Pożegnanie lata

… Kiedyś ockniesz się nagle: życie minęło,
a szczęście … bywało tak blisko.
L. Korolkiewicz

Matala
Jaskinie Matali

Powrót z Matali na Krecie zbiegł się z kalendarzowym końcem lata i z faktyczną zmianą klimatu po wylądowaniu w Warszawie.

Było pięknie. Uciekłem z miasta na podobieństwo tego, który „ściskając w ręku kamień zielony wsiadał do pociągu byle jakiego”…

Nie był to byle jaki pociąg ale cel wybrany podwójnie znacząco. Sentymentalnie jako wspomnienie beztroskiej podróży do Stanów na początku lat 70., gdy z hippisowskimi włosami, w cut-offs przemierzałem ówczesną krainę marzeń.  Cat Stevens śpiewał wtedy o Matala Bay,  gdzie ściągali hippie ze świata. Te ich jaskinie trwają nadal, jak tysiące lat przedtem, a chociaż są wieczorami sprawdzane, czy ktoś tam nie koczuje, to widziałem w górach „tajne” ziemianki i jaskinie w których ktoś mieszka nadal. Zaglądam do jednej – akurat pusta, ale widać dość przyzwoite wyposażenie, książki, radio, kociołki – nadal ktoś szuka tutaj wolności…

Sporo lat później był trzyletni epizod afrykański, gdy swą wolność czułem penetrując głębiny ciepłych wód. Jakże później tęskniłem za tym odczuciem…
Co się stało z moim życiem, że przez tyle lat tam mnie nie było? Może przez to, że parokrotny pobyt w Grecji kontynentalnej w latach osiemdziesiątych zraził żonę gorącem i surowością wypalonej ziemi?
Owszem, szukałem namiastki, owszem zdarzało mi się  znaleźć szczęście i nad Bałtykiem, który też kocham. Pisałem kiedyś o tym w innej refleksji http://www.lepszezdrowie.info/wakacyjna_transcendencja.htm.

I oto jestem w miejscach, które prawdziwie odświeżają moje piękne wspomnienia i mają magiczną moc odmłodzenia.
Znów pogrążam się w toń, znów ten  dreszczyk emocji przeplatany odczuciem spokoju i ciszy. Niedaleko piękna miejscowość Agia Galini, czyli święty spokój. Tak, tego było mi potrzeba.
Wybieram ustronne dzikie plaże, chociaż dostać się tam nie jest łatwo. Totalne oderwanie od trosk, jakie trapiły mnie jeszcze tydzień temu.

Leżę na gorącej plaży. Ściskam w ręku kamień – niekoniecznie zielony…

Kamień gładki, gładki kamień

głaszczę,

jakże gładki kamień,

piękny kamień plaży,

kamień piękny w ręku,

milion lat w ręku, miliard może,

nad morzem z kamieniem spotkanie…

Czysty, ręką ludzką nie dotknięty,

mój od zarania,

cały, nie pęknięty,

mój, mój, piękny

kamień.

Wokół mnie błękity, jakie błękity!

Przypomina się piosenka Andrzeja Sikorowskiego

Jest taki kraj na południu, gdzie wyspy toną w błękitach
Gdzie Bóg zapomniał o grudniu
I zawsze dźwięczy muzyka…

Połowa września, a piasek tak parzy stopy, że często uciekam do wody. Wracam i pogrążam się w nirwanie. Ma dłoń ściska garść piasku z której sączy się strużka ziarenek – jak w klepsydrze. Zaciskam pięść jeszcze bardziej – czas stanął.

Widziałem w mym hotelu ludzi, którym czas pobytu tutaj się dłuży.

Mój inny wierszyk sprzed lat:

Mieszkasz gdzieś lata, a ulic nie znasz sąsiednich,

śpisz i w karty grasz,

gdyś przyjechał nad Adriatyk

– przedziwny życia lunatyk.

Zawstydź się i przebudź

– choć ci wolno wszystko.

Kiedyś ockniesz się nagle: życie minęło,

a szczęście … bywało tak blisko.

 

Kreta to nie tylko plaże, to urok wiosek, egzotyczna roślinność, świetne jedzenie, serdeczni ludzie, dumna historia, zabytki, uczucie wolności…

Żona przekonała się (tym razem) do Grecji. Może tu kiedyś osiądziemy?