Marnotrawstwa ciąg dalszy

marnowanie żywności to tylko jedno z wielu niepokojących zjawisk

Marny to człowiek, który marnuje życie – swoje
i innych, oraz to, co ludziom sprzyja i jest im potrzebne.

LK

Na początku 2013 r. poruszyłem ten temat szerzej  – wpis Marnotrawstwo, a wcześniej i potem były mniejsze wzmianki, ale minęło wiele lat – była „pandemia”, wojny, nowe układy polityczne – szereg zmian, które dają nowy obraz zjawiska. To duży problem globalny i polski. Szykuje się więc dłuugi wpis – jak na blog. By to jakoś jednak skracać, odwołuję się do wielu innych wpisów na tym blogu i zewnętrznych (oczywiście to opcja dla szczególnie ciekawych).

Zwłaszcza chciałbym zająć się tym drugim, polskim zakresem, bo tutaj mieszkam, a nawet podchodzę do tego emocjonalnie, bo widzę jak to Polskę zubaża.
Ale zacznę od aspektu globalnego, bo w sporej mierze tam widzę źródło pewnych trendów oraz ponieważ w wielu krajach sytuacja jest jeszcze gorsza i paradoksalna. Bo w ogóle m
arnotrawstwo stanowi jedno z najbardziej paradoksalnych zjawisk współczesnego świata. W erze rosnącej populacji, zmian lub zakłóceń klimatycznych i ograniczonych niektórych zasobów naturalnych marnujemy ogromne ilości żywności, energii, surowców i produktów konsumpcyjnych. Jest to nie tylko strata ekonomiczna, lecz także moralna i ekologiczna, zwłaszcza gdy setki milionów ludzi cierpią z powodu głodu i niedoborów.
Tu jednak jest konieczny
wstęp dyskusyjny.
Mówię „niektórych zasobów”, ponieważ uważam, że ten aspekt jest znacznie przesadzony. Przykładowo problem głodu w pewnych miejscach jest wynikiem złej gospodarki i dystrybucji dóbr, spuścizną kolonializmu, który i dziś ma kontynuację chociaż nie wprost. Zagospodarowanie milionów hektarów nieużytków, lepsze metody upraw i hodowli, podobnie zasoby oceanów, pozwolą wyżywić dużo większą populację niż dzisiejsza. Jeśli chodzi o zasoby ropy naftowej, to wbrew narracji są odtwarzane i przez to praktycznie niewyczerpalne. Wynika to z tego, że ropa jest bieżącym produktem podziemnych bakterii
(jest też inna hipoteza o abiotycznym odnawialnym pochodzeniu). Polegam nie tylko na odnośnej teorii o pochodzeniu bakteryjnym, ale też na świadectwie Globalne Agencji Wywiadowczej. Jeśli chodzi o energię, to wierzę też, że istnieją alternatywne jej źródła, nie tylko atomowa, w tym fuzji – nawet tzw. zimnej i jeszcze inne do odkrycia oraz takie, które są celowo ukrywane by podtrzymywać obecny stan z powodów biznesu monopoli i dla realizacji globalistycznych narzędzi straszenia, by potem zaoferować swoje rozwiązania. Natomiast faktycznie może zabraknąć metali ziem rzadkich i podobnych surowców, o ile nie zostaną zastąpione czymś innym, lub do czasu ewentualnego pozyskiwania z kosmosu.
Na teraz jednak te wizje nie zwalniają nas od odpowiedzialności w zakresie marnotrawstwa.
Największe źródła marnotrawstwa występują w następujących dziedzinach:

  1. Żywności – od pola (straty zbiorów) przez przetwórstwo, handel, gastronomię po gospodarstwa domowe.
  2. Energii – nieefektywne budynki, nadmierne i złe zużycie w transporcie i przemyśle i szereg innych czynników.
  3. Plastikach i opakowaniach – jednorazowe produkty, nadmierne pakowanie, zła utylizacja.
  4. Wodzie – szczególnie w rolnictwie i przemyśle.
  5. Tekstyliach i elektronicefast fashion oraz szybka wymiana urządzeń.
  6. Farmacji zarzucającej rynek produktami niepotrzebnymi a kosztownymi, nawet szkodliwymi, i deprawującej medycynę, co rodzi następne koszty będące marnotrawstwem.
  7. Projektach i polityce opartej na fałszywych przesłankach, w tym czysto ideologicznych.
  8. Korupcja, kradzież i lobbing (elementy powiązane ze sobą).

To tak w wielkim skrócie. Jak widać z dwóch ostatnich punktów, są źródła marnotrawstwa, które można rozciągnąć niemal na wszystkie dziedziny.
Pod koniec wpisu podam jeszcze trzy czynniki dużej skali, o których na ogół się nie mówi, a są bodajże jeszcze bardziej ważne.
Wymienione dziedziny w aspekcie marnotrawstwa są częściowo wzajemnie powiązane, np. to, co zostało wyprodukowane w zakresie żywności czy opakowań, a ta żywność została zmarnowana, przecież wymagało energii w ich produkcji.

Kwestia odpadów jest ważna (tylko w Polsce całkowitą generacja odpadów 2023 roku oszacowano na 122,8 mln ton), nie tylko z powodu kosztów wytwarzania i prostego zaśmiecania środowiska, bo te odpady kumulują się w ziemi, pośrednio wpływają na wodę i powietrze, ponieważ nie są dostatecznie utylizowane w różnych formach. To jeden z tematów ekologii. Niektóre z tych zjawisk omówię dalej.

Skoro problem jest globalny, to poniżej garść danych o sytuacji światowej (wykorzystuję statystyki częściowo z AI, które jednak nie obejmują wszystkich wymienionych dziedzin).
Przyjmuję dalej schemat (na ile się da), w którym omawiam ogólną sytuację w danej dziedzinie, realne i potencjalne odnośne zagrożenia stratami, które często są zawinionym marnotrawstwem i na końcu możliwe środki zaradcze.
Nie zawsze jest to uzasadnione aż w takim zakresie lub w rozbiciu. Przykładowo wspomniana kwestia odpadów, która obejmuje żywność i wiele innych dziedzin i od tego zacznę.

Odpady – skala zjawiska

Na świecie problem osiąga ogromne rozmiary. Według raportu UNEP Food Waste Index 2024, w 2022 roku zmarnowano 1,05 miliarda ton żywności na etapie konsumenckim (19% dostępnej żywności). Do tego dochodzi 13% strat w łańcuchu dostaw, zwłaszcza gdy towary przewozi się na duże odległości (co wpływa też na pogorszenie ich jakości i konieczność stosowania konserwantów i zabezpieczeń, co kosztuje i może być niezdrowe). Gospodarstwa domowe odpowiadają za 60% tego marnotrawstwa (631 mln ton). Oznacza to, że codziennie marnuje się jedzenie warte co najmniej miliard posiłków.

Globalnie szacuje się, że 30–40% produkowanej żywności nigdy nie trafia na stół. Do tego dochodzi marnotrawstwo plastiku (ponad 350–450 mln ton odpadów rocznie), energii oraz wody. Produkcja zmarnowanej żywności pochłania ogromne ilości zasobów. Wg AI generuje 8–10% globalnych emisji gazów cieplarnianych, ale wg mnie to problem trzeciorzędny, jako że uważam, że człowiek ma znikomy wpływ na klimat – osobny temat, który już wielokrotnie komunikowałem, np. „Taki mamy klimat” – dosłownie i w przenośni, a ilość dowodów się powiększa.
Jeśli
już chodzi o emisję CO₂, to podkreśla się duży udział transportu. Jestem od dawna zwolennikiem hasła „TIRy na tory” z wielu względów, w tym ekonomicznych, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że wypomniana emisja w skali światowej to ok. 20% całej emisji CO₂, czyli tyle, co roczny wpływ pożarów lasów. Zatrzymam się na chwilę przy pożarach. Są one dodatkowo źródłem wielkich strat materialnych (drewno i lokalna infrastruktura) i niszczenia fauny. Słaba detekcja i ochrona przeciw pożarowa (w ogóle) jest źródłem dużego marnotrawstwa. Także usuwanie skutków wszelkich pożarów jest kosztowne i pomnaża straty. Podobne skutki mają różne kataklizmy, ale części z nic nie potrafimy jeszcze zapobiegać, natomiast pożary można na pewno ograniczać, chociaż część z nich jest wywoływana z premedytacją szkodzenia, a także dla podtrzymywania narracji ocieplenia klimatu. W pierwszym przypadku wspomnijmy, że w Polsce nie ma tygodnia bez poważnych pożarów i to nie lasów, ale zakładów przemysłowych, magazynów, placówek publicznych. Zastanawiając w kontekście straszenia i gróźb o takich sytuacjach … Gdzie jest kontrwywiad odpowiedzialny za śledzenie i ujawnianie nawet potencjalnych zagrożeń? To przykład jak marnuje się podatki na utrzymanie nieefektywnych służb.
Natomiast duże pożary jakie były w Australii (opisałem obszernie), Grecji, na Hawajach itd. miały wyraźne poszlaki celowych działań, między innymi właśnie dla wspomnianej narracji i w celach pozyskania terenów pod zabudowy lub uprawy.  Być może podobny czynnik zadziałał także w Europie (Hiszpania, Francja…) – gdzie w tym roku pożary zniszczyły już więcej terenów niż wynosiła średnia roczna z ostatnich dwóch dekad, a to jeszcze nie koniec pożogi gdy to piszę! Do zjawisk globalnych jeszcze powrócę, a teraz wracam do
skali zjawisk w Polsce. Jest równie alarmująca.
Co do żywności rocznie marnujemy około 5 milionów ton, z czego blisko 3 miliony ton w gospodarstwach domowych (ok. 60%). Na jednego Polaka przypada średnio 92–126 kg zmarnowanej żywności rocznie, przede wszystkim pieczywa, wędlin, owoców i warzyw. Średnia rodzina wyrzuca jedzenie warte ok. 3000 zł rocznie. Polska zajmuje niechlubne miejsce w czołówce UE pod względem marnotrawstwa żywności w domach. Co do owoców – z moich obserwacji działkowicza: na bardzo wielu działkach owoców się nie zbiera, nawet te dorodne spadają, gniją i marnują się.
Zagadnienie odpadów, śmieci, oczywiście nie dotyczą tylko żywności. O tych innych jeszcze napiszę dalej, ale wspomnę swój dawny wpis Śmieci, gdzie poruszyłem parę aspektów zagadnienia (obecna sytuacja jest jeszcze gorsza).
Jak wspomniałem, oprócz żywności marnujemy też energię. To ważny temat, więc pokrótce rozbierzmy to na istotne elementy. Ten temat także omawiałem na blogu, ostatnio częściowo we wpisie Satysfakcja.
W dużej skali, jeśli chodzi o energię elektryczną, to sprawność klasycznych elektrowni węglowych (szacuje się wartości netto uwzględniające zużycie własne) wynosi ok. 34-47% (ta wyższa dla tzw. bloków nadkrytycznych, ale tych jest mniej), więc strata wobec źródłowej energii paliwa wynosi 66-53%, a sprawność elektrowni gazowych 30-63% – ta wyższa dla rozwiązań najnowocześniejszych.
N
a długich liniach przesyłowych plus dystrybucyjnych (tj. lokalnych, niższego napięcia), zwłaszcza starych, marnujemy dodatkowo 5-8% – to zależy od wielu czynników (względnie niedużo w porównaniu). Straty w dystrybucji są najwyższe – kilka–kilkanaście procent i tam jest największy potencjał poprawy. Ale linie w ogóle są wrażliwe na różne zaburzenia i awarie i dość drogie w utrzymaniu.
Chociaż
wspomniane elektrownie pracują stabilnie i dysponują dużymi mocami – zwłaszcza w elektrociepłowniach (kogeneracja), gdzie całkowita sprawność (energia + ciepło) może przekraczać 85%, co jest potrzebne w przemyśle i w zasilaniu miast w energię i ciepło, to przy obecnym stanie techniki tak czy inaczej ogólnie straty są pokaźne.
Stąd postulat energetyki rozproszonej (mniej narażonej na wielkie blackouty), w miarę lokalnej, który nagłaśniałem kiedyś we wpisie https://www.facebook.com/notes/365789784477937/ i podobnych.
To obecnie angażuje turbiny wiatrowe i fotowoltaikę, ale jest wobec nich wiele krytyki. 
O turbinach będzie jeszcze dalej, natomiast efektywność fotowoltaiki w naszym klimacie i na szerokości geograficznej jest niewielka. Mamy stosunkowo mało słońca, zimą panele bywają zaśnieżone. Stąd bierze się duża niestabilność systemu udziałem takiego OZE. Gdy słońce świeci powstaje duża nadwyżka energii. Wtedy Polska próbuje ją sprzedać, ale wtedy ceny są bardzo niskie. Natomiast kilka godzin później, przy deficycie energii kupuje w cenach dużo wyższych. Różnica pomiędzy ceną energii eksportowanej i importowanej wynosi ok. 300-400 zł za megawatogodzinę. Bilans importu i eksportu kosztował Polskę odpowiednio 2 mld zł w 2024 r. i 1,8 mld w 2025 r.
Na tym wydatki się nie kończą. Gdy operator nie jest w stanie wyeksportować nadwyżek, nawet po bardzo niskiej cenie, pozostaje wyłączenie instalacji. Ale wtedy właścicielowi źródła przysługuje rekompensata. A ten koszt ponosi społeczeństwo.
Duże instalacje na gruncie podatne są na silne wiatry, grad, niekontrolowaną erozję. Jest wiele raportów ze świata, że duże instalacje zostały kompletnie zniszczone, a zaleganie „złomu” dewastuje ziemię także przez rozkład chemiczny. W szeregu przypadkach demontaż i utylizacja są nieopłacalne, zatem duży koszt ich wytworzenia, instalowania łącznie z liniami przesyłowymi, a potem strata może zupełnie nie bilansować się zyskiem, czyli być marnotrawstwem. W ogóle resurs (czas użyteczności) takich urządzeń jest ograniczony, a ich efektywność maleje w czasie.
Nie jestem przeciwny koncepcji wykorzystywania słońca energetycznie, ale technologia musi jeszcze dojrzeć. Są już lepsze rozwiązania jak np. elewacje i szyby przetwarzające światło na prąd, ale ich wdrażanie idzie jakoś opornie…
Podobnie, chociaż równie niestabilne w dostawach, są panele słoneczne z rurami/powierzchniami grzewczymi na potrzeby domowe.
W Polsce w bardzo małym stopniu możemy liczyć na lokalną hydroenergetykę, natomiast jestem wielkim zwolennikiem
geotermii, w którą Polska obfituje. Pisałem o tym wielokrotnie, np. Lepsza polska energetyka (tamże i inne energetyczne wątki).
Nadzieją nadal jest gaz, ale głównie – w odróżnieniu od węgla, w dużej mierze musimy polegać na imporcie. Tu wkracza reglamentacja z powodów politycznych oraz ideologicznych jak „zmiana klimatu”.
W sumie, póki nie zastaną wdrożone małe elektrownie jądrowe (SMR itp.) i lokalna geotermia lub jakieś inne wynalazki, marnowane są duże ilości potencjalnie dostępnej energii „na wejściu”.
Obecny rosnący deficyt energii nie wynika tylko z ograniczenia dostępności paliw (wojna na Bliskim Wschodzie, sankcje względem Rosji…), ale dochodzi nowy duży konsument. Mimo że bańka finansowa związana z technologiami AI pęka, to jednak coraz więcej przedsiębiorstw stawia mocno na korzystanie z AI i buduje wielkie centra przetwarzania danych. Są one bardzo energochłonne. To są na ogół firmy bogate, które wykopują sobie udziały w elektrowniach lub budują własne.
Równie ważne jest zajęcie się stratami energii po stronie używania u docelowych konsumentów, ponieważ tutaj można łatwiej ograniczyć marnotrawstwo.

Stare budownictwo lub złe jego projektowanie i używanie generuje duże straty. Są projekty domów zero emisyjnych lub o małych stratach. Stare błędy powodują potrzebę ocieplania istniejących budynków. Zatem brak odpowiedniego projektowania i wyobraźni powoduje marnotrawstwo. Podobnie złe ogrzewanie. Dodam tylko, że na poziomie indywidualnego użytkownika warto skorzystać z istniejących już i dostępnych handlowo urządzeń (kamer)  termowizyjnych do wykrywania lokalnych miejsc utraty ciepła – często wystarczy zadbać o „uszczelnienie” tych miejsc. 
Niezależnie od energetyki (chociaż niezupełnie w oderwaniu) dotyczy to także metod i materiałów w budownictwie. Przykładowo brak wiedzy i hura-wdrożenia, jak wielka płyta czy eternit na dachy, powodują olbrzymie straty finansowe na etapie rozbiórki i utylizacji, czyli marnotrawstwo, gdy okazało się jak te technologie były nieprzemyślane przyszłościowo.
Osobny aspekt w budownictwie – nietrafione inwestycje – bez analizy przydatności i efektywności, wg klucza politycznego, a nie ekonomicznego i społecznego, źle zaprojektowane itd. 
Ale ważny jest też inny efekt skali, gdy sumujemy niewłaściwe małe codzienne, pozornie nieistotne, działanie miliardów ludzi.
Zakłady energetyczne czasem podają w ulotkach do wiadomości klientów zalecenia jak oszczędzać energię w domu. Warto korzystać, ale jednocześnie orientować się w różnych taryfach. Nie jest to łatwe przy zagmatwaniu różnych składowych końcowego kosztu. Tak jakby to było celowo komplikowane. Częściowo wynika to z przeregulowania rynku i narzuconych unijnie i przez rząd wielu opłat dodatkowych.
W małej, ale kumulującej się skali, warto zwrócić uwagę na używane w domu urządzeń elektronicznych w trybie standby, wyłączania wi-fi gdy nie jest to potrzebne, podobnie wyłączanie zbędnego oświetlenia itp.
Osobny temat to używanie samochodów ponad potrzeby, dojeżdżanie samochodem na małych dystansach, gdy lepiej i zdrowiej byłoby skorzystać z roweru czy spaceru, komunikacji publicznej.
Na razie nie poruszyłem kosztów energii dla użytkowników, które wynikają zupełnie z innych powodów. Wiemy jak bardzo obciążona jest ona rożnymi podatkami, w szczególności narzuconymi polityką klimatyczną, która jak już wykazano wielokrotnie, jest kolejną szaloną koncepcją opartą na zmyślonych i ideologicznych przesłankach. Wg statystyk cała Polska wydała w zeszłym roku max. 140 miliardów złotych na prąd. Ale… produkcja tego prądu kosztowała Polskę (paliwo + koszty operacyjne elektrowni, bez ETS, podatków, opłat dystrybucyjnych, systemu i marż) w 2025 r. około 22–25 miliardów złotych. To jest 5–6 razy mniej niż te 110–140 mld zł, które zapłacili ostateczni odbiorcy (gospodarstwa domowe + firmy). Słowem UE i państwo zarabia na twoim prądzie 100 miliardów rocznie. Wiedzieliście, że aż tak was łoją?
ETS (Europejski System Handlu Emisjami) postuluje szalony pomysł redukcji CO₂ o 90% do 2040 r. Jest to niewykonalne, szkodliwe w różnych aspektach, mało istotne dla klimatu i niesamowicie kosztowne – wprost w obciążeniach finansowych, jak i katastrofalne dla większości dziedzin gospodarki. Koszt ETS dla europejskiej gospodarki wyniósł do tej pory 287 miliardów dolarów, a jego wpływ na ograniczenie emisji CO₂ był bliski zeru. Duża część środków z ETS ma pójść na inwestycje dekorabonizacyjne i wprost redukujące CO₂. Gdy jednocześnie istnieją w Polsce olbrzymie ilości węgla, który może być lepiej zmieniany w energię i stanowi cenny surowiec chemiczny. W tych dziedzinach cena węgla może być znacznie niższa od obecnej i innych surowców, gdyby właśnie nie daniny ETS. Błędne koło, które rozumie już wiele państw, ale u nas zasypuje się kopalnie – nasz majątek. W sumie GIGANTYCZNE marnotrawstwo. Nie tylko kopalnie – w ogóle skandaliczna wyprzedaż majątku narodowego z ułamek wartości zagranicznym podmiotom prawie od początku III RP. Ale to osobny duży temat na inny artykuł.
Wypada niektórym czytelnikom skrótowo wyjaśnić, dlaczego uważam że jednowektorowe naciskanie na OZE (Odnawialne Źródła Energii) jest złą polityką. Np. chwali się wiatraki (energetykę wiatrową). W wyniku sporów o szkodliwości i niewygodzie dla ludzi (szeroki temat), powstają farmy wiatraków na morzu.
Koszt prądu z takich wiatraków (ok. 480 zł/MWh) będzie 2,4 razy wyższy niż z węgla. Koszt prądu z węgla w nowoczesnych blokach węglowych to około 200 zł/MWh z uwzględnieniem kosztów operacyjnych itp., ale bez unijnych regulacji, narzutów i ograniczeń w pracy wynikających z niestabilnych OZE.
Plus koszty budowy wiatraków (duże nawet jednostkowe, zwłaszcza, ale nie tylko na morzu), napraw, a po zużyciu wiatraka jego demontażu i utylizacji, która na dziś jest niewykonalna. Polski plan farm morskich zakłada koszt 500 miliardów zł (18 GW offshore przy wykorzystaniu mocy na poziomie 45% daje 71 TWh rocznie. Wg obliczeń Marka Tucholskiego różnica między 480 a 200 zł/MWh oznacza około 20 mld zł rocznie i blisko 497 mld zł przez 25 lat. Czyli więcej niż SAFE !
Należy dodać, że pierwsza duża farma wiatrowa stawiana na Bałtyku w pobliżu Łeby, która jest własnością Dominiki Kulczyk, pozyskała kapitał na budowę od firm zagranicznych. Zatem to one będą wymagały zwrotu z tytułu tego wsparcia. Pytanie: na ile polskie firmy, oprócz Polenergii pani Kulczyk, będą beneficjentami w trakcie eksploatacji farmy?
Natomiast kopalnie są, istnieją też do zastosowania lepsze metody wydobycia i zgazowywania węgla.
M. Tucholskiego cytowałem we fragmencie wpisu 6 tematów, ale by Czytelnik nie musiał tyle skakać po wpisach biorę tutaj jedną z wypowiedzi na X @tucholski_marek z 27 kwietnia br.:

Za cenę jednej elektrowni jądrowej możemy postawić 20 GW mocy węglowych i zapomnieć o problemach z tzw. transformacją energetyczną. Zakładając szybki wzrost zapotrzebowania na energię, byłby to koszt dwóch elektrowni jądrowych (ok. 400 mld zł) i budowa 40 GW mocy. Pieniądze zostałyby w kraju, napędzając naszą gospodarkę, zapewniając miejsca pracy, rozwój technologiczny, a system byłby w pełni oparty na własnych zasobach i odporny na sytuację geopolityczną. Łączny koszt zamknąłby się w 12% tych kosztów, które mamy ponieść na tzw. transformację energetyczną do 2040 roku (3500 mld zł) i znacznie poniżej 10% łącznych kosztów do 2050 roku. Poniżej nieco danych o bloku nadkrytycznym w Kozienicach i jego możliwościach. Takie jednostki byłyby podstawą naszej energetyki zapewniając tani prąd zawsze kiedy jest potrzebny… (Po szczegóły sięgnij do wpisu).
Na Lubelszczyźnie pokłady węgla są płycej, a teren jest mniej zurbanizowany, co eliminuje niektóre przeszkody dla takich inwestycji. Na obszarze Lubelskiego Zagłębia Węglowego udokumentowano 12,4 mld ton surowca. Takie ilości pozwalają na setki lat eksploatacji na potrzeby całej Polski. Nie ma racjonalnych argumentów tłumaczących rezygnację z takich inwestycji. To decyzje polityczne prowadzą do nieopłacalności wydobycia i niedopuszczania do otwierania kopalń tam, gdzie wydobycie mogłoby być opłacalne.
Chiny właśnie zbudowały system węglowy, który wytwarza prąd bez spalania węgla. Zamiast spalania, przekształca chemiczną energię węgla bezpośrednio w prąd za pomocą elektrochemicznej ogniwa paliwowego… Chińscy naukowcy z Shenzhen University opracowali ZC-DCFC – pierwsze ogniwo paliwowe na węgiel, które bezpośrednio przekształca energię chemiczną węgla w prąd elektrochemicznie, bez spalania, turbin i z wychwytywaniem CO₂ u źródła. To dużo wyższa potencjalna sprawność tej technologii oraz jej znaczenie dla Polski, jako kraju bogatego w węgiel, jest szansą na tani i niskoemisyjny prąd w UE. Technologia jest świeżym przełomem opisanym w kwietniu 2026, wciąż w fazie rozwoju, ale może zmienić węgiel z paliwa spalanego w elektrochemiczny zasób energii.​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​ CO₂ jest wychwytywane u źródła i przekształcane w użyteczne chemikalia. Jeśli da się to skalować, to nie tylko ulepsza rozumienie surowca, jakim jest węgiel, ale może zdefiniować na nowo, czym jest paliwo. Polska siedzi na węglu – to może dać nam po raz pierwszy tani i bezpieczny prąd na tle UE… https://x.com/CharlesMullins2/status/2048549131749388575/video/1

Widziałem i inne podobne oceny.
Krótko reasumując sprawę energii (biorę fragment opinii T. Sommera, z którą się zgadzam):
Najtańszy prąd jest z węgla brunatnego i żadne OZE nie ma z nim nawet minimalnej przewagi. Różnica jest pięciokrotna, a jeśli uwzględnić infrastrukturę to może nawet dziesięciokrotna. Węgla mamy na tysiąc lat, a łatwo dostępnego na sto lat z okładem i korzystanie z niego to jedyna gwarancja własnej i taniej energii. Przy okazji w ostatniej chwili dowiaduję się, że prąd w Polsce powinien i może być pięciokrotnie tańszy i można do tego doprowadzić szybko i tanio. Jak? Szczegółowo i obszernie opisał to dr Mirosław Gajer w książce „Wojna o prąd” (myślę, że warto przeczytać, ja jestem dopiero na jej początku – zapewne przyda się później odpowiednie uzupełnienie niniejszego wpisu).
Ale takie zmiany wymagają woli politycznej i lepszej organizacji. Powinno się stawiać na mix energetyczny ze wszystkich źródeł.
Środki zaradcze w zakresie energii – w zasadzie wskazane powyżej, zwłaszcza we wzmiance o ETS i OZE. 
Teraz wracam do sprawy żywności.

Skutki marnotrawstwa
Konsekwencje są wielowymiarowe. W skrócie, w skali światowej ekonomicznie tracimy biliony dolarów rocznie (tylko żywność to ok. 1 bilion USD globalnie). Środowiskowo – marnotrawstwo żywności odpowiada za znaczną część emisji metanu z wysypisk i CO₂ z produkcji. Ekologicznie niszczymy gleby, wyczerpujemy wody gruntowe i przyczyniamy się do utraty bioróżnorodności. Społecznie potęguje to nierówności: marnujemy żywność, podczas gdy 783 mln ludzi głoduje.
Przyczyny
Główne przyczyny to:

  • Konsumeryzm i kultura „nadmiaru” – kupujemy więcej niż potrzebujemy, kierując się promocjami i marketingiem. Marketing dba o zysk ze sprzedaży, nie licząc się ze skutkami, bywa że reklamy przedstawiają chwytliwy, ale fałszywy obraz produktu, a klient widząc, że jest niedobry – wyrzuca go. To sytuacja podobna do tej, gdy klient restauracji zostawi na talerzu nawet większość dania, bo nie spełnia jego oczekiwań (to też często się zdarza).
    Podobnie kupuje się to, co jest aktualnie modne – zwłaszcza (nomen omen) w zakresie mody odzieżowej. Wyrzuca się jeszcze nieznoszone stroje by kupić nowe. Kiedyś poruszyłem ten temat we wpisie Ekologiczne? pokazując parę aspektów fałszywej ekologii. Wzrost zamożności części społeczeństwa rozzuchwala, co widać np. w korzystaniu z turystycznych ofert all-inclusive, w licznych przypadkach koncentrowania się na nadmiernej konsumpcji, gdzie pozostawia się napoczęte dania.
  • Można to zjawisko uogólnić na wiele zachowań w różnych sytuacjach, gdy kieruje nimi zachłanność. Skrzyżuję tutaj trend turystyczny z jego wpływem na ekologię. Pisałem w 2018 r. w Turystyka – co o niej myśleć / cz. 1 . Gonienie na drugi koniec świata za wrażeniami, iluzją szczęścia, a coraz częściej dla epatowania w sieci, zarówno może być stratą czasu i pieniędzy jak i dodatkowym czynnikiem przeciw ekologii (w przypadku Polski doceńmy piękno naszego kraju).
  • Niewłaściwe planowanie zakupów. Dotyczy to zwłaszcza żywności. Marketing w sklepach to wykorzystuje nie tylko przez reklamy, ale przez umieszczenie towarów w określonych miejscach, na wysokości oczu itp. Dotyczy także innych towarów. Klient bez planu zakupu łatwo ulega różnym pokusom. Planowanie sprawia, że mniej wydajemy, co ogranicza nasze marnotrawstwo środków. Z kolei trzeba wiedzieć jak żywność przechowywać w domach by się nie marnowała.
  • Estetyczne standardy (odrzucanie „brzydkich” owoców i warzyw).
  • Słabe regulacje i brak świadomości zarówno konsumentów jak i ustawodawców i innych państwowych czynników decyzyjnych, co do wzajemnych relacji zjawisk rzutujących na straty rzeczowe, ekonomiczne i ekologiczne. Jednym z prostych przykładów jest powiązanie metod upraw z dużą ilością pestycydów, szczególnie groźnym glifosatem, w imię zwiększenia plonów i odporności na szkodniki, z jednoczesnym szkodzeniem zdrowiu konsumentów – plejada chorób, których leczenie dużo kosztuje i niweczy to, co ogólnie zaoszczędzono w rolnictwie.
    Przy okazji – ten niedostatek świadomości różnych powiązań zjawisk jest przyczyną marnotrawstwa i szkód także na wielu innych polach polityki i gospodarki.
  • Niewydolność łańcuchów dostaw (zwłaszcza w krajach rozwijających się).

Możliwe środki zaradcze zakresie żywności

  • Oprócz już wymienionych postaw, rozwiązanie wymaga działań na wielu poziomach. Globalnie ONZ promuje cel SDG 12.3 – halving food waste do 2030 roku, czyli zmniejszenie marnowanie żywności do połowy. Kluczowe są: edukacja (kampanie typu „Nie marnuj!”), innowacje technologiczne (aplikacje jak Too Good To Go – patrz tutejszy przypis*), lepsze zarządzanie łańcuchem dostaw oraz przepisy (np. francuski zakaz wyrzucania żywności przez supermarkety).
  • W Polsce potrzebne są: obowiązkowe raportowanie marnotrawstwa przez duże firmy, wsparcie banków żywności, na mniejszą skalę tzw. jadłodzielnie, przeceny w sklepach, gdy zbliża się termin ważności (niektóre produkty znajdą nabywców zanim sklep towar wyrzuci), edukacja w szkołach, ulgi podatkowe za darowizny żywności (a bywało, że darczyńcy byli karani) oraz kampanie medialne.
    Na poziomie indywidualnym wystarczą omawiane tu świadomość szkód, planowanie zakupów, kreatywne wykorzystanie resztek i kompostowanie.

Woda, którą wymieniłem na liście głównych dziedzin marnotrawstwa.
Nie wszędzie na świecie trzeba się tym przejmować, ale w Polsce mamy z nią szereg problemów.
Znów, by uświadomić sobie skalę i rodzaje marnotrawstwa, trzeba przyjrzeć się ogólnej sytuacji hydrologicznej Polski.
Jest ona w ostatnich latach niekorzystna i charakteryzuje się dużą zmiennością. Polska ma jeden z najniższych wskaźników zasobów wody słodkiej na mieszkańca w UE (ok. 1600 m³ rocznie, spadający w latach suchych nawet poniżej 1100 m³).

Dominują dwa główne zagrożenia:

  • Susza hydrologiczna (niskie stany wód w rzekach, obniżone poziomy wód podziemnych) — latem 2026 r. ostrzeżenia IMGW-PIB obejmowały ok. połowy kraju (np. 61–64 zlewnie), w tym dorzecza Wisły, Odry, Warty, Noteci. Niskie przepływy notowano na większości stacji, a Wisła osiągała rekordowo niskie poziomy. Susza zwiększa szereg zagrożeń (o których jeszcze dalej).
  • Gwałtowne powodzie (zwłaszcza błyskawiczne i miejskie) spowodowane intensywnymi opadami burzowymi, które nie wnikają w spieczoną glebę, tylko spływają. Przykłady z poprzednich lat (np. powódź 2024 na Dolnym Śląsku) pokazują duże straty. Wynikają one z rożnych zaniedbań i złych praktyk. W miastach zła zabudowa, tzw. betonoza, niedostateczna struktura kanałów deszczowych…
    Osobiście uważam, że susze i powodzie mogą być
    też skutkiem sterowania pogodą – kolejny przykład broni klimatycznej i ekologicznej w skali światowej. Do tego można dodać silne wiatry powodujące duże straty (drzewostan, budynki, infrastruktura).
  • Przypadki zatrucia wód (np. zasolenie Odry i inne przypadki powodujące także straty w wodnej faunie i ogólnie utrudniające życie biologiczne).

Wpływ na życie i gospodarkę

  • Rolnictwo — największe straty (średnio kilka mld zł rocznie, w szczytach nawet 11 mld zł). Susza obniża plony zbóż, traw, owoców; wymusza większe zużycie wód podziemnych.
  • Leśnictwo i przyroda — wysychanie mokradeł, pożary lasów, obumieranie ekosystemów rzecznych i bagiennych (np. problemy w Biebrzy, Narwi), zakwity toksycznych alg.
  • Gospodarka komunalna i przemysł — problemy z poborem wody, chłodzeniem elektrowni, żeglugą śródlądową. Ryzyko przerw w dostawach energii i wyższych kosztów. A propos chłodzenia elektrowni – Amerykanie znaleźli i wdrożyli w pewnych miejscach następujące rozwiązanie: ścieki miejskie oczyszcza się wstępnie i przesyła rurociągiem w okolice elektrowni, gdzie jest dodatkowo uzdatniana i używana jako chłodziwo.
  • Społeczeństwo — zagrożenie dla zaopatrzenia w wodę pitną (choć ujęcia podziemne jeszcze względnie stabilne), rekreacja, zdrowie (jakość wody, bakterie przy niskich stanach).
  • Ogólna gospodarka — straty infrastrukturalne z powodzi (miliardy zł), jak i suszy (wysychające rzeki to blokowanie żeglugi/transportu śródlądowego), spadek PKB w sektorach zależnych od wody, rosnące koszty adaptacji. Znając te składniki przekładające się na szkody i marnotrawstwa, oto możliwe środki zaradcze:
    Na poziomie państwowym i regionalnym (główne działania):
  • Zwiększanie retencji (mała i duża): budowa/restauracja zbiorników, renaturyzacja rzek, odbudowa mokradeł, poldery, systemy małej retencji w zlewniach rolniczych i leśnych
  • Sadzenie lasów
  • Modernizacja melioracji na systemy dwufunkcyjne (odwadnianie + nawadnianie).
  • Lepsze planowanie przestrzenne: ochrona dolin rzecznych przed zabudową.
  • Zielona infrastruktura w miastach – zbiorniki retencyjne, więcej zieleni, mniej koszenia.
  • Byłoby wskazane wdrożenie systemów recyklingu wody w budynkach do celów gospodarczych i do spłuczek zamiast używania do wszystkiego wody pitnej.
  • Mniej betonu i przepuszczalne nawierzchnie.
  • Lepszy monitoring, prognozy IMGW i Wód Polskich + plany przeciwdziałania suszy i powodziom.
  • Ochrona i poprawa jakości wód (ograniczanie zasolenia, zanieczyszczeń).

Na poziomie indywidualnym i postaw obywateli (każdy może realnie pomóc):

  • Oszczędzanie wody: naprawa przecieków i dokręcanie kranów, zbieranie deszczówki i wody po myciu bez detergentów do podlewania ogrodu, ponowne użycie wody w toaletach (np. po myciu warzyw, małych „przepierkach”), mniej obfite kąpiele i prysznice – codzienne są wręcz niezdrowe
  • W ogrodzie/na działce/na polu: gleba „gąbka” — mulczowanie, kompostowanie, unikanie głębokiej orki, poplony, zadrzewienia śródpolne, rośliny odporne na suszę. Mniej niepotrzebnego podlewania – jako działkowicz widzę przypadki lania dużej ilości wody nawet po deszczach („bo mnie na to stać”).
  • Wsparcie retencji: niebetonowanie posesji (przepuszczalne nawierzchnie), zgłaszanie nielegalnych zrzutów i awarii.
  • Ogólna postawa obywateli: edukacja, poparcie dla proekologicznych inwestycji lokalnych, oszczędzanie energii (mniej presji na chłodzenie elektrowni).
  • W razie zagrożeń: śledzenie komunikatów IMGW/Wód Polskich, przygotowanie na powódź/suszę (ewakuacja, zabezpieczenie mienia).

Podsumowując, sytuacja jest chronicznie wyzwaniem, ale poprawa jest możliwa poprzez połączenie dużych inwestycji infrastrukturalnych z małą retencją i zmianą postaw (od „odprowadzania wody” do „zatrzymywania jej w krajobrazie”). Kluczowa jest konsekwencja i integracja działań na wszystkich poziomach.
W Polsce dodatkowym czynnikiem jest niska świadomość społeczna oraz przyzwyczajenia pokoleniowe.

Wymienione składowe/dziedziny są często dyskutowane w ramach szeroko pojętej ekologii i jej podporządkowywane.

Moim zdaniem istotnymi czynnikami na wielu polach, które trzeba ograniczyć, nawet piętnować są: niekompetencja rządzących, brak instynktu państwowego, niefrasobliwość i egoizm, a nawet zwykła głupota.

Ekologia ma znaczenie w swoim typowym zakresie. Pewne wątki omawiałem np. w Znów lapidarnie – na parę tematów, ale powinna być częścią bardziej kompleksowego podejścia, które nazywamy
gospodarką obiegu zamkniętego (GOZ).

To model ekonomiczny, który odchodzi od tradycyjnego, liniowego podejścia „ wyprodukuj – weź – wyrzuć” na rzecz systemu, w którym zasoby krążą w obiegu tak długo, jak to możliwe. Zamiast ciągłego wydobywania nowych surowców i generowania odpadów, GOZ promuje projektowanie produktów z myślą o ich ponownym użyciu, naprawie, regeneracji i recyklingu. Może nie wszyscy wiedzą, że przez dziesięciolecia wiele urządzeń technicznych było intencjonalnie projektowanych i wykonywanych tak, aby psuły się po paru latach i tak by ich naprawa była utrudniona i nie opłacalna dla klienta. Oczywiście chodziło o zwiększenie sprzedaży. Jak widzimy wiele dawnych warsztatów naprawczych zniknęło. Na szczęście częściowo, ale jeszcze powoli, odchodzi się od takiego marnotrawnego modelu. Jest to jedna z kluczowych odpowiedzi na problemy marnotrawstwa, wyczerpywania zasobów naturalnych i częściowo lokalnych zmian klimatycznych. Osobiście naprawiam różne sprzęty (w miarę możliwości), okazuje się wielokrotnie, że pomocne są tzw. przydasie, czyli jakieś elementy techniczne, które zbieram i przechowuję.
Obserwuję zjawisko wyrzucania całkiem porządnych mebli i sprzętów do tzw. gabarytów. Mogłyby się przydać uboższym rodzinom lub domom opieki, które borykają się z finansowaniem podstawowych potrzeb. Jednak te gabaryty są „złomowane”. Podobnie widziałem jak z pobliskiego szpitala wyrzucane są dobre łóżka (domyślam się, że chodzi o wymianę na nowocześniejsze) – łamane przez dźwig, aby zmieściły się kontenerze transportowym. A może przydałyby się w mniej wymagających placówkach. Jednocześnie szpitale narzekają na brak finansów, niektóre są z tego powodu likwidowane…
Inny obrazek – przy wymianie instalacji podziemnej robotnicy zrywają chodnik wyłożony solidnymi i nie uszkodzonymi płytami. Co z nimi robią? Rozbijają na kawałki i rzucają na ciężarówkę z gruzem.

Zasady gospodarki obiegu zamkniętego
Podstawą GOZ są trzy główne zasady (często nazywane „3R”, a rozszerzane do „10R”):

  • Reduce (ograniczaj) – minimalizacja zużycia surowców i powstawania odpadów już na etapie projektowania.
  • Reuse (używaj ponownie) – ponowne wykorzystanie produktów lub ich części (patrz przykłady podane wcześniej).
  • Recycle (przetwarzaj) – recykling materiałów, aby stały się surowcem do nowej produkcji.

Dodatkowo podkreśla się regenerację systemów naturalnych, ekoprojektowanie (produkt łatwy do demontażu i recyklingu, w tym z materiałów biodegradowalnych w przypadku wyrzucania) oraz modele biznesowe oparte na dzieleniu, leasingu i serwisie (np. „produkt jako usługa” – pod warunkiem rozsądnego zakresu, który nie neguje własności).

Przejście na GOZ przynosi liczne korzyści:

  • Środowiskowe: ochrona bioróżnorodności, mniejsze zużycie wody i energii, redukcja ilości odpadów trafiających na składowiska, także podnoszone jest zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych
  • Ekonomiczne: tworzenie nowych miejsc pracy w sektorach recyklingu, naprawy i innowacji; obniżenie kosztów surowców; wzrost konkurencyjności przedsiębiorstw.
  • Społeczne: promocja zrównoważonej konsumpcji, dłuższa żywotność produktów oraz większa odporność gospodarki na wahania cen surowców i zakłócenia w łańcuchach dostaw.

Unia Europejska stawia GOZ w centrum Zielonego Ładu. Pomimo słusznych wątpliwości ten akurat podprojekt, wprowadzany rozsądnie, ma sens. Aktualny wskaźnik „cyrkularności” Europy wynosi ok. 12%, z celem podwojenia go do 24% do 2030 roku.

W Polsce gospodarka obiegu zamkniętego jest wciąż w fazie rozwoju, choć zyskuje na znaczeniu. Krajowy Plan Gospodarki Odpadami oraz strategie unijne obligują do zwiększania recyklingu i zmniejszania składowania. Polska generuje znaczące ilości odpadów, ale wdraża narzędzia takie jak rozszerzona odpowiedzialność producenta (ROP). Jest tam uwzględniony system kaucyjny dla opakowań, który jednak został źle zaprojektowany i generuje zarówno szereg uciążliwości jak i dodatkowe koszty. Ważniejsze są zachęty do ekoprojektowania opakowań i produktów w ogóle.

Wyzwaniem jest niska świadomość społeczna, niedostateczne inwestycje w infrastrukturę recyklingową oraz dominacja modelu liniowego w wielu branżach (zwłaszcza budownictwie, tekstyliach i elektronice). Szanse natomiast leżą w innowacjach, dobrze pomyślanych (!) funduszach UE oraz potencjale polskiego przemysłu (np. w sektorze odnawialnych źródeł energii i bioekonomii).

Efektywne wdrożenie GOZ wymaga:

  • Regulacji — ostrzejszych norm ekoprojektowania i celów recyklingowych.
  • Edukacji — kampanii promujących naprawę, świadome zakupy, w tym nawet rozwiązań typu second-hand.
  • Innowacji — rozwoju technologii recyklingu chemicznego, rozsądnych modeli sharing economy.
  • Współpracy — między biznesem, administracją i konsumentami.

Przykłady dobrych praktyk to firmy oferujące leasing elektroniki, platformy do wymiany odzieży lub second-handy, czy zakłady przetwarzające odpady na nowe materiały. Model cyrkularny pozwala na rozwój, który nie niszczy planety. Polska, jako kraj o silnym potencjale przemysłowym i rolniczym, może stać się liderem tej zmiany w Europie Środkowej. Kluczem jest jednak szybkie działanie: od decyzji rządu i biznesu po codzienne wybory każdego z nas.

Przejście na GOZ powinno być takie, by nie rezygnacją z komfortu, lecz inwestycją w trwałą, odporną i czystszą przyszłość.

Przejdźmy do 6 pozycji na mojej liście głównych źródeł marnotrawstwa – farmacja i medycyna.
To dziedzina, którą najczęściej się zajmowałem, głównie na LepszeZdrowie.info , ale doszły nowe wątki. Powtarzane przeze mnie przekonanie: żadne pieniądze nie poprawią służby zdrowia – (prawie) wszystko będzie marnotrawstwem póki nie uwolnimy się od dyktatu medycyny rockefellerowskiej nastawionej na zysk i błędnych procedur skupiających się na działaniu objawowym, a nie wokół przyczyn chorób. Polacy tracą dużo pieniędzy poprzez lekomanię wmuszoną przez reklamy i wieloletnia indoktrynację, co generuje dalsze koszty, bo lek który szkodzi, prowadzi do zakupów innych leków itd. Są obecne w tym zakresie także działania depopulacyjne, o czym parę słów dodam dalej.
Jaskrawym przykładem jest program szczepionkowy, który niezależnie od anty-skuteczności (mówiąc zdawkowo – chodzi o pomnażanie szkodliwych powikłań ze śmiercią włącznie, co dało pole do dalszego kosztownego „leczenia”), drenuje budżety wielu krajów w imię zysków zachłannych koncernów. Unijne zakupy szczepionek u Pfizera były wynikiem nie tylko wielkiej ignorancji w powyższym aspekcie szkodliwości, ale olbrzymiej korupcji. Casus Polski, która zamówiła wielokrotnie więcej dawek niż nawet „realne” potrzeby, obrócił się w olbrzymie marnotrawstwo gdy będziemy musieli zapłacić nawet za nieodebrane szczepionki 7 miliardów dolarów odszkodowania, nie mówiąc o kosztach utylizacji tych, które już zostały przeterminowane.
A ile marnotrawstwa wynikło z błędnych (i korupcyjnych) zakupów respiratorów, niepotrzebnych i złych maseczek, tworzenia dedykowanych szpitali, które stały puste, całej obsługi administracyjnej i propagandy działań rządu? Do tego dochodzą pośrednio wielkie straty z zamykania przedsiębiorstw, przymusowych kwarantann itd.
A ostatnio, począwszy od Szpitala Południowego w Warszawie, wyszły afery związane z kosmicznymi zarobkami lekarzy, co powinno jednak uświadomić, że podobnie było i dużo wcześniej w czasach „walki z pandemią” i finansowego dotowania lekarzy tylko za kwalifikowanie rzekomo chorych do puli „kowidowców”,
za testy PCR, podłączania do respiratorów, szczepienia i inne powiązane dziania, co wydrenowało dodatkowo wielkie sumy z budżetu. Kolosalne marnotrawstwo, przynajmniej z obecnej perspektywy, ale było wielu trzeźwych ludzi, w tym lekarzy, którzy ośmielili się ostrzegać przed tymi nieprawidłowościami. Wprowadzenie ustawy Lex Szarlatan jeszcze bardziej pogłębi kryzys przez eliminację sprawdzonych metod leczenia spoza administracyjnie dekretowanym kanonem, który nie nadąża za rozwojem nauki i praktyki. Jednym z przykładów jest chemioterapia onkologiczna, która ma wiele fatalnych skutków zdrowotnych, a jej efektywność jest bardzo mała. Ale właśnie chemioterapia ma być dodatkowo dotowana 16 milionami zł wg nowego pomysłu Ministerstwa Zdrowia.
(polecam np. działania i wpisy dra Piotra Witczaka na X, który porusza wiele wspomnianych tematów i apel 100 polskich naukowców by wstrzymać projekt Lex Szarlatan).
Skracając – zobacz jedno z podsumowań na X – https://x.com/SiewcyPrawdy/status/2078033620808134918

Czy istnieją tutaj środki zaradcze?
Moim zdaniem dopóki będziemy pod wpływem dyktatu biznesowej farmacji i indoktrynacji jaką realizuje od dziesięcioleci wykorzystując swoje nieograniczone praktycznie fundusze, dopóty sprawa jest
trudna. Potrzeba zmian w całym aparacie Ministerstwa Zdrowia oraz w korporacji lekarskiej (izby lekarskie), większej świadomości społeczeństwa oraz większego zdania się o własne zadbanie o zdrowie środkami naturalnymi i stylem życia. Na świecie następuje przebudzenie w tym kierunku, gorzej jest jeszcze w Polsce. Pisałem o tym dokładniej w 2024 r – Służba zdrowia nie musi być chora i w wielu innych miejscach.

7. Projekty i polityka oparta na fałszywych przesłankach, w tym czysto ideologicznych.
Ta sfera marnotrawstwa wynika głownie z fatalnych decyzji gospodarczych i społecznych. 
Ośmielę się powiedzieć, że wiele już wymienionych dziedzin grzeszy marnotrawstwem właśnie z tego powodu, co już częściowo zostało omówione.
W zakresie żywności (p. 1) wielodekadowa reklama produktów z dużym udziałem węglowodanów, które nie nasycają organizmu, powodują ponawiający się głód, a zatem skłaniają do dalszych zakupów tego samego, zwiększając ilość odpadów, w tym opakowań. A ów trend był ideologicznym projektem opartym na wadliwej piramidzie żywienia popieranym przez przemysł zbożowy, olejów roślinnych, margaryn itp. połączonych z rozbuchanym wegetarianizmem. Dodatkowo ten trend w swojej radykalnej postaci jest szkodliwy dla zdrowia, co generuje ekstra koszty leczenia – wielopostaciowe marnotrawstwo.
W zakresie energii (p.2) – nie udowodniony i obecnie demaskowany mit ocieplenia klimatu spowodował olbrzymią globalna akcję, która w imię fałszywych przesłanek i z powodów biznesowych zniewolił dużą ilość krajów szeregiem drastycznych przepisów i wydrenował gigantyczne ilości pieniędzy, co można zakwalifikować jako równie wielkie marnotrawstwo. O klimacie mógłbym dużo i ostro, ale zobacz ten rozsądny i względnie umiarkowany wpis strawny chyba dla każdego – https://x.com/SiewcyPrawdy/status/2080662117439422592 .
W zakresie produkcji plastików i opakowań (p.3) częściowo aspekt ideologiczny wziął się z reklamowania tej formy, jako lepszego surowca od np. konopi (wielka nagonka i ogólne zakazy – znów przez biznes przemysłu papierowego i farmacji), skór, drewna itp. i na rzecz nowych przemysłów, których potencjał zaśmiecania świata był ukrywany w imię powszechnej wygody. Te trendy, na szczęście, są stopniowo ograniczane. Jeśli chodzi o drewno, to przy okazji wspomnę, że w lasach a nawet parkach zalegają jego olbrzymie ilości – wynik powalenia przez wiatry lub z przyczyn naturalnych oraz po ścinkach. Tego się nie utylizuje jako materiału budowlanego, do przetwórstwa ani na opał. A jednocześnie były wielkie kłopoty w czasie zimy z peletem, bo … nie było surowca na jego wytwarzanie.

W zakresie wody (p. 4) – nie będę się czepiał, chociaż myślę, że programy geoinżynieryjne w kierunku walki z ociepleniem klimatu mogą mieć skutek uboczny w postaci deszczów i powodzi lub przeciwnie – suszy. Nie wykluczone są też działania celowe, gdy geoinżynieria w rękach wojska i służb mogą stanowić tzw. broń pogodową.

W zakresie tekstyliów i urządzeń elektronicznych (p. 5) mamy podobne ideologiczne uwarunkowania jak w p. 3 i jak zawsze – chęć maksymalnego zysku, co poniekąd wiąże się z ideologią wyzysku – gdy tanią odzież i elektronikę produkuje się w krajach najtańszej siły roboczej, a sprzedaje z przebiciem cenowym do kilkunastu razy, nawet jeśli te produkty są tandetne.
W zakresie farmacji (i medycyny) – p.6, mamy duże nawarstwienie fałszywych przesłanek z ideologią. Żeby się nie powtarzać – podawałem wcześniej przykłady jak np. ideologia jedynej „słusznej” alopatycznej medycyny rockefellerowskiej w rękach farmacji wyrządziła wiele szkód ludziom, a nawet prawdziwej nauce, która nie polega na dogmatach ani na tłumieniu niezależnych badań.
W aspekcie polityki prawie każda z tych dziedzin ma odniesienie do jakiejś ideologii, błędów w ocenie sytuacji gospodarczej i/lub społecznej, partykularyzmu, zachłannej walki o władzę itp. W Polsce w ostatnich latach doszła asymetryczna, bardzo niekorzystna relacja z sąsiadami o której napiszę parę słów w następnym punkcie.  

Zakres dziedziny wg punktu 7 właśnie omówiłem.

Dziedzina nr 8 z listy (Kradzież, korupcja, lobbing) pasuje w zasadzie do wszystkich pozostałych.
Widzę to głównie w medycynie, o czym już napisałem w kontekście Covidu, ale to rozlewa się dużo szerzej – nawet nauka jest korumpowana. Olbrzymie zadłużenie Polski wynika między innymi z poddawaniu się lobbingowi obcych interesów i zarządzeń, które wkupują się łapówkami lub są narzucane siłą Unii, by wprowadzić swoje przedsiębiorstwa drenujące polskie zasoby i eliminując rodzimą konkurencję lub/i by uniknąć podatków. Ze strony rządów dostrzega się postawę kompradorską, brak asertywności, niekorzystne uwikłania polityczne.
Konflikty interesów, partykularyzm, ustawione przetargi, zachłanność tych, którzy mają „dostęp” (w tym politycy) to zakamuflowana kradzież kosztem ogółu społeczeństwa. Obszerny temat, który jest znany chyba każdemu…
Pomaga złodziejom i układom dziwnych interesów aparat ideologiczny pod przykrywką hasła „dla waszego dobra”. Często także aktualnie obowiązująca linia polityczna jak promocja multi-kulti, utrzymywanie milionów rzekomych uchodźców wojennych, subsydiowanie pewnego wiadomego kraju w pieniądzach, towarach, uzbrojeniu itd. Kosztem Polaków, tak jakby rządzący nie znali pojęcia ordo caritatis. Miliardy na to wydane, w dużym stopniu znikają przez korupcję tamże, ale prawdopodobnie także w jakimś istotnym wymiarze i u nas. To się jest/może okazać kolejnym olbrzymim marnotrawstwem. W skali Europy, szczególnie zachodniej, utrzymywanie milionów azylantów z krajów południowych i Azji generuje olbrzymie straty, ponieważ zapewnia się im niemal luksusowe warunki (mieszkania, świadczenia różnego rodzaju, w tym pieniężne, lekarskie, edukacyjne), a oni w większości nic nie wnoszą, a nawet bywają źródłem wielu problemów.

Reasumując: Każdy (sztucznie stworzony) „problem” na świecie staje się źródłem dochodów dla macherów politycznych i ideologicznych oraz perwersyjnych technokratów.
Można by wymieniać jeszcze wiele innych i pomniejszych źródeł marnotrawstwa, ale przykładowo ograniczę się jeszcze do dwóch.
Pierwsze, które spotykam często na wystawach, w filmach, księgarniach, teatrze… – pseudo kultura, w tym pseudo sztuka. Skrajnie tandetne, bez gustu, w przekazie brzydkie, wstrętne i obrazoburcze niby malarstwo, tzw. instalacje lub happeningi itp. Wykonywane przez pseudo artystów, ale z dyplomami, „dzieła” subsydiowane przez państwo, które chce jeszcze dodatkowo tych autorów doposażyć. Podobnie w księgarniach – dużo bezwartościowej „makulatury”. Pokazywano też kosztowne niby użytkowe instalacje w miastach – praktycznie jednak nieużyteczne, bez sensu. W sumie kolejne wyrzucone pieniądze państwa lub samorządów.

Natomiast nawiązując jeszcze do przyrody, można przytoczyć jeden z kontrowersyjnych problemów jakim jest siłowa ochrona szkodników jakimi są dziki w miastach, chociaż także na terenach rolniczych. Pisałem o tym w Dziki. W aspekcie strat środków na poziomie samorządowym jest praktyka łapania dzików, usypiania i wywożenia do lasów, a one wracają. To kosztuje. I tak w kółko… wg zaleceń ideologii tych ekologów, których nazywam animalsami.

Dochodzę do trzech wspomnianych, a na ogół pomijanych wielkich czynników marnotrawstwa.

Wojny

Zarówno zbrojenia jak skutki wojny pochłaniają olbrzymie zasoby materialne i ludzkie.
Kolosalne koszty zbrojeń byłyby zbędne i nie byłyby wielkim marnotrawstwem, gdyby wojen nie było lub byłyby one ograniczone. Koszty te są mnożone na zapas i często nieadekwatnie do sytuacji i potrzeb. Postęp w ramach wyścigu zbrojeń dezaktualizuje wiele środków walki lub po prostu tracą one swoje resursy i nadają się na złom. Stracone pieniądze, praca i zubożone surowce.

Temat jest aktualnie mocno uwarunkowany politycznie i niejako tabu – jako bezwzględna konieczność. Nawet przy takim założeniu należy widzieć wspomniane realia. Stanowczo przepłacamy kupując nie to, co realnie potrzebne, nie od tych, którzy są tańsi bez uszczerbku jakości, to co moglibyśmy wytwarzać sami jednocześnie rozwijając własną gospodarkę.
Przykładem są samoloty F-35, jak wynika z artykułu Pentagon pierwszy raz utajnił raport o F-35. „To wadliwy program, trzeba wstrzymać zakupy” – Forsal.pl:
„Tylko co czwarty F-35 jest w pełni gotowy do walki”…Jeszcze gorzej wygląda ogólna gotowość operacyjna, określająca zdolność samolotu do wykonania przynajmniej jednego zadania. W ciągu kilku lat spadła ona z 67 proc. do 44 proc. GAO wskazuje, że głównymi problemami pozostają niedobory części zamiennych, opóźnienia w naprawach, problemy z oprogramowaniem oraz ograniczone możliwości przemysłu w zakresie produkcji komponentów

Czytamy: Eksperci nie mają złudzeń – „To wadliwy program”. A Polska zamówiła 32 wielozadaniowe myśliwce F-35A „Husarz” w ramach kontraktu o wartości 4,6 mld dolarów. Szczegóły w artykule.
Należy dodać, że koszty serwisowania będą bardzo wysokie, a wszystkie tego rodzaju samoloty (i nie tylko) mogą być zdalnie sterowane przez producenta/obcy sztab.


Jeszcze większe są
skutki wojny. Tak jak w ogóle budowanie czegokolwiek jest trudne, czasochłonne i kosztowne – nawet przy wzroście naszych technicznych możliwości, tak niszczenie bywa szybkie i dużo łatwiejsze (tu wtrącę, że obecnie niszczenie odbywa się także środkami nie siłowymi, ale przez dywersję ukrytą – propagandową, dezinformację, przekupstwo itp.).   Szczególnie w czasie wojny, kiedy znika droga infrastruktura budowana prze lata dużym nakładem finansowym i pracą ludzi. Mnożą się straty w łańcuchu powiązanych czynników: sprzęty, uprawy, zwierzęta hodowlane, żywność, zatruta p i powietrze, różne skażenia itd. Przykładowo – w samej Strefie Gazy wojna Izraela doprowadziła do uwolnienia do atmosfery 33 milionów ton ekwiwalentu CO₂, żeby wymienić tylko jeden modny „zatruwacz” powietrza, nie licząc pyłów budowlanych i toksycznych substancji.
Wreszcie –
czynnik ludzki, stracone życie, kalectwa, załamania psychiczne, traumy i choroby ograniczające działania ludzi, różne tragedie, głód, dezorganizacja społeczna – od organów zarządzania z obiektywną niemożliwością komunikacji, po podobną indywidualną, oraz subiektywną przez utratę zaufania do władz i wojennych narracji.
Nie ma większego marnotrawstwa właśnie ta z winy ludzi, którzy doprowadzili do takich sytuacji.

Kolejnym wielkim marnotrawstwem (mówiąc eufemistycznie) w ramach omawianego punktu są właśnie stracone życia ludzi także w czasie pokoju (nominalnie). Już na wstępie artykułu wspomniano o aspekcie moralnym, który jest oczywisty. Ale także wśród rożnych potencjałów gospodarczych i rozwojowych potencjał ludzki nie zawsze jest dostatecznie doceniany i uwzględniony. A to on był głównym czynnikiem rozwoju. Stracone życie, to stracone talenty, możliwości. Podobnie szkodzenie życiu przez choroby i społeczne ograniczenia w różnych formach.

Mało kto wie i jest to w oficjalnej narracji wstydliwe pomijane, że pierwszą pozycję w statystykach śmierci na świecie jest … aborcja. Rak i serce zajmują drugie miejsce, a po nim – znów zaskoczenie? – błędy lekarskie (skutek chorób jatrogennych). Pozycja pierwsza i trzecia to ewidentnie wina ludzi. Osobiście (i nie tylko) sądzę, że skala raka jest też pośrednio winą ludzką – przez nieodpowiednie leczenie oraz zatruwanie ludzi złą żywnością i błędnymi zalecaniami dietetycznymi. To po stronie farmacji, medycyny oraz dietetyki w powszechnym ich uzależnieniu od przemysłu i biznesów nastawionych na zysk, a nie zdrowie. I nie tylko o nowotwory tu chodzi, ale o szereg chorób, które także doprowadzają do śmierci lub chorób i niesprawności, co jest stratą społeczną i materialną, formą marnotrawstwa. Także sami ludzie szkodzą sobie złym stylem życia.

Nasze czasy pokazały jeszcze inne groźne zjawisko – celową depopulację w rożnych formach, od eugeniki do holocaustów z pobudek chorych ideologii, po podobne działania w ramach eutanazji oraz wspomnianych aborcji. Tu muszę dać zastrzeżenie, że aborcje nie muszą być elementem planu eutanazji i depopulacji – często są wynikiem innych okoliczności. Podobnie stanowisko wobec eutanazji musi być wyważone – są okoliczności jak np. „leczenie daremne” w stanach beznadziejnych powinno być dopuszczalne z woli cierpiącego itp.
Udowodniono, że „pandemia” Covid była wywołana sztucznie (i nie tylko ona, ale to tutaj pominę), jako eksperyment społeczny globalistów (nomen omen – globalny), sprawdzający systemy podporządkowania ludzi, a przy okazji ogłupiania, by łatwiej było realizować dalsze elementy planu. Haniebne metody separacji ludzi, zwłaszcza od właściwej i na czas interwencji medycznej oraz celowych złych praktyk w szpitalach, spowodowały wiele nadmiarowych zgonów. Podobnie „eksperymentalne” szczepienia, które – jak też udowodniono – doprowadziły do milionów zgonów oraz nadal zagrażają śmiercią i chorobami w skutkach odroczonych czasowo. Raport niemieckiego ministerstwa spraw wewnętrznych wskazywał, iż wirus SARS-Cov-2 nie stanowił nigdy zagrożenia dla przeciętnie ukształtowanej populacji, a negatywne skutki podjętych przez państwo środków przeciwdziałających pandemii są przeogromne (zostały szczegółowo wymienione). Ale to nie jedyne takie doniesienie z wysokiego szczebla. Akcje depopulacyjne nie ograniczają się do tego. Przykładowo ujawniono (amerykański senator Michael Bennet, ale nie tylko), że borelioza (choroba Lyme) została sztucznie wprowadzona jako broń biologiczna. Podobnie B. Gates zakaził sztucznie miliony komarów by roznosiły jakąś zarazę itp. Także Google
Te i podobne sprawy związane głównie z Covid obszernie przedstawiałem już parę lat temu na stronie LepszeZdrowie.info, szczególnie w omówieniach kilkudziesięciu książek, które to ujawniały. Obecnie mnożą się dalsze świadectwa.
Straty ludzkie są ewidentne, ale są też ewidentne dowody marnotrawstwa środków finansowych, o czym nadmieniłem wcześniej.
Co do ludobójstwa w różnych formach – istnieje jeszcze mroczniejsza strona psychopatów, którzy to wprowadzili i próbują kontynuować. To ideologie satanistyczne i ich armie zdeprawowanych ludzi, psychopatów. Zadawane śmierci i cierpień jest ich ofiarą dla Szatana, w nadziei na uzyskanie od niego przywilejów. Nie będę tutaj rozwijał tego tematu.

Trzecim, na ogół nie branym pod uwagę w omawianym kontekście źródłem marnotrawstwa na globalną skalę, jest system pieniądza i jego realizatorzy, w tym ci, których nazywamy „banksterami”. Ale i oni są operatorami jeszcze wyżej istniejących struktur i tych podmiotów/osób, którzy kiedyś je stworzyli. Wielkie i trudne zagadnienie, dość tu powiedzieć, że to system fikcyjnego pieniądza (fiducjarnego, fiat, nie opartego na realnych aktywach, a jeśli w jakimś niewielkim stopniu, to na środkach już wielokrotnie zastawionych), który opiera się na wszechobecnym długu ludzi, firm i państw. To te podmioty tracą, innymi słowy marnują swoje środki i możliwości, by bogaciła się garstka macherów. Metodami tego systemu są wszechobecne różne podatki, uzależnianie nawet całych państw, przejęcia, koncentracja kapitału i zarządzania pieniądzem, cykliczne dewaluacje, inflacja, doprowadzanie do bankructwa, krachy, handlowanie instrumentami wtórnymi, co jest ryzykowną spekulacją dla uczestników, inside trading, wdrażanie kryptowalut – też często w oderwaniu od realnych aktywów, itp.
Marnotrawstwo nie jest nieuniknionym kosztem rozwoju – jest dziwnym wyborem cywilizacyjnym. Zmiana nawyków, odpowiedzialna produkcja i konsumpcja mogą znacząco zmniejszyć ten problem. Czas przestać marnować przyszłość. Tylko świadome społeczeństwo i mądre przywództwo jest w stanie zbudować zrównoważony świat.
Na tym wezwaniu kończę, bo … nie chcę marnować swego i Czytelnika czasu na sprawy dość oczywiste. Myślę, że każdy może jeszcze dodać inne przykłady marnotrawstwa – niech to będzie ewentualnie krótkim ćwiczeniem umysłowym i wynikiem własnej obserwacji.
PS. Zachęcam do śledzenia platformy X (twitter), gdzie codziennie pojawiają się liczne wpisy związane z poruszonymi tu tematami.

—-

Przypis *

Too Good To Go to popularna aplikacja mobilna, która pomaga walczyć z marnowaniem żywności. Łączy klientów z restauracjami, piekarniami, kawiarniami, supermarketami i innymi sklepami, które mają nadwyżki jedzenia pod koniec dnia.
Jak działa Too Good To Go? (krok po kroku)

  1. Pobierz i zarejestruj się w aplikacji
    Aplikacja jest darmowa i dostępna na Androida oraz iOS. Po zalogowaniu ustawiasz swoją lokalizację (dom, praca).
  2. Przeglądaj dostępne „Paczki Niespodzianki” (Surprise Bags)
    Na mapie widzisz pobliskie miejsca, które oferują paczki. Każda paczka zawiera mieszankę produktów, które pozostały po dniu (np. pieczywo, kanapki, sushi, sałatki, desery, warzywa). Nie wiesz dokładnie, co będzie w środku – to niespodzianka, ale wszystko jest świeże i jadalne. [osobiście uważam, że to może być zły pomysł ponieważ ponawia skłonność do wyrzucenia tego, co nie pasuje odbiorcy]
  3. Rezerwujesz i płacisz w aplikacji
    Paczki kosztują zazwyczaj
    1/2 lub mniej oryginalnej ceny (np. paczka warta 40–60 zł może kosztować 15–25 zł). Płacisz od razu w aplikacji.
  4. Odbierasz paczkę w wyznaczonym oknie czasowym
    Idziesz do lokalu w podanym przedziale godzin (zwykle pod koniec dnia lub wieczorem). Pokazujesz w aplikacji kod QR lub przesuwasz suwak potwierdzający odbiór. Pracownik wydaje Ci gotową torbę/pudełko.
  5. Cieszysz się jedzeniem – dzięki Tobie jedzenie nie trafia do kosza.

Dodatkowe funkcje

  • Box Too Good To Go — większe paczki od producentów (np. napoje, przekąski) z opcją dostawy do Paczkomatu lub pod adres.
  • Ulubione miejsca — możesz oznaczyć ulubione sklepy i dostawać powiadomienia.
  • Filtry — według typu jedzenia (wegańskie, pieczywo, sushi itp.).

Aplikacja działa w wielu krajach, w tym bardzo dobrze w Polsce – współpracuje z sieciami takimi jak Żabka, Lidl, piekarniami, restauracjami i kawiarniami.

 

 

Satysfakcja?

Science

„A nie mówiłem?”

Mam mieszane uczucia, gdy okazuje się, że miałem rację,  gdy dotyczy to spraw i poglądów, które nie powinny się wydarzyć, bo niosą cierpienie, straty, zniewolenie itp.

Zatem pokazanie, że tak właśnie się działo,  jest wątpliwą satysfakcją mimo własnej racji.
Z drugiej strony — zła ocena, uleganie złudzeniom i kłamstwom są jeszcze gorsze, bo wspomagają to zło w postaci bierności lub zgody. Cóż, nie zawsze i nie od razu rozpoznawałem wszystkie takie kontrowersyjne zagadnienia, ale ostatecznie sądzę, że idę dobrą drogą.
Co konkretnie mam na myśli?
To dużo tematów, które tu poruszałem, pokazując błędy nawet rzekomych specjalistów, polityków, dziennikarzy itd.
Wstępem może być wpis Klucz, w którym wspomniałem o ogólnym podejściu do tematu rozpoznania prawdy, zrozumienia mechanizmów propagandy i polityki. To, co opisuję poniżej, ma tam zasygnalizowane podtematy, ale Klucz będzie miał jeszcze swój ciąg dalszy, by podtematy te rozwinąć. Jednak obecnie chciałbym pokazać, jak to podejście sprawdziło się w praktyce.

Można jeszcze wskazać wpis Metoda, który poniekąd pokazuje podobne podejście.
Pokażę przykłady, możliwie krótko, siłą rzeczy przeglądowo, przywołując niektóre materiały z tego bloga i zewnętrzne.
Podaję linki do tych materiałów, by skrócić artykuł. Wiem, że to nielubiane przez wielu, ale, przepraszając za takie podejście, sądzę, że każdy zajrzy do tych zewnętrznych materiałów, które go interesują, a inne może opuścić.

Podzielę to na tematy główne oznaczane literami A, B, C, …

A. Temat, który bodajże najczęściej poruszam, dotyczy zdrowia w różnych aspektach. Od 2007 roku, po wcześniejszych przyczynkach od 2002 na nieistniejącej już stronie L-earn.net, zawartość strony LepszeZdrowie.info (LZ) dotyczyła właśnie takich zagadnień.
W tamtejszych działach ANTY i częściowo INNE pokazywałem błędy i oszustwa medycyny biorące się pierwotnie z ponad stuletniego rugowania metod i środków naturalnych za sprawą doktryny rockefellerowskiej. Aż dziw bierze, że postępująca zapaść służby zdrowia wciąż nie jest kojarzona z niewłaściwym leczeniem. Już prawie dwie dekady temu tę myśl przedstawiałem w jednym z tutoriali LZ   – Kryzys służby zdrowia (w serwisie Artelis miał 5800 odsłon).
To wszystko było brane za „szurstwo”, ale z biegiem czasu okazywało się prawdą, a nie teorią spiskową.  Jako jeden z wielu przykładów zobacz wykaz z omówieniem kilkudziesięciu książek – Kowidowe książki. Tamże o oszustwie szczepionek („skuteczne i bezpieczne”), co szczególnie ujawniło się w czasie „pandemii”, a teraz coraz częściej traktowane jest jako zbrodnia w skali globalnej. Podobnie ujawnia się niechlubną i wręcz przestępczą rolę WHO, co też dawno pokazywałem, np. w http://lepszezdrowie.info/WHO.htm.  Czyli chodzi nie tylko o nieefektywne leczenie (tak ograniczono wiedzę i możliwości lekarzy), ale o celowe szkodzenie oraz blokowanie skutecznych metod – włącznie z karaniem za skuteczność. Nawet dekretując, że np. leczenie raka jest nielegalne.
I znów podobnie w zakresie właściwego żywienia i mitu cholesterolowego. Miałem w tych sprawach rację, co przypieczętowano w USA za sprawą działań Roberta F. Kennedy’ego Jr. oraz coraz liczniejszych przebudzeń i głosów lekarzy i naukowców – patrz też tutejszy wpis Przewrót na wzór kopernikańskiego (to był tylko zarys paru podtematów i przeczytanych źródeł, potem znalazłem dużo więcej). Co do piramidy żywieniowej należy odnieść się nie tylko do uproszczonego diagramu, ale do szerokiego omówienia – ok. 500 stron. I zauważyć, że w kręgach lekarzy i dietetyków, którzy nie ulegali propagandzie biznesu i przemysłu, to nic nowego (patrz np. piramida żywienia dr Josepha Mercoli w jego książce „Siła zdrowych nawyków” z 2015 r.)
Wspomniawszy o medycynie i żywieniu, warto spojrzeć na te dziedziny jako elementy nauki w ogóle.

B. Zakłamana nauka
Od bardzo dawna czułem i nabierałem przekonania, że nauka jest często traktowana instrumentalnie dla celów biznesowych i politycznych, a także jest poletkiem uprawianym przez pseudonaukowców do robienia karier.
Chociaż przykłady mogłem widzieć już przed ok. 40 laty z własnego doświadczenia jako pracownika naukowego, to ilość wątpliwości co do rzetelności nauki narastała potem geometrycznie.
O tzw. „konsensusie naukowym” można powiedzieć, że to podobna mantra jak „zaufaj nauce” lub Evidence Based Medicine (EBM), która ma uciszyć dyskusje, a w rzeczywistości jest często daleka od nauki.

Pozostając przy przykładzie prac nt. zdrowia wymienię trzy znamienne wypowiedzi osób, które były odpowiedzialne za publikacje w renomowanych czasopismach medycznych.

Richard Horton, były naczelny Lancetu, w artykule „What is medicine’s 5 sigma?”, który można nazwać „Połowa badań jest nieprawdziwa” (zmanipulowana, nierzetelna, pod tezę itp.) – Vol 385 April 11, 2015. Pisze że  „Ta sprawa przeciwko nauce jest dosyć oczywista: duża część literatury naukowej, przypuszczam, że połowa, może najzwyczajniej w świecie być nieprawdziwa. Nadszarpnięta badaniami opartymi na zbyt małej próbie z mizernymi wynikami, niemającymi podstaw analizami wyjaśniającymi, jawnym konfliktem interesów, a także z obsesją gonienia za modnymi trendami o małej wartości – nauka uczyniła zwrot ku ciemności.”

Dr Marcia Angel (Harvard Medical School):  „…po prostu nie można już dłużej wierzyć w większość badań klinicznych, jakie są publikowane, ani polegać na ocenie zaufanych lekarzy czy autorytatywnych wytycznych w medycynie. Nie jest mi miło wyciągać taki wniosek, do którego dochodziłam powoli i niechętnie przez 20 lat jako redaktorka The New England Journal of Medicine”.

Arnold Seymour Relman (1923 – 2014), profesor medycyny Uniwersytetu Harvard i były redaktor naczelny New England Medical Journal: „Zawody medyczne są kupowane przez przemysł medyczny, nie tylko w kwestiach praktyki medycznej, ale także nauczania i badań. Instytucje akademickie tego kraju godzą się na to, by stawać się płatnymi agentami przemysłu farmaceutycznego. Uważam to za niegodne.”
itd.
O EBM sam napisałem na LZ co najmniej 5 artykułów.
A w ostatnich dekadach niesławny Robert Maxwell stał na czele systemu czasopism naukowych, który przez dziesięciolecia dyktował, co uznawano za prawdę naukową. Bill Gates zainwestował 10 milionów dolarów w serwis ResearchGate… platformę liczącą 25 MILIONÓW członków. Epstein i Gates decydowali, które badania były promowane… i które pozostawały w cieniu (patrz https://x.com/_JustMr__/status/2031489010737017232  !)
Krótko o tym, czym jest/na czym polega nauka – https://x.com/newstart_2024/status/2025550146797199442 .
Uznaję też motto: „Nauka polega na podważaniu wszystkiego, co można podważyć, bo tylko dzięki temu można wykryć to, czego podważyć się nie da” (prof. Tadeusz Kotarbiński).
Tak więc, wątpiąc przez dekady w rzetelność nauk medycznych (chociaż nie generalizując!)  – miałem rację.  Kolejna wątpliwa satysfakcja.
Mógłbym jeszcze długo na ten temat, ale przechodzę do kolejnego podtematu…

C. Mit klimatyczny i jego konsekwencje.
O tym też wielokrotnie pisałem, ale przecież nie jestem w tym oryginalny.
Temat mocno obwarowany poprawnością polityczną i cenzurą. Borykałem się z tym, widząc, jak moje wpisy i artykuły znikają w sieci – patrz np. Taki mamy klimat…
Owszem, czyste powietrze i racjonalne dysponowanie energią, wodą i biomasą  jest ważne, ale nie na to kładzie się główny nacisk, albo robi się to zupełnie niewłaściwie.
Mnożą się kolejne ujawnienia przekrętu klimatycznego, jak drenuje się narody i rządy opłatami klimatycznymi opartymi na błędnych założeniach przesadzających z wpływem człowieka na klimat — to wielka machina generowania pieniędzy „z powietrza”.  Z wielu materiałów na ten temat mamy podsumowanie, jak to Życie w zakłamaniu – zobacz tam film, dodatkowe materiały .
Nigdy nie wierzyłem w tę legendę zmiany klimatu w aspekcie globalnym.
A jeśli już mówić o wpływie ludzi na pogodę, to oprócz celowych podpaleń, tak, to jest jak najbardziej możliwe … za przyczyną broni pogodowej i programów militarnych. Osobny temat, który sygnalizowałem chyba od 2007 r. Najczęściej ostatnio na X — jeśli używasz tej platformy, wpisz from:etsaman2 chemtrails. A na tym blogu parokrotnie – np.  Chemtrails – alert , z odnośnikami. A potem w sieci było wiele kolejnych analiz i dowodów na używanie takich narzędzi.  A ostatnio nawet oficjalnie. Jedno z podsumowań: https://gab.com/etsaman3/posts/115759520141915707 . Chemtrails mają różne oblicza i zastosowanie. Podobnie  jak technologia 5G, a nawet w ogóle różne promieniowania, które nie tylko mogą szkodzić zdrowotnie, ale i służyć do sterowania ludźmi. Ostatnio okazało się, że nawet samochody elektryczne i hybrydowe zagrażają promieniowaniem przekraczającym sto razy normy bezpieczeństwa .
W tych obu sprawach byłem oskarżany i wyśmiewany za „teorie spiskowe”, ale znów wychodzi na to, że miałem rację. Trzymałem się po prostu zasady przezorności, a nie technokratycznych zachwytów wokół „postępu”.

D.  Z tym wiąże się temat ekologii i energetyki – we wzajemnym powiązaniu.
I o tym pisałem wielokrotnie. Sama ekologia może mieć wiele znaczeń. Co jest ekologiczne w naszym wymiarze? Znany jest ekoterroryzm w szeregu dziedzinach, w tym ruch „animalistów”, dla których zwierzęta, łącznie ze szkodnikami, są ważniejsze od ludzi (hm, czasem faktycznie pewne jednostki są od nich gorsze), gdy niszczy się rolnictwo i hodowlę (ostatnio przykładowo przez bezkrytyczne związki z Mercosur i ich forsowanie).

Skupię się jednak szczególnie na zagadnieniu ekologii w kontekście energetyki. Jeśli chodzi o CO₂, tzw. ślad węglowy to kolejny przekręt — wpływ człowieka na klimat jest bardzo mały, a Europy, w tym Polski, i pojedynczych ludzi schodzi do wielkości pomijalnych. Jest w tym wiele hipokryzji „ekologów” i polityków, którzy np. nie widzą i nie piętnują aktualnie prowadzonych wojen, które o rzędy wielkości więcej emitują CO₂ i pyłów niż zwykła działalność człowieka. W samej Strefie Gazy wojna Izraela doprowadziła do uwolnienia do atmosfery 33 milionów ton ekwiwalentu CO₂. Odpowiada to ilości gazów cieplarnianych emitowanych przez Jordanię w ciągu całego roku. Powodują też uwalnianie toksycznych zanieczyszczeń, które prawdopodobnie będą utrzymywać się przez dziesiątki lat, zatruwając środowisko i stwarzając zagrożenie dla zdrowia. Podobnie wielu polityków głoszących „klęskę klimatyczną” i piętnujących szeregowych ludzi za ślad węglowy, a często używających swoich prywatnych samolotów do dalekich podróży. Jest już sporo książek i konferencji demaskujących przekręt klimatyczny, u nas np. https://ordomedicus.org/czy-czlowiek-wplywa-na-klimat-konferencja-w-sejmie/

Jesteśmy potęgą energetyczną, jeśli uwzględnić krajowe złoża węgla (olbrzymie), gazu, ropy oraz geotermii. Są opracowywane metody podziemnego zgazowywania węgla, podobnie jak są gotowe i używane (niestety na małą skalę, bo blokowane?) piece bezdymne/bezpyłowe.  Na fali przekrętu klimatycznego wymuszono na Europie odchodzenie od węgla, paliw ropopochodnych, a nawet gazu (mimo że przedtem zachęcano do pieców gazowych). To podejście pokazało fatalne skutki gospodarcze, co ostatnio dostrzeżono w Niemczech w obliczu wielkiego kryzysu i utracenia konkurencyjności. Już  wcześniej pisałem, że to niemądre i szkodliwe oraz optowałem za energetyką rozproszoną. Krytykowałem duże elektrownie atomowe pod różnymi względami , ale w warunkach obecnych, gdy wszystko inne się zamyka i niszczy, jestem skłonny uznać, że jest to rozsądne rozwiązanie, zwłaszcza w modelu SMR. Ale nadal kosztowne i praktycznie do wprowadzenia nie wiadomo kiedy. Nawet mimo wielkich kosztów Niemcy wolą jednak wrócić do elektrowni atomowych.
Ekologiczni fanatycy – bez pojęcia ekonomicznego i uwiedzeni utopijną ideologią „walki z klimatem” na siłę prą w kierunku farm turbin wiatrowych, paneli słonecznych na dużych obszarach. Ma to pewien sens w indywidualnej skali (energetyka rozproszona na własnych zasadach), natomiast świat przekonuje się, jak to było złudne i szkodliwe. Obliczenia pokazują, że np. morskie farmy wiatrowe per saldo wygenerują stratę, że w ogóle posadowienie dużych wiatraków pochłania niesamowite ilości stali, betonu, energii i pracy. Mało kto zauważa, że polski plan farm wiatrowych na morzu w samym wykonawstwie zakłada koszt 500 miliardów zł. Czyli więcej niż SAFE, który tak bulwersuje polityków (i słusznie ze strony oponentów). A na dodatek nikt w rządzie nie ma nad tym pełnej kontroli – patrz np.  https://x.com/RuchNarodowy/status/2032141066779181263
Wiele wiatraków ma sens tylko przy państwowych dotacjach. Ponadto szkodzą środowisku i zdrowiu. Dlatego szereg funduszy i organizacji na świecie, które wspomagały energetykę wiatrową, wycofuje się z branży.
Także nikt nie chce ponosić kosztów utylizacji turbin wiatrowych. Do 2050 roku na wysypiska trafi 133 miliony ton.  Tylko w tym roku zostanie wycofanych kilkanaście tysięcy turbin, z którymi nie ma co zrobić.  Oszuści składają turbiny i porzucają wysypiska, gdy już są przepełnione albo gdy prokuratura się nimi zaczyna interesować. Już były przypadki, gdy Niemcy podrzucali zużyte wiatraki sąsiadom.
Kolejny problem to panele słoneczne, co do których amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) przewiduje, że do 2030 roku liczba wyrzuconych paneli słonecznych wzrośnie do miliona ton. Zawierają one ołów, kadm i inne szkodliwe metale ciężkie. Zarówno wiatraki, jak i panele słoneczne są podatne na zniszczenie w czasie huraganów lub nawet silniejszych wiatrów lub gradu. Przykładowo, niedawno została zniszczona  przez silną burzę farma 180 000 paneli słonecznych w Wheatfield w Indianie. Z lotu ptaka widać ogrom zniszczeń. Władze informują o zanieczyszczeniu gleby z tego powodu.
Nie neguję OZE w postaci mniejszych i lokalnych rozwiązań (energetyka rozproszona na usługach gmin, a nawet pojedynczych gospodarstw), które nie wymagają zarówno dużych nakładów na ich budowę, jak i na drogie i kosztowne w utrzymaniu linie przesyłowe dalekiego zasięgu. Potrzebny jest rozsądny mix energetyczny.
By zakończyć ten temat, który i tak ująłem skrótowo, to osobiście stawiałbym znacznie bardziej na geotermię i … nowe (lub stare, ale ukrywane przez monopol energetyczny) technologie taniej energii. Są coraz to nowsze „jaskółki” takich technologii np.  Rośliny wytwarzają paliwo z promieniowania słonecznego (kolejna innowacja z Chin).

E. Na zakończenie tej skróconej listy fatalnych w skutkach zjawisk, które od lat postrzegałem i krytykowałem, trzeba spojrzeć na pewien ich fundament – politykę.
Jak wspomniałem we wpisie Klucz , generalnie decydują tu pieniądze i żądza władzy. Czasem opętanie jakąś ideą, wtedy na ogół dystopijną. W tych trzech sferach pojawiają się, niestety,  psychopaci, nawet sataniści i kryminaliści. Tak jak kiedyś pokazał to Andrzej Łobaczewski w książce „Ponerologia polityczna”, a ostatnio jest to coraz bardziej ewidentne w elitach władzy, zwłaszcza  USA (efera Epstina itp.).
Obecne wojny, podziały, zacietrzewianie, narastająca przemoc w wielkiej skali są zarówno dowodem na skutki wspomnianych przyczyn, jak i impulsem, by je dostrzec i eliminować.
Jest jeszcze szereg innych kontrowersyjnych zjawisk, co do których mam podejrzenie, że także mogę mieć rację w ich interpretacji, ale na pewność muszę jeszcze poczekać na ich dalszy rozwój. W szczególności o D. Trumpie i USA, o końcowym wyniku  konfliktu na Bliskim Wschodzie, losie Izraela i Ukrainy, nowym globalnym porządku świata, kto jest kim itd.

Podsumowując, mogę mieć satysfakcję nie z tego, że miałem rację, ale z tego, że rozpoznawałem wymienione czynniki, które psują świat i ludzi. Być może wielu osobom nasuwa się refleksja, że jeszcze bardziej podstawowym fundamentem tych wszystkich anomalii jest głupota. Zatem warto pogłębiać wiedzę, oceniać sprawy z różnych stron i źródeł, postrzegać prawdę i zyskiwać na mądrości. Jeszcze mi daleko do tego. Bywało, że się myliłem, ale staram się wprowadzać korekty.
I przypominam mądrą dewizę biblijną „Po owocach poznacie ich”.

 

 

 

 

 

Życie w zakłamaniu

Oświecenia nie osiąga się przez tworzenie obrazów światła,
lecz przez uświadomienie sobie ciemności
.
Carl G. Jung

( https://youtu.be/HrgmTT2jqgE?si=EZdbaPjpt48H7ygQ )
Dziś nietypowo. I krótko (pomijając czas na obejrzenie filmu).
Polski film dokumentalny ODNAWIALNE ŹRÓDŁO PIENIĘDZY, którego nie chcieli pokazać w telewizji.
Zobacz, co dzieje się naprawdę za kulisami zielonej transformacji.
Setki miliardów euro na #wiatraki i #panele, tysiące stron strategii
klimatycznych, morze medialnych deklaracji o „czystej energii”…
A emisje #CO₂? Wciąż rosną. Przypadek?
Ten film to opowieść o realnych skutkach polityki #OZE.
O mieszkańcach wsi zdewastowanych przez inwestycje „proklimatyczne”.
O gigantycznych kosztach magazynów energii i elektryczności, której nie da się zmagazynować. O tym, że #atom jest wciąż blokowany – w imię ideologii, nie faktów.
O tym jak cofamy się do epoki kamienia łupanego, widząc jak i jakim kosztem to się odbywa w Afryce i innych miejscach.
Zobacz jak wiele kategorii wpisu pasuje do tej relacji!
Jest dużo szerszy kontekst zakłamania, np. klimat, postęp, ekologia i ekonomia. Co do energetyki w ogóle – pisałem o tym tu wielokrotnie, także w kontekście węgla, energetyki rozproszonej, energii geotermalnej itd. Kto ciekaw – znajdzie lokalną wyszukiwarką – nie wydłużam tego wpisu.
A o zakłamaniu – jeszcze więcej.
Dość!
Podaj dalej – zwłaszcza tym, którzy albo agitują za tym „ładem” albo go wdrażają.

Wilki

   

Co za dużo, to niezdrowo.

Słyszymy o tym że wilków jest coraz więcej, że podchodzą pod domostwa, że były ich ataki na zwierzęta domowe, a nawet na ludzi. Sieją strach.
Wiemy, że były z tego względu tępione w przeszłości. Opisuje to np. Adam Wajrak w swojej książce Wilki. Z drugiej strony bardzo się za nimi ujmuje. Ta narracja oddziaływa na młodzież, zwłaszcza na aktywistów ekologicznych, tzw. „animalsów” i podobne organizacje o zabarwieniu lewicowym (książkę wydała Agora).

Nie będę głębiej wchodził w dyskusję za i przeciw. Skupię się krótko tylko na dwóch aspektach – owych zagrożeniach i braku logiki w pewnych działaniach.

Poczucie zagrożenia nie bierze się znikąd, to pokłosie akcji introdukcji wilków, wciąż ich nie tylko ochrony, ale i wspierania. W jakim celu?
Przypomina mi to różne ruchy ekspiacyjne na podobieństwo wspierania imigracji z Afryki, by odkupić grzechy kolonializmu – tutaj za starą eksterminację wilków.
O ile kiedyś chwaliłem Brigitte Bardot za szereg mądrych wypowiedzi, ale tak jak nie lubię dewocji i przesadzonego sentymentalizmu, tak razi mnie jednostronność podejścia do przyrody. Kiedyś przyjechała specjalnie do Polski by agitować tutaj za ową introdukcją. Ale nie ona jedna.
Pewna ilość wilków w lesie jet OK, to przywrócenie dawnego stanu równowagi, która była jednak regulowana przez myślistwo.

Animalśi/ekolodzy (używam tych określeń swobodnie) mocno potępiają myśliwych, którzy – niezależnie od swoich osobistych poglądów, przyczyniają się do zachowania ogólnej równowagi w populacji dzikich zwierząt w lasach.

Wilki (nawet pojedynczy wilk) znane są z tego, że gdy dopadną np. stado owiec lub zwierzęta w zagrodzie, to zabijają wiele sztuk, chociaż nawet jednej nie zjedzą w całości. Mają instynkt masowego zabijania. Nie dziwi więc postawa hodowców, którzy ponoszą duże straty.
Nieco podobna sprawa jest z dzikami – niszczą uprawy, parki i trawniki w miastach – są tam szkodnikami.

W miastach i osiedlach nie można do nich strzelać – czasem odławia się je, wywozi do lasu, a one …wracają. To kosztuje dużo zachodu i pieniędzy.
Nasze „święte krowy” – żubry (też po introdukcji rozmnażające się ponad rozsądek) potrafią wyrządzić jeszcze większe szkody rolnicze. Ale są pod ochroną.

Zieloni litują się nad potencjalnymi ofiarami myśliwych – to nieludzkie, to okrutne itp.

Teraz porównajmy. Zabicie wilka czy dzika na ogół nie wymaga więcej niż jednej kuli – szybka śmierć z zaskoczenia i praktycznie bez cierpienia. Myśliwy często rozważa też jakie zwierzę ma paść ofiarą. Polowania są planowane, mają formalne ograniczenia.
A ofiara wilków? Zwierzę zagonione i okrutnie zagryzane przez stado. Wilki nie przestrzegają też okresów, w których myśliwym polować nie wolno – właśnie ze względów humanitarnych.

Widzimy więc pewien brak logiki w „humanitarnym” podejściu ekologów do spraw zabijania dzikich zwierząt.
Czy wilki, tam gdzie rozmnożyły się za bardzo i stanowią zagrożenie dla ludzi, nie powinny też być objęte polowaniami?

Ogólniej – to także wypaczone stanowisko, że zwierzęta są ważniejsze niż ludzie i ich uzasadnione cele bytowe. Można się spierać na temat szczególnych przypadków, ale generalnie obowiązuje właśnie taka nowomowa i ideologia. Do tej ideologii włącza się też nagonka na zwierzęta hodowlane, jako przyczyniające się do wytwarzania gazów cieplarnianych (co w ogóle wpisuje się w wątpliwą tezę o wpływie tej „frakcji” na zmianę klimatu). Natomiast te dzikie zwierzęta w lesie oraz psy i konie – to już są w porządku. Owszem, mówimy o innych ilościach/”masie”, ale bylibyśmy rozszarpani jak przez wilki po stwierdzeniu, że może wziąć się i za miliony psów? Homo homini lupus est?
A przecież kiedyś tak było, a w wielu krajach populacja psów jest regulowana.
Ok, tyle – bo wdepnąłem w delikatny temat…

Osobiście miałem spotkanie z wilkiem w lesie. Warto wiedzieć jak się zachować. Chociaż pojedynczy wilk unika człowieka i raczej go nie zaatakuje, to jeśli się niebezpiecznie zbliża, należy go odstraszyć.
Trzeba hałasować, głośne krótkie okrzyki, gwizdanie, stukanie. Jeśli ktoś ma – pistolet hukowy – można użyć. Machać rękami. Powoli się wycofywać tyłem, czyli z kontaktem wzrokowym. Nie biec, nie uciekać, bo to prowokuje zwierzę do pogoni. Przy zbliżeniu na krótki dystans bronić się rzucaniem gałęzi, a gdy ich nie ma piaskiem, kamieniami.

O psach już kiedyś pisałem w innym aspekcie i kontekście – https://lapidaria.home.blog/2022/08/19/jak-pies-z-kotem/, więc nie dziwcie się, chociaż … lubię psy – ułożone i ich „ułożonych” opiekunów, którzy wiedzą jak psy  powinny się zachowywać w miejscach publicznych. A do nich zalicza się coraz więcej miejsc, nawet Sejm czy restauracje….

„Taki mamy klimat” – dosłownie i w przenośni

Czas to najlepsza cenzura, a cierpliwość
– najdoskonalszy nauczyciel.
Fryderyk Chopin

ciężkie chmury

Przeniesienie mojego wpisu z fanpage’a  Moc wiedzy 30.05.21

https://www.facebook.com/MocWiedzy/posts/2967534086851218 *
(dalej pokazuję pełne linki pokazujące pierwotne umiejscowienie wpisów)

Łukasz Warzecha w doRzeczy nr 424 /2021 obnaża 5 mitów stronniczych klimatystów:

1. Powodowane przez człowieka globalne ocieplenie jest faktem, a z faktami nie ma co dyskutować.

2. Istnieje 97-procentowy „naukowy konsensus” co do tego że człowiek powoduje globalne ocieplenie, oraz co do jego skutków i czas, jaki nam pozostał na zmianę kierunku

3. Na zmiany mamy czas tylko do 2030 r. ,  w przeciwnym razie nastąpi klimatyczna apokalipsa

4. Z przeciwdziałaniem zmianom klimatu walczą cynicy na garnuszku firm naftowych, a o klimat biją się szlachetni idealiści.

5. Każdy z nas może ratować planetę, jeśli podejmie „ekologiczny tryb życia”.

—–

Szczegóły i argumenty w artykule. Tych mitów jest więcej, o czym też wspomina.

—–

Kiedyś już wspominałem o poglądach  Ł. Warzechy na te tematy, np. w 2. części mojego cyklu na Facebooku bodajże z 2019 r. (?)

https://www.facebook.com/notes/363073898468327/

Niestety powołana tam część 1. została przez FB zablokowana, podobnie jak 3. Ogólnie notatki na FB zostały ukryte (nie można ich odnaleźć bez znajomości adresu) i zdezaktywowane dla edycji.

Uzupełniająco pisałem o tym w „Uciekinierzy z systemu”

https://www.facebook.com/notes/moc-wiedzy/uciekinierzy-z-systemu/2305364533068180/,

ale dziś widzę, że też zablokowali  😦

Szkoda, bo trochę się napracowałem nad tymi tekstami (dużo materiałów źródłowych), ponadto był tam istotny dla tematu aspekt kosztów ekonomicznych i społecznych ideologii zielonego ładu.

Zachował się jeszcze artykuł „Wojna o klimat z kasą w tle” który częściowo nawiązuje do tych innych aspektów.

https://www.facebook.com/notes/431355008255348/

Było jeszcze szereg postów na twitterze…
Nie wiem czy uda mi się to odtworzyć (mam szczątkowe notatki) – może nawet nie warto, bo są nowsze źródła.
Mimo że mam szereg wątpliwości co do szczegółów i wymowy pojedynczych przypadków, to widzę ogólniejszy obraz tego, jak psuje się naukę, lokalnych polityków i gospodarkę dla korzyści oligarchów z wysokiego szczebla wpływów – demiurgów ideologii i matriksu władzy.

W sumie – podzielam wątpliwości p. Łukasza, zwłaszcza pod koniec maja 2021, kiedy „ocieplenie klimatu” po raz kolejny trzęsie nami z zimna rankami i wieczorami na działce…
A niebo w większości i nader często zasnute chmurami.
Tu też możemy zastosować metaforę podobną do tytułowej, bo nad światem wisi ciężka, przytłaczająca chmura w wielu wymiarach naszej obecnej egzystencji.

Żona, która śledzi tematykę klimatyczną i politykę dużo bardziej niż ja, jest przekonana, że mamy do czynienia z manipulacjami pogodowymi lub sabotażami z tłem politycznym, przytacza różne fakty jak zima w Teksasie, powodzie w Chinach, Francji itp. itp.

Ja też i tutaj wspominałem parokrotnie o co najmniej dwuznacznych zjawiskach tego typu, np.:

Co z tym ociepleniem klimatu (2009)

Pożary

Australia

Zamieszania wokół geoinżynierii ciąg dalszy

… (a w kategorii Klimat mam dziś pośrednio nawiązania w 36 wpisach, są też powiązania z kategoria Ekologia)

—-

Okazało się że i ten wpis od razu został odrzucony na FB,  ponieważ jakiś algorytm wyłapał powołanie źródła w którymś z artykułów, musiałem więc tam wpis skrócić. 

Żyjemy w czasach dyktatury – cenzury słowa a nawet wielu prac naukowych…
Jak w motto: to czas i cierpliwość oceni prawdziwy stan rzeczy – tymczasem wszystkie głosy powinny być sprawiedliwie wysłuchane i dyskutowane.

Dziwak

3 czy 4?

Historia ludzkich poglądów jest rzadko czymś więcej
niż historią ludzkich błędów.

Wolter

To jest blog osobisty, więc tym razem – bardzo osobiście.

Dziwię się niektórym postawom i zwyczajom, ale … sam też jestem dziwakiem (przynajmniej pod pewnymi względami), więc raczej szybko odpuszczam sobie owo zdziwienie dziwactwami – gdy nie szkodzą  innym lub nie są ostentacyjnie pokazywane lub narzucane. Oczywiście – „dziwny jest ten świat” i tak jak w manifeście Niemena, trudno mi się pogodzić z okrucieństwem, nienawiścią, niewoleniem ludzi, chamstwem, głupotą, egoizmem, krótkowzrocznością i podobnymi zjawiskami.
Ale nie aż o takich drastycznych przypadkach będzie ten wpis. I nie należy mieszać zdziwień w związku z tymi negatywnymi i ekstremalnymi zjawiskami z pozytywnymi zadziwieniami nad światem – jego pięknem, rozmaitością, bogactwem, tajemnicami…
Jakże różni są ludzie! I dobrze. Nie osądzam pochopnie. Czyli – żyję i daję żyć innym. Krytykuję, gdy widzę jawne i bezczelne nadużycia, ale daję na starcie wszystkim ludziom kredyt zaufania…
Trochę dla zabawy przyjrzę się sobie pod tym kątem. Jak mówią: najskromniej jest mówić o sobie, bo … na tym się znamy najlepiej. Czyli … niby skromnie, ale usprawiedliwię pewne swe dziwactwa, może takimi nie są?

Wiele z tego, co charakteryzuje każdego z nas, to nawyki.
Kiedyś byłem adeptem 7 nawyków efektywnego działania wg Stephena Coveya (patrz wprowadzenie w tym archiwalnym wpisie z nieistniejącej już strony).  Potem założyłem grupę Rozwój i efektywność.

Chociaż to obszerny obszar tematyczny (lubię takie gry słowne), to nie tylko teoria, bo warto prakseologię wykorzystywać praktycznie.
Przechodzę do owych wybranych codziennych nawyków, które niejeden uzna za dziwactwa.
Co do sprawności – staram się by każdy ruch był wymierzony w jakimś celu, czasem robię parę rzeczy na raz, gdy ze sobą nie kolidują – cenię czas i energię. Po przekroczeniu pewnego wieku dochodzi do człowieka, że czasu na wykonanie zamierzeń życiowych jest coraz mniej…
Cenię więc przede wszystkim pracę i czas – swój i innych (Czas – jak go mieć,  Lapidarnie o efektywności, …), nie gonię za nowinkami technicznymi, chociaż je umiarkowanie śledzę i czasem podziwiam, zwłaszcza gdy pomagają w efektywności.
Opracowuję książki podczas czytania (zaznaczenia, notatki), by wykorzystać poświęcony na to czas i zdobytą wiedzę, czasem piszę recenzje (Nextboox.blogspot.com i inne miejsca). Dziwactwo (?) – kładę się zawsze spać o g. 24 – mam wtedy poczucie, że dzień wykorzystałem w pełni, mimo iż wiem, że to mniej zdrowe niż położenie się wcześniej.
A propos snu – śnię dużo i ciekawie – niejako tak multiplikuję po części swoje życie  (pisałem o tym osobno we wpisie Mój drugi świat).
A co do zdrowia (o czym jeszcze dalej), to mam trochę inne nawyki jak większość ludzi. Parę drobnych przykładów.
Na ogół nie biorę porannego prysznica – ze względu na brak takiej subiektywnej potrzeby – i tak wstaję rześki i pełen energii do działania, ale także po co marnować tyle wody. Za to myję się dokładnie wieczorem, gdy po trudach dnia trzeba zmyć i brud i zmęczenie. (Jeszcze co do poranków – nie piję wtedy kawy, bo to niefizjologiczne – kortyzol jest naturalnie na wysokim poziomie, i słabo nawadniające, natomiast  robię to w południe – w czasie pierwszego znużenia). Ograniczam możliwie stosowanie szamponów, dezodorantów itp. – to chemia szkodząca skórze (szerszy temat – omawiałem kiedyś np. tutaj: Czy mycie jest zdrowe? )
Podobnie z myciem zębów – to robię po jedzeniu (nie zawsze) i wieczorem, rano przecież są po tym czyste. Zatem dziwię się ludziom, którzy tylko rano szorują zęby – jak dopuszczają wiele godzin nocy z całodniowymi śladami posiłków między zębami (pole dla bakterii, działanie kwasów itp.)?  Natomiast rano płuczę usta, gardło i nos. I nie przesadzam z pastą – ta z fluorem może szkodzić.

Dbam o zdrowie, bo wiem że jest podstawą. Co do medycyny  – jestem jeszcze bardziej sceptyczny (> LepszeZdrowie.info , zwłaszcza dział ANTY). Nie ma chorób nieuleczalnych, tylko jeszcze nie znamy odpowiednich metod i środków, a w wielu przypadkach są one ukrywane. Prawie wszystko możemy odpowiednimi terapiami naturalnymi oraz mocą myśli i intencji, i nie dotyczy to tylko zdrowia.

Przyziemniej:  Kładę nacisk na domowe żywienie, co daje przy okazji podstawę do okazjonalnej celebracji wyjść do restauracji na coś egzotycznego.
Lubię się ruszać, dużo chodzę, a jeśli nie jestem obciążony wchodzę po schodach, nawet ruchomych (po co stać bezczynnie?), ale nie spieszę się samochodem ponad dozwolone prędkości (mimo, że mogę docisnąć do 240 km/h).
Latem dużo chodzę boso, zażywam kąpieli słonecznych.

Jeszcze o innych drobiazgach, które faktycznie sprawiają wrażenie dziwactw.
Np. podnoszę śrubki, podkładki, guziki itp. drobiazgi znalezione gdziekolwiek – zbieram „przydasie”, co wielokrotnie mi pomogło, bo lubię majsterkować,  reperować. Także rozbieram urządzenia przed wyrzuceniem – zagospodarowuję właśnie  drobne elementy, które mogą się przydać przy majsterkowaniu i dla lepszej selekcji odpadów dla recyklingu.

Co do odpadów selekcjonuję je precyzyjnie. Mamy w domu pewne zwyczaje, które opisałem kiedyś krótko wpisem W porządku. Oto fragmencik: „… segregujemy dokładnie śmieci, brudne opakowania myjemy, wynosimy często niedużymi porcjami (by nic nie śmierdziało). Nie wyrzucamy żywności i nie kupujemy jej bez sensu. Regularnie robimy remanenty, by pozbywać się niepotrzebnych rzeczy, pamiętamy o PCK, Caritasie itp.
Wyłączamy na noc komórki i rzadko używamy wi-fi by ograniczać elektrosmog. …”

Kocham i szanuję przyrodę, obcuję z nią. Dużo fotografuję w plenerze i część zdjęć udostepnim w mediach społecznościowych – niech cieszą i innych ludzi.
Oprócz tego, co się z tym powszechnie  kojarzy, np. wypuszczam owady i pająki, odwracam żuka z pleców na nogi, itp. drobne akty poszanowania życia, ale… protestuję gdy dla ekologów życie zwierząt jest ważniejsze od życia ludzkiego. Inaczej zapatruję się na ekologię niż jej typowi piewcy (patrz np. Ekologiczne?, Ekologicznie na święta, Internet … ekologiczny, …)
Zbieram śmiecie w lesie, sprzątam po sobie, a czasem … po innych (dziwactwo – prawda?)

Podnoszę lub przestawiam zawalidrogi, np. ostatnio porzucone bezładnie w mieście hulajnogi elektryczne. Ale także jakieś kamienie, patyki na ścieżkach po których jeżdżą owe hulajnogi, rowery, bo to może przeszkadzać ale i zagrażać (by pieszy czy rowerzysta się nie potknął), podobnie usuwam wiszące czy groźnie wystające suche gałęzie. A czasem – ze względów estetycznych.

Przed wyrzuceniem wykorzystuję częściowo zużyte chusteczki do czyszczenia miejsc czy przedmiotów, które wydają się brudne (innymi słowy – wykorzystuje je maksymalne).
Szanuję rzeczy, a przez to przyrodę, pracę innych i swoje pieniądze.
Pewien szczegół. Sporo piszę na papierze (małe notatki, karteczki przypominające o jakichś  sprawach, zakupach itp. Zatem zbieram takie małe kartki, nawet gdy są po drugiej stronie zapisane, ani nie wyrzucam dużych kartek, które są tylko częściowo lub jednostronnie czyste.  W ten sposób – przy sporych potrzebach – nie pamiętam od ilu lat  nie musiałem kupować papieru. Filmowa czy teatralna scena gdy poeta czy pisarz po napisaniu jakiejś strofy ze złością zgniata kartkę i wyrzuca ją do kosza – to nie moja postawa.

Nie wyrzucam żywności ani nie kupuję nadmiernie.  W ogóle: „donaszam” odzież, nie ulegam ślepo modzie. Jednak mam wiele ładnych i dobrej jakości, markowych ubrań … i tu kogoś mogę zadziwić – kupionych na ogół z drugiej ręki często za 1/10 (lub mniej) oryginalnej ceny. Po co przepłacać i nabijać kasę spekulantom i żerującym na modzie?  Często głupiej – jak np. te spodnie sztucznie postarzane i z przewagą dziur nad okryciem. Praktycznie nie uznaję syntetyków (niezdrowe, nieekologiczne), krzykliwych kolorów lub ozdób. Ale to kwestia gustu / smaku. Lecz faktem jest że „przemysł mody” jest istotnym czynnikiem zaśmiecania świata (kup impulsywnie, a niedługo potem wyrzuć i tak w kółko).

Wracając do oceny ludzi. Nie spieszę się z tym – nawet jeśli nie lubię tatuaży czy  piercingu (i wiem, że to niezdrowe), to wygląd  nie decyduje o tym, podobnie nie oceniam wydarzeń czy postaw, jeśli nie mam  dostatecznej informacji. Przyjmuję na wstępie że każdy ma dobre intencje, daję szansę… Więcej – cieszę się szczęściem innych.
Generalnie kocham ludzi, promuję tych, których cenię, a w ogóle zachwycam się wieloma (!) ludźmi.
Nie chowam uraz, wybaczanie uważam za wielką siłę. Tonuję spory osób trzecich.

Teraz ze spraw poważniejszych. Dla niektórych jestem dziwakiem ze względu na swoje poglądy. Bywa, że działam odwrotnie niż większość ludzi – zwłaszcza gdy zapalają mi się „czerwone lampki” nieufności lub intuicja/doświadczenie mówi mi że coś jest „nie tak”.

Angażuję się w sprawy społecznie słuszne, chociaż moja ocena, które to są, niektórych gorszy – nazwijmy to w uproszczeniu postawą prawicową, mimo, że wolę kwalifikację wg owoców działania dla dobra „szeregowych” ludzi. Staram się pomagać w rozsądnych akcjach charytatywnych.
Myślę, że jestem tu na świecie i w tym czasie po coś, może między innymi by przebudzić pewną ilość osób?
Ty też jesteś tu po coś …

Rozszerzam swoje horyzonty, a tym co odkrywam dzielę się z innymi, propaguję treści ukrywane, spoza mainstreamu, zwłaszcza mam obsesję na punkcie prawdy vs kłamstwa i manipulacje. Włączam się w obalanie różnych mitów. Tu napotykam nie tylko podwójne dno, ale i głębsze warstwy.
Nie ulegam propagandzie – zawsze staram się myśleć samodzielnie,  unikam tv (oprócz filmów przyrodniczych i dokumentalnych – głównie historycznych), za to dużo czytam, ale nie czytam byle czego. Prawie zawsze robię ołówkowe notatki na marginesach (książek własnych) lub podkreślenia – to ułatwia zapamiętanie, odwoływanie się do treści później. Raczej nie wracam do lektur (oprócz podręczników, leksykonów itp.) – jeszcze tyle innych rzeczy jest do przeczytania, zbieram książki i ciekawsze czasopisma z wiedzą ponadczasową… Są to raczej nie fabuły, ani pop-kultura, ani sensacje filmowe z gatunku thriller czy kryminał.
W tym zakresie ogólnie doceniam ezoterykę, ale nie całą  – nie wierzę w numerologię (mam  dowody), w dużym stopniu w astrologię, magię na poziomie z tabloidów – chociaż życie … jest magią.
Wiem, że istnieją cywilizacje pozaziemskie (UFO to tylko mała manifestacja tego faktu i też nie zawsze) i że Wszechświat kipi życiem. Jesteśmy Jedno (jesteś innym ja).
Generalnie daję prymat duchowi. Wszystkie drogi w końcu prowadzą do Boga, bo ostatecznie nie ma we Wszechświecie innego celu. Modlę się inaczej niż większość – to bezpośrednia „rozmowa” z Bogiem, głównie dziękczynna i pytająca.
Jestem sceptyczny zarówno wobec instytucjonalnych religii jak wobec nauki, bo jesteśmy jeszcze w kolebce rozwoju. Jako pracownik naukowy poznałem jak wiele w nauce jest niedociągnięć a nawet tendencyjności. Pociągają mnie naukowe tajemnice i niezwykłości.

Nie wierzę w pandemię covid – to nadinterpretacja i rozdmuchana akcja nie związana ze zdrowiem, w globalne ocieplenie (w ogóle lub w formie słabszej – że jest antropogenne), nie muszę wierzyć w Boga, bo … WIEM że istnieje, podobnie nie muszę wierzyć w cuda, bo wiem że istnieją, itp. – i „co gorsza” – mam na to wszystko szereg dowodów.
Nie ufam politykom, wierzę w „teorie spiskowe”, bo w rzeczywistości to nie teorie tylko nader często zakamuflowana praktyka.

Lubię pisać, także amatorsko wierszować, bawić się słowami, grę słów – już w pierwszym zdaniu to widać, a inne przykłady znajdziesz np. tutaj – Traktat o złocie, Bawiąc się słowamiBurfil ….

Sporo piszę publicystycznie (także anonimowo), prowadzę pamiętniki, zapisuję życie, popełniałem także poezje, czego drobiazgi czasem wtrącam do wpisów. Może kiedyś opublikuję zbiorek?

Bywałem dość szalony. Wrzucę swój stary wiersz:

Wyzwania

Wybacz, że polubiłem
rzeczy niesłychane.
Taki już jestem i byłem
takim zostanę.

Rozmaitości życia, przygodę,
chwile straszne i błogie.
Długie wędrówki,
tygodniami życie clocharda,
pieszo, autostopem
– bez złotówki,
ognisko z pieśnią barda.

Świeżość rana,
zamki, chaty, łany,
nocleg w stogu siana,
szlak nieznany.

Z huczącym morzem
z całych sił śpiewanie,
w strumieniach rwących
słońca migotanie.

Pęd samochodu
gdy waży chwilka.
Las ciemny zimą,
oczy wilka.

Miasto niebezpieczne nocą,
urwisko nad otchłanią,
rudne stawiać zadania
me samotne wyzwania.

Często wzruszam się, zwłaszcza piękną muzyką lub widokami, jestem uczuciowcem, a szczególnie w modalności dotyku (nietypowo) i wzroku.

Niepoprawny optymista, czuję się młody i naiwnie myślę, że „wszystko” jeszcze przede mną  – mimo przekroczenia siedemdziesiątki. Wierzę, że przez katharsis obecnych trudnych czasów wchodzimy w epokę wielkich pozytywnych zmian i rozwoju. Jestem tego ciekaw i to też mnie napędza.

Dużo podróżowałem i jeszcze podróżuję na miarę możliwości – kocham to, ale raczej zwiedzam niż jestem biernym wczasowiczem, planuję wycieczki, podobnie jak trasy w mieście – zobaczyć nowe miejsca, nawet w ramach okolic, coś przy okazji załatwić, kogoś poznać…

Mieszkasz gdzieś lata, a ulic nie znasz sąsiednich,
śpisz i w karty grasz,
gdyś przyjechał nad Adriatyk
– przedziwny życia lunatyk.

Zawstydź się i przebudź
– choć ci wolno wszystko.
Kiedyś ockniesz się nagle: życie minęło,
a szczęście … bywało tak blisko.

Cieszę się małymi sprawami. Zatem i nie mam dużych wymagań, co powoduje, że nie angażuję się już od dość dawna w pracę zarobkową. Pracuję dla przyjemności – za darmo, pro publico bono.  Przykładowo tak prowadzę serwisy LepszeZdrowie.info,
www. StefanGarczynski.pl oraz różne fanpage i grupy na FB – nic tam nie sprzedaję (jak dotąd?).
Co do biznesów w ogóle – też mam nietypowe podejście. Świat zbyt goni za mamoną i coraz mniej uczciwymi metodami. To zawsze hamowało mnie przed biznesami, bo nawet biznes bez przekrętów w naszych czasach to gra marketingowa, która z natury stara się komuś coś sprzedać – nawet gdy jest to rzecz zbędna lub niskiej jakości. To szeroki temat z mego życia, kiedy z oporami i  z konieczności uprawiałem zawodowo marketing i wiem o tym sporo. Zresztą nie miałem smykałki do biznesu, uważam że zwłaszcza w Polsce graniczy to z szaleństwem – gdy uwzględni się gąszcz ciągle zmieniających  się przepisów, polowanie państwa na potknięcia przedsiębiorcy, mnożenie podatków itp.
Także dlatego, że z natury nie rywalizuję z innymi, np. nie emocjonuję się meczami piłkarskimi (może trochę tymi finałowymi) i tymi wszystkimi gdzie rywalizacja prowadzi do agresji i otumanienia tłumów kibiców (czyż to nie trafna gra słów?).

Sam od dawna nie gram w żadne gry, bo samo życie to największa i najbardziej pasjonująca gra, a zajmowanie się czymś sztucznym to strata czasu – naszego najcenniejszego zasobu. Zwłaszcza stronię od wciągających seriali i innych złodziei czasu i … nudziarzy.
Ale … lubię obejrzeć dobry film, pójść na koncert – w ogóle – dla wspomnianych wzruszeń, poświecę i pracę i czas.

Tyle na teraz, a mógłbym dużo więcej, ale już i tak za bardzo się odsłoniłem. Lecz chyba nie ma się czego wstydzić, zwłaszcza, że żyję uczciwie, pogodnie…
Zresztą – kogo to obchodzi?

O zieleni i przyrodzie można nieskończenie

 

To jedna z „moich” narciarsko-saneczkowych górek w okolicy, gdzie spędzam obecnie letni czas. (Skrót perspektywiczny nie pokazuje długości i sporego nachylenia).

 

Nie ma lepszej aury pogodowej niż własna pogoda ducha.

Otoczony zwierzętami lubię je obserwować. To mnie kapitalnie uspokaja, nawet gdy psocą.
Przede wszystkim koty, które na tym blogu już mają swoje ślady. Półdzikie, odwiedzają nas codziennie, w tym roku cztery. Niedawno brzemienna a teraz karmiąca kotka, którą najbardziej hołubimy i dokarmiamy z wiadomych względów. Dwie inne kotki jakby rozumieją jej pierwszeństwo przy talerzach na werandzie, ale chętnie korzystają gdy tej pierwszej nie ma. Wszystkie czarne. Szare koty z lat poprzednich gdzieś zniknęły.
Jest i piękny czarno-biały kot, który czasem się zbliża, ale dumnie idzie dalej swymi ścieżkami.
Zatem czekamy na moment gdy małe kotki będą nam „przedstawione” – prawie coroczny rytuał pełen uroku, potem psot i  harców.

Teraz harcują wiewiórki.  Objadły wszystkie orzechy na leszczynach – trudno … I tak byśmy nie upilnowali. Renkloda miała w tym roku ledwie parę owoców – też spodobały się wiewiórkom. Wyścigi na sosnach, nieprawdopodobne skoki z drzewa na drzewo, cmokanie, czasem wzajemne z nami wpatrywanie się – z obopólnym zaciekawieniem.

Ptaki już rzadko śpiewają, ale jest ich pełno. Podziwiam zwinne przedzieranie się przez krzaki i drzewa. Aronię trzeba było zebrać wcześniej bo każdego dnia rekwirowały spore ilości jagód. Ciekawostka: w okolicy jest parę posesji na których widzimy dorodne i pełne owoców krzaki aronii, ale tam ptaki nie zaglądają. Tylko do nas. Dziękujemy za sympatię, ale mniej nas cieszy obłupianie z owoców.
Smutno też, że bociany odleciały już dość dawno …

Nie mamy psa, ale w  okolicy gospodarze i letnicy w pewnym sensie uzupełniają ten brak. W tym sensie, że często znajdujemy psie kupy przy parkanie. Cóż, to samo zjawisko co w mieście, niestety. W tym roku zdarzyła się nam dwa razy śmieszna (?) przygoda. Przyjeżdżamy na działkę i co widzimy? Rozwłóczone po ogrodzie buty, które stały na werandowej półce. Po pewnym czasie sprawa się wyjaśniła – namierzyliśmy gagatka – mały piesek (bezpański?) przełaził dziurą/podkopem w płocie i robił sobie taką zagadkową zabawę. Potrzebna  była dokładna inspekcja strony w którą uciekł by odkryć tę dziurę w praktycznie niedostępnych dla człowieka gęstych zaroślach.

Wokół dużo pomniejszych zwierzątek. Szczęśliwie w tym roku praktycznie bez komarów, trochę tylko gzów, czasami, ale rzadko kleszcz. Podziwiam motyle. Zaglądając do atlasu „Motyle polskie” Jerzego Heintze próbuję je identyfikować.

Najbardziej jednak podziwiam te najmniejsze stwory – są nawet wielkości ćwierci milimetra a wykazują w zachowaniach dużo swoistej inteligencji. Pisałem już kiedyś o tym. Wśród nich małe pająki. Temat do zgłębienia, bo to jakaś magia. Obserwuję np. jak od podstaw takie maleństwo tworzy kolistą sieć pajęczyny. Najpierw „linki” rozpinające konstrukcję między gałązkami, potem promieniście szereg nici do centrum a następnie spiralnie od zewnątrz do wewnątrz coraz mniejsze kółka. Pracuje szybko wieloma nóżkami naraz – jak automat.

Na kwiatach pracowite pszczoły. Cieszy to, że wciąż są, bo mówi się o ich depopulacji – osobny ważny temat…

Z większych zwierząt widzimy tylko skutki działania bobrów, bo je same trudno spotkać. Wzdłuż strumyka leśnego kolejne zwalone drzewa, a inne już nadgryzione – do zniszczenia wkrótce. Leśnicy nie reagują. Myślę sobie, że pracownicy leśni, którzy nie dalej jak kilka-kilkanaście metrów od strumyka zostawiają sporo nieużytecznych gałęzi po przycince lasu, mogliby przesunąć te sterty nad brzeg i może bobry tym by się zadowoliły w swoich  budowach? Ale może się mylę co do bobrzych zwyczajów… Jedyny plus, że za żeremiami postał bród, którym skracamy sobie drogę do pięknej partii puszczy, do której normalnie dostęp jest dopiero kilometr dalej przez mostek.

Las urzeka. Ale tego starego, pięknego coraz mniej. Doceniam nowe nasadzenia, ale z tego las będzie dopiero po dziesięcioleciach.
Dwie refleksje. Czy wokół siedlisk-letnisk nie powinno się zachowywać stref krajobrazowych? (mam na myśli pasy leśne).
Wycinki służą głównie drewnu na meble, budowy i na papier. Wyczekuję czasu gdy papier będzie robiony z konopi lub innego biodegradowalnego surowca, jaki będzie wynaleziony w ramach postępu  techniki.
Mam niewyjaśnione pytanie co do surowca z jakiego  IKEA produkuje swoje meble i eksportuje do wielu krajów. Wiem że Szwedzi szanują swoje lasy, zatem czy przypadkiem nie jest to polskie drewno?

I jeszcze jeden wątek ekologiczny, też częściowo związany ze Skandynawią.
Obecnie jest głośna sprawa nadużywania przelotów samolotowych przez polityków. I coraz większej ich ilości w ogóle, zwłaszcza w ramach masowej turystyki. Wiadomo, że to samoloty tworzą w atmosferze dużo więcej zanieczyszczeń niż samochody. Zatem czy nie jest hipokryzją, gdy ci, którzy mówią tyle o czystym powietrzu i ekologii często latają?
A co to ma wspólnego ze Skandynawami? Tam narodził się trend ograniczania się w przelotach. Chociaż irytują mnie różne dziwactwo pseudoekologów, to akurat w tej kwestii byłbym za.

Wracam do ogrodu, bo pokazało się słońce i szkoda go tracić – podobnie jak na rozpisywanie się o tym, co trzeba przede wszystkim poczuć a nie omawiać po raz kolejny… I chociaż uznaję mądrość motta, to po prostu lubię być na słońcu.

Obrazki lipcowe

W powiązaniu wszystkiego ze wszystkim,
bywa że nawet wakacyjne refleksje dotykają spraw globalnych.

Ponieważ większość wakacji spędzam w lesie (z gorszym zasięgiem internetowym) skupiłem się głównie nad lekturami.
Jest tyle tematów, którymi chciałbym się z Wami podzielić, że „głowa boli”, ale liczne pokusy – wycieczki, odsłuchiwanie płyt, właśnie lektury oraz prace działkowe odciągają od pisania.  Przede wszystkim byłyby to wieści z zakresu moich głównych zainteresowań – zdrowie i technologie.
Już prawie koniec miesiąca, a widzę że zapomniałem poinformować o czerwcowych nowościach zdrowotnych ze strony LepszeZdrowie.info.
W skrócie – było o: nowej wizji uzdrawiania, o homocysteinie, jak skutecznie się odchudzić (wg zasad metabolizmu), i jak lepiej oddychać, aktualności z Polski – wciąż zagrożenia dla zdrowia oraz porady by było lepsze.

Właśnie ze względu na leśne otoczenie zająłem się obecnie tematem boreliozy. Uprzedzając niektóre nowości lipcowe (artykuły już opublikowane)  – w dość obszernym artykule jak pod linkiem znajdziesz omówienie różnych aspektów tej choroby  i chorób odkleszczowych, ich występowania, diagnostyki i leczenia, w tym metodami IDSA i ILADS (co wybrać?), oraz metodami komplementarnymi – także biorezonansowymi i ziołowymi. Powołuję liczne źródła.

Do artykułu nawiązuje notatka Mycoplasma odsłaniająca niektóre związane z nią tajemnice, zwłaszcza wokół stowarzyszonych  działań i wprowadzanych do medycyny nieporozumień. Ważne dla zrozumienia HIV, AIDS, różnych zakażeń, testów serologicznych i DNA oraz dla zdrowszego życia.

Z obydwoma powyższymi tematami wiąże się artykuł Czy niektóre choroby są sztucznie wywoływane? – cz. 1.
Część pierwsza, ponieważ zagadnienie jest obszerne.
Wśród takich chorób mocno podejrzana jest właśnie borelioza, co posłużyło mi jako wprowadzenie do tematu  – wg ostatnich informacji ze śledztwa w USA.

Innym głośnym ostatnio tematem jest technologia telekomunikacyjna 5G, którą na siłę władze chcą wprowadzić i w Polsce. Na świecie i u nas odbywają się liczne protesty związane z udowodnionymi szkodliwościami zdrowotnymi.
To obszerne zagadnienie do osobnego omówienia (szykuję). Przyczynki znajdziesz w artykule z 2018  Alert 5G, do którego dodałem ostatnio ważny dopisek.
Otóż chodzi o działanie pól torsyjnych (skalarnych), a nie fal elektromagnetycznych (te są tylko w 5G narzędziem ich precyzyjnego nakierowywania).
Sprawa dotyczy broni strategicznej, o czym wspominali już przed laty Barrie Trower, a obecnie naglaśnia to dr Diana Wojtkowiak, mówiąc o milowym skoku w tym zakresie i w nauce w ogóle. Stąd reglamentacja tej wiedzy w publicznym przekazie…
Przy okazji zaczyna się układać w całość podstawa naukowa wielu dotąd tajemniczych zjawisk: homeopatii, zdalnego uzdrawiania ale także zdalnego szkodliwego działania na ludzi (mind control), różdżkarstwa, telepatii, zjawisk psychotronicznych, nawigacji ptaków, oddziaływania miejsc na człowieka, itd. itp.
Wszystko za sprawą odkrycia 5. oddziaływania, dotąd nieznanego oficjalnej nauce, a już dość dawno stosowanego w tajnych projektach wojskowych. Fascynujący temat – do dalszego zgłębiania.

Wracając do leśnego życia. Obserwujemy wciąż wielką suszę. To budzi zaniepokojenie o plony, ale skłania też do szerszych refleksji. Głośnym tematem są zmiany klimatu. Omawiam to kolejny raz w artykule Wojna o klimat z kasą w tle. Nawiązuję do niektórych artykułów w prasie jak „Nowa religia – klimatyzm” Rafała Ziemkiewicza, „Szaleństwo klimatyczne” Tomasza Cukiernika, ale i szeregu innych.  Wciąż  obstaję przy tezie że mamy do czynienia z wielkim szwindlem w imię biznesu.
Jednak muszę i ja zmienić nieco swoją narrację.  Tak, człowiek ma wpływ na zmiany klimatu. Ale nie w tym sensie jak się to nagłaśnia propagandowo.
Pogoda, niezależnie od zjawisk kosmicznych i naturalnych, najwyraźniej wygląda na lokalnie sterowaną. Są ku temu odpowiednie środki techniczne i finansowe oraz motywacje.
Będę o tym jeszcze pisał, bo dotarłem do relacji alarmistów (whistleblowers). Klimat jest zwłaszcza sztucznie zmieniany w Europie wg określonego planu. W tym sensie jest to wpływ antropogenny.

Przechodząc do lżejszych tonów – na fali ocieplenia (chociaż mieliśmy ostatnio raczej zaburzenia pogody niż jednoznaczne ocieplenie) ruszyła w Polskę fala urlopowiczów i turystów. Chociaż kochamy Bałtyk – celowo zrezygnowaliśmy z tego kierunku w czasie wakacji ( -> Wczasowo). Nie lubimy tłoku.  W ogóle turystyka przybiera groźne rozmiary stwarzając szereg problemów. Zobacz starsze dywagacje na ten temat –https://lapidaria.home.blog/2018/08/05/turystyka-co-o-niej-myslec-cz-1/ ( i cz. 2).
Od dawna bardziej optuję za modelem skandynawskim, gdzie wiele rodzin ma domki letniskowe i tam spędza urlopy, przy okazji nie przyczyniając się do ciągłego zwiększania ruchu lotniczego. Zabrzmiało jak punkt manifestu zielonych ekologów, z którymi się nie utożsamiam, ale akurat tu widzę wielką hipokryzje tych, którzy nie poruszają tego aspektu a piętnują np. ludzi jako tych, którzy sami w sobie są zagrożenie  dla środowiska … oddychając  🙂
W tym kontekście niepokoi mnie też skala planowanego centralnego portu lotniczego w Baranowie pod Warszawą. W tym skala zagrożeń ekologicznych i dla zdrowia – zanieczyszczeń powietrza i hałasu – coś co przerośnie wszystko, czego dotąd doświadczyliśmy – przy planowanej  przepustowości 100 milionów pasażerów, a nawet mniejszej. Taka ilość nie koresponduje w żadnym stopniu z potrzebami Polaków – stąd pytanie: dla kogo będzie budowany jest ten port?

Jeszcze a propos ekologii. W „zielonej polityce” obserwuje się rugowanie samochodów na rzecz rowerów, a ostatnio w Warszawie (zapewne nie tylko) elektrycznych hulajnóg. Te ostatnie – przez brak uregulowanego statusu prawnego, hulają (nomen-omen) po chodnikach stwarzając zagrożenia, co miało już swe skutki. Jestem za takim sposobem poruszania się (chociaż to nie sprzyja nawykom ruchu dla zdrowia), ale w sposób cywilizowany – z poszanowaniem bezpieczeństwa pieszych. Przy okazji – niezwykle duże zainteresowanie wzbudził mój wpis na FB (5,5 tyś. udostępnień) o hulajnogach z własnym napędem z roku  …1916.

Natomiast ograniczanie ruchu samochodów w imię ekologii prowadzi się w sposób co najmniej dyskusyjny, jeśli nie głupi.
Zwęża się ulice, w tym o zasadniczym znaczeniu dla komunikacji. Ma to odstraszyć kierowców. Ale jest to przeciwskuteczne ekologicznie. Ulice się korkują. Pomijając samą uciążliwość, stratę czasu i ekonomię w ujęciu indywidualnym i zbiorowym, ruch przerywany generuje dużo więcej spalin niż w ruchu płynnym i szybszym. Te spaliny tworzą chmurę oddziaływującą na samych kierowców oraz przechodniów. Hamowanie co chwila ściera też okładziny hamulcowe przyczyniając się tworzenia niezdrowych pyłów. Samochody zagrzewają się. Spalanie jest większe. W sumie absurd do jakiego doprowadza ideologizacja pewnych aspektów naszego życia.
Podobnie tworzenie na siłę „stref relaksu” w miejscach zupełnie do tego niedostosowanych (ruch, spaliny, hałas, nagrzany asfalt, brak naturalnego cienia…) – jak na Placu Bankowym w Warszawie – na złość kierowcom, by nie mieli gdzie parkować przed Urzędem Miejskim, ale nie dając nikomu nic w zamian – owa strefa jest pusta, a kosztowała ok. 900 000 zł.

Cieszę się, że mam gdzie uciec od tych niedogodności, trudniej uciec od wiadomości o głupocie i różnych przekrętach.
Mam takie powiedzenie:
Głupota i naiwność karalne nie są. Ale gdy dotyczy to ministrów, decydentów itp. – grozi tragediami dla Narodu i powinny być karane.

Na tym zakończę mój cząstkowy „raport” lipcowy – idę na hamak, bo kusi kolejna ciekawa książka.
Udanych wakacji!

Wczasowo

Jeśli nie znajdziesz czasu na odpoczynek,
będziesz musiał znaleźć czas na chorobę.

Wydobyte z archiwum dawnego bloga „Mirrors” z 2007-08-22  stare refleksje, które potwierdziły się wielokrotnie (byliśmy nad Bałtykiem prawie co rok) i nadal są aktualne.
W [   ] parę późniejszych uzupełnień.

… Kolejne zadziwienia – tym razem z wczasów spędzonych w małym pensjonacie. 
Jak zwykle, nie twierdzę że jestem lepszy a nawet, że coś jest lepsze, tyle tylko, że istnieją metody, zachowania i zwyczaje bardziej przydatne i bardziej przyjazne ludziom. 

Obrazek 1
Idziemy na plażę ok. 9-9.30, gdy nie jest na niej tłoczno, wybieramy sobie fajne miejsce i delektujemy się przestrzenią. Nie ma jeszcze skwaru, a wiadomo, że dłuższe opalanie się między 10 a 15-tą nie jest zalecane ze względu na zagrożenia ultrafioletem.  [później dowiedziałem się, że między ok. 11 a 13 jest najlepsza pora na krótkie opalanie dla wytwarzanie w skórze witaminy D3 z promieniowania UVB – patrz Słońce- dobre czy złe?
Jest też o kremach do opalania, antyperspirantach itp.]
Dozując po trochu spacer, leżenie na słońcu i w cieniu wytrzymujemy tak do maksimum godz.13, po czym wracamy do pensjonatu, gdzie bez kolizji z innymi (czasem braki ciepłej wody) bierzemy prysznic, odpoczywamy trochę i pijemy aperitif (nie alkoholowy!) przed obiadem. Po małej sjeście poobiedniej (na dworze jeszcze skwar), po południu idziemy jeszcze raz na plażę, ale już raczej na długi spacer wybrzeżem, z małymi postojami wypoczynkowymi, już bez objuczenia parawanami, parasolami itp. 
W ogóle, leżenie godzinami bez ruchu to nie nasz styl, to nie odpoczynek. 
Natomiast, to co widzimy, to gremialne ściąganie ludzi na plażę po 11-tej i pozostawanie tam przez większość dnia, z posiłkiem w pobliskim barze fast-food. [właśnie takie ostre opalanie powoduje później różne dolegliwości a nawet choroby skórne  – jak wspomniałem w ww. artykule].

[W tym kontekście nie dziwi słynna wypowiedź Agaty Młynarskiej z 2016 r.  o tłoku, niskiej kulturze itp. nad morzem – chociaż było to tak mocno hejtowane. Może forma była nieodpowiednia, ale miało to sens. Nie chodzi przecież o to, by komukolwiek wzbraniać odpoczynku nad morzem, ale o to by zachowywać się prawidłowo.
Zagadnienie zahacza o turystkę w ogóle – pisałem o tym tutaj].


Obrazek drugi.
Wieczór. Do późnych godzin wokół grillowanie, biesiadowanie, picie, co prawdopodobnie wyjaśnia późne przychodzenie na plażę następnego dnia. Natomiast dziwi mnie i porusza, że małe dzieci towarzyszą rodzicom w tych biesiadach do późnych godzin! Maluchy, które powinny (tak przynajmniej było „zawsze”) już ok. 20. być w łóżkach buszują jeszcze po 23. 
I jeszcze o dzieciach. Coraz częstszy obrazek: dzieci 2-3 miesięczne towarzyszące rodzicom na wakacjach w pensjonatach, kwaterach, a nawet na plaży. Czy to jest w porządku? Nie będę rozwijał tematu – tym, którzy nie wiedzą o co chodzi polecam jakieś podstawowe lektury. 

Obrazek trzeci. 
Tak się składa, że w miejscu gdzie byliśmy, system ciepłej wody był mało wydolny i często brakowało jej do wieczornych kąpieli. A może to nie instalacja była niewystarczająca, lecz sposób jej używania niewłaściwy? 
Otóż, sąsiednie pokoje były „akustyczne”, dobrze wiedzieliśmy kiedy i jak się ktoś kąpie. 
Woda potrafiła się lać pół godziny. Czy to nie wyjaśnia sprawy? A przecież można polać się w minutę, namydlić i wyszorować prawie bez udziału wody w ciągu następnych paru minut i wypłukać dokładnie poniżej minuty… 
Można by mówić o oszczędności i ekologii, ale czyż nawet bardziej prozaiczne uświadomienie sobie, że zabiera się szansę kąpieli innym, jest takie trudne? 
Widocznie jest. 

[Przy okazji – jak to jest z tymi częstymi kąpielami? Zobacz artykuł Kąpiele  ]

A jakie są Twoje doświadczenia?

W tym roku nie pojechaliśmy nad polskie morze, chociaż kochamy Bałtyk ze względu na unikalne długie piaszczyste plaże, zwłaszcza puste, i uroki – nawet w niepogodę. Plan był taki by wyprzedzić ruch na początku szkolnych wakacji. Późniejszy najazd i ciasnota – to odstręcza. Ale czerwcowa pogoda była w kratkę, były też pewne obowiązki i nie wyszło.
Przy okazji – dlaczego bezpośrednie połączenia kolejowe do popularnych miejsc (np. Łeba  z Warszawy) nie funkcjonują – chociażby raz w tygodniu! – poza wakacjami?

 

Lektury leśne

Moje jaśminy (w płocie)

Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las.

Jestem od dłuższego czasu w lesie (na „daczy”), by chociaż trochę łatwiej przeżyć upały.
Przez temperatury praktycznie spacery robimy po 19. – dopiero wtedy robi się przyjemnie a długi dzień to umożliwia. Niestety, mazowieckie lasy to głównie lasy sosnowe. Mają swoje uroki, ale dają mało cienia a przy obecnej suszy ścieżki to pył – ciężki dla pieszego, nie mówiąc o jeździe rowerem. Przy przerywnikach, kiedy trzeba z racji pewnych obowiązków wrócić do Warszawy, ratunkiem jest Lasek Bielański. To jedyne miejsce w bliższym zasięgu z dużą ilością drzew liściastych, zatem i cienia i wilgoci. Jest to w ogóle ewenement, ponieważ prawie w środku miasta mamy rezerwat – dzika przyroda, starodrzew z unikalnymi okazami, ptaki. A przy okazji – czasami wizyta na Uniwersytecie Kardynała S. Wyszyńskiego – zabytkowym ale i nowoczesnym, zadbanym i uroczym, spokojnym miejscu przy ul. Dewajtis – „Dobre miejsce” , gdzie miło wpaść do kawiarni Luna na kawę i ciastko (serwują też smaczne obiady domowe).

Wracając do działki. Reszta dnia upływa na pracach domowych, lżejszych ogrodowych i lekturach.
Jak tu już parokrotnie wspominałem, cześć z nich dotyczy właśnie lasu.
(oprócz sporej ilości tych o zwierzętach – ogólnie i gatunkowo, ogrodzie i jego florze, o  uprawach, przewodników po lasach itp. Mamy też różne podręczniki pozwalające identyfikować gatunki, oznaczać rośliny, grzyby…).

Może kogoś to zaciekawi, tak jak i mnie, zatem podam parę przykładów z lektur ostatniego roku (+/-). Najpierw tytuł, potem autor i ew. inne dane.

Co w lesie piszczy. Rafał Skoczylas. WRiT.
To głównie o zwierzętach leśnych.

Jadalne owoce leśne. … PWLiL. Przydatne w trakcie wędrówek po lesie.

Sekretne życie drzew. Peter Wohlleben.

Wspominałem o niej kiedyś tutaj.

Instrukcja obsługi lasu. Peter Wohlleben. …

Tu parę słów więcej – o niektórych ciekawostkach. Las to skomplikowany organizm. Autor używa dowcipnego określenia wood-wide-web nawiązując między innymi do „Internetu” korzennego opisanego już wcześniej w Sekretnym życiu drzew. Inne pasujące określenie: tkanka społeczna drzew. Podobnie jak sieć grzybni; wg Wohllebena największym znalezionym na świecie organizmem jest właśnie grzyb (sądziłem że koralowce, ale to może raczej kolonia odrębnych bytów?). W ogóle – nasze wyobrażenia o lesie polegają często na grze pozorów i niedostatecznej wiedzy. Pewne kwestie wciąż są dyskusyjne. Np. sprawa wilków – autor jest za ich introdukcją do lasów i ochroną. Mają być antidotum na zbyt szybko rosnące stada kopytnych – łosi, saren itp. które niszczą las. Natomiast ujmuje się za dzikami, póki są one w obrębie lasu – jako zwierzętami pożytecznymi. Te sprawy nabrzmiewają i w Polsce, szczególnie kontrowersję budzi rozprzestrzenianie się wilków, które niezagrożone i mnożące się, już wkraczają do wiosek.
Co do niszczenia lasu, to przyczyniają się do tego coraz cięższe maszyny – szkodzące nie tylko poszyciu, ale swym ciężarem uszkadzające system korzenny. Sam obserwuję jak ze względu na praktyczny brak śniegu prace przy wyrębie i zwózce nawet zimą (zalecany czas na tego rodzaju prace) niszczą i drogi i tkankę leśną.
Są też ciekawostki specyficzne dla ojczyzny autora – Niemiec, chociaż jego doświadczenia i opisy opierają się także na obserwacjach z licznych podróży po świecie. Np. przyzwolenie na tworzenie cmentarzy w lesie. Chodzi o wydzielone miejsca na kilkanaście dyskretnych pochówków pod drzewami, nie ingerujące w wygląd lasu. Osobiście popierałbym takie rozwiązania w Polsce zamiast betonowych molochów w miastach. Nie miałbym nic przeciwko wobec mego pochówku w takim miejscu.
Jest w książce sporo ciekawostek o zwierzętach.

Shinrin-Yoku. Qing Li. O tej pięknej książce też wcześniej pisałem w jednym z mych leśnych wspomnień.

O ziołach i zwierzętach. Simona Kossak.  (Z jej długiej serii fachowych i ciekawych opowieści leśnych).

Lasy w parkach narodowych i rezerwatach przyrody. (Zbiorowa)
To poważniejsza praca – zbiór 17 referatów i raportów z ogólnopolskiej konferencji naukowej z września 2014 w Izabelinie.
Potężna dawka wiedzy o lasach w różnych aspektach od leśników, naukowców, geografów, biologów, strażaków….

cdn.