
Dzik jest dziki
Temat dzików w miastach stał się znów głośny w kraju, a nawet zagranica zainteresowała się tym, dlaczego w Polsce nastąpiło tak silne poruszenie wokół tej sprawy.
Podnosiłem ją w mediach społecznościowych wielokrotnie na przykładzie Warszawy.
Przytoczę tylko parę przykładów z X.com (zdjęcia pomniejszam dla szybszego ładowania wpisu).

( 2025) W wielu okolicach Warszawy dziki grasują tuż przy posesjach i w parkach. Czynią szkody. Czy władze miasta naprawdę są bezsilne, czy raczej głuche na skargi i prosty komunikat, że tak nie powinno być?

(2023) To jest symboliczne… Pasuje do różnych sytuacji. Ludziom wstęp wzbroniony, ale dziki mogą tu buchtować do woli.

(2017) Że też władze Warszawy nie potrafią/nie robią nic z dewastacją naszych parków przez dziki! Już co najmniej drugi rok.

(2016) Od ponad miesiąca dziki ryją i dewastują roślinność w Parku Praskim (już ok. 1/4 powierzchni). I nic… Co na to służby dzielnicy? Itd.
Takich zdjęć ze swojej okolicy mam dziesiątki.
Pisałem też do prezydenta R. Trzaskowskiego: Czy Panu nie wstyd z powodu indolencji miasta wobec tych dewastacji, które od lat widzę w wielu miejscach – w parkach (które tracą zarówno trawniki jak i cebulki kwiatów), przy posesjach prywatnych, lasach Warszawy. Dziki wprowadzają dziki nieład…
Temat jest szerszy, bo dotyczy też bezpieczeństwa, kosztów, polityki …
Jak widać, w tym wpisie będzie krytycznie o pewnych postawach i ich skutkach w zakresie ochrony przyrody, w tym zwierząt. Są to ideologiczne zapędy, podobne do tych, jakie kierują na niebezpieczne tory sprawy energetyki, rolnictwa lub klimatu.
Już te dwa zdania mogą usposobić nieprzychylnie mojego czytelnika, więc na wstępie pokażę, że jestem wielkim miłośnikiem przyrody w wielu jej aspektach.
Ileż to razy pokazywałem swoje zachwyty przyrodą, jej fauną i florą! Dużo w tutejszych wpisach, ale nie tylko. By nie przedłużać wspomnę fragmenty z tych tutejszych np. Najdłuższe lato?, Leśne lato 2025, Refleksje z wakacji (część wpisu), O zieleni i przyrodzie można nieskończenie (tam różne zachwyty), ….
Pasjami oglądam w telewizji programy przyrodnicze, otaczam się kotami, piszę wiersze i wierszyki o przyrodzie i zwierzętach. Broniłem Delfiny …
Kto lubi takie klimaty – zapraszam do poczytania, chociaż poruszam tam i inne sprawy. Umieszczam też setki zdjęć przyrody na szeregu platform społecznościowych.
Wróćmy jednak do meritum – dziki w mieście.
Ostatnio odbyły się liczne narady, jak uporać się z problemem – bez widocznego rozwiązania. Jak zwykle unijne i nasze przepisy bardzo zawężają możliwości. Był też głośny protest pod Urzędem Warszawy w sprawie dzików. W zgromadzonym tłumie, na plakatach i w mediach pojawiały się hasła jak „jestem dzikiem”, „jestem z wami”, przybierające formę jakiegoś fanatyzmu.
Kojarzy się to z inną akcją „Jestem szczurem” (JestemSzczurem.pl ), co przypomina nawet zboczenia widywane na Zachodzie, gdzie ludzie identyfikują się np. z psami. Są też przypadki skrajnego wywyższania zwierząt domowych ponad przyjęte u nas zwyczaje cywilizacyjne, np. zjawisko „psiesko” w opozycji do posiadania dziecka. Coraz więcej zgłaszanych jest ataków psów na ludzi – nawet ze skutkami śmiertelnymi.
Tutaj ważne jest jednak zastrzeżenie – w moich uwagach chodzi o zwierzęta w mieście, gdzie warunki stwarzają dla nich nienaturalne ograniczenia oraz stanowią zagrożenia dla ludzi.
Na przykładzie psów (pisałem o nich np. w Śmierdząca sprawa oraz w końcowej części Jak pies z kotem – zapewne narażam się na krytykę ich posiadaczy) głośna stała się „ustawa łańcuchowa” z jej zawiłościami, co spowodowało następny podział w społeczeństwie. Podobnie „Piątka dla zwierząt”. Zastanawiające jest to, że w Europie bodajże tylko w Polsce mamy tyle problemów z psami.
Podobnie nie można zapominać, że szczury w MIEŚCIE, stanowią zagrożenie epidemiczne, niszczą kable lub składy żywności (więcej o tym w Jak pies z kotem ).
Dziki stały się też problemem dla rolników, bo niszczą uprawy. Moglibyśmy to rozszerzyć na rosnące zagrożenie od żubrów — po latach od introdukcji ich populacja tak wzrosła, że rolnicy ponoszą duże straty.
Gdy słucham celebrytów, aktorów i różnych aktywistów/”aktywiszcza” na wiecach lub w mediach, to przychodzi mi do głowy nieśmiała myśl, że mamy do czynienia z jakimiś nawiedzonymi ludźmi. I zastanawiam się, czy nawet nie są inspirowani i dotowani przez podejrzane NGOsy (podobnie jak klimatyczne „Ostatnie pokolenie” czy lobbyści agresywnego LGBT plus). Powtarzają te same formułki i mocno wątpliwe argumenty.
Tak jak nie lubię dewocji i przesadzonego sentymentalizmu, tak razi mnie jednostronność podejścia do przyrody, jakiś infantylizm. Dla szeregu osób niedźwiedź w okolicach górskich to miś, prawie zabawka, co nieraz kończyło się poturbowaniem turysty. Są kraje, które nie patyczkują się z takimi zagrożeniami – jeśli populacja dzikich zwierząt i ich zachowania przekraczają dopuszczalną granicę – likwiduje się je i większość to rozumie. W Polsce nie.
Animaliści/ekolodzy (używam tych określeń swobodnie) mocno potępiają myśliwych, którzy – niezależnie od swoich osobistych poglądów – przyczyniają się do zachowania ogólnej równowagi w populacji dzikich zwierząt w lasach. Lewicowe postawy przeciw polowaniom doprowadziły do zwiększenia populacji zwierzyny w lesie i proces lawinowo narasta. I nie chodzi tylko o lasy. Podkreślę: wykładniczy (!) wzrost populacji postawi nas przed jeszcze dużo większymi problemami – trzeba działać już teraz, mieć wyobraźnię skutków zaniedbań i postawy defensywnej.
Wracając do miast i osiedli ludzkich – tam nie można do nich strzelać – czasem odławia się je, wywozi do lasu, a one …wracają. To kosztuje dużo zachodu i pieniędzy.
Mieszkańcy są terroryzowani, boją się wyjść do ogrodu, na spacer, podobnie dzieci idąc do szkoły czy przedszkolanki prowadzące maluchy na spacer… mają blokowane drogi…
Zieloni litują się nad potencjalnymi ofiarami myśliwych – że to nieludzkie, okrutne itp. Podobnie zareagowali na akcje usypiania dzików w mieście przed ich pojmaniem i wywózką. Chociaż nie jest to zabijanie „na oczach mieszkańców, a zwłaszcza dzieci”, podciągnięto to właśnie pod morderstwo, co tak oburzyło protestujących.
Co do zabijania pisałem kiedyś w Wilki:
„… Teraz porównajmy. Zabicie wilka czy dzika na ogół nie wymaga więcej niż jednej kuli – szybka śmierć z zaskoczenia i praktycznie bez cierpienia. Myśliwy często rozważa też, jakie zwierzę ma paść ofiarą. Polowania są planowane, mają formalne ograniczenia.
A ofiara wilków? Zwierzę zagonione i okrutnie zagryzane przez stado. Wilki nie przestrzegają też okresów, w których myśliwym polować nie wolno – właśnie ze względów humanitarnych”.
Widzimy więc pewien brak logiki w „humanitarnym” podejściu ekologów do spraw zabijania dzikich zwierząt.
Ogólniej – to także wypaczone stanowisko, że zwierzęta i ich cele bytowe są ważniejsze niż ludzie. Można się spierać na temat szczególnych przypadków, ale generalnie obowiązuje właśnie taka nowomowa i ideologia (w tym wojowniczy wegetarianizm napędzający nawet politykę). Istnieje też spore nieporozumienie co do tego, co jest ekologiczne – patrz np. Ekologiczne?
W Warszawie podczas manifestacji i w innych wypowiedziach było pomstowanie na prezydenta Trzaskowskiego, że … próbuje coś zaradzić. Inna sprawa, że nieudolnie, a nawet przepraszał, że działa zbyt … ostro. Ale przed nim (za prezydentury Gronkiewicz w Warszawie) prawie nie było tego niszczenia lasów miejskich i parków. Zatem swoją miękką postawą Trzaskowski raczej wspiera „ekologów”, którzy chętnie wygoniliby…ludzi do lasu, a nie dziki. Bzdurne jest twierdzenie, że ludzie zabierają dzikom ich tereny, gdy odnieść to do szerokiego centrum miasta, gdzie nigdy ich nie było, a są.
Zawdzięczamy to także tym, którzy dziki dokarmiają i przez to zachęcają je do penetrowania miasta.
Jest to też wynik wzrostu liczebności wielu gatunków w lasach. Teść mojego syna jest od dziesięcioleci aktywnym myśliwym, działa w kółku łowieckim. On i członkowie tego koła poświadczają — nigdy nie było tyle zwierzyny w lesie. Jedne wypychają drugie w poszukiwaniu jedzenia.
Na koniec – chociaż dysponuję większym opracowaniem dotyczącym stosunku rządów i społeczeństw Europy do łowiectwa i myśliwych, to podam tylko istotne w naszym kontekście fragmenty.
Łowiectwo w Europie to nadal żywa tradycja kulturowa, ekonomiczna i ekologiczna. W Europie jest ok. 7 milionów zarejestrowanych myśliwych (dane FACE – European Federation for Hunting and Conservation). Stanowi to ważny element gospodarki (szacunkowo 180 mld euro rocznie razem z strzelectwem) i zarządzania dziką przyrodą (kontrola populacji jeleni, dzików, wilków itp.).
Badania na zlecenie FACE pokazują, że 77% Europejczyków akceptuje lub jest neutralnych wobec międzynarodowego łowiectwa i zatrzymywania części zwierząt (tzw. „trophy hunting” – poroża, rogi). Tylko 23% jest przeciw – w przeciwieństwie do twierdzeń organizacji praw zwierząt (np. Humane Society International), które mówiły o 85% opozycji. Najwyższa akceptacja jest w Danii (90%+), Polsce (ok. 62% akceptacji) i Niemczech.
Gdzie dominuje podejście liberalne? (łatwiejszy dostęp, duża rola prywatna/tradycyjna, kulturowa akceptacja):
Francja – największa liczba myśliwych w Europie (>1 mln). System mieszany: prawa prywatne + communal hunting associations (ACCA). Poluje się na ok. 90 gatunków. Rząd traktuje łowiectwo jako ważny element kultury i gospodarki wiejskiej (pulsarvision.com).
Hiszpania – zdecentralizowany, silna rola właścicieli gruntów (prywatne regulacje). Duża różnorodność gatunków (ibeksy, dziki). Łowiectwo traktowane jako biznes i tradycja. (zakazpolowania.pl)
Skandynawia (Szwecja, Norwegia, Finlandia, Dania) – bardzo wysoka gęstość myśliwych (Finlandia lider per capita ok. 6%, Norwegia lokalnie nawet 10-20% mężczyzn). Kultura łowiecka głęboko zakorzeniona, łowiectwo postrzegane jako zarządzanie zasobami i tradycja.
Węgry, Polska, Słowacja, Włochy (częściowo) – silna tradycja, systemy mieszane (w Polsce scentralizowany, ale kulturowo akceptowany). Węgry słyną z trofeów i turystyki łowieckiej. W Polsce i krajach bałtyckich łowiectwo ma status misji publicznej (kontrola szkód w lesie i rolnictwie) (awsassets.panda.org)
Dlaczego liberalne? Silna tradycja wiejska, rola myśliwych w kontroli populacji (dziki, jelenie, wilki), korzyści ekonomiczne (mięso, turystyka), mniejsza presja miejskich ruchów praw zwierząt.
Występujące gdzieniegdzie podejście restrykcyjne wynika z silnego ruchu praw zwierząt od lat 80./90. oraz z urbanizacji (mniejsza więź z przyrodą), obaw o bezpieczeństwo i wypadki. Są też unijne dyrektywy ochrony ptaków i siedlisk, presja ekologiczna i zaostrzenie regulacji, bo wzrasta wpływ organizacji animal rights i zielonych partii, w tym wzrost ochrony dużych drapieżników (wilki, niedźwiedzie) po latach 90.
Ostatnie 10–15 lat (2015–2026) to częściowy odwrót (reakcja na „przegięcia”) i polaryzacja. Przyczyniła się rosnąca populacja wilków (>20 tys. w Europie) powodująca konflikty z rolnictwem i hodowlą. Przykładowo w 2024–2025 UE zmieniła status wilka z „ściśle chronionego” na „chroniony” .
Podsumowując trend: od ideologicznego zaostrzenia (prawa zwierząt + ochrona przyrody) do pragmatycznego balansu (zrównoważone zarządzanie + reakcja na konflikty z przyrodą). Rządy coraz częściej słuchają wsi, ale presja miejska i unijna (bezpieczeństwo, dobrostan zwierząt) pozostaje silna.
Mój pogląd na tytułowy temat nie jest więc odosobniony.






