Z pamiętnika letnika (3) i tutti frutti

Życie bez radości jest jak długa podróż bez gospody.
Demokryt

Dużo czasu spędzam na działce 80 km od stolicy. Tym bardziej, że w tym roku ‘sezon’ zaczął się wcześnie.

Chociaż jest tu wiele uroków (wrzucam parę nowszych zdjęć, niestety ze względu na wymogi tutejszego edytora o jakości pomniejszonej; najedź myszką na obrazek dla krótkiej informacji), to dziś będzie więcej o Warszawie. Otóż wiejskie noce są w tym roku bardzo chłodne, temperatura spada nawet do kilku stopni, a także sporo ostatnio padało. Zatem to nie zachęca do tkwienia tu na siłę, z drugiej strony Warszawa też kusi różnymi atrakcjami, zwłaszcza kulturalnymi. Często denerwuje mnie też słaby zasięg komórkowy w ‘mym’ lesie, a jest to jedyny kanał dostępu do Internetu. Coś się dzieje też z telewizją – zadziwiające zjawisko – rano i  w dzień wszystko ok., a wieczorem kolejne kanały padają (brak danych a nawet sygnału) – oprócz TVN, której to stacji akurat nie lubię…

Warszawa wzywa mnie też z powodu wizyt lekarskich. Niestety od początku roku dopadły mnie różne bóle – podobno na tle zwyrodnień kostnych, głównie kręgosłupa („starość nie radość”). Ostatni miesiąc +  to w ogóle udręka przy poruszaniu się.
By nie być na łasce ‘spychologii’  lekarskiej i kosmicznych terminów wizyt jakie zapewnia NFZ (a na rehabilitację trzeba jeszcze czekać z powodu nie podpisania umów na II półrocze), postanowiłem skorzystać z abonamentowych usług prywatnych. Szybko,  wygodnie i taniej. Polecam system S7 (współpraca z Polmedem), który oferuje taką możliwość także klientom indywidualnym.

Pisałem o tym parę razy na stronie https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness  i będę pisał dalej, bo zaangażowałem się w to także biznesowo.
Niestety ortopeda i chiropraktyk nic mi nie pomogli jak dotąd (może za krótki czas aby to przesądzać), natomiast odkryłem pewną nietypowa rewelację. Pomogła mi na TE bóle jak ‘ręką odjął’. Może nie tyle odkryłem, bo wiedziałem o tej metodzie sporo wcześniej, ale teraz doświadczyłem jej na sobie.

Napiszę o tym wkrótce (w czerwcu) na http://www.LepszeZdrowie.info . Warto sprawdzić, bo to niemal cud.


Ale wracam do przyjemniejszych spraw warszawskich. Tu ciągle się coś dzieje, zmienia.
Też sporo zieleni – szybko odwiedzam swoje ulubione kąty (> fotki, sporo więcej na mym profilu na facebooku).

Park Skaryszewski

Łazienki

(Przy okazji wspomnę swego kolegę Janusza Woldańskiego, który jeśli chodzi o zdjęcia Warszawy, jest dla mnie tytanem bieżącego kronikarstwa – polecam na Facebooku, Google i NK).
Ja robię niewiele zdjęć – głównie poluję na jakieś zaskoczenia – np. taki owadzi ‘hotel’.

Z jednej strony dba się o zwierzęta, z drugiej wprost przeciwnie. Na podzamczu często odbywają się bardzo głośne imprezy i fajerwerki (ostatnio ‘wianki’) – w bezpośredniej styczności (dźwiękowej) z ZOO. Wyobrażam sobie tamtejszy popłoch i stres…

Obserwuję przy okazji licznych imprez w Warszawie zjawisko stawiania doraźnych estrad i instalacji, co zajmuje czasem dobre parę dni pracy dla ekip monterskich. Po imprezie, już rano – nie ma śladu po estradzie. Sprawnie, ale w 2 dni później w tym samym miejscu buduje się kolejną podobną estradę i tak w kółko. Czy nie szkoda czasu, pieniędzy i wysiłku ludzi?

Rozumiem, że chodzi z jednej strony o kasę dla ekip monterskich, ale z drugiej – gdyby gestorzy imprez skoordynowali swe działania – mogliby sporo zaoszczędzić…

W najbliższym czasie szykują się przynajmniej poniższe imprezy, o które chciałbym tradycyjnie zahaczyć: Ogrody muzyczne (http://www.ogrodymuzyczne.pl/program/  ), Noc Pragi (http://www.twoja-praga.pl/info/informacje/3846.html  ).

A propos kultury. Pokazali ją ostatnio politycy. Abstrahując od merytorycznych skandali, poraża ujawniony w podsłuchach język i ogólny poziom tych ludzi.
No comments. Chociaż często nie daje mi spokoju wpływ ‘góry’ na kulturę mas – fatalny przykład. I nie chodzi tylko o wulgaryzmy. Na ile mogę, wracam do spraw elementarnych, chociażby do panoszącego się ‘ludzią’ zamiast ludziom, ale ‘niosom’, ‘robiom’ i innych analogicznych słów. Do niepoprawnego używania ‘mnie’ i ‘mi’, do ‘wziąść’, itd. O, Boże!

Podobnie wołam, gdy widzę co się wyczynia w polityce. Wygląda, że rząd nie robi sobie nic ze swej kompromitacji (nie pierwszej) i ‘zroluje’ i to na okres po wakacjach.

Chyba znów ucieknę od tego żałosnego spektaklu do swej leśnej głuszy, a wspomniany zanik sygnału telewizyjnego potraktuję jako jak błogosławieństwo …

Z notatnika letnika

Wszyscy pragną dożyć starości, a gdy dożyją, oskarżają ją.
Cyceron

Ku jesieni

Jest każdego lata taki czas gdy nasza przyroda osiąga swoiste apogeum.

Idę leśno-polną drogą i widzę wszystko tak bujne. Krzewy i trawy stanowią nieprzebytą gęstwinę, zieleń eksploduje, owady buzują, ptaki śpiewają, zioła kwitną, pojawiły się różne jagody, wszystko jakby na wyścigi.
A potem, któregoś dnia – naiwnie zdziwiony – widzę jak wszystko zaczyna żółknąć, rośliny wydały swój owoc i w poczuciu spełnionego obowiązku stają się coraz mniej strojne, trawy płowieją, miejsca dotąd szczelnie zarośnięte nabierają łysin, pojawiają się spadłe listki, ziemia jakaś wysuszona… Nastąpił smutny przełom.
Oczywiście – każda pora jest piękna, ale psychologicznie – pożegnania to nie to samo co przywitania…

W tym roku widzę to szczególnie – upały i susza w mojej okolicy zrobiły swoje. Jagodnik zwiędł, takoż jagody, jeżyny i maliny jakieś karłowate, pełno ususzonych i powiędniętych gałęzi, opadłe liście, pył na drodze, w strumyku jakieś brudne kałuże, ani śladu grzybów.
I chociaż jest we mnie dużo radości, ta radość przybrała odcień… smutku. Bo byłoby to zwykłe stwierdzenie normalnego faktu gdyby nie refleksja, że i ja już dawno jestem po przesileniu. Przyroda odradza się co roku. A nawet pamiętam, jak po suchym lipcu lub sierpniu, dzięki deszczom, lasy zazieleniły się jeszcze raz, chociaż oczywiście skromniej. My jednak nie odradzamy się co roku… Drzewa też się starzeją, ale mają tę przewagę nad nami że odnawiają swe „oblicze”. Czy jest w tym jakaś niesprawiedliwość?
Przypominam sobie swój wierszyk

Już nie tak

Skakałem na głęboką wodę
podnosiłem głaz
kochałem
… nie raz

Niebo było błękitne
lata tkliwe i pachnące
rozpierała radość
a dziewczyny chcące

Jakoś szarzej, słabiej
chociaż serce wciąż zawzięte
… już nie tak
za zakrętem.

Wszystko jak głaz
sprawy idą wspak
jeśli patrzysz na mnie
… już nie tak.

To było poetycko i pesymistycznie, ale jest pewne pocieszenie, że i człowiek może się regenerować, są liczne przypadki, że ktoś po 60-ce czuje się lepiej niż w swych latach 30,. a to za sprawą zerwania z jakiś nałogiem lub po wyeliminowaniu złych nawyków żywieniowych, dzięki poznaniu przyczyn chorób albo dzięki dobrej suplementacji. Wiem po sobie… 🙂
Pisuję o tym trochę na blogu http://www.befirst.co/fitness oraz na http://www.lepszezdrowie.info .
I wierzę w naturalne siły człowieka oraz postęp w metodach diagnostyki i leczenia – mimo, że wokół widać raczej regres.
Ale to temat … polityczny, bo nic nie jest bez przyczyny – już na inną notatkę.