Mały trybik

Jestem malutkim trybikiem społeczeństwa. Gdy rozglądam się wokół ‘po świecie’  widzę że wszystko, co mnie otacza, dokonały niezliczone rzesze na ogół anonimowych dla mnie ludzi, w dalszej przeszłości jak i ostatnio. Miasta, domy, ulice, infrastruktura, samochody, wszystko co możemy dostać w sklepach, książki, muzyka, to co zachwyca w sztuce  itd. Za każdym obiektem kultury materialnej czy duchowej stoi jakiś człowiek – od projektanta czy autora do robotnika, który też może się pochwalić: to ja zrobiłem. Ogrom pracy, dokonań.

Gdzie jest w tym mój wkład? Trudno się doszukać czegoś istotnego.  Smutna refleksja…
Te kilkaset artykułów na stronach i blogach? Ilu ludzi je czytało i co to dało?
Prace naukowe, które już dziś nie mają znaczenia? Praca w firmach, których już nie ma?

Leżę sobie na kanapie odpoczywając trochę po intensywnej pracy w ogródku mego domu letniskowego.
Wzrok pada na ściany pokoju i nagle przychodzi ciekawa myśl.
Omiatam otoczenie o lewej do prawej strony i widzę półkę nad drzwiami – zrobiłem ją kiedyś by umieścić tam parę bibelotów. Obok tablica rozdzielcza domowej sieci elektrycznej – to ja sam ją zaprojektowałem i wykonałem wszystkie instalacje w całym domu. Dalej przy drzwiach wieszak ubraniowy. Sam go zrobiłem. Dalej – instalacja telewizyjna połączona z zewnętrznym masztem – w moim wykonaniu. Pamiętam wszystkie czynności – zakup części, kłopoty z przewiezieniem, montaż, ustawienie kierunku, wymiany anten na przestrzeni lat, zakup i instalacja dekodera. Zakup telewizorów – było ich parę … Wszystko to nikt inny tylko ja. Patrzę dalej na aneks kuchenny, wszystkie meble sam przywiozłem, skręciłem, wieszałem na ścianach. Zrobiłem instalację gazową, montowałem zlew i krany. Jak zresztą całą instalację wodną i ściekową. Jej centrala znajduje się w piwniczce – dość skomplikowane połączenia, odcięcia. I ja kopałem głęboki na 1.5 m rów, w którym  układałem doprowadzenie od ujęcia. Podobnie jak odprowadzenie kanalizacyjne do szamba. Wykonałem i konserwowałem dodatkowy system odprowadzenia wody z umywalek i wanny do rozległego systemu drenażowego w części ogrodu. Ogród, ogrodzenie, liczne drzewa które sadziłem (zrobił się już las…), chodniki itd. to osobny obszerny  temat, ale wracam wzrokiem do pokoju. Oto szafki i półki, które sam skonstruowałem, lampy, które kiedyś wybrałem i podłączyłem, karnisze i zasłony, które kupiłem i zawiesiłem, obrazy, lustro, książki na regałach – dziesiątki rzeczy, które by się tu nie znalazły, gdyby nie moje działania.

Patrzę na podłogę i wspominam jak kiedyś wybierałem wykładzinę, którą potem trzeba było precyzyjnie wykroić i którą sam układałem. Przez drzwi do sypialni widzę jej ściany z tapetami, które kiedyś sam przycinałem i wyklejałem. I podobnie wiele innych przedmiotów, które mają swoją i moją przy tym historię…
Już tylko oczyma wyobraźni widzę łazienkę z instalacjami, które sam zakładałem, zejście do piwnicy, którą przyszło mi nie raz osuszać…
Dom sam zaprojektowałem, zleciłem budowę a potem wykończyłem. Iluż zdarzeń był świadkiem, ile osób się tu przewinęło…

Po prostu – życie.
Podobnie jak zupełnie niespektakularne dnie gospodyni domowej, jej gotowanie, sprzątanie, dbanie o rośliny czy zakupy – tysiące czynności, za które nie otrzymuje zapłaty a jednocześnie są tak potrzebne.

I uśmiecham się – coś po sobie zostawię i w sferze materialnej. Podobnie jest z mieszkaniem, a i po części, domem w mieście. Też ogrom prac. A to może jeszcze nie ostatnie moje słowo… ?

Wracam do ogrodu,  który mnie potrzebuje 🙂

Karkołomne porównanie?

Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki,
pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego:
nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.
George Bernard Show

ptaki

Obserwuję amatorsko (!) ptaki w parku.

Są przede wszystkim wrony/gawrony, szpaki, drozdy, sroki, trochę gołębi (te raczej w mieście), kaczki, także mniejsze jak sikorki, wróble i jeszcze szereg innych, których nie potrafię nazwać.
Uwijają się za pokarmem, niektóre budują gniazda.
Widzę je jednocześnie na jednej niedużej łące – raczej sobie nie przeszkadzają, tolerują się.
Owszem, czasami gawron swą posturą wystraszy mniejszego ptaka, który trzyma się z boku.
Ale wróbel nie boi się nikogo, potrafi wygarnąć ziarenko większemu spod dzioba. Te większe reagują na to stoicko 🙂

Intryguje mnie jak te ptasie społeczności postrzegają siebie nawzajem.  Mają świadomość swej gatunkowej odrębności ale koegzystują, z mojego oglądu – generalnie nie walczą ze sobą. Raczej respektują wzajemne prawa i swoje miejsce w systemie.
Oczywiście są środowiska (zwłaszcza pozamiejskie), gdzie ptaki bronią rewirów, gdzie ptaki drapieżne zabijają.
Nawet w ramach jednego gatunku widać często „hierarchię dziobania” albo walki samców – to u ptaków normalne.

Niezależnie od mojej przyrodniczej ciekawości dotarłem do refleksji związanej z naszym ludzkim społeczeństwem.
Ostatnio emocje polityczne osiągają szczytu – można by powiedzieć, że politycy (i nie tylko) pozabijali by się nawzajem – mimo, że tworzymy jeden gatunek.
Nie jestem za tolerancją zła. Przeciwnie. I oczywiście wchodzą tu inne, kulturowe determinanty.

Wybiegam jednak w pewną fantazję (?).
Co by się stało, gdyby pojawiły się wśród nas inne gatunki rozumne, przedstawiciele jakichś innych cywilizacji pretendujące do tego samego terytorium.
Temat na duży esej.
U jednych widzielibyśmy ksenofobię większą o rząd wielkości od tej obecnej ludzkiej.
Mogłaby być wojownicza albo wyrażająca się tylko w strachu.
A może to właśnie połączyło by nas solidarnością gatunkową i załagodziłoby dotychczasowe waśnie?
Myślę, że w świetle pewnych przepowiedni i faktów, których oficjalna, medialna nauka nie ujawnia, powinniśmy się psychicznie przygotować na taką koegzystencję cywilizacyjną i gatunkową? (abstrahuję od wrogiego najazdu).
Przypominają się filmy jak np. Gwiezdne wojny, gdzie bohaterowie pochodzą z różnych planet, współżyją i działają wspólnie.
Ale czy do tego dorośliśmy?
Wygląda na to, że ptaki pod tym względem są od nas bardziej „zaawansowane”.