Design a site like this with WordPress.com
Rozpocznij

Wielki wywiad i przesłanie dla świata

Po prostu zobacz, podziel się z innymi

Nadzieja

„Nadzieja umiera ostatnia”
Aktualnie: Nadzieja żyje i ożywia.

Wiele czasu na przestrzeni ostatnich lat poświęciłem lekturom i pisaniu o szczepieniach, jako że sprawy zdrowia i medycyny to moje bodajże główne zainteresowanie. Ale to gdzie indziej np. na LepszeZdrowie.info, na VK (https://vk.com/etsaman3), innych blogach i stronach, twitterze, FB …
To miejsce, gdzie teraz piszę, jest dedykowane raczej innym sprawom, ale krótko poruszę temat „szczepień” przeciw SARS-Cov2.
Cudzysłów bierze się stąd, że większość stosowanych iniekcji to nie jest klasyczna szczepionka, ale aplikowanie preparatu genetycznego oddziałującego na struktury komórkowe z ich genetyczną modyfikacją włącznie. Jest coraz więcej doniesień, że to proces którego nie można odwrócić i zmiany genetyczne o nieznanej ekspresji mogą być dziedziczone. To BARDZO niebezpieczne.

Niezależnie od tego mamy wysyp powikłań, z których najbardziej głośne są te dotyczące zatorów naczyniowych i tzw. naglicy sercowej – po prostu zgonów.

Jednak wiele osób kpi z odnośnych ostrzeżeń, często od znanych naukowców i lekarzy, mówiąc, że wzięli już ileś zastrzyków i nic im nie jest, nie wyrosły im czułki ani nie odpadła uschnięta ręka itp.

Faktycznie – chociaż ilość powikłań dawno przekroczyła pułap przy którym dawniej wstrzymywano akcje szczepień, to ludzie bez powikłań są w większości.
Kiedyś próbowałem to wyjaśnić następująco:

1. Istnieje pula szczepionek w postaci placebo – zgodnie w zasadami badań szczepionki (podobno są placebo całkowite i połowiczne).
2. Wiara w skuteczność szczepionki jest rodzajem placebo – możliwe że potencjalnie zmniejsza NOPy.
3. Każdy człowiek jest inny, w szczególności ma inną odporność, zwłaszcza gdy o nią dba i zapobiega skutkom szczepień. Wpływ wieku, płci.
4. NOPy mogą wystąpić z dużym opóźnieniem – po miesiącach a nawet wielu latach, więc na razie ich nie widać. Tak działa modyfikacja DNA poprzez mRNA i lokowanie się białka kolcowego w różnych organach.
5. Administracyjnie NOPy kwalifikuje się do 1 mies. od szczepienia, potem trudniej kojarzyć je ze szczepieniem i dlatego…
6. Zgłaszanych jest mała część NOPów, a rejestrowanych jeszcze dużo mniej (do bazy VAERS trafia niecałe 1%)
7. Stosownie szczepionek różnych producentów, różnych serii, mieszanie lub nie szczepionek przez biorcę
8. Producenci eksperymentują z seriami, różne komponenty i ilości (?)
9. Ampułki nie są sobie równe – w produkcji ich zawartość pobiera się ze zbiornika, gdzie zawartość nie jest jednorodna (sprawa wymieszania i zanieczyszczeń).
10. Różna staranność i higiena przy szczepieniu (?)
11. Stan osoby w dniu szczepienia – fizyczny a nawet psychiczny.
12. Powód „narzekania” jest subiektywny względem objawów, co dla jednego jest znaczącym objawem, to dla innego nie.
13. Są lekarze i terapeuci, którzy potrafią leczyć powikłania po szczepieniach.

Dochodzę teraz do tego, co o tych „szczepieniach” mówiła od dawna Kimberly Goguen, która ma głęboki wgląd w tajne operacje i historię wydarzeń.
Jest zdania, że wirus SARS-CoV2 został sztucznie spreparowany przez agentów Deep State w paru celach jak wywołanie strachu i zorganizowanie globalnych operacji podporządkowania ludzi (co widzieliśmy), z likwidacją części ludzi starszych i słabszych – element „straszaka”, a także depopulacyjnym. Jednak docelowo akcja z wywołaniem COVID była od dawna przygotowywana pod kątem powszechnego zastosowania specyficznych szczepień i ich wykorzystania do wprowadzenia jeszcze większej kontroli przez powiązanie z cyfrową walutą i systemem kredytu społecznego.
Brzmi to bardzo spiskowo, ale w rzeczywistości większość tego, co obecnie obserwujemy na różnych polach, to wynik spisków – tak jak w ogóle polityka i władza ma to do siebie.
Znów- nie chcąc wchodzić w przykłady i w głębsze opisy, C-o-V-ID można rozszyfrować jako Certificate of Vaccination ID, gdzie kluczowe jest owo ID, czyli identyfikator zaszczepionego.
W fazie operacji jawnej byłby to paszport szczepionkowy, który pozwalał kontrolować przemieszczanie się ludzi oraz nakładanie na nich różnych obostrzeń. Wiadomo po czasie, że te paszporty niczemu innemu nie służyły, bo przed niczym nie chronią.
W fazie lub w warstwie ukrytej – „szczepionka” mRNA zawiera elementy w zaawansowanej technologii femto (czyli dużo większej miniaturyzacji niż popularne nanochipy, co trudno wykryć) – pozwalające na lokalizację zaszczepionego oraz na elementy sterowania. Te rozwiązania Kimberly też opisywała parokrotnie.
Ale o możliwościach zdalnego kierowania ludźmi różnymi sposobami, z ich zabijaniem włącznie, wiemy już od dawna za sprawą przecieków z badań wojskowych – z zakresu mind control, sterowania super-żołnierzmi, zabójcami i prowokatorami itp. Jako przykład można podać wypowiedzi Barry Trowera, który nad tym pracował (szersze tło w artykule 5G-pięć głównych uwag – cz. 1, w sekcji http://www.lepszezdrowie.info/5G-5uwag-1.htm#czemu_sluzy ; niestety pewne materiały cenzura zdjęła z YT).

I tu pojawia się dodatkowa szansa dla ludzi, nawiązująca po części do punktu 13 w powyższym zestawieniu.
Tak jak zdalnie można ludziom szkodzić tą technologią, tak można im także pomóc.

W rozmowie Kimberly z Sunny Gault z 16 stycznia 23 na platformie Unitednetwork.tv*  (UNN) Kimberly mówiła (przybliżone tłumaczenie):

„Niektórzy zgłaszali nawet wczoraj, że zaczynają czuć się lżej. Teraz dla tych, którzy mają mRNA, którzy czują się odłączeni od Boga. Teraz wiecie dlaczego? Wiecie, dlaczego wszyscy tak mówili, bo to też jest implant, ale na mniejszą formę Archona. To ludzka technologia, wadliwa, dała im błędne informacje. Wiesz, oni wiedzieli, że to się stanie w latach 80-tych, to było właściwie podpisane … myślę, że w 1984 i do tego czasu inni, genetycy, którzy są tutaj, dali im całkowicie i całkowicie błędne informacje. Więc nie rozumieją, dlaczego to nie funkcjonuje tak, jak myśleli, że będzie funkcjonować. A czy teraz ludzie mają z tego powodu efekty? Tak. Widzieliśmy, jak mówiłam, nie zapominajcie nigdy, ile to kosztowało, ile to nas kosztowało. Wiesz, jak ten biedny ojciec w wiadomościach [nawiązanie do wcześniejszego klipu w wiadomościach redagowanych przez Sunny]. Nie mogę sobie tego wyobrazić. Tak, to było naprawdę trudne do oglądania. Tak. Ale dobrą wiadomością jest to, że dla ludzi, którzy stracili ukochaną osobę, mRNA może zostać zrekalibrowane w ramach projektu Alpha. Więc innymi słowy, możemy faktycznie podłączyć się do mRNA zamiast Omegi [starego systemu używanego przez Deep State] … to będzie Alfa podłączona się do niego, i możemy faktycznie użyć Alfy do uzdrowienia. Powiedziałam wam kilka tygodni temu, że wymyśliliście sposób na wykorzystanie tego dla dobra. Po prostu nie bardzo rozumiałam jak to będzie działać, ale faktycznie możemy. Więc miejmy nadzieję, że w ciągu kilku tygodni, możemy zacząć leczyć niektóre z tych problemów, które ludzie mają. Oczywiście, nie ma lekarstwa na śmierć. Ale, pomocne jest wiedzieć, jeśli straciłeś kogoś z powodu tej kwestii, że to było, [a teraz] może być i będzie wykorzystane dla dobra.

Sunny Gault  

Teraz, Kim, czy to byłoby zrobione zdalnie? To nie jest jak procedura lub coś, co ktoś by miał, to jest coś poprzez częstotliwość lub coś takiego, co byłoby zrobione?

Kimberly Ann Goguen  

Więc zasadniczo, to jest sieć, to jest Internet Rzeczy Ciała [lansowany zwłaszcza przez technokratów transhumanizmu].
I to jest prawie jak twój telefon działa w twojej sieci danych. Tak właśnie działa mRNA. To jak Wi Fi, ale inny system zamkniętej pętli. Podłączenie systemu Alpha do tego, i odwrócenie programowania może być zrobione. I to jest robione.”

I to wyjaśnia, że oprócz samych działań odważnych i świadomych ludzi, którzy zatrzymają szkodliwe „szczepienia”, a także nowych metod medycznych, że dodatkowo i zasadniczo jest nadzieja na wyleczenie/cofnięcie  owych zmian w DNA i może także innych powikłań.
Ale to tylko jedna z nadziei jakie tutaj prezentujemy** dzięki ruchowi CARE i jego liderce – Kimberly Ann Goguen.

————

* Unitednetwork.tv to platforma ruchu CARE (Center for Amity and Restoration of Earth), która oprócz wielu innych materiałów ma raporty z udziałem Kimberly Goguen 3 razy w tygodniu.

Wszystkie audycje i raporty UNN są dostępne o każdej porze w postaci nagrań dla subskrybentów serwisu. Rejestracja możliwa jest  na platformie oraz w aplikacji mobilnej serwisu. 
Główne raporty są nadawane jako darmowe w poniedziałki, środy i piątki o g. 24 czasu polskiego i powtarzane następnego dnia w południe (nominalnie, czasem są zmiany lub utrudnienia). Ale ten darmowy dostęp jest utrzymany tylko w czasie nadawania.  Abonenci są powiadamiani o wcześniejszym dostępie.
Raporty są dostępne na poniższych kanałach:

https://www.unitednetwork.tv/browse (źródło podstawowe) oraz

ODYSEE, RUMBLE, YOUTUBE, BITCHUTE – szukaj hasłem Unitednetwork.tv 
Niekiedy ważniejsze materiały są tam udostępniane na stałe.
Tamże znajdziesz „zajawki” wszystkich nagranych programów.
CARE ma też wiele kanałów tematycznych na Telegramie.

** Tematy z tym związane przedstawiam na https://locusmind.com//pages/korcz . Niestety ostatnio ta platforma wymaga zalogowania się by można było czytać tamtejsze wpisy. Chociaż rejestracja jest łatwa a platforma jest darmowa dla czytelników i piszących uczestników w podstawowej (i wystarczającej) formie, to logowanie może dla kogoś stanowić utrudnienie. 
Dlatego niniejszy wpis jest adaptacją z tamtejszego  https://locusmind.com//blogs/29217/NADZIEJA


Reklama

Nadmiar

Stres (il. z Neuroimmun)

Od przybytku głowa nie boli?

Tytuł miał dotyczyć jednej sprawy – przytłoczenia ilością informacji. Bo jak każdy widzi i doświadcza – rośnie ona wykładniczo i coraz trudniej jest przeciętnemu człowiekowi połapać się co jest istotne, co jest prawdą, a co nie, i czego warto słuchać lub jakkolwiek odbierać. Stresujące. Jestem i ja tym przywalony, tym bardziej że interesuje mnie wiele dziedzin i nie starcza czasu aby to ogarnąć, a jeszcze bardziej jakoś relacjonować w wielu miejscach sieci, co od dawna weszło w moje codzienne życie, takiego niszowego reportera, edukatora…?

Jednak natychmiast słowo nadmiar zainspirowało mnie do poruszenia wielu innych przykładów.
Nadmiar przykładów.
Wybieram parę w dość arbitralnej kolejności, jak przychodzi mi to do głowy i staram się by było krótko, by nie tworzyć jeszcze więcej nadmiarowej informacji.

Czego mamy nadmiar?
Zapewne urzędników-darmozjadów, powiem mocniej – często pasożytów i obiboków, którym płacimy z podatków (tych też jest nadmiar). Na przykład 460 posłów i 100 senatorów – też nadmiar i jeszcze bardziej kosztownych.
Nadmiar przepisów prawnych, które ci ludzie tworzą, a ludzie się w nich gubią.

Wiele z nich głupich, w ogóle to głupie by wciąż wszystko komplikować – mamy nadmiar głupoty – wszelakiej.
Ogólnie nadmiar polityków i medialnych komentatorów – nadmiar gadulstwa zamiast realnego działania.
A przy okazji stanowczo nadmiar społecznego zaufania do nich.
Jeśli chodzi o różne patologie, to słowo nadmiar nie bardzo pasuje, bo chodzi o to by ich nie było, ale opieramy się o stan groźnego „nadmiaru”. Patologie prawa, sądownictwa, gospodarki, w życiu społecznym, w wychowaniu i stanie młodzieży itd.
Zajmuję się od dawna sprawami zdrowia – piszę o patologii w metodach leczenia, nadmiarze procedur, leków które szkodzą, a potem mamy indukowany nadmiar pacjentów, z którymi „służba zdrowia” nie daje sobie rady.

A lekarze (chociaż nie wszyscy) mają nadmiar pracy papierkowej, która nie pozwala na lepsze zajęcie się pacjentem.
W ogóle wielu ludzi jest obciążonych nadmiarem pracy, np. dwoma etatami, by poradzić sobie z kredytami, a nawet po prostu z utrzymaniem rodziny.

Przeciwieństwem nadmiaru jest niedobór, braki.

Obecnie straszy się nas kryzysem żywnościowym, nawet głodem. W Polsce nie ma takiego zagrożenia – mamy nadprodukcję żywności, zatem i jej nadmiar – do tego stopnia, że olbrzymie ilości produktów jest wyrzucanych na śmietnik. Podobnie jest na świecie – braki mogą wynikać ze złej dystrybucji i cen.
Na świecie jest nadmiar, że tak się wyrażę, miejsc do upraw.

Jeśli chodzi o śmieci, to ich nadmiar jest zagrożeniem ekologicznym i zdrowotnym. Zatruwają glebę, wodę, powietrze a pośrednio ludzi. Szczególnie wpływa na to nadmiar jednorazowych opakowań z plastiku. Chociaż sporo przetwarza się do wtórnego użytku i na paliwo, to nie byłoby tyle zanieczyszczenia mórz i rzek (zwłaszcza mikroplastikiem) gdyby ten nadmiar ograniczyć.

Wspomnę jeszcze … przemysł modowy – produkuje się monstrualny nadmiar odzieży słabej jakości. Częsta jej wymiana wymuszona jest właśnie niszczeniem się z powodu marnych materiałów oraz szybko zmieniającą się modą, co napędza sprzedaż. Uogólniając – nadmiar szmiry – jakościowej i estetycznej.
Oczywiście także w kulturze – za dużo złych dzieł, np. filmów – szczególnie tych z nadmiarem przemocy i taniej sensacji.
Nadmiar czasopism (obecnie w Polsce kilkaset tytułów, ktoś to czyta?) to uszczuplenie zieleni – lasów, nadmiarowe użycie chemikaliów, wody, energii. A potem dodatkowe śmieci, bo recykling nigdy nie jest całkowity.

Wracając do kryzysów – podobnie jest z kryzysem energetycznym – nie brakuje węgla (tego mamy w Polsce „nadmiar”), ropy, gazu itd. Znów chodzi tutaj o dystrybucję i politykę, w tym nadmiar ideologii klimatycznego zagrożenia podszytej (nadmiarem?) chciwości tych, którzy bogacą się na certyfikatach „śladu węglowego” i podobnych opłatach środowiskowych. Spodziewam się, że nie będziemy długo czekać, gdy za sprawą uwolnienia wynalazków dot. wolnej/taniej energii będziemy mieli jej jeszcze duży nadmiar.
Ideologiczna jest też nagonka na tych, którzy chcą zrównoważyć do naturalnego stanu nadmiar dzików w lasach, które powodują wiele szkód na terenach rolniczych i wdzierają się do osiedli.
Itd. Itd.

Hej, czy nie wpuszczam tu znów nadmiaru słów? Można tak jeszcze długo o tym, ale chyba już czujesz o co mi chodzi…
Zatem tylko na krótko wrócę do wspomnianego na wstępie nadmiaru informacji.
I pierwotnie zamierzone pod koniec miesiąca jego resume ograniczę do komunikatu, że są już Nowości zdrowotne listopada na LepszeZdrowie.info, a w nich – w skrócie: o losie dzieci w czasach epidemii C-19, także w epidemii autyzmu w powiązaniu ze szczepionkami – recenzja monografii o tym i fragment książki. Zjawiska: shedding i died suddenly; iluzja medycyny opartej na dowodach, nagonki na lekarzy i sądy kapturowe, codzienne pasmo dalszych ujawnień – czy komisje i śledztwa pogrążą winowajców? O co chodzi z tym jodkiem? Dobrych rad zdrowotnych cd. O tym, że potrzebujemy optymizmu i zjednoczenia…
Wspomniana jest recenzja kolejnej książkiJak zakończyć pandemię autyzmu? Związek autyzmu ze szczepionkami.
By najkrócej to powiedzieć o recenzji książki mającej 550 stron i kilkaset przypisów naukowych:
To rozwinięcie własnej „oficjalnej” recenzji (w innym miejscu) zawierające odniesienia do wcześniejszych przyczynków nt. tytułowej choroby (w skrócie ASD) i jej otoczki medialnej. Skrót zasadniczych wątków, polecenie tej wartościowej i potrzebnej pracy, w szczególności o losie dzieci i możliwości opanowania tej realnej epidemii.
Zapraszam też na twittera, gdzie mogłem nie używać nadmiaru słów, aby pokazać przynajmniej cząstkę tego, co działo się w listopadzie.
Niestety, gdzie nie spojrzeć, w tych informacjach mamy nadmiar negatywnych wiadomości.
„Siła (nadmiar) złego na jednego”…
Chciałbym by było to przynajmniej zrównoważone dobrymi informacjami, a później nawet z rozsądnym ich „nadmiarem”.
Myślę że w tym kierunku stopniowo zbliżamy się w ramach CARE (Center for Amity and Restoration of Earth), co relacjonuję na https://locusmind.com//pages/korcz .
A na tym blogu zrobiłem sobie prawie miesięczną przerwę – w imię ograniczania nadmiaru, a także przez nadmiar innych zajęć…



Dlaczego świat się stacza?

Jedne błędy pociągają lawinę następnych, ale kulę śniegową czeka zawsze ten sam los

Odbijesz się od ściany, jeśli nie umiesz inaczej zmienić kierunku
– zanim odbijesz się od dna, jeśli nie chcesz utonąć
.
L. K.

Mnożące się klęski żywiołowe*
– wielkie powodzie w Pakistanie, Chinach, w USA,…
– huragany, z których najbardziej głośne medialnie były te na południu USA, niosące ogromne zniszczenia

– wybuchy wulkanów

– potężne tsunami

– trzęsienia ziemi, osuwiska

– pożary jak te, które nawiedzały Australię, Kalifornię, Afrykę, by wymienić najbardziej znane

Głód* np. na coraz większych obszarach Afryki, a tam także
– wojny lokalne

– panoszenie się band

– eksperymenty medyczne na ludności ze szkodami dla zdrowia

Fale emigracji z tamtych terenów i z Azji do Europy
Podobne z Południowej Ameryki w kierunku Ameryki Północnej
– wszystko to z napływem bojówek, obcej kultury niszczącej lokalną, roszczeniowymi postawami kosztującymi miliardy

Wojny i konflikty zbrojne (nie o wszystkich się mówi) na Bliskim Wschodzie i w innych rejonach

Wojna na Ukrainie

Przerwane łańcuchy dostaw skutkujące brakami w zaopatrzeniu ludności i zakładów produkcyjnych

Kryzys energetyczny, brak* paliw i prądu

Inflacja*, wzrost cen

Narastanie biedy*

Rozboje, narastanie przemocy – dosłownie i w polityce

Pandemie*

Załamanie opieki zdrowotnej*

Wzrost chorób – ilościowo i w sensie nowych i przewlekłych

Wzrost śmiertelności

Zatruta żywność, woda, powietrze

Trucizny w lekarstwach i szczepionkach

Nagłe zgony, samobójstwa

Lawinowy wzrost chorób i stanów psychicznych wymagających działań terapeutycznych

Lawinowy wzrost autyzmu (będzie o tym wkrótce książka)

Olbrzymie zadłużenie – państw, firm, ludzi
Krachy giełdowe, bankructwa banków, zapaść finansowa w pewnych rejonach

Wyzysk, rugowanie indywidualnej i małej przedsiębiorczości

Handel ludźmi, dziećmi, praca nieletnich

Znikanie dzieci – porwania na organy, do pracy niewolniczej, prostytucji i dla pedofilów

Pedofilia

Zapaść moralna, egoizm, zanik wartości, zdziczenie

Upadek edukacji, obniżenie poziomu inteligencji, czytelnictwa,…

Oto przykłady, wybrane dość chaotycznie i arbitralnie, ale wystarczające do zadania pytania:
Co się dzieje? Przypadek?

Czy tak ma wyglądać postęp XXI wieku, w którym powstało tyle wynalazków, usprawnień, ruchów na rzecz demokracji, równości, rozwoju?

Chyba, że … nasze czasy miały być właśnie takie specjalne.

Tu zrobię dygresję – można nawiązać do niektórych plag biblijnych i egipskich, nie traktując ich dosłownie i nie wpadając w profetyzm.
Przypomnę przykładowo:

Plaga wrzodów – 1. w Apokalipsie, 6. egipska – można przyrównać do obecnej plagi różnych chorób.

Plaga zatrutych wód – 2. i 3. w Apokalipsie i 1. i 2. egipska, przy czym wylanie do nich krwi może być też znakiem przelania jej w wojnach i w krwawych rytuałach. Mamy obecnie wiele zatrutych wód, ogólniej – środowisko.

Plaga gorąca, 4. w Apokalipsie – obecnie wiele regionów świata przeżywa takie zjawiska.

Plaga ciemności 5. w Apokalipsie i 9. egipska – może nawiązywać do blackoutów oraz celowego przykrywania nieba (chemtrails itp.)

Plaga suszy i wysychających rzek – 6. w Apokalipsie – można ją przypisać zjawiskom pogodowym, jakie obserwujemy, ale ta plaga 6. mówi też o gromadzeniu demonów na wielką bitwę z Bogiem (Armagedon). Faktycznie mamy wojnę o dusze, zła z dobrem.

Plaga trzęsień ziemi, zapadania się miast oraz gradobicia – 7. w Apokalipsie i częściowo 7. egipska.

Nadto, z plag egipskich:

5. Pomór bydła – można skojarzyć z masowymi ubojami zwierząt gospodarskich z powodu zaraz lub pod ich pozorem, oraz ich likwidację z pobudek ideologicznych (ekologia, weganizm, ochrona klimatu).

10. Śmierć pierworodnych – na przykładzie aborcji (1. miejsce w statystykach depopulacyjnych) oraz zgonów dzieci pod wpływem praktyk medycznych – też z podtekstem depopulacyjnym.

Nie chcę wpadać w nadinterpretacje, ale te plagi mogły być inspiracją dla planu współczesnych ciemnych sił, o których wspomniałem jako stronie wojny o dusze.

Wracając do głównego wątku.

Widać pewne związki przyczynowe podanych zjawisk lub istotne korelacje.
Owszem, ale może jest jedna podstawowa przyczyna?

Najpierw wyjaśnię co oznaczają tutaj gwiazdki przy pewnych punktach (mógłbym ich wstawić więcej).
Wg mnie wskazują na zjawiska pozorne, przynajmniej w sensie, że sztucznie nagłaśniane i siejące strach – nie bez powodu.
Przykładowo:

Klęski żywiołowe – wiele z nich było spowodowanych sztucznie – przez geoinżynierię, tajne bronie, ukrytą wojnę, działania szantażujące i zastraszające, dla uzyskania środków na odbudowę dla korporacji, by dać zastraszający przykład dla ideologicznych działań na rzecz klimatu lub „zrównoważonej gospodarki” wg modeli globalistów. Innym razem jako konsekwencja rabunkowej gospodarki i chęci szybkiego zysku.

Głód – nie wynika z braku żywności, bo na świecie już jest nadprodukcja oraz istnieje wielki potencjał dalszego zwiększania produkcji. To wina złej, krzywdzącej pewne rejony dystrybucji, uzależnienia od korporacji, które wyparły (celowo) produkcję lokalną. Nadto, wynik dostarczania produktów złej jakości, wręcz szkodliwych – to nie to samo co odżywiać.

Brak paliw – zasobów naturalnych jest wielka ilość. Nie brakuje ropy, gazu, węgla (jednym z przykładów jest Polska, jej nie wykorzystane złoża). Braki na rynku wynikają z błędnej polityki wydobycia, przetwarzania i dystrybucji, często inspirowanej ideologią klimatyczną oraz narzucaną przez światowych potentatów dążących do monopolu. Nadto, nowe źródła energii są „za rogiem”.

Zatem i kryzys energetyczny jest wtórnym fałszem.

Inflacja, wysokie ceny i bieda – to częściowo skutek powyższych rzekomych braków, ale także braku zrozumienia zasad ekonomii (np. wiara w pieniądz fiducjarny, globalny wolny rynek …) i idącej za tym złej polityki. W tej polityce bieda, uzależnienie ludzi od dotacji, zadłużanie są instrumentami władzy.
Pandemie – to twór medialny, bo nawet skala zachorowań na C19 nie odpowiada klasycznej definicji pandemii, a zjawisko zostało rozdmuchane dla celów sprzedaży szczepionek i innych działań biznesowych. Są mocne poszlaki że ostatnia zaraza była sztucznie wywołana. Nauka i medycyna sprzedała się farmacji a ta mamonie.
Bardziej można mówić o Załamaniu opieki zdrowotnej i nadmiarowych chorobach i zgonach. Niszcząca branżę propaganda, wyciąganie środków budżetowych na nieistotne cele, korupcja oraz brak wiedzy jak efektywnie zapobiegać i leczyć – to przyczynki załamania służby zdrowia. Można by leczyć szybko, tanio i skutecznie gdyby uwolnić lekarzy od sztywnych i skostniałych procedur, dopuścić do głosu wypróbowane metody naturalne i leki, których farmacja nie dopuszcza ze względu na zagrożenie dla tych, na których obecnie zarabia się bajońskie sumy.
Równoległym zjawiskiem jest coraz więcej chorych z powodu błędnych praktyk i zatrutego środowiska (w szerokim rozumieniu), czego skutki realnie przerastają wydolność obecnego systemu.

Wszystkie te zjawiska były wielokrotnie opisywane lub wymieniane zarówno na tym blogu jak i na stronie LepszeZdrowie.info – nie będę tutaj tego powtarzał.

U podłoża wielu z nich leży zanik podstawowych wartości (jak słusznie wskazują moraliści odwołujący się do prawa naturalnego, ale już mniej słusznie do różnych religii, które mają i elementy szkodliwe), nieuczciwość, złodziejstwo, korupcja – od samej góry, po podobne zjawiska na najniższych szczeblach.
O ile na tych niższych bywa to skutkiem potrzeby przetrwania w trudnych warunkach, to na wyższych i najwyższych, gdzie nikomu niczego nie brakuje, jest to nieokiełznana chciwość i używanie bogactwa dla powiększania władzy. Ważnym elementem władzy jest kontrola. Łamanie prawa jest na porządku dziennym.
Widzimy jak państwa i monopole podążają w stronę faszyzmu pod różnymi barwami, przy czym faszyzm, zgodnie z definicją, jest przejmowaniem wszystkich kompetencji rządzenia i kontroli w sposób bezwzględny i brutalny.
Światu zagraża model chiński ubrany w hasła komunizmu.
Z drugiej strony, chociaż to tylko pozorna różnica, światem już od dawna rządzą skrycie tajne stowarzyszenia jak Czarne Słońce, masoneria, chazaria, stare rody i zakony, z satanistycznymi odłamami lub nawet trzonem. Wspierają lewacką lub ultraprawicową ideologię, grając na dwie strony, skłócając je i dzieląc ludzi by ich osłabić.
Zatem najprawdopodobniej wspólną przyczyną zła jest właśnie długofalowy plan tych dystopijnych sił, by na gruzach dawnej względnej normalności zbudować Nowy Porządek Świata (NWO) z pełną kontrolą i podporządkowaniem ludzi, z transformacją w kierunku transhumanizmu, z wyparciem humanizmu na rzecz technokracji.
Wymienione na wstępie zjawiska, to narzędzia zastraszenia i uzależnienia ludzi, by poddali się nowemu systemowi. Większość tych zjawisk oceniam jako stworzone sztucznie lub jako skutki innych sztucznie wywołanych okoliczności.
Przezwyciężenie tych sił jest możliwe i już się dokonuje za sprawą oddolnego połączenia się świadomych ludzi w „ruchy ocalenia”. Piszę o tym trochę na stronie https://www.locusmind.com//pages/korcz.
Powoływany tam i tutaj parokrotnie ruch Life Force zmienia obecnie nazwę na CARE – Center for Amity and Restoration of Earth tj. Centrum Przyjaźni i Odbudowy Ziemi.
(Pod starszą nazwę podpięło się już sporo fałszywych organizacji i osób, a nowa lepiej oddaje cel tego społecznego ruchu).
Pora dostrzec przyczyny i obudzić się do działania – na miarę możliwości każdego, kto chce być wolny, zdrowy i ogólnie żyć lepiej.

Masowa histeria i epidemie, których nie było

bialaksiega

Niewątpliwie ważnym krajowym wydarzeniem września 2022 było opublikowanie Białej Księgi Pandemii Koronawirusa.
Opis ogólny tej obszernej i wyjątkowej pracy (442 strony) podałem jeszcze przed publikacją  jako 40. pozycję suplementu w naszym wykazie Kowidowe książki, a obecne jest dostępny na stronie sprzedażowej –  https://ordomedicus.org/produkt/biala-ksiega-pandemii-koronawirusa .

Ta praca zbiorowa z Ordo Medicus i towarzysząca jej szeroka akcja informacyjno-edukacyjna, jest dziełem zbiorowym, które na podstawie licznych opracowań naukowych podsumowuje tytułowe zjawisko. Jej wymowa jest mocno krytyczna.
Oprócz wersji papierowej i cyfrowej w PDF w przygotowaniu jest wersja mobilna książki w formacie epub i mobi oraz audiobook.

Białą księgę wysłano dotąd za potwierdzeniem odbioru do ponad 5700 (!) ważnych podmiotów jak: posłowie i senatorowie. kuratorzy, ministerstwa, NFZ, PAN, prokuratura, Rada medyczna, ZUS, prezydenci i burmistrzowie miast, dziennikarze, sądy, Rzecznik Praw Obywatelskich Rzecznik Praw Dziecka, Sanepid, Starostwa, Urząd Marszałkowski ze szczególnym uwzględnieniem wydziałów zdrowia, Urząd Wojewódzki ze szczególnym uwzględnieniem wydziałów zdrowia, Izby lekarskie, biskupi, związki zawodowe, szpitale, Lasy państwowe, stacje radiowe itd.  a wysyłka nadal trwa.
Ciekawe jaki będzie odzew – czy nadal wyzywanie od szurów czy otrzeźwienie?

Chociaż możesz mieć tę publikację w formie cyfrowej (PDF) za darmo za dobrowolny datek na rzecz redakcji (Ordo Medicus), to przedstawiam jako przykład wybrany podrozdział – fragment z rozdziału 3 . D I A G N O S T Y K A  „C O V I D – 1 9”.

Wybrałem go ze względu na kontrowersyjny dla wielu tytuł oraz ogólniejsze przesłanie, które po raz kolejny pokazuje manipulacje w medycynie za sprawą uzależnienia od BigPharma, oraz o tym jak łatwo jest manipulować społeczeństwem przez media i ich sponsorów.
Wyróżnienia i uwagi  w {  } własne.


1. „Negatywne informacje wielokrotnie powtarzane i rozpowszechniane za pośrednictwem środków masowego przekazu mogą destruktywnie wpłynąć na zdrowie publiczne, wywołując efekt nocebo i prowadząc do masowej histerii.
Masowe i cyfrowe media powiązane z państwem mogły wywierać negatywny wpływ [na ludzi] podczas kryzysu COVID-19. Wynikająca z tego zbiorowa histeria mogła przyczynić się do błędów popełnianych przez polityków i poszczególne rządy, wydające decyzje niezgodne z zaleceniami zdrowotnymi.
Chociaż masowa histeria może wystąpić w społeczeństwach, gdzie ingerencja państwa jest minimalna, istnieją pewne mechanizmy samonaprawcze, których celem jest ograniczenie szkód, takie jak święte prawa własności prywatnej.
Jednakże masowa histeria może się nasilać i wzmacniać, gdy negatywne informacje pochodzą z autorytatywnego źródła, gdy media są upolitycznione, a sieci społecznościowe sprawiają, że negatywne informacje są wszechobecne. { plus cenzura  prewencyjna i samocenzura dziennikarzy/naukowców/lekarzy konformistycznych i osób „poprawnych politycznie }
Tym samym uważamy, że negatywne długoterminowe skutki masowej histerii są potęgowane przez wielkość państwa” [Bagus 2021].

2. W przeszłości już miały miejsce „epidemie, których nie było”, wykreowane przez masową histerię i rutynowe testowanie:

a. Wiosną 2006 roku personel placówki Dartmouth-Hitchcock Medical Center w New Hampshire zaczął wykazywać objawy infekcji dróg oddechowych, czemu towarzyszyła wysoka gorączka i nieustanny kaszel, który sprawiał, że brakowało im tchu. Trwało to wiele tygodni. Korzystając z najnowszych technik PCR, laboratoria Dartmouth-Hitchcock odkryły 142 przypadki krztuśca, który powoduje zapalenie płuc u podatnych dorosłych i może być śmiertelny dla niemowląt. Procedury medyczne (związane z innymi chorobami, np. zabiegi, badania diagnostyczne itp. – przyp. autora) zostały odwołane, a łóżka szpitalne wyłączone z użytku. Prawie 1000 pracowników służby zdrowia otrzymało urlop, 1445 było leczonych antybiotykami, a 4524 zostało zaszczepionych przeciwko krztuścowi.
Osiem miesięcy później, kiedy stanowy departament zdrowia zakończył standardowe testy posiewowe, nie udało się potwierdzić ani jednego przypadku krztuśca. Wygląda na to, że Dartmouth-Hitchcock cierpiał na epidemię zwykłych chorób układu oddechowego, nie groźniejszych niż zwykłe przeziębienie!
W styczniu następnego roku „New York Times” opublikował artykuł pod tytułem:
Wiara w szybki test prowadzi do epidemii, której nie było. „Pseudoepidemie cały czas mają miejsce” – powiedziała dr Trish Perl, była prezes Society of Epidemiologists of America. „To spory problem. […] Domyślam się, że to, co wydarzyło się w Dartmouth, stanie się bardziej powszechne” – dodała. „Testy PCR są szybkie i niezwykle czułe, ale ich czułość sprawia, że prawdopodobnie są to fałszywe alarmy […], kiedy testuje się setki lub tysiące ludzi, jak miało to miejsce w Dartmouth, fałszywe alarmy mogą sprawiać wrażenie, że panuje epidemia”, donosi „New York Times” [Brownstone Institute 2021].
{ jak wiadomo – test PCR, zwłaszcza przy ilości cyklów powielania materiału z próbki ponad ok. 25, staje się zbyt czuły, a im więcej tych cykli, to staje się zupełnie niewiarygodny, zatem nie nadaje się do diagnostyki – jest o tym szeroko np. w
Fałszywa pandemia. Krytyka naukowców i lekarzy. PCR. Cz.2.  tej samej redakcji. }

b. „Wiosną 2009 roku 5-letni chłopiec mieszkający w pobliżu dużej hodowli świń w Meksyku zachorował na nieznaną chorobę, która wywołała u niego wysoką gorączkę oraz ból gardła i całego ciała. Kilka tygodni później laboratorium w Kanadzie przetestowało wymaz z nosa chłopca i odkryło odmianę wirusa grypy podobnego do wirusa ptasiej grypy H1N1, który oznaczono jako H1N1/09, a który niedługo później stał się znany jako „świńska grypa”. 28 kwietnia 2009 firma  biotechnologiczna w Kolorado ogłosiła, że opracowała MChip, wersję FluChip, który umożliwiał testom PCR odróżnienie wirusa świńskiej grypy H1N1/09 od innych typów grypy. »Ponieważ test FluChip można przeprowadzić w ciągu jednego dnia – powiedziała wiodąca programistka i dyrektor generalny InDevR, prof. Kathy Rowlen – może być stosowany w stanowych laboratoriach zdrowia publicznego, aby znacznie poprawić nadzór nad grypą i naszą zdolność do śledzenia wirusa«. Do tego czasu na górze strony internetowej Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dotyczącej gotowości [do reakcji] na wypadek pandemii widniało oświadczenie: »Pandemia grypy występuje, gdy pojawia się nowy wirus grypy, na który ludzka populacja nie ma odporności, co skutkuje kilkoma równoczesnymi epidemiami na całym świecie z ogromną liczbą zgonów i chorób«. Niecały tydzień po ogłoszeniu [informacji o dostępności] MChipa WHO usunęło stamtąd frazę »ogromna liczba zgonów i chorób«, tak aby do ogłoszenia pandemii wystarczyło jedynie to, że »pojawił się nowy wirus grypy, przeciwko któremu ludzka populacja nie ma odporności«. Gdy tylko laboratoria rozpoczęły przeprowadzanie testów PCR z MChipem, wszędzie znajdowały wirusa H1N1/09. Na początku czerwca 2009 prawie trzy czwarte osób, u których wykryto grypę miało pozytywny wynik testu na świńską grypę.
Media głównego nurtu informowały o codziennym wzroście zachorowań, porównując go z pandemią grypy w 1918 r., która zabiła wtedy ponad 50 milionów ludzi. To, o czym zapomnieli wspomnieć, to fakt, że chociaż mają one podobne nazwy, to jednak ptasia grypa H1N1 ma zupełnie inny przebieg i jest znacznie bardziej zabójcza niż świńska grypa H1N1/09. Mimo że do tego czasu było mniej niż 500 zgonów w porównaniu do ponad 20 000 zgonów podczas ciężkiej epidemii grypy, ludzie gromadzili się w ośrodkach zdrowia, żądając poddania ich testom, co prowadziło do wykrywania jeszcze większej liczby pozytywnych „przypadków”. W połowie maja wyżsi przedstawiciele wszystkich głównych firm farmaceutycznych spotkali się z dyrektor generalną WHO – Margaret Chan, i sekretarzem generalnym ONZ – Banem Ki Moonem, aby omówić kwestie związane z dostawą szczepionek przeciwko świńskiej grypie. Wiele kontraktów zostało już wtedy podpisanych. Niemcy miały kontrakt z GlaxoSmithKline (GSK) na zakup 50 milionów dawek za pół miliarda euro, który wszedł w życie automatycznie wraz z ogłoszeniem pandemii. Wielka Brytania kupiła 132 miliony dawek – po dwie na każdego mieszkańca kraju. 11 czerwca 2009 r. dyrektor generalna WHO ogłosiła: »Na podstawie oceny dowodów przez ekspertów uznaliśmy, że naukowe kryteria pandemii grypy zostały spełnione. Świat stoi teraz na początku pandemii grypy«. 16 lipca „The Guardian” poinformował, że świńska grypa szybko rozprzestrzenia się w Wielkiej Brytanii, przy czym w zeszłym tygodniu w samej tylko Anglii zachorowało na nią 55 000 osób. Naczelny lekarz Wielkiej Brytanii, profesor Sir Liam Donaldson, ostrzegał, że w najgorszym przypadku 30% osób spośród całej populacji może zostać zarażonych, a 65 000 stracić życie. 20 lipca w badaniu opublikowanym na łamach „The Lancet”, którego współautorem było WHO, i doradca rządu Wielkiej Brytanii, Neil Ferguson zalecił zamknięcie szkół i kościołów w celu spowolnienia epidemii oraz obniżenia poziomu stresu i chaosu, jaki wywołało to w strukturach NHS [National Health Service] i „dania więcej czasu na produkcję szczepionek”. Tego samego dnia dyrektor generalna WHO, Margaret Chan, ogłosiła, że »w najlepszym przypadku producenci szczepionek mogą wyprodukować rocznie 4,9 miliarda szczepionek przeciw grypie pandemicznej«. Cztery dni później oficjalny rzecznik administracji Obamy ostrzegł, że »jeżeli kampania szczepień i inne środki nie powiodą się, może umrzeć nawet kilkaset tysięcy osób«. Ostrzeżenia przyniosły pożądany skutek. W tym samym tygodniu wskaźniki konsultacji w Wielkiej Brytanii dotyczące chorób grypopodobnych (ILI) były najwyższe od czasu ostatniej ciężkiej epidemii grypy, która miała miejsce w latach 1999/2000, mimo że od 15 lat utrzymywała się niska śmiertelność. 29 września 2009 r. szczepionka Pandemrix firmy GlaxoSmithKline (GSK) została szybko zatwierdzona przez Europejską Agencję Leków, a już w następnym tygodniu kolejna – Celvapan, firmy Baxter. 19 listopada WHO ogłosiło, że na całym świecie podano 65 milionów dawek szczepionki. Pod koniec 2009 roku stawało się coraz bardziej oczywiste, że świńska grypa nie jest tym, za co ją uważano. Poprzedniej zimy (2008/2009) Biuro Statystyki Narodowej (ONS) odnotowało 36  700 zgonów w Anglii i Walii – najwięcej od ostatniego wybuchu ciężkiej grypy w latach 1999/2000.
Mimo że zima 2009 r. była najchłodniejsza od 30 lat, liczba zgonów była o 30% niższa niż w poprzednim roku. Czymkolwiek była świńska grypa, nie była tak śmiertelna, jak inne jej odmiany. 26 stycznia następnego roku Wolfgang Wodarg, niemiecki lekarz i poseł Bundestagu, powiedział Radzie Europejskiej w Strasburgu, że największe światowe korporacje farmaceutyczne zorganizowały „kampanię paniki” w celu sprzedaży szczepionek, wywierając presję na WHO, aby ogłosiło, jak ją nazwał, „fałszywą pandemię” będącą w rzeczywistości »jednym z największych skandali medycznych stulecia«. »Miliony ludzi na całym świecie zostało zaszczepionych bez powodu – powiedział Wodarg, zwiększając zyski firm farmaceutycznych o ponad 18 miliardów dolarów. Roczna sprzedaż samego Tamiflu wzrosła o 435 procent – do wysokości 2,2 miliarda euro.
W kwietniu 2010 roku stało się jasne, że większość szczepionek była niepotrzebna. Rząd USA kupił 229 milionów dawek, z których wykorzystano tylko 91 milionów. Część nadwyżek składowano luzem, część wysyłano do krajów rozwijających się, a 71 milionów dawek zniszczono. 12 marca 2010 roku SPIEGEL International opublikował artykuł, który zatytułował:
Rekonstrukcja masowej histerii kończący się pytaniem: »Te organizacje utraciły cenne zaufanie. Kiedy nadejdzie następna pandemia, kto uwierzy w ich diagnozy?«.
Jednak okazało się, że nie trzeba było zbyt długo czekać na odpowiedź. W grudniu „The Independent” opublikował artykuł zatytułowany:
Świńska grypa. Zabójczy wirus, który w rzeczywistości ratował życie. Najnowszy raport ONS dotyczący nadmiernej liczby zgonów w zimie wykazał, że zamiast dodatkowych 65 000 zgonów spowodowanych świńską grypą przewidywanych przez brytyjskiego naczelnego lekarza, profesora Sir Liama Donaldsona, śmiertelność w zimie 2009 roku była o 30% niższa niż w poprzednim roku. Zamiast uznania niskiego wskaźnika śmiertelności dowodzącego, że świńska grypa była fałszywą pandemią, zaufanie do organizacji, które „przegrały cenne zaufanie”, zostało szybko odbudowane, gdy przedstawiono świńską grypę jako coś, co „w rzeczywistości ratowało życie”, gdyż wyparło zwykłą grypę«” [Brownstone Institute 2021].

c. „Empiryczne dowody na masową histerię, czyli zbiorowy niepokój wywołany postrzeganiem czegoś jako zagrożenia, sięgają co najmniej średniowiecza. Również w czasach nowożytnych miały miejsce liczne takie przypadki. Jednym z najsłynniejszych była zbiorowa histeria, która rozwinęła się po wyemitowaniu w 1938 roku słuchowiska radiowego Orsona Wellesa pt. Wojna światów, w którym doszło do rzekomego ataku Marsjan na Ziemię. Niektórzy słuchacze, prawdopodobnie doświadczający wciąż dużego napięcia z powodu niedawnego porozumienia monachijskiego, które miało miejsce w tym samym roku, wpadli w panikę, myśląc, że naprawdę zostali zaatakowani przez Marsjan. Innym, równie ciekawym, a zarazem nowszym przypadkiem zbiorowej histerii, jest historia emisji w 2006 r. portugalskiego programu telewizyjnego pt. Strawberries with Sugar. W jednym z jego odcinków bohaterowie serialu zostali zarażeni wirusem zagrażającym ich życiu. Po wyemitowaniu odcinka zachorowało ponad trzystu portugalskich uczniów. Zgłaszali objawy podobne do tych, których doświadczyli bohaterowie tego programu, takie jak wysypka czy trudności w oddychaniu. W wyniku tego kilka szkół w Portugalii zostało zamkniętych. Jednak dochodzenie przeprowadzone przez portugalski Narodowy Instytut Ratownictwa Medycznego wykazało, że w rzeczywistości wirus nie istniał i że objawy były spowodowane niepokojem oglądających program, tj. były efektem masowej histerii. Inny, bliski nam czasowo (wydarzenie miało miejsce we wrześniu 2018 r.) przypadek masowej histerii związanej z wirusem dotyczył lotu 203 liniami Emirates.
Niektórzy jego pasażerowie mieli objawy grypopodobne. Kiedy inni podróżni je dostrzegli, również zaczęli źle się czuć, w efekcie czego wybuchła panika, która osiągnęła taki poziom, że po dotarciu do Nowego Jorku wszyscy pasażerowie zostali poddani kwarantannie. Dochodzenie przeprowadzone po incydencie wykazało, że tylko kilku pasażerów faktycznie miało sezonową grypę lub przeziębienie. Rzeczywiście, choroby są idealnym podłożem do rozwoju masowej histerii” [Bagus 2021].

Cytowane źródła

Bagus P., Peña-Ramos JA and Sánchez-Bayón A. COVID-19 and the political economy of mass hysteria. International Journal of Environmental Research and Public Health. 2021;18(4):1376

Brownstone Institute 2021: https://brownstone.org/articles/pcr-tests-and-the-rise-of-disease-panic/

Jaka będzie przyszłość naszych dzieci?

Największym prezentem, jaki możesz dać dzieciom,
jest nauczenie ich, że znaczą.
(autor nieznany)

Do powyższego motta dodałbym, że i społeczeństwo bardziej powinno to brać pod uwagę – dzieci znaczą, bo są naszą przyszłością. Hasło niezaprzeczalne, które czasem uzupełnia się frazą „przyszłością narodu”. Czy jednak wszyscy, mimo deklaracji, w pełni zdają sobie z tego sprawę?

Nachodzi mnie też smutna refleksja. Jaką przyszłością? Jakie to są i będą dzieci?
A jeśli chore, egoistyczne i hedonistyczne, ogłupione, bez poszanowania wartości, może brutalne, może zindoktrynowane w niekreśloność płciową i nie planujące prokreacji – także z wygodnictwa, słabo wykształcone i przez to podatne na manipulacje i naiwne, zniewolone kredytami i planowaną inwigilacją związaną z tzw. kredytem społecznym, żyjące w wirtualnym świecie oderwanym od rzeczywistości?

Można by wymieniać wiele potencjalnych zagrożeń, w jakie wpycha nas współczesny świat.

Nie twierdzę, że to wszystko się stanie i że taka jest przyszłość (nawet wielokrotnie pisałem tutaj o swoim optymizmie związanym z ruchem Life Force), wierzę też we wrodzoną inteligencję i wrażliwość dzieci na zło – póki nie są jeszcze zepsute. Jednak w imię ostrożności  trzeba widzieć te zagrożenia zawczasu, by przypadkiem nie przekroczyć pewnej czerwonej linii i gdy będzie trudno naprawić błędy i szkody.

Także osobiście bardzo leży mi na sercu los dzieci i młodzieży. Nie tylko dlatego, że jestem ojcem i dziadkiem.
Dlatego podejmowałem ten temat parokrotnie, tutaj np. we wpisie Krzyk dzieci oskarża, a w różnych aspektach – głównie zdrowotnych, na swojej stronie w artykułach Nasz skarb, którymi są dzieci lub Zamach na dzieci (ukaże się niedługo po tym wpisie). Tam np. o tym, że oficjalny dokument rządu Wielkiej Brytanii przyznał, że dzieci zaszczepione przeciw COVID są o 4423% bardziej narażone na śmierć z jakiejkolwiek przyczyny i 13,633% bardziej narażone na śmierć na COVID-19 niż dzieci nieszczepione!
Jest więcej takich alarmów…

Może się powtarzam, ale to bolesne sprawy, o których trzeba mówić.

Nie będę teraz rozwijał tych aspektów zdrowotnych, ale zapraszam do wymienionych artykułów.
Jednak, ponieważ są one powiązane także z demografią, kondycją rodziny, a nawet z ekonomią, to zwrócę uwagę na dodatkowy element z tej sfery.  Szereg artykułów medycznych podkreśla, że długofalowe działanie nie przebadanej szczepionki może powodować  zanik płodności w drugim lub trzecim pokoleniu, a już na bieżąco obserwuje się wiele poronień lub trudności z zapłodnieniem.
Zatem – wobec dużej ilości ludzi zaszczepionych preparatem genetycznym – czy w ogóle posiadanie dzieci w wielu rodzinach będzie realne? I nie mówię o jeszcze innej tezie, wg której posiadanie dzieci trzeba ograniczyć ze względu na ideologiczne teorie, że to szkodzi planecie. Takie podejście było i jest przecież realizowane – zarówno administracyjnie (np.  w Chinach) jak i ideologiczną presją.

Czy to nie jest element depopulacji?
Ma ona różne oblicza – wiele jest planowych, niektóre bardzo ciemne, więc nie będę tym tutaj epatował wchodząc w drastyczne szczególny, ale zarys jest potrzebny.
Chyba każdy widział statystyki nadmiarowych zgonów związanych z wypaczoną rolą „służb zdrowia” w czasie pandemii, a także ofiar jej samej. Dojdą statystyki powikłań, które już są alarmujące i będą się zwiększać długofalowo. Widzimy przerwanie łańcuchów dostaw i braki żywnościowe. Widzimy klęski żywiołowe i coraz większe zatrucia środowiska. Widzimy wzrost kosztów utrzymania i bankructwa. Są wojny i konflikty zbrojne – oprócz „najmodniejszej” wojny niewiele się mówi o innych, gdzie ofiar jest jeszcze więcej.
To wszystko nie służy demografii i mam mocne poszlaki, że nie dzieje się tak przez przypadek.
Najpierw o owej demografii i depopulacji ogólnie – zacytuję fragmenty tekstów, które już kiedyś publikowałem.

Jest to ważne w szerokim kontekście społecznym. Depopulacja postępuje głównie w krajach „rozwiniętych”, jakby na przekór temu, że tam jest nominalnie najlepiej rozwinięta służba zdrowia. Natomiast, przykładowo, w Nigerii w minionym okresie 80 lat liczba mieszkańców z 48 milionów wzrosła do 160 milionów (a i to nie są dane najnowsze).
Już sam ten fakt daje do myślenia…  Z jednej strony – wzrost ludności świata, z drugiej dlaczego zanikają narody w owych krajach rozwiniętych.
Globaliści w stylu Klausa Schwaba i radykalni kontynuatorzy tez Raportu Rzymskiego chcieliby zredukować ludzkość do ok. 500 milionów ludzi. Taki postulat był wyryty w tezach słynnego masońskiego pomnika w Arizonie, który niedawno został zburzony.
Nie będę jednak wypływał na tak dalekie i niebezpieczne wody – jest o tym wiele dyskusji w sieci.

Przypatrzmy się raczej sprawom nam bliższym, tj. sytuacji w Polsce, która jest jednak pochodną pewnych zjawisk globalnych.
Poniższe rozważania są oparte na paru poprzednich artykułach z naszego serwisu  LepszezZdrowie.info oraz na kilku źródłach z Internetu, zwłaszcza za doktorem n.m. Jerzym Jaśkowskim (w przypadku starszych artykułów dane mogą się trochę różnić od dzisiejszych).

Po wojnie było nas 24 miliony. Zawierucha wojenna i mordy komunistyczne pozbawiły nas prawie 13 milionów współobywateli. Wg prognoz demograficznych, koło roku 2000 mieliśmy osiągnąć liczbę 55 – 60 milionów obywateli. Jak natomiast donosi GUS, mamy zaledwie niewiele więcej aniżeli 37 milionów (z nowszą emigracją), chociaż w 1974 roku osiągnęliśmy już 40 milionów. Za E. Gierka, wprowadzono przymus kolejnej szczepionki, tym razem przeciwko odrze, w 1975 roku, pomimo oporu większości pediatrów. Podobnie prof. Kostrzewski z PZH, działając jako ekspert WHO (Światowa Organizacja Zdrowia), przywiózł przymus szczepień dzieci na różyczkę i świnkę. O tym, co mają szczepienia do depopulacji piszemy dalej. To była ta pomoc „brana” z Zachodu, te pożyczki, a naprawdę początek realizacji wniosków z Raportu Klubu Rzymskiego z 1970 roku (wg instrukcji CIA). W raporcie tym założono, że Polska będzie zapleczem siły roboczej dla Zachodu, o liczebności 15 300 000 ludzi. Tymczasem w okresie 80 lat liczebność populacji Niemiec wzrosła z ok. 40 milionów po wojnie do 90 milionów. Nie leżymy daleko od siebie – to może wskazywać, że Polska stała się „terenem specjalnym”.

Dzietność kobiet w Polsce spadła do katastrofalnego poziomu, nie zapewniającego prostej reprodukcji. Wg oficjalnych danych, zajmujemy 33 miejsce w dzietności kobiet w Europie. Statystycznie, 3-4 pokolenia i nikogo nie będzie na obecnym terenie, kto mógłby powiedzieć, że to ziemie jego przodków.

Pomimo upływu prawie 40 lat nie zrobiono praktycznie nic w celu zapobieżenia dalszemu spadkowi.
Wyraźnie widać, że
mniejsze miasta się wyludniają.
Z kolei wyjazdy za granicę, głównie o podłożu ekonomicznym, z punktu widzenia dzietności mają tylko to znaczenie, że zmalała ilość kobiet w kraju, a zatem i skumulowany potencjał reprodukcyjny w liczbach bezwzględnych.
Ilość ludności, nie licząc napływowej,  zawsze spada gdy małżeństwa lub partnerzy mają mniej niż dwoje dzieci, co i tak może nie wystarczać, jeśli przyjmie się dokładniejsze definicje. Otóż wskaźnik netto
reprodukcji definiowany jako liczba córek przypadających na kobietę, z wyeliminowaniem córek, które — jak wynika z aktualnych tablic trwania życia — nie dożyją do wieku swoich matek. Współczynnik ten wyraża stopień zastępowania pokoleń matek przez córki.
Wskaźnik brutto to średnia liczba córek urodzonych przeciętnie przez kobietę przy założeniu, że kobieta będąc w wieku rozrodczym (15-49) rodzić będzie z częstotliwością jaką charakteryzują się wszystkie kobiety rodzące w roku, dla którego oblicza się współczynnik. Jak widzimy, te warunki nie zawsze są spełnione, a jeśli w parze rodziców urodzą się np. dwaj synowie, to wzrost populacji w dalszej perspektywie może
być jeszcze mniejszy. Trzeba też  wziąć pod uwagę starzenie się społeczeństwa (mniejszy udział ludności w puli reprodukcyjnej) a w tej grupie zwiększenie się zgonów. Dwa ostatnie lata dodatkowo pogorszyły ten stan.

Przy obecnych wskaźnikach nawet program 500+ i inne podobne prorodzinne zabiegi nie prędko, jeśli w ogóle, ten wskaźnik podniosą do poziomu gwarantującego zastępowalność pokoleń a potem wzrost ludności.
Mam wrażenie, że ten
rządowy kroczek w przód (jeśli uważać go za demograficzny) idzie w parze z dużym krokiem wstecz, co jeszcze bardziej pogarsza sytuację.
Zjawisko wyludnienia ma znaczące konsekwencje społeczne i polityczne. To osobny temat, ale w dłuższej perspektywie w skrócie można wymienić zagrożenie dla naszej gospodarki (już w pewnych branżach nie ma ludzi do pracy), napływ emigrantów, co do których wiadomo, że mają wysoki współczynnik reprodukcji, co spowoduje zmianę naszej struktury demograficznej i możliwe stopniowe wynaradawianie. Imigranci po pewnym czasie, a zwłaszcza w drugim pokoleniu, uzyskują pełnię praw obywatelskich
, aspirują do władz i wpływu na kształt państwa, co będzie powodowało takie zjawiska, jakie obserwujemy na zachodzie Europy. Oznacza to potencjalnie zmianę naszej kultury. Oraz potencjalnie wpływ polityczny ze strony ich rodzimych krajów, religii i powiązań z różnymi siłami, których możemy dziś nie identyfikować.

Dochodzi więc jeszcze wątek dotyczący wspomnianego na wstępie narodu. Jakiego narodu? Czy jeszcze polskiego?
Wygląda na to że Polska na trwałe pozostanie już krajem imigracyjnym, może nawet w dużym stopniu z osłabioną tożsamością przez wpływy przesiedleńców. Czy gdy myślimy o Polsce, to myślimy o naszych dzieciach czy dzieciach, z którymi nie mamy żadnej wspólnoty rodowej, kulturalnej, historycznej? Powiem niepopularnie – dzieci i młodzież ukraińska często była wychowywana w duchu niechęci do Polski (mówiąc oględnie).
Powiedzenie „wszystkie dzieci są nasze” jest szlachetne i nie odmawiam roli serca, ale trzeba na to też popatrzeć trzeźwo – to kolejny przykład ordo caritatis.

Zamach na dzieci (znów kieruję do podanego wpisu) jest też związany z „zamachem” na kobiety, na które w głównej mierze spadają obciążenia związane z chorobami i indukowaną niesprawnością dzieci. To także traumy rodzicielskie, wzrost kosztów w gospodarstwie domowym związany z leczeniem i opieką.  I w drugą stronę – chore kobiety, to gorsza opieka nad dziećmi i czynnik ograniczający przyrost naturalny. Pisałem o tym kiedyś w Zamach na kobiety.
Także zadekretowane przyjmowanie do szkół, przedszkoli i żłobków dzieci napływowych ogranicza możliwości polskich rodzin generując kolejne stresy, koszty i niższy poziom edukacji.

Polityka obecnie rządzących usiłuje podbudować młodzież patriotycznie, co jest słuszne w takiej sytuacji, ale wygląda na to, że bardziej (?) chodzi o przygotowanie jej do bitki w wojnie nie koniecznie w polskim imieniu i naszym prawdziwym interesie. Łatwo szafować czyimś życiem, dużo trudniej odbudować narodowy potencjał ludzki. Nadto państwo zbyt wkracza w prawa rodziców, narzuca swoją władzę, co np. widzieliśmy w zarządzeniach kowidowych.
Z drugiej strony lewica i gorliwi internacjonaliści mówią z podnieceniem o idei bezpaństwowca, „obywatela Europy”, a nawet „obywatela świata”, co podoba się rzeszom młodzieży, której sprawy Polski, jej problemów czy demografii są coraz dalsze. Panuje bezrefleksyjne hasło „tu i teraz”. O ile są to trendy nie tylko polskie, to nasza młodzież, a nawet jej rodzice, nie są skorzy widzieć lekcję, jaką możemy mieć widząc złe skutki takich postaw w innych krajach.

Do depopulacji doprowadza tez duża ilości aborcji, która znacznie wyprzedza inne przyczyny śmierci ludzi (co jest ukrywane w przedstawianych powszechnie statystykach). Ta praktyka, podobnie jak eutanazja, jest pochodną wspomnianego wygodnictwa, ale i wspierana przez propagatorów depopulacji.
Mamy też globalny problem pedofilii, porywania dzieci i handlu dziećmi – skala tych praktyk jest dożo większa i bardziej drastyczna niż się powszechnie sądzi. Może kiedyś o tym napiszę, to trudny i niebezpieczny temat.
Prowadzi to wszystko do coraz większej dehumanizacji naszego życia (coraz mniej uczuć i kultury), w tym także dosłownie przez wdzieranie się idei transhumanizmu, implantowanie chipów, wprowadzanie sztucznej inteligencji (AI) do sfer, gdzie wcale nie jest to konieczne, a nawet mocno przeciwwskazane. (np. czipy do kontroli ludzi i sterowania nimi). To już się dzieje.
O AI pisałem kiedyś w  artykule AI -Rubikon przekroczony,  tamże trochę i o
transhumanizmie.  Od tamtego czasu sprawy poszły dużo dalej.

Wreszcie, mamy poważne zagrożenia dla polskiej niepodległości, zatem i osobistej wolności. Jesteśmy w niebezpiecznym uścisku potężnych sił wrogich Polsce – Niemiec, Rosji,  Izraela i diaspory żydowskich rewizjonistów. Nie dowierzam też Amerykanom, którzy przede wszystkim zawsze coś ugrywają dla siebie.
W takiej sytuacji to postawa rodziców w wymiarze obecnej polityki może mieć ważny wpływ na przyszłość dzieci. Jaką Polskę im zostawimy? Z olbrzymim długiem do spłacenia przez przyszłe pokolenia. Także z długiem zdrowotnym i edukacyjnym.  Obecną rolą naszego pokolenia jest zahamować różne destrukcje. By nasze dzieci i wnuki kiedyś nie zapytały: Gdzie byliście, co zrobiliście, dlaczego skazaliście nas na taki los?

Czy organizujemy się dostatecznie przeciw złym praktykom, czy podnosimy świadomość by widzieć te skryte, czy protestujemy, czy działamy praktycznie?

Na koniec wracam (bo o tym już pisałem) do szczególnej roli jaką odegrają współczesne dzieci dla przyszłości świata.
To obszerny temat poruszany m.in. w książkach Igora Witkowskiego w serii Instrukcje przebudzenia. O ciemnych stronach dawniejszych ale i obecnych praktyk dorosłych względem dzieci były przykłady we wspomnianym na początku artykule Krzyk dzieci oskarża. Tutaj zaś – patrząc w przód,  podsumuję tę wręcz pionierską rolę dzieci paroma cytatami z suplementu do tomu 1.,  który to suplement możesz bezpłatnie pobrać tutaj.
Chociaż te książki są kontrowersyjne, to otwierają nowe horyzonty – co w tej witrynie jest jednym z celów.
Autor nawiązuje do roli zabawy i kreatywności dzieci, ale poniżej podaję myśli ogólniejsze, które prowokują do zawołania:

Pozwólmy dzieciom swobodnie się rozwijać, bo to one i tylko dzięki temu uratują nasz świat!

W nauce, jak w religii, największe objawienia dotyczą przyszłości. To nadchodzące pokolenia są największymi autorytetami, a uczeń jest większy od mistrza – jeśli ma on dar widzenia rzeczy w nowy sposób. Wszystkie owocne idee pojawiły się w umysłach nonkonformistów, dla których to, co znane, było wciąż nieznane, i którzy często wracali do początku, nad którym inni przechodzili do porządku dziennego, pewni swej drogi. Prawdy dnia dzisiejszego są herezjami dnia wczorajszego.
Immanuel Velikovsky

… rodzice rzadko mają pojęcie jak duży przeskok można uzyskać na polu obdarzania dziecka zdolnością do rozwoju, co wynika wprost z faktu, że szkoła nie jest ukierunkowana na uczenie samodzielnego myślenia, a sami rodzice też są obarczeni jej ograniczeniami.

Polecam w tym względzie myśl wyrażoną kiedyś przez Maxa Plancka, przez jeden z najwybitniejszych umysłów XX wieku:
Nowe idee zostają w końcu zaakceptowane nie dlatego, że ludzie się do nich przekonują, ale dlatego, że wymierają, a nowe pokolenie dojrzewa już z nimi oswojone.
Ogromna większość ludzi nie będzie w stanie przestawić się na nowy sposób myślenia, bo nawet nie rozumie, że sposób myślenia może być inny.

Powszechny w cywilizowanym świecie system edukacyjny został tak zorganizowany, że nauka nie jest ani przyjemna, ani efektywna. Jeśli w najbliższych latach nie zmienimy systemu edukacji, to za kilkanaście lat my Europejczycy będziemy szyć T-shirty dla Chin – twierdzi niemiecki badacz mózgu.  Manfred Spitzer

… konformistyczny konserwatyzm uniemożliwia dostrzeżenie i zrozumienie najważniejszej dla współczesnej pedagogiki prawdy, iż wychowanie młodego pokolenia dla przyszłości nie może mieć charakteru przystosowania go do współczesnego stanu cywilizacji, lecz musi być przygotowaniem do uczestnictwa w działaniach zmierzających do odnowienia i reorientacji tej cywilizacji.
Wychowanie młodzieży dla przyszłości świata nie może być przysposobieniem dla jutra, które miałoby być prostą kontynuacją dnia dzisiejszego. Musi być przygotowaniem dla innego, nowego jutra świata. (…) Jeśli mamy kształtować postawę opartą na przekonaniu, iż przyszłość od nas zależy i nasz udział może naprawić bieg rzeczy zmierzający ku katastrofie, potrzebna nam jest i będzie pedagogika inna niż tradycyjna.
Aurelio Peccei (przewodniczący Klubu Rzymskiego)

… trudno przypuścić, by ta część dzieci i młodzieży, która zaznała radości płynącej z samodzielnego myślenia i która doświadczając różnych dróg i możliwości myślenia nauczyła się otwartego traktowania problemów, łatwo mogła paść ofiarą światopoglądowej indoktrynacji lub w przyszłości popadła w dogmatyzm i nietolerancję.
Hans-Ludwig Freese

Kreatywny dorosły, to dziecko, któremu udało się przetrwać.
Ursula LeGuin  

Jak pies z kotem

Psy patrzą na nas z szacunkiem,
koty z pogardą,
a świnie jak na równych sobie.

Winston Churchill

Churchill miał ostry dowcip, ale czasami ludzie zasługują na mocne porównanie. Nie wkraczając na teren znanych przypadków, przechodzę do tematu jak w tytule – to także alegorycznie dotyczy ludzkich zachowań.

Jest wiele domów gdzie psy i koty żyją w zgodzie. Zwłaszcza gdy są razem od małego. – jak na załączonym obrazku, i zapewne widziałeś ich więcej lub masz takie doświadczenie.

Gorzej bywa ze zgodą wielu zacietrzewionych amatorów psów versus amatorzy kotów.

Ostatnio sprawa odżyła medialnie za sprawą stanowiska ogłoszonego przez Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauki, że jakoby koty domowe są gatunkiem obcym i inwazyjnym w Polsce. Faktycznie – chociaż koty w Polsce były udomowione dawno, to nie były tu od zawsze. Ale tak jest przecież z wieloma innymi zwierzętami udomowionymi. Niestety – polują i zabijają wiele drobnych zwierząt. Jednak wg stanowiska Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska kot nie występuje na krajowej ani unijnej liście inwazyjnych gatunków obcych. Zatem opinia z PAN nie powinna prowokować przeciwników kotów do ich prześladowania (znaleźliby się amatorzy strzelania do nich) – są legalne. Kot jest przyjacielem człowieka i ma wielką rzeszę fanów. Są sprytne, w dużym stopniu samodzielne, zabawne. Znacie za pewno tę masę filmików i zdjęć z kotami…

Tutaj włączę swoją opinię.
Są koty udomowione dosłownie, czyli domowe, i dzikie. Te drugie mnożą się poza ludzką kontrolą, ale także same są ofiarami np. właśnie psów czy samochodów oraz ich populacja reguluje się częściowo sama ze względu na możliwości wyżywienia i naturalne warunki przetrwania.

Jest też grupa pośrednia, z jaką mam do czynienia od lat na swej leśnej działce. Koty „dochodzące”. Pojawią się jak tylko przyjedziemy. Znamy się – niektóre są spoufalone na tyle że wchodzą do domu, czasem skaczą na kanapę, a wylegiwanie się na fotelach lub ławkach werandy to ich ulubione zajęcie. Generalnie wiadomo – lubią „cieszyć się życiem”, leniuchować.

Mamy „kontrakt” – my je dokarmiamy a one dbają by nie było myszy (a przed ich bytnością w okolicy mieliśmy z tym problem), odstraszają też w pewnym stopniu krety. Natomiast przez tyle lat wspólnego bytowania nie zauważyłem aby polowały na ptaki. To trudne i może są zbyt leniwe? Prawdę powiedziawszy byłbym rad, gdyby swoją obecnością częściowo ptaki odstraszały – mamy ich tak dużo, że z plonów aronii i czereśni niewiele nam zostaje.

Ostatnio pojawiły się informacje o plagach szczurów, które buszują po miejskich podwórkach i parkach nawet w ciągu dnia. Mieszkańcy stolicy obawiają się ich, ponieważ gryzonie roznoszą choroby. Dawniej specjalnie dbano o dzikie koty miejskie właśnie jako przeciwnika szczurów – zarówno jako faktycznych drapieżników jak i zwierzę szczury odstraszające. Mimo regularnie przeprowadzanych deratyzacji w stolicy nie udało pozbyć się szczurów, a okresowe wykładanie trutek nie rozwiązuje problemu.

Niestety mieszkańcy stwarzają tym gryzoniom dogodne warunki do życia wyrzucając resztki jedzenia np. na trawnik jako karmę dla ptaków (karmienie ptaków miejskich to osobny kontrowersyjny problem).
Wielu ekologów zwraca uwagę na wkład kotów wolno żyjących w ograniczanie populacji szczurów i innych szkodników. Istnieją co prawda badania, które mają wykazać, że koty nie polują i nie zabijają szczurów, ponieważ te są zbyt agresywne, więc koty ich unikają. Większość jednak doświadczeń wskazuje na coś zupełnie innego.
Nawet jeśli koty nie atakują dorosłych i silnych szczurów, to bez trudu poradzą sobie z młodymi i niedoświadczonymi osobnikami. A to wystarczy, by ograniczać populację tych gryzoni. Tak więc utrzymywanie zdrowej populacji kotów wolno żyjących jest ważnym elementem walki ze szkodnikami.
Przy okazji – nie chodzi tylko o szczury – w mieście żyje wiele gatunków dzikich zwierząt.
Jednym z nich są karczowniki. Zwierzęta te z wyglądu rzeczywiście bardzo przypominają
szczury, dlatego często są z nimi mylone. Szczury najchętniej przebywają wśród zabudowań, w piwnicach, kanałach itp. Karczowniki natomiast preferują łąki, parki i zarośla, chętnie przebywając w pobliżu wody (stąd nazwa „szczur wodny”). Mają również inne upodobania żywieniowe. Ich pokarm stanowią głównie trawy i rośliny rosnące w wodzie. Karczowniki nie stanowią takiego zagrożenia dla człowieka jak szczury. Oczywiście w ogrodzie mogą wyrządzić wiele szkód, ale w mieście są raczej nieszkodliwe.

Podsumowując ten wątek – w tym przypadku kot-drapieżnik spełnia pożyteczną rolę.

Wracam do osobistego doświadczenia.
O naszych kotach działkowych pisałem np. w tych impresjach przyrodniczych – O zieleni i przyrodzie można nieskończenie.
Mieliśmy też kiedyś kota w domu w Warszawie – chowanego od maleństwa. O tamtego czasu koty budzą we mnie dużą sympatię – Szafek (zaraz wyjaśnię to imię) był nie tylko ładny, ale i uroczy, był z nami długi czas. Szafek, bo jego ulubionym miejscem był szczyt szafy, z której przez okno obserwował okolicę. Szczególnie, po powrocie z działki, gdzie go zabieraliśmy i gdzie wyraźnie był szczęśliwy mając swobodę. Te powroty do miasta, a szczególnie już tylko miejski sezon późnojesienny i zimowy wprawiał go w melancholię gaszoną trochę ową obserwacją przyrody przez okno.
Podpisuję się też pod tym, co stwierdza i stosuje felinoterapia – kontakt z kotem działa uspokajająco, zmniejsza stres. Koty mogą pomóc w uśmierzaniu bólu, gdyż wyczuwają bolesne miejsca na ciele i układają się na nich. Także przyjemnie grzeją, co w zimowe wieczory było jak znalazł. To ciekawe osobne tematy z medycyny komplementarnej.

Ujemną stroną posiadania kota w domu jest niszczenie mebli, zwłaszcza tapicerskich. Natomiast koty są czyste i mało wymagające – nie trzeba np. ich wyprowadzać parę razy dziennie na spacer. A te dzikie radzą sobie całkiem dobrze – podziwiam np. jak potrafią przetrwać nawet dość ostrą zimę, a w kwestii czystości – można je dać za przykład wśród zwierząt, czego nie można powiedzieć o psach.
Jest też aspekt specjalny tej psiej „czystości” – spotykane całowanie się z psami, pozwalanie na lizanie twarzy… Hm, a przed chwilą czego ten pyszczek dotykał?

Jednak nie chcę się skupiać tylko na kotach, bo to temat na sporą książkę i … niejedną już napisano.

O ile wiele kotów lubi domowe wygody, to generalnie jestem przeciw trzymaniu w domu większych zwierząt (koty raczej do nich nie należą), zwłaszcza psów. To mo że być nawet w moim rozumieniu okrutne (?). Zatem przechodzę do psów i ich właścicieli.

Zacznę od owej czystości, bo przypomniał mi się tutejszy starszy (ponad 10 lat temu) wpis Śmierdząca sprawa , w którym pisałem:

„… Śnieg stopniał i odsłonił całe masy wszelkiego śmiecia ale zwłaszcza – co krok – psie odchody. To one, po odmrożeniu, tak śmierdzą.

Odsłania się więc i kultura naszego społeczeństwa.
Owszem – są na ulicy specjalne kosze na psie ekskrementy, ale nie widziałem aby ktoś z nich korzystał. Raczej widuję, że są zapchane czymkolwiek. Spróbuj zwrócić uwagę na nieodpowiednie zachowanie – spotkasz się często z pretensją lub przynajmniej zimnym nienawistnym okiem.

Od razu przypomina mi się prawie codzienne doświadczenie. Wchodzę do windy i czuję smród. Psi. Utrzymuje się dość długo. Czasem widzę sąsiadów w windzie ze swymi pupilami. Te, utytłane „po pachy” po chwili wprowadzane są na pańskie salony.

Nawet nie próbuję sobie wyobrazić czystości takiego domu, zapachów w nim – oszczędzam sobie takich „przyjemności”.
Także ściany domu wokół – obsikane.
Inne niedogodności to na przykład ranne lub nocne pobudki za sprawą psów. Prawie codziennie już między piątą a szóstą rano szczekanie dwóch psów na różnych piętrach stawiające dom na nogi – domagają się wyjścia za potrzebą. Podobnie czasem po północy. Z okna słychać nawoływania właścicieli oraz dalsze szczekania…”

Niestety sytuacja się pogorszyła, niektórzy zafundowali sobie drugiego psa…

Dodam, że klan miejskich psiarzy ma wiele ciekawych cech. Doceniając ich serce dla zwierząt, obserwuje się upodobnianie psów do właścicieli, czasem podobne choroby, specyficzny język, infantylność, dziwne imiona pupili… – różne kulturowe zjawiska w tej specyficznej grupie społecznej.
Do kultury osobistej i społecznej należy przestrzeganie pewnych przyjętych zasad – pies na smyczy w miejscach publicznych, nie wypuszczany wolno bez kontroli, poskramiany gdy atakuje ludzi i inne psy itd.
Patrząc od strony kulturowej i językowej, skądś wzięły się takie określenia jak (przepraszam za cytowanie mało miłych):
psia mać!; ty psie!; pies ci mordę lizał; psiakość!; skundlenie…

Psy bywają używane do szczucia (bierz go!), stąd też potoczne wyrażenie szczuć na kogoś/na coś i podobnie – wycie z powodu X, pogonić kota…
Niestety, psy wyzwalają także negatywne uczucia.

Pisałem też kiedyś o samotności, a tam o tym, że uciekając od niej, właściciele psów mają jeszcze trochę wspólnego języka – na temat psów i wszelkich spraw w rozmowach podczas spacerów z pupilami, ale bywa, że na tym kończą się bezpośrednie kontakty. Rozumiem wiec dzisiejszą potrzebę coraz większej ilości osób samotnych i singli posiadania choćby namiastki przyjaciela, a pies często bywa lepszym (wierniejszym i kochającym) przyjacielem niż człowiek…
Dawano, dawno temu popełniłem taki mały wierszyk:


Pies,
Serce na czterech łapach
Przybiegł do mnie.

W locie radości, w oczu błysku
Zapomnienie wszelkich krzywd.
Poczułem się mały,
Lecz pokrzepiony przyjaźnią.

Tak, miałem takie relacje z psem. Miłość tak wiele znaczy i wynagradza.
Niestety, wierna psia miłość bywa nie odwzajemniona z taką wiernością. Pies – zabawka dziecka porzucona, bo się znudził, albo sprawia kłopot. Pies zostawiony w lesie i przywiązany do drzewa – na śmierć.

Wkraczam na rubież, która może mi nie przysporzyć sympatii (o co specjalnie nie dbam) i wywołać oburzenie. Cóż – mówię o faktach.
Psy bywają też traktowane okrutnie. W tradycji wiejskiej pies postrzegany jest jako stróż domostwa i trzymane go na łańcuchu jeszcze do dziś nie budzi wśród wielu gospodarzy współczucia.

Widzieliśmy w wielu reportażach jak fatalne mogą być warunki w psich schroniskach, a prowadzenie ich stało się dla niektórych li tylko biznesem.

Gdybym miał za miastem dom z ogrodem – trzymałbym psa. Podobnie jak syn i jego teściowie – mają odpowiednie warunki i wiedzą jak psa dobrze ułożyć.

Zjawiska na styku człowiek-zwierzę przybierają w ostatnich czasach niepojącą wymowę – zwierzętom przydaje się nawet większe prawa niż ludziom. Fanatyczni ekolodzy („animalsi”) rozczulają się nad drobnymi przedstawicielami fauny i potrafią w tym kontekście zablokować inwestycje ważne dla człowieka, mimo że zadbano o zachowanie gatunku.
Słyszeliśmy wyrok w sprawie zabijania karpi tasakiem na targu (o ile dobrze pamiętam), który opiewał na karę podobną jak za „przypadkowe” zabicie na drodze człowieka…
Człowiek niemal zabity przez niedźwiedzia jest piętnowany za „wejście mu w drogę”.
Dziki wdzierają się do miast, plądrują, ryją, mogą być niebezpieczne. Sporym wysiłkiem i kosztem łowi się je i wywozi do lasu aby … za parę dni znów wróciły. Itd., itd.
Ale odbiegam od głównego tematu, więc powracam do psów.

Często w reportażach (np. ALARM w tvp1) pokazywane są ofiary groźnych pogryzień przez psy, były też przypadki śmiertelne. Pies potrafi być niebezpieczny i nieprzewidywalny, ale takie przypadki nie skutkują ani otrzeźwieniem ani surowszymi karami – psy to nasi przyjaciele i „niedobra o tym mówić”.
Dawniej zawód hycla był sposobem na watahy bezpańskich psów, dzisiaj to słowo/zawód jest niepoprawne politycznie.
Podobna sprawa z wilkami. Jest ich coraz więcej, podchodzą pod domostwa, atakują zwierzęta gospodarskie, zagrażają potencjalnie ludziom. Ale wilki są chronione i mają się mnożyć. Sytuacja podobna do tej z dzikami lub żubrami, które też się bardzo rozmnożyły i czynią szkody w rolnictwie.
Duży dyskusyjny temat – zostawiam.

Podejście do psów i kotów bywa różne w różnych kulturach. Np. w świecie wyznawców Mahometa koty to zwierzęta błogosławione, a psy – przeklęte … (ogólniej: w wielu miejscach na świecie tradycje i religie definiują zwierzęta czyste i nieczyste).
Ale w Europie to koty były kiedyś ofiarą okrutnych praktyk torturowania i palenia na stosie, bo jakoby były opanowane przez złe duchy.

Okazuje się, że i u nas są w pewnym sensie dwa klany, ale nie słyszałem aby klan sympatyków kotów był agresywny.

„Fałszywa pandemia” cz. 5 – recenzja książki 

Prawda nie ma nic wspólnego z liczbą ludzi,
którzy są o niej przekonani.
Paul Claudel
Mocniej:
Na ogół należy do mniejszości odważnych.
L. K.

Niniejsze omówienie* dotyczy pracy zbiorowej (pełny tytuł „Fałszywa pandemia. Krytyka naukowców i lekarzy 5”) pod redakcją dra Marusza Błochowiaka, który opracował i opatrzył wstępem tę i poprzednie 4 części tytułowej serii. Ta część (282 strony) wydana była pod koniec maja 2022 przez Ordo Medicus razem z wydawnictwem 3DOM.

Na stronie sprzedażowej współwydawcy https://3dom.pro/19053-falszywa-pandemia-krytyka-naukowcow-i-lekarzy-5.html … znajdziemy opis książki, charakterystykę autorów i dokładny spis treści. Pełny wstęp redaktora (dość długi) dostępny jest w pliku PDF np. tutaj.
Ten spis oraz wstęp dają potencjalnemu czytelnikowi dobry obraz zawartości i mogłyby już być namiastką recenzji.

Jednak można słusznie powiedzieć, że recenzję powinien pisać ktoś bezstronny. Podejmując się jej mam z tym kłopot, ponieważ, chociaż jestem formalnie całkowicie niezależny (freelacer, bloger bez powiązań i niezależny finansowo), to śledząc tematy poruszane w serii „Fałszywa pandemia” już od wielu lat i to w szerszym kontekście, trudno mi być zupełnie bezstronnym.
Zgadzam się bowiem z większością tez tych książek. Podobnie jak z tymi przedstawionymi w prawie 60 (polskich i zagranicznych) – Kowidowe książki (gdzie i o serii „Fałszywa pandemia” też było).

Wniosek z tych lektur jest jednoznaczny – faktycznie mamy do czynienia z fałszywą pandemią, szeregiem oszustw a także bardzo poważnymi naruszeniami prawa, zasad demokratycznych, etyki naukowej i lekarskiej oraz innymi zjawiskami, których konsekwencje wykroczą poza przeciętną świadomość w społeczeństwach.

Używając powiedzenia Grzegorza Płaczka – to się samo komentuje. Zatem to omówienie zawiera osobisty stosunek do sprawy, zresztą jak zwyczajowo wiele innych recenzji.

W takim układzie mógłbym skupić się na takich zagadnieniach, jak wiarygodność przedstawionych faktów, kompletność informacji, styl wypowiedzi…
Trudno jednak do tych aspektów się przyczepić. Wszystkie rozdziały obfitują w odnośniki do źródeł (oficjalne dokumenty, prace naukowe i wypowiedzi specjalistów), wyjaśnienia pojęć (przypisy pod tekstem), notki redakcyjne. Co do stylu, to także nie mam uwag, przy czym transkrypcje i tłumaczenie wywiadów oddają to, co było w oryginale, a wywiady w postaci ustnych wypowiedzi mają swój swobodny styl.
Część piąta serii – nie wiem czy będzie ostatnia, może być traktowana jako podsumowanie tematów poruszanych w częściach poprzednich.

W szczególności dotyczy to obszernego wywiadu z doktorem Wolfgangiem Wodargiem, którego artykuły i wypowiedzi były cytowane także w tych poprzednich częściach. Tutaj poświęcony jest świńskiej grypie, kulisom ogłoszenia „pandemii” H1N1 (tj. właśnie świńska grypa) oraz zmianie definicji kluczowego w tym kontekście terminu, tj. pandemii. Z tamtej „pandemii” możemy czerpać lekcję jak reagować na takie oszustwa i na czym one polegają. Wygląda na to, że politycy i władze sanitarne takiej merytorycznej, tj. medycznej i epidemicznej, lekcji nie przerobiły, a raczej przeciwnie  – wykorzystały i udoskonaliły ówczesne metody oszukiwania społeczeństw.
Warto przypomnieć, że W. Wodarg – internista i pulmonolog, specjalista w zakresie higieny i medycyny środowiskowej, a także zdrowia publicznego i medycyny społecznej, był  i jest też wykładowcą uniwersyteckim. Był przewodniczącym Komitetu Ekspertów ds. powiązanych z medycyną Ochrony Środowiska przy Izbie Lekarskiej Szlezwiku-Holsztynu, członkiem Bundestagu (1994-2009), inicjatorem i rzecznikiem Komisji „Etyka i prawo współczesnej medycyny”, członkiem Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, gdzie przewodniczył Podkomisji ds. zdrowia i wiceprzewodniczącym Komisji Kultury, Edukacji i Nauki. W 2009 zainicjował powstanie komisji śledczej w Strasburgu do zbadania roli WHO w fałszywej pandemii H1N1 gdzie był ekspertem ds. naukowych. a w 2020 powołał z prawnikami oddolną Komisję śledczą ds. koronawirusa. Zatem jest kompetentny w ocenie „pandemii” i świata polityki medycznej jak mało kto. Był w środku wydarzeń – jako działacz na różnych szczeblach i bezpośredni świadek.
Ordo Medicus wydało książkę dra Wodarga pt. „Fałszywe pandemie. Argumenty przeciwko rządom strachu” oraz zorganizowało szereg konferencji z doktorem Wodargiem w Polsce. Był też gościem XI Posiedzenia Komisji śledczej ds pandemii  z 29 stycznia 2022.

Przytoczyłem te dane o doktorze jako przykład, że osoby prezentowane w książkach omawianej serii zasługują na wysłuchanie – każda z nich ma odpowiedni dorobek kierunkowy.
Nie da się krótko przedstawić bogactwa faktów pokazanych przez dra Wodarga – są to liczne i miejscami drastyczne dowody braku przejrzystości i logiki w działaniu, korupcji, konfliktów interesu, utajniania badań, umów i dotacji, sprzeniewierzeń służbie publicznej, przemilczeń i przekłamań w oficjalnej narracji, niekompetencji, nacisków politycznych, marnotrawstwa… Sprawy, którymi powinny zająć się prokuratury.

Ogólnie podczas lektury zaznaczyłem w całej książce bardzo dużo ciekawych fragmentów, godnych zacytowania. Ich przestawienie wydłużyłoby to omówienie niepomiernie (może kiedy indziej, osobno?). W tej sytuacji wskażę tylko problemy i względnie nowe pojęcia, jakie pojawiły się w pracach naukowców, w tym szczególnie socjologów, w związku ze zjawiskami ostatnich lat.
Tutaj nawiązuję do rozdziałów 5. i 6. napisanych przez dr Urszulę i dr Andrzej Domańskich: „Społeczno-kulturowy wymiar współczesnych pandemii” oraz „Biopolityka i biowładza w czasie ‚pandemii’, czyli jak medycyna staje się narzędziem kontroli społecznej”.

Te sprawy znałem mniej i tym bardziej doceniam dużą ilość zacytowanych prac oraz autorów, którzy dostrzegają te nowe problemy.

Przytoczę sporo mówiące tytuły podrozdziałów:

– Społeczno-kulturowy wymiar współczesnych pandemii
– Pandemie: społeczny konstrukt
– Socjologia medycyny, farmacji i przemysłu biotechnologicznego
– Biopolityka i biowładza w czasie „pandemii”, czyli jak medycyna staje się narzędziem kontroli społecznej
– Problem autorytetów
– Język biowładzy i rodzaje dyskursów
– Konstruowanie „prawdy” o ludzkiej cielesności, zdrowiu i chorobie. Media narzędziem biowładzy
– Strategie biopolityki w czasie „pandemii”
– Odbiór społeczny strategii biopolityki
– Selekcja. Komu i jakim obszarom życia społecznego nie poświęca uwagi biowładza w czasie „pandemii”?
– Wykluczenie. Homines sacri – społeczność nowych wykluczonych
– Urządzanie życia (regulacja) przez strategie biopolityki.
– Zyski i straty
– Hierarchie wartości. Akcenty strategii biowładzy?

W tych paragrafach oprócz „biowładza”, „biopolityka”  znajdujemy takie nowsze pojęcia jak:
medyczny imperlializm, biotyrania, anatomopolityka, rządomyślność, farmokracja, medykalizacja, podżeganie chorobowe (disease mongering), społeczeństwo terapeutyczne, choroby medialne, niewidzialne getto, anomia pandemiczna, kultura lęku, hipochondryzacja społeczeństwa, farmaceutykalizacja społeczeństwa, Homines sacri, genetyzacja,…

Jeśli chcesz poznać znaczenie i omówienie tych terminów – zajrzyj do rozdziałów 5. i 6. Można się spierać o nazewnictwo, pewnego rodzaju nowomowę środowisk naukowych, ale póki nie ma lepszych określeń, opisują one realne zjawiska.
Ten interesujący materiał obnaża różnorodne socjotechniki władzy i propagandy oraz już widoczne i długofalowe, różnorodne niszczące skutki ich stosowania.

Osobiście najbardziej zainteresował mnie rozdział „Iluzja medycyny opartej na dowodach”, w którym dr Leemon McHenry – bioetyk i emerytowany profesor filozofii na California State University w Stanach Zjednoczonych, przedstawia na bazie swojej książki o takimż tytule, całą tę iluzję przytaczając szereg dowodów ze śledztw. Ujawnia różne mechanizmy fałszowania prac naukowych i wpływania na piśmiennictwo medyczne oraz prace instytutów.
Temat „Evidence Based Medicine” (EBM) podejmowałem wielokrotnie* świadom wielu nadużyć jakie z tym terminem są związane – patrz np. 
Wiarygodność prac naukowych, EBM, Jeszcze o EBM, Iluzja medycyny opartej na dowodach, Kult medycznej dezinformacji, Naukowe kłamstwa, Skorumpowane nauki medyczne, … 
To pojęcie – wytrych, nadużywane hasło, które ma przykryć wszelkie błędy jakie popełniają naukowcy i medycy, a za nimi politycy i dziennikarze, na podobieństwo używanego sloganu „Zaufaj nauce”.
Konstatacje profesora McHenry’go w pełni potwierdzają te zastrzeżenia. Szkoda, że powołując redaktora wydawnictwa Lancet Richarda Hortona, nie znajdujemy jego głośnego oświadczenia (np. w Jeszcze o EBM), że około połowa prac naukowych tam umieszczanych była niewiarygodna, napisana pod tezy i sponsorowana przez przemysł farmaceutyczny. Podobnie wypowiedziała się
Arnold Seymour Relman, profesor medycyny Uniwersytetu Harvard i były redaktor naczelny równie poważanego The New England Journal of Medicine”: „Zawody medyczne są kupowane przez przemysł medyczny, nie tylko w kwestiach praktyki medycznej, ale także nauczania i badań. Instytucje akademickie tego kraju godzą się na to, by stawać się płatnymi agentami przemysłu farmaceutycznego. Uważam to za niegodne.” 
Ale mamy na to i inne ważkie świadectwa – zarówno w podanej wypowiedzi dra Leemona McHenry, jak i z innych źródeł (np. od Roberta Malone, American Frontline Doctors, itd.).

Książki serii „Fałszywa pandemia” czyta się niemal jak powieści sensacyjne, z tym, że nie są to powieści, a dobrze udokumentowane relacje. To, że są w nich fakty dla wielu będące sensacjami, to cenny przyczynek do poruszenia opinii publicznej przez emocje, jako że jest ona czuła na takie podejście, co zresztą było szeroko wykorzystywane przez propagandę szczepień czy inne rządowe metody w duchu zastraszania społeczeństwa i jego dzielenia na prawomyślnych i odSZCZEPIEŃCÓW.
Zatem, kto lubi element sensacji, ten chętnie zobaczy film dokumentalny Trust WHO (Czy wierzyć WHO?), przez redakcję włączony jako część publikacji (dostępny za darmo pod wskazanym w książce adresem). Jego tytuł dobrze oddaje istotę źródła powstałego zagrożenia, które zostało rozwinięte w ostatnim rozdziale książki  – „Charakterystyka i ocena prawna Międzynarodowego traktatu antypandemicznego negocjowanego w ramach WHO”, pióra mec. Katarzyny Tarnawy-Gwóźdź.

Przytacza kilkanaście poważnych uzurpacji WHO i płynących z tego zagrożeń dla suwerenności krajów, ich praw, w tym wywyższając się ponad ich konstytucje, wolności osobistych, ograniczanie wolności słowa i badań naukowych, drenowanie budżetów na wyimaginowane cele, zabranianie leczenia innego niż wynikające z interesów farmacji – a zatem jest to prawo pisane pod dyktando korporacji i totalitarnej władzy.
Czytamy: „Decyzją Zgromadzenia Ogólnego WHO spółki handlowe mogą od maja 2016 r. wpływać na decyzje strategiczne tych organów, co pozostaje w oczywistym i rzeczywistym konflikcie interesów, a przekazanie na podstawie art. 89 lub art. 90 Konstytucji RP jakichkolwiek uprawnień Organów naszego Państwa na rzecz WHO będzie nosiło znamiona wyczerpujące czyn stypizowany, przedstawiony w art. 127 Kodeksu Karnego (zamach stanu).”

Pisałem o tym 22 maja we wpisie No pasaran!. A to, co wiemy o WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) to nie tylko przedstawione zarzuty z projektu „Traktatu antypandemicznego”, ale także mało chwalebne zaszłości z polityki kowidowej i dawniejsze nieodpowiedzialne i wręcz szkodliwe działania, które czynią tę organizację niebezpieczną. Od dawna podnoszone są różne zarzuty, a na naszej stronie pokazałem niektóre we wpisie WHO, jej szef i epidemia Covid-19  z kwietnia 2020 r.

Jeśli miałbym uwagi krytyczne do książki jako całości, to dotyczyłyby one – przy całej zasłudze autorów, braku wyraźnego wskazania odgórnego planu, który stał za ostatnimi „pandemiami”. Nie uważam osobiście, że wkracza to w „teorie spiskowe” – to spisek w praktyce – jeśli spojrzy się na to z wyższej perspektywy i z rozeznaniem, zresztą jak wiele z tego, co dzieje się obecnie na świecie za sprawą ukrytej władzy.
Z drugiej strony rozumiem, że redaktor i autorzy nie chcieli posunąć się dalej, bo naraziliby się na atak i oskarżenia, które mogłyby utrudnić ich misję dalszego przedstawiania tej ciemnej strony medycyny, nauki i polityki.  Inteligentny czytelnik sam wyciągnie wnioski a przynajmniej poszerzy swój „horyzont poznawczy”.

Książkę polecam wszystkim poszukującym prawdy o pandemii koronawirusa – jest napisana przystępne i starannie. Na stronach wydawców można znaleźć więcej podobnych informacji.

Życzę fundacji Ordo Medicus dalszego badania tych niepokojących zjawisk i zgromadzenia takiego dossier, które będzie podstawą do sformułowania formalnych oskarżeń i otwarcia drogi do oczyszczenia życia społecznego z przedstawionych patologii.
Niektórzy komentują, że co to za komisja w której nie ma ani jednego lekarza. I dobrze, że nie ma. W Ordo Medicus nie mieli by życia za sprawą izb lekarskich i mediów, co byłoby i ze szkodą dla wspomnianej misji jaką komisja podjęła. Zwróćmy uwagę, że np. nie trzeba być wojskowym by być ministrem obrony, pisarzem by być krytykiem literackim itd. A komisja przesłuchuje i lekarzy, tych, którzy wykazali się odwagą i i uczciwością zawodową. Część z nich pojawiła się w omawianych książkach.

Na szczęście nie są sami, świadomość i opór społeczny rośnie, tworzą się podobne inicjatywy – oddolne i z ramienia organizacji lekarzy, naukowców i prawników.


* To jest wersja recenzji wzięta z mojej strony LepszeZdrowie –  nieco szersza  niż ta, którą upubliczniłem na paru portalach, gdzie nie chciałem dodawać prywatnych przyczynków (np. tutaj).

INTELiGENcJA

inteligencja pokoleń vs AI
ilustracja z brief.pl

Susan Sontag

Dlaczego taki dziwny tytuł – wyjaśni się dalej.
Wpis powstaje w wyniku refleksji nad intelektualną kondycją Polaków.
Mówić o różnych rodzajach inteligencji byłoby powtarzaniem spraw znanych.
Tym bardziej, że zarówno przeczytasz o tym w wikipedii i setkach artykułów w sieci, w książkach jak nawet tutaj w przyczynkach – Lapidarnie o mądrości vs inteligencja, Tego nie uczą w szkole, …

Należy jednak wspomnieć o tym znaczeniu „inteligencja”, które odnosi się do warstwy społecznej, którą nominalnie uważa się za intelektualną elitę – ludzi żyjących z pracy umysłowej lub będących od pokoleń w grupie osób intelektualnie przewodzących społeczeństwu. Chociaż mamy też pojęcie intelektualisty (kogoś ze szczególną zdolnością  do krytycznej analizy i syntezy, posiadającego bogatą wiedzę, erudycję), to w klasie społecznej inteligencji właśnie intelektualiści bywają jej liderami.
Są też koncepcje czy zapatrywania, że inteligent, to ktoś z inteligenckiej rodziny od co najmniej paru pokoleń, przy czym chociaż źródło tej nobilitacji może być dyskusyjne, to następne generacje dodawały wartości, która daną rodzinę nobilitowały faktycznie i dawały społeczne uznanie. Zwłaszcza gdy wykształcenie i walory umysłowe kierowały takie osoby ku zaangażowaniu w sprawy publiczne.  I tak często bywało – w postaci piastowanych funkcji w administracji, działalności edukacyjnej, gospodarczej, naukowej,  publicystycznej itp.
W mniej słownikowym znaczeniu przedstawiciel inteligencji to ktoś kulturalny, z dobrymi manierami, nie goniący za karierą, a raczej światły obywatel chcący swoją twórczą pracą umysłową i postawą dawać coś ogółowi lub po prostu dobrze wychować swoje dzieci by miały szacunek do wartości, a często do tradycji rodzinnych i narodowych.
Z tego tytułu także niektórzy przedstawiciele arystokracji byli i nadal są zaliczani do inteligencji, ale nie zawsze, np. gdy nad wykształceniem i kulturą górowały zapędy ciemiężenia niżej urodzonych lub biedniejszych, wywyższania się bez pozytywnych przymiotów charakteru.
Zatem od tego schematu nobliwej inteligencji są odstępstwa. Do inteligencji zaliczają osoby uprawiające zawody prawników, lekarzy, nauczycieli, inżynierów, artystów, część duchowieństwa i oficerów wojskowych – zwłaszcza gdy te dziedziny są uprawiane w rodzinach od paru pokoleń. Ale to nie zawsze idzie w parze z kulturą czy – paradoksalnie – z postawą prospołeczną.  Szczególnie zawody korporacyjne są poddane wewnętrznemu konformizmowi i hermetyczności, co potrafi zniszczyć dobrą opinię o jej reprezentantach. Zapewne skojarzysz to z niską obecnie oceną niektórych sędziów czy lekarzy.  Chociaż każdy ma, a nawet powinien mieć poglądy polityczne, to nie powinny one zniekształcać misji zawodu zaufania publicznego. Np. przystępowanie do partii grozi tym, że dobro wspólne schodzi na drugi plan, wobec interesu partii oraz powstaje zawężenie percepcji i rozumienia tego, co jest udziałem ludzi o innych poglądach. To zawężenie powstaje też przez zbytnią specjalizację zawodową. Niestety w tym kierunku poszły współczesne zawody – ich reprezentanci tracą pełniejszy obraz świata.
Wiele o tym pisałem na przykładzie specjalizacji medycznych, których przedstawiciele nie widzą człowieka jako całości a nawet nie kojarzą danych innych specjalności ze swoją.
Nie będę tego rozwijał szczegółowo, ale to dobry materiał ilustracyjny.
Wreszcie, niektórzy intelektualiści, których można zaliczyć do inteligencji z racji rodzinnych tradycji, erudycji czy pozycji „autorytetu”,  bywają osobami o niskiej kulturze, o psychopatycznych skłonnościach lub działających przeciw dobru ludzi. Możemy przykładowo zastosować etykietkę szalonego naukowca lub adwokata, który broni przestępców nie z urzędu, ale dla korzyści materialnych lub politycznych. To tylko przykłady. Wiadomo też, że wykształcenie to jeszcze nie mądrość ani prawość.

Po tym zarysie ogólnym warto spojrzeć na polską inteligencję z perspektywy jej losu przez ostatnie ok. 300 lat. Polska była w tym czasie ciągle polem obcych wpływów – wrogów i okupantów, którzy wiedzieli że zapanować nad ofiarą najlepiej jest przez psucie i eliminację jej głowy.  I tak korumpowano słabsze jednostki elity, snuto intrygi, napuszczano jednych na drugich lub fizycznie eliminowano. Tak było pod zaborami, w wojnach, za okupacji niemieckiej i w PRLu (ale czy i dzisiaj nie widzimy podobnych zachowań?).
Zaborcy przekupywali, indoktrynowali i zastraszali jednostki mogące mieć wpływ na siłę państwa, a osoby o postawach patriotycznych karali – wyzuwanie z majątku, zsyłki na Sybir więzienie lub śmierć. Podobnie pod zaborami anglosaskimi a potem w gehennie hitlerowskiej oraz podczas prześladowań sowieckich na kresach wschodnich oraz w pierwszych latach po wojnie. Oprócz strat w wyniku samych operacji wojennych, polska inteligencja została bardzo przerzedzona celowymi akcjami likwidacji tej klasy społecznej.
W PRLu zawzięto się na inteligencję z pobudek politycznych i ideologicznych – była deprecjonowana, szykanowana, piętnowana i dalej eliminowana.
W to miejsce tworzono nowe pseudoelity z tzw. awansu społecznego spośród robotników, chłopstwa a nawet różnej maści kolaborantów z wrogami. Oczywiście to pochodzenie  nie przekreślało istnienia odsetka jednostek o naturalnych talentach i pracowitych (zawsze tak jest w społeczeństwach), ale były one już obciążone zobowiązaniami wobec partii i wychowane w duchu braku szacunku do wartości inteligencji przedwojennej. Niestety, z tej rzeszy wywodzi się w kolejnych pokoleniach znaczna część tej grupy, która dziś pretenduje do rządu dusz i bycia inteligencją wg klasycznego ujęcia.
Z jednej strony, bycie inteligentem w PRLu nie przynosiło ani przywilejów ani profitów (oprócz funkcjonariuszy aparatu państwowego i pochlebców), a z drugiej – nowa klasa była coraz liczniejsza i przez to mniej elitarna. Te okoliczności sprzyjały podatności jednostek na ich przekupywanie dla lepszych zarobków i pozycji zawodowej. To zepsuło wielu – kariera na pierwszy plan, etos zawodu i etyka na dalszy, a nawet daleki. Z punktu widzenia prymitywnej definicji inteligencji intelektualnej (zdolność do adaptacji) – mogą się usprawiedliwiać postępowaniem racjonalnym, ale to nie jest etos klasy inteligenckiej.

I tak urosła nam klasa podatna na naciski polityków, lobbystów, goniąca za dobrem swoim a nie społecznym. Wzrost zarobków rozbudza aspiracje, życie ponad stan, a jednocześnie powoduje zadłużanie się w bankach, a w rezultacie jeszcze większe uzależnienie.

To zaprzedanie ostatnio widać wyraźnie wśród personelu medycznego, który dla sowitych  bonusów porzucił empatię dla pacjentów i któremu przedłużanie „pandemii” jest na rękę.
Ogólnie można powiedzieć, że Covid-19, jak mówią, ujawnił kto jest kim.
Pokazało swoje oblicze wielu, zamordystów, wręcz sanitarnych faszystów i sadystów, objawiła się głupota nie tylko zwykłych obywateli ale polityków, dziennikarzy a nawet sporej ilości wyższej kadry medycznej. Co za upadek tych, których uważa się za inteligencję!
Zaszczepieni żądają ostrych sankcji dla niezaszczepionych, skłócają wewnętrznie nawet rodziny. Ani to mądre (bez podstaw merytorycznych i prawnych), ani licujące z głoszonymi pobudkami humanistycznymi.
Widzę w tym wpływ głębokiego wypaczenia moralnego, które od dziesięcioleci jest skrycie i jawnie forsowane zarówno przez destrukcyjne ideologie jak i działania wrogich Polsce sił. Te siły mogą mieć wewnętrzną reprezentację. Do służby publicznej angażowani są coraz mniej odpowiedni ludzie – kwalifikacje „techniczne” to za mało.
Widzi się systematycznie obniżanie poziomu szkolnictwa na wielu poziomach, ogłupianie młodzieży i kierowanie jej w kierunku materializmu, hedonizmu, zepsucia moralnego, etyki sytuacyjnej, bylejakości, świata wirtualnego oderwanego od rzeczywistości. Coraz mniej ludzkiej inteligencji na rzecz sztucznej. Nie wyrośnie z tego podejścia autentyczna klasa inteligencji.
W tygodniku „doRzeczy” od dawna jest cykl satyrycznych artykułów pt. „Młodzi, wykształceni i z miejskich ośrodków”, który w swej karykaturze dość celnie pokazuje jak tacy młodzi ludzie  postrzegają świat, gdzie króluje płytkość, podatność na lewackie ideologie, zwłaszcza LGBT, i wszystko co wskrzesza komunizm, ślepy ekologizm, naiwność wiary w autorytety, ale tylko własne.
Co do autorytetów to mam dość radykalne podejście – nie dowierzam. Widzę to szczególnie w „działce” zdrowotnej, którą od dłuższego czasu śledzę i omawiam. Pozorność autorytetu Horbanów, Pyrciów, Simonow itp. zadaniowców covidowych jest dość powszechnie znana a nawet wykpiwana, ale problem jest głębszy.
Jest tu parę aspektów, które są kolejną ilustracją zaniku inteligencji – tej zarówno mierzonej przez IQ,  jak i klasy społecznej.
Medycyna jest zepsuta przez podejście rockefellerowskie – to proces konsekwentnie realizowany od ok. 100 lat. Stąd już co najmniej 3 pokolenia lekarzy, naukowców, farmaceutów i działaczy służby zdrowia idące na lep pseudonaukowości na usługach  biznesu farmaceutycznego. Znów – nie będę tego rozwijał – pisałem na ten temat wielokrotnie tutaj i na LepszeZdrowie.info. Tylko jako jeden mały przykład ilustrujący przytoczę wpis Naukowcy. To było jednak pisane przed Covid 19. Później pojawiło się tyle kłamstw i ignorancji w medialnym obiegu, że zaufanie do autorytetów legło w gruzach. Tragedią jest, że nie dla większości adoratorów głównego nurtu – mimo ewidentnych bzdur i manipulacji. A jeszcze większą, że ta ignorancja udziela się nawet skądinąd ludziom wysoce wykształconym i mądrym na ich polach działalności.
Wierzą w to, co mówi telewizja, na równi z ludźmi o wąskich horyzontach i nikłym wykształceniu. Wśród nich szczególnie butni są ci najmłodsi profesorowie i doradcy rządowi, mimo że nie mają jeszcze doświadczenia zawodowego i życiowego. Ani chęci poznania czegoś spoza głównej narracji tej wg „jedynej słusznej prawdy”. To dość charakterystyczne dla nominowanych neofitów jakiejś dziedziny, którzy chcą się wykazać.
Czasem nasuwa się powiedzenie:
Zabiliby się gdyby spadli z poziomu swojego ego do poziomu własnego IQ.
Niedawno słuchałem wykładu z Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie rektor komentujący wykład nazywał oponentów wątpliwego w swych racjach prelegenta płaskoziemcami, a zgromadzona grupa słuchaczy-naukowców mu przyklaskiwała.
Smutny obrazek – nie nazwałbym tej grupy ani inteligencją ani ludźmi inteligentnymi. Czyż akademia nie powinna być – zgodnie ze starą tradycją, miejscem dyskusji i wolności słowa? Trzeźwiejsi i mniej zindoktrynowani są jak przysłowiowi wołający na puszczy, a gdy namierzeni – upokarzani za swe myślozbrodnie.
Nie jest też inteligentne i pasujące do misji inteligencji olbrzymie marnotrawstwo dobra wspólnego, co obserwujemy w ostatnich latach w niepotrzebnych działaniach gospodarczych, a szczególnie w psuciu przedsiębiorczości zbędnymi zarządzeniami epidemicznymi. Jednocześnie przez wydatkowanie z podatków miliardów na nieskuteczne szczepienia i całą otoczkę sanitaryzmu. Długo by o tym mówić i często się mówi.
Co do szczepień, a właściwie ich nowej generacji (mRNA), mam również radykalne zdanie i potrafię to uzasadnić.  To ogłupienie (wg powiedzonka Stanisława Michalkiewicza planowe „duraczenie”) ludzi a nawet wielu influencerów i „autorytetów” przybrało olbrzymią skalę i to globalnie. Skracając ten wątek  – można spojrzeć na ok. 50 książek o covid.
Rzecz polega na sięgnięciu do natury tych „szczepień” i genezy całego zjawiska.
Jeszcze podam pewien przykład jak ogłupienie manifestuje się w praktyce.
Miasteczko Podkowa Leśna, które znam i które jest uznawane za inteligenckie od czasów jeszcze przedwojennych, zasłynęło jako najbardziej „wyszczepiona” gmina w Polsce.
I, jak się potem okazało … z najwyższym odsetkiem zakażeń, cokolwiek to miałoby znaczyć.
Smutny obraz.

Na koniec powrócę do tytułu wpisu. Lubię bawić się słowami, tutaj chodzi o takie rozbicie
INTEL i GEN c JA:

INTEL – w języku angielskim jest skrótem słowa intelligence, zwłaszcza w odniesieniu do wywiadu* wojskowego i służb, które badają, śledzą i przewidują wydarzenia, co wymaga inteligencji i poprawnego wnioskowania.
GEN – niektórzy mają dociekliwość i umiejętności badawcze jakby w genach.
JA – tu zadaję sobie pytanie: jak JA mam się do poruszonego tematu.

Trochę więc o tym. Nie tyle by jakoś się eksponować, ale by uzasadnić dlaczego mogę się na temat inteligencji wypowiedzieć.
Nie mogę sobie odmówić przynależności do tzw. inteligencji – z racji wielowiekowej tradycji rodzinnej, w której były postacie dobrze wykształcone, kulturalne, uzdolnione artystycznie, z zasługami dla niepodległości, pełniące funkcje publiczne a jednocześnie osoby skromne.  Ja sam mam tytuł naukowy, chociaż nie to jest ważne, bo przede wszystkim wieloletnia praca dla nauki dała mi szkołę myślenia i dociekliwości. Mimo emerytury od wielu lat jestem aktywny (na swoją miarę) w działaniach, które uważam za pro publico bono – nie patrząc na korzyści materialne.

Jestem szczęśliwy, że z żoną podzielamy zainteresowania i wspólnie staramy się uświadamiać ludziom to, co w naszym przekonaniu jest dla nich dobre.
A skąd bierzemy to przekonanie? Nie tylko z mnóstwa lektur i przekazów źródłowych*, ale i ze stosowania tego, co można nazwać kryteriami prawdy.  I z szacunku do wartości, jakie przekazali nam nasi nauczyciele.
Przy tej okazji wspomnę też o stronie www.StefanGarczynski.pl gdzie wskrzeszam pamięć i prace jednego z nich – pisarza i dydaktyka. Polecam uwadze osób, dla których polska kultura jest ważna.

________
* Tak się składa, że mam też dostęp do szczególnych źródeł, w tym do tych informacji Global Intelligence Agency (GIA), które są ujawniane publicznie (część, która może być udostępniona na danym etapie). Ta agencja, działająca w tle i będąca ponad wszystkimi innymi agencjami na świecie, od pewnego czasu działa w ramach Global Peace and Restoration Consortium (GPRC) i na rzecz odzyskania suwerenności ludzi.
Jakkolwiek to brzmi tajemniczo i wielu nie jest w stanie w to uwierzyć (sam mam jeszcze pewne wątpliwości), to ich działania i komunikaty zgadzają się z tym, co donoszą inni obserwatorzy ukrytej sceny wydarzeń. W szczególności dowodzą o sztucznej i destrukcyjnej naturze obecnych „szczepień”, co obecnie dostrzegają też niezależni badacze. A to upewnia mnie, że myśląc podobnie niekoniecznie błądzę…

Generalia i didaskalia

checklista-fotolia-30956794-xs,2929,res310


Komu czas się dłuży, temu życie skraca
.
Janusz Kapusta

Czasami traktuję to miejsce jak stronę z artykułami (dość powszechna praktyka wykorzystywania wordpressa), kiedy indziej jako osobisty blog, coś bardziej na kształt pamiętnika i luźnych notek (lapidaria) na różne tematy.
Tym razem właśnie to drugie.
Paru znajomych pytało mnie – „co ty właściwie robisz, że ciągle nie masz czasu?”
Ten wpis może mnie częściowo także usprawiedliwi że zalegam z różnymi pogłębionymi odpowiedziami i komentarzami – bez obrazy – to nie są sprawy ważne dla mnie a może i w ogóle na teraz. 
Poświęcam czas „pracom własnym”, które po części jakoś mnie wyrażają, składają się na życiowe cele, oraz potrzebnemu równolegle czynnemu dbaniu o zdrowie i rekreację – fizyczną (spacery, wycieczki, wysiłek) i intelektualną – lektury, kultura.  Bez tego inne działania będą kulały.

Ujawnię tu kronikarsko pewne elementy – na przykładzie niektórych wydarzeń listopada oraz spraw „na warsztacie”.
Można je potraktować jako życiowe didaskalia potrzebne by przynajmniej częściowo zrealizować pewne generalia – o czym na końcu.
Im człowiek starszy, tym bardziej czas przyspiesza, tym mniej go pozostaje na realizację tego, co chciałoby się zrobić. A do tego dokłada się to, jak świat coraz bardziej pędzi i jak rośnie lawinowo ilość informacji.
Przeglądam kalendarz – gąszcz, że ledwie mogę pewne notki odczytać. Odhaczam sprawy załatwione i zalegające. Nie chciałbym na następny rok powiększać bagażu tych zaległości. Cierpliwie robię sobie w excelu tabelę z podziałem na kategorie, ważność,  pilność i jeszcze pare wyróżników. Na dziś 370 pozycji. Mam parę aplikacji typu toodledo, ale nie pasują mi tak dobrze jak własny projekt. Do tego dochodzi zestaw prawie 100 stron w sieci, do których chciałbym/powinienem? zajrzeć oraz narastająca ilość zakładek na twitterze i innych miejscach. Chyba bez tych porządków pogubiłbym się z kretesem. 
Podobnie mam z domową biblioteką – książki już poutykane gdzie się da, także w piwnicy.
Tutaj pomaga mi dość fajna aplikacja w telefonie Moja biblioteka (My Library), która skanuje kod kreskowy i pozostałe dane wprowadza z automatu na bazie zapisu ISBN. Szkopuł polega na tym, że nie wszystkie kody są rozpoznawane, a starsze książki w ogóle go nie mają. Tu czeka mnie niestety duża praca ręczna. Cel tego wszystkiego to porządek, który pozwoli mi zarówno ogarnąć co mam, jak i ew. umieścić wszystko fizycznie w wybranych miejscach wg kategorii. Już nie będę tracił czasu na domyślanie się i szukanie, co gdzie się znajduje. Ale trzeba będzie kupić nowy regał(y) i nieźle się nadźwigać, by wszystko odpowiednio poustawiać.
Starszą namiastką tej inicjatywy jest mój prywatny zbiorek książek o zdrowiu, którego spis umieściłem w  Biblioteczce zdrowia w ramach strony LepszeZdrowie.info.
Kolejnym dużym wyzwaniem jest aktualizacja, a właściwie modernizacja wymienionej  strony. Aż dreszcz mnie przechodzi gdy pomyślę o skali pracy. Zasób strony jest w pewnym sensie sporym dorobkiem, który warto zachować, a jeszcze bardziej udostępnić szerzej. Niestety ze względu na starszą technologię ma ona szereg ułomności funkcjonalnych i estetycznych.
W szczególności artykuły są dostosowane do czytania na komputerze, natomiast na telefonach i innych urządzeniach mobilnych nie ma dopasowania szerokości widoku. W tej sytuacji ułatwia trochę czytanie w układzie poziomym, ale i tak to zniechęca czytelników, którzy wg statystyk docierają do stron głównie via telefon.
Sprawa jest trudna technicznie i czasowo – trzeba „przełożyć” ponad 800 podstron i materiałów, z czym wiąże się długi szereg szczegółowych działań. 
Przymiarkę (wariant koncepcji) nowego wyglądu możesz zobaczyć tutaj (adres roboczy).

Prace będą składały się z dwóch głównych etapów.

A Przegląd obecnej strony i wprowadzenie szeregu poprawek, uzupełnień i aktualizacji.

B Przełożenie serwisu na nową platformę (najprawdopodobniej WordPress).

Czynności etapu A opisałem w notatce Nowa postać serwisu i stopniowo realizuję (jestem jednak na początku), czas zakończenia to … może pół roku, jeśli będę to robił codziennie.
Co do etapu B – na razie jest w szkicach (koncepcja i metoda), więc nie ma co o tym tu mówić.

A propos tej strony – jak co miesiąc, zrobiłem resume listopada (Nowości zdrowotne listopad 2021). Telegraficznie: Dobre rady na sezon grypowy i C19, głosy za opanowaniem opresji i skutków epidemii, niepokojące wieści medyczne które powinny alarmować, komisje śledcze i oddolne akcje dla powrotu do normalności.

Kolejna duża praca to (już tu wspominane) pisanie książki o roboczym, nieco tajemniczym tytule Panorama dotyku. Zaczęta była co najmniej 4 lata temu, ale redakcja była zatrzymana ze względu na kolejne odkrycia i dochodzące przyczynki. Materiału mam na ok. 400 stron – za dużo. Chciałbym zejść do 150 ze względu na czytelnika, ale to trudne wybory i pewnego rodzaju sztuka. 

Oczywiście życie wplata w te czynności szereg powinności dnia codziennego. Sprawy rodzinne, (np. opieka nad 94-letnią teściową), aprowizacja, sprzątanie, rachunki, przeglądy techniczne i reperacje, lekarskie badania diagnostyczne, dentysta, itp. itd – każdy to ma.
I zaległości – o których wspomniałem na wstępie.
Dochodzą przyjemne i kuszące rozpraszacze – związane z zainteresowaniami. 
Myślę, że odcinanie się od szerszych zainteresowań, byłoby psychicznie szkodliwe.

Przykładowo, jako inżyniera zawsze pociągała mnie matematyka.
Nie każdy wie, że Janusz Kapusta, znany głównie jako grafik,  ma unikalne osiągnięcia w zakresie ZŁOTEJ PROPORCJI. Zobacz np.
https://obieg.u-jazdowski.pl/numery/piekno-u-bram/boska-proporcja-trzecie-odkrycie-
Nie powstrzymam się od zacytowania jego twierdzenia (odkrycie, na które nikt nie wpadł od czasów Pitagorasa):

Jeżeli w trójkąt równoramienny o podstawie 1 i wysokości 1 wpisze się koło, to jego średnica będzie w złotym podziale w stosunku do podstawy (i wysokości) tego trójkąta.

To twierdzenie ma wiele implikacji dotyczących tzw. proporcji srebrnych, złotych kwadratów itp. Złota proporcja okazuje się matematyczną esencją wszechświata.
I jeszcze piękne równanie na wyliczenie niewymiernej liczby Fi (złotego podziału):

(1-a)/a = a

Janusza Kapustę podziwiam także za złote myśli towarzyszące jego rysunkom (patrz przykład umieszczony w motto). Zatem podziwiam go potrójnie, bo i za to odkrycie matematyczne i za jego drogę życiową (od małej wioski do sławy światowej) – pełną dokonań (np. k-dron) i uznania różnych ciał naukowych i artystycznych. 

Wracając do moich prac i tego, co jest przedmiotem ww. nowości na LepszeZdrowie, to oczywiście tylko wybór z bardzo dużej ilości przeczytanych i wysłuchanych materiałów. Podziwiam Jerzego Ziębę, że przy jego ilości zajęć, dwa razy dziennie (prawie bez wyjątku) poświęca po ok. 1,5 godziny na spotkania on-line z czytelnikami/słuchaczami/sympatykami. Wieczorem o 21 jest to często prelekcja na wybrany temat zdrowotny, aktualności i odpowiedzi na pytania, a o g. 13  – swobodne spotkanie „przy kawie” na różne tematy. Generalnie zabiera głos nie tylko w sprawach zdrowie, jak każdy obywatel. 
Na razie odbywa się to głównie tutaj  (ze względu na brak cenzury i możliwość czatu), docelowo będzie na stronie autora, przy czym już teraz zawsze te audycje biegną równolegle w obu miejscach. Zaletą strony autorskiej jest, że nie trzeba się tam ani rejestrować ani logować. A jak się tam dostać do tych live? – pod fotografią J. Zięby wystarczy nacisnąć przycisk live – przekierowuje do aktualnej transmisji i archiwum.
Warto zaglądać – Jerzy otwiera oczy na wiele absurdów działań i postaw, także głupotę – czasem nie do uwierzenia jak wielkich i szkodliwych.

Powoli przechodzę do wspomnianych generaliów.
Powyższe sprawy to były osobiste, lokalne rzeczy, narzędzia. Ważniejszy jest społeczny, szeroki obraz tego, co się dzieje.
Otóż jesteśmy na wojnie – wojnie globalnej nowego typu, zwanej czasem hybrydową, ale jej natura jest głębsza – to wojna o ludzkość – ludzkie dusze, wartości, przyszłość.
Z jednej strony – niespotykana w dziejach skala opresji, manipulacji a nawet zdziczenia, z drugiej – prawdopodobnie przełomowy czas i szansa, by ludzkość wyzwoliła się z wielowiekowej dominacji sił zniewolenia i wyzysku. 
Obecna „pandemia” jest jednym z paru narzędzi tego zniewolenia – tworem sztucznym, co nie umniejsza szkodliwości i ważności, a nawet potęguje te aspekty. Nowości na Lepsze Zdrowie pokazują część tych środków i manipulacji. Podobnie i dobitnie wykazuje to J. Zięba i wielu innych demaskatorów na świecie i w Polsce – i o tym też jest na mojej stronie. Chociaż znam osobiście 44 książki o „pandemii” i covid-19, to by poznać kwintesencję operacji, przy czyimś braku czasu na więcej lektur, polecam książkę „Covid-19 Globalna mistyfikacja” Józefa Białka. Nakreśla historycznie cały plan, jego przygotowanie, realizację i działania towarzyszące. 
Wprowadzanie Nowego Porządku Świata (NWO) zmierza do całkowitej kontroli społeczeństw przez wąską grupę władzy psychopatów, którzy od stuleci, jeśli nie tysiącleci, podporządkowują słabszych. Droga biegnie przez eliminację materialnego pieniądza, dominację finansową i polityczną, pełną inwigilację i kontrolę, w której COVID (Certificate Of Vaccination ID) odgrywa znaczącą rolę, eliminację wartości i osobowości, transhumanizm, znaczną depopulację, rząd światowy, likwidację państw narodowych, rolnictwo i przemysł podporządkowane nielicznym globalnym kartelom, sianie dezinformacji, itd.
Ci, którzy dostrzegli ten złowieszczy plan – organizują się i zaczęli działać – mimo pozornie straconej pozycji. W generaliach widzę swoją rolę w tym ruchu oporu i działania.
Wszystko inne schodzi teraz na drugi plan i dalsze poziomy pod względem wagi.
Już jestem w tym ruchu – na ile potrafię i mogę. Część działań jest poufnych. Jestem na osobistej i tej wspólnej wojnie. Zatem bez pardonu będę ukazywał brud i nikczemność działań psychopatów, także czynów ich nieświadomych pomagierów – ku ich uświadomieniu (brzmi to patetycznie, ale to jest i samozagrzewanie się do działań).
Jednocześnie nawet ważniejsze jest pokazywanie rozwiązań, a nie samo obnażanie i utyskiwanie  – jak jest źle. Powtarzam się z tą myślą w wielu miejscach – trzeba – dla realnej zmiany i podtrzymania nadziei na lepsze (właśnie m.in. pokazuje to J. Zięba).
Niestety zewsząd widzę załamanie i twierdzenia, że „już nigdy z tego nie wyjdziemy”, „świat będzie już na zawsze inny”, „musimy przywyknąć” itp. To defetyzm i mała wyobraźnia. 
Tak się nie stanie jeśli ludzie stawią opór i określą odważnie i z wizją jakiego świata chcą.
Swoje nadzieje w dużym stopniu opieram na ruchu Life Force (już o nim było tu parokrotnie), a w szczególności w jego postępie ogarniającym coraz więcej sfer życia i regionów świata. Patrz na stosunkowo nowej stronie www.GPRC.global  (Global Peace and Restoration Consortium) – nowe organizacje i wieści. Także warto spojrzeć na
https://globalintelligence.agency/ – ich rozkazy jak np.
https://globalintelligence.agency/?p=430 będą miały zasięg globalny i w miarę potrzeby egzekwowane przez GIA https://gprc.global/2021/09/26/gia-protecting-peace-instead-of-taking-a-piece/.
Równolegle inni komunikują podobne czystki i zmiany wśród naszych ciemiężycieli. Nawet jeśli nie dowierzać wszystkiemu, co podaje co tydzień Benjamin Fulford, to niewątpliwie dużo dzieje się za kurtyną wielkiej polityki – o czym na razie cicho w głównych mediach, bo te są w rękach publicznego wroga, a pewne sprawy nie są jeszcze znane nawet wielu politykom.
Patrz np. ostatni (gdy to piszę) raport https://prepareforchange.net/2021/12/02/benjamin-fulford-11-29-21-report-babylon-will-babble-on-but-to-no-avail/  (podane jest tam źródło dla poniedziałkowych nowości i czwartkowych aktualizacji).

Gdyby te wieści były pospieszne i nadinterpretowane, to i tak świat nie ma innej drogi niż wyzwolenie się, bo inaczej czeka nas fizyczna zagłada. Ludzie mają moc większą niż przypuszczają, chociaż sporo jeszcze jest do zrobienia ze zniewoloną mentalnością i naszymi nawykami formowanymi przez propagandę, fałszywe idee i rezygnację z ambicji.
I to jest kolejne DUŻE zadanie – zaczynając od siebie – iść z tym w świat. 
Let’s change the world! 

PS. Uwaga techniczna. Ilość spraw i wynikający stąd pośpiech powoduje, że popełniam błędy. Pierwsza wersja idzie z automatu mailem do abonentów, ale późniejsze ew. poprawki  – nie, zatem preferowane jest oglądanie wpisu tutaj na stronie by zobaczyć wersję końcową.

%d blogerów lubi to: