Koniec lata, początek zmian

20211009_120342

Wiele barw jesieni, wiele barw życia…

Zawsze ze smutkiem żegnam, lato, które daje mi dużo radości i swobody – zwłaszcza gdy jestem z dala od miejskiego gwaru i smogu, wśród lasów lub na wakacyjnych wycieczkach.
Zacznę więc od tego. Urzekła nas pogoda i Bałtyk w czasie czerwcowego pobytu w Łebie, potem wycieczki po kraju i pod Warszawę. 
Minęło szybko i już zamknięcie sezonu wakacyjnego na działce.
Mówię ‚już’, ponieważ z biegiem lat czas subiektywnie jakoś dużo szybciej mija. Może to i przez natłok różnych prac i planów jakie sobie zadaję? Już nie pora odkładać wszystkiego „na emeryturę” – ona już dawno jest. Zatem ostatnie prace i ostatnie tamtejsze radości.
Pozostawiamy paru sąsiadów wciąż zapracowanych na skalę godną lepszej sprawy – np. po raz n-ty dopieszczają trawniki, chociaż wkrótce też wyjadą, bo robi się zimno i mało atrakcyjnie.  Kosimy rzadko, dzięki czemu mamy na trawniku sporo polnych kwiatów, utrzymujemy wilgoć i nie musimy często go podlewać. Na jesieni także nie grabimy co chwila liści – niech zasilą glebę. Warto też wiedzieć, że częste koszenie spowalnia wzrost korzeni, bo wtedy rośliny przeznaczają siły na odbudowę części naziemnej. To powoduje mniejsze możliwości wiązania wody w glebie a nawet jej wysuszenia wraz z roślinami.

Organizatorzy wydarzenia na FB „Ogólnopolskie wstrzymanie kosiarek” podawali argumenty za racjonalnym postępowaniem z trawnikami, przytaczając też to, co im szkodzi.

… Dziś wiemy, że taka intensywna „pielęgnacja” przynosi więcej szkody niż pożytku.
Dopiero koszenie przemyślane, podyktowane rytmem natury ma sens. …
Chodzi o to by to, co nazywamy trawnikami kosić później i rzadziej. Tak późno i rzadko jak to jest potrzebne by mogły rozkwitnąć na nich naturalnie pojawiające się rodzime kwiaty.
Dopiero taka zieleń jest remedium na susze i na ulewy, pozwala zachować bioróżnorodność, żywić i chronić wiele gatunków zwierząt. Lista korzyści, które uzyskujemy ograniczając zakres lub częstotliwość koszenia jest o wiele dłuższa:
💚 trawnik zaniechany {rzadziej koszony] obniża poziom zanieczyszczeń,
💚 spełnia w mieście rolę łąki antysmogowej,
💚 przyczynia się do lokalnego obniżenia temperatury i ograniczenia miejskich wysp ciepła,
💚 daje szansę na większą różnorodność biologiczną i powrót zapomnianych gatunków roślin zielnych,
💚 jest schronieniem i żerowiskiem dla drobnych kręgowców tj. ptaki, jeże, ryjówki,
💚 pozostawiony w spokoju nie wzbudza tumanów pyłu i pyłków,
💚 obniża poziom hałasu,
💚 wspiera ochronę gleby przed wyjałowieniem,
💚 ma zdolność do ponadprzeciętnej chłonności wody, dzięki temu m.in. zmniejsza ryzyko podtopień w następstwie nawałnic,
💚 zwiększa wilgotność powietrza w swoim pobliżu, co działa zbawiennie na zdrowie wszystkich,
💚 staje się pożytkiem dla dziko żyjących zapylaczy: pszczolinek, miesierek, murarek, trzmieli…
 
Chyba ta argumentacja trafiła do zarządców w Warszawie – widzę pewne ograniczenia w koszeniu, ale też… w pewnych miejscach reprezentacyjnych przesadzone – nie wygląda to estetycznie.
 
Jesień ma też dużo uroków – trochę to dokumentuję w albumie Jesień – zapraszam!
Powracam do swych emeryckich zajęć, tj. głównie pisania i udzielania się w mediach społecznościowych. Muszę nadrobić zaległości w swym planie przywracania pamięci Stefana Garczyńskiego. Obecnie mam „na warsztacie” książkę „Sztuka myśli i słowa” – darmowy ebook powinien ukazać się w pod koniec października. Wsparcie mojej pracy (już 11 ebooków) będzie mile widziane – https://zrzutka.pl/mc3tzm
W sieci zajmuje mnie też tropienie i demaskowanie agendy medycyny  rockefellerowskiej, która została wprzęgnięta w globalną mistyfikację Covid-19.
Chociaż na przestrzeni ponad 1.5 roku zebrałem na ten temat tak dużo informacji, że trudno to ogarnąć, to syntetycznie dobrze zrobił to Józef Białek w swojej kolejnej książce – właśnie pod tytułem Covid-19. Globalna mistyfikacja
Kto jeszcze nie czytał – na szybko może zapoznać się z treścią z mojego opisu w ramach zestawienia Kowidowe książki (obejmuje 32 pozycje, dochodzą dalsze).
W sumie  – nie mam(y) żadnych wątpliwości że covid to wielka operacja fałszywej flagi – w sensie relatywnie małej skali szkodliwości zdrowotnej, natomiast jest bolesna prawda skali spustoszenia jakiego ta operacja dokonała zarówno materialnie jak i psychologicznie.
To narzędzie Wielkiego Resetu wg wizji Klausa Schwaba i akolitów.
Jest wiele przyczynków wyjaśniających co się dzieje, oto jedna z analiz tła kryzysu i zarysowane nadzieje na jego przełamanie – https://youtu.be/hNapcB0tSl0.
Szersze spojrzenie ułatwia zrozumienie także wątków medycznych. W tym zakresie przypomnę poprzedni wpis Dr Bhakdi wyjaśnia skutki szczepionki COVID: Wywiad z dr Mercolą.
S. Bhakdi wypowiadał się na te tematy wielokrotnie np. proszę obejrzeć ten film:

 

Blood Antibodies and Warning of 2nd Dose (Ostrzeżenie przed drugą dawką) oraz

Legendarny epidemiolog Sucharit Bhakdi o szczepionce przeciw Covid.

Jeszcze przypomnę ważny artykuł z czerwca 21 r. – Czy powinieneś się zaszczepić?
Teraz przybyło DUŻO dalszych informacji wspierających przekaz, zwłaszcza wg dalszego „plonu” powikłań , właśnie wypowiedzi dra Bhakdi, dra Malone, itp., 4. tomu „Fałszywej pandemii” itd.  Obszerny materiał do czerpania argumentów.

Merytoryczne informacje są znane decydentom/politykom np. kanclerz  A. Merkel, a mimo to brną w politykę sanitarnego faszyzmu. Oczywiście to zahacza o szeroko pojęte sprawy polityczne. Pokazuję to dość często na twitterze
Te tematy stanowią wciąż trzon miesięcznych podsumowań nowości na stronie www.LepszeZdrowie.info.
W nowościach wrześniowych można je ująć skrótowo tak: Pandemiczne nonsensy i decyzje są pochodną regresu medycyny a nawet nauki. Przykłady z książek i artykułów.
O działaniach naukowych, politycznych i społecznych przeciwko tej patologii. Promyki nadziei.
Co do tych nadziei,  to chodzi o owe ruchy społeczne – lokalne i globalne (dałem tam krótki przegląd). Rozwija się ruch Life Force (już tutaj i na LepszeZdrowie parokrotnie wzmiankowany).
Wymaga małego wyjaśnienia, że Life Force, czyli Siła życia, to nasza immanentna  właściwość, która powinna być wydobyta z ukrycia i użyta zarówno w sprawach zdrowia jak i w szeroko pojętej kreatywności i sprawstwie. Life Force nie jest instytucją, jest ideą, która przewodzi działaniom ruchu ludzi, który przybrał hasłowo taką nazwę. Natomiast są tworzone różne ciała wykonawcze, które pomogą ludzkości w planie Odnowy Ziemi (Restoration). Przykładowo: GHWC (Global Health & Wellness Consortium), PGSD (People’s Government Services Department),  GIA (Global Intelligence Agency), GPRC (Global Peace and Restoration Consortium), KIMS (Key Integrated Monetary System), …
Bieżące wydarzenia są komunikowane w ramach Live at 5 (wg czasu polskiego późnym wieczorem, dostępne dla osób bez abonamentu na ogół przez 24 godziny), a podsumowania tygodniowe obecnie w piątki ok. 23.05 czasu polskiego). Mają własny serwis społecznościowy (w rozwoju) Gforce.network.

Tytułowy początek zmian ma wiele oblicz. Sprawy duże – globalne i te mniejsze lokalne.
Pojawiła się parafraza Czerwony Październik, ponieważ już jest gorąco i może być jeszcze bardziej.  Jeśli opresje staną się nie do wytrzymania – możliwy jest jakiś wybuch społeczny.
Te zmiany to z jednej strony wychodzenie na jaw przekrętów i kłamstw już nie do ukrycia i zanegowania, jak i walka z opresją i siłą organów państwowych, które bazują na tych kłamstwach.  Możliwe jest też zastosowanie biernego oporu, nie poddawanie się ślepo  zarządzeniom i propagandzie. Działają wspomniane na początku wolnościowe ruchy społeczne. Elementem tej postawy jest edukacja – aż osiągnie się „masę krytyczną” świadomości. Jak wielokrotnie wspomina o tym Jerzy Zięba, należy przede wszystkim skupić się na rozwiązaniach a nie ciągłym utyskiwaniu jak jest źle. Rozwiązania są, proste, skuteczne, sprawdzające się w podziemiu medycznym (do czego to doszło na skutek omnipotencji władz medycznych i „jedynej słusznej” medycyny!), ale uparcie się o nich nie mówi – ludzie wolą sensacje i politykowanie. Jest to rodzaj błędu w  myśleniu, w logice. 
W tej krótkiej  prelekcji autor mówi też o paradoksie niezamierzonej reklamy, jaką mu robią hejterzy i cenzura. Warto zobaczyć.

Natomiast w większej skali, nawet globalnej, dzieją się przełomowe jak na historię współczesną walki polityczne, służb, tajnych stowarzyszeń, co prawdopodobnie przyspieszy zmiany. Stąd wiele nadziei na lepsze. 

To wszystko jest stosunkowo mało widoczne dla przeciętnego obywatela ze względu na sterowaną narrację głównych mediów oraz cenzurę. Cenzurę omijają jako tako kolejne niezależne (?) platformy społecznościowe, niektóre dopiero w fazie tworzenia i z różną wagą, jak Gab.com, Locusmind.com, Klub Wolnych Mediów z własnym streamingiem filmów, podobnie NTV, … nowy Firstplat.com
Oczywiście istnieją już dobrze usadowione w sieci platformy jak Bitchute.com, Rumble.com, VK.com, Telegram.org, … – wszystkie mają pokaźny ładunek niezależnych materiałów demaskujących kłamstwa i manipulacje oraz proponujących rozwiązania. 
Także liczne strony/blogi autorskie na własnych/dzierżawionych serwerach.
 
Nie jest możliwe przedstawienie tutaj tego nawet po części. Zatem – tylko sygnalizuję – sami sięgajcie i szukajcie by mieć własną opinię, ew. własny wkład.
 
Pozostawiam ten wątek, bo przecież nie tylko tym się zajmuję.

Mój sieciowy rodowód, to zagadnienia rozwoju osobistego, sprawnego działanie, uczenia się – tematy jakie były przedmiotem dawnej strony l-earn.net.
Ostatnio reaktywowałem z archiwum dwa tamtejsze artykuły: Ukarani  przez nagrody? Rozmowa z Alfie Kohnem oraz Motywacja i pozytywne myślenie – o co chodzi? 
W miarę czasu będą dalsze.

Przypomnę też, że stworzyłem kiedyś na FB grupę Rozwój i efektywność, która podtrzymuje tę grupę tematów. Zatem zapraszam do https://www.facebook.com/groups/twojrozwoj.

Ponad 4300 osób wnosi ciekawy wkład w tę grupę – chyba każdy znajdzie coś dla siebie.
Jest ona związana z moją stroniczką Future books, gdzie czasem daję omówienia lub polecenia książek.
A propos książek – parę lat temu zacząłem pisać książkę na temat dotyku, gdzie nie chodzi tylko o samo zjawisko zmysłowe, ale także o całą otoczkę kulturową, uczuciową, techniki terapeutyczne itd. Bardzo ciekawy temat.  Wstrzymałem się gdzieś w połowie, bo czułem, że jeszcze za mało wiem, i faktycznie potem jeszcze zebrałem sporo ciekawych dalszych przyczynków, a ostatnio dowiedzieliśmy się że odkrycia Davida Juliusa i Ardema Patapoutiana na temat w jaki sposób ciepło, zimno i dotyk mogą inicjować sygnały w naszym układzie nerwowym, zasłużyły na nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii.
W sezonie zimowym wrócę do tego, a tymczasem uprzejmie proszę o ew. ciekawostki i materiały od tutejszych czytelników. Także z osobistych doświadczeń, lektur, refleksji o szeroko pojętym temacie dotyku.
 
  
 
 
 
 
 

Lektury leśne

Moje jaśminy (w płocie)

Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las.

Jestem od dłuższego czasu w lesie (na „daczy”), by chociaż trochę łatwiej przeżyć upały.
Przez temperatury praktycznie spacery robimy po 19. – dopiero wtedy robi się przyjemnie a długi dzień to umożliwia. Niestety, mazowieckie lasy to głównie lasy sosnowe. Mają swoje uroki, ale dają mało cienia a przy obecnej suszy ścieżki to pył – ciężki dla pieszego, nie mówiąc o jeździe rowerem. Przy przerywnikach, kiedy trzeba z racji pewnych obowiązków wrócić do Warszawy, ratunkiem jest Lasek Bielański. To jedyne miejsce w bliższym zasięgu z dużą ilością drzew liściastych, zatem i cienia i wilgoci. Jest to w ogóle ewenement, ponieważ prawie w środku miasta mamy rezerwat – dzika przyroda, starodrzew z unikalnymi okazami, ptaki. A przy okazji – czasami wizyta na Uniwersytecie Kardynała S. Wyszyńskiego – zabytkowym ale i nowoczesnym, zadbanym i uroczym, spokojnym miejscu przy ul. Dewajtis – „Dobre miejsce” , gdzie miło wpaść do kawiarni Luna na kawę i ciastko (serwują też smaczne obiady domowe).

Wracając do działki. Reszta dnia upływa na pracach domowych, lżejszych ogrodowych i lekturach.
Jak tu już parokrotnie wspominałem, cześć z nich dotyczy właśnie lasu.
(oprócz sporej ilości tych o zwierzętach – ogólnie i gatunkowo, ogrodzie i jego florze, o  uprawach, przewodników po lasach itp. Mamy też różne podręczniki pozwalające identyfikować gatunki, oznaczać rośliny, grzyby…).

Może kogoś to zaciekawi, tak jak i mnie, zatem podam parę przykładów z lektur ostatniego roku (+/-). Najpierw tytuł, potem autor i ew. inne dane.

Co w lesie piszczy. Rafał Skoczylas. WRiT.
To głównie o zwierzętach leśnych.

Jadalne owoce leśne. … PWLiL. Przydatne w trakcie wędrówek po lesie.

Sekretne życie drzew. Peter Wohlleben.

Wspominałem o niej kiedyś tutaj.

Instrukcja obsługi lasu. Peter Wohlleben. …

Tu parę słów więcej – o niektórych ciekawostkach. Las to skomplikowany organizm. Autor używa dowcipnego określenia wood-wide-web nawiązując między innymi do „Internetu” korzennego opisanego już wcześniej w Sekretnym życiu drzew. Inne pasujące określenie: tkanka społeczna drzew. Podobnie jak sieć grzybni; wg Wohllebena największym znalezionym na świecie organizmem jest właśnie grzyb (sądziłem że koralowce, ale to może raczej kolonia odrębnych bytów?). W ogóle – nasze wyobrażenia o lesie polegają często na grze pozorów i niedostatecznej wiedzy. Pewne kwestie wciąż są dyskusyjne. Np. sprawa wilków – autor jest za ich introdukcją do lasów i ochroną. Mają być antidotum na zbyt szybko rosnące stada kopytnych – łosi, saren itp. które niszczą las. Natomiast ujmuje się za dzikami, póki są one w obrębie lasu – jako zwierzętami pożytecznymi. Te sprawy nabrzmiewają i w Polsce, szczególnie kontrowersję budzi rozprzestrzenianie się wilków, które niezagrożone i mnożące się, już wkraczają do wiosek.
Co do niszczenia lasu, to przyczyniają się do tego coraz cięższe maszyny – szkodzące nie tylko poszyciu, ale swym ciężarem uszkadzające system korzenny. Sam obserwuję jak ze względu na praktyczny brak śniegu prace przy wyrębie i zwózce nawet zimą (zalecany czas na tego rodzaju prace) niszczą i drogi i tkankę leśną.
Są też ciekawostki specyficzne dla ojczyzny autora – Niemiec, chociaż jego doświadczenia i opisy opierają się także na obserwacjach z licznych podróży po świecie. Np. przyzwolenie na tworzenie cmentarzy w lesie. Chodzi o wydzielone miejsca na kilkanaście dyskretnych pochówków pod drzewami, nie ingerujące w wygląd lasu. Osobiście popierałbym takie rozwiązania w Polsce zamiast betonowych molochów w miastach. Nie miałbym nic przeciwko wobec mego pochówku w takim miejscu.
Jest w książce sporo ciekawostek o zwierzętach.

Shinrin-Yoku. Qing Li. O tej pięknej książce też wcześniej pisałem w jednym z mych leśnych wspomnień.

O ziołach i zwierzętach. Simona Kossak.  (Z jej długiej serii fachowych i ciekawych opowieści leśnych).

Lasy w parkach narodowych i rezerwatach przyrody. (Zbiorowa)
To poważniejsza praca – zbiór 17 referatów i raportów z ogólnopolskiej konferencji naukowej z września 2014 w Izabelinie.
Potężna dawka wiedzy o lasach w różnych aspektach od leśników, naukowców, geografów, biologów, strażaków….

cdn.

Koniec lata

Zdrowie to nie wszystko,
ale bez zdrowia wszystko jest niczym.
(anonimowe?)

Niestety – jak w tytule. Wróciłem do miasta i tutejszych obowiązków. Ale jesień i samo miasto też ma swoje uroki – zapraszam na początek do mego albumiku o Pradze Północ, gdzie obecnie mieszkam. Cdn. 

Floriańska

A jeśli chodzi o obowiązki, to z tych medialnych, poczytuję sobie za przyjemność i społeczne zobowiązanie dalej głosić to, co uważam za ważną prawdę, głównie w zakresie zdrowia Narodu.
W tym 
zakresie zapraszam do wrześniowych nowości serwisu LepszeZdrowie.info.

Tam, w wakacyjnych refleksjach: Lody – za i przeciw, odchudzające tłuszcze. Potem przedstawienie kolejnych polskich niezwykłych terapeutów i wojowników lepszego leczenia.  Cd. o wiarygodności (?) badań naukowych z przykładami (ważne). Przedstawiamy książkę Uzdrawianie przez wizualizację.
Oraz 
jeszcze jeden sposób na pozbycie się stresu – tego najgorszego. I wiele więcej – nowinki i anonse wydarzeń.
Więcej aktualnych nowości na https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness/.

Drugą arcyważną sprawą jest nasza polityka energetyczna i zasobów naturalnych. Pisałem o tym kiedyś sporo, np. Energetyka rozproszona, głupcze, ale teraz nasza wiedza jest większa i w szczególności trzeba zwrócić uwagę na inercję zmian oraz by klastry energii były zarządzane przez większościowe polskie udziały i odpowiedzialnych polskich koordynatorów.
Z nowych materiałów na ten temat wskażę np.
Wybudźmy się z letargu medialnego: bogactwo albo pauperyzacja – skala zagrożeń bezpieczeństwa energetycznego

Pan Krzysztof Tytko ujawnia tam prawdę i przekręty w sektorze energetyki i zasobów naturalnych.
Podobnie tutaj
Komisja śledcza za grabież polskich złóż.
Trzeba wracać do tego tematu i nagłaśniać go. #Alert!  (cdn.) 

Chociaż tutaj tagi w tekście nie działają, to podam wybrane dla uzmysłowienia treści:

#zasoby #surowce #złoża #energetyka #bogactwa #Polska #koncesje #rozwój #potencjał #najważniejsze 
#patriotyzm #bezpieczeństwo #OZE #NarodowaRadaRozwoju #narodowykapitał #PKB #ekonomia #finanse 
#paliwa #kopaliny #innowacje #wywłaszczanie #dekarbonizacja #inwestycje #PakietZimowy 
#kary_emisyjne #elektrownie #skandal #ceny_energii #rynek_mocy #górnictwo #klastry_energii 
#Krupiński #ogniwa_wodorowe #zgazowanie_węgla #emisjaCO2 #marnotrawstwo #RacjaStanu 
#MinisterEnergii #KomisjaŚledcza #ochronazasobów #przestępstwa_gospodarcze

Proszę o udostępnianie zwłaszcza tej sprawy. To może (raczej na pewno) ostatni dzwonek.
Zabrzmiało to wszystko bardzo poważnie, ale… tak się sprawy mają…

Zapraszam Cię też do odwiedzenia i polubienia mojej strony https://www.facebook.com/MocWiedzy/, bo po dawnym zastoju chciałbym ją „rozruszać”, a pokazuje mniej znane, czasem kontrowersyjne fakty – może być ciekawie. Warto spojrzeć i na starsze wpisy. Jeśli się spodoba – powiedz o niej innym.

Tyle krótkich „komunikatów”. Dobrej, złotej jesieni!

Najdłuższe lato?

Jesień, ale wrzosowi zazdroszczą odradzające się borówka i żarnowiec

Po raz kolejny wracam do ulubionego tematu – wakacji i przyrody. Ten czas jest unikalny, bo już niedługo minie, wszyscy do niego tęsknimy, więc … carpe-diem.
Nie pcham się w turystyczny tłok sezonu. Co prawda, na jesieni, jak co roku, przewiduję dalsze wypady, ale teraz wystarcza mi moja chatka w lesie i wycieczki po okolicy. I w tym zakresie wyjętym z szerszego tematu szkicuję te wakacyjne migawki.

O swym leśnym refugium pisałem wielokrotnie – czasem w kontekście innych spraw. Dla nowych Gości mojego bloga wskażę np.:

Poezja przed burzą
Z lasu 2018 czyli kolejne wakacyjne impresje-1   (tam polecam fragment o Shinrin-Yoku)
Z notatnika letnika – sierpień (2013)
Z notatnika letnika – sierpień (2015) …,
więc poniższą refleksją trochę się powtarzam. Ale to wynika z zachwytu mieszczucha z życia wśród przyrody – nie sposób tego nie artykułować.
Ileż tu obserwacji!

W leśnym domku mamy codziennie różnych gości. Obcujemy na co dzień z kotami.
Młode koty (piątka, stale głodne), czasem ich mama, ojciec, rzadziej babcia, czasem jakiś przybłąkany gość z okolicy.
Które to już pokolenie? W każdym razie liczone w dziesięciolecia, a każdy rok to nowy miot. Pewne koty pamiętamy, inne gdzieś przepadły, czasem pojawi się nieznany gość z innego rewiru. Widać różne hierarchie, animozje lub tolerancje. Są to koty półdzikie, przy czym nowe kotki dość szybko się oswajają. Potem część przetrwa zimę, chociaż wtedy już muszą liczyć tylko na siebie, bo w zimie nikt tu nie mieszka na stałe. Ciekawe zwierzęta. Rozkoszne w zabawie, okrutne w polowaniach, mające swoje charaktery, humory. Obecna matka kotków jest bardzo nieufna, syczy gdy się do niej zbliżyć – nawet z jedzeniem, a dostają go od nas sporo i wydawało by się, że to powinno ją obłaskawić. Jakieś złe doświadczenia z ludźmi? Jest, zwłaszcza w starszych kotach, jakieś dostojeństwo – chadzają powoli, z godnością. Oczywiście – swoimi drogami. Ale tyle o tym napisano, że nie będę się wysilał na coś nowego.
Mamy kota seniora-rezydenta o imieniu Jarek, który chroni swój rewir. Pojawił się niedawno inny młody kocur. Pogonił naszego Jarka wysoko na drzewo, był to chyba efekt zaskoczenia, bo potem musiał nastąpić jakiś odwet, ponieważ nowy pretendent już później się nie pokazał.

kot Jarek na drzewie

Zjawiają się na obrzeżu działki dzięcioły konkurujące po części z dwoma wiewiórkami (które, o dziwo, zjadają też renklody). Podziwiam ich perfekcję w ruchu i odwagę gdy karkołomnie przeskakują z drzewa na drzewo. Są zadziorne, fukają ze złością gdy chce się je odpędzić od leszczyn, ale i tak robią swoje.
Szpaki, drozdy, sójki i liczne małe ptaszki, których nazw nawet nie znam… Mieliśmy na wiosnę wspaniałe koncerty, ale i teraz podśpiewują od czasu do czasu. No, może nie wszystkie podśpiewują, bo sójki i sroki raczej donośnie skrzeczą. Zwłaszcza gdy swarzą się, często z gonitwami w których podziwiam przebijanie się poprzez gęste listowie.
Szpaki i drozdy kręcą się zwłaszcza  koło aronii, która w tym roku mocno obrodziła. Trzeba było założyć siatki, ale i to niezupełnie pomaga – widziałem ptaka, który długo deliberował jak się pod nią dostać i w końcu wypatrzył drogę od spodu. Dostał nauczkę, gdy chciał wyfrunąć i plątał się w tych sieciach – pomagam w takich przypadkach.
Krety robią sporo szkód, to podziemie, o którym wolę nie myśleć. Podobnie jak o osach na strychu i wielu gatunkach ciem, które wieczorami atakują okna.
Duże pająki (wchodzą zapewne przez stale otwarte okienko łazienkowe?) wpadają nader często do wanny i nie mogą się z niej wydostać, więc wynoszę je cierpliwie na kartoniku za werandę. A pszczoły zbierają pyłek z kwiatów…
I żyjemy wszyscy w zgodzie, a nawet mam z tego wiele uciechy – zwłaszcza z figli kotów.
Ten rok był wyjątkowy – ze względu na długość letniego sezonu i przeważającą suszę. Widać to zwłaszcza w lesie – w naszym rejonie jagodnik nie wydał owoców, borówka słabiutko, grzyby pojawiły się dopiero skromnie we wrześniu. Pyliste i piaszczyste od suszy drogi są nieprzyjazne marszom  i rowerom.
Już widać jesień.

Za to sad obrodził aż nadto. Kwitnienia nie zakłóciły przymrozki. Mieliśmy klęskę urodzaju wczesnych jabłek. Przyjechaliśmy po głównym „zrzucie” jedego z drzew – nie nadążając ze sprzątaniem spadów i zagospodarowywaniem tych owoców, które jeszcze się nie zepsuły.

To, że nie pryskamy niczego chemikaliami ma tylko jeden minus – wiele jabłek i śliw psuje się już na drzewie, zwłaszcza pod wpływem tegorocznych upałów. Zrobiliśmy dużo przetworów. Ledwie skończyły się jabłka letnie (mamy jeszcze zimowe), to kolejny nadurodzaj dały mirabelki. Znów powstało sporo przetworów (głównie do ciast), ale była taka tego ilość, że wywoziłem do lokalnego kompostowania i do zabrania przez śmieciarkę gminną całe ich taczki.

Pewnie zdziwisz się że w ogóle zbieramy mirabelki. Tak, są w pogardzie – zalegają ogrody i drogi i nikt po nie się nie schyla. Ale mirabelki mirabelkom nierówne. Zaskoczę cię (prawdopodobnie) informacją, że ten owoc jest hołubiony we Francji, gdzie znają się na smakach.
Tam głównym producentem tego owocu jest Lotaryngia. Rocznie zbierają ok. 15 tysięcy ton mirabelek (80% światowej produkcji, co oczywiście nie oznacza że policzono te dziko rosnące). Eksportowane są zwłaszcza do USA.
Mirabelka dostała znak przysługujący najszlachetniejszym produktom spożywczym i płodom rolnym Identification Géographique Protégée (IGP). Miasta Metz i Nancy, w  których okolicach króluje odmana odpowiednio zielonkawa i z czerwonym rumieńcem, znane są z festiwali mirabelkowych.
Robi sie z nich konfitury, dżemy, nadzienia do tart, nalewki. Konfitury podaje się głównie do mięs, co i my praktykujemy, zwykle dodając do konfitury z aronii i suszonych śliwek.

Chociaż jestem rodowitym mieszczuchem, to odzywa się we mnie jakiś atawizm, czy to po dziadku z ziemiańskiego rodu, czy jakiś starszy, biologiczny?
Dawno temu napisałem taki wierszyk:

            Atawizm

Co w trawie piszczy kocham bardzo

i nachylam się nad nią pobożnie,

ręce me różne źdźbła głaszczą,

podnoszę jakiś drobiazg ostrożnie.

            Coś tam pełza małego

            – wielki jesteś Boże,

            tyle ruchu, tyle życia,

            kto zrozumieć to może?

 Doskonałe w swej prostocie,

w złożoności nie do wiary,

coś patrzy na mnie, potem biegnie

– zwracam to ziemi starej.

             Przywieram do niej mocno,

            sobą całym,

            z bliska inny świat podglądam

            – piękne jest w małym.

Nie myśl jednak, że siedzę cały czas w obrębie swego obejścia. Przeciwnie. Codziennie odbywamy z żoną długie lub krótsze wycieczki lokalne, głównie leśne – pieszo lub rowerowo. Ruch jest ważny – to panaceum na wiele spraw zdrowotnych. Okolice są ładne, miejscami piękne, chociaż coraz bardziej okrajane z zieleni przez gospodarkę leśną, którą tutaj podejrzewam o odchylenie rabunkowe. Pisałem o tym parę razy w poprzednich wpisach.


Na tych spacerach lubimy położyć się gdzieś na mchu i patrzeć w niebo.

Na wycieczkach lubimy poleżeć patrząc w niebo
Oto leci wysoko jakiś duży czarny ptak. Żona pyta: co to jest? Szybko nadchodzi odpowiedź z góry – kra! kra!
Kruki opuściły pobliski ścięty las i przeniosły się sporo dalej. Odkryliśmy ich nowy rewir.

Mieliśmy tego lata sporo ciekawych wycieczek po nadbużańskich okolicach, ale to na tyle obszerny temat, że o tym później osobno.

Tegoroczne prawie trzy miesiące w lesie to także różne zajęcia pozaturystyczne. Czytam, piszę, słucham audycji, udzielam sie trochę w mediach społecznościowych. Zatem pozwolę sobie przemycić tutaj aktualną wzmiankę o moim podstawowym zainteresowaniu – zdrowiu, i przekazać krótkie resume nowości na www.LepszeZdrowie.info.

I tak w sierpniunie tylko o zdrowiu np. o sztucznej inteligencji oraz wątpliwościach z zakresu podstaw fizyki. Także biotechnologie, telemedycyna, o badaczach i terapeutach rosyjskich oraz niezwykłych polskich pionierach i odkrywcach. O uzdrawianiu duchowym. Plus nowinki na stronie Zdrowie i Fitness i … dużo więcej.

A w lipcuMedycyna uwikłana w politykę, walka o prawdę i Polskę z udziałem oddolnych ruchów społecznych, w tym ustrój demokracji bezpośredniej na kształt szwajcarski (ebook!), zagrożenia globalne, o terapeucie Stanisławie Olszewskim, odżywianie przy odchudzaniu, nowości z facebooka i wydawnicze, …

Nie cofam się bardziej wstecz – jeśli te sprawy cię interesują (myślę, że zdrowie jest ważne dla wszystkich), to zachęcam do samodzielnego pobuszowania po Nowościach lub w lokalnej wyszukiwarce.

Oczywiście leśny domek, ogród, działka i okolice to nie tylko byczenie się, obserwacje i ww. prace i rozrywki umysłowe. Oprócz zadań planowych prawie codziennie dochodzą sprawy bieżące a nawet nieoczekiwane problemy, zwłaszcza typu: coś naprawić, wyciąć, podlać lub przesadzić.
Ale to mało interesujące, więc do następnego odcinka o wycieczkach…

Z wakacji – twórczo, inaczej

blogostanLZ

Jestem na długich wakacjach letnich na swojej ‚daczy’, z ograniczoną aktywnością w sieci, ale sporą aktywnością co do lektur i pisania.
Obłożony książkami wracam jak syn marnotrawny do pewnych idei, które tu właśnie kiełkowały od  około 1994 r., a później w wirze życia jakoś się rozmyły. Może po części zmarnowałem ten czas?
Ilustracja w nagłówku pokazuje w metaforze o co chodziło. Dziś, po przekroczeniu 70 lat skupiam się głównie na zdrowiu – nie tyle z powodu że jest złe, ale z wiary, że mogłoby być dużo lepsze. Także w wymiarze powszechnym, bo jest wiele świadectw, że choroby przewlekłe stają się jeszcze bardziej przewlekłe, dotykają już dzieci a w ogóle służba zdrowia goni w piętkę.

Jak zwykle z końcem miesiąca podsumowuję tematy jakie przewijały sie na www.LepszeZdrowie.info (LZ) oraz na https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness/.

Od dłuższego czasu zbieram się by ukierunkować LZ na to, co osobiście uważam za najbardziej przyszłościowy kierunek w uzdrawianiu.
Zanim do tego przejdę – co to jest uzdrawianie i czym się różni od leczenia?

Ujmę to tak: Leczenie to przyniesienie ulgi w doznawanych objawach, wyleczenie to pokonanie choroby, uzdrowienie obejmuje całą osobę. Prawdziwe uzdrowienie wymaga bowiem szerszego wymiaru, obejmującego fizyczne, mentalne i duchowe aspekty, z odpowiednim uwzględnieniem historii danej osoby i wrodzonych ludzkich ograniczeń.
Właśnie tak rozumiane uzdrawianie było pierwszą myślą jaka pojawiła się gdy ponad 10 lat temu pisałem o celu strony LZ.
Chociaż ten kierunek przewijał się często, zwłaszcza gdy wspominaliśmy o medycynie holistycznej, to został trochę przytłumiony przez inne wpisy, zwłaszcza te kontestacyjne. Czułem się nie gotów by zająć się tylko tym, nie powiem też bym był całkiem gotów dziś, ale chcę bardziej to uwydatnić.
Odtąd jednak gros wpisów będzie o metodach bardziej duchowych niż ‚fizykalnych’. Pewnie w sumie będzie ich zatem mniej, bo i odnośnych materiałów jest mniej. Zatem obieram kurs jeszcze mocniej na wewnętrzne, w tym mentalne moce człowieka dla poprawy jego błogostanu.

Dlaczego właśnie ten kierunek? 
Wyjaśniam to właśnie w nowościach czerwcowych i wskazanych tam artykułach – nie będę tego tu powtarzał, natomiast zapraszam do ‚źródła’.

Planowane przekierunkowanie treści może wydać się zaskakujące, dla niektórych odjechane, ale – doprawdy – wynika z mego przeświadczenia, że taki jest kierunek zmian jeśli mamy pójść do przodu.
Nie negując tego, co było dobre w przeszłości, otwórzmy się na nowe. A co będzie – „po owocach poznacie ich”.

A na koniec – życzę pięknego lata – jeśli nawet aura płata figle, to przynajmniej jako przerywnika w kieracie zajęć i czasu spotkań z naturą.


 

Z pamiętnika letnika (3) i tutti frutti

Życie bez radości jest jak długa podróż bez gospody.
Demokryt

Dużo czasu spędzam na działce 80 km od stolicy. Tym bardziej, że w tym roku ‘sezon’ zaczął się wcześnie.

Chociaż jest tu wiele uroków (wrzucam parę nowszych zdjęć, niestety ze względu na wymogi tutejszego edytora o jakości pomniejszonej; najedź myszką na obrazek dla krótkiej informacji), to dziś będzie więcej o Warszawie. Otóż wiejskie noce są w tym roku bardzo chłodne, temperatura spada nawet do kilku stopni, a także sporo ostatnio padało. Zatem to nie zachęca do tkwienia tu na siłę, z drugiej strony Warszawa też kusi różnymi atrakcjami, zwłaszcza kulturalnymi. Często denerwuje mnie też słaby zasięg komórkowy w ‘mym’ lesie, a jest to jedyny kanał dostępu do Internetu. Coś się dzieje też z telewizją – zadziwiające zjawisko – rano i  w dzień wszystko ok., a wieczorem kolejne kanały padają (brak danych a nawet sygnału) – oprócz TVN, której to stacji akurat nie lubię…

Warszawa wzywa mnie też z powodu wizyt lekarskich. Niestety od początku roku dopadły mnie różne bóle – podobno na tle zwyrodnień kostnych, głównie kręgosłupa („starość nie radość”). Ostatni miesiąc +  to w ogóle udręka przy poruszaniu się.
By nie być na łasce ‘spychologii’  lekarskiej i kosmicznych terminów wizyt jakie zapewnia NFZ (a na rehabilitację trzeba jeszcze czekać z powodu nie podpisania umów na II półrocze), postanowiłem skorzystać z abonamentowych usług prywatnych. Szybko,  wygodnie i taniej. Polecam system S7 (współpraca z Polmedem), który oferuje taką możliwość także klientom indywidualnym.

Pisałem o tym parę razy na stronie https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness  i będę pisał dalej, bo zaangażowałem się w to także biznesowo.
Niestety ortopeda i chiropraktyk nic mi nie pomogli jak dotąd (może za krótki czas aby to przesądzać), natomiast odkryłem pewną nietypowa rewelację. Pomogła mi na TE bóle jak ‘ręką odjął’. Może nie tyle odkryłem, bo wiedziałem o tej metodzie sporo wcześniej, ale teraz doświadczyłem jej na sobie.

Napiszę o tym wkrótce (w czerwcu) na http://www.LepszeZdrowie.info . Warto sprawdzić, bo to niemal cud.


Ale wracam do przyjemniejszych spraw warszawskich. Tu ciągle się coś dzieje, zmienia.
Też sporo zieleni – szybko odwiedzam swoje ulubione kąty (> fotki, sporo więcej na mym profilu na facebooku).

Park Skaryszewski

Łazienki

(Przy okazji wspomnę swego kolegę Janusza Woldańskiego, który jeśli chodzi o zdjęcia Warszawy, jest dla mnie tytanem bieżącego kronikarstwa – polecam na Facebooku, Google i NK).
Ja robię niewiele zdjęć – głównie poluję na jakieś zaskoczenia – np. taki owadzi ‘hotel’.

Z jednej strony dba się o zwierzęta, z drugiej wprost przeciwnie. Na podzamczu często odbywają się bardzo głośne imprezy i fajerwerki (ostatnio ‘wianki’) – w bezpośredniej styczności (dźwiękowej) z ZOO. Wyobrażam sobie tamtejszy popłoch i stres…

Obserwuję przy okazji licznych imprez w Warszawie zjawisko stawiania doraźnych estrad i instalacji, co zajmuje czasem dobre parę dni pracy dla ekip monterskich. Po imprezie, już rano – nie ma śladu po estradzie. Sprawnie, ale w 2 dni później w tym samym miejscu buduje się kolejną podobną estradę i tak w kółko. Czy nie szkoda czasu, pieniędzy i wysiłku ludzi?

Rozumiem, że chodzi z jednej strony o kasę dla ekip monterskich, ale z drugiej – gdyby gestorzy imprez skoordynowali swe działania – mogliby sporo zaoszczędzić…

W najbliższym czasie szykują się przynajmniej poniższe imprezy, o które chciałbym tradycyjnie zahaczyć: Ogrody muzyczne (http://www.ogrodymuzyczne.pl/program/  ), Noc Pragi (http://www.twoja-praga.pl/info/informacje/3846.html  ).

A propos kultury. Pokazali ją ostatnio politycy. Abstrahując od merytorycznych skandali, poraża ujawniony w podsłuchach język i ogólny poziom tych ludzi.
No comments. Chociaż często nie daje mi spokoju wpływ ‘góry’ na kulturę mas – fatalny przykład. I nie chodzi tylko o wulgaryzmy. Na ile mogę, wracam do spraw elementarnych, chociażby do panoszącego się ‘ludzią’ zamiast ludziom, ale ‘niosom’, ‘robiom’ i innych analogicznych słów. Do niepoprawnego używania ‘mnie’ i ‘mi’, do ‘wziąść’, itd. O, Boże!

Podobnie wołam, gdy widzę co się wyczynia w polityce. Wygląda, że rząd nie robi sobie nic ze swej kompromitacji (nie pierwszej) i ‘zroluje’ i to na okres po wakacjach.

Chyba znów ucieknę od tego żałosnego spektaklu do swej leśnej głuszy, a wspomniany zanik sygnału telewizyjnego potraktuję jako jak błogosławieństwo …

Z notatnika letnika

Wszyscy pragną dożyć starości, a gdy dożyją, oskarżają ją.
Cyceron

Ku jesieni

Jest każdego lata taki czas gdy nasza przyroda osiąga swoiste apogeum.

Idę leśno-polną drogą i widzę wszystko tak bujne. Krzewy i trawy stanowią nieprzebytą gęstwinę, zieleń eksploduje, owady buzują, ptaki śpiewają, zioła kwitną, pojawiły się różne jagody, wszystko jakby na wyścigi.
A potem, któregoś dnia – naiwnie zdziwiony – widzę jak wszystko zaczyna żółknąć, rośliny wydały swój owoc i w poczuciu spełnionego obowiązku stają się coraz mniej strojne, trawy płowieją, miejsca dotąd szczelnie zarośnięte nabierają łysin, pojawiają się spadłe listki, ziemia jakaś wysuszona… Nastąpił smutny przełom.
Oczywiście – każda pora jest piękna, ale psychologicznie – pożegnania to nie to samo co przywitania…

W tym roku widzę to szczególnie – upały i susza w mojej okolicy zrobiły swoje. Jagodnik zwiędł, takoż jagody, jeżyny i maliny jakieś karłowate, pełno ususzonych i powiędniętych gałęzi, opadłe liście, pył na drodze, w strumyku jakieś brudne kałuże, ani śladu grzybów.
I chociaż jest we mnie dużo radości, ta radość przybrała odcień… smutku. Bo byłoby to zwykłe stwierdzenie normalnego faktu gdyby nie refleksja, że i ja już dawno jestem po przesileniu. Przyroda odradza się co roku. A nawet pamiętam, jak po suchym lipcu lub sierpniu, dzięki deszczom, lasy zazieleniły się jeszcze raz, chociaż oczywiście skromniej. My jednak nie odradzamy się co roku… Drzewa też się starzeją, ale mają tę przewagę nad nami że odnawiają swe „oblicze”. Czy jest w tym jakaś niesprawiedliwość?
Przypominam sobie swój wierszyk

Już nie tak

Skakałem na głęboką wodę
podnosiłem głaz
kochałem
… nie raz

Niebo było błękitne
lata tkliwe i pachnące
rozpierała radość
a dziewczyny chcące

Jakoś szarzej, słabiej
chociaż serce wciąż zawzięte
… już nie tak
za zakrętem.

Wszystko jak głaz
sprawy idą wspak
jeśli patrzysz na mnie
… już nie tak.

To było poetycko i pesymistycznie, ale jest pewne pocieszenie, że i człowiek może się regenerować, są liczne przypadki, że ktoś po 60-ce czuje się lepiej niż w swych latach 30,. a to za sprawą zerwania z jakiś nałogiem lub po wyeliminowaniu złych nawyków żywieniowych, dzięki poznaniu przyczyn chorób albo dzięki dobrej suplementacji. Wiem po sobie… 🙂
Pisuję o tym trochę na blogu http://www.befirst.co/fitness oraz na http://www.lepszezdrowie.info .
I wierzę w naturalne siły człowieka oraz postęp w metodach diagnostyki i leczenia – mimo, że wokół widać raczej regres.
Ale to temat … polityczny, bo nic nie jest bez przyczyny – już na inną notatkę.