
Bogactwo i przepych nie zdobią duszy;
prawdziwe piękno rośnie w skromności i cnotliwym życiu.
…
Najwyższym dobrem jest duch, który gardzi każdą rzeczą przygodną,
a z samej cnoty czerpie radość.
Seneka (młodszy)
Gdy jesteśmy z żoną większość lata poza Warszawą, co jest przyjemne przez kontakt z przyrodą, względną ciszę, czyste powietrze, leśne wyprawy itp., gdzie nawet telewizja i Internet słabo dociera, to pojawia się także brak kontaktu z kulturą. Oczywiście miejsce sprzyja zagłębieniu się w lekturach, co zawsze praktykujemy, o czym dalej.
Jednak od czasu do czasu trzeba wrócić do miasta „w sprawach” i by zadbać o roślinność w domu, odebrać pocztę, zrobić mniej typowe dla prowincji zakupy itp. Wtedy pojawia się krótkie okienko czasowe, ów „przerywnik”, co maksymalnie chcemy wykorzystać także dla kultury.
Cóż więc to było ostatnio? Nie za wiele – właśnie przez krótkie „okienko”, ale…
1. Lubimy historie filmowe (chociaż nie tylko) z wątkiem podróżniczym, szczególnie takie które pokazują odważne pokonywanie wyzwań, na pograniczu survival thriller (ale nie „filmy akcji” robione dla wątpliwej rozrywki) i podkreślające aspekt duchowego przetrwania i heroizmu (osobiście także dlatego, że sam w młodości podejmowałem śmiałe wyzwania, oczywiście w mniejszym wymiarze, jak np. samotny autostop wokół Europy z groźnymi przygodami). Tak jak np. w filmach Infinite Storm (Małgorzaty Szumowskiej), 6 Below: Miracle on the Mountain (reż. Scott Waugh), Suddenly Alone (oryg. francuski Soudain seuls, reż. Thomas Bidegain) i podobne.
Tym razem był to ponad dwugodzinny obraz pt. „Wędrówka na północ” (reż. Bart Schrijver), w którym dwóch przyjaciół podjęło wyzwanie przejścia górskiej i leśnej trudnej trasy pieszo szkockimi West Highland Way i The Cape Wrath Trail w Szkocji Północnej. Ok. 600 km. Droga usłana trudnościami, częstymi deszczami, zimnem, błądzeniem oraz dodatkowo nie bez napięć emocjonalnych podróżników. Sukces polegał nie tylko na pokonaniu trudności, ale i na wzajemnym zrozumieniu postaw i odczuć. Polecam.
Ogólnie lubimy filmy przedstawiające różne miejsca świata.
W pewnym stopniu robił to telewizyjny serial „Polacy za granicą”, ale tam dużo więcej mówiło się o ludziach, ich mieszkaniach, jedzeniu itp., a nam było za mało przyrody, zabytków, tras… Z pozytywnych przykładów wg naszego gustu możemy wymienić przyrodnicze filmy z BBC, serię „Ciężarówką przez…” Dawida Andresa itp.
2. „Ogrody muzyczne” i podobne imprezy
Lubiliśmy obejrzeć parę występów na tej corocznej imprezie na dziedzińcu Zamku Królewskiego. W tym roku jednak nie zdążyliśmy przybyć na czas do Warszawy – cykl zakończył się 8 sierpnia. Chcieliśmy np. zobaczyć tytuł „List-Chopin” (7.08) – tę relację artystów pokazywał głośny film „Chopin”, ale to był tylko zarys – chciałoby się poznać więcej o tej przyjaźni i rywalizacji. Ogólnie o tyle mniejsza strata, że coraz częściej (prawie wszystkie) „występy” to filmowe retransmisje, a nie coś na żywo. I to kosztuje …co rok drożej. Nie tylko tam – przykładowo „Prom Kultury” na Saskiej Kępie biletuje słono (50 zł i dużo więcej) już prawie wszystko, chociaż to tylko dzielnicowa placówka publiczna, a nie prywatny teatr.
Wspominam podobną inicjatywę o nazwie „Art Park”, który funkcjonował w centrum, w parku im. Marsz. E. Rydza-Śmigłego przez parę lat i był … darmowy. Dobre zespoły i artyści na żywo, scena zanurzona w przyrodzie – miłe wspomnienia. Niestety zlikwidowany. Mam wrażenie, że owych czasach, gdy prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński, bardziej dbano o publiczny dostęp do kultury.
Gdy to piszę przed nami jeszcze ew. wizyta w ramach festiwalu muzycznego na terenie mokotowskiego Morskiego Oka i Pałacyku Szustra.
Były i małe epizody lokalne, np. https://x.com/etsaman2/status/2088359852984897571.
Najprostszą formą spotkania z kulturą jest odwiedzenie wystaw, a także … spacer wokół miejsc Warszawy, gdzie zabytki, księgarnie, grajek uliczny dają jakąś inspirację lub przeżycie.
Wystawy stałe w muzeach mamy już „zaliczone” wielokrotnie, więc szukamy czegoś nowego i zróżnicowanego.
Z takich właśnie wystaw zdążyliśmy zobaczyć za jednym zamachem trzy w Zachęcie. Mam mieszane uczucia co do tej placówki (patrz np. Banana Story), ale ze względu na małą odległość względem miejsca zamieszkania – próbujemy – może tym razem będzie coś dobrego. W danym przypadku wśród trzech aktualnych wystaw przywabiła nas jedna – „Splot słoneczny” ze względu na bliską nam tematykę lasu, drzew, przyrody. To były instalacje pokazujące śmierć drzew, ale i ich życie podziemne (spreparowane korzenie) oraz impresje związane z żywicą-krwią wielu drzew, główne jako oryginalne reliefy.
Podobnym miejscem jest Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim. Lubimy bywać w tej okolicy, bo blisko są parki, więc łączymy to ze spacerem. Tym razem, z programu już na miejscu (który możesz zobaczyć też na ich stronie www), wywnioskowaliśmy, że wszystkie obecne tamtejsze wystawy są szczególnie wybiórcze, ideologicznie lewicujące i wydziwnione. Przeszła nam ochota by to zobaczyć, zresztą nie pierwszy raz – tak, jak bywało z Zachętą. Długi spacer w Łazienkach i okolicach był ciekawszy.
Chociaż raczej daleko mi do ideologii i celu ruchu GQ (moda męska, trendy, life style itp.), to na ich stronie jest dział kultury, gdzie można znaleźć czasem coś ciekawego. W realu była to wystawka fotograficzna powiązana z GQ w praskim Koneserze, które to miejsce dość często odwiedzamy. Lubimy balet, który był jednym z głównych tematów zdjęć.
Po wspomnianej pauzie w oglądaniu telewizji ciekawość skierowała nas w kierunku transmisji letnich koncertów, jakie organizują stacje TV w różnych miejscach Polski. Cóż, w większości – żenada. „Dinozaury” estrady, często już bez głosu i z setnym wykonaniem tego samego, rozrywka może pasująca do miejsc, gdzie w ogóle rzadko coś się dzieje (?), ale słaby poziom artystyczny. Cóż – prosta rozrywka właśnie, niewiele więcej…
W sumie – słabe te wszystkie propozycje na szybki wypad. A są przecież utalentowani i ciekawi artyści – vide niektórzy (!) muzycy przedstawiani przez Gabi Drzewiecką w jej tygodniowych, sobotnich audycjach telewizyjnych. Natomiast obejrzeliśmy parę ciekawych programów w kanale Historia.
To tylko tyle, co zmieścimy się w krótkim okienku przed powrotem na działkę. A tam wytrzymamy tak długo jak pogoda i zdrowie pozwoli – na ogół zamykamy sezon przed październikiem.
We wrześniu+ odwiedzimy wystawę z elementami muzycznymi w Muzeum Historii Polski (Cytadela) pod trochę mylącą nazwą „Za czym kolejka ta stoi? PRL w muzycznym zwierciadle”. Ma opowiadać o codzienności, marzeniach, buncie i wyborach Polaków żyjących w latach 1944–1989.
Nb. czekamy już dwa lata na otwarcie całego muzeum, ale termin wciąż jest dość odległy.
Ostrzymy sobie zęby na szereg innych imprez, w tym teatralnych, ale to jeszcze do ustalenia wg dostępności…
Nie wykluczamy „podróży kulturalnych” do Wrocławia lub Krakowa, bo mamy tam „zaczepienie”.
3. Szersze konteksty kultury. Wypada wspomnieć ostatni wpis Marnotrawstwa ciąg dalszy, zwracając uwagę, że marnotrawstwo ma odniesienie do braku kultury w wielu aspektach. Było tam wiele krytyki postaw, które zasługują na potępienie, ale wkrótce potem odkryłem, że nie tyko ja (co oczywiste), ale i czynniki państwowe reflektują się i wprowadzają wręcz przepisy, które w pewnych przypadkach mogą odwrócić złe trendy. O tym w autokomentarzu do owego wpisu.
Patrz też odnośniki na końcu niniejszego wpisu*
Z kontekstów dość banalnych – także spotkanie z przyjaciółmi w dobrej kawiarni i ciekawa rozmowa, nawet dyskusja, to też cegiełka kultury – miła i pożądana. Tego nam brakowało w lesie…
4. Lektury
Tu odrywam się sytuacji tytułowego „przerywnika”, ponieważ to temat ogólniejszy. Mamy z żoną częściowo wspólne zainteresowania , ale i nieco odmienne, co pozwala nam się uzupełniać „dyskusyjnie”. Ja ostatnio nadrobiłem poważną zaległość w postaci powieści/powiastki „Wehikuł czasu” Herberta George’a Wellsa. Lubię dobrą SF, a ta pozycja z 1895 roku to jedna z najważniejszych powieści w historii światowej literatury science fiction, która była inspiracją dla dalszych w tym gatunku. Przedstawia, oprócz wątku przygodowego, wizję rozwoju ludzkości w dalekiej przyszłości – głównie w aspekcie społecznym z próbą wytłumaczenia zjawiska degeneracji ludzkości, co staje się tematem aktualnym i dziś. Pokazuje dokąd zmierza odejście ludzi od trudu życia na korzyść wygody. Widać też, że młody autor podlegał modnej wtedy wśród wielu intelektualistów teorii ewolucji, wizji walki klas, nierówności społecznych, feminizmu. Zwróciłem uwagę na ładny język i dobre tłumaczenie. Książka miała bodajże 2 adaptacje filmowe, w tym jedna z dodanym wątkiem miłosnym.
Przeczytałem tym razem systematycznie, a nie tylko by wybrać jakiś cytat, „Seneka – Myśli” (w opracowaniu Stanisława Stabryły). Wprowadzenie przedstawia życiorys rzymskiego mędrca i wskazuje jak złożoną był osobowością. Faktycznie wiele z myśli Seneki ma znaczenie ponadczasowe.
Typowo wakacyjną pozycją ze względu na lekki i dowcipny język, był „Leksykon niewiedzy” (Kathrin Passing i Aleks Scholz). Najróżniejsze zagadnienia naukowe w popularnym ujęciu, nie zawsze trafne czy aktualne (wyd. z 2007 r.). Ale jakże trafna ogólna myśl – jak wiele jeszcze nie wiemy, a nawet nie wiemy, że nie wiemy.
Jesteśmy obłożeni książkami o profilu społeczno-politycznym, bo lubimy lektury faktu. Jedne przeczytane wcześniej, ale wciąż można wracać do ich pewnych wątków, gdy dostrzega się powiązanie z tym, co się aktualnie dzieje jak np. „(Nie)nasza wojna” Wojciecha Sumlińskiego lub jego „Zapis zarazy 2”.
Inne wyciągnięte z lamusa i jeszcze dotąd nieczytane jak „Wielki przekręt” Kazimierza Z. Poznańskiego (1999r.). Mocne oskarżenia…
Jednak te lektury tutaj pomijam, bo na ogół w większości wychodzą poza sprawy kultury (można jednak podciągnąć te tematyki pod pojęcie „kultury niezależnego myślenia”). Podobnie przeglądamy liczne czasopisma, nie przeczytane jeszcze do końca (archiwalnych nagromadziło się setki). W nich działy kultury (recenzje, polecania, nowe książki…)
Warto jeszcze raz zauważyć jak w tych książkach i artykułach pewne przepowiednie i opinie sprawdzają się po latach i dlatego poznajemy kto miał rację i kogo warto czytać dalej.
Odkryłem po czasie miesięcznik literacki „Poezja” poświęcony wyłącznie poezji. Był wydawany w latach 1965–1990. Publikowano wiersze polskich i zagranicznych poetów, omówienia, recenzje, wypisy. Wpadł w moje w ręce nr 251 z 1987 r., czyli już tak długo istniał wcześniej, a ja o tym nie wiedziałem.
Czy jego „śmierć” to była oznaka pewnego regresu kultury?
A ja tymczasem coraz bardziej zagłębiam się w poetykę. Miałem wzloty młodzieńcze, a teraz chyba bardziej chodzi o czułość na różne formy piękna. Zacząłem tworzyć domowy zbiorek poetycki – to obecne kilkadziesiąt książeczek i almanachów. We wspomnianym numerze „Poezji” znajduję krótki wiersz Jerzego Harasymowicza jak niżej.
W rogu okna
W nocy –
w rogu okna
gwiazda
nad Rawką
Można przy niej czytać
można iść w góry
znaleźć gwiezdne lasy
Niebo pod poduszką.
Pasuje do moich wzruszeń – mam trzy takie okna przez które oglądam nocne niebo albo skraje leśne. Ilustracja na początku tego wpisu to exlibris, który kiedyś dopasowałem do tego doświadczenia oraz lektur mojego bogatego zbioru książek w domu. Pisałem o tym szerzej kiedyś tutaj. To dość ciekawe konotacje.
Uważam, że prawdziwa kultura ma silne powiązanie z pięknem i radością, wglądem w ten przymiot w człowieku. Oczywiście w literaturze kontrastujemy to z brakiem piękna, bólem utraty, losem który nas pozbawia pozytywnych wzruszeń – to wszystko jeszcze wzmacnia naszą tęsknotę za pięknem.
Dodam, że wspomniany Seneka łączył estetykę z życiem moralnym, stawiając cnoty człowieczeństwa ponad zmysłowe przyjemności. Dlatego takie motta wpisu. Słowo estetyka obejmuje szerszy zakres – nie tylko piękno jako takie, ale pewien ład, harmonia, porządek, czystość…
Niezależnie o wspomnianego powrotu do miasta, w zakresie kultury z pewną kokieterią informuję, że powstaje kolejny tomik moich wierszy. Będzie się różnił od poprzedniego 6 prób, ponieważ zawiera głównie krótkie i bardzo krótkie formy z niewielką ilością rymowania.
Daję przykład:
Piękno
Wzruszeń unikać
nie muszę
Wsłuchuję się
uchem i duszą
Ciało i myśli
wtórują
piękno porusza
czasem łza…
Co do piękna, to silnie reaguje(my) na muzykę, o czym już było parę zdań. Wspomniany brak telewizji (z powodów technicznych, ale i tak lato to powtórki oraz ogólnie nic ciekawego w programach) i szwankowanie Internetu kompensujemy sobie słuchaniem muzyki w radiu. Ciekawostką jest to, że najbardziej niezawodnie posługujemy się 50-letnim aparatem, bez przestrojenia na obecny zakres fal UKF, więc odbieramy programy na falach długich. Z polskich stacji używa ich Polskie Radio. Niezależnie od uwag krytycznych o tej stacji pod nowym i starym zarządem, trzeba przyznać, że trzyma lepszy poziom w zakresie muzyki niż wiele stacji nastawionych na różne łupu-cupu i nowinki światowe, z których wiele to efemerydy, które ulegną zapomnieniu przez swoją banalność i słabiznę. Tak więc znajdujemy tam utwory i cykle, które wyłapują evergreeny i naprawdę piękne melodie i ciekawych wykonawców. A także dyskusje, relacje, spotkania z ciekawymi ludźmi kultury (tu trzeba wybierać). Oczywiście, gdy możemy, to trafiamy na ładne utwory i na innych stacjach, np. RMF Classic, RMF FM, Chilli Zet, Zet, …, ale to na UKF, na małym, ale zawodnym radyjku, w samochodzie i oczywiście w domu. Pojawiają się i tam obiecujący wykonawcy.
Wracając do wierszy, polecam jednak ten pierwszy tomik, chociaż mam mieszane uczucia co do jego jakości. Ale może komuś się spodoba.
Podobnie przypominam o moim blogu StefanGarczynski.pl – o pisarzu, publicyście, nauczycielu i niezwykłym człowieku.
Tyle w aspekcie warszawskiego okienka kulturalnego w naszym cyklu lata w lesie. A „prawdziwy” czas kultury zacznie się po jesiennym powrocie do Warszawy, a ona ma sporo do zaoferowania…
Muzy zatańczą.

—-
* Temat kultury poruszałem na tym blogu wielokrotnie np.:
Dziewczyna i uśmiercanie kultury?
Kultura na codzień
INTELiGENcJA
Sens życzeń i ich składania
…










