INTELiGENcJA

inteligencja pokoleń vs AI
ilustracja z brief.pl
Susan Sontag

Dlaczego taki dziwny tytuł – wyjaśni się dalej.
Wpis powstaje w wyniku refleksji nad intelektualną kondycją Polaków.
Mówić o różnych rodzajach inteligencji byłoby powtarzaniem spraw znanych.
Tym bardziej, że zarówno przeczytasz o tym w wikipedii i setkach artykułów w sieci, w książkach jak nawet tutaj w przyczynkach – Lapidarnie o mądrości vs inteligencja, Tego nie uczą w szkole, …

Należy jednak wspomnieć o tym znaczeniu „inteligencja”, które odnosi się do warstwy społecznej, którą nominalnie uważa się za intelektualną elitę – ludzi żyjących z pracy umysłowej lub będących od pokoleń w grupie osób intelektualnie przewodzących społeczeństwu. Chociaż mamy też pojęcie intelektualisty (kogoś ze szczególną zdolnością  do krytycznej analizy i syntezy, posiadającego bogatą wiedzę, erudycję), to w klasie społecznej inteligencji właśnie intelektualiści bywają jej liderami.
Są też koncepcje czy zapatrywania, że inteligent, to ktoś z inteligenckiej rodziny od co najmniej paru pokoleń, przy czym chociaż źródło tej nobilitacji może być dyskusyjne, to następne generacje dodawały wartości, która daną rodzinę nobilitowały faktycznie i dawały społeczne uznanie. Zwłaszcza gdy wykształcenie i walory umysłowe kierowały takie osoby ku zaangażowaniu w sprawy publiczne.  I tak często bywało – w postaci piastowanych funkcji w administracji, działalności edukacyjnej, gospodarczej, naukowej,  publicystycznej itp.
W mniej słownikowym znaczeniu przedstawiciel inteligencji to ktoś kulturalny, z dobrymi manierami, nie goniący za karierą, a raczej światły obywatel chcący swoją twórczą pracą umysłową i postawą dawać coś ogółowi lub po prostu dobrze wychować swoje dzieci by miały szacunek do wartości, a często do tradycji rodzinnych i narodowych.
Z tego tytułu także niektórzy przedstawiciele arystokracji byli i nadal są zaliczani do inteligencji, ale nie zawsze, np. gdy nad wykształceniem i kulturą górowały zapędy ciemiężenia niżej urodzonych lub biedniejszych, wywyższania się bez pozytywnych przymiotów charakteru.
Zatem od tego schematu nobliwej inteligencji są odstępstwa. Do inteligencji zaliczają osoby uprawiające zawody prawników, lekarzy, nauczycieli, inżynierów, artystów, część duchowieństwa i oficerów wojskowych – zwłaszcza gdy te dziedziny są uprawiane w rodzinach od paru pokoleń. Ale to nie zawsze idzie w parze z kulturą czy – paradoksalnie – z postawą prospołeczną.  Szczególnie zawody korporacyjne są poddane wewnętrznemu konformizmowi i hermetyczności, co potrafi zniszczyć dobrą opinię o jej reprezentantach. Zapewne skojarzysz to z niską obecnie oceną niektórych sędziów czy lekarzy.  Chociaż każdy ma, a nawet powinien mieć poglądy polityczne, to nie powinny one zniekształcać misji zawodu zaufania publicznego. Np. przystępowanie do partii grozi tym, że dobro wspólne schodzi na drugi plan, wobec interesu partii oraz powstaje zawężenie percepcji i rozumienia tego, co jest udziałem ludzi o innych poglądach. To zawężenie powstaje też przez zbytnią specjalizację zawodową. Niestety w tym kierunku poszły współczesne zawody – ich reprezentanci tracą pełniejszy obraz świata.
Wiele o tym pisałem na przykładzie specjalizacji medycznych, których przedstawiciele nie widzą człowieka jako całości a nawet nie kojarzą danych innych specjalności ze swoją.
Nie będę tego rozwijał szczegółowo, ale to dobry materiał ilustracyjny.
Wreszcie, niektórzy intelektualiści, których można zaliczyć do inteligencji z racji rodzinnych tradycji, erudycji czy pozycji „autorytetu”,  bywają osobami o niskiej kulturze, o psychopatycznych skłonnościach lub działających przeciw dobru ludzi. Możemy przykładowo zastosować etykietkę szalonego naukowca lub adwokata, który broni przestępców nie z urzędu, ale dla korzyści materialnych lub politycznych. To tylko przykłady. Wiadomo też, że wykształcenie to jeszcze nie mądrość ani prawość.

Po tym zarysie ogólnym warto spojrzeć na polską inteligencję z perspektywy jej losu przez ostatnie ok. 300 lat. Polska była w tym czasie ciągle polem obcych wpływów – wrogów i okupantów, którzy wiedzieli że zapanować nad ofiarą najlepiej jest przez psucie i eliminację jej głowy.  I tak korumpowano słabsze jednostki elity, snuto intrygi, napuszczano jednych na drugich lub fizycznie eliminowano. Tak było pod zaborami, w wojnach, za okupacji niemieckiej i w PRLu (ale czy i dzisiaj nie widzimy podobnych zachowań?).
Zaborcy przekupywali, indoktrynowali i zastraszali jednostki mogące mieć wpływ na siłę państwa, a osoby o postawach patriotycznych karali – wyzuwanie z majątku, zsyłki na Sybir więzienie lub śmierć. Podobnie pod zaborami anglosaskimi a potem w gehennie hitlerowskiej oraz podczas prześladowań sowieckich na kresach wschodnich oraz w pierwszych latach po wojnie. Oprócz strat w wyniku samych operacji wojennych, polska inteligencja została bardzo przerzedzona celowymi akcjami likwidacji tej klasy społecznej.
W PRLu zawzięto się na inteligencję z pobudek politycznych i ideologicznych – była deprecjonowana, szykanowana, piętnowana i dalej eliminowana.
W to miejsce tworzono nowe pseudoelity z tzw. awansu społecznego spośród robotników, chłopstwa a nawet różnej maści kolaborantów z wrogami. Oczywiście to pochodzenie  nie przekreślało istnienia odsetka jednostek o naturalnych talentach i pracowitych (zawsze tak jest w społeczeństwach), ale były one już obciążone zobowiązaniami wobec partii i wychowane w duchu braku szacunku do wartości inteligencji przedwojennej. Niestety, z tej rzeszy wywodzi się w kolejnych pokoleniach znaczna część tej grupy, która dziś pretenduje do rządu dusz i bycia inteligencją wg klasycznego ujęcia.
Z jednej strony, bycie inteligentem w PRLu nie przynosiło ani przywilejów ani profitów (oprócz funkcjonariuszy aparatu państwowego i pochlebców), a z drugiej – nowa klasa była coraz liczniejsza i przez to mniej elitarna. Te okoliczności sprzyjały podatności jednostek na ich przekupywanie dla lepszych zarobków i pozycji zawodowej. To zepsuło wielu – kariera na pierwszy plan, etos zawodu i etyka na dalszy, a nawet daleki. Z punktu widzenia prymitywnej definicji inteligencji intelektualnej (zdolność do adaptacji) – mogą się usprawiedliwiać postępowaniem racjonalnym, ale to nie jest etos klasy inteligenckiej.

I tak urosła nam klasa podatna na naciski polityków, lobbystów, goniąca za dobrem swoim a nie społecznym. Wzrost zarobków rozbudza aspiracje, życie ponad stan, a jednocześnie powoduje zadłużanie się w bankach, a w rezultacie jeszcze większe uzależnienie.

To zaprzedanie ostatnio widać wyraźnie wśród personelu medycznego, który dla sowitych  bonusów porzucił empatię dla pacjentów i któremu przedłużanie „pandemii” jest na rękę.
Ogólnie można powiedzieć, że Covid-19, jak mówią, ujawnił kto jest kim.
Pokazało swoje oblicze wielu, zamordystów, wręcz sanitarnych faszystów i sadystów, objawiła się głupota nie tylko zwykłych obywateli ale polityków, dziennikarzy a nawet sporej ilości wyższej kadry medycznej. Co za upadek tych, których uważa się za inteligencję!
Zaszczepieni żądają ostrych sankcji dla niezaszczepionych, skłócają wewnętrznie nawet rodziny. Ani to mądre (bez podstaw merytorycznych i prawnych), ani licujące z głoszonymi pobudkami humanistycznymi.
Widzę w tym wpływ głębokiego wypaczenia moralnego, które od dziesięcioleci jest skrycie i jawnie forsowane zarówno przez destrukcyjne ideologie jak i działania wrogich Polsce sił. Te siły mogą mieć wewnętrzną reprezentację. Do służby publicznej angażowani są coraz mniej odpowiedni ludzie – kwalifikacje „techniczne” to za mało.
Widzi się systematycznie obniżanie poziomu szkolnictwa na wielu poziomach, ogłupianie młodzieży i kierowanie jej w kierunku materializmu, hedonizmu, zepsucia moralnego, etyki sytuacyjnej, bylejakości, świata wirtualnego oderwanego od rzeczywistości. Coraz mniej ludzkiej inteligencji na rzecz sztucznej. Nie wyrośnie z tego podejścia autentyczna klasa inteligencji.
W tygodniku „doRzeczy” od dawna jest cykl satyrycznych artykułów pt. „Młodzi, wykształceni i z miejskich ośrodków”, który w swej karykaturze dość celnie pokazuje jak tacy młodzi ludzie  postrzegają świat, gdzie króluje płytkość, podatność na lewackie ideologie, zwłaszcza LGBT, i wszystko co wskrzesza komunizm, ślepy ekologizm, naiwność wiary w autorytety, ale tylko własne.
Co do autorytetów to mam dość radykalne podejście – nie dowierzam. Widzę to szczególnie w „działce” zdrowotnej, którą od dłuższego czasu śledzę i omawiam. Pozorność autorytetu Horbanów, Pyrciów, Simonow itp. zadaniowców covidowych jest dość powszechnie znana a nawet wykpiwana, ale problem jest głębszy.
Jest tu parę aspektów, które są kolejną ilustracją zaniku inteligencji – tej zarówno mierzonej przez IQ,  jak i klasy społecznej.
Medycyna jest zepsuta przez podejście rockefellerowskie – to proces konsekwentnie realizowany od ok. 100 lat. Stąd już co najmniej 3 pokolenia lekarzy, naukowców, farmaceutów i działaczy służby zdrowia idące na lep pseudonaukowości na usługach  biznesu farmaceutycznego. Znów – nie będę tego rozwijał – pisałem na ten temat wielokrotnie tutaj i na LepszeZdrowie.info. Tylko jako jeden mały przykład ilustrujący przytoczę wpis Naukowcy. To było jednak pisane przed Covid 19. Później pojawiło się tyle kłamstw i ignorancji w medialnym obiegu, że zaufanie do autorytetów legło w gruzach. Tragedią jest, że nie dla większości adoratorów głównego nurtu – mimo ewidentnych bzdur i manipulacji. A jeszcze większą, że ta ignorancja udziela się nawet skądinąd ludziom wysoce wykształconym i mądrym na ich polach działalności.
Wierzą w to, co mówi telewizja, na równi z ludźmi o wąskich horyzontach i nikłym wykształceniu. Wśród nich szczególnie butni są ci najmłodsi profesorowie i doradcy rządowi, mimo że nie mają jeszcze doświadczenia zawodowego i życiowego. Ani chęci poznania czegoś spoza głównej narracji tej wg „jedynej słusznej prawdy”. To dość charakterystyczne dla nominowanych neofitów jakiejś dziedziny, którzy chcą się wykazać.
Czasem nasuwa się powiedzenie:
Zabiliby się gdyby spadli z poziomu swojego ego do poziomu własnego IQ.
Niedawno słuchałem wykładu z Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie rektor komentujący wykład nazywał oponentów wątpliwego w swych racjach prelegenta płaskoziemcami, a zgromadzona grupa słuchaczy-naukowców mu przyklaskiwała.
Smutny obrazek – nie nazwałbym tej grupy ani inteligencją ani ludźmi inteligentnymi. Czyż akademia nie powinna być – zgodnie ze starą tradycją, miejscem dyskusji i wolności słowa? Trzeźwiejsi i mniej zindoktrynowani są jak przysłowiowi wołający na puszczy, a gdy namierzeni – upokarzani za swe myślozbrodnie.
Nie jest też inteligentne i pasujące do misji inteligencji olbrzymie marnotrawstwo dobra wspólnego, co obserwujemy w ostatnich latach w niepotrzebnych działaniach gospodarczych, a szczególnie w psuciu przedsiębiorczości zbędnymi zarządzeniami epidemicznymi. Jednocześnie przez wydatkowanie z podatków miliardów na nieskuteczne szczepienia i całą otoczkę sanitaryzmu. Długo by o tym mówić i często się mówi.
Co do szczepień, a właściwie ich nowej generacji (mRNA), mam również radykalne zdanie i potrafię to uzasadnić.  To ogłupienie (wg powiedzonka Stanisława Michalkiewicza planowe „duraczenie”) ludzi a nawet wielu influencerów i „autorytetów” przybrało olbrzymią skalę i to globalnie. Skracając ten wątek  – można spojrzeć na ok. 50 książek o covid.
Rzecz polega na sięgnięciu do natury tych „szczepień” i genezy całego zjawiska.
Jeszcze podam pewien przykład jak ogłupienie manifestuje się w praktyce.
Miasteczko Podkowa Leśna, które znam i które jest uznawane za inteligenckie od czasów jeszcze przedwojennych, zasłynęło jako najbardziej „wyszczepiona” gmina w Polsce.
I, jak się potem okazało … z najwyższym odsetkiem zakażeń, cokolwiek to miałoby znaczyć.
Smutny obraz.

Na koniec powrócę do tytułu wpisu. Lubię bawić się słowami, tutaj chodzi o takie rozbicie
INTEL i GEN c JA:

INTEL – w języku angielskim jest skrótem słowa intelligence, zwłaszcza w odniesieniu do wywiadu* wojskowego i służb, które badają, śledzą i przewidują wydarzenia, co wymaga inteligencji i poprawnego wnioskowania.
GEN – niektórzy mają dociekliwość i umiejętności badawcze jakby w genach.
JA – tu zadaję sobie pytanie: jak JA mam się do poruszonego tematu.

Trochę więc o tym. Nie tyle by jakoś się eksponować, ale by uzasadnić dlaczego mogę się na temat inteligencji wypowiedzieć.
Nie mogę sobie odmówić przynależności do tzw. inteligencji – z racji wielowiekowej tradycji rodzinnej, w której były postacie dobrze wykształcone, kulturalne, uzdolnione artystycznie, z zasługami dla niepodległości, pełniące funkcje publiczne a jednocześnie osoby skromne.  Ja sam mam tytuł naukowy, chociaż nie to jest ważne, bo przede wszystkim wieloletnia praca dla nauki dała mi szkołę myślenia i dociekliwości. Mimo emerytury od wielu lat jestem aktywny (na swoją miarę) w działaniach, które uważam za pro publico bono – nie patrząc na korzyści materialne.

Jestem szczęśliwy, że z żoną podzielamy zainteresowania i wspólnie staramy się uświadamiać ludziom to, co w naszym przekonaniu jest dla nich dobre.
A skąd bierzemy to przekonanie? Nie tylko z mnóstwa lektur i przekazów źródłowych*, ale i ze stosowania tego, co można nazwać kryteriami prawdy.  I z szacunku do wartości, jakie przekazali nam nasi nauczyciele.
Przy tej okazji wspomnę też o stronie www.StefanGarczynski.pl gdzie wskrzeszam pamięć i prace jednego z nich – pisarza i dydaktyka. Polecam uwadze osób, dla których polska kultura jest ważna.

________
* Tak się składa, że mam też dostęp do szczególnych źródeł, w tym do tych informacji Global Intelligence Agency (GIA), które są ujawniane publicznie (część, która może być udostępniona na danym etapie). Ta agencja, działająca w tle i będąca ponad wszystkimi innymi agencjami na świecie, od pewnego czasu działa w ramach Global Peace and Restoration Consortium (GPRC) i na rzecz odzyskania suwerenności ludzi.
Jakkolwiek to brzmi tajemniczo i wielu nie jest w stanie w to uwierzyć (sam mam jeszcze pewne wątpliwości), to ich działania i komunikaty zgadzają się z tym, co donoszą inni obserwatorzy ukrytej sceny wydarzeń. W szczególności dowodzą o sztucznej i destrukcyjnej naturze obecnych „szczepień”, co obecnie dostrzegają też niezależni badacze. A to upewnia mnie, że myśląc podobnie niekoniecznie błądzę…

Witamy rok 2022 z nadzieją

Los spełnia nasze życzenia, ale na swój sposób,
żeby móc nam dać coś ponad życzenie.
Johann Wolfgang Goethe

Po życzeniach świątecznych i zapowiedziach we wpisie Przed dobrą nowiną
czas na powitanie Nowego Roku. 
Oto krótkie życzenia

NewYear2022

Jak widzisz – jestem dobrej myśli, że 2022 będzie lepszy.
Wrzody obecnej sytuacji, ciągnące się wyraźnie już dwa lata, a tak naprawdę narastające dużo dłużej, muszą pęknąć.
I pękają.
Zajmuję się głównie aspektem zdrowotnym, C19 jest tu tylko emanacją większego problemu. W poprzednim wpisie zapowiadałem tę pierwszą część nowości grudniowych w ramach mojej strony Lepsze Zdrowie.
Przypomnę, że oprócz życzeń na Boże Narodzenie te nowości zawierały właśnie pozytywne informacje z kraju i ze świata, było o wyciszeniu i rodzinnej tolerancji, o lekturach i prezentach na Święta oraz o przesileniu – nie tylko zimowym. Na końcu było ważne i pilne ostrzeżenie, które i teraz powtórzyłem.
Pojawiła się druga część nowości z następującym intro

Od dalszych przykładów błędów działań pandemicznych (medycznych i sanitaryzmu), do pakietu dobrych wiadomości, które zapowiadają przełom dla wolności i zdrowia w 2022 roku.

W sumie sporo materiału – więcej niż zamierzałem w zabieganym czasie, ale i tak to ułamek tego, co można powiedzieć. W sieci jest mnóstwo informacji pokazujących jak media głównego nurtu są na usługach „biznesu pandemicznego”, bo i im się płaci z kroci zysków tego biznesu. Ale nie tylko o biznes chodzi. Toczy się walka o przetrwanie, o rządy dusz, o przyszłość.
I pod tym względem – chociaż walka jest trudna, wierzę że wolna ludzkość zwycięży i już zwycięża. Zapraszam do paru przyczynków do tej wizji wymienionych we wspomnianych nowościach na Lepsze Zdrowie. Myślę, że walorem wpisu jest to, że podaje zarys rozwiązań, gdy inne miejsca raczej skupiają się na pokazywaniu samych anomalii i na „darciu szat”.

Tamtejsze życzenia noworoczne zawarłem w poniższym, podobnym do poprzedniego,  obrazku – są to jednocześnie życzenia dla Ciebie, w których zmieść swoje osobiste pragnienia i oczekiwania.
Zdrowia i Wolności!

365.3

PS. Przy okazji życzeń i o nich samych, przypominam tutejszy wpis z 2010 roku 
Sens życzeń i ich składania. Zajrzyj, proszę. To o roli intencji i starań…

 

 

Generalia i didaskalia

checklista-fotolia-30956794-xs,2929,res310


Komu czas się dłuży, temu życie skraca
.
Janusz Kapusta

Czasami traktuję to miejsce jak stronę z artykułami (dość powszechna praktyka wykorzystywania wordpressa), kiedy indziej jako osobisty blog, coś bardziej na kształt pamiętnika i luźnych notek (lapidaria) na różne tematy.
Tym razem właśnie to drugie.
Paru znajomych pytało mnie – „co ty właściwie robisz, że ciągle nie masz czasu?”
Ten wpis może mnie częściowo także usprawiedliwi że zalegam z różnymi pogłębionymi odpowiedziami i komentarzami – bez obrazy – to nie są sprawy ważne dla mnie a może i w ogóle na teraz. 
Poświęcam czas „pracom własnym”, które po części jakoś mnie wyrażają, składają się na życiowe cele, oraz potrzebnemu równolegle czynnemu dbaniu o zdrowie i rekreację – fizyczną (spacery, wycieczki, wysiłek) i intelektualną – lektury, kultura.  Bez tego inne działania będą kulały.

Ujawnię tu kronikarsko pewne elementy – na przykładzie niektórych wydarzeń listopada oraz spraw „na warsztacie”.
Można je potraktować jako życiowe didaskalia potrzebne by przynajmniej częściowo zrealizować pewne generalia – o czym na końcu.
Im człowiek starszy, tym bardziej czas przyspiesza, tym mniej go pozostaje na realizację tego, co chciałoby się zrobić. A do tego dokłada się to, jak świat coraz bardziej pędzi i jak rośnie lawinowo ilość informacji.
Przeglądam kalendarz – gąszcz, że ledwie mogę pewne notki odczytać. Odhaczam sprawy załatwione i zalegające. Nie chciałbym na następny rok powiększać bagażu tych zaległości. Cierpliwie robię sobie w excelu tabelę z podziałem na kategorie, ważność,  pilność i jeszcze pare wyróżników. Na dziś 370 pozycji. Mam parę aplikacji typu toodledo, ale nie pasują mi tak dobrze jak własny projekt. Do tego dochodzi zestaw prawie 100 stron w sieci, do których chciałbym/powinienem? zajrzeć oraz narastająca ilość zakładek na twitterze i innych miejscach. Chyba bez tych porządków pogubiłbym się z kretesem. 
Podobnie mam z domową biblioteką – książki już poutykane gdzie się da, także w piwnicy.
Tutaj pomaga mi dość fajna aplikacja w telefonie Moja biblioteka (My Library), która skanuje kod kreskowy i pozostałe dane wprowadza z automatu na bazie zapisu ISBN. Szkopuł polega na tym, że nie wszystkie kody są rozpoznawane, a starsze książki w ogóle go nie mają. Tu czeka mnie niestety duża praca ręczna. Cel tego wszystkiego to porządek, który pozwoli mi zarówno ogarnąć co mam, jak i ew. umieścić wszystko fizycznie w wybranych miejscach wg kategorii. Już nie będę tracił czasu na domyślanie się i szukanie, co gdzie się znajduje. Ale trzeba będzie kupić nowy regał(y) i nieźle się nadźwigać, by wszystko odpowiednio poustawiać.
Starszą namiastką tej inicjatywy jest mój prywatny zbiorek książek o zdrowiu, którego spis umieściłem w  Biblioteczce zdrowia w ramach strony LepszeZdrowie.info.
Kolejnym dużym wyzwaniem jest aktualizacja, a właściwie modernizacja wymienionej  strony. Aż dreszcz mnie przechodzi gdy pomyślę o skali pracy. Zasób strony jest w pewnym sensie sporym dorobkiem, który warto zachować, a jeszcze bardziej udostępnić szerzej. Niestety ze względu na starszą technologię ma ona szereg ułomności funkcjonalnych i estetycznych.
W szczególności artykuły są dostosowane do czytania na komputerze, natomiast na telefonach i innych urządzeniach mobilnych nie ma dopasowania szerokości widoku. W tej sytuacji ułatwia trochę czytanie w układzie poziomym, ale i tak to zniechęca czytelników, którzy wg statystyk docierają do stron głównie via telefon.
Sprawa jest trudna technicznie i czasowo – trzeba „przełożyć” ponad 800 podstron i materiałów, z czym wiąże się długi szereg szczegółowych działań. 
Przymiarkę (wariant koncepcji) nowego wyglądu możesz zobaczyć tutaj (adres roboczy).

Prace będą składały się z dwóch głównych etapów.

A Przegląd obecnej strony i wprowadzenie szeregu poprawek, uzupełnień i aktualizacji.

B Przełożenie serwisu na nową platformę (najprawdopodobniej WordPress).

Czynności etapu A opisałem w notatce Nowa postać serwisu i stopniowo realizuję (jestem jednak na początku), czas zakończenia to … może pół roku, jeśli będę to robił codziennie.
Co do etapu B – na razie jest w szkicach (koncepcja i metoda), więc nie ma co o tym tu mówić.

A propos tej strony – jak co miesiąc, zrobiłem resume listopada (Nowości zdrowotne listopad 2021). Telegraficznie: Dobre rady na sezon grypowy i C19, głosy za opanowaniem opresji i skutków epidemii, niepokojące wieści medyczne które powinny alarmować, komisje śledcze i oddolne akcje dla powrotu do normalności.

Kolejna duża praca to (już tu wspominane) pisanie książki o roboczym, nieco tajemniczym tytule Panorama dotyku. Zaczęta była co najmniej 4 lata temu, ale redakcja była zatrzymana ze względu na kolejne odkrycia i dochodzące przyczynki. Materiału mam na ok. 400 stron – za dużo. Chciałbym zejść do 150 ze względu na czytelnika, ale to trudne wybory i pewnego rodzaju sztuka. 

Oczywiście życie wplata w te czynności szereg powinności dnia codziennego. Sprawy rodzinne, (np. opieka nad 94-letnią teściową), aprowizacja, sprzątanie, rachunki, przeglądy techniczne i reperacje, lekarskie badania diagnostyczne, dentysta, itp. itd – każdy to ma.
I zaległości – o których wspomniałem na wstępie.
Dochodzą przyjemne i kuszące rozpraszacze – związane z zainteresowaniami. 
Myślę, że odcinanie się od szerszych zainteresowań, byłoby psychicznie szkodliwe.

Przykładowo, jako inżyniera zawsze pociągała mnie matematyka.
Nie każdy wie, że Janusz Kapusta, znany głównie jako grafik,  ma unikalne osiągnięcia w zakresie ZŁOTEJ PROPORCJI. Zobacz np.
https://obieg.u-jazdowski.pl/numery/piekno-u-bram/boska-proporcja-trzecie-odkrycie-
Nie powstrzymam się od zacytowania jego twierdzenia (odkrycie, na które nikt nie wpadł od czasów Pitagorasa):

Jeżeli w trójkąt równoramienny o podstawie 1 i wysokości 1 wpisze się koło, to jego średnica będzie w złotym podziale w stosunku do podstawy (i wysokości) tego trójkąta.

To twierdzenie ma wiele implikacji dotyczących tzw. proporcji srebrnych, złotych kwadratów itp. Złota proporcja okazuje się matematyczną esencją wszechświata.
I jeszcze piękne równanie na wyliczenie niewymiernej liczby Fi (złotego podziału):

(1-a)/a = a

Janusza Kapustę podziwiam także za złote myśli towarzyszące jego rysunkom (patrz przykład umieszczony w motto). Zatem podziwiam go potrójnie, bo i za to odkrycie matematyczne i za jego drogę życiową (od małej wioski do sławy światowej) – pełną dokonań (np. k-dron) i uznania różnych ciał naukowych i artystycznych. 

Wracając do moich prac i tego, co jest przedmiotem ww. nowości na LepszeZdrowie, to oczywiście tylko wybór z bardzo dużej ilości przeczytanych i wysłuchanych materiałów. Podziwiam Jerzego Ziębę, że przy jego ilości zajęć, dwa razy dziennie (prawie bez wyjątku) poświęca po ok. 1,5 godziny na spotkania on-line z czytelnikami/słuchaczami/sympatykami. Wieczorem o 21 jest to często prelekcja na wybrany temat zdrowotny, aktualności i odpowiedzi na pytania, a o g. 13  – swobodne spotkanie „przy kawie” na różne tematy. Generalnie zabiera głos nie tylko w sprawach zdrowie, jak każdy obywatel. 
Na razie odbywa się to głównie tutaj  (ze względu na brak cenzury i możliwość czatu), docelowo będzie na stronie autora, przy czym już teraz zawsze te audycje biegną równolegle w obu miejscach. Zaletą strony autorskiej jest, że nie trzeba się tam ani rejestrować ani logować. A jak się tam dostać do tych live? – pod fotografią J. Zięby wystarczy nacisnąć przycisk live – przekierowuje do aktualnej transmisji i archiwum.
Warto zaglądać – Jerzy otwiera oczy na wiele absurdów działań i postaw, także głupotę – czasem nie do uwierzenia jak wielkich i szkodliwych.

Powoli przechodzę do wspomnianych generaliów.
Powyższe sprawy to były osobiste, lokalne rzeczy, narzędzia. Ważniejszy jest społeczny, szeroki obraz tego, co się dzieje.
Otóż jesteśmy na wojnie – wojnie globalnej nowego typu, zwanej czasem hybrydową, ale jej natura jest głębsza – to wojna o ludzkość – ludzkie dusze, wartości, przyszłość.
Z jednej strony – niespotykana w dziejach skala opresji, manipulacji a nawet zdziczenia, z drugiej – prawdopodobnie przełomowy czas i szansa, by ludzkość wyzwoliła się z wielowiekowej dominacji sił zniewolenia i wyzysku. 
Obecna „pandemia” jest jednym z paru narzędzi tego zniewolenia – tworem sztucznym, co nie umniejsza szkodliwości i ważności, a nawet potęguje te aspekty. Nowości na Lepsze Zdrowie pokazują część tych środków i manipulacji. Podobnie i dobitnie wykazuje to J. Zięba i wielu innych demaskatorów na świecie i w Polsce – i o tym też jest na mojej stronie. Chociaż znam osobiście 44 książki o „pandemii” i covid-19, to by poznać kwintesencję operacji, przy czyimś braku czasu na więcej lektur, polecam książkę „Covid-19 Globalna mistyfikacja” Józefa Białka. Nakreśla historycznie cały plan, jego przygotowanie, realizację i działania towarzyszące. 
Wprowadzanie Nowego Porządku Świata (NWO) zmierza do całkowitej kontroli społeczeństw przez wąską grupę władzy psychopatów, którzy od stuleci, jeśli nie tysiącleci, podporządkowują słabszych. Droga biegnie przez eliminację materialnego pieniądza, dominację finansową i polityczną, pełną inwigilację i kontrolę, w której COVID (Certificate Of Vaccination ID) odgrywa znaczącą rolę, eliminację wartości i osobowości, transhumanizm, znaczną depopulację, rząd światowy, likwidację państw narodowych, rolnictwo i przemysł podporządkowane nielicznym globalnym kartelom, sianie dezinformacji, itd.
Ci, którzy dostrzegli ten złowieszczy plan – organizują się i zaczęli działać – mimo pozornie straconej pozycji. W generaliach widzę swoją rolę w tym ruchu oporu i działania.
Wszystko inne schodzi teraz na drugi plan i dalsze poziomy pod względem wagi.
Już jestem w tym ruchu – na ile potrafię i mogę. Część działań jest poufnych. Jestem na osobistej i tej wspólnej wojnie. Zatem bez pardonu będę ukazywał brud i nikczemność działań psychopatów, także czynów ich nieświadomych pomagierów – ku ich uświadomieniu (brzmi to patetycznie, ale to jest i samozagrzewanie się do działań).
Jednocześnie nawet ważniejsze jest pokazywanie rozwiązań, a nie samo obnażanie i utyskiwanie  – jak jest źle. Powtarzam się z tą myślą w wielu miejscach – trzeba – dla realnej zmiany i podtrzymania nadziei na lepsze (właśnie m.in. pokazuje to J. Zięba).
Niestety zewsząd widzę załamanie i twierdzenia, że „już nigdy z tego nie wyjdziemy”, „świat będzie już na zawsze inny”, „musimy przywyknąć” itp. To defetyzm i mała wyobraźnia. 
Tak się nie stanie jeśli ludzie stawią opór i określą odważnie i z wizją jakiego świata chcą.
Swoje nadzieje w dużym stopniu opieram na ruchu Life Force (już o nim było tu parokrotnie), a w szczególności w jego postępie ogarniającym coraz więcej sfer życia i regionów świata. Patrz na stosunkowo nowej stronie www.GPRC.global  (Global Peace and Restoration Consortium) – nowe organizacje i wieści. Także warto spojrzeć na
https://globalintelligence.agency/ – ich rozkazy jak np.
https://globalintelligence.agency/?p=430 będą miały zasięg globalny i w miarę potrzeby egzekwowane przez GIA https://gprc.global/2021/09/26/gia-protecting-peace-instead-of-taking-a-piece/.
Równolegle inni komunikują podobne czystki i zmiany wśród naszych ciemiężycieli. Nawet jeśli nie dowierzać wszystkiemu, co podaje co tydzień Benjamin Fulford, to niewątpliwie dużo dzieje się za kurtyną wielkiej polityki – o czym na razie cicho w głównych mediach, bo te są w rękach publicznego wroga, a pewne sprawy nie są jeszcze znane nawet wielu politykom.
Patrz np. ostatni (gdy to piszę) raport https://prepareforchange.net/2021/12/02/benjamin-fulford-11-29-21-report-babylon-will-babble-on-but-to-no-avail/  (podane jest tam źródło dla poniedziałkowych nowości i czwartkowych aktualizacji).

Gdyby te wieści były pospieszne i nadinterpretowane, to i tak świat nie ma innej drogi niż wyzwolenie się, bo inaczej czeka nas fizyczna zagłada. Ludzie mają moc większą niż przypuszczają, chociaż sporo jeszcze jest do zrobienia ze zniewoloną mentalnością i naszymi nawykami formowanymi przez propagandę, fałszywe idee i rezygnację z ambicji.
I to jest kolejne DUŻE zadanie – zaczynając od siebie – iść z tym w świat. 
Let’s change the world! 

PS. Uwaga techniczna. Ilość spraw i wynikający stąd pośpiech powoduje, że popełniam błędy. Pierwsza wersja idzie z automatu mailem do abonentów, ale późniejsze ew. poprawki  – nie, zatem preferowane jest oglądanie wpisu tutaj na stronie by zobaczyć wersję końcową.

Abp Viganò: „pandemiczny Sanhedryn” buduje „labirynt” kłamstw w sprawie COVID

Featured Image

Ważne kolejne wystąpienie abp Carlo Maria Viganò: „Pandemiczny Sanhedryn” buduje labirynt kłamstw w sprawie COVID.
Poniżej tłumaczenie tego przemówienia, które wygłosił do zgromadzonych w Rzymie i w całych Włoszech w ubiegłą sobotę.
„Wychodźmy z labiryntu świadomi, że trwa wojna światowa, toczona bronią niekonwencjonalną”

forumdlazycia lifeStyl

(LifeSiteNews) – Poniżej publikacja tłumaczenie przemówienia arcybiskupa Carlo Maria Viganò, które wygłosił do  zgromadzonych w Rzymie i w całych Włoszech w sobotę.

View original post 2 339 słów więcej

Czy wiemy czym jest rozwój?

Może być zdjęciem przedstawiającym przyroda, kolej i tekst „www.igorwitkowski.com”Ilustracja ze strony I. Witkowskiego

W poprzednim wpisie wspomniałem o grupie na FB Rozwój i efektywność, jaką kiedyś założyłem.
Dziś umieściłem tam poniższy krótki wpis, by zwrócić uwagę na ważny powód obecnego kryzysu na świecie.
—-
Rozwój ma wiele oblicz. Można go rozumieć jako opanowywanie i doskonalenie nowych umiejętności i podnoszenie kwalifikacji. Można na to jednak spojrzeć szerzej z punktu widzenia czym w ogóle jest rozwój, w tym lepsze rozumienie siebie i świata. Warto tu zastosować też ujęcie historyczne i kulturowe.
Igor Witkowski poświęcił takiemu podejściu szereg książek z serii „Instrukcje przebudzenia„, gdzie sięgając bardzo głęboko pokazał ewolucję poglądów na rozwój i jego meandry. Dochodzi do wniosku, że obecny głęboki kryzys na świecie bierze się głównie stąd, że ludzie nie rozumieją na czym rozwój polega. Jest to bardzo groźne i może doprowadzić do załamania cywilizacji.
Około trzy lata temu zrobiłem krótki przegląd tych książek – https://nextboox.blogspot.com/2018/11/igor-witkowski-i-jego-ksiazki.html, ale od tamtego czasu pojawiło się sporo dalszych. 
Tamże omówiłem później jeszcze jedną z nich  – Przemiany dla przyszłości.
Warto sięgnąć, szczególnie do ostatnich, by zrozumieć tezę autora, ale także to, co się obecnie dzieje (politycznie, kulturowo, ekonomicznie, w nauce) jako skutek tego niezrozumienia.
Na FB autor ma stronę https://www.facebook.com/profile.php?id=100063614684543, ma też spotkania autorskie np. w księgarni „Nieznanego świata”, udziela wywiadów, które można znaleźć na YT.

(Pan Igor był przywoływany na tym blogu parokrotnie)

 
 

 
 
 
 

0 komentarzy

Dr Bhakdi wyjaśnia skutki szczepionki COVID: Wywiad z dr Mercolą

reblogowane z forumdlazycia lifeStyl

Microbiologist Explains COVID Jab Effects: Dr. Sucharit Bhakdi

Dr Bhakdi omówił skutki szczepionek przeciw COVID w swoim wywiadzie z dr Mercolą, Global Research, 6 września 2021 r.

Tematy kluczowe:

> „Bezwzględna redukcja ryzyka wynosi tylko około 1% dla wszystkich obecnie dostępnych szczepionek na COVID”.

> W populacji zaszczepionej zaobserwowano niepożądane wzmocnienie zależne od przeciwciał, które to szczepionka zwiększa ryzyko zakażenia lub pogarsza zakażenie.

> „Odporność naturalna jest znacznie lepsza od odporności wywołanej szczepionką”.

> Najczęstszym działaniem niepożądanym jest krzepnięcie krwi, które może prowadzić do udaru i zawału serca.

„Szczepionki przeciw COVID oparte na genach „mogą wywoływać utajone wirusy i raka”.

„FDA jest prawnie zobowiązana do cofnięcia zezwolenia awaryjnego na te zastrzyki”, ponieważ istnieją bezpieczne i skuteczne leczenie oraz alternatywy.

Zobacz pełny wpis.

Znajduje się tam także charakterystyka obu dyskutantów – zasłużonych badaczy.
Nadmienię, że wspomniana książka dra Bhakdi’ego przedstawiliśmy tutaj: http://lepszezdrowie.info/kowidowe_ksiazki2.htm,  był też współautorem publikacji Fałszywa pandemia. Krytyka naukowców i lekarzy (tom 1) też tam omówionej.

forumdlazycia lifeStyl

Microbiologist Explains COVID Jab Effects: Dr. Sucharit Bhakdi

Dr Bhakdi omówił skutki szczepionek przeciw COVID w swoim wywiadzie z dr Mercolą, Global Research, 6 września 2021 r.

View original post 546 słów więcej

Konkurs chopinowski – z kulisów jego powstania

Ocalić od zapomnienia…

W związku z rozpoczętym 18. Międzynarodowym Konkursem Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie, cytuję artykuł, który ukazał się w tygodniku „Polityka” (nr 40, 29.09-5.10.2021) pt. „Od zapałek do Chopina”.
(za zgodą rodziny Henryka Rewkiewicza*)

Autorka artykułu (Dorota Szwarcman) korzystała z materiałów do książki „Henryk Rewkiewicz. Opowieść rodzinna” (ukaże się 23 października 2021)  przygotowywanej przez Łukasza Żuka**, wypowiedzi Jerzego Żurawlewa i publikacji na jego temat.


Od zapałek do Chopina

Na zbliżającym się 18. Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie po raz pierwszy zostanie przyznana nagroda im. Henryka Rewkiewicza. Niewiele osób wie, kim jest jej patron. A bez niego konkurs w ogóle mógłby nie powstać.

Na nagrodę w wysokości 10 tyś. euro zrzuciła się rodzina: jedyna pozostała przy życiu córka [Teresa Żuk z domu Rewkiewicz] oraz pokolenie wnuków i prawnuków. Otrzyma ją najwyżej oceniony reprezentant następujących krajów: Polski, Białorusi, Izraela, Litwy, Ukrainy lub Rosji. Dlaczego ten patron i takie kryteria? To długa historia i odnosi się do przyjaźni rodziny Rewkiewiczów z twórcą Konkursów Chopinowskich, Jerzym Żurawlewem.

Henryk Rewkiewicz pochodził z ziemi mińskiej, gdzie wówczas żyły obok siebie różne narody, dziś łączone z wymienionymi krajami. Jak piszą w uzasadnieniu fundatorzy nagrody: „…wyniósł ze swojej Małej Ojczyzny i następnie przekazał nam – swojej rodzinie – silny, otwarty polski patriotyzm. Ale – podkreślamy to – połączony z wielkim szacunkiem dla innych narodów, kultur, języków i religii”.

Także Jerzy Żurawlew urodził się na wielokulturowym Wschodzie, ale dalszym: w Rosji, w Rostowie nad Donem. Tam z kolei żyli obok Rosjan Kozacy, Żydzi, Ormianie, Polacy, Ukraińcy, Niemcy i Grecy. Ojciec był Rosjaninem, zginął w wypadku przed jego urodzeniem się (Jerzy był trzecim synem). Matka, Polka, była dla Jerzego pierwszą nauczycielką gry na fortepianie. Chłopiec wykazywał talent, więc jako 8-latek został pokazany Ignacemu Janowi Paderewskiemu i za jego namową, jak również kolejnego nauczyciela, Władysława Sayer-Waszkiewicza, udał się w 1907 r. do Warszawy na studia u cenionego prof. Aleksandra Michałowskiego. Profesor był bezpośrednim spadkobiercą tradycji chopinowskich, ponieważ jednym z jego pedagogów był Karol Mikuli, uczeń Chopina. Także Żurawlew po ukończeniu studiów działał jako pianista, ale też jako pedagog, co stało się jego wielką pasją.

Henryk R

Henryk Rewkiewicz (1888 – 1955)

zurawlew

Jerzy Żurawlew (1886 – 1980)

W trzy lata po Żurawlewie znalazł się w Warszawie również Rewkiewicz, który rozpoczynał wówczas pracę jako księgowy; a parę lat później związał się z przemysłem zapałczanym, w którym szybko zrobił karierę. Ale nawet gdy jeszcze był na dorobku, najważniejszym sprzętem w jego skromnym wówczas mieszkaniu na Powiślu był fortepian.

Szachy i fortepian

W latach 20., gdy Rewkiewicz stał już na czele Polskiego Monopolu Zapałczanego, przez jego eleganckie mieszkanie przy Alei Róż przewijali się liczni goście. Miał szerokie zainteresowania: literackie, malarskie (to nie przypadek, że trzy z czterech jego córek zostało malarkami lub graficzkami) i muzyczne. Działał w Warszawskim Towarzystwie Muzycznym, szacownej instytucji, współzałożonej jeszcze przez Stanisława Moniuszkę, a dziś noszącej jego imię.

Jerzy Żurawlew odwiedzał w tym czasie Rewkiewiczów niemal codziennie. Grywał z panem domu w szachy lub brydża, ale też często grał na fortepianie. Był traktowany niemal jak członek rodziny; został ojcem chrzestnym najmłodszej córki Henryka, Teresy, na ślubie najstarszej Haliny był świadkiem, a na skromnym przyjęciu weselnym kolejnej Rewkiewiczówny, Barbary, już podczas drugiej wojny światowej, zagrał nowożeńcom Marsz weselny Mendelssohna.

Poza mieszkaniem w Alei Róż Rewkiewiczowie mieli dom w Klarysewie pod Warszawą. Tu także życie towarzyskie kwitło. Przyjeżdżali również muzycy: Adam Wieniawski, bratanek Henryka Wieniawskiego i prezes Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego w dekadzie przedwojennej, czy też znany pianista i kompozytor Bolesław Woytowicz, ale przede wszystkim oczywiście Żurawlew z żoną. W willi również był fortepian, na którym pianista lubił grać w odosobnieniu. Dzieci chętnie go podsłuchiwały i podglądały, a potem naśladowały miny, jakie robił podczas gry.

Muzyka i sport

To właśnie w Alei Róż wykluła się koncepcja stworzenia konkursu dla pianistów, poświęconego muzyce Chopina. Wszystko zaczęło się w 1925 r. od podsłuchanej przez Żurawlewa w pociągu rozmowy studentów. Jeden z nich miał powiedzieć: „Moim zdaniem Chopin jest nudny i przestarzały”, a drugi dodał: „A nawet szkodliwy. Muzyka jego jest zniewieściała i jakaś chorobliwa Niepotrzebnie roztkliwia i osłabia ducha”. Dla pianisty, szczególnie przywiązanego do tradycji chopinowskiej, te słowa były prawdziwym ciosem. Zbulwersowany, zapragnął zaradzić takiemu postrzeganiu kompozytora. Dyskusje na ten temat odbywały się u Rewkiewiczów. Pianista zastanawiał się głośno, co zrobić, by ta młodzież, która interesuje się głównie sportem, zajęła się też muzyką? W pewnym momencie powstał pomysł: a może by tak konkurs? A może poświęcić ten konkurs właśnie Chopinowi? l przy okazji udałoby się odczarować niesłuszne opinie o jego muzyce. A do tego młodzi artyści otrzymaliby możliwość zdobycia nagród i międzynarodowej sławy.

Gdy jednak w 1926 r. Żurawlew zwrócił się ze swoim projektem do prezydenta Stanisława Wojciechowskiego o protektorat, usłyszał odmowę. W Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego spotkał się – jak wspominał po latach – z niezrozumieniem, obojętnością, a nawet niechęcią; uważano, że pomysł jest niewykonalny. Muzycy zaś twierdzili, że Chopin jest tak wielki, że sam się obroni. Organizatorem konkursu miało być Warszawskie Towarzystwo Muzyczne, które jednak nie podejmowało się pokryć ewentualnego deficytu. Wówczas Rewkiewicz – członek zarządu Towarzystwa – zaproponował, że osobiście zagwarantuje pokrycie tych kosztów z własnych, prywatnych funduszy (a nie Monopolu Zapałczanego, jak pisano w niektórych publikacjach), podając sumę 15 tyś. zł – gigantyczną, jak na owe czasy. Stwierdził jednak, że dla pięknej idei może podjąć takie ryzyko.

Zarówo ta ofiarność, jak i zmiana sytuacji po zamachu majowym, gdy prezydenta Wojciechowskiego zastąpił Ignacy Mościcki, spowodowały przychylny stosunek władz do pomysłu. Żurawlew, dzięki protekcji innego ze swych przyjaciół, Juliusza Kadena-Bandrowskiego, został przez Mościckiego przyjęty i doczekał się wsparcia.

Pierwsza edycja Konkursu odbyła się w styczniu 1927r. w Filharmonii Warszawskiej. Była jeszcze skromna, miała tylko dwa etapy (pozostałe konkursy przedwojenne również), ale już wymiar międzynarodowy: wzięło w niej udział 26 pianistów z 8 krajów. Triumfowali muzycy z ZSRR i Polski: wygrał Lew Oborin, II miejsce otrzymał Stanisław Szpinalski, a jedno z wyróżnień przypadło przyszłemu wielkiemu kompozytorowi Dymitrowi Szostakowiczowi. Konkurs okazał się wielkim sukcesem i na kolejny, po pięciu latach, przyjechało już 89 muzyków z 18 krajów. Laureat II nagrody, niewidomy węgierski pianista Imre Ungár, ćwiczył podczas konkursu w mieszkaniu Rewkiewiczów. Przed wojną odbyła się jeszcze jedna edycja; na czwartą trzeba było czekać aż 11 lat.

Wojna i po wojnie

Pod okupacją hitlerowską Chopin był zakazany. Co nie znaczy, że nie rozbrzmiewał w prywatnych mieszkaniach. Także w tym warszawskim na rogu Puławskiej i Willowej, gdzie na kilka lat przed wojną przeprowadzili się Rewkiewiczowie. Przychodził tam Jerzy Żurawlew, by spokojnie poćwiczyć – i znów podsłuchiwała go rodzinna młodzież, tym razem po prostu z tęsknoty za Chopinem. Pianista przyjeżdżał też grać do willi Rewkiewiczów w Klarysewie. Przyjaciel wspierał go również materialnie, m.in. cenną wówczas walutą, jaką były zapałki – podczas wojny pozostał w branży.

W Klarysewie rozkwitała atmosfera patriotyczno-konspiracyjna, w którą zaangażowane było młode pokolenie. Jedna z Rewkiewiczówien, Barbara, przypłaciła działalność w AK, również po wojnie, więzieniem stalinowskim; inna, Halina, zdążyła uniknąć aresztowania i przedostać się na Zachód. Henryk Rewkiewicz pod koniec lat 40. odbudowywał przemysł zapałczany, ale został aresztowany trzy lata po córce – w 1950 r., pod zarzutem handlu walutą. Trafił do obozu pracy w Mielęcinie. Wyrok opiewał na dwa lata, udało się go jednak skrócić dzięki rodzinie, ale także dzięki Jerzemu Żurawlewowi, który wówczas był już cenionym profesorem warszawskiej uczelni muzycznej i miał za sobą pracę nad wznowieniem dzieła swego życia – Konkursów Chopinowskich (pierwsza powojenna edycja odbyła się w 1949 r., na stulecie urodzin kompozytora).

Żurawlew złożył oświadczenie, że Henryk Rewkiewicz podczas drugiej wojny światowej świadczył pomoc materialną zarówno jemu, jak i Adamowi Wieniawskiemu, przewodniczącemu jury II i III Konkursu Chopinowskiego. Rewkiewicz wyszedł więc na wolność, ale żadnej pracy nie udało mu się już załatwić nawet tak wpływowej osobie, jaką by jego przyjaciel.

Henryk Rewkiewicz zmarł w 1955 r. Jego nazwisko w historii Konkursów Chopinowskich bywało pomijane lub przekręcane – za PRL, bo był „burżujem”, a z czasem po prostu zapomniano o tym epizodzie. Teraz  tę historię przypomina jego rodzina, która przyjaźń z prof.  Żurawlewem utrzymywała do samego końca.  Gdy twórca Konkursów Chopinowskich zmarł w 1980 r., jego nagrobek zaprojektowała z córek Henryka, Danuta.

———

Przypisy prywatne dot. wspomnianej rodziny

* Henryk Rewkiewicz – ojciec mojej cioci Teresy, najmłodszej córki Rewkiewicza, a także ożeniony z jej matką – Józefą Korolkiewicz, siostrą mojego dziadka Aleksandra

** Łukasz Żuk – syn Teresy i Henryka Żuka – brata mojej mamy.
Jego książka będzie uzupełnieniem historii rodzinnej, tym razem linii seniora Rewkiewiczów, po tym jak część dotycząca rodziny ojca Łukasza została opisana przez Henryka Żuka w książce „Na szachownicy życia” (zwłaszcza na szerokim tle wydarzeń wojennych i działań AK).
Rodzina  H. Rewkiewicza jest liczna, wielu jej przedstawicieli zjedzie z kraju i ze świata na wręczenie przedstawionej nagrody.

Ukarani  przez nagrody? Rozmowa z Alfie Kohnem

Będę odnawiać niektóre artykuły z nieistniejącego już serwisu L-earn.net, jaki prowadziłem w latach 2003-2007. Był poświęcony głównie rozwojowi osobistemu, kreatywności,  zagadnieniom pamięci, myślenia, efektywności, częściowo zdrowia. Zaniechałem go, mimo ok. 600 artykułów, ponieważ pojawiło się wiele podobnych inicjatyw prowadzonych „full time” przez profesjonalistów, a ja zajmowałem się swoją jako jedno z ubocznych działań i już nie mogłem ani konkurować, ani nie miałem dość na to czasu.
Traktuję te odtworzone artykuły jako materiał archiwalny, z którego możesz wyłowić to, co osobiście ci pasuje lub zaciekawia, ale z zastrzeżeniem, że wiedza o tych tematach jest teraz znacznie większa i bardziej aktualna.


Ron Brandt

W klasach, w których uczniowie mogą dokonywać wyboru pomiędzy nauką a ciekawymi zadaniami do wykonania, potrzeba  kar albo nagród gwałtownie spada.

Zarówno nagrody i kary, jak twierdzi Alfie Kohn – autor książki „Ukarani  przez nagrody”*, są sposobami manipulacji zachowaniem, która może zniszczyć potencjał prawdziwego procesu uczenia się. Zamiast tradycyjnych kar i nagród, autor opowiada się za „dostarczaniem ciekawego programu i troskliwej atmosfery w klasie, gdzie  dzieci mogą działać według ich naturalnego pragnienia, by znaleźć rozwiązania.”

Poniższy  wywiad miał miejsce na corocznej konferencji
ASCD* * w marcu 1995 r. w San Francisco.

————————————————————————————————-

Alfie, nam wychowawcom, którzy  używali kary dość często, trafiło do przekonania, że to nie jest bardzo efektywny środek  motywujący. Zostaliśmy przekonani, że  dużo lepiej jest  używać nagród. Ale teraz nadchodzisz [ze swoją książką] i mówisz, że to jest także niewłaściwe. Dlaczego?

AK: Po pierwsze, upewnijmy się że zgadzamy się z twoim  pierwszym założeniem, że  kara jest szkodliwa. Sporo ludzi wydaje się myśleć, że, jeśli nazywamy karę  „konsekwencją ” albo dodamy jeszcze „logiczną konsekwencją”, wtedy to jest w porządku. „Logiczne konsekwencje” są przykładem czegoś, co nazywam „karą-lite”, uprzejmiejszą, delikatną drogą robienia pewnych rzeczy dzieciom zamiast pracowania z nimi.

To powiedziawszy,  przejdę do nagród. Nagrody i kary są dwiema drogami manipulowania zachowaniem. Są dwiema formami robienia rzeczy uczniom. W tym sensie, wyniki wszystkich badań wykazujących, że zwracanie się do uczniów w sposób ”Zrób to a to, bo inaczej coś ci zrobię”  daje odwrotne skutki od zamierzonych, tak samo odnosi się do zdania, „Zrób to a to, a coś dostaniesz”.”
Ed Deci i Rich Ryan z Uniwersytetu Rochester mają rację kiedy nazywają  nagradzanie „kontrolą przez uwodzenie.”

I mówisz, że nagrody są  tak samo niepożądane jak kara.

Z istoty kontrolowania, nagrody prawdopodobnie będą  doświadczane na dłuższą metę jako szkodliwe. Powodem jest, że chociaż uczniowie na pewno lubiliby mieć samą słodycz — pizzę albo pieniądze albo gwiazdkę z nieba — żaden z nas nie cieszy się z posiadania upragnionych  rzeczy, danych  tylko po to, by kontrolować nasze zachowanie. Więc to jest specjalny wariant słodyczy —”Zrób to, a dostaniesz tamto”; „karna” struktura takiej nagrody wyjawia się zwłaszcza po pewnym okresie.

Mówisz, że to dotyczy nawet dzieci, które uznałyby same, że pewne zadanie jest warte nagrody?

Nagrody  najbardziej  szkodzą  zainteresowaniu, kiedy zadanie już samo z siebie,  wewnętrznie motywuje. Tak może być po prostu dlatego, że jest tyleż więcej zainteresowania do stracenia,  kiedy  wprowadzony jest bodziec zewnętrzny [przeciwko któremu się buntujemy]; jeśli robisz coś nudnego, twój poziom zainteresowania może już być najniższy.

Jednakże, to nie daje nam prawa, by traktować dzieci jak zwierzą domowe, kiedy zadanie jest nieinteresujące. Przeciwnie,  powinniśmy zbadać  zadanie, zawartość programu, by zobaczyć jak może ono zostać przygotowane  jako bardziej angażujące. Bez względu na to co robimy,  jednym z gruntownie zbadanych  odkryć w psychologii społecznej jest, że im więcej nagradzasz kogoś za robienia czegoś, tym mniej tę osobę będzie interesować to, co robi  by została nagrodzona.

W „Ukarani przez nagrody”  cytujesz dużo badań na podobne tematy. Mówisz, że to nie jest tylko twoja opinia.

Tak jest. Istnieje co najmniej 70 opracowań pokazujących, że zewnętrzna motywacja zawierająca czy to pochwały czy inne nagrody — nie tyle jest  nieefektywna na dłuższą metę ale dająca odwrotne skutki odnośnie sprawy która interesuje nas najwięcej: pragnienie, by nauczyć się, zaangażowanie ku dobrym wartościom i tak dalej. Inna grupa studiów pokazuje, że kiedy ludziom oferuje się nagrodę za wykonanie zadania, które wymaga jakiegoś stopnia rozwiązywania problemu albo kreatywności — albo za  robienia go dobrze — to będą skłaniali się ku temu, by obniżyć jakość pracy, w stosunku do tych, którym  nie zaproponowano żadnej nagrody.

To wydaje się tak  przeciwne  naszemu codziennemu doświadczeniu. Każdy jest przyzwyczajony do dostawania nagród i dawania ich. Jako wychowawcy myślimy, że to jest tylko dobre, gdy dajemy nagrody; dzieci, które robią dobre rzeczy zasługują na nagrody.

To, na co dzieci zasługują to interesujący  program zajęć i troskliwa atmosfera, tak aby mogły działać według ich naturalnego pragnienia, by dowiedzieć się czegoś lub coś rozwiązać. Żadne dziecko nie zasługuje by być  manipulowane zewnętrznie, by tylko wykonywać coś, czego chcą inni.

To jest nadzwyczajne jak często wychowawcy używają słowa motywacja kiedy tak naprawdę mają na myśli zgodę. Naprawdę, jednym z podstawowych mitów w tym obszarze jest, że możliwe jest, by umotywować kogoś innego. Kiedykolwiek widzisz artykuł albo seminarium zatytułowane „Jak zmotywować twoich uczniów”,   zalecam zignorowanie go. Nie możesz umotywować innej osoby, tak więc takie tytuły sugerują  użycie jakichś form kontrolowania innych.

Ponadto, motywacja jest czymś czego dzieci nie potrzebują. Nie musisz przekupywać małego dziecka, by pokazało ci jak może liczyć do tysiąca milionów albo by odczytywało znaki drogowe. Ale badania ukazują, że gdzieś w połowie a na pewno pod koniec szkoły podstawowej, ta wrodzona motywacja nagle pozostaje z tyłu — „jakoś” akurat wtedy gdy stopnie zaczęły się psuć.

 Pewnie jest to nierealistyczne, by oczekiwać, że wszystkie dzieci będą  wszystkie  programy postrzegały jako wewnętrznie motywujące. Są przecież jakieś rzeczy, przez które  dzieci  muszą mozolnie przejść, czyż nie?

Cóż, dane dziecko prawdopodobnie będzie  bardziej zainteresowane w jakichś rzeczach niż inne, ale nie mówimy o podawaniu  czegokolwiek na tablicy i oczekiwaniu, by dzieci skakały  z niecierpliwości i mówiły: „Nie mogę już się na to doczekać!”

Zręczne nauczanie włącza ułatwianie procesu, w którym dzieci dochodzą do mocowania się z złożonymi ideami — i te idee, jako powiedział nam John Dewey, muszą pojawić się organicznie w ramach prawdziwych spraw życiowych i zainteresowań dzieci. „Co jest większe, 5/7 albo 9/11?”. Poprawna odpowiedź brzmi: „Kogo to obchodzi?” Ale dzieci obchodzi bardzo to, jak szybko rosną. W tym kontekście, umiejętności  konieczne, by to zrozumieć stają się interesujące dla  większość dzieci. „Jaka jest różnica między porównaniem i metaforą?” Ta sama odpowiedź; mało członków naszego gatunku powiedziałoby, że to rozróżnienie jest wewnętrznie motywujące — ale dzieci są wysoce zainteresowane np. w pisaniu historii o dinozaurach albo jak statek kosmiczny je gdzieś zabiera. W kontekście zadania, które ma znaczenie do uczniów, określone umiejętności, o które troszczymy się, mogą zostać nauczone naturalnie bez pochlebstw, bez gier i przede wszystek bez proponowania dzieciom herbatników za zrobienie czegoś, co im każemy.

Pozwól  mi spytać o pochwały, które są  szczególnie podstępne, ponieważ to nie jest namacalna nagroda. Jeśli  mówię jednemu z moich pracowników, że wykonał wspaniałą pracę, to  daję nagrodę w tym momencie?

To jest interesujące pytanie i życzyłbym sobie aby więcej wychowawców pytało o  to, nie bacząc na to jaka byłaby odpowiedź.

Dodatnie sprzężenie zwrotne w formie informacji nie jest w samo w sobie  szkodliwe i naprawdę może być całkiem konstruktywne, biorąc rzecz edukacyjnie. I zachęta — pomagająca  ludziom odczuć że są docenieni,  co może podwoić ich zainteresowanie tematem — nie jest złą rzeczą. Ale najczęściej chwalenie dzieci przybiera formę słownej nagrody, która może mieć to samo niszczące oddziaływanie jak inne nagrody: to ma posmak kontroli, to paczy relację między dorosłym i dzieckiem — i między dzieckiem i jego rówieśnikami a także podkopuje zainteresowanie samym zadaniem.

To nie jest zbieg okoliczności, że przymusowe programy dyscypliny polegają w  dużym zakresie na dostawaniu zgody przez używanie pochwał w dużej ilości.  Typowym przykładem jest nauczyciel szkoły podstawowej, który jest nauczony, by np. mówić, „Lubię to w jaki sposób Cecylia siedzi tak grzecznie i  spokojnie gotowa o nauki.” Mam wiele  zastrzeżeń do takiej praktyki.

Dlaczego?

Po pierwsze, nauczyciel nie zrobił Cecylii w ten sposób przysługi. Możesz wyobrazić sobie  inne dzieci podchodzące do Cecylii po lekcji: „Panina pupilka…”

Po drugie, nauczyciel właśnie przekształcił doświadczenie nauki w poszukiwanie  triumfu. Wprowadził konkurencję do klasy. Odtąd  jest to konkurs, kto jest najmilszym, najspokojniejszym dzieckiem,  reszta cech już się nie liczy.

Po trzecie, to jest zasadniczo oszukańcze współdziałanie. Nauczyciel udaje że  rozmawia z Cecylią, ale  naprawdę używa Cecylii, by manipulować zachowaniem innych uczniów w klasie — i to nie jest po prostu właściwa i miła  droga postępowania z ludźmi.

Czwarte i prawdopodobnie najważniejsze zastrzeżenie;  proszę cię o zastanowienie  się – jakie najważniejsze słowo padło w owym zdaniu nauczyciela. Uważam że jest to ukryte JA. Nawet jeśli taka praktyka „działa”, to działa tylko na rzecz tego by Cecylia i inni uważali by sprostać temu co JA  wymagam, nie bacząc na powody jakie JA mogę mieć przy proszeniu o zrobienie czegokolwiek. Cecylii nie pomoże to na jotę, by zastanowiła się jak jej doświadczenie oddziałuje na innych ludzi w klasie ani w rozpoznaniu  jaką osobą w przyszłości chce być.

W tym momencie, chciałbym pomyśleć o pytaniach, do jakich  dzieci są zachęcone w różnych klasach. W jednej – zdominowanej przez konsekwencje, dzieci są wdrożone by myśleć tak: „Czego oni chcą ode mnie, i co mi się stanie, jeśli tego  nie zrobię?”. W klasie „ukierunkowanej przez nagrody”, w tym przez pochwały, dzieci będą pytały siebie: „Co mam zrobić by dostać nagrodę?”
Zauważ jak zasadniczo podobne są te dwa pytania i jak radykalnie różne  od pytania: „Kim chcę być, jakim człowiekiem?” lub „Jaką klasą MY chcemy być?”

A co o mniej zdolnych uczniach?  Dużo wychowawców odczuwa silną potrzebę jeszcze większego chwalenia takich uczniów niż innych dzieci.
Ci uczniowie  potrzebują pochwały kiedy tylko wykażą się najdrobniejszym postępem.

Żadne badanie nie popiera idei, że chwalenie dzieci za posuwanie się z wolna w górę po drabinie zbudowanej przez dorosłych pomaga im rozwijać poczucie  kompetencji. W rzeczywistości, chwalenie w stosunkowo łatwych zadaniach wysyła wiadomość, że to dziecko nie jest dość błyskotliwe. Ponadto, dzieci nie są wspomagane w tym aby samemu znaleźć ważny albo interesując materiał, gdy są za to chwalone. Ogólnie, im więcej dzieci są przymuszane do robienia czegokolwiek dla nagrody, czy namacalnej czy słownej, tym bardziej widzisz zmniejszenie zainteresowania danym zadaniem następnym razem. To może zostać wyjaśnione częściowo przez fakt, że chwalenie jest, jak inne nagrody, ostatecznie instrumentem kontroli, ale też przez fakt, że, jeśli  chwalę albo nagradzam ucznia za robienie czegoś, wiadomość którą uczeń  odbiera jest: „To musi być coś, czego  nie chciałbym zrobić; inaczej nie musieliby mnie przekupywać.”

To,  co mówisz nie będzie chętnie  przyjęte  przez większość ludzi. To wydaje się być przeciwne  naszemu codziennemu  doświadczenia.

Jest i nie jest. Na przykład, rodzice mówią mi takie rzeczy: „Wiesz, to jest zabawne,  że to mówisz, ponieważ właśnie wczoraj  poprosiłem moje dziecko by oczyściło stół po obiedzie a ono powiedziało: „Co mi za to dasz?”. To co chcę odnotować, to nie to, co powiedziało dziecko, ale, że rodzic prosi mnie bym mu współczuł w tym  „jakie mamy dziś dzieci”. Zapytam: „Gdzie, jak  myślisz,  dziecko nauczyło się tego?” I, jeśli  pytam z bardzo małym podpowiadaniem, ludzie rozumieją.

Jest nawet pewne badanie w Missouri pokazujące, że kiedy uczniowie zostali spytani: „Czy myślisz, że wprowadzenie nagród prowadzi  do wyższego albo niższego zainteresowania zadaniami?”, wybrano odpowiedź niewłaściwą. Ale skoro tylko skutki badania zostały wyjaśnione, każdy powiedział, „Och tak,  wiedziałem o tym.” Dużo ludzi miało doświadczenie robienia czegoś tylko dlatego, że kochali to zajęcie — aż  zaczęli dostawać za to pieniądze. Potem już nie myśleliby nawet o robieniu tego bez zapłaty. Zjawisko, dzięki któremu zewnętrzna przyczyna motywacyjna wypiera wrodzoną motywację, nie jest często przytaczane, ale nie jest głęboko ukryte w naszej świadomości.

Wszystko jedno, to jest różny sposób myślenia  o rzeczach. Na przykład, lubię kiedy ludzie cenią  mnie za osiągnięcia jakiegoś rodzaju.

Tak, oczywiście. Wszyscy chcemy zostać docenieni i kochani. Pytanie polega na tym, czy ta potrzeba musi przybrać formę protekcjonalnego klepnięcia po ramieniu i powiedzenia „dobry chłopiec!”

Znam dużo dorosłych, który są ćpunami pochwał; niestety niezdolnych, by myśleć o wartości ich własnych działań, zdolności czy jakości ich produktów i zupełnie zależnych od kogoś innego, kto powie im, że zrobili dobrą robotę. To jest logiczny wynik bycia zamarynowanym w pochwałach przez lata. Ale być może jest bardziej wzmacniająca i pełna szacunku droga podzielania czyjejś opinii niż taka, która uznaje tylko słowną nagrodę.

Jestem powalony opinią  nauczycieli, którzy wciąż mi mówią : „Nie rozumiesz rodzaju uwarunkowań i życia domowego, jakie mają  te dzieci; one pochodzą z miejsc bez miłości, czasami brutalnych  i każesz mi nie chwalić ich?”
Moja odpowiedź brzmi: „Wiem. Ale tym, czego te dzieci potrzebują jest bezwarunkowe poparcie,  zachęta i miłość. Pochwały są nie tylko różne od tego, są one ich przeciwieństwem. Chwalenie jest powiedzeniem tego rodzaju: „Skacz przez moje ramię  i tylko wtedy  powiem ci, że zrobiłeś dobrą robotę i jak jestem dumny z ciebie.”  I to może być problematyczne. Oczywiście w przypadku   dodatniego sprzężenia zwrotnego występuje sprawa pewnego niuansu: akcentu i konkretnej sytuacji. To nie jest przypadek z cukierkiem lub innym wabikiem  w głównej roli,  co, jak wierzę, jest z natury dekonstruktywne.

Jeden z głównych mitów, który wciąż nosimy w naszych głowach, mówi że istnieje  pojedynczy byt zwany „motywacją”, której można mieć więcej albo mniej. I oczywiście chcemy, by dzieci miały jej więcej, więc oferujemy im pochwały i pizzę. Natomiast prawdą  jest, że są jakościowo różne rodzaje motywacji. Powinniśmy przestać zadawać pytanie „Czy  moi uczniowie są umotywowani?” i zacząć pytać „Jak moi uczniowie są zmotywowani?” Rodzaj motywacji wydobyty przez zewnętrzne bodźce nie tylko jest mniej efektywny niż wrodzona motywacja; ona zagraża „wyżarciem” tej wrodzonej motywacji, tego podekscytowania tym,  co się robi.

Tak wiec,  co zasugerujesz zamiast?

Czasami mówię o trzech C motywacji. Pierwsze C jest zawartością [content]. Daleko mniej interesuje mnie ta zawartość (czego uczeń miał się nauczyć) od pytania: „Czy dziecko poproszono o nauczenie się czegoś, co jest warte nauczenia?” Jeśli pytasz mnie, co zrobić z dzieckiem unikającym zadań, to  moje  pierwsze pytanie brzmi: „Jakich zadań?” Jeśli dajesz im śmieci do wykonania, to będziesz  prawdopodobnie musiał  je przekupić do takiej pracy. Jeśli dzieci muszą np. bez końca wypełnić te same rubryki, to nie pozbędziesz się szybko  nagród czy  gróźb.

Drugie C jest społecznością [community]: nie tylko pomocna nauka ale pomaganie dzieciom w tym, by czuły się częścią bezpiecznego środowiska, takiego w którym  czują się nieskrępowane by spytać o pomoc, w którym naturalnie  troszczą się o siebie nawzajem, w przeciwieństwie do bycia manipulowanym dla  uczestnictwa. Pewna ilość wybitnych prac nad tworzeniem takich „dbających społeczności” została wykonana w Centrum Studiów Rozwojowych w Oakland, w  Kalifornii.

Trzecie C jest wyborem [choice]: upewnianie się, czy dzieci są  zapytane o zastanowienie się, co mają zrobić , z kim, jak i po co. Wiesz, dzieci uczą się dokonywać dobrych wyborów nie przez podążanie zgodnie z wyznaczonymi  kierunkami ale właśnie przez robienie wyborów.

Jeśli pokażecie mi szkołę, która naprawdę przestrzega tych  trzech C, tj. gdzie  uczniowie współpracują  w troskliwym środowisku i angażują się w interesujące zadania, co do których mają swoje słowo przy wyborze, to ja pokażę wam miejsce, gdzie nie potrzebujecie używać kar ani nagród.

——–

* Alfie Kohn, (1993), Punished by Rewards, (Boston: Houghton Mifflin).
Ukazało się później polskie tłumaczenie po tytułem „Wychowanie bez nagród i kar„.

**  Association for Supervision and Curriculum Development

Copyright © 1995 by the Association for Supervision and Curriculum Development.

Tłumaczył Leszek Korolkiewicz – publikowane za zgodą ASCD.

Copyright wersji polskiej Leszek Korolkiewicz, 2004.

PS. ten stary artykuł uzupełnia dobrze inne, jakie mamy na tym blogu o manipulacji oraz rzuca inne światło na temat motywacji.
Czy nie przychodzą ci na myśl sposoby jakimi władze, „autorytety”, media nas wabią i często oszukują?

Motywacja i pozytywne myślenie – o co chodzi?

(artykuł wprowadzający, ~2004 r.)

Będę odnawiać niektóre artykuły z nieistniejącego już serwisu L-earn.net, jaki prowadziłem w latach 2003-2007. Był poświęcony głównie rozwojowi osobistemu, kreatywności,  zagadnieniom pamięci, myślenia, efektywności, częściowo zdrowia. Zaniechałem go, mimo ok. 600 artykułów, ponieważ pojawiło się wiele podobnych inicjatyw prowadzonych „full time” przez profesjonalistów, a ja zajmowałem się swoją jako jedno z ubocznych działań i już nie mogłem ani konkurować, ani nie miałem dość na to czasu.
Moje poglądy na te tematy też ewoluowały. Także tutaj lokalna wyszukiwarka na hasło „pozytywne myślenie” poda ci około 10 artykułów, ale jest ich więcej przy zastosowaniu nieco innego hasła. Np. ostatnio pisałem o pewnym dylemacie z tym związanym w Dwie strony medalu. Zatem traktuję te odtworzone artykuły jako materiał archiwalny, z którego możesz wyłowić to, co osobiście ci pasuje lub zaciekawia, ale z zastrzeżeniem, że wiedza o tych tematach jest teraz znacznie większa i bardziej aktualna.

—-
Pomijam niektóre fragmenty nawiązujące do już nieistniejących materiałów lub z obecnej perspektywy nieistotne. Linki przekreślone odnoszą się do artykułów, których jeszcze tutaj nie odtworzyłem.


Źródło motywacji do osiągnięcia sukcesu znajduje się w Tobie.

Pojęcie motywacji i pozytywnego myślenia jest pewnym skrótem myślowym, które dalej będziemy stosować dla szerokiego wachlarza postaw i działań, w których istotą jest pobudzanie wiary w siebie i w możliwości człowieka w ogóle, a także apelowanie do życzliwości i ducha współpracy, do bycia pogodnym, „pozytywnym” (co może oznaczać jeszcze bardzo wiele specyficznych cech).

Istnieją definicje słownikowe i rozważania teoretyczne, które, „dla porządku” i dla zainteresowanych teorią podajemy w przeglądowym artykule „O motywacji.

Wielu powie: znamy, o czym tu mówić? Praktykować i już!
W zasadzie – zgoda, ale… zagadnienie to ma swoje niuanse.

Czynnik mistyczny

Dla wyznawców różnych religii od niepamiętnych czasów środkiem podnoszenia wiary, w tym wiary w swoją pomyślność i spełnienie życzeń, jest modlitwa. W danym kontekście modlitwa prosząca o coś lub po prostu jako akt łączenia się ze sferą duchową, Bogiem – związana z przekonaniem, że jest to niezbędne, by cokolwiek osiągnąć.

W latach dominacji materializmu takie podejście było traktowane pogardliwie – jako sprzeczne ze światopoglądem naukowym a także jako przejaw zniewolenia człowieka przez urojone bóstwa lub kapłanów uzurpujących sobie władzę nad człowiekiem.

Obecnie coraz mniej ludzi kwestionuje siłę modlitwy. Ideologia New Age (choć nie ona pierwsza!) podniosła pogląd, że człowiek może kontaktować się z Najwyższym Bytem bezpośrednio poprzez różne formy modlitwy, medytacji i afirmacji. Pozyskano też naukowe dowody na pozytywny wpływ modlitwy na zdrowie a nawet na radykalne uleczenia. Powstała gałąź medycyny o nazwie psychoneuroimmunologia, która wykorzystuje praktycznie te możliwości, które szamanom i naturoterapeutom znane są od dawna. Dla ludzi religijnych nie jest to żadna rewelacja – dowodem tego są spełnienia osobistych próśb, różne cuda, miejsca uzdrowień, sanktuaria wypełnione wotami.

Kwestia „cudów religijnych” bywa kontrowersyjna, co zresztą widać we wstrzemięźliwości kościołów w uznawaniu wszystkich takich wydarzeń a także w literaturze polemicznej.

Delikatność tego zagadnienia polega na wkraczaniu na teren osobistych przekonań, w tym religijnych. Także między religiami stanowiska w kwestii form modlitwy i medytacji bywają tak różne, że trudno o jedną interpretację. Dla naszego kręgu kulturowego mechaniczne modlitwy kołatek i młynków lub przypisywanie siły modlitewnej powiewającym na wietrze wstążeczkom wydaje się nieporozumieniem, natomiast jest praktykowane np. w Tybecie.

Ale czy i niektóre nasze praktyki nie są podobne – np. „klepanie” pacierzy?

W stosowaniu modlitwy, pozytywnego myślenia i afirmacji niektórzy osiągnęli specyficzny stan stagnacji – stosują raczej suche techniki niż podejście rzeczywiście osobiste i pogłębione, i nie widząc wyraźniejszych skutków, wpadają w bezemocjonalną rutynę, która może doprowadzić do zupełnego zwątpienia.

Mistrzowie zawsze podkreślają znaczenie głębszego podejścia (bogata literatura!), choć nie jest to dla każdego łatwe. Ciekawie opisuje to David Spangler w swej książce „Sztuka dokonywania cudów” (Sawitar/Medium 2002). Autor uważa afirmacje, modlitwy, wizualizacje, pozytywne myślenie, czy manifestacje za zbliżone do siebie pojęcia będące częścią większego procesu, który nie jest jeszcze przez ludzkość zgłębiony „naukowo”, choć doświadczany przez mistrzów. Mówimy, być może o najgłębszym aspekcie bytu, co jednak zawiodło by nas daleko poza obecny temat.

Ujmując to w jednym zdaniu: wszystko sprowadza się do manifestacji nie tyle zdobywania/posiadania ale manifestacji bycia (kimś/jakimś), bo to dopiero doprowadza do realizacji.

Wracając do modlitwy – gdy kolonizatorzy europejscy podbijali „prymitywne ludy” napotykali na najróżniejsze formy modlitwy lub medytacji, które okazywały się dużo bardziej skuteczne praktycznie od tych, które próbowano (często na siłę) tam zaszczepić. Znany jest z opisów Maxa F. Longa [np. „Magia Kahunów”] wręcz ironiczny stosunek Hawajczyków do modlitw chrześcijańskich misjonarzy, gdy twierdzili, że misjonarze ci nie wchodzą w istotę mechanizmu „prośba-spełnienie prośby”. Stąd z czasem zaczęła się popularność tzw. huny, czyli praktyk duchowych tamtego ludu, dziś w licznych implementacjach przeniesiona do świata zachodniego, a także znana w Polsce z licznych publikacji i kursów.

Podnoszone są zarzuty o związki huny i podobnych praktyk z magią (białą i czarną), przy czym, patrząc bezstronnie widzimy, że przedstawiciele różnych religii mogą się o to oskarżać wzajemnie. Można powiedzieć, że każda modlitwa i obrządek religijny jest jakąś formą magii.

Inną, podstawową kwestią jest ogólny stosunek różnych religii do człowieka: od ubóstwienia do sprowadzenia do roli „marnego pyłu”. Tę drugą postawę (która w historii nie mało uczyniła spustoszenia) trudno pogodzić z pozytywnym myśleniem o człowieku i stąd bierze się wzajemna nieufność obu „obozów”.
Nie chcę tu wkraczać na teren dysput teologicznych (choć trzeba mieć świadomość tych kontrowersji), ponieważ jest to temat dalece wykraczający poza ramy tego wstępnego przeglądu. Zauważmy tylko, że próbowano i próbuje się te kontrowersje załagodzić – niektórzy słynni motywatorzy byli chrześcijańskimi duchownymi – jak Norman V.Peale czy Joseph Murphy.

Gdy czyta się ich książki trudno odnieść wrażenie, że popełniają jakąś nieuprawnioną magię, a przynajmniej by mieli złe intencje. Biblijne przysłowie (Księga Przysłów) „Jak człowiek myśli w sercu swoim, takim się staje” legło u podstaw nowożytnego trendu automotywacji ku pozytywnemu myśleniu. Tak więc, dobra nowina ma nie jedno ujęcie.

Myślę, że należy zacząć od postawy pokazanej w ww. cytacie, a wtedy zastosowanie środków pomocniczych (przyspieszających, mobilizujących nas samych, przypominających itp.) będzie uprawnione.

Przez postawę badacza i z szacunku dla różnych religii byłbym ostrożny w ferowaniu wyroków i chciałbym w swych artykułach zachować taką wyważoną postawę. W żadnym przypadku nie chciałbym obrażać czyichś uczuć, choć miejscami i dla niektórych pewne tezy mogą wydać się obrazoburcze (np. że człowiek sam może sobie pomóc). O tej postawie piszę w artykułach działu „O myśleniu”.

Uniknąć manipulacji

Hasło „motywowanie” jest wieloznaczne. Tutaj rozumiem je w odniesieniu do samorozwoju, natomiast nie chodzi mi wywieraniu wpływu na innych. Książki i praktyka dotycząca np. motywowania pracowników opiera się często na fałszywej i niebezpiecznej przesłance, że możemy kogoś zewnętrznie umotywować bez manipulacji.

Kontrowersyjność wywierania wpływu na innych jest głębsza niż się na ogół sądzi. Motywowanie ma odniesienie do procesów dydaktycznych i wychowania młodzieży, gdzie w grę wchodzą jeszcze nieukształtowane charaktery i postawy, które można trwale wypaczyć. Powszechnie przyjmuje się, że lepiej nagradzać niż karać, że nagrody i zachęty motywują. Nie zauważa się przy tym, że i tu, choć często skrycie, dochodzi do manipulacji.

Dość radykalne, ale i warte przedstawienia są poglądy Alfi Kohna, amerykańskiego naukowca, autora paru głośnych książek, które rewolucjonizują ten aspekt dydaktyki i postulują bardziej zrównoważony stosunek do motywacji. Jest to przede wszystkim książka „Punished by Rewards” („Ukarani przez nagrody”, 1995).

Ponieważ prace Kohna nie są w Polsce bliżej znane, to osobno przedstawiam wywiad z autorem, który w skrócie przedstawi jego poglądy na dany temat.

Myślenie konstruktywne

Istnieje też znacząca różnica między „czystym” pozytywnym myśleniem, a myśleniem konstruktywnym. Dużo na ten temat znajdziesz w książce Edwarda De Bono „Z nowym myśleniem w nowe tysiąclecie” (Rebis, 2001) oraz we wcześniejszych pracach autora. Dziś tylko „myśleć pozytywnie” nie wystarcza.

„Myślenie pozytywne zmierza ku przystosowaniu się do sytuacji i jak najlepszemu wykorzystaniu jej jasnych stron. Myślenie konstruktywne sugeruje próbę poprawy sytuacji”. Ponieważ głównym celem naszego pozytywnego nastawienia są zmiany na lepsze, to powinniśmy dać pierwszeństwo myśleniu konstruktywnemu (twórczemu), zwłaszcza jeśli, jak tu, rozpatrujemy motywacje jako element osobistej efektywności.

O myśleniu twórczym pisze wielu autorów; w ujęciu popularnym oprócz De Bono polecam prace Tony Buzana.

Pozytywne wzorce

Z powyższych zastrzeżeń oczywiście nie wynika niechęć do kierunku, jaki ogólnie możemy nazwać „pozytywnym myśleniem”, lecz tylko wskazówka, że i tu zachodzą różne uwarunkowania i że nie należy bezkrytycznie ulegać „owczym pędom”.

Powstają (a może raczej są na nowo odkrywane) wciąż nowe idee, i to co dziś wydaje się dość dobrym opisem rzeczywistości lub receptą na życie, jutro może pójść do lamusa.

Uważam, ze przedstawiając tę czy inną metodę czy pogląd, należy czytelnikowi pozostawić osobistą ich ocenę i możliwość akceptacji lub odrzucenia.

Odbiciem ilości metod i poglądów związanych z motywacją i pozytywnym myśleniem jest liczność publikacji na ten temat. [… ] Czasem trudno jest jednoznacznie zakwalifikować daną publikację do tej kategorii, ponieważ aspekt pozytywnego myślenia może się przejawiać na różne sposoby. Należało by tu włączyć sporą ilość pozycji z psychologii sukcesu, rozwoju duchowego, z literatury pięknej, liczne książki literatury chrześcijańskiej, biografie ludzi sukcesu lub zwykłych ludzi, których życie może być bardzo inspirującym przykładem.

Jakże wiele jest literatury „ku pokrzepieniu serc” – jak ładnie to ujął Sienkiewicz na końcu swej trylogii, książek-balsamów dla duszy, poradników życiowych, itp. A przecież należało by jeszcze dołączyć film, teatr i inne sztuki, dziennikarstwo poszukujące rozwiązań, dobrą rozrywkę itd.

Pierwsze podsumowanie

Tytułowy temat jest szeroki. Reasumując krótko ten wstępny artykuł, powiem, że chodzi o to by odkryć i wzmóc własne siły (raczej motyw niż motywację) i abyśmy w potoku negatywnych zjawisk i w obecnej atmosferze medialnego eksponowania tego, co patologiczne, znaleźli inne spojrzenie i zwracali się ku temu, co w nas i w życiu (patrz motto) radośniejsze i wartościowsze. A przynajmniej nie zamartwiali się.

Sposobów na lepsze życie, na sukces, na efektywność powinniśmy się uczyć od mistrzów (duchowych, ale i w różnych węższych dziedzinach), praktyków i instruktorów rozwoju duchowego i samorozwoju (pojawia się coraz więcej zawodowych motywatorów – przeważnie mówców prowadzących wykłady na specjalistycznych seminariach), jak i od każdego, kto może wnieść w nasze życie jakieś pozytywne doświadczenie.

[ … ]

————

PS. Osobiście często używam własnej afirmacji: ATB: Always Think Big!, przy czym analizuję także każde z tych słów z osobna i w połączeniach parami.

PS2. W oryginale podałem zestawienie ok. 60 książek o motywacji jakie wówczas były w Polsce dostępne; obecnie tego nie załączam – mamy dużo więcej nowszych książek.

 

Dwie strony medalu

… albo dwie postawy na obecny czas.

dwie strony medalu

 

Ignorancja, arogancja i oportunizm to wady,
które najbardziej dewastują, gdy są
zdradą misji najwyższego zaufania.

LK

Dużo się dzieje, a przy tej okazji panuje wielki chaos, ludzie są zagubieni przez ilość informacji (często sprzecznych) oraz w wyniku dezinformacji serwowanej przez większość mediów.
Widać to np. na twitterze – oceanie newsów, czemu poświęcę tutaj kawałek wpisu.
Jak wiadomo tutejszym czytelnikom, interesuję się głównie sprawami zdrowia, zatem na mojej stronie o zdrowiu (zapraszam do przejrzenia, zwłaszcza niedawną „recenzję” 3. części „Ukrytych terapii”), jak zwykle pod koniec miesiąca, tym razem podsumowałem nietypowo „nowości sierpniowe„ , bo w znaczącej większości był to wybór wpisów i komentarzy z twittera. Były to przede wszystkim głosy krytyczne wobec obecnej „polityki kowidowej” i innych medycznych krętactw i kłamstw. Może się powtarzam, bo od dawna staram się dawać przeciwwagę dominującej narracji za którą stoją władze, nieograniczone praktycznie pieniądze i większość mediów. Oczywiście nie będę tego tu przytaczał. Może komuś się przyda jako przyczynek do argumentacji i tyle. Należy zastrzec, że część tych informacji może się zmienić w jedną lub drugą stronę, przybędą aktualizacje  i nowe dane, a pewne linki znikną z powodu cenzury lub zmiany stanowiska autorów.
Po długiej liście tych wpisów napisałem:

Sporo jak na jeden miesiąc, prawda? A to tylko …kropla w morzu aktualnych doniesień … więc starczy, bo  i tak nie nadążymy za ciągłymi nowościami.
Ale nie tylko o ilość chodzi.

W dalszej części pokazałem tytułową drugą stronę medalu (inną postawę) – na przekór temu wszystkiemu, wieściom negatywnym lub tylko krytycznym – są i pozytywnie informacje.

Już samo wzrastanie świadomości ludzi i punktowanie covidian, gdzie trzeba, jest pozytywnym zjawiskiem…
Najpierw przywołałem wpisy z tutejszego bloga:
Z leśnego refugium alternatywne spojrzenie na globalne procesy i nadzieje na lepszą przyszłość – wbrew głównej narracji  oraz
Bądź optymistą!
Optymizm wyzwala z marazmu i zwątpienia. Obecnie jest szczególnie potrzebny i ma podstawy do pełnego zaistnienia, bo już buduje lepszą przyszłość.

W tym duchu jeszcze wyłowione z twittera:

EXO-CD24 to nowy izraelski lek na COVID, który przeszedł pomyślnie II fazę badań klinicznych. Chorzy, nawet w ciężkim stanie, zdrowieją już w ciągu 5 dni od podania preparatu. 93% z 90 chorych w poważnym stanie zostało wypisanych ze szpitali w ciągu 5 dni, a nawet po krótszym czasie.
@etsaman2: To po co 3. dawka szczepień?

I inne leki i metody, np.:

Eksperci: Natychmiastowe globalne użycie iwermektyny zakończy pandemię
https://www.salon24.pl/u/zdrowie/1133871,eksperci-natychmiastowe-globalne-uzycie-iwermektyny-zakonczy-pandemie
Lekarze i naukowcy z FLCCC Alliance, organizacji zajmującej się walką z COVID-19, podsumowali wyniki badań nad lekiem iwermektyną. Lek, stosowany do tej pory przeciwko pasożytom i trądzikowi, „zmniejsza ryzyko zachorowalności na COVID-19 i śmiertelności z powodu tej choroby”. Eksperci twierdzą, że jej stosowanie może „raz na zawsze zakończyć tę pandemię”.

Także: Iwermektyna skraca czas chorowania na COVID-19, a nosiciel wirusa zakaża w mniejszym stopniu – przekazali naukowcy z Izraela https://polsatnews.pl/wiadomosc/2021-08-03/covid-19-leczony-za-mniej-niz-dolara-dziennie-tani-lek/?ref=aside_najnowsze

Zagadnienie ogólniejsze: skuteczne leczenie > nie ma zaawansowanej choroby i zgonów > nie ma hospitalizacji > nie ma potrzeby „obostrzeń” i szczepień. Nie ma pandemii i całej dewastującej polityki kowidowego szaleństwa.

O metodach skutecznego leczenia i to w krótkim czasie metodami metabolicznymi wielokrotnie informował J. Zięba – patrz np. artykuł Wzmacnianie organizmu (odporności) i wstępne leczenie z powiązanymi i późniejszymi materiałami autora.

Czy to nie są dobre wieści?

I szereg informacji z innych stron, zwłaszcza Life Force (też czasami przekazuję na  www.Lapidaria.home.blog) poniżej jedna z nich (zachowałem j. angielski):
Garść rewelacji zza kulis globalnej polityki. Wielu zaskoczy jak mało wiedzą i źle oceniają.
Jednocześnie jest to zapowiedź możliwej wielkiej POZYTYWNEJ zmiany. Głowa do góry!
https://locusmind.com/blogs/26335/Some-New-Messages-from-Life-Force.

Life Force (nie jest to formalna nazwa organizacji, nie mylić z innymi) działa prężnie, chociaż jeszcze to mało powszechnie widoczny ruch wolnościowy, raportuję o nim dość często. Tutaj wspomnę, że w szczególności zajmuje się zdrowiem. Powołał w imieniu ludzi a nie rządów i korporacji Międzynarodową Organizację Zdrowia (GHWC):
The Global Health and Wellness Consortium has been officially ratified in the Hall of Records to replace the WHO (World Health Organization).
Oto jedna z dyskusji online: Discussed Life Force Assurance, healing water, vaccines, emotion frequency controls, electromagnetic field, chemtrails, & so much more!” – 
https://www.unitednetwork.news/content/detail/610b64099683830012516c0e/Speak-Up-with-Tank-and-Lisa-and-Guest-Rand.

Dochodzą od nich informacje, że mają technologię neutralizacji szczepionek (pod kątem ich szkodliwości) i już ją stosują. Jeśli ktoś ma dość czasu i determinacji to w tym nagraniu znajdzie pozytywne niezwykłości (wśród wielu innych niemedycznych) jakie jeszcze mogą nas czekać. A co do zdrowotnych – obecnie wiele osób źle się czuje, ponieważ następuje globalna zmiana energetyczna, która na podobieństwo efektu Herxheimera przy oczyszczaniu z toksyn powoduje przejściowe zakłócenia. Dlatego nie załamujmy się tym stanem, chociaż pLandeminstom i wrogom ludzkości, właśnie chodzi o osłabienie naszej woli działania i sprawnego myślenia.

Ale Life Force to jedna z możliwości (niektórzy w to nie wierzą, ale pokazane są słuszne kierunki działania).

Na przykład znalazłem nagranie: GERMANY HALTS ALL C19 VACCINES, SAYS THEY ARE UNSAFE AND NO LONGER RECOMMENDED!! There has been a 2 week pause so they can reflect on the damages being caused to their people, NO ONE CAN GET IT and the vaxxine license has been put on pause!!  https://brandnewtube.com/watch/all-vaccines-on-hold-germany_kAE2KQqxzNTyLhz.html.

Prawdopodobnie to tylko „ćwiczenie” alternatywnego scenariusza, ale zaangażowany zespół dąży do tego (przy okazji – na tym kanale jest dużo ciekawych informacji).
A może władze w ogóle się wycofają z tych szczepień? Tymczasem wycofywane są duże partie szczepionek po stwierdzeniu ich wad lub przeterminowania.

Tysiące ludzi pali zielone świadectwo (paszport zdrowia) w wołaniu o wolność.
https://twitter.com/i/status/1423342087186042881  – bo nie będzie nami rządził jakiś papierek ani jego kontrolerzy.

Breaking in Denmark: From 10th September, Covid 19 will no longer be regarded as a ‘societally-critical’ illness and therefore *all* restrictions will end in Denmark – https://www.dr.dk/nyheder/indland/fra-10-september-er-covid-19-ikke-laengere-en-samfundskritisk-sygdom  (to poprawka z ostatniej chwili do wcześniejszej informacji o październiku).

RUMUNIA ZWYCIĘSTWO! W Rumunii wygrali ludzie!  Żegnaj kampanio depopulacji!  „…70% populacji Rumunii odmawia szczepienia, a wszystkie środki przymusu zawiodły…” #Plandemia Link: https://romania-insider.com/romania-donates-vaccines-south-korea…

—-

Ale nie tylko o pozytywne informacje chodzi.

Gdy już wiemy, że obecna “koronka” i „antidotum” są elementami globalnego planu i głównie operacją psychologiczną narzucenia totalnej władzy przez wprowadzenie systemu kredytu społecznego, identyfikacji i kontroli przez Certificate OVaccination ID (COVID), jednej banksterskiej cyfrowej waluty, wyciąganiu miliardów od nieświadomych ludzi itd., to obecnie powinniśmy się skupić nie tyle na dalszym tego wykazywaniu, na szczegółach absurdów (można w tym grzęznąć bez końca), a na POZYTYWNYCH ROZWIĄZANIACH.
Zatem i my, osobiście oraz jako polskie społeczeństwo, powinniśmy iść oddolnie w tym kierunku.

Jakie to rozwiązania i kierunki – wyliczyłem wstępnie i ogólnie w krótkim artykule
https://vk.com/@etsaman3-propozycja-oglnego-planu-dziaania  

W przywołanych na wstępie nowościach sierpnia podałem dalej przykłady różnych ruchów oddolnych przeciw pLandemii i restrykcjach wprowadzanych przez rządy.

Tutaj trzeba dać pewne zastrzeżenie. 
Jak to bywa w polityce i pokazuje historia – nie wszystkie ruchy i akcje oddolne takimi są. Musimy zachować ostrożność, ponieważ niektóre organizacje i narracje są albo prowokacją, albo wyrazem braku odpowiedniego rozeznania, a co gorsze mogą być zarządzane a przynajmniej mocno infiltrowane przez służby specjalne krajowe i obce – że tak ogólnie to ujmę.

Zacznę od paru przykładów zagranicznych, są to liczne organizacje lekarskie, prawnicze i obywatelskie,  także manifestacje, bojkoty, manifesty … 

Pozytywne jest, że na świecie i w kraju władze są oskarżane przed sądami o przestępstwa związane z „pandemią” – te, które można wykazać na gruncie prawa, logiki i merytoryki – zarówno przez znaczące autorytety jak i zorganizowane grupy.

Inicjatywa dra Reinera Fuellmicha  https://www.stopworldcontrol.com/fuellmich/ , które ma doprowadzić winowajców światowego kolapsu z tytułu pLandemii przed trybunał na wzór tego z Norymbergii (patrz też inne materiały strony Stop World Control oraz polskie przykładowe omówienie niektórych obwinień). 

Oświadczenie pod przysięgą laureata Nagrody Nobla Luca A. Montagnier’a złożone do Międzynarodowego Trybunału Karnego, zarzucające rządom współudział w ludobójstwie i zbrodniach przeciwko ludzkości
http://klubinteligencjipolskiej.pl/2021/08/oswiadczenie-pod-przysiega-laureata-nagrody-nobla-luca-a-montagniera-zlozone-do-miedzynarodowego-trybunalu-karnego-zarzucajace-rzadom-wspoludzial-w-ludobojstwie-i-zbrodniach-przeciwko-ludzkosci/

Oskarżenie rządu Wielkiej Brytanii przez lekarzy  https://www.covid19assembly.org/doctors-open-letter/

Powstał Światowy Sojusz Lekarzy przeciw fałszywej pandemii World Doctors Alliance https://worlddoctorsalliance.com/.  Dołączają dalsi lekarze, badacze i działacze publiczni.

Tysiące naukowców i osób wciąż podpisują Wielką Deklarację z Great Barrington by przerwać obostrzenia związane z covid – https://gbdeclaration.org  (wiele wersji językowych, po polsku https://gbdeclaration.org/great-barrington-declaration-polish/).

https://youtu.be/QeZ6n3wD6a8 (polskie omówienie).

Jest bardzo wiele takich wypowiedzi na zagranicznych portalach jak np.: https://thefreedomarticles.com, www.worldtruth.tv,  www.londonreal.tv ,  www.bitchute.comhttps://pubmedinfo.org/, www.covid19assembly.org , … ) i stronach osobistych (np. Davida Icka, dra SHIVA Ayyadurai – https://vashiva.com/https://henrymakow.comhttps://www.advancedmedicine.com/site/www.mercola.com, … 

Podobnie w Polsce, np. działa Fundacja im. Nikoli Tesli z Białegostoku (wraz z podmiotami stowarzyszonymi) http://fundacja-tesli.manifo.com/.

Osobiście jednak największą nadzieję (ale jeszcze nie pewność) mam na rozwiązanie globalne – zawalenie się całego spisku kowidowego, co już sygnalizują różni whistebloerzy (Benjamin Fulford najostrzej – głosi upadek układu masońsko-chazarskiego) oraz ruch Life Force – ten powyżej wspomniany dowodzony przez Kim A. Goguen.
Co padnie w USA – przeniesie się na świat i domino zacznie się przewracać. U nas zapewne jednak ze sporą inercją…

W Polsce także powstają sukcesywnie ruchy oddolne  – zbieramy masę krytyczną.
Np. Instytut Ordo Medicus https://ordomedicus.org/ – Lekarze i Naukowcy na Rzecz Zdrowia, Wolności, Prawdy i Niezależnej Nauki.

Akcja plakatowa (billboardy) www.zatrzymac-pandemie.pl – Deklaracja Ruchu Obywatelskiego Nieposłuszeństwa http://ron.org.pl biuro@ron.org.pl
Ruch Wolnych Ludzi – https://wolniludzie.net/wordpress/ 
Stowarzyszenie Nowa Polska Ponad Podziałami 
(” Promujemy i działamy na rzecz: Społeczeństwa Obywatelskiego, Demokracji Bezpośredniej , Praworządności , Zdrowia oraz ekologii”).

Ruchy z hasłem odnowa różnego kolorytu, nie wszystkie jednak w duchu wartości uniwersalnych…

Grupa C19 naukowców i lekarzy pod przewodnictwem prof. Mirosława Piotrowskiego – https://grupac19.pl/  związana zwłaszcza ze zjawiskiem pLandemii,
a ostatnio podobna organizacja prawników http://www.prawnicydlawolnosci.pl/.

Działania i materiały od S. Pitonia jak stawić opór np. https://youtu.be/unTKOCbhLNI.
No i oczywiście wszystkie osoby i ruchy wspierające koncepcję WIR.
Np. Wolne wybory – https://wolnewybory.org/

Janusz Zagórski, jego ruch i sympatycy zwołuje/ą pierwsze forum nowej Polski – „Anty DAVOS” w Karpaczu 7-9 września – patrz np. ten anons – https://youtu.be/oIIzEGYlOx4.

Od dawna działa STOP NOP – Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wiedzy o Szczepieniach – www.stopnop.pl/, które także walczy o wolny wybór obywateli i ich prawa.

Podobnie: Polskie Stowarzyszenie Duchowych Uzdrowicieli PSDU www.psdu.pl (zwłaszcza w aspekcie włączenia metod komplementarnych leczenia, co jest przejawem wolności lekarzy, terapeutów i pacjentów).

Stowarzyszenie Przeciwko Elektroskażeniom „Prawo do życia” – https://prawodozycia.pl/

Stowarzyszenie StopZet  przeciw zorganizowanym elektronicznym torturom wynikającym z tajnych programów wojskowych (zastosowanie broni elektromagnetycznej i środków inwigilacji, przerostu sieci telekomunikacyjnych z niebezpiecznymi technologiami, także w powiązaniu z 5G, itp.) – https://stopzet.pl/.

Towarzystwo Lekarzy Medycyny Zintegrowanej (TLMZ.pl).

Apel naukowców i lekarzy w sprawie niebezpieczeństwa szczepień apelnaukowcowilekarzy.pl

Trwa inicjatywa  List otwarty polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów z kolejnymi wersjami, a ostatnio list otwarty do prezydenta RP – patrz przegląd tych inicjatyw na stronie https://www.facebook.com/korabkarpowicz .

Znana jest aktywność i krytykowanie obecnej oficjalnej narracji przez niepokornych=trzeźwych obserwatorów i specjalistów: dra Pawła Basiukiewicza, prof. Ryszardy Chazan, prof. dr hab. n. med. Ryszarda Rutkowskiego,  dra Mariusza Błochowiaka, dra Huberta Czerniaka, dra Jerzego  Jaśkowskiego, prof. Witkowskiego,  prof. Piotra Kuny, dra Adama Przygody, Katarzyny Treter-Sierpińskiej, Jerzego Zięby, Grzegorza Brauna, Piotra Wielguckiego, Tomasza Sommera, Andy Choińskiego, Justyny Sochy, Janusza Zagórskiego,  Witolda Gadowskiego. Marcina Roli i wRealu24 i wielu, wielu innych, nawet niepokornych celebrytów jak Doda, Viola Kołakowska, … wciąż dochodzą nowe osoby.

(Nieco szerzej o tym pisałem rok temu – http://lepszezdrowie.info/oskarzamy.htm

itd. itd.

Powstało też wiele książek ujawniających kulisy pandemii – http://lepszezdrowie.info/kowidowe_ksiazki2.htm 

Te wszystkie akcje i przyczynki budzą nadzieję, że społeczeństwa nie dadzą się zniewoleniu – jest to część odwrotnej strony medalu do tej dominującej w mediach i polityce, która dotąd była pełna zastraszania i manipulacji.
Siła jest w ludziach oraz ujawnieniu się polityków, którzy chociaż też wiedzą, co się naprawdę dzieje, ale z różnych względów boją się zrobić krok naprzód.

Co do osobistej postawy i działania – temat jest głębszy – dotyczy wypośrodkowania między działaniem realnym („na planie fizycznym”)  a podejściem idealistycznym – duchowym, samą intencją i podobnymi środkami.
Dla ilustracji – kiedyś polemizowałem z Nelly Radwanowską (reprezentuje całkiem szeroką grupę osób) w tym wpisie Co jest lepsze? By zrozumieć o co chodzi, zapraszam do całego artykułu, ale w skrócie – potrzebne jest widzenie dwóch stron medalu, świadomość ich istoty i możliwości.
Ogłupianie ludzi na różne sposoby ma w swym instrumentarium wspieranie ich obojętności, ich bierność,  lenistwo i doraźne wygody, niemyślenie, brak krytycyzmu. Właśnie na tym zależy wielu rządzącym, by łatwiej przeprowadzać to, co im się tylko zamarzy.
Czy zatem pewne pięknoduchowe teorie, idealizacja świata, to (po części) aby nie wytwór takiej polityki? Może część tak pięknych wizji i teorii, po linii wishful thinking, to sztucznie stworzone i podtrzymywane twory? By odciągnąć uwagę od zakulisowych działań, rozbroić uwagę, urobić …

Czyli czy wystarczy ograniczyć się do takich haseł jak np. „myślą i miłością zmienimy świat”?
Chociaż, jak tam wspomniałem, doceniam metody duchowe i moc intencji, ale większość ludzi nie jest na takim etapie oraz obecny czas jest kulminacją wojny o wszystko, gdzie przeciwnik jest bezwzględny i może posunąć się nawet do unicestwienia świata.  To nie jest moment na bycie słabym ani nie ma dość czasu by masowo (dostatecznie) zmienić mentalność ludzi.

Osobiście, wierząc w ‚magię’ do jakiej jesteśmy zdolni  stosując metody duchowe i energetyczne, zachowuję jednak możliwie dużą czujność, obserwuję świat, włączam się w akcje społeczne, które mogą ten świat zmienić na lepsze – wg mojego rozeznania.

Z drugiej strony  – jednocześnie powinniśmy wizualizować i manifestować to, czego chcemy zamiast tego, co wmówiono nam jako pewnik „nowej normalności”. W tym tkwi nasza duchowa siła, o której wielu jeszcze nie wie.

Na koniec jeszcze o tym, że „druga strona medalu” to określenie pasujące oczywiście do wielu sytuacji, np. do tradycji – bywa dobra, ale bywa i zła  – http://www.lepszezdrowie.info/tradycja__druga_strona_medalu.htm.

Reasumując –  spokój, równowaga, wiara i konsekwencja, łączenie sił i pomysłów, sięganie do informacji z głębszego rozwojowego poziomu – a wszystko będzie dobrze.
Odtąd w mediach społecznościowych kładę akcent głównie na tę stronę medalu – bez rozdrabniania się na sensacje i przyczynki o nikłej wartości sprawczej.