Niedostatek prawdy

 Kto trzęsie drzewem prawdy, na tego spadają obelgi i nienawiść.
(Konfucjusz)

Pojęcie prawdy jest kategorią filozoficzną z długą historią i piśmiennictwem. Jest to jedno z centralnych zagadnień filozofii.
Istnieje wiele definicji prawdy – w powiązaniu z rozwojem myśli ludzkiej i na użytek różnych dziedzin wiedzy.

Modne jest stwierdzenie „że prawda nie istnieje”. Można zażartować, że jeśli to miałoby być prawdziwe, to także i to samo stwierdzenie nie jest prawdziwe. To, czy prawda istnieje, czy nie, jest kolejnym zagadnieniem filozofii.

W tym popularnym dziś podejściu do  zagadnienia chodzi głównie o relatywizm prawdy. Może to być słuszne w odniesieniu do codziennych spraw i w aspekcie psychologicznym, ale nie o tym będę pisał. I nie będę się tym zajmował tak teoretycznie – znajdziesz odpowiednie prace i dyskusje w książkach i w sieci.

Interesują mnie obecne zjawiska o zasięgu społecznym, chociaż ich przyczyny sięgają przeszłości.
Uważam, że plagą współczesnego świata jest kłamstwo, którym posługują się politycy, wszelkiego rodzaju manipulatorzy, media, a nawet naukowcy. Pisałem o tym wielokrotnie w różnych kontekstach, więc poniekąd się powtarzam. Jednak ten temat tak mnie uwiera, że będę to powtarzał, tym bardziej, że może to da większą szansę by te myśli przebiły się bardziej do blogosfery.
Wybacz więc, drogi Czytelniku, że wplotę tutaj taką rekapitulację wybranych odnośnych wpisów – jak niżej  Niektóre inne przywołam jeszcze dalej w  tekście obecnej refleksji.
I tak, zobacz proszę:

Kłamstwo

Manipulacja

Od klasycznej manipulacji po mind control

Spiski

Tę refleksję rozwijam we wpisie-artykule  Może nie musimy chwytać się brzytwy?

Jeszcze w kontekście politycznym Czas na polityczne otrzeźwienie

oraz polityczno-medycznym Przed wyborami – jeszcze o szczepieniach oraz Porzekadła – życie i zdrowie

 Był też wpis dający nadzieję Nowa Opowieść Wigilijna.

Jednak słowo kłamstwo jest pewnym zawężeniem zagadnienia. Stąd tytuł wpisu.

Nie zawsze to samo kłamstwo wprowadza brak prawdy.
Możliwe są przynajmniej np. takie przypadki:

  • Wiadomo, że nasza biologiczna percepcja jest bardzo ograniczona, stąd i nasze sądy o rzeczywistości.
  • Aktualny stan wiedzy, nawet przy staraniach naukowców, może być niewystarczający
    (Profesor Aleksander Wolszczan – polski znany astrofizyk, na pytanie dziennikarza „Jak pan ocenia procentowo, ile wiemy na temat wszechświata? Tak intuicyjne.”  odpowiedział: „Zero procent”.)
    Panuje rozsądne przekonanie, że wobec „nieskończonej” wielkości i złożoności wszechświata (cudzysłów użyty w sensie dosłownym lub w przenośni), do „prawdy absolutnej” o nim nigdy nie dojdziemy, chociaż możemy się do tej prawdy asymptotycznie zbliżać.
  • Można znać część prawdy, o której myślimy, że to cała prawda.
  • Wiąże się  z tym nieświadomość tego, że czegoś nie wiemy (na tyle dostatecznie, by wydawać osąd), czyli „nie wiemy, czego nie wiemy”.
  • Także w indywidualnych przypadkach człowiek często wypiera z umysłu prawdy dla siebie niewygodne lub hołduje jakimś wyobrażeniom, nieprawdziwym przekonaniom lub uprzedzeniom.
  • Przejawem tego jest uporczywe trzymanie się swego stanowiska, mimo kontrdowodów leżących „przed nosem”.
    Tę sytuację naszkicowałem we wpisie Arogancja a ignorancja, w którym pokazuję jak te dwie postawy nawzajem się wzmacniają.
  • Bywa że samo przemilczenie jakichś faktów jest kłamstwem lub tytułowym niedostatkiem prawdy.

Jednak najbardziej bulwersuje celowe manipulowanie wiedzą, ukrywanie jej elementów, przeinaczanie faktów, sztuczki erystyczne, krótko mówiąc – cały arsenał manipulacji.
Szczególnie obrzydliwe jest kłamliwe oskarżanie innych osób w imię swych partykularnych niskich pobudek. (Pamiętasz 8. przykazanie?)

Powstało pojęcie Postprawda (ang. post-truth).  Opisuje ono pewne realia kultury politycznej, w której fakty są mniej ważne w kształtowaniu opinii publicznej niż odwoływanie się do emocji i osobistych przekonań. W szczególności liczy się tylko to, co przyczyni się do zdobycia elektoratu lub innego rodzaju zwolenników lub klientów.

Widzimy to w polityce, biznesie, nawet w religiach.
Czasem są to wielowarstwowe i przemyślane konstrukcje ideologiczne i medialne. Zwodnicze przez długofalowe urabianie świadomości społeczeństw lub ich grup.
Są i były w tym zakresie najróżniejsze spiski, pisanie historii po swojemu, ukrywanie faktów, matactwa, niszczenie dowodów/ dokumentów, manipulowanie umysłem – zarówno dawno znanymi środkami propagandzistów jak i nowymi środkami technicznymi. Niektóre techniki są jednak dobrze znane od dawna, np. te, które opisał N. Chomsky  jako 10 sposobów oszukiwania społeczeństwa przez media.

Oparcie państw i struktur międzynarodowych na zakłamaniu ma przeważnie taki sam cel – drenowanie społeczeństw z pieniędzy i sprawowanie władzy, która to umożliwia.

Widoczna jest metoda „jednej słusznej prawdy”, co szczególnie spotyka się np. w hasłach wikipedii – każda zmiana artykułu przez kogoś „obcego” – gdy jest nie po myśli redaktorów-cerberów, jest od razu usuwana, bo często mogłoby to zagrozić czyjemuś interesowi.

Wyraźnie widać to w zakresie medycyny, gdzie broni się monopolu biznesowego. Jeden z wielu przykładów (medycyna interesuje mnie szczególnie) widać na przykładzie postępowania z niewygodnymi odkrywcami, np. J. Humble lub w sprawie szczepień – np. Wiarygodność prac naukowych (i linki).

Powszechna jest odmiana „jedynej słusznej prawdy” zwana  poprawnością polityczną, która tak ogłupiła społeczeństwa – zwłaszcza zachodniej Europy, ale i Zachodu w ogóle. Oczywiście doktryny w państwach autorytarnych wywołują podobne następstwa.

Jednak nawet na tym tle, co przebieglejsi manipulatorzy wiedzą, że to zbyt toporna metoda, więc wprowadzają inną – metodę dwóch prawd lub celowe mieszanie elementów prawdy z kłamstwami, by uwiarygodnić kłamstwa jako prawdę.

Niezadługo wspomnę o tej metodzie w planowanym wpisie Co się dzieje? Metoda ta wprowadza, z jednej strony, zupełną dezorientację ludzi (obie ‚prawdy” wydają się równie prawdopodobne), a z drugiej umożliwia manipulatorom skłócanie dwóch obozów i wykorzystywanie tego do swych celów.

Do czego prowadzi to zakłamanie pokazuje np. w swych książkach Igor Witkowski. Omówiłem to wstępnie we wpisie na innym blogu http://nextboox.blogspot.com/2018/11/igor-witkowski-i-jego-ksiazki.html i też do tego jeszcze powrócę w przyszłych wpisach.

Wobec tych wszystkich technik i zawikłań powstaje pytanie:
Jak zatem odróżnić kłamstwo od prawdy?

Mamy co najmniej kilka pomocnych „narzędzi”.

Po pierwsze  – szersze otwarcie umysłu, szersze spojrzenie. Kiedyś napisałem przypowiastkę, która to ilustruje Perspektywa.

Rozwijam tę myśl bardziej konkretnie w  Na kłopoty perspektywa,  O ograniczeniach z perspektywy , Perspektywa to także synteza  a w kontekście politycznym szerzej w  Źródła kryzysu z szerszej perspektywy (i cz. 2).

Po drugie, i jako element kroku pierwszego, generalnie pomocne będzie pozbycie się lenistwa umysłowego i postaranie się, by wiedzieć więcej – nie tylko z jednego źródła lub grupy konformistycznie wspierających się źródeł informacji.

Dalej mamy parę praktycznych probierzy prawdy.

Pierwsze to  proste kryterium praktyki „Komu to służy?
Trzeba poznać rodowód poglądu lub ludzi, a czasem wystarczy zastosować metodę „idź za pieniędzmi”, bo to najczęstszy trop.

Drugie podobne: Jakie są owoce danych działań? („po owocach poznacie ich„).

Na nic górnolotne teorie jeśli przez długie lata czy nawet wieki nie przyniosły dobrych rezultatów. Albo zmieniły się uwarunkowania albo u samych podstaw te teorie i stare praktyki były chybione.

Wreszcie, co zabrzmi dla wielu mniej wiarygodnie i nawet irracjonalnie – są pewne testy prawdy.
Nie mówię o wariografie czy czytaniu z mowy ciała, i podobnych technikach, co bywa przydatne, ale nie dla każdego dostępne oraz mało przystające do zagadnień społecznych.
Mam na myśli osoby, które do perfekcji opanowały poznawanie prawdy intuicyjnie, pewnymi środkami spoza tego, co potocznie racjonalne. To osobny ciekawy temat, ale są takie osoby, które pod tym względem (prawie) się nie  mylą, mają jakiś głębszy wgląd.
Na pograniczu z wiedzą racjonalną znane są takie metody detekcji prawdy jak test kinezjologiczny (wg Davida Hawkinsa i podobnych popularyzatorów). Poczytaj o tym szerzej w artykule Test mięśniowy (kinezjologiczny). Są jeszcze inne o których kiedyś wspomnę.
Podobnie prawdę potrafią wykrywać niektórzy ekstrasensi swoimi metodami.

Na koniec przypomnę starszą refleksję z któregoś z wpisów:

Może – tak jak w chrześcijaństwie (i nie tylko), gdzie szatan to ‚ojciec kłamstwa’ – odejście od prawdy leży u podstaw całego ludzkiego nieszczęścia? Ale – abstrahując od religii – dlaczego tak się stało?
Tropiąc ciąg przyczynowo-skutkowy znów znajdujemy parę poglądów. Przyjmuję dziś, że wcześniejszą przyczyną może być brak … miłości do innych ludzi (i prawdziwie do siebie), nawet zwykłego szacunku. Ten brak pozwala na wszelkie niegodziwości.
Ale skąd brak miłości? Bo … nie wiemy Kim Jesteśmy.
Że stanowimy Jedno. Że wszystko jest powiązane. Że szkodząc komuś w ostatecznym rozrachunku a nawet od razu – szkodzimy sobie.
A skąd brak tej wiedzy o Jedności?
Bo nam ją zabrano, ukryto przed nami – przez lata, wieki … kłamstwem jakim się nas karmi. Ukrywającego zasadniczą prawdę: że wszyscy na równi jesteśmy emanacją jednego Źródła.
By nas podzielić i zniewolić, zastraszyć i wykorzystywać.

I tak – wracamy do kłamstwa jako przyczyny zła

Nadzieje spełnią się?

Nadzieja umiera ostatnia.

możliwe!

Żyjemy w czasach „wielkiego ucisku” – by użyć sformułowania biblijnego. W tym samym duchu wypowiadano się wielokrotnie, że żyjemy w „dniach ostatnich”, że nadchodzi apokalipsa. Chociaż profetyka religijna wywoływała różne strachy a nawet histeryczne działania, to przypomnę, że Apokalipsa  oznacza (wg źródłosłowu), nie zagładę, lecz odsłonięcie, zdarcie zasłony.
Chodzi o ujawnienie Prawdy, (tej , co nas wyzwoli), prawdopodobnie jakichś ważnych tajemnic o naszym pochodzeniu, losie i przyszłości. To powinno w konsekwencji stworzyć nową rzeczywistość.

Kryzys finansowy (horrendalne zadłużenie narodów), wzrost podatków, wyzysk, coraz większe rozwarstwienie majątkowe, władza i fetysz pieniądza, załamanie skuteczności medycyny i nowe choroby, terroryzm, wojny, brutalność, rządy psychopatów, afery polityczne, opresja „poprawności politycznej”, cenzura i dezinformacja, ukrywanie ważnych dla ludzkości wynalazków, korupcja, upadek moralności, pedofilia i handel ludźmi, niszczenie rodziny, depopulacja w różnych formach, zmiana klimatu, katastrofy naturalne, zatrucie ziemi, powietrza i wody, niszczenie rolnictwa naturalnego, wymieranie gatunków i podobne zjawiska skłaniają ludzi do mówienia o beznadziejności takiego świata i życia. Chociaż jest to potoczny epitet, to wyraża też to, że ludzie faktycznie nie widzą nadziei na poprawę, na jakieś realne rozwiązanie.
Ale ponieważ nadzieja umiera ostatnia, warto się jej trzymać, tym bardziej, że gdy tak istotna dla naszego istnienia sprawa staje się już skrajnie brzemienna. Chociaż podejrzewam USA o większość zła na świecie (sprawczo), to właśnie tam pojawił się główny ruch oporu.  Gniew ludzi ma wielka siłę, ale wymaga zorganizowania, tym bardziej, że „siły zła” są tak silne, że czujemy się bezradni. Dlatego – ku zaskoczeniu – ów ruch oporu pojawił się odgórnie, co w połączeniu z działaniem mas stwarza po raz pierwszy (?) nową szansę. A przynajmniej – w imię nadziei – uznaję to w dobrej wierze.

Tak więc także na tych wyższych szczeblach pojawiły się głosy „dość!!!” i plan oczyszczenia „stajni Augiasza”.

Przez lata dyskretnie, co jakiś czas, tutaj, na www.LepszeZdrowie.info, ostatnio trochę na Moc Wiedzy, dawniej obszernie na www.L-earn.net i w paru innych miejscach sygnalizowałem Wam ZMIANĘ, która się szykuje. Zawsze miałem dystans do narracji głównego nurtu, dużo czytałem źródeł alternatywnych, a ostatnio inspirowało mnie wielu (Igor Witkowski, Janusz Zagórski, Alex  Berdowicz, …, a  w zakresie zdrowia Jerzy Zięba, Jerzy Jaśkowski, Hubert Czerniak, … i wielu gości w programach wyżej wymienionych osób. Przede wszystkim były to jednak głosy zza granicy – niezależnych portali i blow-whistlerów. Okazuje się, że te przeczucia i ujawnienia miały podstawy.

Dopisek ex post:
poniżej podany kanał na YouTube został zablokowany i dlatego przez autora usunięty. Zatem podaję linki tylko dla identyfikacji z ew. zapisami i publikacjami w innym miejscu (gdy to piszę jeszcze o nim nie słyszałem).

Pojawił się (kolejny) polski whistler (kanał PrawdaNieMaKoloru na YT o ambicjach integrowania informacji o wspomnianej nowej akcji) i cykl relacji o tajemniczym Q (raczej grupa kompetentnych i wtajemniczonych specjalistów niż pojedyncza osoba) zaczynający się od  https://youtu.be/cSfyAA0agDA, potem dalsze odcinki.
Pod nagraniami wiele ciekawych linków – specyficznych dla odcinka i zbiorczych.
(O Q-anon wspominałem kiedyś na podstawie https://youtu.be/2J1m0bO7rGQ , ale wtedy informacje były jeszcze częściowe i przez to sceptyczne. Potem okazało się, że nastąpiły lawinowe aresztowania wśród polityków i bossów firm w USA (? – sprzeczne doniesienia, niektóre mówią o 40 000 aresztowaniach na początku 2018 roku w Stanach Zjednoczonych i 80 000 przygotowywanych przez sądy wnioskach o aresztowanie), co może potwierdzać niektóre tezy Q – oby… – chociaż byłbym jeszcze wstrzemięźliwy w definitywnej opinii, ponieważ podlegamy bardzo wielu manipulacjom i „fałszywym flagom” – patrz uwagi w 3).

Podsumowując tę serię nazwaną Q-anon dla początkujących:
cz. 1 https://youtu.be/cSfyAA0agDA
cz. 2 https://youtu.be/R4FS4hbeGKg
cz. 3 https://youtu.be/kc0Xfcm47nY
cz. 4 https://youtu.be/PslFrpFd1cY .
Na kanale YT autora jest jednak już więcej materiałów i przybywa. Będą i w innych miejscach w sieci. Wstęp o kanale – https://youtu.be/mzsx6V7ywuY.
Przykładowa dalsza wypowiedź Budzenie się z iluzji tej rzeczywistości – matrix się rozpada na naszych oczach, cz. 1
https://youtu.be/v7CnMr2Qw2M.

Inny cykl zatytułowany ThinQ traktuje o aktualnościach (krótkie sygnały) – zwłaszcza wokół wydarzeń w USA, zagrożeń, przebudzenia świadomości ludzi i o samym Q, od cz. 1 – https://youtu.be/oQAsHk6xp3g
(dla ułatwienia podaję linki do kolejnych – jak dotąd – odcinków: 2, 3, 4, 5, 6, …).
Są też filmiki spoza ww. serii.

To, o czym mówi autor, oprócz podanych przez niego potwierdzających linków zagranicznych, nie jest głosem odosobnionym i u nas, patrz np. „Kosmiczne ujawnienie – masowe aresztowania na szczytach władzy.

https://www.youtube.com/watch?v=86BORMVwE1M

https://play.google.com/store/books/details?id=9fs2BgAAQBAJ&source=gbs_api%EF%BB%BF  

Omawiane zjawisko być może jest szersze niż się wydaje – nie wykluczone, że jest to projekt międzynarodowy.
Nie byłbym sobą gdybym nie upatrywał w tym przemian wynikających z działania nawet sił ponadnaturalnych, kosmicznych i duchowych. Bo by skuteczna zmiana nastąpiła, potrzebna jest i zmiana mentalności ludzi, „odnowa w duchu”.

Wierzę, że nadszedł czas by z jednej strony uspokoić obawy i emocje ponieważ scenariusz jest już realizowany, a z drugiej strony przygotować siebie i innych na pewien (dla wielu duży) szok, bo nie obejdzie się bez kulturowych, świadomościowych, religijnych i politycznych sensacji. Nie obejdzie się bez wściekłego oporu na rzecz status-quo i fali hejtu oraz ośmieszania powstałego ruchu. Trzeba będzie przez to przejść – dla lepszej przyszłości. Sądzę, że warto śledzić temat, a nawet się zaangażować, jak zachęca nasz whistler – jeśli możesz i chcesz.
Że apokalipsa (w podanym sensie) ma nastąpić – wiadomo od dawna, a że tak dłużej być nie może – przeczuwamy głęboko, zatem – jest nadzieja.
To że Polska może być miejscem szczególnym – też się o tym mówi – O ILE nie damy się wrobić w zakusy żydowskie by nas ograbić i podporządkować. Na tym polu pozostaje być świadomym i czujnym. To raczej osobny temat, który też komunikowałem, ale przecież tylko z 2. i 3. ręki – śledź S. Michalkiewicza, M. Rolę i jego gości na wRealu24, G. Browna itp.

Dopisek 2

Temat częściowo porusza Ewa Pawela w nagraniu Walka dobra ze złem w Ameryce?   https://youtu.be/4had3ubL0nU 

Ale znów, nie ma gwarancji że kanał nie zostanie zablokowany, więc podaję jeszcze inne umieszczone przez E. Pawelę ‚linki pomocnicze:’

https://www.youtube.com/watch?v=it4vmTlOkdw 
http://romannacht.blogspot.com/2016/01/niemieckie-diaby-i-loza-dvd.html 
https://www.youtube.com/watch?v=Vy8TvtOgEBU .
https://www.youtube.com/watch?v=JNtzOHKr14U 
https://www.youtube.com/watch?v=GOCrs3oN91U 

Dopisek 3

Wątek patriotów amerykańskich, Qanon, opresji Obcych, „gadów” itp. sprawy polityczne, o których prawie się nie mówi, porusza wielokrotnie Hanna Kazahari w swych audycjach na YT, jedna z ostatnich (gdy to piszę) –  Najnowsze doniesienia z frontu walki Patriotów z syjonistycznymi Gadami .
Wspomnianiane zamknięcie ambasad izraelskich było potwierdzone wielokrotnie, np. https://tvn24bis.pl/ze-swiata,75/ambasady-i-konsulaty-izraela-zamkniete,981595.html,  ale nie wiem co będzie dalej.

Porzekadła, życie i zdrowie

„Przysłowia mądrością narodów” (?)

prawda czy fałsz?

Lubię  przysłowia, ale, hm, niestety nie wszystkie są mądre albo przydatne współcześnie. Podobnie jest z ideologiami i dogmatami.

Świat się zmienia, odkrywamy ukryte mechanizmy, próbujemy odkłamywać historię itp.

Nie będę się rozpisywał, bo to temat na długi esej a nawet książkę, a dziś pędzę.

Mam ulubione powiedzenie Edwarda de Bono, które brzmi mniej więcej tak:

Na pokładzie i w maszynowni statku wszystko w najlepszym porządku, tylko … statek płynie w niewłaściwym kierunku.

Czyli – urządzenia działają OK, załoga wykonuje swe obowiązki, pasażerowie zadowoleni, orkiestra przygrywa.
Od razu kojarzy się Titanic – zmierza na górę lodową.
Tak jest z wieloma sprawami w naszym życiu – albo obraliśmy zły cel życiowy, niezgodny z naszym powołaniem lub zapotrzebowaniem społecznym, albo postawiliśmy na złą partię lub zły biznes, daliśmy się uwieść jakiejś błędnej idei, która wyprowadzi nas na manowce, zbytnio komuś uwierzyliśmy, itp.

Niestety, jeśli chodzi np. o politykę, to bywa jeszcze gorzej – okręt nie tylko płynie w złym kierunku, ale i na pokładzie (ludzie) i w maszynowni (system) wcale nie jest dobrze.
Nie przypinam łatki nikomu, bo to się różnie rozkłada w różnych kwestiach. Chociaż… np. polityka UE i niektórych państw hołubiących poprawność polityczną dryfuje ku upadkowi Europy.
Zatem – nie sądzić po pozorach i doraźnych korzyściach i wygodach, ale widzieć przyczyny zjawisk oraz konsekwencje w dłuższym okresie. 
Nawiązuję do myślenia. Jest inne powiedzenie:

Głupich nie sieją, sami się rodzą.

I mamy kolejne porzekadło, które … jest głupie. Jeśli odrzucimy przypadki upośledzeń medycznych od urodzenia, to człowiek nie rodzi się głupi, ma w sobie duży potencjał, ale … jest tabula rasa  – można w nim pisać jak w księdze – na dobry i na zły los.

I tak się robi – indoktrynuje od małego – najpierw poglądy rodziców – nie zawsze korzystne dla rozwoju dziecka, bo sami nasiąkli uprzedzeniami lub ideologiami, dają zły przykład. Potem szkoła, uczelnie, media, tradycje, środowisko.
Myślisz, że nikt nie ma w tym interesu, jest idealny i spolegliwy?

Kiedyś dałem tu parę przykładów przeinaczeń we wpisie Nietrafione slogany, w ogóle na mym blogu sporo artykułów nawiązuje do fałszu. Dziesięć lat temu  poruszyłem podobny temat – warunkowania przez tradycje w artykule Tradycja – druga strona medalu (cenię tradycje, ale nie każda jest mądra).

Od dłuższego czasu zajmuje się głównie sprawami zdrowia. To dopiero jest kraina mitów i kłamstw!
Jak na tym wychodzimy – prawie każdy widzi. Ostatnio pisałem o pewnym wyodrębnionym zagadnieniu – szczepieniach w art. Masakra.
Ale tych zagadnień jest znacznie więcej.

Korzystając z okazji –  zapraszam na subiektywny przegląd nowinek (i nie tylko) o zdrowiu z października 2017.

Tam m.in.:  publicystyczne credo, uzdrawianie włączające umysł i ducha, o metodach psychometrycznych w diagnozach, podsumowanie konferencji Rewolucja Zdrowia, antyaging, o szczepieniach, o paru książkach, anonse ciekawych  wydarzeń, nowatorskie odszkodowania zdrowotne i wiele więcej…

Zatem, nie tylko o błędach i manipulacjach – są i wątki pozytywne  🙂

 

Wspólnie do prawdy

Człowiek pozostaje tak długo mądry, dopóki szuka mądrości;
odkąd wyobraża sobie, że ją już znalazł, staje się głupcem.
Talmud

Creative ideas business concept

Popularyzatorzy wiedzy nie mają łatwo. Muszą się poruszać w świecie, w którym króluje obecnie poprawność polityczna, wiedza zakłamana, a często nawet ukrywana z pobudek biznesowych lub ideowych.

Przytoczę jeden z przykładów.
Dziennikarka, która przez lata prowadziła codzienne audycje na temat zdrowia. Praca ciekawa, bo pozwalająca poznać coraz to nowych ludzi, ekspertów i celebrytów, których i czytelnicy/słuchacze chcieliby usłyszeć.

Czasem jednak gość ewidentnie mówi bzdury. Dziennikarka jednak nie oponuje i przekaz poszedł w eter. Potem powstaje z tego książka, w którym te same bzdury są powielone. Zastanawiam się nad krzywdami, jakie to wyrządziło.
Po pierwsze – wielu ludzi, którzy bezkrytycznie przyjmują to, co mówią media, zostało oszukanych. Audycja, co prawda, to efemeryda, ale jednak o sporym zasięgu. Książka zaś (lub artykuł) to już coś znacznie trwalszego. Może być tak, że krzywda dzieje się i owemu ‘ekspertowi’, bo po latach będzie się wstydził tego, co mówił. Cóż, można powiedzieć – zasłużył sobie. Ale i owa dziennikarka psuje sobie markę, ponieważ przepuściła bubel.
Ze swojej niewiedzy czy sprzedając się?
Bywa bowiem tak, że ma płacone za każdą audycję i nie jest do końca wolna w swych wyborach. Taka ułomna rzetelność dziennikarska. Widzi się ją na każdym kroku, ale to osobny temat.
Skupiam się na sprawach zdrowia, ponieważ i ja tym się zajmuję i … też mogę wpaść w jakąś pułapkę. Mam ten komfort, że moje popularyzatorstwo nie jest ani płatną pracą, ani nie mam szefa, ani nie reprezentuję stanowiska żadnej firmy. Piszę z poczucia, że przyczyniam się do lepszej świadomości i wiedzy – w dobrej wierze, a mój zasięg w przypadku błędu – jest bardzo mały.
I podkreślam – tę wiedzę każdy powinien filtrować i brać własną odpowiedzialność za jej wykorzystanie. Gdy nauka jest coraz bardziej skorumpowana, to my – społeczność – mamy szansę wspólnie dojść do prawdy.
Zatem komentarze do postów i artykułów są mile widziane. Sam często widzę jak wykuwa się z nich pełniejszy obraz – wykorzystujmy tę zaletę mediów społecznościowych. 

O ograniczeniach – z perspektywy

Ostatecznie jesteśmy tym, co myślimy.
Nasze emocje są niewolnikami naszych myśli,
a my jesteśmy niewolnikami naszych emocji.
Elizabeth Gilbert

Oplątanie

Gdy poruszam swój ulubiony temat perspektywy (Na kłopoty – perspektywa, Perspektywa, to także synteza, …), to wychodzi przy okazji zagadnienie ograniczeń. Zawężona perspektywa hamuje rozwój i czyni nas podatnymi na manipulacje.

Podobnie  działają ograniczenia zewnętrzne i wewnętrzne. Na co dzień jesteśmy mocno ograniczani z zewnątrz – przez przepisy, władze, brak pieniędzy, …
Szczególnie politycy i finansjera próbują nas zniewolić przez podatki, kredyty, niejasne prawo dające możliwość stosowania „haków”, „poprawność polityczną”,  itp. mechanizmy.

W tym kontekście tęsknimy za większą wolnością. I popadamy tutaj często w sprzeczność.
Dokładamy sobie sami dodatkowe ograniczenia. Mogą to być uprzedzenia, przekonania o różnych brakach, o własnej niższości, że jestem czegoś niegodny, biedny, nieuleczalnie chory, naznaczony losem, itp.

Czy nie jest to głupie, że oprócz narzucanych ograniczeń z zewnątrz pogłębiamy je sami?
Ciśnie się epitet jakim jest nazwanie kogoś ograniczonym (nomen-omen), mając na myśli defekt umysłowy.

Oczywiście, bywa że np. bezrobotna matka odmawia sobie wielu rzeczy by zapewnić podstawowy byt dziecku, albo ktoś poświęca swoje życie w jakiejś sprawie. Chociaż i tu może kryć się złe zrozumienie problemu lub niedostrzeganie alternatywnych możliwości, to nie o takim ograniczeniu mówię.
Nie mówię też o rozsądnej samodyscyplinie, która pobudza do działania i je porządkuje.

Ograniczanie się może być racjonalne i pożyteczne, gdy rozpatrujemy postawy np. nowobogackich, którzy trwonią swoje pieniądze na blichtr, rozpasanie i imponowanie, a przecież osobiste materialne potrzeby ludzkie nie wymagają aż tak wiele. Przychodzą na myśl chwalebne zwyczaje dawnych fundatorów społecznych i dobroczyńców. Ale też nie o tym – chodzi mi tutaj o postawy, które nas dołują bez potrzeby lub stwarzają sztucznie odczucie bezsilności.
Czasem to ograniczenie zewnętrzne splata się z wewnętrznym.
By dać przykład z podwórka, którym się interesuję, weźmy kondycję współczesnej oficjalnej medycyny.
Wystarczy, że jakiś ‚autorytet’ napisze w podręczniku dla studentów, że choroba X jest nieuleczalna i odtąd tak ustawiony mentalnie student a potem lekarz będzie leczył pacjentów tylko objawowo lub nawet rozsiewał wśród nich strach, że dany przypadek jest już wyrokiem. I nawet nie będzie już twórczo dociekał czy próbował czegoś nowego. Stagnacja, rutyna, wygoda, poddanie się…
Tymczasem inni, zwłaszcza spoza oficjalnego (=skostniałego, indoktrynowanego) nurtu, leczą takie przypadki przyczynowo i SKUTECZNIE.
Wtedy odzywa się korporacyjny głos środowiska lekarzy: „to niemożliwe”. Jeśli fakty przeczą teorii, tym gorzej dla faktów 🙂

Zresztą tak bywało i bywa i na innych polach. Sporo wynalazków powstało właśnie dlatego, że ich autorzy nie narzucali sobie ograniczeń lub zanegowali te narzucone.
Jak się mówi: „nie wiedział, że to ‚niemożliwe’ i dlatego wynalazł/odkrył”.

Podobnie jak w pewnym aforyzmie: „Ludzie, którzy twierdzą, że czegoś nie da się zrobić, nie powinni przeszkadzać tym, którzy właśnie to robią„.

Zatem, więcej otwartej głowy, mniej tabu, więcej wolności a nawet przekory. Świat jeszcze w wielu dziedzinach raczkuje, a zwłaszcza w zakresie możliwości człowieka.

Dziewczyna i uśmiercanie kultury?

Subkultura bez kultury…
LK

zasępiony

Ostatnie incydenty związane z teatrami, zwłaszcza tym we Wrocławiu i sztuką „Śmierć i dziewczyna”, znowu sprowokowały dyskusje o kulturze.  Słusznie, bo to ważne.
Tytuł artykułu, przyznaję, ma przyciągnąć uwagę, ale oprócz skojarzenia z nazwą sztuki, nie zapowiada tematu  dziewczyny…

Mam w głowie bardzo obszerny materiał, ale w tym wpisie poruszę tylko kilka związanych z tym wątków – więcej nie zmieszczę ani nie byłoby to ‘strawne’.
Pisałem o kulturze tutaj na blogu wielokrotnie, więc odwołam się dalej do paru takich miejsc, ale zacznę od już ‘słynnej’ potyczki profesora Piotra Glińskiego z Karoliną Lewicką w trakcie wywiadu w TVP.
Chociaż to mały fragment zagadnienia, to zatrzymam się nad nim na chwilę.

Emocje podniosły się nie tylko w czasie audycji, ale zwłaszcza potem w różnych mediach.
Od razu powiem,  że o ile na ogół u mnie jest odwrotnie, to tu bardziej kibicuję ministrowi niż dziennikarce – mimo że minister nie ustrzegł się niepotrzebnych emocji.
W moim rozumieniu – może staroświeckim – gość ma zawsze szczególne prawa, zwłaszcza jeśli się go zaprasza by mógł się wypowiedzieć. Z przykrością zauważam, że większość dyskusji telewizyjnych, abstrahując od częstej marnej jakości merytorycznej, to wzajemne przekrzykiwanie się. Bywa i tak, że jakiś gość prawie w ogóle nie jest dopuszczony do głosu. To po co go zapraszać? Takie audycje są dla widzów, a nie na potrzeby dziennikarza albo stacji. Tak być powinno przynajmniej w telewizji publicznej. Ciekawie jest słuchać dyskusji a nie przesłuchań po linii z góry przyjętej tezy. Niestety nasze dziennikarstwo zeszło na psy – w sensie sztuki dyskusji, rozróżniania faktów od opinii, a także coraz bardziej służąc propagandzie (na FB istnieje grupa o wymownej nazwie – Kłamstwa i manipulacje – degrengolada polskich mediów).
Co do propagandy, to sytuacja jest asymetryczna: dziennikarz – mimo że ma poglądy – zawodowo nie powinien jej stosować, natomiast gość nie jest dziennikarzem, reprezentuje jakąś opcję polityczną lub światopoglądową i wolno mu ją przedstawić.

W danym przypadku profesor P. Gliński chciał przede wszystkim sprostować to, co przekłamywały media manipulujące wycinkami wypowiedzi. To było merytoryczne. Jako minister,  Gliński miał nie tylko prawo ale i obowiązek zaniepokoić się owym spektaklem – chodzi zarówno o kulturę jak o wydatkowanie środków publicznych.
Jednak jestem przeciwko ręcznemu sterowaniu kulturą, zwłaszcza na takim ‘poziomie szczegółowości’. Minister powinien co najwyżej polecić zbadanie sprawy na miejscu wojewodzie lub innej odpowiedniej władzy; myślę, że przesadził polecając bodajże zablokowanie spektaklu. O tym jeszcze za chwilę.
Dziennikarka, ciągle przerywając, zachowywała się niegrzecznie a nawet napastliwie. Gliński, sprowokowany, też niepotrzebnie podniósł głos, ale to może raczej sprawa charakteru – w odróżnieniu od  totalnie wrogiego od początku  nastawienia dziennikarki – bez uprzedniej prowokacji ze strony gościa.

Co do prowokacji – spektakl „Śmierć i dziewczyna” został prawdopodobnie wykorzystany właśnie w tym celu.
Pisarz Antoni Libera na antenie Telewizji Republika powiedział, że cała sytuacja wokół spektaklu we wrocławskim Teatrze Polskim to „akcja, która była przygotowywana bardzo długo”.

Cytuję jeszcze dalej wypowiedź prasową na ten temat:

„Scenariusz był bardzo jasny. Chodziło o to, by powiedzieć, że w spektaklu będą sceny pornograficzne. Ja przewidziałem, że tych scen nie będzie. Miało to zrobić szum i aferę, co podbiło zyski artystyczne – wyjaśniał Libera.

Sztuka zaczęła być komentowana, w momencie kiedy premier Gliński mówił, że nie będzie wydawał pieniędzy na coś, co mieści się w granicach artykułu karnego – zauważył Marek Markiewicz. Zdaniem byłego szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji minister Gliński „powiedział to, co każdy dysponent pieniędzy publicznych powiedzieć powinien”.

– Przedmiotem naszej rozmowy mogłaby być odpowiedź dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu, który jest zarazem stroną walki politycznej – dopowiedział Antoni Libera. Zdaniem pisarza chodziło o wywołanie skandalu, a przesadne reakcje są wykorzystywane jako element walki politycznej. – Tu się używa przesady jako środka walki politycznej – zauważył.”
Przykładem takiej przesady jest wypowiedź  Piotra Rudzkiego, kierownika literackiego Teatru Polskiego dla  brytyjskiej gazety „Guardian”: „To ciemne dni dla Polski, przypominające nazistowski i sowiecki ucisk” (sic!).
Skoro było jasno powiedziane, że w sztuce wystąpią „aktorzy” porno, którzy będą uprawiać seks na oczach widowni, to dlaczego dyrektor teatru czuje się zbulwersowany protestami? Odkąd porno zalicza się do wysokiej sztuki, godnej wystawiania w teatrze noszącym nazwę „Polski”?
I odkąd to dyrektor teatru uważa siebie za tak ważną personę, że w chwili różnicy zdań może rzucać wyzwanie ministrowi i domagać się (bardzo stanowczo) jego dymisji?

Za prowokacją przemawia i to, że akt seksualny był tylko na próbie, a podobno w samym spektaklu już nie (lub ukryty). Prawdę powiedziawszy, dziwię się, że ta prowokacja lub chwyt marketingowy spowodował aż taki run na bilety – pornografia jest u nas łatwo dostępna na wiele różnych sposobów.
A co do dyskusji ogólnie, to mamy – Polacy indywidualnie – jakieś wyjątkowe skłonności by mieć rację, nawet „po trupach”, aby tylko „moje było na wierzchu”.

Ludzie często nie mogą pojąć, że prawda może być po trosze po obu stronach barykady i że trzeba się wznieść wyżej, ponad swoje uprzedzenia by to dostrzec i dojść do jakiejś syntezy.
To też kultura.

Ale przejdźmy do meritum – w szerszym ujęciu.

Kultura ma większą wartość niż na co dzień się wydaje. Tak jak piękno, duchowość, zadowolenie, ekspresja. Powinna nas podnosić, budzić, zastanawiać, uczyć. Czyni nas istotami ponad stan zwierzęcy.
Reakcja ministra – sądzę – wychodziła z tej pobudki.
Sztuka może bulwersować lub wzbudzać gniew – też ku nauce lub otrzeźwieniu.
Bo jest  wiele tematów wołających o nasze otrzeźwienie lub refleksję (polityka, niesprawiedliwość, przemoc, niektóre obyczaje, mody, rynek, zanik duchowości, dogmaty i stereotypy, …)
Natomiast sztuka powinna (moim zdaniem) kształtować „dobry smak”, a nie schlebiać nihilizmowi, niskim instynktom lub brzydocie.

Od wielu lat obserwujemy bowiem jak wszystko w kulturze jest psute.
Skracając – odwołam się do fragmentów mego wpisu Brigitte Bardot Bardzo

„…czasem odwiedzam Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie i prawie zawsze wychodzę mocno zdegustowany.

Jakieś obsceniczne instalacje, trywialność, wulgarność, bazgroły, bylejakość rzemieślnicza, nieudolność, epatowanie brzydotą, sadzenie się na oryginalność która nie służy żadnemu uczuciu oprócz żachnięcia się lub obojętności…”.
To dzieje się właśnie w placówkach dotowanych z podatków.
Olbrzymia sala, pośrodku jakaś jedna pseudorzeźba lub coś rozsypanego na podłodze, kilka pilnujących strażniczek muzealnych (ze zdziwieniem w oczach, że ludzie przychodzą to oglądać) – czy to dobrze zagospodarowane środki na kulturę?

Płacić bilet za takie zniesmaczenie? Odtąd korzystam raczej z darmowych czwartkowych wstępów. Podobnie do Zachęty, która też coraz mniej … zachęca.

Zauważam, że tam gdzie odwołujemy się do przeszłości, do autentycznych wartości, gdy sztuka wymagała jeszcze kunsztu i staranności,  udaje się połączyć piękno z nowoczesnością.  Np. Muzeum Chopina, muzea zamkowe,  czy np. ostatnio odwiedzone Muzeum Historii Żydów Polskich. Chodzi mi nie tylko o sztukę, ale o kulturę materialną, w której przekaz edukacyjny ma swoją ważną rolę.

Dużo lepsze wrażenia odbieram także w prywatnych galeriach i sklepach ze sztuką. Pomijając kicze (są i takie miejsca), prawdopodobnie właściciele dobrze wyczuwają i kalkulują, że nikt by takich partackich lub pseudoawangardowych dzieł nie kupił.
Zatem różne artystyczne miernoty muszą podpierać się państwowym hojnym sponsoringiem.

Jeszcze parę urywków ze wspomnianego postu poświęconego książce Bardot.

„Bardot rozprawia się z wieloma takimi patologiami, zwłaszcza w bliskiej sobie domenie sztuki wizualnej, z tymi wszystkimi idiotele

Karmią nas przemocą, pornografią, szmirą i reklamą piorącą mózgi. Nie będę powtarzał mocnych słów autorki. Tak jak i ją, boli mnie że w imię ‘nowoczesności’ promuje się szkodników zachwalających zwykłą brzydotę, różnych beznadziejnych konformistów, a usuwa się w cień i krytykuje artystów, którzy w swe dzieła wkładają serce, pracę, często iskrę boskiego geniuszu.”

Tak, mnie też bulwersuje między innymi epatowanie brutalnością poprzez codzienne telewizyjne ‘strzelanki’ – filmy lub kroniki kryminalne i to już w godzinach gdy oglądać może to młodzież a nawet dzieci. A potem dziwimy się, że mamy przemoc i przestępstwa w rodzinach, na ulicy i w praktyce politycznej.

Podobnie jak ogłupiające seriale, promowanie sensacji i strachu w tabloidach, coraz większą ekspansję nie dających nic wartościowego magazynów i serwisów plotkarskich.

… „W tej książce Brigitte Bardot szeroko i wielotematycznie piętnuje społeczeństwo, jego tchórzostwo oraz nikczemność, obojętność wobec bezprawia, upadek tradycji i wartości dawnej Francji. Ostro, ‘z jajami’, wyraża bunt przeciwko ograniczaniu wolności, uważa, że wolność dzisiaj została zamknięta w klatce, niczym wolność zwierząt, których obronie poświęca z pasją cały swój czas. …. jest niezwykłym orędziem zdrowego rozsądku o wolność wypowiedzi i konieczność powrotu podstawowych wartości człowieka: zaufania, nadziei, współczucia, szacunku, harmonii życia i miłości.”

… „Obecnie coraz bardziej nabrzmiewa problem islamizacji Europy i napływu imigrantów.
Bardot już kilkanaście lat temu celnie wskazywała zagrożenia. Zanim my przystąpiliśmy do UE, obnażała (nie po raz pierwszy) fatalne skutki brukselskiej politycznej poprawności i tamtejszego biurokratycznego dyktatu. Ten coraz bardziej drobiazgowy, totalitarny dyktat  który ‘przedstawia sobą obraz nienawiści, który zwalczają wytrwale, tej nietolerancji, którą piętnują’.
A Francja stała się zakładnikiem ślepego (i niekorygowanego do wymogów czasu) swego trwania przy hasłach egalitaryzmu i braterstwa. Teraz zbiera owoce zbytniego liberalizmu. Było by dobrze gdybyśmy umieli wyciągnąć z tego wnioski – póki jeszcze czas.”

… „I jakbym czytał Waldemara Łysiaka – podobne obrzydzenie do tak pojmowanej sztuki, poprawności politycznej prowadzącej do zidiocenia i absurdów, niesuwerennej polityki podporządkowanej mondialistom i mafiosom rządzących światem.”

Mój osąd jest faktycznie nieco ukierunkowany właśnie przez wpływ takich autorów jak W. Łysiak, który zarówno z wykształcenia jak i z powodu różnorodnej bogatej twórczości o kulturze, może być uważany za autorytet, ale taki nieortodoksyjny i niezależny. Jest znany z ciętego i punktującego języka, zwłaszcza w krytyce poprawności politycznej, której fatalne obecne skutki przewidział już bardzo dawno.

Tak jak on muszę dotknąć trochę i spraw politycznych, bo kultura jest jednym z narzędzi wpływania na masy.

Wiadomo o sile mediów. Ostatnio były zawładnięte przez jedną opcję polityczną. Przez strukturę właścicielską media w Polsce są zawoalowaną tubą niemiecką i unijną – oba te zaplecza nie są przyjazne Polsce.

Zarówno wątki patriotyczne jak i negatywne wobec Zachodu opinie podlegają tłumieniu w imię poprawności politycznej oraz (auto)cenzurze.
Krytyczne poczucie humoru w mainstramie jest na cenzurowanym. Nawet swego czasu   Szymon Majewski, który dowalał głównie PIS-owi, gdy wychylił się parę razy przeciw tuskolandowi, stracił swą audycję w TVN.  I wielu innych, jak Jan Pietrzak, który od dłuższego czasu nie ma miejsca w telewizji.
Jeśli chodzi o kabarety, to ich poziom jest coraz słabszy – niewybredne plebejskie żarty, unikanie polityki i czegokolwiek ambitniejszego, nawet brak znośnego wyrazu artystycznego.
Media znane są też z eskalowania mowy nienawiści, co rozkręciło reakcje oburzonych oponentów. W sumie – znów upośledzenie kultury.

Szczególnie atakowane są niezależne wydawnictwa i kanały, które bronią wartości, a które trudno oddzielić od polskiej tradycji i Kościoła – patriotyzm, rodzina, moralność.

Nie jestem klerykałem ani dewotem, więc mogę zrozumieć uprzedzenia zarówno ateistów, lewicy jak i innych środowisk liberalnych, ale poziom wielu ataków jest wykładnią poziomu ich autorów. I ich naiwności jeśli chodzi o intencje mocodawców.

Kłania się też polityka historyczna. Ma teraz szansę na swoje miejsce, na przywrócenie naszej dobrze pojętej pozycji i dumy. Wyrugowanie nauczania historii ze szkół to duży błąd. Można się spierać o zakres programowy, ale nie można oderwać kultury od historii. Warto skończyć z ‘pedagogiką wstydu’ i kompleksów. Inna sprawa, że kultura powinna być ‘przemodelowana’ jeśli nasza cywilizacja (globalnie) ma pójść do przodu – w tym sensie, że zbyt wiele w niej dogmatów i niekorzystnych mitologii, które hamują rozwój. Może to być bolesne, ale prawdopodobnie konieczne w świetle nowych wyzwań.

Tutaj może zaskoczę poniektórych salonowych chwalców Gombrowicza i ‘lemingowych euroentuzjastów’.
Oto co pisarz sądził o naszym miejscu i roli w Europie:

Nie będziemy narodem prawdziwie europejskim, póki nie wyodrębnimy się z Europy – gdyż europejskość nie polega na zlaniu się z Europą, lecz na tym, aby być jej częścią składową – specyficzną i nie dającą się niczym zastąpić, […] tylko przeciwstawienie się Europie, która nas stworzyła, może sprawić, że staniemy się w końcu kimś… o własnym życiu”.

„… Uderzcie raczej w sztukę europejską, bądźcie tymi, którzy demaskują, zamiast podciągać się do cudzej dojrzałości, spróbujcie raczej ujawnić niedojrzałość Europy. Postarajcie się zorganizować wasze prawdziwe odczuwanie, aby uzyskało byt obiektywny w świecie, znajdźcie teorię zgodną z waszą praktyką, stwórzcie krytykę sztuki z waszego punktu widzenia, stwórzcie obraz świata, człowieka kultury, który by był zgodny z wami.”

Każda sprawa powinna być naświetlana nie tylko z jednego (np. POprawnego) punktu widzenia i chwała za to, że jest ktoś, kto rzuca to inne światło. Tym bardziej, że często to inne spojrzenie nacechowane jest autentyczną troską o polskie dobro, o nasze bezpieczeństwo i suwerenność. Pożyteczny pluralizm.

Obecnie jeszcze bardziej widać, że toczy się wojna kulturowa –  jeśli tak dalej pójdzie, to cywilizacja europejska upadnie. Są siły geostrategiczne, bardzo partykularne, którym na tym zależy i które tę naszą słabość prokurują i rozgrywają.

Tu na chwilę wrócę do pornografii. Oprócz swej natury poniżającej człowieka i niechlubnej komercji,  zaprzęgana jest w politykę, tę od podszewki, która włącza się w inne metody osłabiania narodów w imię partykularnych korzyści.

Wiadomo z historii, że upadek każdej cywilizacji poprzedzony był upadkiem moralności i gorszącym rozpuszczeniem seksualnym.  Już mistrz Sun Tsu (ten od „Sztuki Wojny”) wiedział, że aby podbić jakiś kraj należy jego naród zdemoralizować seksualnie.
Z drugiej strony – nikt pornografii nie zabroni dorosłym ludziom, którzy ją wybierają jako doznanie. Dzieją się rzeczy gorsze i to za przyzwoleniem władz, w tym nawet od kultury i edukacji.
Przykładowo – seksualizacja dzieci od przedszkola, przedstawianie miłości tylko/głównie jako techniki, pedofilia, przemoc wobec dzieci i kobiet itp.

U nas demoralizacja w szerokim sensie szła od góry – w różnych wymiarach – korupcyjnym, moralnym, materialistycznym (nakraść się, marnotrawstwo, zaprzedanie majątku narodowego), w tłumieniu opozycji i pobłażaniu układom mafijnym.

Pokazali ją ostatnio politycy PO ze swoją kamarylą. Abstrahując od merytorycznych skandali, poraża ujawniony w znanych podsłuchach język. I nie chodzi tylko o wulgaryzmy ale o ogólny poziom tych ludzi.

Wiele się ostatnio mówi po obu stronach podziałów politycznych
o patriotyzmie.  Patriotyzm, wśród wielu atrybutów, to też dbałość o język ojczysty.
Oprócz ww. kazusów ze strony „elit” (tfu!) reaguję też na blogi i fora, zaprenumerowane biuletyny i … często „ręce mi opadają”. Niechlujność, byki, literówki, nowomowa, zdania bez sensu, często wulgaryzmy. Oczywiście mikroblog (np. twitter) lub forum internetowe to formy bardzo skrótowe, spontaniczne, coś w rodzaju luźnej rozmowy – można wybaczyć pewną ilość omyłek.
Gdy jednak coś pisze się publicznie, wydaje biuletyn dla subskrybentów, redaguje stronę www, to powinno się okazać więcej dbałości i szacunku dla swoich czytelników. I dla siebie – coś, co umieszczamy w Internecie – staje się w dużej mierze „nieśmiertelne”.
Spotykam sporo wypowiedzi i artykułów krytycznych; myślę że zwłaszcza tam i tym bardziej należało by uważać – by samemu nie narazić się na krytykę. 🙂

Obecnie „pisać każdy może” – stąd zarówno korzystna możliwość wypowiedzenia się przez masy (np. blogi), jak i zalew na ogół marnych a nawet grafomańskich powieści, autobiografii, poradników i książek kucharskich, które zaistniały raczej tylko z tej racji, że autor to jakiś celebryta. Nadzieja w tym, że może w tej masówce kilka procent ‘dzieł’, może faktycznie coś wniesie w kulturę – chociażby z samej statystyki zjawiska.
Podobnie poruszają mnie błędy w mowie, zwłaszcza polityków i innych osób publicznych. Zwłaszcza gdy znany aktor mówi ‘wziąść’, ‘proszę panią’ (gdy jest to zwrot grzecznościowy a nie prośba), nie rozróżnia przypadków (tą, tę), jeśli nie tylko politycy z selekcji negatywnej ale nawet dziennikarze z czołówek mówią ‘ludzią’ zamiast ludziom, ‘niosom’, ‘robiom’ itp.

Chociaż nie jestem orędownikiem PiSu – nie widzę tam (w wystąpieniach publicznych, do jakich mam dostęp) takiego języka i niskiej wartości narracji.

Tu mógłbym spiąć klamrą ten wpis nawiązując do pozytywnej oceny nowego ministra kultury jak na wstępie, ale … dając mu kredyt zaufania nie mówię jeszcze ‘hop’.
Druga klamra to skojarzenie dziewczyny (pani Karolina) ze śmiercią – kultury dziennikarskiej…

Jednak chciałbym jeszcze tylko krótko zwrócić uwagę na szereg innych zagadnień – zwłaszcza dotyczących tzw. kultury masowej.

Np. dbanie o swoje otoczenie. Wspomniałem o tym np. tutaj – Śmierdząca sprawa.

Podobnie można wytknąć śmiecenie w lasach, zalepianie chodników gumami do żucia, graficiarstwo na (czystych) ścianach itd.

Albo kierowanie uwagi społecznej na sprawy błahe – vide zawartość serwisów informacyjnych omijających to, co istotnie ważne, a także rozładowywanie napięć metodą „chleba i igrzysk”. Teraz pewnie podpadnę wielkiej ilości facetów. Chociaż kibice piłkarscy wykazują trzeźwe postawy i krytyczny osąd polityków, to kiedyś (może przesadnie i sarkastycznie) kulturę stadionową i Euro 2102 skomentowałem tak: Skopana piłka.
Podobnie jak to ujął kiedyś D. Passent:
„… Chamstwo na boiskach jest już powszechnie akceptowane.
Dla mnie dzisiejsza piłka nożna (nie tylko w Polsce, nie mówię też o sporcie amatorskim) ociera się o jakiś obłęd, to nie tylko szkoła niskich instynktów, ale zjawisko głęboko zanurzone w brudną politykę. Futbol to sprawa wagi państwowej, a nawet – państwo w państwie, ponadpaństwowa organizacja o symptomach mafijnych.
A politycy przypochlebiają się via futbol masom…”.

Może starczy, więc na koniec

Ktoś powie: wymądrza się, kim jest autor tego wpisu na niwie kultury? Czy w ogóle  zna się na tym?

Cóż, chociaż nie jestem w niej osadzony profesjonalnie, to uważam, że oddolny głos też coś znaczy – bo to my – obywatele, jesteśmy właśnie ‘odbiorcami kultury’ dla jej twórców i promotorów.
Przyznam też, że na sztuce teatralnej znam się najmniej, podobnie jak na muzyce. chociaż ja uwielbiam. Myślę, że nie trzeba się znać profesjonalnie na wszystkich zakamarkach i tajnikach sztuki, by umieć ją odczuwać i mieć swoje zdanie.

Pochodzę z ‘rodziny artystycznej’ – Mama i 3 ciotki były malarkami po akademii, a w domu zawsze wśród mnogości książek było miejsce na albumy dotyczące malarstwa i sztuki w ogóle. Reszta rodziny to humaniści – zwłaszcza po studiach historycznych i polonistycznych.

Oczywiście, z racji Ich i mojego wieku, były to zainteresowania bardziej kulturą wyższą niż obecną popkulturą.

W takim środowisku wyrastałem i przebywam.

Dużo czytaliśmy i czytamy. Żona konkuruje ze ś. p. Mamą co do ilości przeczytanych książek i czasopism – średnia to przynajmniej jedna książka na dwa dni J.
Jesteśmy nimi stale obłożeni, przy czym ja coraz więcej informacji zdobywam z Internetu, ale też dobierając je wg swych zainteresowań i wagi. Całe życie coś pisałem – opowiadania, felietony, pamiętniki, wiersze, przy czym większość tej aktywności przypadło na okres przedcyfrowy i uległo albo zniszczeniu albo czeka na ew. redakcję, chociaż nie wiem czy do tego dojdzie, bo są ważniejsze sprawy bieżące.

Wspomnę tylko,  że z nastaniem ‘ery cyfrowej’ poczyniłem wówczas jeszcze nieudolną technicznie próbę pokazania światu jednego z moich mistrzów – Stefana Garczyńskiego poprzez stronę http://www.StefanGarczynski.pl oraz digitalizację i opracowanie czterech jego książek. Obecnie już sprawniej i częściej wypowiadam się w Internecie na tematy społeczne, w tym dotyczące szeroko pojętej kultury.
To środowisko, aktywność i przyzwyczajenia czynią nas nie tylko odbiorcami ale i podmiotami kultury.
Zatem – sądzę,

Leszek Korolkiewicz

BBB czyli Brigitte Bardot – Bardzo…

Często powodem błądzenia jest przewaga uczuć nad rozsądkiem.
Ale czy to zawsze jest złe?
Stefan Garczyński


… polubiłem za to, czym mnie zaskoczyła.

W danym przypadku cytat z Garczyńskiego pokazuje nawet, że emocja podkreśliła racje a nie błądzenie i nadała wypowiedzi aktorki siły oddziaływania.

Świat ‘schodzi na psy’. Akurat to polskie powiedzenie nie jest trafione i nie podobałoby się BB, bo ludzie bywają często dużo gorsi w swych zachowaniach niż zwierzęta. Od dawna i coraz bardziej. Wielokrotnie tutaj i gdzie indziej podawałem przykłady, odnoszące się głównie do naszej polskiej rzeczywistości. Ale to zjawisko niemal globalne.

Oto książka Brigitte Bardot „Krzyk w ciszy” z 2003 r (wyd. Assimil Polska), którą napisała w swej nadmorskiej rezydencji La Madrague, jedynie w otoczeniu zwierząt, pragnąc wyrazić aktualny stan swojej duszy, bunt przeciw zagrożeniom świata i stracone złudzenia.

Chyba dobrze, że przeczytałem ją dopiero teraz i teraz komentuję, bo w 2003 r. może bym jej nie dowierzał, może pomyślałbym że to jakaś wybiórcza nadwrażliwość aktorki…
Ale przez te lata sam się wiele nauczyłem.
A krzyk zwierząt – jeden z głównych wątków książki – jest stale aktualny i coraz bardziej przerażający w dobie postępującej, niehumanitarnej mechanizacji naszego świata i gonienia za zyskiem.

U nas Bardotka z okresu pofilmowego znana jest głównie z zaangażowania w obronie zwierząt. Ale to bardzo zawężony obraz. W tej książce Brigitte Bardot szeroko i wielotematycznie piętnuje społeczeństwo, jego tchórzostwo oraz nikczemność, obojętność wobec bezprawia, upadek tradycji i wartości dawnej Francji. Ostro, ‘z jajami’, wyraża bunt przeciwko ograniczaniu wolności, uważa, że wolność dzisiaj została zamknięta w klatce, niczym wolność zwierząt, których obronie poświęca z pasją cały swój czas. Aktorka, wolna i pogodna, z nostalgią wspomina czasy, kiedy zdecydowała, że oprócz odniesionego sukcesu, zaangażuje się również w trudną i samotną walkę o ochronę zwierząt. Krzyk w ciszy – jak ‘wołanie na pustyni’  – jest niezwykłym orędziem zdrowego rozsądku o wolność wypowiedzi i konieczność powrotu podstawowych wartości człowieka: zaufania, nadziei, współczucia, szacunku, harmonii życia i miłości. (zacytowałem częściowo z notki wydawcy, z którą się zgadzam).

W tej bezkompromisowej książce jest więcej w mądrości niż w wielu uczonych artykułach. Pomijam pewną egzaltację zarówno kobiecą, uczuciową w stosunku do zwierząt, jak i wegetariańską, ale sedno mówi samo za siebie.
Dotknę tylko paru wątków.
Obecnie coraz bardziej nabrzmiewa problem islamizacji Europy i napływu imigrantów.
Bardot już kilkanaście lat temu celnie wskazywała zagrożenia. Zanim my przystąpiliśmy do UE, obnażała (nie po raz pierwszy) fatalne skutki brukselskiej politycznej poprawności i tamtejszego biurokratycznego dyktatu. Ten coraz bardziej drobiazgowy, totalitarny dyktat  który ‘przedstawia sobą obraz nienawiści, który zwalczają wytrwale, tej nietolerancji, którą piętnują’.
A Francja stała się zakładnikiem ślepego (i niekorygowanego do wymogów czasu) swego trwania przy hasłach egalitaryzmu i braterstwa. Teraz zbiera owoce zbytniego liberalizmu. Było by dobrze gdybyśmy umieli wyciągnąć z tego wnioski – póki jeszcze czas.

Przy okazji widzimy jak nie tylko u nas klasa polityczna w swej większości jest wykwitem selekcji negatywnej, oportunizmu i degrengolady zasad. Ach, ta ukochana przez Bardot i przeze mnie w czasach młodości Francja…

Jest i bliski mi wątek ‘służby zdrowia’ oraz medycyny. Jak wysiłek idzie w gwizdek a nie na rzecz realnych potrzeb, jak z pogardą traktuje się ludzi starych i biednych, a bogatych drenuje. O tym jak – mimo wzniosłych haseł –  programy socjalne obróciły się w swoje przeciwieństwo.

Nie wchodzę w szczegóły – to pokrywa się często z tym, co przedstawiam na http://www.LepszeZdrowie.info .  (Tyle, że oni przerabiali to już wiele lat temu, a ja zacząłem sprawy nagłaśniać dopiero 2 2007 r.)

Bardzo przemawia do mnie rozdział 21. o kulturze.

Zanim o nim, wspomnę któryś z moich wpisów (na efemerycznym  Facebooku?), o tym jak czasem odwiedzam Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie i zawsze wychodzę mocno zdegustowany. Płacić bilet za takie zniesmaczenie? Odtąd korzystam z darmowych czwartkowych wstępów. Podobnie do Zachęty, która też coraz mniej … zachęca.

Jakieś obsceniczne instalacje, trywialność, wulgarność, bazgroły, bylejakość rzemieślnicza, nieudolność, epatowanie brzydotą, sadzenie się na oryginalność która nie służy żadnemu uczuciu oprócz żachnięcia się lub obojętności…
Z mniej kontrowersyjnych, ale równie bezsensownych działań, ostatnio wspominałem o owej kilkunastometrowej bezładnej pryzmie ziemi rzuconej na jeden z trawników przy ścianie Pałacu Ujazdowskiego (obecnie porośniętej miejscami już chwastami) z dumną mosiężną tabliczką tytułującą to wielkie dzieło artystyczne. Żartowałem, że szkoda, że sam nie wpadłem na ten pomysł, gdybym chciał się uwiecznić w annałach kultury jako artysta. Jakże łatwo.
Trzeba było, co prawda, pracy koparek, paru ciężarówek, paliwa i smrodu, nadzoru i biurokracji – za to wszystko łożymy pośrednio do budżetu kultury – by powstało to dzieło, które leży tam od miesięcy i nie wiadomo kiedy zostanie wywiezione (znów za nasze pieniądze).

Bardot rozprawia się z wieloma takimi patologiami, zwłaszcza w bliskiej sobie domenie sztuki wizualnej, z tymi wszystkimi idiotele…
Karmią nas przemocą, pornografią, szmirą i reklamą piorącą mózgi. Nie będę powtarzał mocnych słów autorki. Tak jak i ją, boli mnie że w imię ‘nowoczesności’ promuje się szkodników uchwalających zwykłą brzydotę, różnych beznadziejnych konformistów, a usuwa się w cień i krytykuje artystów, którzy w swe dzieła wkładają serce, pracę, często iskrę boskiego geniuszu.

Jest i wiele innych tematów wołających o nasze otrzeźwienie lub refleksję (polityka, sprawiedliwość, obyczaje, mody, rynek, duchowość, …) –  pozostawiam je potencjalnemu czytelnikowi książki.

Czy musimy się na tym wszystkim wzorować – małpując bezkrytycznie Zachód?

Ten głos Bardotki nie jest odosobniony, współgra z tymi, z którymi mieliśmy do czynienia we wspomnianych przez nią pracach jak Zabójczy postęp Eugena Drewermanna, Zachować nadzieję Konrada Lorenza, Czas, wielki rzeźbiarz  Marguueritte Yourcenar, i późniejszych.

I jakbym czytał Waldemara Łysiaka – podobne obrzydzenie do tak pojmowanej sztuki, poprawności politycznej prowadzącej do zidiocenia i absurdów, niesuwerennej polityki podporządkowanej mondialistom i mafiosom rządzących światem.

Dziękuję Brigitte za tę książkę. Jak piszesz na końcu:

„Wszystko co dajesz, należy do ciebie na zawsze
Wszystko, co zostawiasz sobie, jest na zawsze stracone”

(autor nieznany, może ostatnie zdanie przesadzone, ale tu pasuje).

Wierzę, że jest jakaś granica, jakieś dno, od którego się odbijemy.

Prawicowość – co to jest?

Gdy idziesz cały czas w lewo – wrócisz z prawej strony (i odwrotnie?)
L. Korolkiewicz

ustroje

Nie zapuszczając  się na szerokie wody teoretyczne politologii (nie czuję się kompetentny) próbuję na własne potrzeby zdefiniować sobie część obszernego zagadnienia ustrojów, tj.  „prawicowość”, jako że ku niej się skłaniam. Dotąd polityką mało się interesowałem, więc temat muszę sobie „przepracować” – pierwsza przymiarka.

Z popularnych wyróżników prawicowości wymienia się (przytaczam z paru źródeł prawicowych w wytłuszczonych punktach, czasem z moim komentarzem – nawiasy [ … ]):

  • Postulaty minimalizacji ingerencji państwa w różne dziedziny życia; w szczególności sprzeciw wobec rozbudowanej polityki socjalnej państwa, optowanie za prywatną służba zdrowia, szeroka prywatyzacja [niektóre sfery i sektory nie powinny być prywatyzowane, jak zasoby naturalne, lasy państwowe, oczywiście wojsko, część służby zdrowia itd.]
  • Większy udział szkolnictwa prywatnego
  • Nienaruszalność własności prywatnej  
  • Gospodarka wolnorynkowa, zasady kapitalizmu,  sprzeciw wobec prób sztucznej regulacji rynku
    [ale pamiętajmy, że w przeszłości panowało nieco inne przekonanie, to feudalizm był prawicowy, a wolny rynek lewicowy,  pierwotna prawica, była przeciwna kapitalizmowi.  Społeczeństwo nie sprowadza się jednak do rynku, a także trzeba też pamiętać o różnych wynaturzeniach kapitalizmu.
    Ważniejsze są zasady niż planowanie gospodarcze, które sprowadza się często do łamania zasad.
    Wolność gospodarcza wynika z wolności  osobistej ale i z efektywniejszych mechanizmów.
    Chociaż działamy w społeczeństwie – jestem za poczuciem odpowiedzialności za swój los, za przedsiębiorczością.
    Ze Stanisława Michalkiewicza:
    Żeby określić prawicowość czy lewicowość najważniejsza jest odpowiedź na jedno proste pytanie: Czy partia uważa, że podział dochodu narodowego pod przymusem i za pośrednictwem państwa jest słuszny i sprawiedliwy?”  ]
  • Ograniczenie biurokracji i uproszczenie systemu administracji państwowej, systemu podatkowego
  • Mniejsze podatki
  • Sprzeciw wobec liberalizmu społecznego i obyczajowego
    [chociaż nie do końca wiem co się kryje pod pojęciem „liberalizmu społecznego”]
  • Niechęć do poprawności politycznej
    [To mi się podoba. Zdaję sobie sprawę, że łatwo tu się ześlizgnąć w anarchizm…np. w ujęciu antyglobalistycznym, chociaż globalizację uważam za niebezpieczną].
  • Przywiązanie do tradycji i konserwatyzm
    [z pewnymi zastrzeżeniami, więc parę podpunktów:
    (ważne jest też uwzględnianie – konserwatyzm w stosunku do czego).

    • Konserwatyzm przedkłada poczucie bezpieczeństwa i ładu ponad niezależność – poprzez silną władzę. [to by się przydało na ten czas i tu w Polsce].
    • Wielu konserwatystów stoi na stanowisku, że społeczeństwu, nawet w imię doskonalenia instytucji i ludzi, nie wolno narzucać żadnych rozwiązań zasadniczo zmieniających istniejące struktury i zasady współżycia (ewolucja społeczeństwa zamiast rewolucji)
      [mam wątpliwość, przydało by się oczyszczenie stajni Augiasza w polityce i moralności]
    • Konserwatyzm szanuje tradycję.
      [Jestem za i boleję, że wiele wartości, szlachetnych wzorców i postaw  się zatraca.
      Z tego co czytam: „nie zawsze jednak oznacza to poparcie związku instytucjonalnego struktur państwowych z kościelnymi (czasem jest to zdecydowany sprzeciw)… Nie każdy konserwatysta musi być wierzący w sensie religijnym. Wystarczy, jeśli będzie przekonany do podstawowych wartości konserwatywnych, które są zakorzenione w religii i tradycji.”
      [Ale, tradycje mogą być dobre i złe lub przynajmniej niekorzystne albo kontrowersyjne. To oczywiste, więc nie muszę chyba przytaczać przykładów.
      W przypadku tradycji dobrych służy to różnorodności, bogactwu dziedzictwa i przenosi mądrość zbiorową.  Przysłowia są taką mądrością, ale… przyznajmy, nie wszystkie są trafne lub nie wszystkie przystają do współczesności. … W przypadku starych tradycji słyszy się argument (tylko psychologicznie słuszny): „Całe życie tak robiłem, więc dlaczego miałbym to zmieniać…”, lub „Tak robimy od pokoleń”.
      Także nie każda przeszłość i tradycja musi być chlubna. Gdy złe tradycje kładzie się na szali dumy i tożsamości lokalnej, narodowej lub państwowej, to w ten sposób jeszcze mocniej się je podtrzymuje.
      Natomiast mam bardzo duże wątpliwości w stosunku do konserwatywnego poglądu, że człowiek jest immanentnie zły – taki sąd (spotykany i po prawicy i po lewicy, czyli nie tylko na podstawie religijnej) może być wywołany tzw. psychiatryczną deklaracją schizoidalną a także historycznie był celowo nadużywany do panowania nad ludźmi.
      (Są ludzie dobrzy i źli, chociaż w indywidualnych przypadkach taki osąd wymaga ostrożności).
      Pamiętajmy że świat się zmienia, że technologie i edukacja mają wpływ na obyczaje, mieszanie kultur, na swobody, że obecny dostęp do informacji już nie pozwoli na ukrywanie przez dłuższy czas pewnych faktów lub rządzenie w dawnym autorytarnym stylu. Oczywiście, istnieje większa możliwość manipulacji w mediach, ale ludzie mają też i większą możliwość poznawania spraw z autopsji. ]
  • Sprzeciw wobec demokracji
    [trudny temat, bo z jednej strony demokracja=racja większości, co jest bzdurą, z drugiej strony „nie wymyślono nic lepszego”  – w naszych warunkach dopuszczenie jakiejś demokracji przedstawicielskiej? Monarchia ma sporo zalet, ale to nierealne (?) ]
  • Negatywny stosunek do  aborcji, eutanazji i małżeństw homoseksualnych. 
    Poszanowanie życia
    [jw., chociaż co do poszanowania życia to poglądy konserwatywne nie wydają mi się dość spójne, bo obok wymienionego pryncypium przechodzą dość gładko nad historią krwawych kolonizacji, krucjat, wojen agresywnych, nie poszanowaniem żołnierzy jako mięsa armatniego – pod swymi sztandarami , wreszcie kary śmierci (nie rozwijam)].
  • Poszanowanie osób słabych i bezbronnych (nienarodzonych dzieci, schorowanych starców), zasada pomocniczości
  • Obrona suwerenności państwa 
  • Eurosceptycyzm 
  • Antykomunizm 
  • Prawica opowiada się za prawdziwą i pełną wolnością jednostki
    [czytałem wypowiedź, że jest to jedyne właściwe kryterium oceny prawicowości.
    Osobiście uważam, że wolność to bodajże podstawowa wartość. Skoro tak, to w tradycjach prawicowych jest dla mnie za wiele zapędów do ograniczania wolności.
    Z Lecha Stępniewskiego:
    „…w nieustającym sporze między zasadą wolności a zasadą równości trzeba trzymać zawsze stronę wolności, natomiast o równości mówić dopiero wtedy, gdy wolność nie jest zagrożona. Wolność bowiem to filar i podpora prawdy”.
    Dziwne wydaje się zwłaszcza doktrynalne samoograniczanie się w swojej wolności w stylu: nie będę czytał tego a tego autora, tej a tej gazety, bo to wrogie organy. Stąd może brać  się zapatrzenie w siebie i przekonanie o swojej nieomylności. Rozumiem  jednak wybory z powodu gustu i oszczędności czasu].
  • Prawicowość współczesna postuluje równość ludzi wobec prawa
    [Trzeba pogodzić tezę, że  wszyscy ludzie są równi (jako bracia w Bogu, wobec prawa) z akceptacją, że wszyscy ludzie są też różni (np. zdolności, kultura, wiedza, pochodzenie, zasługi,…) – stąd w różnej relacji do społeczeństwa. Stąd pogląd hierarchicznie zorganizowanego społeczeństwa].

— koniec cytowanych wyróżników  —

W wielu tych określeniach nie znajduję jednak rzeczy zasadniczej

Prymat ducha czyli światopogląd niematerialistyczny, oparcie się na uniwersalnych czy naturalnych wartościach.

Stąd wolna wola związana z osobistą odpowiedzialnością – branie spraw w swoje ręce, a nie oglądanie się na to, kto coś nam da.

Z powyższego oraz z praktycznego oglądu rzeczywistości wynika, że obecne schematyczne dzielenie lewica/prawica wg partii jest złudne.
Trzeba raczej brać pod uwagę stosunek danej parii lub polityka do pojedynczych zagadnień.

Należy też uwzględnić należne miejsce różnym poglądom i ugrupowaniom pośrednim.