Majowe tutti-frutti

…czyli podsumowanie mojego maja.

Celem życia jest wyrażanie siebie.
W najlepszej możliwej wersji.
(wg Neale D. Walsch)

rododendrony

Wiem, że te okruchy z prywatnego życia niewielu mogą obchodzić, ale to jest blog prywatny, pisany też częściowo dla siebie jako pamiętnik i archiwum ciekawych dla mnie materiałów, częściowo dla paru znajomych, a może coś z tego komuś się przyda…
Wyrażam cząstki siebie, oczywiście nieudolnie i zmiennie, ale w każdym tli się iskierka jakiejś doskonałości lub tęsknota za nią.

Ponieważ bliskie mi są sprawy zdrowia, to jak zwykle pod koniec miesiąca opublikowałem Nowości w serwisie LepszeZdrowie.info.

Ujmując najkrócej zawartość – to przede wszystkim cd. tematu „pandemii”, zwariowane pomysły rządów i ich wsparcie medialne, cenzura vs głosy niezależne – pytania naukowców i lekarzy do Ministra Zdrowia, paszporty szczepionkowe dla totalitarnej kontroli, nowe książki, ilość faktycznych NOPów, na co są szczepienia skoro nie ma wzorca patogenu, wywiady i artykuły edukacyjne obalające propagowane mity i co kryje się za nimi, o Stowarzyszeniu Niezależnych Lekarzy i Naukowców i …wiele więcej.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem szczepień (obecnie główny temat publiczny), co wynika z wiedzy jaką posiadłem w trakcie przynajmniej paru ostatnich lat, niezależnie od covid. Zupełnie nie dowierzam skorumpowanym doradcom polityków i linii realizowanej strategii „walki z pandemią”. Materiałów na te tematy mam „nie do przerobienia”.
Pozostaje pytanie czy obecny koronawirus powstał w laboratorium? Są dwa poglądy, przychylam się do tego, że przynajmniej został przeprojektowany („gain of function”,  sztuczny konstrukt genetyczny) na bazie wirusa naturalnego.
Nie będę tu powtarzał informacji podawanych od dawna na LepszeZdrowie.info, natomiast należy alarmować o wielkim niebezpieczeństwie szczepień nie przebadanym i tylko warunkowo dopuszczonym preparatem, którego oddziaływanie może pokazać swe tragiczne skutki nawet po latach.
Jestem od czasu do czasu indagowany na twitterze i gdzie indziej za takie stwierdzenia (na LinkedIn zostałem całkowicie zbanowany) w stylu „udowodnij to czy tamto” np. „pokaż dowód, że szczepionka jest niebezpieczna”.
Takie żądania pokazują albo nieoczytanie, albo lenistwo, albo zindoktrynowanie propagandą, co może mieć potwierdzenie i w tym, że są to osoby anonimowe (trolle?) nie pokazujące ze swojej strony niczego. Postanowiłem nie odpowiadać (mam co robić zamiast odpowiadać każdej takiej osobie), chociaż w pierwszym odruchu zgromadziłem kilkanaście stron z przyczynkami dowodowymi  – nie mam jednak chęci i czasu by to jeszcze raz redagować, tym bardziej że wciąż napływają dalsze informacje.
Gdybym miał podać jedną pracę, to – ze względu na jej doniosłość w świetle pojawiających się licznych powikłań i śmierci po szczepieniach – byłby to obszerny artykuł naukowy Stephanie Seneff (wielki umysł, co pokazała innymi pracami) i Grega Nigh z International Journal of Vaccine Theory, Practice, and ResearchWorse Than the Disease? Reviewing Some Possibile Unintended Consequences of the mRNA Vaccine Against COVID-19   ” (pdf z 26 maja), czyli: „Gorsze niż choroba? Przegląd niektórych możliwych niezamierzonych konsekwencji szczepionki mRNA przeciw COVID-19”.

Z abstraktu:
„…dokonamy przeglądu obu [szczepionek genetycznych] i zamierzonej odpowiedzi biologicznej na te szczepionki, w tym produkcji samego białka szczytowego, a także ich potencjalnego związku z szerokim zakresem zarówno ostrych, jak i długotrwałych patologii, takich jak zaburzenia krwi, choroby neurodegeneracyjne i autoimmunologiczne. … Wśród tych potencjalnie indukowanych patologii omawiamy znaczenie sekwencji aminokwasów związanych z białkiem prionowym w białku wypustek. Przedstawiamy również krótki przegląd badań potwierdzających możliwość „wydalania” białka w postaci kolców, przenoszenia białka od osoby zaszczepionej na osobę niezaszczepioną.
… przedstawiamy prawdopodobny scenariusz, poparty wcześniej ustalonymi ścieżkami transformacji i transportu materiału genetycznego, dzięki którym wstrzyknięte mRNA może ostatecznie zostać włączone do DNA komórki zarodkowej w celu transmisji międzypokoleniowej…”

Chodzi zatem w szczególności o to, że to osoby zaszczepione, mogą (i już to się dzieje) stanowić duże zagrożenie dla nie szczepionych – są roznosicielami zarazy, i to nie z tytułu samego SARS-CoV2 (zresztą jego postać z Wuhan już nie istnieje po wielu mutacjach), ale z patogennego sztucznego białka szczytowego jakie jest generowane w ciele szczepionej osoby i przekazywanego dalej do otoczenia. A to nie wszystkie zagrożenia – nie tylko z tej pracy, bo jest zalew też innych. Przykładowo zobacz przełomowe przyznanie się badaczy z USA, że popełnili kardynalny błąd z aktualną „szczepionką”. Szykuje się nam zatrważająca wizja kolejnej epidemii innego rodzaju, segregacji i bezradności medyków po otwarciu tej Puszki Pandory.
To, że lekarze-doradcy nie dostrzegają tego problemu i forsują szczepienia, jest wielkim oskarżeniem w ich kierunku.
Na szczęście specjaliści z Life Force mają podobno na to sposób (ujawnię po uzyskaniu więcej danych) tak jak w innych kwestiach obecnego impasu cywilizacyjnego.
Zostawmy ten ponury aspekt „pandemii”.

Jeśli chodzi o nowe książki, to zwraca uwagę trzecia część Ukrytych terapii J. Zięby (ok. 750 stron). Omówiłem ją osobno pod tym linkiem.  Ważna pozycja – sprawy, o których prawie się nie mówi lub wręcz nie wie.
Mam jeszcze szereg innych, które zabieram ze sobą na letni pobyt na leśnej działce.
O letnich lekturach wspomniałem na innym blogu. Do podanych tam pozycji dodałem niedawno nabyte „Szczepionka na koronawirusa – zagrożenie dla ludzkości?” (Autor Chris Klinsky) oraz „Covid-1984. Największy polski nielegalny eksperyment medyczny” Pawła Skuteckiego i Karola Kwiatkowskiego (opisane w artykule Kowidowe książki, tamże o 24 innych książkach).  

Muszę przyznać że w 2021 podupadłem na zdrowiu – komplikacje pooperacyjne, ból kręgosłupa, częściej zmęczone oczy – po prostu postępująca starość, coraz bardziej nieciekawy wygląd. Tęsknię więc za odosobnieniem, odpoczynkiem i spokojem.
Niestety nie będzie to łatwe – zarówno psychologicznie w zalewie negatywnych informacji jak i ilości prac jakie mnie czekają na działce, która też „podupadła”. Pogoda nie sprzyjała wiosennym pracom i nadal nie sprzyja, co także jeszcze bardziej stresuje i wpływa negatywnie na zdrowie.

Jest ciągle zimno (skłamałbym jednak że każdego dnia, ale właśnie ta niestabilność denerwuje), w nocy ocieramy się o przymrozki, niebo przeważnie zasnute chmurami, nieprzyjemne wiatry, które połamały dużo starych gałęzi a innym zagroziły że mogą spaść. Trudno wytrzymać dłużej niż parę dni (dom bez ogrzewania), zatem urywamy się do Warszawy, tym bardziej że były zaplanowane zabiegi lekarskie (terminy oczekiwania wielomiesięczne!) i coś trzeba jeszcze zabrać, załatwić…
Co gorsza, od paru lat nie możemy zaplanować upragnionego dalszego wyjazdu (np. morze) – trudno znaleźć okienko dobrej pogody w czerwcu, kiedy jeszcze nie ma najazdu wakacyjnego, bo co za sens płacić za kwaterę/hotel gdy brak letniej temperatury, słońca i pada lub wieje.
Teraz wyjazdy zagraniczne przez kwarantanny, testy i szczepienia są tak ryzykowne, że także w nich nie widzimy pozytywnej przygody – raczej wprost odwrotnie.
To wkurza, zwłaszcza w zderzeniu z narracją o ociepleniu klimatu. Przepraszam, mówi się coraz częściej „zmiana klimatu”, bo z tym ociepleniem coś nie pasuje, a polityczne zamówienie na nowy ład musi być realizowane. Ja raczej mówię o rozbujaniu pogody. Klimat to sprawa zbyt skomplikowana, by ogłaszać szybkie sądy, nie wszystko jest jasne, co podniosłem w jednym z ostatnich wpisów Taki mamy klimat – dosłownie i w przenośni.
W Zakopanem leży śnieg pod koniec maja, niedawno zeszła lawina, co może i nie jest ewenementem jak na góry, ale przecież to nie zdarzało się od dawna. Maj 2021 był w Polsce najzimniejszy od 42 lat, ale ta wiosna nie jest ewenementem – ostatnimi laty też narzekaliśmy na zimno.
Pokrywa lodowa na Grenlandii systematycznie powiększa się…
To, że w Rosji akurat są upały nie wydaje się niczym ekstra, bo klimat kontynentalny tak ma.
Zostawię ten temat aż uda mi się (?) odtworzyć moje zaginione na FB notatki klimatyczne, a może znajdę też jakieś dalsze przyczynki dyskusyjne. Skądinąd wiadomo że Greta T. – obwołana już prawie świętą, była od początku kierowana przez ideologów z powiązaniami biznesowymi. Podobnie jak w przypadku farmacji – nie wierzę w czystość takiej „nauki”.

Maj i kwiecień był dość aktywny pod wieloma względami. Zajmowałem się odtwarzaniem notatek z Facebooka, który je dezaktywował i poukrywał. Skatalogowałem ok. 500 książek z domowej biblioteki (już nie mogłem się w niej połapać), a to dopiero ok. 1/3 zbioru.

Były wyjazdowe spotkania z synem i wnukiem (mieszkają poza Warszawą), były lokalne wycieczki – dla ruchu, obserwacji przyrody, ale i by uciec od hałasu i kurzu pobliskich aż trzech budów, uciążliwych też ze względu na ruch pojazdów dostawczych i blokowanie ulic.
W szczególności, łapiąc lepszą pogodę,  wycieczki przyrodnicze do parku botanicznego w Powsinie i przy Łazienkach. W albumie Wiosna na FB umieściłem parę fotek z tych wypadów i swojskich okolic. W powsińskim dworku Fangora urzekło mnie malarstwo Leszka Jampolskiego.
Trochę pisałem w mediach społecznościowych, wciąga mnie działalność Life Force (patrz np. ostatni wpis na ten temat W Deep State wszystko się sypie, ale…). Sytuacja na świecie, a szczególnie za kurtyną oficjalnych informacji, jest dynamiczna, zatem były i będą dalsze doniesienia, zobacz zwłaszcza codzienne Real News. System finansowy jest na krawędzi bankructwa, wyłapywani są/znikają polityczni  złoczyńcy, szykowana jest nowa Norymberga za przestępstwa przeciw ludzkości. Nawet na poziomie pojedynczych lekarzy – ciąży na nich pełna odpowiedzialność w zakresie szczepień – ta krótka wypowiedź prawnika https://youtu.be/WT-A8xzfWTI  jest jednym z takich głosów ostrzeżenia. Jest nadzieja, że Wielki reset  wg Klausa Schwaba się nie uda (oby!), ale to wszystko właśnie się waży. Obszerny temat nie na ten wpis.
Wreszcie – kontynuuję opracowywanie prac Stefana Garczyńskiego, niedawno opublikowałem 11-go ebooka – Błyskotki o kulturze. Opis i pośredni dostęp do tej ciekawej książeczki we wpisie Perły i błyskotki. Książki Garczyńskiego podtrzymują moją wiarę w człowieka i pozwalają zachować zdrowy dystans do wielu spraw. Polecam!

Obserwuję przyrodę, oddycham, zachwycam się idealną konstrukcją wirujących długo w powietrzu nosków klonowych, owadami na kwiatach. Zakwitają akacje. Delektuję się ich zapachem i śpiewem ptaków,  piszę to i owo wieczorami…

Śmieci

scrap1

Śmieciowa cywilizacja, ludzie traktowani jak śmieci,
śmieciowe informacje, śmietnik w głowie…

Śmieci to ostatnio głośny temat w związku z dużym podniesieniem cen za ich odbiór.
Inny aspekt to śmieci jako zagrożenie środowiskowe, co jest osobnym obszernym tematem.
Czy te dwa aspekty jakoś się wiążą?

Tak. Poniżej najpierw fragment listu czytelnika do redakcji tygodnika doRzeczy: 

Tytuł:
Hausmüll, Hausmüll über alles…

Ostatnio jest wiele krzyku o horrendalne ceny śmieci. Ceny cenami, ja zaś chciałbym podrzucić moje rozważania w tym temacie, którymi ktoś bardziej kompetentny niż ja mógłby się ewentualnie zająć. Otóż:
1. ŻADEN „mieszkaniec” NIE WYTWARZA ŚMIECI! Śmieci wytwarzają PRODUCENCI. A „mieszkaniec” MUSI te śmieci najpierw kupić, potem posortować i wyrzucić, a za to WSZYSTKO musi ZAPŁACIĆ! A jeszcze się nasłuchać, jakim to on jest sukinsynem, który „produkuje” TYLE śmieci *.
Dla jasności: producenci wody mineralnej nie produkują WODY! Oni produkują miliardy plastikowych
butelek. Czyli setki ton ŚMIECI właśnie. Na których to śmieciach oni zarabiają, a ja nie mam żadnej
możliwości, żeby kupienia tych śmieci uniknąć. [i tak … jesteśmy „nabijani w w butelkę”].
Notabene za moich młodych lat chodziłem do mleczarni po mleko, śmietanę czy maślankę z BANKA, do której paní ekspedientka nalewała mi rzeczone mleko z wielkiej konwi. Później chodziłem do tejże mleczarni ze szklanymi butelkami na wymianę.
Dzisiaj MUSZĘ do każdej porcji mleka dokupić (i zapłacić, bo przecież nikt mi tego nie daje w prezencie) kartonik z tektury i plastiku. Czyli ŚMIEĆ właśnie. Dawniej pigułki w aptece były
w szklanych, zakręcanych buteleczkach, które można było potem albo do czegoś używać, albo sprzedać jako surowiec, bo były punkty skupu szkła. Dzisiaj prawie wszystkie tabletki są pakowane w plastikowe blistry, najczęściej o wiele większe od samej zawartości. I tak dalej, i tak dalej.

2. Firmy utylizujące śmieci też zarabiają (!) na tym miliony. Ostatnio znalazłem w necie (money.pl) taki tekst:
„Największe czynne wysypisko w Polsce (w …. [pomijam dalej nazwy]) zajmuje 78 ha. Prowadzi
je [ … ], należąca do [ … ] z Luksemburga. W 2018 r. [ … ] miała 38 mln zł przychodów i 5,6 min zł zysku netto. Rok wcześniej 37 mln zł przychodów dało aż 11,2 mln zł zysku netto.
Rentowność godna pozazdroszczenia”.
W związku z powyższymi faktami zrodziło się u mnie pytanie: Jaka jest w ogóle PRAWNA podstawa do pobierania ODE MNIE opłat za wywóz i utylizację śmieci, na których przecież inne
podmioty zarabiają krocie? I nie, nie piszcie mi, że prawem kaduka, bo tyle to i sam wiem. Zadałem to pytanie zarządowi miasta Warszawy. Jako jedyną odpowiedź przysłano mi – po tygodniach – cennik z aktualnymi cenami za wywóz śmieci w Warszawie. No cóż, TAKIE są MOJE możliwości. [koniec cytatu listu]
I jeszcze z PS autora:
*  Jest to moim zdaniem „dorabianie gęby” …. „paskudnego śmieciucha” którego, naturalmente, trzeba godnie ukarać za to jego śmiecenie.
_______

Pełna zgoda.
Podobne pytania zadałem w zeszłym roku w związku z arbitralnie podniesionymi wtedy cenami za wywóz śmieci z działek rekreacyjnych, gdzie spędzam „netto” maksymalnie tylko 3 miesiące lata, a płacę prawie tyle co za całoroczną wywózkę śmieci w Warszawie. Dodatkowo na działce sporo śmieci kompostuję, a byłem też gotów inne (plastiki, puszki itp.) zbierać i zawozić do Warszawy – do tamtejszej utylizacji, co zresztą też często robiłem mając „pusty kurs” powrotny do miasta. Oczywiście argumentowanie, „negocjacje”,  z gminą nic nie dały. Jesteśmy traktowanie jak … śmieci.

Czy zatem można się dziwić, że niektórzy wywożą śmieci do lasu, wrzucają do rzek, palą…?

Temat jest jeszcze szerszy – pisałem tu już o tym np. we wpisie Ekologiczne? (co naprawdę jest a co nie jest ekologiczne jeśli chodzi o surowce), Ekologicznie na święta (choinki świąteczne), Internet … ekologiczny (pozostawiam ciekawości Czytelnika o czy był ten wpis).

Patrząc jeszcze szerzej – czyż wiele z informacji, które nas zalewają, to nie śmieci?
Sprawy miałkie, plotki, a przede wszystkim groźne kłamstwa i propagandowe manipulacje.
Za te śmieci też płacimy – dosłownie – np. kupując tabloidowe wydawnictwa lub płacąc abonament RTV, oraz pośrednio przez skutki dezinformacji („dotykalne” i psychologiczne – śmietnik w głowie i  złe emocje, w jakich lubują się wszelkie news) oraz stracony czas.

Zbaraniały świat

Gdy widzę  tłum sprzyjający władzom,
zapala mi się czerwona lampka.
L.K.

(źr. paczaizm.pl)

 

Gdy używamy określenia „X zbaraniał”, to mamy przeważnie na myśli: X zgłupiał.
Ale także można zbaranieć w sensie skrajnego zaskoczenia i zdziwienia gdy coś dziwnego się obserwuje lub komuś coś niepodzianego i niezwykłego się wydarza.
Takie odczucie towarzyszy mi dość często, a ostatnio gdy widziałem kilometrowe  (jak w Krakowie) kolejki do punktów szczepień w ramach akcji majówkowej.
Nie będę się o tym tak ostro wyrażał jak w różnych komentarzach, które widziałem w mediach społecznościowych.
Mówiąc całkiem spokojnie – w szeregu przypadków (mówimy o wielu miastach w Polsce) 6 i więcej godzin oczekiwania w wyjątkowym zimnie i deszczu – czy to rozsądne i normalne? Na własne życzenie. Czy to posłuży zdrowiu tych ludzi?
Dużo i od dawna grzmiało się o niebezpieczeństwie zgromadzeń, ale w tym przypadku większość mediów ekscytowała się jak to Polacy posłuchali rządu i wykazali się właściwą postawą. Ale bez wspominania, że często te kolejki nie zachowały dystansu, który tak zawsze był nagłaśniany w ramach DDM. Nie słyszałem też krytyki ze strony władz.
Za dobrą monetę mógłbym przyjąć przekonanie ludzi, ze dystans niewiele znaczy, jeśli w ogóle ma znaczenie (patrz koniec artykułu Zmiana narracji?, w którym pokazuję że nie ma znaczenia w ramach lockdownów, co zresztą wynika z szeregu badań).
Jednak jestem prawie pewien, że gros tych ludzi z kolejki, tak jak uwierzyła w zbawienną moc szczepionki, tak wierzyła i w moc dystansu społecznego –  aż do czasu majówkowej „okazji”. 
Jakaś schizofrenia, niecierpliwość czy warunki kolejki?

Spróbuję do tego podejść pozytywnie – że to oznacza jak ludzie cenią sobie perspektywę powrotu do normalności i wolności, jakiej się spodziewają po przyjęciu szczepionki. Heroicznie są gotowi poświęcić się dla tych wartości mimo marznięcia, długiego stania, nabawienia się kataru itp.
To byłoby chwalebne, ale czy taką postawę wykazują w wielu innych sytuacjach, jakie wymagałyby nawet mniejszych wyrzeczeń, a mogłyby odmienić ich nieciekawy obecnie los?

I w tym momencie kończy się mój potencjalny podziw dla determinacji ludzi ponieważ mam przeświadczenie, że widzimy typowy „owczy pęd”, który jest bezrefleksyjny i – jak to bywa – inspirowany.
Miesiące agitacji zrobiły swoje. Gdyby ta agitacja była uczciwa, to OK – są sprawy, które wymagają reklamy i masowej edukacji. 
Czy jednak w tej „edukacji” wspomniano/dotarło do ludzi, że szczepionki są dopuszczone warunkowo i są eksperymentem medycznym? Czy zostali poinformowani o przeciwwskazaniach,  jakie są podane nawet przez samych producentów? O możliwych powikłaniach? 
Czy powiedziano im, że badania kliniczne (przykład Pfizera) będą ukończone dopiero w 2023 roku, co i tak jest nienormalnie krótkim czasem? I o tym, że dotychczasowe badania, które fałszywie uznano za miarodajne,  przeprowadzono tylko na osobach zdrowych, w wieku 16-55 lat i nie biorących leków? To przecież mała część populacji, jaką teraz zagania się do szczepień – aby szybciej i masowo.
Czy wszyscy wiedzą, że tzw. szczepionki genetyczne to właściwie nie szczepionka w klasycznym znaczeniu lecz nowy produkt, który nie był jeszcze nigdy stosowany na masową skalę i o nieznanych długofalowych skutkach?
Czy wszyscy w tym taśmowym szczepieniu mieli wystarczające badanie lekarskie (jeśli w ogóle), co jest prawnie i etycznie wymagane? Czy ktoś się zaopiekuje na ulicy osobami, które nawet w parę minut, czy po godzinie po szczepieniu poczują się źle?
Czy ludzie znają ilość powikłań?
W tym miejscu wtrącę informacyjnie trochę aktualnych danych z amerykańskiego CDC.

The CDC announced this week [last in April] that deaths reported to the Vaccine Adverse Event Reporting System (VAERS), a U.S. Government funded database that tracks injuries and deaths caused by vaccines, following experimental COVID injections, have now reached 3,486 deaths since December of 2020, when the Pfizer and Moderna mRNA COVID shots were given emergency use authorization (EUA) by the FDA.
Pfizer/Biontech – 116,754,631 doses / 1,476 deaths
Moderna – 97,353,734 doses / 1,540 deaths
Janssen – 8,040,727 doses / 155 deaths

The J&J Janssen shot has the highest percentage of recorded deaths, with Moderna second. The Janssen shot is currently paused by the FDA due to reports of “rare” blood clots. According to the CDC, these reports only exist with 8 people, all women. However, the specific cases of blood clots is very narrowly defined by the FDA and CDC, looking only for “cerebral venous sinus thrombosis combined with thrombocytopenia.” (Blood clots in the brain combined with low blood platelets.) But many other kinds of blood clots following injections have also been reported, many of them fatal, besides just “cerebral venous sinus thrombosis.” If we search for deaths due to any kind of “thrombosis,” the numbers go up. Here are the search results for “death” and all cases of “thrombosis” (blood clots.)

https://vaccineimpact.com/2021/mass-murder-3486-deaths-in-the-u-s-following-covid-injections-in-4-months-more-vaccine-deaths-recorded-than-the-past-15-years-combined/

Komentarz. Pod podanym linkiem jest dużo więcej danych przekrojowych.
Odnośnie tylko powyższej tabelki – zauważmy długość porównywanych okresów: 15 lat do 4 miesięcy, czyli stosunek 1/45. Zatem, chociaż w liczbach bezwzględnych pewne powikłania w drugiej części tabeli mogą być mniej liczne (oprócz śmierci – olbrzymia różnica), ale to dopiero 4 miesiące!
A NOPy (niepożądane skutki, powikłania) mogą się objawić po tygodniach a nawet latach.
Ponadto CDC przyznało w innym oświadczeniu, że ilość przypadków zgłaszanych do bazy może być mniejsza od 10%, co drastycznie zmienia skalę powikłań.

Należy jeszcze dodać, że obecne szczepionki były tworzone na bazie hipotetycznego modelu wirusa z Wuhan, którego już prawie nie ma wobec kilkuset (!) późniejszych mutacji. Czy wszystkie szczepionki i w jakim stopniu mogą im przeciwdziałać?

Czy zatem ja bym się nie zaszczepił?
Wiem o szczepionkach zbyt dużo (wiele lat śledzenia tematu w jego różnych aspektach) by podjąć takie ryzyko. Z tej wiedzy wiem o szeregu zagrożeń, o których w ogóle publicznie się nie mówi. Nie miejsce tu by to rozwijać – temat wpisu jest inny.
W danym przypadku jetem szczególnie sceptyczny – znając całą otoczkę „pandemii” – jej polityczne korzenie lub uwarunkowania. A innym radziłbym przynajmniej poczekać i zobaczyć co się będzie działo z zaszczepionymi. Już teraz widać, że oprócz powikłań, te szczepienia ani nie gwarantują pełnej odporności, ani że zaszczepieni nie będą zarażać innych.

Powracając do wątku świadomości ludzi – oprócz wymienionych braków w wiedzy, myślę że wiara w cudowność szczepionek może ich dramatycznie zawieść, co oprócz możliwej szkody fizycznej (prognoza rosnących powikłań, zwłaszcza przy mieszaniu szczepionek i braku dostatecznych badań wstępnych) wywoła szok poznawczy i upadek wiary w wiarygodność władz i medycyny.
Osobiście nie mam dawno tej wiary .

Ludzie są traktowani jak stado owiec, by nie powiedzieć – baranów – z pejoratywnym podtekstem.
To nic nowego jeśli się wspomni wiele aspektów manipulowania masami pod dyktando oligarchów i dyktatorów – np. posyłanie ich na wojny, które zaspakajały ambicje polityków i interesy finansjery, dla korzyści politycznych w ogóle.
Ilustracja nagłówkowa nie ma na celu nikogo obrazić, ale pokazuje znane zjawisko panowania nad stadem (i nie chodzi tu o maski, chociaż to też podobny temat). I przy dużej liczności stada nawet jeden czy dwa psy potrafią zagonić je gdzie chcą lub gdzie mają nakazane przez „pana” .
Owce są bezbronne, łagodne, posłuszne. W historii uchodziły za symbol niewinności i właśnie przez to używano ich jako ofiarę dla bóstw/Boga – począwszy od czasów starożytnych, po religię judeo-chrześcijańską (skrót myślowy – w rzeczywistości nie istnieje coś takiego).
Dziś – gdy nie składa się krwawych ofiar, owce są nadal wykorzystywane na mleko, skóry, wełnę i mięso, a w przenośni my też jesteśmy takimi owcami (czasem używa się określenia lemingi) – do strzyżenia fiskalnego, tresury i wykorzystania by w czasie wyborów ulegać obietnicom i głosować na „pasterzy”.
Nie brakuje wśród nich wilków w owczej skórze.
Ale i współcześnie poświęca się niewinne dzieci (jak bezbronne owieczki) w aktach przemocy, pedofilii a nawet krwawych ofiarach satanistów i psychopatów…

Nie będę na nikogo krzyczał „Ty baranie!” – rozumiem moc przemożnej propagandy, wiary w rządzących (malejącej), w szczepienia i „autorytety”.

Co wiec należy czynić?

Spotykam ludzi, którzy z dobrych pobudek chcą uciszać emocje, szlachetnie jednoczyć ludzi, żyć w spokoju i spokojnie pracować…
Są przeciwni demonstracjom, co i ja widzę jako mało skuteczny sposób by zmienić świat na lepszy, chociaż nikt nikomu nie powinien tego zabraniać – ludzie mają prawo wyrażać swoje opinie i walczyć. Może i to zgromadzi jakąś masę krytyczną przed którą polityczni macherzy się ugną?
Sądzę jednak, że nie tędy droga albo że jest ona nieefektywna. Naiwnością jest też sądzić, że ktoś rejtanowsko własną piersią „obroni”, „nie pozwoli” czy zmieni świat. Ani że nic nie robiąc dla świętego spokoju uniknie różnych opresji jakie rządy czy fałszywi liderzy mogą zgotować potencjalnym ofiarom.

Wśród lepszych metod widzę „pracę u podstaw” w uświadamianiu ludziom wspomnianych zagrożeń (ogólne podwyższanie świadomości), nawet jeśli komuś psułoby to humor, rozszerzanie wiedzy o ciemnych stronach rzeczywistości, ponieważ wypieranie tego ze świadomości niczego nie daje, a nawet pogarsza sytuację. Nawet za cenę bolesnego catharsis. To potwierdzi każdy psycholog.
Wtedy ludzie sami zaczną podejmować właściwe, świadome decyzje.
Zatem idę w tym kierunku.
Innym rozwiązaniem jest owa praca u podstaw przez organizowanie się w grupy twórcze, samorządowe, edukacyjne i innowacyjne, które wspólnym wysiłkiem będą budować lepszy świat niezależnie od polityków – zostawiając ich na boku, na „uwiędnięcie” bez społecznego poparcia.

Takie grupy się tworzą, o czym prawdopodobnie wkrótce napiszę.


Krzyk dzieci oskarża

krzyk dziecka

Miarą cywilizacji i humanizmu
jest stosunek dorosłych do dzieci.

Temat niezwykle bolesny, obszerny i aktualny.

Zacznę od dramatycznego listu jaki nadszedł do redakcji tygodnika doRzeczy, przytaczając jego fragment.

Krzyk dzieci
Jestem psychologiem i psychoterapeutą, mamą dwojga dzieci w wieku szkolnym.
Od 15 lat pracuje z dziećmi i młodzieżą i zauważam w ostatnim czasie „pandemicznym” zatrważające zjawisko, które nazywam „gaśnięciem” dzieci. Nie krzyczą o tym telewizje, radia i gazety głównego nurtu, nikt nie wychodzi z tego powodu na ulice z transparentami, a DZIECI – ta najsłabsza grupa społeczna (z punktu widzenia możliwości zmiany własnej sytuacji) – powoli oddalają się od rzeczywistości, zapadnięte w swoje łóżka/fotele/krzesła, przykute do laptopów, bez ruchu, bez celu, bez sensu… Dla dzieci perspektywa, że kiedyś to minie, że kiedyś epidemia się skończy, jest tak abstrakcyjna, iż nie zdoła poprawić ich coraz bardziej depresyjnego nastroju. Ich życie, najważniejsze jego momenty są tu i teraz – to w szkole, wśród rówieśników, ale i nauczycieli budują swoją tożsamość, indywidualność, przeglądają się w innych jak w lustrze, które potem będzie kształtowało ich wartości. Czy naprawdę nikt nie słyszy ich krzyku?!
To są miesiące izolacji – dla młodych to jak lata dla osoby dorosłej – jak mają to udźwignąć? No nie dźwigają już. Widzę to w swoim gabinecie, w swoim domu.
Gazeto, krzyczcie w imieniu dzieci!

Zjawisko krzywdy dzieci i ich wykorzystywania nie jest nowe – przeciwnie – jest głęboko zakorzenione w historii. Przykładowo w długim cyklu książek cyklu Igora Witkowskiego Instrukcje  Przebudzenia temat pojawia się wielokrotnie. Między innymi chodzi o trwanie przez tysiąclecia (!) pewnych schematów-archetypów w podświadomości zbiorowej.
To zjawisko, niemal nie dostrzegane i ignorowane przez naukę oraz historię, mocno warunkuje podświadomość i świadomość po dziś dzień. Rodowód tych archetypów sięga neolitu. Autor zebrał wiele dowodów naukowych oraz  różnych przesłanek ze studiów dawnych kultur i dokonał oryginalnej ich syntezy. Obyczaje neolityczne i powielane z tamtych czasów obrzędy oraz poziom świadomości to rzecz wstrząsająca sama w sobie. Ale w aspekcie obecnych zjawisk i szukania ich przyczyn, ta spuścizna, tkwiąca w podstawach kultury, wciąż istnieje lecz jest skutecznie wypierana ze świadomości. Ideą fix Witkowskiego jest pokazanie społecznego zatracenia percepcji faktów i niemożność przełamania schematów w myśleniu i ocenie.
Te ograniczenia, a nie tyle sprawy materialne czy polityczne, które są tylko skutkiem, powodują zastój cywilizacji, de facto nie tylko zablokowanie dalszego rozwoju, ale są główną przesłanką jej upadku lub zupełnego regresu, o ile coś się nie zmieni.
Między innymi jest tam pokazanie wstrząsającego, w  różnych aspektach, losu dzieci na przestrzeni dziejów.


By to krótko zreasumować:

Okazuje się, że miłość do dzieci (oraz miłość w ogóle) w wielu kulturach i miejscami wręcz jeszcze do początków XX wieku bywała czymś zupełnie innym niż to, co widzimy i rozumiemy przez pryzmat obecnego pojmowania, zwłaszcza w kulturze zachodniej.
Dzieci na przestrzeni wieków były traktowane okrutnie i przedmiotowo. Najstarsze stosunki społeczne włączały w tym zakresie krwawe obrzędy składania dzieci w ofierze połączone z kanibalizmem, związki kazirodcze, torturowanie i zabójstwa w imię jakiegoś kultu.
Niestety te zwyczaje przenosiły się do kultur nawet nie tak odległych czasowo. Oszczędzę opisu praktyk jakie miały miejsce  w Europie jeszcze nawet sto lat temu. Niedawno ukazała się monografia autora Antyduchowość (uzupełnienie poprzedniego wydania), która jeszcze mocniej to przedstawia,

W tych książkach wspomina się i o dzisiejszych praktykach satanistów, mafii pedofilskich, gwałtach, porwaniach, handlu dziećmi oraz zabójstwach by handlować organami. Powszechne było wykorzystywanie seksualne dzieci także w rodzinach, dziecięca prostytucja nawet w tak purytańskim jak wiktoriańskie społeczeństwie (purytanizm pełen hipokryzji). Dotąd praktykuje się na OLBRZYMIĄ skalę traumatyczne obrzezania chłopców i dziewczynek,  kastracje obrzędowe i okaleczanie np. w celu wzbudzenia litości wobec dzieci posyłanych w celach żebraczych. Skalę bólu i tramy tych praktyk trudno do czegoś porównać, a poddane im przymusowo dzieci prawdopodobnie na zawsze będą skażone strachem i nieufnością nawet do swych rodziców, którzy do tego dopuścili. Podobnie drastycznie wyglądało niewolnictwo, zaganianie dzieci nawet paroletnich, do katorżniczej pracy, co i teraz jeszcze ma miejsce w niektórych krajach. Wykorzystywano je także podczas wojen, urządzano krucjaty dziecięce z mnóstwem ofiar.
Wiadomo jest, chociaż i to jest wypierane ze świadomości, że jeszcze nie tak dawno wiele dzieci porzucano na pastwę losu, często przekazywano do przytułków lub sprzedawano. Nawet z literatury pięknej znamy zwyczaj oddawania niemowląt mamkom, zupełny brak zainteresowania dziećmi przez matki oraz ich eksploatację – musiały czemuś służyć – inaczej były balastem. Także i dziś znane są też przypadki zabierania dzieci rodzicom pod pretekstem złej opieki, niewystarczających warunków materialnych lub molestowania.
Przez wieki bito je niemiłosiernie w procesie „wychowania”, karcono za byle co, wymuszano surową dyscyplinę,  stosowano terror w czasie nauczania. To wszystko odbijało się głęboko na psychice, doprowadzało często do kalectw a nawet do śmierci. Także przez brak miłości do dzieci, które tego tak bardzo potrzebują do rozwoju. W ogóle łamano ich psychikę, powstawały głębokie traumy, które przenosiły się na lata dorosłości, a to doprowadzało do kultury i praktyk społecznych, które dziś ocenili byśmy jako barbarzyńskie, okrutne.
Przyznam, nie zdawałem sobie sprawy ze skali i intensywności tych zjawisk w historii.
Charakterystyczne było właśnie społeczne przyzwolenie na to – jako na coś normalnego, oprócz nielicznych wyjątków ludzie nie potrafili wyobrazić sobie innego świata. Tak jak dziś wielu nie potrafi dostrzec, że to kultura kształtuje rozwój a nie „zdobycze” materialne, przynajmniej nie tylko. Książki Witkowskiego dobitnie to pokazują na przykładach przełomów cywilizacyjnych. Natomiast „Antyduchowość” skupia się na niechlubnej roli organizacji religijnych w zakresie wykorzystywania dzieci.
Coraz głośniej jest o aferach pedofilskich w Kościele na całym świecie – znów z bardzo opornym przyznawaniem się do winy. Zamieszane są najwyższe osoby w hierarchii – zarówno czynnie jak i przez brak reakcji (ciche przyzwolenie).
O jeszcze bardziej ponurym obliczu zjawiska – trochę dalej, ale przedtem warto podkreślić, że fakt jego długiego rodowodu nie usprawiedliwia obecnego stanu rzeczy. Wbrew wyobrażeniu wielkiego postępu, XX i XXI wiek jeszcze spotęgował skalę nieprawości, tak jak potęguje rozwój zabójczych broni, koncentrację bezwzględnej władzy, ukryty wyzysk ludzi. A takie zjawiska jak znęcanie się nad dziećmi w różnych formach – trwa nadal.

Każdego roku znikają bez śladu setki tysięcy dzieci. I nie mowa tu tylko o wojnach, które też własnie dzieci najbardziej dotykają – przez śmierć, w tym osób bliskich z pełnym sieroctwem włącznie, głód, choroby i traumatyczne doświadczenia przemocy, strachu i bezsilności – z piętnem na całe życie.

Niezależnie od wojen dzieci znikają porwane i więzione dla zysku z handlu „żywym towarem” – na usługi seksualne i pornograficzne, na pozyskiwanie narządów do przeszczepów, na krwawe cele rytualne, do adopcji przez pary homoseksualne, do ciężkiej niewolniczej pracy, dla okupu. Dzieje się to szczególnie w Chinach, Korei Płn, innych krajach Dalekiego Wschodu.
Afery pedofilskie mają dużo większą skalę niż gdziekolwiek się o tym oficjalnie mówi (nie drażnić polityków, nie psuć biznesu…), chyba że poprzez dziennikarskich demaskatorów, ale są oni często uciszani a nawet giną. To za duży mafijny biznes by dal się podejść i łatwo zdemaskować.
Zjawisko seksualnego wykorzystywania dzieci (nie tylko pedofilii w potocznym rozumieniu, ale z elementami sadyzmu) zalęgło się wśród elit politycznych i artystycznych pokazując ich zdeprawowanie. To pokazywanie dopiero niedawno stało się możliwe po wyłomach w murze konspiracji. Mamy dane głównie z kręgów amerykańskich np. z afery Epstina, środowiska Clintonów i innych osób ze sfer „wyższych”. Stworzyły one sobie szczególny rodzaj rozrywki z wykorzystywania nieletnich, a gwarantem poufności i wzajemną jej rękojmią było zgromadzenie na daną osobę dowodów (np. nagranie wideo) z orgii lub krwawego obrządku z dziećmi, co z kolei było warunkiem przyjęcia do tajnego „towarzystwa” – atrakcyjnego z wielu względów, np. polityczne i ekonomiczne układy.
Sprawy mają się jeszcze znacznie gorzej, bo te elity często są wplatane w obrządki satanistyczne, podczas których torturuje się dzieci, gwałci je, okalecza i w końcu zabija, a w wyniku tego aktu pobiera się krew z adrenochromem (hormonem produkowanym w czasie maksymalnego stresu i bólu), która to substancja stanowi serum odmładzające.
Adrenochrom pobierany jest w ten sposób w różnych miejscach kaźni, jest bardzo drogi i stanowi poszukiwany „towar”. Czasami dochodzi wtedy też do kanibalizmu. Tu znów oszczędzę Czytelnikowi szczegółów tych mrocznych i niegodnych ludzi praktyk – jest o tym dużo w sieci.

Niektóre dzieci, a potem młodzież, nie doświadczają od razu tak tragicznego końca – służą jako prostytutki dla takiego środowiska.
Z amerykańskiej obecnej sytuacji – otwarcie południowej granicy z Meksykiem uruchomiło ponownie napływ emigrantów, przy czym są to w dużej ilości właśnie dzieci, często porzucone lub szybko przejęte do wyżej wymienionych celów przez mafie. Przy tej okazji wzmaga się napływ narkotyków i ich dilerów.
Tutaj warto wspomnieć ogólnie o zjawisku narkomanii wśród młodzieży. Można to uogólnić na różnego rodzaje niebezpiecznych używek. I tak palenie papierosów i narkotyki dosięgają nawet dzieci – zwłaszcza te bez kontroli rodziców, coraz bardziej zabieganych w kieracie walki o przetrwanie lub … w pogoni za rozdmuchanymi przez społeczeństwo konsumpcyjne potrzebami.
To społeczeństwo jest poddane hipokryzji rządów, które jednocześnie „walczą” z uzależnieniami i ciągną krociowe zyski z handlu alkoholem, papierosami, szkodliwymi lekami i szczepionkami.
Dzieci mają dość swobodny dostęp do pornografii. Podobnie promuje się przemoc poprzez filmy i gry pełne bijatyk, wynaturzeń, strzelanek, zabójstw i wojen. Powszechny dostęp do smartfonów, oprócz szkodliwego oddziaływania na zdrowie małych dzieci, dodatkowo odwodzi od realnych kontaktów oraz obniża poziom kultury serwując pop-kulturę i miałkie treści.
Demoralizacja dzieci przybiera coraz to nowe formy, np. przez promowanie genderyzmu, gdzie potrafi się wmówić dziecku, że nie ma płci i może sobie ją wybrać. Idą za tym realne działania w zakresie mody, w ukrytych treściach bajek, filmów, w dążeniu do seksualizacji wielu dziedzin a nawet nauczania o seksie od wczesnych lat szkolnych. Zatraca się wychowanie chłopców na mężczyzn.
Ogólna nagonka na rolę rodziny w lewicowych mediach, zaprzeczanie prawu naturalnemu i tradycyjnym wartościom, jeszcze pogłębia zagubienie i ogłupianie dzieci. Są wypowiedzi – jak za czasów komunizmu i faszyzmu niemieckiego, że dzieci są własnością państwa a nie rodziców. Stąd zapędy by ustanawiać np. obowiązkowe szczepienia, a w głębszej warstwie – uważać dzieci jako tzw. kolateral – przedmiot kalkulacji finansowej i handlu.

Wreszcie trzeba przypomnieć, że głównym powodem śmierci na świecie jest … aborcja – z dożo większą liczba niż rak, choroby naczyniowe i inne, jakie zwykle się podaje.
Ruchy emancypacyjne, związki partnerskie i wzorce kulturowe, w których nie przewiduje się dzieci, coraz bardziej deformują normalne stosunki społeczne.
Zatem zamach na dzieci w tych wielorakich wymiarach może być uznany na element depopulacji, co w Polsce jest szczególnie niepokojące – wciąż spada wskaźnik zastępowalności pokoleń.

Patrząc na to wszystko przez pryzmat obecnej „pandemii” widzimy wyraźnie to w wielu aspektach, ale jednak skupię się nadal na temacie dzieci.

W kwestii izolacji przez ograniczenie możliwości poruszania się (były okresy że nawet młodzież do 16 roku życia nie mogła wyjść sama!), trzeba jeszcze bardziej podkreślić fatalne tego skutki.
Ze względów zdrowotnych – długie siedzenie, w tym godzinami przy komputerze, to zalążek skoliozy, osłabienia kośćca, chorób naczyniowych, pogorszenia wzroku. Ciągłe wystawianie się na wi-fi i w ogóle promieniowanie z rożnych urządzeń domowych może mieć nieobliczalne skutki rozwojowe.
Na swoje pocieszenie dzieci jedzą słodycze, co razem z bezruchem powoduje chorobliwy przyrost wagi, a to pociąga za sobą dalsze konsekwencje zdrowotne.
Zamknięcie to gorsza wymiana gazowa, brak ruchu w ogóle, stres ciasnoty, czasem konflikty na tle dostępu rodziny do komputera, zwłaszcza gdy także rodzic pracuje zdalnie. Wiele osób straciło pracę, nie ma pieniędzy, co powoduje dodatkowe napięcia w domu, kłótnie, przeklinanie, przemoc domową, pandemia nasiliła też pijaństwo, a dzieci są świadkami tego wszystkiego. To dodatkowy stres, nie mówiąc o ogólnym pogorszeniu warunków bytowania, ograniczeniu rozrywek i zakupów dla dzieci.
Brak środków do życia powoduje większą ilość przestępstw. Jeszcze bardziej dramatyczne jest osierocanie dzieci, gdy któreś z rodziców w obliczu braku perspektyw, wejścia w spiralę zadłużenia, utraty firmy itp. – popełnia samobójstwo.

Zdalne nauczanie, to nie tylko brak wspomnianej w liście socjalizacji i warunków normalnego rozwoju, ale też degradacja poziomu edukacji. Czyżby o to chodziło?…

Psychologowie szkolni i nauczyciele od lat sygnalizują spadek poziomu intelektualnego dzieci, gorsze rozumienie tekstów, gorszą pamięć, a nawet symptomy … starczej demencji!. Ma to też źródło w niezdrowej żywności, w korzystaniu z wygody fast-foodów. Pod tym względem niesławną rolę odgrywa McDonalds (i podobni), „hodując” sobie małych klientów wabiąc ich zabawkami, kuponami i reklamą. Szpitale psychiatryczne dla dzieci nie mają już miejsc, a po opresji epidemicznej sytuacja jeszcze się pogorszy.
Sprawa zdrowotnej degradacji dzieci zaczyna się jeszcze wcześniej za sprawą skumulowanych szczepień, których kalendarium zaczyna się od pierwszych dni życia i zawiera obecnie kilkadziesiąt dawek. To osobny dramatyczny temat w świetle nie tylko ilości szczepień, ale i zawartości szczepionek, bo są dane o toksycznych ich komponentach i często odroczonych niepożądanych skutkach.
Jeśli chodzi o szczepienia na covid, to wbrew przeciwwskazaniom producentów, np. takich jak wiek poniżej 16 lat, wrażliwość na składniki (kto jest w stanie to a priori sprawdzić u dziecka?) oraz prawo dotyczące świadomej zgody – zamierza się wkrótce szczepić dzieci i to coraz młodsze. Okrutny przykład eksperymentu medycznego, jak wcześniej na przykładzie szczepionki Gardasil przeciwko wirusowi HPV, która powodowała u dziewczynek różne dramatyczne powikłania.
Mówimy o eksperymencie, bo szczepionki zostały dopuszczone warunkowo, a ich badanie ma się zakończyć nie wcześniej niż za 1.5 roku. Szczepienia w ogóle mogą powodować wiele powikłań, z autyzmem włącznie, czemu gorliwie się zaprzecza mimo wielu dowodów.

Brak rozwoju w środowisku rówieśniczym dla młodych będzie obciążeniem na całe życie. Dotyczy to też relacji z dziadkami czy innymi krewnymi. Skazanie na izolację i dystans aspołeczny oraz maski powoduje, że najbardziej cierpią młodzi, począwszy już od niemowląt, które nie reagują mimiką na uśmiechających się ludzi, ponieważ nie umieją. Twarze, które się do nich zwracają, są zasłonięte maskami, czyli wykluczona jest cała komunikacja pozawerbalna, a jak wiadomo, stanowi ona bardzo ważny element relacji. Maski na twarzach dzieci to krzyczące przestępstwo, ponieważ zubożone w tlen oddychanie to czynnik niedorozwoju mózgu w tym tak ważnym okresie życia, a także występujące większe narażenie na różne bakteryjne zakażenia z masek.
Maski – jak podają liczne prace naukowe, mają minimalną skuteczność, natomiast powodują, że małe dzieci zaczynają widzieć je jako coś normalnego, a starsze rozumieją jak ich rodzice poddali się potulnie bezsensownym zarządzeniom, co obniża ich autorytet. Maski dzielą też ludzi na frakcje „za” i „przeciw”, a dzieci są w to wplątywane.

Kończąc – potrzebny jest nasz sprzeciw – „krzyk” jak nazwała to autorka cytowanego listu, bo krzyk dzieci się nie przebije.
Gdzie jest rzecznik praw dziecka, gdzie jest minister edukacji, gdzie nauczyciele, media?
Jakby zapomniano, że oprócz wymowy moralnej, dziecko ma ustawowe prawa.
Oprócz działań interwencyjnych i politycznych przypomnę, że odpowiednia, odpowiedzialna edukacja, dająca dzieciom swobodę rozwijania swych uzdolnień, naturalnej ciekawości świata i ekspresji, jest kluczem do przełamania impasu i wkroczenia na nową ścieżkę rozwoju ludzkości…
To przede wszystkim rodzice powinni dawać przykład.
Kochajmy dzieci dając im się normalnie rozwijać – dla nich samych i dlatego że od nich zależy przyszłość.

Samotność

Smutno cieszyć się w samotności.
Gottbold B. Lessing

Nie będę tu dywagował filozoficznie o tym, że podobno każdy jest samotny – nawet w związkach, ani o psychologicznych typach osobowości itp. Niektórzy ludzie lubią samotność, okresy samotności bywają korzystne, czasem konieczne.
Niewątpliwie jednak  jesteśmy gatunkiem społecznym i cierpimy gdy nie możemy dzielić z innymi swych radości i innych uczuć,  myśli lub znaleźć w innych oparcia. Napędza nas miłość – ta potrzebuje innego człowieka.

Będzie o tym, że mamy niemal na co dzień do czynienia z bardziej namacalnymi i dolegliwymi aspektami samotności.
W czasach udoskonalonej technologicznie komunikacji, gdy możemy natychmiast porozumieć się nawet face-to-face z kimś z drugiej strony globu, wiele osób czuje się bardzo samotnie.
To już truizm, że zanikły dawne bliskie relacje na rzecz wirtualnych. Zanika przy tym sztuka rozmowy i dyskusji. To nie tylko sprawa technologii komunikacyjnych, które zafascynowały młode pokolenie, ale także przejęcie w naszej (i nie tylko) strefie kulturowej wzorców umownego Zachodu – pęd ku materializmowi, brak czasu, egoizm…
Dawniej, np. w blokach mieszkalnych, prawie każdy się znał, a teraz mieszkańcy są anonimowi – nawet prawie nie praktykuje się już tabliczek na drzwiach. Czasem się co najwyżej ukłonią w windzie, lub nie. Właściciele psów mają jeszcze trochę wspólnego języka, ale bywa że na tym kończą się kontakty. Także RODO doprowadziło do wielu absurdów.

Młodzi emigrują do miast pozostawiając swe gniazda i odcinając się od wzorców rodzinnych. Nie chodzi o to, że zawsze były dobre, ale troska o rodziców powinna być imperatywem. Osamotnieni rodzice borykają się zarówno ze starością jak i z brakiem wsparcia i nadziej na realną, ludzką, bliską pomoc w ostatnich latach życia.
Małe mieszkania, zwłaszcza  w miastach, dołożyły się do zaniku rodzin wielopokoleniowych, chociaż – dla odmiany – bogaci ludzie, posiadający duże domy, hołdują raczej zachodniemu stylowi – starsi sobie, my sobie.
Widać też lewacki trend niszczenia roli rodziny, wypaczania jej istoty przez różne genderyzmy i modę na singli i dziwactwa w zakresie związków.

Czas koronawirusa spowodował dalsze pogłębienie zjawiska. To, co nas teraz boli, to właśnie wymuszana izolacja, z zakazami  spotkań wszelkich rodzajów, gromadzenia się, a nawet okresowo przemieszczania się. Maski czynią nas jeszcze bardziej osobami anonimowymi (kto nosi). Podejrzewam, że jest w tym strategiczny cel globalistów, którzy chcą zatomizować społeczeństwa, zerwać ludzkie odruchy, uczynić z nas robotopodobnymi kółeczkami w mechanizmie produkcji i konsumpcji. Ograniczenie kontaktów ogranicza możliwość szczerej, prawdziwej dyskusji, tym bardziej, że dyskusje w internecie są coraz bardziej inwigilowane a następnie cenzurowane (patrz Cenzura).
Wiadomo, siła jest w jedności, w grupie. natomiast ludźmi podzielonymi łatwiej rządzić i ich nawet napuszczać przeciw sobie.
Widzimy to wyraźnie – chyba nie trzeba komentować. Kolejnym elementem jest tendencja do mieszania ras, a zatem i kultur. Tworzy się Wieża Babel, wychodzą na wierzch różnice wierzeń, wzorców zachowań, animozje i uprzedzenia rasowe, nawet agresja. Naturalnie, ze zwykłego strachu, ludzie odseparowują się od „obcych”.

Koronawirus w obecnym wydaniu, cokolwiek o tym myślimy. dodał do alienacji i osamotnienia dodatkowy aspekt – na niespotykaną od bardzo dawna skalę. Zamykanie dużej ilości ludzi w izolatoriach, kwarantannach i szpitalach.
Cierpią dzieci pozbawione naturalnych relacji z rówieśnikami, ale przede wszystkim ludzie starsi – odcięci od kontaktu z rodziną. Zastraszeni, że inni mogą ich zabić zarazą, omotani propagandą strachu. Stres dobija ich psychicznie i dosłownie zdrowotnie. Najbardziej bulwersujące są historie szpitalne, gdzie często kończą życie nie tylko w bólu fizycznym, ale w bólu osamotnienia, wręcz opuszczenia. Zabronione podstawowe prawa widzenia się z bliskimi, pożegnania się przed śmiercią. Bez względu na wiek, każdy kto otrzymuje tam wyrok śmierci, ma jakieś nie pozałatwiane sprawy, miał aspiracje i plany. Rozpaczliwa bezsilność i osamotnienie. Co do owej bezsilności, to mam na myśli nie tyle niemożliwość wyjścia z choroby (osobny temat, uważam, że w większości wypadków to możliwe, tylko pacjentów należny właściwie leczyć), ale bezsilność wobec opresji procedur i często głupoty tych, którzy tym procedurom ślepo się podporządkowują administracyjnie, wobec bezduszności.
Podobne scenariusze odgrywają się w DPSach, hospicjach i temu podobnych placówkach.
Osamotnione są też osoby walczące z tymi patologiami, są uciszane a nawet zastraszane. Walka o wolność i prawdę staje się szczególnie trudna wobec powszechnej „jedynie słusznej” narracji pandemicznej, za którą stają władze, duże pieniądze oraz media głównego nurtu – zarówno kupowane dotacjami za promowanie wspomnianej narracji, jak i sterowane odgórnie przez skoncentrowanych wokół światowej polityki mocodawców.

Osamotnieni są też przedsiębiorcy, zwłaszcza właściciele małych firm, skazani na zamykanie swych biznesów, tracących dorobek życia, możliwość dalszego utrzymania. Tak jak dotąd borykali się z opresyjnością fiskusa, zagmatwaniem prawa i konkurencją molochów (gł. zagranicznych), tak teraz są wyrzucani na margines społeczeństwa przez kowidowe sankcje odbierające klientów, rwące łańcuchy dostaw, narastające długi. Wielu bankrutuje, wielu popełnia samobójstwa. Rozpadają się więc i rodziny, osamotnienie dotyka coraz szerszy krąg osób.

Generalnie społeczeństwo starzeje się. Należę do starszego pokolenia i odczuwam wiele dolegliwości swego wieku.
To, że zdrowie jest gorsze, to prawie norma. Ale teraz dołożyły się duże  utrudnienia w korzystaniu z opieki zdrowotnej. Emerytów nie stać na szersze korzystanie z usług prywatnych, a państwowa jest praktycznie w zapaści. Zatem ludzie starsi są osamotnieni w swych dolegliwościach, a nawet cierpieniach. Mimo kilkudziesięciu lat płacenia na ZUS, nie mają tego, co im się konstytucyjnie należy i na co zapracowali.

Na podstawie własnego doświadczenia – wielu moich bliskich przyjaciół już odeszło z tego świata, paru ostatnio właśnie przez wymienione zaniedbania i brak leczenia. Podobnie rodzinnie. Wśród pozostałych, wielu już jest na tyle schorowanych, „niewyględnych”, że ucinają kontakty, zamknęli się w sobie. Niektórzy zdziwaczeli. Być może i mnie uważają za dziwaka i z tego powodu też zamilkli? Polityka, różne jej obozy, dodatkowo podzieliły ludzi.
Faktycznie, niektórzy żyją w innej od mojej rzeczywistości, „bajce”. Jedni się dorobili i patrzą na innych z góry, inni uwikłali się w jakiś oportunistyczny matriks związany z władzą, jeszcze u innych powychodziły podejrzane rodowody – nie jest nam po drodze. Czasem Covid stanowi u nich dobrą wymówkę by unikać kontaktów.
Z kolei najmłodsze pokolenie zagonione jest przez swoje sprawy, materialne kłopoty na dorobku, próby urządzenia się, pracę, którą łatwo stracić.
Nawet wewnątrz rodzin, w ramach jednego gospodarstwa, zauważa się coraz większe podziały, co pogłębia osamotnienie domowników. Ponure czasy w tej perspektywie…

Mam, co prawda, wielu wirtualnych znajomych na platformach społecznościowych, ale ilu z nich to autentyczni przyjaciele?
Obserwuję jednak i pozytywne zjawiska. Coraz więcej ludzi ma po prostu dosyć tych wszystkich obostrzeń, zakłamania, manipulowania sobą. Właśnie dzięki mediom społecznościowym, zwłaszcza tym które są bardziej niezależne,  zaczynają się skupiać w swym oporze lub przynajmniej w uświadomieniu ludziom, że tak dalej być nie może – jeśli chcemy przetrwać.  Tutaj jesteśmy coraz mniej osamotnieni, a osobiście wiążę z tym sporo nadziei i chciałbym bardziej uczestniczyć w społecznym przebudzeniu.  Poszerzę temat innym razem. Ogólnie – wspólny ważny cel, wspólne zainteresowania i współdziałanie, to sposób na wyjście nie tylko z indywidualnej samotności, ale i na  wykluczanie jej źródeł ze świata.

Kultura na codzień

serce

Obok potrzeby, żeby wszystko miało sens,
 jeszcze i to: potrzeba bliskości drugiego człowieka,
bliskości, pozbawionej wszelkich osłon.
D. HAMMERSKJÖLD

Świąteczny czas przypomniał mi pewien temat, który uwidacznia się podczas relacji społecznych i rodzinnych, także właśnie przy okazji świąt – w domach, w sieci, na ulicy lub w pracy.

Można by to określić jako savoir vivre, ale nie będę się zapuszczać na aż tak szerokie morze, wyodrębniając tylko kilka dość banalnych zjawisk – mały fragment kultury . Jako osoba starszej daty trochę pomentoruję, głównie w kierunku młodych, którzy coraz bardziej zatracają to, czego nas uczono. 
Prawdopodobnie jest to skutek rozpadu rodzin wielopokoleniowych, w których zwyczaje grzeczności i tzw. dobrego wychowania były cenione i podtrzymywane. Zdaję sobie sprawę, że takie rodziny wielopokoleniowe nie pasują do obecnych warunków, ale jednocześnie mamy dużo lepsze niż dawniej środki komunikacji, które kompensują brak codziennego kontaktu fizycznego.

Opowiem o tym na przykładzie paru obrazków z życia.

W bloku, w windzie czy na klatce schodowej młode pokolenie sąsiadów nie mówi dzień dobry, nawet zdarza się że nie odpowiada gdy takie pozdrowienie pada ze strony osoby starszej.


Tramwaj lub inny środek komunikacji – już tyle razy podnoszona sprawa ustąpienia miejsca starszemu.
Przypadek podobny – mama wchodzi z dziećmi w wieku przedszkolnym, a one pomykają do wolnych miejsc by je szybko zająć. To, że obok są osoby starsze, nawet z laskami lub z jakąś widoczną ułomnością, nie robi wrażenia ani na mamusi ani na dzieciach.

Kontynuując wątek osób starszych – zanik troski dzieci i wnuków o seniorów – jak się oni mają, czy trzeba w czymś pomóc, po prostu zadzwonić z dobrym słowem lub dla podtrzymania kontaktu. 

Rodzice i dziadkowie lokują w swojej rodzinie wiele pozytywnych uczuć, martwią się czy milczenie nie oznacza czegoś złego. Typowym przypadkiem jest brak wiadomości czy w wiadomej podróży dzieci dotarły szczęśliwie na miejsce.
Dawniej do dobrego zwyczaju należało wysłać po dojechaniu choćby krótki sygnał („zameldować się”), że wszystko w porządku. I to nie dlatego, że ktoś o to prosił, ale po prostu „automatycznie” ze świadomości, że ktoś na to oczekuje.

Podobnie – w „moich czasach” praktykowało się zwyczaj po powrocie z jakiejś wizyty, gdzie byliśmy ugoszczeni, zadzwonić z podziękowaniem. Dziś mogłaby być to wiadomość mailowa.

A propos oddzwaniania – znane mi są skargi że młodzi nie odpowiadają na telefony od starszych, lub w ogóle nie zadzwonią z własnej inicjatywy. Tak samo w przypadku listów.
Kontrastuje to z dużą aktywnością w sieci wśród rówieśników, ale też częściej w anonimowym komentowaniu wydarzeń, memów lub celebrytów. Nie jest więc tak, że młodzieży brakuje czasu.

Natomiast co do wizyt, zwłaszcza nie tych rutynowo częstych i nieformalnych, a mam na myśli wizyty w związku z jakąś większą uroczystością lub pierwsze wizyty u kogoś nowego w kontaktach osobistych – nie wypada przyjść z pustymi rękoma.

W drugą stronę – zawsze wypada podziękować za prezent a także niematerialny jego odpowiednik.

Rodzice i dziadkowie na ogół nie zapominają o życzeniach świątecznych i związanych z imieninami czy urodzinami.
Ale czy to oni powinni pierwsi składać życzenia swym zstępnym? Nie chodzi o małostkowość kto komu, ale o pewną zasadę. Kto o tym zapomina, zwłaszcza o życzeniach w ogóle – czy nie powinien się zawstydzić?

Z własnego podwórka: przez wiele lat składałem życzenia świąteczne dużej liczbie znajomych i krewnych – nawet jeśli późno, to jako pierwszy. W tym roku zrobiłem eksperyment – oprócz paru wyjątków nie złożyłem/wysłałem życzeń. Nikt się nie odezwał.

Generalnie młodzi współcześnie nie doceniają doświadczenia starszego pokolenia, nie słuchają dobrych rad. Oczywiście są przypadki gdy starsi nie rozumieją przemian, nowych trendów, co jednak przecież nie oznacza że wszystko, co nowe z automatu jest lepsze – nawet jeśli się te nowinki pozna i stosuje.
Tu potrzebna jest empatia a nawet pobłażliwość do tych ograniczeń i ułomności starszych, które jednak nie powinny wywoływać arogancji i braku szacunku.
Trzeba przyznać, że i w starszym pokoleniu jest wielu drani i osób, z którymi wolelibyśmy nie mieć do czynienia…
Ale czy w rodzinie to częsty przypadek? Raczej wyjątkowa patologia.

Generalnie powszechną na świecie normą jest, że młodsi ustępują starszym, są narody gdzie starsi są traktowani ze szczególnym szacunkiem, a „rada starszych” jest wynalazkiem który sprawdził się przez tysiąclecia.

To są – jak dla mnie – elementarne zasady kultury współżycia. Można by długo o tym mówić. Niestety ich psucie dotyczy całych społeczeństw, nie tylko ich młodszych roczników – obszerny socjologiczny temat.

Oczywiście wśród młodego pokolenia istnieje wiele fantastycznych istot i w tym nadzieja, jaką w ogóle dla przyszłości są nasze dzieci i wnukowie. Oby tylko nie zostało to zepsute przez pewne siły polityczne, które dobrze wiedzą że najłatwiej uszkodzić osobowości, które dopiero się kształtują.
Istotne jest zachowanie wśród młodzieży ambicji nie tylko materialnych, ale przede wszystkim by zmieniać świat na lepsze i wymagać także od siebie, a nie opierać się na postawach roszczeniowych.  


Przy tej okazji przypomnę cały szereg książek związanych z omawianym tematem, które jako darmowe ebooki udostępniałem na stronie dedykowanej jednemu z moich mentorów – Stefanowi Garczyńskiemu.  
Są to:

O dawaniu

Razem, ale jak?

Rozmawiać? Tak. Ale jak?

Współżycie łatwe i trudne

Potrzeby psychiczne. Niedosyt. Zaspokojenie.

Szczególnie ostatnia pozycja uzmysławia jak ważne są kontakty międzyludzkie i ich kultura dla odbudowywania rujnowanego ostatnio zdrowia psychicznego a w konsekwencji i fizycznego.

Oprócz wymienionych książek jest wiele innych przedstawionych na ww. stronie (patrz  Utwory), które jeszcze czekają na digitalizację.

Gdyby jeszcze młodzi chcieli czytać …

 

Boże Narodzenie – narodzenie nadziei?

 

Chrystus z Rio

Ducha nie gaście!

Pytanie w tytule uważam za retoryczne – oczywiście to święto zawsze było aktem nadziei, a jego Bohater wyczekiwany od wieków

Ach. Witaj, Zbawco z dawna żądany,
Cztery tysiące lat wyglądany!
Na Ciebie króle, prorocy czekali,
A Tyś tej nocy.
Nam się objawił….

Nadzieja w tym roku jest nam potrzebna jak nigdy od wielu lat.

W obliczu nasilających się opresji rodzą  się – nie tylko psychologiczny bunt, ale i oddolne działania.
O buntach i pierwszych społecznych zorganizowanych działaniach pisałem w 2020 parokrotnie – patrz np. Małe covidowe podsumowanie.

Nie chcę nikogo wyróżniać, pewne akcje dzieją się celowo jeszcze w ukryciu, ale dla kolejnego przykładu pokaże przynajmniej ruch Neosu, w tym podsumowaniu https://youtu.be/sQaMtoMYQps
(początek jest dramatyczny, ale nie o to w tym chodzi; uzupełnienie tego wątku znajdziesz w pierwszym rozdziale książki „Świat niewolników” J. Białka).
Obecnie potrzeba nam coraz bardziej pozytywnej wizji, bo krytyk mamy już cały album (także tutaj).
Pytanie brzmi – jakiego świata chcemy i jak go kreować?
Takim pozytywnym myśleniem o przyszłości zaraża(ła) także Hanna Kazahari w części nagrań na FAB News. To tylko przykład, który przytaczam ze względu na powiązanie z tematem Donalda Trumpa, którego działania niosą nadzieję na zmianę na lepsze nie tylko w USA, ale i globalnie. Temat tutaj  się przewijał, więc nie będę powtarzał (np. Ostateczna rozgrywka? …)

Obecna sytuacja oprócz wielkich materialnych szkód, upadku przedsiębiorstw oraz śmierci poprzez zamrożenie normalnej służby zdrowia,  gwałci nasze potrzeby psychiczne – kontaktów, wolności, zabawy, podróży …

Musimy to odzyskać.

W tym duchu składam Czytelnikom życzenia …

Świąt Spokojnych – takich dla uspokojenia

… na przekór, że będą się narzucały rozmowy o lockdownie i chorobach, o brutalnej polityce itp. –
co mamy na co dzień. Odetchnijmy od tego. To także ważne dla naszego zdrowia – nie tylko psychicznego.
Narodziny Jezusa – nawet jeśli data i szczegóły są metaforyczne – to ważne byśmy nie zatracili sensu tego czasu, tak jak ważna jest  nasza wiara którą pokładamy w Bogu, w sprawach duchowych.
Idąc za pewnymi przepowiedniami – nastaje Era Wodnika – odrodzenia. To też możemy  przyjąć metaforycznie, ale kto śledzi sprawy duchowe i nasz związek z Kosmosem, ten  wie że na tej płaszczyźnie wiele się dzieje, chociaż to mniej widoczne.
Modlitwa z intencją, medytacja by odkryć pozytywną inspirację, kontemplacja tej inspiracji i wizji lepszego świata – to nasze duchowe narzędzia.
Tak czy inaczej – święta Bożego Narodzenia są okazją do odnowienia przynajmniej rodzinnych relacji.
To że właśnie chce się utrudnić ludziom kontakty jest znamienne i kryje perfidny plan.
Na tym blogu i w linkach przedstawiam argumenty by nie wierzyć bezkrytycznie w skalę „pandemii” i w to, że łatwo możemy się wzajemnie pozarażać i na pewno pomrzemy.

Nie sugerując nieostrożności – musimy zrozumieć że wypowiedziano nam wojnę, a na wojnie – jeśli chce się wygrać, należy wykazać odwagę, nawet ponieść ryzyko.

To wyzwanie na nadchodzący rok, a obecnie trzeba zebrać siły, w tym zadbać o zdrowie – przez odpoczynek, rozpoznanie i wdrożenie profilaktyki, serdeczność w rodzinie i podbudowanie się psychiczne.

Do życzeń dodaję upominek – nowego ebooka na bazie książki nomen-omen o wspomnianych potrzebach psychicznych z charakterystycznym tytułem „Potrzeby psychiczne. Niedosyt. Zaspokojenie”.  *
Na zachętę i a propos tematu zacytuję pewien fragment książki:

„Potrzebujemy tego spokoju, który jest «jak pług położony na końcu zoranej miedzy» (E. Cooper). Po dniu wytężonej pracy:

Błogosławioną jest cisza wieczornej godziny,
Gdy już ustają trudem znużone ramiona…

(L. Staff)

Bo lepsza od mych skrzypiec, gdym grywał w Weimarze,
niźli perły, o których dla mojej żony marzę,
niż sonaty mych synów, niż wszystkie marzenia —
taka chwila wielkiego, wielkiego wytchnienia.

(K. I. Gałczyński)

Tej potrzeby spokoju nie da się zaspokoić byle niedzielą. Zdarza się, że wzdychamy do niej cały tydzień, po czym wieczorem w niedzielę czujemy większe zmęczenie niż w sobotę. Dzień odpoczynku bywa bardziej wyczerpujący niż dzień powszedni. Spokój to nie to samo co wolny czas — nierzadko znajdujemy względny spokój tylko w pracy. Bo spokój to coś więcej niż wciśnięcie się w kąt tapczanu, daleko od dzieci, od pytań i wymagań. Spokój — to ponadto nieobecność konfliktów zewnętrznych, a jeszcze bardziej wewnętrznych. To pewność drogi i życzliwości. To harmonia, optymizm i pogoda. Zbyt często myśląc o odpoczynku uwzględniamy tylko jego materialne warunki. Wystarczyłyby one, gdyby istniało tylko zmęczenie fizyczne. Ale obok niego ciąży nam także zmęczenie umysłowe i to, po którym regeneracja jest najpowolniejsza — zmęczenie emocjonalne. W związku z tym obok potrzeby odpoczynku fizycznego istnieje niemniej dotkliwa, a trudniejsza do zaspokojenia, potrzeba odpoczynku psychicznego.”

(na stronie autora znajdziesz szereg innych darmowych ebooków)

Powracając do życzeń

– tematem roku jest ZDROWIE i zdrowia Ci życzę – dla dobrego humoru, radości, siły do realizacji marzeń i cieszenia się ich wynikiem, dla optymistycznego podejścia do ewentualnych trudności.
I pamiętaj co powiedział Paracelsus:

Powracamy do zdrowia głównie dzięki miłości.        

PS. myślę że spotkamy się tu jeszcze przed Nowym Rokiem!
Ja  – mimo wszystko – spodziewam się dobrych wiadomości, nawet zabawy…

—-

* Zachęcam też do odwiedzenia dedykowanego bloga i ostatniego wpisu

Oblicza blamażu mediów i polityków

Największa wina jest w tym,
Kto nie chce wysłuchać prawdy.
Cyceron

Chociaż temat jest bardzo obszerny, to dziś o blamażu związanym z wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych Ameryki.

Krótko:

  1. Oszukiwanie
    Sprawa przegrania D. Trumpa wcale nie jest przesądzona – jak ogłasza większość mediów * .
    Mam na myśli przede wszystkim media głównego nurtu oraz te duże społecznościowe sterowane przez ich globalnych właścicieli.
    Otóż jeszcze nie otwarto kopert z głsami elektorów, co nastapi 6 stycznia, a potem wiceprezydent M. Pense może pokierować sprawą tak, że Trump pozostanie na urzędzie – zgodnie z uprawnieniami jakie daje konstytucja USA oraz z precedensami prawnymi. I tak się prawdopodobnie stanie. Zatem  dezinformacją jest że Joe Biden już jest prezydentem; nie jest jeszcze nawet prezydentem-elektem wg przepisów.
  2. Niekompetencja
    Skoro jest tak jak w punkcie 1., to media i politycy wykazują nie tylko nadgorliwość i tendencyjność, ale i niekompetencję w rozpoznaniu sytuacji. Dotyczy to też wielu ekspertów, którzy albo tylko takimi się mienią (nie znają procedur wyborczych w USA?) albo ukrywają fakty przed opinią publiczną. To może jeszcze mocniej uderzyć w ich reputację oraz wiarygodność mediów, gdy ostateczny wynik wyborów okaże się inny niż one ogłosiły. Przecież nie media decydują o wyniku abyśmy im ślepo wierzyli.
  3. Brak profesjonalizmu
    Obok wspomnianej niekompetencji widzi się w serwisach informacyjnych uprawianie bardziej propagandy i małpowania między sobą opinii, niż przekazywanie obiektywnej informacji, która powinna być pozbawiona uprzedzeń i właśnie opinii. Media plamią się cenzurą redakcji i autocenzurą autorów. Poprawność polityczna o wątpliwym ideologicznym zabarwieniu zabija profesjonalizm dziennikarski.
    W szczególności pomijano olbrzymią skalę nadużyć, w tym fałszerstw i lekceważenia prawa w trakcie wyborów.
    Zamieszanie w to obcych służb, np. chińskich, jest nośnym tematem dziennikarskim, ale ten aspekt cenzurowano.
  4. Tendencyjność
    Została pokazana w p. 3, ale świadczy też o tym, że media stały się narzędziem oszukiwania w rękach polityków i w sposób jawny bądź zakamuflowany tworzą politykę. Nie jest to odkrywcze, ale w oczach świadomych odbiorców jest blamażem branży.
    * Mniej świadomi nie wiedzą, że większość mediów jest bardzo zmonopolizowana przez parę globalnych podmiotów. Około dwie trzecie światowego rynku medialnego należy do czterech koncernów: WPP PLC, Omnicom Group Inc. (OMC) , Publicis Groupe (PUB),  Interpublic Group of Companies (IPG) i odpowiednio w hierarchii zależności do kolejnych podporządkowanych dużych koncernów medialnych.  Te są z kolei uzależnione od czterech mega monopolistów finansowych (funduszy pasywnych i międzynarodowego bankierstwa): Black Rock, Vanguard, State Street i Fidelity – wszystkie one mają przedstawicielstwa także w Polsce.
    Zatem, oprócz mniejszościowych wyjątków, nie mamy polskich mediów. Niestety dotyczy to i tzw. „mediów narodowych” skoro zachowują się podobnie. Stąd wniosek, że dziennikarze wymienionych mediów zasługują na ograniczone zaufanie, by nie powiedzieć dosadniej…
    Skutkuje to tym, że nawet D. Trump jest cenzurowany na twitterze czy Facebooku, a niemal cokolwiek opublikuje (także bez związku z wyborami) jest opatrywane komentarzem o „niewiarygodności”.  Media grają tylko do jednej bramki jakby miały monopol na wiedzę i prawdę. Uczciwe?

W sumie składanie gratulacji J. Bidenowi przez polityków i media oraz snucie z przekonaniem dalszych scenariuszy jest przedwczesne i może okazać się kolejnym blamażem.  Są podstawy sądzić że jednak ostatecznie to D. Trump obejmie prezydenturę.  Wtedy takie podlizywanie się Bidenowi rzuci cień na dalsze stosunki dyplomatyczne i personalne relacje między politykami, a także na pozycję rynkową wielu mediów. Republikanie deklarują oczyszczenie tego rynku z kłamców i tych, którzy kolaborują z propagandą chińską. Fake media to wcale nie to, czemu się przypina taką łatkę.
Blamaż pogłębi się zwłaszcza gdy dokładnie zostanie ujawniona kryminalna przeszłość rodziny Bidenów i jego politycznego zaplecza.

Wspomniałem na wstępie o pojemności tematu, bo oczywiście omawiane zjawisko dotyczy także wielu innych dziedzin. Przykładowo w artykule Uwikłanie mediów w dezinformację pokazałem jak media oszukują w zakresie narracji o obecnej „pandemii”.  Także tutaj traktuje się „ekspertów” i doradców wybiórczo tendencyjnie  i niemal tylko takich zaprasza się do mediów. Patrz tutejszy niedawny wpis Eksperci.

Nie dajmy się propagandzie, zwłaszcza lewackiej, która od dawna służy bardziej zniewoleniu niż deklarowanej walce o wolność!

PS.
To jest 301. wpis. Zatem masz jeszcze ew. 300 do zobaczenia – jeśli zechcesz.
Ponieważ piszę na różne tematy – pewnie coś dla siebie znajdziesz. Uwaga – to jest blog osobisty, zatem subiektywny – chociaż staram się by tezy były podbudowane.
Dziękuję za dotychczasowe odwiedzanie.

Nowinki sierpniowe

Okładki 4 wydań ksiązki

 

Człowiek wspaniały daje nie proszony,
przeciętny – gdy go proszą,
podły nie daje nigdy.
(przysłowie hinduskie)

Sierpień był dla mnie ciężki ze względu na przyplątanie się naraz dwóch chorób, co zarówno pokrzyżowało plany wakacyjne, jak i osłabiło mnie znacznie – trudno było zająć się czymś innym.
Dlatego miesięczne nowości-podsumowanie w serwisie Lepsze Zdrowie w pewnej części mają charakter osobisty, gdzie te sytuację pokrótce opisałem.
Te nowości można scharakteryzować tak:
Osobiste bolesne doświadczenia ze zdrowiem na tle ogólnej kondycji medycyny i polskiej służby zdrowia. Psychoza pandemiczna sparaliżowała ją jeszcze bardziej i pokazała różne absurdy. Jeszcze o maskach i testach na koronawirusa, zaproszenie na Zdrowie i Fitness Dla Ciebie, nowa książka J. Maslanky i prezent od S. Garczyńskiego…
Po szczegóły wg tych tematów (i innych) zapraszam „do środka”.
Do tematu jeszcze powrócę – zwłaszcza by dać przykład jak wyjść z pewnych dysfunkcji zdrowotnych.

A o co chodzi z tym Garczyńskim?
Przypominam, że od lat prowadzę prywatnie stronę www.StefanGarczynski.pl poświęconą pamięci i dziełom pisarza, publicysty i nauczyciela Stefana Garczyńskiego (1920-1993). Autor był i moim nieformalnym nauczycielem – zachowanie jego bogatej spuścizny stało się tym bardziej aktualne im mniej jest osób, które go pamiętają.

Jedną z głównych form działań jest wydawanie ebooków na bazie książek autora. Są one udostępniane za darmo – w myśl misji zachowania twórczości, którą uważam za wartościową a popadającą w zapomnienie. Charakter tej twórczości omówiony jest tutaj. Moje działanie wiąże się z digitalizacją książek, edycją, korektą i publikacją w różnych formatach. Także z pozyskiwaniem książek i materiałów o autorze oraz propagowaniem strony.
Ów prezent to nowy ebook „Współżycie łatwe i trudne” (na bazie 1. wydania z 1966 r.).
Ilustracja powyżej przedstawia okładki 4 wydań jakie się ukazały.
Ebook opisałem na stronie we wpisie
http://stefangarczynski.pl/wspolzycie-latwe-i-trudne-nowy-ebook/  , tam zostaniesz przekierowany do opisu dokładniejszego oraz pobrania ebooka w 4 formatach mobilnych (najłatwiej czytać PDF).
Temat wydaje się bardzo aktualny – obecny zanik prawidłowych relacji między ludźmi, a nawet w ogóle relacji bezpośrednich, wymaga spojrzenia wstecz na to, jak to bywało dawniej, poszukania wzorców normalności.
Zapraszam do tej pożytecznej ale i sympatycznej lektury.
Także do innych pozycji (7 ) wydanych wcześniej – sprawdź podstronę Utwory.

Kolejna pozycją będzie najprawdopodobniej „Gafy – humor mimowolny”.

Mimo załamania pogody (mam jednak nadzieję na poprawę) – życzę udanego końca lata!

Dziwak

3 czy 4?

Historia ludzkich poglądów jest rzadko czymś więcej
niż historią ludzkich błędów.

Wolter

To jest blog osobisty, więc tym razem – bardzo osobiście.

Dziwię się niektórym postawom i zwyczajom, ale … sam też jestem dziwakiem (przynajmniej pod pewnymi względami), więc raczej szybko odpuszczam sobie owo zdziwienie dziwactwami – gdy nie szkodzą  innym lub nie są ostentacyjnie pokazywane lub narzucane. Oczywiście – „dziwny jest ten świat” i tak jak w manifeście Niemena, trudno mi się pogodzić z okrucieństwem, nienawiścią, niewoleniem ludzi, chamstwem, głupotą, egoizmem, krótkowzrocznością i podobnymi zjawiskami.
Ale nie aż o takich drastycznych przypadkach będzie ten wpis. I nie należy mieszać zdziwień w związku z tymi negatywnymi i ekstremalnymi zjawiskami z pozytywnymi zadziwieniami nad światem – jego pięknem, rozmaitością, bogactwem, tajemicami…
Jakże różni są ludzie! I dobrze. Nie osądzam pochopnie. Czyli – żyję i daję żyć innym. Krytykuję, gdy widzę jawne i bezczelne nadużycia, ale daję na starcie wszystkim ludziom kredyt zaufania…

Wiele z tego, co charakteryzuje każdego z nas, to nawyki.
Kiedyś byłem adeptem 7 nawyków efektywnego działania wg Stephena Coveya (patrz wprowadzenie w tym archiwalnym wpisie z nieistniejącej już strony).  Potem założyłem grupę Rozwój i efektywność.

Ale to teoria i inny obszar tematyczny – przechodzę do owych wybranych codziennych nawyków, które niejeden uzna za dziwactwa.

Trochę dla zabawy przyjrzę się sobie pod tym kątem. Jak mówią: najskromniej jest mówić o sobie, bo … na tym się znamy najlepiej. Czyli … niby skromnie, ale usprawiedliwię pewne swe dziwactwa, może takimi nie są?
Chociaż to teza czasem wątpliwa, ale – właśnie dla zabawy  – spróbuję. Co do zabawy – lubię grę słów – już w pierwszym zadaniu to widać, a inne przykłady znajdziesz np. tutaj [Traktat o złocie, Bawiąc się słowamiBurfil …].
Dalej będę podawał też przykłady na przykłady swych dziwactw.

Zacznę od drobiazgów, które faktycznie sprawiają wrażenie dziwactw.

Np. podnoszę śrubki, podkładki, guziki itp. drobiazgi znalezione gdziekolwiek – zbieram „przydasie”, co wielokrotnie mi pomogło, bo lubię majsterkować,  reperować. Także rozbieram urządzenia przed wyrzuceniem – zagospodarowuję właśnie  drobne elementy, które mogą się przydać przy majsterkowaniu i dla lepszej selekcji odpadów dla recyklingu.

Co do odpadów selekcjonuję je precyzyjnie.
Odrzucam gałęzie i kamienie z drogi (by pieszy czy rowerzysta się nie potknął), podobnie usuwam wiszące czy groźnie wystające suche gałęzie. A czasem – ze względów estetycznych.

Kocham i szanuję przyrodę, obcuję z nią. Oprócz tego, co się z tym powszechnie  kojarzy, np. wypuszczam owady i pająki, odwracam żuka z pleców na nogi, itp. drobne akty poszanowania życia, ale… protestuję gdy dla ekologów życie zwierząt jest ważniejsze od życia ludzkiego. Inaczej zapatruję się na ekologię niż jej typowi piewcy (patrz np. Ekologiczne?, Ekologicznie na święta, Internet … ekologiczny, …)
Zbieram śmiecie w lesie, sprzątam po sobie, a czasem … po innych (dziwactwo – prawda?)

Podnoszę lub przestawiam zawalidrogi, np. ostatnio porzucone bezładnie w mieście hulajnogi elektryczne.

Przed wyrzuceniem wykorzystuję częściowo zużyte chusteczki do czyszczenia miejsc czy przedmiotów, które wydają się brudne (innymi słowy – wykorzystuje je maksymalne).

Nie wyrzucam żywności ani nie kupuję nadmiernie.  W ogóle: „donaszam” odzież, nie ulegam modzie. Jednak mam wiele ładnych i dobrej jakości, markowych ubrań … i tu kogoś mogę zadziwić – kupionych na ogół z drugiej ręki często za 1/10 (lub mniej) oryginalnej ceny. Po co przepłacać i nabijać kasę spekulantom i żerującym na modzie?  Często głupiej – jak np. te spodnie sztucznie postarzane i z przewagą dziur  nad okryciem. Praktycznie nie uznaję syntetyków, krzykliwych kolorów lub ozdób. Ale to kwestia gustu / smaku.

Cenię przede wszystkim pracę i czas – swój i innych (Czas – jak go mieć, Lapidarnie o efektywności, …), nie gonię za nowinkami technicznymi, chociaż je umiarkowanie śledzę i czasem podziwiam.
Opracowuję książki podczas czytania, by wykorzystać poświęcony na to czas i zdobytą wiedzę, czasem piszę recenzje (Nextboox.blogspot.com i inne miejsca).

Wracając do oceny ludzi. Nie spieszę się z tym – nawet jeśli nie lubię tatuaży czy  piercingu (i wiem, że to niezdrowe), to wygląd  nie decyduje o tym, podobnie nie oceniam wydarzeń czy postaw, jeśli nie mam  dostatecznej informacji. Przyjmuję na wstępie że każdy ma dobre intencje, daję szansę… Więcej – cieszę się szczęściem innych.
Generalnie kocham ludzi, promuję tych, których cenię, a w ogóle zachwycam się wieloma (!) ludzmi.

Nie chowam uraz, wybaczanie uważam za wielką siłę. Tonuję spory osób trzecich.

Teraz ze spraw poważniejszych. Dla niektórych jestem dziwakiem ze względu na swoje poglądy.

Angażuję się w sprawy społecznie słuszne, chociaż moja ocena, które to są, niektórych gorszy – nazwijmy to w uproszczeniu postawą prawicową, mimo, że wolę kwalifikację wg owoców działania  dla dobra „szeregowych” ludzi. Staram się pomagać w rozsądnych akcjach charytatywnych.
Myślę, że jestem tu na świecie i w tym czasie po coś, może między innymi by przebudzić pewną ilość osób?
Ty też jesteś tu po coś …

Rozszerzam swoje horyzonty, a tym co odkrywam dzielę się z innymi, propaguję treści ukrywane, spoza mainstramu, zwłaszcza mam obsesję na punkcie prawdy vs kłamstwa i manipulacje. Włączam się w obalanie różnych mitów.
Nie ulegam propagandzie – zawsze staram się myśleć samodzielnie,  unikam tv (oprócz filmów przyrodniczych i dokumentalnych – głównie historycznych), za to dużo czytam ale nie czytam byle czego. Raczej nie wracam do lektur (oprócz podręczników, leksykonów itp.) – jeszcze tyle innych rzeczy jest do przeczytania, zbieram książki i ciekawsze czasopisma z wiedzą ponadczasową… Są to raczej nie fabuły, ani pop-kultura, ani sensacje filmowe z gatunku thriller czy kryminał.
W tym zakresie ogólnie doceniam ezoterykę, ale nie całą  – nie wierzę w numerologię (mam  dowody), w dużym stopniu w astrologię, magię na poziomie z tabloidów – chociaż życie … jest magią.
Wiem, że istnieją cywilizacje pozaziemskie (UFO to tylko mała manifestacja tego faktu) i że Wszechświat kipi życiem. Jesteśmy Jedno (jesteś innym ja).
Generalnie daję prymat duchowi. Wszystkie drogi w końcu prowadzą do Boga, bo ostatecznie nie ma we Wszechświecie innego celu. Modlę się inaczej niż większość – to bezpośrednia „rozmowa” z Bogiem, głównie dziękczynna i pytająca.
Jestem sceptyczny zarówno wobec instytucjonalnych religii jak wobec nauki, bo jesteśmy jeszcze w kolebce rozwoju. Jako pracownik naukowy poznałem jak wiele w nauce jest niedociągnięć a nawet tendencyjności. Pociągają mnie naukowe tajemnice i niezwykłości.

Nie wierzę w pandemię covid, globalne ocieplenie (w ogóle lub w formie słabszej – że jest antropogenne), nie muszę wierzyć w Boga, bo … WIEM że istnieje, podobnie nie muszę wierzyć w cuda, bo wiem że istnieją, itp. – i „co gorsza” – mam na to wszystko szereg dowodów.
Nie ufam politykom, wierzę w „teorie spiskowe”, bo w rzeczywistości to nie teorie tylko zakamuflowana praktyka.

Dbam o zdrowie, bo wiem że jest podstawą. Co do medycyny  – jestem jeszcze bardziej sceptyczny (> LepszeZdrowie.info). Nie ma chorób nieuleczalnych, tylko jeszcze nie znamy odpowiednich metod i środków, a w wielu przypadkach są one ukrywane. Prawie wszystko możemy mocą myśli i intencji, i nie dotyczy to tylko zdrowia.

Przyziemniej:  Kładę nacisk na domowe żywienie, co daje przy okazji podstawę do okazjonalnej celebracji wyjść do restauracji na coś egzotycznego.
Lubię się ruszać, dużo chodzę, a jeśli nie jestem obciążony wchodzę po schodach, nawet ruchomych (po co stać bezczynnie?), ale nie spieszę się samochodem ponad dozwolone prędkości (mimo, że mogę docisnąć do 240km/h).

Chodzę boso, zażywam kąpieli słonecznych.

Bywałem dość szalony. Wrzucę swój stary wiersz:

Wyzwania

Wybacz, że polubiłem
rzeczy niesłychane.
Taki już jestem i byłem
takim zostanę.

Rozmaitości życia, przygodę,
chwile straszne i błogie.
Długie wędrówki,
tygodniami życie clocharda,
pieszo, autostopem
– bez złotówki,
ognisko z pieśnią barda.

Świeżość rana,
zamki, chaty, łany,
nocleg w stogu siana,
szlak nieznany.

Z huczącym morzem
z całych sił śpiewanie,
w strumieniach rwących
słońca migotanie.

Pęd samochodu
gdy waży chwilka.
Las ciemny zimą,
oczy wilka.

Miasto niebezpieczne nocą,
urwisko nad otchłanią,
rudne stawiać zadania
me samotne wyzwania.

Dużo podróżowałem i jeszcze podróżuję na miarę możliwości – kocham to, ale raczej zwiedzam niż jestem biernym wczasowiczem, planuję wycieczki, podobnie jak trasy w mieście – zobaczyć nowe miejsca, nawet w ramach okolic, coś przy okazji załatwić, kogoś poznać…

Mieszkasz gdzieś lata, a ulic nie znasz sąsiednich,
śpisz i w karty grasz,
gdyś przyjechał nad Adriatyk
– przedziwny życia lunatyk.

Zawstydź się i przebudź
– choć ci wolno wszystko.
Kiedyś ockniesz się nagle: życie minęło,
a szczęście … bywało tak blisko.

Cieszę się małymi sprawami. Zatem i nie mam dużych wymagań, co powoduje, że nie angażuję się już od dość dawna w pracę zarobkową. Pracuję dla przyjemności – za darmo, pro publico bono.  Przykładowo tak prowadzę serwisy LepszeZdrowie.info,
www. StefanGarczynski.pl oraz różne fanpage i grupy na FB – nic tam nie sprzedaję (jak dotąd?).
Co do biznesów w ogóle – też mam nietypowe podejście. Świat zbyt goni za mamoną i coraz mniej uczciwymi metodami. To zawsze hamowało mnie przed biznesami, bo nawet biznes bez przekrętów w naszych czasach to gra marketingowa, która z natury stara się komuś coś sprzedać – nawet gdy jest to rzecz zbędna lub niskiej jakości. To szeroki temat z mego życia, kiedy z oporami uprawiałem zawodowo marketing i wiem o tym sporo. Zresztą nie miałem smykałki do biznesu, uważam że zwłaszcza w Polsce graniczy to z szaleństwem – gdy uwzględni się gąszcz ciągle zmieniajacych  się przepisów, polowanie państwa na potknięcia przedsiębiorcy, mnożenie podatków itp.
Także dlatego, że z natury nie rywalizuję z innymi, np. nie emocjonuję się meczami piłkarskimi i tymi wszystkimi gdzie rywalizacja prowadzi do agresji i otumanienia tłumów kibiców (czyż to nie trafna gra słów?)

Sam od dawna nie gram w żadne gry, bo życie to największa i najbardziej pasjonująca gra, a zajmowanie się czymś sztucznym to strata czasu – naszego najcenniejszego zasobu.

Natomiast sporo piszę publicystycznie (także anonimowo), prowadzę pamiętniki, zapisuję życie, popełniałem także poezje, czego drobiazgi czasem wtrącam do wpisów. Może kiedyś opublikuję zbiorek?

Często wzruszam się, zwłaszcza piękną muzyką lub widokami, jestem uczuciowcem, a szczególnie w modalności dotyku (nietypowo) i wzroku.

Niepoprawny optymista, czuję się młody i naiwnie myślę, że „wszystko” jeszcze przede mną  – mimo przekroczenia siedemdziesiątki. Wierzę, że przez katharsis obecnych trudnych czasów wchodzimy w epokę wielkich pozytywnych zmian i rozwoju. Jestem tego ciekaw i to też mnie napędza.

Tyle na teraz, a mógłbym dużo więcej, ale już i tak za bardzo się odsłoniłem. Lecz chyba nie ma się czego wstydzić, zwłaszcza, że żyję uczciwie, pogodnie…
Zresztą – kogo to obchodzi?