Tajemnice Księżyca, Marsa i …

księżyc i ziemia

Dotykam olbrzymiego tematu, który jest przebojem wielu stron poświęconych astronomii, astronautyce i … UFO, więc siłą rzeczy muszę go zawęzić do pewnej części i to bardzo skrótowo.
Części, która może mieć zaskakujące znaczenie dla ludzkości – o tym pod koniec.
Będzie głównie o Księżycu, ale szereg wątków można powiązać i z Marsem. Możesz potraktować tę notkę jako przykład science-fiction albo jako impuls do zastanowienia się czy jednak to coś więcej.
Wielu ludzi z otwartymi głowami, fantazją i wyobraźnią, którą chcą rozwijać, ciekawych świata i przygód, tęskniących za lepszym światem, wolnościowców – lubi SF. Jeśli w opowieściach SF czasem pojawia się wątek walki dobra ze złem, to zakładam, że opowiadamy się za dobrem. Nasze czasy uczą, że wczorajsze SF staje się coraz bardziej namacalną rzeczywistością…

Uwaga
– przekazuję informacje, które są dostępne w sieci – nie generuję ich, one SĄ. Dalej cytuję przykładowe wypowiedzi na tytułowy temat – nie koniecznie najnowsze. Tutaj o tych niezwykłych, na pograniczu „sensacji spiskowych”. Słowo „spisek” jest jednak dobrym narzędziem ukrywania faktów i tajnych programów. Są programy realne (tajne) i „przykrywkowe” – jawne w różnym stopniu. Zanim przejdę do wytypowanego podtematu…
Księżyc od dawna budził fascynacje i zadziwiał. W książce Kto zbudował Księżyc (Ch. Knight, A. Butler) znajdziemy taki diagram (fotografia z książki, pobierz jeśli nieczytelna).
prawidłowości liczbowe - Księżyc
Myślę, że te niezwykłe koincydencje budzą refleksje jeśli nie podziw. Oczywiście w książce jest to dokładnie i obszernie omówione. A także wiele innych tajemniczych księżycowo-ziemskich tematów.
Tytuł książki naprowadza na zagadkę pochodzenia Księżyca. Jest wiele hipotez (są w książce), żadna nie jest definitywnie rozstrzygnięta – to temat na przyszłość. Natomiast mamy sporo przesłanek na to, że może być tworem sztucznym. Powyższy diagram też to sugeruje, ponieważ taka matematyczna precyzja i koincydencja nie zdarza się samoistnie. Sugeruje to też ciężar właściwy Księżyca charakterystyczny raczej dla ciała z pustym (przynajmniej częściowo) wnętrzem. Podaję za Fundacją Nautilus:
Zanim jeszcze Armstrong poleciał na Księżyc, na jego powierzchnię zrzucono wypalone człony napędowe bezzałogowych statków, które dokonywały lotów zwiadowczych i zostawiły na Księżycu sejsmometry (urządzenia reagujące na drgania skorupy) chcąc się upewnić czy wewnątrz księżyca nie zachodzą reakcje geotermiczne. Urządzenia te za pomocą sygnałów radiowych przekazywały do Houston wyniki pomiarów drgań skorupy Księżyca. Pomiary te kilka razy wywołały zdziwienie naukowców. Okazało się bowiem, że uderzenie o powierzchnię naszego satelity dwunastotonowych członów napędowych rakiet wywołało lokalne „trzęsienie skorupy Księżyca”, przy czym zdaniem wielu astrofizyków (m.in. Harolda Ureya z USA czy H. Wilkinsona z Wielkiej Brytanii) wyglądało to tak, jakby pod powierzchnią zbudowaną ze skał znajdowała się metalowa skorupa otaczająca jądro. Księżyc zabrzmiał jak dzwon. Drgania nie trwały sekundy czy minuty czy nawet godziny lecz nikłe echo „pozostawało” przez tygodnie. Analizując szybkość rozchodzenia się drgań w tej niby metalowej skorupie, określono nawet, iż jej górna warstwa leży ok. 70 km pod powierzchnią globu i ma grubość 60-70 km. Jeden z astrofizyków stwierdził, że wewnątrz Księżyca może się znajdować niewyobrażalnie wielka, „prawie” pusta przestrzeń o objętości 73,5 miliona metrów sześciennych. Pod koniec lat 70. wykonano analizę komputerową składu chemicznego metalu, z którego miałaby być wykonana skorupa otaczająca wnętrze Księżyca. Mierząc szybkość przenoszenia się dźwięku wewnątrz tej warstwy, stwierdzono, iż głównie składa się ona z niklu, berylu, manganu, wolframu, wanadu, a przy tym zawiera stosunkowo mało żelaza. Taki stop byłby idealnym pancerzem odpornym na przebicie mechaniczne i na dodatek całkowicie antykorozyjnym! Już tylko ta analiza wykazała, iż jest niemożliwe, by skorupa ta powstała jako twór naturalny.

W powołanym artykule poruszone są skrótowo różne inne tajemnice Srebrnego Globu, które tu pomijam, natomiast polecam ciekawe zdjęcia pod artykułem (także przykłady retuszu zdjęć oficjalnych).

Tutaj wtrącę uwagę, że żadna z podanych obserwacji czy hipotez nie jest jeszcze dowodem, natomiast w tym i w innych tu omawianych zagadnieniach nagromadzenie takich cząstkowych przyczynków które się uzupełniają, coraz bardziej uprawdopodabnia stworzenie przynajmniej teorii o jakimś zjawisku, która nie ustępuje innym teoriom przyjętym w nauce [1].
Kolejną uwagą jest, że nie zajmuję się tymi sprawami na co dzień, tym bardziej nie jestem astronomem, ufologiem czy badaczem, zatem podaję przykłady arbitralnie – akurat takie które mi się przypomniały. Zainteresowanych zachęcam do własnych poszukiwań.

Nasuwa się zatem pytanie, że jeśli coś jest na rzeczy – kto, kiedy i dlaczego zbudował taką strukturę.
Inne często zadawane pytanie to, dlaczego od czasu programu Apollo NASA nie wysłała tam żadnych astronautów, mimo programu „powrotu na Księżyc”, o którym wspominał jeszcze prezydent Barack Obama. Oficjalnie uzasadniało się, że ze względu na trudności budżetowe prawdopodobnie zostanie odłożony w czasie. Kolejne obietnice i terminy są niedotrzymywane. Faktem jest też fiasko szeregu lądowań sond i utraty łączności, chociaż bywało trudno ustalić co było tego przyczyną. Wśród różnych spekulacji wokół realnych przyczyn pojawia się opinia “bo nas tam nie chcą”.
Wiąże się to z relacjami astronautów, którzy tam byli. Mieli widzieć o wiele więcej, niż to się powszechnie przyjęło sądzić. Nad powierzchnią Księżyca unosiły się Niezidentyfikowane Obiekty Latające (potocznie UFO), które bardzo uważnie śledziły kolejne fazy zdobywania Srebrnego Globu. Jest wiele domniemanych wypowiedzi, przykładowo cytuję za portalem Nautilus:
Brytyjski badacz UFO Timothy Good, w swojej książce „Beyond Top Secret” prezentuje tezę, że astronauci widzieli na Księżycu istoty pozaziemskie. Dowodem na tą kontrowersyjną teorię ma być rzekoma tajna rozmowa pomiędzy Neilem Armstrongiem a Buzzem Aldrinem z Apollo 11 a personelem naziemnej obsługi lotu, którą mieli podsłuchać radzieccy naukowcy.
Dr Władimir Ażaża, radziecki fizyk i matematyk, twierdzi, że spotkanie miało miejsce krótko po wylądowaniu, jednak relacja astronautów nigdy nie została wyemitowana publicznie, ponieważ została ocenzurowana przez NASA. Maurice Chatelain, specjalista od spraw łączności, który w tym czasie pracował dla NASA, publicznie oświadczył, że spotkanie załogi Apollo 11 z istotami pozaziemskimi jest wielką tajemnicą NASA oraz że wszystkie misje Apollo były obserwowane przez UFO.  Nota bene – NASA, wbrew powszechnemu przekonaniu nie jest ściśle cywilną organizacją, ale podlega lub jest kontrolowana przez wojsko i służby USA.
W uzupełnieniu: dokumentalny film „Apollo 11: historia niedopowiedziana”, autorzy ujawnili szerokiemu odbiorcy to, o czym wcześniej szeptano – astronauci spotkali na Księżycu UFO.
Potwierdza to Edwin „Buzz” Aldrin z załogi „Apollo 11”, który był, po Neilu Armstrongu, drugim człowiekiem na Srebrnym Globie. Aldrin oświadczył, że podczas lotu na Księżyc załoga Apollo 11 obserwowała przelot niezidentyfikowanego obiektu latającego. – Tam naprawdę coś było. Widzieliśmy to na własne oczy – twierdzi „Buzz” Aldrin.
Właśnie podczas lotów astronautów (nie tylko amerykańskich) obserwowali oni coś, co można określić jako UFO.
Z innych miejsc mamy wprost przecieki relacji astronautów. Więcej o w tym artykule.
Ale odbiegamy od tematu…
Wszystko sprowadza się do stwierdzenia – bezpośrednio  i pośrednio, że Księżyc (a także Mars) może być zasiedlony (są też domniemania, że Mars był kiedyś zasiedlony). Mogą o tym świadczyć zarówno ww. wypowiedzi jak zdjęcia powierzchni, których jest coraz więcej – nie tylko tych oficjalnych udostępnionych przez NASA, ale i z innych źródeł. Można na nich odnaleźć dziwne obiekty przypominające olbrzymie budynki i instalacje.
W rozważaniach dotyczących zagrożeń (katastroficznych lub ewolucyjnych) jakie mogą przytrafić się na Ziemi uwzględnia się tzw. Alternative 3, tj. przygotowanie do kolonizacji Marsa. Oprócz popularnych filmów (na YT na hasło alternative 3) znajdziemy zarówno takie projekty jak i wzmianki, że takie zasiedlenie już ma miejsce. Warto przy okazji wspomnieć, że niektóre kinowe filmy katastroficzne i SF przemycają też takie scenariusze – jakby w przygotowaniu ludzi do takich możliwości lub konieczności.
Że zdjęcia z Księżyca i Marsa były ukrywane, manipulowane i retuszowane przez NASA – było ujawnione przez wielu niezależnych badaczy. Były o tym audycje w NTV – Tomasz Ferre analizuje przykładowe wybrane zdjęcia z Marsa. Czasem widać jak “ordynarnie “ się to robi. Ale i interpretacje też nie są do końca pewne. Dociekliwi mogą sami spróbować analizując zdjęcia z https://www.google.com/moon/ i https://www.google.com/mars/ , chociaż nie jest to łatwe. Zdjęcia z chińskich sond pokazują inne kolory Księżyca niż te z NASA.
Parę przykładów:
Na YT można znaleźć też filmiki pokazujące statki wylatujące z Księżyca (lub odwrotnie), np. https://youtu.be/CtyFQRkhW9g 
O życiu na Księżycu i nie tylko, już dawno opowiadała Rauni Hildehttps://youtu.be/J1ooUnPBHOg od ok. 3.5′ (zginęła później prawdopodobnie przez ujawnianie różnych tajnych projektów).
Informacja o tym, że “mieszkańcy” Księżyca dysponują technologią wyprzedzającą naszą o setki lat nie powinna szokować, gdyby nie odnosiła się do … dostępności tej technologii także na Ziemi. To utajniona historia dotycząca zwłaszcza elementu ludzkiego w wydaniu prehistorycznych cywilizacji na Ziemi (słynne wimany itp.) a nowożytnie przez frakcję naukowców z III Rzeszy. Popularnie opowiadał o tym kiedyś Roman Nacht np. tutaj https://youtu.be/g_v33XjkcXY  (przykładowo, bo podobnych pogadanek i artykułów jest więcej).
Zbliżone relacje pochodzą od sygnalistów i ekstrasensów, także tych, którzy byli zaangażowani w tajne projekty wojskowe jak np. kontrowersyjny Stewart Swerdlow (~”urodzony jasnowidz, produkt genetycznej manipulacji rządu amerykańskiego, uczestnik programu Montag. Posiada w sobie DNA 12 ras z tej galaktyki, mentalista, twórca międzywymiarowego języka…”) – patrz przykładowo https://youtu.be/SvZUQ2YkOuk (2016 r.; chociaż akurat to wystąpienie budzi u mnie szereg wątpliwości, ale koncentruję się na fragmentach o Księżycu, Marsie i Ceres od ok. 23’ oraz dalej o bazach na Ziemi, zwłaszcza w samej końcówce wykładu). Jest to głównie o ciemnej stronie zagadnienia.
Bardziej fachowo od strony technicznej zaawansowane bronie niemieckie opisywał Igor Witkowski w swoich książkach, np. “Supertajne bronie Hitlera” (8 tomów), „Nowa prawda o Wunderwaffe”, „Kryptonim S-3. Największy projekt Kamimlera” …
O bazach na Księżycu mówią również wojskowi i kosmonauci z USA, np.: https://liveglobalalert.com/byly-pilot-cia-na-ksiezycu-zyje-ponad-250-milionow-ludzi-fotowideo/, tam też wypowiedź amerykańskiego astronauty Mitchell’a, który tak relacjonuje swój pobyt na Księżycu.
„MOJA SZYJA WCIĄŻ MNIE BOLI, GDYŻ MUSIAŁEM NIEUSTANNIE OBRACAĆ GŁOWĘ, GDYŻ CZULIŚMY, ŻE NIE BYLIŚMY TAM SAMI. NIE MIELIŚMY WYBORU JAK TYLKO SIĘ MODLIĆ. NASI CHŁOPCY OBSERWOWALI RUINY KSIĘŻYCOWYCH MIAST, PRZEŹROCZYSTE PIRAMIDY, KOPUŁY I BÓG WIE, CO JESZCZE, KTÓRE SĄ OBECNIE GŁĘBOKO UKRYTE W SEJFACH NASA I CZULI SIĘ JAK ROBINSON CRUSOE, KIEDY NAGLE NATKNĘLI SIĘ NA ODCISKI BOSYCH STÓP NA PIASKACH BEZLUDNEJ WYSPY”.
W literaturze ufologicznej spotkać można także rozszerzony zapis spotkania z UFO na Księżycu mówiący, że Armstrong przekazał bazie w Houston informacje na temat dwóch podłużnych obiektów, które wylądowały w pobliżu modułu księżycowego i przypuszczalnie obserwowały astronautów. Miało to być sygnałem ostrzegawczym, że Srebrny Glob jest już „zajęty” przez kogoś innego.
Mówi się nie tylko o bazach na Księżycu i Marsie, ale i dużo dalej
Podobne relacje (różna wiarygodność) na tym portalu jak np.: https://liveglobalalert.com/przygotuj-sie-amerykanska-marynarka-wojenna-i-nasa-maja-w-pelni-sprawna-kosmiczna-flote (ale to jest niższy poziom ujawnienia), bo… Uwaga – napięcie rośnie
https://porozmawiajmy.tv/grzmiaca-werwolf-i-bazy-na-marsie-dariusz-kwiecien/ od min. 46 do ok. 1h8′- jeszcze większy odlot (?). Alex Berdowicz opowiadał o tym parę razy przy innych okazjach. Bodajże najszerzej w tym wykładzie (różne tematy) – https://youtu.be/u59BeWdnw3Q.
Te elementy układanki mają swoją historię, głównie utajnioną, ale i wydobywaną przez niezależnych badaczy, przykładowo w ramach projektu Ujawnienie (Disclosure) – patrz skrót, jak sygnalistów (Wikileaks itp. – https://ripsonar.wordpress.com/category/ufo/projekt-ujawnienie/)…
O Szwabii i Niemcach na Antarktydzie uzupełniająco np. tutaj http://www.kontestator.eu/tajna-wojna-wielkiej-brytanii-w-antarktyce-(1).html  (3 części).
Ze źródeł zagranicznych, oprócz podanych przez Berdowicza, warto śledzić David Wilcock i Corey Goode (mają kanały na YT), gdzie ten temat jest fragmentem dużo większych historii np. zarysowanych na https://youtu.be/XJPMlI7G0SI (przegląd, z omówieniem filmu The Cosmos Secret).
Podobnie strona https://5dearthproject.com/ gdzie David i Corey są wiodącymi gośćmi. (Corey Goode był kiedyś relacjonowany też na stronie https://kosmiczne-ujawnienie.blogspot.com/).
Ale to już dużo szerszy temat do którego krótko wrócę na końcu. Warto wspomnieć, że te wieści potwierdzają tezy i ślady dotyczące ingerencji Obcych w rozwój ludzkości, tzw. paleoastronautyki (cała saga u E. von Dänikena i w podobnej literaturze).
Dochodzimy do istotnego pytania – jeśli tak jest, to dlaczego się to ukrywa. Odpowiedź jest dużo prostsza niż na poprzednie pytania. Oto parę punktów:
  1. Względy światopoglądowe, a zatem i religijne – ujawnienie że są wokół nas Obcy zaprzeczyło by paradygmatowi i dogmatom, powodując wstrząs społeczny
  2. Byłaby to też dyskredytacja oficjalnej nauki, która nie tylko neguje zjawiska pokroju UFO a nawet się z nich naśmiewa
  3. Ujawnienie tajemnic wojskowych jest oczywiście zagrożeniem przewagi, jakie pewne technologie dają mocarstwom
  4. Wstyd i polityczny blamaż jeśli okazałoby się, że politycy przez dziesięciolecia okłamywali społeczeństwo oraz prowadzili tajne projekty z czarnych budżetów i bez procedur demokratycznych, nawet bez uwzględnienienia Kongresu i prezydenta; przy okazji wyszłyby na jaw źródła finansowania związane z mafiami narkotykowymi i innymi wysoce nielegalnymi procedurami
  5. Było by to też przyznanie się do zwycięstwa w pewnym sensie Niemiec hitlerowskich, które wyprzedziły świat technologicznie o dziesięciolecia (USA i ZSSR sporo z tego zawłaszczyły po wojnie), a ta przewaga występuje nadal w omawianej skali kosmicznej.
  6. Byłyby zagrożone interesy wielu firm, które dyskontują obecny poziom technologii, nawet jeśli wiedzą o nowszych ich generacjach.
  7. Obecny stan oficjalnej wiedzy i technologii jest narzędziem utrzymywania ludzi w zależnosci i pozwala zarówno na korzystny dla mocarstw status quo jak i wyzysk społeczeństw.
Podobne motywy rządzą wieloma aspektami obecnego świata, gdzie ukrywa się szereg odkryć, sposobów leczenia, mechanizmy i działania finansowe, gry polityczne. Jest to ujawniane przez wiele organizacji i ruchów oporu (np. Projekt Camelot / Kerry Cassidy – kopalnia wiedzy – polski przyczynek np. tutaj).
W tym kontekście szereg oficjalnych projektów  jak CETI, projekty rakietowa NASA czy E. Muska wyglądają jak działania przykrywkowe i skądinąd projekty społeczne użyteczne pod względem zatrudnienia ludzi, i zaspokajające aktualne potrzeby (zwłaszcza biznesowe), ale jednocześnie w perspektywie nieracjonalne i bardzo kosztowne.
Dochodzimy do tego, że ponieważ świadomość ludzi rośnie, to poruszone tematy już coraz mniej szokują i ich ukrywanie jest trudniejsze. Optymiści twierdzą, że wkrótce to się skończy w akcie mocnego przełomu (apokalipsa wg źródłosłowu oznacza ujawnienie, odkrycie zasłony tajemnicy). Tę tezę rozwija szereg wizjonerów a nawet (?) badaczy Tutaj wymienię dość radykalne przekazy Haralda Thiersa (np. w tym wywiadzie, który jest częścią serii zainicjowanej w Polsce przez Stanisława Milewskiego) [ 2 ]. Prelegent powołuje się głównie na Tommy Williamsa (jego kanał na YT: https://www.youtube.com/channel/UCqFP7ftC6XfYyvhoJPCKP7A).
Wspomina o tym wielokrotnie wspomniany Alex Berdowicz na swej stronie porozmawiajmy.tv , który wywiad przeprowadzał. Podobnie działa np. Sebastian Minor prowadzący stronę Federacja Galaktyczna oraz czasem występujący na kanale Niezależnej Telewizji i jej imprezach (wśród innych podobnych osób) oraz na kanale Gaja tv (skromny odpowiednik Gaia.com).
Mamy w Polsce jeszcze wielu innych, z których wspomnę jeszcze raz Igora Witkowskiego, który opublikował już 15. i 16. tom swojego cyklu “Instrukcje przebudzenia”, a kluczowy tom 17. („Przemiany na Ziemi jako wrota do przyszłości„) jest już napisany, ale będzie ujawniony gdy zapowiadane zmiany będą miały miejsce. Jego narracja, aczkolwiek potwierdza że mamy kosmicznych opiekunów i przeciwników, skupia się bardziej na samym człowieku (pisałem o tych książkach tutaj).
Do tych zagadnień można podchodzić z różnych stron jak to robi Tadeusz Owsianko czy Neale D. Walsch, ale w tych wszystkich relacjach przewijają się wątki ezoteryczne, co jest nieuniknione przy podejmowaniu zagadnień duchowych. Zwrócę jednak uwagę, że zgodnie z określeniem słownikowym (wiedza ukryta), to właśnie utrzymywanie status quo przez drugą stronę związane jest z utajnianiem zjawisk i obroną oficjalnej doktryny i kultu religijnego, a wiedza o rzeczywistości jest przekazywana jedynie wybranym elitom, czyli jest to inne wydanie ezoteryki.
Dochodzimy w tej notatce, która zaczęła się od Księżyca, do filozoficznego ale i praktycznego zagadnienia kosmicznej walki “dobra” ze “złem”. Cudzysłów jest uzasadniony gdy spojrzymy na to z wyższej perspektywy, gdzie dostrzega się kosmiczny plan pewnej gry, w której są aktorzy “biali” i “czarni”, dla których ostatecznie nie ma innej drogi jak dobro pojmowane jako przestrzeganie boskich praw Wszechświata. Ma to jednak duże znaczenie praktyczne do Ziemi, na której doszliśmy do punktu, gdzie bez zmiany czeka nas regres a nawet upadek cywilizacji. Jest w tym jednak wątek optymistyczny, bo wg narracji Thiersa i podobnych sygnalistów, już jesteśmy po decydującym starciu dwóch kosmicznych opcji gdzie “czarni” zostali pokonani i odseparowani. Realizowany jest teraz plan zmian na Ziemi, co musi potrwać.
Sprawa jest tak obszerna – patrz cykl artykułów i filmów na https://www.exopolitics.org/, że zaupełnie nie mieści się w ramach tego wpisu, ale jest warta śledzenia, chociaż zahacza o jeszcze bardziej niesamowite zagadnienia (np. wywiad i działania wykorzystujące przemieszczanie się w czasie, Projekt Looking Glass, Projekt Pegasus, Projekt Montauk, …).
Jak głosi hasło Qanon (tajemniczy ruch wolnościowy) – “trust the plan”… Oby.
Przypisy własne
[ 1 ] Metodologicznie powinno stosować się np. metodę porównywania atrybutów, inaczej metodę porównywania parami. Porównuje się dany nieznany obiekt kolejno z obiektami podobnymi, którego cechy są znane. Z punktu widzenia rachunku prawdopodobieństwa wystarcza do konkluzywnego dowiedzenia pełnej identyczności dwóch obiektów, jeśli obiekty te wykazują posiadanie co najmniej 12 cech wspólnych. W danym przypadku jest to trudne.
[ 2 ] Krótko pisałem o tym już wcześniej – wpis Czas ujawnień
[ 3 ] O Obcych, UFO, hierarchiach władzy i niezwykłych technologiach mamy dość danych na samej Ziemi (to że niewiele o tym słyszałeś nie oznacza że różne służby mają na te tematy bardzo dużo informacji), ale aspekt Księżyca lub Marsa daje nam szerszą perspektywę i dodatkowe przesłanki by badać temat dalej oraz wysuwać wnioski. A dla czystej satysfakcji intelektualnej połączonej ze zdumieniem i zadumania się nad tym, czego nie wiemy, warto przyjrzeć się niektórym kręgom zbożowym lub artefaktom odkrywanym przez archeologów lub niezależnych badaczy.
[ 4 ] Przyczynki do tematu znajdziesz w wielu miejscach,  zwłaszcza w literaturze i w sieci nt. badań ufologów, astronautyki i poszukiwaczy tajemnic.
Oczywiście są też strony krytyczne, niektóre ze stanowisk religijnych lub twardych racjonalistów.
Ten artykuł nie ma na celu nikogo przekonywać, chyba że do spostrzeżenia jak wiele jest różnorodnych zjawisk i poglądów oraz tematów wymagających wyjaśnienia a nie ukrywania.
I dalsze w miarę pozyskania nowszych wiadomości.
Reklama

Nowości listopada 2019

Historia ludzkich poglądów jest rzadko czymś więcej
niż historią ludzkich błędów.
Voltaire

Jesień. Więcej w domu, chociaż staram się spacerować  i „bywać”. Jednak przede wszystkim lektury i praca nad tekstami i serwisami.
Krótko o tym.
Co działo się tutaj – widać (niewiele…).

Jak zwykle – nowości listopadowe na LepszeZdrowie.info.
Tym razem krótsze,  bo częściowo wyhamowałem aktywność na rzecz innych spraw.

Tam: o medytacji, błędach w nauce i pochopnych ocenach rodzących naukowe kłamstwa, jeszcze o tłuszczach, o margarynach i ich szkodliwościach, o konopiach, rewelacje klawiterapii, nowości z Facebooka i innych źródeł…

A propos Facebooka. Już dawno powstała tam stroniczka pt. Moc Wiedzy  Traktuje o najróżniejszych sprawach.
Z jej opisu:
Wiedza ma moc. Żyjemy w epoce informacji.
Chociaż informacja ma cenę i służy do uzyskiwania przewagi, zwłaszcza politycznej i handlowej, to chcę się tutaj zająć informacją która da Ci przewagę innego typu.
Chodzi bardziej o WIEDZĘ, a ta może dać mądrość, która pomoże Ci żyć i przeżyć.
Przede wszystkim trzeba wiedzieć jak dużo wiedzy jest przed nami ukrywanej.
Jak jesteśmy nieświadomi pewnych mechanizmów, swojej istoty i roli.
Zatem, będzie sporo „wiedzy alternatywnej”.
Jest jej dużo i nie trzeba wynajdywać prochu.
Będę raczej zbierać to, co napisali inni (agregacja).
Może kiedyś nagromadzi się tutaj tyle tej wiedzy, że tytułowa „moc” będzie miała też wymiar ilościowy.

Jednak ta strona jest jeszcze mało znana – zatem zapraszam i proszę o polecania, polubienia, komentarze…

Przede wszystkim opracowuję kolejne książki Stefana Garczyńskiego. Po ostatnim ebooku Błąd. Źródła. Unikanie. mamy drugą podobną Strzeż się tych błędów, wg mnie cenną pozycję, która nawiązuje do często podejmowanego tutaj tematu błędów w myśleniu i wnioskowaniu, w tym w nauce,  działania wg uprzedzeń i schematów. Wewnątrz prezentacji dodatkowe odniesienia do materiałów uzupełniających, które kiedyś opublikowałem. Motto z nagłówka jest pobrane z kilkuset tam podanych cytatów.

Książkę rzedstawiam we wpisie O błędach i głupocie można nieskończenie.
Przypominam, że ebooki S. Garczyńskiego udostępniamy bezpłatnie (pdf i jeszcze 3 inne formaty mobilne). Zapraszam!

Jesień wchodzi w mniej sympatyczną fazę. Lubię ją „dokumentować” podczas spacerów. Jeśli tak jak ja podziwiasz jej barwy  – zapraszam do tego albumu.

Pozdrawiam i życzę spokojnego okresu przedświątecznego!

Praca na luzie, lub luz z domieszką pracy

jeszcze jedno miejsce pracy

Myślenie to najcięższa praca z możliwych
i pewnie dlatego tak niewielu ją podejmuje.

Henry Ford

Dobiegają końca wakacje szkolne, z czym wiąże się także często koniec urlopów rodziców. Powrót do rozgrzanego miasta to niewesoła perspektywa, co w moim przypadku jest powodem że przeciągamy pobyt w leśnej daczy na ile się da. Naszym przywilejem jest to, że nie musimy wracać.  Jest pięknie, chociaż susza daje się we znaki.
W tym miejscu wrzuciłem ostatnio trochę nowszych zdjęć z okolic (w uzupełnieniu albumu Moje miejsca na ziemi).  Codzienne spacery, wycieczki rowerowe – wszystko to cieszy i przydaje zdrowia, ale po 2 miesiącach zaczyna też nieco nużyć.
Przerywnikiem są wypady do miasteczka lub jakaś kawiarniana przyjemność w paru gospodach i agroturystycznych ogródkach.
Zgromadzone książki już przeczytane, prace ogrodowe na tym etapie zrobione, więc odskocznią jest powrót do … pracy.  W moim przypadku  – takiej na luzie – w postaci pisania.
Jak w sentencji z ostatniego wpisu:
Myśli moje są jak ptaki, zlatują się z różnych stron i jak ptaki krzyczą, domagając się przemyślenia.
A niektóre spisania.

To tak dla zrównoważenia – wg sztuki odpoczynku.
W szczególności kusi napisanie paru recenzji z lektur. Tu wspomnę tylko o niedużej ujmującej książce  Hygge. Klucz do szczęścia (Autor Meik Wiking).
Hygge to jedno z najpiękniejszych duńskich słów, określające uczucie szczęścia, ciepła, komfortu i bezpieczeństwa. Chociaż o hygge (trudno to przetłumaczyć) napisano już parę (przynajmniej) książek, to ta daje przegląd w pigułce tego dlaczego Duńczycy są uważani za najszczęśliwszych na Ziemi. Mimo złego klimatu, płaskiego kraju i innych ograniczeń. Zostawiam temat na później, ale zaakcentuję, że powyższe uczucia towarzyszyły mi tego lata – też mimo różnych dziejowych wichrów, o których zewsząd słychać.  Dziwne, bo jestem świadom różnych zagrożeń, które przecież często opisuję. Neale D. Walsch napisał książkę pod przewrotnym tytułem „Burza przed ciszą” – widocznie tak musi być przed nastaniem ery spokoju…
W mej prywatnej skali, hygge to przecież ta kameralność, przytulność, prostota jaką mamy w swoim domku.
Zasiadam więc wieczorem do daweczki pracy przy biurku w sypialni, gra muzyczka, żona w drugim pokoju ogląda TV lub coś czyta,  okno otwarte do późnych godzin, mrugają gwiazdy i jest poetycko.
Gdy potrzebuję większego skupienia, przenoszę się do osobnego pawilonu gdzie mam stół do pracy  – jak na zdjęciu.
To pasuje do tematyki mojej „grupy” (grupki)  na FB  Moje miejsce pracy, co do której miałem na początku inne (właśnie na luzie) intencje, ale grupowicze wrzucają tam głównie ogłoszenia dotyczące pracy. OK, niech będzie.

Chyba na pierwszy ogień tych recenzji pójdzie książka Factfulness – dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, Hansa Roslinga, bo jest to pozycja, która równoważy mi miejscami nastroje pesymizmu właśnie co do stanu świata – mimo zastrzeżeń co do trafności szeregu tamtejszych ocen.

Zanim skończę owe „prace” (kilka równolegle, więc przy upale tym bardziej nie idzie to warko) komunikuję sierpniowe nowości na www.LepszeZdrowie.info.
Jest o tłuszczach raz jeszcze, zwłaszcza o zaletach MCT, jak to się ma do piramidy żywieniowej i mitów medycznych, oraz o stanie naszych instytucji kontroli żywności i rolnictwa. Także jak opóźnić starzenie się. Nowe książki o uzdrawianiu, wiadomości ze strony Zdrowie i Fitness dla Ciebie i dużo więcej …
W kwestii spraw zdrowia trzeba by utrzeć nosa niektórym hejterom i „mądralom”, do których pasuje powiedzenie (od znajomego):
Kto pyta, jest głupcem przez pięć minut; kto nie pyta, pozostaje nim do końca. Pokaż mi z kogo się śmiejesz, powiem ci kim jesteś.
Ale teraz odpuszczam, chyba szkoda nerwów na niereformowalnych lub niedoinformowanych na życzenie. Będzie o tym obszerny materiał Niebezpieczny schematyzm. (wyglądaj pod koniec września?).

Cóż – mimo wszystkich uroków letniska – czas wracać – przynajmniej na załatwienie spraw i zaległości w Warszawie.
Pięknej jesieni!

 

Podobieństwa przyciągają

nadaję z lasu

 

Nie trzeba mieć wszystkiego,
wystarczy mieć to co najlepsze…
Damian Aleksander

Powracam z sentymentem do niewielkiej książeczki „Lapidaria podRóżne” (autor Damian Aleksander,
Wydawnictwo: Papierowy Motyl) nie tylko ze względu na podobieństwo tytułów – mojego bloga i tej książki. To także podobieństwo uczuć…

Te Lapidaria – to zbiór poetyckich sentencji i ciekawych kolorowych zdjęć, powstałych w wyniku bacznych obserwacji, m.in. po podróży po Indiach i Nepalu. Ukazują niecodzienne, niezwykłe oblicze kraju, którego nie spotka się na widokówkach. Autorem zdjęć jest również Damian Aleksander.

„Zdjęcia to sposób dzielenia się z ludźmi emocjami. Większość z nich idąc z duchem czasu, umieszczałem na Facebooku. Często wracam do swoich przemyśleń, próbując w ten sposób usłyszeć wewnętrzny głos dający mi możliwość poznania innych jak i samego siebie”.

Autor prowadzi czytelnika poetycką ścieżką, zostawiając go sam na sam z własnymi emocjami, zachęcając do przemyśleń j zgłębienia tajników swojej drogi do nieskończoności.

Parę arbitralnie wybranych sentencji, w których odnajduję też siebie:

Myśli moje są jak ptaki, zlatują się z różnych stron i jak ptaki krzyczą, domagając się
przemyślenia.

Trudno mi zaakceptować, że jeszcze mogę na coś narzekać, kiedy radość życia nie widzi żadnych przeszkód, aby się wyrazić…

Jeszcze nie wstałeś , a padasz…
jeszcze nie zaczerpnąłeś oddechu, a już się dusisz…
jeszcze nie zrobiłeś kroku, a już się potknąłeś…
jeszcze raz ci mówię: nie bój się…
wstań, weź oddech i pobiegnij…
jeszcze tyle wspaniałości cię czeka…

Myśleć pozytywnie to nie udawać, że „zło” nie istnieje.
To postawa, która transformuje wszystko, aby to „zło” się nie wydarzyło.

Serce szczęśliwego człowieka promieniuje szczęściem wprost do serc innych ludzi,
wzajemnie potęgując się. Piszę się więc na taką kumulację szczęścia. To dopiero haj.


Coś od siebie, skoro o emocjach i „haju”.
Upał.  Ostatnią noc spędziłem na działce w hamaku pod gwiaździstym firmamentem!
Aż sam się zdziwiłem, że dopiero po tylu latach to powtórzyłem, bo miałem takie przygody w czasach studenckich – czy to na obozach czy na autostopie, a potem w czasie 2. podróży poślubnej po Grecji, gdy trafiliśmy do Meteory w tak gorącą noc, że spaliśmy na ziemi pod gołym niebem nawet w otwartych śpiworach.

 

Potencjał czubka

             każdy swój czubek chwali…

 

Na wieniec laurowy liczy też twardogłowy.
Maria Celej

Leżąc na hamaku, lub odpoczywając na trawie podczas wycieczki, lubię przyglądać się niebu. Często wspaniały widok (o ile nie zakłócony przez chemtrails). Czasem zastanawiam się – jakież to gwiazdy są akurat nade mną. Oczywiście nie te, które widziałbym w tym miejscu nocą. Tajemnica teoretycznie do rozszyfrowania, ale komu by się chciało ustalać porę, azymut itp. …
Przyglądam się za to drzewom. Mój wzrok kieruje się ku górze, ku ich czubkom.
Są nie tylko piękne, ale dla mnie także alegorią wzrostu, życia, nadawania kierunku. Zielone, strzeliste, górujące nad okolicą. Gdy dolne gałęzie, stare i już bez większej życiowej funkcji, usychają i odpadają, te wyrażają nieugiętą wolę życia, pęd ku słońcu.  Tam też jest stosunkowo najwięcej szyszek, co pokazuje potencjał tej części drzewa.
Alegoria rozciąga się na społeczeństwo ludzi. Są tacy którzy górują, napędzają społeczność, to oni mają największy potencjał w kreowaniu wzrostu i … nie mam na myśli szyszek, jak się czasem określa ludzi władzy lub biznesu.
Chociaż można powiedzieć, że niektórzy z nich rzeczywiście mają pozytywny wpływ na rozwój i to, co się dzieje, ale raczej chodzi o twórców, wynalazców, intelektualne elity. Chociaż wielu do nich pretenduje, tych faktycznych jest niewielu. Tak jak elita czubka wśród gałęzi, są w mniejszości. I podobnie jak czubek drzewa narażony jest bardziej niż inne gałęzie np. na pioruny, tak elita jest bardziej wystawiona na krytykę oraz łatwiej tam zaliczyć bolesny upadek z wysokości. Pamiętamy z fizyki czym jest nie tylko potencjał ale i energia potencjalna związana z wysokością i spadkiem …

Słowo czubek ma też slangowe znaczenie – wariat.
Cóż, w historii właśnie osoby podejrzewane o wariactwo były tymi, które wbrew skostnieniu czy to nauki czy poglądów mas, tworzyły nowe paradygmaty lub po prostu odkrywały nowe możliwości. Zwariowani podróżnicy, uparci wynalazcy, nonkonformistyczni działacze społeczni, przywódcy rewolucji, naukowcy, którzy kwestionowali dogmaty…
Liczę na potencjał tych pozytywnych czubków  🙂

O zieleni i przyrodzie można nieskończenie

 

To jedna z „moich” narciarsko-saneczkowych górek w okolicy, gdzie spędzam obecnie letni czas. (Skrót perspektywiczny nie pokazuje długości i sporego nachylenia).

 

Nie ma lepszej aury pogodowej niż własna pogoda ducha.

Otoczony zwierzętami lubię je obserwować. To mnie kapitalnie uspokaja, nawet gdy psocą.
Przede wszystkim koty, które na tym blogu już mają swoje ślady. Półdzikie, odwiedzają nas codziennie, w tym roku cztery. Niedawno brzemienna a teraz karmiąca kotka, którą najbardziej hołubimy i dokarmiamy z wiadomych względów. Dwie inne kotki jakby rozumieją jej pierwszeństwo przy talerzach na werandzie, ale chętnie korzystają gdy tej pierwszej nie ma. Wszystkie czarne. Szare koty z lat poprzednich gdzieś zniknęły.
Jest i piękny czarno-biały kot, który czasem się zbliża, ale dumnie idzie dalej swymi ścieżkami.
Zatem czekamy na moment gdy małe kotki będą nam „przedstawione” – prawie coroczny rytuał pełen uroku, potem psot i  harców.

Teraz harcują wiewiórki.  Objadły wszystkie orzechy na leszczynach – trudno … I tak byśmy nie upilnowali. Renkloda miała w tym roku ledwie parę owoców – też spodobały się wiewiórkom. Wyścigi na sosnach, nieprawdopodobne skoki z drzewa na drzewo, cmokanie, czasem wzajemne z nami wpatrywanie się – z obopólnym zaciekawieniem.

Ptaki już rzadko śpiewają, ale jest ich pełno. Podziwiam zwinne przedzieranie się przez krzaki i drzewa. Aronię trzeba było zebrać wcześniej bo każdego dnia rekwirowały spore ilości jagód. Ciekawostka: w okolicy jest parę posesji na których widzimy dorodne i pełne owoców krzaki aronii, ale tam ptaki nie zaglądają. Tylko do nas. Dziękujemy za sympatię, ale mniej nas cieszy obłupianie z owoców.
Smutno też, że bociany odleciały już dość dawno …

Nie mamy psa, ale w  okolicy gospodarze i letnicy w pewnym sensie uzupełniają ten brak. W tym sensie, że często znajdujemy psie kupy przy parkanie. Cóż, to samo zjawisko co w mieście, niestety. W tym roku zdarzyła się nam dwa razy śmieszna (?) przygoda. Przyjeżdżamy na działkę i co widzimy? Rozwłóczone po ogrodzie buty, które stały na werandowej półce. Po pewnym czasie sprawa się wyjaśniła – namierzyliśmy gagatka – mały piesek (bezpański?) przełaził dziurą/podkopem w płocie i robił sobie taką zagadkową zabawę. Potrzebna  była dokładna inspekcja strony w którą uciekł by odkryć tę dziurę w praktycznie niedostępnych dla człowieka gęstych zaroślach.

Wokół dużo pomniejszych zwierzątek. Szczęśliwie w tym roku praktycznie bez komarów, trochę tylko gzów, czasami, ale rzadko kleszcz. Podziwiam motyle. Zaglądając do atlasu „Motyle polskie” Jerzego Heintze próbuję je identyfikować.

Najbardziej jednak podziwiam te najmniejsze stwory – są nawet wielkości ćwierci milimetra a wykazują w zachowaniach dużo swoistej inteligencji. Pisałem już kiedyś o tym. Wśród nich małe pająki. Temat do zgłębienia, bo to jakaś magia. Obserwuję np. jak od podstaw takie maleństwo tworzy kolistą sieć pajęczyny. Najpierw „linki” rozpinające konstrukcję między gałązkami, potem promieniście szereg nici do centrum a następnie spiralnie od zewnątrz do wewnątrz coraz mniejsze kółka. Pracuje szybko wieloma nóżkami naraz – jak automat.

Na kwiatach pracowite pszczoły. Cieszy to, że wciąż są, bo mówi się o ich depopulacji – osobny ważny temat…

Z większych zwierząt widzimy tylko skutki działania bobrów, bo je same trudno spotkać. Wzdłuż strumyka leśnego kolejne zwalone drzewa, a inne już nadgryzione – do zniszczenia wkrótce. Leśnicy nie reagują. Myślę sobie, że pracownicy leśni, którzy nie dalej jak kilka-kilkanaście metrów od strumyka zostawiają sporo nieużytecznych gałęzi po przycince lasu, mogliby przesunąć te sterty nad brzeg i może bobry tym by się zadowoliły w swoich  budowach? Ale może się mylę co do bobrzych zwyczajów… Jedyny plus, że za żeremiami postał bród, którym skracamy sobie drogę do pięknej partii puszczy, do której normalnie dostęp jest dopiero kilometr dalej przez mostek.

Las urzeka. Ale tego starego, pięknego coraz mniej. Doceniam nowe nasadzenia, ale z tego las będzie dopiero po dziesięcioleciach.
Dwie refleksje. Czy wokół siedlisk-letnisk nie powinno się zachowywać stref krajobrazowych? (mam na myśli pasy leśne).
Wycinki służą głównie drewnu na meble, budowy i na papier. Wyczekuję czasu gdy papier będzie robiony z konopi lub innego biodegradowalnego surowca, jaki będzie wynaleziony w ramach postępu  techniki.
Mam niewyjaśnione pytanie co do surowca z jakiego  IKEA produkuje swoje meble i eksportuje do wielu krajów. Wiem że Szwedzi szanują swoje lasy, zatem czy przypadkiem nie jest to polskie drewno?

I jeszcze jeden wątek ekologiczny, też częściowo związany ze Skandynawią.
Obecnie jest głośna sprawa nadużywania przelotów samolotowych przez polityków. I coraz większej ich ilości w ogóle, zwłaszcza w ramach masowej turystyki. Wiadomo, że to samoloty tworzą w atmosferze dużo więcej zanieczyszczeń niż samochody. Zatem czy nie jest hipokryzją, gdy ci, którzy mówią tyle o czystym powietrzu i ekologii często latają?
A co to ma wspólnego ze Skandynawami? Tam narodził się trend ograniczania się w przelotach. Chociaż irytują mnie różne dziwactwo pseudoekologów, to akurat w tej kwestii byłbym za.

Wracam do ogrodu, bo pokazało się słońce i szkoda go tracić – podobnie jak na rozpisywanie się o tym, co trzeba przede wszystkim poczuć a nie omawiać po raz kolejny… I chociaż uznaję mądrość motta, to po prostu lubię być na słońcu.

Zaskoczenia i zdziwienia – cd.

schniemy…

Zas­kocze­nie jest wte­dy, gdy ocze­kuje­my trzech różnych możli­wości,
a przyt­ra­fia się czwarta *.
Żabcia 1804 

 

Po dłuższym pobycie poza Warszawą znajdujemy miasto niespodziewanie zielone.
Widocznie tu podało – w przeciwieństwie do naszego letniska, gdzie niecałe 100 km od stolicy panuje okropna susza.
Nawet jeśli zbiorą się tam na krótko chmury burzowe, to wkrótce coś je rozwiewa, a gdy czasem popada, to przez 5 minut i lekko.
Wokół pył. Ostatnio (Z mojego świat(k)a ) dziwiłem się, że ludzie podlewają trawę, ale to w tym przypadku uzasadnione, chociaż ciągłe jej koszenie wciąż jest dla nie niezrozumiałe, bo jest ona naturalnym akumulatorem wilgoci.
Sprawa jest poważniejsza – okoliczne strumyki wyschły, plony w okolicy rachityczne – w niektórych miejscach do zaorania.

Czasem zastanawiam się czy pogoda nie jest sterowana… Prognozy też zaskakują – nie sprawdzają się. To już kolejny rok, gdy rolnicy mają w plecy, a także i my – podwójnie – droższe produkty oraz kompensaty dla rolników, które przecież idą z podatków – zamiast na inwestycje i rozwój, to na łatanie klęsk żywiołowych.
Nasza gospodarka wodna jest fatalna – lata zaniedbań w kwestii zbiorników retencyjnych, zaniedbane melioracje, erozja gleby  zatruwanie wód pestycydami… Polska  jest jednym z najuboższych w wodę krajów w Europie (podobno 2. od końca listy). 
Do tego dochodzi utrata suwerenności nawet w tak strategicznym segmencie jak zasoby wody. Wiadomo, że woda i żywność to ultymatywne bronie geopolityczne.
Jest o tym bulwersujący artykuł … Żydowskie koncerny przejmują polską wodę pitną. Chociaż jest to problem ogólnoświatowy, to Polska jest szczególnie narażona.
Abstrahując od obecnej sytuacji w rolnictwie, widzę jak lekkomyślnie i rozrzutnie podchodzą do wody niektórzy sąsiedzi. Przykładowo (chyba kiedyś o tym już pisałem) mieszkaniec z piętra nade mną codziennie bierze rano prysznic trwający … 20 minut. A na działkach – nawet gdy nie było suszy, podlewanie non-stop.

A więc – powrót do Warszawy. Pod domem nie ma gdzie zaparkować – jakieś motocykle zajmują całe miejsca dla samochodów, mimo że jest sporo zakamarków  gdzie spokojne by się zmieściły.

Następnego dnia szybki ogląd miasta. Faktycznie zielono. Ale inne zaskoczenie – w Parku Skaryszewskim. Jest  zielono na kortach AZS-u, gdzie kiedyś grywałem. Bo zarosły chwastami. Podobnie tamtejszy amfiteatr – nic się nie dzieje. Uszczerbek w miejskiej kulturze.
W sierpniu od lat mieliśmy zwyczaj wpadać na jakiś występ w Art Parku (Skwer Rydza-Śmigłego). Sprawdzam – … w tym roku impreza w całości odwołana.  Oj, coraz gorzej. Czyżby rządy Trzaskowskiego?
Podobno z jego inicjatywy, jak pisałem w Obrazki lipcowe, zwęża się drogi w stolicy co ma uprzykrzyć życie kierowcom („wrogom ekologii”). I faktycznie – nie poznaję sąsiedniej ulicy – przewężenia, jakieś dziwne wysepki, malunki na asfalcie niby tras rowerowych mających po … 10 m długości!

Co jeszcze mnie zadziwi w następnych dniach? Ucieknę znów z miasta, ale polityka i skandale w radio i Internecie dopadają wszędzie. Panoszy się cenzura i propaganda.
Ale dość … lania wody i o tym może w następnym wpisie.

PS. Ad * Kiedyś, dawno temu, będąc przy pieniądzach, pożyczyłem na procent pewne sumy trzem osobom. Kalkulowałem – w najgorszym razie, jak dwie mi nie zwrócą, to przynajmniej odbiję sobie część na procencie od tej uczciwej.
Zdarzyła się czwarta okoliczność – nikt nie oddał.

Z mojego świat(k)a

oznaki jesieni w lipcu

Nie jednemu kryzysowi na imię Bezmyślność.
Maria Celej

Dziś krótko parę tematów, pierwszy w 3 punktach, który mógłbym zatytułować  Jeszcze o głupocie (?), może niedbalstwie?

1. Z działki na prowincji
(poniekąd kontynuuję wpis Obrazki lipcowe)

Kiedyś wytykałem tutaj pewne dziwne, a nawet naganne zachowania leśników w mojej okolicy > Z lasu 2018.

Z tej samej okolicy jeszcze trochę zdziwień…

Dwaj sąsiedzi, ilekroć przyjadą na działkę, koszą trawnik do samej ziemi – aż ją skrobią. W tym suchym roku oznacza to pylenie kurzem. Niewiele pozostaje, więc w trosce o zieleń obficie, czasem cały dzień podlewają ten ugór. Następnym razem – gdy trawa ledwo odrośnie (ostatnio tylko miejscami, tak jest już zniszczona) – znów od razu strzyżenie i podlewanie. I taka kołomyjka od lat. Chyba nie ma momentu by mogli nacieszyć się  trawnikiem. Praca dla pracy… Mądre?
Nie dają żyć trawie ani sobie. I sąsiadom też – bo teren jest dość duży a kosiarka spalinowa hałasuje i smrodzi.

Inny (kobieta) podlewa trawnik prawie non stop, nawet po obfitym deszczu. Naprawdę!

2. Domy i place

Dużo jeżdżę w okolicach Warszawy oraz  po powiecie, gdzie mam ów leśny domek.  Nie zliczę ile razy widziałem taki obrazek:
Prywatny plac pod budowę, gdy duży – dziś wart od miliona do paru milionów  złotych. Otoczony pięknym parkanem – klinkier, słupki, bywa że z pseudo rzeźbami, metalowe sztachety, czasem z ozdobnym kuciem.  Duży koszt – w gwizdek. Jakby pod jakiś pałac. I co? – w środku zarośla lub ledwo zaczęta budowa – stan niezmienny od lat a nawet od dziesięcioleci. Wszystko zaczyna się sypać. Od razu kojarzy mi się to z naszym polskim zadęciem lub słomianym zapałem. Coś na pokaz, bez kalkulacji i wyobraźni. Prawdopodobnie ktoś przeinwestował i działał na hurra.
Cóż, zdarza się, że nie wytrzymał np. spłaty kredytu (?).  Ja bym wtedy sprzedał część placu i byłoby po problemie.
Zresztą widzę sporo bida domków, często opuszczonych i rozwalających się – na placach wartych setki tysięcy lub miliony.
Potencjalni milionerzy – ale nie sprzedadzą. Rozumiem, że mogą być spory majątkowo-spadkowe, ale żeby aż tyle razy?

Albo domy w bogatych, dobrych dzielnicach willowych – często atrakcyjne, ale opuszczone, niszczejące a nawet chylące się ku zawaleniu. Nie przystoi miejscu, niewykorzystana szansa właścicieli i miasta.
Dlaczego tak się dzieje? Chętni zapewne są – problem jest po stronie właścicieli, jak przypuszczam.

3.  Drogi

Pisałem już kiedyś na podobny temat – o zaniedbanych drogach i ulicach w willowych okolicach.
Oczywiście to zdarza się wszędzie, ale zadziwia mnie ten kontrast – „wypasione” wille, drogie ogrodzenia, a przed nimi wyboista piaszczysta droga pełna błota, kałuż lub ślizgawek, a w letnie susze – rozwiewająca pył. Nawet tylko skrzykniecie się paru właścicieli by przywieźć ciężarówkę czy dwie żwiru mogłoby zażegnać sprawę. Nie mogę tego zrozumieć – komfort w domu, a  bałagań (także w wymiarze śmieci) na zewnątrz . Prywata, aspołeczność uderzająca w samych właścicieli. Nawet gdybym z nikim nie  mógł się dogadać w tej sprawie, sam bym sobie zorganizował naprawę drogi przed swoją posesją, przynajmniej aby nie pyliło mi się w okna i by oszczędzić resory samochodu. Nie czekałbym na innych ani na łaskawe pozwolenie zarządu dróg – wszak przynajmniej z tytułu mojego otoczenia nie mieliby podstaw oczekiwać zażalenia czy dochodzenia strat, gdyby coś się stało. A może działają głupie administracyjne przepisy, które blokują takie oddolne działania?

I zupełnie inny temat  – tym razem z mojego świata zainteresowań …

4. Nowości zdrowotne z serwisu LepszeZdrowie.info

Chociaż do końca miesiąca jeszcze parę dni, to zwyczajowo podsumowuję już lipiec w tym wpisie.
Ze względu na wakacje z innymi zajęciami (oraz długi pobyt poza miastem  i stąd słaby dostęp do sieci) – tym razem nie było tego wiele. Już w poprzednim wpisie wspomniałem o paru tematach tam poruszonych.

Zatem w  skrócie: O boreliozie, chorobach odkleszczowych i sztucznie wywoływanych, afera z 5G i nowe spojrzenie na istotę tej technologii (projekt wojskowy i nowa fizyka), czemu jest stosunkowo mało wybudzeń ze śpiączki, ciekawe artykuły z sieci i wskazówki dla lepszego zdrowia, o S7Health i dużo więcej …

Zapraszam, ale by nie było tak całkiem pobieżnie – chociaż jeden temat szczegółowy z tych nowości, bo wg mnie ważny.
Może wreszcie nastąpi przełom w zakresie leczenia raka – cały świat na to czeka… (o ile nie utrąci tego wynalazku, który może odebrać dochody biznesowi chorobowemu).

LEK NA RAKA? Ta rozmowa w Tagen.tv – https://youtu.be/nDBXXBdo7_I brzmi rozsądnie, a przy okazji pokazuje właściwości wynalezionego preparatu dające nadzieję na uleczenie też innych chorób – od polskiego multiwynalazcy Stanisława Szczepaniaka (Firma INWEX). Jest z nim parę wywiadów w sieci, np. rozmowa ze  z 2015 r.

Pan Stanisław wspomina o pewnej książce – jest to
Nowa dieta antyrakowa autorstwa Johannes F. Coy, Maren Franz z Wydawnictwa Świat Książki.

Pozdrawiam z lasu!

(niestety susza już daje pierwsze znaki jesienne – jak na obrazku)

Obrazki lipcowe

W powiązaniu wszystkiego ze wszystkim,
bywa że nawet wakacyjne refleksje dotykają spraw globalnych.

Ponieważ większość wakacji spędzam w lesie (z gorszym zasięgiem internetowym) skupiłem się głównie nad lekturami.
Jest tyle tematów, którymi chciałbym się z Wami podzielić, że „głowa boli”, ale liczne pokusy – wycieczki, odsłuchiwanie płyt, właśnie lektury oraz prace działkowe odciągają od pisania.  Przede wszystkim byłyby to wieści z zakresu moich głównych zainteresowań – zdrowie i technologie.
Już prawie koniec miesiąca, a widzę że zapomniałem poinformować o czerwcowych nowościach zdrowotnych ze strony LepszeZdrowie.info.
W skrócie – było o: nowej wizji uzdrawiania, o homocysteinie, jak skutecznie się odchudzić (wg zasad metabolizmu), i jak lepiej oddychać, aktualności z Polski – wciąż zagrożenia dla zdrowia oraz porady by było lepsze.

Właśnie ze względu na leśne otoczenie zająłem się obecnie tematem boreliozy. Uprzedzając niektóre nowości lipcowe (artykuły już opublikowane)  – w dość obszernym artykule jak pod linkiem znajdziesz omówienie różnych aspektów tej choroby  i chorób odkleszczowych, ich występowania, diagnostyki i leczenia, w tym metodami IDSA i ILADS (co wybrać?), oraz metodami komplementarnymi – także biorezonansowymi i ziołowymi. Powołuję liczne źródła.

Do artykułu nawiązuje notatka Mycoplasma odsłaniająca niektóre związane z nią tajemnice, zwłaszcza wokół stowarzyszonych  działań i wprowadzanych do medycyny nieporozumień. Ważne dla zrozumienia HIV, AIDS, różnych zakażeń, testów serologicznych i DNA oraz dla zdrowszego życia.

Z obydwoma powyższymi tematami wiąże się artykuł Czy niektóre choroby są sztucznie wywoływane? – cz. 1.
Część pierwsza, ponieważ zagadnienie jest obszerne.
Wśród takich chorób mocno podejrzana jest właśnie borelioza, co posłużyło mi jako wprowadzenie do tematu  – wg ostatnich informacji ze śledztwa w USA.

Innym głośnym ostatnio tematem jest technologia telekomunikacyjna 5G, którą na siłę władze chcą wprowadzić i w Polsce. Na świecie i u nas odbywają się liczne protesty związane z udowodnionymi szkodliwościami zdrowotnymi.
To obszerne zagadnienie do osobnego omówienia (szykuję). Przyczynki znajdziesz w artykule z 2018  Alert 5G, do którego dodałem ostatnio ważny dopisek.
Otóż chodzi o działanie pól torsyjnych (skalarnych), a nie fal elektromagnetycznych (te są tylko w 5G narzędziem ich precyzyjnego nakierowywania).
Sprawa dotyczy broni strategicznej, o czym wspominali już przed laty Barrie Trower, a obecnie naglaśnia to dr Diana Wojtkowiak, mówiąc o milowym skoku w tym zakresie i w nauce w ogóle. Stąd reglamentacja tej wiedzy w publicznym przekazie…
Przy okazji zaczyna się układać w całość podstawa naukowa wielu dotąd tajemniczych zjawisk: homeopatii, zdalnego uzdrawiania ale także zdalnego szkodliwego działania na ludzi (mind control), różdżkarstwa, telepatii, zjawisk psychotronicznych, nawigacji ptaków, oddziaływania miejsc na człowieka, itd. itp.
Wszystko za sprawą odkrycia 5. oddziaływania, dotąd nieznanego oficjalnej nauce, a już dość dawno stosowanego w tajnych projektach wojskowych. Fascynujący temat – do dalszego zgłębiania.

Wracając do leśnego życia. Obserwujemy wciąż wielką suszę. To budzi zaniepokojenie o plony, ale skłania też do szerszych refleksji. Głośnym tematem są zmiany klimatu. Omawiam to kolejny raz w artykule Wojna o klimat z kasą w tle. Nawiązuję do niektórych artykułów w prasie jak „Nowa religia – klimatyzm” Rafała Ziemkiewicza, „Szaleństwo klimatyczne” Tomasza Cukiernika, ale i szeregu innych.  Wciąż  obstaję przy tezie że mamy do czynienia z wielkim szwindlem w imię biznesu.
Jednak muszę i ja zmienić nieco swoją narrację.  Tak, człowiek ma wpływ na zmiany klimatu. Ale nie w tym sensie jak się to nagłaśnia propagandowo.
Pogoda, niezależnie od zjawisk kosmicznych i naturalnych, najwyraźniej wygląda na lokalnie sterowaną. Są ku temu odpowiednie środki techniczne i finansowe oraz motywacje.
Będę o tym jeszcze pisał, bo dotarłem do relacji alarmistów (whistleblowers). Klimat jest zwłaszcza sztucznie zmieniany w Europie wg określonego planu. W tym sensie jest to wpływ antropogenny.

Przechodząc do lżejszych tonów – na fali ocieplenia (chociaż mieliśmy ostatnio raczej zaburzenia pogody niż jednoznaczne ocieplenie) ruszyła w Polskę fala urlopowiczów i turystów. Chociaż kochamy Bałtyk – celowo zrezygnowaliśmy z tego kierunku w czasie wakacji ( -> Wczasowo). Nie lubimy tłoku.  W ogóle turystyka przybiera groźne rozmiary stwarzając szereg problemów. Zobacz starsze dywagacje na ten temat –https://lapidaria.home.blog/2018/08/05/turystyka-co-o-niej-myslec-cz-1/ ( i cz. 2).
Od dawna bardziej optuję za modelem skandynawskim, gdzie wiele rodzin ma domki letniskowe i tam spędza urlopy, przy okazji nie przyczyniając się do ciągłego zwiększania ruchu lotniczego. Zabrzmiało jak punkt manifestu zielonych ekologów, z którymi się nie utożsamiam, ale akurat tu widzę wielką hipokryzje tych, którzy nie poruszają tego aspektu a piętnują np. ludzi jako tych, którzy sami w sobie są zagrożenie  dla środowiska … oddychając  🙂
W tym kontekście niepokoi mnie też skala planowanego centralnego portu lotniczego w Baranowie pod Warszawą. W tym skala zagrożeń ekologicznych i dla zdrowia – zanieczyszczeń powietrza i hałasu – coś co przerośnie wszystko, czego dotąd doświadczyliśmy – przy planowanej  przepustowości 100 milionów pasażerów, a nawet mniejszej. Taka ilość nie koresponduje w żadnym stopniu z potrzebami Polaków – stąd pytanie: dla kogo będzie budowany jest ten port?

Jeszcze a propos ekologii. W „zielonej polityce” obserwuje się rugowanie samochodów na rzecz rowerów, a ostatnio w Warszawie (zapewne nie tylko) elektrycznych hulajnóg. Te ostatnie – przez brak uregulowanego statusu prawnego, hulają (nomen-omen) po chodnikach stwarzając zagrożenia, co miało już swe skutki. Jestem za takim sposobem poruszania się (chociaż to nie sprzyja nawykom ruchu dla zdrowia), ale w sposób cywilizowany – z poszanowaniem bezpieczeństwa pieszych. Przy okazji – niezwykle duże zainteresowanie wzbudził mój wpis na FB (5,5 tyś. udostępnień) o hulajnogach z własnym napędem z roku  …1916.

Natomiast ograniczanie ruchu samochodów w imię ekologii prowadzi się w sposób co najmniej dyskusyjny, jeśli nie głupi.
Zwęża się ulice, w tym o zasadniczym znaczeniu dla komunikacji. Ma to odstraszyć kierowców. Ale jest to przeciwskuteczne ekologicznie. Ulice się korkują. Pomijając samą uciążliwość, stratę czasu i ekonomię w ujęciu indywidualnym i zbiorowym, ruch przerywany generuje dużo więcej spalin niż w ruchu płynnym i szybszym. Te spaliny tworzą chmurę oddziaływującą na samych kierowców oraz przechodniów. Hamowanie co chwila ściera też okładziny hamulcowe przyczyniając się tworzenia niezdrowych pyłów. Samochody zagrzewają się. Spalanie jest większe. W sumie absurd do jakiego doprowadza ideologizacja pewnych aspektów naszego życia.
Podobnie tworzenie na siłę „stref relaksu” w miejscach zupełnie do tego niedostosowanych (ruch, spaliny, hałas, nagrzany asfalt, brak naturalnego cienia…) – jak na Placu Bankowym w Warszawie – na złość kierowcom, by nie mieli gdzie parkować przed Urzędem Miejskim, ale nie dając nikomu nic w zamian – owa strefa jest pusta, a kosztowała ok. 900 000 zł.

Cieszę się, że mam gdzie uciec od tych niedogodności, trudniej uciec od wiadomości o głupocie i różnych przekrętach.
Mam takie powiedzenie:
Głupota i naiwność karalne nie są. Ale gdy dotyczy to ministrów, decydentów itp. – grozi tragediami dla Narodu i powinny być karane.

Na tym zakończę mój cząstkowy „raport” lipcowy – idę na hamak, bo kusi kolejna ciekawa książka.
Udanych wakacji!

Wczasowo

Jeśli nie znajdziesz czasu na odpoczynek,
będziesz musiał znaleźć czas na chorobę.

Wydobyte z archiwum dawnego bloga „Mirrors” z 2007-08-22  stare refleksje, które potwierdziły się wielokrotnie (byliśmy nad Bałtykiem prawie co rok) i nadal są aktualne.
W [   ] parę późniejszych uzupełnień.

… Kolejne zadziwienia – tym razem z wczasów spędzonych w małym pensjonacie. 
Jak zwykle, nie twierdzę że jestem lepszy a nawet, że coś jest lepsze, tyle tylko, że istnieją metody, zachowania i zwyczaje bardziej przydatne i bardziej przyjazne ludziom. 

Obrazek 1
Idziemy na plażę ok. 9-9.30, gdy nie jest na niej tłoczno, wybieramy sobie fajne miejsce i delektujemy się przestrzenią. Nie ma jeszcze skwaru, a wiadomo, że dłuższe opalanie się między 10 a 15-tą nie jest zalecane ze względu na zagrożenia ultrafioletem.  [później dowiedziałem się, że między ok. 11 a 13 jest najlepsza pora na krótkie opalanie dla wytwarzanie w skórze witaminy D3 z promieniowania UVB – patrz Słońce- dobre czy złe?
Jest też o kremach do opalania, antyperspirantach itp.]
Dozując po trochu spacer, leżenie na słońcu i w cieniu wytrzymujemy tak do maksimum godz.13, po czym wracamy do pensjonatu, gdzie bez kolizji z innymi (czasem braki ciepłej wody) bierzemy prysznic, odpoczywamy trochę i pijemy aperitif (nie alkoholowy!) przed obiadem. Po małej sjeście poobiedniej (na dworze jeszcze skwar), po południu idziemy jeszcze raz na plażę, ale już raczej na długi spacer wybrzeżem, z małymi postojami wypoczynkowymi, już bez objuczenia parawanami, parasolami itp. 
W ogóle, leżenie godzinami bez ruchu to nie nasz styl, to nie odpoczynek. 
Natomiast, to co widzimy, to gremialne ściąganie ludzi na plażę po 11-tej i pozostawanie tam przez większość dnia, z posiłkiem w pobliskim barze fast-food. [właśnie takie ostre opalanie powoduje później różne dolegliwości a nawet choroby skórne  – jak wspomniałem w ww. artykule].

[W tym kontekście nie dziwi słynna wypowiedź Agaty Młynarskiej z 2016 r.  o tłoku, niskiej kulturze itp. nad morzem – chociaż było to tak mocno hejtowane. Może forma była nieodpowiednia, ale miało to sens. Nie chodzi przecież o to, by komukolwiek wzbraniać odpoczynku nad morzem, ale o to by zachowywać się prawidłowo.
Zagadnienie zahacza o turystkę w ogóle – pisałem o tym tutaj].


Obrazek drugi.
Wieczór. Do późnych godzin wokół grillowanie, biesiadowanie, picie, co prawdopodobnie wyjaśnia późne przychodzenie na plażę następnego dnia. Natomiast dziwi mnie i porusza, że małe dzieci towarzyszą rodzicom w tych biesiadach do późnych godzin! Maluchy, które powinny (tak przynajmniej było „zawsze”) już ok. 20. być w łóżkach buszują jeszcze po 23. 
I jeszcze o dzieciach. Coraz częstszy obrazek: dzieci 2-3 miesięczne towarzyszące rodzicom na wakacjach w pensjonatach, kwaterach, a nawet na plaży. Czy to jest w porządku? Nie będę rozwijał tematu – tym, którzy nie wiedzą o co chodzi polecam jakieś podstawowe lektury. 

Obrazek trzeci. 
Tak się składa, że w miejscu gdzie byliśmy, system ciepłej wody był mało wydolny i często brakowało jej do wieczornych kąpieli. A może to nie instalacja była niewystarczająca, lecz sposób jej używania niewłaściwy? 
Otóż, sąsiednie pokoje były „akustyczne”, dobrze wiedzieliśmy kiedy i jak się ktoś kąpie. 
Woda potrafiła się lać pół godziny. Czy to nie wyjaśnia sprawy? A przecież można polać się w minutę, namydlić i wyszorować prawie bez udziału wody w ciągu następnych paru minut i wypłukać dokładnie poniżej minuty… 
Można by mówić o oszczędności i ekologii, ale czyż nawet bardziej prozaiczne uświadomienie sobie, że zabiera się szansę kąpieli innym, jest takie trudne? 
Widocznie jest. 

[Przy okazji – jak to jest z tymi częstymi kąpielami? Zobacz artykuł Kąpiele  ]

A jakie są Twoje doświadczenia?

W tym roku nie pojechaliśmy nad polskie morze, chociaż kochamy Bałtyk ze względu na unikalne długie piaszczyste plaże, zwłaszcza puste, i uroki – nawet w niepogodę. Plan był taki by wyprzedzić ruch na początku szkolnych wakacji. Późniejszy najazd i ciasnota – to odstręcza. Ale czerwcowa pogoda była w kratkę, były też pewne obowiązki i nie wyszło.
Przy okazji – dlaczego bezpośrednie połączenia kolejowe do popularnych miejsc (np. Łeba  z Warszawy) nie funkcjonują – chociażby raz w tygodniu! – poza wakacjami?