tak bardzo im się TO podobało…?
Niedawno mieliśmy spektakl żenujących poziomem spektakli artystyczno-dydaktycznych (?) w trakcie strajku nauczycieli. Kto tam głównie się popisywał?
Nauczycielki.
Czy to nie głupota? Przecież młodzież zapamięta te wygłupy i szacunek do nauczycieli jeszcze bardziej zmaleje, a ekscesy jednych nauczycieli względem drugich wywołały podobne wrażenie, także na rodzicach.
Jest też w szkołach napór genderyzmu i wzorców LGBT, co dopełnia niewesoły obraz.
Na ogół te same środowiska, obecnie opozycyjne, afirmują „ubogacanie kulturowe” ze strony południowych nachodźców, a nawet widzimy różne panie z transparentami „zapraszamy”.
Wracając do instytucji – państwowe muzea, teatry i szkoły to miejsca publiczne, utrzymywane w znacznej mierze z pieniędzy podatników, mające też misję wychowawczą.
Nie jestem za usztywnianiem postaw prawicowych i purytańską przesadą, ale widać jak przez seksualizację życia, zwłaszcza wśród dzieci, przez obniżenie poziomu sztuki, dyskusji i zachowań – idea Gramsciego, by uderzyć w kulturę dla zdemoralizowania i rozbijania społeczeństwa ma się wciąż dobrze. A nawet przybiera na sile.
Niepokojące.

Otwarcie nowej wersji bloga

Każdy prze­cież początek to tyl­ko ciąg dal­szy,
a księga zdarzeń zaw­sze ot­warta w połowie.
Wisława Szymborska

kwiatki

Witam wiosennie!

Chciałem z humorem nadać tytuł „Oficjalne otwarcie”, chociaż oczywiście to pikuś na tle wielu ważnych spraw jakie się dzieją. Będzie wkrótce i o tym.
Jednak dla mnie jest to pewna rubież – udało się uchronić mój stary blog (etsaman.blox.pl) przed datą zamknięcia jego platformy przez prowajdera.
Wyjaśniałem to we wpisie Nowa odsłona bloga Lapidaria, gdzie na początku kwietnia opisałem wstępnie swoje plany i cały proces przenosin.
Było sporo pracy i jeszcze będzie (np. poprawa formatów niektórych wpisów) – mniejsza z tym.

O czym jest ten blog?
Oryginalnie miał być rodzajem pamiętnika, jak to bywało w dawnych czasach – miejsce na prywatne refleksje i notatki ku pamięci. Zatem na najróżniejsze tematy.
Obecnie wiele blogów ma wyraźnie określoną tematykę i właściwie zastępuje dawne strony www. Są dedykowane zdefiniowanej grupie docelowej oraz często wspierają jakiś biznes.
W moim przypadku (jestem na emeryturze i w zasadzie nie działam biznesowo) mój cel jest inny.
WYRAŻAĆ SIEBIE. Brzmi pompatycznie, ale myslę, że każdy z nas w sobie to ma.
Ja po prostu czuję taką potrzebę.
Zatem moją „grupą docelową” są … wszyscy, a przynajmniej ci, których interesują główne tematy jakie dotąd poruszałem. Z chmurki tagów (prawy margines) oraz ilości wpisów w poszczególnych kategoriach wynika, że są to (wg przyjętych skrótów):
Zdrowie,  „Myśli”, Filozofia, Obserwacje, Polityka, Kultura, Prawda, …
Nie jest to precyzyjne, a brak wyraźnie określonej grupy docelowej zapewne nie będzie sprzyjał popularności bloga.

Zatem poprzestanę raczej przy  tradycyjnej roli bloga-notatnika.
Tak jak dawniej zupełnie nie zabiegałem o większą ekspozycję (brak SEO, promocji, dyskusji, brak zbierania adresów i wysyłki newslettera, mało i złe tagi itp.), tak i teraz liczę raczej na naturalne (organiczne) zainteresowanie niektórych Czytelników i Przyjaciół. Tym bardziej, że nie jestem ani celebrytą ani „zawodowym” blogerem, nie wiążę swych działań z rozgłosem ani biznesem..
Użyty prosty bezpłatny szablon Karuna nawet nie umożliwia mi zainstalowania wtyczek usprawniających marketing (może kiedyś się to zmieni). Także forma pozostaje skromna i bez 𝖇𝖆𝖏𝖊𝖗ó𝖜 𝖙𝖊𝖈𝖍𝖓𝖔𝖑𝖔𝖌𝖎𝖈𝖟𝖓𝖞𝖈𝖍.
Więcej o charakterystyce, nazwie i strukturze bloga Lapidaria napisałem uprzednio w O blogu i o mnie.

Proszę
więc o zwykłe polubienia, komentarze i przekazywanie dalej wybranych treści – jeśli się spodobają. Zwłaszcza teraz – na jakieś rozruszanie bloga po utracie sporej ilości dawnych czytelników, których adresów nie zbierałem.
Co do wspomnianego szablonu, to jeszcze czeka mnie trochę prac, w szczególności bardzo nie podoba mi się narzucony format stopki.
Zapraszam do zaglądania do starszych wpisów (ponad 230) wg tematyki sygnalizowanej w kategoriach i wg tagów i dzięki wyszukiwarce. Starałem się dostarczać wartości. A może spodobają CI się przynajmniej niektóre motta?  🙂

Mówiąc poważniej, jak na starszego pana przystało, chciałbym zostawić ślad w młodszym pokoleniu w sensie edukacyjnym, Tak jak kiedyś w pewnym już nie działającym moim serwisie (L-earn.net) gdzie hasłem było: Zainwestuj w siebie, daj coś innym.
Hasło to przeniosłem później do twittera uściślając punktami zdrowie, prawda, rozwój, polityka. Ten ostatni nabiera coraz bardziej znaczenia, bo okazuje się, że wszelkie pobożne życzenia naprawy świata raczej nie powiodą się bez zaangażowania w tę sferę. Osobiście nie mam ani ambicji ani możliwości w niej działać, ale podnosić świadomość zagrożeń i możliwych rozwiązań jest dość pilną potrzebą i w ramach możliwości każdego, kto już ma trochę doświadczenia życiowego lub ma tę zdolność z Góry…

Takie mam więc intencje na nowy etap blogowania.
Ale żeby nie było za poważnie – będą i lżejsze tematy, czy to z mych turystyczno-rekreacyjnych impresji jak np. ta czy dla zabawy itp.

By uhonorować to nasze nowe powitanie – prezent dla Ciebie.
Daję ulubionego e-booka o tytule – nomen-omen O dawaniu.
To elektroniczna wersja (pdf) książki Stefana Garczyńskiego, którą opracowałem wiele lat temu. Nowszy format epub do pobrania tutaj. Opis książki znajdziesz na dedykowanych stronach – tutaj oraz w Ridero .
Temat jest zawsze na czasie. O autorze przeczytaj tutaj.

Życzę pięknej majówki i zapraszam na Lapidaria!

PS. na zaczyn „rozruchu” mam serdeczną prośbę już przy tym wpisie:

like, share, follow
a jeśli jesteś na platformie blogowej wordpress to może zgodzisz się śledzić Lapidaria?

Z pamiętnika letnika (3) i tutti frutti

Życie bez radości jest jak długa podróż bez gospody.
Demokryt

Dużo czasu spędzam na działce 80 km od stolicy. Tym bardziej, że w tym roku ‘sezon’ zaczął się wcześnie.

Chociaż jest tu wiele uroków (wrzucam parę nowszych zdjęć, niestety ze względu na wymogi tutejszego edytora o jakości pomniejszonej; najedź myszką na obrazek dla krótkiej informacji), to dziś będzie więcej o Warszawie. Otóż wiejskie noce są w tym roku bardzo chłodne, temperatura spada nawet do kilku stopni, a także sporo ostatnio padało. Zatem to nie zachęca do tkwienia tu na siłę, z drugiej strony Warszawa też kusi różnymi atrakcjami, zwłaszcza kulturalnymi. Często denerwuje mnie też słaby zasięg komórkowy w ‘mym’ lesie, a jest to jedyny kanał dostępu do Internetu. Coś się dzieje też z telewizją – zadziwiające zjawisko – rano i  w dzień wszystko ok., a wieczorem kolejne kanały padają (brak danych a nawet sygnału) – oprócz TVN, której to stacji akurat nie lubię…

Warszawa wzywa mnie też z powodu wizyt lekarskich. Niestety od początku roku dopadły mnie różne bóle – podobno na tle zwyrodnień kostnych, głównie kręgosłupa („starość nie radość”). Ostatni miesiąc +  to w ogóle udręka przy poruszaniu się.
By nie być na łasce ‘spychologii’  lekarskiej i kosmicznych terminów wizyt jakie zapewnia NFZ (a na rehabilitację trzeba jeszcze czekać z powodu nie podpisania umów na II półrocze), postanowiłem skorzystać z abonamentowych usług prywatnych. Szybko,  wygodnie i taniej. Polecam system S7 (współpraca z Polmedem), który oferuje taką możliwość także klientom indywidualnym.

Pisałem o tym parę razy na stronie https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness  i będę pisał dalej, bo zaangażowałem się w to także biznesowo.
Niestety ortopeda i chiropraktyk nic mi nie pomogli jak dotąd (może za krótki czas aby to przesądzać), natomiast odkryłem pewną nietypowa rewelację. Pomogła mi na TE bóle jak ‘ręką odjął’. Może nie tyle odkryłem, bo wiedziałem o tej metodzie sporo wcześniej, ale teraz doświadczyłem jej na sobie.

Napiszę o tym wkrótce (w czerwcu) na http://www.LepszeZdrowie.info . Warto sprawdzić, bo to niemal cud.


Ale wracam do przyjemniejszych spraw warszawskich. Tu ciągle się coś dzieje, zmienia.
Też sporo zieleni – szybko odwiedzam swoje ulubione kąty (> fotki, sporo więcej na mym profilu na facebooku).

Park Skaryszewski

Łazienki

(Przy okazji wspomnę swego kolegę Janusza Woldańskiego, który jeśli chodzi o zdjęcia Warszawy, jest dla mnie tytanem bieżącego kronikarstwa – polecam na Facebooku, Google i NK).
Ja robię niewiele zdjęć – głównie poluję na jakieś zaskoczenia – np. taki owadzi ‘hotel’.

Z jednej strony dba się o zwierzęta, z drugiej wprost przeciwnie. Na podzamczu często odbywają się bardzo głośne imprezy i fajerwerki (ostatnio ‘wianki’) – w bezpośredniej styczności (dźwiękowej) z ZOO. Wyobrażam sobie tamtejszy popłoch i stres…

Obserwuję przy okazji licznych imprez w Warszawie zjawisko stawiania doraźnych estrad i instalacji, co zajmuje czasem dobre parę dni pracy dla ekip monterskich. Po imprezie, już rano – nie ma śladu po estradzie. Sprawnie, ale w 2 dni później w tym samym miejscu buduje się kolejną podobną estradę i tak w kółko. Czy nie szkoda czasu, pieniędzy i wysiłku ludzi?

Rozumiem, że chodzi z jednej strony o kasę dla ekip monterskich, ale z drugiej – gdyby gestorzy imprez skoordynowali swe działania – mogliby sporo zaoszczędzić…

W najbliższym czasie szykują się przynajmniej poniższe imprezy, o które chciałbym tradycyjnie zahaczyć: Ogrody muzyczne (http://www.ogrodymuzyczne.pl/program/  ), Noc Pragi (http://www.twoja-praga.pl/info/informacje/3846.html  ).

A propos kultury. Pokazali ją ostatnio politycy. Abstrahując od merytorycznych skandali, poraża ujawniony w podsłuchach język i ogólny poziom tych ludzi.
No comments. Chociaż często nie daje mi spokoju wpływ ‘góry’ na kulturę mas – fatalny przykład. I nie chodzi tylko o wulgaryzmy. Na ile mogę, wracam do spraw elementarnych, chociażby do panoszącego się ‘ludzią’ zamiast ludziom, ale ‘niosom’, ‘robiom’ i innych analogicznych słów. Do niepoprawnego używania ‘mnie’ i ‘mi’, do ‘wziąść’, itd. O, Boże!

Podobnie wołam, gdy widzę co się wyczynia w polityce. Wygląda, że rząd nie robi sobie nic ze swej kompromitacji (nie pierwszej) i ‘zroluje’ i to na okres po wakacjach.

Chyba znów ucieknę od tego żałosnego spektaklu do swej leśnej głuszy, a wspomniany zanik sygnału telewizyjnego potraktuję jako jak błogosławieństwo …

Ach, Grecjo!

Wolność to dobro, które umożliwia korzystanie z innych dóbr.
Monteskiusz

Festos, Kreta (widok na Mesarę)

Ach, Grecjo!

Mam do ciebie słabość, mimo a może przez twoją niefrasobliwość.
Nie dzieje się dobrze, ale ponieważ nie dowierzam politykom, widzę ich obłudę, to podejrzewam, że rację mają ci zwykli Grecy, którzy swą gospodarczą kondycję przypisują przede wszystkim machinacjom bankierów i imperializmowi Unii.
Zaskakujące stwierdzenie? Główni gracze Unii mają na względzie swoje interesy i swój styl życia, bez względu na rezultaty dla rolnika czy rzemieślnika greckiego, bez wsłuchania się w jego głos. Nawet chętnie wykupili by ten piękny kraj (co już po części zrobiono).
Grecy zawsze byli dumni i kochali wolność. Głos Greka jest głosem wolności. Ich styl życia jest tego wyrazem, jest wartością o której zabiegani przedsiębiorcy Zachodu tylko marzą, jeśli w ogóle jeszcze potrafią. Bo dali się zwariować mamonie.

Kocham wracać do Grecji i poczuć tego ducha.
Dziś ta refleksja naszła mnie wraz z powrotem do przepięknej muzyki Vangelisa – jednego z mocarzy „greckiego ducha”. Konkretnie do Mythodei, która scala ukochane mity i ody greckie a jednocześnie uskrzydla nowe heroiczne przedsięwzięcia. Bo akurat ten utwór był dedykowany misji kosmicznej NASA  – Mars Odyssey.

Ta muzyka powala (pozytywnie), zwłaszcza gdy wykonanie z 2001 roku OGLĄDA się w monumentalnej inscenizacji ze świątyni Zeusa w Atenach.
Namiastkę (w stosunku do odbioru na żywo, a mimo to robiącą wrażenie) tego wydarzenia przedstawia nagranie dostępne np. tutaj 
http://www.youtube.com/watch?v=Rm0noyQpzEY

Na początku miałem obawy, że ten monumentalizm i maniera patosu mnie przytłoczy, ale wkrótce ukazało się bogactwo i różnorodność pięknych arii i cieniowań muzyki w kolejnych (10) bezimiennych „movements”. Yes, I was really moved!

Ktoś powiedział, że przy tej muzyce trzeba  dać się ponieść. Bogactwo skojarzeń i odniesień jest ogromne. Sam Vangelis powiedział o tym:

„Nauka i mitologia były tematami, które fascynowały mnie od wczesnego dzieciństwa. Słuchałem wielu takich opowieści od mojej rodziny i ludzi wokół. I to był moment gdy zacząłem pamiętać. Z biegiem czasu przekonałem się jak ważne jest pamiętać – pamiętać tak głęboko jak to możliwe. To pewne, że przez całą historię i teraz tkwią w nas wszystkie kody stworzenia i ewolucji. Uranos i Gaja, walki Tytanów i Gigantów, porwanie Europy, Argonauci i złote runo, Tezeusz i Minotaur, Herkules, Syreny i Nimfy, czerwona planeta Mars ze swymi dziećmi (księżycami) Deimos i Fobos, oliwne drzewo Ateny, dziewięć muz, które łączą to wszystko w harmonii, i coś jeszcze… To wszystko było i jest kawałkiem tych obszarów, którymi wędruję ja oraz muzyka którą tworzę. I każdym razem gdy zagłębiam się w pamięć… odkrywam coś nowego. Mythodea jest właśnie tą małą częścią tych przestrzeni, małą częścią mej łączności z pamięcią, która może być mocniejsza niż uczenie się, jeżeli pozwolimy temu działać.”

Gdy myśl i duch tak odrywa się od twardej rzeczywistości i podąża w inny własny świat, czuję się jak argonauta i jak kosmonauta, jak rozmarzony Grek. I rozumiem dodatkowy element jego buntu, gdy każą mu teraz spłacać wierzycieli, którzy chociaż mają swoje racje, ale nie mają tej bezcennej transcendencji…

Śmierdząca sprawa

Psy patrzą na nas z szacunkiem, koty z pogardą, a świnie jak na równych sobie.
Winston Churchill

kupa wstydu

Śmierdzących spraw mamy teraz wiele, ale dziś krótko o bardzo przyziemnej – dosłownie i w przenośni.

Pada i pada, ale wyszedłem rano po gazety. Z balkonu powietrze wydawało się rześkie i przyjemne – przy okazji przewietrzę się.

Wychodzę na ulicę i … jestem uderzony falą smrodu.

Śnieg stopniał i odsłonił całe masy wszelkiego śmiecia ale zwłaszcza – co krok – psie odchody. To one, po odmrożeniu, tak śmierdzą.

Odsłania się więc i kultura naszego społeczeństwa.
Owszem – są na ulicy specjalne kosze na psie ekstrementy, ale nie widziałem aby ktoś z nich korzystał. Raczej widuję, że są zapchane czymkolwiek.

Od razu przypomina mi się prawie codzienne doświadczenie. Wchodzę do windy i czuję smród. Psi. Utrzymuje się dość długo.

Czasem widzę sąsiadów w windzie ze swymi pupilami. Te, utytłane „po pachy” po chwili wprowadzane są na pańskie salony.

Nawet nie próbuję sobie wyobrazić czystości takiego domu, zapachów w nim – oszczędzam sobie takich „przyjemności”.
Także ściany domu wokół – obsikane.
Inne niedogodności to na przykład ranne lub nocne pobudki za sprawą psów. Prawie codziennie już między piątą a szóstą rano szczekanie dwóch psów na różnych piętrach stawiające dom na nogi – domagają się wyjścia za potrzebą. Podobnie czasem po północy. Z okna słychać nawoływania właścicieli oraz dalsze szczekania…

Kiedyś chyba napiszę dłuższy pamflet na temat miejskich psiarzy, bo ma on wiele ciekawych aspektów. Od współczucia dla właścicieli i dla samych psów, po kulturowe zjawiska w tej specyficznej grupie społecznej…