Marnotrawstwa ciąg dalszy

marnowanie żywności to tylko jedno z wielu niepokojących zjawisk

Marny to człowiek, który marnuje życie – swoje
i innych, oraz to, co ludziom sprzyja i jest im potrzebne.

LK

Na początku 2013 r. poruszyłem ten temat szerzej  – wpis Marnotrawstwo, a wcześniej i potem były mniejsze wzmianki, ale minęło wiele lat – była „pandemia”, wojny, nowe układy polityczne – szereg zmian, które dają nowy obraz zjawiska. To duży problem globalny i polski. Szykuje się więc dłuugi wpis – jak na blog. By to jakoś jednak skracać, odwołuję się do wielu innych wpisów na tym blogu i zewnętrznych (oczywiście to opcja dla szczególnie ciekawych).

Zwłaszcza chciałbym zająć się tym drugim, polskim zakresem, bo tutaj mieszkam, a nawet podchodzę do tego emocjonalnie, bo widzę jak to Polskę zubaża.
Ale zacznę od aspektu globalnego, bo w sporej mierze tam widzę źródło pewnych trendów oraz ponieważ w wielu krajach sytuacja jest jeszcze gorsza i paradoksalna. Bo w ogóle m
arnotrawstwo stanowi jedno z najbardziej paradoksalnych zjawisk współczesnego świata. W erze rosnącej populacji, zmian lub zakłóceń klimatycznych i ograniczonych niektórych zasobów naturalnych marnujemy ogromne ilości żywności, energii, surowców i produktów konsumpcyjnych. Jest to nie tylko strata ekonomiczna, lecz także moralna i ekologiczna, zwłaszcza gdy setki milionów ludzi cierpią z powodu głodu i niedoborów.
Tu jednak jest konieczny
wstęp dyskusyjny.
Mówię „niektórych zasobów”, ponieważ uważam, że ten aspekt jest znacznie przesadzony. Przykładowo problem głodu w pewnych miejscach jest wynikiem złej gospodarki i dystrybucji dóbr, spuścizną kolonializmu, który i dziś ma kontynuację chociaż nie wprost. Zagospodarowanie milionów hektarów nieużytków, lepsze metody upraw i hodowli, podobnie zasoby oceanów, pozwolą wyżywić dużo większą populację niż dzisiejsza. Jeśli chodzi o zasoby ropy naftowej, to wbrew narracji są odtwarzane i przez to praktycznie niewyczerpalne. Wynika to z tego, że ropa jest bieżącym produktem podziemnych bakterii
(jest też inna hipoteza o abiotycznym odnawialnym pochodzeniu). Polegam nie tylko na odnośnej teorii o pochodzeniu bakteryjnym, ale też na świadectwie Globalne Agencji Wywiadowczej. Jeśli chodzi o energię, to wierzę też, że istnieją alternatywne jej źródła, nie tylko atomowa, w tym fuzji – nawet tzw. zimnej i jeszcze inne do odkrycia oraz takie, które są celowo ukrywane by podtrzymywać obecny stan z powodów biznesu monopoli i dla realizacji globalistycznych narzędzi straszenia, by potem zaoferować swoje rozwiązania. Natomiast faktycznie może zabraknąć metali ziem rzadkich i podobnych surowców, o ile nie zostaną zastąpione czymś innym, lub do czasu ewentualnego pozyskiwania z kosmosu.
Na teraz jednak te wizje nie zwalniają nas od odpowiedzialności w zakresie marnotrawstwa.
Największe źródła marnotrawstwa występują w następujących dziedzinach:

  1. Żywności – od pola (straty zbiorów) przez przetwórstwo, handel, gastronomię po gospodarstwa domowe.
  2. Energii – nieefektywne budynki, nadmierne i złe zużycie w transporcie i przemyśle i szereg innych czynników.
  3. Plastikach i opakowaniach – jednorazowe produkty, nadmierne pakowanie, zła utylizacja.
  4. Wodzie – szczególnie w rolnictwie i przemyśle.
  5. Tekstyliach i elektronicefast fashion oraz szybka wymiana urządzeń.
  6. Farmacji zarzucającej rynek produktami niepotrzebnymi a kosztownymi, nawet szkodliwymi, i deprawującej medycynę, co rodzi następne koszty będące marnotrawstwem.
  7. Projektach i polityce opartej na fałszywych przesłankach, w tym czysto ideologicznych.
  8. Korupcja, kradzież i lobbing (elementy powiązane ze sobą).

To tak w wielkim skrócie. Jak widać z dwóch ostatnich punktów, są źródła marnotrawstwa, które można rozciągnąć niemal na wszystkie dziedziny.
Pod koniec wpisu podam jeszcze trzy czynniki dużej skali, o których na ogół się nie mówi, a są bodajże jeszcze bardziej ważne.
Wymienione dziedziny w aspekcie marnotrawstwa są częściowo wzajemnie powiązane, np. to, co zostało wyprodukowane w zakresie żywności czy opakowań, a ta żywność została zmarnowana, przecież wymagało energii w ich produkcji.

Kwestia odpadów jest ważna (tylko w Polsce całkowitą generacja odpadów 2023 roku oszacowano na 122,8 mln ton), nie tylko z powodu kosztów wytwarzania i prostego zaśmiecania środowiska, bo te odpady kumulują się w ziemi, pośrednio wpływają na wodę i powietrze, ponieważ nie są dostatecznie utylizowane w różnych formach. To jeden z tematów ekologii. Niektóre z tych zjawisk omówię dalej.

Skoro problem jest globalny, to poniżej garść danych o sytuacji światowej (wykorzystuję statystyki częściowo z AI, które jednak nie obejmują wszystkich wymienionych dziedzin).
Przyjmuję dalej schemat, w którym omawiam ogólną sytuację w danej dziedzinie, realne i potencjalne odnośne zagrożenia stratami, które często są zawinionym marnotrawstwem i na końcu możliwe środki zaradcze.
Nie zawsze jest to uzasadnione aż w takim zakresie lub w rozbiciu. Przykładowo wspomniana kwestia odpadów, która obejmuje żywność i wiele innych dziedzin i od tego zacznę.

Odpady – skala zjawiska

Na świecie problem osiąga ogromne rozmiary. Według raportu UNEP Food Waste Index 2024, w 2022 roku zmarnowano 1,05 miliarda ton żywności na etapie konsumenckim (19% dostępnej żywności). Do tego dochodzi 13% strat w łańcuchu dostaw, zwłaszcza gdy towary przewozi się na duże odległości (co wpływa też na pogorszenie ich jakości i konieczność stosowania konserwantów i zabezpieczeń, co kosztuje i może być niezdrowe). Gospodarstwa domowe odpowiadają za 60% tego marnotrawstwa (631 mln ton). Oznacza to, że codziennie marnuje się jedzenie warte co najmniej miliard posiłków.

Globalnie szacuje się, że 30–40% produkowanej żywności nigdy nie trafia na stół. Do tego dochodzi marnotrawstwo plastiku (ponad 350–450 mln ton odpadów rocznie), energii oraz wody. Produkcja zmarnowanej żywności pochłania ogromne ilości zasobów. Wg AI generuje 8–10% globalnych emisji gazów cieplarnianych, ale wg mnie to problem trzeciorzędny, jako że uważam, że człowiek ma znikomy wpływ na klimat – osobny temat, który już wielokrotnie komunikowałem, np. „Taki mamy klimat” – dosłownie i w przenośni, a ilość dowodów się powiększa.
Jeśli
już chodzi o emisję CO₂, to podkreśla się duży udział transportu. Jestem od dawna zwolennikiem hasła „TIRy na tory” z wielu względów, w tym ekonomicznych, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że wypomniana emisja w skali światowej to ok. 20% całej emisji CO₂, czyli tyle, co roczny wpływ pożarów lasów. Zatrzymam się na chwilę przy pożarach. Są one dodatkowo źródłem wielkich strat materialnych (drewno i lokalna infrastruktura) i niszczenia fauny. Słaba detekcja i ochrona przeciw pożarowa (w ogóle) jest źródłem dużego marnotrawstwa. Także usuwanie skutków wszelkich pożarów jest kosztowne i pomnaża straty. Podobne skutki mają różne kataklizmy, ale części z nic nie potrafimy jeszcze zapobiegać, natomiast pożary można na pewno ograniczać, chociaż część z nich jest wywoływana z premedytacją szkodzenia, a także dla podtrzymywania narracji ocieplenia klimatu. W pierwszym przypadku wspomnijmy, że w Polsce nie ma tygodnia bez poważnych pożarów i to nie lasów, ale zakładów przemysłowych, magazynów, placówek publicznych. Zastanawiając w kontekście straszenia i gróźb o takich sytuacjach … Gdzie jest kontrwywiad odpowiedzialny za śledzenie i ujawnianie nawet potencjalnych zagrożeń? To przykład jak marnuje się podatki na utrzymanie nieefektywnych służb.
Natomiast duże pożary jakie były w Australii (opisałem obszernie), Grecji, na Hawajach itd. miały wyraźne poszlaki celowych działań, między innymi właśnie dla wspomnianej narracji i w celach pozyskania terenów pod zabudowy lub uprawy.  Być może podobny czynnik zadziałał także w Europie (Hiszpania, Francja…) – gdzie w tym roku pożary zniszczyły już więcej terenów niż wynosiła średnia roczna z ostatnich dwóch dekad, a to jeszcze nie koniec pożogi gdy to piszę! Do zjawisk globalnych jeszcze powrócę, a teraz wracam do
skali zjawisk w Polsce. Jest równie alarmująca.
Co do żywności rocznie marnujemy około 5 milionów ton, z czego blisko 3 miliony ton w gospodarstwach domowych (ok. 60%). Na jednego Polaka przypada średnio 92–126 kg zmarnowanej żywności rocznie, przede wszystkim pieczywa, wędlin, owoców i warzyw. Średnia rodzina wyrzuca jedzenie warte ok. 3000 zł rocznie. Polska zajmuje niechlubne miejsce w czołówce UE pod względem marnotrawstwa żywności w domach. Co do owoców – z moich obserwacji działkowicza: na bardzo wielu działkach owoców się nie zbiera, nawet te dorodne spadają, gniją i marnują się.
Zagadnienie odpadów, śmieci, oczywiście nie dotyczą tylko żywności. O tych innych jeszcze napiszę dalej, ale wspomnę swój dawny wpis Śmieci, gdzie poruszyłem parę aspektów zagadnienia (obecna sytuacja jest jeszcze gorsza).
Jak wspomniałem, oprócz żywności marnujemy też energię. To ważny temat, więc pokrótce rozbierzmy to na istotne elementy. Ten temat także omawiałem na blogu, ostatnio częściowo we wpisie Satysfakcja.
W dużej skali, jeśli chodzi o energię elektryczną, to sprawność klasycznych elektrowni węglowych (szacuje się wartości netto uwzględniające zużycie własne) wynosi ok. 34-47% (ta wyższa dla tzw. bloków nadkrytycznych, ale tych jest mniej), więc strata wobec źródłowej energii paliwa wynosi 66-53%, a sprawność elektrowni gazowych 30-63% – ta wyższa dla rozwiązań najnowocześniejszych.
N
a długich liniach przesyłowych plus dystrybucyjnych (tj. lokalnych, niższego napięcia), zwłaszcza starych, marnujemy dodatkowo 5-8% – to zależy od wielu czynników (względnie niedużo w porównaniu). Straty w dystrybucji są najwyższe – kilka–kilkanaście procent i tam jest największy potencjał poprawy. Ale linie w ogóle są wrażliwe na różne zaburzenia i awarie i dość drogie w utrzymaniu.
Chociaż
wspomniane elektrownie pracują stabilnie i dysponują dużymi mocami – zwłaszcza w elektrociepłowniach (kogeneracja), gdzie całkowita sprawność (energia + ciepło) może przekraczać 85%, co jest potrzebne w przemyśle i w zasilaniu miast w energię i ciepło, to przy obecnym stanie techniki tak czy inaczej ogólnie straty są pokaźne.
Stąd postulat energetyki rozproszonej (mniej narażonej na wielkie blackouty), w miarę lokalnej, który nagłaśniałem kiedyś we wpisie https://www.facebook.com/notes/365789784477937/ i podobnych.
To obecnie angażuje turbiny wiatrowe i fotowoltaikę, ale jest wobec nich wiele krytyki. 
O turbinach będzie jeszcze dalej, natomiast efektywność fotowoltaiki w naszym klimacie i na szerokości geograficznej jest niewielka. Mamy stosunkowo mało słońca, zimą panele bywają zaśnieżone. Duże instalacje na gruncie podatne są na silne wiatry, grad, niekontrolowaną erozję. Jest wiele raportów ze świata, że duże instalacje zostały kompletnie zniszczone, a zaleganie „złomu” dewastuje ziemię także przez rozkład chemiczny. W szeregu przypadkach demontaż i utylizacja są nieopłacalne, zatem duży koszt ich wytworzenia, instalowania łącznie z liniami przesyłowymi, a potem strata może zupełnie nie bilansować się zyskiem, czyli być marnotrawstwem. W ogóle resurs (czas użyteczności) takich urządzeń jest ograniczony, a ich efektywność maleje w czasie.
Nie jestem przeciwny koncepcji wykorzystywania słońca energetycznie, ale technologia musi jeszcze dojrzeć. Są już lepsze rozwiązania jak np. elewacje i szyby przetwarzające światło na prąd, ale ich wdrażanie idzie jakoś opornie…
Podobnie, chociaż równie niestabilne w dostawach, są panele słoneczne z rurami/powierzchniami grzewczymi na potrzeby domowe.
W Polsce w bardzo małym stopniu możemy liczyć na lokalną hydroenergetykę, natomiast jestem wielkim zwolennikiem
geotermii, w którą Polska obfituje. Pisałem o tym wielokrotnie, np. Lepsza polska energetyka (tamże i inne energetyczne wątki).
Nadzieją nadal jest gaz, ale głównie – w odróżnieniu od węgla, w dużej mierze musimy polegać na imporcie. Tu wkracza reglamentacja z powodów politycznych oraz ideologicznych jak „zmiana klimatu”.
W sumie, póki nie zastaną wdrożone małe elektrownie jądrowe (SMR itp.) i lokalna geotermia lub jakieś inne wynalazki, marnowane są duże ilości potencjalnie dostępnej energii „na wejściu”.
Obecny rosnący deficyt energii nie wynika tylko z ograniczenia dostępności paliw (wojna na Bliskim Wschodzie, sankcje względem Rosji…), ale dochodzi nowy duży konsument. Mimo że bańka finansowa związana z technologiami AI pęka, to jednak coraz więcej przedsiębiorstw stawia mocno na korzystanie z AI i buduje wielkie centra przetwarzania danych. Są one bardzo energochłonne. To są na ogół firmy bogate, które wykopują sobie udziały w elektrowniach lub budują własne.
Równie ważne jest zajęcie się stratami energii po stronie używania u docelowych konsumentów, ponieważ tutaj można łatwiej ograniczyć marnotrawstwo.

Stare budownictwo lub złe jego projektowanie i używanie generuje duże straty. Są projekty domów zero emisyjnych lub o małych stratach. Stare błędy powodują potrzebę ocieplania istniejących budynków. Zatem brak odpowiedniego projektowania i wyobraźni powoduje marnotrawstwo. Podobnie złe ogrzewanie. Dodam tylko, że na poziomie indywidualnego użytkownika warto skorzystać z istniejących już i dostępnych handlowo urządzeń (kamer)  termowizyjnych do wykrywania lokalnych miejsc utraty ciepła – często wystarczy zadbać o „uszczelnienie” tych miejsc. 
Niezależnie od energetyki (chociaż niezupełnie w oderwaniu) dotyczy to także metod i materiałów w budownictwie. Przykładowo brak wiedzy i hura-wdrożenia, jak wielka płyta czy eternit na dachy, powodują olbrzymie straty finansowe na etapie rozbiórki i utylizacji, czyli marnotrawstwo, gdy okazało się jak te technologie były nieprzemyślane przyszłościowo.
Osobny aspekt w budownictwie – nietrafione inwestycje – bez analizy przydatności i efektywności, wg klucza politycznego, a nie ekonomicznego i społecznego, źle zaprojektowane itd. 
Ale ważny jest też inny efekt skali, gdy sumujemy niewłaściwe małe codzienne, pozornie nieistotne, działanie miliardów ludzi.
Zakłady energetyczne czasem podają w ulotkach do wiadomości klientów zalecenia jak oszczędzać energię w domu. Warto korzystać, ale jednocześnie orientować się w różnych taryfach. Nie jest to łatwe przy zagmatwaniu różnych składowych końcowego kosztu. Tak jakby to było celowo komplikowane. Częściowo wynika to z przeregulowania rynku i narzuconych unijnie i przez rząd wielu opłat dodatkowych.
W małej, ale kumulującej się skali, warto zwrócić uwagę na używane w domu urządzeń elektronicznych w trybie standby, wyłączania wi-fi gdy nie jest to potrzebne, podobnie wyłączanie zbędnego oświetlenia itp.
Osobny temat to używanie samochodów ponad potrzeby, dojeżdżanie samochodem na małych dystansach, gdy lepiej i zdrowiej byłoby skorzystać z roweru czy spaceru, komunikacji publicznej.
Na razie nie poruszyłem kosztów energii dla użytkowników, które wynikają zupełnie z innych powodów. Wiemy jak bardzo obciążona jest ona rożnymi podatkami, w szczególności narzuconymi polityką klimatyczną, która jak już wykazano wielokrotnie, jest kolejną szaloną koncepcją opartą na zmyślonych i ideologicznych przesłankach. Wg statystyk cała Polska wydała w zeszłym roku max. 140 miliardów złotych na prąd. Ale… produkcja tego prądu kosztowała Polskę (paliwo + koszty operacyjne elektrowni, bez ETS, podatków, opłat dystrybucyjnych, systemu i marż) w 2025 r. około 22–25 miliardów złotych. To jest 5–6 razy mniej niż te 110–140 mld zł, które zapłacili ostateczni odbiorcy (gospodarstwa domowe + firmy). Słowem UE i państwo zarabia na twoim prądzie 100 miliardów rocznie. Wiedzieliście, że aż tak was łoją?
ETS (Europejski System Handlu Emisjami) postuluje szalony pomysł redukcji CO₂ o 90% do 2040 r. Jest to niewykonalne, szkodliwe w różnych aspektach, mało istotne dla klimatu i niesamowicie kosztowne – wprost w obciążeniach finansowych, jak i katastrofalne dla większości dziedzin gospodarki. Koszt ETS dla europejskiej gospodarki wyniósł do tej pory 287 miliardów dolarów, a jego wpływ na ograniczenie emisji CO₂ był bliski zeru. Duża część środków z ETS ma pójść na inwestycje dekorabonizacyjne i wprost redukujące CO₂. Gdy jednocześnie istnieją w Polsce olbrzymie ilości węgla, który może być lepiej zmieniany w energię i stanowi cenny surowiec chemiczny. W tych dziedzinach cena węgla może być znacznie niższa od obecnej i innych surowców, gdyby właśnie nie daniny ETS. Błędne koło, które rozumie już wiele państw, ale u nas zasypuje się kopalnie – nasz majątek. W sumie GIGANTYCZNE marnotrawstwo. Nie tylko kopalnie – w ogóle skandaliczna wyprzedaż majątku narodowego z ułamek wartości zagranicznym podmiotom prawie od początku III RP. Ale to osobny duży temat na inny artykuł.
Wypada niektórym czytelnikom skrótowo wyjaśnić, dlaczego uważam że jednowektorowe naciskanie na OZE (Odnawialne Źródła Energii) jest złą polityką. Np. chwali się wiatraki (energetykę wiatrową). W wyniku sporów o szkodliwości i niewygodzie dla ludzi (szeroki temat), powstają farmy wiatraków na morzu.
Koszt prądu z takich wiatraków (ok. 480 zł/MWh) będzie 2,4 razy wyższy niż z węgla. Koszt prądu z węgla w nowoczesnych blokach węglowych to około 200 zł/MWh z uwzględnieniem kosztów operacyjnych itp., ale bez unijnych regulacji, narzutów i ograniczeń w pracy wynikających z niestabilnych OZE.
Plus koszty budowy wiatraków (duże nawet jednostkowe, zwłaszcza , ale nie tylko na morzu), napraw, a po zużyciu wiatraka jego demontażu i utylizacji, która na dziś jest niewykonalna. Polski plan farm morskich zakłada koszt 500 miliardów zł (18 GW offshore przy wykorzystaniu mocy na poziomie 45% daje 71 TWh rocznie. Wg obliczeń Marka Tucholskiego różnica między 480 a 200 zł/MWh oznacza około 20 mld zł rocznie i blisko 497 mld zł przez 25 lat. Czyli więcej niż SAFE !
Natomiast kopalnie są, istnieją też do zastosowania lepsze metody wydobycia i zgazowywania węgla.
M. Tucholskiego cytowałem we fragmencie wpisu 6 tematów, ale by Czytelnik nie musiał tyle skakać po wpisach biorę tutaj jedną z wypowiedzi na X @tucholski_marek z 27 kwietnia br.:

Za cenę jednej elektrowni jądrowej możemy postawić 20 GW mocy węglowych i zapomnieć o problemach z tzw. transformacją energetyczną. Zakładając szybki wzrost zapotrzebowania na energię, byłby to koszt dwóch elektrowni jądrowych (ok. 400 mld zł) i budowa 40 GW mocy. Pieniądze zostałyby w kraju, napędzając naszą gospodarkę, zapewniając miejsca pracy, rozwój technologiczny, a system byłby w pełni oparty na własnych zasobach i odporny na sytuację geopolityczną. Łączny koszt zamknąłby się w 12% tych kosztów, które mamy ponieść na tzw. transformację energetyczną do 2040 roku (3500 mld zł) i znacznie poniżej 10% łącznych kosztów do 2050 roku. Poniżej nieco danych o bloku nadkrytycznym w Kozienicach i jego możliwościach. Takie jednostki byłyby podstawą naszej energetyki zapewniając tani prąd zawsze kiedy jest potrzebny… (Po szczegóły sięgnij do wpisu).
Na Lubelszczyźnie pokłady węgla są płycej, a teren jest mniej zurbanizowany, co eliminuje niektóre przeszkody dla takich inwestycji. Na obszarze Lubelskiego Zagłębia Węglowego udokumentowano 12,4 mld ton surowca. Takie ilości pozwalają na setki lat eksploatacji na potrzeby całej Polski. Nie ma racjonalnych argumentów tłumaczących rezygnację z takich inwestycji. To decyzje polityczne prowadzą do nieopłacalności wydobycia i niedopuszczania do otwierania kopalń tam, gdzie wydobycie mogłoby być opłacalne.
Chiny właśnie zbudowały system węglowy, który wytwarza prąd bez spalania węgla. Zamiast spalania, przekształca chemiczną energię węgla bezpośrednio w prąd za pomocą elektrochemicznej ogniwa paliwowego… Chińscy naukowcy z Shenzhen University opracowali ZC-DCFC – pierwsze ogniwo paliwowe na węgiel, które bezpośrednio przekształca energię chemiczną węgla w prąd elektrochemicznie, bez spalania, turbin i z wychwytywaniem CO₂ u źródła. To dużo wyższa potencjalna sprawność tej technologii oraz jej znaczenie dla Polski, jako kraju bogatego w węgiel, jest szansą na tani i niskoemisyjny prąd w UE. Technologia jest świeżym przełomem opisanym w kwietniu 2026, wciąż w fazie rozwoju, ale może zmienić węgiel z paliwa spalanego w elektrochemiczny zasób energii.​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​ CO₂ jest wychwytywane u źródła i przekształcane w użyteczne chemikalia. Jeśli da się to skalować, to nie tylko ulepsza rozumienie surowca, jakim jest węgiel, ale może zdefiniować na nowo, czym jest paliwo. Polska siedzi na węglu – to może dać nam po raz pierwszy tani i bezpieczny prąd na tle UE… https://x.com/CharlesMullins2/status/2048549131749388575/video/1

Widziałem i inne podobne oceny.
Krótko reasumując sprawę energii (biorę fragment opinii T. Sommera, z którą się zgadzam):
Najtańszy prąd jest z węgla brunatnego i żadne OZE nie ma z nim nawet minimalnej przewagi. Różnica jest pięciokrotna, a jeśli uwzględnić infrastrukturę to może nawet dziesięciokrotna. Węgla mamy na tysiąc lat, a łatwo dostępnego na sto lat z okładem i korzystanie z niego to jedyna gwarancja własnej i taniej energii. Przy okazji w ostatniej chwili dowiaduję się, że prąd w Polsce powinien i może być pięciokrotnie tańszy i można do tego doprowadzić szybko i tanio. Jak? Szczegółowo i obszernie opisał to dr Mirosław Gajer w książce „Wojna o prąd” (myślę, że warto przeczytać).
Ale takie zmiany wymagają woli politycznej i lepszej organizacji. Powinno się stawiać na mix energetyczny ze wszystkich źródeł.
Środki zaradcze w zakresie energii – w zasadzie wskazane powyżej, zwłaszcza we wzmiance o ETS i OZE. 
Teraz wracam do sprawy żywności.

Skutki marnotrawstwa
Konsekwencje są wielowymiarowe. W skrócie, w skali światowej ekonomicznie tracimy biliony dolarów rocznie (tylko żywność to ok. 1 bilion USD globalnie). Środowiskowo – marnotrawstwo żywności odpowiada za znaczną część emisji metanu z wysypisk i CO₂ z produkcji. Ekologicznie niszczymy gleby, wyczerpujemy wody gruntowe i przyczyniamy się do utraty bioróżnorodności. Społecznie potęguje to nierówności: marnujemy żywność, podczas gdy 783 mln ludzi głoduje.
Przyczyny
Główne przyczyny to:

  • Konsumeryzm i kultura „nadmiaru” – kupujemy więcej niż potrzebujemy, kierując się promocjami i marketingiem. Marketing dba o zysk ze sprzedaży, nie licząc się ze skutkami, bywa że reklamy przedstawiają chwytliwy, ale fałszywy obraz produktu, a klient widząc, że jest niedobry – wyrzuca go. To sytuacja podobna do tej, gdy klient restauracji zostawi na talerzu nawet większość dania, bo nie spełnia jego oczekiwań (to też często się zdarza).
    Podobnie kupuje się to, co jest aktualnie modne – zwłaszcza (nomen omen) w zakresie mody odzieżowej. Wyrzuca się jeszcze nieznoszone stroje by kupić nowe. Kiedyś poruszyłem ten temat we wpisie Ekologiczne? pokazując parę aspektów fałszywej ekologii. Wzrost zamożności części społeczeństwa rozzuchwala, co widać np. w korzystaniu z turystycznych ofert all-inclusive, w licznych przypadkach koncentrowania się na nadmiernej konsumpcji, gdzie pozostawia się napoczęte dania.
  • Można to zjawisko uogólnić na wiele zachowań w różnych sytuacjach, gdy kieruje nimi zachłanność. Skrzyżuję tutaj trend turystyczny z jego wpływem na ekologię. Pisałem w 2018 r. w Turystyka – co o niej myśleć / cz. 1 . Gonienie na drugi koniec świata za wrażeniami, iluzją szczęścia, a coraz częściej dla epatowania w sieci, zarówno może być stratą czasu i pieniędzy jak i dodatkowym czynnikiem przeciw ekologii (w przypadku Polski doceńmy piękno naszego kraju).
  • Niewłaściwe planowanie zakupów. Dotyczy to zwłaszcza żywności. Marketing w sklepach to wykorzystuje nie tylko przez reklamy, ale przez umieszczenie towarów w określonych miejscach, na wysokości oczu itp. Dotyczy także innych towarów. Klient bez planu zakupu łatwo ulega różnym pokusom. Planowanie sprawia, że mniej wydajemy, co ogranicza nasze marnotrawstwo środków. Z kolei trzeba wiedzieć jak żywność przechowywać w domach by się nie marnowała.
  • Estetyczne standardy (odrzucanie „brzydkich” owoców i warzyw).
  • Słabe regulacje i brak świadomości zarówno konsumentów jak i ustawodawców i innych państwowych czynników decyzyjnych, co do wzajemnych relacji zjawisk rzutujących na straty rzeczowe, ekonomiczne i ekologiczne. Jednym z prostych przykładów jest powiązanie metod upraw z dużą ilością pestycydów, szczególnie groźnym glifosatem, w imię zwiększenia plonów i odporności na szkodniki, z jednoczesnym szkodzeniem zdrowiu konsumentów – plejada chorób, których leczenie dużo kosztuje i niweczy to, co ogólnie zaoszczędzono w rolnictwie.
    Przy okazji – ten niedostatek świadomości różnych powiązań zjawisk jest przyczyną marnotrawstwa i szkód także na wielu innych polach polityki i gospodarki.
  • Niewydolność łańcuchów dostaw (zwłaszcza w krajach rozwijających się).

Możliwe środki zaradcze zakresie żywności

  • Oprócz już wymienionych postaw, rozwiązanie wymaga działań na wielu poziomach. Globalnie ONZ promuje cel SDG 12.3 – halving food waste do 2030 roku, czyli zmniejszenie marnowanie żywności do połowy. Kluczowe są: edukacja (kampanie typu „Nie marnuj!”), innowacje technologiczne (aplikacje jak Too Good To Go – patrz tutejszy przypis*), lepsze zarządzanie łańcuchem dostaw oraz przepisy (np. francuski zakaz wyrzucania żywności przez supermarkety).
  • W Polsce potrzebne są: obowiązkowe raportowanie marnotrawstwa przez duże firmy, wsparcie banków żywności, na mniejszą skalę tzw. jadłodzielnie, przeceny w sklepach, gdy zbliża się termin ważności (niektóre produkty znajdą nabywców zanim sklep towar wyrzuci), edukacja w szkołach, ulgi podatkowe za darowizny żywności (a bywało, że darczyńcy byli karani) oraz kampanie medialne.
    Na poziomie indywidualnym wystarczą omawiane tu świadomość szkód, planowanie zakupów, kreatywne wykorzystanie resztek i kompostowanie.

Woda, którą wymieniłem na liście głównych dziedzin marnotrawstwa.
Nie wszędzie na świecie trzeba się tym przejmować, ale w Polsce mamy z nią szereg problemów.
Znów, by uświadomić sobie skalę i rodzaje marnotrawstwa, trzeba przyjrzeć się ogólnej sytuacji hydrologicznej Polski.
Jest ona w ostatnich latach niekorzystna i charakteryzuje się dużą zmiennością. Polska ma jeden z najniższych wskaźników zasobów wody słodkiej na mieszkańca w UE (ok. 1600 m³ rocznie, spadający w latach suchych nawet poniżej 1100 m³).

Dominują dwa główne zagrożenia:

  • Susza hydrologiczna (niskie stany wód w rzekach, obniżone poziomy wód podziemnych) — latem 2026 r. ostrzeżenia IMGW-PIB obejmowały ok. połowy kraju (np. 61–64 zlewnie), w tym dorzecza Wisły, Odry, Warty, Noteci. Niskie przepływy notowano na większości stacji, a Wisła osiągała rekordowo niskie poziomy. Susza zwiększa szereg zagrożeń (o których jeszcze dalej).
  • Gwałtowne powodzie (zwłaszcza błyskawiczne i miejskie) spowodowane intensywnymi opadami burzowymi, które nie wnikają w spieczoną glebę, tylko spływają. Przykłady z poprzednich lat (np. powódź 2024 na Dolnym Śląsku) pokazują duże straty. Wynikają one z rożnych zaniedbań i złych praktyk. W miastach zła zabudowa, tzw. betonoza, niedostateczna struktura kanałów deszczowych…
    Osobiście uważam, że susze i powodzie mogą być
    też skutkiem sterowania pogodą – kolejny przykład broni klimatycznej i ekologicznej w skali światowej. Do tego można dodać silne wiatry powodujące duże straty (drzewostan, budynki, infrastruktura).
  • Przypadki zatrucia wód (np. zasolenie Odry i inne przypadki powodujące także straty w wodnej faunie i ogólnie utrudniające życie biologiczne).

Wpływ na życie i gospodarkę

  • Rolnictwo — największe straty (średnio kilka mld zł rocznie, w szczytach nawet 11 mld zł). Susza obniża plony zbóż, traw, owoców; wymusza większe zużycie wód podziemnych.
  • Leśnictwo i przyroda — wysychanie mokradeł, pożary lasów, obumieranie ekosystemów rzecznych i bagiennych (np. problemy w Biebrzy, Narwi), zakwity toksycznych alg.
  • Gospodarka komunalna i przemysł — problemy z poborem wody, chłodzeniem elektrowni, żeglugą śródlądową. Ryzyko przerw w dostawach energii i wyższych kosztów. A propos chłodzenia elektrowni – Amerykanie znaleźli i wdrożyli w pewnych miejscach następujące rozwiązanie: ścieki miejskie oczyszcza się wstępnie i przesyła rurociągiem w okolice elektrowni, gdzie jest dodatkowo uzdatniana i używana jako chłodziwo.
  • Społeczeństwo — zagrożenie dla zaopatrzenia w wodę pitną (choć ujęcia podziemne jeszcze względnie stabilne), rekreacja, zdrowie (jakość wody, bakterie przy niskich stanach).
  • Ogólna gospodarka — straty infrastrukturalne z powodzi (miliardy zł), jak i suszy (wysychające rzeki to blokowanie żeglugi/transportu śródlądowego), spadek PKB w sektorach zależnych od wody, rosnące koszty adaptacji. Znając te składniki przekładające się na szkody i marnotrawstwa, oto możliwe środki zaradcze:
    Na poziomie państwowym i regionalnym (główne działania):
  • Zwiększanie retencji (mała i duża): budowa/restauracja zbiorników, renaturyzacja rzek, odbudowa mokradeł, poldery, systemy małej retencji w zlewniach rolniczych i leśnych
  • Sadzenie lasów
  • Modernizacja melioracji na systemy dwufunkcyjne (odwadnianie + nawadnianie).
  • Lepsze planowanie przestrzenne: ochrona dolin rzecznych przed zabudową.
  • Zielona infrastruktura w miastach – zbiorniki retencyjne, więcej zieleni, mniej koszenia.
  • Byłoby wskazane wdrożenie systemów recyklingu wody w budynkach do celów gospodarczych i do spłuczek zamiast używania do wszystkiego wody pitnej.
  • Mniej betonu i przepuszczalne nawierzchnie.
  • Lepszy monitoring, prognozy IMGW i Wód Polskich + plany przeciwdziałania suszy i powodziom.
  • Ochrona i poprawa jakości wód (ograniczanie zasolenia, zanieczyszczeń).

Na poziomie indywidualnym i postaw obywateli (każdy może realnie pomóc):

  • Oszczędzanie wody: naprawa przecieków i dokręcanie kranów, zbieranie deszczówki i wody po myciu bez detergentów do podlewania ogrodu, ponowne użycie wody w toaletach (np. po myciu warzyw, małych „przepierkach”), mniej obfite kąpiele i prysznice – codzienne są wręcz niezdrowe
  • W ogrodzie/na działce/na polu: gleba „gąbka” — mulczowanie, kompostowanie, unikanie głębokiej orki, poplony, zadrzewienia śródpolne, rośliny odporne na suszę. Mniej niepotrzebnego podlewania – jako działkowicz widzę przypadki lania dużej ilości wody nawet po deszczach („bo mnie na to stać”).
  • Wsparcie retencji: niebetonowanie posesji (przepuszczalne nawierzchnie), zgłaszanie nielegalnych zrzutów i awarii.
  • Ogólna postawa obywateli: edukacja, poparcie dla proekologicznych inwestycji lokalnych, oszczędzanie energii (mniej presji na chłodzenie elektrowni).
  • W razie zagrożeń: śledzenie komunikatów IMGW/Wód Polskich, przygotowanie na powódź/suszę (ewakuacja, zabezpieczenie mienia).

Podsumowując, sytuacja jest chronicznie wyzwaniem, ale poprawa jest możliwa poprzez połączenie dużych inwestycji infrastrukturalnych z małą retencją i zmianą postaw (od „odprowadzania wody” do „zatrzymywania jej w krajobrazie”). Kluczowa jest konsekwencja i integracja działań na wszystkich poziomach.
W Polsce dodatkowym czynnikiem jest niska świadomość społeczna oraz przyzwyczajenia pokoleniowe.

Wymienione składowe/dziedziny są często dyskutowane w ramach szeroko pojętej ekologii i jej podporządkowywane.

Moim zdaniem istotnymi czynnikami na wielu polach, które trzeba ograniczyć, nawet piętnować są: niekompetencja rządzących, brak instynktu państwowego, niefrasobliwość i egoizm, a nawet zwykła głupota.

Ekologia ma znaczenie w swoim typowym zakresie. Pewne wątki omawiałem np. w Znów lapidarnie – na parę tematów, ale powinna być częścią bardziej kompleksowego podejścia, które nazywamy
gospodarką obiegu zamkniętego (GOZ).

To model ekonomiczny, który odchodzi od tradycyjnego, liniowego podejścia „ wyprodukuj – weź – wyrzuć” na rzecz systemu, w którym zasoby krążą w obiegu tak długo, jak to możliwe. Zamiast ciągłego wydobywania nowych surowców i generowania odpadów, GOZ promuje projektowanie produktów z myślą o ich ponownym użyciu, naprawie, regeneracji i recyklingu. Może nie wszyscy wiedzą że przez dziesięciolecia wiele urządzeń technicznych było intencjonalnie projektowanych i wykonywanych tak, aby psuły się po paru latach i tak by ich naprawa była utrudniona i nie opłacalna dla klienta. Oczywiście chodziło o zwiększenie sprzedaży. Jak widzimy wiele dawnych warsztatów naprawczych zniknęło. Na szczęście częściowo, ale jeszcze powoli, odchodzi się od takiego marnotrawnego modelu. Osobiście naprawiam różne sprzęty (w miarę możliwości), okazuje się wielokrotnie, że pomocne są tzw. przydasie, czyli jakieś elementy techniczne, które zbieram i przechowuje.
Jest to jedna z kluczowych odpowiedzi na problemy marnotrawstwa, wyczerpywania zasobów naturalnych i częściowo lokalnych zmian klimatycznych.

Zasady gospodarki obiegu zamkniętego

Podstawą GOZ są trzy główne zasady (często nazywane „3R”, a rozszerzane do „10R”):

  • Reduce (ograniczaj) – minimalizacja zużycia surowców i powstawania odpadów już na etapie projektowania.
  • Reuse (używaj ponownie) – ponowne wykorzystanie produktów lub ich części.
  • Recycle (przetwarzaj) – recykling materiałów, aby stały się surowcem do nowej produkcji.

Dodatkowo podkreśla się regenerację systemów naturalnych, ekoprojektowanie (produkt łatwy do demontażu i recyklingu, w tym z materiałów biodegradowalnych w przypadku wyrzucania) oraz modele biznesowe oparte na dzieleniu, leasingu i serwisie (np. „produkt jako usługa” – pod warunkiem rozsądnego zakresu, który nie neguje własności).

Przejście na GOZ przynosi liczne korzyści:

  • Środowiskowe: ochrona bioróżnorodności, mniejsze zużycie wody i energii, redukcja ilości odpadów trafiających na składowiska, także podnoszone jest zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych
  • Ekonomiczne: tworzenie nowych miejsc pracy w sektorach recyklingu, naprawy i innowacji; obniżenie kosztów surowców; wzrost konkurencyjności przedsiębiorstw.
  • Społeczne: promocja zrównoważonej konsumpcji, dłuższa żywotność produktów oraz większa odporność gospodarki na wahania cen surowców i zakłócenia w łańcuchach dostaw.

Unia Europejska stawia GOZ w centrum Zielonego Ładu. Pomimo słusznych wątpliwości ten akurat podprojekt, wprowadzany rozsądnie, ma sens. Aktualny wskaźnik „cyrkularności” Europy wynosi ok. 12%, z celem podwojenia go do 24% do 2030 roku.

W Polsce gospodarka obiegu zamkniętego jest wciąż w fazie rozwoju, choć zyskuje na znaczeniu. Krajowy Plan Gospodarki Odpadami oraz strategie unijne obligują do zwiększania recyklingu i zmniejszania składowania. Polska generuje znaczące ilości odpadów, ale wdraża narzędzia takie jak rozszerzona odpowiedzialność producenta (ROP). Jest tam uwzględniony system kaucyjny dla opakowań, który jednak został źle zaprojektowany i generuje zarówno szereg uciążliwości jak i dodatkowe koszty. Ważniejsze są zachęty do ekoprojektowania opakowań i produktów w ogóle.

Wyzwaniem jest niska świadomość społeczna, niedostateczne inwestycje w infrastrukturę recyklingową oraz dominacja modelu liniowego w wielu branżach (zwłaszcza budownictwie, tekstyliach i elektronice). Szanse natomiast leżą w innowacjach, dobrze pomyślanych (!) funduszach UE oraz potencjale polskiego przemysłu (np. w sektorze odnawialnych źródeł energii i bioekonomii).

Efektywne wdrożenie GOZ wymaga:

  • Regulacji — ostrzejszych norm ekoprojektowania i celów recyklingowych.
  • Edukacji — kampanii promujących naprawę, świadome zakupy, w tym nawet rozwiązań typu second-hand.
  • Innowacji — rozwoju technologii recyklingu chemicznego, rozsądnych modeli sharing economy.
  • Współpracy — między biznesem, administracją i konsumentami.

Przykłady dobrych praktyk to firmy oferujące leasing elektroniki, platformy do wymiany odzieży lub second-handy, czy zakłady przetwarzające odpady na nowe materiały. Model cyrkularny pozwala na rozwój, który nie niszczy planety. Polska, jako kraj o silnym potencjale przemysłowym i rolniczym, może stać się liderem tej zmiany w Europie Środkowej. Kluczem jest jednak szybkie działanie: od decyzji rządu i biznesu po codzienne wybory każdego z nas.

Przejście na GOZ powinno być takie, by nie rezygnacją z komfortu, lecz inwestycją w trwałą, odporną i czystszą przyszłość.

Przejdźmy do 6 pozycji na mojej liście głównych źródeł marnotrawstwa – farmacja i medycyna.
To dziedzina, którą najczęściej się zajmowałem, głównie na LepszeZdrowie.info , ale doszły nowe wątki. Powtarzane przeze mnie przekonanie: żadne pieniądze nie poprawią służby zdrowia – (prawie) wszystko będzie marnotrawstwem póki nie uwolnimy się od dyktatu medycyny rockefellerowskiej nastawionej na zysk i błędnych procedur skupiających się na działaniu objawowym, a nie wokół przyczyn chorób. Polacy tracą dużo pieniędzy poprzez lekomanię wmuszoną przez reklamy i wieloletnia indoktrynację, co generuje dalsze koszty, bo lek który szkodzi, prowadzi do zakupów innych leków itd. Są obecne w tym zakresie także działania depopulacyjne, o czym parę słów dodam dalej.
Jaskrawym przykładem jest program szczepionkowy, który niezależnie od anty-skuteczności (mówiąc zdawkowo – chodzi o pomnażanie szkodliwych powikłań ze śmiercią włącznie, co dało pole do dalszego kosztownego „leczenia”), drenuje budżety wielu krajów w imię zysków zachłannych koncernów. Unijne zakupy szczepionek u Pfizera były wynikiem nie tylko wielkiej ignorancji w powyższym aspekcie szkodliwości, ale olbrzymiej korupcji. Casus Polski, która zamówiła wielokrotnie więcej dawek niż nawet „realne” potrzeby, obrócił się w olbrzymie marnotrawstwo gdy będziemy musieli zapłacić nawet za nieodebrane szczepionki 7 miliardów dolarów odszkodowania, nie mówiąc o kosztach utylizacji tych, które już zostały przeterminowane.
A ile marnotrawstwa wynikło z błędnych (i korupcyjnych) zakupów respiratorów, niepotrzebnych i złych maseczek, tworzenia dedykowanych szpitali, które stały puste, całej obsługi administracyjnej i propagandy działań rządu? Do tego dochodzą pośrednio wielkie straty z zamykania przedsiębiorstw, przymusowych kwarantann itd.
A ostatnio, począwszy od Szpitala Południowego w Warszawie, wyszły afery związane z kosmicznymi zarobkami lekarzy, co powinno jednak uświadomić, że podobnie było i dużo wcześniej w czasach „walki z pandemią” i finansowego dotowania lekarzy tylko za kwalifikowanie rzekomo chorych do puli „kowidowców”,
za testy PCR, podłączania do respiratorów, szczepienia i inne powiązane dziania, co wydrenowało dodatkowo wielkie sumy z budżetu. Kolosalne marnotrawstwo, przynajmniej z obecnej perspektywy, ale było wielu trzeźwych ludzi, w tym lekarzy, którzy ośmielili się ostrzegać przed tymi nieprawidłowościami. Wprowadzenie ustawy Lex Szarlatan jeszcze bardziej pogłębi kryzys przez eliminację sprawdzonych metod leczenia spoza administracyjnie dekretowanym kanonem, który nie nadąża za rozwojem nauki i praktyki. Jednym z przykładów jest chemioterapia onkologiczna, która ma wiele fatalnych skutków zdrowotnych, a jej efektywność jest bardzo mała. Ale właśnie chemioterapia ma być dodatkowo dotowana 16 milionami zł wg nowego pomysłu Ministerstwa Zdrowia.
(polecam np. działania i wpisy dra Piotra Witczaka na X, który porusza wiele wspomnianych tematów i apel 100 polskich naukowców by wstrzymać projekt Lex Szarlatan).
Skracając – zobacz jedno z podsumowań na X – https://x.com/SiewcyPrawdy/status/2078033620808134918

Czy istnieją tutaj środki zaradcze?
Moim zdaniem dopóki będziemy pod wpływem dyktatu biznesowej farmacji i indoktrynacji jaką realizuje od dziesięcioleci wykorzystując swoje nieograniczone praktycznie fundusze, dopóty sprawa jest
trudna. Potrzeba zmian w całym aparacie Ministerstwa Zdrowia oraz w korporacji lekarskiej (izby lekarskie), większej świadomości społeczeństwa oraz większego zdania się o własne zadbanie o zdrowie środkami naturalnymi i stylem życia. Na świecie następuje przebudzenie w tym kierunku, gorzej jest jeszcze w Polsce. Pisałem o tym dokładniej w 2024 r – Służba zdrowia nie musi być chora i w wielu innych miejscach.

7. Projekty i polityka oparta na fałszywych przesłankach, w tym czysto ideologicznych.
Ta sfera marnotrawstwa wynika głownie z fatalnych decyzji gospodarczych i społecznych. 
Ośmielę się powiedzieć, że wiele już wymienionych dziedzin grzeszy marnotrawstwem właśnie z tego powodu, co już częściowo zostało omówione.
W zakresie żywności (p. 1) wielodekadowa reklama produktów z dużym udziałem węglowodanów, które nie nasycają organizmu, powodują ponawiający się głód, a zatem skłaniają do dalszych zakupów tego samego, zwiększając ilość odpadów, w tym opakowań. A ów trend był ideologicznym projektem opartym na wadliwej piramidzie żywienia popieranym przez przemysł zbożowy, olejów roślinnych, margaryn itp. połączonych z rozbuchanym wegetarianizmem. Dodatkowo ten trend w swojej radykalnej postaci jest szkodliwy dla zdrowia, co generuje ekstra koszty leczenia – wielopostaciowe marnotrawstwo.
W zakresie energii (p.2) – nie udowodniony i obecnie demaskowany mit ocieplenia klimatu spowodował olbrzymią globalna akcję, która w imię fałszywych przesłanek i z powodów biznesowych zniewolił dużą ilość krajów szeregiem drastycznych przepisów i wydrenował gigantyczne ilości pieniędzy, co można zakwalifikować jako równie wielkie marnotrawstwo. O klimacie mógłbym dużo i ostro, ale zobacz ten rozsądny i względnie umiarkowany wpis strawny chyba dla każdego – https://x.com/SiewcyPrawdy/status/2080662117439422592 .
W zakresie produkcji plastików i opakowań (p.3) częściowo aspekt ideologiczny wziął się z reklamowania tej formy, jako lepszego surowca od np. konopi (wielka nagonka i ogólne zakazy – znów przez biznes przemysłu papierowego i farmacji), skór, drewna itp. i na rzecz nowych przemysłów, których potencjał zaśmiecania świata był ukrywany w imię powszechnej wygody. Te trendy, na szczęście, są stopniowo ograniczane. Jeśli chodzi o drewno, to przy okazji wspomnę, że w lasach a nawet parkach zalegają jego olbrzymie ilości – wynik powalenia przez wiatry lub z przyczyn naturalnych oraz po ścinkach. Tego się nie utylizuje jako materiału budowlanego, do przetwórstwa ani na opał. A jednocześnie były wielkie kłopoty w czasie zimy z peletem, bo … nie było surowca na jego wytwarzanie.

W zakresie wody (p. 4) – nie będę się czepiał, chociaż myślę, że programy geoinżynieryjne w kierunku walki z ociepleniem klimatu mogą mieć skutek uboczny w postaci deszczów i powodzi lub przeciwnie – suszy. Nie wykluczone są też działania celowe, gdy geoinżynieria w rękach wojska i służb mogą stanowić tzw. broń pogodową.

W zakresie tekstyliów i urządzeń elektronicznych (p. 5) mamy podobne ideologiczne uwarunkowania jak w p. 3 i jak zawsze – chęć maksymalnego zysku, co poniekąd wiąże się z ideologią wyzysku – gdy tanią odzież i elektronikę produkuje się w krajach najtańszej siły roboczej, a sprzedaje z przebiciem cenowym do kilkunastu razy, nawet jeśli te produkty są tandetne.
W zakresie farmacji (i medycyny) – p.6, mamy duże nawarstwienie fałszywych przesłanek z ideologią. Żeby się nie powtarzać – podawałem wcześniej przykłady jak np. ideologia jedynej „słusznej” alopatycznej medycyny rockefellerowskiej w rękach farmacji wyrządziła wiele szkód ludziom, a nawet prawdziwej nauce, która nie polega na dogmatach ani na tłumieniu niezależnych badań.
W aspekcie polityki prawie każda z tych dziedzin ma odniesienie do jakiejś ideologii, błędów w ocenie sytuacji gospodarczej i/lub społecznej, partykularyzmu, zachłannej walki o władzę itp. W Polsce w ostatnich latach doszła asymetryczna, bardzo niekorzystna relacja z sąsiadami o której napiszę parę słów w następnym punkcie.  

Zakres dziedziny wg punktu 7 właśnie omówiłem.

Dziedzina nr 8 z listy (Kradzież, korupcja, lobbing) pasuje w zasadzie do wszystkich pozostałych.
Widzę to głównie w medycynie, o czym już napisałem w kontekście Covidu, ale to rozlewa się dużo szerzej – nawet nauka jest korumpowana. Olbrzymie zadłużenie Polski wynika między innymi z poddawaniu się lobbingowi obcych interesów i zarządzeń, które wkupują się łapówkami lub są narzucane siłą Unii, by wprowadzić swoje przedsiębiorstwa drenujące polskie zasoby i eliminując rodzimą konkurencję lub/i by uniknąć podatków. Ze strony rządów dostrzega się postawę kompradorską, brak asertywności, niekorzystne uwikłania polityczne.
Konflikty interesów, partykularyzm, ustawione przetargi, zachłanność tych, którzy mają „dostęp” (w tym politycy) to zakamuflowana kradzież kosztem ogółu społeczeństwa. Obszerny temat, który jest znany chyba każdemu…
Pomaga złodziejom i układom dziwnych interesów aparat ideologiczny pod przykrywką hasła „dla waszego dobra”. Często także aktualnie obowiązująca linia polityczna jak promocja multi-kulti, utrzymywanie milionów rzekomych uchodźców wojennych, subsydiowanie pewnego wiadomego kraju w pieniądzach, towarach, uzbrojeniu itd. Kosztem Polaków, tak jakby rządzący nie znali pojęcia ordo caritatis. Miliardy na to wydane, w dużym stopniu znikają przez korupcję tamże, ale prawdopodobnie także w jakimś istotnym wymiarze i u nas. To się jest/może okazać kolejnym olbrzymim marnotrawstwem. W skali Europy, szczególnie zachodniej, utrzymywanie milionów azylantów z krajów południowych i Azji generuje olbrzymie straty, ponieważ zapewnia się im niemal luksusowe warunki (mieszkania, świadczenia różnego rodzaju, w tym pieniężne, lekarskie, edukacyjne), a oni w większości nic nie wnoszą, a nawet bywają źródłem wielu problemów.

Reasumując: Każdy (sztucznie stworzony) „problem” na świecie staje się źródłem dochodów dla macherów politycznych i ideologicznych oraz perwersyjnych technokratów.
Można by wymieniać jeszcze wiele innych i pomniejszych źródeł marnotrawstwa, ale przykładowo ograniczę się jeszcze do dwóch.
Pierwsze, które spotykam często na wystawach, w filmach, księgarniach, teatrze… – pseudo kultura, w tym pseudo sztuka. Skrajnie tandetne, bez gustu, w przekazie brzydkie, wstrętne i obrazoburcze niby malarstwo, tzw. instalacje lub happeningi itp. Wykonywane przez pseudo artystów, ale z dyplomami, „dzieła” subsydiowane przez państwo, które chce jeszcze dodatkowo tych autorów doposażyć. Podobnie w księgarniach – dużo bezwartościowej „makulatury”. Pokazywano też kosztowne niby użytkowe instalacje w miastach – praktycznie jednak nieużyteczne, bez sensu. W sumie kolejne wyrzucone pieniądze państwa lub samorządów.

Natomiast nawiązując jeszcze do przyrody, można przytoczyć jeden z kontrowersyjnych problemów jakim jest siłowa ochrona szkodników jakimi są dziki w miastach, chociaż także na terenach rolniczych. Pisałem o tym w Dziki. W aspekcie strat środków na poziomie samorządowym jest praktyka łapania dzików, usypiania i wywożenia do lasów, a one wracają. To kosztuje. I tak w kółko… wg zaleceń ideologii tych ekologów, których nazywam animalsami.

Dochodzę do trzech wspomnianych, a na ogół pomijanych wielkich czynników marnotrawstwa.

Wojny

Zarówno zbrojenia jak skutki wojny pochłaniają olbrzymie zasoby materialne i ludzkie.
Kolosalne koszty zbrojeń byłyby zbędne i nie byłyby wielkim marnotrawstwem, gdyby wojen nie było lub byłyby one ograniczone. Koszty te są mnożone na zapas i często nieadekwatnie do sytuacji i potrzeb. Postęp w ramach wyścigu zbrojeń dezaktualizuje wiele środków walki lub po prostu tracą one swoje resursy i nadają się na złom. Stracone pieniądze, praca i zubożone surowce.

Temat jest aktualnie mocno uwarunkowany politycznie i niejako tabu – jako bezwzględna konieczność. Nawet przy takim założeniu należy widzieć wspomniane realia. Stanowczo przepłacamy kupując nie to, co realnie potrzebne, nie od tych, którzy są tańsi bez uszczerbku jakości, to co moglibyśmy wytwarzać sami jednocześnie rozwijając własną gospodarkę.
Przykładem są samoloty F-35, jak wynika z artykułu Pentagon pierwszy raz utajnił raport o F-35. „To wadliwy program, trzeba wstrzymać zakupy” – Forsal.pl:
„Tylko co czwarty F-35 jest w pełni gotowy do walki”…Jeszcze gorzej wygląda ogólna gotowość operacyjna, określająca zdolność samolotu do wykonania przynajmniej jednego zadania. W ciągu kilku lat spadła ona z 67 proc. do 44 proc. GAO wskazuje, że głównymi problemami pozostają niedobory części zamiennych, opóźnienia w naprawach, problemy z oprogramowaniem oraz ograniczone możliwości przemysłu w zakresie produkcji komponentów

Czytamy: Eksperci nie mają złudzeń – „To wadliwy program”. A Polska zamówiła 32 wielozadaniowe myśliwce F-35A „Husarz” w ramach kontraktu o wartości 4,6 mld dolarów. Szczegóły w artykule.
Należy dodać, że koszty serwisowania będą bardzo wysokie, a wszystkie tego rodzaju samoloty (i nie tylko) mogą być zdalnie sterowane przez producenta/obcy sztab.


Jeszcze większe są
skutki wojny. Tak jak w ogóle budowanie czegokolwiek jest trudne, czasochłonne i kosztowne – nawet przy wzroście naszych technicznych możliwości, tak niszczenie bywa szybkie i dużo łatwiejsze (tu wtrącę, że obecnie niszczenie odbywa się także środkami nie siłowymi, ale przez dywersję ukrytą – propagandową, dezinformację, przekupstwo itp.).   Szczególnie w czasie wojny, kiedy znika droga infrastruktura budowana prze lata dużym nakładem finansowym i pracą ludzi. Mnożą się straty w łańcuchu powiązanych czynników: sprzęty, uprawy, zwierzęta hodowlane, żywność, zatruta p i powietrze, różne skażenia itd. Przykładowo – w samej Strefie Gazy wojna Izraela doprowadziła do uwolnienia do atmosfery 33 milionów ton ekwiwalentu CO₂, żeby wymienić tylko jeden modny „zatruwacz” powietrza, nie licząc pyłów budowlanych i toksycznych substancji.
Wreszcie –
czynnik ludzki, stracone życie, kalectwa, załamania psychiczne, traumy i choroby ograniczające działania ludzi, różne tragedie, głód, dezorganizacja społeczna – od organów zarządzania z obiektywną niemożliwością komunikacji, po podobną indywidualną, oraz subiektywną przez utratę zaufania do władz i wojennych narracji.
Nie ma większego marnotrawstwa właśnie ta z winy ludzi, którzy doprowadzili do takich sytuacji.

Kolejnym wielkim marnotrawstwem (mówiąc eufemistycznie) w ramach omawianego punktu są właśnie stracone życia ludzi także w czasie pokoju (nominalnie). Już na wstępie artykułu wspomniano o aspekcie moralnym, który jest oczywisty. Ale także wśród rożnych potencjałów gospodarczych i rozwojowych potencjał ludzki nie zawsze jest dostatecznie doceniany i uwzględniony. A to on był głównym czynnikiem rozwoju. Stracone życie, to stracone talenty, możliwości. Podobnie szkodzenie życiu przez choroby i społeczne ograniczenia w różnych formach.

Mało kto wie i jest to w oficjalnej narracji wstydliwe pomijane, że pierwszą pozycję w statystykach śmierci na świecie jest … aborcja. Rak i serce zajmują drugie miejsce, a po nim – znów zaskoczenie? – błędy lekarskie (skutek chorób jatrogennych). Pozycja pierwsza i trzecia to ewidentnie wina ludzi. Osobiście (i nie tylko) sądzę, że skala raka jest też pośrednio winą ludzką – przez nieodpowiednie leczenie oraz zatruwanie ludzi złą żywnością i błędnymi zalecaniami dietetycznymi. To po stronie farmacji, medycyny oraz dietetyki w powszechnym ich uzależnieniu od przemysłu i biznesów nastawionych na zysk, a nie zdrowie. I nie tylko o nowotwory tu chodzi, ale o szereg chorób, które także doprowadzają do śmierci lub chorób i niesprawności, co jest stratą społeczną i materialną, formą marnotrawstwa. Także sami ludzie szkodzą sobie złym stylem życia.

Nasze czasy pokazały jeszcze inne groźne zjawisko – celową depopulację w rożnych formach, od eugeniki do holocaustów z pobudek chorych ideologii, po podobne działania w ramach eutanazji oraz wspomnianych aborcji. Tu muszę dać zastrzeżenie, że aborcje nie muszą być elementem planu eutanazji i depopulacji – często są wynikiem innych okoliczności. Podobnie stanowisko wobec eutanazji musi być wyważone – są okoliczności jak np. „leczenie daremne” w stanach beznadziejnych powinno być dopuszczalne z woli cierpiącego itp.
Udowodniono, że „pandemia” Covid była wywołana sztucznie (i nie tylko ona, ale to tutaj pominę), jako eksperyment społeczny globalistów (nomen omen – globalny), sprawdzający systemy podporządkowania ludzi, a przy okazji ogłupiania, by łatwiej było realizować dalsze elementy planu. Haniebne metody separacji ludzi, zwłaszcza od właściwej i na czas interwencji medycznej oraz celowych złych praktyk w szpitalach, spowodowały wiele nadmiarowych zgonów. Podobnie „eksperymentalne” szczepienia, które – jak też udowodniono – doprowadziły do milionów zgonów oraz nadal zagrażają śmiercią i chorobami w skutkach odroczonych czasowo. Raport niemieckiego ministerstwa spraw wewnętrznych wskazywał, iż wirus SARS-Cov-2 nie stanowił nigdy zagrożenia dla przeciętnie ukształtowanej populacji, a negatywne skutki podjętych przez państwo środków przeciwdziałających pandemii są przeogromne (zostały szczegółowo wymienione). Ale to nie jedyne takie doniesienie z wysokiego szczebla. Akcje depopulacyjne nie ograniczają się do tego. Przykładowo ujawniono (amerykański senator Michael Bennet, ale nie tylko), że borelioza (choroba Lyme) została sztucznie wprowadzona jako broń biologiczna. Podobnie B. Gates zakaził sztucznie miliony komarów by roznosiły jakąś zarazę itp. Także Google
Te i podobne sprawy związane głównie z Covid obszernie przedstawiałem już parę lat temu na stronie LepszeZdrowie.info, szczególnie w omówieniach kilkudziesięciu książek, które to ujawniały. Obecnie mnożą się dalsze świadectwa.
Straty ludzkie są ewidentne, ale są też ewidentne dowody marnotrawstwa środków finansowych, o czym nadmieniłem wcześniej.
Co do ludobójstwa w różnych formach – istnieje jeszcze mroczniejsza strona psychopatów, którzy to wprowadzili i próbują kontynuować. To ideologie satanistyczne i ich armie zdeprawowanych ludzi, psychopatów. Zadawane śmierci i cierpień jest ich ofiarą dla Szatana, w nadziei na uzyskanie od niego przywilejów. Nie będę tutaj rozwijał tego tematu.

Trzecim, na ogół nie branym pod uwagę w omawianym kontekście źródłem marnotrawstwa na globalną skalę, jest system pieniądza i jego realizatorzy, w tym ci, których nazywamy „banksterami”. Ale i oni są operatorami jeszcze wyżej istniejących struktur i tych podmiotów/osób, którzy kiedyś je stworzyli. Wielkie i trudne zagadnienie, dość tu powiedzieć, że to system fikcyjnego pieniądza (fiducjarnego, fiat, nie opartego na realnych aktywach, a jeśli w jakimś niewielkim stopniu, to na środkach już wielokrotnie zastawionych), który opiera się na wszechobecnym długu ludzi, firm i państw. To te podmioty tracą, innymi słowy marnują swoje środki i możliwości, by bogaciła się garstka macherów. Metodami tego systemu są wszechobecne różne podatki, uzależnianie nawet całych państw, przejęcia, koncentracja kapitału i zarządzania pieniądzem, cykliczne dewaluacje, inflacja, doprowadzanie do bankructwa, krachy, handlowanie instrumentami wtórnymi, co jest ryzykowną spekulacją dla uczestników, inside trading, wdrażanie kryptowalut – też często w oderwaniu od realnych aktywów, itp.
Marnotrawstwo nie jest nieuniknionym kosztem rozwoju – jest dziwnym wyborem cywilizacyjnym. Zmiana nawyków, odpowiedzialna produkcja i konsumpcja mogą znacząco zmniejszyć ten problem. Czas przestać marnować przyszłość. Tylko świadome społeczeństwo i mądre przywództwo jest w stanie zbudować zrównoważony świat.
Na tym wezwaniu kończę, bo … nie chcę marnować swego i Czytelnika czasu na sprawy dość oczywiste. Myślę, że każdy może jeszcze dodać inne przykłady marnotrawstwa – niech to będzie ewentualnie krótkim ćwiczeniem umysłowym i wynikiem własnej obserwacji.
PS. Zachęcam do śledzenia platformy X (twitter), gdzie codziennie pojawiają się liczne wpisy związane z poruszonymi tu tematami.

—-

Przypis *

Too Good To Go to popularna aplikacja mobilna, która pomaga walczyć z marnowaniem żywności. Łączy klientów z restauracjami, piekarniami, kawiarniami, supermarketami i innymi sklepami, które mają nadwyżki jedzenia pod koniec dnia.
Jak działa Too Good To Go? (krok po kroku)

  1. Pobierz i zarejestruj się w aplikacji
    Aplikacja jest darmowa i dostępna na Androida oraz iOS. Po zalogowaniu ustawiasz swoją lokalizację (dom, praca).
  2. Przeglądaj dostępne „Paczki Niespodzianki” (Surprise Bags)
    Na mapie widzisz pobliskie miejsca, które oferują paczki. Każda paczka zawiera mieszankę produktów, które pozostały po dniu (np. pieczywo, kanapki, sushi, sałatki, desery, warzywa). Nie wiesz dokładnie, co będzie w środku – to niespodzianka, ale wszystko jest świeże i jadalne. [osobiście uważam, że to może być zły pomysł ponieważ ponawia skłonność do wyrzucenia tego, co nie pasuje odbiorcy]
  3. Rezerwujesz i płacisz w aplikacji
    Paczki kosztują zazwyczaj
    1/2 lub mniej oryginalnej ceny (np. paczka warta 40–60 zł może kosztować 15–25 zł). Płacisz od razu w aplikacji.
  4. Odbierasz paczkę w wyznaczonym oknie czasowym
    Idziesz do lokalu w podanym przedziale godzin (zwykle pod koniec dnia lub wieczorem). Pokazujesz w aplikacji kod QR lub przesuwasz suwak potwierdzający odbiór. Pracownik wydaje Ci gotową torbę/pudełko.
  5. Cieszysz się jedzeniem – dzięki Tobie jedzenie nie trafia do kosza.

Dodatkowe funkcje

  • Box Too Good To Go — większe paczki od producentów (np. napoje, przekąski) z opcją dostawy do Paczkomatu lub pod adres.
  • Ulubione miejsca — możesz oznaczyć ulubione sklepy i dostawać powiadomienia.
  • Filtry — według typu jedzenia (wegańskie, pieczywo, sushi itp.).

Aplikacja działa w wielu krajach, w tym bardzo dobrze w Polsce – współpracuje z sieciami takimi jak Żabka, Lidl, piekarniami, restauracjami i kawiarniami.

 

 

Słoneczne kontrowersje

Nawet nad najciemniejszymi chmurami… jest słońce

Lato 2026 jest kapryśne, zresztą podobnie jak tegoroczna zima i wiosna. Doświadczamy tego na naszej leśnej działce, gdzie albo trzęsiemy się z zimna, albo narzekamy na ponad 35 stopni. To nie jest normalne, ale o tym może w innym wpisie. Wakacje tam i gdzie indziej spowodowały, że rzadziej tutaj piszę.
Udało się nam wstrzelić w okienko pogodowe, by spędzić przyjemny tydzień nad polskim morzem, w ulubionym miejscu. Napawaliśmy się słońcem, wodą i plażą.
W tym roku Bałtyk będzie w wakacje nawiedzony tysiącami ludzi, którzy m. in. będą chcieli się opalić.
Właśnie opalanie jest głównym i aktualnym tematem tego wpisu.
Czy jest groźne, kiedy i jak powinniśmy się zabezpieczać.
Sprawa kontrowersyjna…

Po powrocie z wakacji natrafiłem w poczcie mailowej, w subskrybowanym biuletynie, na wpis pewnego lekarza o czerniaku (rodzaj raka skóry) itp.
W szczególności autor namawia do regularnego stosowania kremów z filtrem SPF 30-50, noszenia okularów słonecznych. Nie znam się na wszystkich dostępnych w handlu kremów i „olejków do opalania”, ale zapewne są wśród nich takie, które mogą mieć działanie przeciwskuteczne, a wielu kupujących nie rozważa niuansów z nimi związanych.
Pozwoliłem sobie napisać do autora, jak niżej.

Szanowny Panie doktorze,
O ile stanowczo doceniam większość Pana informacji, to tutaj mam duże wątpliwości, a nawet skłaniam się do przeciwnego zdania niż Pan przedstawił.

Szanując czas pana doktora, najpierw kilka krótkich (tj. zwięźle) przykładów tylko z wpisów z X (Twittera), bo tam widziałem wiele wypowiedzi lekarzy i badaczy, którzy twierdzą, że filtry przeciwsłoneczne (sunscreen) są szkodliwe. Wybrałem te przeze mnie odnotowane, które podają konkretne argumenty (toksyczne chemikalia, wchłanianie do krwi, zaburzenia hormonalne, wzrost ryzyka raka, blokowanie witaminy D itp.).
Uwaga: większość wpisów nie jest z głównego nurtu, który jest mocno powiązany z biznesową farmacją, która (IMO) uzależniła od siebie medycynę.
Potem przejdę do większych, ale też przystępnych materiałów.
Najpierw znacznik nadawcy na X @…, potem link do wpisu oraz wybrane fragmenty wpisów z cząstkowym tłumaczeniem:

  1. @IsaInsane1 wpis (popularny, z wideo z lipca 2026) https://x.com/IsaInsane1/status/2073674417712898380
    • „Sunscreen zawiera toksyczne chemikalia jak oxybenzone i octinoxate, które zaburzają hormony i są wchłaniane bezpośrednio do krwiobiegu … Oparzenia słoneczne są gorsze przy obciążeniu organizmu metalami ciężkimi.”
  2. @DawnsMission wpis https://x.com/DawnsMission/status/2038632998372065540 (marzec 2026, ponad 2000 lajków):
    • „Filtry przeciwsłoneczne nie zapobiegają rakowi, tylko go powodują. Toksyczne chemikalia dochodzą do 14x limitu FDA we krwi już po jednym dniu. Nigdy nie używajcie sunscreen – truje wątrobę i nerki. Zamiast tego używam oleju kokosowego i morelowego.”
      Tamże wiele podobnych wpisów tej osoby.
  3. @thehealthb0t np. wpis https://x.com/thehealthb0t/status/2039296778432823508
    z udziałem znanej dr – badaczki O’Neill (cała seria)
    • „Większość produktów z filtrem zawiera chemikalia powodujące raka, parabeny, alkohole, toksyczne rozpuszczalniki i olej petrochemiczny.”
  4. @KateShemirani cała seria wpisów np. ten https://x.com/KateShemirani/status/1923996601799811416
    • Wymienia konkretne składniki: Oxybenzone (zaburza hormony, potencjalny kancerogen, w mleku kobiecym), Octinoxate (zaburza tarczycę i hormony reprodukcyjne), retinyl palmitate (zwiększa ryzyko zmian nowotworowych pod wpływem słońca). Twierdzi (oczywistość), że słońce jest potrzebne do syntezy witaminy D i pełnego spektrum światła.
  5. @NicHulscher – lekarz często cytowany w dyskusjach; ogólnie:
    • Meta-analiza studiów pokazuje wzrost ryzyka raka skóry u użytkowników filtrów (nawet +292% dla melanoma inwazyjnego wg niektórych danych). Chemikalia wchłaniają się do krwi, blokują witaminę D.
  6. Dokładniej – @NicHulscher wpis https://x.com/NicHulscher/status/2073406044764529009

Dołączone nagranie z YT
https://www.youtube.com/watch?v=mkWcglCURdg&t=20s,
tu zostawiam wnioski w oryginale angielskim (potem podam po polsku, ale nie jestem pewien tłumaczenia)

NVASIVE MELANOMA: +292%
MELANOMA IN SITU: +258%
BASAL CELL CARCINOMA: +140%
SQUAMOUS CELL CARCINOMA: +126%
27% of sunscreens are laced with BENZENE, a known carcinogen. Benzene was detected in products from major brands including Neutrogena, Banana Boat, Sun Bum, CVS Health, EltaMD, Raw Elements, TopCare Everyday, Goodsense, SunBurnt, and Fruit of the Earth.

6. Podobnie @toobaffled wpis https://x.com/toobaffled/status/2070140068925456704

Duże badanie z udziałem ponad 470 000 osób wykazało, że stosowanie kremów z filtrem znacząco zwiększa ryzyko trzech głównych rodzajów raka skóry. Według badań UK Biobank, częstego używający kremów z filtrem mieli o 292% wyższe ryzyko inwazyjnego czerniaka, o 140% wyższe ryzyko raka podstawnokomórkowego oraz o 126% wyższe ryzyko raka płaskonabłonkowego.

Uwaga – przytacza się argument, że osoby stosujące kremy z filtrem czują się za bardzo bezpieczne i przesadzają czasowo z wystawianiem się na silne słońce i przez to nabywają raka skóry. Ale to oznacza… że te kremy nie działają w takim przypadku lub same w sobie są niebezpieczne.

Inne powtarzające się argumenty:

    1. Wzrost zachorowań na raka skóry od czasu wprowadzenia kremów z filtrem.
    2. Benzene (rakotwórczy) w niektórych produktach.
    3. Zalecanie mineralnych filtrów (cynk/tlenek cynku) zamiast chemicznych.

    7. @SamaHoole Wpis https://x.com/SamaHoole/status/2074136618571604157

    Przez trzydzieści lat przekaz był prosty i nieustępliwy: słońce jest rakotwórcze, zakryj każdy centymetr, nałóż krem z filtrem co dwie godziny. Był flagowym elementem kampanii mającej na celu całkowite powstrzymanie ludzkiej skóry przed słońcem. Ktoś w końcu zmierzył, co dzieje się z ludźmi, którzy się podporządkowują.

    Badacze z południowej Szwecji śledzili 29 518 kobiet przez dwadzieścia lat, sortowanych według tego, ile słońca szukały. Ci, którzy go unikali, umierali mniej więcej dwa razy częściej niż ci, którzy go szukali. Dodatkowe zgony pochodziły z powodu chorób serca i cichych, nienowotworowych chorób, które dotykają większość z nas, a nie z powodu raka, którego wszyscy się bali.

    8. @ValerieAnne1970 wpis https://x.com/ValerieAnne1970/status/2071594545578426475

    ZWOLNIJ LEKARZA, JEŚLI POWIE CI TO O SŁOŃCU! Dr Adiel Tel-Oren: „Jeśli JAKIKOLWIEK lekarz kiedykolwiek powie ci, żebyś trzymał się z dala od słońca… NATYCHMIAST ICH zwolnij!” Słońce jest KLUCZOWE dla naszego zdrowia — nie wrogiem. Słońce NIE powoduje czerniaka. Chroni nas przed tym. Ponad 90% czerniaka występuje na częściach ciała NIGDY nie wystawionych na działanie światła słonecznego. Ten mały procent na twarzy? Głównie u osób, które codziennie nakładają chemiczny SPF — blokując melaninę, która chroni skórę. To błąd medyczny ukryty jako „bezpieczeństwo”. Chemiczne kremy z filtrem to toksyczna trucizna: – Wchłaniają się do krwiobiegu w 14-krotnym stopniu przekraczającym limit bezpieczeństwa FDA, już po JEDNYM dniu. – Oksybenzon: Zaburzenie hormonalne, które obniża poziom testosteronu i powoduje raka piersi + endometriozy. – Oktokrylen: Skażony rakotwórczym benzofenonem. – Awobbenzon: Blokuje testosteron i zaburza hormony. Tymczasem przemysłowe oleje nasienne (prawdziwy złoczyńca) eksplodowały w naszej diecie o 328% od lat 40. XX wieku. Utleniają skórę od środka i przygotowują grunt pod nowotwory. Obwiniane jest słońce, podczas gdy Wielkie Koncerny Gastronomiczne i Wielka Farmacja zarabiają. Każda komórka w twoim ciele komunikuje się za pomocą światła. Blokowanie UVB za pomocą kremu z filtrem: – Naturalna witamina D – Synergia melaniny i cholesterolu (tarcza przeciwrakowa skóry) – Hormony, nastrój, odporność, zdrowie kości i inne aspekty Rozwiązanie: Codziennie dbaj o bezpieczną ekspozycję na słońce. Do długotrwałego kontaktu używaj łoju wołowego z pastwisk karmionych trawą + nie-nanotlenku cynku. NIE ufaj lekarzom, którzy boją się słońca. Słońce to lekarstwo. Chemiczny krem z filtrem to oszustwo. Olejki z nasion niszczą cię od środka. Przyjmij słońce. Pozbądź się trucizny.

    Tyle „expresem”.

    A w miarę Pana wolnego czasu – tutaj opisałem zagadnienie szerzej jeśli chodzi o promieniowanie słoneczne – wpis http://www.lepszezdrowie.info/Slonce.htm z początku 2019 r., czyli „wiekowy” na archiwalnej i nie aktualizowanej już stronie [ten wpis polecam tutejszym czytelnikom jako własny]. Z tego względu pewne linki mogą już nie działać. Wspomniana tam także książka J. Zięby z 2014 r. to tom 1. serii. Jest tam też podrozdział o solariach.
    Wtedy pewne rzeczy widziałem może jeszcze cząstkowo, a także później doszło wiele nowszych danych.

    Podobnie na ww. stronie
    Substancje chemiczne chroniące przed słońcem wchłaniane przez skórę na poziomie przekraczającym progi FDA: badanie – też stary wpis z paroma odniesieniami do powiązanych artykułów i badań.
    Należy zwrócić uwagę na ważne działanie słońca w tworzeniu dobroczynnej witaminy D. Jest też poddziedzina medycyny i terapii zwana światłoterapią, a nawet leczeniem światłem – patrz http://www.lepszezdrowie.info/swiatloterapia.htm .

    Nie poruszam sprawy okularów słonecznych, ale tu też jest szereg wątpliwości…

    Pozdrawiam – Leszek

    ——-
    Cóż, nie mam jeszcze odpowiedzi (jeśli w ogóle będzie), chociaż byłbym jej ciekawy, bo może się mylę. Tak czy inaczej, czegoś więcej bym się dowiedział.
    Zastrzeżenie – tym wpisem nie namawiam do braku ostrożności ani do lekceważenia ew. zmian na skórze po opalaniu.
    Generalna rada: opalać się krótko (np. 20 minut – zależnie od intensywności słonecznej) i stopniowo. Stosować bezpieczne środki ochrony, a po opalaniu środki łagodzące poparzenia.

    Słońce jest tematem innych kontrowersji związanych z klimatem, energetyką, zakłóceniami elektromagnetycznymi itp. To też często jest omawiane w X.com i nie tylko tam, ponieważ leży u podstaw polityki i praktyki na rzecz walki z globalną zmianą klimatu (przedtem „ociepleniem klimatu”). Zagadnienie chemtrails (parokrotnie omawiane na tym blogu – znajdź tutejszą wyszukiwarką) jest elementem takiej narracji. Coraz częściej podawane są argumenty, że i ta narracja jest ideologicznie i biznesowo sterowana oraz demaskowana.

    Z osobliwej osobistej historii

    lupa ++

    Znajdują ci, którzy szukają.

    Bardzo rzadko udostępniam publicznie coś z prywatnej korespondencji.
    Tym razem jednak pokażę fragment listu do internetowego znajomego, z którym miałem dyskusję.
    Publikuje on ciekawe treści, i to takie, które pasują do jednego z moich zainteresowań, więc jest o czym rozmawiać.
    Natomiast nie znał on historii, jaka stoi za tym zainteresowaniem, i wypadało to w skrócie opowiedzieć.
    Na tym blogu już po części to ujawniałem, ale nie było moim celem, by wciągać go w szukanie.

    Oto ów fragment.

    … Ogólnie jestem dość zabiegany i chociaż często siedzę przy komputerze, to skupiam się na swojej pracy, zainteresowaniach i nad tym, co uważam za potrzeby chwili (obecnie to głównie gorący czas polityki i obalania kłamstw, a ze względu na szczególne praktyczne zainteresowania – w zakresie zdrowia).
    Ale jestem z podobnej [do Twojej] „bajki”,  jeśli chodzi o próby głębszego rozumienia świata. To szeroki temat, który poznawałem i „ćwiczyłem” przed wieloma laty przez setki lektur i korespondencji. Jeśli jesteś z Warszawy, to wystarczy zajrzeć do księgarni Nieznanego Świata, gdzie mają/mieli tysiące(?) książek o takiej tematyce. Różne ujęcia, poglądy, różny poziom wglądu. Przykładowo, mam i przeczytałem bodajże wszystkie książki Walscha, Zelanda, wiele książek z serii  wyd. Limbus, Igora Witkowskiego, częściowo Kryona (via L. Carrol) itd. itd. (ew. podeślę Ci listę).  Prenumerowałem Nexusa, „Nieznany Świat”, przedtem inne podobne periodyki. W osobistej bibliotece (ok. 2500 książek) na  podobne tematy było ich chyba prawie połowa  (obecnie nieco ten profil ograniczyłem).
    Ze swojej strony przykładowo „prawo przyciągania” i powiązane tematy poruszałem obszernie na nieistniejącej już stronie L-earn.net, a bardziej zrozumiałe dla przeciętnego czytelnika wprawki pozostawiły ślad na prowizorycznej stroniczce https://spelnijmarzenia.pl.tl/ z 2008 r. (a tam podstrona spelnijmarzenia.pl.tl/Artyku%26%23322%3By.htm ).
    Nie trzeba dodawać, że sporo się zmieniło na świecie w takiej narracji, trochę rodem z New Age, i także w moich poglądach.
    To mam za sobą , więc potem nie dodawałem tam nic ani nawet nie zaglądałem od wielu lat. Myślałem, by zastąpić te miejsca grupą dyskusyjną na FB, co kiedyś zrobiłem, zakładając facebook.com/groups/twojrozwoj. Ma ok. 7 000 grupowiczów i już dość dawno przestałem nad tym panować, bo trudno ogarnąć wszystkie wpisy,  gdzie niektóre są bez większego sensu. Puściłem tę grupę „samopas”, bo nie mam czasu na moderację, a ciężko namówić kogoś, by się tego podjął. Wpadam tam rzadko. Ale myślę, że przydałyby się tam głosy podobne do Twoich.
    Obecnie bardziej odwiedzam wpisy jak np. justempowerme.com/question-answers-glossary/ i w ogóle stronę Pameli JZ (o tym za chwilę), oraz źródła, z których i ona korzysta, dużo rzadziej (bo z pewną rezerwą) przekazy od Lisy Renee (justempowerme.com/who-is-lisa-renee-of-energetic-synthesis-what-is-ascension-plan-b/) i podobne, ale jest też dużo ciekawych treści na Telegramie. Tam nie piszę – tylko podpatruję. Także na wielu podobnych portalach.
    Powracając do PJZ są tam zebrane informacje o Kimberly Ann Goguen (w skrócie KAG) w justempowerme.com/who-is-kimberly-ann-goguen-aka-kim-possible/ (glosariusz, margines z tagami itp.), przy czym mam o Kimberly swoje własne dossier (czasem lepsze?) – z tego tytułu, że obserwuję KAG bodajże dłużej niż Pamela (ok. 10 lat). Relacjonuję jej raporty.
    KAG (IMO) jest najbardziej na świecie wtajemniczona w to, co się dzieje i co nas czeka. Wg niej owo przejście do 5. wymiaru, czy jak to nazwać, które głosisz,  nastąpi wcześniej niż do 2050 r. Ale nie dla wszystkich ludzi, ponieważ niektórzy są „niereformowalni” oraz nie są w istocie ludźmi. Pomimo dużej wiedzy na ten temat, ona nie epatuje jakimiś odjechanymi przepowiedniami ani telepatycznymi przekazami (channeling) z kosmosu. Stąpa trzeźwo po ziemi i konsekwentnie realizuje projekt CARE (Center of Amity and Restoration of Earth), którego jest założycielką. Historia KAG jest długa i „epicka”. Może się mylę, ale „postawiłem na tę kartę”, bo w Polsce jest raczej mało osób, które o niej wiedzą (oprócz służb i niektórych polityków, ponieważ dostają od niej informacje/ostrzeżenia). Zatem wypełniam pewną lukę informacyjną.
    Poświeciłem jej raportom sporo pracy (parę tysięcy wpisów/artykułów) na portalu locusmind.one, ale wszystko przepadło (dwukrotnie!) przez niefrasobliwość admina – cały portal i konta wielu ludzi wcięło przez jakieś jego zaległości w opłatach/inne zaniedbania (obecnie znów coś kombinuje podejrzanego).
    Tylko w małej części udało mi się odtworzyć pojedyncze wpisy i w ograniczonym zakresie kontynuuję (wplatam) ten konkretny temat na gab.com/etsaman3 (tamże też dla osób bardziej poszukujących aktualnych sensacji okresowo pokazuję raporty Benjamina Fulforda, ale te z dystansem).

    Na X (i w ogóle) z tymi sprawami raczej się nie wychylam (kto wie, to i tak znajdzie), ponieważ znając większość swoich odbiorców, nie to ich teraz interesuje, ani prawdopodobnie nie są gotowi na takie treści (oczywiście z wyjątkami – śledzimy obaj podobne profile) i prawdopodobnie mogliby zakwalifikować mnie (nas?) do szurów lub fantastów nie wyłączając głupawych komentarzy.
    Moją bolączką praktyczną jest brak czasu na ogarnięcie wszystkich interesujących tematów (przekleństwo ciekawości). Zatem kończę i ten list, tym bardziej, że wzywa mnie „obowiązkowy” spacer i zew ruchu dla zdrowia i podziwiania wiosny.

    Pozdrawiam!

    ___

    Czytelniku — jeśli zaintrygowała Cię poruszona tematyka — znajdziesz o niej na tym blogu dużo więcej.

    Kto jest winny?

    za kurtyną


    Jaś z pierwszej klasy:

    prose pani – to ON zaczął!

    Winny – czego?

    W tym wpisie nie będę się powtarzał na temat różnych win związanych z Covid, szczepionkami, WHO itp. i głównie skupię się tylko na jednym aspekcie, który, mimo wielu zapatrywań ludzi na ten temat, prawdopodobnie uderzy każdego – świadomościowo i… po kieszeni.
    Pomimo że i o tym pisałem, to wyręczę się miejscami cytatami tych, którzy tę sprawę nagłaśniają z zasięgami tysiąc razy większymi od moich.

    Biohaker Mateusz:
    Pfizer, korporacja, która ma grubo ponad 100 przegranych spraw sądowych na violationtracker.org (głównie za fałszowanie …danych badawczych), właśnie chce zmusić ciebie i mnie do wypłacenia im 6 MILIARDÓW złotych odszkodowania.

    Za co? Ano za to, że tzw. kowidianie, czyli ok. połowa polskiego społeczeństwa podatna na socjotechniki wpływu, wrócili z „kraju niebezpiecznych fantazji” i nie chcieli brać więcej genetycznych, eksperymentalnych bubli w zastrzykach na Covid19.

    Tymczasem ówczesny rząd zakontraktował miliony nadmiarowych szpryc, po czym ich nie odebrał i nie zapłacił, bo…nie było komu brać. Multimilionowe kampanie reklamowe z Pazurą, youtuberami, celebrytami i nagrodami nie przyniosły oczekiwanego przez lobby farmaceutyczne skutku.

    Co więcej, ilość badań wskazujących na toksyczne działanie szpryc mRNA od Pfizera jest obecnie porażająca. I to Pfizer powinien płacić wielomiliardowe odszkodowania nam wszystkim, a nie my temu moralnie zbankrutowanemu tworowi.

    I nie dajcie się zwieść politycznej nawalance, że to tylko wina rządu PiSu. Patrząc na resztę zachodniego świata, rząd PiS wprowadził plandemię względnie „na miękko”. Gdyby to ekipa Tuska była wtedy u steru mielibyśmy zamordyzm podobny do tego u Niemców. O tym jeszcze dalej…

    Nie zmienia to faktu, że skok Pfizera na kasę jest tak obrzydliwy, jak mogliśmy się tego spodziewać po wielokrotnym kryminaliście. Kryminaliście, któremu zaufało 50% wykształconych ponad własny intelekt Polaków. A teraz wszyscy mamy ponownie zapłacić za ich naiwność.
    — (LK)
    Zanim jednak o tych zarzutach, wrócę krótko do samego żądania owych 6 miliardów – jeśli ktoś jeszcze nie wie (?!), o co chodzi. Otóż Sąd w Belgii właśnie zobowiązał Polskę do odbioru 64 mln dawek szczepionek przeciw COVID-19 oraz zapłaty ok. 5,6 mld zł. Wyrok jest jeszcze nieprawomocny.
    Czyli są tu dwa komponenty: zaplata i odbiór zdezaktualizowanych szczepionek do utylizacji. A ta utylizacja to kolejny miliardowy koszt.

    Aktywnie sprawę nagłaśnia poseł Grzegorz Płaczek, zwłaszcza na X (@placzekgrzegorz).
    3 kwietnia pisał:
    W całej sprawie pomiędzy Polską a firmą Pfizer należy nie tyle skupić się na brukselskim sporze, co na tym, KTO rekomendował i narzucił Komisji Europejskiej patologicznie zawyżoną liczbę dawek szczepionek przeciw C-19, którą ostatecznie kraje zamówiły? Otóż odpowiedzi udzielił prawnik reprezentujący firmę Pfizer podczas rozprawy w Brukseli. Odpowiedź jest jasna i prosta – to WHO! Problem jednak polega na tym, że na styczniowej rozprawie w Brukseli ani polskiego rządu, ani polskich dziennikarzy nie było, więc skąd mają to wiedzieć? Na rozprawie był obecny tylko jeden polski poseł – ja. Prawda jest taka, że to WHO zasugerowała Komisji Europejskiej (na przełomie 2020 i 2021 r.) liczbę dawek, które powinny zostać zakupione przez Komisję Europejską dla państw członkowskich EU). Nikomu ani teraz, ani wówczas nie przeszkadzało, że firma Pfizer jest ściśle powiązana z WHO – od lat jest kluczowym dostawcą szczepionek w sojuszu Gavi (The Vaccine Alliance), który jest jednym z największych partnerów finansowych WHO oraz że Pfizer jest jednocześnie częścią COVAX – międzynarodowej inicjatywy nadzorowanej przez… WHO. Co więcej – Gavi jest od lat jednym z największych sponsorów Światowej Organizacji Zdrowia, a COVAX jest inicjatywą, której działania są finansowane między innymi… przez to samo Gavi. Polski rząd dziś robi zasłonę dymną i będzie teraz analizować, czy „można było się wycofać”?
    Bez żartów, Panie i Panowie. Kluczowe pytanie brzmi: dlaczego nikt nie bił na alarm wtedy, gdy zapadały decyzje o skali zamówień, i dlaczego nikt nie żądał pełnej jawności procesu: kto rekomendował wolumeny, kto je zatwierdzał i na czyją odpowiedzialność? Bo jeśli państwo polskie nie potrafi odpowiedzieć na te pytania, to znaczy, że nie kontroluje procesu – a jedynie płaci rachunki za cudze decyzje. Nie ma wątpliwości, że konfliktem interesów, patologią i lepką pajęczyną powiązań śmierdzi tu na kilometr. Polacy, nie dajcie się zwieść!


    Na czym, oprócz samego brudnego biznesu, polegają winy Pfizera? Obszerny temat, ale w skrócie:

    G. Płaczek: W bazie NOP-ów VAERS zarejestrowano do tej pory ponad milion NOP-ów po podaniu szczepionki przeciw covidowi, w tym prawie 20 000 zgonów [dodam, że do tej bazy zgłaszanych jest tylko ok. 1% rzeczywistych wydarzeń]. Średnio rozgarnięty polityk wiedziałby, co zrobić z tymi danymi. Polscy politycy zaś dali się Pfizerowi zapędzić w kozi róg, zwalają na siebie winę, kto winien zamówienia milionów niepotrzebnych dawek i zastanawiają się,  jak uniknąć zapłacenia zasądzonej przez belgijski sąd kary 6 mld zł. A niektórzy polscy naukowcy czy dziennikarze, którzy wciskali trefny towar, do tej pory udają głupa i twierdzą, że szczepionki uratowały miliony ludzkich istnień (opierając się na zmanipulowanych modelach matematycznych, a nie na danych epidemiologicznych).

    W innym wpisie G. Płaczka:
    …przypatruję się hipokryzji polityków obecnego rządu w kwestii szczepionek i przegranej przez Polskę batalii z firmą Pfizer w belgijskim sądzie. Co za obrzydliwy obraz polskich polityków. Jak widać, ani premier Donald Tusk, ani grupa polityków obecnie trzymająca władzę nie pamiętają już, jak w 2021 roku naciskali na obowiązkowe szczepienia Polaków i na przyspieszenie procesu zakupu dawek szczepionek niemal od każdego i w jak największych ilościach! Cóż [teraz] za brawurowy zwrot akcji. Wszyscy jesteście tacy sami. Naprawdę traktujcie Państwo Polaków w obecnej koalicji rządzącej jak idiotów? No to przypomnę Polakom kilka faktów i wypowiedzi ówczesnej opozycji, żeby nic nie umknęło naszej pamięci:
    W styczniu 2021 roku Cezary Tomczyk (ówczesny szef klubu KO) domagał się wyjaśnień od PiS-u, dlaczego Polska nie skorzystała z pełnego limitu szczepionek, który nam przysługiwał. Wskazywał, że błąd, który może kosztować życie i zdrowie Polaków.
    Marcin Kierwiński (sekretarz generalny PO) wskazywał, że „polski rząd powinien negocjować umowy z producentami szczepionek na dostawę dodatkowych dawek poza Unią Europejską”. Mówił, że „Polska powinna przyjąć szczepionki wynegocjowane przez Unię, ale jednocześnie szukać własnych ścieżek, by proces przyspieszyć”. Twierdził również, że „jeśli Unia dostarcza za mało, rząd powinien być aktywny na każdym możliwym polu, by te szczepionki zdobyć. Rezygnacja z jakiejkolwiek puli, która nam przysługuje, to działanie na szkodę państwa”.
    Dariusz Joński na platformie X w 2021 roku pisał, że „rząd PiS zrezygnował z zakupu blisko 7 mln dawek szczepionki Moderna. To sabotaż! W czasie, gdy ludzie umierają, a gospodarka stoi, każda dawka jest na wagę złota”.
    Borys Budka (ówczesny przewodniczący PO) w 2021 roku mówił: „zamiast walczyć o każdą dawkę, rząd Morawieckiego lekką ręką rezygnuje z milionów szczepionek. To pokazuje całkowitą bezradność i brak strategii”.
    Premier Donald Tusk w 2021 roku w Gdańsku grzmiał, że rząd boi się „podjąć decyzje o powszechnym dostępie i promocji szczepień” zachęcając do zakupu szczepionek. Co więcej, w listopadzie 2021 roku twierdził, że „rząd abdykował. Nie ma odwagi, by wprowadzić mechanizmy, które sprawią, że szczepienia będą naprawdę masowe i skuteczne. To jest kapitulacja przed chorobą”.
    Bartosz Arłukowicz (były minister zdrowia) w 2021 roku wytykał rządowi, że Polska otrzymuje za mało dawek w porównaniu do potrzeb, mówiąc, że „rząd musi przestać opowiadać bajki o logistyce, a zacząć realnie ściągać szczepionki do Polski.”
    Michał Szczerba w 2021 r., podczas kontroli w KPRM i MZ, oznajmiał, że sprawdza „dlaczego Polska nie zakontraktowała wszystkich dostępnych opcji dodatkowych. Każdy dzień zwłoki to kolejne ofiary. Rząd musi kupować wszystko, co jest dostępne i bezpieczne”.
    Nie ulega wątpliwości, że ówczesny rządu PiS-u (a zwłaszcza Minister Zdrowia – Adam Niedzielski) w kwestii zakupu szczepionek zachował się skrajnie nieodpowiedzialnie i winni powinni za ten stan rzeczy odpowiedzieć, ale to nikt inny, jak politycy Koalicji Obywatelskiej zarzucali wówczas politykom PiS-u, iż jakakolwiek rezygnacja z dodatkowych dawek szczepionek jest błędem, który opóźni proces „powrotu do normalności”. Niemal wszyscy – jak jeden mąż – zarówno w KO i PiS popieraliście zamykanie ludzi w domach, wprowadzanie lockdown’ów i niekontrolowanie-patologiczny zakup szczepionek, stając ramię w ramię z Ursulą von der Leyen. Polacy – nie dajcie się oszukać! Klasa polityczna sięgnęła w Polsce bruku. Chociaż nie wiem, czy powinienem używać słowa „klasa”.

    Tamże na X @coolfonpl pisze:
    Rząd Polski mógł w sprawie szczepionek pójść drogą prokuratora Teksasu, który oskarżył Pfizer o oszustwo. Dzięki temu można było uzyskać nieważność umowy z Pfizerem w sprawie „szczepionek”. Ale nie, plan był taki, że mamy za nie zapłacić, wraz z odsetkami.

    A poseł Skalik @Wlodek_Skalik:
    Ponawiam pytanie: kto odpowie za zmarnowanie 5 miliardów (podkreślam, 5 miliardów) złotych na zakup nikomu niepotrzebnych, wątpliwych preparatów „medycznych”? Kto na tym zarobił, ile wziął, z kim się podzielił i dlaczego NIKT jeszcze nie siedzi za to…

    G. Płaczek kontynuuje

    „… (wina) PiS – i słusznie. Tutaj Pana popieram. Ale jednocześnie pojawia się zasadnicze pytanie, Panie premierze: dlaczego nie było woli po stronie Pana rządu, by powołać komisję badającą nieprawidłowości państwa polskiego i skrajnie patologiczne decyzje polityczne podejmowane w czasie lockdown’ów? Osobiście przekazałem na Pana ręce wniosek w tej sprawie. Wysyłałem także w tej sprawie liczne pisma oraz zgłaszałem nieprawidłowości na Prokuraturę. Temat jednak został politycznie zamieciony pod dywan! A przecież Pan wie, że sprawa umowy z Pfizerem to tylko wierzchołek góry lodowej. Mieliście Państwo ukarać winnych – no chyba, że patologie znacznie wykraczają poza jedną partię..? Ale zgnilizna państwa…

    Od siebie (LK) dodam, że wina leży w ignorancji, korupcji i podległości ideologiczno-politycznej.
    Te trzy często splatające się komponenty można krótko opisać tak:

    Ignorancja polegała na braku wiedzy decydentów, że szczepionki nie były skuteczne ani bezpieczne (co wskazywali różni bardziej dociekliwi, a nawet producenci, ponieważ ulotki podawały możliwe powikłania oraz konieczność stwierdzenia braku przeciwwskazań przy podawaniu).
    Ten aspekt często i z obszernym powoływaniem źródeł naukowych punktuje od dawna dr Piotr Witczak, zarówno w szeregu postów na X z Fundacja Ordo Medicus (@OrdoMedicus) jak i indywidualnie – @PiotrWitczak_

    Korupcja. O nią najbardziej podejrzewana jest Ursula von der Leyen przez swoje tajne konszachty z Pfizierem oraz interesy męża, ale cała otoczka działań pandemicznych obfituje w przypadki i podejrzenia korupcji wśród pośredników. W tym konflikty interesów szeregu lekarzy, którzy brali pieniądze od producentów szczepionek za ich polecanie, a w szpitalach premie za wykonywanie iniekcji.
    Podległość narracji WHO i KE podtrzymywała te patologie. Duży temat wykraczający poza same szczepionki, ponieważ dotyczy psucia nauki w szerszym zakresie.

    Duża wina spada na lekarzy i „ekspertów” (też na ogół lekarzy), ponieważ to na ich opiniach opierali się decydenci, którzy często nie mieli pojęcia o sprawach merytorycznych i realizowali wspomnianą polityczno-ideologiczną podległość.
    O ile politycy oprócz braku wiedzy często działają pod publikę (w tym przypadku celowo zastraszaną „śmiercionośnym wirusem”), to lekarze wykonujący zawód zaufania społecznego, ale ze stosowną wiedzą (powinna być aktualizowana!) sprzeniewierzali się swojej misji.

    Te i inne aspekty tytułowego tematu miałem w obszerniejszym wyborze, ale w pewnym momencie edytor WP „wciął” mi kolejne uzupełnienia. Uznałem zatem, że nie będę żmudnie szperał od nowa i to, co jest, już wystarczy.

    PS. Ponieważ korzystam z wpisów publicznych, zakładam, że mogę je tutaj cytować, podając autorów.

    Satysfakcja?

    Science

    „A nie mówiłem?”

    Mam mieszane uczucia, gdy okazuje się, że miałem rację,  gdy dotyczy to spraw i poglądów, które nie powinny się wydarzyć, bo niosą cierpienie, straty, zniewolenie itp.

    Zatem pokazanie, że tak właśnie się działo,  jest wątpliwą satysfakcją mimo własnej racji.
    Z drugiej strony — zła ocena, uleganie złudzeniom i kłamstwom są jeszcze gorsze, bo wspomagają to zło w postaci bierności lub zgody. Cóż, nie zawsze i nie od razu rozpoznawałem wszystkie takie kontrowersyjne zagadnienia, ale ostatecznie sądzę, że idę dobrą drogą.
    Co konkretnie mam na myśli?
    To dużo tematów, które tu poruszałem, pokazując błędy nawet rzekomych specjalistów, polityków, dziennikarzy itd.
    Wstępem może być wpis Klucz, w którym wspomniałem o ogólnym podejściu do tematu rozpoznania prawdy, zrozumienia mechanizmów propagandy i polityki. To, co opisuję poniżej, ma tam zasygnalizowane podtematy, ale Klucz będzie miał jeszcze swój ciąg dalszy, by podtematy te rozwinąć. Jednak obecnie chciałbym pokazać, jak to podejście sprawdziło się w praktyce.

    Można jeszcze wskazać wpis Metoda, który poniekąd pokazuje podobne podejście.
    Pokażę przykłady, możliwie krótko, siłą rzeczy przeglądowo, przywołując niektóre materiały z tego bloga i zewnętrzne.
    Podaję linki do tych materiałów, by skrócić artykuł. Wiem, że to nielubiane przez wielu, ale, przepraszając za takie podejście, sądzę, że każdy zajrzy do tych zewnętrznych materiałów, które go interesują, a inne może opuścić.

    Podzielę to na tematy główne oznaczane literami A, B, C, …

    A. Temat, który bodajże najczęściej poruszam, dotyczy zdrowia w różnych aspektach. Od 2007 roku, po wcześniejszych przyczynkach od 2002 na nieistniejącej już stronie L-earn.net, zawartość strony LepszeZdrowie.info (LZ) dotyczyła właśnie takich zagadnień.
    W tamtejszych działach ANTY i częściowo INNE pokazywałem błędy i oszustwa medycyny biorące się pierwotnie z ponad stuletniego rugowania metod i środków naturalnych za sprawą doktryny rockefellerowskiej. Aż dziw bierze, że postępująca zapaść służby zdrowia wciąż nie jest kojarzona z niewłaściwym leczeniem. Już prawie dwie dekady temu tę myśl przedstawiałem w jednym z tutoriali LZ   – Kryzys służby zdrowia (w serwisie Artelis miał 5800 odsłon).
    To wszystko było brane za „szurstwo”, ale z biegiem czasu okazywało się prawdą, a nie teorią spiskową.  Jako jeden z wielu przykładów zobacz wykaz z omówieniem kilkudziesięciu książek – Kowidowe książki. Tamże o oszustwie szczepionek („skuteczne i bezpieczne”), co szczególnie ujawniło się w czasie „pandemii”, a teraz coraz częściej traktowane jest jako zbrodnia w skali globalnej. Podobnie ujawnia się niechlubną i wręcz przestępczą rolę WHO, co też dawno pokazywałem, np. w http://lepszezdrowie.info/WHO.htm.  Czyli chodzi nie tylko o nieefektywne leczenie (tak ograniczono wiedzę i możliwości lekarzy), ale o celowe szkodzenie oraz blokowanie skutecznych metod – włącznie z karaniem za skuteczność. Nawet dekretując, że np. leczenie raka jest nielegalne.
    I znów podobnie w zakresie właściwego żywienia i mitu cholesterolowego. Miałem w tych sprawach rację, co przypieczętowano w USA za sprawą działań Roberta F. Kennedy’ego Jr. oraz coraz liczniejszych przebudzeń i głosów lekarzy i naukowców – patrz też tutejszy wpis Przewrót na wzór kopernikańskiego (to był tylko zarys paru podtematów i przeczytanych źródeł, potem znalazłem dużo więcej). Co do piramidy żywieniowej należy odnieść się nie tylko do uproszczonego diagramu, ale do szerokiego omówienia – ok. 500 stron. I zauważyć, że w kręgach lekarzy i dietetyków, którzy nie ulegali propagandzie biznesu i przemysłu, to nic nowego (patrz np. piramida żywienia dr Josepha Mercoli w jego książce „Siła zdrowych nawyków” z 2015 r.)
    Wspomniawszy o medycynie i żywieniu, warto spojrzeć na te dziedziny jako elementy nauki w ogóle.

    B. Zakłamana nauka
    Od bardzo dawna czułem i nabierałem przekonania, że nauka jest często traktowana instrumentalnie dla celów biznesowych i politycznych, a także jest poletkiem uprawianym przez pseudonaukowców do robienia karier.
    Chociaż przykłady mogłem widzieć już przed ok. 40 laty z własnego doświadczenia jako pracownika naukowego, to ilość wątpliwości co do rzetelności nauki narastała potem geometrycznie.
    O tzw. „konsensusie naukowym” można powiedzieć, że to podobna mantra jak „zaufaj nauce” lub Evidence Based Medicine (EBM), która ma uciszyć dyskusje, a w rzeczywistości jest często daleka od nauki.

    Pozostając przy przykładzie prac nt. zdrowia wymienię trzy znamienne wypowiedzi osób, które były odpowiedzialne za publikacje w renomowanych czasopismach medycznych.

    Richard Horton, były naczelny Lancetu, w artykule „What is medicine’s 5 sigma?”, który można nazwać „Połowa badań jest nieprawdziwa” (zmanipulowana, nierzetelna, pod tezę itp.) – Vol 385 April 11, 2015. Pisze że  „Ta sprawa przeciwko nauce jest dosyć oczywista: duża część literatury naukowej, przypuszczam, że połowa, może najzwyczajniej w świecie być nieprawdziwa. Nadszarpnięta badaniami opartymi na zbyt małej próbie z mizernymi wynikami, niemającymi podstaw analizami wyjaśniającymi, jawnym konfliktem interesów, a także z obsesją gonienia za modnymi trendami o małej wartości – nauka uczyniła zwrot ku ciemności.”

    Dr Marcia Angel (Harvard Medical School):  „…po prostu nie można już dłużej wierzyć w większość badań klinicznych, jakie są publikowane, ani polegać na ocenie zaufanych lekarzy czy autorytatywnych wytycznych w medycynie. Nie jest mi miło wyciągać taki wniosek, do którego dochodziłam powoli i niechętnie przez 20 lat jako redaktorka The New England Journal of Medicine”.

    Arnold Seymour Relman (1923 – 2014), profesor medycyny Uniwersytetu Harvard i były redaktor naczelny New England Medical Journal: „Zawody medyczne są kupowane przez przemysł medyczny, nie tylko w kwestiach praktyki medycznej, ale także nauczania i badań. Instytucje akademickie tego kraju godzą się na to, by stawać się płatnymi agentami przemysłu farmaceutycznego. Uważam to za niegodne.”
    itd.
    O EBM sam napisałem na LZ co najmniej 5 artykułów.
    A w ostatnich dekadach niesławny Robert Maxwell stał na czele systemu czasopism naukowych, który przez dziesięciolecia dyktował, co uznawano za prawdę naukową. Bill Gates zainwestował 10 milionów dolarów w serwis ResearchGate… platformę liczącą 25 MILIONÓW członków. Epstein i Gates decydowali, które badania były promowane… i które pozostawały w cieniu (patrz https://x.com/_JustMr__/status/2031489010737017232  !)
    Krótko o tym, czym jest/na czym polega nauka – https://x.com/newstart_2024/status/2025550146797199442 .
    Uznaję też motto: „Nauka polega na podważaniu wszystkiego, co można podważyć, bo tylko dzięki temu można wykryć to, czego podważyć się nie da” (prof. Tadeusz Kotarbiński).
    Tak więc, wątpiąc przez dekady w rzetelność nauk medycznych (chociaż nie generalizując!)  – miałem rację.  Kolejna wątpliwa satysfakcja.
    Mógłbym jeszcze długo na ten temat, ale przechodzę do kolejnego podtematu…

    C. Mit klimatyczny i jego konsekwencje.
    O tym też wielokrotnie pisałem, ale przecież nie jestem w tym oryginalny.
    Temat mocno obwarowany poprawnością polityczną i cenzurą. Borykałem się z tym, widząc, jak moje wpisy i artykuły znikają w sieci – patrz np. Taki mamy klimat…
    Owszem, czyste powietrze i racjonalne dysponowanie energią, wodą i biomasą  jest ważne, ale nie na to kładzie się główny nacisk, albo robi się to zupełnie niewłaściwie.
    Mnożą się kolejne ujawnienia przekrętu klimatycznego, jak drenuje się narody i rządy opłatami klimatycznymi opartymi na błędnych założeniach przesadzających z wpływem człowieka na klimat — to wielka machina generowania pieniędzy „z powietrza”.  Z wielu materiałów na ten temat mamy podsumowanie, jak to Życie w zakłamaniu – zobacz tam film, dodatkowe materiały .
    Nigdy nie wierzyłem w tę legendę zmiany klimatu w aspekcie globalnym.
    A jeśli już mówić o wpływie ludzi na pogodę, to oprócz celowych podpaleń, tak, to jest jak najbardziej możliwe … za przyczyną broni pogodowej i programów militarnych. Osobny temat, który sygnalizowałem chyba od 2007 r. Najczęściej ostatnio na X — jeśli używasz tej platformy, wpisz from:etsaman2 chemtrails. A na tym blogu parokrotnie – np.  Chemtrails – alert , z odnośnikami. A potem w sieci było wiele kolejnych analiz i dowodów na używanie takich narzędzi.  A ostatnio nawet oficjalnie. Jedno z podsumowań: https://gab.com/etsaman3/posts/115759520141915707 . Chemtrails mają różne oblicza i zastosowanie. Podobnie  jak technologia 5G, a nawet w ogóle różne promieniowania, które nie tylko mogą szkodzić zdrowotnie, ale i służyć do sterowania ludźmi. Ostatnio okazało się, że nawet samochody elektryczne i hybrydowe zagrażają promieniowaniem przekraczającym sto razy normy bezpieczeństwa .
    W tych obu sprawach byłem oskarżany i wyśmiewany za „teorie spiskowe”, ale znów wychodzi na to, że miałem rację. Trzymałem się po prostu zasady przezorności, a nie technokratycznych zachwytów wokół „postępu”.

    D.  Z tym wiąże się temat ekologii i energetyki – we wzajemnym powiązaniu.
    I o tym pisałem wielokrotnie. Sama ekologia może mieć wiele znaczeń. Co jest ekologiczne w naszym wymiarze? Znany jest ekoterroryzm w szeregu dziedzinach, w tym ruch „animalistów”, dla których zwierzęta, łącznie ze szkodnikami, są ważniejsze od ludzi (hm, czasem faktycznie pewne jednostki są od nich gorsze), gdy niszczy się rolnictwo i hodowlę (ostatnio przykładowo przez bezkrytyczne związki z Mercosur i ich forsowanie).

    Skupię się jednak szczególnie na zagadnieniu ekologii w kontekście energetyki. Jeśli chodzi o CO₂, tzw. ślad węglowy to kolejny przekręt — wpływ człowieka na klimat jest bardzo mały, a Europy, w tym Polski, i pojedynczych ludzi schodzi do wielkości pomijalnych. Jest w tym wiele hipokryzji „ekologów” i polityków, którzy np. nie widzą i nie piętnują aktualnie prowadzonych wojen, które o rzędy wielkości więcej emitują CO₂ i pyłów niż zwykła działalność człowieka. W samej Strefie Gazy wojna Izraela doprowadziła do uwolnienia do atmosfery 33 milionów ton ekwiwalentu CO₂. Odpowiada to ilości gazów cieplarnianych emitowanych przez Jordanię w ciągu całego roku. Powodują też uwalnianie toksycznych zanieczyszczeń, które prawdopodobnie będą utrzymywać się przez dziesiątki lat, zatruwając środowisko i stwarzając zagrożenie dla zdrowia. Podobnie wielu polityków głoszących „klęskę klimatyczną” i piętnujących szeregowych ludzi za ślad węglowy, a często używających swoich prywatnych samolotów do dalekich podróży. Jest już sporo książek i konferencji demaskujących przekręt klimatyczny, u nas np. https://ordomedicus.org/czy-czlowiek-wplywa-na-klimat-konferencja-w-sejmie/

    Jesteśmy potęgą energetyczną, jeśli uwzględnić krajowe złoża węgla (olbrzymie), gazu, ropy oraz geotermii. Są opracowywane metody podziemnego zgazowywania węgla, podobnie jak są gotowe i używane (niestety na małą skalę, bo blokowane?) piece bezdymne/bezpyłowe.  Na fali przekrętu klimatycznego wymuszono na Europie odchodzenie od węgla, paliw ropopochodnych, a nawet gazu (mimo że przedtem zachęcano do pieców gazowych). To podejście pokazało fatalne skutki gospodarcze, co ostatnio dostrzeżono w Niemczech w obliczu wielkiego kryzysu i utracenia konkurencyjności. Już  wcześniej pisałem, że to niemądre i szkodliwe oraz optowałem za energetyką rozproszoną. Krytykowałem duże elektrownie atomowe pod różnymi względami , ale w warunkach obecnych, gdy wszystko inne się zamyka i niszczy, jestem skłonny uznać, że jest to rozsądne rozwiązanie, zwłaszcza w modelu SMR. Ale nadal kosztowne i praktycznie do wprowadzenia nie wiadomo kiedy. Nawet mimo wielkich kosztów Niemcy wolą jednak wrócić do elektrowni atomowych.
    Ekologiczni fanatycy – bez pojęcia ekonomicznego i uwiedzeni utopijną ideologią „walki z klimatem” na siłę prą w kierunku farm turbin wiatrowych, paneli słonecznych na dużych obszarach. Ma to pewien sens w indywidualnej skali (energetyka rozproszona na własnych zasadach), natomiast świat przekonuje się, jak to było złudne i szkodliwe. Obliczenia pokazują, że np. morskie farmy wiatrowe per saldo wygenerują stratę, że w ogóle posadowienie dużych wiatraków pochłania niesamowite ilości stali, betonu, energii i pracy. Mało kto zauważa, że polski plan farm wiatrowych na morzu w samym wykonawstwie zakłada koszt 500 miliardów zł. Czyli więcej niż SAFE, który tak bulwersuje polityków (i słusznie ze strony oponentów). A na dodatek nikt w rządzie nie ma nad tym pełnej kontroli – patrz np.  https://x.com/RuchNarodowy/status/2032141066779181263
    Wiele wiatraków ma sens tylko przy państwowych dotacjach. Ponadto szkodzą środowisku i zdrowiu. Dlatego szereg funduszy i organizacji na świecie, które wspomagały energetykę wiatrową, wycofuje się z branży.
    Także nikt nie chce ponosić kosztów utylizacji turbin wiatrowych. Do 2050 roku na wysypiska trafi 133 miliony ton.  Tylko w tym roku zostanie wycofanych kilkanaście tysięcy turbin, z którymi nie ma co zrobić.  Oszuści składają turbiny i porzucają wysypiska, gdy już są przepełnione albo gdy prokuratura się nimi zaczyna interesować. Już były przypadki, gdy Niemcy podrzucali zużyte wiatraki sąsiadom.
    Kolejny problem to panele słoneczne, co do których amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) przewiduje, że do 2030 roku liczba wyrzuconych paneli słonecznych wzrośnie do miliona ton. Zawierają one ołów, kadm i inne szkodliwe metale ciężkie. Zarówno wiatraki, jak i panele słoneczne są podatne na zniszczenie w czasie huraganów lub nawet silniejszych wiatrów lub gradu. Przykładowo, niedawno została zniszczona  przez silną burzę farma 180 000 paneli słonecznych w Wheatfield w Indianie. Z lotu ptaka widać ogrom zniszczeń. Władze informują o zanieczyszczeniu gleby z tego powodu.
    Nie neguję OZE w postaci mniejszych i lokalnych rozwiązań (energetyka rozproszona na usługach gmin, a nawet pojedynczych gospodarstw), które nie wymagają zarówno dużych nakładów na ich budowę, jak i na drogie i kosztowne w utrzymaniu linie przesyłowe dalekiego zasięgu. Potrzebny jest rozsądny mix energetyczny.
    By zakończyć ten temat, który i tak ująłem skrótowo, to osobiście stawiałbym znacznie bardziej na geotermię i … nowe (lub stare, ale ukrywane przez monopol energetyczny) technologie taniej energii. Są coraz to nowsze „jaskółki” takich technologii np.  Rośliny wytwarzają paliwo z promieniowania słonecznego (kolejna innowacja z Chin).

    E. Na zakończenie tej skróconej listy fatalnych w skutkach zjawisk, które od lat postrzegałem i krytykowałem, trzeba spojrzeć na pewien ich fundament – politykę.
    Jak wspomniałem we wpisie Klucz , generalnie decydują tu pieniądze i żądza władzy. Czasem opętanie jakąś ideą, wtedy na ogół dystopijną. W tych trzech sferach pojawiają się, niestety,  psychopaci, nawet sataniści i kryminaliści. Tak jak kiedyś pokazał to Andrzej Łobaczewski w książce „Ponerologia polityczna”, a ostatnio jest to coraz bardziej ewidentne w elitach władzy, zwłaszcza  USA (efera Epstina itp.).
    Obecne wojny, podziały, zacietrzewianie, narastająca przemoc w wielkiej skali są zarówno dowodem na skutki wspomnianych przyczyn, jak i impulsem, by je dostrzec i eliminować.
    Jest jeszcze szereg innych kontrowersyjnych zjawisk, co do których mam podejrzenie, że także mogę mieć rację w ich interpretacji, ale na pewność muszę jeszcze poczekać na ich dalszy rozwój. W szczególności o D. Trumpie i USA, o końcowym wyniku  konfliktu na Bliskim Wschodzie, losie Izraela i Ukrainy, nowym globalnym porządku świata, kto jest kim itd.

    Podsumowując, mogę mieć satysfakcję nie z tego, że miałem rację, ale z tego, że rozpoznawałem wymienione czynniki, które psują świat i ludzi. Być może wielu osobom nasuwa się refleksja, że jeszcze bardziej podstawowym fundamentem tych wszystkich anomalii jest głupota. Zatem warto pogłębiać wiedzę, oceniać sprawy z różnych stron i źródeł, postrzegać prawdę i zyskiwać na mądrości. Jeszcze mi daleko do tego. Bywało, że się myliłem, ale staram się wprowadzać korekty.
    I przypominam mądrą dewizę biblijną „Po owocach poznacie ich”.

     

     

     

     

     

    Fale, częstotliwości…

    płatek śniegu

    Temat, który zarówno fascynuje, jak i jest ważny.
    Ostatnio nie mam czasu na publikowanie, więc rebloguję materiał, który jest wstępem do dużego tematu.
    Zasługuje też na ilustracje, więc tymczasem odsyłam do tematu pokrewnego – „Świętej geometrii” z obrazkami oraz do tutejszego starego (!) wpisu Wszystko jest falą? 

    Przewrót na wzór kopernikańskiego

    Nowa piramida żywienia
    ilustracja (fragment) zapożyczona ze strony B. Rymanowskiego

    Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie.
    Później z Tobą walczą. Później wygrywasz.
    Nicholas Klein

    Zanim wyjaśnię tytuł wpisu, wrócę do mojego „ulubionego” (z powinności) tematu zdrowia, tym razem w kontekście mitu cholesterolowego. Chociaż pisałem o tym wielokrotnie na http://www.LepszeZdrowie.info (obecnie już tylko strona archiwalna, ale dostępna), wspominałem także na tym blogu (np. w https://lapidaria.home.blog/2025/11/15/prawda-o-zywosci-i-jej-obecnej-jakosci/ ), to pokażę nowy kontekst.

    Otóż byłem w klinice kardiologii w Wojskowym Instytucie Medycznym (Warszawa) na zabiegu dot. naczyń wieńcowych.
    Po operacji do wypisu dodano ankietę oceniającą szpital – do wypełnienia on-line. W tej ankiecie oceniłem pozytywnie większość aspektów w niej zawartych. Doceniam szczególnie sprawność i kompetencje chirurgów. Rozumiem też, że jeden lekarz na dyżurze to za mało by móc z każdym pacjentem dokładniej omówić jego przypadek…
    Chciałem jednak poruszyć aspekt ogólniejszy dot. kardiologii, co ze względu na anonimowość ankiety pozwoliłem sobie dopisać w uwagach końcowych. 
    Do sytuacji pasuje  powiedzenie Edwarda De Bono:

    „Na pokładzie i w maszynowni wszystko w porządku, tylko okręt płynie w złym kierunku”.

    Nie poruszyłem tego tematu w szpitalu by nie wywoływać napięcia.
    Chodzi o mit cholesterolowy, którego konsekwencje kładą się cieniem na całej praktyce leczenia, badań i dietetyce.  Już dr Jan Kwaśniewski prawie 40 lat temu wskazał na ów błąd (chociaż jako pionier jeszcze trochę błądził). Wskazał, że ówczesna i dotąd utrzymywana nagonka na tłuszcze nasycone oraz lansowanie diety węglowodanowej jest błędem i wywołuje skutki przeciwne do zamierzonych. Potem setki badań i opinii lekarzy oraz badaczy wykazały, że ta oficjalna praktyka medyczna i żywieniowa przyczyniły się do pogorszenia statystyk zawałów, udarów, zgonów oraz wzrostu otyłości. I nie tylko o statystyki chodzi – to tysiące, a nawet miliony zgonów, cierpień, wyłączenia z aktywnego życia. Natomiast służyły wprowadzeniu statyn w interesie przemysłu farmaceutycznego (z wieloma szkodliwymi oddziaływaniami, a nikłym skutkiem pozytywnym) oraz były inspirowane także biznesem przemysłu szkodliwych tłuszczów, w tym margaryn.
    Że tak się nadal dzieje doświadczyłem zarówno w praktyce menu szpitalnego – dużo chleba (wynikowo węglowodany) plus margaryna, jak i w zaleceniach żywieniowych w wypisie oraz rekomendacji długiego przyjmowania pewnej statyny.
    Wszystko zasadza się na trwaniu branży przy micie cholesterolowym, w którym za całe zło obarcza się cholesterol, co jest kłamstwem.
    Już pod koniec lat 90. Uffe Ravnskov (dr i badacz duński) wykazał to na 300 stronach swojej monografii „Cholesterol – naukowe kłamstwo”, gdzie powołał multum dowodów, badań, wypowiedzi badaczy i lekarzy praktyków.
    W szczególności pokazał jak fatalne w skutkach było sfałszowane (stronnicze) „Badanie 7 krajów” dra A. Keysa, które przyjęto za drogowskaz prowadzący fałszywą drogą.
    Decyzja o walce z cholesterolem i sukcesywne obniżanie jego norm były arbitralne i ustawiane głównie w celach biznesowych. To obniżanie jest wręcz szkodliwe. Krótko mówiąc podtrzymywano ów mit, gdy w rzeczywistości cholesterol jest bardzo ważny dla organizmu w wielu aspektach, a jednocześnie ma znikomy wpływ na arteriosklerozę (tylko szczególne przypadki) itp.

    Prawdziwe przyczyny leżą gdzie indziej (stan zapalny, insulinooporność, uszkodzenie śródbłonka, stres oksydacyjny, hiperinsulinemia…) i ma powiązania ze złą dietą.
    Na szczęście głos rozsądku zaczął się przebijać.
    Jednym ze spektakularnych efektów jest niedawne oficjalne odwrócenie do góry nogami błędnej piramidy żywieniowej królującej przez dziesięciolecia w zaleceniach, co stało się w USA. To, co było krytykowane, staje się zaleceniem i odwrotnie. Temu zwrotowi towarzyszy dogłębne i wieloaspektowe uzasadnienie na ok. 500 stronach.
    I na tym polega ów wieli przewrót, zmiana podejścia – jak w przełomie kopernikańskim.
    Jednocześnie ukazało się bardzo dużo (setki?) wypowiedzi lekarzy, którzy odważyli się mówić o minionych błędach. Nie znam oczywiście wszystkich, ale na końcu dam mały zestaw przykładów.

    Sądzę, że odbije się to na podejściu kardiologii w kontekście jej słabych wyników także w innych krajach, ale nie widzę tego jeszcze w Polsce.
    Cóż – wieloletni kierunek nauczania i presji farmacji zrobiły swoje.
    Znamienne jest nadal zalecanie badań poziomu cholesterolu, a zupełne zaniedbanie dużo ważniejszego markera jakim jest homocysteina.
    Sprawa jest o tyle poważna, że w szczególności szpital wojskowy ma w swojej opiece właśnie i wojsko. Powinien trzymać się dewizy „nie szkodzić”. W jakich kategoriach rozpatrywać szkodzenie wojskowym? Pytanie prowokacyjne, podobnie jak rodzaj dywersji gospodarczej, w której w obliczu trudności finansowych służby zdrowia, wydaje się bardzo dużo z budżetu na leki, które zamiast pomagać – szkodzą i na testy które wprowadzają w błąd.

    —-

    Wybrane przykładowe źródła (oprócz ww. książki Ravskova)

    Książki:
    The Great Cholesterol Myth, autor Jonny Bowden & Stephen Sinatra
    The Great Cholesterol Con, autor Malcolm Kendrick
    i o tym samym tytule książka autorstwa Anthony Colpoli
    Fat and Cholesterol Don’t Cause Heart Attacks and Statins Are Not the Solution, autor Paul J. Rosch (red.), Malcolm Kendrick, Uffe Ravnskov i inni

    W książce Ukryte terapie, cz. 2,  autor Jerzy Zięba, duży rozdział o cholesterolu i zagadnieniach powiązanych – str. 81-141 z wieloma odnośnikami do prac naukowych. Także w jego wykładach i na stronie https://jerzyzieba.com/cholesterol 
    Dieta optymalna, autor Jan Kwaśniewski,  Marek Chyliński 
    Jak nie chorować, Jan Kwaśniewski (318 odwołań do przyczynków w literaturze)
    Temat cholesterolu w powyższym ujęciu przewija się też w niektórych książkach o zdrowiu ogólnie.

    I drobniejsze, bardziej popularne, wypowiedzi lekarzy i badaczy – tu tylko ze stycznia 2026 (przykłady):

    https://x.com/ValerieAnne1970/status/2013989967928922420 
    https://x.com/SamaHoole/status/2013583624566677707

    https://x.com/SamaHoole/status/2012918815445651704
    https://x.com/ValerieAnne1970/status/2012872601744605440

    https://x.com/ValerieAnne1970/status/2012595675209281751

    https://x.com/chrisboettcher9/status/2012536685540659519

    https://x.com/PiotrWitczak_/status/2012202766383321109 (o szerszym tle chorób przewl.)

    https://x.com/MrsAmericanVGov/status/2012276926497661293

    https://x.com/SamaHoole/status/2012071385791602996

    https://x.com/SamaHoole/status/2010937900062404809

    https://x.com/SamaHoole/status/2010799473258049750
    (Cholesterol medication makes sense when you understand the business model…).

    https://x.com/ShiningScience/status/2009988699493413018
    (badanie na Uniwersytecie Oxford)

    https://x.com/thehealthb0t/status/2009718497484636205

    https://x.com/CaryKelly11/status/2009945975515652158

    https://x.com/SamaHoole/status/2008803595492139196

    https://x.com/redpilldispensr/status/2007052350733631658 (dieta na Alzheimera)

    https://www.youtube.com/live/oNK0Ux1FQMY
    (nowa piramida żywieniowa, to długi wywiad lekarzy braci Rodzeń u B. Rymanowskiego )

    Klucz

    klucz otwierający światło

    Klucz używany nie rdzewieje

    Tak, jak bez klucza nie można otworzyć zamka, tak by zrozumieć świat, jego problemy, potrzebny jest dopasowany klucz. Operowanie wytrychami to dość powszechna praktyka, ale nie prowadząca do prawdy i prawidłowego rozwiązania.

    Czy istnieje taki klucz?
    W sensie ogólnym – prawdopodobnie tak, ale zacznijmy od takich kluczy, które mają bardziej praktyczne zastosowanie w pewnych aspektach życia, a potem może uda się je połączyć wspólnym mianownikiem. Już teraz można się domyślić, że chodzi o zrozumienie oraz świadomość istoty różnych przejawów rzeczywistości.

    Nie będę dawał dowodów na przedstawione tezy (musiałaby to być książka), chociaż miejscami są dość oczywiste oraz podam naprowadzające myśli …

    Ludzi bardzo „kręci” polityka i związane z nią pytanie, kto tym wszystkim rządzi w skali globalnej i czy to ma wpływ na układy lokalne. Od tego zacznijmy.
    Wg starej maksymy – jak na górze, tak i na dole, bo tak to na ogół jest, chociaż na poziomie szczegółowym, np. gminy, ten łańcuch przyczyna-skutek nie sięga wprost do wysokich poziomów zależności, jest bardziej lokalny – przynajmniej w sposób widoczny, co nie neguje wpływu na mentalność, która została uformowana i jest kontrolowana z wysokiego poziomu.

    Konkretnie, trzeba rozumieć, że demokracja, chociaż ma pewien wpływ na niskim poziomie, to na poziomie państw jest … fikcją. To plaster na zaklejenie ustawień, które dokonują się poza świadomością przeważającej części danej populacji. A na poziomie prezydentów, przewodniczących organizacji międzynarodowych – to ludzie „namaszczeni” i/lub schwytani w system zależności wymuszony szantażem i/lub obietnicą władzy i korzyści.
    Przez kogo? Uwaga – wchodzimy na teren określany teorią spiskową. To będzie się powtarzać i przy innych omawianych sytuacjach, ale uważam, że nie są to teorie, a praktyka stosowana od „eonów”.

    Popularnie mówi się o masonach, iluminatach, Deep State, Rotszyldach, wielkich korporacjach finansowych jak BlackRock, Vanguard, …, komitet 300 itp.
    Owszem, ale to wcale nie jest najwyższy szczebel kontroli i władzy – istniał dużo wyższy i jego pozostałości wciąż mają oddziaływanie, nawet jeśli dzieje się to na zasadzie inercji.
    Ta epicka historia została ujawniona przez Kimberly Ann Goguen, o której będzie tutaj jeszcze parokrotnie.
    A struktura ta wyglądała jak pokazano na diagramie (powiększ i patrz tam też na adnotacje oraz zauważ jak nisko znajdują się w tej strukturze znani „potentaci”):  https://drive.google.com/file/d/1ty8Pf3inz0s4pEzADE2EYaso-sYF7t2x/view?usp=sharing 
    i szerzej we wpisie https://gab.com/etsaman3/posts/115632256081107772 
    (sugeruję tam poznanie kontekstu, choćby krótko).

    Tak więc, w globalnej polityce kluczem jest zrozumienie tej struktury. Ale to też jest jeszcze niepełny obraz, o czym będzie dalej. Dla tego wątku przypomnę myśl Clive’a Hamiltona:
    Kluczem okazuje się nasza naiwność, dotycząca wpływu, na który elity [te, które widzimy] są wciąż ślepe.

    Sektorem tej kontroli są armie – element siłowy stojący na straży interesów władz i danego właściciela, a także wojska i służby ukryte – działające z ramienia Głębokiego Państwa (Deep State). Bo patrząc głębiej obecnie trwa wojna o „dusze”, na płaszczyźnie pokazanej  jeszcze w biblijnym wersie „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw zwierzchnościom, przeciw władzom, przeciw rządcom ciemności tego świata, przeciw duchom zła na wyżynach niebieskich.” (św. Paweł).   Ta bitwa jest skazana na przegraną obecnego układu, ponieważ nie rozumie on boskiego planu oraz siły jaką wlał ten plan w realne działania Kimberly A. Goguen, za którą stoi armia znacznie silniejsza. Jakkolwiek tajemniczo to brzmi, to oceniamy że 2026 r. przyniesie zwycięstwo nad ciemnymi siłami na rzecz całej ludzkości.
    Schodząc na razie bardziej na ziemię, trzeba zdać sobie sprawę, że macherzy obecnych konfliktów, czy to Putin, czy Netanyahu czy Trump itd.  to jedna paczka marionetek tych wyższych sił, możliwe, że to awatary Matrixa, który też zostanie rozbity.

    Także obecne strategie i środki prowadzenia wojen, jakie widzimy, to nieporozumienie, co widać po fakcie, że dron za 500$ może obezwładnić lotniskowiec za parę miliardów dolarów oraz że inwestuje się w ciężki sprzęt lądowy, który podobnie staje się bezradny wobec dronów i oddziaływań elektromagnetycznych w systemach dowodzenia.
    A straszenie konfliktem nuklearnym z użyciem rakiet balistycznych jest tylko narzędziem politycznym, ponieważ od pewnego czasu ich posiadacze nie mają ostatniego klucza (tu dosłownie) do uruchomienia/uzbrojenia głowic (nie musisz wierzyć, ale tak jest – oprócz może broni taktycznej).

    Podobnie dzieje się w mediach kształtujących świadomość ludzi – tu kluczem jest zrozumienie, że mamy do czynienia z centralnym sterowaniem na poziomie globalnym, który, co prawda, rozmywa się na poziomie lokalnym i zależy od danej kultury, ale ideologie, tworzenie podziałów, mody i inne zabawki dla ludzi pochodzą z góry. To uzupełnia a nawet tworzy teatr dla nich, jaki zasłania wydarzenia za kurtyną. Lokalne wydawnictwa i stacje mają swoich zwierzchników kapitałowych oraz politycznych, a ci podlegają w zakresie informacji agencjom międzynarodowym.

    Przykład schematu (są i inne)
    https://blog.fagstein.com/media-ownership-chart/ 
    kolumny = zależność, a  „independents” to też nie do końca prawda.

    Gospodarka i biznes.
    Czyli … pieniądze.
    „Jak nie wiesz, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. Dodać należy jeszcze „i władzę”, bo są tacy, którzy, dzięki swojej pazerności, mają ich tyle, że bardziej zależy im na kontroli (czynnik utrzymania swego statusu) i władzy – tu często wkracza ego na poziomie level max.
    Mamona i władza to kolejny klucz, który można praktycznie odkryć przez analizowanie „komu to służy”.

    W biznesie i polityce mamy sojusze, przyjaźnie, wspólnoty, ale to tylko narzędzie do realizacji takiej strategii, chociaż, by ona miała poparcie społeczeństw, ubiera się ją w różne wzniosłe i ładne dekoracje. Ale z historii wiadomo, że te sojusze się brutalnie łamie, wkracza armia, podstęp i grabież. Ludzie są poświęcani na ołtarzu „sprawy”. Ideologia tu (i nie tylko tutaj) jest chętnie wykorzystywana.

    Szczególnym przypadkiem, który dobrze ilustruje takie podejście, jest współczesna medycyna w sieci farmacji. Kluczem jest zrozumienie, że farmacja, która od ponad 100 lat podporządkowała sobie medycynę (patent Rockefellerów) ma na uwadze biznes, a nie zdrowie ludzi. Ta okrutna prawda teraz coraz bardziej jest uświadamiana, także za sprawą „pandemii” C-19 i globalnego sterowania zachowaniem ludzi (tu znów widzimy schemat globalnej kontroli mediów). Ten duży temat przejawiał się szczegółowo w wielu moich wpisach i artykułach – tutaj i na LepszeZdrowie.info.

    Ogólniej dotyczy to też nauki. Temat jest szeroki, tutaj podobnie utknęliśmy w szeregu błędnych paradygmatów i w zależnościach dotyczących interesów. Mówiąc krótko – nauka też dała się skorumpować. W praktyce szereg rozwiązań, które mogłyby popchnąć ludzkość naprzód, zostało zablokowanych czy to w imię obecnych interesów (dyskontowanie tego, co jest i jeszcze popłaca), czy przez skostnienie zarówno w dogmatach jak i w zarządzaniu nauką, z uczelniami włącznie. Jest jeszcze głębszy problem związany z obniżaniem jakości szkolnictwa na wszystkich szczeblach, co w końcu sięga i uczelni wyższych. Obecnie naukowcy, a także profesorowie uniwersytetów, mają stosunkowo niski poziom IQ i często widać jak utracili zdolność logicznego analizowania i wnioskowania. Temat ten omawia książka Joanny Święckiej „NOWA EPOKA czyli klucz do rozumu” odwołująca się zwłaszcza do prac Krzysztofa Zawiszy, polskiego fizyka o IQ 192 (jest wśród niewielu na świecie, którzy mają taki wynik). To duży temat na osobny wpis, ale wspomnę, że umieszczony w tytule książki klucz podkreśla wagę rozumu (mądrości). Wiedza jest ważna, ale rozum dociera dalej.

    „Uwierz nauce” było negatywnym kluczem i hasłem zwłaszcza w czasie „pandemii”. 
    O tym jak nieuczciwie wtedy postępowano oraz ogólnie jak … wątpliwa jest „Medycyna Oparta na Dowodach” – patrz szereg artykułów do których odsyłam na stronie LepszeZdrowie np.:  Wiarygodność prac naukowych, Medycyna Oparta na Faktach (EBM)?, Jeszcze o EBM, Iluzja medycyny opartej na dowodach, Kult medycznej dezinformacji, Naukowe kłamstwa,..
    Podobnie przebiega globalna akcja walki ze „zmianą klimatu” z rzekomej winy człowieka (obecnie coraz mniej o ociepleniu klimatu w związku z kompromitowaniem pewnych „danych”).
    Tutaj kluczem może być zrozumienie interesów, jakie za tym stoją – drenowanie budżetów państw i kieszeni obywateli przez różnego rodzaju podatki, ETSy, zarządzenia… A przy okazji – wraz ze wzrostem scentralizowanej władzy np. Komisji Europejskiej realizuje się agendę globalistów nakierowaną na totalną kontrolę świata (!) przez „rząd światowy” z jego antyhumanistycznymi atrybutami.

    I jeszcze przykład z imigracją jako modelu biznesowego, chociaż wiemy też o planie politycznym globalistów w tym zakresie.
    Niemiecki Die Welt wprost wskazał, że istnieje cały sektor organizacji pozarządowych, kancelarii, pośredników, fundacji i struktur parasolowych, które utrzymują się finansowo dzięki masowej, nielegalnej migracji. 
    Nie jako efekt uboczny, ale jako systemowy mechanizm.
    To bardzo istotna zmiana:
    – nie „chaos humanitarny”
    – nie „brak kontroli”
    – nie „niezamierzone skutki uboczne”
    lecz zorganizowany ekosystem interesów, w którym:
    Im większy strumień migrantów, im większy kryzys, im większa presja na państwo, tym większe budżety, granty, kontrakty i wpływy dla określonych grup.

    Czyli znów – kluczem do wielu działań politycznych i do otwarcia umysłów w sprawie „teorii spiskowych” są pieniądze.

    W szczególności chodzi o nowy system finansowy, kryptowaluty o zasięgu światowym itp.
    Tutaj kluczem, który raczej zamknie te zapędy niż je odtworzy, jest świadomość, że już chyba nic nie pomoże uchronić USA od bankructwa (chyba, że się cudownie ogarną w kwestii mądrego zarządzania). A kryptowaluty o dużym zasięgu (jako powszechny i globalny środek płatniczy) są nierealne, ponieważ nikt w obecnym świecie politycznym i technologicznym nie posiada takiej mocy obliczeniowej, a ponadto duża część świata nie ma jeszcze dostępu do usług cyfrowych. Z drugiej strony tajne służby i spekulanci mają tylne drzwi do różnych obecnych systemów i już parokrotnie wykradały zgromadzone tam środki.
    Dominacja Zachodu i świat jednobiegunowy kończą się, i to nie tylko ze względu na ekonomię, ale przez tamtejszą zapaść społeczną, nawet mentalną, co od lat rozpracowuje Igor Witkowski w swoich książkach. Z kolei Azja z wyraźną dominacją Chin na każdym polu i wzrastanie sojuszu BRICS jeszcze bardziej zmieniają układ sił. Zatem ważnym kluczem jest prawidłowe zrozumienie geopolityki.

    By nie przedłużać wpisu przeskoczę od razu do najważniejszej (na dziś) konkluzji, którą wspomniałem na początku – chodzi o zrozumienie oraz świadomość istoty różnych przejawów rzeczywistości. Jest ona bardziej fantastyczna i złożona niż potrafiliśmy sobie nawet wyobrazić. Chociaż podałem już parę przyczynków, to chodzi o człowieka.  Jest istotą wyjątkową, ale stłumioną przez Matrix od niepamiętnych czasów. A Matrix ten jest skomplikowaną AI, której istnienie we  wszechświecie było dotąd tylko hipotezą. Ta wyjątkowość człowieka polega między innymi na zdolności kreacji i to na poziomie, który w opowiadaniu wyda się cudem, ale nastąpi w praktyce. Tu zacytuję mały fragment raportu z 27.12.2025 wspomnianej Kimberly:
    W normalnych okolicznościach [jakie nastaną] każdy [organiczny] Homo sapiens może kontrolować własne cząstki pyłu [to określenie dotyczy subatomowych cząstek, które nas tworzą]. Możesz je przesuwać. Możesz się uleczyć. Możesz zdecydować, że chcesz być wyższy, niższy. Nie ma znaczenia, kim chcesz być. Możesz zdecydować, że chcesz kanapkę z pastrami, a jedna pojawia się w twojej dłoni. Kiedyś mogliśmy robić takie rzeczy cały czas. W innych miejscach omniversum nie było potrzeby pieniędzy. Wciąż nie ma potrzeby pieniędzy.  Pieniądze nie są potrzebne, bo każdy ma wszystko, czego chce, gdy bramy są otwarte i wszystko płynie [za sprawą Źródła]”.

    Nie zacytuję więcej, by nie uznano mnie za wariata (jestem tu tylko posłańcem), ale to będzie owa dobra nowina do rozwinięcia w 2026 r.
    Wyzwoleni z Matrixa ostatecznie otrzymamy klucze do królestwa Złotego Wieku… Czyż nie tak miało być wg różnych przepowiedni?

    PS. Nawet jeśli przełom nie nastąpi tak szybko, to weź to jako promyk nadziei w te ponure dni schyłku 2025, że tak ostatecznie się stanie. A może jednak już w tym roku (!) otrzymamy dalszy impuls nadziei od KAG? Zaglądaj by sprawdzić.

    Życie w zakłamaniu

    Oświecenia nie osiąga się przez tworzenie obrazów światła,
    lecz przez uświadomienie sobie ciemności
    .
    Carl G. Jung

    ( https://youtu.be/HrgmTT2jqgE?si=EZdbaPjpt48H7ygQ )
    Dziś nietypowo. I krótko (pomijając czas na obejrzenie filmu).
    Polski film dokumentalny ODNAWIALNE ŹRÓDŁO PIENIĘDZY, którego nie chcieli pokazać w telewizji.
    Zobacz, co dzieje się naprawdę za kulisami zielonej transformacji.
    Setki miliardów euro na #wiatraki i #panele, tysiące stron strategii
    klimatycznych, morze medialnych deklaracji o „czystej energii”…
    A emisje #CO₂? Wciąż rosną. Przypadek?
    Ten film to opowieść o realnych skutkach polityki #OZE.
    O mieszkańcach wsi zdewastowanych przez inwestycje „proklimatyczne”.
    O gigantycznych kosztach magazynów energii i elektryczności, której nie da się zmagazynować. O tym, że #atom jest wciąż blokowany – w imię ideologii, nie faktów.
    O tym jak cofamy się do epoki kamienia łupanego, widząc jak i jakim kosztem to się odbywa w Afryce i innych miejscach.
    Zobacz jak wiele kategorii wpisu pasuje do tej relacji!
    Jest dużo szerszy kontekst zakłamania, np. klimat, postęp, ekologia i ekonomia. Co do energetyki w ogóle – pisałem o tym tu wielokrotnie, także w kontekście węgla, energetyki rozproszonej, energii geotermalnej itd. Kto ciekaw – znajdzie lokalną wyszukiwarką – nie wydłużam tego wpisu.
    A o zakłamaniu – jeszcze więcej.
    Dość!
    Podaj dalej – zwłaszcza tym, którzy albo agitują za tym „ładem” albo go wdrażają.

    Prawda o żywości i jej obecnej jakości

    Oliwa sprawiedliwa.
    Ale uważaj z olejami…

    Wpis mógłby być bardzo długi, jak zasługuje na to jego tytuł, ale tekst możliwie ograniczę, natomiast Czytelnik zainteresowany tematem powinien jednak zarezerwować więcej czasu na odsłuchanie paru (przynajmniej) ważnych załączonych nagrań. W opisach filmów wykorzystałem częściowo te redakcyjne.
    Gwiazdkami oznaczyłem odnośniki do dodatkowych informacji.

    Afera z mlekiem SMILK
    Po głośnym wywiadzie* prof. dr. hab. Grażyny Cichosz u Bogdana Rymanowskiego o „przekręcie żywieniowym” rozlała się fala paszkwili, donosów, krytycznych wypowiedzi i artykułów w mediach – zarówno pod adresem Rymanowskiego jak i pani profesor. (Podobny wywiad był i u J. Pospieszalskiego ***). O ile sprawa szkodliwej żywności była już wielokrotnie ujawniana, to milionowe zasięgi tych wywiadów zrobiły znaczący wyłom w mediach.
    Jest to miejscami groteskowe, a jednocześnie głęboko szokujące, jak „medialni specjaliści” mający nikłą wiedzę w porównaniu do profesor z 55-letnim doświadczeniem w dziedzinie żywienia i dużym dorobkiem naukowym, próbują zdeprecjonować panią profesor i wiedzę jaką ona przekazuje. Co gorsza, sprowadza się to i do personalnego hejtu. Ci „specjaliści” miewają swoje kanały społecznościowe lub inne możliwości przekazu, które zwielokrotniają falę dezinformacji i de facto działają na szkodę społeczeństwa, chociaż występują pod sztandarem jego ochrony.
    Także niektórzy lekarze, zwłaszcza młodszego pokolenia, dołączyli do tego niechlubnego chóru. Inni – jak np. Beata Makowska w wypowiedzi Co jako lekarka myślę o głośnym wywiadzie z prof. Cichosz i jej tezach? https://youtu.be/jsvg6p73yZM?si=gxVEwkvugSsXitHo 
    broni panią profesor, a drobne nieporozumienia wytykane i podnoszone jako argumenty przez krytyków – objaśnia. Jako ciekawostkę przywołam wspomnianą tam książkę „Przypadkiem. Jak największe (niezamierzone) odkrycia zmieniły świat”. Pokazuje ona jak naukowcy i wynalazcy znajdowali często uznanie i sławę dopiero długo po zmasowanym na nich ataku, a nawet po śmierci. Myślę, że pani Cichosz już takie uznanie znajduje.

    Nowszą formą ataku jest nagonka na mleko dla dzieci o nazwie Smilk, którego formuła jest zgodna z zaleceniami pani Cichosz i które rzekomo jest szkodliwe i „nie spełnia norm”. Mało kto wie jak w Polsce te normy są celowo ustawiane pod potrzeby interesu firm tłuszczowych. Powstały nawet inicjatywy poselskie by prokuratura (!) zajęła się panią profesor. I kto w tym przoduje?  Lewica, która jeszcze niedawno lansowała jedzenie zasuszonych owadów jako bezpieczne i skuteczne. Ta sama Lewica, która w 2020 roku usiłowała przepchać projekt ustawy karzącej więzieniem każdego dysydenta, który ośmiela się kwestionować kłamliwe narracje wokół Covid19. Troskliwe misie…

    Zdrowe mleko modyfikowane? W Polsce to prawie nielegalne. Poniżej wywiad u Mateusza Ostręgi** (dietetyka) z producentem tego mleka Włodzimierzem Łusiakiem, twórcą marki SMILK.
    https://youtu.be/Fw2YH9ALbxE?si=p-hdIRUdCKy3SPX- 
    Opowiada on o brutalnej walce z urzędami i korporacjami, które robią wiele, by zniszczyć jego firmę.. Wywiad sprzed 4 miesięcy (czyli sprzed obecnej nagonki). Przykład na korupcję i to na szczeblu agend rządowych i ich medialnych sług, dla których zdrowie dzieci jest daleko za interesami firm, które zalewają rynek szkodliwymi produktami. Jest to też sprawa wiedzy, którą posiada wspomniana europejska prawdziwa guru mleczarstwa prof. dr hab. Grażyna Cichosz. Kiedy 2,7 miliona Polaków dowiaduje się o truciznach przemysłu żywnościowego, a profesor Cichosz nie zostawia suchej nitki na handlowej umowie z Mercosur, można się spodziewać, że przemysł nie puści tego płazem. Dlatego producent Smilku przez wiele lat jest nękany jak jakiś bandyta, a GIS, wtórując lobbystom przemysłu tłuszczowego kombinuje jak w tej sprawie oszukać Polaków wprowadzając lub podtrzymując niebezpieczne normy. A jednocześnie Smilk znajduje uznanie i wielu klientów w innych krajach Europy. Wg pana Łusiaka w Polsce jest łatwiej wyprodukować kokainę, niż zdrowe mleko dla niemowląt.

    Szczególnie bulwersujące jest, że sprawa dotyczy zdrowia dzieci. Popularne produkty mleczne i nie tylko, które są dedykowane dzieciom, bardziej im szkodzą niż sprzyjają rozwojowi (fizycznemu i umysłowemu).
    Temu poświęcona była niedawna konferencja „W Obronie Zdrowia Dzieci” .
    W jednym z wykładów pt. Prawda o rynku żywnościowym prof. Grażyna Cichosz, ceniona ekspertka w dziedzinie mleczarstwa i bezpieczeństwa żywności z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego (UWM) w Olsztynie (obecnie już na emeryturze), odkrywa rzeczywistość rynku żywnościowego i jego wpływ na zdrowie dzieci. Prof. Cichosz, znana z krytyki szkodliwych dodatków w produktach spożywczych, omawia, jak współczesna żywność – w tym preparaty mlekozastępcze, przetworzone produkty dla niemowląt i dodatki chemiczne – może zagrażać rozwojowi i odporności najmłodszych. Opierając się na badaniach naukowych, ujawnia, jak przemysł spożywczy priorytetowo traktuje zysk kosztem zdrowia oraz jakie składniki w diecie dzieci mogą prowadzić do długoterminowych problemów zdrowotnych. Wiele z nich pojawia się obecnie także na wczesnym etapie. Dlaczego warto obejrzeć? Dla rodziców: Jak wybierać zdrową żywność dla dzieci i unikać pułapek przemysłu? Dla aktywistów pro-life: Ochrona życia to także ochrona zdrowia poprzez świadome żywienie. Dla wszystkich: Poznaj fakty o tym, co ląduje na talerzach Twojej rodziny! Prof. Cichosz, autorka licznych publikacji o prozdrowotnych właściwościach naturalnej żywności, apeluje o powrót do naturalnych, nieprzetworzonych produktów i edukację w zakresie świadomego żywienia. Ten wykład to prawdziwa kopalnia wiedzy dla każdego, komu zależy na zdrowiu dzieci. Data konferencji: 15 października 2025.

    Jest wiele wypowiedzi pani profesor Cichosz o żywieniu – przywołam jedno – inny wywiad zatytułowany Sery twarde dbają o nasze zdrowie
    https://youtu.be/4XVHuTwLiGQ?si=krAGiD4ioenhRw-h 
    Prof. Grażyna Cichosz w wywiadzie podkreśla znaczenie serów dojrzewających oraz tłuszczu mlekowego jako źródeł unikalnych bioaktywnych składników, które pełnią kluczowe funkcje w organizmie człowieka. Zawierają one antyoksydanty rozpuszczalne w tłuszczach, takie jak witaminy A, D, E, K, oraz inne kojące substancje, których nie można zastąpić warzywami i owocami. Zmiana diety, polegająca na ograniczeniu tłuszczów zwierzęcych na rzecz olejów roślinnych i margaryn, spowodowała znaczący spadek spożycia tych ważnych składników. Prof. Cichosz zwraca uwagę na pozytywne właściwości nasyconych kwasów tłuszczowych i cholesterolu, które, mimo powszechnych negatywnych skojarzeń, również wykazują działanie prozdrowotne. Niebagatelnym składnikiem jest kwas linolowy, mający znacznie wyższą aktywność antyoksydacyjną niż tradycyjny alfa-tokoferol (witamina E). Ponadto lipidy eterowe, wykazujące właściwości wspierające działanie makrofagów, odgrywają rolę w rozpoznawaniu komórek nowotworowych. Profesor podkreśla, że sery dojrzewające są najlepszym źródłem wapnia, a ich regularne spożycie może znacząco wpłynąć na zdrowie, m.in. regulując ciśnienie krwi i zmniejszając ryzyko miażdżycy oraz nowotworów. Wskazuje, że najnowsze badania udowadniają, iż spożycie odtłuszczonych produktów mlecznych jest związane z wyższym ryzykiem tych schorzeń, podczas gdy pełnotłuste produkty nie wykazują takich korelacji. Podaje różne przykłady dużego wzrostu anomalii rozwoju i chorób na tle braków żywieniowych. Zauważa również, że w Polsce spożycie wapnia nie pokrywa zapotrzebowania, co negatywnie wpływa na zdrowie społeczeństwa. Ważne jest zrozumienie metabolizmu wapnia, który nie szkodzi naczyniom krwionośnych pod warunkiem jednoczesnego dostarczania witaminy K2. Cichosz apeluje o zwiększenie świadomości zdrowotnej i znaczenia produktów mleczarskich, które zawierają cenne składniki odżywcze, a także podkreśla, że zmiany w diecie muszą towarzyszyć również wyższe zarobki konsumentów, aby mogły przekładać się na poprawę zdrowia publicznego. Na zakończenie, prof. Cichosz zwraca uwagę na potrzebę wspierania produkcji i konsumpcji pełnotłustych produktów mleczarskich oraz zwalczania przekonań owych na temat ich wpływu na zdrowie dla lepszej przyszłości polskiego społeczeństwa.
    W wymienionych wypowiedziach przewija się zagadnienie cholesterolu, który jest powszechnie wskazywany jako jeden z wrogów zdrowia. Jest to kolejne wielkie zakłamanie, które od lat nazywam mitem cholesterolowym (materiałów o tym jest już dostatecznie dużo).
    Nie rozwijając tutaj tego podtematu (bo to tylko jedno z takich „sztandarowych” narzędzi ogłupiania ludzi w imię interesów farmacji i podporządkowanej jej medycyny) odsyłam do ważnej książki „Cholesterol, naukowe kłamstwo”  autorstwa duńskiego lekarza i naukowca Uffe Ravnskov’a z 1996 r. (w Polsce 2009). 300 stron dowodów. Ale prawda nie dociera do przeważającej części lekarzy i dietetyków, co pogłębia problemy zdrowotne w społeczeństwie.

    Czy we wszystkim zgadzam się z profesor G. Cichosz?
    Takie sformułowanie może być potraktowane jako niepoważne przy porównaniu wiedzy Jej i mojej. Jednak moje wątpliwość budzi spożywanie mleka przez osoby dorosłe, o czym parokrotnie pisałem kiedyś (dawno) na innym blogu. Wiadomo, że jest potrzebne oseskom – zarówno cielęcym jak i ludzkim dzieciom, natomiast później zwierzęta i ludzie mleko na ogół źle tolerują. Tym bardziej, że mamy w handlu przeważnie do czynienia z produktami mlekopodobnymi – pasteryzacja, dodatki itd. znacznie zmieniają oryginalne własności mleka. W przypadku ludzi zaleca się produkty fermentowane na bazie mleka.
    Ale… może moja wiedza z tamtych czasów była niedokładna. Albo nie zrozumiałem, co pani Cichosz mówi o żywieniu dorosłych mlekiem.  Nie chcę tego tutaj rozważać, bo skupiam się na wspomnianej aferze, która – jak się okazało, ma wiele wymiarów.

    PS. nie reklamuję SMILK, chociaż w świetle powyższych informacji zasługiwałoby na to.