Zwiastuni przyszłości

zwiastuni

„An attack upon our ability to tell stories is not just censorship
– it is a crime against our nature as human beings.”
– Salman Rushdie

Świadomość ludzi rośnie. To jest zjawisko, którego boją się ukryci i jawni uzurpatorzy władzy nad ludzkością, projektanci i wykonawcy agendy tych globalistów, psychopatów i satanistów, którzy chcieliby nawet zdepopulować świat o 90%.
Ten proces, w którym ludzie stopniowo uświadamiają sobie, jak byli wpędzeni w niewolę fiskalną, cenzurowanie poglądów, pozbawianie przyrodzonej wolności, poddanie indoktrynacji w różnych aspektach, rozwijał się powoli, ale obecne przyspieszenie chaosu światowego otwiera im oczy.
Byli jednak tacy, którzy rozpoznawali te trendy od dawna. Są i nowi – aktualnie pokazujący cele i sprawców wspomnianych opresji oraz wskazujący drogi wyjścia.
Nie będę jednak sięgał do dawniejszych filozofów, którzy widzieli, jakie mechanizmy rządzą ludzkością; przytoczę autorów współczesnych.
Jest ich wielu, ale przywołam tylko paru (trudny wybór podyktowany objętością wpisu), którzy mnie inspirują. To osoby, które sięgały głębiej i szerzej w rzeczywistość, nie bojąc się i ezoteryki, bo wbrew pewnemu ostracyzmowi ogólnie nie oznacza to nic ponadto, że znajduje się ona poza narzuconą i sterowaną materialistyczną narracją.
Na tym blogu wielokrotnie sygnalizowałem swój optymizm co do przyszłości, nawet wbrew temu, co dzieje się wokół nas i wpędza ludzi w depresję i brak nadziei na zmiany na lepsze.

Zacznę od „klasyki” – pisarki, której większość książek przeczytałem dekady temu.
To Barbara Marciniak. Jej twórczość (Ścieżka mocy, Świetlana rodzina: Zwiastuni Świtu, Zwiastuni świtu, Ziemia zwiastunów świtu. …), podobnie jak np. Lissy Royal, Phyllis Schlemmer, Dolores Cannon… były i są etykietowane pejoratywnie jako element New Age, co w obu przypadkach jest nieadekwatne, ponieważ nie tworzy historii w pełni wydumanych ani egzotycznych religii.
Ponieważ dziś stosunkowo mało ludzi kojarzy B. Marciniak, skorzystam z poniższego podsumowania wziętego ze strony Misja Nowa Ziemia na FB:
„Pod koniec lat 80. amerykańska autorka Barbara Marciniak zaczęła publikować przekazy, które – jak twierdziła – odbierała od grupy istot określających siebie jako Plejadianie. Dla wielu osób była to kolejna historia o pozaziemskich cywilizacjach. Jednak ci, którzy sięgnęli po jej książki, szybko zauważyli, że ich treść niemal w ogóle nie przypomina opowieści o UFO. Plejadianie bardzo rzadko skupiają się na statkach kosmicznych czy technologiach przyszłości. Znacznie bardziej interesuje ich człowiek, jego świadomość oraz pytanie, dlaczego ludzkość zapomniała o własnym potencjale.
Już od pierwszych stron swoich książek przedstawiają się w sposób, którego mało kto się spodziewa. Nie nazywają siebie bogami, zbawcami ani istotami doskonałymi. Mówią, że są zbiorową świadomością związaną z Plejadami, lecz jednocześnie określają siebie jako podróżników w czasie. Twierdzą, że istnieją w naszej przyszłości i właśnie dlatego potrafią spojrzeć na historię Ziemi z zupełnie innej perspektywy. Według nich przeszłość, teraźniejszość i przyszłość nie są oddzielonymi od siebie liniami czasu, lecz wzajemnie na siebie oddziałują. Dlatego, jak sami mówią, powrót do momentów przełomowych w historii ludzkości ma wpływ również na ich własną przyszłość.
To właśnie ten fragment ich przekazu jest jednym z najbardziej zaskakujących. Plejadianie nie twierdzą, że pojawili się na Ziemi wyłącznie po to, aby pomóc ludziom. Mówią wprost, że również oni czegoś potrzebują. Według ich słów rozwój ludzkości ma znaczenie dla ich własnej cywilizacji. Opisują to jako pewnego rodzaju odpowiedzialność za wydarzenia, które miały miejsce bardzo dawno temu. W ich przekazach pojawia się myśl, że przodkowie Plejadian uczestniczyli w procesie tworzenia człowieka oraz współtworzenia ziemskiej cywilizacji, dlatego dziś czują się współodpowiedzialni za to, co dzieje się na naszej planecie. Twierdzą nawet, że rozwiązanie problemów, z którymi mierzy się współczesna ludzkość, może wpłynąć również na przyszłość ich własnego świata.
Według Plejadian Ziemia nigdy nie była zwyczajną planetą. Nazywają ją Żywą Biblioteką. Wyjaśniają, że została zaprojektowana jako miejsce gromadzące informacje, doświadczenia oraz materiał genetyczny pochodzący od wielu różnych cywilizacji. W ich opowieści człowiek nie jest efektem przypadku, lecz istotą posiadającą w sobie ogromną liczbę ukrytych możliwości. Problem polega na tym, że większość z nich pozostaje uśpiona, ponieważ ludzkość zapomniała, kim naprawdę jest.
W książkach Barbary Marciniak bardzo często powraca jeszcze jeden motyw. Plejadianie twierdzą, że największym ograniczeniem człowieka nie są inni ludzie ani wydarzenia zewnętrzne, lecz przekonania. Według nich od najmłodszych lat uczymy się funkcjonować w świecie pełnym gotowych odpowiedzi. Religie, system edukacji, media, polityka czy różnego rodzaju autorytety stopniowo tworzą obraz rzeczywistości, którego większość ludzi nigdy nie próbuje zakwestionować. Właśnie dlatego ich przekazy nie mają być kolejnym systemem wierzeń. Wręcz przeciwnie. Wielokrotnie powtarzają, że jeśli ktoś zacznie wierzyć im bez zastanowienia, popełni dokładnie ten sam błąd, przed którym próbują ostrzec.
Bardzo ciekawie opisują również własną rolę. Mówią o sobie jako o “burzycielach systemów”. Nie chodzi jednak o niszczenie cywilizacji, lecz o podważanie schematów myślenia. Według nich pojawiają się tam, gdzie rozwój świadomości zaczyna zatrzymywać się przez lęk, dogmaty lub nadmierną kontrolę. Nie chcą dawać gotowych odpowiedzi. Wolą zadawać pytania, prowokować i zmuszać ludzi do samodzielnego poszukiwania prawdy. Twierdzą nawet, że ich zadaniem jest tworzenie obrazów i opowieści, z których każdy człowiek sam wybierze to, co uzna za wartościowe. W ich przekazach niezwykle często pojawia się również pojęcie Rodziny Światła. Według Plejadian jest to grupa istot, które w różnych okresach historii wcielają się w miejscach przechodzących głębokie przemiany. Ich zadaniem nie jest rządzenie światem ani przekonywanie kogokolwiek do własnych poglądów. Ich rolą ma być przypominanie ludziom o wolności myślenia oraz inspirowanie do odkrywania własnej świadomości. Członkowie Rodziny Światła mają przede wszystkim uczyć poprzez własny przykład, a nie przez narzucanie innym swoich przekonań.
Można wierzyć lub nie wierzyć w pochodzenie tych przekazów. Można traktować je jako rzeczywisty kontakt z pozaziemską inteligencją albo jako rozbudowaną metaforę dotyczącą rozwoju człowieka. Trudno jednak odmówić im jednego. Barbara Marciniak i Plejadianie przez ponad trzydzieści pięć lat konsekwentnie powtarzają tę samą myśl. Największą siłą człowieka nie jest technologia ani wiedza przekazana przez innych. Jest nią zdolność do samodzielnego myślenia, zadawania pytań i przypomnienia sobie tego, kim naprawdę jest. To właśnie dlatego ich książki do dziś inspirują miliony ludzi na całym świecie i pozostają jednymi z najbardziej rozpoznawalnych przekazów współczesnej duchowości.

Kolejną osobą, która ujawnia ukryte siły i możliwe rozwiązania, jest Kimberly Ann Goguen. I nie chodzi tylko o ujawnianie, ale i o jej zdolności sprawcze w zakresie zmian na Ziemi. O niej i o tym, co publikuje, były wzmianki i tutaj (np. Kim jest Kimberly Goguen? w ramach wpisu CARE i ja – krótka historia), ale przede wszystkim na www.gab.com/etsaman3 ponieważ od  tamtego czasu pojawiły się nowe możliwości, zdarzenia, ale i trudności.
To zbyt obszerny temat, by go nawet krótko przedstawić na tym blogu, zatem zapraszam na ową stroniczkę na GAB.
Napisałem tam ostatnio:
Chociaż na tej stronie skupiłem się głównie na relacjonowaniu raportów Kimberly Ann Goguen i z jej środowiska (ruch CARE), to przekazuję też od czasu do czasu inne raporty i materiały, które są łatwiejsze w odbiorze niż np. te od Benjamina Fulforda.
Co do Kimberly (Kim), to oczywiście jest wiele innych miejsc w sieci, które również relacjonują jej wypowiedzi. Kiedyś już o tym tutaj pisałem.
Przykładowo kanał https://rumble.com/user/WelshRebel, Oーrora – https://note.com/os3578, https://x.com/trivto, https://justempowerme.com/posts/ (dość często przytaczam)…
Podobne treści udostępniają Lisa Renee, Elizabeth April i szereg innych.
Dziś chcę przedstawić (kto nie zna) inną Kim – Kimberly Atkinson, która ma sporo nagrań na YT, ale teraz, w związku z aktualnością tematu AI i transhumanizmu oraz w nawiązaniu do ostatnich tematów od Kim Goguen, wybieram to – mimo że jest sprzed roku, trafnie ocenia sytuację „za kurtyną” –
https://youtu.be/NPwFCNa89sg?si=5HVrCfBEGPuctRX9 (wersja angielska, można włączyć napisy). Jest to pokrótce odpowiedź na pytanie „dlaczego to robią?”
Zatem tą kolejną osobą w omawianej sferze jest Kimberly Atkinson.

Chcę jednak powrócić do Igora Witkowskiego, o którym było tutaj niedawno we wpisie Igor Witkowski: Badacz Historii i Przemian Świadomości.
Proszę (!) Czytelników o przeczytanie jako wstęp do nowszych informacji o panu Igorze.
Jest unikalnym badaczem, który rozumie przyczyny obecnego kryzysu, akcentując aspekty psychologiczne i wdrukowane w ludziach fałszywe przekonania. Chociaż opisywana przez niego rzeczywistość może wydawać się koszmarna w paru aspektach, ludzkość – by pójść dalej w rozwoju ku lepszej przyszłości – musi przeżyć wstrząs psychiczny, katharsis.
O tym są cztery jego nowe książki (które, bodajże, otwierają drugą setkę już opublikowanych przez tego płodnego pisarza).
Przytaczam ostatnie wpisy Witkowskiego na FB:
„Ukazały się (i są dostępne na igorwitkowski.pl) w sumie aż cztery nowe pozycje. W tym poście [najpierw] krótko napiszę o dwóch pierwszych, a jutro opiszę pozostałe dwie – mam na myśli szersze i inne opisy niż są w sklepie, takie trochę głębsze.
Są dwie książki i dwa komiksy, chociaż ze względu na fotograficzną konwencję tych ostatnich, parę osób mi radziło, żeby w ogóle nie nazywać ich „komiksami” (bo sugeruje to coś dziecinnego), tylko np. „opowieściami ilustrowanymi”, ale do nich przejdę jutro… [ patrz dalej]

Dwie [pierwsze] książki to „Mechanizm upadku świata” […] oraz „Złota świątynia”. O „Złotej świątyni” już tu pisałem parę tygodni temu, ale tytułem przypomnienia czy podsumowania zaznaczam, że jest to jak dotychczas najpoważniejszy opis przekłamań, fałszerstw czy może raczej nieprawidłowości odnośnie korzeni (początków) chrześcijaństwa. W innych książkach o tym, np. w tomach 2, 8 i 10 „Instrukcji przebudzenia”, było coś, co można by nazwać wyliczeniami różnych przekłamań, głównie zapożyczeń ze starszych religii. Były to szczegóły dodawane w miarę ich odkrywania, ale nie przewartościowywały one jednak fundamentu.
„Złota świątynia” jednak rusza sam ten fundament — i głównie tym się różni od wszystkiego, co opisywano dotychczas. Nie chodzi bowiem już o to, co nakładało się na zasadniczy obraz, tylko o pokazanie, że głównym bóstwem wczesnego chrześcijaństwa była w ogóle inna postać niż wszystkim się wydawało. Jej były bowiem poświęcone najważniejsze kościoły we wszystkich dużych miastach…
Była to bogini „Sofia” – i nie ta grecka Sofia, antropomorficzna bogini mądrości, tylko pradawna bogini żydowska. To, co naprawdę otwiera tu oczy, to jej osobliwa i pod wieloma względami szokująca teologia. Jest to czymś, o czym Kościół kazał zapomnieć, wyparł totalnie. Jeśli więc mamy przewartościowanie na takim poziomie, to nie chodzi już o zmianę kosmetyczną – nakładanie się różnych elementów na jakiś kanon, tylko ujawnia się coś z gruntu innego – właściwie inna religia. Coś, o czym prawie nikt dotychczas nie wiedział, bez żadnej przesady.
Druga książka, to analiza. Składa się ona z dwóch różnych połówek. W pierwszej części opisałem objawy tego, co widać w różnych krajach. Są to różne rodzaje zapaści, ale z wyraźnymi wspólnymi elementami. Przewijającym się, ujawniającym się refrenem, jest tu zapaść poznawcza, która jest niewątpliwa, bo są badania ukazujące skalę i trendy odnośnie do tego, co się dzieje w ludziach.
Ogólnie rzecz biorąc, widać zupełną niezdolność do reagowania na kryzysy i wyzwania, chociaż są one już tak poważne, że można mówić o załamywaniu się całego dotychczasowego modelu cywilizacji. Nic z tego nie jest jednak rozumiane; uwidaczniają się blokady przy każdej próbie rozmowy na ten temat.
To jest więc objawem najważniejszym, wspólnym dla tego świata.
W drugiej połowie książki przedstawiłem analizy psychologów odnoszące się właśnie do tego, co powoduje, że ludzie takich rzeczy nie mogą już zobaczyć. Ten przykład pokazuje bowiem, że rozwój cywilizacji czy ludzkości nie wynika głównie z działania „czynników rozwojowych”, tylko raczej z pokonywania blokad, rzadko w ogóle widzianych. Cytowani w tej części książki badacze dowodzą tego jednoznacznie. Jest tam krótki rozdział na temat Neumanna (który najwcześniej i najtrafniej przewidział regres), ale też analizy innych ludzi, w tym takich, którzy zajmowali się tym kryzysem ludzkości (w odróżnieniu od Neumanna) w ciągu ostatnich dekad.
Jest to więc również książka nie mająca w naszym świecie odpowiedników. Prawie nikt bowiem nie rozumie całości tego, co widzimy, że się dzieje. Ma to znaczenie o tyle, że prędzej czy później trzeba będzie z tej pułapki niemocy wyjść, a to zależy od tego, czy w ogóle będzie się zwracać uwagę na jej prawdziwe źródła.
Nie jest to książka tak trudna jak np. „Prawa ewolucji świadomości” – prościej wyjaśnia ona podstawowe wyzwania i drogi wyjścia. Napisałem ją, bo wkrótce będzie potrzeba, żeby coś takiego w ogóle było – ludzi zaskoczy to, co zobaczą”.

(Nie wnikam w merytorykę, zwłaszcza dot. owej Sofii, co skomentował tamże ktoś z https://www.facebook.com/profile.php?id=100064557855309. To obszerna i dyskusyjna wiedza).

Następne dwie książki (wpis kolejnego dnia):
„…chciałbym też zwrócić uwagę na pewne cechy dwóch pozostałych publikacji („Podróż do świata wielkich możliwości” i „Podróż na granicę światów”), o czym nie ma w innych opisach.
Obie pozycje (adresowane raczej do ludzi młodych) spełniają pewne potrzeby, nad którymi nie ma refleksji w tym świecie. Po pierwsze, nie ma niczego adresowanego do tych odbiorców, co by IM SAMYM pozwalało znaleźć drogę w nowej rzeczywistości – drogę do prawdziwego życia. Po prostu nie ma nic, co by pokazywało im, że jest jakaś alternatywa wobec tego, co wywołuje już prawdziwą katastrofę psychiczną.
Ale są to też pomoce rozwojowe w najbardziej ogólnym sensie. W obu tych nowych bohaterowie opowieści spotykają się z innymi spojrzeniami na nasz świat, co relatywizuje schematy myślowe. Coś takiego zawsze jest podstawą myślenia krytycznego – punktem wyjścia, bez którego się nie ruszy…
W tomie 4 podróżują oni na inną planetę i dowiadują się o tym jak ta obca cywilizacja utkwiła kiedyś w pułapce braku rozwoju i jak z niej wyszła – jest to naprawdę ciekawe, i nie tylko dla młodych ludzi. Tom 5 jest natomiast oparty głównie na autentycznej historii (autobiografii) opisującej kontakt dwóch młodych ludzi z obcą cywilizacją w latach trzydziestych, na czym nauczyli się tak wiele, że zmieniło ich to trwale (XX w.). Na mnie ta oryginalna opowieść zrobiła tak duże wrażenie, że nigdy jej nie zapomnę – jest to historia, która oczywiście też pozwala krytycznie spojrzeć na nasz świat. Młodzi ludzie potrzebują takich rzeczy żeby się nie zagubić w chaosie, który będzie – i żeby odblokować swój potencjał.
Sami państwo pewnie widzicie jak jałowe są medialne opisy tego, co się z naszym światem dzieje”.

Nota bene – warto śledzić opinie I. Witkowskiego na jego profilu FB także ze względu na analizy gospodarcze, polityczne i wojskowe.

 

Igor Witkowski: Badacz Historii i Przemian Świadomości

Igor Witkowski

Mieć szerszą perspektywę,
odkrywać nowe horyzonty…
(z nagłówka bloga)

Igor Witkowski to polski badacz historii, tajemniczych zjawisk, ale przede wszystkim płodny pisarz.
Pełniejszą charakterystykę tego autora przedstawię dalej, ale najpierw parę słów wstępu.

Znam pana Igora od ponad dwudziestu lat. Byłem na jego spotkaniach autorskich, mam wiele jego książek (oczywiście przeczytanych), niektóre komentowałem w mediach społecznościowych, słuchałem jego audycji itd. To poszerzało moje horyzonty, dawało materiał do przemyśleń. Ostatnio przekazuję dalej niektóre jego wpisy z Facebooka (z profilu Igor Witkowski) dotyczące aktualnej sytuacji geopolitycznej.
Generalnie — polecam tym, którzy chcą więcej wiedzieć, chociaż w tym są też informacje burzące zakorzenione schematy i przez to trudne dla wielu osób. Otwieranie umysłów to „narzędzie” do zrozumienia świata i tworzenia lepszej przyszłości, która musi zerwać z tym, co wciąż hamuje rozwój — osobisty i społeczny — przy zachowaniu humanistycznych, uniwersalnych wartości.
Poniższy tekst jest adaptowany ze wpisu facebookowego via strona https://www.facebook.com/misjanowaziemia
(cytuję dokładnie):
Gdybyśmy mieli wskazać polskiego autora, który połączył zainteresowanie tajemnicami historii z pytaniami o duchowe przebudzenie człowieka i przyszłość naszej cywilizacji, Igor Witkowski z pewnością zasługiwałby na uwagę. To pisarz i publicysta, którego część czytelników zna przede wszystkim z książek o drugiej wojnie światowej, niezwykłych projektach technicznych i zagadkach przeszłości.
W jego twórczości rozwinął się jednak także drugi, obszerny nurt – dotyczący świadomości, religii, wewnętrznego rozwoju i przemian, które jego zdaniem mogą zasadniczo zmienić sposób życia na Ziemi. Właśnie tutaj pojawia się pytanie łączące wiele jego książek: co powstrzymuje człowieka przed wykorzystaniem własnego potencjału?
Witkowski urodził się w 1963 roku w Warszawie. Przez lata zajmował się historią wojskowości i techniką, był też redaktorem naczelnym czasopism „Technika Wojskowa” oraz „Druga Wojna Światowa”. Obok tych zainteresowań pojawiały się tematy wykraczające poza tradycyjny obraz historii. Pisał o UFO, dawnych cywilizacjach i zagadkowych budowlach, między innymi w książkach „Wizyty z nieba”, „UFO – przełom” oraz „Oś świata”. Z perspektywy jego późniejszej twórczości można dostrzec w tym szersze poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście rozumiemy pochodzenie naszej cywilizacji i kierunek, w którym zmierza.
Najpełniejszym rozwinięciem jego zainteresowań przebudzeniem stała się wielotomowa seria „Instrukcje przebudzenia”. Już pierwszy tom, „Strategia przemian na Ziemi i Nowy Renesans”, przedstawia charakterystyczną dla autora wizję: ludzkość znajduje się przed głęboką transformacją, której istotnym elementem ma być zmiana świadomości. Witkowski zestawia przepowiednie, źródła religijne i relacje przypisywane kontaktom z pozaziemskimi cywilizacjami, szukając w nich wspólnego obrazu przyszłości. Są to jego interpretacje i hipotezy, ale właśnie rozmach tego zestawienia może zainteresować czytelnika. Osobisty rozwój zostaje tu umieszczony w kontekście losów całej ludzkości.
Kolejne części serii pokazują, jak szeroko autor rozumie przebudzenie. „Przekłamane przekazy chrześcijaństwa” dotyczą jego krytycznego spojrzenia na religijny przekaz, „Zakodowane przesłania starożytnych” kierują uwagę ku przeszłości, a „Droga ku gwiazdom” i „Dowody ingerencji w rozwój ludzkości” wprowadzają perspektywę kosmiczną. Dalej pojawiają się między innymi „Nieznane korzenie religii na Ziemi”, „Upadek Babilonu” oraz „Nowa kultura”. Już same te tytuły pokazują, że chodzi o próbę połączenia pytań zwykle rozpatrywanych osobno: skąd pochodzą nasze wierzenia, jak kształtuje się świadomość i czy sposób organizacji społeczeństwa pomaga nam dojrzewać.
Szczególnie ciekawą pozycją dla osób zainteresowanych możliwościami umysłu jest „Otwarcie trzeciego oka”, pierwotnie siódmy tom „Instrukcji przebudzenia”, później wznowiony pod własnym tytułem. Witkowski omawia w nim techniki postrzegania pozazmysłowego, które wiąże z amerykańskimi, radzieckimi i chińskimi programami służb specjalnych. Przedstawia je jako materiał do samodzielnego treningu i sposób kwestionowania utrwalonych przekonań o granicach percepcji. W jego ujęciu doświadczenie czegoś wykraczającego poza zwykłe postrzeganie może zmienić stosunek człowieka do rzeczywistości. Książka stawia więc konkretne pytanie: jak wiele z tego, co uznajemy za granice umysłu, wynika z naszych dotychczasowych przyzwyczajeń?
Ważnym i wyraźnie polemicznym elementem jego twórczości jest rozróżnienie między religią a rozwojem duchowym. W książce „Dlaczego religie muszą ustąpić miejsca wyższej duchowości” autor argumentuje, że odziedziczone systemy wierzeń mogą podtrzymywać mechanizmy hamujące rozwój wewnętrzny. Interesuje go duchowość rozumiana jako ewolucja człowieka, poznawanie własnej psychiki i przekraczanie ograniczeń. To stanowisko zdecydowane, z którym można dyskutować, ale stawia ono czytelnikowi istotne pytanie: czy przekonania, które dają nam poczucie bezpieczeństwa, pozwalają nam również się zmieniać?
Ten wątek nabiera bardziej praktycznego charakteru w „Sztuce rozwoju w nowej epoce”. Witkowski zajmuje się tutaj edukacją, kreatywnością i integracją osobowości, poświęcając szczególną uwagę rozwojowi dzieci. Odwołuje się również do własnych doświadczeń związanych z nauczaniem. Duchowe przebudzenie spotyka się więc z bardzo codziennym problemem: jak wychowywać człowieka, żeby rozwijał samodzielność myślenia i zdolność tworzenia? Dla czytelnika zainteresowanego konkretnym wymiarem przemiany jest to ważna część jego dorobku, ponieważ przenosi uwagę z zapowiedzi przyszłości na warunki, w których dojrzewa ludzki umysł.
Z kolei w „Historii ewolucji świadomości” autor przygląda się rozwojowi wewnętrznemu z perspektywy dziejów. Interesują go zarówno momenty, w których ludzie przekraczali wcześniejsze ograniczenia, jak i mechanizmy utrudniające takie przemiany. Książka nawiązuje do myśli Ericha Neumanna i podejmuje problem psychicznych oraz kulturowych barier rozwoju. W tym ujęciu przebudzenie ma również swoją historię. Można pytać, jakie warunki sprzyjały mu wcześniej i dlaczego społeczeństwa nieraz broniły się przed zmianami, które mogły poszerzyć ludzką niezależność.
Do przyszłości Witkowski wraca w „Cywilizacji Światła”, stanowiącej uzupełnienie „Przemian na Ziemi jako wrót do przyszłości”. Przedstawia w niej własną wizję świata po głębokiej transformacji oraz wewnętrznych przewartościowań potrzebnych do uczestniczenia w tej zmianie. Ważne miejsce zajmuje pokonywanie blokad i rozwijanie możliwości, które autor wiąże z przemianą świadomości. Czytelnik otrzymuje tu okazję do zastanowienia się, jak bardzo przyszłość społeczeństwa zależy od sposobu myślenia poszczególnych ludzi.
Po książki Igora Witkowskiego można sięgnąć z różnych powodów: z zainteresowania niezwykłymi możliwościami umysłu, potrzeby przyjrzenia się własnym przekonaniom albo ciekawości, jak duchowość może łączyć się z historią, edukacją i przyszłością cywilizacji. „Otwarcie trzeciego oka” kieruje uwagę ku percepcji, „Sztuka rozwoju w nowej epoce” ku wychowaniu i kreatywności, a „Instrukcje przebudzenia” ku szerszej wizji przemian. Nie trzeba podzielać wszystkich wniosków autora, żeby wejść z nimi w wartościową dyskusję. Najciekawsze pytanie, z którym można pozostać po takiej lekturze, dotyczy już nas samych: ile w naszym sposobie widzenia świata jest świadomego wyboru, a ile przekonań, których nigdy naprawdę nie sprawdziliśmy?
Igor Witkowski jest również częstym gościem Łukasza Kulaka na kanale „Nieznana Historia Świata” na YouTube, a my sami mieliśmy okazję przeprowadzić z nim wywiad, który możecie znaleźć na naszej stronie.
Jeśli ten post Cię zaintrygował i uważasz, że może przemawiać do innych – śmiało podziel się nim lub wyślij osobom, które mogą być zainteresowane!
——-
Tak więc czynię – przekazuję dalej.
Ale nie pierwszy raz, ponieważ przekazywałem podobne opinie wielokrotnie i w różnych miejscach.
Przykładowo na swojej stroniczce o książkach (rzadko teraz aktualizowanej) we wpisie Igor Witkowski i jego książki zrobiłem przegląd niektórych prac autora, a na Przemiany dla przyszłości zawarłem minirecenzję książki o tym tytule. Są na nextboox i inne wzmianki o omawianym pisarzu.
Na dziś książek Witkowskiego jest ok.100, więc spis ze strony www.igorwitkowski.com jest nieaktualny.
Także na tym blogu były wielokrotnie krótkie wzmianki o Witkowskim, np. w Obserwacje i dywagacje cz. 3, Ludzie, ale przede wszystkim we wpisie Czy wiemy czym jest rozwój?
Rozwój i jego rozumienie to jeden z wiodących tematów w twórczości Igora Witkowskiego.
W tym zakresie (chociaż nie tylko w tym) Witkowski jest unikalny nawet w skali światowej – jego wglądy i analizy sięgają stref, o których nawet wielu naukowców nie ma pojęcia.
Ta unikalność objawia się i w innych tematach, co jeszcze bardziej wzbudza podziw wiernych czytelników.
Sądzę, raczej bez wątpliwości, że pan Igor wie znacznie więcej niż wyraża publicznie, bo pewne sprawy są albo za trudne, albo byłyby zbyt silnym i przedwczesnym ciosem w psychikę odbiorców. Nie będę tutaj zdradzał, o co chodzi – wnikliwy czytelnik z otwartym umysłem to zrozumie, wyczuje.
Doceniam też doświadczenie edukacyjne Witkowskiego, jego oddanie rozwojowi młodego pokolenia, które zarówno doczeka wielkich przemian, jak i będzie ich wykonawcą. Służą temu książki, a nawet komiksy dla najmłodszych.
W audycjach i wywiadach, jakie znajdujemy na przykład na kanale „Nieznana Historia Świata” Łukasza Kulaka, poruszane są różne tematy, w tym także te dotyczące obecnych zjawisk na świecie i ich aspektów politycznych. Igor Witkowski udziela wywiadów też u innych twórców internetowych oraz pisze artykuły w czasopismach, np. w Nieznany świat. Tam ma dość często swoje pogadanki oraz daje zapowiedzi i omówienia dotyczące kolejnych książek.

—-
Ilustracja pochodzi z Misja Nowa Ziemia.

Mały przerywnik kulturalny

Bogactwo i przepych nie zdobią duszy; 
prawdziwe piękno rośnie w skromności i cnotliwym życiu.
…
Najwyższym dobrem jest duch, który gardzi każdą rzeczą przygodną,
a z samej cnoty czerpie radość.

Seneka (młodszy)

Gdy jesteśmy z żoną większość lata poza Warszawą, co jest przyjemne przez kontakt z przyrodą, względną ciszę, czyste powietrze, leśne wyprawy itp., gdzie nawet telewizja i Internet słabo dociera, to pojawia się także brak kontaktu z kulturą. Oczywiście miejsce sprzyja zagłębieniu się w lekturach, co zawsze praktykujemy, o czym dalej.
Jednak od czasu do czasu trzeba wrócić do miasta „w sprawach” i by zadbać o roślinność w domu, odebrać pocztę, zrobić mniej typowe dla prowincji zakupy itp. Wtedy pojawia się krótkie okienko czasowe, ów „przerywnik”, co maksymalnie chcemy wykorzystać także dla kultury.
Cóż więc to było ostatnio? Nie za wiele – właśnie przez krótkie „okienko”, ale…
1. Lubimy historie filmowe (chociaż nie tylko) z wątkiem podróżniczym, szczególnie takie które pokazują odważne pokonywanie wyzwań, na pograniczu survival thriller (ale nie „filmy akcji” robione dla wątpliwej rozrywki) i podkreślające aspekt duchowego przetrwania i heroizmu (osobiście także dlatego, że sam w młodości podejmowałem śmiałe wyzwania, oczywiście w mniejszym wymiarze, jak np. samotny autostop wokół Europy z groźnymi przygodami). Tak jak np. w filmach Infinite Storm (Małgorzaty Szumowskiej), 6 Below: Miracle on the Mountain (reż. Scott Waugh), Suddenly Alone (oryg. francuski Soudain seuls, reż. Thomas Bidegain) i podobne.
Tym razem był to ponad dwugodzinny obraz pt. „Wędrówka na północ” (reż. Bart Schrijver), w którym dwóch przyjaciół podjęło wyzwanie przejścia górskiej i leśnej trudnej trasy pieszo szkockimi West Highland Way i The Cape Wrath Trail w Szkocji Północnej.  Ok. 600 km. Droga usłana trudnościami, częstymi deszczami, zimnem, błądzeniem oraz dodatkowo nie bez napięć emocjonalnych podróżników. Sukces polegał nie tylko na pokonaniu trudności, ale i na wzajemnym zrozumieniu postaw i odczuć. Polecam.
Ogólnie lubimy filmy przedstawiające różne miejsca świata.
W pewnym stopniu robił to telewizyjny serial „Polacy za granicą”, ale tam dużo więcej mówiło się o ludziach, ich mieszkaniach, jedzeniu itp., a nam było za mało przyrody, zabytków, tras… Z pozytywnych przykładów wg naszego gustu możemy wymienić przyrodnicze filmy z BBC, serię „Ciężarówką przez…” Dawida Andresa itp.

2. „Ogrody muzyczne” i podobne imprezy
Lubiliśmy obejrzeć parę występów na tej corocznej imprezie na dziedzińcu Zamku Królewskiego. W tym roku jednak nie zdążyliśmy przybyć na czas do Warszawy – cykl zakończył się 8 sierpnia. Chcieliśmy np. zobaczyć tytuł „List-Chopin” (7.08) – tę relację artystów pokazywał głośny film „Chopin”, ale to był tylko zarys – chciałoby się poznać więcej o tej przyjaźni i rywalizacji. Ogólnie o tyle mniejsza strata, że coraz częściej (prawie wszystkie) „występy” to filmowe retransmisje, a nie coś na żywo. I to kosztuje …co rok drożej. Nie tylko tam – przykładowo „Prom Kultury” na Saskiej Kępie biletuje słono (50 zł i dużo więcej) już prawie wszystko, chociaż to tylko dzielnicowa placówka publiczna, a nie prywatny teatr.
Wspominam podobną inicjatywę o nazwie „Art Park”, który funkcjonował w centrum, w parku im. Marsz. E. Rydza-Śmigłego przez parę lat i był … darmowy. Dobre zespoły i artyści na żywo, scena zanurzona w przyrodzie – miłe wspomnienia. Niestety zlikwidowany. Mam wrażenie, że owych czasach, gdy prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński, bardziej dbano o publiczny dostęp do kultury.
Gdy to piszę przed nami jeszcze ew. wizyta w ramach festiwalu muzycznego na terenie mokotowskiego Morskiego Oka i Pałacyku Szustra.
Były i małe epizody lokalne, np. https://x.com/etsaman2/status/2088359852984897571.
Najprostszą formą spotkania z kulturą jest odwiedzenie wystaw, a także … spacer wokół miejsc Warszawy, gdzie zabytki, księgarnie, grajek uliczny dają jakąś inspirację lub przeżycie.
Wystawy stałe w muzeach mamy już „zaliczone” wielokrotnie, więc szukamy czegoś nowego i zróżnicowanego.
Z takich właśnie wystaw zdążyliśmy zobaczyć za jednym zamachem trzy w Zachęcie. Mam mieszane uczucia co do tej placówki (patrz np. Banana Story), ale ze względu na małą odległość względem miejsca zamieszkania – próbujemy – może tym razem będzie coś dobrego. W danym przypadku wśród trzech aktualnych wystaw przywabiła nas jedna – „Splot słoneczny” ze względu na bliską nam tematykę lasu, drzew, przyrody. To były instalacje pokazujące śmierć drzew, ale i ich życie podziemne (spreparowane korzenie) oraz impresje związane z żywicą-krwią wielu drzew, główne jako oryginalne reliefy.
Podobnym miejscem jest Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim. Lubimy bywać w tej okolicy, bo blisko są parki, więc łączymy to ze spacerem. Tym razem, z programu już na miejscu (który możesz zobaczyć też na ich stronie www), wywnioskowaliśmy, że wszystkie obecne tamtejsze wystawy są szczególnie wybiórcze, ideologicznie lewicujące i wydziwnione. Przeszła nam ochota by to zobaczyć, zresztą nie pierwszy raz – tak, jak bywało z Zachętą.  Długi spacer w Łazienkach i okolicach był ciekawszy.
Chociaż raczej daleko mi do ideologii i celu ruchu GQ (moda męska, trendy, life style itp.), to na ich stronie jest dział kultury, gdzie można znaleźć czasem coś ciekawego. W realu była to wystawka fotograficzna powiązana z GQ w praskim Koneserze, które to miejsce dość często odwiedzamy. Lubimy balet, który był jednym z głównych tematów zdjęć.
Po wspomnianej pauzie w oglądaniu telewizji ciekawość skierowała nas w kierunku transmisji letnich koncertów, jakie organizują stacje TV w różnych miejscach Polski. Cóż, w większości – żenada. „Dinozaury” estrady, często już bez głosu i z  setnym wykonaniem tego samego, rozrywka może pasująca do miejsc, gdzie w ogóle rzadko coś się dzieje (?), ale słaby poziom artystyczny. Cóż – prosta rozrywka właśnie, niewiele więcej…
W sumie – słabe te wszystkie propozycje na szybki wypad. A są przecież utalentowani i ciekawi artyści – vide  niektórzy (!)  muzycy przedstawiani przez Gabi Drzewiecką w jej tygodniowych, sobotnich audycjach telewizyjnych. Natomiast obejrzeliśmy parę ciekawych programów w kanale Historia.
To tylko tyle, co zmieścimy się w krótkim okienku przed powrotem na działkę. A tam wytrzymamy tak długo jak pogoda i zdrowie pozwoli – na ogół zamykamy sezon przed październikiem.
We wrześniu+ odwiedzimy wystawę z elementami muzycznymi w Muzeum Historii Polski (Cytadela) pod trochę mylącą nazwą „Za czym kolejka ta stoi? PRL w muzycznym zwierciadle”. Ma opowiadać o codzienności, marzeniach, buncie i wyborach Polaków żyjących w latach 1944–1989. 
Nb. czekamy już dwa lata na otwarcie całego muzeum, ale termin wciąż jest dość odległy.
Ostrzymy sobie zęby na szereg innych imprez, w tym teatralnych, ale to jeszcze do ustalenia wg dostępności…
Nie wykluczamy „podróży kulturalnych” do Wrocławia lub Krakowa, bo mamy tam „zaczepienie”.

3. Szersze konteksty kultury. Wypada wspomnieć ostatni wpis Marnotrawstwa ciąg dalszy, zwracając uwagę, że marnotrawstwo ma odniesienie do braku kultury w wielu aspektach. Było tam wiele krytyki postaw, które zasługują na potępienie, ale wkrótce potem odkryłem, że nie tyko ja (co oczywiste), ale i czynniki państwowe reflektują się i wprowadzają wręcz przepisy, które w pewnych przypadkach mogą odwrócić złe trendy. O tym w autokomentarzu do owego wpisu.
Patrz też odnośniki na końcu niniejszego wpisu*
Z kontekstów dość banalnych – także spotkanie z przyjaciółmi w dobrej kawiarni i ciekawa rozmowa, nawet dyskusja, to też cegiełka kultury – miła i pożądana. Tego nam brakowało w lesie…

4. Lektury 
Tu odrywam się sytuacji tytułowego „przerywnika”, ponieważ to temat ogólniejszy. Czytamy dużo, ale tutaj tylko o tym, co jest/było w ostatnim czasie. Mamy z żoną częściowo wspólne zainteresowania , ale i nieco odmienne, co pozwala nam się uzupełniać „dyskusyjnie”. Ja ostatnio nadrobiłem poważną zaległość w postaci powieści/powiastki „Wehikuł czasu” Herberta George’a Wellsa. Lubię dobrą SF, a ta pozycja z 1895 roku to jedna z najważniejszych powieści w historii światowej literatury science fiction, która była inspiracją dla dalszych w tym gatunku. Przedstawia, oprócz wątku przygodowego, wizję rozwoju ludzkości w dalekiej przyszłości – głównie w aspekcie społecznym z próbą wytłumaczenia zjawiska degeneracji ludzkości, co staje się tematem aktualnym i dziś. Pokazuje dokąd zmierza odejście ludzi od trudu życia na korzyść wygody. Widać też, że młody autor podlegał modnej wtedy wśród wielu intelektualistów teorii ewolucji, wizji walki klas, nierówności społecznych, feminizmu. Zwróciłem uwagę na ładny język i dobre tłumaczenie. Książka miała bodajże 2 adaptacje filmowe, w tym jedna z dodanym wątkiem miłosnym.
Przeczytałem tym razem systematycznie, a nie tylko by wybrać jakiś cytat, „Seneka – Myśli” (w opracowaniu Stanisława Stabryły). Wprowadzenie przedstawia życiorys rzymskiego mędrca i wskazuje jak złożoną był osobowością. Faktycznie wiele z myśli Seneki ma znaczenie ponadczasowe.
Typowo wakacyjną pozycją ze względu na lekki i dowcipny język, był „Leksykon niewiedzy” (Kathrin Passing i Aleks Scholz). Najróżniejsze zagadnienia naukowe w popularnym ujęciu, nie zawsze trafne czy aktualne (wyd. z 2007 r.). Ale jakże trafna ogólna myśl – jak wiele jeszcze nie wiemy, a nawet nie wiemy, że nie wiemy.
Jesteśmy obłożeni książkami o profilu społeczno-politycznym, bo lubimy lektury faktu. Jedne przeczytane wcześniej, ale wciąż można wracać do ich pewnych wątków, gdy dostrzega się powiązanie z tym, co się aktualnie dzieje jak np. „(Nie)nasza wojna” Wojciecha Sumlińskiego lub jego „Zapis zarazy 2”.
Inne wyciągnięte z lamusa i jeszcze dotąd nieczytane jak „Wielki przekręt” Kazimierza Z. Poznańskiego (1999r.). Mocne oskarżenia…
Jednak te lektury tutaj pomijam, bo na ogół w większości wychodzą poza sprawy kultury (można jednak podciągnąć te tematyki pod pojęcie „kultury niezależnego myślenia”). Podobnie przeglądamy liczne czasopisma, nie przeczytane jeszcze do końca (archiwalnych nagromadziło się setki). W nich działy kultury (recenzje, polecania, nowe książki…)
Warto  jeszcze raz zauważyć jak w tych książkach i artykułach pewne przepowiednie i opinie sprawdzają się po latach i dlatego poznajemy kto miał rację i kogo warto czytać dalej.
Odkryłem po czasie miesięcznik literacki „Poezja” poświęcony wyłącznie poezji. Był wydawany w latach 1965–1990. Publikowano wiersze polskich i zagranicznych poetów, omówienia, recenzje, wypisy. Wpadł w moje w ręce nr 251 z 1987 r., czyli już tak długo istniał wcześniej, a ja o tym nie wiedziałem.
Czy jego „śmierć” to była oznaka pewnego regresu kultury?
A ja tymczasem coraz bardziej zagłębiam się w poetykę. Miałem wzloty młodzieńcze, a teraz chyba bardziej chodzi o czułość na różne formy piękna. Zacząłem tworzyć domowy zbiorek poetycki – to obecne kilkadziesiąt książeczek i almanachów. We wspomnianym numerze „Poezji” znajduję krótki wiersz Jerzego Harasymowicza jak niżej.

W rogu okna
W nocy –
w rogu okna
gwiazda
nad Rawką
Można przy niej czytać
można iść w góry
znaleźć gwiezdne lasy
Niebo pod poduszką.

Pasuje do moich wzruszeń – mam trzy takie okna przez które oglądam nocne niebo albo skraje leśne. Ilustracja na początku tego wpisu to exlibris, który kiedyś dopasowałem do tego doświadczenia oraz lektur mojego bogatego zbioru książek w domu. Pisałem o tym szerzej kiedyś tutaj.  To dość ciekawe konotacje.
Uważam, że prawdziwa kultura ma silne powiązanie z pięknem i radością, wglądem w ten przymiot w człowieku. Oczywiście w literaturze kontrastujemy to z brakiem piękna, bólem utraty, losem który nas pozbawia pozytywnych wzruszeń – to wszystko jeszcze wzmacnia naszą tęsknotę za pięknem.
Dodam, że wspomniany Seneka łączył estetykę z życiem moralnym, stawiając cnoty człowieczeństwa ponad zmysłowe przyjemności. Dlatego takie motta wpisu. Słowo estetyka obejmuje szerszy zakres – nie tylko piękno jako takie, ale pewien ład, harmonia, porządek, czystość…
Niezależnie o wspomnianego powrotu do miasta, w zakresie kultury z pewną kokieterią informuję, że powstaje kolejny tomik moich wierszy. Będzie się różnił od poprzedniego  6 prób, ponieważ zawiera głównie krótkie i bardzo krótkie formy z niewielką ilością rymowania.
Daję przykład:

Piękno
Wzruszeń unikać
nie muszę
Wsłuchuję się
uchem i duszą
Ciało i myśli
wtórują
piękno porusza
czasem łza…

Co do piękna, to silnie reaguje(my) na muzykę, o czym już było parę zdań. Wspomniany brak telewizji (z powodów technicznych, ale i tak lato to powtórki oraz ogólnie nic ciekawego w programach) i szwankowanie Internetu kompensujemy sobie słuchaniem muzyki w radiu. Ciekawostką jest to, że najbardziej niezawodnie posługujemy się 50-letnim aparatem, bez przestrojenia na obecny zakres fal UKF, więc odbieramy programy na falach długich. Z polskich stacji używa ich Polskie Radio. Niezależnie od uwag krytycznych o tej stacji pod nowym i starym zarządem, trzeba przyznać, że trzyma lepszy poziom w zakresie muzyki niż wiele stacji nastawionych na różne łupu-cupu i nowinki światowe, z których wiele to efemerydy, które ulegną zapomnieniu przez swoją banalność i słabiznę. Tak więc znajdujemy tam utwory i cykle, które wyłapują evergreeny i naprawdę piękne melodie i ciekawych wykonawców.  A także dyskusje, relacje, spotkania z ciekawymi ludźmi kultury (tu trzeba wybierać). Oczywiście, gdy możemy, to trafiamy na ładne utwory  i na innych stacjach, np. RMF Classic, RMF FM, Chilli Zet, Zet, …, ale to na UKF, na małym, ale zawodnym radyjku, w samochodzie i oczywiście w domu. Pojawiają się i tam obiecujący wykonawcy.
I mniej typowe wtrącenie dotyczące piękna… zobaczyliśmy wreszcie nową ulicę Złotą i Zgoda w stolicy. Pięknie to zrobiono – powstał wydłużony ukwiecony i pełen wszelkiej zieleni „deptak” pełen ciekawych zakamarków, lokalików, życia.. W ogóle… Warszawa pięknieje w wielu miejscach. To też przejaw kultury, tej materialnej. 
Wracając do wierszy, polecam jednak ten pierwszy tomik, chociaż mam mieszane uczucia co do jego jakości. Ale może komuś się spodoba.
Podobnie przypominam o moim blogu StefanGarczynski.pl – o pisarzu, publicyście, nauczycielu i niezwykłym człowieku.

Tyle w aspekcie warszawskiego okienka kulturalnego w naszym cyklu lata w lesie. A „prawdziwy” czas kultury zacznie się po jesiennym powrocie do Warszawy, a ona ma sporo do zaoferowania…
Muzy zatańczą.

muzy greckie

—- 

* Temat kultury poruszałem na tym blogu wielokrotnie np.:
Dziewczyna i uśmiercanie kultury?
Kultura na codzień
INTELiGENcJA
Sens życzeń i ich składania
…

Marnotrawstwa ciąg dalszy

marnowanie żywności to tylko jedno z wielu niepokojących zjawisk

Marny to człowiek, który marnuje życie – swoje
i innych, oraz to, co ludziom sprzyja i jest im potrzebne.

LK

Na początku 2013 r. poruszyłem ten temat szerzej  – wpis Marnotrawstwo, a wcześniej i potem były mniejsze wzmianki, ale minęło wiele lat – była „pandemia”, wojny, nowe układy polityczne – szereg zmian, które dają nowy obraz zjawiska. To duży problem globalny i polski. Szykuje się więc dłuugi wpis – jak na blog. By to jakoś jednak skracać, odwołuję się do wielu innych wpisów na tym blogu i zewnętrznych (oczywiście to opcja dla szczególnie ciekawych).

Zwłaszcza chciałbym zająć się tym drugim, polskim zakresem, bo tutaj mieszkam, a nawet podchodzę do tego emocjonalnie, bo widzę jak to Polskę zubaża.
Ale zacznę od aspektu globalnego, bo w sporej mierze tam widzę źródło pewnych trendów oraz ponieważ w wielu krajach sytuacja jest jeszcze gorsza i paradoksalna. Bo w ogóle m
arnotrawstwo stanowi jedno z najbardziej paradoksalnych zjawisk współczesnego świata. W erze rosnącej populacji, zmian lub zakłóceń klimatycznych i ograniczonych niektórych zasobów naturalnych marnujemy ogromne ilości żywności, energii, surowców i produktów konsumpcyjnych. Jest to nie tylko strata ekonomiczna, lecz także moralna i ekologiczna, zwłaszcza gdy setki milionów ludzi cierpią z powodu głodu i niedoborów.
Tu jednak jest konieczny
wstęp dyskusyjny.
Mówię „niektórych zasobów”, ponieważ uważam, że ten aspekt jest znacznie przesadzony. Przykładowo problem głodu w pewnych miejscach jest wynikiem złej gospodarki i dystrybucji dóbr, spuścizną kolonializmu, który i dziś ma kontynuację chociaż nie wprost. Zagospodarowanie milionów hektarów nieużytków, lepsze metody upraw i hodowli, podobnie zasoby oceanów, pozwolą wyżywić dużo większą populację niż dzisiejsza. Jeśli chodzi o zasoby ropy naftowej, to wbrew narracji są odtwarzane i przez to praktycznie niewyczerpalne. Wynika to z tego, że ropa jest bieżącym produktem podziemnych bakterii
(jest też inna hipoteza o abiotycznym odnawialnym pochodzeniu). Polegam nie tylko na odnośnej teorii o pochodzeniu bakteryjnym, ale też na świadectwie Globalne Agencji Wywiadowczej. Jeśli chodzi o energię, to wierzę też, że istnieją alternatywne jej źródła, nie tylko atomowa, w tym fuzji – nawet tzw. zimnej i jeszcze inne do odkrycia oraz takie, które są celowo ukrywane by podtrzymywać obecny stan z powodów biznesu monopoli i dla realizacji globalistycznych narzędzi straszenia, by potem zaoferować swoje rozwiązania. Natomiast faktycznie może zabraknąć metali ziem rzadkich i podobnych surowców, o ile nie zostaną zastąpione czymś innym, lub do czasu ewentualnego pozyskiwania z kosmosu.
Na teraz jednak te wizje nie zwalniają nas od odpowiedzialności w zakresie marnotrawstwa.
Największe źródła marnotrawstwa występują w następujących dziedzinach:

  1. Żywności – od pola (straty zbiorów) przez przetwórstwo, handel, gastronomię po gospodarstwa domowe.
  2. Energii – nieefektywne budynki, nadmierne i złe zużycie w transporcie i przemyśle i szereg innych czynników.
  3. Plastikach i opakowaniach – jednorazowe produkty, nadmierne pakowanie, zła utylizacja.
  4. Wodzie – szczególnie w rolnictwie i przemyśle.
  5. Tekstyliach i elektronice – fast fashion oraz szybka wymiana urządzeń.
  6. Farmacji zarzucającej rynek produktami niepotrzebnymi a kosztownymi, nawet szkodliwymi, i deprawującej medycynę, co rodzi następne koszty będące marnotrawstwem.
  7. Projektach i polityce opartej na fałszywych przesłankach, w tym czysto ideologicznych.
  8. Korupcja, kradzież i lobbing (elementy powiązane ze sobą).

To tak w wielkim skrócie. Jak widać z dwóch ostatnich punktów, są źródła marnotrawstwa, które można rozciągnąć niemal na wszystkie dziedziny.
Pod koniec wpisu podam jeszcze trzy czynniki dużej skali, o których na ogół się nie mówi, a są bodajże jeszcze bardziej ważne.
Wymienione dziedziny w aspekcie marnotrawstwa są częściowo wzajemnie powiązane, np. to, co zostało wyprodukowane w zakresie żywności czy opakowań, a ta żywność została zmarnowana, przecież wymagało energii w ich produkcji.

Kwestia odpadów jest ważna (tylko w Polsce całkowitą generacja odpadów 2023 roku oszacowano na 122,8 mln ton), nie tylko z powodu kosztów wytwarzania i prostego zaśmiecania środowiska, bo te odpady kumulują się w ziemi, pośrednio wpływają na wodę i powietrze, ponieważ nie są dostatecznie utylizowane w różnych formach. To jeden z tematów ekologii. Niektóre z tych zjawisk omówię dalej.

Skoro problem jest globalny, to poniżej garść danych o sytuacji światowej (wykorzystuję statystyki częściowo z AI, które jednak nie obejmują wszystkich wymienionych dziedzin).
Przyjmuję dalej schemat (na ile się da), w którym omawiam ogólną sytuację w danej dziedzinie, realne i potencjalne odnośne zagrożenia stratami, które często są zawinionym marnotrawstwem i na końcu możliwe środki zaradcze.
Nie zawsze jest to uzasadnione aż w takim zakresie lub w rozbiciu. Przykładowo wspomniana kwestia odpadów, która obejmuje żywność i wiele innych dziedzin i od tego zacznę.

Odpady – skala zjawiska

Na świecie problem osiąga ogromne rozmiary. Według raportu UNEP Food Waste Index 2024, w 2022 roku zmarnowano 1,05 miliarda ton żywności na etapie konsumenckim (19% dostępnej żywności). Do tego dochodzi 13% strat w łańcuchu dostaw, zwłaszcza gdy towary przewozi się na duże odległości (co wpływa też na pogorszenie ich jakości i konieczność stosowania konserwantów i zabezpieczeń, co kosztuje i może być niezdrowe). Gospodarstwa domowe odpowiadają za 60% tego marnotrawstwa (631 mln ton). Oznacza to, że codziennie marnuje się jedzenie warte co najmniej miliard posiłków.

Globalnie szacuje się, że 30–40% produkowanej żywności nigdy nie trafia na stół. Do tego dochodzi marnotrawstwo plastiku (ponad 350–450 mln ton odpadów rocznie), energii oraz wody. Produkcja zmarnowanej żywności pochłania ogromne ilości zasobów. Wg AI generuje 8–10% globalnych emisji gazów cieplarnianych, ale wg mnie to problem trzeciorzędny, jako że uważam, że człowiek ma znikomy wpływ na klimat – osobny temat, który już wielokrotnie komunikowałem, np. „Taki mamy klimat” – dosłownie i w przenośni, a ilość dowodów się powiększa.
Jeśli
już chodzi o emisję CO₂, to podkreśla się duży udział transportu. Jestem od dawna zwolennikiem hasła „TIRy na tory” z wielu względów, w tym ekonomicznych, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że wypomniana emisja w skali światowej to ok. 20% całej emisji CO₂, czyli tyle, co roczny wpływ pożarów lasów. Zatrzymam się na chwilę przy pożarach. Są one dodatkowo źródłem wielkich strat materialnych (drewno i lokalna infrastruktura) i niszczenia fauny. Słaba detekcja i ochrona przeciw pożarowa (w ogóle) jest źródłem dużego marnotrawstwa. Także usuwanie skutków wszelkich pożarów jest kosztowne i pomnaża straty. Podobne skutki mają różne kataklizmy, ale części z nic nie potrafimy jeszcze zapobiegać, natomiast pożary można na pewno ograniczać, chociaż część z nich jest wywoływana z premedytacją szkodzenia, a także dla podtrzymywania narracji ocieplenia klimatu. W pierwszym przypadku wspomnijmy, że w Polsce nie ma tygodnia bez poważnych pożarów i to nie lasów, ale zakładów przemysłowych, magazynów, placówek publicznych. Zastanawiając w kontekście straszenia i gróźb o takich sytuacjach … Gdzie jest kontrwywiad odpowiedzialny za śledzenie i ujawnianie nawet potencjalnych zagrożeń? To przykład jak marnuje się podatki na utrzymanie nieefektywnych służb.
Natomiast duże pożary jakie były w Australii (opisałem obszernie), Grecji, na Hawajach itd. miały wyraźne poszlaki celowych działań, między innymi właśnie dla wspomnianej narracji i w celach pozyskania terenów pod zabudowy lub uprawy.  Być może podobny czynnik zadziałał także w Europie (Hiszpania, Francja…) – gdzie w tym roku pożary zniszczyły już więcej terenów niż wynosiła średnia roczna z ostatnich dwóch dekad, a to jeszcze nie koniec pożogi gdy to piszę! Do zjawisk globalnych jeszcze powrócę, a teraz wracam do
skali zjawisk w Polsce. Jest równie alarmująca.
Co do żywności rocznie marnujemy około 5 milionów ton, z czego blisko 3 miliony ton w gospodarstwach domowych (ok. 60%). Na jednego Polaka przypada średnio 92–126 kg zmarnowanej żywności rocznie, przede wszystkim pieczywa, wędlin, owoców i warzyw. Średnia rodzina wyrzuca jedzenie warte ok. 3000 zł rocznie. Polska zajmuje niechlubne miejsce w czołówce UE pod względem marnotrawstwa żywności w domach. Co do owoców – z moich obserwacji działkowicza: na bardzo wielu działkach owoców się nie zbiera, nawet te dorodne spadają, gniją i marnują się.
Zagadnienie odpadów, śmieci, oczywiście nie dotyczą tylko żywności. O tych innych jeszcze napiszę dalej, ale wspomnę swój dawny wpis Śmieci, gdzie poruszyłem parę aspektów zagadnienia (obecna sytuacja jest jeszcze gorsza).
Jak wspomniałem, oprócz żywności marnujemy też energię. To ważny temat, więc pokrótce rozbierzmy to na istotne elementy. Ten temat także omawiałem na blogu, ostatnio częściowo we wpisie Satysfakcja.
W dużej skali, jeśli chodzi o energię elektryczną, to sprawność klasycznych elektrowni węglowych (szacuje się wartości netto uwzględniające zużycie własne) wynosi ok. 34-47% (ta wyższa dla tzw. bloków nadkrytycznych, ale tych jest mniej), więc strata wobec źródłowej energii paliwa wynosi 66-53%, a sprawność elektrowni gazowych 30-63% – ta wyższa dla rozwiązań najnowocześniejszych.
N
a długich liniach przesyłowych plus dystrybucyjnych (tj. lokalnych, niższego napięcia), zwłaszcza starych, marnujemy dodatkowo 5-8% – to zależy od wielu czynników (względnie niedużo w porównaniu). Straty w dystrybucji są najwyższe – kilka–kilkanaście procent i tam jest największy potencjał poprawy. Ale linie w ogóle są wrażliwe na różne zaburzenia i awarie i dość drogie w utrzymaniu.
Chociaż
wspomniane elektrownie pracują stabilnie i dysponują dużymi mocami – zwłaszcza w elektrociepłowniach (kogeneracja), gdzie całkowita sprawność (energia + ciepło) może przekraczać 85%, co jest potrzebne w przemyśle i w zasilaniu miast w energię i ciepło, to przy obecnym stanie techniki tak czy inaczej ogólnie straty są pokaźne.
Stąd postulat energetyki rozproszonej (mniej narażonej na wielkie blackouty), w miarę lokalnej, który nagłaśniałem kiedyś we wpisie https://www.facebook.com/notes/365789784477937/ i podobnych.
To obecnie angażuje turbiny wiatrowe i fotowoltaikę, ale jest wobec nich wiele krytyki. 
O turbinach będzie jeszcze dalej, natomiast efektywność fotowoltaiki w naszym klimacie i na szerokości geograficznej jest niewielka. Mamy stosunkowo mało słońca, zimą panele bywają zaśnieżone. Stąd bierze się duża niestabilność systemu udziałem takiego OZE. Gdy słońce świeci powstaje duża nadwyżka energii. Wtedy Polska próbuje ją sprzedać, ale wtedy ceny są bardzo niskie. Natomiast kilka godzin później, przy deficycie energii kupuje w cenach dużo wyższych. Różnica pomiędzy ceną energii eksportowanej i importowanej wynosi ok. 300-400 zł za megawatogodzinę. Bilans importu i eksportu kosztował Polskę odpowiednio 2 mld zł w 2024 r. i 1,8 mld w 2025 r.
Na tym wydatki się nie kończą. Gdy operator nie jest w stanie wyeksportować nadwyżek, nawet po bardzo niskiej cenie, pozostaje wyłączenie instalacji. Ale wtedy właścicielowi źródła przysługuje rekompensata. A ten koszt ponosi społeczeństwo.
Duże instalacje na gruncie podatne są na silne wiatry, grad, niekontrolowaną erozję. Jest wiele raportów ze świata, że duże instalacje zostały kompletnie zniszczone, a zaleganie „złomu” dewastuje ziemię także przez rozkład chemiczny. W szeregu przypadkach demontaż i utylizacja są nieopłacalne, zatem duży koszt ich wytworzenia, instalowania łącznie z liniami przesyłowymi, a potem strata może zupełnie nie bilansować się zyskiem, czyli być marnotrawstwem. W ogóle resurs (czas użyteczności) takich urządzeń jest ograniczony, a ich efektywność maleje w czasie.
Nie jestem przeciwny koncepcji wykorzystywania słońca energetycznie, ale technologia musi jeszcze dojrzeć. Są już lepsze rozwiązania jak np. elewacje i szyby przetwarzające światło na prąd, ale ich wdrażanie idzie jakoś opornie…
Podobnie, chociaż równie niestabilne w dostawach, są panele słoneczne z rurami/powierzchniami grzewczymi na potrzeby domowe.
W Polsce w bardzo małym stopniu możemy liczyć na lokalną hydroenergetykę, natomiast jestem wielkim zwolennikiem
geotermii, w którą Polska obfituje. Pisałem o tym wielokrotnie, np. Lepsza polska energetyka (tamże i inne energetyczne wątki).
Nadzieją nadal jest gaz, ale głównie – w odróżnieniu od węgla, w dużej mierze musimy polegać na imporcie. Tu wkracza reglamentacja z powodów politycznych oraz ideologicznych jak „zmiana klimatu”.
W sumie, póki nie zastaną wdrożone małe elektrownie jądrowe (SMR itp.) i lokalna geotermia lub jakieś inne wynalazki, marnowane są duże ilości potencjalnie dostępnej energii „na wejściu”.
Obecny rosnący deficyt energii nie wynika tylko z ograniczenia dostępności paliw (wojna na Bliskim Wschodzie, sankcje względem Rosji…), ale dochodzi nowy duży konsument. Mimo że bańka finansowa związana z technologiami AI pęka, to jednak coraz więcej przedsiębiorstw stawia mocno na korzystanie z AI i buduje wielkie centra przetwarzania danych. Są one bardzo energochłonne. To są na ogół firmy bogate, które wykopują sobie udziały w elektrowniach lub budują własne.
Równie ważne jest zajęcie się stratami energii po stronie używania u docelowych konsumentów, ponieważ tutaj można łatwiej ograniczyć marnotrawstwo.

Stare budownictwo lub złe jego projektowanie i używanie generuje duże straty. Są projekty domów zero emisyjnych lub o małych stratach. Stare błędy powodują potrzebę ocieplania istniejących budynków. Zatem brak odpowiedniego projektowania i wyobraźni powoduje marnotrawstwo. Podobnie złe ogrzewanie. Dodam tylko, że na poziomie indywidualnego użytkownika warto skorzystać z istniejących już i dostępnych handlowo urządzeń (kamer)  termowizyjnych do wykrywania lokalnych miejsc utraty ciepła – często wystarczy zadbać o „uszczelnienie” tych miejsc. 
Niezależnie od energetyki (chociaż niezupełnie w oderwaniu) dotyczy to także metod i materiałów w budownictwie. Przykładowo brak wiedzy i hura-wdrożenia, jak wielka płyta czy eternit na dachy, powodują olbrzymie straty finansowe na etapie rozbiórki i utylizacji, czyli marnotrawstwo, gdy okazało się jak te technologie były nieprzemyślane przyszłościowo.
Osobny aspekt w budownictwie – nietrafione inwestycje – bez analizy przydatności i efektywności, wg klucza politycznego, a nie ekonomicznego i społecznego, źle zaprojektowane itd. 
Ale ważny jest też inny efekt skali, gdy sumujemy niewłaściwe małe codzienne, pozornie nieistotne, działanie miliardów ludzi.
Zakłady energetyczne czasem podają w ulotkach do wiadomości klientów zalecenia jak oszczędzać energię w domu. Warto korzystać, ale jednocześnie orientować się w różnych taryfach. Nie jest to łatwe przy zagmatwaniu różnych składowych końcowego kosztu. Tak jakby to było celowo komplikowane. Częściowo wynika to z przeregulowania rynku i narzuconych unijnie i przez rząd wielu opłat dodatkowych.
W małej, ale kumulującej się skali, warto zwrócić uwagę na używane w domu urządzeń elektronicznych w trybie standby, wyłączania wi-fi gdy nie jest to potrzebne, podobnie wyłączanie zbędnego oświetlenia itp.
Osobny temat to używanie samochodów ponad potrzeby, dojeżdżanie samochodem na małych dystansach, gdy lepiej i zdrowiej byłoby skorzystać z roweru czy spaceru, komunikacji publicznej.
Na razie nie poruszyłem kosztów energii dla użytkowników, które wynikają zupełnie z innych powodów. Wiemy jak bardzo obciążona jest ona rożnymi podatkami, w szczególności narzuconymi polityką klimatyczną, która jak już wykazano wielokrotnie, jest kolejną szaloną koncepcją opartą na zmyślonych i ideologicznych przesłankach. Wg statystyk cała Polska wydała w zeszłym roku max. 140 miliardów złotych na prąd. Ale… produkcja tego prądu kosztowała Polskę (paliwo + koszty operacyjne elektrowni, bez ETS, podatków, opłat dystrybucyjnych, systemu i marż) w 2025 r. około 22–25 miliardów złotych. To jest 5–6 razy mniej niż te 110–140 mld zł, które zapłacili ostateczni odbiorcy (gospodarstwa domowe + firmy). Słowem UE i państwo zarabia na twoim prądzie 100 miliardów rocznie. Wiedzieliście, że aż tak was łoją?
ETS (Europejski System Handlu Emisjami) postuluje szalony pomysł redukcji CO₂ o 90% do 2040 r. Jest to niewykonalne, szkodliwe w różnych aspektach, mało istotne dla klimatu i niesamowicie kosztowne – wprost w obciążeniach finansowych, jak i katastrofalne dla większości dziedzin gospodarki. Koszt ETS dla europejskiej gospodarki wyniósł do tej pory 287 miliardów dolarów, a jego wpływ na ograniczenie emisji CO₂ był bliski zeru. Duża część środków z ETS ma pójść na inwestycje dekorabonizacyjne i wprost redukujące CO₂. Gdy jednocześnie istnieją w Polsce olbrzymie ilości węgla, który może być lepiej zmieniany w energię i stanowi cenny surowiec chemiczny. W tych dziedzinach cena węgla może być znacznie niższa od obecnej i innych surowców, gdyby właśnie nie daniny ETS. Błędne koło, które rozumie już wiele państw, ale u nas zasypuje się kopalnie – nasz majątek. W sumie GIGANTYCZNE marnotrawstwo. Nie tylko kopalnie – w ogóle skandaliczna wyprzedaż majątku narodowego z ułamek wartości zagranicznym podmiotom prawie od początku III RP. Ale to osobny duży temat na inny artykuł.
Wypada niektórym czytelnikom skrótowo wyjaśnić, dlaczego uważam że jednowektorowe naciskanie na OZE (Odnawialne Źródła Energii) jest złą polityką. Np. chwali się wiatraki (energetykę wiatrową). W wyniku sporów o szkodliwości i niewygodzie dla ludzi (szeroki temat), powstają farmy wiatraków na morzu.
Koszt prądu z takich wiatraków (ok. 480 zł/MWh) będzie 2,4 razy wyższy niż z węgla. Koszt prądu z węgla w nowoczesnych blokach węglowych to około 200 zł/MWh z uwzględnieniem kosztów operacyjnych itp., ale bez unijnych regulacji, narzutów i ograniczeń w pracy wynikających z niestabilnych OZE.
Plus koszty budowy wiatraków (duże nawet jednostkowe, zwłaszcza, ale nie tylko na morzu), napraw, a po zużyciu wiatraka jego demontażu i utylizacji, która na dziś jest niewykonalna. Polski plan farm morskich zakłada koszt 500 miliardów zł (18 GW offshore przy wykorzystaniu mocy na poziomie 45% daje 71 TWh rocznie. Wg obliczeń Marka Tucholskiego różnica między 480 a 200 zł/MWh oznacza około 20 mld zł rocznie i blisko 497 mld zł przez 25 lat. Czyli więcej niż SAFE !
Należy dodać, że pierwsza duża farma wiatrowa stawiana na Bałtyku w pobliżu Łeby, która jest własnością Dominiki Kulczyk, pozyskała kapitał na budowę od firm zagranicznych. Zatem to one będą wymagały zwrotu z tytułu tego wsparcia. Pytanie: na ile polskie firmy, oprócz Polenergii pani Kulczyk, będą beneficjentami w trakcie eksploatacji farmy?
Natomiast kopalnie są, istnieją też do zastosowania lepsze metody wydobycia i zgazowywania węgla.
M. Tucholskiego cytowałem we fragmencie wpisu 6 tematów, ale by Czytelnik nie musiał tyle skakać po wpisach biorę tutaj jedną z wypowiedzi na X @tucholski_marek z 27 kwietnia br.:

Za cenę jednej elektrowni jądrowej możemy postawić 20 GW mocy węglowych i zapomnieć o problemach z tzw. transformacją energetyczną. Zakładając szybki wzrost zapotrzebowania na energię, byłby to koszt dwóch elektrowni jądrowych (ok. 400 mld zł) i budowa 40 GW mocy. Pieniądze zostałyby w kraju, napędzając naszą gospodarkę, zapewniając miejsca pracy, rozwój technologiczny, a system byłby w pełni oparty na własnych zasobach i odporny na sytuację geopolityczną. Łączny koszt zamknąłby się w 12% tych kosztów, które mamy ponieść na tzw. transformację energetyczną do 2040 roku (3500 mld zł) i znacznie poniżej 10% łącznych kosztów do 2050 roku. Poniżej nieco danych o bloku nadkrytycznym w Kozienicach i jego możliwościach. Takie jednostki byłyby podstawą naszej energetyki zapewniając tani prąd zawsze kiedy jest potrzebny… (Po szczegóły sięgnij do wpisu).
Na Lubelszczyźnie pokłady węgla są płycej, a teren jest mniej zurbanizowany, co eliminuje niektóre przeszkody dla takich inwestycji. Na obszarze Lubelskiego Zagłębia Węglowego udokumentowano 12,4 mld ton surowca. Takie ilości pozwalają na setki lat eksploatacji na potrzeby całej Polski. Nie ma racjonalnych argumentów tłumaczących rezygnację z takich inwestycji. To decyzje polityczne prowadzą do nieopłacalności wydobycia i niedopuszczania do otwierania kopalń tam, gdzie wydobycie mogłoby być opłacalne.
Chiny właśnie zbudowały system węglowy, który wytwarza prąd bez spalania węgla. Zamiast spalania, przekształca chemiczną energię węgla bezpośrednio w prąd za pomocą elektrochemicznej ogniwa paliwowego… Chińscy naukowcy z Shenzhen University opracowali ZC-DCFC – pierwsze ogniwo paliwowe na węgiel, które bezpośrednio przekształca energię chemiczną węgla w prąd elektrochemicznie, bez spalania, turbin i z wychwytywaniem CO₂ u źródła. To dużo wyższa potencjalna sprawność tej technologii oraz jej znaczenie dla Polski, jako kraju bogatego w węgiel, jest szansą na tani i niskoemisyjny prąd w UE. Technologia jest świeżym przełomem opisanym w kwietniu 2026, wciąż w fazie rozwoju, ale może zmienić węgiel z paliwa spalanego w elektrochemiczny zasób energii.​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​ CO₂ jest wychwytywane u źródła i przekształcane w użyteczne chemikalia. Jeśli da się to skalować, to nie tylko ulepsza rozumienie surowca, jakim jest węgiel, ale może zdefiniować na nowo, czym jest paliwo. Polska siedzi na węglu – to może dać nam po raz pierwszy tani i bezpieczny prąd na tle UE… https://x.com/CharlesMullins2/status/2048549131749388575/video/1

Widziałem i inne podobne oceny.
Krótko reasumując sprawę energii (biorę fragment opinii T. Sommera, z którą się zgadzam):
Najtańszy prąd jest z węgla brunatnego i żadne OZE nie ma z nim nawet minimalnej przewagi. Różnica jest pięciokrotna, a jeśli uwzględnić infrastrukturę to może nawet dziesięciokrotna. Węgla mamy na tysiąc lat, a łatwo dostępnego na sto lat z okładem i korzystanie z niego to jedyna gwarancja własnej i taniej energii. Przy okazji w ostatniej chwili dowiaduję się, że prąd w Polsce powinien i może być pięciokrotnie tańszy i można do tego doprowadzić szybko i tanio. Jak? Szczegółowo i obszernie opisał to dr Mirosław Gajer w książce „Wojna o prąd” (myślę, że warto przeczytać, ja jestem dopiero na jej początku – zapewne przyda się później odpowiednie uzupełnienie niniejszego wpisu).
Ale takie zmiany wymagają woli politycznej i lepszej organizacji. Powinno się stawiać na mix energetyczny ze wszystkich źródeł.
Środki zaradcze w zakresie energii – w zasadzie są wskazane powyżej, zwłaszcza we wzmiance o ETS i OZE. 
Teraz wracam do sprawy żywności.

Skutki marnotrawstwa
Konsekwencje są wielowymiarowe. W skrócie, w skali światowej ekonomicznie tracimy biliony dolarów rocznie (tylko żywność to ok. 1 bilion USD globalnie). Środowiskowo – marnotrawstwo żywności odpowiada za znaczną część emisji metanu z wysypisk i CO₂ z produkcji. Ekologicznie niszczymy gleby, wyczerpujemy wody gruntowe i przyczyniamy się do utraty bioróżnorodności. Społecznie potęguje to nierówności: marnujemy żywność, podczas gdy 783 mln ludzi głoduje.
Przyczyny
Główne przyczyny to:

  • Konsumeryzm i kultura „nadmiaru” – kupujemy więcej niż potrzebujemy, kierując się promocjami i marketingiem. Marketing dba o zysk ze sprzedaży, nie licząc się ze skutkami, bywa że reklamy przedstawiają chwytliwy, ale fałszywy obraz produktu, a klient widząc, że jest niedobry – wyrzuca go. To sytuacja podobna do tej, gdy klient restauracji zostawi na talerzu nawet większość dania, bo nie spełnia jego oczekiwań (to też często się zdarza).
    Podobnie kupuje się to, co jest aktualnie modne – zwłaszcza (nomen omen) w zakresie mody odzieżowej. Wyrzuca się jeszcze nieznoszone stroje by kupić nowe. Kiedyś poruszyłem ten temat we wpisie Ekologiczne? pokazując parę aspektów fałszywej ekologii. Wzrost zamożności części społeczeństwa rozzuchwala, co widać np. w korzystaniu z turystycznych ofert all-inclusive, w licznych przypadkach koncentrowania się na nadmiernej konsumpcji, gdzie pozostawia się napoczęte dania.
  • Można to zjawisko uogólnić na wiele zachowań w różnych sytuacjach, gdy kieruje nimi zachłanność. Skrzyżuję tutaj trend turystyczny z jego wpływem na ekologię. Pisałem w 2018 r. w Turystyka – co o niej myśleć / cz. 1 . Gonienie na drugi koniec świata za wrażeniami, iluzją szczęścia, a coraz częściej dla epatowania w sieci, zarówno może być stratą czasu i pieniędzy jak i dodatkowym czynnikiem przeciw ekologii (w przypadku Polski doceńmy piękno naszego kraju).
  • Niewłaściwe planowanie zakupów. Dotyczy to zwłaszcza żywności. Marketing w sklepach to wykorzystuje nie tylko przez reklamy, ale przez umieszczenie towarów w określonych miejscach, na wysokości oczu itp. Dotyczy także innych towarów. Klient bez planu zakupu łatwo ulega różnym pokusom. Planowanie sprawia, że mniej wydajemy, co ogranicza nasze marnotrawstwo środków. Z kolei trzeba wiedzieć jak żywność przechowywać w domach by się nie marnowała.
  • Estetyczne standardy (odrzucanie „brzydkich” owoców i warzyw).
  • Słabe regulacje i brak świadomości zarówno konsumentów jak i ustawodawców i innych państwowych czynników decyzyjnych, co do wzajemnych relacji zjawisk rzutujących na straty rzeczowe, ekonomiczne i ekologiczne. Jednym z prostych przykładów jest powiązanie metod upraw z dużą ilością pestycydów, szczególnie groźnym glifosatem, w imię zwiększenia plonów i odporności na szkodniki, z jednoczesnym szkodzeniem zdrowiu konsumentów – plejada chorób, których leczenie dużo kosztuje i niweczy to, co ogólnie zaoszczędzono w rolnictwie.
    Przy okazji – ten niedostatek świadomości różnych powiązań zjawisk jest przyczyną marnotrawstwa i szkód także na wielu innych polach polityki i gospodarki.
  • Niewydolność łańcuchów dostaw (zwłaszcza w krajach rozwijających się).

Możliwe środki zaradcze zakresie żywności

  • Oprócz już wymienionych postaw, rozwiązanie wymaga działań na wielu poziomach. Globalnie ONZ promuje cel SDG 12.3 – halving food waste do 2030 roku, czyli zmniejszenie marnowanie żywności do połowy. Kluczowe są: edukacja (kampanie typu „Nie marnuj!”), innowacje technologiczne (aplikacje jak Too Good To Go – patrz tutejszy przypis*), lepsze zarządzanie łańcuchem dostaw oraz przepisy (np. francuski zakaz wyrzucania żywności przez supermarkety).
  • W Polsce potrzebne są: obowiązkowe raportowanie marnotrawstwa przez duże firmy, wsparcie banków żywności, na mniejszą skalę tzw. jadłodzielnie, przeceny w sklepach, gdy zbliża się termin ważności (niektóre produkty znajdą nabywców zanim sklep towar wyrzuci), edukacja w szkołach, ulgi podatkowe za darowizny żywności (a bywało, że darczyńcy byli karani) oraz kampanie medialne.
    Na poziomie indywidualnym wystarczą omawiane tu świadomość szkód, planowanie zakupów, kreatywne wykorzystanie resztek i kompostowanie.

Woda, którą wymieniłem na liście głównych dziedzin marnotrawstwa.
Nie wszędzie na świecie trzeba się tym przejmować, ale w Polsce mamy z nią szereg problemów.
Znów, by uświadomić sobie skalę i rodzaje marnotrawstwa, trzeba przyjrzeć się ogólnej sytuacji hydrologicznej Polski.
Jest ona w ostatnich latach niekorzystna i charakteryzuje się dużą zmiennością. Polska ma jeden z najniższych wskaźników zasobów wody słodkiej na mieszkańca w UE (ok. 1600 m³ rocznie, spadający w latach suchych nawet poniżej 1100 m³).

Dominują dwa główne zagrożenia:

  • Susza hydrologiczna (niskie stany wód w rzekach, obniżone poziomy wód podziemnych) — latem 2026 r. ostrzeżenia IMGW-PIB obejmowały ok. połowy kraju (np. 61–64 zlewnie), w tym dorzecza Wisły, Odry, Warty, Noteci. Niskie przepływy notowano na większości stacji, a Wisła osiągała rekordowo niskie poziomy. Susza zwiększa szereg zagrożeń (o których jeszcze dalej).
  • Gwałtowne powodzie (zwłaszcza błyskawiczne i miejskie) spowodowane intensywnymi opadami burzowymi, które nie wnikają w spieczoną glebę, tylko spływają. Przykłady z poprzednich lat (np. powódź 2024 na Dolnym Śląsku) pokazują duże straty. Wynikają one z rożnych zaniedbań i złych praktyk. W miastach zła zabudowa, tzw. betonoza, niedostateczna struktura kanałów deszczowych…
    Osobiście uważam, że susze i powodzie mogą być
    też skutkiem sterowania pogodą – kolejny przykład broni klimatycznej i ekologicznej w skali światowej. Do tego można dodać silne wiatry powodujące duże straty (drzewostan, budynki, infrastruktura).
  • Przypadki zatrucia wód (np. zasolenie Odry i inne przypadki powodujące także straty w wodnej faunie i ogólnie utrudniające życie biologiczne).

Wpływ na życie i gospodarkę

  • Rolnictwo — największe straty (średnio kilka mld zł rocznie, w szczytach nawet 11 mld zł). Susza obniża plony zbóż, traw, owoców; wymusza większe zużycie wód podziemnych.
  • Leśnictwo i przyroda — wysychanie mokradeł, pożary lasów, obumieranie ekosystemów rzecznych i bagiennych (np. problemy w Biebrzy, Narwi), zakwity toksycznych alg.
  • Gospodarka komunalna i przemysł — problemy z poborem wody, chłodzeniem elektrowni, żeglugą śródlądową. Ryzyko przerw w dostawach energii i wyższych kosztów. A propos chłodzenia elektrowni – Amerykanie znaleźli i wdrożyli w pewnych miejscach następujące rozwiązanie: ścieki miejskie oczyszcza się wstępnie i przesyła rurociągiem w okolice elektrowni, gdzie jest dodatkowo uzdatniana i używana jako chłodziwo.
  • Społeczeństwo — zagrożenie dla zaopatrzenia w wodę pitną (choć ujęcia podziemne jeszcze względnie stabilne), rekreacja, zdrowie (jakość wody, bakterie przy niskich stanach).
  • Ogólna gospodarka — straty infrastrukturalne z powodzi (miliardy zł), jak i suszy (wysychające rzeki to blokowanie żeglugi/transportu śródlądowego), spadek PKB w sektorach zależnych od wody, rosnące koszty adaptacji. Znając te składniki przekładające się na szkody i marnotrawstwa, oto możliwe środki zaradcze:
    Na poziomie państwowym i regionalnym (główne działania):
  • Zwiększanie retencji (mała i duża): budowa/restauracja zbiorników, renaturyzacja rzek, odbudowa mokradeł, poldery, systemy małej retencji w zlewniach rolniczych i leśnych
  • Sadzenie lasów
  • Modernizacja melioracji na systemy dwufunkcyjne (odwadnianie + nawadnianie).
  • Lepsze planowanie przestrzenne: ochrona dolin rzecznych przed zabudową.
  • Zielona infrastruktura w miastach – zbiorniki retencyjne, więcej zieleni, mniej koszenia.
  • Byłoby wskazane wdrożenie systemów recyklingu wody w budynkach do celów gospodarczych i do spłuczek zamiast używania do wszystkiego wody pitnej.
  • Mniej betonu i przepuszczalne nawierzchnie.
  • Lepszy monitoring, prognozy IMGW i Wód Polskich + plany przeciwdziałania suszy i powodziom.
  • Ochrona i poprawa jakości wód (ograniczanie zasolenia, zanieczyszczeń).

Na poziomie indywidualnym i postaw obywateli (każdy może realnie pomóc):

  • Oszczędzanie wody: naprawa przecieków i dokręcanie kranów, zbieranie deszczówki i wody po myciu bez detergentów do podlewania ogrodu, ponowne użycie wody w toaletach (np. po myciu warzyw, małych „przepierkach”), mniej obfite kąpiele i prysznice – codzienne są wręcz niezdrowe
  • W ogrodzie/na działce/na polu: gleba „gąbka” — mulczowanie, kompostowanie, unikanie głębokiej orki, poplony, zadrzewienia śródpolne, rośliny odporne na suszę. Mniej niepotrzebnego podlewania – jako działkowicz widzę przypadki lania dużej ilości wody nawet po deszczach („bo mnie na to stać”).
  • Wsparcie retencji: niebetonowanie posesji (przepuszczalne nawierzchnie), zgłaszanie nielegalnych zrzutów i awarii.
  • Ogólna postawa obywateli: edukacja, poparcie dla proekologicznych inwestycji lokalnych, oszczędzanie energii (mniej presji na chłodzenie elektrowni).
  • W razie zagrożeń: śledzenie komunikatów IMGW/Wód Polskich, przygotowanie na powódź/suszę (ewakuacja, zabezpieczenie mienia).

Podsumowując, sytuacja jest chronicznie wyzwaniem, ale poprawa jest możliwa poprzez połączenie dużych inwestycji infrastrukturalnych z małą retencją i zmianą postaw (od „odprowadzania wody” do „zatrzymywania jej w krajobrazie”). Kluczowa jest konsekwencja i integracja działań na wszystkich poziomach.
W Polsce dodatkowym czynnikiem jest niska świadomość społeczna oraz przyzwyczajenia pokoleniowe.

Wymienione składowe/dziedziny są często dyskutowane w ramach szeroko pojętej ekologii i jej podporządkowywane.

Moim zdaniem istotnymi czynnikami na wielu polach, które trzeba ograniczyć, nawet piętnować są: niekompetencja rządzących, brak instynktu państwowego, niefrasobliwość i egoizm, a nawet zwykła głupota.

Ekologia ma znaczenie w swoim typowym zakresie. Pewne wątki omawiałem np. w Znów lapidarnie – na parę tematów, ale powinna być częścią bardziej kompleksowego podejścia, które nazywamy
gospodarką obiegu zamkniętego (GOZ).

To model ekonomiczny, który odchodzi od tradycyjnego, liniowego podejścia „ wyprodukuj – weź – wyrzuć” na rzecz systemu, w którym zasoby krążą w obiegu tak długo, jak to możliwe. Zamiast ciągłego wydobywania nowych surowców i generowania odpadów, GOZ promuje projektowanie produktów z myślą o ich ponownym użyciu, naprawie, regeneracji i recyklingu. Może nie wszyscy wiedzą, że przez dziesięciolecia wiele urządzeń technicznych było intencjonalnie projektowanych i wykonywanych tak, aby psuły się po paru latach i tak by ich naprawa była utrudniona i nie opłacalna dla klienta. Oczywiście chodziło o zwiększenie sprzedaży. Jak widzimy wiele dawnych warsztatów naprawczych zniknęło. Na szczęście częściowo, ale jeszcze powoli, odchodzi się od takiego marnotrawnego modelu. Jest to jedna z kluczowych odpowiedzi na problemy marnotrawstwa, wyczerpywania zasobów naturalnych i częściowo lokalnych zmian klimatycznych. Osobiście naprawiam różne sprzęty (w miarę możliwości), okazuje się wielokrotnie, że pomocne są tzw. przydasie, czyli jakieś elementy techniczne, które zbieram i przechowuję.
Obserwuję zjawisko wyrzucania całkiem porządnych mebli i sprzętów do tzw. gabarytów. Mogłyby się przydać uboższym rodzinom lub domom opieki, które borykają się z finansowaniem podstawowych potrzeb. Jednak te gabaryty są „złomowane”. Podobnie widziałem jak z pobliskiego szpitala wyrzucane są dobre łóżka (domyślam się, że chodzi o wymianę na nowocześniejsze) – łamane przez dźwig, aby zmieściły się kontenerze transportowym. A może przydałyby się w mniej wymagających placówkach. Jednocześnie szpitale narzekają na brak finansów, niektóre są z tego powodu likwidowane…
Inny obrazek – przy wymianie instalacji podziemnej robotnicy zrywają chodnik wyłożony solidnymi i nie uszkodzonymi płytami. Co z nimi robią? Rozbijają na kawałki i rzucają na ciężarówkę z gruzem.

Zasady gospodarki obiegu zamkniętego
Podstawą GOZ są trzy główne zasady (często nazywane „3R”, a rozszerzane do „10R”):

  • Reduce (ograniczaj) – minimalizacja zużycia surowców i powstawania odpadów już na etapie projektowania.
  • Reuse (używaj ponownie) – ponowne wykorzystanie produktów lub ich części (patrz przykłady podane wcześniej).
  • Recycle (przetwarzaj) – recykling materiałów, aby stały się surowcem do nowej produkcji.

Dodatkowo podkreśla się regenerację systemów naturalnych, ekoprojektowanie (produkt łatwy do demontażu i recyklingu, w tym z materiałów biodegradowalnych w przypadku wyrzucania) oraz modele biznesowe oparte na dzieleniu, leasingu i serwisie (np. „produkt jako usługa” – pod warunkiem rozsądnego zakresu, który nie neguje własności).

Przejście na GOZ przynosi liczne korzyści:

  • Środowiskowe: ochrona bioróżnorodności, mniejsze zużycie wody i energii, redukcja ilości odpadów trafiających na składowiska, także podnoszone jest zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych
  • Ekonomiczne: tworzenie nowych miejsc pracy w sektorach recyklingu, naprawy i innowacji; obniżenie kosztów surowców; wzrost konkurencyjności przedsiębiorstw.
  • Społeczne: promocja zrównoważonej konsumpcji, dłuższa żywotność produktów oraz większa odporność gospodarki na wahania cen surowców i zakłócenia w łańcuchach dostaw.

Unia Europejska stawia GOZ w centrum Zielonego Ładu. Pomimo słusznych wątpliwości ten akurat podprojekt, wprowadzany rozsądnie, ma sens. Aktualny wskaźnik „cyrkularności” Europy wynosi ok. 12%, z celem podwojenia go do 24% do 2030 roku.

W Polsce gospodarka obiegu zamkniętego jest wciąż w fazie rozwoju, choć zyskuje na znaczeniu. Krajowy Plan Gospodarki Odpadami oraz strategie unijne obligują do zwiększania recyklingu i zmniejszania składowania. Polska generuje znaczące ilości odpadów, ale wdraża narzędzia takie jak rozszerzona odpowiedzialność producenta (ROP). Jest tam uwzględniony system kaucyjny dla opakowań, który jednak został źle zaprojektowany i generuje zarówno szereg uciążliwości jak i dodatkowe koszty. Ważniejsze są zachęty do ekoprojektowania opakowań i produktów w ogóle.

Wyzwaniem jest niska świadomość społeczna, niedostateczne inwestycje w infrastrukturę recyklingową oraz dominacja modelu liniowego w wielu branżach (zwłaszcza budownictwie, tekstyliach i elektronice). Szanse natomiast leżą w innowacjach, dobrze pomyślanych (!) funduszach UE oraz potencjale polskiego przemysłu (np. w sektorze odnawialnych źródeł energii i bioekonomii).

Efektywne wdrożenie GOZ wymaga:

  • Regulacji — ostrzejszych norm ekoprojektowania i celów recyklingowych.
  • Edukacji — kampanii promujących naprawę, świadome zakupy, w tym nawet rozwiązań typu second-hand.
  • Innowacji — rozwoju technologii recyklingu chemicznego, rozsądnych modeli sharing economy.
  • Współpracy — między biznesem, administracją i konsumentami.

Przykłady dobrych praktyk to firmy oferujące leasing elektroniki, platformy do wymiany odzieży lub second-handy, czy zakłady przetwarzające odpady na nowe materiały. Model cyrkularny pozwala na rozwój, który nie niszczy planety. Polska, jako kraj o silnym potencjale przemysłowym i rolniczym, może stać się liderem tej zmiany w Europie Środkowej. Kluczem jest jednak szybkie działanie: od decyzji rządu i biznesu po codzienne wybory każdego z nas.

Przejście na GOZ powinno być takie, by nie rezygnacją z komfortu, lecz inwestycją w trwałą, odporną i czystszą przyszłość.

Przejdźmy do 6 pozycji na mojej liście głównych źródeł marnotrawstwa – farmacja i medycyna.
To dziedzina, którą najczęściej się zajmowałem, głównie na LepszeZdrowie.info , ale doszły nowe wątki. Powtarzane przeze mnie przekonanie: żadne pieniądze nie poprawią służby zdrowia – (prawie) wszystko będzie marnotrawstwem póki nie uwolnimy się od dyktatu medycyny rockefellerowskiej nastawionej na zysk i błędnych procedur skupiających się na działaniu objawowym, a nie wokół przyczyn chorób. Polacy tracą dużo pieniędzy poprzez lekomanię wmuszoną przez reklamy i wieloletnia indoktrynację, co generuje dalsze koszty, bo lek który szkodzi, prowadzi do zakupów innych leków itd. Są obecne w tym zakresie także działania depopulacyjne, o czym parę słów dodam dalej.
Jaskrawym przykładem jest program szczepionkowy, który niezależnie od anty-skuteczności (mówiąc zdawkowo – chodzi o pomnażanie szkodliwych powikłań ze śmiercią włącznie, co dało pole do dalszego kosztownego „leczenia”), drenuje budżety wielu krajów w imię zysków zachłannych koncernów. Unijne zakupy szczepionek u Pfizera były wynikiem nie tylko wielkiej ignorancji w powyższym aspekcie szkodliwości, ale olbrzymiej korupcji. Casus Polski, która zamówiła wielokrotnie więcej dawek niż nawet „realne” potrzeby, obrócił się w olbrzymie marnotrawstwo gdy będziemy musieli zapłacić nawet za nieodebrane szczepionki 7 miliardów dolarów odszkodowania, nie mówiąc o kosztach utylizacji tych, które już zostały przeterminowane.
A ile marnotrawstwa wynikło z błędnych (i korupcyjnych) zakupów respiratorów, niepotrzebnych i złych maseczek, tworzenia dedykowanych szpitali, które stały puste, całej obsługi administracyjnej i propagandy działań rządu? Do tego dochodzą pośrednio wielkie straty z zamykania przedsiębiorstw, przymusowych kwarantann itd.
A ostatnio, począwszy od Szpitala Południowego w Warszawie, wyszły afery związane z kosmicznymi zarobkami lekarzy, co powinno jednak uświadomić, że podobnie było i dużo wcześniej w czasach „walki z pandemią” i finansowego dotowania lekarzy tylko za kwalifikowanie rzekomo chorych do puli „kowidowców”,
za testy PCR, podłączania do respiratorów, szczepienia i inne powiązane dziania, co wydrenowało dodatkowo wielkie sumy z budżetu. Kolosalne marnotrawstwo, przynajmniej z obecnej perspektywy, ale było wielu trzeźwych ludzi, w tym lekarzy, którzy ośmielili się ostrzegać przed tymi nieprawidłowościami. Wprowadzenie ustawy Lex Szarlatan jeszcze bardziej pogłębi kryzys przez eliminację sprawdzonych metod leczenia spoza administracyjnie dekretowanym kanonem, który nie nadąża za rozwojem nauki i praktyki. Jednym z przykładów jest chemioterapia onkologiczna, która ma wiele fatalnych skutków zdrowotnych, a jej efektywność jest bardzo mała. Ale właśnie chemioterapia ma być dodatkowo dotowana 16 milionami zł wg nowego pomysłu Ministerstwa Zdrowia.
(polecam np. działania i wpisy dra Piotra Witczaka na X, który porusza wiele wspomnianych tematów i apel 100 polskich naukowców by wstrzymać projekt Lex Szarlatan).
Skracając – zobacz jedno z podsumowań na X – https://x.com/SiewcyPrawdy/status/2078033620808134918

Czy istnieją tutaj środki zaradcze?
Moim zdaniem dopóki będziemy pod wpływem dyktatu biznesowej farmacji i indoktrynacji jaką realizuje od dziesięcioleci wykorzystując swoje nieograniczone praktycznie fundusze, dopóty sprawa jest
trudna. Potrzeba zmian w całym aparacie Ministerstwa Zdrowia oraz w korporacji lekarskiej (izby lekarskie), większej świadomości społeczeństwa oraz większego zdania się o własne zadbanie o zdrowie środkami naturalnymi i stylem życia. Na świecie następuje przebudzenie w tym kierunku, gorzej jest jeszcze w Polsce. Pisałem o tym dokładniej w 2024 r – Służba zdrowia nie musi być chora i w wielu innych miejscach.

7. Projekty i polityka oparta na fałszywych przesłankach, w tym czysto ideologicznych.
Ta sfera marnotrawstwa wynika głownie z fatalnych decyzji gospodarczych i społecznych. 
Ośmielę się powiedzieć, że wiele już wymienionych dziedzin grzeszy marnotrawstwem właśnie z tego powodu, co już częściowo zostało omówione.
W zakresie żywności (p. 1) wielodekadowa reklama produktów z dużym udziałem węglowodanów, które nie nasycają organizmu, powodują ponawiający się głód, a zatem skłaniają do dalszych zakupów tego samego, zwiększając ilość odpadów, w tym opakowań. A ów trend był ideologicznym projektem opartym na wadliwej piramidzie żywienia popieranym przez przemysł zbożowy, olejów roślinnych, margaryn itp. połączonych z rozbuchanym wegetarianizmem. Dodatkowo ten trend w swojej radykalnej postaci jest szkodliwy dla zdrowia, co generuje ekstra koszty leczenia – wielopostaciowe marnotrawstwo.
W zakresie energii (p.2) – nie udowodniony i obecnie demaskowany mit ocieplenia klimatu spowodował olbrzymią globalna akcję, która w imię fałszywych przesłanek i z powodów biznesowych zniewolił dużą ilość krajów szeregiem drastycznych przepisów i wydrenował gigantyczne ilości pieniędzy, co można zakwalifikować jako równie wielkie marnotrawstwo. O klimacie mógłbym dużo i ostro, ale zobacz ten rozsądny i względnie umiarkowany wpis strawny chyba dla każdego – https://x.com/SiewcyPrawdy/status/2080662117439422592 .
W zakresie produkcji plastików i opakowań (p.3) częściowo aspekt ideologiczny wziął się z reklamowania tej formy, jako lepszego surowca od np. konopi (wielka nagonka i ogólne zakazy – znów przez biznes przemysłu papierowego i farmacji), skór, drewna itp. i na rzecz nowych przemysłów, których potencjał zaśmiecania świata był ukrywany w imię powszechnej wygody. Te trendy, na szczęście, są stopniowo ograniczane. Jeśli chodzi o drewno, to przy okazji wspomnę, że w lasach a nawet parkach zalegają jego olbrzymie ilości – wynik powalenia przez wiatry lub z przyczyn naturalnych oraz po ścinkach. Tego się nie utylizuje jako materiału budowlanego, do przetwórstwa ani na opał. A jednocześnie były wielkie kłopoty w czasie zimy z peletem, bo … nie było surowca na jego wytwarzanie.

W zakresie wody (p. 4) – nie będę się czepiał, chociaż myślę, że programy geoinżynieryjne w kierunku walki z ociepleniem klimatu mogą mieć skutek uboczny w postaci deszczów i powodzi lub przeciwnie – suszy. Nie wykluczone są też działania celowe, gdy geoinżynieria w rękach wojska i służb mogą stanowić tzw. broń pogodową.

W zakresie tekstyliów i urządzeń elektronicznych (p. 5) mamy podobne ideologiczne uwarunkowania jak w p. 3 i jak zawsze – chęć maksymalnego zysku, co poniekąd wiąże się z ideologią wyzysku – gdy tanią odzież i elektronikę produkuje się w krajach najtańszej siły roboczej, a sprzedaje z przebiciem cenowym do kilkunastu razy, nawet jeśli te produkty są tandetne.
W zakresie farmacji (i medycyny) – p.6, mamy duże nawarstwienie fałszywych przesłanek z ideologią. Żeby się nie powtarzać – podawałem wcześniej przykłady jak np. ideologia jedynej „słusznej” alopatycznej medycyny rockefellerowskiej w rękach farmacji wyrządziła wiele szkód ludziom, a nawet prawdziwej nauce, która nie polega na dogmatach ani na tłumieniu niezależnych badań.
W aspekcie polityki prawie każda z tych dziedzin ma odniesienie do jakiejś ideologii, błędów w ocenie sytuacji gospodarczej i/lub społecznej, partykularyzmu, zachłannej walki o władzę itp. W Polsce w ostatnich latach doszła asymetryczna, bardzo niekorzystna relacja z sąsiadami o której napiszę parę słów w następnym punkcie.  

Zakres dziedziny wg punktu 7 właśnie omówiłem.

Dziedzina nr 8 z listy (Kradzież, korupcja, lobbing) pasuje w zasadzie do wszystkich pozostałych.
Widzę to głównie w medycynie, o czym już napisałem w kontekście Covidu, ale to rozlewa się dużo szerzej – nawet nauka jest korumpowana. Olbrzymie zadłużenie Polski wynika między innymi z poddawaniu się lobbingowi obcych interesów i zarządzeń, które wkupują się łapówkami lub są narzucane siłą Unii, by wprowadzić swoje przedsiębiorstwa drenujące polskie zasoby i eliminując rodzimą konkurencję lub/i by uniknąć podatków. Ze strony rządów dostrzega się postawę kompradorską, brak asertywności, niekorzystne uwikłania polityczne.
Konflikty interesów, partykularyzm, ustawione przetargi, zachłanność tych, którzy mają „dostęp” (w tym politycy) to zakamuflowana kradzież kosztem ogółu społeczeństwa. Obszerny temat, który jest znany chyba każdemu…
Pomaga złodziejom i układom dziwnych interesów aparat ideologiczny pod przykrywką hasła „dla waszego dobra”. Często także aktualnie obowiązująca linia polityczna jak promocja multi-kulti, utrzymywanie milionów rzekomych uchodźców wojennych, subsydiowanie pewnego wiadomego kraju w pieniądzach, towarach, uzbrojeniu itd. Kosztem Polaków, tak jakby rządzący nie znali pojęcia ordo caritatis. Miliardy na to wydane, w dużym stopniu znikają przez korupcję tamże, ale prawdopodobnie także w jakimś istotnym wymiarze i u nas. To się jest/może okazać kolejnym olbrzymim marnotrawstwem. W skali Europy, szczególnie zachodniej, utrzymywanie milionów azylantów z krajów południowych i Azji generuje olbrzymie straty, ponieważ zapewnia się im niemal luksusowe warunki (mieszkania, świadczenia różnego rodzaju, w tym pieniężne, lekarskie, edukacyjne), a oni w większości nic nie wnoszą, a nawet bywają źródłem wielu problemów.

Reasumując: Każdy (sztucznie stworzony) „problem” na świecie staje się źródłem dochodów dla macherów politycznych i ideologicznych oraz perwersyjnych technokratów.
Można by wymieniać jeszcze wiele innych i pomniejszych źródeł marnotrawstwa, ale przykładowo ograniczę się jeszcze do dwóch.
Pierwsze, które spotykam często na wystawach, w filmach, księgarniach, teatrze… – pseudo kultura, w tym pseudo sztuka. Skrajnie tandetne, bez gustu, w przekazie brzydkie, wstrętne i obrazoburcze niby malarstwo, tzw. instalacje lub happeningi itp. Wykonywane przez pseudo artystów, ale z dyplomami, „dzieła” subsydiowane przez państwo, które chce jeszcze dodatkowo tych autorów doposażyć. Podobnie w księgarniach – dużo bezwartościowej „makulatury”. Pokazywano też kosztowne niby użytkowe instalacje w miastach – praktycznie jednak nieużyteczne, bez sensu. W sumie kolejne wyrzucone pieniądze państwa lub samorządów.

Natomiast nawiązując jeszcze do przyrody, można przytoczyć jeden z kontrowersyjnych problemów jakim jest siłowa ochrona szkodników jakimi są dziki w miastach, chociaż także na terenach rolniczych. Pisałem o tym w Dziki. W aspekcie strat środków na poziomie samorządowym jest praktyka łapania dzików, usypiania i wywożenia do lasów, a one wracają. To kosztuje. I tak w kółko… wg zaleceń ideologii tych ekologów, których nazywam animalsami.

Dochodzę do trzech wspomnianych, a na ogół pomijanych wielkich czynników marnotrawstwa.

Wojny

Zarówno zbrojenia jak skutki wojny pochłaniają olbrzymie zasoby materialne i ludzkie.
Kolosalne koszty zbrojeń byłyby zbędne i nie byłyby wielkim marnotrawstwem, gdyby wojen nie było lub byłyby one ograniczone. Koszty te są mnożone na zapas i często nieadekwatnie do sytuacji i potrzeb. Postęp w ramach wyścigu zbrojeń dezaktualizuje wiele środków walki lub po prostu tracą one swoje resursy i nadają się na złom. Stracone pieniądze, praca i zubożone surowce.

Temat jest aktualnie mocno uwarunkowany politycznie i niejako tabu – jako bezwzględna konieczność. Nawet przy takim założeniu należy widzieć wspomniane realia. Stanowczo przepłacamy kupując nie to, co realnie potrzebne, nie od tych, którzy są tańsi bez uszczerbku jakości, to co moglibyśmy wytwarzać sami jednocześnie rozwijając własną gospodarkę.
Przykładem są samoloty F-35, jak wynika z artykułu Pentagon pierwszy raz utajnił raport o F-35. „To wadliwy program, trzeba wstrzymać zakupy” – Forsal.pl:
„Tylko co czwarty F-35 jest w pełni gotowy do walki”…Jeszcze gorzej wygląda ogólna gotowość operacyjna, określająca zdolność samolotu do wykonania przynajmniej jednego zadania. W ciągu kilku lat spadła ona z 67 proc. do 44 proc. GAO wskazuje, że głównymi problemami pozostają niedobory części zamiennych, opóźnienia w naprawach, problemy z oprogramowaniem oraz ograniczone możliwości przemysłu w zakresie produkcji komponentów. 

Czytamy: Eksperci nie mają złudzeń – „To wadliwy program”. A Polska zamówiła 32 wielozadaniowe myśliwce F-35A „Husarz” w ramach kontraktu o wartości 4,6 mld dolarów. Szczegóły w artykule.
Należy dodać, że koszty serwisowania będą bardzo wysokie, a wszystkie tego rodzaju samoloty (i nie tylko) mogą być zdalnie sterowane przez producenta/obcy sztab.


Jeszcze większe są
skutki wojny. Tak jak w ogóle budowanie czegokolwiek jest trudne, czasochłonne i kosztowne – nawet przy wzroście naszych technicznych możliwości, tak niszczenie bywa szybkie i dużo łatwiejsze (tu wtrącę, że obecnie niszczenie odbywa się także środkami nie siłowymi, ale przez dywersję ukrytą – propagandową, dezinformację, przekupstwo itp.).   Szczególnie w czasie wojny, kiedy znika droga infrastruktura budowana prze lata dużym nakładem finansowym i pracą ludzi. Mnożą się straty w łańcuchu powiązanych czynników: sprzęty, uprawy, zwierzęta hodowlane, żywność, zatruta p i powietrze, różne skażenia itd. Przykładowo – w samej Strefie Gazy wojna Izraela doprowadziła do uwolnienia do atmosfery 33 milionów ton ekwiwalentu CO₂, żeby wymienić tylko jeden modny „zatruwacz” powietrza, nie licząc pyłów budowlanych i toksycznych substancji.
Wreszcie –
czynnik ludzki, stracone życie, kalectwa, załamania psychiczne, traumy i choroby ograniczające działania ludzi, różne tragedie, głód, dezorganizacja społeczna – od organów zarządzania z obiektywną niemożliwością komunikacji, po podobną indywidualną, oraz subiektywną przez utratę zaufania do władz i wojennych narracji.
Nie ma większego marnotrawstwa właśnie ta z winy ludzi, którzy doprowadzili do takich sytuacji.

Kolejnym wielkim marnotrawstwem (mówiąc eufemistycznie) w ramach omawianego punktu są właśnie stracone życia ludzi także w czasie pokoju (nominalnie). Już na wstępie artykułu wspomniano o aspekcie moralnym, który jest oczywisty. Ale także wśród rożnych potencjałów gospodarczych i rozwojowych potencjał ludzki nie zawsze jest dostatecznie doceniany i uwzględniony. A to on był głównym czynnikiem rozwoju. Stracone życie, to stracone talenty, możliwości. Podobnie szkodzenie życiu przez choroby i społeczne ograniczenia w różnych formach.

Mało kto wie i jest to w oficjalnej narracji wstydliwe pomijane, że pierwszą pozycję w statystykach śmierci na świecie jest … aborcja. Rak i serce zajmują drugie miejsce, a po nim – znów zaskoczenie? – błędy lekarskie (skutek chorób jatrogennych). Pozycja pierwsza i trzecia to ewidentnie wina ludzi. Osobiście (i nie tylko) sądzę, że skala raka jest też pośrednio winą ludzką – przez nieodpowiednie leczenie oraz zatruwanie ludzi złą żywnością i błędnymi zalecaniami dietetycznymi. To po stronie farmacji, medycyny oraz dietetyki w powszechnym ich uzależnieniu od przemysłu i biznesów nastawionych na zysk, a nie zdrowie. I nie tylko o nowotwory tu chodzi, ale o szereg chorób, które także doprowadzają do śmierci lub chorób i niesprawności, co jest stratą społeczną i materialną, formą marnotrawstwa. Także sami ludzie szkodzą sobie złym stylem życia.

Nasze czasy pokazały jeszcze inne groźne zjawisko – celową depopulację w rożnych formach, od eugeniki do holocaustów z pobudek chorych ideologii, po podobne działania w ramach eutanazji oraz wspomnianych aborcji. Tu muszę dać zastrzeżenie, że aborcje nie muszą być elementem planu eutanazji i depopulacji – często są wynikiem innych okoliczności. Podobnie stanowisko wobec eutanazji musi być wyważone – są okoliczności jak np. „leczenie daremne” w stanach beznadziejnych powinno być dopuszczalne z woli cierpiącego itp.
Udowodniono, że „pandemia” Covid była wywołana sztucznie (i nie tylko ona, ale to tutaj pominę), jako eksperyment społeczny globalistów (nomen omen – globalny), sprawdzający systemy podporządkowania ludzi, a przy okazji ogłupiania, by łatwiej było realizować dalsze elementy planu. Haniebne metody separacji ludzi, zwłaszcza od właściwej i na czas interwencji medycznej oraz celowych złych praktyk w szpitalach, spowodowały wiele nadmiarowych zgonów. Podobnie „eksperymentalne” szczepienia, które – jak też udowodniono – doprowadziły do milionów zgonów oraz nadal zagrażają śmiercią i chorobami w skutkach odroczonych czasowo. Raport niemieckiego ministerstwa spraw wewnętrznych wskazywał, iż wirus SARS-Cov-2 nie stanowił nigdy zagrożenia dla przeciętnie ukształtowanej populacji, a negatywne skutki podjętych przez państwo środków przeciwdziałających pandemii są przeogromne (zostały szczegółowo wymienione). Ale to nie jedyne takie doniesienie z wysokiego szczebla. Akcje depopulacyjne nie ograniczają się do tego. Przykładowo ujawniono (amerykański senator Michael Bennet, ale nie tylko), że borelioza (choroba Lyme) została sztucznie wprowadzona jako broń biologiczna. Podobnie B. Gates zakaził sztucznie miliony komarów by roznosiły jakąś zarazę itp. Także Google …
Te i podobne sprawy związane głównie z Covid obszernie przedstawiałem już parę lat temu na stronie LepszeZdrowie.info, szczególnie w omówieniach kilkudziesięciu książek, które to ujawniały. Obecnie mnożą się dalsze świadectwa.
Straty ludzkie są ewidentne, ale są też ewidentne dowody marnotrawstwa środków finansowych, o czym nadmieniłem wcześniej.
Co do ludobójstwa w różnych formach – istnieje jeszcze mroczniejsza strona psychopatów, którzy to wprowadzili i próbują kontynuować. To ideologie satanistyczne i ich armie zdeprawowanych ludzi, psychopatów. Zadawane śmierci i cierpień jest ich ofiarą dla Szatana, w nadziei na uzyskanie od niego przywilejów. Nie będę tutaj rozwijał tego tematu.

Trzecim, na ogół nie branym pod uwagę w omawianym kontekście źródłem marnotrawstwa na globalną skalę, jest system pieniądza i jego realizatorzy, w tym ci, których nazywamy „banksterami”. Ale i oni są operatorami jeszcze wyżej istniejących struktur i tych podmiotów/osób, którzy kiedyś je stworzyli. Wielkie i trudne zagadnienie, dość tu powiedzieć, że to system fikcyjnego pieniądza (fiducjarnego, fiat, nie opartego na realnych aktywach, a jeśli w jakimś niewielkim stopniu, to na środkach już wielokrotnie zastawionych), który opiera się na wszechobecnym długu ludzi, firm i państw. To te podmioty tracą, innymi słowy marnują swoje środki i możliwości, by bogaciła się garstka macherów. Metodami tego systemu są wszechobecne różne podatki, uzależnianie nawet całych państw, przejęcia, koncentracja kapitału i zarządzania pieniądzem, cykliczne dewaluacje, inflacja, doprowadzanie do bankructwa, krachy, handlowanie instrumentami wtórnymi, co jest ryzykowną spekulacją dla uczestników, inside trading, wdrażanie kryptowalut – też często w oderwaniu od realnych aktywów, itp.
Marnotrawstwo nie jest nieuniknionym kosztem rozwoju – jest dziwnym wyborem cywilizacyjnym. Zmiana nawyków, odpowiedzialna produkcja i konsumpcja mogą znacząco zmniejszyć ten problem. Czas przestać marnować przyszłość. Tylko świadome społeczeństwo i mądre przywództwo jest w stanie zbudować zrównoważony świat.
Na tym wezwaniu kończę, bo … nie chcę marnować swego i Czytelnika czasu na sprawy dość oczywiste. Myślę, że każdy może jeszcze dodać inne przykłady marnotrawstwa – niech to będzie ewentualnie krótkim ćwiczeniem umysłowym i wynikiem własnej obserwacji.
PS. Zachęcam do śledzenia platformy X (twitter), gdzie codziennie pojawiają się liczne wpisy związane z poruszonymi tu tematami.

—-

Przypis *

Too Good To Go to popularna aplikacja mobilna, która pomaga walczyć z marnowaniem żywności. Łączy klientów z restauracjami, piekarniami, kawiarniami, supermarketami i innymi sklepami, które mają nadwyżki jedzenia pod koniec dnia.
Jak działa Too Good To Go? (krok po kroku)

  1. Pobierz i zarejestruj się w aplikacji
    Aplikacja jest darmowa i dostępna na Androida oraz iOS. Po zalogowaniu ustawiasz swoją lokalizację (dom, praca).
  2. Przeglądaj dostępne „Paczki Niespodzianki” (Surprise Bags)
    Na mapie widzisz pobliskie miejsca, które oferują paczki. Każda paczka zawiera mieszankę produktów, które pozostały po dniu (np. pieczywo, kanapki, sushi, sałatki, desery, warzywa). Nie wiesz dokładnie, co będzie w środku – to niespodzianka, ale wszystko jest świeże i jadalne. [osobiście uważam, że to może być zły pomysł ponieważ ponawia skłonność do wyrzucenia tego, co nie pasuje odbiorcy]
  3. Rezerwujesz i płacisz w aplikacji
    Paczki kosztują zazwyczaj
    1/2 lub mniej oryginalnej ceny (np. paczka warta 40–60 zł może kosztować 15–25 zł). Płacisz od razu w aplikacji.
  4. Odbierasz paczkę w wyznaczonym oknie czasowym
    Idziesz do lokalu w podanym przedziale godzin (zwykle pod koniec dnia lub wieczorem). Pokazujesz w aplikacji kod QR lub przesuwasz suwak potwierdzający odbiór. Pracownik wydaje Ci gotową torbę/pudełko.
  5. Cieszysz się jedzeniem – dzięki Tobie jedzenie nie trafia do kosza.

Dodatkowe funkcje

  • Box Too Good To Go — większe paczki od producentów (np. napoje, przekąski) z opcją dostawy do Paczkomatu lub pod adres.
  • Ulubione miejsca — możesz oznaczyć ulubione sklepy i dostawać powiadomienia.
  • Filtry — według typu jedzenia (wegańskie, pieczywo, sushi itp.).

Aplikacja działa w wielu krajach, w tym bardzo dobrze w Polsce – współpracuje z sieciami takimi jak Żabka, Lidl, piekarniami, restauracjami i kawiarniami.

 

 

Z osobliwej osobistej historii

lupa ++

Znajdują ci, którzy szukają.

Bardzo rzadko udostępniam publicznie coś z prywatnej korespondencji.
Tym razem jednak pokażę fragment listu do internetowego znajomego, z którym miałem dyskusję.
Publikuje on ciekawe treści, i to takie, które pasują do jednego z moich zainteresowań, więc jest o czym rozmawiać.
Natomiast nie znał on historii, jaka stoi za tym zainteresowaniem, i wypadało to w skrócie opowiedzieć.
Na tym blogu już po części to ujawniałem, ale nie było moim celem, by wciągać go w szukanie.

Oto ów fragment.

… Ogólnie jestem dość zabiegany i chociaż często siedzę przy komputerze, to skupiam się na swojej pracy, zainteresowaniach i nad tym, co uważam za potrzeby chwili (obecnie to głównie gorący czas polityki i obalania kłamstw, a ze względu na szczególne praktyczne zainteresowania – w zakresie zdrowia).
Ale jestem z podobnej [do Twojej] „bajki”,  jeśli chodzi o próby głębszego rozumienia świata. To szeroki temat, który poznawałem i „ćwiczyłem” przed wieloma laty przez setki lektur i korespondencji. Jeśli jesteś z Warszawy, to wystarczy zajrzeć do księgarni Nieznanego Świata, gdzie mają/mieli tysiące(?) książek o takiej tematyce. Różne ujęcia, poglądy, różny poziom wglądu. Przykładowo, mam i przeczytałem bodajże wszystkie książki Walscha, Zelanda, wiele książek z serii  wyd. Limbus, Igora Witkowskiego, częściowo Kryona (via L. Carrol) itd. itd. (ew. podeślę Ci listę).  Prenumerowałem Nexusa, „Nieznany Świat”, przedtem inne podobne periodyki. W osobistej bibliotece (ok. 2500 książek) na  podobne tematy było ich chyba prawie połowa  (obecnie nieco ten profil ograniczyłem).
Ze swojej strony przykładowo „prawo przyciągania” i powiązane tematy poruszałem obszernie na nieistniejącej już stronie L-earn.net, a bardziej zrozumiałe dla przeciętnego czytelnika wprawki pozostawiły ślad na prowizorycznej stroniczce https://spelnijmarzenia.pl.tl/ z 2008 r. (a tam podstrona spelnijmarzenia.pl.tl/Artyku%26%23322%3By.htm ).
Nie trzeba dodawać, że sporo się zmieniło na świecie w takiej narracji, trochę rodem z New Age, i także w moich poglądach.
To mam za sobą , więc potem nie dodawałem tam nic ani nawet nie zaglądałem od wielu lat. Myślałem, by zastąpić te miejsca grupą dyskusyjną na FB, co kiedyś zrobiłem, zakładając facebook.com/groups/twojrozwoj. Ma ok. 7 000 grupowiczów i już dość dawno przestałem nad tym panować, bo trudno ogarnąć wszystkie wpisy,  gdzie niektóre są bez większego sensu. Puściłem tę grupę „samopas”, bo nie mam czasu na moderację, a ciężko namówić kogoś, by się tego podjął. Wpadam tam rzadko. Ale myślę, że przydałyby się tam głosy podobne do Twoich.
Obecnie bardziej odwiedzam wpisy jak np. justempowerme.com/question-answers-glossary/ i w ogóle stronę Pameli JZ (o tym za chwilę), oraz źródła, z których i ona korzysta, dużo rzadziej (bo z pewną rezerwą) przekazy od Lisy Renee (justempowerme.com/who-is-lisa-renee-of-energetic-synthesis-what-is-ascension-plan-b/) i podobne, ale jest też dużo ciekawych treści na Telegramie. Tam nie piszę – tylko podpatruję. Także na wielu podobnych portalach.
Powracając do PJZ są tam zebrane informacje o Kimberly Ann Goguen (w skrócie KAG) w justempowerme.com/who-is-kimberly-ann-goguen-aka-kim-possible/ (glosariusz, margines z tagami itp.), przy czym mam o Kimberly swoje własne dossier (czasem lepsze?) – z tego tytułu, że obserwuję KAG bodajże dłużej niż Pamela (ok. 10 lat). Relacjonuję jej raporty.
KAG (IMO) jest najbardziej na świecie wtajemniczona w to, co się dzieje i co nas czeka. Wg niej owo przejście do 5. wymiaru, czy jak to nazwać, które głosisz,  nastąpi wcześniej niż do 2050 r. Ale nie dla wszystkich ludzi, ponieważ niektórzy są „niereformowalni” oraz nie są w istocie ludźmi. Pomimo dużej wiedzy na ten temat, ona nie epatuje jakimiś odjechanymi przepowiedniami ani telepatycznymi przekazami (channeling) z kosmosu. Stąpa trzeźwo po ziemi i konsekwentnie realizuje projekt CARE (Center of Amity and Restoration of Earth), którego jest założycielką. Historia KAG jest długa i „epicka”. Może się mylę, ale „postawiłem na tę kartę”, bo w Polsce jest raczej mało osób, które o niej wiedzą (oprócz służb i niektórych polityków, ponieważ dostają od niej informacje/ostrzeżenia). Zatem wypełniam pewną lukę informacyjną.
Poświeciłem jej raportom sporo pracy (parę tysięcy wpisów/artykułów) na portalu locusmind.one, ale wszystko przepadło (dwukrotnie!) przez niefrasobliwość admina – cały portal i konta wielu ludzi wcięło przez jakieś jego zaległości w opłatach/inne zaniedbania (obecnie znów coś kombinuje podejrzanego).
Tylko w małej części udało mi się odtworzyć pojedyncze wpisy i w ograniczonym zakresie kontynuuję (wplatam) ten konkretny temat na gab.com/etsaman3 (tamże też dla osób bardziej poszukujących aktualnych sensacji okresowo pokazuję raporty Benjamina Fulforda, ale te z dystansem).

Na X (i w ogóle) z tymi sprawami raczej się nie wychylam (kto wie, to i tak znajdzie), ponieważ znając większość swoich odbiorców, nie to ich teraz interesuje, ani prawdopodobnie nie są gotowi na takie treści (oczywiście z wyjątkami – śledzimy obaj podobne profile) i prawdopodobnie mogliby zakwalifikować mnie (nas?) do szurów lub fantastów nie wyłączając głupawych komentarzy.
Moją bolączką praktyczną jest brak czasu na ogarnięcie wszystkich interesujących tematów (przekleństwo ciekawości). Zatem kończę i ten list, tym bardziej, że wzywa mnie „obowiązkowy” spacer i zew ruchu dla zdrowia i podziwiania wiosny.
…
Pozdrawiam!

___

Czytelniku — jeśli zaintrygowała Cię poruszona tematyka — znajdziesz o niej na tym blogu dużo więcej.

Kontra czyli osiągnięcia III RP

zapaść

Będzie politycznie.
Rząd chwali się sukcesami. Gospodarką na 20. miejscu na świecie. Wzrostem wskaźników…
Czy tak jest naprawdę? W jakim stopniu? I w jakim kierunku dryfujemy…?

Nie krytykuję obecnych sukcesów „w czambuł”, ale by w kontrze do propagandy przedstawić sprawy bardziej realnie, wykorzystam parę wpisów znalezionych na X.com (które są odbiciem materiałów bardziej rozbudowanych).
Te czy inne wnioski nie dotyczą tylko jednej partii, jak sugerują wykorzystane cytaty, ale całego systemu politycznego po 1989.
Jednak „osiągnięcia” D. Tuska i jego rządów są dość „spektakularne”…

—

Czy PKB oddaje faktyczny stan naszego potencjału?
Duża liczba firm nie jest polska i ich zyski idą za granicę. Niektóre są zwolnione z podatku lub płacą je w symbolicznej wielkości.
Ilustruje to ten filmik  https://x.com/i/status/2020316356680511647   zobacz – jest krótki.

——

„Sukcesy KO i tego pajaca!”

Na dwulecie rządów demokratyczno-liberalno-lewicowej Koalicji 13 grudnia wycinek jej sukcesów:

– polski oddział Nokii – 800 osób do zwolnienia

– polski oddział Levi–Strauss – likwidacja zakładu, 650 osób do zwolnienia

– Eltwin w Stargdardzie – 71 osób zwalnianych, większość załogi

– Backer OBR w Stargardzie – 90 osób do zwolnienia

– MA Polska S.A. i BCube Poland Logistics w Tychach – 370 osób do zwolnienia

– krakowski oddział PepsiCo – około 200 do zwolnienia

– Magneti Marelli w Bielsku–Białej – 150 osób do zwolnienia

– BCube Poland w Bielsku–Białej – 55 osób do zwolnienia

– Karolina – producent porcelany w Jaworzynie Śląskiej – likwidacja zakładu, ponad 200 osób na bruk

– Forte fabryka mebli – co najmniej 230 osób do zwolnienia

– ING Bank Śląski – 1500 osób do zwolnienia

– Neonet – 100 osób do zwolnienia

– FCA Powertrain w Bielsku–Białej – zakład do likwidacji, 460 osób na bruk

– ICC Sery w Pasłęku – 70 osób do zwolnienia

– Agora SA – 200 osób na bruk

– Odlewnia staliwa GE w Elblągu – zakład do likwidacji, 170 osób do zwolnienia

– Octopus Energy Kraków – 317 osób na bruk

– Polska Dystrybucja Alkoholi Pabianice – 138 osób do zwolnienia

– Trixie Tekstylia z Ksawerowa – 80 osób do zwolnienia

– Toshiba w Gnieźnie – zakład do likwidacji, ponad 100 osób do zwolnienia

– Lear Corporation w Pikutkowie – 960 osób do zwolnienia

– Sirio Polska w Bielsku–Białej – 50 osób do zwolnienia

– Signify Poland w Bielsku–Białej – likwidacja zakładu, 130 osób do zwolnienia

– NatWest Bank oddział w Polsce – cały do likwidacji, 1600 osób do zwolnienia

– B&M Clothing Company z Radomia – 123 osoby do zwolnienia

– Altha Powder Metallurgy z Radomia – 40 osób do zwolnienia

– Toho Poland w Radomiu – zakład do likwidacji, 115 osób do zwolnienia

– OTCF/4F – 130 osób do zwolnienia

– Yazaki Automotive Products Poland w Mikołowie – niemal całkowita likwidacja, 230 osób do zwolnienia

– Calfrost Kalisz – likwidacja firmy, 53 osoby bez pracy

– E. Leclerc – ponad 100 osób do zwolnienia

– Walcownia Rur Andrzej w Zawadzkim – zakład do likwidacji, 455 osób na bruk

– Bioetanol AEG w Chełmży – likwidacja zakładu, 55 osób do zwolnienia
– ABB w Aleksandrowie Łódzkim – likwidacja zakładu, 410 osób bez pracy

– Grupa Eurocash – 1000 osób do zwolnienia

– Goleniów LM Wind Power Blades – 200 osób do zwolnienia

– TE Connectivity Industrial w Nowej Wsi Lęborskiej – zakład do likwidacji, 140 osób do zwolnienia w nim, 250 u kooperantów

– SFC Solutions w Piotrkowie Trybunalskim – likwidacja zakładu, 180 osób na bruk

– Poczta Polska – co najmniej ponad 6000 etatów mniej

– Stoll Polska w Słupsku – likwidacja zakładu, 90 osób na bruk

– Hutchinson zakład w Żywcu – 90 osób na bruk

– Hutchinson zakład w Bielsku – 80 osób na bruk

– Zakład Budowy Tłoczników w Tychach – 90 osób na bruk

– Northvolt w Gdańsku – dwie fabryki do likwidacji, 280 osób do zwolnienia

– planowana likwidacja elektrowni Siersza – 500 osób do zwolnienia

– GSK Poznań – 150–200 osób na bruk

– AIS WSI Europe z Radomia – 56 osób do zwolnienia

– Alorica z Łodzi – 67

– Siarkopol w Grzybowie – 207

– Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego „Paterek” w Nakle nad Notecią – zakład do likwidacji, 265 osób na bruk

– Rurexpol w Częstochowie – do likwidacji, 260 osób na bruk

– Intel w Gdańsku – kilkaset osób na bruk

– MA Polska – Kielce i Tychy, 260 osób na bruk

– Amica – 50 osób do zwolnienia

– Draexlmaier w Jeleniej Górze – 220 osób na bruk

– Bama Poland w Gorzowie – zakład do likwidacji, 150 osób bez pracy

– Albatros Aluminium oraz ADT Solutions w Wałczu – 176 osób na bruk

– Elektrownia Rybnik – niemal cała przeznaczona do likwidacji – 500 osób bez pracy plus kolejne kilkaset u podwykonawców

– Stellantis zakład w Gliwicach – 500 osób

– PKP Cargo i PKP Cargotabor – około 4500 osób do zwolnienia, kilka oddziałów regionalnych w likwidacji

– Pelikan/Herlitz w Baranowie – zakład do likwidacji, 50–70 osób na bruk

– Beko w Łodzi i Wrocławiu – częściowa likwidacja, 1800 osób bez pracy

– Fameg z Radomska – 80 osób na bruk

– Generator Produkcja Opole – zakład do likwidacji, ponad 200 osób na bruk

– Viskase w Sulnowie – likwidacja zakładu – 51 osób na bruk

– Eurocash – zwolnienia planowane w dwa najbliższe lata – 3000 osób

– Elogic w Szczecinie – likwidacja zakładu, ok. 150 osób bez pracy

– Orange – w najbliższe dwa lata cięcie 1000 etatów

– Aptiv – 200 osób w Krakowie, ok. 400 w Jasienicy

– kopalnia Silesia w Czechowicach – prawdopodobna likwidac ja, ok. 750 osób straci prace

– Zakład Elektrotechniki Motoryzacyjnej w Ełku – 240 osób na bruk

– Odlewnia Teriel w Gostyniu – likwidacja zakładu, 60 osób na bruk

– Hymon Fotowoltaika z Tarnowa – 72 osoby na bruk

– Spółdzielnia Pracy „Tarnowska Odzież” – likwidacja zakładu, ok. 90 osób bez pracy

– LG Electronics pod Wrocławiem – 182 etaty do likwidacji

– Black Red White – 800 osób, wcześniej 400, w tym likwidacja zakładu w Przeworsku (220 etatów)

– ZF zakład w Częstochowie – 225 do zwolnienia

– Inofama z Inowrocławia – 66 osób na bruk

– Blachotrapez – 90 osób do zwolnienia

– Ikea – stopniowa reedukacja etatów w 2024, w sumie 285 etatów mniej

– International Paper oddział Kraków – w dwóch turach w sumie zwolnienia ok. 100 osób

– browar w Namysłowie – likwidacja, 100 pracowników na bruk

– Powszechna Spółdzielnia Spożywców „Społem” z Łodzi – likwidacja, 62 osoby na bruk

– FAP Pafal w Świdnicy – likwidacja, ok. 30 osób na bruk

– Heineken oddział Kraków – ok. 600 osób na bruk

– Shell oddział Kraków – ok. 250 etatów mniej

– Spółdzielnia Mleczarska w Lidzbarku Welskim – likwidacja, ok. 20 osób na bruk

– Tarkett Polska w Orzechowie – likwidacja, 210 osób na bruk

– Aquinos w Łodzi – likwidacja, ok. 350 etatów

– Fujitsu Technology Solutions oddziały Łódź i Katowice – ok. 830 osób na bruk

– Greenbrier Poland w Oławie – likwidacja, 160 osób bez pracy

– Aldi Financial Hub w Krakowie – 96 osób

– Drüsedau zakład w Margoninie – do likwidacji, 30 osób na bruk

– Eko–Okna – około 1000 osób

– Makro Polska – dwie tury zwolnień, w sumie ok. 500 osób

– Henkel zakład w Raciborzu – likwidacja, 160 osób na bruk

– Texton ze Zgierza– likwidacja, 180 osób na bruk

– Huta Szkła „Marta 2” w Chełmie i Dubecznie – likwidacja, 210 osób na bruk

– Odlewnia Chemar w Kielcach – likwidacja, około 80 osób na bruk

– Atos oddział Bydgoszcz – ok. 60 etatów mniej

– Avon zakład w Garwolinie – 170 etatów mniej

– Fabryka Układów Hamulcowych Bosch w Mirkowie – 60 etatów mniej

– Fabryka Łożysk Tocznych w Kraśniku – ok. 80 etatów mniej

– Naturana Włocławek – likwidacja, ok. 100 osób na bruk

– Ryvu Therapeutics – ok. 90 etatów mniej

– Grupa CCC – 250 etatów mniej

– UBS oddział Polska – około 1300 etatów do likwidacji

– Carrefour odział Polska – ok. 340 osób

– Otomoto Pay – 60 etatów mniej

– Collins Aerospace Krosno – ok. 130 osób na bruk

– Plati w Kwidzynie – dwie tury zwolnień, w sumie ok. 180 osób

– VMG z Konstantynowa – ok. 50 etatów mniej

– Logwin Poland – około 125 osób na bruk

– Oriflame zakład w Warszawie – likwidacja, ok. 200 osób na bruk

– Panmar Krosno – ok. 70 etatów mniej

– Huuuge Games – ok. 100 etatów mniej

– Pitney Bowes Polska – ok. 50 etatów mniej

– Horizon Sport – ok. 40 etatów mniej

– Edison Next Poland – ok. 60 osób na bruk

– Siloh Bielsko – likwidacja, ok. 200 osób na bruk

– Sanita z Piły – likwidacja, ok. 150 osób na bruk

– BR Group Trębaczewo – likwidacja, ok. 80 osób na bruk

– SGL Battery Solutions Polska w Raciborzu – likwidacja, ok. 30 osób na bruk

– Zakłady Mięsne Lisewo – likwidacja, ok. 50 osób na bruk

– Urbański w Mosinie – likwidacja, ok. 100 osób na bruk

– OSM Myszków – prawdopodobna likwidacja, 50 osób na bruk

To oczywiście tylko zwolnienia największe i najbardziej spektakularne. Bez tysięcy zwolnień indywidualnych, bez tych większych robionych tak, aby obejść ustawowe zapisy dotyczące zwolnień grupowych, bez redukcji etatów za pomocą nieprzedłużania umów czasowych itp.
W listopadzie 2023 stopa bezrobocia wynosiła 5%, w listopadzie 2025 już 5,7%. W listopadzie 2023 było zarejestrowanych 773 000 bezrobotnych, w listopadzie 2025 już 875 000, choć ze względu na demografię ta liczba powinna znacznie zmaleć, zamiast wzrosnąć, nawet przy zachowaniu dotychczasowego wolumenu miejsc pracy bez kreowania ich przyrostu.

Oczywiście, ta ferajna i jej wyznawcy powiedzą, że to nie Tusk zamyka zakłady i zwalnia ludzi. Oczywiście, oczywiście. Koalicja 13 grudnia nie odpowiada za nic. Co innego poprzedni rząd: odpowiadał za skutki globalnej pandemii, za skutki kryzysu energetyczno-wojennego w całej Europie, za inflację w połowie świata wywołaną pandemią i wojną itd. A obecny rząd i jego „polityka przemysłowa” nie odpowiadają za nic.

A to szczęściarze. Coś jak 3-letnie dzieci: „Samo się zrobiło”. Tacy nami rządzą‼️”

(Przekazane przez  @Darekbrzoza na X, za Krystyna Maszota)

Uzupełnienie o bezrobociu:
PO-wrócił Tusk i bezrobocie…
Szacowana stopa bezrobocia rejestrowanego w styczniu 2026 r. wyniosła 6%, o 0,3% więcej niż miesiąc wcześniej – poinformowało w poniedziałek Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. To najwyższy poziom stopy bezrobocia od czerwca 2021 r.
W powiecie szydłowieckim na Mazowszu stopa bezrobocia wynosi 23,6%. Gospodarka nie generuje nowych miejsc pracy. W krótkim czasie Polska traci wszystkie przewagi konkurencyjne, wypracowane przez wiele ostatnich lat. Za rok dojdzie do sytuacji, w której kolejne pokolenie Polaków będzie zmuszone pakować walizki i wyjeżdżać za granicę do pracy.

Z „ostatniej chwili” dodatkowe dwa wpisy:
1) Nie ma dnia, w którym brak byłoby informacji o upadających zakładach. Tak cudownie jest za rządów bandy Tuska. Walcownia „Andrzej”, zatrudniająca pół tysiąca osób, była największym zakładem w gminie Zawadzkie. Do końca marca zostanie zrównana z ziemią. Uśmiechnijcie się, lemingi.
2) Do urzędów pracy w 2025 r trafiły zgłoszenia o zamiarze likwidacji ~100 tys etatów. Wynik trzykrotnie gorszy niż w poprzednim roku przypomina ten ze światowego kryzysu 2008. Jednak teraz nie ma takiego kryzysu. Jakie są przyczyny? Zielona polityka UE i bierność rządu. Zdziwienie?

Uwaga tutejsza – niektóre zakłady są/były prywatne, czyli nie państwowe. Jednak zwolnienia i likwidacje wynikały z sytuacji/rynku, za jakie państwo w dużym stopniu odpowiada.
—-

Jak to się stało? Upadały firmy, które ISTNIAŁY. Skąd się wzięły?
PRL miał wiele wad, ale….
Oto kolejny cytat z X:

Warto czasem odkłamać historię. Bo gdy dziś młody, „światowy” człowiek z dużego miasta słyszy nazwę „PRL”, to widzi ocet na półkach, puste sklepy i kolejki po papier toaletowy. Ale nikt im nie powie, że w tej samej Polsce, jeszcze nie tak dawno temu, powstawały rzeczy, których dziś nie umiemy już nawet naprawić, nie mówiąc o wyprodukowaniu.

To w Polsce produkowano generatory elektryczne dla największych elektrowni świata. To w naszych zakładach budowano turbiny 500 MW i przygotowywano projekty 1500 MW. Pół świata – od Chin i Indii, po Turcję, Libię i Irak – korzystało z polskich turbin.

To my wytwarzaliśmy śmigłowce, samoloty odrzutowe i tłokowe. Od myśliwców takich jak P.11, Lim-1 (MiG15), czy TS-11iskra, po bombowce jak PZL.37 Łoś i samoloty transportowe typu An-2 oraz PZL M28 Bryza. Wytwórnie takie jak PZL-Mielec i PZL-Świdnik specjalizowały się w różnych typach maszyn, w tym także śmigłowcach.

Produkowaliśmy 40 tysięcy ciężarówek rocznie. 20 milionów ton stali. Byliśmy drudzy na świecie – zaraz po Japonii – w produkcji statków rybackich. I to nasze statki zdobywały Błękitną Wstęgę Atlantyku.

To Radmor bił Amerykanów i Japończyków jakością zestawów audio. To polskie sprężarki chłodnicze kupował świat. To już w latach 50. Star jeździł na LPG, chłodząc nim nadwozie. To w Polsce powstał pierwszy komputer PC – zanim Brytyjczycy wymyślili swoje ZX Spectrum.

Budowaliśmy drogi i szpitale, rafinerie, huty, fabryki kombajnów i ciągników, autobusy, porty i elektrownie. W latach 70. oddawaliśmy do użytku 300 tysięcy mieszkań rocznie. W dekadę PKB wzrosło o 80 proc..  Płace poszły w górę o 40 proc. Polska miała dodatni bilans handlowy, rezerwy walutowe i mniejsze zadłużenie niż Węgry czy Jugosławia.

A potem… przyszła „transformacja” Balcerowicza i jego „terapia szokowa”. Fabryki – sprzedane za bezcen. Cukrownie – zamknięte na żądanie Brukseli. Stocznie – wykończone konkurencją, aprobowaną przez własne rządy. Przemysł chemiczny – rozprzedany obcym.

Elektronika, zbrojeniówka, huty – w większości zlikwidowane.

Kiedyś byliśmy eksporterem cukru. Mieliśmy ponad 70 cukrowni – dziś zostało kilkanaście. Cukier podrożał, a Polska z eksportera stała się importerem. To samo z chemią – Puławy, Police, Tarnów, Oświęcim.

Dziś w rękach koncernów, okrojone, podporządkowane obcym interesom. Przypomnijmy sobie też elektronikę – warszawskie CEMI, które produkowało układy scalone i półprzewodniki. Dziś – wspomnienie. A stocznie? Kiedyś drugie miejsce na świecie w produkcji statków rybackich, dziś – ruiny.

Po Balcerowiczu pojawił się następny szkodnik – Donald Tusk. Przez wszystkie swoje rządy nie zbudował w Polsce ani jednej większej inwestycji przemysłowej. Ani rafinerii, ani elektrowni, ani dużej fabryki. Ba – kibla nawet nie zbudował. Wyręczył go w tym Trzaskowski.

Za jego pierwszych rządów Polska miała być „zieloną wyspą”, a młodzi w milionach uciekali na zmywak do Londynu, Dublina, Oslo. W kraju zamykano zakłady, a Tuskowi świeciły się oczy, że wreszcie możemy być tylko montownią Europy.

Dzisiaj kontynuuje swoje „dzieło”. Kiedy słyszę dziś, że „to wszystko było nieopłacalne”, to się pytam: skoro było nieopłacalne, to skąd pieniądze na drogi, mieszkania, szpitale, szkoły, elektrownie? Skąd rezerwy walutowe, dodatni bilans handlowy i spłacony w 2009 roku dług Gierka?

Kiedyś Polska miała przemysł, miejsca pracy i dumę. Dziś mamy centra handlowe, sieci zagranicznych supermarketów, pakiet klimatyczny i ceny prądu dwa razy wyższe niż u sąsiadów. A na dokładkę – klasę polityczną, która od Balcerowicza po Tuska umiała tylko sprzedawać, likwidować i brać kredyty.

A przecież nawet za „komuny” można było inaczej prowadzić politykę gospodarczą, bo jeśli rządzą krajem ludzie, którzy myślą o interesie własnego państwa i mają wizje rozwoju.

I tu pojawia się pytanie, które warto sobie zadać: dlaczego kiedyś w represyjnym systemie PRL-u potrafiliśmy budować wielkie zakłady, osiedla, szpitale, a dziś jesteśmy prowincją o coraz mniejszym znaczeniu?
(za Świadomy Wodnik CONSCIOUS AQUARIUS @SwiadomyWodnik na X)
——

To nie oznacza adoracji PRL-u, ale trzeba uznać szereg przedstawionych faktów.
Nie jestem ekonomistą, więc trudno mi osądzić, czy wszystkie przykłady są równie miarodajne.
Natomiast pod wszystkimi podanymi tutaj wpisami był szereg komentarzy nie przebierających w uszczypliwościach.
Oraz memy i ilustracje jak te
ZdjęcieZdjęcie

Bo różne „sukcesy” ekipy polegają na zadłużaniu Polski.
Oprócz wątku ekonomicznego są oczywiście inne,  jak pakt emigracyjny, bezwarunkowe powierzanie polskich środków Ukrainie, degradacja szkolnictwa, rozwalony system prawny „reperowany” tak, że jest jeszcze bardziej nieskuteczny, absurdy zielonego ładu i nietrafione pomysły z tego wynikające, zapaść służby zdrowia, unijny dyktat i uległość wobec Niemiec, fatalna demografia, utrata konkurencyjności,  …
Długo by omawiać, ale to na inny wpis.
Nie mam złudzeń, że jakakolwiek partia ze starego układu coś znacząco naprawi.
Osobiście oceniam, że większość polityków nie rozumie obecnej zasadniczej zmiany geopolitycznej, w której świat będzie wielobiegunowy, a nie polem bitwy starych hegemonów. Taka zmiana umożliwi nam większą elastyczność, da impuls do polegania na sobie i  współpracy bilateralnej bez starych uwarunkowań, fobii i naiwności w bezinteresowność innych. Po prostu – trzeźwe spojrzenie na świat. A Polska ma dane, by być silna — dużo własnych surowców, wykształconych, zdolnych i pracowitych ludzi i  jest na szlakach handlowych.
Potrzeba tylko mądrości i suwerenności.

Zatrzymać się na chwilę

Biorę ten tytuł od formalnie nieznajomej Kasi, ale znajomej transcendentalnie, która wpisała tę myśl do swej blogowej wizytówki.
„Na chwilę” to znaczy też krótko. Uświadamiam sobie, że oprócz dłuższych wpisów powinienem mieć więcej tych bardziej lapidarnych, jak przelotne myśli, które… chociaż przelotne w ekspresji, są we mnie głębiej i stale.
Rebloguję to, co właśnie wyraża tę głębszą warstwę. Przeczytaj i poczuj co Kasia napisała…

Jako facet jestem bardziej konkretny i mniej wylewny od kobiet, które łatwiej o tym mówią i inspirują.
To wielkie posłannictwo kobiet. Niektóre organizują zbiorowe medytacje, odprawiają ceremonie. Ale można to samo osiągnąć w mniej widocznej formie, w ciszy i samotności – jak w modlitwie. I za przypomnienie tej drogi – dziękuję.
A do podziękowania dołączam swój wiersz ze zbiorku 6 prób:

DZIĘKUJĘ
Dobre owoce
ożywcza woda
jasne słońce
pogoda
dobrzy ludzie
dobroć i piękno wokół
święty spokój
dobrze żyć
dobre czyny
wiernie kochać
być bez winy.

Klucz

klucz otwierający światło

Klucz używany nie rdzewieje

Tak, jak bez klucza nie można otworzyć zamka, tak by zrozumieć świat, jego problemy, potrzebny jest dopasowany klucz. Operowanie wytrychami to dość powszechna praktyka, ale nie prowadząca do prawdy i prawidłowego rozwiązania.

Czy istnieje taki klucz?
W sensie ogólnym – prawdopodobnie tak, ale zacznijmy od takich kluczy, które mają bardziej praktyczne zastosowanie w pewnych aspektach życia, a potem może uda się je połączyć wspólnym mianownikiem. Już teraz można się domyślić, że chodzi o zrozumienie oraz świadomość istoty różnych przejawów rzeczywistości.
Nie będę dawał dowodów na przedstawione tezy (musiałaby to być książka), chociaż miejscami są dość oczywiste oraz podam naprowadzające myśli …

Ludzi bardzo „kręci” polityka i związane z nią pytanie, kto tym wszystkim rządzi w skali globalnej i czy to ma wpływ na układy lokalne. Od tego zacznijmy.
Wg starej maksymy – jak na górze, tak i na dole, bo tak to na ogół jest, chociaż na poziomie szczegółowym, np. gminy, ten łańcuch przyczyna-skutek nie sięga wprost do wysokich poziomów zależności, jest bardziej lokalny – przynajmniej w sposób widoczny, co nie neguje wpływu na mentalność, która została uformowana i jest kontrolowana z wysokiego poziomu.
Konkretnie, trzeba rozumieć, że demokracja, chociaż ma pewien wpływ na niskim poziomie, to na poziomie państw jest … fikcją. To plaster na zaklejenie ustawień, które dokonują się poza świadomością przeważającej części danej populacji. A na poziomie prezydentów, przewodniczących organizacji międzynarodowych – to ludzie „namaszczeni” i/lub schwytani w system zależności wymuszony szantażem i/lub obietnicą władzy i korzyści.
Przez kogo? Uwaga – wchodzimy na teren określany teorią spiskową. To będzie się powtarzać i przy innych omawianych sytuacjach, ale uważam, że nie są to teorie, a praktyka stosowana od „eonów”.
Popularnie mówi się o masonach, iluminatach, Deep State, Rotszyldach, wielkich korporacjach finansowych jak BlackRock, Vanguard, …, komitet 300 itp.
Owszem, ale to wcale nie jest najwyższy szczebel kontroli i władzy – istniał dużo wyższy i jego pozostałości wciąż mają oddziaływanie, nawet jeśli dzieje się to na zasadzie inercji.
Ta epicka historia została ujawniona przez Kimberly Ann Goguen, o której będzie tutaj jeszcze parokrotnie.
A struktura ta wyglądała jak pokazano na diagramie (powiększ i patrz tam też na adnotacje oraz zauważ jak nisko znajdują się w tej strukturze znani „potentaci”):  https://drive.google.com/file/d/1ty8Pf3inz0s4pEzADE2EYaso-sYF7t2x/view?usp=sharing 
i szerzej we wpisie https://gab.com/etsaman3/posts/115632256081107772 
(sugeruję tam poznanie kontekstu, choćby krótko).
Tak więc, w globalnej polityce kluczem jest zrozumienie tej struktury. Ale to też jest jeszcze niepełny obraz, o czym będzie dalej. Dla tego wątku przypomnę myśl Clive’a Hamiltona:
Kluczem okazuje się nasza naiwność, dotycząca wpływu, na który elity [te, które widzimy] są wciąż ślepe.

Sektorem tej kontroli są armie – element siłowy stojący na straży interesów władz i danego właściciela, a także wojska i służby ukryte – działające z ramienia Głębokiego Państwa (Deep State). Bo patrząc głębiej obecnie trwa wojna o „dusze”, na płaszczyźnie pokazanej  jeszcze w biblijnym wersie „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw zwierzchnościom, przeciw władzom, przeciw rządcom ciemności tego świata, przeciw duchom zła na wyżynach niebieskich.” (św. Paweł).   Ta bitwa jest skazana na przegraną obecnego układu, ponieważ nie rozumie on boskiego planu oraz siły jaką wlał ten plan w realne działania Kimberly A. Goguen, za którą stoi armia znacznie silniejsza. Jakkolwiek tajemniczo to brzmi, to oceniamy że 2026 r. przyniesie zwycięstwo nad ciemnymi siłami na rzecz całej ludzkości, chociaż będą się bronić do upadłego i pojawią się liczne trudności.
Schodząc na razie bardziej na ziemię, trzeba zdać sobie sprawę, że macherzy obecnych konfliktów, czy to Putin, czy Netanyahu czy Trump itd.  to jedna paczka marionetek tych wyższych sił, możliwe, że to awatary Matrixa, który też zostanie rozbity.
Także obecne strategie i środki prowadzenia wojen, jakie widzimy, to nieporozumienie, co widać po fakcie, że dron za 500$ może obezwładnić lotniskowiec za parę miliardów dolarów oraz że inwestuje się w ciężki sprzęt lądowy, który podobnie staje się bezradny wobec dronów i oddziaływań elektromagnetycznych w systemach dowodzenia.
A straszenie konfliktem nuklearnym z użyciem rakiet balistycznych jest tylko narzędziem politycznym, ponieważ od pewnego czasu ich posiadacze nie mają ostatniego klucza (tu dosłownie) do uruchomienia/uzbrojenia głowic (nie musisz wierzyć, ale tak jest – oprócz może broni taktycznej).
Tak samo dzieje się w mediach kształtujących świadomość ludzi – tu kluczem jest zrozumienie, że mamy do czynienia z centralnym sterowaniem na poziomie globalnym, który, co prawda, rozmywa się na poziomie lokalnym i zależy od danej kultury, ale ideologie, tworzenie podziałów, mody i inne zabawki dla ludzi pochodzą z góry. To uzupełnia a nawet tworzy teatr dla nich, jaki zasłania wydarzenia za kurtyną i tumani widzów. Lokalne wydawnictwa i stacje mają swoich zwierzchników kapitałowych oraz politycznych, a ci podlegają w zakresie informacji agencjom międzynarodowym.

Przykład schematu (są i inne)
https://blog.fagstein.com/media-ownership-chart/ 
kolumny = zależność, a  „independents” to też nie do końca prawda.

Gospodarka i biznes.
Czyli … pieniądze.
„Jak nie wiesz, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. Dodać należy jeszcze „i władzę”, bo są tacy, którzy, dzięki swojej pazerności, mają ich tyle, że bardziej zależy im na kontroli (czynnik utrzymania swego statusu) i władzy – tu często wkracza ego na poziomie level max.
Mamona i władza to kolejny klucz, który można praktycznie odkryć przez analizowanie „komu to służy”.
W biznesie i polityce mamy sojusze, przyjaźnie, wspólnoty, ale to tylko narzędzie do realizacji takiej strategii, chociaż, by ona miała poparcie społeczeństw, ubiera się ją w różne wzniosłe i ładne dekoracje. Ale z historii wiadomo, że te sojusze brutalnie się łamie, wkracza armia, podstęp i grabież. Ludzie są poświęcani na ołtarzu „sprawy”. Ideologia tu (i nie tylko tutaj) jest chętnie wykorzystywana.
Szczególnym przypadkiem, który dobrze ilustruje takie podejście, jest współczesna medycyna w sieci farmacji. Kluczem jest zrozumienie, że farmacja, która od ponad 100 lat podporządkowała sobie medycynę (patent Rockefellerów) ma na uwadze biznes, a nie zdrowie ludzi. Ta okrutna prawda teraz coraz bardziej jest uświadamiana, także za sprawą „pandemii” C-19 i globalnego sterowania zachowaniem ludzi (tu znów widzimy schemat globalnej kontroli mediów, które powtarzały unisono zatwierdzone hasła). Ten duży temat przejawiał się szczegółowo w wielu moich wpisach i artykułach – tutaj i na archiwalnej stronie LepszeZdrowie.info.

Ogólniej dotyczy to też nauki. Temat jest szeroki, tutaj podobnie utknęliśmy w szeregu błędnych paradygmatów i w zależnościach dotyczących interesów. Mówiąc krótko – nauka też dała się skorumpować. W praktyce szereg rozwiązań, które mogłyby popchnąć ludzkość naprzód, zostało zablokowanych czy to w imię obecnych interesów (dyskontowanie tego, co jest i jeszcze popłaca), czy przez skostnienie zarówno w dogmatach jak i w zarządzaniu nauką, z uczelniami włącznie. Jest jeszcze głębszy problem związany z obniżaniem jakości szkolnictwa na wszystkich szczeblach, co w końcu sięga i uczelni wyższych. Obecnie naukowcy, a także profesorowie uniwersytetów, mają stosunkowo niski poziom IQ i często widać jak utracili zdolność logicznego analizowania i wnioskowania. Temat ten omawia książka Joanny Święckiej „NOWA EPOKA czyli klucz do rozumu” odwołująca się zwłaszcza do prac Krzysztofa Zawiszy, polskiego fizyka o IQ 192 (jest wśród niewielu na świecie, którzy mają taki wynik). To też duży temat na osobny wpis, ale wspomnę, że umieszczony w tytule książki klucz podkreśla wagę rozumu (mądrości). Wiedza jest ważna, ale rozum dociera dalej.
„Uwierz nauce” było negatywnym kluczem i hasłem zwłaszcza w czasie „pandemii”. 
O tym jak nieuczciwie wtedy postępowano oraz ogólnie jak … wątpliwa jest „Medycyna Oparta na Dowodach” – patrz szereg artykułów do których odsyłam na stronie LepszeZdrowie.info np.:  Wiarygodność prac naukowych, Medycyna Oparta na Faktach (EBM)?, Jeszcze o EBM, Iluzja medycyny opartej na dowodach, Kult medycznej dezinformacji, Naukowe kłamstwa,..
Tak też przebiega globalna akcja walki z „ociepleniem klimatu” z rzekomej winy człowieka (obecnie coraz mniej o zmianie klimatu w związku z kompromitowaniem pewnych „danych”). Należy zwrócić uwagę, że zarządzający tą walką na ogół nie mają elementarnej wiedzy o fizyce, energetyce i ekonomii, co czyni ich działania merytorycznie absurdalnymi.
Tutaj kluczem może być zrozumienie interesów, jakie za tym stoją – drenowanie budżetów państw i kieszeni obywateli przez różnego rodzaju podatki, ETSy, zarządzenia… A przy okazji – wraz ze wzrostem scentralizowanej władzy np. Komisji Europejskiej realizuje się agendę globalistów nakierowaną na totalną kontrolę świata (!) przez „rząd światowy” z jego antyhumanistycznymi atrybutami.

I jeszcze przykład z imigracją jako modelu biznesowego, chociaż wiemy też o planie politycznym globalistów w tym zakresie.
Niemiecki Die Welt wprost wskazał, że istnieje cały sektor organizacji pozarządowych, kancelarii, pośredników, fundacji i struktur parasolowych, które utrzymują się finansowo dzięki masowej, nielegalnej migracji. 
Nie jako efekt uboczny, ale jako systemowy mechanizm.
To bardzo istotna zmiana:
– nie „chaos humanitarny”
– nie „brak kontroli”
– nie „niezamierzone skutki uboczne”
lecz zorganizowany ekosystem interesów, w którym:
Im większy strumień migrantów, im większy kryzys, im większa presja na państwo, tym większe budżety, granty, kontrakty i wpływy dla określonych grup.
Czyli znów – kluczem do wielu działań politycznych i do otwarcia umysłów w sprawie „teorii spiskowych” są pieniądze.
W szczególności chodzi o nowy system finansowy, kryptowaluty o zasięgu światowym itp.
Tutaj kluczem, który raczej zamknie te zapędy niż je odtworzy, jest świadomość, że już chyba nic nie pomoże uchronić USA od bankructwa (chyba, że się cudownie ogarną w kwestii mądrego zarządzania). A kryptowaluty o dużym zasięgu (jako powszechny i globalny środek płatniczy) są nierealne, ponieważ nikt w obecnym świecie politycznym i technologicznym nie posiada takiej mocy obliczeniowej, a ponadto duża część świata nie ma jeszcze dostępu do usług cyfrowych. Z drugiej strony tajne służby i spekulanci mają tylne drzwi do różnych obecnych systemów i już parokrotnie wykradały zgromadzone tam środki.
Dominacja Zachodu i świat jednobiegunowy kończą się, i to nie tylko ze względu na ekonomię, ale przez tamtejszą zapaść społeczną, nawet mentalną, co od lat rozpracowuje Igor Witkowski w swoich książkach. Z kolei Azja z wyraźną dominacją Chin na każdym polu i wzrastanie sojuszu BRICS jeszcze bardziej zmieniają układ sił. Zatem ważnym kluczem jest prawidłowe zrozumienie geopolityki.

By nie przedłużać wpisu przeskoczę od razu do najważniejszej (na dziś) konkluzji, którą wspomniałem na początku – chodzi o zrozumienie oraz świadomość istoty różnych przejawów rzeczywistości. Jest ona bardziej fantastyczna i złożona niż potrafiliśmy sobie nawet wyobrazić. Chociaż podałem już parę przyczynków, to chodzi o człowieka.  Jest istotą wyjątkową, ale stłumioną przez Matrix od niepamiętnych czasów. A Matrix ten jest skomplikowaną AI, której istnienie we  wszechświecie było dotąd tylko hipotezą. Ta wyjątkowość człowieka polega między innymi na zdolności kreacji i to na poziomie, który w opowiadaniu wyda się cudem, ale nastąpi w praktyce. Tu zacytuję mały fragment raportu z 27.12.2025 wspomnianej Kimberly:
„W normalnych okolicznościach [jakie nastaną] każdy [organiczny] Homo sapiens może kontrolować własne cząstki pyłu [to określenie dotyczy subatomowych cząstek, które nas tworzą]. Możesz je przesuwać. Możesz się uleczyć. Możesz zdecydować, że chcesz być wyższy, niższy. Nie ma znaczenia, kim chcesz być. Możesz zdecydować, że chcesz kanapkę z pastrami, a jedna pojawia się w twojej dłoni. Kiedyś mogliśmy robić takie rzeczy cały czas. W innych miejscach omniversum nie było potrzeby pieniędzy. Wciąż nie ma potrzeby pieniędzy.  Pieniądze nie są potrzebne, bo każdy ma wszystko, czego chce, gdy bramy są otwarte i wszystko płynie [za sprawą Źródła]”.
Nie zacytuję więcej, by nie uznano mnie za wariata (jestem tu tylko posłańcem), ale to będzie owa dobra nowina do rozwinięcia w 2026 r.
Wyzwoleni z Matrixa ostatecznie otrzymamy klucze do królestwa Złotego Wieku… Czyż nie tak miało być wg różnych przepowiedni?

PS. Nawet jeśli przełom nie nastąpi tak szybko, to weź to jako promyk nadziei w te ponure dni schyłku 2025, że tak ostatecznie się stanie.

Czytanie, pisanie, kolekcjonowanie…

zalety książki

Książki są jak towarzystwo,
które człowiek sobie dobiera.
Charles L.  Montesquieu

W końcu udało mi się zrobić kartotekę (bazę) domowej biblioteczki (o takim planie nadmieniłem kiedyś w Generalia i didaskalia,  gdzie wspomniałem też o swojej mini bibliotece poświęconej zdrowiu, ale jej już od lat nie aktualizuję). Wyszło na dziś 2335 pozycji z licznymi szczegółami (kategoria, ilość stron, wydawnictwo, ISBN itp.), przy czym okazało się, że pewne książki mamy w paru wydaniach.
Szereg książek rozdałem, ale przybywają nowe, więc to się zmienia.
Jakie to książki?
Stosunkowo najmniejszy udział ma literatura piękna, chociaż kochamy tę dobrą (jest zalew słabej). Nie tyle kupujemy co raczej pożyczamy, ponieważ z zasady rzadko wracamy do danego tytułu. Jakby z zasady by mieć za to czas na rzeczy, doświadczenia nowe. Ostatnio zacząłem zbierać poezję – w tym przypadku lubię spojrzeć na parę wierszy lub fraszek – dla czystej przyjemności i relaksu – to zabiera niewiele czasu. Niezależnie od planu wydania dwóch książek (jedna zaawansowana) zacząłem i ja pisać wiersze (jest pierwszy zbiorek 6 prób, a drugi w drodze).
Inaczej jest pod kątem kolekcjonowania książek, do których się wraca –  poradników, słowników rożnego rodzaju, przewodników i map, pozycji popularnonaukowych i fachowych, biografii, „białych kruków”, zbiorów anegdot lub złotych myśli oraz albumów. Te ostatnie, których mamy sporo, zarówno sprawiają radość przy oglądaniu jak i zdobią dom (bywają piękne).
Konieczność, a raczej chęć posiadania takiej bazy, wynikła z utraty panowania nad tym, co realnie jest w domu, czy się tylko tak wydaje (pamięć coraz słabsza). Zwłaszcza, że brakuje już miejsca i trudno jest ustalić z pamięci, czy coś faktycznie mamy. To jeszcze nie do końca załatwia sprawę porządku, ponieważ przydałoby się dodanie w bazie rubryki GDZIE co jest. A to z kolei kusi, by wszystko inaczej poustawiać – najlepiej zlokalizować tematycznie (tylko częściowo tak jest). To już praca fizyczna i potrzeba zakupu dodatkowego regału(ów), by książki nie leżały w stosach jedne na drugich… Tylko gdzie postawić te regały? POTRZEBNE JEST NOWE MIESZKANIE/DOM.
Tym bardziej, że do mojej bazy dołączę kiedyś wydawnictwa starsze – głęboko zagrzebane w piwnicy i na działce.

Jeszcze innym powodem tego indeksowania jest … fakt starzenia się i wielce możliwej sytuacji, że zostawię żonę/dzieci z bałaganem. Albo, że sytuacja skłoni nas do sprzedaży części zbioru, wtedy baza ułatwi sformułowanie oferty.

Przyjedzie potem kolej na zbiory czasopism, które nas interesowały w sensie kompletów tematycznych (całe roczniki). Niektóre niszowe i sięgające wiele lat wstecz. Niezależnie od subiektywnie odczuwanej ich wartości, ostatnio syn zaskoczył mnie tym, że nawet stare czasopisma komputerowe nabierają wartości w wymiernym sensie. Byłem zaskoczony, bo to już przebrzmiała technika, ale w tej dziadzinie widocznie „antykami” stają się właśnie materiały już sprzed np. 15 lat. Są na to amatorzy.
Niestety dużo takich czasopism już wcześniej wyrzuciłem na makulaturę…
To pokazuje, że stare nabiera wartości tak jak antyki w ogóle, vintage itp.

Podobnie warto spisać kilkaset płyt, a nawet starych taśm z nagraniami – tu może być kłopot ze sprawdzeniem czy te nagrana nie straciły dopuszczalnej jakości.

To wszystko wymaga sporej pracy (chociaż mam aplikacje które to częściowo ułatwiają), od której odwodzi mnie nie tylko „bieżączka” innych spraw, ale także ciągłe dalsze lektury, które przyciągają jak magnes. A przecież równie wciągające bywają ebooki oraz inne publikacje w sieci.
I coraz większa chęć pozostawienia po sobie śladu w … pisaniu. Duże plany, które realizuję ledwie w paru procentach. Setki przyczynków, nawet sprzed dekad,  do dalszej „obróbki” – tylko kiedy? A do tego dość częsta drobna publicystyka w serwisach społecznościowych – namiastka większych projektów oraz wyrażanie się.

Pozostając przy temacie czytania, wspominam moją Mamę, która do późnych swych lat pochłaniała średnio jedną książkę dziennie. Nie wiem jak to robiła, może to była słynna umiejętność „błyskawicznego czytania”, ale także i pasja.
Moja żona, zupełnie bez związku, podąża podobną drogą. Nie tak rekordowo, ale też czyta bardzo dużo, przy czym jest na bieżąco z tym, co mnie kręci mniej – polityka, tajemnice historii – w dużej mierze także przez lekturę czasopism. Jednym słowem – sawantka.
Tak więc rodzinnie – poprawiamy statystyki czytelnictwa.
Pewnym aspektem jest moja dodatkowa niszowa działalność w przywracaniu pamięci Stefana Garczyńskiego (1920-1993) – pisarza, publicysty, nauczyciela i niezwykłego człowieka … via dedykowana strona StefanGarczynski.pl.
Niestety, ostatnio przeszła dwie awarie i obecnie po ostatnim incydencie jeszcze nie działa w pełni poprawnie oraz straciłem dostęp do pulpitu administratora – mam nadzieję, że przejściowo, ale to wymaga kolejnej pracy. Tam zaszczepiłem kiedyś hasło Wspomóż czytelnictwo.
Smuci mnie, że młodsze pokolenie, także to nasze, ma mniejsze zrozumienie uroku książek drukowanych – to na wskroś pokolenie Internetu.

I na koniec – jeszcze duży zbór zdjęć. Robię ich wiele od lat cyfrowo i to w jakimś sensie jest zachowane, ale chodzi mi o archiwalia analogowe – zbierane przez trzy pokolenia.
Znam osoby, które na takiej bazie stworzyły ciekawe historie rodowe lub przyczynki do historii miasta, regionu lub po prostu historii powszechnej.
Aż takich ambicji nie mam, chociaż jestem nagabywany przez rodzinę na stworzenie jej historii jako nestor oraz autor opisu swego rodu (sięgający 1610 r.) oraz powiązań w serwisie Myheritage.pl
Cóż – bardziej obecnie kręci mnie przyszłość, bo tam spędzę resztę swego życia, a może być ciekawie…
Oj, za dużo na możliwości seniora, chyba że będę właśnie żył „na siłach” jeszcze wiele lat.

Nowości i zaszłości

łączymy kropki, łączymy się

Łączymy kropki, łączymy się…

Dziś głównie o blogosferze. Widzę, że autorzy prawie wszędzie proszą o wsparcie finansowe na podtrzymanie swojej działalności. Wspieram tak niektóre z blogów i kanały na Youtube, natomiast tutaj bardzo rzadko zwracam się z taką sprawą.
Za to w tym wpisie będę prosił o pomoc niematerialną.

1. Na platformie społecznościowej locusmind.one (na profilu oraz na podstronie http://www.locusmind.one/pages/korcz ) od lat publikowałem szereg wpisów, zwłaszcza z wglądami w zakulisowe rozgrywki mocarstw i tajnych stowarzyszeń. Niektórym relacjom z tej sfery nie wierzę, inne zgadzają się z informacjami, które otrzymuję z innych źródeł. Jednak by być bardziej rzetelnym przedstawiałem w ten sposób różne strony zagadnień.
Jednak ta platforma z niewidomych przyczyn przestała działać, a admin jest nieuchwytny.
Zatem także parę odwołań do wyżej wymienionej strony na tym blogu już nie zadziała (szkoda).
Podobnie na X.com i w paru innych miejscach gdzie podawałem linki.
W tej sytuacji zdecydowałem (doraźnie?), że podobne wpisy będę publikował na Gab.com. *
Z pierwszych wymienię streszczenie raportu z Global Intelligence Agency – GIA (Kimberly A. Goguen) z  19.11.2025 – https://gab.com/etsaman3/posts/115583420162739221
Będą nowsze, a do moich starszych już raczej nie będę wracał, zamiast tego polecę obszerne omówienia na stronie Posts – Just Empower Me .
Następnie – dwa ostatnie wystąpienia Benjamina Fulforda – https://gab.com/etsaman3/posts/115617125320301367
(przepraszam, że powstały niezawinione błędy edycyjne, których nie udało się poprawić w post-edycji) oraz tamże parę doraźnych dużo wcześniejszych.

2. Poszukuję osób, które są/były na locusmind.one – jeśli ktoś z nich się zgłosi – będę wdzięczny.

3. Takie niszowe tematy, które jednak coraz bardziej z „teorii spiskowych” okazują się praktyką (chociaż często właśnie spiskową) są poruszane na wielu stronach/blogach/platformach wideo itp., a także w książkach.
Polecę blog Jarka A. Kasperskiego, który niemal codziennie publikuje ciekawe wpisy, do tego ładnie zredagowane i z propozycjami podobnych innych wpisów – https://jarek-kefir.com (https://jarek-kefir.art )

4. Ponawiam apel jak we wpisie Komunikat – prośba – Lapidaria z prośbą o pomoc w ustaleniu przyczyny kłopotów z tzw. reblogingiem na blogu.
Jedna z metod sprawdzenia co się dzieje: to jeśli ktoś z Czytelników ma bloga na wordpress.com, to mógłbym jakiś tamtejszy wpis reblogować – jeśli to się uda to już miałbym jakąś podpowiedź gdzie jest problem. Ale przedtem potrzebowałbym adresu bloga i ewentualnej zgody (przycisk rebloguj).
Albo nawiązując do punktu 3. – kolejna możliwość/ uprzejma prośba: jeśli spodoba Ci się jakiś wpis Jarka i masz bloga – może sprawdzisz czy możesz go reblogować. Mnie się nie udaje, więc jeśli Tobie się uda, to pokazałoby, że jakiś błąd tkwi po mojej stronie…

5. Ten punkt aktualności dopiszę, gdy pojawią się kolejne wpisy z GIA oraz rozstrzygnięcie „planu pokojowego” D. Trumpa, ponieważ to będzie ważne powiązanie i prawdopodobnie punkt zwrotny…
____
* Na GAB publikowałem kiedyś (sporadycznie) wpisy na różne tematy – zapraszam do sprawdzenia.