Nowości listopada 2019

Historia ludzkich poglądów jest rzadko czymś więcej
niż historią ludzkich błędów.
Voltaire

Jesień. Więcej w domu, chociaż staram się spacerować  i „bywać”. Jednak przede wszystkim lektury i praca nad tekstami i serwisami.
Krótko o tym.
Co działo się tutaj – widać (niewiele…).

Jak zwykle – nowości listopadowe na LepszeZdrowie.info.
Tym razem krótsze,  bo częściowo wyhamowałem aktywność na rzecz innych spraw.

Tam: o medytacji, błędach w nauce i pochopnych ocenach rodzących naukowe kłamstwa, jeszcze o tłuszczach, o margarynach i ich szkodliwościach, o konopiach, rewelacje klawiterapii, nowości z Facebooka i innych źródeł…

A propos Facebooka. Już dawno powstała tam stroniczka pt. Moc Wiedzy  Traktuje o najróżniejszych sprawach.
Z jej opisu:
Wiedza ma moc. Żyjemy w epoce informacji.
Chociaż informacja ma cenę i służy do uzyskiwania przewagi, zwłaszcza politycznej i handlowej, to chcę się tutaj zająć informacją która da Ci przewagę innego typu.
Chodzi bardziej o WIEDZĘ, a ta może dać mądrość, która pomoże Ci żyć i przeżyć.
Przede wszystkim trzeba wiedzieć jak dużo wiedzy jest przed nami ukrywanej.
Jak jesteśmy nieświadomi pewnych mechanizmów, swojej istoty i roli.
Zatem, będzie sporo „wiedzy alternatywnej”.
Jest jej dużo i nie trzeba wynajdywać prochu.
Będę raczej zbierać to, co napisali inni (agregacja).
Może kiedyś nagromadzi się tutaj tyle tej wiedzy, że tytułowa „moc” będzie miała też wymiar ilościowy.

Jednak ta strona jest jeszcze mało znana – zatem zapraszam i proszę o polecania, polubienia, komentarze…

Przede wszystkim opracowuję kolejne książki Stefana Garczyńskiego. Po ostatnim ebooku Błąd. Źródła. Unikanie. mamy drugą podobną Strzeż się tych błędów, wg mnie cenną pozycję, która nawiązuje do często podejmowanego tutaj tematu błędów w myśleniu i wnioskowaniu, w tym w nauce,  działania wg uprzedzeń i schematów. Wewnątrz prezentacji dodatkowe odniesienia do materiałów uzupełniających, które kiedyś opublikowałem. Motto z nagłówka jest pobrane z kilkuset tam podanych cytatów.

Książkę rzedstawiam we wpisie O błędach i głupocie można nieskończenie.
Przypominam, że ebooki S. Garczyńskiego udostępniamy bezpłatnie (pdf i jeszcze 3 inne formaty mobilne). Zapraszam!

Jesień wchodzi w mniej sympatyczną fazę. Lubię ją „dokumentować” podczas spacerów. Jeśli tak jak ja podziwiasz jej barwy  – zapraszam do tego albumu.

Pozdrawiam i życzę spokojnego okresu przedświątecznego!

Praca na luzie, lub luz z domieszką pracy

jeszcze jedno miejsce pracy

Myślenie to najcięższa praca z możliwych
i pewnie dlatego tak niewielu ją podejmuje.

Henry Ford

Dobiegają końca wakacje szkolne, z czym wiąże się także często koniec urlopów rodziców. Powrót do rozgrzanego miasta to niewesoła perspektywa, co w moim przypadku jest powodem że przeciągamy pobyt w leśnej daczy na ile się da. Naszym przywilejem jest to, że nie musimy wracać.  Jest pięknie, chociaż susza daje się we znaki.
W tym miejscu wrzuciłem ostatnio trochę nowszych zdjęć z okolic (w uzupełnieniu albumu Moje miejsca na ziemi).  Codzienne spacery, wycieczki rowerowe – wszystko to cieszy i przydaje zdrowia, ale po 2 miesiącach zaczyna też nieco nużyć.
Przerywnikiem są wypady do miasteczka lub jakaś kawiarniana przyjemność w paru gospodach i agroturystycznych ogródkach.
Zgromadzone książki już przeczytane, prace ogrodowe na tym etapie zrobione, więc odskocznią jest powrót do … pracy.  W moim przypadku  – takiej na luzie – w postaci pisania.
Jak w sentencji z ostatniego wpisu:
Myśli moje są jak ptaki, zlatują się z różnych stron i jak ptaki krzyczą, domagając się przemyślenia.
A niektóre spisania.

To tak dla zrównoważenia – wg sztuki odpoczynku.
W szczególności kusi napisanie paru recenzji z lektur. Tu wspomnę tylko o niedużej ujmującej książce  Hygge. Klucz do szczęścia (Autor Meik Wiking).
Hygge to jedno z najpiękniejszych duńskich słów, określające uczucie szczęścia, ciepła, komfortu i bezpieczeństwa. Chociaż o hygge (trudno to przetłumaczyć) napisano już parę (przynajmniej) książek, to ta daje przegląd w pigułce tego dlaczego Duńczycy są uważani za najszczęśliwszych na Ziemi. Mimo złego klimatu, płaskiego kraju i innych ograniczeń. Zostawiam temat na później, ale zaakcentuję, że powyższe uczucia towarzyszyły mi tego lata – też mimo różnych dziejowych wichrów, o których zewsząd słychać.  Dziwne, bo jestem świadom różnych zagrożeń, które przecież często opisuję. Neale D. Walsch napisał książkę pod przewrotnym tytułem „Burza przed ciszą” – widocznie tak musi być przed nastaniem ery spokoju…
W mej prywatnej skali, hygge to przecież ta kameralność, przytulność, prostota jaką mamy w swoim domku.
Zasiadam więc wieczorem do daweczki pracy przy biurku w sypialni, gra muzyczka, żona w drugim pokoju ogląda TV lub coś czyta,  okno otwarte do późnych godzin, mrugają gwiazdy i jest poetycko.
Gdy potrzebuję większego skupienia, przenoszę się do osobnego pawilonu gdzie mam stół do pracy  – jak na zdjęciu.
To pasuje do tematyki mojej „grupy” (grupki)  na FB  Moje miejsce pracy, co do której miałem na początku inne (właśnie na luzie) intencje, ale grupowicze wrzucają tam głównie ogłoszenia dotyczące pracy. OK, niech będzie.

Chyba na pierwszy ogień tych recenzji pójdzie książka Factfulness – dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, Hansa Roslinga, bo jest to pozycja, która równoważy mi miejscami nastroje pesymizmu właśnie co do stanu świata – mimo zastrzeżeń co do trafności szeregu tamtejszych ocen.

Zanim skończę owe „prace” (kilka równolegle, więc przy upale tym bardziej nie idzie to warko) komunikuję sierpniowe nowości na www.LepszeZdrowie.info.
Jest o tłuszczach raz jeszcze, zwłaszcza o zaletach MCT, jak to się ma do piramidy żywieniowej i mitów medycznych, oraz o stanie naszych instytucji kontroli żywności i rolnictwa. Także jak opóźnić starzenie się. Nowe książki o uzdrawianiu, wiadomości ze strony Zdrowie i Fitness dla Ciebie i dużo więcej …
W kwestii spraw zdrowia trzeba by utrzeć nosa niektórym hejterom i „mądralom”, do których pasuje powiedzenie (od znajomego):
Kto pyta, jest głupcem przez pięć minut; kto nie pyta, pozostaje nim do końca. Pokaż mi z kogo się śmiejesz, powiem ci kim jesteś.
Ale teraz odpuszczam, chyba szkoda nerwów na niereformowalnych lub niedoinformowanych na życzenie. Będzie o tym obszerny materiał Niebezpieczny schematyzm. (wyglądaj pod koniec września?).

Cóż – mimo wszystkich uroków letniska – czas wracać – przynajmniej na załatwienie spraw i zaległości w Warszawie.
Pięknej jesieni!

 

Koniec lata

Zdrowie to nie wszystko,
ale bez zdrowia wszystko jest niczym.
(anonimowe?)

Niestety – jak w tytule. Wróciłem do miasta i tutejszych obowiązków. Ale jesień i samo miasto też ma swoje uroki – zapraszam na początek do mego albumiku o Pradze Północ, gdzie obecnie mieszkam. Cdn. 

Floriańska

A jeśli chodzi o obowiązki, to z tych medialnych, poczytuję sobie za przyjemność i społeczne zobowiązanie dalej głosić to, co uważam za ważną prawdę, głównie w zakresie zdrowia Narodu.
W tym 
zakresie zapraszam do wrześniowych nowości serwisu LepszeZdrowie.info.

Tam, w wakacyjnych refleksjach: Lody – za i przeciw, odchudzające tłuszcze. Potem przedstawienie kolejnych polskich niezwykłych terapeutów i wojowników lepszego leczenia.  Cd. o wiarygodności (?) badań naukowych z przykładami (ważne). Przedstawiamy książkę Uzdrawianie przez wizualizację.
Oraz 
jeszcze jeden sposób na pozbycie się stresu – tego najgorszego. I wiele więcej – nowinki i anonse wydarzeń.
Więcej aktualnych nowości na https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness/.

Drugą arcyważną sprawą jest nasza polityka energetyczna i zasobów naturalnych. Pisałem o tym kiedyś sporo, np. Energetyka rozproszona, głupcze, ale teraz nasza wiedza jest większa i w szczególności trzeba zwrócić uwagę na inercję zmian oraz by klastry energii były zarządzane przez większościowe polskie udziały i odpowiedzialnych polskich koordynatorów.
Z nowych materiałów na ten temat wskażę np.
Wybudźmy się z letargu medialnego: bogactwo albo pauperyzacja – skala zagrożeń bezpieczeństwa energetycznego

Pan Krzysztof Tytko ujawnia tam prawdę i przekręty w sektorze energetyki i zasobów naturalnych.
Podobnie tutaj
Komisja śledcza za grabież polskich złóż.
Trzeba wracać do tego tematu i nagłaśniać go. #Alert!  (cdn.) 

Chociaż tutaj tagi w tekście nie działają, to podam wybrane dla uzmysłowienia treści:

#zasoby #surowce #złoża #energetyka #bogactwa #Polska #koncesje #rozwój #potencjał #najważniejsze 
#patriotyzm #bezpieczeństwo #OZE #NarodowaRadaRozwoju #narodowykapitał #PKB #ekonomia #finanse 
#paliwa #kopaliny #innowacje #wywłaszczanie #dekarbonizacja #inwestycje #PakietZimowy 
#kary_emisyjne #elektrownie #skandal #ceny_energii #rynek_mocy #górnictwo #klastry_energii 
#Krupiński #ogniwa_wodorowe #zgazowanie_węgla #emisjaCO2 #marnotrawstwo #RacjaStanu 
#MinisterEnergii #KomisjaŚledcza #ochronazasobów #przestępstwa_gospodarcze

Proszę o udostępnianie zwłaszcza tej sprawy. To może (raczej na pewno) ostatni dzwonek.
Zabrzmiało to wszystko bardzo poważnie, ale… tak się sprawy mają…

Zapraszam Cię też do odwiedzenia i polubienia mojej strony https://www.facebook.com/MocWiedzy/, bo po dawnym zastoju chciałbym ją „rozruszać”, a pokazuje mniej znane, czasem kontrowersyjne fakty – może być ciekawie. Warto spojrzeć i na starsze wpisy. Jeśli się spodoba – powiedz o niej innym.

Tyle krótkich „komunikatów”. Dobrej, złotej jesieni!

Najdłuższe lato?

Jesień, ale wrzosowi zazdroszczą odradzające się borówka i żarnowiec

Po raz kolejny wracam do ulubionego tematu – wakacji i przyrody. Ten czas jest unikalny, bo już niedługo minie, wszyscy do niego tęsknimy, więc … carpe-diem.
Nie pcham się w turystyczny tłok sezonu. Co prawda, na jesieni, jak co roku, przewiduję dalsze wypady, ale teraz wystarcza mi moja chatka w lesie i wycieczki po okolicy. I w tym zakresie wyjętym z szerszego tematu szkicuję te wakacyjne migawki.

O swym leśnym refugium pisałem wielokrotnie – czasem w kontekście innych spraw. Dla nowych Gości mojego bloga wskażę np.:

Poezja przed burzą
Z lasu 2018 czyli kolejne wakacyjne impresje-1   (tam polecam fragment o Shinrin-Yoku)
Z notatnika letnika – sierpień (2013)
Z notatnika letnika – sierpień (2015) …,
więc poniższą refleksją trochę się powtarzam. Ale to wynika z zachwytu mieszczucha z życia wśród przyrody – nie sposób tego nie artykułować.
Ileż tu obserwacji!

W leśnym domku mamy codziennie różnych gości. Obcujemy na co dzień z kotami.
Młode koty (piątka, stale głodne), czasem ich mama, ojciec, rzadziej babcia, czasem jakiś przybłąkany gość z okolicy.
Które to już pokolenie? W każdym razie liczone w dziesięciolecia, a każdy rok to nowy miot. Pewne koty pamiętamy, inne gdzieś przepadły, czasem pojawi się nieznany gość z innego rewiru. Widać różne hierarchie, animozje lub tolerancje. Są to koty półdzikie, przy czym nowe kotki dość szybko się oswajają. Potem część przetrwa zimę, chociaż wtedy już muszą liczyć tylko na siebie, bo w zimie nikt tu nie mieszka na stałe. Ciekawe zwierzęta. Rozkoszne w zabawie, okrutne w polowaniach, mające swoje charaktery, humory. Obecna matka kotków jest bardzo nieufna, syczy gdy się do niej zbliżyć – nawet z jedzeniem, a dostają go od nas sporo i wydawało by się, że to powinno ją obłaskawić. Jakieś złe doświadczenia z ludźmi? Jest, zwłaszcza w starszych kotach, jakieś dostojeństwo – chadzają powoli, z godnością. Oczywiście – swoimi drogami. Ale tyle o tym napisano, że nie będę się wysilał na coś nowego.
Mamy kota seniora-rezydenta o imieniu Jarek, który chroni swój rewir. Pojawił się niedawno inny młody kocur. Pogonił naszego Jarka wysoko na drzewo, był to chyba efekt zaskoczenia, bo potem musiał nastąpić jakiś odwet, ponieważ nowy pretendent już później się nie pokazał.

kot Jarek na drzewie

Zjawiają się na obrzeżu działki dzięcioły konkurujące po części z dwoma wiewiórkami (które, o dziwo, zjadają też renklody). Podziwiam ich perfekcję w ruchu i odwagę gdy karkołomnie przeskakują z drzewa na drzewo. Są zadziorne, fukają ze złością gdy chce się je odpędzić od leszczyn, ale i tak robią swoje.
Szpaki, drozdy, sójki i liczne małe ptaszki, których nazw nawet nie znam… Mieliśmy na wiosnę wspaniałe koncerty, ale i teraz podśpiewują od czasu do czasu. No, może nie wszystkie podśpiewują, bo sójki i sroki raczej donośnie skrzeczą. Zwłaszcza gdy swarzą się, często z gonitwami w których podziwiam przebijanie się poprzez gęste listowie.
Szpaki i drozdy kręcą się zwłaszcza  koło aronii, która w tym roku mocno obrodziła. Trzeba było założyć siatki, ale i to niezupełnie pomaga – widziałem ptaka, który długo deliberował jak się pod nią dostać i w końcu wypatrzył drogę od spodu. Dostał nauczkę, gdy chciał wyfrunąć i plątał się w tych sieciach – pomagam w takich przypadkach.
Krety robią sporo szkód, to podziemie, o którym wolę nie myśleć. Podobnie jak o osach na strychu i wielu gatunkach ciem, które wieczorami atakują okna.
Duże pająki (wchodzą zapewne przez stale otwarte okienko łazienkowe?) wpadają nader często do wanny i nie mogą się z niej wydostać, więc wynoszę je cierpliwie na kartoniku za werandę. A pszczoły zbierają pyłek z kwiatów…
I żyjemy wszyscy w zgodzie, a nawet mam z tego wiele uciechy – zwłaszcza z figli kotów.
Ten rok był wyjątkowy – ze względu na długość letniego sezonu i przeważającą suszę. Widać to zwłaszcza w lesie – w naszym rejonie jagodnik nie wydał owoców, borówka słabiutko, grzyby pojawiły się dopiero skromnie we wrześniu. Pyliste i piaszczyste od suszy drogi są nieprzyjazne marszom  i rowerom.
Już widać jesień.

Za to sad obrodził aż nadto. Kwitnienia nie zakłóciły przymrozki. Mieliśmy klęskę urodzaju wczesnych jabłek. Przyjechaliśmy po głównym „zrzucie” jedego z drzew – nie nadążając ze sprzątaniem spadów i zagospodarowywaniem tych owoców, które jeszcze się nie zepsuły.

To, że nie pryskamy niczego chemikaliami ma tylko jeden minus – wiele jabłek i śliw psuje się już na drzewie, zwłaszcza pod wpływem tegorocznych upałów. Zrobiliśmy dużo przetworów. Ledwie skończyły się jabłka letnie (mamy jeszcze zimowe), to kolejny nadurodzaj dały mirabelki. Znów powstało sporo przetworów (głównie do ciast), ale była taka tego ilość, że wywoziłem do lokalnego kompostowania i do zabrania przez śmieciarkę gminną całe ich taczki.

Pewnie zdziwisz się że w ogóle zbieramy mirabelki. Tak, są w pogardzie – zalegają ogrody i drogi i nikt po nie się nie schyla. Ale mirabelki mirabelkom nierówne. Zaskoczę cię (prawdopodobnie) informacją, że ten owoc jest hołubiony we Francji, gdzie znają się na smakach.
Tam głównym producentem tego owocu jest Lotaryngia. Rocznie zbierają ok. 15 tysięcy ton mirabelek (80% światowej produkcji, co oczywiście nie oznacza że policzono te dziko rosnące). Eksportowane są zwłaszcza do USA.
Mirabelka dostała znak przysługujący najszlachetniejszym produktom spożywczym i płodom rolnym Identification Géographique Protégée (IGP). Miasta Metz i Nancy, w  których okolicach króluje odmana odpowiednio zielonkawa i z czerwonym rumieńcem, znane są z festiwali mirabelkowych.
Robi sie z nich konfitury, dżemy, nadzienia do tart, nalewki. Konfitury podaje się głównie do mięs, co i my praktykujemy, zwykle dodając do konfitury z aronii i suszonych śliwek.

Chociaż jestem rodowitym mieszczuchem, to odzywa się we mnie jakiś atawizm, czy to po dziadku z ziemiańskiego rodu, czy jakiś starszy, biologiczny?
Dawno temu napisałem taki wierszyk:

            Atawizm

Co w trawie piszczy kocham bardzo

i nachylam się nad nią pobożnie,

ręce me różne źdźbła głaszczą,

podnoszę jakiś drobiazg ostrożnie.

            Coś tam pełza małego

            – wielki jesteś Boże,

            tyle ruchu, tyle życia,

            kto zrozumieć to może?

 Doskonałe w swej prostocie,

w złożoności nie do wiary,

coś patrzy na mnie, potem biegnie

– zwracam to ziemi starej.

             Przywieram do niej mocno,

            sobą całym,

            z bliska inny świat podglądam

            – piękne jest w małym.

Nie myśl jednak, że siedzę cały czas w obrębie swego obejścia. Przeciwnie. Codziennie odbywamy z żoną długie lub krótsze wycieczki lokalne, głównie leśne – pieszo lub rowerowo. Ruch jest ważny – to panaceum na wiele spraw zdrowotnych. Okolice są ładne, miejscami piękne, chociaż coraz bardziej okrajane z zieleni przez gospodarkę leśną, którą tutaj podejrzewam o odchylenie rabunkowe. Pisałem o tym parę razy w poprzednich wpisach.


Na tych spacerach lubimy położyć się gdzieś na mchu i patrzeć w niebo.

Na wycieczkach lubimy poleżeć patrząc w niebo
Oto leci wysoko jakiś duży czarny ptak. Żona pyta: co to jest? Szybko nadchodzi odpowiedź z góry – kra! kra!
Kruki opuściły pobliski ścięty las i przeniosły się sporo dalej. Odkryliśmy ich nowy rewir.

Mieliśmy tego lata sporo ciekawych wycieczek po nadbużańskich okolicach, ale to na tyle obszerny temat, że o tym później osobno.

Tegoroczne prawie trzy miesiące w lesie to także różne zajęcia pozaturystyczne. Czytam, piszę, słucham audycji, udzielam sie trochę w mediach społecznościowych. Zatem pozwolę sobie przemycić tutaj aktualną wzmiankę o moim podstawowym zainteresowaniu – zdrowiu, i przekazać krótkie resume nowości na www.LepszeZdrowie.info.

I tak w sierpniunie tylko o zdrowiu np. o sztucznej inteligencji oraz wątpliwościach z zakresu podstaw fizyki. Także biotechnologie, telemedycyna, o badaczach i terapeutach rosyjskich oraz niezwykłych polskich pionierach i odkrywcach. O uzdrawianiu duchowym. Plus nowinki na stronie Zdrowie i Fitness i … dużo więcej.

A w lipcuMedycyna uwikłana w politykę, walka o prawdę i Polskę z udziałem oddolnych ruchów społecznych, w tym ustrój demokracji bezpośredniej na kształt szwajcarski (ebook!), zagrożenia globalne, o terapeucie Stanisławie Olszewskim, odżywianie przy odchudzaniu, nowości z facebooka i wydawnicze, …

Nie cofam się bardziej wstecz – jeśli te sprawy cię interesują (myślę, że zdrowie jest ważne dla wszystkich), to zachęcam do samodzielnego pobuszowania po Nowościach lub w lokalnej wyszukiwarce.

Oczywiście leśny domek, ogród, działka i okolice to nie tylko byczenie się, obserwacje i ww. prace i rozrywki umysłowe. Oprócz zadań planowych prawie codziennie dochodzą sprawy bieżące a nawet nieoczekiwane problemy, zwłaszcza typu: coś naprawić, wyciąć, podlać lub przesadzić.
Ale to mało interesujące, więc do następnego odcinka o wycieczkach…

Z notatnika letnika

Wszyscy pragną dożyć starości, a gdy dożyją, oskarżają ją.
Cyceron

Ku jesieni

Jest każdego lata taki czas gdy nasza przyroda osiąga swoiste apogeum.

Idę leśno-polną drogą i widzę wszystko tak bujne. Krzewy i trawy stanowią nieprzebytą gęstwinę, zieleń eksploduje, owady buzują, ptaki śpiewają, zioła kwitną, pojawiły się różne jagody, wszystko jakby na wyścigi.
A potem, któregoś dnia – naiwnie zdziwiony – widzę jak wszystko zaczyna żółknąć, rośliny wydały swój owoc i w poczuciu spełnionego obowiązku stają się coraz mniej strojne, trawy płowieją, miejsca dotąd szczelnie zarośnięte nabierają łysin, pojawiają się spadłe listki, ziemia jakaś wysuszona… Nastąpił smutny przełom.
Oczywiście – każda pora jest piękna, ale psychologicznie – pożegnania to nie to samo co przywitania…

W tym roku widzę to szczególnie – upały i susza w mojej okolicy zrobiły swoje. Jagodnik zwiędł, takoż jagody, jeżyny i maliny jakieś karłowate, pełno ususzonych i powiędniętych gałęzi, opadłe liście, pył na drodze, w strumyku jakieś brudne kałuże, ani śladu grzybów.
I chociaż jest we mnie dużo radości, ta radość przybrała odcień… smutku. Bo byłoby to zwykłe stwierdzenie normalnego faktu gdyby nie refleksja, że i ja już dawno jestem po przesileniu. Przyroda odradza się co roku. A nawet pamiętam, jak po suchym lipcu lub sierpniu, dzięki deszczom, lasy zazieleniły się jeszcze raz, chociaż oczywiście skromniej. My jednak nie odradzamy się co roku… Drzewa też się starzeją, ale mają tę przewagę nad nami że odnawiają swe „oblicze”. Czy jest w tym jakaś niesprawiedliwość?
Przypominam sobie swój wierszyk

Już nie tak

Skakałem na głęboką wodę
podnosiłem głaz
kochałem
… nie raz

Niebo było błękitne
lata tkliwe i pachnące
rozpierała radość
a dziewczyny chcące

Jakoś szarzej, słabiej
chociaż serce wciąż zawzięte
… już nie tak
za zakrętem.

Wszystko jak głaz
sprawy idą wspak
jeśli patrzysz na mnie
… już nie tak.

To było poetycko i pesymistycznie, ale jest pewne pocieszenie, że i człowiek może się regenerować, są liczne przypadki, że ktoś po 60-ce czuje się lepiej niż w swych latach 30,. a to za sprawą zerwania z jakiś nałogiem lub po wyeliminowaniu złych nawyków żywieniowych, dzięki poznaniu przyczyn chorób albo dzięki dobrej suplementacji. Wiem po sobie… 🙂
Pisuję o tym trochę na blogu http://www.befirst.co/fitness oraz na http://www.lepszezdrowie.info .
I wierzę w naturalne siły człowieka oraz postęp w metodach diagnostyki i leczenia – mimo, że wokół widać raczej regres.
Ale to temat … polityczny, bo nic nie jest bez przyczyny – już na inną notatkę.