Śmieci

scrap1

Śmieciowa cywilizacja, ludzie traktowani jak śmieci,
śmieciowe informacje, śmietnik w głowie…

Śmieci to ostatnio głośny temat w związku z dużym podniesieniem cen za ich odbiór.
Inny aspekt to śmieci jako zagrożenie środowiskowe, co jest osobnym obszernym tematem.
Czy te dwa aspekty jakoś się wiążą?

Tak. Poniżej najpierw fragment listu czytelnika do redakcji tygodnika doRzeczy: 

Tytuł:
Hausmüll, Hausmüll über alles…

Ostatnio jest wiele krzyku o horrendalne ceny śmieci. Ceny cenami, ja zaś chciałbym podrzucić moje rozważania w tym temacie, którymi ktoś bardziej kompetentny niż ja mógłby się ewentualnie zająć. Otóż:
1. ŻADEN „mieszkaniec” NIE WYTWARZA ŚMIECI! Śmieci wytwarzają PRODUCENCI. A „mieszkaniec” MUSI te śmieci najpierw kupić, potem posortować i wyrzucić, a za to WSZYSTKO musi ZAPŁACIĆ! A jeszcze się nasłuchać, jakim to on jest sukinsynem, który „produkuje” TYLE śmieci *.
Dla jasności: producenci wody mineralnej nie produkują WODY! Oni produkują miliardy plastikowych
butelek. Czyli setki ton ŚMIECI właśnie. Na których to śmieciach oni zarabiają, a ja nie mam żadnej
możliwości, żeby kupienia tych śmieci uniknąć. [i tak … jesteśmy „nabijani w w butelkę”].
Notabene za moich młodych lat chodziłem do mleczarni po mleko, śmietanę czy maślankę z BANKA, do której paní ekspedientka nalewała mi rzeczone mleko z wielkiej konwi. Później chodziłem do tejże mleczarni ze szklanymi butelkami na wymianę.
Dzisiaj MUSZĘ do każdej porcji mleka dokupić (i zapłacić, bo przecież nikt mi tego nie daje w prezencie) kartonik z tektury i plastiku. Czyli ŚMIEĆ właśnie. Dawniej pigułki w aptece były
w szklanych, zakręcanych buteleczkach, które można było potem albo do czegoś używać, albo sprzedać jako surowiec, bo były punkty skupu szkła. Dzisiaj prawie wszystkie tabletki są pakowane w plastikowe blistry, najczęściej o wiele większe od samej zawartości. I tak dalej, i tak dalej.

2. Firmy utylizujące śmieci też zarabiają (!) na tym miliony. Ostatnio znalazłem w necie (money.pl) taki tekst:
„Największe czynne wysypisko w Polsce (w …. [pomijam dalej nazwy]) zajmuje 78 ha. Prowadzi
je [ … ], należąca do [ … ] z Luksemburga. W 2018 r. [ … ] miała 38 mln zł przychodów i 5,6 min zł zysku netto. Rok wcześniej 37 mln zł przychodów dało aż 11,2 mln zł zysku netto.
Rentowność godna pozazdroszczenia”.
W związku z powyższymi faktami zrodziło się u mnie pytanie: Jaka jest w ogóle PRAWNA podstawa do pobierania ODE MNIE opłat za wywóz i utylizację śmieci, na których przecież inne
podmioty zarabiają krocie? I nie, nie piszcie mi, że prawem kaduka, bo tyle to i sam wiem. Zadałem to pytanie zarządowi miasta Warszawy. Jako jedyną odpowiedź przysłano mi – po tygodniach – cennik z aktualnymi cenami za wywóz śmieci w Warszawie. No cóż, TAKIE są MOJE możliwości. [koniec cytatu listu]
I jeszcze z PS autora:
*  Jest to moim zdaniem „dorabianie gęby” …. „paskudnego śmieciucha” którego, naturalmente, trzeba godnie ukarać za to jego śmiecenie.
_______

Pełna zgoda.
Podobne pytania zadałem w zeszłym roku w związku z arbitralnie podniesionymi wtedy cenami za wywóz śmieci z działek rekreacyjnych, gdzie spędzam „netto” maksymalnie tylko 3 miesiące lata, a płacę prawie tyle co za całoroczną wywózkę śmieci w Warszawie. Dodatkowo na działce sporo śmieci kompostuję, a byłem też gotów inne (plastiki, puszki itp.) zbierać i zawozić do Warszawy – do tamtejszej utylizacji, co zresztą też często robiłem mając „pusty kurs” powrotny do miasta. Oczywiście argumentowanie, „negocjacje”,  z gminą nic nie dały. Jesteśmy traktowanie jak … śmieci.

Czy zatem można się dziwić, że niektórzy wywożą śmieci do lasu, wrzucają do rzek, palą…?

Temat jest jeszcze szerszy – pisałem tu już o tym np. we wpisie Ekologiczne? (co naprawdę jest a co nie jest ekologiczne jeśli chodzi o surowce), Ekologicznie na święta (choinki świąteczne), Internet … ekologiczny (pozostawiam ciekawości Czytelnika o czy był ten wpis).

Patrząc jeszcze szerzej – czyż wiele z informacji, które nas zalewają, to nie śmieci?
Sprawy miałkie, plotki, a przede wszystkim groźne kłamstwa i propagandowe manipulacje.
Za te śmieci też płacimy – dosłownie – np. kupując tabloidowe wydawnictwa lub płacąc abonament RTV, oraz pośrednio przez skutki dezinformacji („dotykalne” i psychologiczne – śmietnik w głowie i  złe emocje, w jakich lubują się wszelkie news) oraz stracony czas.