Szczęście a sukces

Szczęście nie jest stacją, do której przyjeżdżasz,
lecz sposobem podróżowania.

 Anonim 

W niedawnym wpisie Radość i szczęście wspomniałem, że kiedyś napisałem coś na tytułowy temat, ale nie pamiętałem gdzie i kiedy… Na szczęście – odnalazłem i przedstawiam poniżej ten tekst z 2004 r., który był na nieistniejącej już dawno stronie L-earn.net. Chociaż dziś dodałbym więcej, to pozostawiam  go w niezmienionej postaci.


Szczęście a sukces  i efektywność

Dość naturalnym jest przyjąć, że chcemy osiągnąć sukces nie tyle dla samego sukcesu ale dla osiągnięcia szczęścia (dla niektórych będzie to uznanie, dla innych pieniądze itd.). Niestety są i tacy, którzy cieszą się, gdy komuś dołożą lub podstawią nogę, ale zgodzicie się, że to brzydki sukces.

Oczywiście nie chodzi o angielskie słowo luck, ale bardziej o szczęście wg klasycznej definicji W. Tatarkiewicza z traktatu „O szczęściu„: Szczęście to trwałe i uzasadnione zadowolenie z życia.

Dziś może nie bylibyśmy tak rygorystyczni – często wystarcza nam okresowa radość, nawet jeśli nie do końca jest uzasadniona. Tak czy inaczej, szczęście to już sukces.

Zachodzi jednak pytanie odwrotne – czy sukces zawsze przynosi szczęście?

Po pierwsze, sukces może być też „po trupach” i wtedy byłoby to dziwne szczęście. Po drugie, sukces jest subiektywny w tym sensie, że ktoś może wysoko cenić jakieś nasze osiągnięcie, ale nam nie przynosi to satysfakcji. Przykładem jest wiele karier aktorskich, przypomnijmy sobie np. tragiczny koniec Marilyn Monroe, pomimo że była przykładem sukcesu. (Przy okazji: podoba mi się powiedzenie Marilyn: „Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy.”….).

Klasyczne pytanie: czy pieniądze dają szczęście, było przedmiotem badań naukowych. I co się okazało?
Po pierwsze, że na ogół, przyrost bogactwa powyżej pewnego poziomu nie powoduje przyrostu szczęścia. Może raczej dostarczyć trosk a nawet dramatów. Po drugie, na przykładzie analizy zachowań osób którym poszczęściło się na loterii, wynika że początkowa euforia na ogół szybko mija (podobnie jak klęska po pewnym czasie nie wydaje się tak dotkliwa), i stan ducha takich osób powraca do poprzedniego stanu – zwłaszcza gdy z natury nie są typem ludzi szczęśliwych.

Potwierdza to znaną tezę, że szczęście nie koniecznie zależy od warunków zewnętrznych. Radykalna opinia na ten temat mówi: co to za szczęście, które zależy od warunków zewnętrznych, nad którymi nie mamy kontroli?

Jeśli nie warunki (okoliczności), to co? Ten czynnik najzwięźlej możemy opisać słowem charakter.
Są ludzie, którzy z charakteru czy usposobienia są generalnie szczęśliwi.

Skąd im się to „bierze”?
Badania (np. na bliźniakach) pokazują, że zależy to mniej więcej po połowie od czynnika genetycznego i od wychowania. Na czynnik genetyczny mamy mały wpływ (aczkolwiek świadomy rodzic, chcąc by dziecko było szczęśliwe, może zwiększyć mu tę szansę przez odpowiedni dobór partnera). Zatem ważna jest postawa wychowawcza, szczęścia można po części nauczyć.  I na tym zasadza się nadzieja, jaką dają nam motywatorzy, nauczyciele duchowi i wychowawcy. Pomaga pozytywne myślenie, śmiech,  zdrowy tryb życia itp.

Jakimi głównymi cechami charakteryzują się ludzie szczęśliwi?

Przede wszystkim szacunek do siebie. To też jest główna teza literatury motywacyjnej.

Dalej – poczucie kontroli nad własnym losem. Składa się na to zarówno zabezpieczony byt (okoliczność zewnętrzna, choć można jej pomóc charakterem) jak i pewność siebie.

Kolejna cecha to optymizm. Wykazano też naukowo, że wśród ludzi szczęśliwych dużo więcej jest ekstrawertyków niż introwertyków. Warto więc otwierać się na innych. To wydaje się oczywiste, jeśli uwzględnić, że w grupie łatwiej, raźniej i ciekawiej, ale także dużo szczęścia daje pomaganie innym.

Czy to wszystko jest łatwe? Zapewne tak, ponieważ, ku zaskoczeniu niektórych, większość ludzi deklaruje, że jest szczęśliwa. Choć to może zniecierpliwić Polaków, podam  dane amerykańskie, które akurat mam:  90% to ludzie „w miarę szczęśliwi”, a około jedna trzecia określa siebie jako „bardzo szczęśliwą”. Amerykańskie „I am fine” jest może przesadzone, ale właśnie wykształca konsekwentnie postawy sprzyjające szczęściu. Dobrą samoocenę możemy poprawić nawet wbrew nikłym obiektywnie sukcesom. Naukowo udowodniono, że można udawać, że jest się szczęśliwym, a odpowiednie sprzężenia psychosomatyczne spowodują, że naprawdę poczujemy się lepiej – podobnie jak robi się to np. w śmiechoterapii.

Najkrótsza formuła brzmi: „Jak być szczęśliwym? Po prostu bądź szczęśliwy”.

Możemy oceniać takie szczęście  jako naiwne, płytkie, niemodne, mało intelektualne itp.

Rzeczywiście, nawet próbowano (chociaż raczej żartobliwie) zakwalifikować stan bycia szczęśliwym jako objaw choroby umysłowej, co nie dziwi, gdy obserwuje się zakochanych.

Ludzie w stanie szczęśliwości  wykazują oderwanie od rzeczywistości, naiwność, przesadne zaufanie, bezkrytyczne samozadowolenie, ograniczone spostrzeganie, i … obniżenie sprawności intelektualnych.

Ta ostatnia obserwacja trochę burzy wyobrażenie, że szczęście pomaga efektywności.
Trzeba wybrać odpowiedni dla nas kompromis: czy bardziej kultywować nasze twórcze zdolności czy poczucie szczęścia.  Wiadomo, że niektórzy  twórcy tworzyli wielkie dzieła w całkiem nieoptymalnych warunkach: w stresie, w nędzy i prześladowaniach. Czy oznacza to, że czuli się nieszczęśliwi? Niekoniecznie. Mogli czerpać satysfakcję z wysokiej samooceny i pewności że czynią coś wartościowego, ale także po prostu przeżywać ten stan uniesienia, który amerykański badacz Mihaly Csikszentmihalyi (uf, ale to nazwisko węgierskie) określa jako „przypływ” (po angielsku flow – patrz jego książka „Przepływ” wydana przez Studio EMKA). Jest to mierzalny stan szczęścia biorący się z zaangażowania i dużej koncentracji. Jest to zgodne ze starowschodnią maksymą – od rezultatu ważniejszy jest proces dochodzenia do niego.

Jednocześnie błędny jest pogląd, że im mniej pracujemy i mamy mniej stresów oraz więcej wolnego czasu, tym jesteśmy zawsze szczęśliwsi. Na szczęście (nomen omen) tak nie jest – spróbujcie długiego nieróbstwa a przekonacie się jak was znudzi a może i wpędzi w chorobę.

Tak więc, zobaczmy sukces przez pryzmat szczęścia i radości, doskonalenia się i poczucia harmonii między celem a drogą.

Leszek Korolkiewicz – redaktor L-earn.net

———
Inspirujące myśli do tego artykułu zawdzięczam profesorowi Krzysztofowi  Szymborskiemu

Głupio-mądry

Mądry człowiek wie, co słuszne,
podczas gdy pośledni wie tylko, co się opłaca.

Kunfucjusz

Po trosze za sprawą dzisiejszego poprzedniego wpisu, po trosze z zadumy nad paroma osobami, zacząłem się bawić dwoma słowami: mądry i głupi.

Np. tak:

Głupio-mądry tj. taki, który ma wykształcenie, wszelkie podstawy by być mądry, ale jest… głupi – tkwi w jakichś dziwnych ograniczeniach albo nawykach, albo nie wyciąga wniosków z życia, myśli że już wszystko wie,  itp.
Trudno generalizować – może to dotyczyć pewnych dziedzin życia. Sam mam takie obszary 🙂

Mądro-głupi – przypadek odwrotny. Bez wykształcenia, bez wyraźnych predyspozycji czy wsparcia np. z rodzinnego gniazda, a mądry życiowo. Jest wiele takich osób, pochodzących ‚z nizin’, prostych w manierach itp., które odniosły niebywały sukces np. w biznesie. Aby tylko nie po trupach. Ale mądry wie, że to ma krótkie nogi…
Wydawałoby się – niemożliwe, ale mają w sobie pewien dar zmiany i charakter.

Głupio-głupi = constans głupoty. Ale zawsze można mieć nadzieję, życie uczy.

Mądro-mądry – przypadek chyba idealny. Proporcje obu składników mogą być różne. Osobiście wolałbym mniej czasu stracić na uniwersytetach, a więcej wiedzy i mądrości zdobyć z życia.

Ale uwaga: prostota nie jest głupotą, bywa wprost przeciwnie.

Wesołych Świąt! 4

Wszystkim Czytelnikom bloga i znajomym składam najcieplejsze (dobre na mróz!) życzenia pogodnych, a najlepiej także Wesołych Świąt, z nutką refleksji, dużą dawką odpoczynku, jeszcze większą – rodzinnej więzi i miłości.

W tym pozytywnym nastroju wkroczmy szczęśliwie w rok 2013, w którym życzę zdrowia i sukcesów na miarę marzeń.

Chociaż nie każdy sukces to szczęście, ale każde szczęście, to sukces – bądźcie szczęśliwi!

Cele, nie tylko na nowy rok

Celem naszego życia nie powinno być posiadanie bogactw, lecz bogactwo bycia.
Erich Fromm

Przełom roku jest okazją do planowania, zwyczajowym okresem podejmowania zobowiązań. Co prawda, każdy moment jest dobry do zmian i dobrych postanowień, ale niech to będzie taka psychologiczna „kotwica”…

Jest bardzo dużo poradników, artykułów i kursów o planowaniu, bo by było skuteczne, powinno spełniać pewne zalecenia metodyczne.

Tutaj dokonam kolejnego podsumowania materiałów jakie na ten temat ukazywały się na przestrzeni lat na www.L-earn.net , ale – bardziej z naciskiem na artykuły nie tyle techniczne, co … filozoficzne 🙂
Nie obawiaj się  – tylko trochę i na wstępie.

[To jest wpis archiwalnywiele wymienionych wpisów nie jest aktualnie dostępnych, ze względu na zawieszenie L-earn.net; mam nadzieję kiedyś to odtworzyć, a tymczasem niektóre linki w charakterze protezy odsyłają do roboczego tekstowego archiwum, sorry ...]

Myślę, że refleksyjny czas świąt pomoże ci spojrzeć na temat z szerszej perspektywy, powiedziałbym – strategicznie. Jeszcze lepiej by było gdybyś znalazł/a jakieś refugium, aby te tematy spokojnie przetrawić i poukładać.

Zacznijmy zatem od Planowanie – wstęp. Cele planowania i w planowaniu, a potem Cele życiowe – właściwa perspektywa,

Ważne są pewne fundamentalne rozróżnienia, wyczucie sensu – przeczytaj np.

SENS I CEL oraz Cel i sens życia (wg T. Kotarbińskiego).

To już spora porcja materiału. Zatrzymaj się i oceń, czy dobrze wybrałeś kierunek (Dokąd płynie Twój statek kapitanie?). Czy jest podyktowany presją otoczenia czy raczej odpowiada twoim potrzebom i marzeniom (> marzenia ), co jest jedynie właściwe.

Przyda ci się wizja a nawet misja życiowa.  (Więcej o tworzeniu misji osobistej znajdziesz np. w książce: Iwona Majewska-Opiełka – Droga do siebie).

Jeśli masz więcej czasu sięgnij po liczne lektury – zarówno te wymienione w pierwszym artykule, jak i szereg darmowych w postaci e-booków.

Przykładowo:

Zaplanuj swoje życie (plik pdf, 651 kB), to lekko napisana książeczka o planowaniu i wyznaczaniu celów autorstwa Wandy Łoskot – znanego doradcy biznesowego z USA, właścicielki Akademii Sukcesu (bliższe dane wewnątrz e-booka).

To nie tylko książka do poczytania – miejsca na notatki i ćwiczenia zaangażują Cię trochę aktywniej by (wreszcie) lepiej zaplanować swoje życie lub jakieś przedsięwzięcie. To, przy okazji, podręcznik pozytywnego myślenia.

Właśnie przed chwilą 🙂  – dla przypomnienia – wysłuchałem webcastu Wandy pt. Planowanie Życia na rok 2011. 29 grudnia o 21.00 druga część – zainteresuj się – szczegóły na  SukcesTwojejFirmy.com .

Dużo nowszą pozycją jest Sztuka wyznaczania i osiągania celów. Marcina Kijaka (też darmowy e-book).

Ja i cele (pdf, 1120 kB) – obszerny fragment e-booka o celach osobistych i ich planowaniu.
Z kolei, już w 2001 r. doceniany głównie na polu e-biznesu Piotr Majewski napisał ciekawy artykuł Sztuka osiągania celów i realizacji marzeń.

By w tym artykuliku był jakiś konkret  „pod ręką” – przypomnę:

Dobre cechy celów

Cele, które stawiamy sobie w planowaniu, powinny mieć parę uznanych cech popularnie nazywanych akronimem SMART, pochodzącym od angielskich słów:

    • Specific – dokładny, konkretny (najlepiej zapisany! – wtedy jest czymś stałym, a nie tylko myślą)
    • Measurable – mierzalny, tj. taki który można ocenić co do stopnia realizacji. Na ogół, gdy cel jest mierzalny, to jednocześnie jest już i konkretny.
    • Active – aktywny, wyzwalający działanie będące w kręgu naszego wpływu
    • Realistic – realny (ale uwaga! – mierz wyżej niż dyktuje ci niska samoocena lub dzisiejsze okoliczności). Realność wiąże się z podziałem dużych celów na mniejsze.
  • Time oriented – określony w czasie, to jest z datą realizacji (to ważne, aby nie używać ogólników typu „w przyszłości będę bogaty”, bo przyszłość będzie zawsze przed nami i nie doczekamy się spełnienia swego planu).

Od siebie dodam ważną cechę: cele powinny być pozytywne i etyczne (no comments) oraz wewnętrznie nie konfliktowe.

Więcej (dużo!) spraw technicznych znajdziesz w wymienionych materiałach.

Na zakończenie przypomniał mi się artykuł Jak szybciej osiągać cele?

Pamiętaj też, że aby wytrwać w swych postanowieniach i planach – potrzebujesz podtrzymywania motywacji. Ale to już temat na osobne podsumowanie… 

Naucz się planować

Ubóstwo nie wymaga planowania.
Napoleon Hill

(Z mojej notki na pingerze dla młodych internautów)

Początek roku sprzyja planowaniu.
O stawianiu celów, jak to robić – znajdziesz sporo informacji ogólnych w sieci – np. na l-earn.net/index.php?id=100 (tam też można znaleźć trochę i o biznesie).

W biznesie ważny jest „business plan” – tak się fajnie składa, że niedawno była premiera dobrej publikacji „Skuteczny biznesplan” – is.gd/5Pf71 . Profesjonalny biznes plan to już połowa sukcesu…premiera dobrej publikacji „Skuteczny biznesplan” .

Sposób na sukces (?)

Motywacja jest tym, co pozwala ci zacząć.
Nawyk jest tym, co pozwala ci wytrwać.

Jim Ryun

Wszyscy doradcy rozwoju osobistego i biznesowi podkreślają wagę posiadania celu a dokładniej – celu głównego i celów pośrednich, co tworzy podstawę do planu działania. Bo jak można coś osiągnąć, jeśli się nie wie co,  kiedy i jak? (chyba że liczysz na lotto itp.).

Ta myśl jest pogłębiona przez dyrektywę: gdy masz już cel główny i towarzyszące cele pośrednie, to odtąd uważaj by wszystkie czynności, zamierzenia przybliżały cię do tych celów, wszystko inne odrzucaj lub ograniczaj.

Ci sami doradcy i autorzy podkreślają też że bodajże głównym wrogiem na drodze do sukcesu są nasze złe przyzwyczajenia, zakorzenione od dzieciństwa nawyki i zahamowania. Mówią: twoim największym wrogiem prawdopodobnie jesteś ty sam. I że przyzwyczajenia są naszą drugą naturą. Ja powiedziałbym, że może i pierwszą.

Mówi się też, że kreujemy swą rzeczywistość przez swoje myśli. Sądzę jednak, że jeszcze większą rolę odgrywają nasze reaktywne nawyki, ponieważ to one, często podświadomie i automatycznie wyznaczają nasze postępowanie. Nader często myślenie jest tu wyłączone.

Dalej: antidotum na powyższe to pozytywne myślenie, wiara w siebie, otwieranie się. E. de Bono twierdzi, że to za mało, bo trzeba włączyć proaktywne TWÓRCZE myślenie.

Z tym wszystkim nie trudno się zgodzić, ale trudno wprowadzić w życie o ile nie zaczniemy być bardziej świadomi siebie. Ta konkluzja, z kolei, zgodna jest z dalekowschodnimi maksymami o świadomości…

Obmyśliłem na swój użytek pewien sposób, który może was zainteresuje.

Otóż, na zasadzie ćwiczenia, zacząłem pilnować się by stale, przed podjęciem jakiejś czynności, zadać sobie pytanie: jaki jest tego cel, co chcę przez to osiągnąć, czy to przybliża mnie do moich głównych celów?

Gdy stosuję to do powszednich czynności, to jest to dość karykaturalne i często bez znaczenia, ale jest też dobrym ćwiczeniem uważności (uważność, koncentrowanie się na celu jest bardzo silnym narzędziem).

Pozwala to na dostrzeżenie owych nawyków, na refleksję:  czy to mi służy? Zwracam większą uwagę na dietę, ruch, oszczędności,  nastroje (czy mi służą), na priorytety, … I cieszę się ŚWIADOMOŚCIĄ CHWILI, staram się dostrzec jej uroki.

Przy okazji eliminuję pewną zmorę, która czasem mnie prześladuje – zapominanie, gdzie coś położyłem lub zapisałem.

Jestem dopiero na początku tych ćwiczeń, ale wierzę że mi wiele dadzą. Tworzę nowy pozytywny nawyk.