… przeciwieństwem głębokiej prawdy może być także inna głęboka prawda.
Niels Bohr

Tytuł zabrzmiał poważnie, zapowiadając prawie rozprawkę naukową.
Uspakajam, że nie mam takiego zamiaru. Sam temat jest istotnie poważny i wałkowany od wieków; by móc się kompetentnie na ten temat wypowiedzieć, zapewne musiałbym przebrnąć przez wiele dzieł filozoficznych.
Mimo to wtrącę swoje trzy grosze, dorzucając pewne spojrzenie związane z pojęciem czasu, rolą duszy, …
Istnieje dawny spór, czy wolna wola w ogóle istnieje, bo „wszystko ma swoją przyczynę” i tak, idąc w łańcuszku przyczynowo-skutkowym, niektórzy dochodzą do wniosku, że wszystko jest wynikiem jakichś warunków początkowych.
Inni twierdzą, że jednak istnieje też przypadek i on to zaburza klasyczną przyczynowość.
Ich stanowisko ponoć wzmacnia teoria nieokreśloności Heisenbega, efekty kwantowe, bifurkacje i działanie atraktorów w teorii chaosu.
Inni znów wierzą w akt woli, który może się przeciwstawić zewnętrznej przyczynie lub przypadkowi. Popularne stało się stwierdzenie (za Victorem Franklem), że pomiędzy akcją a naszą reakcją jest miejsce na akt woli, że nie musimy reagować mechanicznie. Zwłaszcza przejawia się to w prawie naszego weta.
Oczywiście jest to wszystko bardziej skomplikowane.
Zastanawia mnie, czy istnieje zasadniczy konflikt pomiędzy wolną wolą a determinizmem lub tzw. predestynacją, wg której wszystko w naszym życiu jest z góry przesądzone.
Wyobraźmy sobie teoretycznie dojrzałego człowieka, który MA wolną wolę. W każdym świadomym momencie dokonuje sam wyborów, kierując się analizą sytuacji, uwzględniając swoje priorytety, nie oglądając się na innych. Chociaż zarówno sposób myślenia, jak i owe priorytety są jakoś uwarunkowane, a nawet czasem manipulowane, to subiektywnie człowiek taki twierdziłby, że kieruje się wolną wolą, w każdym razie – nie narzekałby, że ktoś mu coś narzuca. Możemy się zgodzić, że przez wolną wolę rozumiemy tu świadomy akt wyboru uwarunkowany (jednak!) własną hierarchią wartości.
Kiedyś życie tego człowieka się kończy. Wszystkie jego przypadki i wybory zostały zamknięte i tworzą jego „księgę życia”.
W historii żywotów wszystkich ludzi mamy na dziś tyle takich „ksiąg”, ilu było tych ludzi.
Życia te były bardziej lub mniej wolne, czasami mocno uwarunkowane i zniewolone, ale wszystkie są dziś zamknięte i gdyby były literalnie zapisane – moglibyśmy w nich czytać.
Na podobieństwo zwykłej literackiej powieści – póki ją czytamy, nie wiemy, co zdarzy się dalej, bohaterowie dokonują wciąż wyborów – chociaż książka JEST już napisana i moglibyśmy podejrzeć ciąg dalszy lub zakończenie powieści.
Hipoteza, że nasze księgi życia zostały już napisane, bierze się z wiary w Boga, który zna całą przyszłość, nasz ostateczny los. Stąd (?) też bierze się doktryna predestynacji.
Nawet jeśli jest prawdziwa, to czy zaprzecza naszej wolnej woli?
Psychologicznie nie, bo jeśli uważamy, że jesteśmy wolni, to nam wystarcza (pozytywizm logiczny).
Ale także teoretycznie. Bo choćbyśmy w 100% byli wolni, to nasza śmierć zamyka doczesną księgę, daje tak czy inaczej jakąś indywidualną sumę. A to, że Bóg ją zna (jest poza czasem) nie oznacza predestynacji!
Ona może wydawać się prawdziwa ex post, ale do ostatniego tchnienia mamy jeszcze jakieś wybory albo wybory i wpływ czynników przypadkowych i zewnętrznych – w tym sensie, w tym momencie, księga jeszcze nie jest ukończona, i w tym sensie – po śmierci masz los jest już zdeterminowany.
Wiele lektur, mniej lub bardziej ezoterycznych, wskazuje, że czas nie istnieje, że jest naszą ludzką iluzją, interpretacją bardziej złożonego systemu funkcjonowania wszechświata. Wszystko dzieje się synchronicznie. Zatem i nasza przyszłość dzieje się „teraz”, a czas nie jest linearny, możliwe są też „rzeczywistości równoległe”. Nasz ułomny umysł jest dość bezradny wobec takiego stwierdzenia, co nie oznacza, że nie jest ono prawdziwe.
Jeśli jest, to otrzymamy jeszcze głębszy wgląd w zagadnienie determinizmu. Ale czy ktoś to już rozgryzł? Byłbym ciekaw.
Wydaje się, że przyszłość fizyczna świata, jak i nasze indywidualne losy, nie mogą być przez nas w pełni przewidywalne, ponieważ rodziłoby to paradoksy i zaburzało wolną wolę.
W dziełach teologicznych i ezoterycznych mówi się, że Bóg dał nam wolną wolę i ją szanuje; można powiedzieć, że sam sobie narzucił ograniczenie, by nie ingerować w nasze wybory, ale dając to prawo wszystkim innym ludziom. Nawet jeśli podpowiada lub pomaga, to na nasze prośby lub na zasadzie sugestii – nie naruszającej naszej woli. Jest to zgodne z poglądem Tomasza z Akwinu i obecną wykładnią Kościoła.
Zacytuję jeszcze fragment z pewnego przekazu channelingowego (któremu skłonny jestem zaufać):
Wolną wolą zawiaduje ostatecznie dusza. To ona, a nie świadomy rozum, podejmuje w tej mierze ważne decyzje. To ona wie, co chce osiągnąć i czego chce doświadczać. To ona decydowała o inkarnacji i życiu, w jakie chce się uwikłać. To ona i tylko ona ma prawo decydowania o wszystkim. Kiedy już zdecyduje, przekazuje swoją decyzję poprzez twoją podświadomość do świadomości…
Może kłóci się to z wyobrażeniami wielu ludzi, ale uważam, że tak może być. Po pierwsze, potwierdza istnienie wolnej woli, a po drugie odwiązuje od wolnej woli wpływy czysto ziemskie np. biologiczne, wychowawcze, manipulacje itp., bo dusza chyba nie podlega takim wpływom…
To jednak już szersze zagadnienie filozoficzno-religijne. W szczególności należy zastanowić się jeszcze nad różnicą między wolną wolą a wyborem…