Na zakończenie 2018 roku

skokwNowyRok

Nie będę robił obszernych podsumowań ani szumnych deklaracji na przyszłość.
Trzymając się tytułowej lapidarności – tylko parę wzmianek o ostatnich sprawach.
Niewątpliwie żyję akcją dotyczącą powstrzymania technologii komórkowej 5G.

Pisałem o tym w ostatnim poście Alert 5G
Ponieważ uważam sprawę za bardzo ważną, to dodam jeszcze poniższy akapit (biorę ze swego twittera).

Rozmowa dr Barrie Trower’em, czołowym specjalistą od #5G, którą TRZEBA wysłuchać by zrozumieć niewiarygodną skalę zagrożenia – https://youtu.be/mElVn08aZQk 
An interview with dr Barrie Trower, 5G leading specialist. MUST see to understand the incredible
scale of the threat. English version – https://youtu.be/DLVIbPtNrVo

I zapowiedź konferencji #Stop5G oraz tamtejsze informacje „Must see”
http://mywolniludzie.net/wydarzenia/polska-strefa-wolna-od-5g-miedzynarodowa-konferencja-krakow-luty-2019/   
Uzupełnienie: „Jest wrakiem człowieka – pracował przy instalacji anten GSM – Technologia 5G nas zmasakruje?” 
https://youtu.be/e2grtSuRkjQ .

Oprócz takich aspektów jak niszczenie przyrody, inwigilacja i sterowanie ludźmi interesują mnie zwłaszcza zagrożenia zdrowia przy stosowaniu tej technologii.
Co do zdrowia – już przed świętami ukazały się Nowości miesiąca na stronie LepszeZdrowie.info.
Tam między innymi: Podsumowanie roku w zakresie szczepień, nowe książki o mitach medycznych i chorobach nieuleczalnych, dobrodziejstwa konopi, metody dra Burzyńskiego i E. Piaseckiego, opieka medyczna wg S7Health, pomoc edukacyjna dla rodziców i wiele więcej… Jest i prezent….
Tych nowości nie było dużo, bo pracuję nad sporym ebookiem. Sprawa się opóźnia ze względu na ilość materiału i konieczność uwzględniania nowego, jako że – jak mówi tytuł „Co się dzieje” – dzieje się wiele.
Będzie o wielu książkach, w tym z przepowiedniami. Ten wątek jest dość kontrowersyjny, zatem wydzieliłem go częściowo jako materiał zewnętrzny (do powoływań). Zacząłem więc np. serię krótkich omówień książek Neale D. Walscha – tych w Polsce jeszcze nie wydanych. To może być dla niektórych osób ciekawe niezależnie od głównego wątku, jako że te pozycje prawie nie są u nas znane.

I tak: część pierwsza zawiera przedstawienie autora (ważne dla zrozumienia całości), wstęp do tej serii oraz skrótowy opis książki The new revelations (Nowe Objawienia).

Odcinek drugi zawiera krótkie fragmenty z książki Bringers of light (Przynoszący światło).

„Idąc za ciosem” pozwolę sobie tutaj dać odcinek 3 w którym przedstawiam kolejną książkę (jak zwykle tłumaczenie z angielskiego  własne; aha –  przygotuj się na zaskoczenie…):

Happier than God.Turn Ordinary Life into an Extraordinary Experience. (Szczęśliwszy niż Bóg. Zmień swoje zwykłe życie w niezwykłe doświadczenie).

Z noty wydawniczej

Jesteś mistrzem duchowym a możesz tego nie wiedzieć. To jest twoja instrukcja. Została stworzona dla ciebie, przez ciebie. Neale Donald Walsch nie tylko mówi nam, jak możemy przetrwać tydzień w tych ciężkich czasach, ale pokazuje nam, jak każdy dzień może być przepełniony radością i optymizmem.

Powiada nam, że dobra wiadomość jest taka, że każdy z nas miał być szczęśliwy – szczęśliwszy niż Bóg! Ciepłe i kojące słowa Walsch’a zachęcają czytelnika do poszukiwania ukrytych zasobów, które znajdują się głęboko w każdym z nas. Pokazuje, jak każdy z nas ma moc w sobie, aby manifestować wszystko, czego potrzebujemy i chcemy.

To nie jest książka o teorii duchowej. Podaje plan, który może zmienić życie. Zawiera program, który Walsch nazywa „17 kroków do bycia szczęśliwszym niż Bóg”. To plan, który łączy w sobie najlepsze z konceptualnych prawd z jego 10-książek Rozmowy z Bogiem z najbardziej przejrzystym opisem – jak przekształcić te koncepcje w praktyczne narzędzia do zmiany życia na lepsze – na zawsze.

Z rozdziału 4

Wszystkie wielkie prawdy zaczynają się jako bluźnierstwaGeorge Bernard Shaw to powiedział, i miał rację.

Jego obserwacja wyjaśnia, dlaczego tak wiele wspaniałych prawd musi być wprowadzanych bardzo delikatnie, cichym głosem i z zaniżaniem znaczenia tych prawd.

Nadchodzi jednak czas, kiedy nie można ich już zwalczać dłużej. Bąbelkują do powierzchni życia i wybuchają w swej chwale. To są wielkie chwile dla ludzkości, dzięki czemu gatunek ewoluuje.

Pomyśl, że możesz być szczęśliwszy od Boga.

Co za myśl! Co za koncepcja! To rewolucyjne!
A więc wielu ludzi się temu opierało. Przez lata byli naciskani by występowali przeciw szczęściu, zaprzeczając mu , nawet czyniąc je czymś „złym”.

Tak, ludzie – i, jak na ironię, religie – twierdziły że źle jest być nawet trochę szczęśliwym, o wiele mniej szczęśliwym niż Bóg (Cóż, może nie zrobili tego źle, aby być szczęśliwym, a popełnili błąd przy robieniu większości rzeczy, abyś ty był szczęśliwy.)

Wielu ludzi wierzy, że życie miało mieć wiele bólu. Cierpienie powinno być „ofiarowane” Bogu. Powinno trwać w milczeniu. To daje ci punkty w niebie.

Kultura tak całkowicie przyjęła tę ideę, że niektórzy ludzie nie chcą być szczęśliwi przez cały czas. Kiedy mówisz o tym, jak możesz być „szczęśliwszy od Boga”, stają się niespokojni, czują się niewygodnie. Ostrzegają, że jesteś „surealistyczny”. Możesz nawet „handlować z diabłem”.

Będą ci mówić, że życie miało być beznadziejne. Życie jest próbą. To szkoła. „Bez bólu, bez zysku” i tak dalej. Ludzie w dużej liczbie w to wierzą. Kiedy mówisz im, że życie nigdy nie miało być nieszczęśliwe, że nikt nie musi być nieszczęśliwy, patrzą na ciebie zezem. Nie wiedzą co z tym zrobić.

Tak, to bluźnierstwo, ten pomysł, że możesz być szczęśliwszy niż Bóg. Ale to prawda. To nie jest zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe, i jest tak piękne, żeby nie było prawdą.

Dobrą wiadomością jest to, że nie musisz przechodzić przez piekło by dostać się do nieba.

Słyszałeś to? Niech to będzie wykrzykiwane z każdego dachu! Niech to będzie słychać z każdej mównicy i pulpitu. Niech słowo wyjdzie z tego czasu i miejsca: Szczęście jest twoim naturalnym stanem bycia i możesz zajmować tę przestrzeń przez cały czas.

Już nigdy nie będziesz musiał być tchórzliwy.

To nie znaczy, że nigdy już nie będziesz smutny, ale smutek i nieszczęście to nie to samo. Zajmiemy się zbadaniem tego tutaj.

Czy jestem szczęśliwy przez cały czas? Nie. Skłamałbym, gdybym powiedział, że jestem.

Czy cieszę się teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej? Tak. Czy to znaczy, że zaczynam czuć się tak przez większość czasu? Tak. Czy naprawdę tak myślę, że można być szczęśliwym przez cały czas? Tak.

I ty też możesz być. Możesz być szczęśliwszy niż Bóg.

Nic z tego nie wiąże się z materializmem, lub „ja-pierwszy-ismem”. W rzeczywistości „formuła” nie działa w ten sposób. Ona pozwala ci tworzyć cokolwiek i wszystko, czego chcesz, i wiem, że brzmi to jak materializm, ale gdy już znasz całą formułę, gdy usłyszysz w pełni Nieopowiedzianą Prawdę, będziesz miał jasność jak to jest.

Zacznijmy więc od podstawowej prawdy, a potem dotrzemy do prawdy ukrytej za kolejną prawdą … coraz więcej tej Niewypowiedzianej Prawdy.

Podstawowa prawda została ci dana w pierwszych czterech słowach tej książki.

Życie miało być szczęśliwe.

Zapytałem cię wtedy, zapytam cię teraz: czy wierzysz w to? Jeśli tego nie zrobisz, życie nie będzie miało innego wyjścia, jak tylko grać zgodnie z twoją niewiarą. Nie bądź zaskoczony, jeśli nie jesteś szczęśliwy przez więcej czasu niż chciałbyś. Ale jeśli wierzysz, że życie miało być szczęśliwe, będzie.

Teraz możesz myśleć: naprawdę? Więc jak wyjaśnić cały ból i całe cierpienie na świecie?

Uczciwe pytanie. I zanim przejdziemy do tego tutaj, uzyskasz odpowiedź. Ale teraz, na razie, skup się na czterech słowach, którymi ta książka się zaczęła. Zobaczmy, czy to można przyjąć jako przynajmniej możliwość …

—-
Podstrona poświęcona książce http://www.nealedonaldwalsch.com/Store/HTG


Cóż – skoro o szczęściu – życzę Ci go wiele w 2018 roku. Szczęście to wielkie słowo. Ale radość to rzecz osiągalna na co dzień.
Umiesz cieszyć się małymi rzeczami? To droga do częstszych radości a nawet szczęścia. I do zdrowia!
(Pisałem przed laty o tym w artykuliku Radość lekarstwem).
I jeszcze zdążę życzyć Ci dobrej zabawy na Sylwestra – niech się dzieje!

Ja, Ty i My, czyli…

 …jeszcze krótko o innej trójcy oraz współpracy i synergii.

W starych dywagacjach o trójce pisałem o tym, że dwójka jest zaczątkiem mnogości i dualności, a trójka pokazuje pierwsze potencjały tej mnogości. Jednak już dwójka daje trzecią „relację” – oprócz indywidualnych składowych 1 + 1 jest nią właśnie 2. Odnosząc to do np. osób, mamy: ja, ty i My jako połączenie ty i ja. Nie musi być to połączenie fizyczne, ani bliskie – raczej chodzi o wytworzoną relację  – rzeczywistą lub potencjalną.

Dualność jest kosmiczną zasadą tworzącą różnorodność i ruch.
Jedną z hipotez kosmogenicznych i religijnych jest, że Bóg, będąc samotnym duchem w nieskończoności,  ‚poczuł się’ samotny i stworzył energię sobie podobną (w chrześcijaństwie – zrodził Syna).
Nie mnie rozstrzygać czy Duch Święty to właśnie połączenie tych dwóch istnień (było o tym trochę w powołanym wpisie).
Jednak oczywistym jest, że złożenia bywają czymś więcej niż sumą jednostek. Często mówi się o synergii – większych i nowych możliwościach, jakie się wtedy tworzą. W chemii opisujemy wręcz zupełnie nową substancję z dwóch czynników, jak np. woda – niepodobną do tlenu i wodoru.
To, co prawda, nie podpada pod potoczne rozumienie synergii, ale pokazuje jej potencjał.
Synergię rozważa się głównie jako czynnik pozytywny, twórczy. Ale podobnie jak katalizator może być pożyteczny lub nie, tak i synergia może być negatywna. Np. wzajemne oddziaływanie (interakcje) leków na siebie może mieć fatalne skutki. Podobnie – do szczepionek podaje się tzw. adiuwanty – substancje pobudzające reakcję organizmu na szczepionkę, traktowane jako stymulator/katalizator, ale … mające silne właściwości toksyczne, zwłaszcza na mózg.

W działaniach ludzi współpraca bywa synergią, ale także wzmocnieniem możliwości w realizacji jakiegoś celu.
I odwrotnie – brak współpracy rozprasza siły albo nawet je znosi, a nawet wywołuje szkody wewnątrz i poza układem dwóch podmiotów – w przypadku konfliktu.
Zatem, „współpraca buduje”.
W filozofii wschodniej, chociaż nie tylko, mówi się o zasadniczej roli harmonii. Polega ona na równowadze przeciwności. Czyli, jeśli nie jest to konflikt destrukcyjny, równoważenie jest szczególnym przypadkiem współpracy, który jest korzystny dla systemu 1+1= 2.
Przeciwności, jak wspomniano, są zasadą dualności.
Vadim Zeland w swej serii książek o transerfingu (zobacz wprowadzenie we fragmencie artykułu Wyższa perspektywa) często wspomina o równoważeniu tzw. wahadeł – jak określił działające na nas myślokształty.  Ale przecież nie trzeba przeciwności by harmonijnie współpracować w zespole – np. przez podział pracy i jej koordynację.  W przypadku dwóch osób/podmiotów (ja i ty) koordynacja może być okresowo wykonywana przez narady my.
Pary biologiczne – oprócz współpracy, tworzą potomstwo. W świecie roślin i niektórych zwierząt daje to olbrzymi ilościowo potencjał rozwojowy. U ludzi – oprócz my – rodzice, owo my rozszerza się na rodzinę. Ona – poprzez możliwą różnorodność talentów i zainteresowań, tworzy synergię i spotęgowane możliwości współpracy.

Piszę o oczywistościach, ale może warto przypominać wartość współpracy, zgody, twórczej dyskusji oraz roli rodziny. A zagadnienie dwójki można jeszcze filozoficznie rozwijać …

Niewymierność rzeczywistości

Najpiękniejszą rzeczą jest możliwość doświadczania tajemnicy.
Jest ona źródłem całej prawdziwej sztuki i nauki.
Albert Einstein

Obraz może zawierać: tekst

Czasem opanowuje mnie żyłka filozoficzna, która dziś przybierze wymiar … tajemnic matematyki.

Bardzo szeroki temat uprawiany przez wieki.
Biorę fragmencik dotyczący liczb niewymiernych, ale w ujęciu przystępnym chyba dla każdego. Sam też nie uprawiam matematyki jako profesji, więc może popełnię jakiś błąd w poniższych dywagacjach. Dalej będzie o sprawach znanych i dość banalnych, jednak … wciąż filozoficznie zastanawiających.
Może dlatego, że dalej omawiane okręgi, trójkąty, liczby to twory abstrakcyjne, co stwarza naszemu umysłowi sporo trudności…
Dla wielu to także abstrakcyjne życiowo i poniekąd mają rację – idealne okręgi, kule, różne figury itp. twory we Wszechświecie nie istnieją fizycznie, są to pewne modele matematyczne.
Zakładam tylko, że pamiętasz jak się definiuje liczbę niewymierną: nie da się jej wyrazić ilorazem dwóch liczb naturalnych.
Nazwa ilustruje fakt, że długości wyrażonej liczbą niewymierną nie da się zmierzyć tą samą miarą co „długości wymiernej”. A mierzenie to w zasadzie właśnie dzielenie – ile razy jakaś jednostka miary mieści się w mierzonej wielkości.
Taki iloraz w przypadku niewymierności wyraża się nieskończonym i nieperiodycznym ułamkiem dziesiętnym. Prawdopodobnie i przy każdej innej podstawie i we wszystkich systemach pozycyjnych liczenia (?). Zresztą, częściowo tę własność mają i niektóre liczby wymierne (np. 1/3). Na podstawie tego przykładu – to ciekawe, że nie wszystko da się podzielić dokładnie (w wymienionym sensie) na trzy…

Jest takie domniemanie, że rzeczy doskonałe i piękne są proste. Wygląda na to, że nie zawsze tak jest albo nieco trzeba zmodyfikować pojęcie doskonałości i prostoty.

Kula jest przykładem doskonałości. Bryła „bez końca”, o największej pojemności przy danej powierzchni, model wg których kształtują się planety, krople i inne twory fizyczne.
Właśnie, jaka jest pojemność kuli o danym promieniu?  Otóż nie wiemy – w tym sensie, że nie potrafimy określić tej wartości w kategoriach które kojarzą się nam z doskonałością. Zaskoczonym wyjaśniam że chodzi mi o dokładną wartość, bez przybliżeń. Wszystko za sprawą liczby π (pi) we wzorze, która jest właśnie liczbą niewymierną.  Można twierdzić, że to jest jak najbardziej określona wartość, ale przecież nie tak jak wiemy że powierzchnia kwadratu o boku a  wynosi dokładnie a*a.  Czyli nie chodzi o niedokładność metrologiczną ale o zasadniczą nieokreśloność, a raczej niedokładność. Oczywiście w praktyce możemy określić tę wartość z dowolną potrzebną dokładnością, ale tutaj mówimy o sprawach filozoficznych, o teoriach.

Na marginesie – jest grupka osób, które wierzą w płaskość Ziemi. Czasem podpierają się dziwacznym argumentem, że w Biblii nie ma mowy o tym, że Ziemia jest kulą. Nie ma w niej o wielu innych rzeczach, ale jeśli już angażujemy Boga do takich rozważań – zapewne  nie stworzyłby Ziemi ani planet w tak niedoskonałej formie, przeciwnie – właśnie w formie kuli (która ze względów dynamiki stała się geoidą).

Prostszym tworem od kuli jest okrąg, ale tutaj sytuacja jest identyczna, przejdźmy zatem do najprostszej płaskiej figury geometrycznej – trójkąta. Czy potrafimy dokładnie wyznaczyć jego boki?
Tylko w szczególnych przypadkach jak np. trójkąt równoboczny lub prostokątne trójkąty pitagorejskie, w których boki mają wartości całkowite. 
Wspomniany kwadrat też zalicza się do najprostszych figur, ale nie potrafimy dokładnie wyznaczyć  liczbowo wartości jego przekątnej – jest liczbą niewymierną. To odkrycie było to szokiem dla pitagorejczyków i znacznie rozszerzyło matematykę.
Odtąd teoria liczb poszła w kierunku większych abstrakcji, jeśli się nie mylę to później i dała początek teorii zbiorów.
Matematyka zajęła się też elementami „których nie ma” jak zero (=nic), liczby ujemne, urojone…

Jako przykład doskonałości przytacza się złoty podział występujący w bardzo dużej ilości form natury i dzieł ludzkich, np. w architekturze.  Rządzi nim liczba φ (fi) – także niewymierna.
Jest wiele innych liczb niewymiernych o dużej roli w matematyce.

Ciekawostką jest że działania na liczbach niewymiernych mogą dawać wyniki wymierne, np. (3+sqrt(5)*(3-sqrt(5)) = 4. (pomijając przypadki jeszcze bardziej banalne jak wprost mnożenie przez siebie pierwiastków o wartości niewymiernej).
Jeszcze większe zdziwienie a nawet zachwyt wzbudza równanie Eulera – jak na czele tego wpisu. Równanie pochodzi z 1748 roku. Można odnaleźć w nim podstawowe liczby matematyki: 0, 1, π, e, i,  w tym dwie niewymierne, co daje wynik całkowity,
oraz powiązanie funkcji trygonometrycznych (w wyprowadzeniu) z zespoloną funkcją wykładniczą.

Liczb niewymiernych jest więcej niż wymiernych podobnie jak przestępnych, ale nie wchodząc w te zawiłości, widać że rzeczywistość jest bardziej niewymierna i nieliniowa niż nam się wydaje.

W szczególności te proste przykłady pokazują nam zaskakującą dla niektórych naturę świata. Jego nieliniowość, porządki wyłaniające się z chaosu, fraktalność… Bogactwo ukryte w nieskończoności. To kolejny ciekawy i obszerny temat. Zobacz w ujęciu popularnym – „Fraktalny Wszechświat lub szerzej i nieco magicznie – „Fraktalny świat czyli filozofia natury.

Wbrew pozorowi, że doskonałe jest to co stałe, sztywne, określone, do ludzkiego wyobrażenia, okazuje się, że jest raczej odwrotnie. Tak jak płaszczyzna stwarza nieskończenie więcej możliwości niż linia prosta, chociaż obie formy mają nieskończoną ilość punktów. Ale inną liczbę kardynalną – jeśli nie pamiętasz co to jest – sprawdź np. w wikipedii. A przestrzeń 3-wymiarowa nieskończenie więcej możliwości niż płaszczyzna itd. Podobnie dynamika od statyki. 
Zawsze urzeka  mnie tak elementarna funkcja jak sinus lub cosinus – tym, że obie mają nieskończoną ilość pochodnych (z pojęć matematyki). Innymi słowy sinusoida wyraża zjawisko nieskończenie zagłębionej zmienności. Stąd i nieskończone „możliwości” fal np. w sensie ich harmonicznych, interferencji… . Mówi się nawet – wszystko jest falą.
Nie ogarniam tego w wewnętrznej potencji zjawiska i nie mam zamiaru, natomiast od czasu do czasu lubię pobawić się liczbami, zobacz np. jak kiedyś robiłem to z trójką – Trójca – moje trzy grosze albo liczbami pierwszymi (zwłaszcza w hipotezach Petera Plichty – zobacz w książce „Tajemnicza formuła Boga. Kod liczb pierwszych kluczem do rozwiązania zagadki wszechświata„, w której autor próbuje wykazać, że liczby nie mają charakteru przypadkowego, że nie są abstrakcyjnym wymysłem lecz są wyznacznikiem podstaw budowy materii. Punktem wyjścia całej teorii jest ‘krzyż liczb pierwszych’).

Zaszczepiłem w tobie trochę ciekawości?

Lapidarnie czyli skrótowo

„Każdego dnia przeżywaj tylko ten dzień”
– to odmiana hasła: dziel i rządź. (?)

M.R. Kopmeyer

było, jest, będzie

Dziś parę myśli lapidarnych – zgodnie w pierwotną intencją tego bloga (w tym parę powtórzeń z poprzednich wpisów)

„Tu i teraz” jest ważne, ale … czy nie zubaża nas o całe doświadczenie i planowanie?
Czy nie o to chodzi naszym ciemiężcom?

——–

Obserwuję parę przychodni, gdzie się leczę oraz członkowie mojej rodziny. Wszystkie przeszły ostatnio remonty – przyznam imponujące – na „wielki błysk”.
Ale wolelibyśmy leczyć się nawet w namiocie, aby dobrze i być traktowanym po ludzku – co niestety nie ma miejsca.
——–
(Allāhu) Akbar jest islamistycznym zawołaniem „Bóg jest wielki„.
Rzeczywiście, Bóg jest wielki, z tym że 10 do potęgi tysiąc bardziej niż się owym islamistom i  innym religiom wydaje. A wydaje się im, że Bóg osądza, mści się, czegoś od człowieka oczekuje, jakby czegoś Mu brakowało, że jakiś czyn człowieka może dodać Mu chwały lub obrazić itd. A zwłaszcza, że człowiek ma zasługę u Boga za uśmiercenie „niewiernego”. To absurd, a z punktu widzenia ludzkiego – zbrodnia. Kiedy – jeśli w ogóle – ta świadomość dotrze do fundamentalistów?
——–
Geometria. Cztery punkty (chociaż nie zawsze) ‚wyznaczają’ przestrzeń 3-wymiarową.
Trzy punkty (chociaż nie zawsze) wyznaczają płaszczyznę.
Dwa punkty wyznaczają prostą, a dokładniej odcinek, a ten jest podstawową miarą/metryką – odległością.
Jeden punkt wyznacza … co? Punkt jest sam z siebie niczym….
Chociaż… Nassim Haramein uważa, że wprost odwrotnie…
——–

Po latach wróciłem do lektury „Ukrytego władcy” Iana Wilsona.
Możliwości człowieka są niesamowite. Jeśli komuś coś niezwykłego się udaje, to dlaczego nie innym? Wydaje się, że potencjał mamy wszyscy podobny, tylko, ze niektórzy znaleźli specyficzne „furtki”… Polecam tę lekturę z 1990 r.  Dziś podobnych informacji o człowieku jest zapewne dużo więcej.
——–

Kiedyś stworzyłem stronę o Stefanie Garczyńskim – pisarzu i moim nauczycielu – http://www.StefanGarczynski.pl
Wciąż ja utrzymuję, chociaż pechowo – nie mogę nic w niej zmienić ani dodać – autorska aplikacja CMS praktycznie nie działa, a ftp nie potrafi tego ugryźć (struktura jest zaszyta w sposób niezrozumiały).
Natomiast można komentować i dodawać w ten sposób przyczynki – chociaż tyle, jeśli mogę prosić …[już rozwiązałem to przez przeniesienie na wordpress].
——–

Pytania jakie zadałem w paru miejscach, a na które wciąż nie mam odpowiedzi:

1) Jakiego programu używać do blogowania off-line (bez opcji aktualizacji on-line, a więc niezależnie od platformy zewnętrznej). Takie kalendarium, ale z otwieraniem się na dzisiejszej dacie i z możliwością sięgania wstecz zarówno po dacie jak i po tagach.
2) Jak zrobić efektywnie backup bloxa
3) Dlaczego na blox można mieć do wszystkich wpisów tylko 300 tagów; to spowodowało że nie mogę już dodawać nowych do nowych wpisów 😦
4) Jak komunikować się z administratorami facebooka?
5) Kopia strony www utrzymywana na bezpłatnym serwerze (najlepiej „wiecznym” – chmura?/google/dropbox/ itp. ?) z aktualizacją pobieraną nie z własnego komputera, ale z serwera u prowajdera gdzie  aktualnie serwis jest hostowany (odpłatnie). Chodzi o kopię nie tyle plików, co o pełną funkcjonalność strony (mirror).
——–
Refleksja ponurego dnia:
Niektórzy zatracają się w biznesie. Czy to jest najważniejsze?
Co ci przyjdzie z pieniędzy gdy drastycznie stracą wartość?
Jeśli rozchorujesz się i nie będziesz mógł ani doglądać swego biznesu ani się cieszyć jego wynikami?
A może w ogóle zatracisz umiejętność cieszenia się życiem, albo po latach zmagań już nie będziesz miał na to siły?
Czy nie zaniedbujesz rodziny, która w efekcie cię opuści (małżonek) a dzieci będą nieszczęśliwe?
Co będzie jak twe zyski zjedzą dalsze podatki albo opresje rządowe uczynią biznes zmorą.
A jeśli wybuchnie wojna? Albo sabotażyści lub służby zniszczą Internet?
Wszystko jest bardziej kruche niż się wydaje, także życie. Czy masz czas na Życie?
——–
Ostatnio zaangażowałem się mocno na rzecz lepszego zdrowia. W serwisie o nazwie – nomen-omen www.LepszeZdrowie.info zobacz, proszę, jedną z ważniejszych obecnych akcji pod adresem http://lepszezdrowie.info/O%20reforme%20sluzby%20zdrowia.htm

Dołączysz?
cdn.

Ateizm?

Wiara i ro­zum są jak dwa skrzydła,
na których duch ludzki uno­si się ku kon­tem­plac­ji prawdy.
Jan Paweł II

Pewien znajomy na FB powołał artykuł o tytule „Religious people are less intelligent than atheists, according to analysis of scores of scientific studies stretching back over decades” z Independent.co.uk , co wywołało małą dyskusję, jak zwykle przy tematach światopoglądowych.
Zacytuję moje trzy grosze, ponieważ irytuje mnie jak manipuluje się ludźmi poprzez tytuły prasowe.

…Tutaj chodzi o prowokacyjny tytuł artykułu „Religious people…” i jego intro. Jeśli skupić się na nich, to widać wyraźną manipulację (i może o to chodzi w tego rodzaju doniesieniach, bo mało kto sięga głębiej, czyta opracowania naukowe i statystyki). Tytuł sugeruje że, że istnieje czysta dychotomia:
ateizm-religijność.
Ateizm to negacja bóstw(a) lub siły wyższej, a przecież religijność jest li tylko pewną formą (często wykoślawioną) uznawania i/lub celebrowania bóstwa/siły wyższej. Implikuje to wrażenie, że każdy kto jest nie jest ateistą jest religijny. Lub, że każda religijność jest wypaczona, głupia.
Taka sztuczna opozycja ateizmu nie obejmuje też różnych form duchowości bez praktyk religijnych, filozofii uznających pozamaterialny składnik rzeczywistości lub formacji typu buddzym, gdzie nie ma osobowego bóstwa.
Zatem taki podział oraz przypisywanie braku inteligencji postawom, w których próbuje się postrzegać rzeczywistość z wyższej perspektywy, są same w sobie brakiem rzetelności a może i … inteligencji (znajdziesz miliony osób na niezłym poziomie intelektualnym, które wręcz powiedzą: brak uznania siły wyższej jest dowodem braku inteligencji).
Warto też wspomnieć o całkiem naukowych poglądach współczesnej fizyki, zwłaszcza kwantowej, która coraz bardziej widzi w rzeczywistości źródło, które – może nieudolnie w naszym aparacie pojęć – możemy nazwać duchem.

A co do merytorycznej strony, to jest multum głosów, z których w dyskusji pojawił się taki:

Przez 50 lat brytyjski filozof Antony Flew należał do czołowych ateistów. Jego rozprawa „Teologia a falsyfikacja”, zaprezentowana w roku 1950, „okazała się najczęściej przedrukowywaną publikacją filozoficzną [XX] (…) wieku”. W roku 1986 Flew został nazwany „jednym z największych współczesnych krytyków teizmu” (wiary w istnienie Boga).
Jakże więc zaszokował opinię publiczną, gdy w roku 2004 ogłosił, że zrewidował swój światopogląd! Co skłoniło tego uczonego do zmiany zdania?
Krótko mówiąc, nauka. Flew nabrał przekonania, że wszechświat, prawa natury oraz samo życie nie mogły powstać przez zwykły przypadek. Czy taki wniosek jest rozsądny?
Więcej na http://www.twojewiadomosci.com.pl/content/czy-nauka-rozprawił-sie-z-bogiem.

W uzupełnieniu przywołam jeszcze książkę „Bóg nie jest urojeniem – złudzenie Dawkinsa”  autorstwa Alistera i Joanny McGrath, w której  wykazują jak bardzo myli(ł) się i manipulował w swych pracach guru ateistów – Richard Dawkins.

Trójca – moje trzy (!) grosze

Początek, środek, koniec

3

Fascynują mnie liczby, zwłaszcza te naturalne, bo widzę w nich ponadczasowy i uniwersalny dla wszechświata element i język.
Stąd też bierze początek tzw. święta geometria, symbolika, harmonia i matematyka.

Natomiast nie chodzi mi o symbolikę jaką uprawia numerologia, czego daję wyraz (wątpliwości a nawet dezaprobaty) np. w artykule http://www.l-earn.net/index.php?id=91[serwis L-earn.net może być czasowo niedostępny ze względu na przebudowę]

W szczególności fascynująca jest liczba 3, uważana za liczbę doskonałą już przez wielu starożytnych. Pitagorejczycy wierzyli w istnienie trzech światów – Niższego, Wyższego, Najwyższego, a uczniowie Sokratesa i Platona wyznawali trzy wielkie zasady: Materię, Ideę, Boga.
Tak jak jedynka jest symbolem jedności i jedyności, dwójka jest zaczątkiem i symbolem mnogości oraz podstawą dychotomii i biegunowości, tak trójka uważana była za liczbę doskonałą z powodu obejmowania całokształtu rzeczy w wyniku tego, że jest sumą cyfr 1 oraz 2. Znane jest łacińskie przysłowie: „Wszystko, co złożone z trzech, jest doskonałe„.

To skłaniało do doszukiwania się i tworzenia trójpodziałów w najróżniejszych dziedzinach, a szczególnie w mitach, magii, grach, życzeniach.

W potocznym odczuciu troistość jest mocno zakorzeniona.

Przykładowo:

  • przestrzeń to obszar trójwymiarowy
  • przeszłość, teraźniejszość i przyszłość
  • trzy stany podstawowe materii – stały, płynny i gazowy
  • coś, co może stać, musi mieć przynajmniej 3 nogi (punkty podparcia)
  • początek, środek, koniec
  • wzrost, rozwój, owocowanie
  • niebo, ziemia, piekło
  • 1+2: dziecko i rodzice
  • cnoty: wiara, nadzieja, miłość
  • alchemia: siarka, sól, rtęć – podstawowe zasady

Te skojarzenia można by mnożyć.

Tzw. boskie trójce

  • chrześcijańska: (Trójca Święta) Bóg-Ojciec, Syn i Duch Święty
  • hinduistyczna: (Trimurti) Brahma-stwórca, Wisznu-życie, Siwa-śmierć
  • egipska: Ozyrys, Izyda, Horus
  • babilońska: Ea, Marduk, Gibil
  • hinduistyczna: Brahma-stwórca (Trimurti) , Wisznu-życie, Siwa-śmierć;
  • grecka: Zeus z potrójną błyskawicą, Pluton (Hades) z trzygłowym psem Cerberem, Posejdon z trójzębem

Przysłowia i frazy:

„gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta”

„pleść trzy po trzy”

„trzy wróżki”

„do trzech razy sztuka”

„raz, dwa, trzy – start!”

… (trzykropek!)

Trzy to podstawa pojęcia trójkąta – najprostszej figury płaskiej, ale też źródło trygonometrii, funkcji trygonometrycznych o bardzo dużej liczbie zastosowań.

Jest to też pierwsza liczba Fermata.

Trójka wprowadza nas w świat złożonych relacji (dwójka jeszcze nie).

Jeśli mamy 3 elementy A, B i C, to mamy 6 permutacji oraz następujące relacje wzajemne elementów (tu bez znaczenia kierunków):

A-B, A-C, B-C (pary); A-B-C (wszystkie razem); A,B,C (brak relacji = każdy osobno).

Tutaj (zaskakująco?) chcę powrócić do konotacji z Trójcą Św.

Chociaż od wieków trwa spór miedzy jej zwolennikami a antytrynitarianami, to ciekawa jest myśl Ryszarda od św. Wiktora, który twierdził tak:

Dla Boga, jako nieskończenie doskonałego, nie jest konieczne istnienie innych bytów, poza Nim samym, ale jednocześnie posiada On Miłość w stopniu nieskończenie doskonałym i, skoro tak, to nie może być ona egoizmem.. Z tego wynika, że Bóg istnieje przynajmniej w dwóch Osobach. Każda z Osób może dokonać nieskończenie doskonałego obdarowania z Miłości względem drugiej pełnią Siebie, a druga Osoba jest w pełni zdolna takie obdarowanie przyjąć. Ponieważ w rezultacie całkowitego obdarowania żadna z tych Osób nie przestaje istnieć (bo przeczyłoby to Miłości Osoby przyjmującej względem Osoby obdarowującej), to wyłania się konieczność zaistnienia trzeciej Osoby, będącej (ze względu na charakter tego aktu) podmiotem wzajemnego obdarowania się dwu pozostałych Osób. Istnienie większej ilości Osób nie jest konieczne, a skoro Bóg jest nieskończenie doskonały, to nie ma w Nim też niczego zbędnego…

Chociaż to trochę zawiłe, to oddaje myśl, że miłość bez obdarowywania nie ma sensu. Mam wątpliwość, czy symetria dawania i brania zaprzecza podmiotowości dawcy i biorcy, ale są jeszcze inne przesłanki za trójcą (i nie mówię o dogmatach, w ogóle wolałbym się nie wypowiadać o  teologii, bo nie jestem specjalistą!).

Moja (?) myśl o Trójcy, a właściwie o trójce:

Najważniejsze we wszechświecie są Życie, Miłość, Wolność.

Dlaczego?

W myśli ezoterycznej utożsamia się  często Boga z życiem ale i z miłością. Nie ma miłości bez życia (szeroko pojętego), a nawet jest teza, że wszelki byt (nawet „nieożywiony”) istnieje dzięki miłości.

Bóg – przynajmniej w ujęciu chrześcijańskim, chociaż to co powiem nie jest powszechnie dostrzegane czy uznane – jako pierwszą zasadę i darem dla stworzenia uczynił wolność (wolną wolę), przez co dał dowód bezgranicznej miłości: bądź i czuj się wolny, stwarzaj siebie i swoje otoczenie wg swych pragnień (ale to pociąga odpowiedzialność).

Współbrzmi to częściowo z niektórymi przekazami duchowymi, np. Neale D. Walscha w jego książkach z cyklu „Rozmowy z Bogiem”.
Właśnie  tam podane są bardzo nieortodoksyjne interpretacje Trójcy, i tak: przypomina o troistości naszej natury – umysł, ciało, dusza, co można odnieść do istnienia na planie fizycznym, nie-fizycznym i meta-fizycznym.

Odpowiadają temu znane ze współczesnej psychologii pojęcia świadomość, podświadomość i (ezoterycznie) – nadświadomość.

Autor idzie dalej – przypominam fragmenty z księgi 1.

(ulegam też pokusie by dodać dalsze akapity wykraczające już poza tytułowy temat, ale to daje szerszą perspektywę).

Wiedza to boski stan, ale największa radość płynie z bycia. Bycie osiąga się jednak przez doświadczenie. Ewolucja przebiega w sposób następujący: wiedza, doświadczenie, bycie. Oto Święta Trójca – która jest Bogiem.

Bóg Ojciec to wiedza – sprawca wszelkiego rozumienia, źródło wszelkiego doświadczenia, gdyż nie sposób doświadczyć czegoś, czego się nie wie.

Bóg Syn to doświadczenie – ucieleśnienie, odegranie w czasie tego wszystkiego, co Ojciec o sobie wie, gdyż nie możesz być tym, czego nie doświadczyłeś.

Bóg Duch Święty to bycie – odcieleśnienie tego wszystkiego, czego doświadczył o sobie Syn; proste, wyśmienite „jestestwo” możliwe tylko dzięki wspomnieniu wiedzy i doświadczenia.

To proste bycie stanowi błogostan. To Bogo-stan, następujący po Boskiej samowiedzy i samodoświadczeniu.

Po dodaniu trzeciego członu Trójcy otrzymujemy relacje:
To z którego powstaje / To które powstaje / To które jest.

Ta Troista Rzeczywistość to Boska pieczęć. To Boski wzór. Występuje on powszechnie w wyższym wymiarze. Nie sposób nie dostrzec go w kwestiach związanych z czasem i przestrzenią, Bogiem i świadomością czy którejkolwiek wzniosłej relacji. Natomiast nie spotyka się tej Troistej Prawdy w przyziemnych relacjach życia.

Rozpoznać można ten wzorzec w wyższych relacjach życia.
W ujęciu religijnym staje się on Trójcą Ojca, Syna i Ducha Świętego. W pewnych szkołach psychiatrii mówi się o nadświadomości, świadomości i podświadomości. Nauki duchowe wymieniają ciało, umysł i ducha. Niektórzy uczeni głoszą istnienie energii, materii i eteru.
Filozofowie powiadają, że nie można uznać czegoś za prawdę, jeśli nie jest prawdą w myśli, mowie i uczynku. Mówiąc o czasie, wyróżniamy tylko trzy czasy: przeszły, teraźniejszy i przyszły. Podobnie w postrzeganiu istnieją trzy chwile – przedtem, teraz i potem.
W kategoriach przestrzennych, czy mówimy o punktach we wszechświecie czy miejscach w swym pokoju, zawsze uznajemy tutaj, tam i przestrzeń pomiędzy.

Sprawy przyziemne nie dopuszczają żadnego „pomiędzy”. To dlatego, że relacje niższe występują w postaci diad, podczas gdy relacje wyższe niezmiennie występują jako triady. Stąd biorą się lewo-prawo, góra-dół, wolno-szybko, zimno-ciepło i największa ze wszystkich diad, męski-żeński. Nie ma tam miejsca na żadne pomiędzy i każda rzecz jest jednym albo drugim, lub mniejszym czy większym stopniem jednego czy drugiego bieguna.

W obrębie relacji przyziemnych nie można pomyśleć o niczym bez koncepcji jego przeciwieństwa. Osadzona jest w tej rzeczywistości większa część naszych codziennych doświadczeń.

W obrębie relacji wyższych nie istnieje nic, co miałoby swoje przeciwieństwo. Wszystko jest Jednym i każda rzecz przechodzi od pierwszego do drugiego zataczając niekończący się krąg.

Czas to subtelna dziedzina, w której wyróżniane przeszłość, teraźniejszość i przyszłość istnieją współzależnie. Nie ma między nimi przeciwieństwa: to elementy jednej całości, etapy rozwojowe tej samej idei, cykle tej samej energii, aspekty tej samej niezmiennej Prawdy. Jeśli wyciągniesz stąd wniosek, że przeszłość, teraźniejszość i przyszłość istnieją jednocześnie, będziesz miał rację.

Nawet jeśli kogoś to zaskoczy czy zgorszy jako nie biblijne nie personalistyczne itp., to – jak widać – temat może być głębszy niż się potocznie widzi, a przecież jeszcze nawet nie sięgnąłem do poważniejszych rozważań filozofów i teologów …
Przytaczam tutaj głównie w kontekście związków z trójką. Nawet jeśli pominiemy aspekt religijny (dyskusyjny), to pozostaje wgląd w powszechność tych związków.

PERSPEKTYWA

Człowiek wyzbyty lęku obejmuje wzrokiem rozległe horyzonty.
Napoleon Hill

słonce, niebo

Nad całą Wielką Wyspą wznosiła się Wielka Góra położona na jej środku. Jej groźny szczyt niknął często w chmurach, czasem dymił pozostałością wulkanu, straszył iskrami.

Wokół Góry rozciągały się promieniście wielkie, głębokie doliny ciągnące się aż do morza. W dolinach tych żyli ludzie w odizolowanych skałami i wodą królestwach.

Tubylcy, jeśli patrzyli w niebo, to nie z myślą o tym by kiedyś dostać się na szczyt Góry, ale dla słońca, które łaskawie wyzierało zza chmur i grzało ich przyjemnie.

Pewnie dlatego w królestwie Wygodolandu mieszkańcy oddawali cześć bogu słońca Solariusowi – była to obowiązująca jedyna religia.

Pędzili wygodne życie – o ile nie sprzeciwiali się zarządzeniom Władzy i Kościoła. Jednym z nich był zakaz wdrapywania się na Górę, który zresztą wydawał się oczywisty.

Czasami znalazł się jakiś dziwak, który zapuszczał się w kierunku szczytu albo łódką wzdłuż wybrzeża. Potem opowiadał bliskim jakieś bzdury jakoby za doliną istniało inne królestwo i że ludzie żyją tam inaczej.

Król nie lubił takich śmiałków, bo to podburzało lud, a może i groziło władzy.

Jednego, który stał się dość głośny, kazał schwytać i doprowadzić przed tron.

– Powiadasz, człecze, że po mojej prawej ręce jest daleki kraj gdzie żyją inaczej? To znaczy jak?

– Jest tam rada starszych, która wybiera najmądrzejszego spośród siebie i ten rządzi przez rok, a potem podobnie wybierany jest nowy król.

– Łżesz, bo to nie jest możliwe, nikt nie jest mądrzejszy od króla! I to byłoby wbrew woli Solariusa.

– Panie, oni czczą Promiennego.

– A któż to taki?
– Ich bóg słońca.

– Niemożliwe, bo bóg słońca to Solarius! I jak niby go czczą?

– W soboty odprawiają uroczyste nabożeństwa nad brzegiem morza.

– Sam widzisz, że to barbarzyńska herezja – nabożeństwa odprawia się w niedzielę i w świątyniach.

– Na pewno masz rację Panie, bo to ich słońce jest jakieś dziwne – u nas wschodzi na styku lądu z morzem, a u nich nad morzem.

– Sam widzisz, że to fałszywy bóg. I nie zapuszczaj się nigdy poza Wygodolandię, bo każę cię zamknąć w wieży do końca twych dni.

Rozmowie tej i podobnym przysłuchiwał się syn starego króla. Nabierał podziwu dla odwagi tych, którzy wypływali w morze lub wdrapywali się w kierunku złowrogiego szczytu.

Gdy król umarł, jego następca poczuł przypływ wolności, chciał też pokazać swoją odwagę i postanowił urządzić wyprawę ku szczytowi Góry. Tego nikt przedtem nie dokonał i wyczyn taki mógł przynieść mu laur pierwszeństwa.

Przełamywanie zakorzenionego w Królestwie i na dworze wygodnictwa nie było łatwe – droga była ciężka i żmudna. Ambicja i ciekawość młodego króla pchała go jednak naprzód.
Nieoczekiwaną nagrodą były coraz wspanialsze widoki – w serce króla wdzierało się nieznane mu dotąd podniosłe uczucie, piękno jakie się objawiało przyprawiało go o dreszcz.

Gdy wszedł wyżej, nagle spoza doliny królestwa wyłoniła się w całej okazałości kolejna dolina i ukazała nieznane miasta i wioski, całkiem podobne do tych które znał.

Król wspomniał opowieści podróżników i w duchu musiał przyznać im rację – istnieją inne królestwa!

Weszli wyżej i oto ukazały się kolejne. Zobaczył, że w niektórych majaczyły świątynie podobne do tych  z jego królestwa.

Po trudach dotarł na sam szczyt Góry. Wspaniałe uczucie pokonania trudu, strachu przed grozą Góry oraz wyzwolenia z zakazu wstępu na nią król odczytał  jako boskie i pasujące go na jego urząd.

Stąd rozciągała się PERSPEKTYWA na wszystkie strony Wyspy. Doliny oddzielające królestwa nikły gdzieś poniżej, szczyt był dla nich wspólny. Słońce w zenicie oświetlało wszystkich tak samo.
Ku zaskoczeniu na szczycie znajdowała się jakaś świątynia, w której obcy ludzie odprawiali nabożeństwo na cześć słońca – mimo, że to był czwartek a nie niedziela!

Zadumał się król i wzniósł oczy ku niebu. Tak wspaniałego, śmiejącego się promieniami słońca nigdy nie widział. Promienie przeszywały jego całe jestestwo miłym ciepłem, ba – miłością.

Spuszczając zawstydzony wzrok spojrzał na horyzont i spostrzegł tam wiele innych wysp,  których istnieniu nigdy nie wierzył.

I nie było innego Słońca nad nimi.

 

 

Wolna wola a predestynacja

… przeciwieństwem głębokiej prawdy może być także inna głęboka prawda.
Niels Bohr

Tytuł zabrzmiał poważnie, zapowiadając prawie rozprawkę naukową.

Uspakajam, że nie mam takiego zamiaru. Sam temat jest istotnie poważny i wałkowany od wieków;  by móc się kompetentnie na ten temat wypowiedzieć zapewne musiałbym przebrnąć przez wiele dzieł filozoficznych.

Mimo to wtrącę swoje trzy grosze, dorzucając pewne spojrzenie związane z pojęciem czasu, rolą duszy, …

Istnieje dawny spór czy wolna wola w ogóle istnieje, bo „wszystko ma swoją przyczynę” i tak idąc w łańcuszku przyczynowo-skutkowym niektórzy dochodzą do wniosku, że wszystko jest wynikiem  jakichś warunków początkowych.

Inni twierdzą, że jednak istnieje też przypadek i on to zaburza klasyczną przyczynowość.

Ich stanowisko ponoć wzmacnia teoria nieokreśloności Heisenbega, efekty kwantowe, bifurkacje i działanie atraktorów w teorii chaosu.

Inni znów wierzą w akt woli, który może się przeciwstawić zewnętrznej przyczynie lub przypadkowi. Popularne stało się stwierdzenie (za Victorem Franklem), że pomiędzy akcją a naszą reakcją jest miejsce na akt woli, że nie musimy reagować mechanicznie. Zwłaszcza przejawia się to w prawie naszego weta.

Oczywiście jest to wszystko bardziej skomplikowane.

Zastanawia mnie czy istnieje zasadniczy konflikt pomiędzy wolną wolą a determinizmem lub tzw. predestynacją, wg której wszystko w naszym życiu jest z góry przesądzone.

Wyobraźmy sobie teoretycznie dojrzałego człowieka, który MA wolną wolę. W każdym świadomym momencie dokonuje sam wyborów kierując się analizą sytuacji, uwzględniając swoje priorytety, nie oglądając się na innych. Chociaż zarówno sposób myślenia jak i owe priorytety są jakoś uwarunkowane, a nawet czasem manipulowane,  to subiektywnie człowiek taki twierdziłby że kieruje się wolną wolą, w każdym razie – nie narzekałby, że ktoś mu coś narzuca. Możemy się zgodzić, że przez wolną wolę rozumiemy tu świadomy akt wyboru uwarunkowany (jednak!) własną hierarchią wartości.

Kiedyś życie tego człowieka się kończy. Wszystkie jego przypadki i wybory zostały zamknięte i tworzą jego „księgę życia”.

W historii żywotów wszystkich ludzi mamy  na dziś tyle takich „ksiąg”, ilu było tych ludzi.

Życia te były bardziej lub mniej wolne, czasami mocno uwarunkowane i zniewolone, ale wszystkie są dziś zamknięte i gdyby były literalnie zapisane – moglibyśmy w nich czytać.

Na podobieństwo zwykłej literackiej powieści – póki ją czytamy, nie wiemy co zdarzy się dalej, bohaterowie dokonują wciąż wyborów – chociaż książka JEST już napisana i moglibyśmy podejrzeć ciąg dalszy lub zakończenie powieści.

Hipoteza, że nasze księgi życia zostały już napisane bierze się z wiary w Boga, który zna całą przyszłość, nasz ostateczny los. Stąd (?) też  bierze się doktryna predestynacji.

Nawet jeśli jest prawdziwa, to czy zaprzecza naszej wolnej woli?

Psychologicznie nie, bo jeśli uważamy że jesteśmy wolni, to nam wystarcza (pozytywizm logiczny).

Ale także teoretycznie. Bo choćbyśmy w 100% byli wolni, to nasza śmierć zamyka doczesną księgę, daje tak czy inaczej jakąś indywidualną sumę. A to że Bóg ją zna (jest poza czasem) nie oznacza predestynacji!
Ona może wydawać się prawdziwa ex post, ale do ostatniego tchnienia mamy jeszcze jakieś wybory albo wybory i wpływ czynników przypadkowych i zewnętrznych – w tym sensie, w tym momencie,  księga jeszcze nie jest ukończona, i w tym sensie – po śmierci masz los jest już zdeterminowany.

Wiele lektur, mniej lub bardziej ezoterycznych, wskazuje, że czas nie istnieje, że jest naszą ludzką iluzją, interpretacją bardziej złożonego systemu funkcjonowania wszechświata. Wszystko dzieje się synchronicznie. Zatem i nasza przyszłość dzieje się „teraz”, a czas nie jest linearny, możliwe są też „rzeczywistości równoległe”. Nasz ułomny  umysł jest dość bezradny wobec takiego stwierdzenia, co nie oznacza, że nie jest ono prawdziwe.

Jeśli jest, to otrzymamy jeszcze głębszy wgląd w zagadnienie determinizmu. Ale czy ktoś to już rozgryzł? Byłbym ciekaw.

Wydaje się, że przyszłość fizyczna świata jak i nasze indywidualne losy, nie mogą być przez nas w pełni przewidywalne, ponieważ rodziłoby to paradoksy i zaburzało wolną wolę.

W dziełach teologicznych i ezoterycznych mówi się że Bóg dałam wolną wolę i ją szanuje, można powiedzieć, że sam sobie narzucił ograniczenie, by nie ingerować w nasze wybory, ale dając to prawo wszystkim innym ludziom. Nawet jeśli podpowiada lub pomaga, to na nasze prośby lub na zasadzie sugestii – nie naruszającej naszej woli. Jest to zgodne z poglądem Tomasza z Akwinu i obecną wykładnią Kościoła.

Zacytuję jeszcze fragment z pewnego przekazu channelingowego (któremu skłonny jestem zaufać):

Wolną wolą zawiaduje ostatecznie dusza. To ona a nie świadomy rozum podejmuje w tej mierze ważne decyzje. To ona wie co chce osiągnąć i czego chce doświadczać. To ona decydowała o inkarnacji i życiu w jakie chce się uwikłać. To ona i tylko ona ma prawo decydowania o wszystkim. Kiedy już zdecyduje, przekazuje swoją decyzję poprzez twoją podświadomość, do świadomości…

Może  kłóci się to z wyobrażeniami wielu ludzi, ale uważam że tak może być. Po pierwsze potwierdza istnienie wolnej woli, a po drugie odwiązuje od wolnej woli wpływy czysto ziemskie np. biologiczne, wychowawcze, manipulacje itp., bo dusza chyba nie podlega takim wpływom…

To jednak już szersze zagadnienie filozoficzno-religijne. W szczególności należy zastanowić się jeszcze nad różnicą między wolna wolą a wyborem…

GOD SAYS:

Zaufaj – Bóg jest po Twojej stronie.
Tak jak przemawiał i wspierał kiedyś, tak przemawia i wspiera teraz.

LK

You say: „It’s impossible.”

God says: All things are possible. (Luke 18:27) You say: „I’m too tired.”

God says: I will give you rest. (Matthew 11:28-30) You say: „Nobody really loves me.”

God says: I love you. (John 3:16 & John 13:34) You say: „I can’t go on.”

God says: My grace is sufficient. (II Corinthians 12:9 & Psalm 91:15) You say: „I can’t figure things out.”

God says: I will direct your steps. (Proverbs 3:5-6) You say: „I can’t do it.”

God says: You can do all things. (Philippians 4:13) You say: „I’m not able.”

God says: I am able. (II Corinthians 9:8) You say: „It’s not worth it.”

God says: It will be worth it. (Roman 8:28) You say: „I can’t forgive myself.”

God says: I FORGIVE YOU. (I John 1:9 & Romans 8:1) You say: „I can’t manage.”

God says: I will supply all your needs. (Philippians 4:19) You say: „I’m afraid.”

God says: I have not given you a spirit of fear. (II Timothy 1:7) You say: „I’m always worried and frustrated.” You say: „I don’t have enough faith.”

God says: I’ve given everyone a measure of faith. (Romans 12:3) You say: „I’m not smart enough.”

God says: I give you wisdom. (I Corinthians 1:30) You say: „I feel all alone.”

God says: I will never leave you or forsake you. (Hebrews 13:5)

Thanks to Tim Wright

http://GodCenteredWealth.com

Dziękuję Teresom

Dziękuję Teresie Horvath za słowa Matki Teresy z Kalkuty aby  Boże Narodzenie przenieść na inne też dni:

„…Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata i wyciągasz do niego ręce, jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać, jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad, które jak żelazna obręcz uciskają ludzi w ich samotności, jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei „więźniom”, tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego, moralnego i duchowego ubóstwa, jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze, jak bardzo znikome są twoje możliwości i jak wielka jest twoja słabość, jest Boże Narodzenie.
Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg pokochał innych przez ciebie, zawsze wtedy, jest Boże Narodzenie..”


Zobacz ilustracje w „klimatach świątecznych” tutaj.