Bliżej jesieni, w paru znaczeniach…

I piękna róża z czasem więdnie,
ale kolce ma jeszcze mocniejsze…
L. K.

Kto zna ten blog, wie, że prawie co roku relacjonuję tutaj swoje impresje z letniego pobytu na leśnej działce. Impresje to sprawa bardzo osobista, jak w ogóle blogi – przynajmniej z założenia. Jednak pewne sprawy wydają się być doświadczeniem wspólnym wielu ludzi.
Zatem może odnajdziesz w tym wpisie i swoje dylematy.
Chociaż dawniej bywało też o pewnych cieniach działkowego życia, to wypowiadałem się głównie w duchu radości z tutejszego obcowania z przyrodą – florą i fauną, czystym powietrzem, radości ze swobody. Zwłaszcza w czasie obostrzeń kowidowych była to przystań wolności. Nawet słaby zasięg telewizji i Internetu był plusem – można było się odciąć od zalewu złych wiadomości i głupoty.
Jednak z biegiem lat nic nie stoi w miejscu – owa przyroda, entropia wszystkiego wokół, własne zdrowie…

Tym razem trochę ponarzekam, czasem się powtórzę względem starszych wpisów. Doprowadzi mnie to na końcu wpisu do paru smutnych wniosków.

Gdy ponad 30 lat temu osiedliliśmy się w tym zakątku – byliśmy prawie pionierami, wokół stosunkowo mało ludzi, a za to bujny, urozmaicony las, który wtedy nas zachwycił.

Lata późniejsze, a zwłaszcza dwa ostatnie, to jakiś niezwykły (chociaż zrozumiały) pęd ludzi do przenoszenia się za miasto i budowania domów. I tak okolica zaczęła się wypełniać nowymi działkami i domostwami. Za to ubywało drzew.

Gdy porównamy to do naszych początków –  to już inny świat.
Co do drzew, to jeszcze bardziej, bo na większą skalę, ubyło okolicznych lasów, a ostatnio tną na potęgę. Różne rządowe i leśników gadki, że lasu przybywa, są bałamutne, bo trudno porównać stuletni bór, którego już prawie nie ma, z polami z małymi sadzonkami, które okażą się lasem dopiero za kilkadziesiąt lat. Być może co do powierzchni „lasów” to jest ich w sumie więcej, ale to jeszcze długo nie lasy. Nie będę się rozwodził nad znanymi funkcjami lasu dla ekosystemu, ale odnotowujemy przy okazji ważny skutek – obniżenie poziomu wód gruntowych. Okoliczne strumyki wyschły. Na to nakłada się wielka susza jaką mamy w tym roku, chociaż i w poprzednich latach też było to widoczne.

Susza to brak ulubionych darów lasu – w 2022 prawie zanik jagód, jak dotąd brak grzybów i nie wiadomo czy będą.
Z powodu owego budowania się mamy coraz większy ruch samochodów na drodze dojazdowej do siedliska i na paru jego uliczkach – pod nosem.
Stąd ciągły pył, spaliny, hałas. To uciążliwa nowość. Tak, jak uciekamy od tego z Warszawy (gdzie w naszym przypadku jesteśmy otoczeni męczącymi budowami) tak i tutaj uciekamy od tego w głąb lasu – wycieczki, lub przynajmniej spacer, to nasz wieloletni codzienny rytuał. Ale i poza miastem widzimy nowe zjawiska. Po pierwsze coraz mniej lasu, zanik ulubionych miejsc i co krok smutne widoki. Obrazki jak poniżej. Żona popłakała się i mówi – już tutaj nie będę przychodzić.

Także leśne drogi dojazdowe są zrujnowane przez ciężki sprzęt – często trudne do przejścia, a dla roweru w ogóle nie do przejechania. Nikt (nadleśnictwo?) się tym nie przejmuje. O leśnikach i innych służbach napiszę kiedyś osobno, to też temat do kontestowania.
By wydostać pnie w wielu miejscach utworzono nowe tymczasowe (?) dukty transportowe – tam już niczego się nie sadzi. Z kolei, w lesie zalega dużo powalonych lub ściętych pojedynczych drzew – nikt ich nie zabiera, mimo że są to często okazałe pnie, a przecież mówi się o deficycie drewna. Tam, gdzie po wyrębie zakłada się nowy las, widzę, że to już nie wsadzenie podhodowanych sadzonek,  ale chyba bezładne zasiewanie (?). Są też miejsca, gdzie rosną już nowe drzewka, ale nikt nie dba od lat o ich oczyszczenie z dzikich traw i krzewów.  Po zabraniu pni, drwale pozostawiają dużo leśnych śmieci. Dawniej je wywozili lub zgarniali na sterty, teraz leżą gdzie popadnie. Zniszczone runo i mniejsze drzewa – samosiejki i krzewy, a ścieżki, nawet te oznakowane jako szlaki turystyczne, zagrodzone. Podobno zostawiają te gałęzie i szczyty jako „zasób węglowy” . Ładna wymówka niedbalstwa.

ulubiony szlak rowerowy – od miesięcy przegrodzony paroma potężnymi wiatrołomami

Na koniec tych leśnych uwag – tnie się także w pełni sezonu urlopowego, przez co nie mamy spokoju – z oddali praca pił, głos zwalanych pni, ruch ciężkiego sprzętu. Szereg leśnych dróg zamkniętych.
Ale podobne i jeszcze więcej uciążliwe zjawisko wynika z licznych budów w okolicy. Ciągle dojeżdżają samochody z materiałami (droga coraz bardziej rozjeżdżona), odgłosy pił mechanicznych, młotków, wkrętarek i wszelkiego innego oprzyrządowania budowlańców.
Jakiś deweloper też wytropił naszą okolicę i zaczął budować osiedle domków letniskowych ok. 600 m dalej. Właściwie to domów, bo wyglądają na całoroczne, solidne.
Dowiadujemy się, że coraz więcej osób, które przyjeżdżały tutaj tylko na lato, zamierza przenieść się na stałe i zaczęło adoptacje swoich domków do warunków zimowych (dużo z nich to tylko letnie siedziby, tak jak nasza). Zatem na dokładkę mamy docieplenia, rozbudowy, podłączanie do sieci itp. ciągłe prace wokół.

Tu też bez brania pod uwagę, że to nie fair wykonywać te prace w czasie gdy sąsiedzi przyjeżdżają na letni wypoczynek i chcą spokoju. Zauważyłem, że ci nowi inwestorzy to w większości ludzie młodzi. Albo nie mają poważania dla dość oczywistych zasad, albo – zgodnie z duchem czasów – chcą mieć wszystko „tu i teraz”. Wziąć kredyt, za chwilę mieć już dom. Widać też, że wielu stać na wiele. Nie robią prawie nic sami – wynajmują ludzi. Tylko dojeżdżają, a każdy przyjazd to już spotkanie towarzyskie i „balanga” do późna.
Są i inne zachowania – osób starszych, które licząc się ze środkami, kończą swe domy latami – kroczek po kroczku. I tak, mamy niedalekiego sąsiada, który już od ok. 10 lat – rok w rok uruchamia często piłę tarczową, strugarkę i jakieś inne urządzenia – coś dobudowuje, wymienia… Uciążliwe. Nie widzimy go zza gęstej zieleni, więc trudno zgadnąć co właściwie robi. Inny – już w zasięgu wzrokowym, założył sobie warsztat stolarski i od rana do wieczora, bez względu nawet na święta, cały czas wykonuje jakieś usługi – na działkach rekreacyjnych! Robi to pod przykrywką budowy domu, który, chociaż zamieszkany, faktycznie jest ciągle celowo niedokończony.
Inni wciąż albo koszą ogródki (jakby na siłę szukali sobie pracy, bo ani to potrzebne ani nie sprzyja utrzymaniu wilgoci) albo prowadzą kosmetykę drzew. To też głośne, zwłaszcza gdy ta kosmetyka, to ciecie szczytów lub całych drzew w powiązaniu z mieleniem gałęzi na miejscu. Nie odłożą tego na późną jesień, gdy większości ludzi już tu nie ma i nikomu to by nie przeszkadzało… Musi być teraz.

Mamy i my problem ze starymi drzewami. Bardzo wyrosły – niektóre mogą być zagrożeniem dla domu gdyby z powodu wichury się zwaliły. O ile część w porę skróciliśmy,  to do innych już nie ma dostępu dla wysięgnika, by je skrócić (trzeba ściąć szereg innych drzew na przedpolu). Alternatywą jest metoda alpinistyczna, ale to by nas kosztowało ponad dwa razy tyle. Z kolei mamy też brzozy, które wyrosły do gigantycznych rozmiarów. Jeszcze trochę i będą też zagrożeniem, a tymczasem w tym roku tak pyliły nasionami, że byliśmy długo pod brzozowym konfetti.

Co do trawników, to stawiamy na bioróżnorodność –

koszę stosunkowo rzadko i tylko w miejscach gdzie wymaga tego komunikacja, przynależną do posesji drogę i ew. fragment od frontu – dla nieco konformistycznego „stylu porządku”. Niestety ten porządek zakłóca nam duży rozrost mirabelek – już trudno opanować górne gałęzie zwisające nad wspólną drogą i ilość spadów jakie są w tym roku. Skutek niezwykłego urodzaju. Cięcie tych drzew (kiedyś posadzonych bez wyobraźni) przewiduję na późniejszą jesień  – zgodnie z przyjętą zasadą spokoju. Tymczasem w codziennym kilkakrotnym obrządku trzeba to sprzątać. Lepsze owoce, ale w ograniczonej ilości, przerabiamy na konfiturę, reszta jest kompostowana lub wchodzi w skład odpadów bio zabieranych przez gminne służby. Trzeba to robić, bo w innym przypadku mięlibyśmy naturalną bimbrownię – te spady, których nie sposób wygarnąć z chaszczy, dają zapachową próbkę możliwej sytuacji.

Podobna sytuacja była z jabłkami letnimi. Wyjątkowa klęska urodzaju. Ponieważ jednak nie stosujemy żadnych środków ochrony, to spady dość szybko gniją i też trzeba je systematycznie uprzątać i zagospodarowywać. Powiem szczerze – dużo pracy a coraz mniej na to sił.

Natomiast śliwy – prawie bez owoców, nie wiadomo dlaczego. Parę renklod jakie się objawiły – zjadły lub nadgryzły … wiewiórki. Teraz, z powodu, który za chwilę opiszę, przeniosły się głównie do nas.
A propos trawników i sąsiedztwa. Mieliśmy od „zawsze” z jednej strony działki leśną dżunglę, tak zarośniętą, że nawet trudno byłoby tam wejść. Była to dla nas korzystna strefa zapewniająca intymność a jednocześnie siedlisko ptaków oraz domena wiewiórek.
Wielkim zaskoczeniem na wiosnę, gdy pierwszy raz przyjechaliśmy na działkę, było odkrycie, że ten las został prawie całkowicie wycięty. Teren kupił stosunkowo młody człowiek, który energicznie zajął się jego zagospodarowaniem. Drzewa i krzewy zostały  wykarczowane, teren ‘wygramberowany’, wyrównany maszynowo, obsiany trawą, Dziś to równe jak stół pole-trawnik, z paroma sosnami. Stanie tam dom. Czyli znów budowa tuż przy nas,  i wg zapowiedzi, w przyszłym sezonie letnim.
No i cotygodniowe koszenie tego dużego pola – teraz i w przyszłości. Musi być na pokaz.
Ta rubież naszej parceli, ze względu na intymność i brak sąsiedztwa i łatwego dostępu,  miała słabe ogrodzenie  – nie było potrzeby lepszego. Teraz wszystko się odsłoniło, także ten brzydki płot. Prawdopodobnie trzeba będzie się złożyć na nowy wspólny. Ze względu na długość – spory koszt jak na emerytów.
I tak mamy temat kosztów. Płacimy za prąd, pechowo za 2 liczniki, bo mamy dwa domki, które kiedyś były niezależne, za wodę, śmieci (wysoki ryczałt), za gaz (butle), podatek od nieruchomości, w tym za część drogi dojazdowej. Do tego dochodzą koszty coraz częstszych napraw, farb, wymiany pewnych sprzętów/narzędzi, które się zużyły. Pewne prace są już ponad nasze siły i możliwości. Ceny tych składników i robocizny znacznie wzrosły, a wartość samych domków – ze względu na wiek i degradację, spadła lub stoi w miejscu. Starzeje się dom, tak jak my,
Co do owej degradacji – pokrycie dachowe już jest na granicy nieszczelności, drewniana konstrukcja wypaczyła się na tyle,  że niektóre drzwi i okna już nie w pełni się domykają, elewacja ma uszczerbki i wymaga co parę lat odświeżania – w sumie wciąż jest coś do roboty i … płacenia.
I tak, stopniowo ale nieuchronnie zbliżamy się do dylematu – co dalej?

Z jednej strony uroki przyrody i większej wolności i w sumie koszty wakacji mniejsze niż wyjazdy na wczasy. Jest dość długa lista zalet, ale jest i lista minusów. Tutejsze obowiązki wiążą nas na dużą część sezonu, a przecież – wzorem dawnych czasów, chciałoby się pojechać też gdzieś w świat, uwolnić się od gotowania, zakupów, sprzątania i humorów sąsiadów.
Może tak jak w zeszłym roku – chociażby na tydzień, może jeszcze w tym roku na dłużej, ale to też kosztuje i stoi pod znakiem zapytania ze względu na ew. kolejne fanaberie kowidowe.
Ale to jeszcze pół biedy. Sprzedać tę nieruchomość i siedzieć większą część roku w gorącym i uciążliwym mieście? Kto i za ile to kupi? W okolicy jest jeszcze sporo wolnych placów i domy, przy których nasz wygląda tak skromnie, że relatywnie niewiele się uzyska od ewentualnego kupca.
Były czasy gdy przyjeżdżało się tutaj dla dzieci – były szczęśliwe. Widzimy i po sąsiadach, jak w miarę dorastania tego młodszego pokolenia coraz mniej młodzieży tu przyjeżdżało, nastawiała się stopniowo na ambitniejsze wakacje. Starsi zostali sami. Na naszym przykładzie, np. syn z rodziną przyjeżdża tylko raz w roku – mieszka poza Warszawą, ma swój ogród przy domu i działkę na Mazurach – miejsca atrakcyjniejsze i wygodniejsze – także dla trzeciego pokolenia. Zatem – nie byłby zainteresowany kontynuacją naszej wspólnej leśnej historii.
Jeszcze a propos dzieci. Młodzi ludzie, o których wspomniałem, że budują się niedaleko, na ogół mają już dzieci. I co się dzieje? Nie wiem, czy mamy już inną wrażliwość, czy one mają coś na kształt ADHD, ale są bardzo głośne, aktywne. Poznawszy się z innymi, tworzą „drużyny”, które szukają rozrywek – pikniki, rowery, motorynki, muzyka. A co weekend – podwójna porcja z powodu podobnych gości.
Dokładają się do niepokoju, na który powyżej narzekałem.

Reasumując – nie jest jak było, bo panta rei.

Ale tyle narzekania i przyczynków do posmutnienia.
Ponieważ z natury jestem jednak optymistą, to na zakończenie jeszcze parę migawek pozytywnych.
Nawet tak poszkodowana przyroda potrafi się odradzać. Puste przestrzenie po lasach wyciętych 5-10 lat temu powoli się zapełniają i tworzą nowe ciekawe piętrowe pejzaże

Nad Bugiem w miejsce dzikich plaż powstały kąpieliska z wystarczającą dla fajnej rekreacji strukturą.

W okolicznych wsiach pewne sklepy pozamykały się, ale powstały nowe, w tym niedawno odkryta miła kawiarenka i bar „Jadłostajnia” – miejscowości nie zdradzę, bo już jest tam tłok. A jeśli chcemy przerywnika w postaci chwili luksusu (może za dużo powiedziane, ale relatywnie do standardu leśnego życia), to takie miejsca też się znajdą. Kiedyś we wpisie o okolicznych atrakcjach ujawniłem np. w pobliżu Łochowa  kompleks hotelowo-konferencyjny nazwany Folwark obok pałacyku Zamojskiego i jego ciekawego otoczenia. Jest tam też basen i mini zoo z egzotycznymi zwierzętami.

Ale i obok nas powstają niespodziewane atrakcje jak ta zagroda z danielami i owcami kameruńskimi. Za zachętą właścicieli przychodzimy dokarmiać te sympatyczne zwierzaki.

Także na swojej działce mamy przyjaciół – półdzikie koty, które zawsze na nas czekają…

Dalsze wypady odkrywają przed nami nowe (po 30 latach eksploracji!) urokliwe miejsca.

Polepszyła się też komunikacja (co nie zmienia faktu, że od warszawskiego domu to ok. 100 km i unikamy kursowania tam i z powrotem, zwłaszcza teraz, gdy benzyna jest droga).

Jeszcze marzy się nam dom poza miastem, ale dużo bliżej, całoroczny, wygodniejszy. Sprzedaż nie tylko działki ale i mieszkania i … nowy etap życia?

Niech żyją marzenia, nawet te mniej realne!

Jak pies z kotem

Psy patrzą na nas z szacunkiem,
koty z pogardą,
a świnie jak na równych sobie.

Winston Churchill

Churchill miał ostry dowcip, ale czasami ludzie zasługują na mocne porównanie. Nie wkraczając na teren znanych przypadków, przechodzę do tematu jak w tytule – to także alegorycznie dotyczy ludzkich zachowań.

Jest wiele domów gdzie psy i koty żyją w zgodzie. Zwłaszcza gdy są razem od małego. – jak na załączonym obrazku, i zapewne widziałeś ich więcej lub masz takie doświadczenie.

Gorzej bywa ze zgodą wielu zacietrzewionych amatorów psów versus amatorzy kotów.

Ostatnio sprawa odżyła medialnie za sprawą stanowiska ogłoszonego przez Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauki, że jakoby koty domowe są gatunkiem obcym i inwazyjnym w Polsce. Faktycznie – chociaż koty w Polsce były udomowione dawno, to nie były tu od zawsze. Ale tak jest przecież z wieloma innymi zwierzętami udomowionymi. Niestety – polują i zabijają wiele drobnych zwierząt. Jednak wg stanowiska Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska kot nie występuje na krajowej ani unijnej liście inwazyjnych gatunków obcych. Zatem opinia z PAN nie powinna prowokować przeciwników kotów do ich prześladowania (znaleźliby się amatorzy strzelania do nich) – są legalne. Kot jest przyjacielem człowieka i ma wielką rzeszę fanów. Są sprytne, w dużym stopniu samodzielne, zabawne. Znacie za pewno tę masę filmików i zdjęć z kotami…

Tutaj włączę swoją opinię.
Są koty udomowione dosłownie, czyli domowe, i dzikie. Te drugie mnożą się poza ludzką kontrolą, ale także same są ofiarami np. właśnie psów czy samochodów oraz ich populacja reguluje się częściowo sama ze względu na możliwości wyżywienia i naturalne warunki przetrwania.

Jest też grupa pośrednia, z jaką mam do czynienia od lat na swej leśnej działce. Koty „dochodzące”. Pojawią się jak tylko przyjedziemy. Znamy się – niektóre są spoufalone na tyle że wchodzą do domu, czasem skaczą na kanapę, a wylegiwanie się na fotelach lub ławkach werandy to ich ulubione zajęcie. Generalnie wiadomo – lubią „cieszyć się życiem”, leniuchować.

Mamy „kontrakt” – my je dokarmiamy a one dbają by nie było myszy (a przed ich bytnością w okolicy mieliśmy z tym problem), odstraszają też w pewnym stopniu krety. Natomiast przez tyle lat wspólnego bytowania nie zauważyłem aby polowały na ptaki. To trudne i może są zbyt leniwe? Prawdę powiedziawszy byłbym rad, gdyby swoją obecnością częściowo ptaki odstraszały – mamy ich tak dużo, że z plonów aronii i czereśni niewiele nam zostaje.

Ostatnio pojawiły się informacje o plagach szczurów, które buszują po miejskich podwórkach i parkach nawet w ciągu dnia. Mieszkańcy stolicy obawiają się ich, ponieważ gryzonie roznoszą choroby. Dawniej specjalnie dbano o dzikie koty miejskie właśnie jako przeciwnika szczurów – zarówno jako faktycznych drapieżników jak i zwierzę szczury odstraszające. Mimo regularnie przeprowadzanych deratyzacji w stolicy nie udało pozbyć się szczurów, a okresowe wykładanie trutek nie rozwiązuje problemu.

Niestety mieszkańcy stwarzają tym gryzoniom dogodne warunki do życia wyrzucając resztki jedzenia np. na trawnik jako karmę dla ptaków (karmienie ptaków miejskich to osobny kontrowersyjny problem).
Wielu ekologów zwraca uwagę na wkład kotów wolno żyjących w ograniczanie populacji szczurów i innych szkodników. Istnieją co prawda badania, które mają wykazać, że koty nie polują i nie zabijają szczurów, ponieważ te są zbyt agresywne, więc koty ich unikają. Większość jednak doświadczeń wskazuje na coś zupełnie innego.
Nawet jeśli koty nie atakują dorosłych i silnych szczurów, to bez trudu poradzą sobie z młodymi i niedoświadczonymi osobnikami. A to wystarczy, by ograniczać populację tych gryzoni. Tak więc utrzymywanie zdrowej populacji kotów wolno żyjących jest ważnym elementem walki ze szkodnikami.
Przy okazji – nie chodzi tylko o szczury – w mieście żyje wiele gatunków dzikich zwierząt.
Jednym z nich są karczowniki. Zwierzęta te z wyglądu rzeczywiście bardzo przypominają
szczury, dlatego często są z nimi mylone. Szczury najchętniej przebywają wśród zabudowań, w piwnicach, kanałach itp. Karczowniki natomiast preferują łąki, parki i zarośla, chętnie przebywając w pobliżu wody (stąd nazwa „szczur wodny”). Mają również inne upodobania żywieniowe. Ich pokarm stanowią głównie trawy i rośliny rosnące w wodzie. Karczowniki nie stanowią takiego zagrożenia dla człowieka jak szczury. Oczywiście w ogrodzie mogą wyrządzić wiele szkód, ale w mieście są raczej nieszkodliwe.

Podsumowując ten wątek – w tym przypadku kot-drapieżnik spełnia pożyteczną rolę.

Wracam do osobistego doświadczenia.
O naszych kotach działkowych pisałem np. w tych impresjach przyrodniczych – O zieleni i przyrodzie można nieskończenie.
Mieliśmy też kiedyś kota w domu w Warszawie – chowanego od maleństwa. O tamtego czasu koty budzą we mnie dużą sympatię – Szafek (zaraz wyjaśnię to imię) był nie tylko ładny, ale i uroczy, był z nami długi czas. Szafek, bo jego ulubionym miejscem był szczyt szafy, z której przez okno obserwował okolicę. Szczególnie, po powrocie z działki, gdzie go zabieraliśmy i gdzie wyraźnie był szczęśliwy mając swobodę. Te powroty do miasta, a szczególnie już tylko miejski sezon późnojesienny i zimowy wprawiał go w melancholię gaszoną trochę ową obserwacją przyrody przez okno.
Podpisuję się też pod tym, co stwierdza i stosuje felinoterapia – kontakt z kotem działa uspokajająco, zmniejsza stres. Koty mogą pomóc w uśmierzaniu bólu, gdyż wyczuwają bolesne miejsca na ciele i układają się na nich. Także przyjemnie grzeją, co w zimowe wieczory było jak znalazł. To ciekawe osobne tematy z medycyny komplementarnej.

Ujemną stroną posiadania kota w domu jest niszczenie mebli, zwłaszcza tapicerskich. Natomiast koty są czyste i mało wymagające – nie trzeba np. ich wyprowadzać parę razy dziennie na spacer. A te dzikie radzą sobie całkiem dobrze – podziwiam np. jak potrafią przetrwać nawet dość ostrą zimę, a w kwestii czystości – można je dać za przykład wśród zwierząt, czego nie można powiedzieć o psach.
Jest też aspekt specjalny tej psiej „czystości” – spotykane całowanie się z psami, pozwalanie na lizanie twarzy… Hm, a przed chwilą czego ten pyszczek dotykał?

Jednak nie chcę się skupiać tylko na kotach, bo to temat na sporą książkę i … niejedną już napisano.

O ile wiele kotów lubi domowe wygody, to generalnie jestem przeciw trzymaniu w domu większych zwierząt (koty raczej do nich nie należą), zwłaszcza psów. To mo że być nawet w moim rozumieniu okrutne (?). Zatem przechodzę do psów i ich właścicieli.

Zacznę od owej czystości, bo przypomniał mi się tutejszy starszy (ponad 10 lat temu) wpis Śmierdząca sprawa , w którym pisałem:

„… Śnieg stopniał i odsłonił całe masy wszelkiego śmiecia ale zwłaszcza – co krok – psie odchody. To one, po odmrożeniu, tak śmierdzą.

Odsłania się więc i kultura naszego społeczeństwa.
Owszem – są na ulicy specjalne kosze na psie ekskrementy, ale nie widziałem aby ktoś z nich korzystał. Raczej widuję, że są zapchane czymkolwiek. Spróbuj zwrócić uwagę na nieodpowiednie zachowanie – spotkasz się często z pretensją lub przynajmniej zimnym nienawistnym okiem.

Od razu przypomina mi się prawie codzienne doświadczenie. Wchodzę do windy i czuję smród. Psi. Utrzymuje się dość długo. Czasem widzę sąsiadów w windzie ze swymi pupilami. Te, utytłane „po pachy” po chwili wprowadzane są na pańskie salony.

Nawet nie próbuję sobie wyobrazić czystości takiego domu, zapachów w nim – oszczędzam sobie takich „przyjemności”.
Także ściany domu wokół – obsikane.
Inne niedogodności to na przykład ranne lub nocne pobudki za sprawą psów. Prawie codziennie już między piątą a szóstą rano szczekanie dwóch psów na różnych piętrach stawiające dom na nogi – domagają się wyjścia za potrzebą. Podobnie czasem po północy. Z okna słychać nawoływania właścicieli oraz dalsze szczekania…”

Niestety sytuacja się pogorszyła, niektórzy zafundowali sobie drugiego psa…

Dodam, że klan miejskich psiarzy ma wiele ciekawych cech. Doceniając ich serce dla zwierząt, obserwuje się upodobnianie psów do właścicieli, czasem podobne choroby, specyficzny język, infantylność, dziwne imiona pupili… – różne kulturowe zjawiska w tej specyficznej grupie społecznej.
Do kultury osobistej i społecznej należy przestrzeganie pewnych przyjętych zasad – pies na smyczy w miejscach publicznych, nie wypuszczany wolno bez kontroli, poskramiany gdy atakuje ludzi i inne psy itd.
Patrząc od strony kulturowej i językowej, skądś wzięły się takie określenia jak (przepraszam za cytowanie mało miłych):
psia mać!; ty psie!; pies ci mordę lizał; psiakość!; skundlenie…

Psy bywają używane do szczucia (bierz go!), stąd też potoczne wyrażenie szczuć na kogoś/na coś i podobnie – wycie z powodu X, pogonić kota…
Niestety, psy wyzwalają także negatywne uczucia.

Pisałem też kiedyś o samotności, a tam o tym, że uciekając od niej, właściciele psów mają jeszcze trochę wspólnego języka – na temat psów i wszelkich spraw w rozmowach podczas spacerów z pupilami, ale bywa, że na tym kończą się bezpośrednie kontakty. Rozumiem wiec dzisiejszą potrzebę coraz większej ilości osób samotnych i singli posiadania choćby namiastki przyjaciela, a pies często bywa lepszym (wierniejszym i kochającym) przyjacielem niż człowiek…
Dawano, dawno temu popełniłem taki mały wierszyk:


Pies,
Serce na czterech łapach
Przybiegł do mnie.

W locie radości, w oczu błysku
Zapomnienie wszelkich krzywd.
Poczułem się mały,
Lecz pokrzepiony przyjaźnią.

Tak, miałem takie relacje z psem. Miłość tak wiele znaczy i wynagradza.
Niestety, wierna psia miłość bywa nie odwzajemniona z taką wiernością. Pies – zabawka dziecka porzucona, bo się znudził, albo sprawia kłopot. Pies zostawiony w lesie i przywiązany do drzewa – na śmierć.

Wkraczam na rubież, która może mi nie przysporzyć sympatii (o co specjalnie nie dbam) i wywołać oburzenie. Cóż – mówię o faktach.
Psy bywają też traktowane okrutnie. W tradycji wiejskiej pies postrzegany jest jako stróż domostwa i trzymane go na łańcuchu jeszcze do dziś nie budzi wśród wielu gospodarzy współczucia.

Widzieliśmy w wielu reportażach jak fatalne mogą być warunki w psich schroniskach, a prowadzenie ich stało się dla niektórych li tylko biznesem.

Gdybym miał za miastem dom z ogrodem – trzymałbym psa. Podobnie jak syn i jego teściowie – mają odpowiednie warunki i wiedzą jak psa dobrze ułożyć.

Zjawiska na styku człowiek-zwierzę przybierają w ostatnich czasach niepojącą wymowę – zwierzętom przydaje się nawet większe prawa niż ludziom. Fanatyczni ekolodzy („animalsi”) rozczulają się nad drobnymi przedstawicielami fauny i potrafią w tym kontekście zablokować inwestycje ważne dla człowieka, mimo że zadbano o zachowanie gatunku.
Słyszeliśmy wyrok w sprawie zabijania karpi tasakiem na targu (o ile dobrze pamiętam), który opiewał na karę podobną jak za „przypadkowe” zabicie na drodze człowieka…
Człowiek niemal zabity przez niedźwiedzia jest piętnowany za „wejście mu w drogę”.
Dziki wdzierają się do miast, plądrują, ryją, mogą być niebezpieczne. Sporym wysiłkiem i kosztem łowi się je i wywozi do lasu aby … za parę dni znów wróciły. Itd., itd.
Ale odbiegam od głównego tematu, więc powracam do psów.

Często w reportażach (np. ALARM w tvp1) pokazywane są ofiary groźnych pogryzień przez psy, były też przypadki śmiertelne. Pies potrafi być niebezpieczny i nieprzewidywalny, ale takie przypadki nie skutkują ani otrzeźwieniem ani surowszymi karami – psy to nasi przyjaciele i „niedobra o tym mówić”.
Dawniej zawód hycla był sposobem na watahy bezpańskich psów, dzisiaj to słowo/zawód jest niepoprawne politycznie.
Podobna sprawa z wilkami. Jest ich coraz więcej, podchodzą pod domostwa, atakują zwierzęta gospodarskie, zagrażają potencjalnie ludziom. Ale wilki są chronione i mają się mnożyć. Sytuacja podobna do tej z dzikami lub żubrami, które też się bardzo rozmnożyły i czynią szkody w rolnictwie.
Duży dyskusyjny temat – zostawiam.

Podejście do psów i kotów bywa różne w różnych kulturach. Np. w świecie wyznawców Mahometa koty to zwierzęta błogosławione, a psy – przeklęte … (ogólniej: w wielu miejscach na świecie tradycje i religie definiują zwierzęta czyste i nieczyste).
Ale w Europie to koty były kiedyś ofiarą okrutnych praktyk torturowania i palenia na stosie, bo jakoby były opanowane przez złe duchy.

Okazuje się, że i u nas są w pewnym sensie dwa klany, ale nie słyszałem aby klan sympatyków kotów był agresywny.

Nexus – Nowe czasy

nexus

Najokrutniejsza tyrania występuje pod maską prawa
i ze sztandarem sprawiedliwości
.
Monteskiusz

Tytuł wpisu to nazwa dwumiesięcznika, który czytam dość regularnie. Natomiast nazwa czasopisma  i część treści pochodzi z międzynarodowego oryginału wydawanego w Australii. Polski wydawca – AGENCJA NOLPRESS.

Mimo że nie mam żadnych powiązań z tym wydawnictwem – zareklamuję je na bazie przeglądu ostatniego numeru. Jest ciekawy – jak zwykle.
Jeśli nie znasz tego tytułu – najpierw parę informacji ogólnych,

Na okładce mamy hasła dotyczące przeważającej tematyki:
*Zdrowie  *Zagadki przeszłości  *Przemilczane fakty i zdarzenia  *Ukrywane technologie  *Parapsychologia  *Konspiracje  *UFO.

I przesłanie:
„Ludzkość przeżywa  obecnie okres ogromnych przemian. Mając to na uwadze NEXUS stara się docierać do trudno dostępnych informacji, które mogłyby pomóc ludziom w pokonywaniu związanych z nim trudności. Nexus nie jest związany z żadnym ruchem religijnym, filozoficznym, polityczną ideologią oraz organizacją”,
co jest szczególnie cenne w miarę narastania narracji mediów pełnej kłamstw i ukrywania prawdy.
Niektóre tematy mogą wydać się z pogranicza fantastyki lub „teorii spiskowych”, ale na naszych oczach te „teorie” stają się faktem lub wiarygodną hipotezą, więc warto otworzyć szerzej umysł.

Oto resume zawartości numeru 143. maj-czerwiec 2022 – na zachętę i dla ilustracji.

Chociaż spis artykułów znajdziemy na http://www.nexus.media.pl/?710,nexus-nr-143-(3-2022), to przedstawiam nieco dokładniejszy przegląd, miejscami z małym komentarzem.

Jak zwykle ciekawy i celny wstępniak redaktora naczelnego – Ryszarda Z. Fiejtka. Krótki przegląd treści, ale przede wszystkim pokazanie mechanizmu „Porządek z chaosu” który jest modus operandi globalistów, którzy chcą wprowadzić jak najwięcej chaosu, zniszczenia i opresji by spowodować poddanie się ludzkości rozwiązaniu oferowanemu przez projekt NWO.  Stara sztuczka: stwórz problem – zastrasz i opanuj społeczeństwa i daj „rozwiązanie”.

W części pierwszej numeru jak zawsze Wiadomości z globalnej wioski czyli zbiorek notatek o ciekawych faktach i opiniach ze świata. Notki mają odwołania do źródeł. Podtytuł sekcji POLITYKA  NAUKA  ZDROWE EKOLOGIA oddaje przeważający profil treści.
W tym numerze:

  • Niedawno ujawniony dokument firmy Pfizer pokazuje, że jej szczepionka przeciwko Covid-19 może powodować 1291 niepożądanych skutków
  • Moderna, NIAID i Fundacja Billa i Mellindy Gatesów maczały palce w opracowaniu wirusa SARS-COV-2
  • Skorumpowana FDA próbuje zakazać stosowania NAC, które odtruwa organizm i chroni przed Covid-19
  • Krew osób zaszczepionych przeciwko Covid-19 zawiera dziwny artefakt
  • Zatrzymanie jednej z prawniczek z ławy przysięgłych Reinera Fuellmicha
  • Putin zapowiada osłabienie pozycji dolara żądając płatności za surowce w rublach, złocie lub bitcoinach
  • Media głównego nurtu obwiniają Rosję za wzrost cen nawozów
  • Facebook przyznaje, że „weryfikacja faktów” to w istocie cenzura
  • Facebook cenzuruje the British Medical Journal
  • Osoby sprawdzające fakty chronią agendę technokratyczną
  • Coraz powszechniejsze demaskowanie globalistycznych tyranów jako kłamców i oszustów
  • Geopolityka walut cyfrowych i Internetu
  • Już 13-letnie dzieci organizują zbiórki na operacje „zmiany płci”
  • Prawo UE pozwoli na zajęcie własności prywatnej podczas kryzysu pandemicznego
  • Wiele dzisiejszych lodowców nie istniało przez większość ostatnich 10 000 lat
  • Umieszczenie na czarnej liście chińskich firm mających związek z „bronią kontrolującą mózg”
  • Chiński robot fabryczny potrafi czytać myśli pracowników na linii montażowej
  • Chiński prokurator AI automatycznie oskarża obywateli o popełnienie przestępstwa
  • Hyundai kończy pracę nad silnikami spalinowymi
  • Wielka Brytania dąży do wyeliminowania prywatnego posiadania samochodów
  • Jogging jest dla ciebie dobry tylko wtedy, gdy powietrze jest czyste
  • Nieustanne gigantyczne erupcje na Słońcu w lutym
  • Przełom w fuzji jądrowej w tokamaku
  • Projekt ustawy o o obronie USA tworzy nowy urząd do badania UFO.

Dalej mamy następujące artykuły (Pomijam numerację stron i adnotacje o autorach. Każdy artykuł ma przypisy, kontakt do autora i jego charakterystykę, podane jest źródło).

GRUPY SATANISTYCZNE I OKULTYSTYCZNE

Istniejące w wielu krajach na świecie grupy satanistyczne i okultystyczne zrzeszające z reguły ludzi o psychopatycznych skłonnościach są kontrolowane i chętnie wykorzystywane przez służby specjalne do wykonywania brudnej roboty w ramach różnego rodzaju operacji psychologicznych.

WOJNA O KOBIECE PIERSI

Mammografia będąca jedną z dziedzin przemysłu chorobowego powoduje więcej szkód, niż przynosi pożytku. Oparta na micie wczesnego wykrywania często „wykrywa” nieistniejącego raka piersi, co skutkuje niepotrzebną mastektomią i, co więcej, wystawia piersi kobiet na niebezpieczne promieniowanie. *

ZBIOROWA PSYCHOZA

Odwracanie się od prawdy dużych grup ludzi może prowadzić do masowej psychozy, która miewa niekiedy groźne oblicze, zwłaszcza gdy jest indukowana i wykorzystywana przez złowrogie jednostki chcące podporządkować sobie daną grupę dla własnej korzyści i nierzadko w niegodziwym celu.

JAK PRZEGRZAĆ PRIONY – AKTYWACJA I INHIBICJA BIAŁEK PRIONOWYCH  cz. 1.

Wykryty w szczepionkach przeciwko koronawirusowi SARS-CoV-2 firmy Pfizer tlenek grafenu powoduje silną aktywację białek prionopodobnych zamiast ją ograniczać, jako że narzędziem ataku wykorzystywanym przez tego koronawirusa są właśnie te białka, które kryją się też za innymi chorobami.

Tu dodam ważny komentarz. Autorką jest dr Diana Wojtkowiak, nasza polska badaczka, która – można powiedzieć – wyprzedza współczesną oficjalną naukę i być może kiedyś zasłuży na nagrodę Nobla.

Przez dwadzieścia lat prowadziła badania naukowe w dziedzinie biologii molekularnej i biotechnologii. Obecnie od dziesięciu lat prowadzi prywatne doświadczalne badania naukowe w dziedzinie fizyki pól torsyjnych i dziedzin pokrewnych, w których te oddziaływania odgrywają decydującą rolę. Przez dwadzieścia lat zgłębiała też błędy paradygmatów leżących u podstaw fizyki, biologii molekularnej i medycyny, co doprowadziło ją do pozbawionego zastanych barier konstruowania modeli fizycznych w kilku dziedzinach wiedzy. Duża część jej osiągnięć w postaci artykułów zawierających wyniki badań doświadczalnych i opisy wynalazków, jak też dwóch książek, omówiona została na jej stronie internetowej www.torsionfield.eu . Działa też na rzecz ochrony zdrowia i swobód obywatelskich wobec nieobliczalnego rozwoju technologii globalnej kontroli. Dotychczas w Nexusie ukazały się cztery artykuły jej autorstwa.

NAUKA: przegląd interesujących nowinek ze świata nauki.

To stały dział, w tym numerze o tym, jak pisma naukowe wciąż publikują prace, których tez i wyników badań nie udaje się zreplikować [tj. powtórzyć badanie i otrzymać ten sam lub podobny wynik], co stawia ich wiarygodność oraz samej nauki pod znakiem zapytania.

[o małej wiarygodności szeregu prac naukowych, zwłaszcza w zakresie medycyny, gdzie zagościło fetyszyzowane pojęcie Evidence Based Medicine, pisałem parokrotnie w innym miejscu **]
W dziale też o eksperymencie Michelsona i Morleya, który powinien być przeprowadzony także w kosmosie.

STAROŻYTNE I WSPÓŁCZESNE ZMIANY KLIMATYCZNE

Porównanie starożytnych i historycznych zapisów dotyczących globalnego klimatu zachowanych w materiale skalnym z obecnymi zjawiskami zachodzącymi na Ziemi dowodzi, że globalne zmiany klimatu mają charakter cykliczny z wiodącym udziałem Słońca.

GIGANCI ZE STONEHENGE I STAROŻYTNEJ BRYTANII

Liczne zapisy historyczne dawnej Brytanii wspominają o ogromnych kościach i szkieletach znajdowanych w pobliżu megalitów, takich jak na przykład słynny kamienny krąg Stonehenge. Istnieją też dowody, które sugerują, że to giganci, do których one należały, mogli wznieść tę budowlę.

KSIĘGA YANI

Opowieść o pochodzeniu rdzennych Australijczyków, w której bogini Yahi przeprowadza duchy ich przodków przez wymiary Wszechświata i wiry czasu, aby część z nich przyjęła ludzką postać, a reszta stała się ich opiekunami na podarowanej im krainie Pamanyungan – obecnej Australii.

STREFA MROKU: zagadki z pogranicza rzeczywistości.

W tym stałym dziale tym razem: Ezoterycy i ludzie eksperymentujący z psychodelikami twierdzą, że w sferach duchowych sąsiadujących z naszą rzeczywistością bytują niewidzialne dla nas istoty, których pożywieniem są nasze negatywne emocje.

WYBRANE KSIĄŻKI DOSTĘPNE W SPRZEDAŻY WYSYŁKOWEJ AGENCJI NOLPRESS
– to stała rubryka z pozycjami książkowymi o których wielu nie wie, a szkoda.

Graficzne propozycja wybranych książek znajduje się też na rewersach przedniej i tylnej okładki.
Na http://www.nexus.media.pl/ znajdziesz pełną ofertę i szereg innych ciekawych materiałów.

Na tylnej zewnętrznej okładce – zapowiedź treści następnego numeru.

Motto wpisu wzięte z serii złotych myśli, które znajdziemy w każdym numerze.


* O chemioterapii i mammografii pisałem/cytowałem krytycznie np. w Kulisy leczenia nowotworów oraz tutaj (i linkowanie), a ostatnio
Polacy odkryli, w jaki sposób chemioterapia raka piersi uszkadza naczynia krwionośne

** O Evidence Based Medicine (EBM), czyli „Medycynie Opartej na Dowodach” patrz szereg wpisów na LepszeZdrowie.info, np. : Wiarygodność prac naukowychEBMJeszcze o EBMIluzja medycyny opartej na dowodach, Naukowe kłamstwaSkorumpowane nauki medyczne, Kult medycznej dezinformacji,…

Lato 2022

Cz. 1

Radujmy się tym co proste i ciche, naturalne i oczywiste.
Francis Bacon

kapielisko2

„nasza” przystań

Wakacje w lesie bardziej sprzyjają czytaniu niż pisaniu. A jeszcze bardziej wycieczkom, poznawaniu przyrody, sportom, pracom w ogródku…
Pisałem tutaj o tym wielokrotnie, więc nie będę przynudzał, zatem – krótko o innych aspektach obecnego czasu z mojej perspektywy. 

Z czerwcowych prac w sieci wspomnę głównie te związane z domeną zdrowia.
W nowościach miesiąca na www.LepszeZdrowie.info/news06.22.htm
trzy ważne artykuły rozliczające pandemię:

  • recenzja książki „Fałszywa pandemia V” (znajdziesz też na tym blogu);
  • „Jaka jest prawda o Covid-19?” Artykuł na bazie publikacji Russell’a L. Blaylocka o tym jak celowo ukrywa się i zwalcza prawdę o pandemii i szczepieniach oraz działania na rzecz skutecznego leczenia. Kolejne obszerne ujawnienie ukrywanych wstrząsających faktów, stosowanych sposobów i zaangażowanych w to podmiotów.
  • rozważania na temat czy wirusy istnieją, ew. czy zostały rozpoznane. Pytanie brzmi prowokacyjnie, ale nie pojawia się po raz pierwszy. Przeciwnie. Było co najmniej paru naukowców, którzy podważają istnienie wirusów (patrz powołany starszy wpis Teoria wiromu? i inne w końcowym przypisie). To kompilacja materiałów kwestionujących istnienie lub rolę wirusów (z dowodami) w postaci długiego SZKICU – do dalszego opracowania i sprawdzania. Może zostaliśmy wmanewrowani w fałszywe dogmaty i interpretacje?
  • Posiedzenia Komisji śledczej Ordo Medicus ds. pandemii, artykuły o cukrzycy i kawie…

W lipcu ukaże się jeszcze moja recenzja książki Pandemia zdemaskowana.

Już po tych nowościach pojawiło się ważne nagranie J. Zięby pt. Rząd brytyjski, i nie tylko, ujawnia!
W szczególności o tym jak realne wyniki statystyczne z rządowych źródeł brytyjskich wykazują  spadek efektywności szczepień przeciwko C-19 (potrójnie zaszczepieni) do  minus 391% – czyli katastrofalną ich szkodliwość.
Z całej audycji wysłuchaj przynajmniej tę część od ok. 26 minuty.
Podaję też zrzut z jednego z paru wspomnianych w audycji dokumentów źródłowych – 

391

 

Przechodzę do tytułowego lata. Co prawda nie doszło jeszcze do półmetka, ale jest dziwne. Najpierw wielka susza, potem rekordowe upały, następnie lipcowe 13 stopni i deszczowe nawałnice, w drugiej połowie miesiąca jeszcze większe upały i takie różne nietypowe skoki. Zmiana klimatu? Może raczej jego niestabilność. Mam na ten temat „swoje”  uwagi związane ze sterowaniem pogodą, ale to na inną okazję, jak zbiorę więcej informacji.
O klimacie było tutaj już wielokrotnie, głównie sceptycznie wobec antropogenicznego źródła jego zmian. O tym mówiło wielu sceptyków oficjalnej narracji. Mają tutaj przyczynek wspierający a nawet może rozstrzygający? – „NASA admits climate change occurs because of changes in Earth’s solar orbit, not because of SUVs and fossil fuels”, czyli że winne są zjawiska związane ze zmianami pozycji Ziemi względem Słońca.
To dość stare doniesienia i wciąż cenzurowane, np. na FB. Zatem ciekawe byłoby obecne stanowisko NASA, chociaż – jako agenda rządowa najprawdopodobniej nie będzie się wychylać.

Mówi się też o niespotykanej sile wybuchów na Słońcu w tym roku.

Te moje wątpliwości podtrzymuje a nawet wzmacnia obszerny artykuł (nie pierwszy!) z Nexus‚a nr 143 (maj-czerwiec 2022, wkrótce tutaj przegląd tego numeru jako przykład na szerszy ogląd świata):
STAROŻYTNE I WSPÓŁCZESNE ZMIANY KLIMATYCZNE. 
Porównanie starożytnych i historycznych zapisów dotyczących globalnego klimatu zachowanych w materiale skalnym z obecnymi zjawiskami zachodzącymi na Ziemi dowodzi, że globalne zmiany klimatu mają charakter cykliczny z wiodącym udziałem Słońca.

David Icke w swoich książkach demaskuje wiele spisków i metod działania ciemnych sił globalistycznych, ale nie wchodząc w temat tak szeroko wskażę na argumentację w ostatniej książce „Odpowiedź”, gdzie pisze (nie cytuję rozległego wywodu tylko parę zdań i to tylko z jednego wątku tego wywodu na cały rozdział):

Temperatura nie wzrasta po zwiększeniu się poziomu CO2 – jest na odwrót, czego dowodzą zapisy. W ciągu ostatnich 400 000 lat zwiększenie tego poziomu było opóźnione średnio o 800 lat w stosunku do wzrostu temperatury. Dwutlenek węgla nie może być przyczyną wzrostu temperatury, gdyż ten ostatni następuje przed zwiększeniem poziomu CO2. Jak skutek może się pojawić przed przyczyną? To temperatura musi wpływać na poziom dwutlenku węgla, a nie odwrotnie. Jak temperatura może zwiększyć poziom CO2? Ocean zawiera 45 razy więcej CO2 niż atmosfera, a ocean uwalnia dwutlenek węgla w okresach ciepłych i uwalnia go w tych chłodniejszych. Opóźnienie miedzy nimi wynosi około 800 lat. Wzrost poziomu dwutlenku węgla nie powoduje katastrofalnego ocieplenia Ziemi….

Opuszczam jednak ten temat, bo nie o tym jest ten wpis.

Obecne lato, jak lubią straszyć nasze „autorytety” medyczne i polityczne, to podobno ostatni epizod wolności przed nadciągającą n-tą falą „pandemii”, którą nam szykują globalni manipulatorzy. Przegląd około 60 „kowidowych książek” plus dziesiątki artykułów, które przywoływałem i napisałem na LepszeZdrowie.info, jeszcze więcej na twitterze (a to i tak tylko mała próbka), pokazują całe to oszustwo. Już nie chce mi się do tego wracać. 

O „autorytetach” mógłbym napisać niemal książkę. W zakresie medycyny i polityki mamy żałosne przypadki krajowe, ale i  światowe.

Nie specjalnie się tym osobiście przejmuję, chociaż oczywiście szkoda mi ofiar tych ludzi.
„Po co być złej myśli, skoro można być dobrej?” (Stanisław Lem) – tym bardziej, że jestem przekonany iż ta narracja i opresja padnie – już plącze się o własne nogi.

Nie tylko ten aspekt wskazuje na wyjątkowość tego roku. Trwa wyścig i bitwa o przyszłość świata – zakusy wprowadzenia NWO, wojna, deficyty żywnościowe i energetyczne, inflacja,  chaos … 
To są przejawy zapadania się starego systemu – już widzimy upadki polityków i rządów, a jednocześnie to obrazowe przykłady sztucznego, celowo wywoływanego zamieszania. 
Jeśli coś mnie martwi i wzburza, to tępota, a może i/lub tendencyjne destrukcyjne działanie decydentów, zwłaszcza te, które pogrążają Polskę w uzależnienia, długi i niebezpieczną politykę międzynarodową. 

Ale i tutaj mam nadzieję na otrzeźwienie lub załamanie nieodpowiedzialnego postępowania. W końcu rządy się zmieniają a nawet sposób rządzenia. Skompromitowani politycy odejdą. Chociaż nie jestem politologiem, to kwestionuję powiedzenie „wszystko już było” w polityce, nurtach filozofii itp. Czyżby? To jak z powiedzeniem Fukuyamy o „końcu historii”. Gdy uwzględni się wyższy poziom świadomości i wiedzy i sama rzeczywistość wkracza na wyższy poziom, to chociaż znów to przypomni starą i trafną ideę romantyzmu – „wszystko się ze sobą łączy”, to mamy do czynienia z przypomnieniem najgłębszej istoty rzeczy. Zatem kieruję swoje myśli w tę stronę i staram się tymi kropelkami wiedzy wpłynąć przynajmniej na grupkę ludzi. Kropla do kropli, ziarno do ziarnka… – każdy w coraz szerszym środowisku „obudzonych” dokłada się do dzieła.

Częściowo w tym aspekcie ponownie zapraszam na stosunkowo nową stroniczkę Our Life Force.
To już ów potencjalnie wyższy poziom, ale nie wpadający w zalew optymizmu na hurra na podstawie zmanipulowanych przekazów z zaświatów i  różnych bajek…

Dzięki mocnej nadziei i mimo tych wszystkich zawirowań i opresji, doświadczam wielkiej radości, zwłaszcza obcując z przyrodą, ciesząc się jej różnorodnością i pięknem. Nie pcham się w tłum (dosłownie i w przenośni), stronię od mód i taniej rozrywki, i to mi wystarcza.
Życzę udanych urlopów i lepszej pogody – także ducha!

 

Obserwuję – bloguję

Prawda nie ma nic wspólnego z liczbą ludzi,
którzy są o niej przekonani.

Paul Claude

Nie pisałem ponad miesiąc. Czas więc na kwietniowe resume, według paru numerowanych tematów (wybór).

Gdybym nie miał o czym pisać, to wypowiedziałbym się o pogodzie.
Chociaż jednak mam dużo do napisania o innych sprawach, to właśnie zacznę właśnie od

1. pogody

Kwiecień nie był łaskawy jak na wiosnę, temperatura była niższa od średniej wielu lat, bywało że niższa niż w lutym (!). Natomiast w marcu nie spadł żaden deszcz – przynajmniej w Warszawie.
Co prawda, to nie pierwszy raz gdy na Prima Aprilis padał śnieg, a nawet w Hiszpanii ok. 20 kwietnia nieźle zaśnieżyło, to wciąż przychodzi nam się zastanawiać co z tym ociepleniem klimatu.
Pisałem o tym powątpiewająco parę razy (np. „Taki mamy klimat” – dosłownie i w przenośni oraz tamtejsze łącza) i raczej teraz nie będę powracał do tamtych wniosków, ale skieruję do ciekawych artykułów w niedawnych numerach Nexusa, i tak:

W numerze 2/2022 (marzec-kwiecień) – DWUTLENEK WĘGLA – TO NIC GROŹNEGO na podstawie artykułu z sierpnia 2021 w International Journal of Atmospheric and Oceanic Scienceshttps://tinyurl.com/y5y39ff4.  Z rozdziałami:
Równowaga wrażliwości klimatycznej i bazy HITRAN, Rola CO2 w ociepleniu atmosfery została wyolbrzymiona; Para wodna i jej nadrzędny wpływ; Gazy śladowe; Nie może być żadnego punktu krytycznego; Cel Zero Netto dla globalnego ocieplenia jest bezcelowy; Ocieplenie przed rewolucją przemysłową; Konkluzja.
A w konkluzji: Wynik zdecydowanie sugeruje, że rosnące poziomy CO2 nie doprowadzają do zmian temperatury na Ziemi…
Ja odnotowuję zdanie: para wodna odpowiada za 92,3% efektu cieplarnianego, podczas gdy dal CO2 liczba ta wynosi 7,7%.

Jeszcze bardziej radykalne stanowisko zawarte jest w artykule W OBRONIE DWUTLENKU WĘGLA z numeru 6/2021.  Podano, że obecnie w skład gazów cieplarnianych para wodna stanowi 95%, a CO2 3,6%, przy czym z tej ilości uwolnionej do atmosfery dziełem człowieka jest 0,9%. (czyli 0, 036*0,009 = 0,000324 z całej emisji to nasz wpływ).
Ten ciekawy artykuł ma podrozdziały: Przedmowa na temat Climatgate; Rozwój zazieleni Ziemię; CO2 – niewinna ofiara wrobiona w ludobójstwo;  Temperatura i CO2 – kto prowadzi w tym tańcu; Krótkie spojrzenie na pogodę kosmiczną; Powrót do prawdziwej nauki o klimacie.
Te poglądy i dane nie są odosobnione. Przykładowo, Roy Spencer – były klimatolog z Centrum Lotów Kosmicznych im. George’a C. Marshalla i naukowiec z Uniwersytetu Alabamy w Huntsville napisał na swym blogu: prawie każde twierdzenie nt. klimatu wypowiadane przez polityków i niektórych głośnych klimatologów było i jest przesadą albo kłamstwem.
Podobnie, jeden z założycieli współczesnego niemieckiego ruchu ekologicznego i ekspert w dziedzinie klimatu Fritz Vahrenholt powiedział w 2021 roku, że katastrofa klimatyczna mająca osiągnąć szczyt w ciągu następnych 12 lat (czym się straszy i mobilizuje polityków do pilnego działania) „nie nastąpi”. Zauważył że ciepło i wilgoć zawsze uważano za korzystne dla ludzkości.
Temat był wielokrotnie poruszany w starszych numerach Nexusa, ale nie będę dalej tego rozwijał. Dla mnie jest to względnie nowe potwierdzenie tezy, że całe zamieszanie i zamach na gospodarkę światową ma podtekst ideologiczno-biznesowy.
To z kolei układa się w cały kompleks Resetu opisanego już w wielu książkach i opracowaniach. A także dotykany w tutejszych starych wpisach jak np. Reset świata (2 części).
Widzę na różnych przykładach nie tylko reset ale i regres – zasad, wartości, człowieczeństwa…
Czyli nie tyle nauka i rozwój, co polityka i upadek.

Świat żyje teraz polityką, a ja – po swojemu – chcę spojrzeć na to z wyższej perspektywy.

2. Polityka z perspektywy

Najpierw pozwolę sobie sformułować swoją przybliżoną interpretację poziomów tego, co określam jako perspektywę.

Na niższym poziomie – przeciętni obywatele, którzy swoje widzenie świata opierają na mediach, niestety często tabloidowych i/lub manipulowanych.
Z tego poziomu wyłaniają się jednostkowo różni intelektualiści, a potem eksperci.
W głównym nurcie nadal wielu z nich interpretuje świat wg starych schematów i schematów w ogóle oraz według swoich mocodawców. Widzą ten świat materialistycznie i mechanistycznie.
Równolegle, ale z potencjałem przejścia na wyższy poziom są ci, którzy włączają pierwiastek psychologiczny, duchowy i ezoteryczny. Jedni popadają w kolejne schematy  i łatwe „bajkopisarstwo”, inni sięgają do wiedzy z wyższych, kosmicznych przekazów, np. channelingowcy, guru różnej proweniencji, iluminaci i niektórzy masoni lub samozwańczy interpretatorzy takich przekazów itp., ale z własną ideologią. Tu jest miejsce na różne religie, dociekliwe osoby takie (przykładowo!) jak Gosia Duszak (swaruu.org) czy Aleksander Berdowicz, David Icke itp. itp. Mają dużo głębszą wiedzę o rzeczywistości niż nawet większość naukowców, ale… także wśród właśnie naukowców wątki „nadprzyrodzone” wcale nie są odosobnione i zaczynają zajmować znaczące miejsce. Takich osób jest już naprawdę dużo, chociaż nie wszyscy mają odwagę się z tym ujawniać.
Mówi się o nich, że podnoszą poziom swojej świadomości. Wg tezy dra Davida R. Hawkinsa (zobacz np tabelę w artykule http://www.lepszezdrowie.info/uzdrawianie_swiadomoscia.htm ) nawet nie musi być ich dużo, jeśli mają ją na wysokim poziomie, co może zmienić świat.
Są też osoby, które patrzą na rzeczywistość ostrożniej, ale również bardziej podpierają się nauką lub łączą ją z ww. nurtem duchowym, przykładowo Igor Witkowski (pisałem o nim np. tutaj) albo abp.  Vigano (patrz Pandemiczny Sanhedryn

lub Przesłanie abp Vigano – byłego nuncjusza apostolskiego w USA w sprawie kryzysu rosyjsko ukraińskiego).
W samej polityce są osoby wtajemniczone z racji swoich wysokich pozycji w wywiadach/służbach specjalnych lub dziennikarze, którzy mają przystęp do takich osób. Tu szczególnie należy uważać czy nie są zmanipulowane lub same nie manipulują. Przykładowo zaliczam tutaj Benjamina Fulforda powiązanego ze służbami, już na tym blogu parokrotnie wskazywałem na jego raporty. Zobacz dla przykładu ten ostatni z https://tanneneck.blogspot.com/2022/05/benjamin-fulford-deutsch.html – jak zwykle kontrowersyjny. Idzie „po bandzie”, ale szereg tez zgadza się z ustaleniami innych źródeł [tłumaczenie jest nieprecyzyjne, a dla niewtajemniczonych – KM = Kchazarian Mafia].
Na dziś na samej górze widzę Kimberly Ann Goguen, z racji najwyższego stopnia dopuszczenia do informacji jako szefowej Global Intelligence Agency, dostępu do najbardziej zaawansowanych środków komunikacji, także pozaziemskiej, szeregu innych funkcji o zasięgu globalnym oraz jej wiedzy i działań sprawczych (Ground Commander).
Z jednej strony uruchamia mechanizmy odnowy planety i zdrowia ludzi, z drugiej – pacyfikuje przestępców Głębokiego Państwa (Deep State). O Kimberly także tutaj  pisałem parokrotnie (> wyszukiwarka), a ostatnio jej i ruchowi Life Force (LF), który założyła, poświęcam wpisy na www.locusmind….
Zwrócę zwłaszcza uwagę na te: Kimberly pisze historię i parę ostatnich notek jak Ważne wydarzenia dla Ziemi i Ludzkości z tygodnia 24-29.04.2022 i następne, jakie ukażą się już niedługo na locusmind (postrona Our Life Force).
Zdaję sobie sprawę, że sytuacja na planecie jest bardzo złożona ze względu na zaszłości, wiele poziomów cywilizacyjnych, w samej mentalności większości ludzi. Także egzopolitycznie trzeba brać pod uwagę, że zewnętrzne ingerencje w ludzkość muszą być ostrożne i ograniczone ze względu na pewne uniwersalne prawa i wzajemne oddziaływania między interweniującymi i podmiotami interwencji.
Jednak mam nadzieję w mądrość Opatrzności, Źródła, czy jak tę zwierzchność nazwiemy.

Generalnie, przy całym swym krytycyzmie, nawet jeśli miałbym się mylić, jestem stanowczo przeciw sianiu nastroju imposybilizmu, „końca czasów” i defetyzmu, przeciw czynieniu z cnót wiary, nadziei i miłości ich przeciwieństwa: zwątpienia, beznadziei i nienawiści.
Jak w tym wersie piosenki Nadzieja zespołu Ira:

Może masz wszystko lecz nie masz tego co mam ja
Nie ma nikt takiej nadziei jak ja
Nie ma nikt takiej wiary w ludzi cały ten świat….


Dlatego też wobec tylu zagrożeń na świecie uczepiłem się nadziei związanej z LF i chyba się nie zawodzę widząc wielki dziejowy przełom jaki się dokonuje – jak na razie w ciszy mediów, ale duchowo i energetycznie odczuwalny.


Zatem może nie warto już zajmować się drobiazgami codzienności i domysłami?
Warto i trzeba – ale na naszym poziomie lokalnym, bo sprawy globalne muszą być rozwiązane na innym poziomie. Mamy za miedzą wojnę i szereg wewnętrznych problemów w Polsce i Unii., więc…

3. Konkrety z naszego polskiego punktu widzenia

W dwóch poprzednich wpisach jeszcze z marca – i Teatr wojenny pokazałem niektóre ciemniejsze strony wojny, widziane wtedy. Ale wojna trwa już ponad dwa miesiące, a do Polski przyjechało ponad 3 milionów uciekinierów. Sytuacja się komplikuje – zarówno przez zadłużanie się Polski na pomoc oraz wikłanie się w niebezpieczeństwo wojny fizycznej. Pogarszamy też stosunki nie tylko z Rosją, ale i z tradycyjnym przyjacielem – Węgrami.
Nie interesują mnie brudne sprawy i niechętnie kontynuowałbym ten wątek – widzę że oprócz polityków zajmuje się tym bardzo dużo osób np. na twitterze – pozostaje mi czasem przekazać ich wpisy, polubić je lub skomentować. Dość powszechne jest odczucie, że jesteśmy popychani w kierunku wojny – przez USA i naszych spolegliwych im polityków. Z drugiej strony jestem zdania, że Rosja nigdy nie odpuści wschodniej Ukrainy, nawet jeśli teraz przegra pewien etap, i też jest prowokowana do siłowego osiągnięcia swoich celów. Niebezpieczna gra, niebezpieczne drażnienie niedźwiedzia. Ale także na Ukrainie rosną w siłę grupy typu AZOW, którym przyświecają nawet takie idee:
 ,,Będziemy dążyli wszelkimi środkami i sposobami do odbudowania ukraińskiego charakteru Zakurzonii (Chełmszczyzna i Podlasie). Ukraina nigdy z tych ziem nie zrezygnuje i w odpowiednim czasie o nie się upomni. Jeżeli Polacy będą się upierać, to Ukraina względem nich bez najmniejszego wahania użyje siły zbrojnej.’’ (za tym artykułem).

W czasie pandemii lansowano i wdrażano doktrynę „Życie jest ważniejsze od wolności” (oczywiście pokrętnie, skoro odebrano pośrednio życie masom ludzi przez głupie restrykcje).
Teraz już obowiązuje „Wolność jest ważniejsza od życia” i przygotowuje się Polaków na ewentualne ofiary z życia.
Zwrócę tylko uwagę na następujące przykładowe pytania:

  • Czy rząd prowadzi nas w dobrym kierunku? Czy to polski rząd?
  • Czy ma plan na dłuższy okres?
  • Czy rządzący zdają sobie sprawę z globalnej ukrytej rozgrywki, w której czyni się z Polski pionka?
  • Czy nie idziemy za daleko i lekkomyślnie rozmydlając naszą tożsamość narodową a nawet stawiając ją na drugim miejscu?

  • Powyższe pytania stawiają także niezależni (+/-) dziennikarze np. Witold Gadowski czy Łukasz Warzecha – jak w artykule „Jakoś to będzie?” w ostatnim, świątecznym numerze doRzeczy.

Rząd zarządza wieloma sprawami bez konsultacji – nie tylko społecznej, ale i w ramach układu politycznego, „po cichu” i wg swego widzimisię.

4. Z mojej „działki”
czyli sprawy zdrowia.
Jak co miesiąc przygotowałam podsumowanie nowości na LepszeZdrowie.info.
W telegraficznym skrócie: Geniusz w genach – recenzja książki o epigenetyce, audiobooki J. Zięby, co z tą medycyną opartą na dowodach, o dr R. Malone i dr Z. Hałacie, artykuły o cukrzycy, obrona Ziemi to ochrona zdrowia, Traktat Pandemiczny, dalsze problemy ze szprycami i śledztwa, nowe porady zdrowotne i dużo więcej…
Ten skrót dalece nie oddaje obszernego zakresu poruszonych spraw, zatem zapraszam do lektury. Szczególnie zwrócę uwagę na powracający temat rzetelności nauki i jak szykanuje się naukowców i lekarzy , którzy rozumieją motto tego wpisu i pokazują kłamstwa (zobacz akapity o śp. doktorze Z. Hałacie i dr R. Malone).
A propos dra Hałata – ostatnio była rozsądna analiza ew. przyczyn Jego śmierci tutaj (we fragmencie, bo są i inne ciekawe wątki).

A nawiązując do przyszłości …
Będę patronował piątemu tomowi książki „Fałszywa pandemia”  – na dziś proszę zapoznać się z ostatnią pozycją w wykazie Kowidowe książki i ze wstępem redaktora – do pobrania w formacie PDF.

Jednocześnie zwrócę uwagę na wymienioną w wykazie niedużą książkę Globalny bunt elit – rewolucja pandemiczna 2020 Sławomira A. Danilczuka, który proroczo przewidział i opisał już w maju 2020 to, co się później stało. Polecam, takich dziennikarzy nam trzeba. Chociaż może w pewnych wizjach przesadził w pesymizmie, to co się dzieje teraz w Szanghaju zapowiada, że szaleństwo jeszcze się nie skończyło. Ja jestem lepszej myśli – w kontekście zapowiedzi K. Goguen – zobaczymy.

5. Regres a rozwój

Stanęliśmy w punkcie przesilenia w epickiej walce dobra ze złem. Chociaż brzmi to niemal religijnie, ale faktycznie jest to wojna duchowa, jasności z ciemnością. Wspomniany regres pokazuje mroczne i nasilające się oblicze dystopii, a liderzy tacy jak Goguen i wielu innych przed nią pokazują perspektywę prosperowania ludzkości na wszystkich płaszczyznach. W ujęciu Igora Witkowskiego – wejście do kosmicznej społeczności liczącej niezliczone cywilizacje. To on od lat pokazuje z jednej strony ciemne strony dotychczasowej historii, a z drugiej nieuniknioność rozwoju by ludzkość przetrwała. We wpisie Czy wiemy czym jest rozwój? pokazuję jego wskazówki, że warunkiem jest rozwój prawdziwy.
Obecnie wiele osób opacznie rozumie rozwój i postęp jako coś, co opiera się na technologii, na nowych narzędziach. Owszem, jest to pomocne, ale coraz bardziej prowadzi do zaniku samego człowieczeństwa, uzależnienia człowieka od urządzeń bez których nie daje sobie rady. Uzależnienie to ma też wymiar odgórnego podporządkowania i sterowania. Hasło „postępu nie da się zatrzymać” może być niebezpieczne, gdy widzi się tylko tę stronę rozwoju, nie ocenia się ukrytych zagrożeń ani własnych możliwości. Nie chcemy być cyborgami bez uczuć i indywidualności. Rozwój prawdziwy polega na wyzwalaniu swoich samodzielnych zdolności, na niezależnym myśleniu i odkrywaniu, na rozbudzaniu tych cech od małego dziecka i szkoleniu kreatywności. Zobaczeniu jak duch przenika wszystko. Że w tym sensie człowiek sam jest dla siebie narzędziem poznania i kreacji. To tak w największym skrócie.
Marksistowska teza „byt kształtuje świadomość” jest za wąska i fałszywa, gdy spostrzeżemy, że milowe kroki ludzkości wynikały z otwarcia umysłu na nowe możliwości i idee, oderwania się od istniejących schematów, pokazania nowych dróg – nawet jedynie za sprawą wybitnych jednostek.

6. Wiosna!

Spinam ten wpis klamrą pogodową i przyrodniczą. Maj wzywa mnie znów na letnie pozawarszawskie „leże” – może nie od razu na 100%, bo każde coroczne zagospodarowanie się w leśnym domku wymaga paru nawrotów i zależy od wciąż kapryśnej pogody. Tymczasem załączam parę impresji z tego cudownego wiosennego czasu.

Pogody, zdrowia i wolności!


Majowe tutti-frutti

…czyli podsumowanie mojego maja.

Celem życia jest wyrażanie siebie.
W najlepszej możliwej wersji.
(wg Neale D. Walsch)

rododendrony

Wiem, że te okruchy z prywatnego życia niewielu mogą obchodzić, ale to jest blog prywatny, pisany też częściowo dla siebie jako pamiętnik i archiwum ciekawych dla mnie materiałów, częściowo dla paru znajomych, a może coś z tego komuś się przyda…
Wyrażam cząstki siebie, oczywiście nieudolnie i zmiennie, ale w każdym tli się iskierka jakiejś doskonałości lub tęsknota za nią.

Ponieważ bliskie mi są sprawy zdrowia, to jak zwykle pod koniec miesiąca opublikowałem Nowości w serwisie LepszeZdrowie.info.

Ujmując najkrócej zawartość – to przede wszystkim cd. tematu „pandemii”, zwariowane pomysły rządów i ich wsparcie medialne, cenzura vs głosy niezależne – pytania naukowców i lekarzy do Ministra Zdrowia, paszporty szczepionkowe dla totalitarnej kontroli, nowe książki, ilość faktycznych NOPów, na co są szczepienia skoro nie ma wzorca patogenu, wywiady i artykuły edukacyjne obalające propagowane mity i co kryje się za nimi, o Stowarzyszeniu Niezależnych Lekarzy i Naukowców i …wiele więcej.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem szczepień (obecnie główny temat publiczny), co wynika z wiedzy jaką posiadłem w trakcie przynajmniej paru ostatnich lat, niezależnie od covid. Zupełnie nie dowierzam skorumpowanym doradcom polityków i linii realizowanej strategii „walki z pandemią”. Materiałów na te tematy mam „nie do przerobienia”.
Pozostaje pytanie czy obecny koronawirus powstał w laboratorium? Są dwa poglądy, przychylam się do tego, że przynajmniej został przeprojektowany („gain of function”,  sztuczny konstrukt genetyczny) na bazie wirusa naturalnego.
Nie będę tu powtarzał informacji podawanych od dawna na LepszeZdrowie.info, natomiast należy alarmować o wielkim niebezpieczeństwie szczepień nie przebadanym i tylko warunkowo dopuszczonym preparatem, którego oddziaływanie może pokazać swe tragiczne skutki nawet po latach.
Jestem od czasu do czasu indagowany na twitterze i gdzie indziej za takie stwierdzenia (na LinkedIn zostałem całkowicie zbanowany) w stylu „udowodnij to czy tamto” np. „pokaż dowód, że szczepionka jest niebezpieczna”.
Takie żądania pokazują albo nieoczytanie, albo lenistwo, albo zindoktrynowanie propagandą, co może mieć potwierdzenie i w tym, że są to osoby anonimowe (trolle?) nie pokazujące ze swojej strony niczego. Postanowiłem nie odpowiadać (mam co robić zamiast odpowiadać każdej takiej osobie), chociaż w pierwszym odruchu zgromadziłem kilkanaście stron z przyczynkami dowodowymi  – nie mam jednak chęci i czasu by to jeszcze raz redagować, tym bardziej że wciąż napływają dalsze informacje.
Gdybym miał podać jedną pracę, to – ze względu na jej doniosłość w świetle pojawiających się licznych powikłań i śmierci po szczepieniach – byłby to obszerny artykuł naukowy Stephanie Seneff (wielki umysł, co pokazała innymi pracami) i Grega Nigh z International Journal of Vaccine Theory, Practice, and ResearchWorse Than the Disease? Reviewing Some Possibile Unintended Consequences of the mRNA Vaccine Against COVID-19   ” (pdf z 26 maja), czyli: „Gorsze niż choroba? Przegląd niektórych możliwych niezamierzonych konsekwencji szczepionki mRNA przeciw COVID-19”.

Z abstraktu:
„…dokonamy przeglądu obu [szczepionek genetycznych] i zamierzonej odpowiedzi biologicznej na te szczepionki, w tym produkcji samego białka szczytowego, a także ich potencjalnego związku z szerokim zakresem zarówno ostrych, jak i długotrwałych patologii, takich jak zaburzenia krwi, choroby neurodegeneracyjne i autoimmunologiczne. … Wśród tych potencjalnie indukowanych patologii omawiamy znaczenie sekwencji aminokwasów związanych z białkiem prionowym w białku wypustek. Przedstawiamy również krótki przegląd badań potwierdzających możliwość „wydalania” białka w postaci kolców, przenoszenia białka od osoby zaszczepionej na osobę niezaszczepioną.
… przedstawiamy prawdopodobny scenariusz, poparty wcześniej ustalonymi ścieżkami transformacji i transportu materiału genetycznego, dzięki którym wstrzyknięte mRNA może ostatecznie zostać włączone do DNA komórki zarodkowej w celu transmisji międzypokoleniowej…”

Chodzi zatem w szczególności o to, że to osoby zaszczepione, mogą (i już to się dzieje) stanowić duże zagrożenie dla nie szczepionych – są roznosicielami zarazy, i to nie z tytułu samego SARS-CoV2 (zresztą jego postać z Wuhan już nie istnieje po wielu mutacjach), ale z patogennego sztucznego białka szczytowego jakie jest generowane w ciele szczepionej osoby i przekazywanego dalej do otoczenia. A to nie wszystkie zagrożenia – nie tylko z tej pracy, bo jest zalew też innych. Przykładowo zobacz przełomowe przyznanie się badaczy z USA, że popełnili kardynalny błąd z aktualną „szczepionką”. Szykuje się nam zatrważająca wizja kolejnej epidemii innego rodzaju, segregacji i bezradności medyków po otwarciu tej Puszki Pandory.
To, że lekarze-doradcy nie dostrzegają tego problemu i forsują szczepienia, jest wielkim oskarżeniem w ich kierunku.
Na szczęście specjaliści z Life Force mają podobno na to sposób (ujawnię po uzyskaniu więcej danych) tak jak w innych kwestiach obecnego impasu cywilizacyjnego.
Zostawmy ten ponury aspekt „pandemii”.

Jeśli chodzi o nowe książki, to zwraca uwagę trzecia część Ukrytych terapii J. Zięby (ok. 750 stron). Omówiłem ją osobno pod tym linkiem.  Ważna pozycja – sprawy, o których prawie się nie mówi lub wręcz nie wie.
Mam jeszcze szereg innych, które zabieram ze sobą na letni pobyt na leśnej działce.
O letnich lekturach wspomniałem na innym blogu. Do podanych tam pozycji dodałem niedawno nabyte „Szczepionka na koronawirusa – zagrożenie dla ludzkości?” (Autor Chris Klinsky) oraz „Covid-1984. Największy polski nielegalny eksperyment medyczny” Pawła Skuteckiego i Karola Kwiatkowskiego (opisane w artykule Kowidowe książki, tamże o 24 innych książkach).  

Muszę przyznać że w 2021 podupadłem na zdrowiu – komplikacje pooperacyjne, ból kręgosłupa, częściej zmęczone oczy – po prostu postępująca starość, coraz bardziej nieciekawy wygląd. Tęsknię więc za odosobnieniem, odpoczynkiem i spokojem.
Niestety nie będzie to łatwe – zarówno psychologicznie w zalewie negatywnych informacji jak i ilości prac jakie mnie czekają na działce, która też „podupadła”. Pogoda nie sprzyjała wiosennym pracom i nadal nie sprzyja, co także jeszcze bardziej stresuje i wpływa negatywnie na zdrowie.

Jest ciągle zimno (skłamałbym jednak że każdego dnia, ale właśnie ta niestabilność denerwuje), w nocy ocieramy się o przymrozki, niebo przeważnie zasnute chmurami, nieprzyjemne wiatry, które połamały dużo starych gałęzi a innym zagroziły że mogą spaść. Trudno wytrzymać dłużej niż parę dni (dom bez ogrzewania), zatem urywamy się do Warszawy, tym bardziej że były zaplanowane zabiegi lekarskie (terminy oczekiwania wielomiesięczne!) i coś trzeba jeszcze zabrać, załatwić…
Co gorsza, od paru lat nie możemy zaplanować upragnionego dalszego wyjazdu (np. morze) – trudno znaleźć okienko dobrej pogody w czerwcu, kiedy jeszcze nie ma najazdu wakacyjnego, bo co za sens płacić za kwaterę/hotel gdy brak letniej temperatury, słońca i pada lub wieje.
Teraz wyjazdy zagraniczne przez kwarantanny, testy i szczepienia są tak ryzykowne, że także w nich nie widzimy pozytywnej przygody – raczej wprost odwrotnie.
To wkurza, zwłaszcza w zderzeniu z narracją o ociepleniu klimatu. Przepraszam, mówi się coraz częściej „zmiana klimatu”, bo z tym ociepleniem coś nie pasuje, a polityczne zamówienie na nowy ład musi być realizowane. Ja raczej mówię o rozbujaniu pogody. Klimat to sprawa zbyt skomplikowana, by ogłaszać szybkie sądy, nie wszystko jest jasne, co podniosłem w jednym z ostatnich wpisów Taki mamy klimat – dosłownie i w przenośni.
W Zakopanem leży śnieg pod koniec maja, niedawno zeszła lawina, co może i nie jest ewenementem jak na góry, ale przecież to nie zdarzało się od dawna. Maj 2021 był w Polsce najzimniejszy od 42 lat, ale ta wiosna nie jest ewenementem – ostatnimi laty też narzekaliśmy na zimno.
Pokrywa lodowa na Grenlandii systematycznie powiększa się…
To, że w Rosji akurat są upały nie wydaje się niczym ekstra, bo klimat kontynentalny tak ma.
Zostawię ten temat aż uda mi się (?) odtworzyć moje zaginione na FB notatki klimatyczne, a może znajdę też jakieś dalsze przyczynki dyskusyjne. Skądinąd wiadomo że Greta T. – obwołana już prawie świętą, była od początku kierowana przez ideologów z powiązaniami biznesowymi. Podobnie jak w przypadku farmacji – nie wierzę w czystość takiej „nauki”.

Maj i kwiecień był dość aktywny pod wieloma względami. Zajmowałem się odtwarzaniem notatek z Facebooka, który je dezaktywował i poukrywał. Skatalogowałem ok. 500 książek z domowej biblioteki (już nie mogłem się w niej połapać), a to dopiero ok. 1/3 zbioru.

Były wyjazdowe spotkania z synem i wnukiem (mieszkają poza Warszawą), były lokalne wycieczki – dla ruchu, obserwacji przyrody, ale i by uciec od hałasu i kurzu pobliskich aż trzech budów, uciążliwych też ze względu na ruch pojazdów dostawczych i blokowanie ulic.
W szczególności, łapiąc lepszą pogodę,  wycieczki przyrodnicze do parku botanicznego w Powsinie i przy Łazienkach. W albumie Wiosna na FB umieściłem parę fotek z tych wypadów i swojskich okolic. W powsińskim dworku Fangora urzekło mnie malarstwo Leszka Jampolskiego.
Trochę pisałem w mediach społecznościowych, wciąga mnie działalność Life Force (patrz np. ostatni wpis na ten temat W Deep State wszystko się sypie, ale…). Sytuacja na świecie, a szczególnie za kurtyną oficjalnych informacji, jest dynamiczna, zatem były i będą dalsze doniesienia, zobacz zwłaszcza codzienne Real News. System finansowy jest na krawędzi bankructwa, wyłapywani są/znikają polityczni  złoczyńcy, szykowana jest nowa Norymberga za przestępstwa przeciw ludzkości. Nawet na poziomie pojedynczych lekarzy – ciąży na nich pełna odpowiedzialność w zakresie szczepień – ta krótka wypowiedź prawnika https://youtu.be/WT-A8xzfWTI  jest jednym z takich głosów ostrzeżenia. Jest nadzieja, że Wielki reset  wg Klausa Schwaba się nie uda (oby!), ale to wszystko właśnie się waży. Obszerny temat nie na ten wpis.
Wreszcie – kontynuuję opracowywanie prac Stefana Garczyńskiego, niedawno opublikowałem 11-go ebooka – Błyskotki o kulturze. Opis i pośredni dostęp do tej ciekawej książeczki we wpisie Perły i błyskotki. Książki Garczyńskiego podtrzymują moją wiarę w człowieka i pozwalają zachować zdrowy dystans do wielu spraw. Polecam!

Obserwuję przyrodę, oddycham, zachwycam się idealną konstrukcją wirujących długo w powietrzu nosków klonowych, owadami na kwiatach. Zakwitają akacje. Delektuję się ich zapachem i śpiewem ptaków,  piszę to i owo wieczorami…

Pożary

maseczka (fizjosklep)Czasami, kiedy spojrzymy na problem od drugiej strony,
odpowiedź sama się narzuca.
Graham Masterton

Tytuł ma znaczenie metaforyczne, ale będzie i o autentycznych pożarach.

Mam na myśli szereg powtarzających się hitów sezonu lub dekady – medialnych pożarów, które pochłaniają uwagę ludzi w wymiarze globalnym.
Przykładowo były to ‚wielkie epidemie’, obecnie covid19, kryzys paliwowy jako zagrożenie dla zachodniej cywilizacji (a obecnie mamy już nadprodukcję ropy i gazu), światowy kryzys finansowy, walkę o klimat z naciskiem na redukcję CO2, kryzys emigracyjny, itp. Faktem jest, że niektóre z tych zjawisk nałożyły się na siebie i wzajemnie wzmacniają się.
Na powyższe zjawiska mam dość określony pogląd, który ma pod wieloma względami wspólny mianownik – globalne machinacje.

W obszernym wpisie Australia przedstawiałem zagadnienie pożarów w Australii na przełomie 2019/20 pokazując jak były wykorzystywane dla nagłaśniania agendy klimatycznej, a nawet przez nią stymulowane.

Zauważmy jak sprawa zanikła medialnie po pierwszym kwartale 2020 ustępując kolejnemu „pożarowi” – covid-19.
O tym pisałem już wielokrotnie, więc tym razem wrócę do owej agendy klimatycznej, która wciąż jest egzekwowana.
Podnosiłem od ponad dekady sprawę czy zmiana klimatu (już rzadziej mówi się o jego ociepleniu – bo to sformułowanie razi gdy obserwujemy ochłodzenia) jest dziełem człowieka.
Oponowałem, ale jest w tym pierwiastek prawdy gdy uwzględni się ludzkie manipulacje przy klimacie.
Temat stary, wskazywałem na to też we wspomnianym artykule o Australii i chcę do tego powrócić  na bazie znalezionego artykułu „Australia’s Bushfires: Inconvenient Facts and Alternative Perspectives”, który ukazał się w New Down  w numerze nr 179 (marzec-kwiecień 2020).
Przytoczę z niego większe fragmenty, miejscami dodając swój komentarz w  [   ].

Ogień, dym i znisz­czenia spowodowane przez niedawną falę pożarów w Australii wywołały potęż­ny oddźwięk ze strony opinii publicznej oraz szereg oświadczeń ze strony eks­pertów, polityków i użytkowników me­diów społecznościowych. I jak to zwykle bywa w przypadku kataklizmu, ton dys­kusji nadają siły realizujące ukryte plany. Pojawiające się w debacie niewygodne fakty są spychane na margines, a nawet cenzurowane.

Ethan Nash, wydawca TOTTNews. com i współpracownik magazynu New Dawn, starannie przestudiował na­stępstwa pożarów lasów w kontekście wydarzeń przemilczanych w mediach głównego nurtu. Jego internetowy por­tal informacyjny znalazł się pod ich ostrzałem z powodu ukazania nieprzy­jemnych faktów i alternatywnych punk­tów widzenia.

New Dawn [dalej ND] zadał Ethanowi [dalej EN] kilka py­tań na temat tego, co odkrył, i dlaczego próbowano zagłuszyć TOTTNews.

ND: Podczas fali pożarów lasów na terenie Australii doniesiono, że wiele z nich zostało wznieconych umyśl­nie. Ten czynnik był często pomijany we wszystkich rozmowach na temat zmian klimatu.

EN: Zmiany klimatu zdo­minowały przekazy na temat pożarów lasów w Australii. Jednak po bliższym przyjrzeniu się tej sprawie okazuje się, że oficjalna wersja nie jest tak jednoznacz­na, jak chciałoby tego lobby klimatycz­ne. Mimo histerii, jaka zapanowała, wielu ekspertów i organizacji zakwestionowa­ło oficjalne stanowisko establishmentu mówiące o wpływie klimatu na ten kry­zys, w tym siły zadaniowe powołane do zbadania podejrzanej liczby podpaleń w trakcie tego sezonu. Niestety, media poświęcają niewiele uwagi przyczynom pożarów i opinia publiczna rzadko słyszy o czymś innym niż początkowej wersji. Kontrastuje to wyraźnie z doniesieniami medialnymi dotyczącymi konsekwencji pożarów lasów. Nasuwa to pytanie, co za nie odpowiada? W pewnym momen­cie mieliśmy do czynienia jednocześnie z ponad 120 pożarami i według szacun­ków ekspertów za około 85 procentami z nich stał człowiek. Strażacy opisywali, w jaki sposób ten rok przeczy wielo­letnim wzorcom pożarów na obszarze Australii. To skłoniło wielu naukowców, w tym mnie, do wyciągnięcia wniosków, że praprzyczyny należy szukać gdzie in­dziej.

ND: Czy uważa pan, że doszło do prób modyfikacji australijskiej pogody w ostatnim czasie? Jeżeli tak, czy wia­domo, co próbowano osiągnąć?

EN: Manipulowanie pogodą jest świadomą ingerencją w systemy klima­tyczne na dużą skalę w celu wywierania wpływu na środowisko. Przez ponad pięćdziesiąt lat badania chmur, desz­czu i atmosfery były w przeważającej mierze ukrywane przed australijskim społeczeństwem. [poruszałem ten wątek w poprzednim artykule – jest to zjawisko występujące w wielu krajach].
Tajna sieć agencji rzą­dowych i prywatnych korporacji ciągle manipuluje pogodą wokół nas dla swo­ich korzyści i w ciągu ostatnich lat skala tych działań wzrosła dziesięciokrotnie. Olbrzymia liczba departamentów, pro­gramów i firm nieprzerwanie ekspery­mentuje z australijską pogodą. Tymi organizacjami są między innymi Snowy Hydro i Australian Rain Technologies i stosowane przez nie metody są dobrze udokumentowane w ich programach i aktach prawnych. W ślad za serią po­żarów prasa odnotowywała dziwne zja­wiska pogodowe, wliczając w to „echa” metalowych lub plastykowych włókien rozsiewanych po całym kraju przez siły wojskowe [podobne działania wiązano w różnych publikacjach z chemtrails, a ostatnio Bill Gates dołącza ze swoim planem stosowania oprysków z samolotów „dla poprawy klimatu] oraz przypadki ocieplenia stratosfery, które zgodnie z przewidywaniami znacząco wpływały na opady deszczu. Za pomocą takich i innych me­tod celowo zdestabilizowano warunki, tworząc w rezultacie środowisko sprzy­jające katastrofie o takich rozmiarach.

ND: Mało kto wie o planie budowy linii szybkiej kolei łączącej Brisbane z Melbourne. Odkrył pan przypuszczal­ny związek między miejscami, w których doszło do większości pożarów, i propo­nowaną trasą tej kolei. Co pan dokładnie odkrył? [w poprzednim artykule zilustrowałem to odpowiednimi mapkami].

EN: W całej Australii jest w tej chwi­li budowana inteligentna infrastruktura miejska. Wyjaśniałem już kiedyś, jak planuje się położenie kresu posia­daniu prywatnych pojazdów, zmuszając ludzi do korzystania z autonomicznych pojazdów i sieci transportu publicznego, w tym superszybkiej kolei. Przyjrzawszy się bliżej tej sprawie, odkryliśmy, że do wielu pożarów pustoszących Australię doszło na proponowanym szlaku su­perszybkiej linii kolejowej w miejscach stanowiących część „Planu CLARA”. Konsorcjum Consolidated Land and Rail Australia (CLARA) zaproponowało razem z prywatnymi inwestorami i firmami rozbudowę  linii kolejowych łączą­cych wschodnie wybrzeże Australii. Od tamtego czasu zniszczeniu uległy duże obszary, jak na ironię dokładnie tam, gdzie CLARA negocjuje z rolnikami odkupienie od nich gruntów pod swoje inwestycje. Całkowity koszt tego przed­sięwzięcia sprawia, że byłby to najwięk­szy projekt infrastrukturalny w histo­rii Australii. Dysponujemy dowodami wskazującymi na to, że jest to coś więcej niż tylko „zbieg okoliczności”, w tym dokumentami rządowymi, komentarzami kadry kierowniczej, oświadczeniami firmy i wieloma innymi.

ND: Jak ma się do tego wszystkiego Agenda 2030?
EN: Agenda 2030 ONZ – będąca rozwinięciem założeń poprzedniej Agendy 21 – to wielki plan zwiastujący nową erę „zrównoważonego rozwoju” w ciągu następnej dekady. Jego rezultatem będzie większa kontrola zasobów i ludzkiej aktywności pod płaszczykiem „ratowania planety” przed zmianami klimatu. Kluczowym postanowieniem tego międzynarodowego porozumienia jest wezwanie do rewizji zarządzania zasobami gruntowymi w różnych krajach. Trwałym skutkiem pożarów lasów jest dewastacja regionalnych społeczności na australijskim wschodnim wybrzeżu. Zasoby żywności i wody kurczą się i eksperci namawiają do przekwalifikowywania „niezamieszkałych terenów”. Rady nakładają ogromne opłaty na prace rekonstrukcyjne, władze porzucają swoje społeczności itp. Pożary lasów w kluczowy sposób pomogą w uchwalaniu nowych przepisów i regulacji ograniczających korzystanie z ziemi i wody oraz w nakładaniu podatków węglowych na prawie każdą ludzką czynność pod pretekstem „ochrony środowiska”. To zmusi tysiące Australijczyków do spakowania się i udania się do gęsto zaludnionych, mocno nadzorowanych inteligentnych miast, w których panuje większe „bezpieczeństwo” i „dobrobyt”. Liczne strefy zamknięte będą uniemożliwiały swobodne przemieszczanie się obywateli po kraju.
ND: Co się stało, kiedy twój artykuł „Australian Bushfires: A Smart City Conspiracy?” („Pożary lasów w Australii – spisek w sprawie inteligentnych miast?”) roz­powszechnił się błyskawicznie w mediach społecznościowych?

EN: Nasze informacje na temat tego związku spotkały się z dość dużym od­zewem w sieci od momentu publikacji tego artykułu. Z pomocą kilku innych osobistości internetowych skierowali­śmy uwagę mediów głównego nurtu na omawianą sprawę. Wszędzie – od serwi­su Ruperta Murdocha news.com przez BuzzFeed po The Guardian – ukazały się dziesiątki artykułów miażdżących „teorie spiskowe” łączące plany bu­dowy szybkiej kolei z pożarami lasów w Australii. Wiele tytułów umieszczało bezpośrednie odniesienia do map, które ujawniliśmy. Co ciekawe, TOTTNews. com poddany został „sprawdzaniu fak­tów” przez Australian Associated Press (AAP) w artykule badającym wiarygodność naszej strony internetowej i naszych twierdzeń. W swoim wnio­sku stwierdzili, że wspomniany związek nie istnieje, ponieważ Agenda 2030 nie wspomina o pociągach. Tak napisali, naprawdę. [ owa agenda nie wchodzi w takie szczegóły]
Media nie tylko wzmacniają popularną wersję, którą same fabrykują, podobnie jak wiadomości. Sensacyjne relacjonowanie krytycznych kwestii związanych z pożarami lasów przez me­dia to zamierzone manipulowanie opinią publiczną mające między innymi na celu określanie osób sprzeciwiających się oficjalnym narracjom jako „kłamców” lub propagatorów „fałszywych informa­cji”. Na szczęście to się nie uda, ponie­waż ludzie w Australii budzą się z każdym kolejnym dniem.

Co do pożarów, wiadomo że są wzniecane częściej ręką ludzką niż siłami przyrody – tak było w Grecji, tak w Biebrzańskim Parku Narodowym, tak dzieje się w Amazonii. Powody są różne, od lekkomyślności po celowe działanie w imię jakiegoś biznesu lub destabilizacji politycznej.
Przechodząc znów na poziom metaforyczny – robi się podobne hece w myśl zasady  „stwórz problem, a potem bohatersko go rozwiąż ku pochwale i uznaniu społeczeństwa”. Podobnie jak ci dzielni strażacy, którzy by otrzymać odznakę wywołują pożary by je potem publicznie gasić.

Co do manipulacji pogodowych – przypomnę dość obszerną (~400 stron) książkę „HAARP: Najniebezpieczniejsza broń świata?” (Jerry E. Smith), a pod kątem jak nieuczciwie wykorzystuje się media i piśmiennictwo naukowe do wspierania ruchów klimatycznych odeślę do artykułu Those 11,000 “scientists” warning about an impending “climate emergency” are just “11,000 random people,” investigation reveals

Dotyczy wciąż używanej tezy-frazesu, że istnieje konsensus naukowców w sprawie antropogennego źródła zmiany klimatu. Już o tym kiedyś pisałem, teraz mam kolejne doniesienie…
Przede wszystkim w nauce nie liczy się konsensus ani głosowanie – liczą się dowody.
W artykule czytamy:

Podobnie jak mistyfikacja Grety Thunberg, pogląd, że ponad 11 000 rzeczywistych naukowców nagle lamentuje nad zbliżającym się „kryzysem klimatycznym” nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia w rzeczywistości. Prawdę mówiąc, tych 11 000 „naukowców” to w rzeczywistości tylko 11 000 zwykłych ludzi , których oszukano, wierząc, że bąki krów niszczą planetę, a następnie odpowiedzieli podpisując swoje nazwiska na jakiejś stronie internetowej.

Według gospodarza radiowego talk-show Rusha Limbaugha, niektórzy jego „kumple” z grupy Power Line jako pierwsi odkryli, że tych 11 000 tak zwanych „naukowców” wcale nie jest naukowcami, pomimo tego, jak lubią fałszywe media informacyjne. NBC , CNN , The Guardian i Al-Jazeera nadal twierdzą.
„Nie było żadnego badania; był tylko komunikat prasowy ”- wyjaśnił Limbaugh w swoim programie. „I to nie było 11 000 naukowców; to 11 000 przypadkowych osób umieściło swoje nazwiska na stronie internetowej. To było totalnie udane kłamstwo. Nie było żadnych badań. Nie było naukowców ”.

Te sprawy z pogodą, także w Polsce, coraz bardziej mnie zastanawiają, ale teraz tylko lapidarnie (wakacyjnie)  traktuję temat, do którego będę wracał.
Swoją drogą  – uważajcie z ogniem w lasach – znów susza…

Dziwak

3 czy 4?

Historia ludzkich poglądów jest rzadko czymś więcej
niż historią ludzkich błędów.

Wolter

To jest blog osobisty, więc tym razem – bardzo osobiście.

Dziwię się niektórym postawom i zwyczajom, ale … sam też jestem dziwakiem (przynajmniej pod pewnymi względami), więc raczej szybko odpuszczam sobie owo zdziwienie dziwactwami – gdy nie szkodzą  innym lub nie są ostentacyjnie pokazywane lub narzucane. Oczywiście – „dziwny jest ten świat” i tak jak w manifeście Niemena, trudno mi się pogodzić z okrucieństwem, nienawiścią, niewoleniem ludzi, chamstwem, głupotą, egoizmem, krótkowzrocznością i podobnymi zjawiskami.
Ale nie aż o takich drastycznych przypadkach będzie ten wpis. I nie należy mieszać zdziwień w związku z tymi negatywnymi i ekstremalnymi zjawiskami z pozytywnymi zadziwieniami nad światem – jego pięknem, rozmaitością, bogactwem, tajemnicami…
Jakże różni są ludzie! I dobrze. Nie osądzam pochopnie. Czyli – żyję i daję żyć innym. Krytykuję, gdy widzę jawne i bezczelne nadużycia, ale daję na starcie wszystkim ludziom kredyt zaufania…
Trochę dla zabawy przyjrzę się sobie pod tym kątem. Jak mówią: najskromniej jest mówić o sobie, bo … na tym się znamy najlepiej. Czyli … niby skromnie, ale usprawiedliwię pewne swe dziwactwa, może takimi nie są?

Wiele z tego, co charakteryzuje każdego z nas, to nawyki.
Kiedyś byłem adeptem 7 nawyków efektywnego działania wg Stephena Coveya (patrz wprowadzenie w tym archiwalnym wpisie z nieistniejącej już strony).  Potem założyłem grupę Rozwój i efektywność.

Chociaż to obszerny obszar tematyczny (lubię takie gry słowne), to nie tylko teoria, bo warto prakseologię wykorzystywać praktycznie.
Przechodzę do owych wybranych codziennych nawyków, które niejeden uzna za dziwactwa.
Co do sprawności – staram się by każdy ruch był wymierzony w jakimś celu, czasem robię parę rzeczy na raz, gdy ze sobą nie kolidują – cenię czas i energię. Po przekroczeniu pewnego wieku dochodzi do człowieka, że czasu na wykonanie zamierzeń życiowych jest coraz mniej…
Cenię więc przede wszystkim pracę i czas – swój i innych (Czas – jak go mieć,  Lapidarnie o efektywności, …), nie gonię za nowinkami technicznymi, chociaż je umiarkowanie śledzę i czasem podziwiam, zwłaszcza gdy pomagają w efektywności.
Opracowuję książki podczas czytania (zaznaczenia, notatki), by wykorzystać poświęcony na to czas i zdobytą wiedzę, czasem piszę recenzje (Nextboox.blogspot.com i inne miejsca). Dziwactwo (?) – kładę się zawsze spać o g. 24 – mam wtedy poczucie, że dzień wykorzystałem w pełni, mimo iż wiem, że to mniej zdrowe niż położenie się wcześniej.
A propos snu – śnię dużo i ciekawie – niejako tak multiplikuję po części swoje życie  (pisałem o tym osobno we wpisie Mój drugi świat).
A co do zdrowia (o czym jeszcze dalej), to mam trochę inne nawyki jak większość ludzi. Parę drobnych przykładów.
Na ogół nie biorę porannego prysznica – ze względu na brak takiej subiektywnej potrzeby – i tak wstaję rześki i pełen energii do działania, ale także po co marnować tyle wody. Za to myję się dokładnie wieczorem, gdy po trudach dnia trzeba zmyć i brud i zmęczenie. (Jeszcze co do poranków – nie piję wtedy kawy, bo to niefizjologiczne – kortyzol jest naturalnie na wysokim poziomie, i słabo nawadniające, natomiast  robię to w południe – w czasie pierwszego znużenia). Ograniczam możliwie stosowanie szamponów, dezodorantów itp. – to chemia szkodząca skórze (szerszy temat – omawiałem kiedyś np. tutaj: Czy mycie jest zdrowe? )
Podobnie z myciem zębów – to po jedzeniu (nie zawsze) i wieczorem, rano przecież są po tym czyste. Natomiast wtedy płuczę usta, gardło i nos. I nie przesadzam z pastą – ta z fluorem może szkodzić.

Dbam o zdrowie, bo wiem że jest podstawą. Co do medycyny  – jestem jeszcze bardziej sceptyczny (> LepszeZdrowie.info , zwłaszcza dział ANTY). Nie ma chorób nieuleczalnych, tylko jeszcze nie znamy odpowiednich metod i środków, a w wielu przypadkach są one ukrywane. Prawie wszystko możemy odpowiednimi terapiami naturalnymi oraz mocą myśli i intencji, i nie dotyczy to tylko zdrowia.

Przyziemniej:  Kładę nacisk na domowe żywienie, co daje przy okazji podstawę do okazjonalnej celebracji wyjść do restauracji na coś egzotycznego.
Lubię się ruszać, dużo chodzę, a jeśli nie jestem obciążony wchodzę po schodach, nawet ruchomych (po co stać bezczynnie?), ale nie spieszę się samochodem ponad dozwolone prędkości (mimo, że mogę docisnąć do 240 km/h).
Latem dużo chodzę boso, zażywam kąpieli słonecznych.

Jeszcze o innych drobiazgach, które faktycznie sprawiają wrażenie dziwactw.
Np. podnoszę śrubki, podkładki, guziki itp. drobiazgi znalezione gdziekolwiek – zbieram „przydasie”, co wielokrotnie mi pomogło, bo lubię majsterkować,  reperować. Także rozbieram urządzenia przed wyrzuceniem – zagospodarowuję właśnie  drobne elementy, które mogą się przydać przy majsterkowaniu i dla lepszej selekcji odpadów dla recyklingu.

Co do odpadów selekcjonuję je precyzyjnie. Mamy w domu pewne zwyczaje, które opisałem kiedyś krótko wpisem W porządku. Oto fragmencik: „… segregujemy dokładnie śmieci, brudne opakowania myjemy, wynosimy często niedużymi porcjami (by nic nie śmierdziało). Nie wyrzucamy żywności i nie kupujemy jej bez sensu. Regularnie robimy remanenty, by pozbywać się niepotrzebnych rzeczy, pamiętamy o PCK, Caritasie itp.
Wyłączamy na noc komórki i rzadko używamy wi-fi by ograniczać elektrosmog. …”

Kocham i szanuję przyrodę, obcuję z nią. Dużo fotografuję w plenerze i część zdjęć udostepnim w mediach społecznościowych – niech cieszą i innych ludzi.
Oprócz tego, co się z tym powszechnie  kojarzy, np. wypuszczam owady i pająki, odwracam żuka z pleców na nogi, itp. drobne akty poszanowania życia, ale… protestuję gdy dla ekologów życie zwierząt jest ważniejsze od życia ludzkiego. Inaczej zapatruję się na ekologię niż jej typowi piewcy (patrz np. Ekologiczne?, Ekologicznie na święta, Internet … ekologiczny, …)
Zbieram śmiecie w lesie, sprzątam po sobie, a czasem … po innych (dziwactwo – prawda?)

Podnoszę lub przestawiam zawalidrogi, np. ostatnio porzucone bezładnie w mieście hulajnogi elektryczne. Ale także jakieś kamienie, patyki na ścieżkach po których jeżdżą owe hulajnogi, rowery, bo to może przeszkadzać ale i zagrażać (by pieszy czy rowerzysta się nie potknął), podobnie usuwam wiszące czy groźnie wystające suche gałęzie. A czasem – ze względów estetycznych.

Przed wyrzuceniem wykorzystuję częściowo zużyte chusteczki do czyszczenia miejsc czy przedmiotów, które wydają się brudne (innymi słowy – wykorzystuje je maksymalne).
Szanuję rzeczy, a przez to przyrodę, pracę innych i swoje pieniądze.
Pewien szczegół. Sporo piszę na papierze (małe notatki, karteczki przypominające o jakichś  sprawach, zakupach itp. Zatem zbieram takie małe kartki, nawet gdy są po drugiej stronie zapisane, ani nie wyrzucam dużych kartek, które są tylko częściowo lub jednostronnie czyste.  W ten sposób – przy sporych potrzebach – nie pamiętam od ilu lat  nie musiałem kupować papieru. Filmowa czy teatralna scena gdy poeta czy pisarz po napisaniu jakiejś strofy ze złością zgniata kartkę i wyrzuca ją do kosza – to nie moja postawa.

Nie wyrzucam żywności ani nie kupuję nadmiernie.  W ogóle: „donaszam” odzież, nie ulegam ślepo modzie. Jednak mam wiele ładnych i dobrej jakości, markowych ubrań … i tu kogoś mogę zadziwić – kupionych na ogół z drugiej ręki często za 1/10 (lub mniej) oryginalnej ceny. Po co przepłacać i nabijać kasę spekulantom i żerującym na modzie?  Często głupiej – jak np. te spodnie sztucznie postarzane i z przewagą dziur nad okryciem. Praktycznie nie uznaję syntetyków (niezdrowe, nieekologiczne), krzykliwych kolorów lub ozdób. Ale to kwestia gustu / smaku. Lecz faktem jest że „przemysł mody” jest istotnym czynnikiem zaśmiecania świata (kup impulsywnie, a niedługo potem wyrzuć i tak w kółko).

Wracając do oceny ludzi. Nie spieszę się z tym – nawet jeśli nie lubię tatuaży czy  piercingu (i wiem, że to niezdrowe), to wygląd  nie decyduje o tym, podobnie nie oceniam wydarzeń czy postaw, jeśli nie mam  dostatecznej informacji. Przyjmuję na wstępie że każdy ma dobre intencje, daję szansę… Więcej – cieszę się szczęściem innych.
Generalnie kocham ludzi, promuję tych, których cenię, a w ogóle zachwycam się wieloma (!) ludźmi.
Nie chowam uraz, wybaczanie uważam za wielką siłę. Tonuję spory osób trzecich.

Teraz ze spraw poważniejszych. Dla niektórych jestem dziwakiem ze względu na swoje poglądy. Bywa, że działam odwrotnie niż większość ludzi – zwłaszcza gdy zapalają mi się „czerwone lampki” nieufności lub intuicja/doświadczenie mówi mi że coś jest „nie tak”.

Angażuję się w sprawy społecznie słuszne, chociaż moja ocena, które to są, niektórych gorszy – nazwijmy to w uproszczeniu postawą prawicową, mimo, że wolę kwalifikację wg owoców działania dla dobra „szeregowych” ludzi. Staram się pomagać w rozsądnych akcjach charytatywnych.
Myślę, że jestem tu na świecie i w tym czasie po coś, może między innymi by przebudzić pewną ilość osób?
Ty też jesteś tu po coś …

Rozszerzam swoje horyzonty, a tym co odkrywam dzielę się z innymi, propaguję treści ukrywane, spoza mainstreamu, zwłaszcza mam obsesję na punkcie prawdy vs kłamstwa i manipulacje. Włączam się w obalanie różnych mitów. Tu napotykam nie tylko podwójne dno, ale i głębsze warstwy.
Nie ulegam propagandzie – zawsze staram się myśleć samodzielnie,  unikam tv (oprócz filmów przyrodniczych i dokumentalnych – głównie historycznych), za to dużo czytam, ale nie czytam byle czego. Prawie zawsze robię ołówkowe notatki na marginesach (książek własnych) lub podkreślenia – to ułatwia zapamiętanie, odwoływanie się do treści później. Raczej nie wracam do lektur (oprócz podręczników, leksykonów itp.) – jeszcze tyle innych rzeczy jest do przeczytania, zbieram książki i ciekawsze czasopisma z wiedzą ponadczasową… Są to raczej nie fabuły, ani pop-kultura, ani sensacje filmowe z gatunku thriller czy kryminał.
W tym zakresie ogólnie doceniam ezoterykę, ale nie całą  – nie wierzę w numerologię (mam  dowody), w dużym stopniu w astrologię, magię na poziomie z tabloidów – chociaż życie … jest magią.
Wiem, że istnieją cywilizacje pozaziemskie (UFO to tylko mała manifestacja tego faktu i też nie zawsze) i że Wszechświat kipi życiem. Jesteśmy Jedno (jesteś innym ja).
Generalnie daję prymat duchowi. Wszystkie drogi w końcu prowadzą do Boga, bo ostatecznie nie ma we Wszechświecie innego celu. Modlę się inaczej niż większość – to bezpośrednia „rozmowa” z Bogiem, głównie dziękczynna i pytająca.
Jestem sceptyczny zarówno wobec instytucjonalnych religii jak wobec nauki, bo jesteśmy jeszcze w kolebce rozwoju. Jako pracownik naukowy poznałem jak wiele w nauce jest niedociągnięć a nawet tendencyjności. Pociągają mnie naukowe tajemnice i niezwykłości.

Nie wierzę w pandemię covid – to nadinterpretacja i rozdmuchana akcja nie związana ze zdrowiem, w globalne ocieplenie (w ogóle lub w formie słabszej – że jest antropogenne), nie muszę wierzyć w Boga, bo … WIEM że istnieje, podobnie nie muszę wierzyć w cuda, bo wiem że istnieją, itp. – i „co gorsza” – mam na to wszystko szereg dowodów.
Nie ufam politykom, wierzę w „teorie spiskowe”, bo w rzeczywistości to nie teorie tylko nader często zakamuflowana praktyka.

Lubię pisać, także amatorsko wierszować, bawić się słowami, grę słów – już w pierwszym zdaniu to widać, a inne przykłady znajdziesz np. tutaj – Traktat o złocie, Bawiąc się słowamiBurfil ….

Sporo piszę publicystycznie (także anonimowo), prowadzę pamiętniki, zapisuję życie, popełniałem także poezje, czego drobiazgi czasem wtrącam do wpisów. Może kiedyś opublikuję zbiorek?

Bywałem dość szalony. Wrzucę swój stary wiersz:

Wyzwania

Wybacz, że polubiłem
rzeczy niesłychane.
Taki już jestem i byłem
takim zostanę.

Rozmaitości życia, przygodę,
chwile straszne i błogie.
Długie wędrówki,
tygodniami życie clocharda,
pieszo, autostopem
– bez złotówki,
ognisko z pieśnią barda.

Świeżość rana,
zamki, chaty, łany,
nocleg w stogu siana,
szlak nieznany.

Z huczącym morzem
z całych sił śpiewanie,
w strumieniach rwących
słońca migotanie.

Pęd samochodu
gdy waży chwilka.
Las ciemny zimą,
oczy wilka.

Miasto niebezpieczne nocą,
urwisko nad otchłanią,
rudne stawiać zadania
me samotne wyzwania.

Często wzruszam się, zwłaszcza piękną muzyką lub widokami, jestem uczuciowcem, a szczególnie w modalności dotyku (nietypowo) i wzroku.

Niepoprawny optymista, czuję się młody i naiwnie myślę, że „wszystko” jeszcze przede mną  – mimo przekroczenia siedemdziesiątki. Wierzę, że przez katharsis obecnych trudnych czasów wchodzimy w epokę wielkich pozytywnych zmian i rozwoju. Jestem tego ciekaw i to też mnie napędza.

Dużo podróżowałem i jeszcze podróżuję na miarę możliwości – kocham to, ale raczej zwiedzam niż jestem biernym wczasowiczem, planuję wycieczki, podobnie jak trasy w mieście – zobaczyć nowe miejsca, nawet w ramach okolic, coś przy okazji załatwić, kogoś poznać…

Mieszkasz gdzieś lata, a ulic nie znasz sąsiednich,
śpisz i w karty grasz,
gdyś przyjechał nad Adriatyk
– przedziwny życia lunatyk.

Zawstydź się i przebudź
– choć ci wolno wszystko.
Kiedyś ockniesz się nagle: życie minęło,
a szczęście … bywało tak blisko.

Cieszę się małymi sprawami. Zatem i nie mam dużych wymagań, co powoduje, że nie angażuję się już od dość dawna w pracę zarobkową. Pracuję dla przyjemności – za darmo, pro publico bono.  Przykładowo tak prowadzę serwisy LepszeZdrowie.info,
www. StefanGarczynski.pl oraz różne fanpage i grupy na FB – nic tam nie sprzedaję (jak dotąd?).
Co do biznesów w ogóle – też mam nietypowe podejście. Świat zbyt goni za mamoną i coraz mniej uczciwymi metodami. To zawsze hamowało mnie przed biznesami, bo nawet biznes bez przekrętów w naszych czasach to gra marketingowa, która z natury stara się komuś coś sprzedać – nawet gdy jest to rzecz zbędna lub niskiej jakości. To szeroki temat z mego życia, kiedy z oporami i  z konieczności uprawiałem zawodowo marketing i wiem o tym sporo. Zresztą nie miałem smykałki do biznesu, uważam że zwłaszcza w Polsce graniczy to z szaleństwem – gdy uwzględni się gąszcz ciągle zmieniających  się przepisów, polowanie państwa na potknięcia przedsiębiorcy, mnożenie podatków itp.
Także dlatego, że z natury nie rywalizuję z innymi, np. nie emocjonuję się meczami piłkarskimi (może trochę tymi finałowymi) i tymi wszystkimi gdzie rywalizacja prowadzi do agresji i otumanienia tłumów kibiców (czyż to nie trafna gra słów?).

Sam od dawna nie gram w żadne gry, bo samo życie to największa i najbardziej pasjonująca gra, a zajmowanie się czymś sztucznym to strata czasu – naszego najcenniejszego zasobu. Zwłaszcza stronię od wciągających seriali i innych złodziei czasu i … nudziarzy.
Ale … lubię obejrzeć dobry film, pójść na koncert – w ogóle – dla wspomnianych wzruszeń, poświecę i pracę i czas.

Tyle na teraz, a mógłbym dużo więcej, ale już i tak za bardzo się odsłoniłem. Lecz chyba nie ma się czego wstydzić, zwłaszcza, że żyję uczciwie, pogodnie…
Zresztą – kogo to obchodzi?

Inna wiosna

zmartwiona
Są powody do wątpliwości i przygnębienia, ale…

Niezbywalna wolność człowieka:
wybrać swój stosunek do dowolnej
okoliczności i własne odpowiednie działanie.
Viktor Frankl

Pierwszy kwartał i początek wiosny był zdominowany wszechobecnym tematem epidemii Cov-19 i  wirusa SARS-CoV-2. Sprawa ma szereg aspektów. Jako że interesuję się medycyną, było to także przedmiotem  przeglądu wiadomości w comiesięcznych  „Nowości zdrowotne LepszeZdrowie.info” za marzec.
W skrócie (ale zobacz sam): Cztery artykuły wprowadzające i szereg wpisów szczegółowych. W szczególności podniosłem wagę naturalnej odporności i sposobów leczenia. Pytałem jak groźny jest koronawirus z Wuchan – dwie narracje i dylematy. Podałem mniej znane fakty i sposoby na koronawirusa.
Najbardziej interesuje mnie czy i jak wirus jest leczony, czy rzekomy duży (to sprawa względna porównując np. z grypą) odsetek zgonów ma inne przyczyny.
Jeśli prawdą jest że w Chinach ogłoszono zanik epidemii, to jak udało się ją zwalczyć. Zastanawia, że nasi lekarze jakby nie zadawali takiego pytania, nie próbują pójść podobną drogą. Leczenie to inne zagadnienie niż izolacja. Czyżby np. zastosowanie medycyny chińskiej uwłaczało na tyle medycynie zachodniej, że nawet kosztem zdrowia pacjentów nie przyjmą do wiadomości tamtejszych metod?
Były też doniesienia o chińskich sukcesach w leczeniu dużymi dawkami witaminy C. Zaakceptowanie tej metody oznaczałoby przyznanie racji naturoterapeutom, którzy są u nas zwalczani za takie rady. W szczególności wściele zwalczanemu „znachorowi” Jerzemu Ziębie, który merytorycznie to opisał i propagował. Pod tym względem jest on przykładem cenzury „z automatu” – cokolwiek by mówił. Zamknięto mu kanały na YouTube, vimeo i twitterze. Doprawdy – zamknięcie umysłów i siłowa obrona farmacji, która – jak widać słabo radzi sobie z epidemią.
Były doniesienia o szeregu lekarzach, którzy pokazali dużo skuteczniejsze metody, ale ich też się (jak dotąd) nie słucha, a nawet sekuje.
Przykładowo francuski dr Didier Raoult leczył 1000 pacjentów z koronawirusem ze skutecznością 99,3%. Badanie wykazało, że 100% pacjentów z koronawirusem, którzy otrzymali kombinację hydroksychlorochiny i azytromycyny, zostali wyleczeni w 6 dni.
https://techstartups.com/…/french-researcher-dr-didier-rao…/

O tych i innych skutecznych (porównawczo) lekach mówił Witold Gadowski na podstawie swego śledztwa dziennikarskiego  – https://gadowskiwitold.pl/aktualnosci/komentarz-tygodnia-czy-jest-lek/ , za co YT skasowało mu wypowiedź i musiał ją przenieść na vimeo. (był też ciąg dalszy, ale nie wdaję się w szczegóły – chodzi mi o fakt cenzurowania takich wypowiedzi). Dodam tylko że D. Trump rekomenduje stosowanie leków z hydroksychlorochiną – czyżby się nie liczył dla swoich polskich „sprzymierzeńców”?

Jeden ze znajomych skomentował post Gadowskiego mniej więcej tak (powtarzam z pamięci):
Samoloty budują konstruktorzy płatowców, mosty inżynierowie budownictwa, a od leków są medycy i farmaceuci.

Ale… kogo cytował W. Gadowski? Przecież lekarzy.  Jak nikt inny tego nie chce ujawnić, to czyż nie jest to rolą niezależnego dziennikarza? Przy okazji – a kto wprowadza w Polsce technologię 5G i zarządza nią w imieniu rządu ministerstwem cyfryzacji? Minister M. Zagórski – bez wykształcenia technicznego, nie mówiąc o kierunkowym, v-minister W. Buk – podobnie,  oraz  J. Szczurek-Żelazko – pielęgniarka. Więc jak to jest z tymi kompetencjami?
To tylko przykład jeden z wielu.

Wracając do lekarzy – podobnie z ostracyzmem spotkały się osoby i stanowiska renomowanych specjalistów od wirusów i zdrowia publicznego, jeśli ich narracja odbiegała od oficjalnej. Wspomnę np. o  doktorze Wolfgangu Wodargu (został za to wyrzucony z organizacji „Transparency International Deutschland”).

Ale patrząc szerzej – o czym wiele razy pisałem – mam większe zaufanie np. do inżynierów, którzy wypowiadają się w sprawach zdrowia niż do partyjnych aparatczyków oraz nawet do tych lekarzy-urzędników, którzy oddalili się od praktyki lub lekarzy tak zahukanych pracą że nie śledzą rozwoju nauki. Dodam w tym zakresie pewnego smaczku cytując wypowiedź znajomego Janusza Dąbrowskiego, autora całej serii książek o zdrowiu, innowatora i naturoterapeutę. Sam jest inżynierem i nawiązał do Jerzego Zięby – też inżyniera, ale z dwudziestoparoletnią praktyką w zakresie terapii i zdrowia:

Tytuł „INŻYNIER” – to obecnie dla niektórych słowo-narzędzie służące jako inwektywa…

Niezależnie od p. Jerzego Zięby, mnie również kilkakrotnie wyzwano od „inżynierów” 😁.
I jakoś tak jest, że ci usiłujący obrażać nijak nie są w stanie pojąć, że studia inżynierskie – to studia bardzo ścisłe – gdzie trzeba opanować m.in. matematykę, geometrię wykreślną, fizykę, chemię, projektowanie, technologie wykonania, automatykę, wytrzymałość materiałów, metaloznawstwo, mechanikę budowli itd. itp. – w zależności od profilu kształcenia. Studia takie uczą też pewnej ścisłości rozumowania – bo technika raczej niewiele ma wspólnego z dyskusjami filozoficznymi w wydaniu „małych jaśków” z piaskownic o „wyższość świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy”…
I jak to jest, że ci usiłujący obrażać, nijak nie są w stanie również pojąć, że otaczają się wytworami myśli inżynierskiej jakimi są mosty, samochody, budynki, komputery, sprzęt medyczny, telefony komórkowe, statki oceaniczne, pojazdy kosmiczne, ba! nawet zwykłe garnki czy żelazka… I kiedy inżynier popełni błąd np. przy obliczaniu konstrukcji – to może dojść nie tylko do awarii urządzeń czy katastrofy budowlanej – może dojść do śmierci wielu ludzi.
I jeszcze jedno – jak inżynierowie, niebędący rasowymi polonistami, mogą pisać książki? Kto im dał do tego prawo?! jak śmią?! Na co sobie pozwalają?! Przecież nie kształcili się w kierunku „pisania” czy „mówienia”?! Prawda?! Bezczelne typy… 😁

Pozwoliłem sobie, też jako inżynier, na poniższy komentarz pod wpisem Janusza:

Coś w tym jest. Z własnego przykładu: studia techniczne dały mi bardzo dużo, ale uważam się za …humanistę. Mniejsza o wiele lat pracy w zawodzie, która coś konkretnego tworzyła, ale tak sobie porównuję – stosunkowo mało humanistów – tych tylko na tym skupionych, potrafi np. stworzyć samemu serwis internetowy, rozwiązać równanie, dobrze posłużyć się arkuszem kalkulacyjnym, napisać program, który rozwiąże mu jakiś problem, zaprojektować i wykonać jakiś mebel czy domek na działce, coś naprawić w domu, przeanalizować prawdopodobieństwo lub korelację, zrozumieć dobrze wykresy itd. – rzeczy przydatne nie tylko w zawodzie ale i w życiu prywatnym. A do tego – dla odprężenia technik sięgnie po literaturę piękną lub filozoficzną, natomiast nie sądze by humanista często sięgał po pozycje z matematyki (dla mnie uczta) lub fizyki. Zatem – nie umniejszając roli humanistów, nie dajmy się sekować za to, że jako inżynierowie lubimy poszerzać swoje horyzonty i komentować inne dziedziny.

Na Zachodzie zrozumienie tego, że nie tyle dyplom, co wiedza czyni kogoś kompetentnym, jest większe.
Biorę przykład kolejnego inżyniera – dra SHIVA Ayyadurai (MIT PhD.,  Inventor of Email, US Senate 2020. Scientist. Biologist. Inventor. Entrepreneur. Creating the Future. Truth Freedom Health. CytoSolve. Systems Health.EchoMail. CleanFoodCertified – jak przedstawia się hasłowo na twitterze ).

Ma wiele mądrych wypowiedzi na różne tematy, w tym obecnej sytuacji epidemicznej. Z tego względu poproszono go o wywiad w programie wRealu24, który … też został zdjęty przez YT – mimo że był merytoryczny i bez naruszenia zasad społecznościowych. Ale w przypadku tej stacji to nie pierwszy raz – poprawność polityczna przeszła w stadium poprawności prorządowej i promedycznej w postaci jawnej cenzury – na skalę już nie do zniesienia (w sensie psychicznym, ale może i faktycznym?).

We wspomnianych na LepszeZdrowie.info nowościach marcowych był zaanonsowany kolejny artykuł dyskusyjny, który pojawił się niniejszym blogu pt. Ciernie korony .  Po powtórce niektórych wątków z ww. treści przeszedłem do dyskusji czy główna narracja jest prawdziwa i czy panika nie jest wyolbrzymiona. Oparłem się na szeregu wypowiedziach bynajmniej nie dyletanckich. Są coraz mocniejsze poszlaki że wirus jest sztuczny i może być elementem broni biologicznej. Fałszowane i naciągane są też dane o liczbie zgonów. Każdego zmarłego, u którego lipnym testem stwierdzono domniemanego koronawirusa, choćby miał 90 lat i był obłożnie chory na inne ciężkie choroby, zalicza się do ofiar „pandemii”. Celem takiego fałszowania statystyk jest naturalnie utrzymywanie nas w strachu i przerażeniu. Zapraszam do artykułu po szczegóły.

Zapowiedziałem kolejny artykuł  poruszający aspekt cywilizacyjny  i „świadomościowo-duchowy” obecnych zjawisk – niewątpliwie wstrząsnęły one ludźmi i pokazały słabość naszej technicznej cywilizacji, rządów, uczą pokory.  Mówi się „już nic nie będzie takie jak dawniej”.
Jest to większe zjawisko niż wiele osób sobie uświadamia. Powstał więc wpis pt. Reset świata? (cz.1). 
Będzie przynajmniej jeszcze część 2 – prawie gotowa, ale czekam na pewne potwierdzenia.
Poruszyłem w cz. 1 między innymi kontrowersyjny temat resetu w sensie pozytywnym w ujęciu zjawiska Qanon.
Co to jest (w zakresie a b c) i jakie są przewidywania – dla wielu temat nowy i szokujący…, chociaż nie wiadomo jeszcze na ile i jak się zrealizuje.
Sprawy medyczne i koronawirusa poruszam dość często na https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness/.

Ta wiosna jest inna także dlatego, że przy pięknej pogodzie zamknięto nas w domach jak w więzieniach. Narzucono drakońskie zasady poruszania się – pod groźbą wysokich kar.
Jako wielki amator lasu i ruchu cierpię z tego powodu szczególnie. Zamknięcie lasów uważam za bezsensowne. Co innego pola biwakowe (gdzie można ustanowić patrole), a co innego spacery po lesie. Ok. 40% Polaków mieszka na wsi – często w pobliżu lasów – oni też i zwłaszcza narzekają na to ograniczenie wolności.
Stosunkowo niedawno powróciłem (bo był i tutaj) do tematu Shinrin-Yoku w tym wpisie http://lepszezdrowie.info/shinrinyoku_po_polsku.htm, gdzie pokazałem korzystne dla zdrowia działanie przyrody.
Do podanych tam argumentów można dodać szereg innych, jak: korzystny wpływ jonów ujemnych z lasu (w porze ciepłej lepszy kontakt z ziemią przez dotyk masujący i uziemiający), działanie olejków eterycznych, umożliwienie ruchu, ucieczka od smogu elektromagnetycznego, czystsze powietrze, „kąpiele leśne” (relaks w szerokim zakresie…).
Ponadto zakaz wydaje się niekonstytucyjny oraz nie widać powodów dlaczego miałby coś poprawić – przeciwnie – jest zdrowotnie szkodliwy.
Chyba że chodzi o … jeszcze większe zastraszenie ludzi (stres, gniew, …), co jest czynnikiem obniżenia odporności.
Osobiście staram się jednak nie upadać na duchu, ruszam się na ile to możliwe,  mam sporo zajęć w domu i przez to ten czas nie dłuży mi się za bardzo – nawet mam subiektywne uczucie szybkiego przemijania kolejnych tygodni.
Próbuję na swoją skalę stosować się do powiedzenia, że to ograniczenia czynią mistrza.

Skoro mamy utrudnienia w wychodzeniu z domu, zachęcam tych którzy mają balkony lub mogą otworzyć okna na słoneczną stronę, by w południe naświetlali się promieniami słonecznymi ok. 20 minut (lepiej nie dłużej, gdy słońce jest ostre).
Nawet to pozwoli odsłoniętej skórze wytworzyć sporą porcję witaminy D dzięki promieniowaniu UVB. A to posłuży wzmocnieniu odporności i wielu korzystnym zmianom zdrowotnym. Dlaczego i jak np. tutaj:
http://lepszezdrowie.info/Slonce.htm.

Oprócz tych specyficznych aspektów – czujemy się odcięci od kontaktów, ja ubolewam że nie widziałem wnuka od 2 miesięcy, że nie spotkamy się rodzinnie w święta a może i dłużej, że pokrzyżowały się plany wyjazdowe – mimo że wszyscy czujemy się dobrze i potrafimy przestrzegać higieny.

Oprócz tego narasta kryzys suszy – kolejny rok bez zimy i opadów, coraz niższy poziom wód gruntowych, złe rokowania dla rolnictwa i spodziewany (już zresztą obserwowany) wzrost cen. W rodzinie mam osobę  przekonaną, że kryje się za tym jakiś plan pognębienia Polski …
To pogłębi kryzys gospodarczy, o którym już tu nie będę pisał, bo swoje uwagi zawarłem we wspomnianych artykułach.
Do tego doszedł krajowy kryzys polityczny związany z wyborami i zamieszaniem w kręgach władzy. Chociaż uważam że wybory można przesunąć, to w sumie mniej mnie to obchodzi, ponieważ nie widzę kandydata, którego chciałbym poprzeć – chyba że dla wskazania, że nie istnieje jeden przesądzony wynik i dania ekspozycji tym, którzy jej nie mają przez właśnie… cenzurę.
Wszystko to frustruje, ale… mimo wszystko jestem dobrej myśli, bo przeczuwam że te problemy zblekną po pewnym czasie w ciszy po burzy (a dla wtajemniczonych – w czasie Q-pax, o czym będzie w kolejnym wpisie).

PS. Powtarzam się czasem w swoich wpisach/artykułach, ale ze względu na ich bardzo mały zasięg, jest to pewna metoda na trochę lepszą ekspozycję. Nie zabiegam o nią specjalnie ani nie reklamuję się, ale jeśli coś się spodobało lub nie – daj komentarz lub podziel się z innymi.

Australia

gaszenie pożaru z helikoptera
Zdjęcie: https://www.theguardian.com/

Mówienie o katastrofach jest lepsze
od katastrofalnego przemilczenia lub popadania w katastrofizm.
LK

Australia to gorący temat, także dosłownie, z powodu pożarów, jakie tam występują od paru miesięcy (9.2019 – teraz – 1.2020).
Temat wpisuje się w ogólniejszą dyskusję o klimacie, przyrodzie i postępowaniu człowieka.
Pod tym względem główna narracja o tych pożarach jest wręcz emblematyczna – nie tylko w kontekście ekologii. ale w ogóle obecnej ideologizacji polityki, nauki, kultury oraz sposobów myślenia.

Ten główny nurt obarcza człowieka o wszystko co złe (co faktycznie bywa prawdą, ale z innym ‚wektorem’), a jednocześnie próbuje stawiać na pomniki postawy, które nie zawsze są mądre czy szczere.

Ponieważ jest bardzo dużo materiałów w głównych mediach, w tym też niekończące się dyskusje, które podsycają uczucia gniewu i widma katastrofy niemal na skalę globalną, to pozwolę sobie na skromną przeciwwagę – podejście bardziej wyważone i sceptyczne. Myślę, że nie powinniśmy polegać na poziomie Grety Thunberg (a raczej skryptów jakie się jej pisze).

Zatem dotykam delikatnego tematu, a ten artykuł zapewne wywoła dyskusje, jeśli nawet nie gwałtowny opór niektórych, że to tendencyjne. Ale – skoro przeciwwaga, to właśnie tak, mimo mojej adoracji przyrody (Lektury leśne, O zieleni i przyrodzie… i wiele więcej) i pełnej empatii dla ofiar. Ten szerszy kontekst tu jednak ograniczę, bo pojawi się gdzie indziej *

———-

Pożary w Australii, to wielka klęska ekologiczna, miliony zabitych zwierząt, spalonych roślin, straty w mieniu i ludziach, cierpienia i możliwe długofalowe skutki ekologiczne i materialne. Pyły i powietrze nasycone różnymi substancjami z pożarów na pewno powodują negatywne skutki zdrowotne.
Chociaż niektóre alarmistyczne mapy oraz zdjęcia są przesadzone (to często fotomontaże i fejki działające na wyobraźnię – widzę w tym preparowany oręż „ekologów”), to mimo wszystko dziwi zasięg – od jednego skraju kontynentu do drugiego, a także na miejscach pustynnych, gdzie praktycznie nie ma co się palić. Przecież ogień jako taki nie przeniósł się sam na takie odległości setek a nawet tysięcy kilometrów. Stąd uzasadnione podejrzenie (nie tylko moje), że powód jest ludzki, a dokładniej – podpalenia. Znana australijska poprawność polityczna nie jest skłonna szerzej rozgłaszać takie tezy, tym bardziej, że to zaprzeczyło by głośnej narracji o zmianie klimatu jako przyczynie, aczkolwiek władze robią swoje w paru kierunkach, o czym dalej.
O ile zmiany klimatu są faktem, to warto tu być precyzyjnym. Te pożary mogą być dla ekologów koronnym argumentem, a przynajmniej działają publicystyczne na ich korzyść, chociaż są często naciągane.
Bo czy jest taka jest kolejność przyczynowo-skutkowa? To chyba jasne, że ocieplenie klimatu nie jest POWODEM (nie zapaliło) tylu pożarów, a tylko czynnikiem je ułatwiającym – zwiększa palność mas biologicznych. Np. specyfiką niektórych obszarów są lasy eukaliptusowe, których olejek tworzący w powietrzu zawiesinę ma temperaturę zapłonu 53 °C. Pojawiło się sporo głosów, że jest to zamówiona akcja mająca podsycać nastroje i działania utrzymujące „walkę z klimatem” („a nie mówiliśmy?”). Powiązanie z klimatem jest dwustronne – płonące od wielu miesięcy olbrzymie obszary mają wpływ na klimat tej części świata. Pyły osiadające nawet na Nowej Zelandii  zmniejszają albedo lodowców, co zapewne spowoduje częściowo ich topnienie.

Z popularnych polskich głosów na początek przywołam ten R. Tekieli z 10.01.2020 w artykule Globalne kłamstwo i NASA , przy czym, na razie nie oceniając (może być nieco przesady w drugą stronę),  wezmę tylko węższy wątek australijski i tylko parę cytatów (ale polecam całość).

Na rozpowszechnionej globalnie infografice NASA udającej zdjęcie satelitarne, Australia wygląda jakby pochłaniała ją czerwona lawa. Wygląda to przerażająco. Do tego nagłówki i tytuły: Kataklizm, Katastrofa, Armagedon. „Mapa pożarów w Australii. Infografika tragedii”. „Śmiertelne pożary w Australii. Ogień coraz bliżej Sydney” itp. Do tego zdjęcia poparzonych zwierząt. Spalone kangury zwinięte w pozycji embrionalnej. Potworności. Każdy człowiek widząc to jest wstrząśnięty…  dziś najpoważniejsze zdawałoby się media prześcigają się niczym brukowce w hiperbolizacji, zakłamywaniu rzeczywistości.  Choć dziennikarze piszą niby uczciwie: „Pożary buszu w Australii – jedne z największych w historii”. Tak jedne z największych, to znaczy, nie największe. Były większe i o wiele większe. …

A skoro nie największe, to zróbmy, żeby były jednak jakoś wyjątkowe: „Pożary buszu w Australii o tej porze roku nie są niczym niezwykłym, jednak w tym roku zaczęły się wcześniej niż zazwyczaj”. W 95 % doniesień nie podaje się obszaru objętego pożarami. Za to używa się trybu niedokonanego, by nie kłamiąc budować  atmosferę grozy:
„Gigantyczne pożary trawią Australię. Ogień zbliża się do ludzkich osiedli” ale się nie zbliży. Tak samo jak nie zbliżył się do Sydney, co sugerował cytowany na początku przeze mnie tytuł. “Istnieje możliwość przekroczenia przez pożar tamy…”. Oczywiście taka możliwość w rzeczywistości nie istnieje, bo za tamą nie ma buszu. Nie ma się więc co palić. Australia to kraj pustynny. A piasek jest niepalny.
„Obecne pożary w Australii to tylko przedsmak tego, co nas czeka”. Ale czekać nie musi. …temat ten już zaczyna się wyczerpywać …Coś napisać muszą też portale branżowe: „Australijskie pożary trawią też gospodarkę”. No tak, to oczywiste, ale dla gospodarki tego wielkiego kraju to margines marginesu.
2002 roku pożary buszu w jednym australijskim Terytorium Południowym objęły tereny niemal dwa razy większe niż dziś, bo ponad 15,000,000 hektarów. Piętnaście milionów boisk piłkarskich.

Czytamy: „NASA pokazała, jak z kosmosu wyglądają pożary w Australii. Były to poruszające zdjęcia ale fałszywe”.

[Wtręt: Myli się podkolorowane mapki temperatury jak ta poniżej z obszarami pożarów. Zaznaczone centrum temperatur (50 stopni C) przypada na teren pustynny, gdzie jeśli się coś pali to tylko nikłe trawy. O tych zafałszowaniach będzie jeszcze dalej. ]

temperatury

Z tym, że większość odbiorców myślała, że to zdjęcia, że to prawdziwy zapis rzeczywistości. Nic z tego. A prasa zaczyna już o tym kłamstwie pisać, bo zaczęła się właśnie faza kanibalizacji kłamstwa. Na końcu cyklu medialnego mamy bowiem fazę kanibalizacji. Teraz media będą żyły częściowym odkręcaniem tego, co nakłamały.
Kłamią, bowiem za duże za kłamstwem klimatycznym stoją pieniądze. Biliony dolarów.
W sierpniu 2018 roku też mieliśmy „Ogromne pożary w Australii, mimo kalendarzowej zimy. Spłonęło już kilka tysięcy hektarów”. Te ubiegłoroczne pożary nie były zatem ogromne skoro w latach 70. płonął dwa tysiące razy większy obszar. Ale jesteście państwo wobec informacji telewizyjnych i radiowych bezradni. Ludzie wychwytują głównie emocje. [czy w zeszłym roku słyszeliśmy tyle o tych pożarach? I kto pamięta starsze? Zdecydowana mniejszość ludzi. A młodzież, która dziś bierze w manifestacjach już w ogóle – nie było jej na świeci gdy] na przełomie 1974 i 1975 roku w  Queensland, na terytorium Południowej i Wschodniej Australii, na Terytorium Północnym i w Nowej Południowej Walii spłonęło 107 milionów hektarów buszu. Dziś ponad 10 razy mniej.

Wszyscy piszą: dziś zginęło pół miliarda zwierząt. Twórcy raportu, na którym opierają się media całego świata policzyli te zwierzęta? Nie, założyli, że na jeden hektar przypada średnio 17,5 sztuk ssaków. Co oznacza, że na przełomie 74. i 75. roku zginęło nie pół miliarda, a pięć miliardów zwierząt. Wtedy był prawdziwy Armagedon.
Przecież podobnie jak dziś z Australią było z niedawną histerią medialną wokół pożarów puszczy amazońskiej. Były to ewidentne podpalenia z chęci zysku, nie mające najmniejszego związku z globalnym ociepleniem nie wywołanym przecież przez człowieka. Co więcej równolegle z Amazonią paliła się Afryka. Pożary obejmowały obszary kilkakrotnie większe niż w Ameryce Południowej. Ale nikt nie miał interesu, żeby te akurat pożary nagłośnić.”

Potem pojawiło się polskie dziennikarskie opracowanie tego tematu – https://wgospodarce.pl/informacje/73683-to-nie-klimat-podpala-australie-to-ludzie, które rozwijam dalej wg źródłowego doniesienia z Australii.

Jeden z komentarzy (fragment): Australia nie ucierpiała dlatego premier tak późno zareagował. Jednakże biali ludzie, jak dobrze sami wiecie, przyzwyczajeni do dostatku uważają te pożary za „koniec świata”. Moim zdaniem opieszałe działania Rządu + celowe (!) podpalenia spowodowały całą tragedię. Jedynym zjawiskiem mogącym samoczynnie rozpocząć tak duże pożary to burze oraz nieświadome podpalenia … Rośliny i zwierzęta są przystosowane do ekstremalnych warunków…  Szkoda mi zwierząt i przyrody, bo przy poziomie eksploatacji oraz zniszczeń spowodowanych przez białego człowieka ekosystem w Australii będzie się dłużej odbudowywał. Chyba, że organizacje zajmujące się buszem skutecznie dzięki pieniądzom zabezpieczą te tereny i pogonią tępych farmerów/hodowców bydła. Aborygeni już dawno powinni pogonić tych kretynów….

W dyskusji pod artykułem napisałem m.in.:

Nie bagatelizuję strat ani zjawiska, zwłaszcza degradacji bioróżnorodności i zaniku gatunków. …
… Jak wynika z doniesień z samej Australii aresztowano tam już ok. 180 podpalaczy, część z nich to międzynarodowi aktywiści (niektórzy mają w kartotekach podpalenia w Grecji). Media wrzucają dla sensacji fałszywe mapki lub frazy-straszaki. Oskarża się tamtejszy rząd o nieudolność, korupcję i że służby dały się zaskoczyć wcześniejszym niż zwykle okresem upałów., kiedy to wysyła się kontrolerów i strażaków na dyżury.
… Równolegle z Amazonią paliła się Afryka. Pożary obejmowały obszary kilkakrotnie większe niż w Ameryce Południowej. Ale nikt nie miał interesu, żeby te akurat pożary nagłośnić.
Podobnie też jak nie nagłaśnia się badań szkockich naukowców z Uniwersytetu w Edynburgu, które wyjaśniają dlaczego tam się paliło na taką skalę, a przy okazji że co do CO2 własnie tam (Afryka Wschodnia, zwłaszcza zaś Sudan Południowy) jest główne światowe źródło CO2 i metanu. To jednak inny temat, do którego wrócę w zapowiedzianym materiale. *
Wielu przyjmuje tezę podpaleń z niedowierzaniem. Jest jednak coraz więcej dowodów na celowe podpalenia buszu w Australii – w tym oficjalne dane na ten temat.
Te informacje oparłem głównie na doniesieniach australijskich jak Australian Bushfire Crisis – 183 people arrested,  24 charded starting fires oraz na różnych cytatach na https://www.facebook.com/RacjonalistaPL/posts/10157114398514366 i w omówieniach.
Z tego oryginalnego artykułu biorę następującą ilustrację
Dla  osób nie czytających po angielsku – jest podobne omówienie w artykule To nie klimat podpala Australię, to ludzie (źr. News.com.au, mw), które cytuję we fragmentach, podkreślenia moje:

183 osób za około 200 przestępstw związanych z pożarami lasów – złośliwych i innych. Spośród nich 24 osoby zostały oskarżone o celowe rozpalanie pożarów buszu.

Kolejne 53 zostały oskarżone, ukarane grzywną lub pouczone za nieprzestrzeganie całkowitego zakazu używania ognia, a kolejne 47 za porzucenie zapalonego papierosa.

10 września ubiegłego roku policja w Queensland powołała Taskforce Overcross, aby „zapobiegać, powstrzymać i badać wszystkie znaczące pożary buszu w Queensland – skomentował rzecznik prasowy policji dla news.com.au.

Do tej chwili podjęto działania policyjne w stosunku do 101 osób pod zarzutem 172 osób, w tym 32 dorosłych i 69 nieletnich, którzy zostali osądzeni za „przestępstwa związane z lekkomyślnym i / lub umyślnym podpalaniem”.

Rodzaj wykroczeń wykrytych w całym stanie obejmuje nieupoważnione rozpalenie ognia, naruszenie lokalnych zakazów przeciwpożarowych i narażenie mienia na podstawie kodeksu karnego” – podał rzecznik policji.

Władze Australii Południowej uruchomiły grupę zadaniową operacji NOMAD 1 września ubiegłego roku, ścigając szereg przestępstw związanych z pożarami.

Od tego czasu odnotowano ogółem 85 aresztowań lub doniesień obejmujących szereg działań, w tym zarzuty niezwiązane z pożarem za uszkodzenie mienia lub podpalenie.

Badania

Również w poprzednich badaniach dot. przyczyn pożarów, kryminolodzy oszacowali, że 85 proc. pożarów buszu spowodowali ludzie. Jednak te badania obejmują również przyczyny niezamierzone, jak pozostawienie płonącego ogniska, czy wyrzucenie papierosa z okna jadącego samochodu.

Badania kontynuowano w 2008 roku. Ustalono wtedy, że ok. 8 proc. odnotowanych formalnie pożarów roślinności było efektem działań podpalaczy.

Kolejne 22 proc. przebadanych wybuchów pożarów buszu w badaniu Australijskiego Instytutu Kryminologii uznano za podejrzane. Dla około 40 procent nie można przypisać przyczyny.

W trakcie dochodzeń okazało się, że większość jest efektem celowych podpaleń dokonanych przez człowieka – powiedziała Janet Stanley, profesor nadzwyczajny w Sustainable Society Institute na Melbourne University. – Ale oficjalne pożary to tylko wierzchołek góry lodowej. Uważa się, że faktyczna liczba pożarów buszu w Australii jest około pięciokrotnie wyższa niż odnotowano. Praktycznie żaden z tych niezapisanych pożarów nie był badany.

Z innego źródła (BBC):
Znaczna część tych pożarów wywołana jest celowo. Według ostatnich badań każdego roku w Australii notuje się 52-62 tys. pożarów lasów. Spośród nich 13% wywoływanych jest niewątpliwie przez celową działalność człowieka, natomiast kolejne 37% jest o to podejrzewanych. Czyli każdego roku 31 tys. pożarów lasów to celowe podpalenia lub przypuszczalne celowe podpalenia. Nie chodzi tutaj o lekkomyślność czy przypadkowe zaprószenia, lecz celowe wywoływanie pożarów. Jak widać – szacunki ilościowe są różne, ale co do istoty źródła zgodne.

W Australii mają  starodawną „kulturę” wypalania buszu – Aborygeni od tysięcy lat wiedzieli jak go wypalać by pasy traw nie stanowiły pomostów pomiędzy skupiskami drzew i mieli inne metody dbania o las. Te metody idą jednak w zapomnienie.

Niestety nacisk  „ekologów” spowodował, że rząd się ugiął  i zabronił wypalania suchych traw (w kontrolowany sposób dla zachowania porządku i zdrowych terenów). Patrz Right  Fire For Right Future: How Cultural Burning Can Protect Australia From Catastrophic Blazes oraz https://guides.slv.vic.gov.au/bushfires/1851.

Ingerencja ludzi, władz, przemysłu i „ekologów” spowodowała, że tak zdegradowali środowisko, że te pożary są coraz gorsze.   Długa historia… https://canyonleigh.rfsa.org.au/notice-board… 

Oto wypowiedź potwierdzajaca, że to cykliczne zjawisko oraz tonująca nastroje. Jest tam ciekawa tabelka jak niżej. Zestawienie obecnych obszarów pożaru z historycznymi wg niektórych prowincji. Jak widać różne dane podają różne oszacowania, ale w każdym przypadku obecne zasięgi nie były największe.

Obecne pożary, kiedy płonie ok. 6 mln ha (0,8% powierzchni, są i inne przybliżenia, sytuacja jest dynamiczna), porównywalne są z katastrofą klimatyczną sprzed półtora wieku, kiedy spaliło się 5 mln ha. Największe jednak pożary miały miejsce w sezonie 1974-1975, kiedy jak podaje Australian Institute for Disaster Resilience, spaliło się 117 mln ha czyli 15% Australii. -> https://knowledge.aidr.org.au/…/bushfire-new-south-wales-19…
Zatem w sezonie 1974-75 teren objęty pożarami był ponad ok. 20-krotnie większy.

Chociaż i wtedy i teraz pożary są tragedią oraz nie ma co się licytować na ich obszary , to chodzi mi o to jak aktualnie sztucznie wyolbrzymia się pewne dane – nie bez celu.

Choć obecne pożary objęły obszar 0,8% powierzchni Australii, Internet  dość powszechnie wierzy, że płonie cały kontynent, gdyż masowo rozprzestrzeniana jest fałszywa mapa pożarów. Autor fake’a przyznał już, że jest to mapa wysokiej temperatury kolportowana w internecie jako mapa pożarów, na co nabrali się nie tylko celebryci jak Rihana, ale i prestiżowy MIT Technology Review. Patrz komentarz na
https://www.facebook.com/notes/pawe%C5%82-kasprzak/zagro%C5%BCona-przyroda-ale-i-cywilizacja/1440135312815410/  oraz np. kryzysowy serwis Google, który nie przyprawia o panikę http://google.org/crisismap/australia.

Mam jeszcze dostęp do dokładniejszych map i zdjęć wykonywanych z 140 satelitów, włącznie z ograniczonym archiwum z serwisu planet.com (podziękowania dla znajomego R. Lacha – Owner/CEO firmy „Konsulting Geoprzestrzenny GEOSPACE”), ale te najnowsze (od września) nie są jeszcze uwolnione poza płatnym dostępem – z tym zaczekam.
W tej sytuacji podobnie nie będę powoływał się na mapy jakie mogę ew. mieć od znajomej – Kierownika Centrum Teledetekcji  Instytutu Geodezji i Kartografii (prof. K. D-Z, która nb. stopień doktora otrzymała na Uniwersytecie Australijskim w Canberra w 1987 r. – prace badawcze nad wymianą strumieni energii pomiędzy powierzchnią lasów eukaliptusowych a atmosferą z zastosowaniem informacji z satelity), z którą od lat współpracuję przy innym temacie.  Informuje mnie, że Instytut  obserwuje pożary wykorzystując dane pochodzące z satelitów Sentinel-2 i Terra Modis.  Te dane w skali kontynentu trzeba jeszcze scalić z wąskich pasków po 300 m – dostępne do publikacji są tylko wyrywkowe zdjęcia ognisk pożarowych (podkolorowane).
Wg Instytutu z informacji na 7 stycznia: pożary objęły powierzchnię 8 mln hektarów. Ale to zależy jak się liczy te powierzchnie – czy jako sumę powierzchni ognisk pożarów (szacunek niższy bardziej dokładny), czy jako obszar wg wspólnej obwiedni tych ognisk – wtedy szacunek zawyżony – jak owe 8 mln.

Natomiast faktycznie – obecne pożary mają inny, bardziej gwałtowny, tajemniczy charakter.
David Bowman, dyrektor The Fire Center na University of Tasmania, mówi, że najbardziej uderzającą rzeczą w tym sezonie pożaru jest charakter zagrożenia na skalę kontynentu. „Zasięg geograficzny i fakt, że występuje od razu, sprawia, że jest on niespotykany” – mówi Bowman. „Nigdy nie doszło do pożaru z południowego Queenslandu, przez NSW, do Gippsland, na wzgórzach Adelaide, w pobliżu Perth i na wschodnim wybrzeżu Tasmanii.”
Ta jednoczesność budzi podejrzenia o … skoordynowaną akcję (?)

Pięciu zatrzymanych to poszukiwani przez służby greckie za podpalenia na Peloponezie. https://www.dailymail.co.uk/news/article-7860635/Australian-bushfire-crisis-183-people-arrested-24-charged-starting-fires.html

Trzeba też sprostować podawaną w mediach (i uzupełnić w art. R. Tekieli) liczbę 480 mln a nawet 1 miliard spalonych zwierząt. Nie jest ona prawdą. Podana została przez Chrisa Dickmana związanego z WWF, który powiedział, że jest to jego szacunek liczby zwierząt dotkniętych przez pożary, niekoniecznie uśmierconych. Liczba ta wzięła się z tego, że przyjęto, iż na hektar przypada średnio 17,5 ssaków, 20,7 ptaków oraz 129,5 gadów. Ową czysto statystyczną liczbę pomnożono przez obszar dotknięty pożarem. Colin Beale z University of York powiedział, że liczby są zawyżone. Bardzo niewiele ptaków pada od pożaru. Szczególnie niepewna jest liczba gadów, które stanowią aż 3/4 owego szacunku. W Australii większość gadów żyje w glebie, która jest bardzo dobrym izolatorem termicznym, więc w większości mogą one przetrwać pożar lasu. -> https://www.bbc.com/news/50986293.

Oczywiście to nie umniejsza dramatu tych zwierząt, które giną lub doznały poparzeń.  Mam doniesienia, że tam każda pomoc będzie mile widziana i niech każdy obrońca zwierząt znajdzie jakąś organizację, których w Australii jest dużo, jakiś szpital dla zwierząt i wpłaci chociaż równowartość jednego piwa lub czekolady. Australijczycy w zdecydowanej większości dbają o przyrodę i swoje zwierzęta. Teraz jest dużo ludzi, którzy z narażeniem życia wchodzą na te palące lub dogasające tereny i zbierają poszkodowane zwierzęta.
Tutaj adresy organizacji wspierających (także poszkodowane osoby, strażaków, na cele rekultywacji itp.) i porady:
https://sydneynews.sydney/sydney-news/australian-bushfires-how-to-help-firefighters-evacuees-and-animals/5704

Sytuacja  jest tematem gorących dyskusji w Australii. W szczególności dotyczy przyczyn obecnego stanu rzeczy.
Mały przykład z publikacji z 7 stycznia 2020 r. :

Wybuchł spór o przyczynę śmiertelnego kryzysu pożarów w Australii , a poseł Liberal Craig Kelly twierdzi, że „podpalenie nie jest spowodowane zmianami klimatu ”. Poseł, znany ze swojego sceptycyzmu wobec zmian klimatu, przedstawił swoją opinię na temat tego, dlaczego kraj został pochłonięty przez pożar podczas wystąpienia w programie ABC RN Breakfast. Twierdził też, że „bezprecedensowa” liczba osób została aresztowana i oskarżona o przestępstwa podpalenia. „Podpalenie nie jest spowodowane zmianami klimatu”.

Kelly wcześniej wywołał spór w brytyjskiej telewizji po tym, jak stwierdził w wywiadzie dla „Good Morning Britain”, że „nie ma związku” między zmianami klimatu a pożarami. Podczas wywiadu Kelly bronił także decyzji premiera Scotta Morrisona o wakacjach na Hawajach w obliczu kryzysu.

Ocieplenie ma znaczenie jako kofaktor stanu pożarowego. Skąd się bierze? Chociaż to inny temat*, to parę słów o tym, dla bardziej zainteresowanych i przygotowanych –  chodzi o tzw. dipole:

Dipol a australijskie pożary: https://www.bbc.com/news/science-environment-50602971
Dipol jako zjawisko naturalne: https://journals.ametsoc.org/…/fu…/10.1175/JCLI-D-12-00638.1
Ciekawe może być odniesienie do Europy : https://www.severe-weather.eu/…/unusually-strong-indian-oce…

Niemniej to indyjski dipol pozostaje główną przyczyną ocieplenia i pośrednio pożarów. Zjawisko to nasila się cyklicznie. Szczególnie aktywne było w połowie XVII w. Pozostaje dyskusyjne czy winne są (tylko) gazy cieplarniane czy większe zjawiska natury kosmiczno-geologicznej. A wśród gazów cieplarnianych fetyszyzuje się CO2 nie uwzględniając dostatecznie pary wodnej, metanu i CFC.
Substancje zubożające warstwę ozonową, w tym chlorofluorowęglowodory (CFC), są znane z tego, że ogrzewają atmosferę tysiące razy wydajniej niż dwutlenek węgla. Po przyjęciu w 1989 r. „protokołu montrealskiego”, w którym wezwano do wycofania tych substancji,  jednak te gazy nie zniknęły zupełnie i prawdopodobnie dokładają się znacznie do topnienia fragmentów Arktyki.

Największe katastrofy występują, gdy nałoży się na siebie kilka naturalnych zjawisk i tak w 1875-1878 doszło do nałożenia się apogeum aktywności El Nino oraz Dipola Oceanu Indyjskiego w efekcie doszło do największej znanej nam katastrofy klimatycznej: z powodu susz na trzech kontynentach zmarło 50 mln ludzi. Nie celebrujemy tej tragedii, bo nie byli to ludzie z I Świata …

Wracając do Australii można się zgodzić, że dzisiejszy punkt odniesienia jest inny niż w 74 r. wobec postępujących degradacji środowiska, więc dbałość o nie powinna być większa.  Niestety są doniesienia, że władze idą w innym kierunku, a co do bieżących działań prawdopodobnie nie tylko o zaniedbania chodzi. W tym dramatycznym wystąpieniu „Australian Fire Series Part 1: Australia – Wake Up Or Die” https://youtu.be/PBsFVn-kKV8 autor (Max  Igan) mówi (m.in.):
Susza, która obecnie ogarnia Australię, została wywołana i jest zarządzana bardzo celowo za sprawą zdradzieckich przestępców w rządzie Australii, który wykorzystuje suszę, którą wyprodukowali, aby popchnąć Agendę 21 wobec mieszkańców Australii.

Strumienie przestały płynąć. Byłem w tym obszarze  przez 52 lata i te potoki nigdy nie były suche. Ohydne susze, które widziałem, wszystkie trawy martwe, ale nigdy nie widziałem, aby strumienie przestały płynąć, ponieważ wszystkie są zasilane wiosną z warstw wodonośnych pod ziemią. Ale teraz zebrali wodę z równin zalewowych, osuszają basen artezyjski, powalili drzewa w górach i wystawili źródła na słońce, i źródła przestały płynąć. I to NIE pochodzi od „zmian klimatu”. To jest celowe! I to nie tylko w dolinie, w której mieszkam. To są wszystkie potoki tutaj po obu stronach pasm górskich.  Zabijają nas , zabijają wszystko, całe dzikie życie, wszystko i wożą ludzi do miast.
(Część 2 – https://youtu.be/t8XmlMpJSJ8 , cz. 3 – https://youtu.be/QvSFpEiR9lY … – chodzi głównie o gospodarkę wodą, sprawy polityczne i prawo, a nawet o konspirację …)

Pod wideo są linki do stowarzyszonych stron – nie jest to pojedyncza emocjonalna wypowiedź.
W nawiązaniu do tematu wspomnę wirtualną znajomą – Polkę Ewę May mieszkającą w Australii, która wskazuje że w tym artykule zadają pytanie: dlaczego rząd Australii, który jako jeden z 47 na świecie, posiada technologię wywoływania deszczu poprzez tworzenie deszczowych chmur, nie użył tej technologii od razu, tylko pozwolił spalić się obszarom wielkości 2 x Belgia i żeby zginęło tyle bezbronnych zwierząt, żeby tylu ludzi potraciło domy, a niektórzy życie… czy dostaniemy kiedyś odpowiedź na to pytanie?

Jest to dobrze znana technologia,  stosowana na całym świecie zgodnie z dokumentem BBC (patrz fragment wideo). Dzieje się tak w 47 krajach, w tym w Australii, w których realizowanych jest na dziś 150 programów.
Australia jako pierwsza przeprowadziła próbę „zaszczepienia chmury” w 1947 roku. Od tego czasu potajemnie ją studiuje, ale interesy rządu i prywatnego biznesu modyfikują pogodę tak, aby odpowiadała bardziej ich własnym interesom.
Jest też w sprawie oferty dla rządu australijskiego udzielonej przez Rosję. Oferta dotyczyła użycia rosyjskich technologii zdolnych do zrzucenia „42 000 litrów wody – prawie pięć razy więcej niż maksymalne możliwości używanego helikoptera bojowego ‚Elvis’ ”. Oferta została odrzucona a rzeczniczka rządu powiedziała, że pomimo przeszukania wszystkich dostępnych materiałów, nie znaleziono zapisu rosyjskiej oferty. Dziwne.  Ale przypomina sytuację omówioną przez J. Ziębę – patrz dalej w jego pogadance.

(w artykule są 2 widea:  o sztucznym wywoływaniu deszczu oraz oskarżenie o korupcję i politykę nieodpowiedzialności).

Jest wiele uczonych wywodów, ale ważne są też bezpośrednie relacje osób, które mieszkają w Australii na stałe lub od wielu lat. Oczywiście są w jakimś sensie subiektywne, ale zakładam, że ci, którzy mieszkają w Australii mają większą wiedzę od nas – mieszkających w Polsce, zwłaszcza, że sporo się o tym pisze i mówi w mediach australijskich.

Jerzy Zięba mieszkał tam 21 lat i w tej pogadance ciekawie opowiada o swoich doświadczeniach.
Potwierdza, że pożary są co roku. Wskazuje na  bałagan, brak sprzętu i niezrozumiałe decyzje władz w akcjach przeciwpożarowych w czasie gdy to obserwował. To by potwierdzało poprzednie uwagi o tym, że tamtejszy rząd ma jakby inny program na kraj… Pokazał przykładowe mapy pożarów z monitoringu w czasie rzeczywistym – skala pożarów bywała wielka, ale nie aż tak jak się twierdzi w mediach. Potwierdza fakt podpaleń, przy czym obecnie może to być także zapalanie z dronów (trudno namierzyć sprawców).  Kultura Australijczyków nie skłania ku podejrzeniom, że to przypadkowe zapalenia od niedopałka czy zaprószenia ognia, ani że to może być częste …
Patrz  https://www.facebook.com/watchparty/2384599931671076/.

Prelegent pokazał mapkę, która ukazuje jak pasmo wschodnich pożarów podejrzanie układa się wzdłuż planowanej trasy kolei (hyperloop). Może jest w tym jakiś plan…
W innym wydaniu podobna mapka poniżej

pożary a planowana trasa kolei

 W Brazylii po pożarach korporacje sadzą żywność GMO. Interesy,  interesy…

Głośna wypowiedź Agnieszki Fitkau-Perepeczko, która mieszka ok. 40 lat w Australi.
Jej zdaniem sprawa jest rozdmuchana, zwłaszcza u nas.  (Uwaga: nagranie z red. Siekielskim częściowo dotyczy plotek towarzyskich, ale w rzeczonej sprawie nie o plotki tu chodzi…)
Były różne komentarze medialne, np. ten.

Mam brata wujecznego, mieszkającego od ponad 40 lat w Australii, znajomych z pracy, którzy od 7 lat mieszkają w Perth (zachodnia Australia, a ich syn uczy się w Sydney, też uważają, że sprawa jest zbyt tendencyjnie nagłośniona, a Perth i okolice są wolne od pożarów), znajomego z Adelajdy mieszkającego tam od dziesięcioleci, znajomą, która corocznie spędza tam parę miesięcy – ich wszystkich już nie indaguję, bo znam ich wstrzemięźliwe opinie… Gdyby działo się coś w ich okolicy lub dramatycznego na skalę państwa – dadzą mi znać.

Akcenty optymistyczne

Zaczęły padać ulewne deszcze, które chyba zakończą ten ciężki kryzys (z ostatniej chwili: miejscami te deszcze zamieniły się w kolejną klęskę gradobicia i podtopień).
Ale i bez tego tamtejsza przyroda, jak co roku, potrafi się odradzać, zobacz te zdjęcia i i wypowiedzi mieszkańców, np. „Natura ożyła po ok. 3-4 tygodniach. To dla mnie niezwykły obraz, ponieważ pokazuje jej odporność. Podczas każdej katastrofy budujemy odporność. Natura przesyła nam wiadomość, że po tak tragicznym wydarzeniu jest nadzieja”.


* Ten wpis będzie elementem serii moich dyskusyjnych artykułów o klimacie, jaki umieszczam na stronie Moc Wiedzy.
Krótki skorowidz tego, co w przyczynkach o klimacie na dziś było opublikowane (też dyskusyjne!):

Uciekinierzy z systemu (szersze tło)
Wojna o klimat z kasą w tle
Zmiany klimatu – co o tym sądzić-  cz.1
Zmiany klimatu – co o tym sądzić – cz.2  (cdn.)
Czy czeka nas niewyobrażalny kataklizm – cz. 1
Czy czeka nas niewyobrażalny kataklizm – cz. 2

i bardzo stary: Dylemat: człowiek – ekologia – klimat

Myślę że w ogóle mamy za dużo mitów …

Zaglądaj, bo zamierzam dodać kolejny artykuł – mam sporo nowego materiału, to bardziej kwestia wygospodarowania czasu, więc nie wiem kiedy …

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: