Czy wiemy czym jest rozwój?

Może być zdjęciem przedstawiającym przyroda, kolej i tekst „www.igorwitkowski.com”Ilustracja ze strony I. Witkowskiego

W poprzednim wpisie wspomniałem o grupie na FB Rozwój i efektywność, jaką kiedyś założyłem.
Dziś umieściłem tam poniższy krótki wpis, by zwrócić uwagę na ważny powód obecnego kryzysu na świecie.
—-
Rozwój ma wiele oblicz. Można go rozumieć jako opanowywanie i doskonalenie nowych umiejętności i podnoszenie kwalifikacji. Można na to jednak spojrzeć szerzej z punktu widzenia czym w ogóle jest rozwój, w tym lepsze rozumienie siebie i świata. Warto tu zastosować też ujęcie historyczne i kulturowe.
Igor Witkowski poświęcił takiemu podejściu szereg książek z serii „Instrukcje przebudzenia„, gdzie sięgając bardzo głęboko pokazał ewolucję poglądów na rozwój i jego meandry. Dochodzi do wniosku, że obecny głęboki kryzys na świecie bierze się głównie stąd, że ludzie nie rozumieją na czym rozwój polega. Jest to bardzo groźne i może doprowadzić do załamania cywilizacji.
Około trzy lata temu zrobiłem krótki przegląd tych książek – https://nextboox.blogspot.com/2018/11/igor-witkowski-i-jego-ksiazki.html, ale od tamtego czasu pojawiło się sporo dalszych. 
Tamże omówiłem później jeszcze jedną z nich  – Przemiany dla przyszłości.
Warto sięgnąć, szczególnie do ostatnich, by zrozumieć tezę autora, ale także to, co się obecnie dzieje (politycznie, kulturowo, ekonomicznie, w nauce) jako skutek tego niezrozumienia.
Na FB autor ma stronę https://www.facebook.com/profile.php?id=100063614684543, ma też spotkania autorskie np. w księgarni „Nieznanego świata”, udziela wywiadów, które można znaleźć na YT.

(Pan Igor był przywoływany na tym blogu parokrotnie)

 
 

 
 
 
 

0 komentarzy

O blogowaniu i …

Dawniej pamiętnik skrzętnie się chowało, by nikt go nie zobaczył.
Dziś bijemy się o to,  by w postaci bloga był widziany przez jak najwięcej ludzi.
(zasłyszane)

Ta platforma, na której piszę (wordpress.com), jak wskazuje sama nazwa w domenie home.blog, służy blogowaniu. Tak została prawdopodobnie kiedyś pomyślana. Zatem – bloguję. Kiedyś tutejsze treści były na blox.pl – też platformie blogowej – do czasu gdy ją zlikwidowano.
Blogowanie zaś było pomyślane jako pisanie czegoś na kształt osobistego pamiętnika.
Tak było i u mnie na początku. Z czasem wordpress (w obu wersjach) przekształcił się w narzędzie, dzięki któremu wiele osób i firm tworzy strony internetowe, które służą nie tyle osobistemu blogowaniu, co różnym funkcjom typowym dla stron www.
W zasadzie chciałbym pozostać przy tej osobistej formule. Stąd tyle w moich wpisach prywatnych opinii, odczuć, refleksji.
Jednak czasem ulegam możliwościom napisania dłuższego artykułu, który ma ambicje „ponadczasowe”, tj. nie jest związany ze sprawami bieżącymi ani prywatnymi.
Podobnie dzieje się i na innym moim blogu poświęconemu książkom – http://nextboox.blogspot.com, gdzie np. ostatnio popełniłem dłuższy artykuł Które książki mówią prawdę?
Mimo dość uniwersalnego tematu – rozważaniu o książkach, które mają w zamiarze mówić prawdę lub obnażać fałsz i czy to w ogóle działa, to znów – są to osobiste refleksje, które nie każdy musi przecież podzielać.

Z kolei trzeci blog (już na wordpress.org) jest raczej klasyczną stroną internetową. Mam na myśli www.StefanGarczynski.pl – swoisty trybut pamięci dla pisarza (strona obecnie nieco zaniedbana w oczekiwaniu na dalsze opracowania książek jakie mam w planie przedstawić).

Wracając jednak do idei blogowania, to nadal poszukuję jakiegoś programu, który pozwoliłby mi prowadzić osobisty pamiętnik z dnia na dzień, ale nie publiczny i nie on-line, ale posiadający takie cechy jak: automatyczne datowanie, tagowanie, wyszukiwanie po tagach i datach, formatowania.

Co więc chciałbym przedstawić z bieżących spraw?

Jak zwykle z końcem miesiąca – krótkie resume nowości ze strony Lepsze Zdrowietutaj.
W skrócie:  Komunikat o zmianach, artykuły o tłuszczach nasyconych i smażeniu, o istocie i zagrożeniach od 5G, postulaty wyborcze, kim jest Neo, wybrane nowości z Facebooka, zapowiedź dalszych materiałów.

Wspomniałem też o zamiarze ograniczenia tamtejszej aktywności. Muszę się zająć dokończeniem rozpoczętych książek (zarówno pisanych jak i do przeczytania) i innymi sprawami. Ale … będę musiał się mocno dyscyplinować – codziennie rano wstępuje we mnie jakiś demon pisania – jest tyle tematów do poruszenia i skomentowania… Często noc przynosi dziesiątki myśli i pomysłów. Niektóre notuję, idą w większości „do szuflady”.  Są i inne ogólniejsze sprawy w nurcie coraz szybszych zmian na świecie – zajrzyj do poprzedniego wpisu Czas ujawnień?

Zbliżają się wybory parlamentarne. Sformułowałem wybrane postulaty jakie proponuję (znów osobiście) kandydatom, które mogą zdecydować o moim poparciu – wpis Czego oczekuje od polityków?
Czy widzisz te sprawy podobnie? Na ile się zgadzasz i z czym z przedstawionej listy?
Wiele z tych postulatów odnosi się do spraw zdrowia.

Na zakończenie – piszę to w czasie Międzynarodowego Dnia Kawy (29.09.19).
Celebruję dobrą kawą – życie jest za krótkie na picie tych marnych…
Zapraszam na Spotkania Przy Kawie (vel Kawa Na Zdrowie).

Smacznego i pięknej jesieni!

Czas ujawnień?

Prawda ma mało przyjaciół...

Motto z nagłówka nieco prowokuje, bo chociaż (a może właśnie dlatego) żyjemy w oceanie kłamstw – prawda znajduje jednak coraz więcej przyjaciół.
Pozostaje pytanie: jaka jest prawda?
Mając to na uwadze obstaję przy kryterium: Po owocach poznacie ich.
Napisanie tej krótkiej notatki zostało spowodowane coraz szybszym przebiegiem pewnych zdarzeń – doszedłem do wniosku, że skoro już tyle osób jawnie o nich pisze i mówi, to mój pierwotny plan by ujawnić co się dzieje w książce nie był dobrym pomysłem.

Już wyjaśniam. Co się dzieje, to pierwsza część tytułu książki, którą piszę od ponad roku (powolutku, bo temat jest trudny i duży – draft zawiera już ok. 400 stron, a zajmuję się jeszcze dwoma innymi publikacjami).
Oczyszczenie tego szkicu, redakcja (ona trwa najdłużej) – to może jeszcze parę miesięcy uwzględniając owe inne zajęcia. I wtedy może się okazać, że wiele moich “przepowiedni” albo już się dokona albo sprawy pójdą jeszcze inną drogą, i cały mój zamysł będzie chybiony.
Bo nie chodzi o to, bym miał satysfakcję typu “a nie mówiłem?”, ale o to, by ludzie się przebudzili i podjęli konkretne działania.
O tej książce i jej temacie dotąd tylko krótko napomykałem na blogu, np. w tym wpisie: https://lapidaria.home.blog/2018/12/03/lapidaria-listopadowe/

W ogóle temat jest kontrowersyjny z punktu przeciętnego czytelnika, przy czym nie chodzi mi o deprecjonowanie “przeciętnego człowieka”, ale o mały odsetek ludzi, którzy interesują się rozważaniami o przyszłości z włączeniem spraw duchowych, nawet ezoterycznych oraz takich, które mają łatkę teorii spiskowych. To – z kolei – potrafi przykleić ową przysłowiowa łatkę fantasty a nawet wariata każdemu, kto ten temat porusza. Był to kolejny powód, dla którego czułem pewne opory dotyczące wyjścia na front tej narracji – nie tyle ze względu bym miał dużo wątpliwości merytorycznych, co ze względu na możliwy “ferment” wśród paru bliskich mi osób.
Ale do rzeczy.

Jest parę nurtów takiej alternatywnej narracji. Wspólnym ich mianownikiem jest przeświadczenie, że czekają nas ogromne zmiany cywilizacyjne, de facto załamanie wielu struktur, i to w niedalekiej przyszłości. Profetyzm jest śliską dziedziną – nie skuszę się na publiczne sprecyzowanie kiedy to nastąpi.
Istotne jest zrozumienie, że apokalipsa wg źródłosłowu oznacza właśnie ujawnienie, odkrycie zasłony tajemnicy, chociaż skojarzenie z katastrofą czy zagładą też jest uprawnione. W tym sensie, że owo ujawnienie będzie dla wielu takim wstrząsem światopoglądowym, naukowym, religijnym, społecznym, gospodarczym, że faktycznie spowoduje swoiste tsunami.
Zacznę “z grubej rury”.
Od tego, co od niedawna publikuje Stanisław Milewski.
Ma sporą “wiedzę alternatywną” w ramach narracji o obecnych zjawiskach kosmicznych i ingerencji “Obcych”. Patrz np. ostatnie nagranie Umowa sprzed 16 tys. lat i międzygalaktyczna bitwa 2019 oraz poprzednie do znalezienia na YT lub jego profilu na FB. Występował też publicznie na paru seminariach. Dla wielu szokujące, ale przecież nie musisz wierzyć we wszystko (tak jak ja nie dowierzam wszystkiemu).
Wkrótce poznamy dalsze informacje przy okazji Seminarium 26 – 27 października 2019 p.t. „Duchowe przebudzenie – Transformacja na 5D” – Ośrodek Wypoczynkowy Anpol Stare Oleśno ul. Kolejowa 2, 46-300 Olesno https://www.facebook.com/owANPOL/ .
Będzie tam podobno też obecny jeden z głównych jego informatorów reprezentujący badaczy niemieckich.
Skoro pan Stanisław (i jemu podobni “sygnaliści”) robi to w wielu miejscach, a jego wpisy i nagrania są czytane i powielane przez wiele osób, to dlaczego i ja miałbym czekać?
Tym bardziej, że moje informacje nie są aż takie “rewelacyjne”.
Też mam swoich “informatorów”, przy czym niektórzy są dość powszechnie znani.
Wielu z nich ma głęboką wiedzę w swoim “profilu”, której jeszcze mi brakuje i zapewne nie starczy mi czasu i powodu by taką posiąść, ja natomiast staram się ogarnąć szerszy interdyscyplinarny horyzont – podobne jak Alex Berdowicz, który przeprowadza wywiady z takimi ludźmi jak S. Milewski.
Igor Witkowski opublikował już 15. i 16. tom swojego cyklu “Instrukcje przebudzenia”, a kluczowy tom 17. („Przemiany na Ziemi jako wrota do przyszłości„) jest już napisany, ale będzie ujawniony gdy zapowiadane zmiany będą miały miejsce.
Jego narracja, aczkolwiek potwierdza że mamy kosmicznych opiekunów i przeciwników, skupia się bardziej na samym człowieku. Wymowne są tytuły ostatnich publikacji – tom 15. to „Zagrożenia dla przemian na Ziemi wypływające z podświadomości – i droga do pokonania najważniejszej blokady rozwoju„, a tomu 16 – “Dlaczego ludzie nie chcą rozwoju?”.
Z opisu tomu 16.:
“…reakcją na [poprzednie informacje z omawianego cyklu książek] … było kompletne zamknięcie mentalne – zarówno ludzi edukacji, jak i laików. Wydało się to czymś tak źle wróżącym na przyszłość, że autor postanowił potraktować zaobserwowane zamknięcie jako problem kluczowy dla przyszłości sam w sobie.
Tom 16 przedstawia stan faktyczny wraz z analizą źródeł powyższego zjawiska, uzupełniającą względem treści tomu 15 – irracjonalnych blokad psychicznych, które okazują się być POTĘŻNE, więc można z powodzeniem uznać je za niewidziane przez ludzi (wypierane) źródło zbliżającego się załamania tego świata. Jednak najcenniejszą i naprawdę unikalną częścią tej książki są recepty pokonania tych ograniczeń. Jest to strategia rozwoju cywilizacji na przyszłość, nie mająca przybliżonego nawet odpowiednika w jakichkolwiek innych publikacjach, bo jedyna wynikająca z tak wielopłaszczyznowego podejścia (Czytelnicy znajdą wiele rzeczy, o których nie wiedzieli), ale przede wszystkim uwzględniająca psychologiczny mechanizm rozwoju człowieka, który z jakiegoś powodu jest przez innych wręcz unikany.”
Jeszcze częściowo inną, bo bardziej duchową narrację przedstawia od wielu lat w swoich książkach Neale D. Walsch.
(na tym blogu już o nim pisałem).
Tu źródłem informacji jest sam Stwórca. Jeśli budzi to w Tobie wewnętrzny sprzeciw, to możesz się skupić na samym przesłaniu, które wnosi wiele ożywczej nadziei, do ziszczenia której wystarczy znów wewnętrzna przemiana człowieka – nawet bez oglądania się na sensacyjne informacje z zewnątrz. Co do Stwórcy – w podsumowującym cykl “Rozmów z Bogiem” tomie pt. “Co powiedział Bóg” Walsch ujął celnie jak Stwórca mógłby to najkrócej ująć:
“Zupełnie mnie nie zrozumieliście”.
To swoista klamra, która oddaje ludzką iluzję lub ludzką ignorancję co do rzeczywistości, która właśnie jest źródłem nadchodzącego kolapsu.
Jest jeszcze paru innych “informatorów”, o których na razie nie wspomnę (jeszcze wciąż ich “studiuję”). Jeden z nich twierdzi i sukcesywnie to opisuje, że sam Stwórca nie pozostaje bezczynny i właśnie przemodelowuje Wszechświat, a kosmiczne zmiany jakie dotykają Ziemię, są tylko jednym z elementów tego działania…
To wszystko ma coraz większe odzwierciedlenie w mediach niezależnych i raczej tylko tam.
Wpisuje się w hasło poszerzania świadomości. W tym zakresie ważne jest, że Ty sam decydujesz co z tym zrobisz, jak widzisz swoją rolę i naturę.
I zawsze możesz na to … zmrużyć oko. Twój wybór.
Nawet gdyby jednak podobne przewidywania opierające się na zrozumieniu powyższych ukrytych mechanizmów miały jeszcze inne, bardziej przyziemne powody, to staje się dla wielu jasne, że świat zmienia się szybko i to w niepokojącym kierunku, zapędził się w “kozi róg” i coś z tym musimy zrobić. Wypowiada się o tym wielu analityków i pisarzy, zaczęły też działać pewne siły polityczne w duchu tajemniczego Qanon i likwidacji patologii.
Tym bardziej warto poznać propozycje rozwiązań.
————-

Gorący czas

Choć zdrowie nie jest na pewno wszystkim,
to bez zdrowia wszystko jest niczym.

Arthur Schopenhauer

Zaczyna się wkrótce lato, ale już teraz mamy gorące dni – dosłownie i w przenośni.
Co do pogody, to ta wariuje. Był długi okres wielkiej suszy, potem obfite opady na południu Polski, powodzie, coraz częściej zdarzają się trąby powietrzne. W tym roku znów widzimy szybszą wegetację, przed końcem maja już przekwitają akacje, lipy ze swym kwieciem już tuż.

Ja jedną nogą jestem na wakacjach – krążę między warszawskim domem a działką dość daleko od Warszawy – nadrabiając zaległości, bo dotąd nie mieliśmy tam nawet paru dni pod rząd, które sprzyjałyby pracom.
Prognozy pogody nawalają.  Obserwując je, odraczamy wyjazd przykładowo na tydzień, bo podobno będzie wciąż padać lub znacznie się oziębi, a potem okazuje się, że prawie wszystkie dni były super i znów stracona okazja i siedzenie w mieście … [przekleństwo].

Z powodu pogody znów nie jest pewny czerwcowy wyjazd nad Bałtyk (do pogodzenia z obowiązkami) – jeszcze  przed w tym roku wcześniejszym runem wakacyjnym – potem to już może być koszmar tłoku.

Maj był też gorący politycznie – głównie ze względu na wybory do parlamentu europejskiego, ale i z innych powodów, które już wymieniałem w maju.
Komentowałem to trochę i na twitterze, ale bez większych emocji.
Co prawda, jestem rozczarowany postawą Warszawy, która wybrała W. Cimoszewicza (200 tys. głosów na faceta z komuny, który obrabował leśniczówkę, potrącił człowieka na drodze, dodał, że trzeba obcym oddać polski majątek, ‚wsławił’ się innymi wpadkami) oraz tym, że parę skompromitowanych osób jak J. Lewandowski, E.  Kopacz czy L. Miller będzie w parlamencie. Mam też osobistą antypatię do B. Arłukowicza nie tylko za skandaliczną postawę jako ministra w MZ, czy do „wesołej wdówki” M. Adamowicz. Generalnie dziwi mnie i niepokoi, że będą tam wciąż osoby, które już powinny się wycofać z polityki –  nie tylko ze względu na wiek (J. Buzek, K. Jurgiel,…) i będą blokować miejsca młodym i prężniejszym ludziom, którzy mają wolę i zdolności coś w PE zmienić.
Z tego względu szkoda też że nikt z Konfederacji się nie zakwalifikował. Zwracałem uwagę, że na listach komitetów mieliśmy ludzi z różnych mniejszych ugrupowań, co daje szersze możliwości – od starych polityków po nowe i młode osoby – był wybór poza partyjnymi schematami. Głosujemy przede wszystkim na ludzi i tak właśnie zrobiłem. Przykładowo, chociaż to nie był mój okręg, to chętnie poparłbym Jacka Wilka. Uważam, że ten polityk ma wielką przyszłość. W tym przypadku nie chodzi tyle o Konfederację, bo to tylko hasło, ugrupowanie, a głosuje się na konkretnych ludzi. Wart poparcia, bo opowiada się za koncepcją ustrojową WIR (Weto Obywatelskie, Inicjatywa Obywatelska i obligatoryjne Referendum) oraz broni zasobów naturalnych Polski.  Sugerowałem pytanie:
Czy Twój kandydat poparłby rozwiązanie, które może dać władzę Narodowi wg programu WIR, a nie wciąż rotującej tej samej klasie* politycznej? (* klasie?).

Przypomnę (bo już o tym tu było dokładniej) podstawy takiego programu

A wyszło tak, że nie będzie ani jednego głosu niezależnego od PO-PiS (Koalicja Europejska-PiS), głosu wolnościowej alternatywy… Niedobrze. Czyżby zwyciężyło głupie przekonanie, że ktokolwiek krytykuje ww. układ, to „ruska onuca”?

Pro memoriam zapisuję, kto dostał się do parlamentu UE (wg komunikatu PKW, nazwy komitetów skrócone).

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Tymczasem wypuściłem przed końcem miesiąca majowe podsumowanie nowości w serwisie LepszeZdrowie.info.
Tam:  wieści o przekrętach i kompromitacjach medycznych, które powodują wzrost świadomości społeczeństwa o lepszych metodach leczenia. Opracowania naukowe o pożytkach z jajek, kawy, witamin, działaniu cholesterolu… Wiadomości praktyczne i wiele więcej.

A propos wspomnianej kawy. To mój kolejny ulubiony temat – aż sam się dziwię, że tak mało o tym tu pisałem – oprócz drobnych wzmianek i wpisu Smak na zdrowie.
Zatem wypada przypomnieć, że mam dedykowaną stronę na Facebooku – Spotkania przy kawie (vel Kawa na Zdrowie).

Mam też spory zbiorek książek o kawie, a tym razem przedstawiam wstępnie książkę „Kawa dla Zdrowia – energia, smak i sposób na długowieczność” w tym wpisie.
Zamierzam później opisać tę książkę dokładniej. O zdrowotności kawy było też wielokrotnie na LepszeZdrowie.info, ale powyższa biblia kawy (jak w tytule angielskiego oryginału) robi wrażenie – wiele nowych badań, w tym autora. Skoro kawa tak pomaga, wręcz leczy, to obawiam się że nasz Instytut Leków i inne władze przy MZ zadekretują, że kawa ma być lekiem na receptę…  🙂
Gdy o kawie, to – ze względu na antyoksydanty – nie trzeba sobie odmawiać pewnych przyjemności 🙂 – zobacz dokładniej dlaczego.
jeszcze jeden wpis o kawie – nie bójmy się jej ze względu na ciśnienie (w większości przypadków).

Na wakacjach lubię oddawać się lekturom „z pogranicza” tj. takim, w których pojawiają się niezwykłe tezy, tajemnice,  wątki ezoteryczne itp. Miałem  prawie ukończoną książkę (ebook) z tej półki – o przyszłości świata, ale przynajmniej dwie okoliczności powstrzymują mnie przed jej publikacją.
Jeszcze nie skończyłem czytać książki „Factfulness – Dlaczego świat jest lepszy niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą” (autor Hans Rosling…). Co prawda, widzę, że autorzy miejscami popełniają błędy wbrew sobie, ale wciąż mam nadzieję, że i mój obraz świata zmieni się na bardziej pozytywny, może miejscami się mylę, przejaskrawiam. Wtedy i moja książka powinna być przemodelowana, bo pokazuje sprawy straszne… lub byłaby przedwczesna, co jest tą drugą okolicznością.
Przypomina mi to sytuację, jaką ma obecnie Igor Witkowski, który wstrzymuje publikację dwóch gotowych książek – właśnie dlatego, że byłyby przedwczesne i nie znalazłyby zrozumienia. Omawia to ciekawie w wywiadzie „Wyparta logika apokalipsy„.

Zapamiętajmy tę rozmowę. Być może czeka nas jeszcze dużo bardziej gorący czas
Przypomnę, że Joanna Rajska jest autorem m.in. książki „Między Chaosem a Świadomością – Hiperfizyka”, a Igor Witkowski autorem ponad 70 książek, z których część prezentuje na swej stronie https://www.igorwitkowski.com/.

Tyle na teraz. Prawdopodobnie wakacje, a z tytułu emerytury mam je długie, nie będą (?) obfitowały w wiele wpisów.

Idzie raczej czas odpoczynku i przygód – czego wszystkim życzę.

Lapidaria marzec 2019

Chory jest ten, kto unika miłości.
Sokrates

1. Nowości marcowe serwisu LepszeZdrowie.info skupiły się głównie na podsumowaniu wpisów na Facebooku. Moje perypetie zdrowotne i szpitalne, które tam krótko opisuję, zabrały sporo czasu i energii. 
Teraz błąkam się od lekarza do lekarza, bo sprawy sie komplikują i widzę, że moje dawniejsze krytykowanie obecnej medycyny znajduje praktyczne i osobiste potwierdzenie. Działanie „aby-aby” i wg schematu „jednostka chorobowa” > lek > dawka – bez wnikania w przyczyny i korelacje. Poruszam na stronie między innymi takie tematy: o leczeniu i uzdrawianiu, metoda klawiterapii, rodzaje i leczenie refluksów, czy mleko jest zdrowe, niebezpieczeństwa 5G i szczepień, metody na raka, co dla duszy to i dla ciała, S7Concierge(sprawdź co to jest).

nowości marcowe LepszeZdrowie.info

2. Pewne tematy wracają. Na przekór głosom, które bagatelizują takie sprawy jak technologia 5G lub przyczyny globalnego ocieplenia, ja – nomen omen niepokornie, widzę to albo odmiennie lub przynajmniej ostrożniej.

Co do 5G, to po tutejszym wpisie Alert 5G napisałem jeszcze notatkę 5G- niebezpieczna technologia.

Temat zjawiska ocieplenia klimatu i jego źródeł jest znacznie obszerniejszy, zatem rozbijam go na odcinki o nazwie Zmiany klimatu – co o tym sądzić?
Pierwszy z przynajmniej trzech znajdziesz tutajNastępne ukażą się tamże – przewiduję że w kwietniu.
Zanim pójdę dalej pozwoliłem sobie na ogólniejsze refleksje – zarówno o klimacie jak i obliczu współczesnej nauki. Tak jak widzę degrengoladę w medycynie chorób przewlekłych, tak i dzieje się gdzie indziej. Notatka ma tytuł Uciekinierzy z systemu
A propos – czy i ty nie miewasz ochoty by wyrwać się z Sytemu?
Nawet jeśli miejscami się mylę, to przynajmniej w tym odczuwam pewien komfort, że w jakiejś mierze to mi się udało.

3. Te notatki są umieszczone na stronie Moc Wiedzy – jeszcze mało znanej. Wpadnij – może polubisz?

5. A propos wiedzy i ostatniej informacji o tym, jak mało Polacy czytają (nawet tych, którzy przeczytali chociaż jedną jest tylko 37%). Podane źródło przedstawia szereg danych szczegółowych oraz analizę przyczyn. Obawiam się że te przeczytane to często pozycje o małej wartości…
Co możemy zrobić? Wręcz mikroskpijnie wspieram czytelnictwo wpisami na Future Books, chociaż przyznam że rzadko – obecnie wolę czytać (obłożony jestem wieloma książkami) niż pisać.
Statystyki mocno podbija moja żona – przynajmniej dwie książki tygodniowo. Też na tym korzystam, bo opowiada mi o nich 🙂

6. Przypominam, że z końcem kwietnia platforma blox przestanie istnieć. Zamierzam się przesiąść z tym blogiem na wordpressa, ale zrobię to chyba nie prędzej niż w połowie miesiąca.

7. Na zakończenie akcent liryczny od mojego ulubionego wykonawcy i autora – Kortez śpiewa Hej, wy! Zwróć uwagę także na słowa.

Poezja przed burzą

…oddycham poezją przed nocą.
Dziś wiersze pisać? – Po co?

Kot na stole

Po czasie suszy a potem chłodu, lipiec obecnie darzy piękną pogodą, przynajmniej tu gdzie jestem – na swej „daczy” – z dala od miasta, zanurzony w przyrodzie. Także z dala od ludzi (może oprócz weekendów, kiedy w okolice zjeżdżają mieszczuchy na citybreak). Telewizja jest cieniutka i kapryśna  – kiedy zechce. I dobrze…

Spaceruję po trawie ogrodu bosymi stopami masując je i ciągnąc uzdrawiające elektrony z ziemi lub oddaję się lekturom głównie w hamaku, czasem ucinając sobie i drzemkę. Potem piję kawkę i delektuję się kolejną chwilą – trwaj!
Wieczorami, gdy gorąco słabnie, wyciągamy rowery lub idziemy na daleki spacer w bezkresny pagórkowaty las. Gdy jeszcze jest gorąco półnadzy oddychamy całym sobą i wchłaniamy aromaty drzew i krzewów. Kochamy las podobnie jak to opisałem w Shirin-Yoku. Prowadzimy długie rozmowy. Nie ma prawie jagód z powodu byłej i obecnej suszy, grzybów podobnie  – jeszcze nie. Ale ożywieni wspomnieniami zeszłych sezonów mamy nadzieję na tę przygodę jesienią. Teraz tylko czasem parę kań – na wieczorny przysmak. Leżymy sobie na trawie lub mchu patrząc w puchate chmurki, czasem spektakularne chmurzyska (o dziwo obecnie bez chemtrails, które wcześniej zawsze się tu pojawiały). W lesie zero ludzi, oprócz terenów wyrębu – na szczęście chyba już zwijają się z tą pracą.

Żyjemy skromnie i prosto. Czas płynie leniwie, chociaż rano każdego dnia jest coś do zrobienia, a to zebranie spadów z jabłoni (mamy klęskę urodzaju), a to robienie z nich konfitury, trzeba coś podlać lub popielić chwasty tu i ówdzie, coś skosić, ale to bardziej dla ruchu niż dla szału zajęć ogrodowych, jaki obserwujemy u paru sąsiadów.
W ogrodzie obserwuję ptaki. Już nie śpiewają tak jak na wiosnę, ale uwijają się w poszukiwaniu pożywienia. Zasłoniliśmy krzaki aronii rodzajem firan bo owoce są już ich przedmiotem pożądania. 
Na dachu drugiego pawilonu, jaki mamy, siada drozd a może pani kosowa (trudno mi odróżnić z odległości) i deliberuje jak by się pod te firany dostać. Wymyśłił(a) i szybkim susem wdziera się do krzaka przez  mało widoczna lukę. Przepędzam spryciarza samym zbliżeniem się, chociaż miałem obawę czy się w tej pajęczynie nie zaplącze. Ale nie. A inny wszedł od dołu po pochyłym kiju, który podpierał obciążone gałęzie.
Często grasuje wiewiór(ka) na okolicznych leszczynach lub na sosnach łuskając świeże szyszki wprost mi na głowę. Kiedy indziej parka ściga się jak szalona po gałęziach cmokając i tupiąc pazurkami po korze.
Pól-dzikie zaprzyjaźnione z dawna koty stoicko wylegują się na werandzie czy nawet na fotelu lub bezceremonialnie na stole, cierpliwie czekając aż trafi im się jakiś kąsek. Są grzeczne i nie narzucają się. Jedynie bura kotka chowająca pod dużą stertą chrustu pięć małych kociąt przychodzi często i płaczliwie prosi o coś na ząb. Nie żałujemy – zapas karmy znika szybko.
Siedząc z książką w ogrodzie obserwuję małe robaczki, które czasem spadną mi skądś na kartki. Oto jeden szkrzydlaty mniejszy od milimetra, same skrzydełka to ok. połowa jego długości. Krąży jakby z rozmysłem, szuka dogodnej drogi zejścia, smakuje (?) kartkę, odlatuje i wraca. Zadziwiają mnie te mikroskopijne stwory.

Ten błogi nastrój (prawie) dolce farniente jakby naśladuje zachowanie tutejszych kotów – śpiących, przeciągających się, nasłuchujących drgnień przyrody… Współgra z tym, co Denis Grozdanowitch przekazuje w urokliwej książce „Trudna sztuka (prawie) nicnierobienia„.
Z tym że Denis 100 razy lepiej ode mnie wyraża uczucia i zachwyty jakie daje nam przyroda i wycofanie się ze zgiełku miejskiego. Jest tam też sporo filozoficznych głębszych treści też rodem z obcowania z przyrodą i jej pięknem a także ze sztuką.  Mam tę książkę stale tutaj pod ręką i aż chce się przytoczyć wiele jej fragmentów, bo opisują to, co przeżywam lub przeżywałem. Są to na ogół dłuższe opisy przyrody lub objawiających się autorowi niespodzianek. Ale nie miejsce na to, więc tylko mały przykład i to natury filozoficznej a nawet politycznej, czego też w książce nie brakuje:

„… ci, którzy zachwalają nadmierny postęp i ufają ślepo dobrodziejstwom świata techniki, nie troszczą się zbytnio o kwestie dobrego samopoczucia, rzeczywistej wygody, kurtuazji, grzeczności, krótko mówiąc – o szczęście.  … Są to zwolennicy cywilizacji nastawionej w tyraniczny wręcz sposób na ilość, a nie na jakość, co  – możemy mieć podstawy do obaw – prędzej czy później doprowadzi do „powolnej apokalipsy” (nawiązując do słów Kennetha a White’a), której nikt nie chce na razie potraktować poważnie”.

Jest tam sporo złotych myśli i cytatów, które raczej będę umieszczał przy okazji na twitterze.
To klimaty jak w książkach Ferenca Mate, Petera Mayle, sielankowość jak w romantycznych amerykańskich filmach o francuskiej prowincji lub Toskanii. Czy taki świat jeszcze istnieje? Szczególnie „moja” ukochana Francja, którą opisują ww. dzieła i do której jeździłem turystycznie i do pracy, jakby przestaje być sobą… Może jeszcze gdzieś na prowincji. Mam nadzieję, że i w Polsce mamy jeszcze wspaniałe miejsca. Martwię się o równie ulubiony Dolny Śląsk – dochodzą niepokojące słuchy o zakusach Niemców i Żydów, którzy tam podobno typują swoją nową ziemię obiecaną.

Tak, pomimo tego „oderwania od rzeczywistości”,oczywiście mamy z żoną świadomość, że wokół (na świecie i w Polsce) rozgrywają się poważne sprawy. Poprzedni tutejszy wpis „Czy czeka nas niewyobrażalny kataklizm”  zatrącił nawet o ton dramatyczny. 
Zabraliśmy ze sobą sporo nieprzeczytanych jeszcze w Warszawie czasopism i nadrabiamy zaległości.
I tak w „do Rzeczy” nr z 2-8 lipca znajduję wreszcie (bo to rzadkość w głównych i politycznych mediach) artykuł „Śmierć z Kosmosu” pokazujący, że nie tylko ja i mnie podobni widzą takie możliwe zagrożenia.  Także znajduję potwierdzenie swoich obaw co do naszej „służby zdrowia” w artykule  „Kolana prezesów” w Polska Niepodległa nr10/2018. Ale te liczne tematy, to może na inne wpisy i eseje, na które mam chrapkę.

Czytamy też sporo Stanisława Michalkiewicza, erudyty, profetyka polityczno-obyczajowego i „niepoprawnego” komentatora bieżącychwydarzeń (spory zbiorek felietonów zebranych w paru książkach), lub, późnym wieczorem, gdy sieć się u nas budzi w związku z inną pozmierzchową aurą, słuchamy jego pogadanek (Youtube, wRealu24, itp. – co nie oznacza, że ze wszystkim przychodzi się zgodzić). Dzieją się rzeczy budzące trwogę ale także rozbudzące świadomość (>  Polityczne otrzeźwienie).
Na szczęście dzięki humorowi i lekkości języka pana Stanisława nie dajemy się do końca zdołować, a nawet zaśmiewamy się z jego anegdot i prześmiewczych powiedzonek (próbka: EuropejsiNasi Umiłowani Przywódcy, Judaszyzm, smrodliwe podmuchy, grandziarz X,… )

Podobnie inni autorzy niezależni. W leżakowych i spacerowych zadumaniach dochodzę do wniosku, że tak mało możemy zrobić ku poprawie w pojedynkę, że może warto dać sobie z tym spokój i wieść spokojne życie emeryta. Jednak nie uznaję zwyczajów strusia i przyglądam się zwłaszcza mnożącym się oddolnym ruchom obywatelskim, które, co prawda, dotąd małe i nie zintegrowane, dają jeszcze bodajże jedyną nadzieję. A może walec dziejów wszystko wyrówna w sposób dziś nieprzewidywalny?  Albo ilość ludzi mądrych i dobrej woli osiągnie hipotetyczną wartość krytyczną i ludzkość się oświeci?  Czy to wszystko to tylko Burza przed ciszą – jak w tytule książki Neale D. Walscha? Mimo fatalistycznych nastrojów nie chciałbym i nie jestem fatalistą.
To, co mogę zrobić, to tyci-tyci pokazywanie pewnych spraw tutaj i w mediach społecznościowych. Oprócz tych spraw ‚wielkich’, społecznych, boli mnie przede wszystkim cierpienie osób chorych, często zupełnie niepotrzebne. Ponieważ są one często ofiarą równie zakłamanego świata medycyny, przynajmniej na tym froncie próbuję dać im trochę światła w kwestii bardziej samodzielnego radzenia sobie z problemami – przez stronę http://www.LepszeZdrowie.info. Przyznam, że o ile co miesiąc serwuję tam względnie zasobną porcję nowości, to w lipcu – z zaprogramowanego na wakacje lenistwa, będzie tego znacznie mniej. Jak dotąd tylko jeden większy i niesamodzielny materiał Prawidłowe żywienie w odchudzaniu.
Ale pod koniec miesiąca może coś nowego się pojawi (sprawdź na www.Lepszezdrowie.info/news7.18.htm).

Z mądrych nauczycieli przytoczę jeszcze ulubionego dra Jerzego Jaśkowskiego, który oprócz zawodowych tematów zdrowia, zawsze w swych prelekcjach na youtube (za Tagen.tv) doda coś o sprawach polityki, historii i nauki.   
Dr  Jaśkowski często wspomina o globalnym władztwie City of London Corporation (CLC). Spotkałem się z niedowierzaniem, gdy to komentowano, ale mamy szersze omówienie i  potwierdzone tego faktu u Roberta Brzozy w tym materiale https://tajemnice.robertbrzoza.pl/finansjera/city-of-london-corporation-czy-rzadza-swiatem/.

Tak więc leniuchuję i zbieram siły na sezon powakacyjnej aktywności.
Podobnie jak zabrałem multum książek do przeczytania (żona też – trochę się wymieniamy, także refleksjami), tak wyznaczyłem sobie dużo spraw do uporządkowania (np. w komputerze), do przemyślenia, napisania, zaplanowania, sprawdzenia, zrobienia na działce itp. – licząc się z gorszą pogodą. Ale dobra pogoda rozleniwia i utrudnia, dodając frustrację, że 80% planów może nie być  zrealizowanych. Zwłaszcza boli mnie, że tyle książek może nie być przeczytanych …

Z tego względu lepsze  byłoby dłuższe oderwanie od „bieżączki” i pobyt z dala od szumu wielkiego miasta w sezonie powakacyjnym, gdy przebywa się więcej w domu. Zwłaszcza pisanie wymaga większego skupienia i dyscypliny.
A pomysłów i myśli jest tysiące…

Wessani w leśno-wsiowe życie, którego możemy doświadczać jednak tylko do ok. końca września – ze względu na lekką, letnią konstrukcję domu i brak ogrzewania, czasami myślimy zrobić sobie życiową  próbę pobytu w lesie przez cały rok. Pomyślisz – jakaż to próba – tak żyją tysiące ludzi. Jednak dla starszych państwa – mieszczuchów z Warszawy to  wyzwanie. Poszukiwalibyśmy  domu z odpowiednimi warunkami jak np. jakaś leśniczówka, dom prywatny częściowo lub całości udostępniony. Zaciekawia nas pełniejsze doświadczenie przyrody w czterech sezonach. Znasz taką  możliwość?

Wracając do wieczornych zajęć – najchętniej słucham na YT zaległych audycji Emila Piaseckiego z cyklu Rody krwi. Niezależnie od jego geniuszu i obszernej, czasem piorunującej wiedzy – świetny gawędziarz.
A jako nocny Marek, już później, próbuję też coś pisać. Najchętniej poezję – jako ucieczkę od tych wszystkich zawirowań, trosk i zwiastunów burzy. Podobno pozytywna myśl kreuje to, co lepsze.
Zamiast ostatnich wierszyków zamieszczam poniżej znacznie starszy, który dobrze oddaje nastrój tych chwil.

Poezja

Ołówek, czysta kartka biała,
gumka i parę spinaczy,
nożyk, pestki słonecznika,
obok piórnika martwa mucha

W powietrzu, w pajęczynach
i na stole kurz
w promieniach zachodniego słońca,
od gorąca lepie czoło.

Różne głosy na zewnątrz,
tu zegar czas odmierza
i dzień leniwie zbiera.
Żadna litera nie przychodzi do mnie.

Z tyłu ktoś patrzy? Chociaż – nie,
to firanka, obok, owszem – ćma
na nagrzanej ścianie,
o swe spanie całkiem spokojna.

Jaki to zapach? Goździk czy maciejka?
Długie cienie się kładą
i wokół coraz ciemniej.
A we mnie – zachwyt. Czuję wszechświat cały.

Plecy już bolą,
więc wstaję, podchodzę do okna
i oddycham poezją przed nocą.
Dziś wiersze pisać? – Po co?

A potem śpię jak nigdy w Warszawie, doświadczając niezwykłych snów, z niektórych można by ułożyć ciekawe scenariusze. Niestety szybko to umyka z pamięci.

Na zakończenie mój ulubiony cytat:

Tak więc gdy inni nieszczęśnicy oddają się nienasyconej pogoni za ambicjami i krótką chwilą władzy, ja wyciągam się w cieniu i śpiewam.
Fray Luis de Leon, ok. 1527-91

Ale wiosna…

Wesoła myśl jest niczym wiosna. Otwiera pąki natury ludzkiej.
Jean Paul Sartre

magnolia wiosną

Kocham wiosnę i mimo przyzwyczajenia do codziennych spacerów, przez to że pogoda nie rozpieszcza (gdzie to globalne ocieplenie?), siedzę więcej w domu i nadganiam zaległości w różnych swych planach.
Oto małe resume (czyli lapidarnie) tego, co działo się w kwietniu i marcu – takie wybiórcze tutti-frutti oraz parę wyjaśnień w obliczu likwidacji niektórych stron www.

Serwis www.StefanGarczynski.pl – założony od nowa; teraz pracuję nad  książkami do publikacji. 
Pracuję też nad sporą własną książką – zamierzam wykorzystać świetny system wydawniczy Ridero.eu.
Książki mnie … kręcą – czasem coś wrzucę na ten temat na www.nextboox.blogspot.com.

Jak wspomniałem poprzednio, ostatnio zajmuję się głównie sprawami zdrowia, zatem zapraszam do odnośnych nowości z kwietnia (a także starszych) – http://lepszezdrowie.info/news4.17.htm oraz do bardziej bieżących informacji na https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness/ .

Prowadziłem jeszcze tematyczny blog właśnie o zdrowiu i fitnessie befirst.co/fitness. Z paru względów (o czym dalej) zlikwidowałem go. Było dużo odwołań do tego bloga w różnych miejscach – będę sukcesywnie zmieniał takie linki na nowe – w miarę umieszczania tych dawnych wpisów gdzie indziej.  Jest jednak częściowy zapis archiwum bloga, gdzie możesz podejrzeć co w nim było (póki się zachowa w tym archiwum).

W domenie befirst.co zajmowałem się, głównie edukacyjnie,  „biznesami internetowymi”, ale ponieważ wycofuję się z nich prawie całkowicie, to likwiduję też odnośne tamtejsze blogi. Zresztą, we wszystkich blogach na moim serwerze już wcześniej powstały nieodwracalne szkody spowodowane złośliwym oprogramowaniem, co dodatkowo skłoniło mnie do ich skasowania. Możesz zajrzeć do cząstkowych archiwów tutaj E-Biznes24/265, Smart Marketer, … (tylko zrzuty ekranowe lub szczątkowe łącza – te archiwa nie są w pełni funkcjonalne, a niektóre linki i treści mogą być nieaktualne).

Co do zdrowia (z opcją biznesową), to pozostaję przy ofercie S7Health – firmie (i koncepcji) z olbrzymim potencjałem rozwojowym w Polsce. Są i plany zagraniczne. Polecam też ich prezentacje.
Kiedyś, jako orędownik metod naturalnych, miałem pewne obiekcje, ale szybko doszedłem do wniosku, że należy łączyć to, co potrzebne i dobre w medycynie akademickiej z tym, co ma wartość w altermedzie – opisałem to wtedy tutaj, a potem jeszcze wielokrotnie na LZ. Zresztą, narasta  światowy trend w kierunku medycyny integracyjnej.

Przez długie lata zajmowałem się też „rozwojem osobistym”, nawet w pewnym zakresie byłem pionierem w polskim Internecie (rok 2002-3) poprzez serwis http://www.L-earn.net.  Tej domeny nie likwiduję, natomiast sam serwis padł dawno i szukam czasu by go odtworzyć. Szczęśliwie mam sporo zapisanych materiałów oraz jest cząstkowa wersja w archiwum (z ograniczeniami wspomnianymi poprzednio) a także w komputerze – kiedyś odtworzę?.
Natomiast polecam dość żywą grupę w Internecie, którą kiedyś powołałem na bazie L-earn.net – Twój Rozwój.
Obecnie jest opanowana (i dobrze!) przez  wiele osób i firm głównie z branży szkoleniowej – możesz mieć na bieżąco sporo ciekawych anonsów.

Osobiście postrzegam dziś rozwój już nieco inaczej – nie przez skupianie się na wielu umiejętnościach miękkich (uznaję ich przydatność), gonieniem za narzędziami sukcesu, stałym szkoleniu się itp. 
Bodajże wszystko można osiągać prościej – metodami energetyczno-duchowymi, że tak to tajemniczo ujmę. Tu jestem jeszcze adeptem, więc nie będę rozwijał tego tematu. Może tylko podzielę się wzmianką o pewnej obszernej lekturze w tym zakresie, jak Transerfing Vadima Zelanda, książki Franka Kinslowa czy Davida R. Hawkinsa, itp.

transerfing2

 10 tomów w studiowaniu – nawet w kuchni. Są i dalsze.

Wrzuciłem sporo dość niszowych tematów (może oprócz zdrowia – jest ważne dla każdego). Jeśli chociaż jeden Cię zainteresował – będę miał satysfakcję.

 Leszek

Lektura i natura

Zdrowie to stan, o którym medycyna nie ma nic do powiedzenia.
W.H. Auden

na biegówkach

Motto prowokuje swym humorem, ale prawdą jest że medycyna zajmuje się przede wszystkim chorobami a nie zdrowiem. Znajduję je np. w naturze.

O naturze pisałem tu wielokrotnie, zwłaszcza wspominając swoje wyjazdy i pobyty działkowe.
Zima bez śniegu ostatnio nie usposabiała do zachwytów nad przyrodą, zatem pogrążyłem się raczej w lekturach.
To spowodowało, że postanowiłem założyć nowy blog o książkach, zwłaszcza elektronicznych (ebooki). Nazwałem go Next Boox.

Na bazie tego bloga chciałbym po trosze reaktywować swój stary koncept i wówczas (2005 r.) istniejącą stronę eboox.pl – w miarę dostępnego czasu.

Nazwa Rozwiązania na Kryzys, która pojawia się przy profilu tego bloga, bierze się z pewnej zaszłości na bloggerze – zostawiłem także ze względu, że faktycznie jesteśmy w czasie wielu kryzysów: politycznych, finansowych, gospodarczych, kulturowych, dot. bezrobocia itd.
Książki, które będę przedstawiał, w sporej mierze będą wskazywały rozwiązania…

Pozwala mi to wrócić także do stroniczki na facebooku – też przez lata prawie nieczynnej – https://www.facebook.com/futurebooks/
Na razie niewiele jeszcze tam wpisów, więc tymczasem wpraw się ‚nastrój książkowy’ także tutaj.

By powiązać wątek natury i książek zacytuję poniżej jeden z ostatnich wpisów na Next Boox:

Dziś kolejny świetny dzień rekreacji ruchowej na biegówkach.
Ponieważ w Warszawie powietrze jest zanieczyszczone  – jak podaje monitoring (pewnie są jakieś i dla innych miast) – to śmigam za miasto.

Lasy wciąż w pięknej zimowej pierzynce. Sporo narciarzy,
a podwarszawskie przyleśne wypożyczalnie cieszą się powodzeniem.
Ja polegam na swych wysłużonych, ale wciąż sprawnych atomicach.
Dziś podniosłem poprzeczkę – dość ciężki plecak i górki 🙂
Dodam, że biegi narciarskie to świetne ćwiczenie nie tylko na nogi,
ale i na ręce oraz serce i sposób na zrzucenie kilogramów. Biegówki sprawiają mi wielką przyjemność, podobnie jak nordic walking.
Uprawiam od lat, chociaż ostatnio miałem przerwę z braku śniegu w okolicach Warszawy oraz z powodu kontuzji kręgosłupa w 2015.
Intensywna rehabilitacja i ‚zabiegi mentalne’ wyprowadziły mnie na prostą
– przynajmniej na tyle aby te 5-10 km bez większego zmęczenia zaliczać
pomimo, że wiek już ogólnie osłabił…
Widzę na szlakach i starszych i młodszych – zaobserwowałem ‚wysyp’
zainteresowanych po sukcesach Justyny Kowalczyk.
Intrygująco o jej karierze i w ogóle o tym sporcie pisze Daniel Ludwiński  w swej obszernej książce „Droga do Justyny Kowalczyk. Historia biegów narciarskich”
(książka do szybkiego pobrania).

Obserwując podmiejskich biegaczy nieskromnie dodam, że niektórzy biegają nieco nieudolnie – zbyt drobiony krok, za małe wykorzystanie kijków/siły rąk dla większej posuwistości. Ale może to pierwszy krok dla wielu?

W rejonach mających naturalnie więcej śniegu i w górach zapewne jest więcej szkółek i dobrych przykładów.
Piszę z perspektywy mieszczucha i amatora. Jeśli chodzi o warszawskie
i podwarszawskie wypożyczalnie i  szkółki, to znajdziesz łatwo w google.
Oczywiście jest też na facebooku dużo stron i grup biegówkowych.
Powodzenia!

—————-
Komunikacik:
Mój komunikator internetowy to obecnie WowApp 

Spełnieni

Nie żałuj, że nie spełniły się twoje marzenia;
pożałowania godnym jest tylko ten, kto nigdy nie marzył.
Marie von Ebner-Eschenbach

Lubię bywać na spotkaniach networkowych, zwłaszcza tych pod egidą Grzegorza Turniaka (szef  http://www.bnipolska.pl ), czy to na typowych meetingach BNI, śniadaniach biznesowych czy w ramach Akademii Rekomendacji.

Dlaczego? Oprócz kontaktów biznesowych, co jest hasłowym celem tych spotkań, jest to także miejsce gdzie poznaję ludzi … spełnionych. To budujące, wręcz magiczne doświadczenie.
Można wiele się nauczyć, cieszyć energią i charyzmą tych ludzi, wejść z nimi w kontakt osobisty. Czyli – jest to i życie towarzyskie. Ostatnio Grzegorz zacytował żarcik twórcy Kabaretu Dudek, Edwarda Dziewońskiego: „Jedyne życie jakie ma sens, to życie towarzyskie„.

Czym są rekomendacje? Czymś znacznie więcej niż wymianą wizytówek, czy ‚swatkowanie’ biznesów. To sztuka promowania i edyfikacji innych. To cała wiedza o relacjach, której uczą kursy BNI. To poznawanie siebie przez innych oraz przez oferowane testy osobowości. To, jak mawia Turniak – aktualizacja swojej mapy rzeczywistości.Poniedziałkowa (8.12.14)  X Akademia Rekomendacji miała hasło „Ekonomia Wdzięczności„.

Nie będę streszczał o co chodzi, pojęcie wzajemności w biznesie i nie tylko – mam nadzieję – jest intuicyjne i znane (książka o tym tytule autora: Gary Vaynerchuk).
Grzegorz zachęcał do wykorzystywania w większym stopniu mediów społecznościowych, ponieważ nie wszyscy ludzie biznesu to jeszcze doceniają, nie wszyscy zauważyli, że dziś sukces buduje się coraz bardziej na jakości relacji z klientem i mediami.

Niezależnie od tego przesłania – tak, jestem wdzięczny, że tam znów byłem.

Spotkałem też starych znajomych, poznałem nowych.

Wykład na ten temat wygłosił Grzegorz Turniak.

Jak zwykle uzyskaliśmy cenną wiedzę biznesową, było doborowe towarzystwo i wspaniała atmosfera.
Wykłady mieli dwaj goście:

* Marek Skała – właściciel firmy szkoleniowej MEGALIT – Instytut Szkoleń, dziennikarz, publicysta miesięcznika „Nasz Rynek Kapitałowy”, autor kilkuset tekstów z zakresu biznesu. Autor książki „Psychologii Zmiany” (ponad 25 000 sprzedanych egzemplarzy). Marek – jak dla mnie – to spektakularny przykład ciekawego, spełnionego życia, pełnego świetnych ludzi. Przykład jak rekomendacje ‚nakręcają’ same kolejne kontakty i bogactwo w różnym rozumieniu tego słowa.

* Sławek Muturi – inwestor w nieruchomości w wąskiej niszy kawalerek na wynajem. Rentier zwiedzający świat. Osiągnął wolność finansową w wieku bodajże 43 lat. Większość roku spędza w ciepłych krajach, odwiedził już wszystkie niepodległe państwa na kuli ziemskiej. Autor książek. (mam: Życie postkorporacyjne i Mieszkania na wynajem – moja droga do wolności finansowej).

Prezentację biznesową (zwyczaj spotkań) miał mój stary znajomy  – Tomek Wiśniewski – mówił o energetyce odnawialnej w kontekście projektów elektrowni wiatrowych.

Już cieszę się na następną Akademię Rekomendacji w styczniu, gdzie wystąpi między innymi Ewa Foley, (Inspiration Seminars International) – cudowna kobieta, którą podziwiam bodajże od dziesięcioleci.
Znane są fiszki motywacyjne Ewy – oto jedna z nich – bardzo a propos naszego spotkania:
Niektórzy ludzie zamiast mostów budują tamy i stają się samotni. Ty jesteś budowniczym mostów” .
Tymczasem wybieram się na coroczne otwarte spotkanie wigilijne u Ewy 13 grudnia 🙂

Od lewej: Tomek Wiśniewski, Sławek Muturi i Grzegorz Turniak

Grzegorz Turniak w czasie swego wystąpienia.

Syndrom weekendu

Weekend jest wyczekiwany z utęsknieniem, ponieważ w ciągu tygodnia praca zawodowa, z której wracam po 17-tej, zabiera mi tyle sił i czasu, że już niewiele energii starcza na zajęcie się sprawami, które mnie naprawdę interesują. Niemniej codziennie spędzam w domu wiele godzin nad swymi sprawami, ale to nie wystarcza by je zrealizować, a jednocześnie podkopuje zdrowie i  wyłącza znacznie z życia rodzinnego. Źle się dzieje…

Weekend to okres który wreszcie mogę poświęcić dla rodziny, kultury i koniecznej rekreacji – przynajmniej częściowo.  W ciągu tygodnia zbiera się wiele rzeczy odkładanych właśnie na weekend: nie przeczytane gazety i czasopisma, setki (już po wstępnym odsianiu) e-maili i ich załączników, e-booki i zwykłe książki, sprawy „na mieście” na które nie starczyło czasu, porządki i inne prace i reperacje domowe, praca nad własnymi projektami, itd.

Marzę o tym żeby spotykać się z ludźmi, brać udział w seminariach i podobnych imprezach edukacyjnych – czasami udaje mi się to właśnie w weekend, ale generalnie nie lubię gdy jestem przez to zmuszany do kolejnych godzin spędzonych w zamkniętym, dusznym pomieszczeniu, na siedząco, właśnie np. w niedzielę.

Mam często żal do organizatorów, że jakby nie rozumieją że dla wielu osób jest to czas odpoczynku, który zabierają. A już paradoksalnie dla mnie brzmią propozycje sobotnio-niedzielnych nasiadówek na temat zdrowego trybu życia 🙂

Chociaż bardzo konsekwentnie przestrzegam by mieć w soboty i w niedziele zajęcia fizyczne, to niestety, i w weekend wiele mych zajęć sprowadza się znów do siedzenia przed komputerem. Jest to wreszcie okazja by znów zajrzeć na platformy społecznościowe, zobaczyć co u wirtualnych znajomych, wrzucić coś do twittera.

Problemem jest więc czas, a może efektywność. Co do efektywności, to nie mogę powiedzieć, że nie znam metod i że ich nie stosuję. Cały serwis http://www.L-earn.net jest w dużym stopniu poświęcony efektywności osobistej.

Zapewne wiele problemów by odpadło, gdybym nie musiał pracować, był niezależny finansowo. Idę małymi krokami (za małymi!) w tym kierunku – napiszę wkrótce o tym osobno. Powiem teraz tylko tyle, że jestem wręcz bombardowany różnymi propozycjami (90% z zagranicy), jednak ich rozpoznanie i weryfikacja  zabiera sporo dodatkowego czasu – często okazuje się, że są albo nie do zastosowania w Polsce, albo podejrzane, albo ryzykowne itd.

Sporo daje mi teraz internetowy kurs „Optymalizacji życia” , chociaż niektóre lekcje znane mi są od dawna i  odnośne zalecenia stosuję. Ideą, która rozpala moją wyobraźnię jest zwłaszcza tzw. semiretirement.

Wracam jednak do „syndromu weekendowego”.  Otóż zauważyłem od wielu tygodni, że weekend – zamiast przynosić odprężenie, powoduje jednak u mnie dodatkowe napięcie. Notes jest przepełniony setką spraw do zrobienia i nigdy nie udaje się ich w całości wykonać – lista więc narasta.

W dni robocze, zwłaszcza teraz późną jesienią, ranne wstawanie jest trudne i przykre – może to także podświadoma niechęć do mało lubianej pracy.  Nadto, ponieważ kładę się zawsze po 12, a wstaję przed 7, to czuję się niewyspany. „Odeśpię w weekend” – niestety w sobotę budzę się nawet jeszcze wcześniej niż normalnie i już nie mogę zasnąć. I w ogóle źle wtedy śpię. W głowie setki myśli i planów na dany dzień…

Dodatkowo, zbliża się koniec roku i konfrontuję się z rocznymi planami – czy zdążę je zrealizować i czy w ogóle…

Ciekawe, czy też tak macie? A może to początek choroby zwanej pracoholizmem?
Trzeba chyba zmienić strategię swego życia…