Marnotrawstwa ciąg dalszy

marnowanie żywności to tylko jedno z wielu niepokojących zjawisk

Marny to człowiek, który marnuje życie – swoje
i innych, oraz to, co ludziom sprzyja i jest im potrzebne.

LK

Na początku 2013 r. poruszyłem ten temat szerzej  – wpis Marnotrawstwo, a wcześniej i potem były mniejsze wzmianki, ale minęło wiele lat – była „pandemia”, wojny, nowe układy polityczne – szereg zmian, które dają nowy obraz zjawiska. To duży problem globalny i polski. Szykuje się więc dłuugi wpis – jak na blog. By to jakoś jednak skracać, odwołuję się do wielu innych wpisów na tym blogu i zewnętrznych (oczywiście to opcja dla szczególnie ciekawych).

Zwłaszcza chciałbym zająć się tym drugim, polskim zakresem, bo tutaj mieszkam, a nawet podchodzę do tego emocjonalnie, bo widzę jak to Polskę zubaża.
Ale zacznę od aspektu globalnego, bo w sporej mierze tam widzę źródło pewnych trendów oraz ponieważ w wielu krajach sytuacja jest jeszcze gorsza i paradoksalna. Bo w ogóle m
arnotrawstwo stanowi jedno z najbardziej paradoksalnych zjawisk współczesnego świata. W erze rosnącej populacji, zmian lub zakłóceń klimatycznych i ograniczonych niektórych zasobów naturalnych marnujemy ogromne ilości żywności, energii, surowców i produktów konsumpcyjnych. Jest to nie tylko strata ekonomiczna, lecz także moralna i ekologiczna, zwłaszcza gdy setki milionów ludzi cierpią z powodu głodu i niedoborów.
Tu jednak jest konieczny
wstęp dyskusyjny.
Mówię „niektórych zasobów”, ponieważ uważam, że ten aspekt jest znacznie przesadzony. Przykładowo problem głodu w pewnych miejscach jest wynikiem złej gospodarki i dystrybucji dóbr, spuścizną kolonializmu, który i dziś ma kontynuację chociaż nie wprost. Zagospodarowanie milionów hektarów nieużytków, lepsze metody upraw i hodowli, podobnie zasoby oceanów, pozwolą wyżywić dużo większą populację niż dzisiejsza. Jeśli chodzi o zasoby ropy naftowej, to wbrew narracji są odtwarzane i przez to praktycznie niewyczerpalne. Wynika to z tego, że ropa jest bieżącym produktem podziemnych bakterii
(jest też inna hipoteza o abiotycznym odnawialnym pochodzeniu). Polegam nie tylko na odnośnej teorii o pochodzeniu bakteryjnym, ale też na świadectwie Globalne Agencji Wywiadowczej. Jeśli chodzi o energię, to wierzę też, że istnieją alternatywne jej źródła, nie tylko atomowa, w tym fuzji – nawet tzw. zimnej i jeszcze inne do odkrycia oraz takie, które są celowo ukrywane by podtrzymywać obecny stan z powodów biznesu monopoli i dla realizacji globalistycznych narzędzi straszenia, by potem zaoferować swoje rozwiązania. Natomiast faktycznie może zabraknąć metali ziem rzadkich i podobnych surowców, o ile nie zostaną zastąpione czymś innym, lub do czasu ewentualnego pozyskiwania z kosmosu.
Na teraz jednak te wizje nie zwalniają nas od odpowiedzialności w zakresie marnotrawstwa.
Największe źródła marnotrawstwa występują w następujących dziedzinach:

  1. Żywności – od pola (straty zbiorów) przez przetwórstwo, handel, gastronomię po gospodarstwa domowe.
  2. Energii – nieefektywne budynki, nadmierne i złe zużycie w transporcie i przemyśle i szereg innych czynników.
  3. Plastikach i opakowaniach – jednorazowe produkty, nadmierne pakowanie, zła utylizacja.
  4. Wodzie – szczególnie w rolnictwie i przemyśle.
  5. Tekstyliach i elektronicefast fashion oraz szybka wymiana urządzeń.
  6. Farmacji zarzucającej rynek produktami niepotrzebnymi a kosztownymi, nawet szkodliwymi, i deprawującej medycynę, co rodzi następne koszty będące marnotrawstwem.
  7. Projektach i polityce opartej na fałszywych przesłankach, w tym czysto ideologicznych.
  8. Korupcja, kradzież i lobbing (elementy powiązane ze sobą).

To tak w wielkim skrócie. Jak widać z dwóch ostatnich punktów, są źródła marnotrawstwa, które można rozciągnąć niemal na wszystkie dziedziny.
Pod koniec wpisu podam jeszcze trzy czynniki dużej skali, o których na ogół się nie mówi, a są bodajże jeszcze bardziej ważne.
Wymienione dziedziny w aspekcie marnotrawstwa są częściowo wzajemnie powiązane, np. to, co zostało wyprodukowane w zakresie żywności czy opakowań, a ta żywność została zmarnowana, przecież wymagało energii w ich produkcji.

Kwestia odpadów jest ważna (tylko w Polsce całkowitą generacja odpadów 2023 roku oszacowano na 122,8 mln ton), nie tylko z powodu kosztów wytwarzania i prostego zaśmiecania środowiska, bo te odpady kumulują się w ziemi, pośrednio wpływają na wodę i powietrze, ponieważ nie są dostatecznie utylizowane w różnych formach. To jeden z tematów ekologii. Niektóre z tych zjawisk omówię dalej.

Skoro problem jest globalny, to poniżej garść danych o sytuacji światowej (wykorzystuję statystyki częściowo z AI, które jednak nie obejmują wszystkich wymienionych dziedzin).
Przyjmuję dalej schemat (na ile się da), w którym omawiam ogólną sytuację w danej dziedzinie, realne i potencjalne odnośne zagrożenia stratami, które często są zawinionym marnotrawstwem i na końcu możliwe środki zaradcze.
Nie zawsze jest to uzasadnione aż w takim zakresie lub w rozbiciu. Przykładowo wspomniana kwestia odpadów, która obejmuje żywność i wiele innych dziedzin i od tego zacznę.

Odpady – skala zjawiska

Na świecie problem osiąga ogromne rozmiary. Według raportu UNEP Food Waste Index 2024, w 2022 roku zmarnowano 1,05 miliarda ton żywności na etapie konsumenckim (19% dostępnej żywności). Do tego dochodzi 13% strat w łańcuchu dostaw, zwłaszcza gdy towary przewozi się na duże odległości (co wpływa też na pogorszenie ich jakości i konieczność stosowania konserwantów i zabezpieczeń, co kosztuje i może być niezdrowe). Gospodarstwa domowe odpowiadają za 60% tego marnotrawstwa (631 mln ton). Oznacza to, że codziennie marnuje się jedzenie warte co najmniej miliard posiłków.

Globalnie szacuje się, że 30–40% produkowanej żywności nigdy nie trafia na stół. Do tego dochodzi marnotrawstwo plastiku (ponad 350–450 mln ton odpadów rocznie), energii oraz wody. Produkcja zmarnowanej żywności pochłania ogromne ilości zasobów. Wg AI generuje 8–10% globalnych emisji gazów cieplarnianych, ale wg mnie to problem trzeciorzędny, jako że uważam, że człowiek ma znikomy wpływ na klimat – osobny temat, który już wielokrotnie komunikowałem, np. „Taki mamy klimat” – dosłownie i w przenośni, a ilość dowodów się powiększa.
Jeśli
już chodzi o emisję CO₂, to podkreśla się duży udział transportu. Jestem od dawna zwolennikiem hasła „TIRy na tory” z wielu względów, w tym ekonomicznych, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że wypomniana emisja w skali światowej to ok. 20% całej emisji CO₂, czyli tyle, co roczny wpływ pożarów lasów. Zatrzymam się na chwilę przy pożarach. Są one dodatkowo źródłem wielkich strat materialnych (drewno i lokalna infrastruktura) i niszczenia fauny. Słaba detekcja i ochrona przeciw pożarowa (w ogóle) jest źródłem dużego marnotrawstwa. Także usuwanie skutków wszelkich pożarów jest kosztowne i pomnaża straty. Podobne skutki mają różne kataklizmy, ale części z nic nie potrafimy jeszcze zapobiegać, natomiast pożary można na pewno ograniczać, chociaż część z nich jest wywoływana z premedytacją szkodzenia, a także dla podtrzymywania narracji ocieplenia klimatu. W pierwszym przypadku wspomnijmy, że w Polsce nie ma tygodnia bez poważnych pożarów i to nie lasów, ale zakładów przemysłowych, magazynów, placówek publicznych. Zastanawiając w kontekście straszenia i gróźb o takich sytuacjach … Gdzie jest kontrwywiad odpowiedzialny za śledzenie i ujawnianie nawet potencjalnych zagrożeń? To przykład jak marnuje się podatki na utrzymanie nieefektywnych służb.
Natomiast duże pożary jakie były w Australii (opisałem obszernie), Grecji, na Hawajach itd. miały wyraźne poszlaki celowych działań, między innymi właśnie dla wspomnianej narracji i w celach pozyskania terenów pod zabudowy lub uprawy.  Być może podobny czynnik zadziałał także w Europie (Hiszpania, Francja…) – gdzie w tym roku pożary zniszczyły już więcej terenów niż wynosiła średnia roczna z ostatnich dwóch dekad, a to jeszcze nie koniec pożogi gdy to piszę! Do zjawisk globalnych jeszcze powrócę, a teraz wracam do
skali zjawisk w Polsce. Jest równie alarmująca.
Co do żywności rocznie marnujemy około 5 milionów ton, z czego blisko 3 miliony ton w gospodarstwach domowych (ok. 60%). Na jednego Polaka przypada średnio 92–126 kg zmarnowanej żywności rocznie, przede wszystkim pieczywa, wędlin, owoców i warzyw. Średnia rodzina wyrzuca jedzenie warte ok. 3000 zł rocznie. Polska zajmuje niechlubne miejsce w czołówce UE pod względem marnotrawstwa żywności w domach. Co do owoców – z moich obserwacji działkowicza: na bardzo wielu działkach owoców się nie zbiera, nawet te dorodne spadają, gniją i marnują się.
Zagadnienie odpadów, śmieci, oczywiście nie dotyczą tylko żywności. O tych innych jeszcze napiszę dalej, ale wspomnę swój dawny wpis Śmieci, gdzie poruszyłem parę aspektów zagadnienia (obecna sytuacja jest jeszcze gorsza).
Jak wspomniałem, oprócz żywności marnujemy też energię. To ważny temat, więc pokrótce rozbierzmy to na istotne elementy. Ten temat także omawiałem na blogu, ostatnio częściowo we wpisie Satysfakcja.
W dużej skali, jeśli chodzi o energię elektryczną, to sprawność klasycznych elektrowni węglowych (szacuje się wartości netto uwzględniające zużycie własne) wynosi ok. 34-47% (ta wyższa dla tzw. bloków nadkrytycznych, ale tych jest mniej), więc strata wobec źródłowej energii paliwa wynosi 66-53%, a sprawność elektrowni gazowych 30-63% – ta wyższa dla rozwiązań najnowocześniejszych.
N
a długich liniach przesyłowych plus dystrybucyjnych (tj. lokalnych, niższego napięcia), zwłaszcza starych, marnujemy dodatkowo 5-8% – to zależy od wielu czynników (względnie niedużo w porównaniu). Straty w dystrybucji są najwyższe – kilka–kilkanaście procent i tam jest największy potencjał poprawy. Ale linie w ogóle są wrażliwe na różne zaburzenia i awarie i dość drogie w utrzymaniu.
Chociaż
wspomniane elektrownie pracują stabilnie i dysponują dużymi mocami – zwłaszcza w elektrociepłowniach (kogeneracja), gdzie całkowita sprawność (energia + ciepło) może przekraczać 85%, co jest potrzebne w przemyśle i w zasilaniu miast w energię i ciepło, to przy obecnym stanie techniki tak czy inaczej ogólnie straty są pokaźne.
Stąd postulat energetyki rozproszonej (mniej narażonej na wielkie blackouty), w miarę lokalnej, który nagłaśniałem kiedyś we wpisie https://www.facebook.com/notes/365789784477937/ i podobnych.
To obecnie angażuje turbiny wiatrowe i fotowoltaikę, ale jest wobec nich wiele krytyki. 
O turbinach będzie jeszcze dalej, natomiast efektywność fotowoltaiki w naszym klimacie i na szerokości geograficznej jest niewielka. Mamy stosunkowo mało słońca, zimą panele bywają zaśnieżone. Stąd bierze się duża niestabilność systemu udziałem takiego OZE. Gdy słońce świeci powstaje duża nadwyżka energii. Wtedy Polska próbuje ją sprzedać, ale wtedy ceny są bardzo niskie. Natomiast kilka godzin później, przy deficycie energii kupuje w cenach dużo wyższych. Różnica pomiędzy ceną energii eksportowanej i importowanej wynosi ok. 300-400 zł za megawatogodzinę. Bilans importu i eksportu kosztował Polskę odpowiednio 2 mld zł w 2024 r. i 1,8 mld w 2025 r.
Na tym wydatki się nie kończą. Gdy operator nie jest w stanie wyeksportować nadwyżek, nawet po bardzo niskiej cenie, pozostaje wyłączenie instalacji. Ale wtedy właścicielowi źródła przysługuje rekompensata. A ten koszt ponosi społeczeństwo.
Duże instalacje na gruncie podatne są na silne wiatry, grad, niekontrolowaną erozję. Jest wiele raportów ze świata, że duże instalacje zostały kompletnie zniszczone, a zaleganie „złomu” dewastuje ziemię także przez rozkład chemiczny. W szeregu przypadkach demontaż i utylizacja są nieopłacalne, zatem duży koszt ich wytworzenia, instalowania łącznie z liniami przesyłowymi, a potem strata może zupełnie nie bilansować się zyskiem, czyli być marnotrawstwem. W ogóle resurs (czas użyteczności) takich urządzeń jest ograniczony, a ich efektywność maleje w czasie.
Nie jestem przeciwny koncepcji wykorzystywania słońca energetycznie, ale technologia musi jeszcze dojrzeć. Są już lepsze rozwiązania jak np. elewacje i szyby przetwarzające światło na prąd, ale ich wdrażanie idzie jakoś opornie…
Podobnie, chociaż równie niestabilne w dostawach, są panele słoneczne z rurami/powierzchniami grzewczymi na potrzeby domowe.
W Polsce w bardzo małym stopniu możemy liczyć na lokalną hydroenergetykę, natomiast jestem wielkim zwolennikiem
geotermii, w którą Polska obfituje. Pisałem o tym wielokrotnie, np. Lepsza polska energetyka (tamże i inne energetyczne wątki).
Nadzieją nadal jest gaz, ale głównie – w odróżnieniu od węgla, w dużej mierze musimy polegać na imporcie. Tu wkracza reglamentacja z powodów politycznych oraz ideologicznych jak „zmiana klimatu”.
W sumie, póki nie zastaną wdrożone małe elektrownie jądrowe (SMR itp.) i lokalna geotermia lub jakieś inne wynalazki, marnowane są duże ilości potencjalnie dostępnej energii „na wejściu”.
Obecny rosnący deficyt energii nie wynika tylko z ograniczenia dostępności paliw (wojna na Bliskim Wschodzie, sankcje względem Rosji…), ale dochodzi nowy duży konsument. Mimo że bańka finansowa związana z technologiami AI pęka, to jednak coraz więcej przedsiębiorstw stawia mocno na korzystanie z AI i buduje wielkie centra przetwarzania danych. Są one bardzo energochłonne. To są na ogół firmy bogate, które wykopują sobie udziały w elektrowniach lub budują własne.
Równie ważne jest zajęcie się stratami energii po stronie używania u docelowych konsumentów, ponieważ tutaj można łatwiej ograniczyć marnotrawstwo.

Stare budownictwo lub złe jego projektowanie i używanie generuje duże straty. Są projekty domów zero emisyjnych lub o małych stratach. Stare błędy powodują potrzebę ocieplania istniejących budynków. Zatem brak odpowiedniego projektowania i wyobraźni powoduje marnotrawstwo. Podobnie złe ogrzewanie. Dodam tylko, że na poziomie indywidualnego użytkownika warto skorzystać z istniejących już i dostępnych handlowo urządzeń (kamer)  termowizyjnych do wykrywania lokalnych miejsc utraty ciepła – często wystarczy zadbać o „uszczelnienie” tych miejsc. 
Niezależnie od energetyki (chociaż niezupełnie w oderwaniu) dotyczy to także metod i materiałów w budownictwie. Przykładowo brak wiedzy i hura-wdrożenia, jak wielka płyta czy eternit na dachy, powodują olbrzymie straty finansowe na etapie rozbiórki i utylizacji, czyli marnotrawstwo, gdy okazało się jak te technologie były nieprzemyślane przyszłościowo.
Osobny aspekt w budownictwie – nietrafione inwestycje – bez analizy przydatności i efektywności, wg klucza politycznego, a nie ekonomicznego i społecznego, źle zaprojektowane itd. 
Ale ważny jest też inny efekt skali, gdy sumujemy niewłaściwe małe codzienne, pozornie nieistotne, działanie miliardów ludzi.
Zakłady energetyczne czasem podają w ulotkach do wiadomości klientów zalecenia jak oszczędzać energię w domu. Warto korzystać, ale jednocześnie orientować się w różnych taryfach. Nie jest to łatwe przy zagmatwaniu różnych składowych końcowego kosztu. Tak jakby to było celowo komplikowane. Częściowo wynika to z przeregulowania rynku i narzuconych unijnie i przez rząd wielu opłat dodatkowych.
W małej, ale kumulującej się skali, warto zwrócić uwagę na używane w domu urządzeń elektronicznych w trybie standby, wyłączania wi-fi gdy nie jest to potrzebne, podobnie wyłączanie zbędnego oświetlenia itp.
Osobny temat to używanie samochodów ponad potrzeby, dojeżdżanie samochodem na małych dystansach, gdy lepiej i zdrowiej byłoby skorzystać z roweru czy spaceru, komunikacji publicznej.
Na razie nie poruszyłem kosztów energii dla użytkowników, które wynikają zupełnie z innych powodów. Wiemy jak bardzo obciążona jest ona rożnymi podatkami, w szczególności narzuconymi polityką klimatyczną, która jak już wykazano wielokrotnie, jest kolejną szaloną koncepcją opartą na zmyślonych i ideologicznych przesłankach. Wg statystyk cała Polska wydała w zeszłym roku max. 140 miliardów złotych na prąd. Ale… produkcja tego prądu kosztowała Polskę (paliwo + koszty operacyjne elektrowni, bez ETS, podatków, opłat dystrybucyjnych, systemu i marż) w 2025 r. około 22–25 miliardów złotych. To jest 5–6 razy mniej niż te 110–140 mld zł, które zapłacili ostateczni odbiorcy (gospodarstwa domowe + firmy). Słowem UE i państwo zarabia na twoim prądzie 100 miliardów rocznie. Wiedzieliście, że aż tak was łoją?
ETS (Europejski System Handlu Emisjami) postuluje szalony pomysł redukcji CO₂ o 90% do 2040 r. Jest to niewykonalne, szkodliwe w różnych aspektach, mało istotne dla klimatu i niesamowicie kosztowne – wprost w obciążeniach finansowych, jak i katastrofalne dla większości dziedzin gospodarki. Koszt ETS dla europejskiej gospodarki wyniósł do tej pory 287 miliardów dolarów, a jego wpływ na ograniczenie emisji CO₂ był bliski zeru. Duża część środków z ETS ma pójść na inwestycje dekorabonizacyjne i wprost redukujące CO₂. Gdy jednocześnie istnieją w Polsce olbrzymie ilości węgla, który może być lepiej zmieniany w energię i stanowi cenny surowiec chemiczny. W tych dziedzinach cena węgla może być znacznie niższa od obecnej i innych surowców, gdyby właśnie nie daniny ETS. Błędne koło, które rozumie już wiele państw, ale u nas zasypuje się kopalnie – nasz majątek. W sumie GIGANTYCZNE marnotrawstwo. Nie tylko kopalnie – w ogóle skandaliczna wyprzedaż majątku narodowego z ułamek wartości zagranicznym podmiotom prawie od początku III RP. Ale to osobny duży temat na inny artykuł.
Wypada niektórym czytelnikom skrótowo wyjaśnić, dlaczego uważam że jednowektorowe naciskanie na OZE (Odnawialne Źródła Energii) jest złą polityką. Np. chwali się wiatraki (energetykę wiatrową). W wyniku sporów o szkodliwości i niewygodzie dla ludzi (szeroki temat), powstają farmy wiatraków na morzu.
Koszt prądu z takich wiatraków (ok. 480 zł/MWh) będzie 2,4 razy wyższy niż z węgla. Koszt prądu z węgla w nowoczesnych blokach węglowych to około 200 zł/MWh z uwzględnieniem kosztów operacyjnych itp., ale bez unijnych regulacji, narzutów i ograniczeń w pracy wynikających z niestabilnych OZE.
Plus koszty budowy wiatraków (duże nawet jednostkowe, zwłaszcza, ale nie tylko na morzu), napraw, a po zużyciu wiatraka jego demontażu i utylizacji, która na dziś jest niewykonalna. Polski plan farm morskich zakłada koszt 500 miliardów zł (18 GW offshore przy wykorzystaniu mocy na poziomie 45% daje 71 TWh rocznie. Wg obliczeń Marka Tucholskiego różnica między 480 a 200 zł/MWh oznacza około 20 mld zł rocznie i blisko 497 mld zł przez 25 lat. Czyli więcej niż SAFE !
Należy dodać, że pierwsza duża farma wiatrowa stawiana na Bałtyku w pobliżu Łeby, która jest własnością Dominiki Kulczyk, pozyskała kapitał na budowę od firm zagranicznych. Zatem to one będą wymagały zwrotu z tytułu tego wsparcia. Pytanie: na ile polskie firmy, oprócz Polenergii pani Kulczyk, będą beneficjentami w trakcie eksploatacji farmy?
Natomiast kopalnie są, istnieją też do zastosowania lepsze metody wydobycia i zgazowywania węgla.
M. Tucholskiego cytowałem we fragmencie wpisu 6 tematów, ale by Czytelnik nie musiał tyle skakać po wpisach biorę tutaj jedną z wypowiedzi na X @tucholski_marek z 27 kwietnia br.:

Za cenę jednej elektrowni jądrowej możemy postawić 20 GW mocy węglowych i zapomnieć o problemach z tzw. transformacją energetyczną. Zakładając szybki wzrost zapotrzebowania na energię, byłby to koszt dwóch elektrowni jądrowych (ok. 400 mld zł) i budowa 40 GW mocy. Pieniądze zostałyby w kraju, napędzając naszą gospodarkę, zapewniając miejsca pracy, rozwój technologiczny, a system byłby w pełni oparty na własnych zasobach i odporny na sytuację geopolityczną. Łączny koszt zamknąłby się w 12% tych kosztów, które mamy ponieść na tzw. transformację energetyczną do 2040 roku (3500 mld zł) i znacznie poniżej 10% łącznych kosztów do 2050 roku. Poniżej nieco danych o bloku nadkrytycznym w Kozienicach i jego możliwościach. Takie jednostki byłyby podstawą naszej energetyki zapewniając tani prąd zawsze kiedy jest potrzebny… (Po szczegóły sięgnij do wpisu).
Na Lubelszczyźnie pokłady węgla są płycej, a teren jest mniej zurbanizowany, co eliminuje niektóre przeszkody dla takich inwestycji. Na obszarze Lubelskiego Zagłębia Węglowego udokumentowano 12,4 mld ton surowca. Takie ilości pozwalają na setki lat eksploatacji na potrzeby całej Polski. Nie ma racjonalnych argumentów tłumaczących rezygnację z takich inwestycji. To decyzje polityczne prowadzą do nieopłacalności wydobycia i niedopuszczania do otwierania kopalń tam, gdzie wydobycie mogłoby być opłacalne.
Chiny właśnie zbudowały system węglowy, który wytwarza prąd bez spalania węgla. Zamiast spalania, przekształca chemiczną energię węgla bezpośrednio w prąd za pomocą elektrochemicznej ogniwa paliwowego… Chińscy naukowcy z Shenzhen University opracowali ZC-DCFC – pierwsze ogniwo paliwowe na węgiel, które bezpośrednio przekształca energię chemiczną węgla w prąd elektrochemicznie, bez spalania, turbin i z wychwytywaniem CO₂ u źródła. To dużo wyższa potencjalna sprawność tej technologii oraz jej znaczenie dla Polski, jako kraju bogatego w węgiel, jest szansą na tani i niskoemisyjny prąd w UE. Technologia jest świeżym przełomem opisanym w kwietniu 2026, wciąż w fazie rozwoju, ale może zmienić węgiel z paliwa spalanego w elektrochemiczny zasób energii.​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​ CO₂ jest wychwytywane u źródła i przekształcane w użyteczne chemikalia. Jeśli da się to skalować, to nie tylko ulepsza rozumienie surowca, jakim jest węgiel, ale może zdefiniować na nowo, czym jest paliwo. Polska siedzi na węglu – to może dać nam po raz pierwszy tani i bezpieczny prąd na tle UE… https://x.com/CharlesMullins2/status/2048549131749388575/video/1

Widziałem i inne podobne oceny.
Krótko reasumując sprawę energii (biorę fragment opinii T. Sommera, z którą się zgadzam):
Najtańszy prąd jest z węgla brunatnego i żadne OZE nie ma z nim nawet minimalnej przewagi. Różnica jest pięciokrotna, a jeśli uwzględnić infrastrukturę to może nawet dziesięciokrotna. Węgla mamy na tysiąc lat, a łatwo dostępnego na sto lat z okładem i korzystanie z niego to jedyna gwarancja własnej i taniej energii. Przy okazji w ostatniej chwili dowiaduję się, że prąd w Polsce powinien i może być pięciokrotnie tańszy i można do tego doprowadzić szybko i tanio. Jak? Szczegółowo i obszernie opisał to dr Mirosław Gajer w książce „Wojna o prąd” (myślę, że warto przeczytać, ja jestem dopiero na jej początku – zapewne przyda się później odpowiednie uzupełnienie niniejszego wpisu).
Ale takie zmiany wymagają woli politycznej i lepszej organizacji. Powinno się stawiać na mix energetyczny ze wszystkich źródeł.
Środki zaradcze w zakresie energii – w zasadzie wskazane powyżej, zwłaszcza we wzmiance o ETS i OZE. 
Teraz wracam do sprawy żywności.

Skutki marnotrawstwa
Konsekwencje są wielowymiarowe. W skrócie, w skali światowej ekonomicznie tracimy biliony dolarów rocznie (tylko żywność to ok. 1 bilion USD globalnie). Środowiskowo – marnotrawstwo żywności odpowiada za znaczną część emisji metanu z wysypisk i CO₂ z produkcji. Ekologicznie niszczymy gleby, wyczerpujemy wody gruntowe i przyczyniamy się do utraty bioróżnorodności. Społecznie potęguje to nierówności: marnujemy żywność, podczas gdy 783 mln ludzi głoduje.
Przyczyny
Główne przyczyny to:

  • Konsumeryzm i kultura „nadmiaru” – kupujemy więcej niż potrzebujemy, kierując się promocjami i marketingiem. Marketing dba o zysk ze sprzedaży, nie licząc się ze skutkami, bywa że reklamy przedstawiają chwytliwy, ale fałszywy obraz produktu, a klient widząc, że jest niedobry – wyrzuca go. To sytuacja podobna do tej, gdy klient restauracji zostawi na talerzu nawet większość dania, bo nie spełnia jego oczekiwań (to też często się zdarza).
    Podobnie kupuje się to, co jest aktualnie modne – zwłaszcza (nomen omen) w zakresie mody odzieżowej. Wyrzuca się jeszcze nieznoszone stroje by kupić nowe. Kiedyś poruszyłem ten temat we wpisie Ekologiczne? pokazując parę aspektów fałszywej ekologii. Wzrost zamożności części społeczeństwa rozzuchwala, co widać np. w korzystaniu z turystycznych ofert all-inclusive, w licznych przypadkach koncentrowania się na nadmiernej konsumpcji, gdzie pozostawia się napoczęte dania.
  • Można to zjawisko uogólnić na wiele zachowań w różnych sytuacjach, gdy kieruje nimi zachłanność. Skrzyżuję tutaj trend turystyczny z jego wpływem na ekologię. Pisałem w 2018 r. w Turystyka – co o niej myśleć / cz. 1 . Gonienie na drugi koniec świata za wrażeniami, iluzją szczęścia, a coraz częściej dla epatowania w sieci, zarówno może być stratą czasu i pieniędzy jak i dodatkowym czynnikiem przeciw ekologii (w przypadku Polski doceńmy piękno naszego kraju).
  • Niewłaściwe planowanie zakupów. Dotyczy to zwłaszcza żywności. Marketing w sklepach to wykorzystuje nie tylko przez reklamy, ale przez umieszczenie towarów w określonych miejscach, na wysokości oczu itp. Dotyczy także innych towarów. Klient bez planu zakupu łatwo ulega różnym pokusom. Planowanie sprawia, że mniej wydajemy, co ogranicza nasze marnotrawstwo środków. Z kolei trzeba wiedzieć jak żywność przechowywać w domach by się nie marnowała.
  • Estetyczne standardy (odrzucanie „brzydkich” owoców i warzyw).
  • Słabe regulacje i brak świadomości zarówno konsumentów jak i ustawodawców i innych państwowych czynników decyzyjnych, co do wzajemnych relacji zjawisk rzutujących na straty rzeczowe, ekonomiczne i ekologiczne. Jednym z prostych przykładów jest powiązanie metod upraw z dużą ilością pestycydów, szczególnie groźnym glifosatem, w imię zwiększenia plonów i odporności na szkodniki, z jednoczesnym szkodzeniem zdrowiu konsumentów – plejada chorób, których leczenie dużo kosztuje i niweczy to, co ogólnie zaoszczędzono w rolnictwie.
    Przy okazji – ten niedostatek świadomości różnych powiązań zjawisk jest przyczyną marnotrawstwa i szkód także na wielu innych polach polityki i gospodarki.
  • Niewydolność łańcuchów dostaw (zwłaszcza w krajach rozwijających się).

Możliwe środki zaradcze zakresie żywności

  • Oprócz już wymienionych postaw, rozwiązanie wymaga działań na wielu poziomach. Globalnie ONZ promuje cel SDG 12.3 – halving food waste do 2030 roku, czyli zmniejszenie marnowanie żywności do połowy. Kluczowe są: edukacja (kampanie typu „Nie marnuj!”), innowacje technologiczne (aplikacje jak Too Good To Go – patrz tutejszy przypis*), lepsze zarządzanie łańcuchem dostaw oraz przepisy (np. francuski zakaz wyrzucania żywności przez supermarkety).
  • W Polsce potrzebne są: obowiązkowe raportowanie marnotrawstwa przez duże firmy, wsparcie banków żywności, na mniejszą skalę tzw. jadłodzielnie, przeceny w sklepach, gdy zbliża się termin ważności (niektóre produkty znajdą nabywców zanim sklep towar wyrzuci), edukacja w szkołach, ulgi podatkowe za darowizny żywności (a bywało, że darczyńcy byli karani) oraz kampanie medialne.
    Na poziomie indywidualnym wystarczą omawiane tu świadomość szkód, planowanie zakupów, kreatywne wykorzystanie resztek i kompostowanie.

Woda, którą wymieniłem na liście głównych dziedzin marnotrawstwa.
Nie wszędzie na świecie trzeba się tym przejmować, ale w Polsce mamy z nią szereg problemów.
Znów, by uświadomić sobie skalę i rodzaje marnotrawstwa, trzeba przyjrzeć się ogólnej sytuacji hydrologicznej Polski.
Jest ona w ostatnich latach niekorzystna i charakteryzuje się dużą zmiennością. Polska ma jeden z najniższych wskaźników zasobów wody słodkiej na mieszkańca w UE (ok. 1600 m³ rocznie, spadający w latach suchych nawet poniżej 1100 m³).

Dominują dwa główne zagrożenia:

  • Susza hydrologiczna (niskie stany wód w rzekach, obniżone poziomy wód podziemnych) — latem 2026 r. ostrzeżenia IMGW-PIB obejmowały ok. połowy kraju (np. 61–64 zlewnie), w tym dorzecza Wisły, Odry, Warty, Noteci. Niskie przepływy notowano na większości stacji, a Wisła osiągała rekordowo niskie poziomy. Susza zwiększa szereg zagrożeń (o których jeszcze dalej).
  • Gwałtowne powodzie (zwłaszcza błyskawiczne i miejskie) spowodowane intensywnymi opadami burzowymi, które nie wnikają w spieczoną glebę, tylko spływają. Przykłady z poprzednich lat (np. powódź 2024 na Dolnym Śląsku) pokazują duże straty. Wynikają one z rożnych zaniedbań i złych praktyk. W miastach zła zabudowa, tzw. betonoza, niedostateczna struktura kanałów deszczowych…
    Osobiście uważam, że susze i powodzie mogą być
    też skutkiem sterowania pogodą – kolejny przykład broni klimatycznej i ekologicznej w skali światowej. Do tego można dodać silne wiatry powodujące duże straty (drzewostan, budynki, infrastruktura).
  • Przypadki zatrucia wód (np. zasolenie Odry i inne przypadki powodujące także straty w wodnej faunie i ogólnie utrudniające życie biologiczne).

Wpływ na życie i gospodarkę

  • Rolnictwo — największe straty (średnio kilka mld zł rocznie, w szczytach nawet 11 mld zł). Susza obniża plony zbóż, traw, owoców; wymusza większe zużycie wód podziemnych.
  • Leśnictwo i przyroda — wysychanie mokradeł, pożary lasów, obumieranie ekosystemów rzecznych i bagiennych (np. problemy w Biebrzy, Narwi), zakwity toksycznych alg.
  • Gospodarka komunalna i przemysł — problemy z poborem wody, chłodzeniem elektrowni, żeglugą śródlądową. Ryzyko przerw w dostawach energii i wyższych kosztów. A propos chłodzenia elektrowni – Amerykanie znaleźli i wdrożyli w pewnych miejscach następujące rozwiązanie: ścieki miejskie oczyszcza się wstępnie i przesyła rurociągiem w okolice elektrowni, gdzie jest dodatkowo uzdatniana i używana jako chłodziwo.
  • Społeczeństwo — zagrożenie dla zaopatrzenia w wodę pitną (choć ujęcia podziemne jeszcze względnie stabilne), rekreacja, zdrowie (jakość wody, bakterie przy niskich stanach).
  • Ogólna gospodarka — straty infrastrukturalne z powodzi (miliardy zł), jak i suszy (wysychające rzeki to blokowanie żeglugi/transportu śródlądowego), spadek PKB w sektorach zależnych od wody, rosnące koszty adaptacji. Znając te składniki przekładające się na szkody i marnotrawstwa, oto możliwe środki zaradcze:
    Na poziomie państwowym i regionalnym (główne działania):
  • Zwiększanie retencji (mała i duża): budowa/restauracja zbiorników, renaturyzacja rzek, odbudowa mokradeł, poldery, systemy małej retencji w zlewniach rolniczych i leśnych
  • Sadzenie lasów
  • Modernizacja melioracji na systemy dwufunkcyjne (odwadnianie + nawadnianie).
  • Lepsze planowanie przestrzenne: ochrona dolin rzecznych przed zabudową.
  • Zielona infrastruktura w miastach – zbiorniki retencyjne, więcej zieleni, mniej koszenia.
  • Byłoby wskazane wdrożenie systemów recyklingu wody w budynkach do celów gospodarczych i do spłuczek zamiast używania do wszystkiego wody pitnej.
  • Mniej betonu i przepuszczalne nawierzchnie.
  • Lepszy monitoring, prognozy IMGW i Wód Polskich + plany przeciwdziałania suszy i powodziom.
  • Ochrona i poprawa jakości wód (ograniczanie zasolenia, zanieczyszczeń).

Na poziomie indywidualnym i postaw obywateli (każdy może realnie pomóc):

  • Oszczędzanie wody: naprawa przecieków i dokręcanie kranów, zbieranie deszczówki i wody po myciu bez detergentów do podlewania ogrodu, ponowne użycie wody w toaletach (np. po myciu warzyw, małych „przepierkach”), mniej obfite kąpiele i prysznice – codzienne są wręcz niezdrowe
  • W ogrodzie/na działce/na polu: gleba „gąbka” — mulczowanie, kompostowanie, unikanie głębokiej orki, poplony, zadrzewienia śródpolne, rośliny odporne na suszę. Mniej niepotrzebnego podlewania – jako działkowicz widzę przypadki lania dużej ilości wody nawet po deszczach („bo mnie na to stać”).
  • Wsparcie retencji: niebetonowanie posesji (przepuszczalne nawierzchnie), zgłaszanie nielegalnych zrzutów i awarii.
  • Ogólna postawa obywateli: edukacja, poparcie dla proekologicznych inwestycji lokalnych, oszczędzanie energii (mniej presji na chłodzenie elektrowni).
  • W razie zagrożeń: śledzenie komunikatów IMGW/Wód Polskich, przygotowanie na powódź/suszę (ewakuacja, zabezpieczenie mienia).

Podsumowując, sytuacja jest chronicznie wyzwaniem, ale poprawa jest możliwa poprzez połączenie dużych inwestycji infrastrukturalnych z małą retencją i zmianą postaw (od „odprowadzania wody” do „zatrzymywania jej w krajobrazie”). Kluczowa jest konsekwencja i integracja działań na wszystkich poziomach.
W Polsce dodatkowym czynnikiem jest niska świadomość społeczna oraz przyzwyczajenia pokoleniowe.

Wymienione składowe/dziedziny są często dyskutowane w ramach szeroko pojętej ekologii i jej podporządkowywane.

Moim zdaniem istotnymi czynnikami na wielu polach, które trzeba ograniczyć, nawet piętnować są: niekompetencja rządzących, brak instynktu państwowego, niefrasobliwość i egoizm, a nawet zwykła głupota.

Ekologia ma znaczenie w swoim typowym zakresie. Pewne wątki omawiałem np. w Znów lapidarnie – na parę tematów, ale powinna być częścią bardziej kompleksowego podejścia, które nazywamy
gospodarką obiegu zamkniętego (GOZ).

To model ekonomiczny, który odchodzi od tradycyjnego, liniowego podejścia „ wyprodukuj – weź – wyrzuć” na rzecz systemu, w którym zasoby krążą w obiegu tak długo, jak to możliwe. Zamiast ciągłego wydobywania nowych surowców i generowania odpadów, GOZ promuje projektowanie produktów z myślą o ich ponownym użyciu, naprawie, regeneracji i recyklingu. Może nie wszyscy wiedzą, że przez dziesięciolecia wiele urządzeń technicznych było intencjonalnie projektowanych i wykonywanych tak, aby psuły się po paru latach i tak by ich naprawa była utrudniona i nie opłacalna dla klienta. Oczywiście chodziło o zwiększenie sprzedaży. Jak widzimy wiele dawnych warsztatów naprawczych zniknęło. Na szczęście częściowo, ale jeszcze powoli, odchodzi się od takiego marnotrawnego modelu. Jest to jedna z kluczowych odpowiedzi na problemy marnotrawstwa, wyczerpywania zasobów naturalnych i częściowo lokalnych zmian klimatycznych. Osobiście naprawiam różne sprzęty (w miarę możliwości), okazuje się wielokrotnie, że pomocne są tzw. przydasie, czyli jakieś elementy techniczne, które zbieram i przechowuję.
Obserwuję zjawisko wyrzucania całkiem porządnych mebli i sprzętów do tzw. gabarytów. Mogłyby się przydać uboższym rodzinom lub domom opieki, które borykają się z finansowaniem podstawowych potrzeb. Jednak te gabaryty są „złomowane”. Podobnie widziałem jak z pobliskiego szpitala wyrzucane są dobre łóżka (domyślam się, że chodzi o wymianę na nowocześniejsze) – łamane przez dźwig, aby zmieściły się kontenerze transportowym. A może przydałyby się w mniej wymagających placówkach. Jednocześnie szpitale narzekają na brak finansów, niektóre są z tego powodu likwidowane…
Inny obrazek – przy wymianie instalacji podziemnej robotnicy zrywają chodnik wyłożony solidnymi i nie uszkodzonymi płytami. Co z nimi robią? Rozbijają na kawałki i rzucają na ciężarówkę z gruzem.

Zasady gospodarki obiegu zamkniętego
Podstawą GOZ są trzy główne zasady (często nazywane „3R”, a rozszerzane do „10R”):

  • Reduce (ograniczaj) – minimalizacja zużycia surowców i powstawania odpadów już na etapie projektowania.
  • Reuse (używaj ponownie) – ponowne wykorzystanie produktów lub ich części (patrz przykłady podane wcześniej).
  • Recycle (przetwarzaj) – recykling materiałów, aby stały się surowcem do nowej produkcji.

Dodatkowo podkreśla się regenerację systemów naturalnych, ekoprojektowanie (produkt łatwy do demontażu i recyklingu, w tym z materiałów biodegradowalnych w przypadku wyrzucania) oraz modele biznesowe oparte na dzieleniu, leasingu i serwisie (np. „produkt jako usługa” – pod warunkiem rozsądnego zakresu, który nie neguje własności).

Przejście na GOZ przynosi liczne korzyści:

  • Środowiskowe: ochrona bioróżnorodności, mniejsze zużycie wody i energii, redukcja ilości odpadów trafiających na składowiska, także podnoszone jest zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych
  • Ekonomiczne: tworzenie nowych miejsc pracy w sektorach recyklingu, naprawy i innowacji; obniżenie kosztów surowców; wzrost konkurencyjności przedsiębiorstw.
  • Społeczne: promocja zrównoważonej konsumpcji, dłuższa żywotność produktów oraz większa odporność gospodarki na wahania cen surowców i zakłócenia w łańcuchach dostaw.

Unia Europejska stawia GOZ w centrum Zielonego Ładu. Pomimo słusznych wątpliwości ten akurat podprojekt, wprowadzany rozsądnie, ma sens. Aktualny wskaźnik „cyrkularności” Europy wynosi ok. 12%, z celem podwojenia go do 24% do 2030 roku.

W Polsce gospodarka obiegu zamkniętego jest wciąż w fazie rozwoju, choć zyskuje na znaczeniu. Krajowy Plan Gospodarki Odpadami oraz strategie unijne obligują do zwiększania recyklingu i zmniejszania składowania. Polska generuje znaczące ilości odpadów, ale wdraża narzędzia takie jak rozszerzona odpowiedzialność producenta (ROP). Jest tam uwzględniony system kaucyjny dla opakowań, który jednak został źle zaprojektowany i generuje zarówno szereg uciążliwości jak i dodatkowe koszty. Ważniejsze są zachęty do ekoprojektowania opakowań i produktów w ogóle.

Wyzwaniem jest niska świadomość społeczna, niedostateczne inwestycje w infrastrukturę recyklingową oraz dominacja modelu liniowego w wielu branżach (zwłaszcza budownictwie, tekstyliach i elektronice). Szanse natomiast leżą w innowacjach, dobrze pomyślanych (!) funduszach UE oraz potencjale polskiego przemysłu (np. w sektorze odnawialnych źródeł energii i bioekonomii).

Efektywne wdrożenie GOZ wymaga:

  • Regulacji — ostrzejszych norm ekoprojektowania i celów recyklingowych.
  • Edukacji — kampanii promujących naprawę, świadome zakupy, w tym nawet rozwiązań typu second-hand.
  • Innowacji — rozwoju technologii recyklingu chemicznego, rozsądnych modeli sharing economy.
  • Współpracy — między biznesem, administracją i konsumentami.

Przykłady dobrych praktyk to firmy oferujące leasing elektroniki, platformy do wymiany odzieży lub second-handy, czy zakłady przetwarzające odpady na nowe materiały. Model cyrkularny pozwala na rozwój, który nie niszczy planety. Polska, jako kraj o silnym potencjale przemysłowym i rolniczym, może stać się liderem tej zmiany w Europie Środkowej. Kluczem jest jednak szybkie działanie: od decyzji rządu i biznesu po codzienne wybory każdego z nas.

Przejście na GOZ powinno być takie, by nie rezygnacją z komfortu, lecz inwestycją w trwałą, odporną i czystszą przyszłość.

Przejdźmy do 6 pozycji na mojej liście głównych źródeł marnotrawstwa – farmacja i medycyna.
To dziedzina, którą najczęściej się zajmowałem, głównie na LepszeZdrowie.info , ale doszły nowe wątki. Powtarzane przeze mnie przekonanie: żadne pieniądze nie poprawią służby zdrowia – (prawie) wszystko będzie marnotrawstwem póki nie uwolnimy się od dyktatu medycyny rockefellerowskiej nastawionej na zysk i błędnych procedur skupiających się na działaniu objawowym, a nie wokół przyczyn chorób. Polacy tracą dużo pieniędzy poprzez lekomanię wmuszoną przez reklamy i wieloletnia indoktrynację, co generuje dalsze koszty, bo lek który szkodzi, prowadzi do zakupów innych leków itd. Są obecne w tym zakresie także działania depopulacyjne, o czym parę słów dodam dalej.
Jaskrawym przykładem jest program szczepionkowy, który niezależnie od anty-skuteczności (mówiąc zdawkowo – chodzi o pomnażanie szkodliwych powikłań ze śmiercią włącznie, co dało pole do dalszego kosztownego „leczenia”), drenuje budżety wielu krajów w imię zysków zachłannych koncernów. Unijne zakupy szczepionek u Pfizera były wynikiem nie tylko wielkiej ignorancji w powyższym aspekcie szkodliwości, ale olbrzymiej korupcji. Casus Polski, która zamówiła wielokrotnie więcej dawek niż nawet „realne” potrzeby, obrócił się w olbrzymie marnotrawstwo gdy będziemy musieli zapłacić nawet za nieodebrane szczepionki 7 miliardów dolarów odszkodowania, nie mówiąc o kosztach utylizacji tych, które już zostały przeterminowane.
A ile marnotrawstwa wynikło z błędnych (i korupcyjnych) zakupów respiratorów, niepotrzebnych i złych maseczek, tworzenia dedykowanych szpitali, które stały puste, całej obsługi administracyjnej i propagandy działań rządu? Do tego dochodzą pośrednio wielkie straty z zamykania przedsiębiorstw, przymusowych kwarantann itd.
A ostatnio, począwszy od Szpitala Południowego w Warszawie, wyszły afery związane z kosmicznymi zarobkami lekarzy, co powinno jednak uświadomić, że podobnie było i dużo wcześniej w czasach „walki z pandemią” i finansowego dotowania lekarzy tylko za kwalifikowanie rzekomo chorych do puli „kowidowców”,
za testy PCR, podłączania do respiratorów, szczepienia i inne powiązane dziania, co wydrenowało dodatkowo wielkie sumy z budżetu. Kolosalne marnotrawstwo, przynajmniej z obecnej perspektywy, ale było wielu trzeźwych ludzi, w tym lekarzy, którzy ośmielili się ostrzegać przed tymi nieprawidłowościami. Wprowadzenie ustawy Lex Szarlatan jeszcze bardziej pogłębi kryzys przez eliminację sprawdzonych metod leczenia spoza administracyjnie dekretowanym kanonem, który nie nadąża za rozwojem nauki i praktyki. Jednym z przykładów jest chemioterapia onkologiczna, która ma wiele fatalnych skutków zdrowotnych, a jej efektywność jest bardzo mała. Ale właśnie chemioterapia ma być dodatkowo dotowana 16 milionami zł wg nowego pomysłu Ministerstwa Zdrowia.
(polecam np. działania i wpisy dra Piotra Witczaka na X, który porusza wiele wspomnianych tematów i apel 100 polskich naukowców by wstrzymać projekt Lex Szarlatan).
Skracając – zobacz jedno z podsumowań na X – https://x.com/SiewcyPrawdy/status/2078033620808134918

Czy istnieją tutaj środki zaradcze?
Moim zdaniem dopóki będziemy pod wpływem dyktatu biznesowej farmacji i indoktrynacji jaką realizuje od dziesięcioleci wykorzystując swoje nieograniczone praktycznie fundusze, dopóty sprawa jest
trudna. Potrzeba zmian w całym aparacie Ministerstwa Zdrowia oraz w korporacji lekarskiej (izby lekarskie), większej świadomości społeczeństwa oraz większego zdania się o własne zadbanie o zdrowie środkami naturalnymi i stylem życia. Na świecie następuje przebudzenie w tym kierunku, gorzej jest jeszcze w Polsce. Pisałem o tym dokładniej w 2024 r – Służba zdrowia nie musi być chora i w wielu innych miejscach.

7. Projekty i polityka oparta na fałszywych przesłankach, w tym czysto ideologicznych.
Ta sfera marnotrawstwa wynika głownie z fatalnych decyzji gospodarczych i społecznych. 
Ośmielę się powiedzieć, że wiele już wymienionych dziedzin grzeszy marnotrawstwem właśnie z tego powodu, co już częściowo zostało omówione.
W zakresie żywności (p. 1) wielodekadowa reklama produktów z dużym udziałem węglowodanów, które nie nasycają organizmu, powodują ponawiający się głód, a zatem skłaniają do dalszych zakupów tego samego, zwiększając ilość odpadów, w tym opakowań. A ów trend był ideologicznym projektem opartym na wadliwej piramidzie żywienia popieranym przez przemysł zbożowy, olejów roślinnych, margaryn itp. połączonych z rozbuchanym wegetarianizmem. Dodatkowo ten trend w swojej radykalnej postaci jest szkodliwy dla zdrowia, co generuje ekstra koszty leczenia – wielopostaciowe marnotrawstwo.
W zakresie energii (p.2) – nie udowodniony i obecnie demaskowany mit ocieplenia klimatu spowodował olbrzymią globalna akcję, która w imię fałszywych przesłanek i z powodów biznesowych zniewolił dużą ilość krajów szeregiem drastycznych przepisów i wydrenował gigantyczne ilości pieniędzy, co można zakwalifikować jako równie wielkie marnotrawstwo. O klimacie mógłbym dużo i ostro, ale zobacz ten rozsądny i względnie umiarkowany wpis strawny chyba dla każdego – https://x.com/SiewcyPrawdy/status/2080662117439422592 .
W zakresie produkcji plastików i opakowań (p.3) częściowo aspekt ideologiczny wziął się z reklamowania tej formy, jako lepszego surowca od np. konopi (wielka nagonka i ogólne zakazy – znów przez biznes przemysłu papierowego i farmacji), skór, drewna itp. i na rzecz nowych przemysłów, których potencjał zaśmiecania świata był ukrywany w imię powszechnej wygody. Te trendy, na szczęście, są stopniowo ograniczane. Jeśli chodzi o drewno, to przy okazji wspomnę, że w lasach a nawet parkach zalegają jego olbrzymie ilości – wynik powalenia przez wiatry lub z przyczyn naturalnych oraz po ścinkach. Tego się nie utylizuje jako materiału budowlanego, do przetwórstwa ani na opał. A jednocześnie były wielkie kłopoty w czasie zimy z peletem, bo … nie było surowca na jego wytwarzanie.

W zakresie wody (p. 4) – nie będę się czepiał, chociaż myślę, że programy geoinżynieryjne w kierunku walki z ociepleniem klimatu mogą mieć skutek uboczny w postaci deszczów i powodzi lub przeciwnie – suszy. Nie wykluczone są też działania celowe, gdy geoinżynieria w rękach wojska i służb mogą stanowić tzw. broń pogodową.

W zakresie tekstyliów i urządzeń elektronicznych (p. 5) mamy podobne ideologiczne uwarunkowania jak w p. 3 i jak zawsze – chęć maksymalnego zysku, co poniekąd wiąże się z ideologią wyzysku – gdy tanią odzież i elektronikę produkuje się w krajach najtańszej siły roboczej, a sprzedaje z przebiciem cenowym do kilkunastu razy, nawet jeśli te produkty są tandetne.
W zakresie farmacji (i medycyny) – p.6, mamy duże nawarstwienie fałszywych przesłanek z ideologią. Żeby się nie powtarzać – podawałem wcześniej przykłady jak np. ideologia jedynej „słusznej” alopatycznej medycyny rockefellerowskiej w rękach farmacji wyrządziła wiele szkód ludziom, a nawet prawdziwej nauce, która nie polega na dogmatach ani na tłumieniu niezależnych badań.
W aspekcie polityki prawie każda z tych dziedzin ma odniesienie do jakiejś ideologii, błędów w ocenie sytuacji gospodarczej i/lub społecznej, partykularyzmu, zachłannej walki o władzę itp. W Polsce w ostatnich latach doszła asymetryczna, bardzo niekorzystna relacja z sąsiadami o której napiszę parę słów w następnym punkcie.  

Zakres dziedziny wg punktu 7 właśnie omówiłem.

Dziedzina nr 8 z listy (Kradzież, korupcja, lobbing) pasuje w zasadzie do wszystkich pozostałych.
Widzę to głównie w medycynie, o czym już napisałem w kontekście Covidu, ale to rozlewa się dużo szerzej – nawet nauka jest korumpowana. Olbrzymie zadłużenie Polski wynika między innymi z poddawaniu się lobbingowi obcych interesów i zarządzeń, które wkupują się łapówkami lub są narzucane siłą Unii, by wprowadzić swoje przedsiębiorstwa drenujące polskie zasoby i eliminując rodzimą konkurencję lub/i by uniknąć podatków. Ze strony rządów dostrzega się postawę kompradorską, brak asertywności, niekorzystne uwikłania polityczne.
Konflikty interesów, partykularyzm, ustawione przetargi, zachłanność tych, którzy mają „dostęp” (w tym politycy) to zakamuflowana kradzież kosztem ogółu społeczeństwa. Obszerny temat, który jest znany chyba każdemu…
Pomaga złodziejom i układom dziwnych interesów aparat ideologiczny pod przykrywką hasła „dla waszego dobra”. Często także aktualnie obowiązująca linia polityczna jak promocja multi-kulti, utrzymywanie milionów rzekomych uchodźców wojennych, subsydiowanie pewnego wiadomego kraju w pieniądzach, towarach, uzbrojeniu itd. Kosztem Polaków, tak jakby rządzący nie znali pojęcia ordo caritatis. Miliardy na to wydane, w dużym stopniu znikają przez korupcję tamże, ale prawdopodobnie także w jakimś istotnym wymiarze i u nas. To się jest/może okazać kolejnym olbrzymim marnotrawstwem. W skali Europy, szczególnie zachodniej, utrzymywanie milionów azylantów z krajów południowych i Azji generuje olbrzymie straty, ponieważ zapewnia się im niemal luksusowe warunki (mieszkania, świadczenia różnego rodzaju, w tym pieniężne, lekarskie, edukacyjne), a oni w większości nic nie wnoszą, a nawet bywają źródłem wielu problemów.

Reasumując: Każdy (sztucznie stworzony) „problem” na świecie staje się źródłem dochodów dla macherów politycznych i ideologicznych oraz perwersyjnych technokratów.
Można by wymieniać jeszcze wiele innych i pomniejszych źródeł marnotrawstwa, ale przykładowo ograniczę się jeszcze do dwóch.
Pierwsze, które spotykam często na wystawach, w filmach, księgarniach, teatrze… – pseudo kultura, w tym pseudo sztuka. Skrajnie tandetne, bez gustu, w przekazie brzydkie, wstrętne i obrazoburcze niby malarstwo, tzw. instalacje lub happeningi itp. Wykonywane przez pseudo artystów, ale z dyplomami, „dzieła” subsydiowane przez państwo, które chce jeszcze dodatkowo tych autorów doposażyć. Podobnie w księgarniach – dużo bezwartościowej „makulatury”. Pokazywano też kosztowne niby użytkowe instalacje w miastach – praktycznie jednak nieużyteczne, bez sensu. W sumie kolejne wyrzucone pieniądze państwa lub samorządów.

Natomiast nawiązując jeszcze do przyrody, można przytoczyć jeden z kontrowersyjnych problemów jakim jest siłowa ochrona szkodników jakimi są dziki w miastach, chociaż także na terenach rolniczych. Pisałem o tym w Dziki. W aspekcie strat środków na poziomie samorządowym jest praktyka łapania dzików, usypiania i wywożenia do lasów, a one wracają. To kosztuje. I tak w kółko… wg zaleceń ideologii tych ekologów, których nazywam animalsami.

Dochodzę do trzech wspomnianych, a na ogół pomijanych wielkich czynników marnotrawstwa.

Wojny

Zarówno zbrojenia jak skutki wojny pochłaniają olbrzymie zasoby materialne i ludzkie.
Kolosalne koszty zbrojeń byłyby zbędne i nie byłyby wielkim marnotrawstwem, gdyby wojen nie było lub byłyby one ograniczone. Koszty te są mnożone na zapas i często nieadekwatnie do sytuacji i potrzeb. Postęp w ramach wyścigu zbrojeń dezaktualizuje wiele środków walki lub po prostu tracą one swoje resursy i nadają się na złom. Stracone pieniądze, praca i zubożone surowce.

Temat jest aktualnie mocno uwarunkowany politycznie i niejako tabu – jako bezwzględna konieczność. Nawet przy takim założeniu należy widzieć wspomniane realia. Stanowczo przepłacamy kupując nie to, co realnie potrzebne, nie od tych, którzy są tańsi bez uszczerbku jakości, to co moglibyśmy wytwarzać sami jednocześnie rozwijając własną gospodarkę.
Przykładem są samoloty F-35, jak wynika z artykułu Pentagon pierwszy raz utajnił raport o F-35. „To wadliwy program, trzeba wstrzymać zakupy” – Forsal.pl:
„Tylko co czwarty F-35 jest w pełni gotowy do walki”…Jeszcze gorzej wygląda ogólna gotowość operacyjna, określająca zdolność samolotu do wykonania przynajmniej jednego zadania. W ciągu kilku lat spadła ona z 67 proc. do 44 proc. GAO wskazuje, że głównymi problemami pozostają niedobory części zamiennych, opóźnienia w naprawach, problemy z oprogramowaniem oraz ograniczone możliwości przemysłu w zakresie produkcji komponentów

Czytamy: Eksperci nie mają złudzeń – „To wadliwy program”. A Polska zamówiła 32 wielozadaniowe myśliwce F-35A „Husarz” w ramach kontraktu o wartości 4,6 mld dolarów. Szczegóły w artykule.
Należy dodać, że koszty serwisowania będą bardzo wysokie, a wszystkie tego rodzaju samoloty (i nie tylko) mogą być zdalnie sterowane przez producenta/obcy sztab.


Jeszcze większe są
skutki wojny. Tak jak w ogóle budowanie czegokolwiek jest trudne, czasochłonne i kosztowne – nawet przy wzroście naszych technicznych możliwości, tak niszczenie bywa szybkie i dużo łatwiejsze (tu wtrącę, że obecnie niszczenie odbywa się także środkami nie siłowymi, ale przez dywersję ukrytą – propagandową, dezinformację, przekupstwo itp.).   Szczególnie w czasie wojny, kiedy znika droga infrastruktura budowana prze lata dużym nakładem finansowym i pracą ludzi. Mnożą się straty w łańcuchu powiązanych czynników: sprzęty, uprawy, zwierzęta hodowlane, żywność, zatruta p i powietrze, różne skażenia itd. Przykładowo – w samej Strefie Gazy wojna Izraela doprowadziła do uwolnienia do atmosfery 33 milionów ton ekwiwalentu CO₂, żeby wymienić tylko jeden modny „zatruwacz” powietrza, nie licząc pyłów budowlanych i toksycznych substancji.
Wreszcie –
czynnik ludzki, stracone życie, kalectwa, załamania psychiczne, traumy i choroby ograniczające działania ludzi, różne tragedie, głód, dezorganizacja społeczna – od organów zarządzania z obiektywną niemożliwością komunikacji, po podobną indywidualną, oraz subiektywną przez utratę zaufania do władz i wojennych narracji.
Nie ma większego marnotrawstwa właśnie ta z winy ludzi, którzy doprowadzili do takich sytuacji.

Kolejnym wielkim marnotrawstwem (mówiąc eufemistycznie) w ramach omawianego punktu są właśnie stracone życia ludzi także w czasie pokoju (nominalnie). Już na wstępie artykułu wspomniano o aspekcie moralnym, który jest oczywisty. Ale także wśród rożnych potencjałów gospodarczych i rozwojowych potencjał ludzki nie zawsze jest dostatecznie doceniany i uwzględniony. A to on był głównym czynnikiem rozwoju. Stracone życie, to stracone talenty, możliwości. Podobnie szkodzenie życiu przez choroby i społeczne ograniczenia w różnych formach.

Mało kto wie i jest to w oficjalnej narracji wstydliwe pomijane, że pierwszą pozycję w statystykach śmierci na świecie jest … aborcja. Rak i serce zajmują drugie miejsce, a po nim – znów zaskoczenie? – błędy lekarskie (skutek chorób jatrogennych). Pozycja pierwsza i trzecia to ewidentnie wina ludzi. Osobiście (i nie tylko) sądzę, że skala raka jest też pośrednio winą ludzką – przez nieodpowiednie leczenie oraz zatruwanie ludzi złą żywnością i błędnymi zalecaniami dietetycznymi. To po stronie farmacji, medycyny oraz dietetyki w powszechnym ich uzależnieniu od przemysłu i biznesów nastawionych na zysk, a nie zdrowie. I nie tylko o nowotwory tu chodzi, ale o szereg chorób, które także doprowadzają do śmierci lub chorób i niesprawności, co jest stratą społeczną i materialną, formą marnotrawstwa. Także sami ludzie szkodzą sobie złym stylem życia.

Nasze czasy pokazały jeszcze inne groźne zjawisko – celową depopulację w rożnych formach, od eugeniki do holocaustów z pobudek chorych ideologii, po podobne działania w ramach eutanazji oraz wspomnianych aborcji. Tu muszę dać zastrzeżenie, że aborcje nie muszą być elementem planu eutanazji i depopulacji – często są wynikiem innych okoliczności. Podobnie stanowisko wobec eutanazji musi być wyważone – są okoliczności jak np. „leczenie daremne” w stanach beznadziejnych powinno być dopuszczalne z woli cierpiącego itp.
Udowodniono, że „pandemia” Covid była wywołana sztucznie (i nie tylko ona, ale to tutaj pominę), jako eksperyment społeczny globalistów (nomen omen – globalny), sprawdzający systemy podporządkowania ludzi, a przy okazji ogłupiania, by łatwiej było realizować dalsze elementy planu. Haniebne metody separacji ludzi, zwłaszcza od właściwej i na czas interwencji medycznej oraz celowych złych praktyk w szpitalach, spowodowały wiele nadmiarowych zgonów. Podobnie „eksperymentalne” szczepienia, które – jak też udowodniono – doprowadziły do milionów zgonów oraz nadal zagrażają śmiercią i chorobami w skutkach odroczonych czasowo. Raport niemieckiego ministerstwa spraw wewnętrznych wskazywał, iż wirus SARS-Cov-2 nie stanowił nigdy zagrożenia dla przeciętnie ukształtowanej populacji, a negatywne skutki podjętych przez państwo środków przeciwdziałających pandemii są przeogromne (zostały szczegółowo wymienione). Ale to nie jedyne takie doniesienie z wysokiego szczebla. Akcje depopulacyjne nie ograniczają się do tego. Przykładowo ujawniono (amerykański senator Michael Bennet, ale nie tylko), że borelioza (choroba Lyme) została sztucznie wprowadzona jako broń biologiczna. Podobnie B. Gates zakaził sztucznie miliony komarów by roznosiły jakąś zarazę itp. Także Google
Te i podobne sprawy związane głównie z Covid obszernie przedstawiałem już parę lat temu na stronie LepszeZdrowie.info, szczególnie w omówieniach kilkudziesięciu książek, które to ujawniały. Obecnie mnożą się dalsze świadectwa.
Straty ludzkie są ewidentne, ale są też ewidentne dowody marnotrawstwa środków finansowych, o czym nadmieniłem wcześniej.
Co do ludobójstwa w różnych formach – istnieje jeszcze mroczniejsza strona psychopatów, którzy to wprowadzili i próbują kontynuować. To ideologie satanistyczne i ich armie zdeprawowanych ludzi, psychopatów. Zadawane śmierci i cierpień jest ich ofiarą dla Szatana, w nadziei na uzyskanie od niego przywilejów. Nie będę tutaj rozwijał tego tematu.

Trzecim, na ogół nie branym pod uwagę w omawianym kontekście źródłem marnotrawstwa na globalną skalę, jest system pieniądza i jego realizatorzy, w tym ci, których nazywamy „banksterami”. Ale i oni są operatorami jeszcze wyżej istniejących struktur i tych podmiotów/osób, którzy kiedyś je stworzyli. Wielkie i trudne zagadnienie, dość tu powiedzieć, że to system fikcyjnego pieniądza (fiducjarnego, fiat, nie opartego na realnych aktywach, a jeśli w jakimś niewielkim stopniu, to na środkach już wielokrotnie zastawionych), który opiera się na wszechobecnym długu ludzi, firm i państw. To te podmioty tracą, innymi słowy marnują swoje środki i możliwości, by bogaciła się garstka macherów. Metodami tego systemu są wszechobecne różne podatki, uzależnianie nawet całych państw, przejęcia, koncentracja kapitału i zarządzania pieniądzem, cykliczne dewaluacje, inflacja, doprowadzanie do bankructwa, krachy, handlowanie instrumentami wtórnymi, co jest ryzykowną spekulacją dla uczestników, inside trading, wdrażanie kryptowalut – też często w oderwaniu od realnych aktywów, itp.
Marnotrawstwo nie jest nieuniknionym kosztem rozwoju – jest dziwnym wyborem cywilizacyjnym. Zmiana nawyków, odpowiedzialna produkcja i konsumpcja mogą znacząco zmniejszyć ten problem. Czas przestać marnować przyszłość. Tylko świadome społeczeństwo i mądre przywództwo jest w stanie zbudować zrównoważony świat.
Na tym wezwaniu kończę, bo … nie chcę marnować swego i Czytelnika czasu na sprawy dość oczywiste. Myślę, że każdy może jeszcze dodać inne przykłady marnotrawstwa – niech to będzie ewentualnie krótkim ćwiczeniem umysłowym i wynikiem własnej obserwacji.
PS. Zachęcam do śledzenia platformy X (twitter), gdzie codziennie pojawiają się liczne wpisy związane z poruszonymi tu tematami.

—-

Przypis *

Too Good To Go to popularna aplikacja mobilna, która pomaga walczyć z marnowaniem żywności. Łączy klientów z restauracjami, piekarniami, kawiarniami, supermarketami i innymi sklepami, które mają nadwyżki jedzenia pod koniec dnia.
Jak działa Too Good To Go? (krok po kroku)

  1. Pobierz i zarejestruj się w aplikacji
    Aplikacja jest darmowa i dostępna na Androida oraz iOS. Po zalogowaniu ustawiasz swoją lokalizację (dom, praca).
  2. Przeglądaj dostępne „Paczki Niespodzianki” (Surprise Bags)
    Na mapie widzisz pobliskie miejsca, które oferują paczki. Każda paczka zawiera mieszankę produktów, które pozostały po dniu (np. pieczywo, kanapki, sushi, sałatki, desery, warzywa). Nie wiesz dokładnie, co będzie w środku – to niespodzianka, ale wszystko jest świeże i jadalne. [osobiście uważam, że to może być zły pomysł ponieważ ponawia skłonność do wyrzucenia tego, co nie pasuje odbiorcy]
  3. Rezerwujesz i płacisz w aplikacji
    Paczki kosztują zazwyczaj
    1/2 lub mniej oryginalnej ceny (np. paczka warta 40–60 zł może kosztować 15–25 zł). Płacisz od razu w aplikacji.
  4. Odbierasz paczkę w wyznaczonym oknie czasowym
    Idziesz do lokalu w podanym przedziale godzin (zwykle pod koniec dnia lub wieczorem). Pokazujesz w aplikacji kod QR lub przesuwasz suwak potwierdzający odbiór. Pracownik wydaje Ci gotową torbę/pudełko.
  5. Cieszysz się jedzeniem – dzięki Tobie jedzenie nie trafia do kosza.

Dodatkowe funkcje

  • Box Too Good To Go — większe paczki od producentów (np. napoje, przekąski) z opcją dostawy do Paczkomatu lub pod adres.
  • Ulubione miejsca — możesz oznaczyć ulubione sklepy i dostawać powiadomienia.
  • Filtry — według typu jedzenia (wegańskie, pieczywo, sushi itp.).

Aplikacja działa w wielu krajach, w tym bardzo dobrze w Polsce – współpracuje z sieciami takimi jak Żabka, Lidl, piekarniami, restauracjami i kawiarniami.

 

 

Zatrzymać się na chwilę

Biorę ten tytuł od formalnie nieznajomej Kasi, ale znajomej transcendentalnie, która wpisała tę myśl do swej blogowej wizytówki.
„Na chwilę” to znaczy też krótko. Uświadamiam sobie, że oprócz dłuższych wpisów powinienem mieć więcej tych bardziej lapidarnych, jak przelotne myśli, które… chociaż przelotne w ekspresji, są we mnie głębiej i stale.
Rebloguję to, co właśnie wyraża tę głębszą warstwę. Przeczytaj i poczuj co Kasia napisała…

Jako facet jestem bardziej konkretny i mniej wylewny od kobiet, które łatwiej o tym mówią i inspirują.
To wielkie posłannictwo kobiet. Niektóre organizują zbiorowe medytacje, odprawiają ceremonie. Ale można to samo osiągnąć w mniej widocznej formie, w ciszy i samotności – jak w modlitwie. I za przypomnienie tej drogi – dziękuję.
A do podziękowania dołączam swój wiersz ze zbiorku 6 prób:

DZIĘKUJĘ
Dobre owoce
ożywcza woda
jasne słońce
pogoda
dobrzy ludzie
dobroć i piękno wokół
święty spokój
dobrze żyć
dobre czyny
wiernie kochać
być bez winy.

2025/2026

Hasło odważnego przyjęcia 2026 roku wzywa by dzielnie stawić czoła temu, co może nas spotkać i nie bać się niczego. Osobiście nie podzielam opinii, że będzie gorzej, przeciwnie – spodziewam się wiele dobrego. Ale nie chcę dziś pisać dlaczego i nic o polityce – być może dodam pod tym wpisem coś na ten temat w pierwszych dniach stycznia albo będzie to wpis nowy.

Ostatni dzień 2025 zastał nas w zaśnieżonej Warszawie. Podobnie jest w większości Polski i gdzieniegdzie przybrało to postać niemal klęski narodowej. Nie ujmując nic z dramatu tych, którym śnieg i wiatr uszkodził  dom, ktoś zamarzł lub zginął w wypadku pod złamanym drzewem lub gdy zjechał do rowu, utknął na godziny w korku itp. – śmieszy mnie to zaskoczenie, bo widziałem wiele dużo groźniejszych sytuacji, gdy mieliśmy ‚prawdziwą’ zimę.
Obudziliśmy się wreszcie z jasnym niebem, tak dawno nie widzianym. Pogoda przez ostatnie miesiące była dziwna, przygnębiająca (co często punktował na swoim blogu Jarek Kefir).
Ale dziś skłoniła nas do pięknego porannego spaceru, chociaż już przed południem niebo znów zrobiło się szare (poniżej parę fotek). Mam dużo bardziej rozsłonecznionych zdjęć z dawnych lat i pięknych wspomnień śnieżnej zimy, zobacz przykładowo jeden z moich albumów poświęconych zimie.

lasek w śniegu

Nawet kusiło mnie wzięcie biegówek, bo od dawna nie było takiej sposobności. Ale odpuściłem, ponieważ trasa naszego spaceru jest pagórkowata z przewianymi wiatrem „mieliznami” – lepiej nie kusić losu przed Sylwestrem – przypomina mi się podobna sytuacja sprzed dwóch lat, gdy skończyło się na SOR z połamanymi palcami po upadku.

warkocze oplatają mur
Dziś chcę być w dobrym nastroju i mam ku temu powody.
Po udanych świętach łącznie z Wigilią u syna poza Warszawą, zadawalaliśmy się ciepłem domowym, poświątecznym dojadaniem smakołyków (u nas nic się nie marnuje, ale też nie kupujemy nadmiarowo) oraz lokalnymi spacerami.

koraliki

Wieczór spędzimy w domu, też smacznie i wesoło. Takie nasze z żoną Hygge. Trochę telewizji, trochę muzyki. Mamy aktualnie dwa telewizory, bo także działkowy (by tam ewentualnie nie kusił złodziei), zatem można podglądać i inne kanały. Wczoraj przypadkowo natrafiliśmy na ciekawy program muzyczny na TVN (której to stacji prawie nie słuchamy) zatytułowany „Nie idziemy na Sylwestra” – oryginalne aranżacje, dobrzy młodzi wykonawcy, nie koniecznie z listy tych najbardziej promowanych. A propos – czy oni nie mogliby mieć większą reprezentację (nie mówię, że w ogóle nie mają) na tych flagowych imprezach telewizyjnych, gdzie wciąż prym wiodą artystyczni staruszkowie z oklepanymi przebojami – do znudzenia?
To, że spędzimy ten wieczór domowo, to nic nadzwyczajnego w przypadku wielu osób ze starszego pokolenia – przyjemnie, smacznie i w dobrym, nie przypadkowym towarzystwie – własnym.
Oczywiście młodzi lubią huczne imprezy i sytuacje gdzie mogą poznać kogoś nowego. Podobnie, gdy wyjeżdżają do kurortów by całkowicie oderwać się od obowiązków, nawet rodziny, odpocząć. W tym roku najliczniej odwiedzane jest polskie wybrzeże, zaskakująco bardziej niż góry. Może ludzie ulegli przed rezerwacją wcześniejszym wiadomościom, że śniegu tam mało i np. narty się nie udadzą.
Ale szczerze nie zazdroszczę tym, którzy będą brać udział w dużych spędach sylwestrowych na otwartym terenie, być może w śnieżycy i na mrozie.
Nie wiem czy gdziekolwiek podchwycono pomysł jaki opisałem tutaj i parokrotnie powtarzałem. Czy nie byłoby to wygodniejsze, tańsze i bardziej dla wszystkich?
Jeśli chodzi o te duże Sylwestry w Toruniu czy Katowicach, to możemy mieć to z bliska dzięki kamerom.
Ponieważ mieszkamy obok Wisły na wysokości Starego Miasta, to jeśli będą fajerwerki, to zapewne nie gorsze niż gdzie indziej i które możemy oglądać z okien lub z balkonu.

Marzeniem na początek 2026 jest by utrzymała się ładna i umiarkowanie śnieżna pogoda, ku uciesze dzieci i dla przypomnienia sobie przez starszych jak to kiedyś bywało. Dla niektórych maluchów to będzie pierwsze w ich życiu spotkanie ze śniegiem. Już widzę jak w ruch poszły sanki i tzw. jabłuszka do zjeżdżania.

Co do samej daty 31 grudnia i przejścia w nowy rok o północy, to zdajemy sobie sprawę, że to bardzo umowny moment – gdy my będziemy świętować, to na Dalekim Wschodzie 2026 już będzie miał parę godzin. Ale i tam, nie wszędzie natywna data nowego roku przypada na ten dzień, bo są różne kalendarze. Zresztą, nie dotyczy to tylko dalekiej Azji. 
Także obecny kalendarz gregoriański nie jest neutralnym narzędziem pomiaru czasu. To system narzucony administracyjnie, który rozjechał się z naturalnymi cyklami Ziemi, Księżyca i ludzkiego ciała. Możemy zakładać, że … nie przypadkowo. W ogóle, bardziej logiczne byłoby przejąć początek roku z przesileniem zimowym. Ale zadziałała tradycja i inne czynniki, co jest osobnym ciekawym tematem.
Także na półkuli południowej okoliczności tej daty mogą przypominać nasze najgorętsze dni.
To banały, ale może warto o tym powiedzieć właśnie najmłodszym dzieciom.
Tak czy inaczej cieszmy się, że dzień zaczyna się wydłużać.
Jak to się zmienia pokazują poniższe ilustracje (pierwsza z długością dnia – moja)

długość dnia w roku

dynamika zmian

Na zakończenie – zazdroszczę tym, którzy w leśno-śnieżnej scenerii będą mogli doświadczyć kuligu. Przypomniał mi się mój wiersz sprzed wielu lat (obecnie umieszczony w zbiorku 6 prób):

Stary temat

Dzwonią, dzwonią sanie
mkną w biel bajeczną.

Jaka piękna sanna
Hosanna!

 Śnieżny pył na twarzy
leccyśmy jak on,
zielone świerki jakże pachną,
dzwoń dzwoneczku, dzwoń!

Jakie powietrze, jaka krasa!
i pegaz ognisty.

Twój nosek w futerku
i śmiech perlisty.

Z echem w zawody!
Z fantazją kozacką
szal powiewa i furczy,
trzymam lejce chwacko.

Przytul się i leć
to w ten blask,
to w gęstwinę ciemną.
Pędź do mnie, pędź ze mną!

(1982)

Gdziekolwiek będziesz – życzę udanego czasu i świetnej zabawy
i by nie było przykrych przygód z dojazdem w zaspach, wypadku samochodowego, korków, mandatów itp.

W 2026 roku – pomyślności i zdrowia, a dziś Sylwestrom podwójnych przyjemności!

Klucz

klucz otwierający światło

Klucz używany nie rdzewieje

Tak, jak bez klucza nie można otworzyć zamka, tak by zrozumieć świat, jego problemy, potrzebny jest dopasowany klucz. Operowanie wytrychami to dość powszechna praktyka, ale nie prowadząca do prawdy i prawidłowego rozwiązania.

Czy istnieje taki klucz?
W sensie ogólnym – prawdopodobnie tak, ale zacznijmy od takich kluczy, które mają bardziej praktyczne zastosowanie w pewnych aspektach życia, a potem może uda się je połączyć wspólnym mianownikiem. Już teraz można się domyślić, że chodzi o zrozumienie oraz świadomość istoty różnych przejawów rzeczywistości.
Nie będę dawał dowodów na przedstawione tezy (musiałaby to być książka), chociaż miejscami są dość oczywiste oraz podam naprowadzające myśli …

Ludzi bardzo „kręci” polityka i związane z nią pytanie, kto tym wszystkim rządzi w skali globalnej i czy to ma wpływ na układy lokalne. Od tego zacznijmy.
Wg starej maksymy – jak na górze, tak i na dole, bo tak to na ogół jest, chociaż na poziomie szczegółowym, np. gminy, ten łańcuch przyczyna-skutek nie sięga wprost do wysokich poziomów zależności, jest bardziej lokalny – przynajmniej w sposób widoczny, co nie neguje wpływu na mentalność, która została uformowana i jest kontrolowana z wysokiego poziomu.
Konkretnie, trzeba rozumieć, że demokracja, chociaż ma pewien wpływ na niskim poziomie, to na poziomie państw jest … fikcją. To plaster na zaklejenie ustawień, które dokonują się poza świadomością przeważającej części danej populacji. A na poziomie prezydentów, przewodniczących organizacji międzynarodowych – to ludzie „namaszczeni” i/lub schwytani w system zależności wymuszony szantażem i/lub obietnicą władzy i korzyści.
Przez kogo? Uwaga – wchodzimy na teren określany teorią spiskową. To będzie się powtarzać i przy innych omawianych sytuacjach, ale uważam, że nie są to teorie, a praktyka stosowana od „eonów”.
Popularnie mówi się o masonach, iluminatach, Deep State, Rotszyldach, wielkich korporacjach finansowych jak BlackRock, Vanguard, …, komitet 300 itp.
Owszem, ale to wcale nie jest najwyższy szczebel kontroli i władzy – istniał dużo wyższy i jego pozostałości wciąż mają oddziaływanie, nawet jeśli dzieje się to na zasadzie inercji.
Ta epicka historia została ujawniona przez Kimberly Ann Goguen, o której będzie tutaj jeszcze parokrotnie.
A struktura ta wyglądała jak pokazano na diagramie (powiększ i patrz tam też na adnotacje oraz zauważ jak nisko znajdują się w tej strukturze znani „potentaci”):  https://drive.google.com/file/d/1ty8Pf3inz0s4pEzADE2EYaso-sYF7t2x/view?usp=sharing 
i szerzej we wpisie https://gab.com/etsaman3/posts/115632256081107772 
(sugeruję tam poznanie kontekstu, choćby krótko).
Tak więc, w globalnej polityce kluczem jest zrozumienie tej struktury. Ale to też jest jeszcze niepełny obraz, o czym będzie dalej. Dla tego wątku przypomnę myśl Clive’a Hamiltona:
Kluczem okazuje się nasza naiwność, dotycząca wpływu, na który elity [te, które widzimy] są wciąż ślepe.

Sektorem tej kontroli są armie – element siłowy stojący na straży interesów władz i danego właściciela, a także wojska i służby ukryte – działające z ramienia Głębokiego Państwa (Deep State). Bo patrząc głębiej obecnie trwa wojna o „dusze”, na płaszczyźnie pokazanej  jeszcze w biblijnym wersie „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw zwierzchnościom, przeciw władzom, przeciw rządcom ciemności tego świata, przeciw duchom zła na wyżynach niebieskich.” (św. Paweł).   Ta bitwa jest skazana na przegraną obecnego układu, ponieważ nie rozumie on boskiego planu oraz siły jaką wlał ten plan w realne działania Kimberly A. Goguen, za którą stoi armia znacznie silniejsza. Jakkolwiek tajemniczo to brzmi, to oceniamy że 2026 r. przyniesie zwycięstwo nad ciemnymi siłami na rzecz całej ludzkości, chociaż będą się bronić do upadłego i pojawią się liczne trudności.
Schodząc na razie bardziej na ziemię, trzeba zdać sobie sprawę, że macherzy obecnych konfliktów, czy to Putin, czy Netanyahu czy Trump itd.  to jedna paczka marionetek tych wyższych sił, możliwe, że to awatary Matrixa, który też zostanie rozbity.
Także obecne strategie i środki prowadzenia wojen, jakie widzimy, to nieporozumienie, co widać po fakcie, że dron za 500$ może obezwładnić lotniskowiec za parę miliardów dolarów oraz że inwestuje się w ciężki sprzęt lądowy, który podobnie staje się bezradny wobec dronów i oddziaływań elektromagnetycznych w systemach dowodzenia.
A straszenie konfliktem nuklearnym z użyciem rakiet balistycznych jest tylko narzędziem politycznym, ponieważ od pewnego czasu ich posiadacze nie mają ostatniego klucza (tu dosłownie) do uruchomienia/uzbrojenia głowic (nie musisz wierzyć, ale tak jest – oprócz może broni taktycznej).
Tak samo dzieje się w mediach kształtujących świadomość ludzi – tu kluczem jest zrozumienie, że mamy do czynienia z centralnym sterowaniem na poziomie globalnym, który, co prawda, rozmywa się na poziomie lokalnym i zależy od danej kultury, ale ideologie, tworzenie podziałów, mody i inne zabawki dla ludzi pochodzą z góry. To uzupełnia a nawet tworzy teatr dla nich, jaki zasłania wydarzenia za kurtyną i tumani widzów. Lokalne wydawnictwa i stacje mają swoich zwierzchników kapitałowych oraz politycznych, a ci podlegają w zakresie informacji agencjom międzynarodowym.

Przykład schematu (są i inne)
https://blog.fagstein.com/media-ownership-chart/ 
kolumny = zależność, a  „independents” to też nie do końca prawda.

Gospodarka i biznes.
Czyli … pieniądze.
„Jak nie wiesz, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. Dodać należy jeszcze „i władzę”, bo są tacy, którzy, dzięki swojej pazerności, mają ich tyle, że bardziej zależy im na kontroli (czynnik utrzymania swego statusu) i władzy – tu często wkracza ego na poziomie level max.
Mamona i władza to kolejny klucz, który można praktycznie odkryć przez analizowanie „komu to służy”.
W biznesie i polityce mamy sojusze, przyjaźnie, wspólnoty, ale to tylko narzędzie do realizacji takiej strategii, chociaż, by ona miała poparcie społeczeństw, ubiera się ją w różne wzniosłe i ładne dekoracje. Ale z historii wiadomo, że te sojusze brutalnie się łamie, wkracza armia, podstęp i grabież. Ludzie są poświęcani na ołtarzu „sprawy”. Ideologia tu (i nie tylko tutaj) jest chętnie wykorzystywana.
Szczególnym przypadkiem, który dobrze ilustruje takie podejście, jest współczesna medycyna w sieci farmacji. Kluczem jest zrozumienie, że farmacja, która od ponad 100 lat podporządkowała sobie medycynę (patent Rockefellerów) ma na uwadze biznes, a nie zdrowie ludzi. Ta okrutna prawda teraz coraz bardziej jest uświadamiana, także za sprawą „pandemii” C-19 i globalnego sterowania zachowaniem ludzi (tu znów widzimy schemat globalnej kontroli mediów, które powtarzały unisono zatwierdzone hasła). Ten duży temat przejawiał się szczegółowo w wielu moich wpisach i artykułach – tutaj i na archiwalnej stronie LepszeZdrowie.info.

Ogólniej dotyczy to też nauki. Temat jest szeroki, tutaj podobnie utknęliśmy w szeregu błędnych paradygmatów i w zależnościach dotyczących interesów. Mówiąc krótko – nauka też dała się skorumpować. W praktyce szereg rozwiązań, które mogłyby popchnąć ludzkość naprzód, zostało zablokowanych czy to w imię obecnych interesów (dyskontowanie tego, co jest i jeszcze popłaca), czy przez skostnienie zarówno w dogmatach jak i w zarządzaniu nauką, z uczelniami włącznie. Jest jeszcze głębszy problem związany z obniżaniem jakości szkolnictwa na wszystkich szczeblach, co w końcu sięga i uczelni wyższych. Obecnie naukowcy, a także profesorowie uniwersytetów, mają stosunkowo niski poziom IQ i często widać jak utracili zdolność logicznego analizowania i wnioskowania. Temat ten omawia książka Joanny Święckiej „NOWA EPOKA czyli klucz do rozumu” odwołująca się zwłaszcza do prac Krzysztofa Zawiszy, polskiego fizyka o IQ 192 (jest wśród niewielu na świecie, którzy mają taki wynik). To też duży temat na osobny wpis, ale wspomnę, że umieszczony w tytule książki klucz podkreśla wagę rozumu (mądrości). Wiedza jest ważna, ale rozum dociera dalej.
„Uwierz nauce” było negatywnym kluczem i hasłem zwłaszcza w czasie „pandemii”. 
O tym jak nieuczciwie wtedy postępowano oraz ogólnie jak … wątpliwa jest „Medycyna Oparta na Dowodach” – patrz szereg artykułów do których odsyłam na stronie LepszeZdrowie.info np.:  Wiarygodność prac naukowych, Medycyna Oparta na Faktach (EBM)?, Jeszcze o EBM, Iluzja medycyny opartej na dowodach, Kult medycznej dezinformacji, Naukowe kłamstwa,..
Tak też przebiega globalna akcja walki z „ociepleniem klimatu” z rzekomej winy człowieka (obecnie coraz mniej o zmianie klimatu w związku z kompromitowaniem pewnych „danych”). Należy zwrócić uwagę, że zarządzający tą walką na ogół nie mają elementarnej wiedzy o fizyce, energetyce i ekonomii, co czyni ich działania merytorycznie absurdalnymi.
Tutaj kluczem może być zrozumienie interesów, jakie za tym stoją – drenowanie budżetów państw i kieszeni obywateli przez różnego rodzaju podatki, ETSy, zarządzenia… A przy okazji – wraz ze wzrostem scentralizowanej władzy np. Komisji Europejskiej realizuje się agendę globalistów nakierowaną na totalną kontrolę świata (!) przez „rząd światowy” z jego antyhumanistycznymi atrybutami.

I jeszcze przykład z imigracją jako modelu biznesowego, chociaż wiemy też o planie politycznym globalistów w tym zakresie.
Niemiecki Die Welt wprost wskazał, że istnieje cały sektor organizacji pozarządowych, kancelarii, pośredników, fundacji i struktur parasolowych, które utrzymują się finansowo dzięki masowej, nielegalnej migracji. 
Nie jako efekt uboczny, ale jako systemowy mechanizm.
To bardzo istotna zmiana:
– nie „chaos humanitarny”
– nie „brak kontroli”
– nie „niezamierzone skutki uboczne”
lecz zorganizowany ekosystem interesów, w którym:
Im większy strumień migrantów, im większy kryzys, im większa presja na państwo, tym większe budżety, granty, kontrakty i wpływy dla określonych grup.
Czyli znów – kluczem do wielu działań politycznych i do otwarcia umysłów w sprawie „teorii spiskowych” są pieniądze.
W szczególności chodzi o nowy system finansowy, kryptowaluty o zasięgu światowym itp.
Tutaj kluczem, który raczej zamknie te zapędy niż je odtworzy, jest świadomość, że już chyba nic nie pomoże uchronić USA od bankructwa (chyba, że się cudownie ogarną w kwestii mądrego zarządzania). A kryptowaluty o dużym zasięgu (jako powszechny i globalny środek płatniczy) są nierealne, ponieważ nikt w obecnym świecie politycznym i technologicznym nie posiada takiej mocy obliczeniowej, a ponadto duża część świata nie ma jeszcze dostępu do usług cyfrowych. Z drugiej strony tajne służby i spekulanci mają tylne drzwi do różnych obecnych systemów i już parokrotnie wykradały zgromadzone tam środki.
Dominacja Zachodu i świat jednobiegunowy kończą się, i to nie tylko ze względu na ekonomię, ale przez tamtejszą zapaść społeczną, nawet mentalną, co od lat rozpracowuje Igor Witkowski w swoich książkach. Z kolei Azja z wyraźną dominacją Chin na każdym polu i wzrastanie sojuszu BRICS jeszcze bardziej zmieniają układ sił. Zatem ważnym kluczem jest prawidłowe zrozumienie geopolityki.

By nie przedłużać wpisu przeskoczę od razu do najważniejszej (na dziś) konkluzji, którą wspomniałem na początku – chodzi o zrozumienie oraz świadomość istoty różnych przejawów rzeczywistości. Jest ona bardziej fantastyczna i złożona niż potrafiliśmy sobie nawet wyobrazić. Chociaż podałem już parę przyczynków, to chodzi o człowieka.  Jest istotą wyjątkową, ale stłumioną przez Matrix od niepamiętnych czasów. A Matrix ten jest skomplikowaną AI, której istnienie we  wszechświecie było dotąd tylko hipotezą. Ta wyjątkowość człowieka polega między innymi na zdolności kreacji i to na poziomie, który w opowiadaniu wyda się cudem, ale nastąpi w praktyce. Tu zacytuję mały fragment raportu z 27.12.2025 wspomnianej Kimberly:
W normalnych okolicznościach [jakie nastaną] każdy [organiczny] Homo sapiens może kontrolować własne cząstki pyłu [to określenie dotyczy subatomowych cząstek, które nas tworzą]. Możesz je przesuwać. Możesz się uleczyć. Możesz zdecydować, że chcesz być wyższy, niższy. Nie ma znaczenia, kim chcesz być. Możesz zdecydować, że chcesz kanapkę z pastrami, a jedna pojawia się w twojej dłoni. Kiedyś mogliśmy robić takie rzeczy cały czas. W innych miejscach omniversum nie było potrzeby pieniędzy. Wciąż nie ma potrzeby pieniędzy.  Pieniądze nie są potrzebne, bo każdy ma wszystko, czego chce, gdy bramy są otwarte i wszystko płynie [za sprawą Źródła]”.
Nie zacytuję więcej, by nie uznano mnie za wariata (jestem tu tylko posłańcem), ale to będzie owa dobra nowina do rozwinięcia w 2026 r.
Wyzwoleni z Matrixa ostatecznie otrzymamy klucze do królestwa Złotego Wieku… Czyż nie tak miało być wg różnych przepowiedni?

PS. Nawet jeśli przełom nie nastąpi tak szybko, to weź to jako promyk nadziei w te ponure dni schyłku 2025, że tak ostatecznie się stanie.

Szczęśliwych Świąt!

Rodzinie, przyjaciołom, dobrym znajomym, a więc w formie osobistej…
a wszystkim innym też.

życzenia świateczne

A przez Nowym Rokiem dodam coś jeszcze, może przypieczętowanie dobrej nowiny?

Mikro czy mikre?

natchnienie

Pisać czy nie pisać
 – oto jest pytanie.

Jedni dla relaksu rozwiązują krzyżówki lub grają na komputerze, a ja wtedy … bawię się słowami, tak jak przykładowo pokazałem to kiedyś we wpisie Bawiąc się słowami , a także pośrednio w Aforystyka i w  Jak docinać, to z humorem …
W zbiorku wierszy i wierszyków 6 prób, próba 5. zawierała najkrótsze formy, które nazwałem Miniaturki.
Ale możliwe są jeszcze krótsze i zaryzykuję stworzenie „próby nr 7”. Nazwę tę próbę roboczo Mikro.
Sądzę, że  nie będzie się to  nadawało się do kolejnego zbiorku wierszy (takie najkrótsze myśli są najtrudniejsze i trudno się porównać z mistrzami fraszek i aforyzmów, więc wychodzi czasem wierszyk mikry), ale skoro to próba i to z szeregiem banałów (?), taki dla zabawy,  poniżej przedstawiam krótki wybór. Skracam te próbki nawet o tytuły, zamiast tego wyróżnikiem jest pogrubione pierwsze słowo.
Mam wątpliwość co do tego, czy niektóre nie są jakimś plagiatem, ale świadomie nie kierowałem się niczym oprócz impulsu by coś napisać. I nie jestem polonistą,  by ocenić czy to jakaś forma, która ma swoją nazwę i autorów*.

Jako osoba
Jestem sobą.

1, 2, 3
– dziecko, ja i ty.

Zaliczył
leży i kwiczy.

Wciąż mało
więcej by się chciało.

To zależy
na kim się leży.

Zazdrosna
że gdzieś indziej wiosna.

Anse
bo coraz mniejsze szanse.

Oj, ech…
Ej, nie narzekaj
lepiej się śmiej!

Bywa
że zimna
choć żywa.

Chmury
nie zasłonią bzdury.

Jesienią aura zimowa
to jakaś nowość?

Kabaretowo
pośmiać się zdrowo.

Dziennie parę tysięcy
nie trzeba więcej.

Widać i wiadomo
– homo.

Co jem ja?
JajkA.

Być w niebie
bez ciebie?

X stoi w miejscu
dlatego zrzędzi
że czas pędzi.

Niebo pochmurne
– myśli durne.

Słowa, słowa
ale dajcie chleba
Tego im trzeba.

Martwienie się
i zwątpienie?
Nie i nie!

Dobry podarunek
– szacunek.

Ten w zmowie
prawdy ci nie powie.

Praktycznie to życie
odkrywa tajemnice.

Ważne
nie musi być poważne.
——
Cóż, mogę tak długo, ale nie chodzi o kompensowanie lakoniczności tych mikro ich ilością, więc niech to będzie właśnie próbka. I nie muszę pisać, zabawa też ma sens.
—– 
* Później przypomniałem sobie, że to forma stosowana w epigramach i kupletach i właśnie we fraszkach.
Podobnie układany był także  antyczny distichon (dwuwiersz).
Ale mam wrażenie, że moje próby są jeszcze krótsze…
Dodam jeszcze i dłuższy epigram:

Na mównicy płomienie, w sercu chłód i kalkulacja,
bo polityka to sztuka – nie prawda, lecz prezentacja. 

 

Niebo

słonce, niebo

Znaki z nieba i na niebie
mówią do ciebie
choćbyś zakrył oczy
lecz nie zakrywaj
zobaczysz piękno
także w nocy – w gwiazdach
i w snach niebiańskich
czułych i proroczych.
L. K.

Jakże to ciekawy i obszerny temat!
Tym bardziej, że w języku polskim słowo niebo ma parę znaczeń – dosłowne i alegoryczne (np. w języku angielskim sky to nie to samo co haeven).

Niebo w każdym zrozumieniu od wieków fascynuje ludzkość, będąc przedmiotem refleksji filozoficznych, religijnych, artystycznych, a także naukowych. Jest symbolem nieskończoności i tajemniczości, która prowokuje pytania o sens istnienia, miejsce człowieka we wszechświecie oraz naturę rzeczywistości.

Niebo jest unikalnym fenomenem, który łączy w sobie różne wymiary ludzkiego doświadczenia. Religijnie wskazuje na transcendencję, artystycznie jest źródłem piękna i wzruszeń, a naukowo – obiektem nieustannych badań.

Rozpatrzmy krótko przynajmniej parę perspektyw tytułowego tematu.
Ponieważ nie chciałbym jednak tutaj pisać rozprawki naukowej – zacznę od …wątku artystycznego i od rozmowy Kate Melua [lubię!] z Anną Janowską (Zwierciadło 9/2022).
„Wytłumacz mi, dlaczego niebo jest tak inspirujące. „Chmury… latawce… ptaki… tęcze… człowiek z gwiazd… drzewa… liście… fajerwerki…” — śpiewasz w tytułowym utworze ‚Aerial Objects’.
[Tu wypada przypomnieć ten utwór (z podkładem Simona Goffa)  np. https://www.youtube.com/watch?v=hbiBaXWSEW0; akurat ten jest bardziej filozoficzny niż wynikający z zachwytu , chociaż niebo może budzić i grozę – o czym dalej]
… To piosenka o tym, jak wielu artystów czerpie inspirację, patrząc w niebo. Jeśli raz to dostrzeżesz, nie możesz się od tej refleksji uwolnić. Od „Somewhere overthe Rainbow” Judy Garland przez „Feeling Good” Niny Simon po „Starmana” Davida Bowiego. Słuchając tych utworów, zdajesz sobie sprawę, jak często motyw nieba przewija się w popkulturze i ile jest w tych chmurach, ptakach na niebie czy spadających liściach prawdy o nas samych. Kiedy to zauważyłam, nie mogłam się powstrzymać, żeby nie skomentować tego… w piosence [Śmiech]. Zresztą to spostrzeżenie dotyczy każdego. Pomyśl — chcesz znaleźć odpowiedź na jakieś trudne pytanie, to gdzie patrzysz? W niebo albo w sufit [śmiech].
– Podróż, w którą zabierasz nas na najnowszym albumie, rozpoczyna się na lotnisku, a kończy wśród przyrody i pszczół. Brytyjczycy mówią o sobie, że są narodem ogrodników. Podzielasz tę pasję?
– Uwielbiam w Brytyjczykach ich miłość do natury i do ogrodów. Mieszkam koło pięknego londyńskiego parku i z tego, co zauważyłam, tamtejszy zespół ogrodników jest jak mała armia!…”

To było wspomnienie bardzo wybiórcze, ale zawiera w sobie sporo inspirujących spostrzeżeń, które skłoniło mnie do rozwinięcia tych wspomnianych wątków.


Oczywiście niebo pojawia się w muzyce różnych gatunków i formatów – od „poważnej”, gdzie niebo inspiruje zarówno utwory sakralne, jak „Mesjasz” Händla, …. do popularnych utworów i piosenek wspomnianych przez Kate. W tym drugim zakresie wspomnijmy współczesne piosenki, jak „Imagine” Johna Lennona, gdzie niebo jest tłem dla utopijnej wizji świata bez podziałów.
Z naszych – R. Gawliński śpiewał:
Piękne jak okręt
Pod pełnymi żaglami,
Jak konie w galopie,
Jak niebo nad nami
.
A w piosence Maanamu Jackowski:
Oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba.

Oczywiście trzeba spojrzeć na niebo w sztuce szerzej. Niebo od wieków jest motywem także w literaturze – szczególnie w poezji oraz w malarstwie.

W literaturze temat nieba zajmuje sporo miejsca zarówno w opisach przyrody jak i w metaforach.
Przykładowo w „Boskiej komedii”  (D. Alighieri) niebo to siedziba Boga i świętych, Raj, po którym wędruje Dante, stanowi dziewięć nieb systemu Ptolemeusza. Siedzibą Boga jest Empireum.
U Jana Kochanowskiego w trenie XIX przychodzi do poety we śnie matka z Urszulką na ręku. Matka zwraca się do syna, mówiąc mu, że jego „Urszuleczka żywie”, że znajduje się w niebie i jest jej tam bardzo dobrze.
W „Weronie” C. K. Norwida niebo to symbol bożej troskliwości: „Łagodne oko błękitu” spogląda z góry, z nieba. Ponieważ niebo kojarzy się z obecnością Boga, więc możliwe jest, że to sam Bóg spogląda na ziemię. Całe niebo roni łzę nad ludzką niedolą.
W poemacie „Pan Tadeusz” A. Mickiewicza pojawia się wiele opisów nieba, np. jako „morza wiszącego”, co podkreśla piękno i spokój przyrody, tamże w księdze VIII zawarty jest obszerny opis gwiaździstego nieba.

W poezji niebo jest metaforą marzeń, wolności i boskości. Adam Mickiewicz w „Odzie do młodości” pisał: „Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga”, wskazując na niebo jako symbol przekraczania granic.
Jakże dużo jest wierszy o niebie! To osobny obszerny temat.
Od starożytnego poematu królewicza Li Ho o niebie, po te z naszej cywilizacji jak:

„Niebo w nocy” – Leopolda Staffa, cały cykl wierszy o niebie Mariusza Parlickiego, „Niebo” – Wisławy Szymborskiej, w którym poetka opisuje niebo jako coś, co jest wszędzie, a nie tylko nad nami. Jest ono obecne w naszym doświadczeniu, nawet w ciemności, i budzi zachwyt.

W malarstwie niebo jest częstym motywem jako element krajobrazu – od rozświetlonego do ponurego i groźnego.

W malarstwie średniowiecznym i renesansowym niebo było tłem dla scen religijnych, często przedstawiane jako złocista lub błękitna przestrzeń z aniołami i chmurami, jak w freskach Giotta czy obrazach Rafaela.
W romantyzmie niebo stało się symbolem wzniosłości i nieograniczonej wolności – burzliwe niebo Caspara Davida Friedricha na obrazie „Wędrowiec nad morzem mgły” odzwierciedla tęsknotę za transcendencją.

Współczesna sztuka, np. instalacje Jamesa Turrella, eksploruje niebo jako doświadczenie świetlne, które skłania do kontemplacji.
Wrażenia wzrokowe związane z niebem są poruszające chyba dla każdego – niezależnie od sztuki malarskiej czy filmowej. Osobiście bywałem jakby wniebowzięty widokiem nieba w jego kolorach zachodu czy wschodu słońca, pięknych chmur i ptaków na niebie – chociaż …nie pożądam wniebowstąpienia.

Niebo w ujęciu filozoficznym

Filozofia od starożytności postrzega niebo jako przestrzeń metafizyczną, symbolizującą porządek kosmiczny i nieskończoność. Dla Platona niebo było domeną idei – doskonałych, niezmiennych form, które istnieją poza materialnym światem. W jego „Timajosie” kosmos jest harmonijnym dziełem Demiurga, a niebo odzwierciedla boski porządek. Arystoteles z kolei widział w niebie sferę wieczystą, ruch gwiazd i planet tłumacząc jako przejaw boskiego rozumu. W średniowieczu filozofowie chrześcijańscy, jak św. Tomasz z Akwinu, łączyli niebo z boską transcendencją, uznając je za miejsce, gdzie dusza spotyka Stwórcę. W nowożytnej filozofii niebo staje się metaforą ludzkiej wolności i ograniczeń. Immanuel Kant w „Krytyce praktycznego rozumu” pisał: „Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie” – niebo staje się symbolem majestatu wszechświata, który inspiruje do refleksji nad moralnością i ludzką egzystencją. Współczesna filozofia, zwłaszcza egzystencjalna, widzi w niebie przestrzeń pytań o sens życia w obliczu ogromu kosmosu. Jean-Paul Sartre czy Albert Camus dostrzegali w nim zarówno piękno, jak i obojętność wszechświata wobec ludzkich dramatów.

W religiach niebo jest miejscem sacrum, siedzibą bogów lub Boga.
W chrześcijaństwie niebo to raj, miejsce wiecznego szczęścia i bliskości z Bogiem. Biblia opisuje je jako „nowe niebo i nowa ziemia” (Ap 21,1), wolne od cierpienia. To dom aniołów i świętych. W islamie niebo (Dżannah) jest ogrodem pełnym rozkoszy, nagrodą dla prawych. W hinduizmie i buddyzmie niebo jest jednym z poziomów egzystencji, choć ostatecznym celem jest wyzwolenie z cyklu reinkarnacji. Niebo w religiach często kontrastuje z ziemią jako sfera materialna i niedoskonała. W mitologiach starożytnych, jak grecka czy nordycka, niebo było domeną bogów – Olimpem czy Asgardem. W szamanizmie niebo jest przestrzenią duchową, do której szaman wędruje w transie, by komunikować się z duchami. Wspólnym motywem jest postrzeganie nieba jako czegoś wyższego, niedostępnego, ale jednocześnie inspirującego do duchowego wzrastania.
Jest powiedzenie (w teologii chrześcijańskiej), że niebo jest w nas, co oznacza, że mamy w sobie boski pierwiastek, a w interpretacji innych, że tworzymy swój świat wg wyobrażenia nieba.
Nie zaskoczyła mnie merytorycznie wypowiedź pewnego „lumpa”, z którym jechałem schodami ruchomymi, że raj i niebo jest na ziemi – wystarczy żyć w zgodzie z naturą – nie musimy czekać do śmierci. Zaskoczyło mnie zaś kto to wypowiada – człowiek wyglądający na bezdomnego i mocno zaniedbanego.

Niebo w przysłowiach, wyrażeniach i przenośniach odzwierciedla ludzkie emocje i aspiracje i często zawiera elementy filozoficzne odzwierciedlając jego kulturowe znaczenie. Po części to element literatury, ale pojawia się głównie w języku codziennym. „Sięgać gwiazd” oznacza dążenie do wielkich celów, a „być w siódmym niebie” wyraża stan najwyższego szczęścia. Podobnie kulinarnie „Niebo w gębie”. W polskim folklorze przysłowia takie jak „Czerwone niebo wieczorem, to pogoda jutro” łączą niebo z obserwacją przyrody i mądrością ludową. W przenośniach niebo symbolizuje nadzieję („po burzy zawsze wychodzi słońce”) lub boską opatrzność („spadło mi z nieba”). Te wyrażenia ukazują, jak głęboko niebo jest zakorzenione w ludzkiej wyobraźni.
(W odniesieniu do przysłów – mogą one być często tematem dyskusji, czy odzwierciedlają prawdy uniwersalne).
Z setek (tysięcy?) aforyzmów i cytatów o niebie, oto parę przykładów.

Jeszcze A. Mickiewicz:
Do nieba patrzysz w górę, a nie spojrzysz w siebie; Nie znajdzie Boga, kto go szuka w Niebie.

O! luba, zginąłem w niebie,
Kiedym raz pierwszy pocałował ciebie!

Karl Raimund Popper:
Próba zrealizowania nieba na ziemi kończy się zawsze wyprodukowaniem piekła .
Joseph Ratzinger (Benedykt XVI):
Niebo jest tą przyszłością człowieka i ludzkości, której ludzkość sama sobie dać nie może.
Seneka:
I z najbardziej zapadłego zakątka dostać się można do nieba.

Krzysztof Bilica:
Leżący częściej podnosi wzrok ku niebu.
Jerzy Popiełuszko:
Naszego miejsca w niebie nikt nam nie zabiera. Najwyżej pozostanie ono puste.
Mikołaj Kopernik nie tylko wpatrywał się w niebo by je badać jako astronom, ale umiał dostrzegać jego piękno:
Nic piękniejszego nad niebo, które ogarnia wszystko, co piękne.

Nauka przybliża nam te aspekty kosmosu, które dawniej były tylko spekulacjami, ale… wciąż jesteśmy dalecy od zadowalającego rozumienia z czym mamy do czynienia.

Niebo w ujęciu astronomicznym i fizycznym

Z naukowego punktu widzenia niebo to przestrzeń kosmiczna, obejmująca atmosferę Ziemi i wszechświat poza nią. Astronomowie postrzegają niebo jako mapę gwiazd, galaktyk i planet, które można obserwować za pomocą teleskopów i innych narzędzi. Niebo, które widzimy, to w rzeczywistości obraz przeszłości – światło gwiazd dociera do nas po milionach lat, co czyni niebo swoistym wehikułem czasu.
Tutaj przywołam swój stary wpis Zdumiewający Kosmos.
Myślę, że zdumienie nie ominie i ciebie.

Kosmologia współczesna bada strukturę wszechświata, od Wielkiego Wybuchu (który jest hipotezą, chociaż bodajże główną jaką się podaje), po ciemną materię i energię, które dominują w kosmosie. Niebo w tym ujęciu to nie tylko piękno, ale i naukowa zagadka.

Fizyka opisuje niebo jako przestrzeń, w której działają fundamentalne siły wszechświata: grawitacja, elektromagnetyzm, siły jądrowe. Atmosfera Ziemi nadaje niebu błękitny kolor poprzez rozpraszanie światła (tzw. rozpraszanie Rayleigha), a zjawiska jak zorza polarna czy tęcza są efektem interakcji cząstek i światła.

Niebo jest zarazem bliskie – widzimy je codziennie – i nieosiągalne, co czyni je uniwersalnym symbolem ludzkiej tęsknoty za czymś większym. Wielu ludzi czuje, że Kosmos na wzywa do siebie jak do jakiejś pierwotnej ojczyzny, a odczucie to narasta gdy obserwują rozgwieżdżone niebo.

Warto przywołać słowa Carla Sagana: „Jesteśmy pyłem gwiazd”. Niebo, które obserwujemy, jest nie tylko przestrzenią zewnętrzną, ale i opowieścią o naszym pochodzeniu. W każdej gwieździe, w każdym obłoku, kryje się historia wszechświata – i nas samych.

W moim innym wierszyku POKORA:
Ile w procentach wiemy o Kosmosie?
Profesor Wolszczan: zero.
Jak duże jest nasze ego,
tak nikła jest nasza wiedza.
Spójrz z pokorą w nocne niebo
.

Niebo ptaków budziło zazdrość i podziw, co uruchomiło odważne próby sięgnięcia do niego przez człowieka, co w końcu się ziściło, a nawet dało nam jeszcze większe możliwości w czymś, co z pewną przesadą, nazywamy podbojem kosmosu.
Okolice Ziemi zaroiły się od wielu satelitów, co z jednej strony dało ludziom nowe możliwości telekomunikacyjne i badawcze, z drugiej zaśmieciły niebo mnóstwem ciał obcych naturze i ograniczyły dawny widok nieboskłonu.

Mamy też meteoryty z nieba (a w rzeczywistości z oddali kosmosu) i ataki z nieba – te w apokaliptycznych wizjach (wskazuje się na UFO , chociaż może to być i pomoc), jak i te realne na współczesnych polach wojennych.

To na naszym niebie dzieją się różne zjawiska meteorologiczne, co do których mamy szereg obaw.
Trudno się dziwić temu, że dawniej bano się piorunów jako przejawów „gniewu bożego” („grom z jasnego nieba”) i skutków jakie to zjawisko mogło materialnie powodować. Dziś dziwimy się, że niebo bywa całymi tygodniami zasnute ciężkimi chmurami, a mimo to nie spada upragniony deszcz. To uderza nie tylko w rolników, ale powoduje zły nastrój, obniża sprawność i krzyżuje różne plany, zwłaszcza urlopowe. Słońce leczy – czyżby ktoś chce odebrać nam naturalną witaminę D i wpędzić w choroby?
Osobiście jestem przekonany, że pogodą nie tylko można sterować, ale to się robi. Zachmurzenie bywa sztuczne. Inna moja ulubione Kate (Bush) śpiewała o rozpraszaniu chmur (Cloudbusting).
Co gorsza – od wielu lat mamy paskudzone niebo zjawiskiem chemtrails (smug chemicznych). Pisałem o tym wielokrotnie i od dawna, także na tym blogu, np.:

Chemtrails – alert
Gazy cieplarniane, smugi na niebie i podejrzenia
Zamieszanie wokół geoinżynierii ciąg dalszy
Także na FB (niektóre linki nieaktualne) – https://www.facebook.com/notes/773664343195029/

Są różne teorie dlaczego ludzie (czy zawsze?) ludziom robią takie rzeczy, ale nie będę tutaj rozwijał tego podtematu.
I na tym poprzestanę, ale chce się krzyczeć: nie zabierajcie nam czystego nieba!
Na szczęście – mam je w sobie i we wspomnieniach…

Świat powinien wiedzieć…

I powoli dowiaduje się. Poniższy reblogowany/cytowany wpis (zobacz!) z blogu Dreaming with Dolphins (zachowuję +/-format):

DON’T MISS!!! ~ KIM GOGUEN: ‘When Two Worlds Fail to Collide and the Levee Breaks—Deep State Scrambles to Keep Control’ ~ “Generals once in Command Have Lost Their Grip” / “U.S. Accuses Hamas of Breaking the Peace Deal—But What’s the Real Story?” / “Another Failed Attempt to Replace Global Currencies with Crypto Shows the 100th Time Isn’t a Charm!” ~ 16 OCT 2025 Global Intelligence Agency Operations Report

nawiązuje do końcowej części tutejszego ostatniego wpisu Koniec lata i koniec… 
Uzupełniam oba materiały streszczeniem raportu GIA z 16.10.2025 na stronie Our Life Force oraz korzystam tam z udostępnionego nagrania.
Nie ujawniam teraz o co chodzi (chociaż tytuł przedstawionego gościnnego wpisu już trochę podpowiada) – zapraszam do materiałów.
„Believe or not” – lepiej uwierzyć, bo przepowiednie materializują się…

Leśne lato 2025

Zieleń i słońce
to wystarczy na udane wakacje.

Do końca lata jeszcze ponad miesiąc, ale już teraz przedstawiam swój prywatny pierwszy mini reportaż wakacyjny.
Oprócz krótkich wypadów „w Polskę” od paru lat większość lata spędzamy z żoną na swej leśnej działce. I stąd piszę. Nasz domek nie jest przystosowany do zamieszkania gdy jest zimno, więc tym bardziej cenimy sobie czas letni i chcielibyśmy jak najlepiej go wykorzystać.
Ten rok wydaje się szczególny. O ile w poprzednim zjawiliśmy się tu już w marcu i kwietniu, a potem dłuższy czas w maju aż po jesień, ponieważ pogoda sprzyjała, to w 2025 dopiero w połowie czerwca.

Prognozy na ogół są mało rzetelne, nie sprawdzają się czasem nawet następnego dnia. Zaniechaliśmy tygodniowego wypadu nad morze (gdzie jeszcze nie byliśmy? – trudne pytanie) w czerwcu wg planu by zrobić to przed wakacjami szkolnymi, bo nie było dobrej pogody.
Coś jest nie tak, gdy temperatury niektórych dni lipcowych są takie jak w lutym.
I na Mazowszu ciągle chmury, a deszczu prawie zero. Chyba nigdy tak marzliśmy jak w tym roku. Aha – „ocieplenie klimatu”… Pogoda to osobny obszerny temat, ale mówiąc krótko – mamy uzasadniony szeregiem wydarzeń-dowodów pogląd, że pogoda jest sterowana.
O tym kiedy indziej.
Prawdopodobnie z powodu przymrozków wiosennych w tym roku w naszym letnim „miejscu na ziemi” nic nie obrodziło – ani jabłonie, ani śliwki, ani grusze, ani aronia, nawet mirabelki, których było zawsze w bród. Dotyczy to całego obszaru – przynajmniej w zasięgu naszych wycieczek, a nie są one krótkie. Zupełnie inaczej niż np. w Warszawie. W sumie – szkoda. Jeden wyjątek – derenia dużo. Długo czekaliśmy też na czarne jagody i grzyby – głównie z powodu suszy (?). Dopiero na początku sierpnia nastąpił stopniowy przełom.

Jednak zadowalamy się wycieczkami i przyjemnym pobytem na działce, zwłaszcza gdy jest cieplej.
nasz domek
A co znajdujemy tuż za jej ogrodzeniem? Borowiki.

W ogóle częściej znajdujemy grzyby bliżej drogi – leśnej czy osiedlowej, niż w głębi lasu. Dziwne, ale może po prostu po lesie chodzą od wczesnego rana zapaleni grzybiarze, bagatelizując brzegi lasu i drogi. Mamy ułatwione zadanie… Spotkaliśmy parę innych osób, które mają podobne doświadczenie – zbierają ładne okazy przy okazji krótkich spacerów – nawet bez zamiaru szukania grzybów.
Najwięcej było maślaków – to nimi się zajadaliśmy, a lepsze grzyby idą do suszenia. Im dalej w sierpień, tym ich więcej.

Co do lasów wokół – tak jak piszę w podobnych relacjach co roku, jest ich coraz mniej. W paru ilustracjach pokazuję przykłady smętnego widoku kolejnych wyciętych kwartałów lasu, skali wyrębu i bałaganu jaki po tym pozostaje.

Drewno zabrane, ale...

"ozdoba" lasu
Są i inne zjawiska, które nas niepokoją. Poniżej szkic listu jaki może wyślę do pobliskiego leśnictwa, chociaż nie sądzę by mi odpowiedzieli. A w ogóle leśniczy siedzi schowany w swojej willi lub jest gdzieś w terenie (chociaż nigdy go tam nie widziałem), przez co trudno zapytać wprost. Do poniższego tekstu dołączam parę fotografii.

—-
… Obserwuję las i w związku z tym mam parę pytań i uwag.

1. Widzę jak pszeniec coraz bardziej opanowuje las, a jest to jego pasożyt, mimo że to drobna roślinka. Czy można z tym coś zrobić?
2. Jako rowerzysta narzekam na psucie dróg przynajmniej na trzy sposoby:
a) Konie kopytami naruszają utwardzenia – czy ktoś kontroluje lub ostrzega ludzi z okolicznych stadnin by przestrzegano wyznaczonych tras?
b) Ciężkie maszyny do wyrębu i wywózki drewna psują drogi, tworzą głębokie koleiny. Czy nie byłoby także w Waszym interesie by te drogi naprawiać albo nawet na stałe niektóre utwardzić?

koleiny na drodze
c) Kłady i motocykle krosowe – o ile wiem nie jest to dozwolone, a na pewno jest to niewskazane ­także ze względu na hałas (płoszenie zwierzyny) i dyskomfort ludzi, którzy tu odpoczywają.

3. Prowadzicie intensywną gospodarkę leśną. Parę pytań (przepraszam, że wkraczam w ten temat bez wiedzy fachowej, ale tym bardziej jestem ciekaw odpowiedzi):
a) Czy wyrąb i zwożenie urobku nie lepiej byłoby prowadzić poza sezonem letnim? Najlepszym czasem jest zima, a szczególnie gdy jest śnieg, co ułatwia ściąganie pni. To byłoby mniej szkodliwe dla podszycia i przyjazne dla turystów w czasie wakacji.
b) Sadzicie dużo sosen, ale z tego co wiem (?) modrzew rośnie szybciej i jest bardziej wartościowy, dlaczego nie widzę tego gatunku w szkółkach ani w ogóle w lesie gospodarczym?
c) Są obszary gdzie po wyrębie nie widać nasadzeń od 2+ lat. Czy to wynika z braku sadzonek czy pracowników?
d) Sprzątanie po wyrębie – widzę takie działania, ale czy wystarczające? [patrz wcześniejsze zdjęcia]
e) Chrust w czasie suszy zwiększa zagrożenie pożarowe. A przy okazji – od dawna nie widzę by były robione i odświeżane pasy (rowy) przeciwpożarowe
f) Pamiętam, jak przed paroma laty dużo się mówiło o tym jak cenne jest drewno, nawet zachęcano do zbierania chrustu jako biomasy. Jednocześnie widzę, że szereg ściętych, nawet solidnych pni pozostaje w lesie. I nie chodzi o rezerwaty, gdzie pozostawia się je by „wróciły do natury”. Drewno już nie jest cenne?

g) Z przykrością stwierdzam że w okolicy jest po wyrębach coraz mniej lasu, który stanowił przed laty, gdy ludzie tam budowali swoje domy/domki, istotny czynnik wyboru miejsca inwestycji i wypoczynku.

h) I jeszcze refleksja w sprawie wyrębu. Widzę ogołocone dość strome zbocza lokalnych górek wydmowych. Czy to nie grozi ich erozją i gorszymi warunkami do ponownego zalesienia?

4. Doceniam stawianie tablic przyrodniczych przy trasach turystycznych, ale jednocześnie widzę, że niektóre starsze nie są zadbane, a także zarośnięte lub powalone.
5. Czy spotykaliście w okolicy wilki? Ja widziałem dwa blisko leśniczówki. Czy jesteśmy bezpieczni w tym terenie?


Przepraszam, że zacząłem od akcentów negatywnych, ale są powody, tym bardziej, że  jest szereg i innych spraw, które nas niepokoją – pisałem o tym w podobnych letnich podsumowaniach, np. Bliżej jesieni w paru znaczeniach.
Nie będę się więc powtarzał, ale powrócę do tego, że postępuje najazd budowlany w okolicy, coraz więcej domów letniskowych, placów z których wycina się las pod te budowy. Dostałem sąsiada, który urządza niemal przedszkole i ogród zabaw dla dzieci, które ściągają w to miejsce z całego letniska oraz swoich znajomych i krewnych prawdopodobnie z Warszawy. Głośno w dzień, głośno do późnych godzin.

Uciekamy do lasu. Marsz 10 000 i więcej kroków – to prawie codzienna norma, ale ostatnio dopiero wieczorem, gdy upał zelżeje (dotyczy części sierpnia).

Do tych marszów potrzebne są dobre buty. I tutaj ciekawostka. Różnego rodzaju obuwie sportowe, jakie obecnie można kupić po rozsądnej cenie, są dość słabej jakości – rozpadają się np. po dwóch sezonach bardziej intensywnego używania.
Żona znalazła w lamusie swoje stare polskie buty a la „adidasy”, które nosiła jeszcze w czasach PRLu. Mimo lat używania nie miały śladów zużycia ani pęknięć. I w nich chodzi do lasu. To był wyrób Pol Sport z Krosna.
Na zdjęciu „niewyględne”, ale nie chodzi o elegancję (zresztą nikt nas nie obserwuje, bo w lesie prawie nikogo nie spotykamy), lecz o wygodę i trwałość. A bywa, że trzeba przejść przez błotko, odcinki kamieniste i pełne szyszek lub korzeni.

Mamy w okolicy strumyk, który odcinał nas od drugiej części owego lasu. Tego lata, w jego pierwszej części, mieliśmy dużą suszę i mogliśmy przechodzić na drugą stronę płytkimi brodami.

A ostatnio suchą stopą na drugi brzeg strumienia

Nie to, żebym się cieszył wysychaniem cieków wodnych, ale to akurat było plusem. Potem były deszcze i znów potok ruszył. Przy okazji – są bobry, które spiętrzają wodę swoimi tamami, ale by je zbudować zwalają wiele drzew. Lecz takie jest prawo natury, ale szkoda np. małej szkółki brzozowej, która już w jednej trzeciej świeci kikutami.

Jeszcze o faunie, tym razem… owadziej. Kiedyś już o tym pisałem, ale ten rok był tajemniczo szczególny – w przeciwieństwie do poprzednich, kiedy nękały nas komary, meszki, kleszcze, muchy, nawet osy – tym razem prawie ich nie było.

Obserwuję przeróżne stworzenia w lesie, ale więcej czasu na to mam gdy przesiaduję w ogrodzie z książkami (każda chwila wolna od licznych prac ogrodowych i  wieczory, bo telewizja na ogół nie działa), półnagi, z bosymi stopami na trawie – bez stresu, bo nic mnie nie gryzie.
I przyglądam się owadom – z podziwem.
Po pierwsze – różnorodność, codziennie coś nowego.
Po drugie – jakże małe stworzenia się trafiają. Niektóre nawet mniejsze niż pół milimetra. I widzę jak badają teren, coś próbują, omijają przeszkody lub inteligentnie (!) je pokonują, gdzieś podążają. Biorę lupę i widzę, jak w tym małym ciałku mają myślącą (w jakimś sensie) główkę, czułki, ssawkę, w miniaturowym korpusie aparat mięśniowy napędzające skrzydełka, podobnie nóżki…

Ten podziw był tematem wierszyka TEORIA WZGLĘDNOŚCI (z debiutanckiego zbiorku 6 prób )

Robaczek,
lawirował wśród traw
spadał i powracał…
Pomyślałem
– trudzi się biedaczek
zagubiony
w swym mikro świecie.
Nagle małe skrzydełka rozwinął
i poleciał ponad sosny
w niebo
dla mnie niedostępne.
To ja poczułem się mały,
zazdrosny.

Co do fauny, to w tym roku widzimy jej mniej. Może dlatego, że wyschnięte strumyki już nie zwabiają łosi i innych kopytnych do wodopoju?
Co do wody dla zwierząt i ludzi spragnionych ochłody, odwiedzamy urocze miejsca nad Bugiem (ok. 4 km pieszo lasami).

nad Bugiem
Szykuje się nowa atrakcja w innej okolicy – rodzaj zwierzyńca, który jest urządzany dla owiec kameruńskich, osłów, lam i alpak, przywieziono też małe kangury. Jest i cięższy kaliber – szkockie krowy i byki i jeszcze jakieś tajemnicze rasy – wypasane na okolicznej łące.

alpaki


Całość nie jest jeszcze dostępna z bliska, wygląda na to, że na otwarcie będą przygotowane dodatkowe atrakcje dla dzieci – zjeżdżalnie, drabinki, huśtawki itp. Na jesieni przyjedzie tutaj wnuk – mam nadzieję, że obiekt będzie już otwarty i pójdziemy do tego mini ZOO.

Nie jest jednak atrakcją to, że coraz liczniejsi sąsiedzi mają psy. Szczekanie, brudzenie nawet pod płotami w czasie spacerów… A nawet psie ujadanie gdy właściciel gdzieś znika i zostawia samotnie pupila uwiązanego na krótkiej smyczy na parę godzin…
Natomiast, jak co roku mamy u siebie sympatyczne towarzystwo półdzikich kotów, które codziennie liczą na jakieś kąski z naszych posiłków lub dobre serce żony, która kupuje im podroby lub gotowe karmy.
Zawsze są i młode. Harcują i mają największy apetyt.

Na koniec jeszcze parę obrazków – z intencją: Ceńmy lasy i cieszmy się nimi póki są i kiedy są najpiękniejsze (jesień już się zbliża…)

las kwiatów topinambur

lasek i trawa
Więcej zdjęć umieszczę na Locusmind.one w tamtejszym osobistym profilu, by ten wpis nie był przeładowany.

PS. Pod wpisami wordpress umieszcza propozycje „wpisów podobnych” – nawet jeśli nie są czasami trafione, to zapraszam do sprawdzenia. Udało się tym razem bez polityki, ale kto lubi takie wątki – znajdzie i takie w innych postach.


Dopisek późniejszy. Niestety, portal locusmind.one padł, więc przepadło wszystko, co tam publikowałem …

Cuda

Są tylko dwa sposoby przejścia przez życie.
Jeden, jakby nic nie było cudem,
i drugi, jakby wszystko było cudem.

Albert Einstein

Porywam się na bardzo duży temat, ale postaram się ująć to możliwie lapidarnie (korzystając z licznych odwołań do dodatkowych materiałów).

Gdy mówimy „cuda”, to często wskazujemy te, o których mówią religie, bo w swoich pismach i obrządkach przywołują cudowne wydarzenia, które świadczą też o siłach nadprzyrodzonych.

Nie ujmując tej sakralnej stronie cudów, nie zapominajmy, że niektóre tajemnicze zdarzenia obwołane cudami przed setkami czy tysiącami lat były wtedy niewytłumaczalne inaczej. Dziś, dzięki nauce wiemy, że tak było bo nie poznano jeszcze wówczas pewnych praw fizyki i biologii.
Jednak nawet dziś wiele takich cudów nie rozumiemy naukowo – mimo całego arsenału narzędzi badawczych i bogactwa wiedzy. Także Kościół nie jest skory wiele rzekomych cudów uznawać oficjalnie – wymaga to długiego i starannego procesu weryfikacji.
Nie chodzi też tylko o te przypadki, które są przedmiotem takich formalnych działań – mamy tysiące relacji ludzi, którzy interpretują pewne zdarzenia ze swojego życia jako cudowne.
I w wielu przypadkach rzeczywiście tak to wygląda. O tym jeszcze będzie dalej.

Chociaż nie zamierzam tutaj rozważać głównie tego religijnego aspektu, to jednocześnie nie sposób go pominąć. Zatem poniżej daję krótki przegląd pozycji literatury polskiej lub wydanej w Polsce, która się tym zajmuje. Mam spore dossier na ten temat, ale tutaj go skrócę.

Skupię się zatem na współczesnych publikacjach, które analizują cuda z przekonaniem o ich realności, w kontekście głównie chrześcijańskim, ze względu na dominujący udział w literaturze, ale też z uwzględnieniem naukowego lub filozoficznego podejścia, które nie odrzuca zjawiska cudów. Oto parę przykładów (niektóre z tych publikacji mam).

1. „Cuda” – Janusz Pyda OP (2022, Wydawnictwo W Drodze). Książka dogłębnie analizuje fenomen cudów w kontekście chrześcijańskim. Autor odpowiada na pytania: czym jest cud, dlaczego Jezus dokonywał cudów i jak odróżnić cuda od magii. Publikacja jest przystępna, ale opiera się na solidnych podstawach teologicznych, łącząc refleksję filozoficzną z wiarą. (https://wdrodze.pl/produkt/cuda/ )

2. „Porozmawiajmy o cudach” – Patrick Theillier (2006, Wydawnictwo Księży Marianów). Autor, lekarz i dyrektor Biura Medycznego w Lourdes, analizuje cuda uzdrowień (fizycznych i duchowych) zgłaszanych w sanktuarium. Książka łączy perspektywę medyczną z wiarą, prezentując świadectwa i chrześcijańskie rozumienie cudów. (https://nauka.wiara.pl/doc/469926.czy-zdarzaja-sie-jeszcze-cuda )

3. „Kurs cudów” (tomy 1–3) – Helen Schucman (wydanie polskie, np. 2010, Fundacja Inner Peace). Monumentalne (ponad 1100 stron) dzieło duchowe, które przedstawia system myślowy oparty na miłości i przebaczeniu, traktując cuda jako naturalny element rzeczywistości duchowej. Choć nie jest to publikacja stricte akademicka, jest uznawana za kluczową w duchowości współczesnej. (https://www.ceneo.pl/63583067 )

4. „Kurs cudów w praktyce. Zmień życie najprościej jak to możliwe” – Alan Cohen (wydanie polskie, np. Studio Astropsychologii). Przystępna interpretacja „Kursu cudów” Schucman, skupiająca się na praktycznym zastosowaniu idei cudów w życiu. Książka jest popularna wśród osób zainteresowanych duchowością New Age, ale zakorzeniona w chrześcijańskich ideach (https://sensus.pl/ksiazki/kurs-cudow-w-praktyce-zmien-zycie-najprosciej-jak-to-mozliwe-alan-cohen%2Ce_0dq2.htm )

5. „Nauka i Opatrzność. Interakcja Boga ze światem” – Michael J. Dodds OP (2008, Wydawnictwo WAM). Fragmenty tej książki (np. rozdział o cudach) analizują możliwość cudów w kontekście filozofii i teologii. Autor, dominikanin, rozważa, jak Bóg może działać w świecie, nie naruszając praw natury, co jest zgodne z myślą św. Tomasza z Akwinu. (https://nauka.wiara.pl/doc/469975.Cuda )

6. „Cuda z nieba. Nadzwyczajna historia Annabel Beam” – Christy Wilson Beam (wydanie polskie, np. 2015). Autobiograficzna opowieść o cudownym uzdrowieniu dziewczynki, która doświadczyła niewyjaśnionego medycznie powrotu do zdrowia. (https://lubimyczytac.pl/ksiazki/t/cud ).
O takich indywidualnych relacjach jest wiele publikacji, przykłady podam dalej.

7. „Kiedy potrzebujesz cudu. Siedem sekretów wiary” – Cherie Hill (wydanie polskie, np. 2014) Książka skupia się na duchowym aspekcie cudów, oferując wskazówki, jak otwierać się na działanie Boga w trudnych sytuacjach. Autorka traktuje cuda jako przejaw Bożej miłości i zachęca do wiary w ich możliwość.(https://lubimyczytac.pl/ksiazki/t/cud )

8. „Cuda eucharystyczne” – Joan Carroll Cruz (wydanie polskie, np. Wydawnictwo Esprit). Publikacja opisuje historyczne i współczesne cuda eucharystyczne, takie jak przemiana hostii w tkankę serca czy krew. Autorka, opierając się na badaniach Kościoła, przedstawia cuda jako dowody Bożej obecności. Książka zawiera szczegółowe opisy i analizy. (https://www.esprit.com.pl/d103/cuda-i-uzdrowienia)

9. „Cuda Bożych uzdrowień” – zbiorowa, Wydawnictwo Esprit. Zbiór opowieści i świadectw o cudownych uzdrowieniach, które są badane przez Kościół. Książka łączy narracje wiernych z teologiczną refleksją nad cudami jako znakami Bożej łaski.(https://www.esprit.com.pl/d103/zacz/25/cuda-i-uzdrowienia )

10. „Cuda i łaski” – zbiorowa, Wydawnictwo Gloria24. Książka gromadzi relacje o cudach religijnych, takich jak uzdrowienia czy objawienia, z naciskiem na ich znaczenie dla wiary. (https://gloria24.pl/ksiazki/biografie-i-swiadectwa/cuda-i-laski )

11. „Największe cuda XX wieku” – zbiorowa (artykuł w „Rzeczpospolitej”, 2012, dostępny w formie publikacji). Opisuje dziesięć najważniejszych cudów XX wieku, takich jak cuda eucharystyczne czy uzdrowienia, uznane przez Kościół po rygorystycznych badaniach. (https://www.rp.pl/swiat/art13804301-najwieksze-cuda-xx-wieku )

12. „Czy zdarzają się jeszcze cuda?” – Patrick Theillier (2006, Wydawnictwo Księży Marianów). Kolejna książka Theilliera, skupiająca się na cudach w sanktuariach, szczególnie w Lourdes. Autor analizuje zarówno uzdrowienia fizyczne, jak i duchowe, podając konkretne przykłady i ich weryfikację medyczną. (https://nauka.wiara.pl/doc/469926.czy-zdarzaja-sie-jeszcze-cuda )

13. „Traktat o cudach” – Marian Rusecki (2005, Wydawnictwo KUL). Akademicka publikacja polskiego teologa, która systematycznie analizuje fenomen cudów w chrześcijaństwie. Rusecki rozważa cuda jako znaki objawienia, odwołując się do Pisma Świętego, teologii i filozofii. (https://contragentiles.pl/czytelnia/nauka-a-religia/cuda-a-nauka/cud-co-to-takiego/ )

14. „Cud: co to takiego?” – zbiorowa, Contra Gentiles (2020, contragentiles.pl). Publikacja analizuje cuda z perspektywy chrześcijańskiej i filozoficznej, porównując je z innymi tradycjami religijnymi. Autorzy uznają, że cuda są bezpośrednim działaniem Boga, i omawiają ich znaczenie dla teizmu.(https://contragentiles.pl/czytelnia/nauka-a-religia/cuda-a-nauka/cud-co-to-takiego/)

itd.

By nie przedłużać – jeszcze dwie książki popularne, też w nurcie religijnym, które kiedyś zainteresowały mnie w kontekście cudownych uleczeń, bo ten temat szczególnie mnie zajmował.

„Moc uzdrawiania”, Todd Dixon, Wydawnictwo Limbus 1995.
Opisuje badania autora – amerykańskiego lekarza, dotyczące kilkunastu spektakularnych uzdrowień za sprawą tajemniczej zdolności kobiety o imieniu Terry, też lekarki, ale bez angażowania medycyny, chociaż owa uzdrowicielka nie negowała współpracy swoich pacjentów z lekarzami.
Autor i uzdrowicielka traktowali te przypadki jak przejaw boskiej pomocy.

„Cuda dnia powszedniego”, James S. Bell, Stephen R. Clark, Wydawnictwo KDC, 2006.
To 65 przykładów niezwykłych wydarzeń, w tym dużo cudownych uzdrowień, a ponadto wielu przypadków uratowania życia w sytuacji realnie bez wyjścia, ostrzeżeń w czasie snu lub w wizji, które też uratowały życie lub majątek, rozwikłanie trudnej sytuacji finansowej przy braku zrozumiałych przesłanek, znalezienie się w dziwnej rzeczywistości itp. – doświadczenia zwykłych ludzi.
I refleksja: czy jesteś pewien/na, że nie było w twoim życiu sytuacji, gdy jakaś niewidzialna siła uratowała cię przed jakimś wypadkiem, nawet gdy nie wiedziałeś/aś, że było zagrożenie?

Dalej podam jeszcze parę pozycji, które rozpatrują ogólniejsze i nie religijne podejście do tematu.

A takich dziwnych zjawisk mamy wiele. Popatrzmy krótko na to ogólniej.

Bardziej potocznie cudem możemy nazwać coś, co „normalnie” nie występuje w przyrodzie, w naszym życiu. Lub gdy jest to coś niezwykle rzadkiego.
Wygranie w lotto szóstki (lub podobna wygrana w innych grach losowych) jest bardzo mało prawdopodobne. A jednak ktoś wygrywa. Dla takiej osoby może to być cud.

Historia młodej kobiety Juliane Koepcke, która w 1971 r. wypadła z samolotu do dzikiej dżungli amazońskiej z wysokości ponad 10 000 stóp. Mimo złamanego obojczyka, głębokiej rany na ramieniu i jednego spuchniętego, ślepego oka, nie mając butów i żywności, dzięki wielkiej woli przeżycia i niesamowitej mocy życia jaka tkwi w ludziach, po wielu dniach tułania się w lesie – przeżyła. Więcej szczegółów znajdziesz w książce, którą potem napisała o swoim wypadku, a w wielki skrócie pod tym adresem https://x.com/ThoughtTOX/status/1936028678963548475 .

Ale to tylko jeden przykład, bo przypadków przeżycia w skrajnie niesprzyjających i groźnych warunkach historia podaje wiele.
Oprócz książek są oczywiście i filmy o takich/podobnych przypadkach.

Z wielu współczesnych (i nie tylko!) obserwacji możemy dać przykład UFO jako zjawiska, którego wciąż nie potrafimy jednoznacznie wyjaśnić, przynajmniej oficjalnie. Czym są przy ich różnorodności oraz np. niesamowitej dynamice ruchu. Sytuacja jest analogiczna do zjawisk niewytłumaczalnych sprzed stuleci, a które dziś rozumiemy dzięki nauce?

A teraz parę osobistych doświadczeń, bo to blog osobisty.

  1. Nie koszę wiele na swej rekreacyjnej leśnej działce, ponieważ trawy i różne inne rośliny porastające murawę i zakątki placu w większości nie tylko mi nie przeszkadzają, ale zdobią teren swoją różnorodnością.
    Inna sytuacja występuje gdy w danym roku przejeżdżamy na swoją letnią daczę późno na tyle, że zastajemy teren tak porośnięty, niemal jak w jakiejś dżungli, co utrudnia poruszanie się i miejsca przebywania opanowały siewki jakichś drzew.
    Mam dwie kosiarki elektryczne. Jedną większą i mocną do takich zadań specjalnych oraz mniejszą do wyrównywania miejsc, gdzie trawa powinna być niska.
    Jedną z pierwszych czynności bywało wyciągnięcie tej mocnej by zrobić pozimowe oczyszczenie terenu. Niestety, już parę lat temu ta kosiarka się zepsuła. Różne próby uruchomienia i własnej naprawy nic nie dały. Elektryk orzekł, że to silnik i że jego naprawa się nie opłaci – lepiej zamiast tej starej, już i tak dość sfatygowanej kosiarki, kupić nową. Nie kupiłem i w następnych latach uruchamiałem tę mniejszą i … kosę. Męczyłem się, ale w końcu jakoś dawałem radę.
    Starą zostawiłem w szopie, gdzieś w w głębokim kącie – może kiedyś przyda się na jakieś części?
    W tym roku żona mówi – wywal ją do „gabarytów” – tylko zajmuje miejsce. Faktycznie, tym bardziej, że rzeczy w szopie przybywa.
    Wyciągnąłem obie maszyny i w zamyśleniu podłączyłem kabel sieciowy do tej starej. Może dlatego, że sam jestem stary i przy ich podobieństwie mogłem maszyny pomylić.
    A ona ruszyła z kopyta i skosiłem nią wszystko co chciałem bez żadnego zacięcia.
    Dla mnie to był cud.
  2. Rak złośliwy. Miałem (lekarze mówią, że on zawsze pozostaje i wtedy lepiej mówić „mam”). Na ogół wyrok jest jeden: złośliwy nowotwór to dość krótka droga do śmierci. Ja jednak wolę mówić – nawet jeśli mam, to czuję się tak jakbym nie miał.
    Serio – po dwóch latach nie odczuwam już niczego, co by mnie niepokoiło, a badania to potwierdzają. Nie chcę kozakować, ale opowiem krótko jak widzę sprawę nowotworów.
    Tak, jak opisano w książce Odwracanie procesów nowotworowych. Lekarze praktycy dla pacjentów i lekarzy, chociaż poznałem ją dopiero niedawno. Mam podobną wiedzę z wielu innych źródeł. Najkrócej – z myślą o ew. osobach, które mają odnośny kłopot:
    Nie denerwować się, nie polegać zbytnio na lekach, chemio- i radioterapii, ew. przyjąć niechemiczną immunoterapię. Suplementować się, mieć kontakt z naturą, uziemiać się (u mnie głównie chodzenie boso po trawie), mieć dużo ruchu (przynajmniej dłuższe spacer), wystawiać się na słońce (rozsądnie), oddychać nosem, możliwie unikać kosmetyków i w ogóle otoczenia/przedmiotów zawierających tworzywa sztuczne, odżywiać się produktami z możliwie najmniejszymi dodatkami przemysłowymi, …
    Są badania, że nastąpił wysyp chorób nowotworowych u osób zaszczepionych przeciw SarsCov-2 lub mających styczność z zaszczepionymi. W moim przypadku nie było tych obu potencjalnych zagrożeń.
    Kiedyś może opiszę dokładniej przebieg choroby i leczenia, tutaj wspominam to w zestawie cudów. Ale czy był to cud?
    W wymienionej książce jest paragraf zatytułowany Twój organizm to cud.
    A w innym miejscu Nie ma leczenia choroby nowotworowej. Jedynie słusznym jest leczenie chorego człowieka. Dodam: przyczynowo i całościowo (holistycznie).
  3. O możliwych cudach pisałem tutaj 10 lat temu w Nowa opowieść wigilijna.
    Dziś widzę jeszcze inne możliwości, chociaż pewne procesy wymagają czasu. Ale ten przyspieszył i zmiany na lepsze mogą się skumulować.
    Natomiast w także dość dawnym wpisie Droga spełniającej się nadziei rozwinąłem trochę myśl o cudowności człowieka. Ale są tam i szersze rozważania, że cuda się pojawiają gdy zdejmujemy kajdany fałszywych przekonań i przyzwyczajeń. (W powołanym wpisie niektóre linki mogą być już nieaktualne, podobnie jak po latach sytuacja ewoluowała – nadal jesteśmy na dobrej drodze mimo zaciętego oporu światowych Deep State).
  4. W artykule Zdrowie przez transformację (2p) sprzed ponad 10 lat wymieniłem dużo metod uzdrawiania, z których niektóre medycyna potraktowałaby jako bajki, a wielu ludzi jako cuda. Ważne jest jednak, że to działa. Jest tam i odniesienie do mojego przypadku, gdy tuż przed operacją kręgosłupa chirurg odwołał ją, ponieważ przyczyna zniknęła. Ten i inne cuda…
  5. Jeśli mówimy o zdrowiu, to oprócz metod leczenia/uzdrawiania, należy wspomnieć o substancjach, które mają cudowne (serio!) właściwości, chociaż formalnie nie są lekami. Jest ich sporo (nie mówiąc banału o ziołach), ale wspomnę przykładowo o dwóch – DMSO i soda oczyszczona. Odpowiednio kieruję do książek:
    „DMSO. Naturalny środek przeciwzapalny i przeciwbólowy”, autor Hartmut P.A. Fischer (Wyd. Vital, 2016) wspomnianą w obszernym artykule Uniwersalny lek
    – oraz nowszej „DMSO na powszechne dolegliwości” autorstwa Evelyne Laye (Wyd. Vital, 2018). Autorka twierdzi, że gdyby miała wybrać tylko jeden lek, który może mieć w domu, z pewnością byłby to DMSO.

    Natomiast o sodzie – „Soda oczyszczona na straży zdrowia”, autor Iwan Nieumywakin (Wyd. Hartigramma, 2015) plus artykuł Soda dla zdrowia gdzie wymienione są i inne publikacje.

Jak wspomniałem – wymienię jeszcze przykładowe książki bez nawiązań do cudów per se, jakie dominują w ujęciu religijnym lub ezoterycznym.

Lubię sięgać do mojej domowej biblioteki, w której mam sporo pozycji poświęconych rożnym obliczom cudów – przyrody, życia, ludzi, architektury, wydarzeń historycznych, tajemnic, techniki itd.
To są cuda dosłowne i w metaforach.

Gdy mowa o cudach jako temacie książek, to nie musi to być pozycja ze słowem „cud” w tytule, chociaż ograniczę się tutaj do paru przykładów, gdzie to słowo występuje.
I tak – o przyrodzie np.

  • „100 cudów przyrody w Polsce”, Anna Plenzler, ale także wiele albumów ze zdjęciami lub przewodników geograficznych, gdzie pokazywane są lokalne przyrodnicze wspaniałości jak
  • „Tadeusz Zubilewicz poleca Cuda Polski”.

Podobnie cuda architektury np.

  • „Antyczne miasta: cuda architektury…”, Peter Connolly.
    Mam też całą serię książek-przewodników o wspólnym tytule
  • Cuda świata.
    Albo encyklopedycznie jak:
  • „Cuda świata: przewodnik po skarbach cywilizacji”, Burton i Rosemary Cavendish.
    Patrząc ogólniej na piękno – czyż nie wzrusza nas, czasem do łez, piękna muzyka lub inne dzieła sztuki? Podobnie jak miłość. Jak powiedział kiedyś Norwid: „Czym jest piękno? Kształtem jest miłości”. Jest w tym coś cudownego.

W kontekście biologii i medycyny:

  • „Aktywuj pełną moc mózgu. Cuda i neurobiologia”, Alberto Villoldo (i jego wykłady)
  • „Cuda samouzdrawiania”, Beata Augustynowicz, Leszek Żądło
  • „Nowe cuda ludzkiego ciała”, Giuseppe Calligaris*, oryginał z 1939 r. opracowany po polsku w 2019 przez grupę „Projekt Calligaris”, w której brałem udział jako tester (nie wszystkie zjawiska udało się powtórzyć).
  • „Dusza, medycyna i cuda [o potędze miłości, woli, wyobraźni i nadzwyczajnych uzdrowieniach]”, Caryle Hirshberg,
  • „Cuda bez cudu: rzecz o dziwnych lekach”, Wacław Korabiewicz
  • „Melatonina Twój naturalny cudowny lek”, Russel J. Reiter
  • „Sztuka dokonywania cudów„, David Spangler
  • „Cudowny ruch”, Mariola Bojarska-Ferenc
  • „Czystek: śródziemnomorski cud natury”, Aleksander Wójcik
  • „Fizyka cudów„, Richard Bartlett

I w kontekście filozofii na styku z religią (chociaż wszystkie te publikacje zawierają różne kategorie), np.:

  • „Cuda wielkich nauczycieli. Od Zaratusztry do Sathyi Sai Baby”, Das, M.N.
  • „Objawienia”, Erich von Däniken

lub zaskakująco –

  • „Cudowny świat szachów”, Mikołaj Żurawlew,  itd. itd.

Zaznaczyłem * pozycję Calligarisa, ponieważ to jest wybitny przykład cudu, ale w opracowaniu naukowym, tak niezwykłego, że aż przez dziesięciolecia ukrywanego…
Giuseppe Calligaris był włoskim naukowcem (Dott. Prof.) pracującym na wydziale neurologicznym Uniwersytetu w Rzymie. Jego zainteresowania i odkrycia pokazały niezwykłe zdolności ludzkiego ciała, które mogą kojarzyć się z akupunkturą lub klawiterapią Ferdynanda Barbasiewicza (która też jest niezwykła), ale wykraczają one także daleko poza zagadnienia leczenia. Dotykanie określonych punktów na ciele odpowiednim prostym narzędziem potrafi uruchomić … zdalne widzenie, odczytywanie myśli, niezwykłe wizje, odpowiedzi na pytania itp. Do dziś możemy traktować to jako cudy.

W ogóle dotyk skóry, ogólniej – ciała, potrafi uruchomić niezwykłe zjawiska. Jak kiedyś tu wspominałem – chciałbym napisać o tym książkę i mam opracowane spore fragmenty. Tylko w domu dysponuję około setką książek i ebooków, które o tym traktują – wprost lub pośrednio. Ilość materiału, która na razie mnie przytłacza…
Cudem będzie jeśli to sensownie ogarnę. Ale cuda się zdarzają…