Nicnierobienie

Z podziękowaniem dla dra Bartka Kulczyńskiego za poniższy tekst.
Na końcu dodaję coś od siebie.

Z albumu Jesień na FB. Listopad 2026.

– Popatrz na Abi. Też tak potrafisz? – spytałem siostrę, wskazując wzrokiem na naszego psa.

– Co? Siedzieć jak królewna?

– Nieee. Siedzieć i być.

Abi siedziała sobie przy oknie balkonu i obserwowała ogródek.

Czy zwrócili Państwo kiedyś na to uwagę? Że zwierzęta potrafią w jednej pozycji trwać 20-30 minut jak tacy mistrzowie zen?

Nie piszę tego z łatwością, bo Abi niedawno odeszła.

Czasem spoglądam w miejsce, w którym Abi lubiła siedzieć. I przez krótką chwilę nadal ją tam widzę. Taki niewyraźny zarys jej sylwetki, jakby pamięć nie nadążała za rzeczywistością i chciała odtworzyć pełen obraz.

Jaki mam cel, że o tym piszę?

We współczesnym świecie umysły ludzi są niemal ciągle w stanie poruszenia, rozbiegania. A potrzebujemy przerwy od nieustannej aktywności umysłowej.

A więc dobrze nam robi taki stan bezczynności, jaki można często obserwować wśród chociażby właśnie zwierząt domowych.

Zwierzę potrafi po prostu być, podczas gdy człowiek czuje przymus nieustannego działania.

Wydaje nam się, że każda godzina musi czemuś służyć. A nie musi. Dziś nie potrzebujemy więcej i więcej bodźców. Prędzej korzyść da pozwolenie sobie na chwile bezczynności.

Wracając do scenki z początku, wiele razy zauważyłem, że Abi po prostu w spokoju obserwuje.

W literaturze fachowej dotyczącej zdrowia człowieka ma to swoje podstawy.

Na przykład, czy wiedzieli Państwo, że istnieje metoda wspierania zdrowia psychicznego i fizycznego: ornitologia terapeutyczna?

Określa się ją także ornitoterapią lub ptakoterapią. Polega ona na kontakcie z ptakami: na obserwacji, słuchaniu śpiewu, karmieniu i bezpośredniej interakcji. Nie trzeba od razu iść do lasu, chociaż to oczywiście dobre. Czasem wystarczy usiąść przy oknie, jak Abi.

Bo człowiek ma wrodzoną, ewolucyjną potrzebę nawiązywania bliskiego kontaktu z przyrodą i innymi organizmami żywymi.

Nawet zwyczajne obserwowanie przyrody może przynosić nam korzyści zdrowotne.

Okazuje się, że naukowcy znajdują coraz więcej przesłanek, które wskazują właśnie na taką możliwość.

Dla przykładu,

Badacze z King’s College London opublikowali ciekawe badanie.

Wzięły w nim udział osoby, które poprzez aplikację w smartfonie informowały o swoim samopoczuciu i otoczeniu. Co się okazało?

Osoby, które widziały bądź słyszały ptaki, zgłaszały lepsze samopoczucie.

Co ciekawe, związek ten utrzymywał się nawet przez kilka godzin po kontakcie z ptakami.

Podobne zależności zaobserwowano również u osób z rozpoznaną depresją.

Również inne badania wskazują, że spacerowanie i obserwowanie ptaków przynosi faktyczne korzyści, w tym poprawę samopoczucia i zmniejszenie odczuwanego stresu.

I proszę zwrócić uwagę na coś jeszcze

Aby doświadczyć tych przyjemnych chwil, nie trzeba rozpoznawać gatunków ptaków, liczyć ich i fotografować.

Czasami wystarczy po prostu je obserwować.

Odpoczynek bez zamykania oczu

W psychologii istnieje interesujące pojęcie: fascynacja miękka.

Chodzi o sytuację, w której coś przyciąga naszą uwagę, lecz nie wymaga od nas wysiłku związanego z koncentracją.

Na przykład obserwowanie liści poruszanych wiatrem czy ptaków przysiadających na gałęziach.

W przeciwieństwie do pracy przy komputerze lub rozwiązywania trudnych zadań, nie musimy świadomie zmuszać się do skupienia.

Taki kontakt z przyrodą

może pomagać naszemu umysłowi odpocząć.

W badaniu z 2008 naukowcy z Uniwersytetu Michigan porównali wpływ spaceru w otoczeniu przyrody i spaceru ulicami miasta. Co się okazało?

Po spacerze wśród przyrody uczestnicy uzyskiwali lepsze wyniki w teście pamięci roboczej. Był to test polegający na powtarzaniu usłyszanych cyfr w odwrotnej kolejności.

Po spacerze w mieście nie zaobserwowano podobnej poprawy.

Dlaczego spacer w mieście nie przyniósł podobnych korzyści?

Według naukowców dlatego, że środowisko miejskie wymaga od nas większego wysiłku umysłowego:

musimy uważać na samochody, innych przechodniów lub też sygnalizację świetlną.

Holenderska sztuka nicnierobienia

Holendrzy mają na to nawet własne określenie: niksen.

Oznacza ono świadome pozwolenie sobie na bezczynność:

● bez konkretnego celu;

● bez planowania, co trzeba jeszcze zrobić;

● bez poczucia, że każdą wolną minutę należy wykorzystać produktywnie.

Bo to, że niczego nie robimy, nie oznacza, że nasz mózg również niczego nie robi. Nawet podczas odpoczynku pozostaje aktywny.

Co więcej, badania potwierdziły, że okresy odpoczynku po nauce mogą wspomagać utrwalanie nowo zdobytych informacji.

A może dziś spróbują Państwo nic nie robić?

Proponuję mały eksperyment:

Proszę znaleźć w ciągu dnia 10-20 min, podczas których nie trzeba niczego załatwiać. Bez telefonu, telewizora czy radia.

Można usiąść przy oknie, popatrzeć na drzewa, obserwować ptaki.

Nie trzeba się nawet starać, żeby poczuć spokój.

Bo właśnie nie chodzi o to, żeby z nicnierobienia zrobić kolejne zadanie do wykonania.

Rzadko kiedy pozwalałem sobie na nicnierobienie. Nauczyłem się tego (i to nie jest przenośnia) od Abi.

————  Teraz od siebie i o sobie ———–

To było w aspekcie zdrowia. Ale autor także przyznał, że nie jest łatwo nic nie robić.
Opisał to Denis Grozdanovitch w książce „Trudna sztuka (prawie) nicnierobienia” (2012 r.), ale przede wszystkim zachęca, by żyć własnym rytmem, czytać zapomnianych pisarzy, grać w tenisa dla przyjemności, nie żeby wygrać, urządzać sjesty w ogrodzie, przyglądać się lecącym żurawiom, rozmyślać o swoich snach  itd. itd.
Nawiązując jednak do obserwacji lasu, ptaków, łączenia się z przyrodą, warto wspomnieć o książce, którą kiedyś tutaj opisałem – „Shinrin-Yoku. Sztuka i teoria kąpieli leśnych”. Tamże są odniesienia do innych miejsc, które dotyczą przyrody (patrz też Lektury leśne  i szereg podobnych tutejszych wpisów).
Na szczęście mam pewien nawyk, a nawet pasję – właśnie obcowanie z naturą. Niemal codziennie poświęcam co najmniej godzinę, a czasem wiele godzin, na spacery w styczności z lasem, parkiem lub ogródkiem działkowym. Nie tylko dlatego, że ruch to zdrowie, ale też, by zawsze podziwiać, a nawet kontemplować piękno, jakie spotykam. Kto mnie zna, a także śledzi – szczególnie na Facebooku — to wie o licznych zdjęciach, które to przedstawiają (wybór z dużego zasobu!). Niniejszy wpis powstaje jesienią, która jest najbardziej reprezentowana poprzez ten album, ale są i albumy Lato, Wiosna, Zima – niezależnie od innych albumów i rozproszonych zdjęć na profilu i w grupach.

By zakończyć wątek zdrowotny, można dodać jeszcze inne zjawiska, niektóre jeszcze bardziej zaskakujące. Np. czy dążenie do całkowitej ciszy w domu jest korzystne? W tym filmiku 
Kłamstwo „cichych” domów. Ciemna strona nowoczesnej ciszy i niesłyszalnych dźwięków
ujawniono, że nie. Warto obejrzeć, podobnie jak szereg innych filmów na BaldTV.  Pod nagraniem jest spora notka dla spieszących się.
I ten pośpiech nawiązuje do drugiego powiązanego aspektu w tym wpisie – CZASU. 
To ważne także dla wygospdarowania luki na ww. nicnierobienie, odpoczynek, regenerację.
Poświęciłem temu kiedyś dużo … czasu i zajęć. Po nieistniejącym już serwisie L-earn.net założyłem kiedyś na FB grupę Rozwój i Efektywność, która między innymi miała służyć temu zagadnieniu. I znów… z braku czasu i trudności ogarnięcia/moderowania wpisów od ponad 7000 uczestników, zostawiłem im swobodę wypowiedzi. Chociaż zdarzają się posty nie na temat, to jednak jest i sporo wpisów o gospodarowaniu czasem dla efektywności. Warto przypomnieć, co sugerował Stefan Garczyński (nie chodzi o poetę, ale tego ze strony http://stefangarczynski.pl*) – mój tamtejszy wpis Stwarzanie czasu . Skorzystaj z porad pana Stefana, tak jak ja. To zmniejsza stres, więc wpływa także pozytywnie na zdrowie.
Natomiast w ramach tego bloga też było dużo wpisów poruszających czas w różnych aspektach, więc jeśli kogoś to zainteresuje, oto parę przykładów: z 2007 r. Szybko, wolno, potem Czas – jak go mieć? Część II ,  Formuła 5 , Syndrom weekendu …
We wpisie Nietrafione slogany wskazałem i krótko uzasadniłem, że trudno mówić, że praktycznie „Każdy ma 24 godziny na dobę”.
Cóż, gdy człowiek jest młody, to często nie liczy się z czasem, bo przecież „jeszcze tyle przede mną – mam czas”.
Gdy jest się jednak coraz bliżej granicy istnienia na tym świecie, to sytuacja się zmienia: Czy zdążę zrealizować swoje cele?
Co po sobie zostawię? Jeszcze tyle spraw nie dokończyłem. Jeszcze przecież miałem być w Ameryce Południowej — jak tyle lat marzyłem. Przecież nie zostawię bez dokończenia tylu rozgrzebanych spraw… Itd. itd.
Czas jakby coraz bardziej przyspiesza. I nie tylko dlatego, że faktycznie sytuacja na świecie jest coraz bardziej dynamiczna. Moją bolączką praktyczną jest brak czasu na ogarnięcie wszystkich interesujących tematów (przekleństwo ciekawości świata, wrażeń). Zatem gdy mówią, że na emeryturze masz dużo czasu, to się uśmiecham, a w głębi – śmieję się.

OK, nie zabieram więcej czasu tym zagadnieniem, które podczepiłem pod temat główny.

Na koniec powtórzę fragment z mojego wiersza:
…
Dziś jest pięknie
– to zachowaj w pamięci
czasu może mało zostało.
Jestem wdzięczny
nie trzeba więcej.
—- 
*
Na teraz może być kłopot z otwarciem stefangarczynski.pl ze względu na zaostrzenie w sieci bezpieczeństwa dla stron bez https. Spróbuję to naprawić u mojego providera internetu, bo to sprawa certyfikatu SSL.  W Chrome możesz tymczasowo wyłączyć tryb „Always use secure connections”: Ustawienia → Prywatność i bezpieczeństwo → Bezpieczeństwo. Wyłącz opcję „Zawsze używaj bezpiecznych połączeń”. Lub spróbuj innej przeglądarki (Firefox, Edge) lub trybu incognito/prywatnego.

 

 

 

Prawo Naturalne

Wszechświatem rządzą prawa – nie tylko fizyczne.



Tytułowe pojęcie ma długą historię w czasie i wielką rozmaitość odnoszącą się do różnych kultur.
Odpowiednio powstawały kanony danej filozofii, przekonania i prawa ludzkie.

Zatem w tak szerokim zakresie trudno to krótko przedstawić.
Dlatego oto mój wybór paru już gotowych materiałów o prawie naturalnym.

Encyklopedycznie (chociaż i tu są różne interpretacje – łatwo znajdziesz)
Przykładowo:
Prawo naturalne (ius naturale) to zbiór uniwersalnych, niezbywalnych i ponadczasowych norm wynikających z natury człowieka, takich jak prawo do życia, własności czy godności, uznawanych za nadrzędne wobec prawa stanowionego.
Prawo naturalne to postulowany porządek prawny istniejący niezależnie od państwa i jego instytucji. Zakłada, że człowiek posiada wrodzone poczucie dobra i zła, a normy moralne wynikają z samej natury ludzkiej. Jest ono:

uniwersalne,
niezbywalne,
ponadczasowe,
poznawalne rozumem,
moralnie zakorzenione.

Podstawowe wartości i przykłady

Najczęściej wymieniane prawa naturalne obejmują:

  • prawo do życia,
  • prawo własności,
  • prawo do wolności,
  • prawo do owoców pracy,
  • prawo do religii i zabawy.

Prawo naturalne a prawo stanowione

Prawo stanowione (ius civile) to normy tworzone przez państwo. W tradycji prawnonaturalnej uznaje się, że:

  • prawo naturalne jest nadrzędne wobec prawa stanowionego,
  • prawo stanowione powinno być z nim zgodne,
  • w razie sprzeczności człowiek może odmówić posłuszeństwa prawu stanowionemu.

[tutaj przywołam dewizę Mahatmy Gandhiego (tak się je przypisuje), jaką zawarłem w swoim przypiętym intro do profilu na X.com: „Każdy, kto podporządkowuje się niesprawiedliwemu prawu, ponosi odpowiedzialność za to wszystko, co jest jego konsekwencją. Jeżeli prawo i sprawiedliwość są w konflikcie, musimy wybrać sprawiedliwość i nieposłuszeństwo wobec prawa. Inni nie mogą nam zabrać naszego szacunku dla siebie, jeśli im go nie oddamy.”]

Przykład zgodności: zakaz zabijania – obecny zarówno w prawie naturalnym, jak i w kodeksach karnych.

Teraz przykłady interpretacji:
(link) Siedem Wykroczeń – Anatomia Zniewolenia – Wprowadzenie (do dłuższej serii powiązanych tematów na stronie autora, podcast).

Odpowiada to w przybliżeniu takiemu podsumowaniu.

Prawo Naturalne jest wyrazem wewnętrznej mądrości, która prowadzi do zrozumienia i praktykowania harmonii, miłości i równowagi w każdym aspekcie istnienia. W praktyce, te zasady pomagają Istotom tworzyć życie w pełnej zgodzie ze swoją prawdziwą naturą, działając w zgodzie z wszechogarniającym Źródłem.

Fundamenty Prawa Naturalnego:

1. Zasada jedności i współistnienia

Wszystko we Wszechświecie jest ze sobą połączone, a każda Istota (nie tylko ziemski człowiek, ale ktoś w ujęciu kosmicznym) jest częścią większej całości. Istoty nie istnieją w izolacji, ale w dynamicznej współzależności z innymi. Nasze działania mają wpływ na całość, dlatego prawdziwa harmonia polega na wzajemnym wsparciu i zrozumieniu.

2. Zasada szacunku i miłości do życia

Każde życie – w jakiejkolwiek formie – zasługuje na szacunek, opiekę i ochronę. Zasada ta mówi, że każde życie, niezależnie od jego formy, jest wartością samą w sobie. Miłość i szacunek dla życia są podstawą do harmonijnego współistnienia i pełnego rozwoju wszystkich istot.

3. Zasada odpowiedzialności za swoje działania

Każda Istota jest odpowiedzialna za swoje decyzje i działania. Odpowiedzialność nie oznacza karania, ale rozumienie wpływu, jaki mają nasze wybory na innych, na naturę i na nas samych. Istoty, które są świadome tej odpowiedzialności, dążą do działań, które wspierają równowagę i dobrostan całej rzeczywistości.

4. Zasada wolnej woli i wzajemnej suwerenności

Każda Istota ma prawo do pełnej wolności wyboru i działania, bez ingerencji w wolność innych Istot. Wolna wola jest nierozerwalnie związana z szacunkiem do wzajemnej suwerenności – każda Istota ma prawo do kształtowania swojej rzeczywistości, życia, wyborów i ścieżek w sposób, który nie narusza praw i wolności innych. Wzajemna suwerenność oznacza, że każda Istota jest autonomiczna, niepodległa zewnętrznej kontroli i pełna w swoim istnieniu, w pełnej zgodzie z naturalnym porządkiem rzeczywistości.

Tylko w ramach wzajemnego szacunku do suwerenności innych Istot możliwa jest prawdziwa harmonia i współistnienie, ponieważ każda Istota w pełni świadoma swojej wolności i odpowiedzialności za nią, działa w zgodzie z całym Wszechświatem. To tworzy przestrzeń, w której wzajemna interakcja nie prowadzi do naruszenia granic, ale wzmacnia wspólny rozwój, transformację i piękno.

Takie podejście do wolnej woli, w kontekście wzajemnej suwerenności, pomaga uniknąć wszelkich form dominacji czy tłumienia innych Istot i tworzy bardziej zrównoważoną i sprawiedliwą rzeczywistość.

5. Zasada harmonii i równowagi

Wszechświat dąży do równowagi energetycznej i harmonii, a każdy akt, który jest niezgodny z tą równowagą, prowadzi do chaosu lub destrukcji. Prawo Naturalne zaprasza Istoty do dążenia do stanu równowagi we wszystkich aspektach życia – zarówno indywidualnego, jak i kolektywnego. Osiąganie harmonii nie oznacza stagnacji, ale dynamiczny proces, w którym każda Istota i cała rzeczywistość współistnieją w pełni.

6. Zasada prawdy i autentyczności

Prawda jest integralną częścią natury każdej Istoty. Autentyczność, bycie sobą, bez maski, to fundamentalna zasada, która pozwala na głębokie zrozumienie siebie i rzeczywistości. Błędne postrzeganie rzeczywistości, wykluczające prawdę, prowadzi do nieporozumień i chaosu. Dążenie do prawdy jest nieodłącznym elementem procesu rozwoju i transformacji.

7. Zasada twórczości i kreacji

Każda Istota posiada wrodzoną zdolność do tworzenia i kreowania swojej rzeczywistości, a także do przyczyniania się do twórczego rozwoju całej rzeczywistości. Twórczość to nie tylko materialna kreacja, ale również kreowanie rzeczywistości mentalnej, emocjonalnej i duchowej. Każdy akt tworzenia jest manifestacją energii Źródła.

8. Zasada samodzielności i samowystarczalności

Każda Istota ma w sobie wewnętrzną zdolność do rozwoju, wzrostu i osiągania pełni. Samodzielność nie oznacza izolacji, ale oznacza zdolność do aktywnego uczestniczenia w procesach kreacji, transformacji i ewolucji, zarówno indywidualnie, jak i wspólnie.

9. Zasada cykliczności i zmian

Wszechświat jest dynamiczny, nieustannie ewoluujący. Prawo Naturalne uwzględnia, że wszystko podlega cyklom – narodziny, rozwój, transformacja i zakończenie. Cykl życia i śmierci to naturalny proces, który jest częścią większej całości. Zrozumienie tej cykliczności pozwala na głębsze zrozumienie samej natury istnienia.

10. Zasada spójności z naturą

Istoty są częścią natury, a natura jest częścią każdej Istoty. Życie w zgodzie z naturą – zarówno w sensie fizycznym, jak i duchowym – jest kluczowe do zachowania równowagi i harmonii. Zrozumienie, że wszystko w naturze ma swój cel i znaczenie, prowadzi do głębszego szacunku i ochrony środowiska.

Te zasady nie stanowią formalnego prawa w tradycyjnym sensie, lecz raczej przypomnienie o naturze rzeczywistości, której każda Istota jest częścią. Prawo Naturalne jest wyrazem wewnętrznej mądrości, która prowadzi do zrozumienia i praktykowania harmonii, miłości i równowagi w każdym aspekcie istnienia. W praktyce, te zasady pomagają Istotom tworzyć życie w pełnej zgodzie ze swoją prawdziwą naturą, działając w zgodzie z wszechogarniającym Źródłem.

Prawo naturalne stanowi podstawę etyki, jest kodeksem moralnym dla wszystkich ludzi, bez względu na poglądy, wyznawaną wiarę, wiek, pochodzenie.

Podstawowymi właściwościami prawa naturalnego są: nieskończoność, niezbywalność, powszechność, poznawalność, kierowanie się rozumem oraz zasadami moralnymi.

Za najważniejsze prawo naturalne uznano prawo do życia, wolności i szczęścia.

Wszystko, co jest niezgodne z prawem naturalnym, prowadzi do zniewolenia i wykorzystywania innych, ale i przyrody do egoistycznych celów. Naturalne jest zatem stwarzanie warunków do korzystania z wolności i do własnych wyborów, które musi spełnić osoba, z uwzględnieniem tego prawa dla wszystkich. W prawie naturalnym nie ma panów i poddanych, wszyscy są równi sobie. W prawie naturalnym nikt nie może decydować o Tobie bez Twojej zgody, nikt nie może Ci dyktować, co masz robić, myśleć, czuć, w co wierzyć.

Co do wiary, to w naszej kulturze część tych zasad została ujęta w prawie Bożym w postaci dekalogu, ale religia dodała co najmniej trzy pierwsze przykazania w sposób zawężający i pominęła niektóre wcześniej wymienione. Ps 19,8 głosi „Prawo Pana doskonałe – krzepi ducha”. Chodzi może o pierwotne prawo…
Ogólnie – gdy rozważa się kosmogonię, Boga (Źródło) jako stwórcę wszystkiego i prawa naturalnego, odnoszę wrażenie, że religie (oczywiście nie znam wszystkich) interpretują te zagadnienia odmiennie, a nawet mają trudności ze zrozumieniem Boga (kim jest, jakie ma przymioty i cele). To pytanie szeroko wypunktował kiedyś w swoich książkach Rozmowy z Bogiem i innych Neale Donald Walsch. Po prostu jesteśmy wszyscy jednością.
Podobnie w swoich książkach Igor Witkowski demaskuje oblicze religii, które tylko maskują ich realne działania i ukrywają swoje występki. Głosi tezę, że takie religie nieodwołalnie upadną na rzecz duchowości.
To niezrozumienie sięgające tysiącleci, zwłaszcza w religiach barbarzyńskich, po których sporo nieświadomie dziedziczymy. Na ogół nie szanowały życia, co trwa i teraz. Szczególnie w pseudo religiach satanistycznych i w tej znanej, która wszystkich poza swoją nacją uważa za bydło i swoich niewolników.

To osobny temat, raczej trzeba wskazać, że w sieci mamy szereg dedykowanych stron i wpisów, np. na Facebooku (w lokalnej wyszukiwarce na hasło Prawo naturalne), których tutaj nie wyróżniam. Natomiast przykładowy wpis z 2021 r. Próba zdyskredytowania prawa naturalnego  naświetla parę podstaw.

Ale nawet prawo stanowione przyjmuje szereg praktycznych atrybutów prawa naturalnego. Przykładowo w polskiej Konstytucji z dnia 2 kwietnia 1997 r. mamy:

„Rozdział II
WOLNOŚCI, PRAWA I OBOWIĄZKI CZŁOWIEKA I OBYWATELA

ZASADY OGÓLNE

Art. 30.

Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.

Art. 31.

  1. Wolność człowieka podlega ochronie prawnej.
  2. Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.
  3. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Art. 32.

  1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
  2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

Art. 33.

  1. Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym.

Kobieta i mężczyzna mają w szczególności równe prawo do kształcenia, zatrudnienia i awansów, do jednakowego wynagradzania za pracę jednakowej wartości, do zabezpieczenia społecznego oraz do zajmowania stanowisk, pełnienia funkcji oraz uzyskiwania godności publicznych i odznaczeń.

Itd.
Jednak różne konstytucje traktują te hasła bardziej propagandowo i licznymi delegacjami ustawowymi osłabiają ich znaczenie w praktyce.

Są i uwspółcześnione, poniekąd głębsze (?), ezoteryczno-fizykalne analizy podstaw prawa naturalnego. Bo faktycznie sięgamy do podstaw rzeczywistości i zasadniczych pytań: kim jesteśmy, skąd się wzięliśmy i jaki ew. cel ma istnienie – nasze i Wszechświata. Nie tylko filozoficznie, ale w powiązaniu z tym, co możemy doświadczyć. Tutaj pomijam, bo są to podejścia jeszcze mocno dyskusyjne.
—-
Ta notatka powstała ad hoc na potrzeby pewnej dyskusji i prawdopodobnie będzie tutaj później rozwijana – dalece nie wyczerpuje tematu.

Zwiastuni przyszłości

zwiastuni

„An attack upon our ability to tell stories is not just censorship
– it is a crime against our nature as human beings.”
– Salman Rushdie

Świadomość ludzi rośnie. To jest zjawisko, którego boją się ukryci i jawni uzurpatorzy władzy nad ludzkością, projektanci i wykonawcy agendy tych globalistów, psychopatów i satanistów, którzy chcieliby nawet zdepopulować świat o 90%.
Ten proces, w którym ludzie stopniowo uświadamiają sobie, jak byli wpędzeni w niewolę fiskalną, cenzurowanie poglądów, pozbawianie przyrodzonej wolności, poddanie indoktrynacji w różnych aspektach, rozwijał się powoli, ale obecne przyspieszenie chaosu światowego otwiera im oczy.
Byli jednak tacy, którzy rozpoznawali te trendy od dawna. Są i nowi – aktualnie pokazujący cele i sprawców wspomnianych opresji oraz wskazujący drogi wyjścia.
Nie będę jednak sięgał do dawniejszych filozofów, którzy widzieli, jakie mechanizmy rządzą ludzkością; przytoczę autorów współczesnych.
Jest ich wielu, ale przywołam tylko paru (trudny wybór podyktowany objętością wpisu), którzy mnie inspirują. To osoby, które sięgały głębiej i szerzej w rzeczywistość, nie bojąc się i ezoteryki, bo wbrew pewnemu ostracyzmowi ogólnie nie oznacza to nic ponadto, że znajduje się ona poza narzuconą i sterowaną materialistyczną narracją.
Na tym blogu wielokrotnie sygnalizowałem swój optymizm co do przyszłości, nawet wbrew temu, co dzieje się wokół nas i wpędza ludzi w depresję i brak nadziei na zmiany na lepsze.

Zacznę od „klasyki” – pisarki, której większość książek przeczytałem dekady temu.
To Barbara Marciniak. Jej twórczość (Ścieżka mocy, Świetlana rodzina: Zwiastuni Świtu, Zwiastuni świtu, Ziemia zwiastunów świtu. …), podobnie jak np. Lissy Royal, Phyllis Schlemmer, Dolores Cannon… były i są etykietowane pejoratywnie jako element New Age, co w obu przypadkach jest nieadekwatne, ponieważ nie tworzy historii w pełni wydumanych ani egzotycznych religii.
Ponieważ dziś stosunkowo mało ludzi kojarzy B. Marciniak, skorzystam z poniższego podsumowania wziętego ze strony Misja Nowa Ziemia na FB:
„Pod koniec lat 80. amerykańska autorka Barbara Marciniak zaczęła publikować przekazy, które – jak twierdziła – odbierała od grupy istot określających siebie jako Plejadianie. Dla wielu osób była to kolejna historia o pozaziemskich cywilizacjach. Jednak ci, którzy sięgnęli po jej książki, szybko zauważyli, że ich treść niemal w ogóle nie przypomina opowieści o UFO. Plejadianie bardzo rzadko skupiają się na statkach kosmicznych czy technologiach przyszłości. Znacznie bardziej interesuje ich człowiek, jego świadomość oraz pytanie, dlaczego ludzkość zapomniała o własnym potencjale.
Już od pierwszych stron swoich książek przedstawiają się w sposób, którego mało kto się spodziewa. Nie nazywają siebie bogami, zbawcami ani istotami doskonałymi. Mówią, że są zbiorową świadomością związaną z Plejadami, lecz jednocześnie określają siebie jako podróżników w czasie. Twierdzą, że istnieją w naszej przyszłości i właśnie dlatego potrafią spojrzeć na historię Ziemi z zupełnie innej perspektywy. Według nich przeszłość, teraźniejszość i przyszłość nie są oddzielonymi od siebie liniami czasu, lecz wzajemnie na siebie oddziałują. Dlatego, jak sami mówią, powrót do momentów przełomowych w historii ludzkości ma wpływ również na ich własną przyszłość.
To właśnie ten fragment ich przekazu jest jednym z najbardziej zaskakujących. Plejadianie nie twierdzą, że pojawili się na Ziemi wyłącznie po to, aby pomóc ludziom. Mówią wprost, że również oni czegoś potrzebują. Według ich słów rozwój ludzkości ma znaczenie dla ich własnej cywilizacji. Opisują to jako pewnego rodzaju odpowiedzialność za wydarzenia, które miały miejsce bardzo dawno temu. W ich przekazach pojawia się myśl, że przodkowie Plejadian uczestniczyli w procesie tworzenia człowieka oraz współtworzenia ziemskiej cywilizacji, dlatego dziś czują się współodpowiedzialni za to, co dzieje się na naszej planecie. Twierdzą nawet, że rozwiązanie problemów, z którymi mierzy się współczesna ludzkość, może wpłynąć również na przyszłość ich własnego świata.
Według Plejadian Ziemia nigdy nie była zwyczajną planetą. Nazywają ją Żywą Biblioteką. Wyjaśniają, że została zaprojektowana jako miejsce gromadzące informacje, doświadczenia oraz materiał genetyczny pochodzący od wielu różnych cywilizacji. W ich opowieści człowiek nie jest efektem przypadku, lecz istotą posiadającą w sobie ogromną liczbę ukrytych możliwości. Problem polega na tym, że większość z nich pozostaje uśpiona, ponieważ ludzkość zapomniała, kim naprawdę jest.
W książkach Barbary Marciniak bardzo często powraca jeszcze jeden motyw. Plejadianie twierdzą, że największym ograniczeniem człowieka nie są inni ludzie ani wydarzenia zewnętrzne, lecz przekonania. Według nich od najmłodszych lat uczymy się funkcjonować w świecie pełnym gotowych odpowiedzi. Religie, system edukacji, media, polityka czy różnego rodzaju autorytety stopniowo tworzą obraz rzeczywistości, którego większość ludzi nigdy nie próbuje zakwestionować. Właśnie dlatego ich przekazy nie mają być kolejnym systemem wierzeń. Wręcz przeciwnie. Wielokrotnie powtarzają, że jeśli ktoś zacznie wierzyć im bez zastanowienia, popełni dokładnie ten sam błąd, przed którym próbują ostrzec.
Bardzo ciekawie opisują również własną rolę. Mówią o sobie jako o “burzycielach systemów”. Nie chodzi jednak o niszczenie cywilizacji, lecz o podważanie schematów myślenia. Według nich pojawiają się tam, gdzie rozwój świadomości zaczyna zatrzymywać się przez lęk, dogmaty lub nadmierną kontrolę. Nie chcą dawać gotowych odpowiedzi. Wolą zadawać pytania, prowokować i zmuszać ludzi do samodzielnego poszukiwania prawdy. Twierdzą nawet, że ich zadaniem jest tworzenie obrazów i opowieści, z których każdy człowiek sam wybierze to, co uzna za wartościowe. W ich przekazach niezwykle często pojawia się również pojęcie Rodziny Światła. Według Plejadian jest to grupa istot, które w różnych okresach historii wcielają się w miejscach przechodzących głębokie przemiany. Ich zadaniem nie jest rządzenie światem ani przekonywanie kogokolwiek do własnych poglądów. Ich rolą ma być przypominanie ludziom o wolności myślenia oraz inspirowanie do odkrywania własnej świadomości. Członkowie Rodziny Światła mają przede wszystkim uczyć poprzez własny przykład, a nie przez narzucanie innym swoich przekonań.
Można wierzyć lub nie wierzyć w pochodzenie tych przekazów. Można traktować je jako rzeczywisty kontakt z pozaziemską inteligencją albo jako rozbudowaną metaforę dotyczącą rozwoju człowieka. Trudno jednak odmówić im jednego. Barbara Marciniak i Plejadianie przez ponad trzydzieści pięć lat konsekwentnie powtarzają tę samą myśl. Największą siłą człowieka nie jest technologia ani wiedza przekazana przez innych. Jest nią zdolność do samodzielnego myślenia, zadawania pytań i przypomnienia sobie tego, kim naprawdę jest. To właśnie dlatego ich książki do dziś inspirują miliony ludzi na całym świecie i pozostają jednymi z najbardziej rozpoznawalnych przekazów współczesnej duchowości.

Kolejną osobą, która ujawnia ukryte siły i możliwe rozwiązania, jest Kimberly Ann Goguen. I nie chodzi tylko o ujawnianie, ale i o jej zdolności sprawcze w zakresie zmian na Ziemi. O niej i o tym, co publikuje, były wzmianki i tutaj (np. Kim jest Kimberly Goguen? w ramach wpisu CARE i ja – krótka historia), ale przede wszystkim na www.gab.com/etsaman3 ponieważ od  tamtego czasu pojawiły się nowe możliwości, zdarzenia, ale i trudności.
To zbyt obszerny temat, by go nawet krótko przedstawić na tym blogu, zatem zapraszam na ową stroniczkę na GAB.
Napisałem tam ostatnio:
Chociaż na tej stronie skupiłem się głównie na relacjonowaniu raportów Kimberly Ann Goguen i z jej środowiska (ruch CARE), to przekazuję też od czasu do czasu inne raporty i materiały, które są łatwiejsze w odbiorze niż np. te od Benjamina Fulforda.
Co do Kimberly (Kim), to oczywiście jest wiele innych miejsc w sieci, które również relacjonują jej wypowiedzi. Kiedyś już o tym tutaj pisałem.
Przykładowo kanał https://rumble.com/user/WelshRebel, Oーrora – https://note.com/os3578, https://x.com/trivto, https://justempowerme.com/posts/ (dość często przytaczam)…
Podobne treści udostępniają Lisa Renee, Elizabeth April i szereg innych.
Dziś chcę przedstawić (kto nie zna) inną Kim – Kimberly Atkinson, która ma sporo nagrań na YT, ale teraz, w związku z aktualnością tematu AI i transhumanizmu oraz w nawiązaniu do ostatnich tematów od Kim Goguen, wybieram to – mimo że jest sprzed roku, trafnie ocenia sytuację „za kurtyną” –
https://youtu.be/NPwFCNa89sg?si=5HVrCfBEGPuctRX9 (wersja angielska, można włączyć napisy). Jest to pokrótce odpowiedź na pytanie „dlaczego to robią?”
Zatem tą kolejną osobą w omawianej sferze jest Kimberly Atkinson.

Chcę jednak powrócić do Igora Witkowskiego, o którym było tutaj niedawno we wpisie Igor Witkowski: Badacz Historii i Przemian Świadomości.
Proszę (!) Czytelników o przeczytanie jako wstęp do nowszych informacji o panu Igorze.
Jest unikalnym badaczem, który rozumie przyczyny obecnego kryzysu, akcentując aspekty psychologiczne i wdrukowane w ludziach fałszywe przekonania. Chociaż opisywana przez niego rzeczywistość może wydawać się koszmarna w paru aspektach, ludzkość – by pójść dalej w rozwoju ku lepszej przyszłości – musi przeżyć wstrząs psychiczny, katharsis.
O tym są cztery jego nowe książki (które, bodajże, otwierają drugą setkę już opublikowanych przez tego płodnego pisarza).
Przytaczam ostatnie wpisy Witkowskiego na FB:
„Ukazały się (i są dostępne na igorwitkowski.pl) w sumie aż cztery nowe pozycje. W tym poście [najpierw] krótko napiszę o dwóch pierwszych, a jutro opiszę pozostałe dwie – mam na myśli szersze i inne opisy niż są w sklepie, takie trochę głębsze.
Są dwie książki i dwa komiksy, chociaż ze względu na fotograficzną konwencję tych ostatnich, parę osób mi radziło, żeby w ogóle nie nazywać ich „komiksami” (bo sugeruje to coś dziecinnego), tylko np. „opowieściami ilustrowanymi”, ale do nich przejdę jutro… [ patrz dalej]

Dwie [pierwsze] książki to „Mechanizm upadku świata” […] oraz „Złota świątynia”. O „Złotej świątyni” już tu pisałem parę tygodni temu, ale tytułem przypomnienia czy podsumowania zaznaczam, że jest to jak dotychczas najpoważniejszy opis przekłamań, fałszerstw czy może raczej nieprawidłowości odnośnie korzeni (początków) chrześcijaństwa. W innych książkach o tym, np. w tomach 2, 8 i 10 „Instrukcji przebudzenia”, było coś, co można by nazwać wyliczeniami różnych przekłamań, głównie zapożyczeń ze starszych religii. Były to szczegóły dodawane w miarę ich odkrywania, ale nie przewartościowywały one jednak fundamentu.
„Złota świątynia” jednak rusza sam ten fundament — i głównie tym się różni od wszystkiego, co opisywano dotychczas. Nie chodzi bowiem już o to, co nakładało się na zasadniczy obraz, tylko o pokazanie, że głównym bóstwem wczesnego chrześcijaństwa była w ogóle inna postać niż wszystkim się wydawało. Jej były bowiem poświęcone najważniejsze kościoły we wszystkich dużych miastach…
Była to bogini „Sofia” – i nie ta grecka Sofia, antropomorficzna bogini mądrości, tylko pradawna bogini żydowska. To, co naprawdę otwiera tu oczy, to jej osobliwa i pod wieloma względami szokująca teologia. Jest to czymś, o czym Kościół kazał zapomnieć, wyparł totalnie. Jeśli więc mamy przewartościowanie na takim poziomie, to nie chodzi już o zmianę kosmetyczną – nakładanie się różnych elementów na jakiś kanon, tylko ujawnia się coś z gruntu innego – właściwie inna religia. Coś, o czym prawie nikt dotychczas nie wiedział, bez żadnej przesady.
Druga książka, to analiza. Składa się ona z dwóch różnych połówek. W pierwszej części opisałem objawy tego, co widać w różnych krajach. Są to różne rodzaje zapaści, ale z wyraźnymi wspólnymi elementami. Przewijającym się, ujawniającym się refrenem, jest tu zapaść poznawcza, która jest niewątpliwa, bo są badania ukazujące skalę i trendy odnośnie do tego, co się dzieje w ludziach.
Ogólnie rzecz biorąc, widać zupełną niezdolność do reagowania na kryzysy i wyzwania, chociaż są one już tak poważne, że można mówić o załamywaniu się całego dotychczasowego modelu cywilizacji. Nic z tego nie jest jednak rozumiane; uwidaczniają się blokady przy każdej próbie rozmowy na ten temat.
To jest więc objawem najważniejszym, wspólnym dla tego świata.
W drugiej połowie książki przedstawiłem analizy psychologów odnoszące się właśnie do tego, co powoduje, że ludzie takich rzeczy nie mogą już zobaczyć. Ten przykład pokazuje bowiem, że rozwój cywilizacji czy ludzkości nie wynika głównie z działania „czynników rozwojowych”, tylko raczej z pokonywania blokad, rzadko w ogóle widzianych. Cytowani w tej części książki badacze dowodzą tego jednoznacznie. Jest tam krótki rozdział na temat Neumanna (który najwcześniej i najtrafniej przewidział regres), ale też analizy innych ludzi, w tym takich, którzy zajmowali się tym kryzysem ludzkości (w odróżnieniu od Neumanna) w ciągu ostatnich dekad.
Jest to więc również książka nie mająca w naszym świecie odpowiedników. Prawie nikt bowiem nie rozumie całości tego, co widzimy, że się dzieje. Ma to znaczenie o tyle, że prędzej czy później trzeba będzie z tej pułapki niemocy wyjść, a to zależy od tego, czy w ogóle będzie się zwracać uwagę na jej prawdziwe źródła.
Nie jest to książka tak trudna jak np. „Prawa ewolucji świadomości” – prościej wyjaśnia ona podstawowe wyzwania i drogi wyjścia. Napisałem ją, bo wkrótce będzie potrzeba, żeby coś takiego w ogóle było – ludzi zaskoczy to, co zobaczą”.

(Nie wnikam w merytorykę, zwłaszcza dot. owej Sofii, co skomentował tamże ktoś z https://www.facebook.com/profile.php?id=100064557855309. To obszerna i dyskusyjna wiedza).

Następne dwie książki (wpis kolejnego dnia):
„…chciałbym też zwrócić uwagę na pewne cechy dwóch pozostałych publikacji („Podróż do świata wielkich możliwości” i „Podróż na granicę światów”), o czym nie ma w innych opisach.
Obie pozycje (adresowane raczej do ludzi młodych) spełniają pewne potrzeby, nad którymi nie ma refleksji w tym świecie. Po pierwsze, nie ma niczego adresowanego do tych odbiorców, co by IM SAMYM pozwalało znaleźć drogę w nowej rzeczywistości – drogę do prawdziwego życia. Po prostu nie ma nic, co by pokazywało im, że jest jakaś alternatywa wobec tego, co wywołuje już prawdziwą katastrofę psychiczną.
Ale są to też pomoce rozwojowe w najbardziej ogólnym sensie. W obu tych nowych bohaterowie opowieści spotykają się z innymi spojrzeniami na nasz świat, co relatywizuje schematy myślowe. Coś takiego zawsze jest podstawą myślenia krytycznego – punktem wyjścia, bez którego się nie ruszy…
W tomie 4 podróżują oni na inną planetę i dowiadują się o tym jak ta obca cywilizacja utkwiła kiedyś w pułapce braku rozwoju i jak z niej wyszła – jest to naprawdę ciekawe, i nie tylko dla młodych ludzi. Tom 5 jest natomiast oparty głównie na autentycznej historii (autobiografii) opisującej kontakt dwóch młodych ludzi z obcą cywilizacją w latach trzydziestych, na czym nauczyli się tak wiele, że zmieniło ich to trwale (XX w.). Na mnie ta oryginalna opowieść zrobiła tak duże wrażenie, że nigdy jej nie zapomnę – jest to historia, która oczywiście też pozwala krytycznie spojrzeć na nasz świat. Młodzi ludzie potrzebują takich rzeczy żeby się nie zagubić w chaosie, który będzie – i żeby odblokować swój potencjał.
Sami państwo pewnie widzicie jak jałowe są medialne opisy tego, co się z naszym światem dzieje”.

Nota bene – warto śledzić opinie I. Witkowskiego na jego profilu FB także ze względu na analizy gospodarcze, polityczne i wojskowe.

 

Komunikat o włamaniu

Informuję, że ktoś włamał się na jedną z moich stron na FB
https://www.facebook.com/MocWiedzy
która jest tutaj czasami przywoływana na prawym marginesie bloga.
Ktoś (Ngọc Mai) podszywa się jako właściciel i autor wpisów. Na szczęście, jeszcze nie dodała nic własnego.
Sprawa w wyjaśnianiu, ale to potrwa…

Igor Witkowski: Badacz Historii i Przemian Świadomości

Igor Witkowski

Mieć szerszą perspektywę,
odkrywać nowe horyzonty…
(z nagłówka bloga)

Igor Witkowski to polski badacz historii, tajemniczych zjawisk, ale przede wszystkim płodny pisarz.
Pełniejszą charakterystykę tego autora przedstawię dalej, ale najpierw parę słów wstępu.

Znam pana Igora od ponad dwudziestu lat. Byłem na jego spotkaniach autorskich, mam wiele jego książek (oczywiście przeczytanych), niektóre komentowałem w mediach społecznościowych, słuchałem jego audycji itd. To poszerzało moje horyzonty, dawało materiał do przemyśleń. Ostatnio przekazuję dalej niektóre jego wpisy z Facebooka (z profilu Igor Witkowski) dotyczące aktualnej sytuacji geopolitycznej.
Generalnie — polecam tym, którzy chcą więcej wiedzieć, chociaż w tym są też informacje burzące zakorzenione schematy i przez to trudne dla wielu osób. Otwieranie umysłów to „narzędzie” do zrozumienia świata i tworzenia lepszej przyszłości, która musi zerwać z tym, co wciąż hamuje rozwój — osobisty i społeczny — przy zachowaniu humanistycznych, uniwersalnych wartości.
Poniższy tekst jest adaptowany ze wpisu facebookowego via strona https://www.facebook.com/misjanowaziemia
(cytuję dokładnie):
Gdybyśmy mieli wskazać polskiego autora, który połączył zainteresowanie tajemnicami historii z pytaniami o duchowe przebudzenie człowieka i przyszłość naszej cywilizacji, Igor Witkowski z pewnością zasługiwałby na uwagę. To pisarz i publicysta, którego część czytelników zna przede wszystkim z książek o drugiej wojnie światowej, niezwykłych projektach technicznych i zagadkach przeszłości.
W jego twórczości rozwinął się jednak także drugi, obszerny nurt – dotyczący świadomości, religii, wewnętrznego rozwoju i przemian, które jego zdaniem mogą zasadniczo zmienić sposób życia na Ziemi. Właśnie tutaj pojawia się pytanie łączące wiele jego książek: co powstrzymuje człowieka przed wykorzystaniem własnego potencjału?
Witkowski urodził się w 1963 roku w Warszawie. Przez lata zajmował się historią wojskowości i techniką, był też redaktorem naczelnym czasopism „Technika Wojskowa” oraz „Druga Wojna Światowa”. Obok tych zainteresowań pojawiały się tematy wykraczające poza tradycyjny obraz historii. Pisał o UFO, dawnych cywilizacjach i zagadkowych budowlach, między innymi w książkach „Wizyty z nieba”, „UFO – przełom” oraz „Oś świata”. Z perspektywy jego późniejszej twórczości można dostrzec w tym szersze poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście rozumiemy pochodzenie naszej cywilizacji i kierunek, w którym zmierza.
Najpełniejszym rozwinięciem jego zainteresowań przebudzeniem stała się wielotomowa seria „Instrukcje przebudzenia”. Już pierwszy tom, „Strategia przemian na Ziemi i Nowy Renesans”, przedstawia charakterystyczną dla autora wizję: ludzkość znajduje się przed głęboką transformacją, której istotnym elementem ma być zmiana świadomości. Witkowski zestawia przepowiednie, źródła religijne i relacje przypisywane kontaktom z pozaziemskimi cywilizacjami, szukając w nich wspólnego obrazu przyszłości. Są to jego interpretacje i hipotezy, ale właśnie rozmach tego zestawienia może zainteresować czytelnika. Osobisty rozwój zostaje tu umieszczony w kontekście losów całej ludzkości.
Kolejne części serii pokazują, jak szeroko autor rozumie przebudzenie. „Przekłamane przekazy chrześcijaństwa” dotyczą jego krytycznego spojrzenia na religijny przekaz, „Zakodowane przesłania starożytnych” kierują uwagę ku przeszłości, a „Droga ku gwiazdom” i „Dowody ingerencji w rozwój ludzkości” wprowadzają perspektywę kosmiczną. Dalej pojawiają się między innymi „Nieznane korzenie religii na Ziemi”, „Upadek Babilonu” oraz „Nowa kultura”. Już same te tytuły pokazują, że chodzi o próbę połączenia pytań zwykle rozpatrywanych osobno: skąd pochodzą nasze wierzenia, jak kształtuje się świadomość i czy sposób organizacji społeczeństwa pomaga nam dojrzewać.
Szczególnie ciekawą pozycją dla osób zainteresowanych możliwościami umysłu jest „Otwarcie trzeciego oka”, pierwotnie siódmy tom „Instrukcji przebudzenia”, później wznowiony pod własnym tytułem. Witkowski omawia w nim techniki postrzegania pozazmysłowego, które wiąże z amerykańskimi, radzieckimi i chińskimi programami służb specjalnych. Przedstawia je jako materiał do samodzielnego treningu i sposób kwestionowania utrwalonych przekonań o granicach percepcji. W jego ujęciu doświadczenie czegoś wykraczającego poza zwykłe postrzeganie może zmienić stosunek człowieka do rzeczywistości. Książka stawia więc konkretne pytanie: jak wiele z tego, co uznajemy za granice umysłu, wynika z naszych dotychczasowych przyzwyczajeń?
Ważnym i wyraźnie polemicznym elementem jego twórczości jest rozróżnienie między religią a rozwojem duchowym. W książce „Dlaczego religie muszą ustąpić miejsca wyższej duchowości” autor argumentuje, że odziedziczone systemy wierzeń mogą podtrzymywać mechanizmy hamujące rozwój wewnętrzny. Interesuje go duchowość rozumiana jako ewolucja człowieka, poznawanie własnej psychiki i przekraczanie ograniczeń. To stanowisko zdecydowane, z którym można dyskutować, ale stawia ono czytelnikowi istotne pytanie: czy przekonania, które dają nam poczucie bezpieczeństwa, pozwalają nam również się zmieniać?
Ten wątek nabiera bardziej praktycznego charakteru w „Sztuce rozwoju w nowej epoce”. Witkowski zajmuje się tutaj edukacją, kreatywnością i integracją osobowości, poświęcając szczególną uwagę rozwojowi dzieci. Odwołuje się również do własnych doświadczeń związanych z nauczaniem. Duchowe przebudzenie spotyka się więc z bardzo codziennym problemem: jak wychowywać człowieka, żeby rozwijał samodzielność myślenia i zdolność tworzenia? Dla czytelnika zainteresowanego konkretnym wymiarem przemiany jest to ważna część jego dorobku, ponieważ przenosi uwagę z zapowiedzi przyszłości na warunki, w których dojrzewa ludzki umysł.
Z kolei w „Historii ewolucji świadomości” autor przygląda się rozwojowi wewnętrznemu z perspektywy dziejów. Interesują go zarówno momenty, w których ludzie przekraczali wcześniejsze ograniczenia, jak i mechanizmy utrudniające takie przemiany. Książka nawiązuje do myśli Ericha Neumanna i podejmuje problem psychicznych oraz kulturowych barier rozwoju. W tym ujęciu przebudzenie ma również swoją historię. Można pytać, jakie warunki sprzyjały mu wcześniej i dlaczego społeczeństwa nieraz broniły się przed zmianami, które mogły poszerzyć ludzką niezależność.
Do przyszłości Witkowski wraca w „Cywilizacji Światła”, stanowiącej uzupełnienie „Przemian na Ziemi jako wrót do przyszłości”. Przedstawia w niej własną wizję świata po głębokiej transformacji oraz wewnętrznych przewartościowań potrzebnych do uczestniczenia w tej zmianie. Ważne miejsce zajmuje pokonywanie blokad i rozwijanie możliwości, które autor wiąże z przemianą świadomości. Czytelnik otrzymuje tu okazję do zastanowienia się, jak bardzo przyszłość społeczeństwa zależy od sposobu myślenia poszczególnych ludzi.
Po książki Igora Witkowskiego można sięgnąć z różnych powodów: z zainteresowania niezwykłymi możliwościami umysłu, potrzeby przyjrzenia się własnym przekonaniom albo ciekawości, jak duchowość może łączyć się z historią, edukacją i przyszłością cywilizacji. „Otwarcie trzeciego oka” kieruje uwagę ku percepcji, „Sztuka rozwoju w nowej epoce” ku wychowaniu i kreatywności, a „Instrukcje przebudzenia” ku szerszej wizji przemian. Nie trzeba podzielać wszystkich wniosków autora, żeby wejść z nimi w wartościową dyskusję. Najciekawsze pytanie, z którym można pozostać po takiej lekturze, dotyczy już nas samych: ile w naszym sposobie widzenia świata jest świadomego wyboru, a ile przekonań, których nigdy naprawdę nie sprawdziliśmy?
Igor Witkowski jest również częstym gościem Łukasza Kulaka na kanale „Nieznana Historia Świata” na YouTube, a my sami mieliśmy okazję przeprowadzić z nim wywiad, który możecie znaleźć na naszej stronie.
Jeśli ten post Cię zaintrygował i uważasz, że może przemawiać do innych – śmiało podziel się nim lub wyślij osobom, które mogą być zainteresowane!
——-
Tak więc czynię – przekazuję dalej.
Ale nie pierwszy raz, ponieważ przekazywałem podobne opinie wielokrotnie i w różnych miejscach.
Przykładowo na swojej stroniczce o książkach (rzadko teraz aktualizowanej) we wpisie Igor Witkowski i jego książki zrobiłem przegląd niektórych prac autora, a na Przemiany dla przyszłości zawarłem minirecenzję książki o tym tytule. Są na nextboox i inne wzmianki o omawianym pisarzu.
Na dziś książek Witkowskiego jest ok.100, więc spis ze strony www.igorwitkowski.com jest nieaktualny.
Także na tym blogu były wielokrotnie krótkie wzmianki o Witkowskim, np. w Obserwacje i dywagacje cz. 3, Ludzie, ale przede wszystkim we wpisie Czy wiemy czym jest rozwój?
Rozwój i jego rozumienie to jeden z wiodących tematów w twórczości Igora Witkowskiego.
W tym zakresie (chociaż nie tylko w tym) Witkowski jest unikalny nawet w skali światowej – jego wglądy i analizy sięgają stref, o których nawet wielu naukowców nie ma pojęcia.
Ta unikalność objawia się i w innych tematach, co jeszcze bardziej wzbudza podziw wiernych czytelników.
Sądzę, raczej bez wątpliwości, że pan Igor wie znacznie więcej niż wyraża publicznie, bo pewne sprawy są albo za trudne, albo byłyby zbyt silnym i przedwczesnym ciosem w psychikę odbiorców. Nie będę tutaj zdradzał, o co chodzi – wnikliwy czytelnik z otwartym umysłem to zrozumie, wyczuje.
Doceniam też doświadczenie edukacyjne Witkowskiego, jego oddanie rozwojowi młodego pokolenia, które zarówno doczeka wielkich przemian, jak i będzie ich wykonawcą. Służą temu książki, a nawet komiksy dla najmłodszych.
W audycjach i wywiadach, jakie znajdujemy na przykład na kanale „Nieznana Historia Świata” Łukasza Kulaka, poruszane są różne tematy, w tym także te dotyczące obecnych zjawisk na świecie i ich aspektów politycznych. Igor Witkowski udziela wywiadów też u innych twórców internetowych oraz pisze artykuły w czasopismach, np. w Nieznany świat. Tam ma dość często swoje pogadanki oraz daje zapowiedzi i omówienia dotyczące kolejnych książek.

—-
Ilustracja pochodzi z Misja Nowa Ziemia.

O kawie można nieskończenie

Kawa pomaga w pracy

Kawa burzy krew, daje tryskający pomysłami umysł,
ekscytację, która przyspiesza trawienie, odpędza sen
i pozwala na przedłużenie pracy umysłu.
H. Balzak

O kawie pisałem w Kawowe Curriculum-vitae . Było tam o mojej historii z kawą w różnych aspektach, a także dużo o jej zdrowotnych właściwościach – na podstawie już wcześniejszych wielu wpisów na www.LepszeZdrowie.info (moja archiwalna strona – już nie uzupełniana). Warto spojrzeć wyszukując lokalnie hasło kawa.
Potem w Kawowo – to i owo przekazałem garść aktualnych informacji z rynku kawy, ciekawostki i kontynuowałem wieści o zdrowotnych właściwościach kawy. Właśnie takie to i owo…
Mam bardzo dużo informacji o kawie na podstawie artykułów w sieci – niemal codziennie otrzymuję dossier tematyczne. Na ogół są to artykuły i wpisy pozytywnie wyrażające się o tym napoju i kofeinie w ogóle, co czasem upodabnia się do pośredniej reklamy. Jestem ostrożny wobec takich materiałów, chyba że podają źródła naukowe, które wyglądają na prawdziwe. Ale, jak nieraz komunikowałem, nawet i wtedy warto zachować ostrożność – medycyna i dietetyka, niestety schlebiają biznesowi.

Są też materiały, które podnoszą możliwe negatywne cechy kawy dla zdrowia oraz że uzależnia, co nie jest generalnie pożądane. Piję kawę umiarkowanie i nie codziennie – nie czuję się uzależniony.

Dla uczciwości trzeba jednak przyjrzeć się i tym sceptycznym doniesieniom.
Cóż – opinie są bardzo rozbieżne. Przypomnę, że i ja wskazywałem wcześniej pewne zastrzeżenia, bo ludzi mogą mieć różne reakcje – dużo zależy od jakości kawy, sposobu przyrządzania, ilości itp. Zatem te plusy i minusy są względne. Mam wrażenie, że trwa „przeciąganie liny” z dwóch stron.

Wymienię parę takich materiałów krytycznych.

Jarek Kefir na swoim blogu o szkodliwości kawy pisał bodajże 6 razy, a w poniższym wpisie
UWAŻAJ! KAWA BARDZO SZKODZI ZDROWIU! wskazywał, że kawa powoduje powiększenie prostaty, wzrost lęku, bezsenność, depresję, wady wrodzone, zespoły bólowe, nienaturalny oddech, uszkodzenie mózgu, nadpobudliwość, zaburzenia uczenia się (spowodowane uszkodzeniem mózgu), zaburzenia zachowania, zmęczenie, niektóre rodzaje raka , zespół Crohna, IBS (zespół jelita nadwrażliwego), zapalenie okrężnicy, cieśń nadgarstka, wrzody, niskie stężenie żelaza, choroby serca, bóle głowy, PMS, zwiększa częstość występowania urazów mięśni i ścięgien, bóle stawów, zawał serca, udar, TIA (mini udary)…Wow! – aż tyle?

W innym wpisie, że kofeina jest naturalnym pestycydem, czyli środkiem biobójczym. Ta właściwość powtarza się także w niektórych innych opiniach.
Tylko, że nie podał naukowych źródeł z dowodami.

Natomiast Bartosz Czekała takie dowody przytacza i to w paru nagraniach, szczególnie w KAWA: powolny ubytek mózgu czy neuroprotekcja? Oto co naprawdę pokazuje MRI.
W innym wykładzie (dot. głównie mitu szkodliwości lipoproteiny LDL) wskazuje od ok. 23 minuty, że chodzi o kawę niefiltrowaną i źle przygotowywaną. Mimo tych poważnych zastrzeżeń przyznaje się też do tego, że pije kawę. A ponieważ jest geniuszem pamięci, więc chyba z tym „ubytkiem mózgu” nie jest tak źle.
Jednak te negatywne wieści wzbudziły moje zaniepokojenie – czyżbym czegoś zaniedbał, dał się zwieść?

W tej sytuacji pochyliłem się nad tematem jeszcze raz, zaangażowałem też częściowo AI.
Przedstawię poniżej krótkie (dość) opracowanie o zagrożeniach, ale jednocześnie wyłowiłem tamże uwagi iż są one albo umiarkowane, uwarunkowane, raczej rzadkie, albo fałszywe. Zaznaczyłem takie antyargumenty kolorem.
Dobre gatunki kawy uprawianej ekologicznie nie są skażone pestycydami, a gatunki hodowane na dużych wysokościach, gdzie szkodniki docierają w małym stopniu, nie mają (podobno) potrzeby produkować przeciw tym szkodnikom substancji biobójczych. O tym będzie jeszcze dalej.

Istnieją faktycznie publikacje naukowe wskazujące na potencjalne negatywne skutki spożycia kawy (lub kofeiny z kawy), choć w porównaniu z ogromną liczbą badań o korzyściach są one właśnie rzadsze, często dotyczą wysokich dawek, określonych grup lub sposobów przygotowania, a wiele z nich to obserwacje (nie zawsze potwierdzone w badaniach przyczynowych typu Mendelian randomization).

Oto przykłady z argumentami:

1. Ciąża i wyniki ciąży

  • Umbrella review w BMJ (2017) – meta-analizy wykazały, że wysokie spożycie kawy (w porównaniu z niskim/brakiem) wiąże się z większym ryzykiem niskiej masy urodzeniowej (OR 1,31), porodu przedwczesnego (zwłaszcza w I i II trymestrze) oraz utraty ciąży (OR 1,46). Inne powiązania szkodliwe (np. z chorobami) znikały po korekcie o palenie.

  • Przeglądy i analizy obserwacyjne (m. in. BMJ Evidence-Based Medicine) wskazują na związek kofeiny z poronieniami, martwym urodzeniem, niską masą urodzeniową/SGA, a czasem nawet z otyłością u dziecka lub białaczką dziecięcą. Niektóre nowsze badania Mendelian randomization osłabiają te wnioski (sugerują brak silnego związku przyczynowego), ale wiele wytycznych zaleca ograniczenie do ≤200 mg kofeiny/dzień.
    Myślę, że świadoma kobieta w ciąży unika używek w trosce o dziecko, podobnie jak obowiązuje ją selektywne przyjmowanie leków i szczepień – ulotki produktów o tym informują.

2. Zaburzenia snu i efekty ostre

  • Randomizowane badanie CRAVE w NEJM (2023) – u zdrowych dorosłych picie kawy z kofeiną wiązało się z większą liczbą przedwczesnych skurczów komorowych (PVC), większą aktywnością fizyczną, ale krótszym snem (średnio o ok. 36 minut mniej).

  • Przeglądy systematyczne (np. o kawie/kofeinie i śnie) pokazują, że kofeina wydłuża latencję snu, skraca całkowity czas snu, obniża efektywność snu i jakość subiektywną; efekty zależą od dawki i czasu spożycia. Dla świadomych kawoszy jest jasne, że nie powinno się pić kawy na co najmniej 6 godzin przed snem.

3. Cholesterol i lipidy (zależne od metody parzenia)

  • Kawa niefiltrowana (gotowana, French press, niektóre espresso) zawiera diterpeny (cafestol i kahweol), które podnoszą poziom LDL-cholesterolu i triglicerydów. Jednak z szeregu badań wynika że wyższy poziom cholesterolu nie jest szkodliwy (patrz liczne wypowiedzi B. Czekały z dowodami), bo i w ogóle dominuje mit cholesterolowy wielokrotnie opisany także na www.LepszeZdrowie.info.
    Filtr papierowy niemal całkowicie je usuwa. Badania kliniczne i obserwacyjne (m. in. norweskie i szwedzkie) potwierdzają wzrost cholesterolu przy regularnym piciu niefiltrowanej kawy, ale znów – to tylko u niektórych osób może być szkodliwe.

4. Inne efekty uboczne przy nadmiernym/długotrwałym spożyciu

  • Przeglądy (np. Critical Reviews in Food Science and Nutrition, 2022) wskazują na ryzyko uzależnienia, bezsenności, migren, podwyższonego ciśnienia wewnątrzgałkowego, a także negatywne efekty u dzieci, młodzieży i osób wrażliwych na kofeinę.

  • U sportowców (meta-analizy RCT) wyższe dawki kofeiny zwiększają ryzyko tachykardii, niepokoju, bólów głowy, dyskomfortu brzusznego i bezsenności (efekt zależny od dawki).

  • U kobiet – niektóre meta-analizy sugerują większe ryzyko złamań (nie u mężczyzn).

  • Badania genetyczne (MR) czasem wskazują na powiązania z otyłością, używkami czy wyższym ryzykiem niektórych nowotworów (np. jelita grubego w części analiz), choć wyniki są niespójne.

Podsumowanie

Dla większości zdrowych dorosłych umiarkowane spożycie (ok. 3–4 filiżanek/dzień, do ok. 400 mg kofeiny) jest uznawane za bezpieczne i częściej korzystne. Negatywne efekty dotyczą głównie:

  • ciąży

  • bardzo wysokich dawek

  • osób wrażliwych/genetycznie wolniej metabolizujących kofeinę

  • kawy niefiltrowanej (cholesterol)

  • wpływu na sen i rytm serca (głównie ostre efekty).

Warto pamiętać, że wiele „negatywnych” powiązań z obserwacji znika po uwzględnieniu czynników zakłócających (np. palenie). Najsilniejsze i najbardziej spójne ostrzeżenia dotyczą ciąży i nadmiaru. W badaniach (m. in. z Egiptu, Iranu, Europy) wykrywano pozostałości w 15–80% próbek (zależnie od kraju i rodzaju kawy – zielona, prażona, kapsułki). Najczęściej wykrywane: chlorpyrifos, imidacloprid, cypermetryna, permethrin, mepiquat chloride, ortho-phenylphenol. Część substancji jest zakazana w UE, ale pojawia się w imporcie.

Ponieważ podnoszony jest przez sceptyków wpływ środowiska i sposobu upraw kawy (co jest jasne), to osobno przedstawiam małą analizę tego zagadnienia. To informacje oparte na publikacjach naukowych i przeglądach.

1. Wpływ pestycydów i preparatów ochrony roślin na plantacjach kawowych

Pestycydy są stosowane na plantacjach kawy przeciw owadom, grzybom i chwastom. Resztki mogą pozostawać w zielonych ziarnach.

  • Występowanie pozostałości: procesy przetwarzania (mycie, suszenie, prażenie, mielenie, parzenie) znacząco je redukują.

  • Ocena ryzyka zdrowotnego: Większość analiz ryzyka (hazard index, chronic/acute dietary exposure, ILCR) wskazuje na bardzo niskie lub znikome ryzyko dla konsumentów przy typowym spożyciu. Wartości HI (hazard index) są zwykle <<1, a %TDI (tolerable daily intake) niskie. Prażenie i parzenie (zwłaszcza espresso) dodatkowo mocno obniżają poziomy pozostałości (nawet o >90–99% w niektórych badaniach).

  • Instytucje regulacyjne: Niemiecki BfR i EFSA/FDA stwierdzają, że przy przestrzeganiu limitów MRL (maksymalnych poziomów pozostałości) ryzyko zdrowotne dla konsumentów kawy jest nieoczekiwane/niskie. Przekroczenia MRL zdarzają się rzadko (kilka procent próbek).

Uwaga: Większe ryzyko dotyczy pracowników plantacji (ekspozycja zawodowa – zatrucia ostre, możliwe powiązania z chorobą Parkinsona, depresją przy długotrwałym kontakcie), a nie konsumentów gotowej kawy.

2. Kofeina jako naturalny pestycyd/środek obronny rośliny kawowej

Jest to fakt naukowy.

  • Rola ewolucyjna: Kofeina (i pokrewne alkaloidy) wytworzyła się niezależnie w kilku liniach roślin (kawa, herbata, kakao, guarana, cytrusy) jako chemiczna obrona przed roślinożercami, owadami, ślimakami, grzybami i bakteriami. Klasyczne doświadczenie Jamesa Nathansona (1984, opublikowane m.in. w Science i relacjonowane w NYT) wykazało, że stężenia kofeiny naturalnie występujące w liściach/ziarnach kawy i herbaty hamują żerowanie, powodują hiperaktywność, drżenia, zahamowanie wzrostu, a przy wyższych dawkach zabijają gąsienice (np. tytonianka) i inne owady. Mechanizm: hamowanie fosfodiesterazy → wzrost cAMP → zaburzenia układu nerwowego owadów.

  • Dodatkowe funkcje: Działa też allelopatycznie (hamuje kiełkowanie konkurencyjnych roślin w pobliżu nasion) i może wpływać na zapylacze (w niskich dawkach poprawia pamięć pszczół).

  • Szkodliwość dla człowieka: Kofeina jest neurotoksyną dla owadów, ale u ssaków (w tym człowieka) działa inaczej – głównie jako antagonista receptorów adenozynowych A1 i A2A. Przy typowych dawkach z kawy (do ~400 mg/dzień) jest uznawana za bezpieczną przez EFSA, FDA i inne agencje. Toksyczność ostra u człowieka pojawia się dopiero przy bardzo wysokich dawkach (kilka gramów – drżenia, tachykardia, drgawki; dawka śmiertelna ok. 10–14 g). Nie ma dowodów, że „naturalna funkcja pestycydowa” automatycznie czyni ją szkodliwą dla człowieka w dawkach konsumpcyjnych – organizm człowieka ma inne systemy detoksykacji (głównie CYP1A2 w wątrobie).

Wniosek z literatury: kofeina jest naturalnym insektycydem rośliny, ale jej szkodliwość dla człowieka jest silnie zależna od dawki i nie przekłada się wprost na typowe spożycie kawy.

3. Oddziaływanie kawy/kofeiny na mózg – aspekty negatywne

Kofeina działa głównie jako antagonista receptorów adenozynowych (blokuje działanie adenozyny, która hamuje aktywność neuronalną i promuje sen). Efekty są dwufazowe: niskie/umiarkowane dawki korzystne, wysokie – potencjalnie negatywne.

Efekty negatywne:

  • Sen: Wydłuża latencję snu, skraca całkowity czas i efektywność snu, zmniejsza sen głęboki (slow-wave sleep). Efekt silniejszy przy spożyciu wieczorem i u osób wrażliwych.

  • Lęk i nerwowość: Wysokie dawki (≥400–600 mg naraz lub u osób wrażliwych genetycznie – polimorfizmy genu ADORA2A) mogą nasilać lęk, niepokój, a nawet prowokować ataki paniki. U niektórych osób nawet umiarkowane dawki działają anksjogenicznie (chodzi o określenia podejścia, oceny lub analizy z perspektywy wartości, np. moralnych, estetycznych, religijnych czy społecznych).

  • Uzależnienie i odstawienie: Przewlekłe spożycie prowadzi do tolerancji i łagodnego uzależnienia. Objawy odstawienia: ból głowy, zmęczenie, drażliwość, pogorszenie nastroju, trudności z koncentracją (trwają zwykle 2–9 dni).

  • Inne: Przy bardzo wysokich dawkach – tachykardia, drżenia, bezsenność, w skrajnych przypadkach „caffeinism” (zespół objawów przypominający lęk). U dzieci i młodzieży możliwe negatywne wpływy na rozwój poznawczy przy chronicznym wysokim spożyciu (dane ograniczone, ta grupa na ogół nie spożywa dużo kawy, pewien wpływ może mieć częste picie napojów energetycznych z kofeiną).

  • Neurodegeneracja: Większość badań obserwacyjnych i przeglądów wskazuje na ochronne działanie umiarkowanego spożycia wobec choroby Parkinsona i Alzheimera (niższe ryzyko). Negatywne efekty długoterminowe na mózg przy umiarkowanym spożyciu nie są potwierdzone; dominują korzyści lub brak wpływu.

Podsumowanie z przeglądów (m. in. NEJM, Practical Neurology, meta-analizy):
Umiarkowane spożycie (ok. 200–400 mg kofeiny/dzień) poprawia czujność, koncentrację, nastrój i może chronić przed niektórymi chorobami neurodegeneracyjnymi. Negatywne efekty dotyczą głównie snu, lęku (u wrażliwych) i objawów odstawienia – są odwracalne i zależne od dawki/indywidualnej wrażliwości.

Dodam a propos neurodegeneracji dwa przykłady, które zdają się temu zaprzeczać na podstawie historii znanych twórców i myślicieli. Przykładowo Wolter pijał do pięćdziesięciu kaw dziennie, a Honoriusz Balzak w trakcie pisania Komedii ludzkiej podobno wypił pięćdziesiąt tysięcy filiżanek bardzo mocnej kawy. Nie ograniczyło to ich talentów i zdolności umysłowych.
Jednak ograniczenie snu i przepracowanie, które uprawiał Balzak – dobre nie są.

Inną uwagą jest, że tworzone są też kawy lecznicze, np. z dodatkiem grzybków reishi (ganoderma, firma DXN) lub z  maczużnikiem bojowym (Cordyceps militaris)…

Parokrotnie krytykowałem picie kawy na czczo ze względu na poranny naturalnie wysoki poziom kortyzolu, więc po co go jeszcze podnosić kawą.
Abstrahując od tego, że kortyzol jest potrzebny i ma wiele pozytywnych funkcji w organizmie, nadal podtrzymuję swój pogląd i nie tylko z powodu kortyzolu. Natrafiłem jednak na wpis
Kawa z samego rana niszczy zdrowie? Dietetyk kliniczny tłumaczy, jak naprawdę działa

Dietetyk tłumaczy, że tak nie jest. Wg niego obecnie nie ma wysokiej jakości dowodów naukowych, które uzasadniałyby takie postępowanie. Szkoda, że nie podał na czym opiera taki sąd. Może dlatego, że po prostu nie znalazł, ale czy szukał dostatecznie?
Tak czy inaczej, to zapewne ucieszy wielu, bo poranne picie kawy jest dla nich rytuałem obowiązkowym.
Ja pozostanę przy swoim, tj. pierwsza i często jedyna kawa od ok. godz. 11 do 14 – w porze pierwszego znużenia.

Reasumując całość – wciąż pozostają pola sporu. I konkluzja, że ludzie piją i będą pić kawę dla przyjemności – tej „organoleptycznej”, smakowej i zapachowej, ale także ze względów towarzyskich.
A skutki zdrowotne powinni oceniać sami obserwując swoje reakcje, czasem konsultując się z lekarzem w kontekście chorób i leków. Odstawienie nie jest łatwe, ale ograniczenie może mieć różne wymiary i to prawdopodobnie wystarczy.

Przyroda … leczy

Parę myśli do poniższego reblogowanego dobrego wpisu (zobacz!)

Nie trzeba podejmować, przynajmniej od razu, aż takiego wyzwania namiotowego z pełnym odcięciem od świata.
Już sam kontakt z naturą, lasem, morzem, jeziorami, nawet górami może nam pomóc psychicznie i fizycznie.
Gdy byłem młodszy robiłem wiele wypadów z namiotem, czasem karkołomnych, ale cel był bardziej przygodowy niż czysto rekreacyjny.
Nie narzekałem/narzekaliśmy na niewygody.
Gdy jest się emerytem, to chce się więcej wygody i mniej ryzyka.
Jesteśmy z żoną o tyle szczęśliwcami, że mamy domek w lesie. Warunki są dość spartańskie przy gorszej pogodzie, bo nie ma ocieplenia ani kominka, ale jest woda i prąd (jeśli nie ma wyłączenia), więc to jest znacznie wygodniejsze niż egzystowanie w namiocie. Chociaż bez telewizji, a radio odbiera tylko PR1 ze starego nieprzestrojonego odbiornika.
Za to jest więcej czasu na czytanie i pisanie.
Bywamy tam, czasem i miesiąc za jednym zamachem, głównie dla przyrody. Opisywałem to tutaj wielokrotnie, więc dodam tylko co nas szczególnie ujmuje, czego nie mamy w mieście:
– wielka cisza oprócz naturalnych odgłosów przyrody
– głęboka ciemność nocy i/lub obserwacja nieba gdy nie ma zachmurzenia – fascynujące
– wilgoć (gdy w innych miejscach ludzie narzekają na suszę)
– praktycznie nieograniczone, piękne i rozmaicone tereny dla dalekich spacerów
– bogactwo roślin, których poznawanie też jest fascynujące (odkrywamy wciąż coś nowego)
– spotkania ze zwierzętami (od najmniejszych do dużych)
– owo oderwanie od miejskiego wielorakiego zgiełku
– bliski kontakt z żywiołami – deszcze, burze, spiekota, wiatry
…
A nawiązując do nadanego tytułu – to nas leczy, przynajmniej czujemy się lepiej.

Polecam wpis Kasi.

Kolejny przegląd

Od przybytku głowa nie boli (? *)

Kolejny raz krótki przegląd aktualnych wydarzeń i refleksji (od czasu do czasu tak robię). Krótki w sensie miejsca na każdy z tematów. Miało tak być wg dawnego założenia, które dało nazwę blogowi, co na ogół nie wychodzi, bo każde zagadnienie zasługuje na rozwinięcie, ba – można o niektórych napisać książkę…
Więc jednak krótko kilka wybranych tematów, niestety głównie politycznych, w mojej krytycznej perspektywie (nie odosobnionej), bo taki jest stempel obecnych czasów. Może uda się w dziesięciu punktach:

  1. Romuald Starosielec (m.in. kandydat na prezydenta z 2024 r.) przekazał w wywiadzie, tu podaję via https://x.com/coolfonpl/status/2091149164193145020  trafną myśl, że w polskim świecie polityki promuje się na wysokie stanowiska nieuków (nazywano to selekcją negatywną, a przyczyna i mechanizm takich praktyk to osobny duży temat). Widzę to obserwując od dawna ich wypowiedzi, zarówno w sieci jak nawet z trybuny sejmowej. Robią w ten sposób nawet więcej szkody niż agenci obcych służb, ponieważ agenta można namierzyć i zneutralizować, natomiast odwołać np. posła trudniej.
    Ostatnio kompromitacją okazała się nawet kolejna profesor , pani Mróz-Gordoń, pasowana przez rząd na rzecznika marki polskiej. Oto jeden z komentarzy https://x.com/WolnaRadio/status/2091137819322310866.
    Dodatkowo ta rzesza pobiera z publicznych pieniędzy w sumie pokaźne honoraria (nie tylko pensje, ale szereg dodatków), a prawdopodobnie wielu ma ekstra przychody, w tym nie ujawnione (były takie przykłady). A Polska ma pierwsze miejsce w Europie pod względem nadreprezentacji (czytaj: biurokracji) w poniższym zestawieniu, tutaj za  https://pbs.twimg.com/media/HQaH0kfXsAAe-an?format=png&name=900×900

    ministrowie_w_Europie
    Ministrowie w Europie

    Dotyczy to w wielu aspektach i Parlamentu Europejskiego > punkt 2.

  2. Trudno w to uwierzyć? W zasadzie tak, ale widząc jak wiele głupich i szkodliwych uchwał oraz zarządzeń podejmuje się w PE, tracimy taką pewność.
    Jedno z ostatnich głosowań i komentarz posłanki Ewy Zajączkowskiej-Hernik:
    „Parlament Europejski właśnie zagłosował… PRZECIWKO poprawce stwierdzającej, że ‚Tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę’. Czy większości europosłów, przepraszam, mózgi odjęło? 233 było przeciwko, 200 było za a 107 wstrzymało się od głosu. Czyli łącznie 340 europosłów nie potrafiło poprzeć tego oczywistego, biologicznego faktu. To jest jakiś kompletny upadek intelektualny i całkowite zaczadzenie umysłowe lewicową ideologią idiotów. Ci ludzie na serio sądzą, że również mężczyzna może zajść w ciążę.”
    Ode mnie: Czy są tak głupi, czy poprawność polityczna tak ich trzyma przy stołkach? Ta poprawność (w ogóle jak ją uzasadnić?) wyrządza wiele wielkich szkód.
    Pasuje powiedzenie: Bagno wciąga.
  3. Źródeł ogłupiania jest wiele, ale podstawową rolę pełnią mainstreamowe media. Przykładem prania mózgów przez mainstream przez masowe powielanie ustalonych z góry skryptów jest ten krótki clip (skrócony ze względów technicznych)  – był w sieci w różnych cytatach, tu z Unscripted (kanału Sunny Gault na YT. Uwaga: jeśli chciałbyś zobaczyć całość nagrania Sunny o nowej formule dziennikarstwa, to nie jest prawdą, że było ono ocenzurowane na UnitedNetworkNews).
    https://x.com/etsaman2/status/2091457004938076352/video/1
    Widzieliśmy to szczególnie w czasie „pandemii”.
    W ogóle wszelkie media, oprócz zupełnie lokalnych, są pod wpływem całej hierarchii agencji medialnych, biorących treści „z góry”. Pisałem o tym i o manipulowaniu informacjami parokrotnie także tutaj.
    W następnych punktach będzie parę przykładów. Na zakończenie tego punktu wspomnę, że także reklamy też często wprowadzają w błąd, aby tylko coś sprzedać. A przykład humorystyczny to np. reklama preparatu Litorsal Senior, powtarzana w kółko od dawna, kończy się zdaniem „Działanie produktu wynika z jego składników”. Może i słusznie, bo ktoś może pomyśleć, że wynika z opakowania albo samej reklamy 🙂
    Albo w reklamie Media Expert Marian do Barbary podzielając jej zdanie: „Wielkie umysły myślą podobnie”, gdzie dotyczy to jakiejś tamtejszej promocji. Widać „wielkie umysły” są u nas już tak niskich lotów, żenada.
  4. Z polityki wewnętrznej zwróciła moją uwagę wypowiedź wiceministra MZ Marcina Bosackiego w TVP info zacytowana na X : „Prezydent Nawrocki nie jest prezydentem państwa. Jest prezydentem wąskiej, skrajnie prawicowej i nacjonalistycznej grupki.”
    Jeśli brzmiała ona faktycznie tak, to pytam: ta ta większość uprawnionych głosujących (ok. 10 milionów), która na niego głosowała, to „wąska, skrajnie prawicowa i nacjonalistyczna grupka„? I najwyższe notowanie Nawrockiego wśród polityków w ogólnopolskich sondach to głos małej grupki?
    Zresztą komentarze pod wpisem brzmią podobnie, ale są też dużo ostrzejsze. Ten człowiek jest przykładem nie tylko zaślepienia jak i reprezentanta grupy politycznej wojującej z prezydentem jak się tylko da. Każdy może mieć jakieś zdanie, ale żeby na wysokim stanowisku tak „odjechać”? (może „elita” myśli, że jej wszystko wolno?)
    Ale jest wiele podobnych wypowiedzi z ministerialnego poziomu, lecz bez poziomu i kultury jak np. ta Radosława Sikorskiego, którą 21 sierpnia znalazłem na X:
    „Pan Prezydent po stronie szarlatanów. Ciekawe czy swoją rodzinę będzie leczył egzorcyzmami i salcesonem”.
    Było to głupie, zupełnie nie trafione oraz nie licujące z jego z pozycją w państwie.
  5. Cóż, oskarżenia mogą iść dużo dalej i można je określić pytaniem czy mamy do czynienia z ludźmi głupimi czy ze zdrajcami Polski? Przykładowo – Wojciech Sumliński mocno i z argumentami o takich ludziach. Wysłuchaj do końca co się naprawdę dzieje w polskiej polityce https://youtu.be/LJ3JnedcJw. Ale przecież nie tylko on jeden ma takie podejrzenia…
  6. Ogłupianie i manipulowanie informacjami jakie obserwowaliśmy w czasie wspomnianej „pandemii” trwa nadal, zwłaszcza w zakresie głównego nurtu medycyny. Mimo, że z Zachodu dociera obecnie dużo ujawnień, w tym oficjalnych, o tym jak kłamano, jak forsowano najgorsze z możliwych rozwiązań, to u nas wciąż promuje się szkodliwe szczepienia i inne praktyki, które bardziej szkodzą niż pomagają. Tu kusi mnie by to rozwinąć, lecz trzymam się zadeklarowanej lapidarności, więc odniosę się w tym punkcie tylko do LexSzarlatan. Ma zastosowanie punkt 1. o nieukach, ale… po stronie naganiaczy tego prawa.
    Merytorycznie tu jest na to za mało miejsca (patrz np. stare wpisy na LepszeZdrowie.info), ale skwitują to jednym zdaniem: Promowana medycyna rockefellerowska ma o rzędy wielkości więcej win (szkodliwe leki, choroby jatrogenne, kłamstwa o skuteczności i bezpieczeństwie, „leczenie” objawów zamiast przyczyn, skutki uboczne, wyciąganie krociowych pieniędzy z budżetów państw i obywateli) niż rzekomi szarlatani (z wyjątkami). Oraz przytoczę dość krótką wypowiedź i podziękowanie dla prezydenta Nawrockiego od prof. Ł. Łuczaja – inicjatora listu podpisanego przez ponad stu najznamienitszych naukowców z Polski i świata w sprawie gniota LexSzarlatan https://www.facebook.com/reel/1584051286582419
    (Jest wiele innych materiałów o tej inicjatywie).
    Wyszło też na jaw, że inicjatorami ustawy wcale nie były oddolne ruchy społeczne lecz podmioty związane z BigPharma, Rzecznik Praw Pacjenta, izby lekarskie…
    Natomiast, mimo dużych kompetencji Jerzego Zięby,  często znacznie większych niż u większości lekarzy! (jestem o tym przekonany na podstawie znajomości jego prac i wykładów od kilkunastu lat), zwrócę uwagę jak szczególnie bezczelnie chce się go zdyskredytować stosując od dawna manipulacje medialne, kłamstwa i pomówienia – patrz np. obszerne wyjaśnienie dotyczące jego wizyty w kancelarii Prezydenta K. Nawrockiego – https://jerzyzieba.com/ustawa (pierwsza zakładka od góry). Zięba jest przeciw temu projektowi, ale krytykuje też tych, którzy faktycznie zasługują na potępienie.

  7. A propos mantry „nie jest lekarzem, a wypowiada się o medycynie”, przywołam wiedzę Bartosza Czekały. Przedstawia się tak: „Jestem ekspertem ds. zapamiętywania … również dietetykiem, trenerem personalnym, trychologiem, poliglotą oraz, w ramach swojej działalności, uczę lekarzy różnych specjalizacji, jak skutecznie przyswajać informacje”.  Na jego stronie universeofmemory.pl (i universeofmemory.com) jest indeks publikacji oraz filmów na kanale YT https://www.youtube.com/@BartoszCzekala ). Jest tam mnóstwo szczegółów, badań, dowodów na tematy medyczne, które rozwalają merytorycznie różne mity i kłamstwa. Osobiście uważam go za … swoistego geniusza biorąc pod uwagę poziom i rozległość tej wiedzy, nie tylko medycznej, którą podaje z wielką erudycją z pamięci. A także jego wyjątkową pamięć stosowaną ze zrozumieniem. A nie jest lekarzem…
    Tutaj jednak ograniczę się do wpisu na X, który bez takich zawiłości na popularnych przykładach obnaża ułomności „aktualnej wiedzy medycznej”, która powoływana jest w kontekście „konieczności” Lex Szarlatan – https://x.com/UniversOfMemory/status/2090442673337319858 .
    Są to świetne przykłady. Dodałbym jeszcze dokładniejsze wyjaśnienia szkód rzekomo bezpiecznych leków i praktyk, bo wiele osób jeszcze ich nie zna i może nadal wierzyć, że medycyna się nie myli. A także przykłady z czasów „pandemii” i dalsze ujawnienia w zakresie konfliktów interesów.

  8. Kultura osobista – co nawiązuje do wielu wypowiedzi w sieci jak ta wspomniana wcześniej R. Sikorskiego, ale teraz o sytuacji oko w oko.
    Zostałem zaczepiony na ulicy przez ankietera, który chciał bym podpisał jakąś petycję. Zapytałem o co chodzi i otrzymałem odpowiedź, że to akcja by nie nękać dzików.
    Ponieważ moje i żony krytyczne stanowisko w tej sprawie jest określone (patrz Dziki), to chciałem chwilę podyskutować i uściślić temat. Zadałem pytanie: czy jest pan za tym by dziki wchodziły ludziom na posesje lub do parków miejskich? Natychmiast wzbudził się i odparł, że zatem nie mamy o czym rozmawiać, dodał że zna takich głupich, mimo starszego wieku i oddalił się przeklinając. Odpowiedziałbym (nie zdążyłem), że przy takiej kulturze rozmowa nie ma sensu.
    A bardziej merytorycznie mam na takie sytuacje powiedzenie: Nie rozmawiam ze ślepymi o kolorach.

  9. W niedawnym wpisie Marnotrawstwa ciąg dalszy była część o energetyce. Wspomniałem tam o książce którą zacząłem czytać – „Wojna o prąd. Jak zatrzymać katastrofę w polskiej energetyce”. Książka ta jest wstrząsająca nawet dla mnie, mimo że pisałem o podanych tam zagrożeniach od co najmniej 10 lat. Jednak autor Mirosław Gajer omówił szeroką paletę problemów w sposób fachowy i szczegółowy, z czego wynika wniosek, że polską energetyką i zagadnieniami klimatycznymi zarządzają ignoranci i głupcy albo… dywersanci (patrz tutejszy punkt 1.). Praw fizyki i ekonomii nie obali żadna propaganda ani zaklęcia. Idziemy szybkimi krokami ku armagedonowi, którego skutków większość ludzi sobie nie uświadamia. Polecam tę książkę.

  10. Na koniec, w ramach innych poleceń, oto parę przykładowych – wg mojego prawicującego wyboru.
    Skoro wybrałem tematykę głównie polityczno-społeczną, to polecam tych autorów, którzy trafnie przewidują, i to ze sporym wyprzedzeniem, co wydarzy się dalej i jakie konsekwencje ma obecny stan spraw.
    Witold Gadowski (publicysta, pisarz, wydawca, producent filmowy…) trafnie ocenił z wielkim wyprzedzeniem wszystko to, co było przyczyną „pandemii”, kto to napędzał. Z nowszych spraw – podobnie z polityką polską wobec Ukrainy. O tym między innymi jest ostatni (gdy to piszę ) jego „komentarz tygodnia” pt. Zanim nadejdą prawdziwe mafie – https://youtu.be/l51FzDiNaUA?si=C7TRxDVWaPXenIg7.
    Na ogół nie myli się w swoich prognozach i analizach Piotr Wielgucki (Matka Kurka) w codziennych około 20-minutowych pogadankach na YT (1) Polska Chata Biskupin – Matka Kurka nadaje.
    W sprawach globalnych i ich wpływach także na polskie, ciekawe i trzeźwe codzienne audycje nadaje Tomasz Piekielnik (na YT – kanał https://www.youtube.com/@TomaszPiekielnik).
    Z perspektywy ogólniejszej warto wybrać coś z publikacji Bogdana Morkisza bogdanmorkisz.pl (hasło Siewcy prawdy), ma też profil na YT.
    Podobnie Igor Witkowski, autor ok. 100 książek z unikalnymi na poziomie światowym analizami. Publikuje na Facebooku co parę dni ciekawe komentarze, głównie o sytuacji globalnej – patrz https://www.facebook.com/profile.php?id=100063614684543 .  Prawie wszyscy posiadają też swoje profile na X.com. A obecnie ta platforma przekazuje w spolszczonych wersjach bardzo dużo wpisów zagranicznych dopasowanych do profilu danego czytelnika. Ci z Zachodu, którzy poprowadzili świat na manowce, zaczynają widzieć sprawy takimi jakie są, odwracać narrację w kierunku prawdziwie ludzkiej naprawy świata.
    W tej kwestii „królicza nora” dewastacji i kłamstw była znacznie głębsza niż ogół sądzi (jeśli w ogóle). To ujawniają autorzy i platformy bardziej „hermetyczne” i mniej jeszcze znane jak np. UnitedNetwork.earth. Ale to już za duży temat by tutaj go przedstawiać, zatem na tym kończę ten wpis.

    —–
    * Od przybytku złych wieści, ich złego oddziaływania i ilości głowa BOLI.

Mały przerywnik kulturalny

Bogactwo i przepych nie zdobią duszy; 
prawdziwe piękno rośnie w skromności i cnotliwym życiu.
…
Najwyższym dobrem jest duch, który gardzi każdą rzeczą przygodną,
a z samej cnoty czerpie radość.

Seneka (młodszy)

Gdy jesteśmy z żoną większość lata poza Warszawą, co jest przyjemne przez kontakt z przyrodą, względną ciszę, czyste powietrze, leśne wyprawy itp., gdzie nawet telewizja i Internet słabo dociera, to pojawia się także brak kontaktu z kulturą. Oczywiście miejsce sprzyja zagłębieniu się w lekturach, co zawsze praktykujemy, o czym dalej.
Jednak od czasu do czasu trzeba wrócić do miasta „w sprawach” i by zadbać o roślinność w domu, odebrać pocztę, zrobić mniej typowe dla prowincji zakupy itp. Wtedy pojawia się krótkie okienko czasowe, ów „przerywnik”, co maksymalnie chcemy wykorzystać także dla kultury.
Cóż więc to było ostatnio? Nie za wiele – właśnie przez krótkie „okienko”, ale…
1. Lubimy historie filmowe (chociaż nie tylko) z wątkiem podróżniczym, szczególnie takie które pokazują odważne pokonywanie wyzwań, na pograniczu survival thriller (ale nie „filmy akcji” robione dla wątpliwej rozrywki) i podkreślające aspekt duchowego przetrwania i heroizmu (osobiście także dlatego, że sam w młodości podejmowałem śmiałe wyzwania, oczywiście w mniejszym wymiarze, jak np. samotny autostop wokół Europy z groźnymi przygodami). Tak jak np. w filmach Infinite Storm (Małgorzaty Szumowskiej), 6 Below: Miracle on the Mountain (reż. Scott Waugh), Suddenly Alone (oryg. francuski Soudain seuls, reż. Thomas Bidegain) i podobne.
Tym razem był to ponad dwugodzinny obraz pt. „Wędrówka na północ” (reż. Bart Schrijver), w którym dwóch przyjaciół podjęło wyzwanie przejścia górskiej i leśnej trudnej trasy pieszo szkockimi West Highland Way i The Cape Wrath Trail w Szkocji Północnej.  Ok. 600 km. Droga usłana trudnościami, częstymi deszczami, zimnem, błądzeniem oraz dodatkowo nie bez napięć emocjonalnych podróżników. Sukces polegał nie tylko na pokonaniu trudności, ale i na wzajemnym zrozumieniu postaw i odczuć. Polecam.
Ogólnie lubimy filmy przedstawiające różne miejsca świata.
W pewnym stopniu robił to telewizyjny serial „Polacy za granicą”, ale tam dużo więcej mówiło się o ludziach, ich mieszkaniach, jedzeniu itp., a nam było za mało przyrody, zabytków, tras… Z pozytywnych przykładów wg naszego gustu możemy wymienić przyrodnicze filmy z BBC, serię „Ciężarówką przez…” Dawida Andresa itp.

2. „Ogrody muzyczne” i podobne imprezy
Lubiliśmy obejrzeć parę występów na tej corocznej imprezie na dziedzińcu Zamku Królewskiego. W tym roku jednak nie zdążyliśmy przybyć na czas do Warszawy – cykl zakończył się 8 sierpnia. Chcieliśmy np. zobaczyć tytuł „List-Chopin” (7.08) – tę relację artystów pokazywał głośny film „Chopin”, ale to był tylko zarys – chciałoby się poznać więcej o tej przyjaźni i rywalizacji. Ogólnie o tyle mniejsza strata, że coraz częściej (prawie wszystkie) „występy” to filmowe retransmisje, a nie coś na żywo. I to kosztuje …co rok drożej. Nie tylko tam – przykładowo „Prom Kultury” na Saskiej Kępie biletuje słono (50 zł i dużo więcej) już prawie wszystko, chociaż to tylko dzielnicowa placówka publiczna, a nie prywatny teatr.
Wspominam podobną inicjatywę o nazwie „Art Park”, który funkcjonował w centrum, w parku im. Marsz. E. Rydza-Śmigłego przez parę lat i był … darmowy. Dobre zespoły i artyści na żywo, scena zanurzona w przyrodzie – miłe wspomnienia. Niestety zlikwidowany. Mam wrażenie, że owych czasach, gdy prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński, bardziej dbano o publiczny dostęp do kultury.
Gdy to piszę przed nami jeszcze ew. wizyta w ramach festiwalu muzycznego na terenie mokotowskiego Morskiego Oka i Pałacyku Szustra.
Były i małe epizody lokalne, np. https://x.com/etsaman2/status/2088359852984897571.
Najprostszą formą spotkania z kulturą jest odwiedzenie wystaw, a także … spacer wokół miejsc Warszawy, gdzie zabytki, księgarnie, grajek uliczny dają jakąś inspirację lub przeżycie.
Wystawy stałe w muzeach mamy już „zaliczone” wielokrotnie, więc szukamy czegoś nowego i zróżnicowanego.
Z takich właśnie wystaw zdążyliśmy zobaczyć za jednym zamachem trzy w Zachęcie. Mam mieszane uczucia co do tej placówki (patrz np. Banana Story), ale ze względu na małą odległość względem miejsca zamieszkania – próbujemy – może tym razem będzie coś dobrego. W danym przypadku wśród trzech aktualnych wystaw przywabiła nas jedna – „Splot słoneczny” ze względu na bliską nam tematykę lasu, drzew, przyrody. To były instalacje pokazujące śmierć drzew, ale i ich życie podziemne (spreparowane korzenie) oraz impresje związane z żywicą-krwią wielu drzew, główne jako oryginalne reliefy.
Podobnym miejscem jest Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim. Lubimy bywać w tej okolicy, bo blisko są parki, więc łączymy to ze spacerem. Tym razem, z programu już na miejscu (który możesz zobaczyć też na ich stronie www), wywnioskowaliśmy, że wszystkie obecne tamtejsze wystawy są szczególnie wybiórcze, ideologicznie lewicujące i wydziwnione. Przeszła nam ochota by to zobaczyć, zresztą nie pierwszy raz – tak, jak bywało z Zachętą.  Długi spacer w Łazienkach i okolicach był ciekawszy.
Chociaż raczej daleko mi do ideologii i celu ruchu GQ (moda męska, trendy, life style itp.), to na ich stronie jest dział kultury, gdzie można znaleźć czasem coś ciekawego. W realu była to wystawka fotograficzna powiązana z GQ w praskim Koneserze, które to miejsce dość często odwiedzamy. Lubimy balet, który był jednym z głównych tematów zdjęć.
Po wspomnianej pauzie w oglądaniu telewizji ciekawość skierowała nas w kierunku transmisji letnich koncertów, jakie organizują stacje TV w różnych miejscach Polski. Cóż, w większości – żenada. „Dinozaury” estrady, często już bez głosu i z  setnym wykonaniem tego samego, rozrywka może pasująca do miejsc, gdzie w ogóle rzadko coś się dzieje (?), ale słaby poziom artystyczny. Cóż – prosta rozrywka właśnie, niewiele więcej…
W sumie – słabe te wszystkie propozycje na szybki wypad. A są przecież utalentowani i ciekawi artyści – vide  niektórzy (!)  muzycy przedstawiani przez Gabi Drzewiecką w jej tygodniowych, sobotnich audycjach telewizyjnych. Natomiast obejrzeliśmy parę ciekawych programów w kanale Historia.
To tylko tyle, co zmieścimy się w krótkim okienku przed powrotem na działkę. A tam wytrzymamy tak długo jak pogoda i zdrowie pozwoli – na ogół zamykamy sezon przed październikiem.
We wrześniu+ odwiedzimy wystawę z elementami muzycznymi w Muzeum Historii Polski (Cytadela) pod trochę mylącą nazwą „Za czym kolejka ta stoi? PRL w muzycznym zwierciadle”. Ma opowiadać o codzienności, marzeniach, buncie i wyborach Polaków żyjących w latach 1944–1989. 
Nb. czekamy już dwa lata na otwarcie całego muzeum, ale termin wciąż jest dość odległy.
Ostrzymy sobie zęby na szereg innych imprez, w tym teatralnych, ale to jeszcze do ustalenia wg dostępności…
Nie wykluczamy „podróży kulturalnych” do Wrocławia lub Krakowa, bo mamy tam „zaczepienie”.

3. Szersze konteksty kultury. Wypada wspomnieć ostatni wpis Marnotrawstwa ciąg dalszy, zwracając uwagę, że marnotrawstwo ma odniesienie do braku kultury w wielu aspektach. Było tam wiele krytyki postaw, które zasługują na potępienie, ale wkrótce potem odkryłem, że nie tyko ja (co oczywiste), ale i czynniki państwowe reflektują się i wprowadzają wręcz przepisy, które w pewnych przypadkach mogą odwrócić złe trendy. O tym w autokomentarzu do owego wpisu.
Patrz też odnośniki na końcu niniejszego wpisu*
Z kontekstów dość banalnych – także spotkanie z przyjaciółmi w dobrej kawiarni i ciekawa rozmowa, nawet dyskusja, to też cegiełka kultury – miła i pożądana. Tego nam brakowało w lesie…

4. Lektury 
Tu odrywam się sytuacji tytułowego „przerywnika”, ponieważ to temat ogólniejszy. Czytamy dużo, ale tutaj tylko o tym, co jest/było w ostatnim czasie. Mamy z żoną częściowo wspólne zainteresowania , ale i nieco odmienne, co pozwala nam się uzupełniać „dyskusyjnie”. Ja ostatnio nadrobiłem poważną zaległość w postaci powieści/powiastki „Wehikuł czasu” Herberta George’a Wellsa. Lubię dobrą SF, a ta pozycja z 1895 roku to jedna z najważniejszych powieści w historii światowej literatury science fiction, która była inspiracją dla dalszych w tym gatunku. Przedstawia, oprócz wątku przygodowego, wizję rozwoju ludzkości w dalekiej przyszłości – głównie w aspekcie społecznym z próbą wytłumaczenia zjawiska degeneracji ludzkości, co staje się tematem aktualnym i dziś. Pokazuje dokąd zmierza odejście ludzi od trudu życia na korzyść wygody. Widać też, że młody autor podlegał modnej wtedy wśród wielu intelektualistów teorii ewolucji, wizji walki klas, nierówności społecznych, feminizmu. Zwróciłem uwagę na ładny język i dobre tłumaczenie. Książka miała bodajże 2 adaptacje filmowe, w tym jedna z dodanym wątkiem miłosnym.
Przeczytałem tym razem systematycznie, a nie tylko by wybrać jakiś cytat, „Seneka – Myśli” (w opracowaniu Stanisława Stabryły). Wprowadzenie przedstawia życiorys rzymskiego mędrca i wskazuje jak złożoną był osobowością. Faktycznie wiele z myśli Seneki ma znaczenie ponadczasowe.
Typowo wakacyjną pozycją ze względu na lekki i dowcipny język, był „Leksykon niewiedzy” (Kathrin Passing i Aleks Scholz). Najróżniejsze zagadnienia naukowe w popularnym ujęciu, nie zawsze trafne czy aktualne (wyd. z 2007 r.). Ale jakże trafna ogólna myśl – jak wiele jeszcze nie wiemy, a nawet nie wiemy, że nie wiemy.
Jesteśmy obłożeni książkami o profilu społeczno-politycznym, bo lubimy lektury faktu. Jedne przeczytane wcześniej, ale wciąż można wracać do ich pewnych wątków, gdy dostrzega się powiązanie z tym, co się aktualnie dzieje jak np. „(Nie)nasza wojna” Wojciecha Sumlińskiego lub jego „Zapis zarazy 2”.
Inne wyciągnięte z lamusa i jeszcze dotąd nieczytane jak „Wielki przekręt” Kazimierza Z. Poznańskiego (1999r.). Mocne oskarżenia…
Jednak te lektury tutaj pomijam, bo na ogół w większości wychodzą poza sprawy kultury (można jednak podciągnąć te tematyki pod pojęcie „kultury niezależnego myślenia”). Podobnie przeglądamy liczne czasopisma, nie przeczytane jeszcze do końca (archiwalnych nagromadziło się setki). W nich działy kultury (recenzje, polecania, nowe książki…)
Warto  jeszcze raz zauważyć jak w tych książkach i artykułach pewne przepowiednie i opinie sprawdzają się po latach i dlatego poznajemy kto miał rację i kogo warto czytać dalej.
Odkryłem po czasie miesięcznik literacki „Poezja” poświęcony wyłącznie poezji. Był wydawany w latach 1965–1990. Publikowano wiersze polskich i zagranicznych poetów, omówienia, recenzje, wypisy. Wpadł w moje w ręce nr 251 z 1987 r., czyli już tak długo istniał wcześniej, a ja o tym nie wiedziałem.
Czy jego „śmierć” to była oznaka pewnego regresu kultury?
A ja tymczasem coraz bardziej zagłębiam się w poetykę. Miałem wzloty młodzieńcze, a teraz chyba bardziej chodzi o czułość na różne formy piękna. Zacząłem tworzyć domowy zbiorek poetycki – to obecne kilkadziesiąt książeczek i almanachów. We wspomnianym numerze „Poezji” znajduję krótki wiersz Jerzego Harasymowicza jak niżej.

W rogu okna
W nocy –
w rogu okna
gwiazda
nad Rawką
Można przy niej czytać
można iść w góry
znaleźć gwiezdne lasy
Niebo pod poduszką.

Pasuje do moich wzruszeń – mam trzy takie okna przez które oglądam nocne niebo albo skraje leśne. Ilustracja na początku tego wpisu to exlibris, który kiedyś dopasowałem do tego doświadczenia oraz lektur mojego bogatego zbioru książek w domu. Pisałem o tym szerzej kiedyś tutaj.  To dość ciekawe konotacje.
Uważam, że prawdziwa kultura ma silne powiązanie z pięknem i radością, wglądem w ten przymiot w człowieku. Oczywiście w literaturze kontrastujemy to z brakiem piękna, bólem utraty, losem który nas pozbawia pozytywnych wzruszeń – to wszystko jeszcze wzmacnia naszą tęsknotę za pięknem.
Dodam, że wspomniany Seneka łączył estetykę z życiem moralnym, stawiając cnoty człowieczeństwa ponad zmysłowe przyjemności. Dlatego takie motta wpisu. Słowo estetyka obejmuje szerszy zakres – nie tylko piękno jako takie, ale pewien ład, harmonia, porządek, czystość…
Niezależnie o wspomnianego powrotu do miasta, w zakresie kultury z pewną kokieterią informuję, że powstaje kolejny tomik moich wierszy. Będzie się różnił od poprzedniego  6 prób, ponieważ zawiera głównie krótkie i bardzo krótkie formy z niewielką ilością rymowania.
Daję przykład:

Piękno
Wzruszeń unikać
nie muszę
Wsłuchuję się
uchem i duszą
Ciało i myśli
wtórują
piękno porusza
czasem łza…

Co do piękna, to silnie reaguje(my) na muzykę, o czym już było parę zdań. Wspomniany brak telewizji (z powodów technicznych, ale i tak lato to powtórki oraz ogólnie nic ciekawego w programach) i szwankowanie Internetu kompensujemy sobie słuchaniem muzyki w radiu. Ciekawostką jest to, że najbardziej niezawodnie posługujemy się 50-letnim aparatem, bez przestrojenia na obecny zakres fal UKF, więc odbieramy programy na falach długich. Z polskich stacji używa ich Polskie Radio. Niezależnie od uwag krytycznych o tej stacji pod nowym i starym zarządem, trzeba przyznać, że trzyma lepszy poziom w zakresie muzyki niż wiele stacji nastawionych na różne łupu-cupu i nowinki światowe, z których wiele to efemerydy, które ulegną zapomnieniu przez swoją banalność i słabiznę. Tak więc znajdujemy tam utwory i cykle, które wyłapują evergreeny i naprawdę piękne melodie i ciekawych wykonawców.  A także dyskusje, relacje, spotkania z ciekawymi ludźmi kultury (tu trzeba wybierać). Oczywiście, gdy możemy, to trafiamy na ładne utwory  i na innych stacjach, np. RMF Classic, RMF FM, Chilli Zet, Zet, …, ale to na UKF, na małym, ale zawodnym radyjku, w samochodzie i oczywiście w domu. Pojawiają się i tam obiecujący wykonawcy.
I mniej typowe wtrącenie dotyczące piękna… zobaczyliśmy wreszcie nową ulicę Złotą i Zgoda w stolicy. Pięknie to zrobiono – powstał wydłużony ukwiecony i pełen wszelkiej zieleni „deptak” pełen ciekawych zakamarków, lokalików, życia.. W ogóle… Warszawa pięknieje w wielu miejscach. To też przejaw kultury, tej materialnej. 
Wracając do wierszy, polecam jednak ten pierwszy tomik, chociaż mam mieszane uczucia co do jego jakości. Ale może komuś się spodoba.
Podobnie przypominam o moim blogu StefanGarczynski.pl – o pisarzu, publicyście, nauczycielu i niezwykłym człowieku.

Tyle w aspekcie warszawskiego okienka kulturalnego w naszym cyklu lata w lesie. A „prawdziwy” czas kultury zacznie się po jesiennym powrocie do Warszawy, a ona ma sporo do zaoferowania…
Muzy zatańczą.

muzy greckie

—- 

* Temat kultury poruszałem na tym blogu wielokrotnie np.:
Dziewczyna i uśmiercanie kultury?
Kultura na codzień
INTELiGENcJA
Sens życzeń i ich składania
…

Tatuaże

przykłady tatuaży
Przykłady tatuaży ze zdjęć znalezionych przez wyszukiwarkę

Podpadnę WIELU ludziom, ale powiem: Gdy widzę tatuaże mam podejrzenie że tak „ozdobieni” mają jakieś kompleksy, kłopot z poczuciem własnej wartości (chociaż myślą, że to im jej dodaje), byciem sobą, samooceną, poczuciem estetyki (często) – zwłaszcza gdy tatuaże obejmują większość ciała. A może w ogóle z głową? Nie mówiąc o szkodliwości zdrowotnej – jest możliwa, o czym dalej.
Jeśli te „ozdobniki” mają takim osobom pomóc jakoś się spełnić, być manifestem i wyróżnieniem, to są to niskie loty.  Czy tylko tym chcą się pochwalić, bo miewam takie podejrzenia w szeregu przypadków? Maksymalna droga na skróty, bo to nie wymaga wykazania się czymś, nawet odezwania się. Aspekt cywilizacji obrazkowej?  Nie stać ich na coś więcej w pozytywnym sensie?
Częściej raczej przestraszą swoim wyglądem (widziałem dużo gorsze/brzydkie niż te z ww. przykładów) lub wywołają zniesmaczenie. Osobiście wielu mocno wytatuowanych kojarzy mi się z dzikusami – czy to nasza kultura?

Parę dni temu w audycji PR „Jedynka” w ramach cyklu „Tylko szczerze” codziennych dyskusji z udziałem słuchaczy poruszono temat tatuaży. Przez około godzinę zabrało głos kilkanaście osób, na ogół krytycznie. Podejmowano aspekt estetyki, skojarzeń ze światem przestępczym, ingerencji w ciało, skali tej ingerencji (obszar i miejsca pokrytego ciała), mody, nawet aspekty teologiczne. Były też, ale w mniejszości, głosy poparcia – jak można się domyślić od osób, które mają tatuaże, są w jakiejś pop- lub sub-kulturze. Zaproszona pani psycholog, też jakby lekceważyła zagadnienie. Podobnie jak wszyscy, którzy do tatuaży dolepiają różne wspierające ideologie. A nie wszyscy rozumieją sens niektórych symboli.
Bodajże tylko jedna osoba wspomniała o ewentualnych skutkach zdrowotnych, ale ktoś się odezwał, że to bzdura i że nawet lekarz nie miał nic przeciw.
Nie miałem szans włączyć się do rozmowy, ale w konwencji „tylko szczerze” podniósłbym dodatkowo, że gdy człowiek się starzeje, wiotczejąca skóra, inne jej kształty, ew. narośla itp. powodują, że pierwotny obrazek, nawet jeśli dla kogoś był ładny, to przekształca się w jakiś koszmarek.
Przywołałbym sytuację gdy jakaś wytatuowana dziewczyna zakochuje się w mężczyźnie myśląc nawet o ślubie, ale … ów facet jest zdecydowanym przeciwnikiem tatuaży i związek skazany jest na niepowodzenie. Sama dziewczyna zmniejszyła swoje szanse, co może powtórzyć się i przy kolejnych próbach. Bywa, że ktoś w tatuażu zawarł imię pierwszej miłości, ale nic dalej z tego nie wyszło, a to imię będzie niewygodnym tematem przy innych związkach. Podobnie jakieś hasło polityczne czy ideologiczne, które powstało w sposób nieprzemyślany lub okazało się nawet kompromitujące – poglądy, związki, przynależności mogą się zmieniać, tak jak zmienia się świat i jak człowiek dojrzewa. Ponadto to, co młodej osobie się podobało pod względem estetycznym, może przestać się podobać z czasem. Szczególnie razi mnie tatuowanie dzieci – one nie są w stanie same podejmować świadomych decyzji.
W tych wszystkich przypadkach takie świadectwo znaku, stara pieczęć, trwa. To forma stygmatyzacji. Nie zawsze do usunięcia, a jeśli to z trudem i kolejnym nakładem środków i porcją bólu, a nawet dodatkowym obciążeniem organizmu.
Tu wracam do spraw zdrowia.
Wiem, że tatuaże mogą być niebezpieczne, podobnie jak niektóre lakiery do paznokci, kremy itd. (to osobny temat), ale zamiast przypominać sobie, gdzie wielokrotnie o tym czytałem (np. https://dziendobry.tvn.pl/zdrowie/czy-tatuaze-moga-byc-niebezpieczne-st9167350), biorę poniższe podsumowanie AI:

Tak, tatuaże mają wpływ na zdrowie człowieka – głównie potencjalnie negatywny, choć u większości osób poważne problemy nie występują, jeśli procedura jest wykonana w higienicznych warunkach.
[Tutaj od razu wtrącę, że na przykładzie mojej dzielnicy w Warszawie, widzę wysyp punktów usług tatuowania. Nie sądzę by wszystkie spełniały dostatecznie te warunki higieny oraz fachowego podejścia uwzględniającego zagrożenia. Zatem jest to coraz bardziej rozbudowujący się biznes, który wykorzystuje modę i powierzchowne zrozumienie kontekstów, głównie młodych ludzi. To, co możemy znaleźć w sieci to przeważnie reklamy naganiające do wykonania tatuażu w konkretnym studio].
Wpływ obejmuje ryzyka krótkoterminowe (infekcje, alergie) i długoterminowe (przewlekłe stany zapalne, migracja pigmentów, możliwe powiązania z nowotworami). Dowody naukowe są wciąż niepełne, zwłaszcza w kwestii nowotworów, ale rosnąca liczba badań wskazuje na potrzebę ostrożności.

Główne ryzyka krótkoterminowe

Proces tatuażu narusza skórę (igła wbija tusz w skórę właściwą), co otwiera drogę do powikłań:

  • Infekcje skórne i ogólnoustrojowe – bakteryjne (np. Staphylococcus, Pseudomonas), wirusowe (WZW B/C, rzadziej HIV) lub inne. Mogą wynikać z zanieczyszczonego tuszu, niesterylnego sprzętu lub złej higieny. Około 5% osób doświadcza infekcji, a do 10% krótkoterminowych powikłań. Badania pokazują, że nawet nieotwarte tusze (w tym oznaczone jako „sterylne”) bywają zanieczyszczone bakteriami (nawet ~1/3 próbek).
  • Reakcje alergiczne i zapalne – szczególnie na czerwony tusz (rzadziej inne kolory). Objawy: swędzenie, wysypka, grudki; mogą pojawić się lata później. Częste są też ziarniniaki (zapalenie wokół tuszu) i keloidy (przerośnięte blizny).
  • Inne: podrażnienie, obrzęk, ból; rzadko reakcje podczas MRI (pieczenie przez metale w tuszu).

Długoterminowe skutki i wpływ na organizm

Pigmenty nie zostają wyłącznie w skórze – 60–90% może migrować przez układ limfatyczny do węzłów chłonnych, a także do wątroby, śledziony czy płuc. Powoduje to:

  • Przewlekły stan zapalny i wpływ na układ odpornościowy – makrofagi pochłaniają cząsteczki tuszu, co może prowadzić do ich śmierci i utrzymującego się zapalenia. Badania na myszach wskazują na osłabienie odpowiedzi na niektóre szczepionki (np. COVID-19) w miejscu tatuażu oraz możliwe efekty immunotoksyczne. Starsze badania sugerowały nawet pewne „priming” odporności przy wielokrotnych tatuażach, ale nowsze dane wskazują raczej na obciążenie.
  • Toksyczne składniki tuszu – metale ciężkie (nikiel, chrom, ołów, kadm, arsen, które mają różne niekorzystne oddziaływania, zwłaszcza jako neurotoksyny), wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (PAH), aminy aromatyczne. Niektóre są klasyfikowane jako kancerogenne lub potencjalnie kancerogenne (IARC). Mogą uwalniać się pod wpływem UV, laserów czy z czasem.
  • Możliwe powiązania z nowotworami (obserwacyjne, nie udowodniony związek przyczynowy):
    • Chłoniaki (np. ryzyko wyższe o ~21% w szwedzkim badaniu z 2024 r. na ~12 tys. osób; silniejsze w pierwszych 2 latach i po 11+ latach).
    • Czerniak skóry (ryzyko wyższe o ~29% w nowszym badaniu z Lund; inne dane mieszane – niektóre wskazują na wzrost przy dużych tatuażach, inne na brak lub nawet niższe ryzyko).
    • Inne nowotwory skóry (rzadkie przypadki w miejscu tatuażu, zwłaszcza przy czerwonym pigmencie).
    • Tendencje do problemów wątrobowych czy sercowo-naczyniowych w niektórych kohortach (wymaga potwierdzenia).
      IARC i inni eksperci podkreślają, że kancerogenność tatuaży nie jest wykluczona, ale potrzeba więcej długoterminowych badań.

Powikłania występują u części osób (szacunki od kilku do nawet 60–70% łagodnych reakcji w niektórych badaniach), ale poważne są rzadsze. Czerwony tusz i większe/bardziej kolorowe tatuaże wiążą się z wyższym ryzykiem.

Jak zminimalizować ryzyko? [jeśli „musisz” mieć tatuaż]

  • Wybieraj renomowane studio z higienicznymi standardami (sterylne igły jednorazowe, certyfikowane tusze).
  • Unikaj tatuowania znamion, pieprzyków, obszarów z problemami skórnymi.
  • Zaszczep się przeciw WZW B.
  • Pytaj o skład tuszu (w UE obowiązują ograniczenia REACH na szkodliwe substancje od 2022 r.).
  • Dbaj o pielęgnację po zabiegu.
  • Unikaj w ciąży, przy osłabionej odporności lub chorobach skóry.
  • Regularnie sprawdzaj skórę (tatuaż może utrudniać wczesne wykrycie zmian nowotworowych).

Podsumowanie: Tatuaże to trwała interwencja chemiczna i mechaniczna w organizm. Dla większości osób są względnie bezpieczne przy zachowaniu zasad, ale niosą realne ryzyka infekcji, alergii, przewlekłego zapalenia i potencjalnie zwiększonego ryzyka niektórych nowotworów (zwłaszcza chłoniaków). Nie ma „korzyści zdrowotnych” potwierdzonych naukowo – ewentualne efekty immunologiczne są niejednoznaczne. Decyzja powinna być świadoma; w razie wątpliwości skonsultuj się z dermatologiem. Badania trwają (m.in. program IARC).
_____

Tyle AI, ale są i podobne opinie dermatologów, lecz myślę że to wystarczy by zastanowić się przed wykonaniem tatuażu.
Dodam, że nie krytykuję decyzji osób, które zachowują umiar – mały i ładny tatuaż w dyskretnym miejscu, a nawet widoczny, ale delikatny w wymowie i wykonany fachowo nie budzi mojego zniesmaczenia, może być nawet małym dziełem sztuki. A jednocześnie wtedy ryzyko zdrowotne jest znacznie mniejsze niż w przypadkach przeciwnych.

Mały ładny tatuażMały ładny tatuaż