Co się mówi, co ukrywa?

Do rozważenia. Czy da się bez oceny?

Wpis dotyczy wojny Rosja-Ukraina. Jest częściowo kontynuacją poprzedniego – Teatr Wojenny.  Ponieważ był z 7 marca – niektóre okoliczności się zmieniły.  Większy zasięg wojny, wielkie szkody materialne i ludzkie, wyraźne okrucieństwo agresora…
Temat jest kontrowersyjny gdy tylko dotyka się argumentów rosyjskich lub po prostu tych, które wyjawiają sprzeczności lub wątpliwości, ponieważ nie wiadomo na ile bazują na propagandzie a na ile odpowiadają prawdzie.
Zatem akcentuję zastrzeżenie iż będąc przeciwko wojnie, nie wiem czy sam nie ulegam rosyjskiej czy zachodniej dezinformacji. Z drugiej strony wiadomo, że Ukraina i jej otwarci oraz ewentualni ukryci poplecznicy też stosują propagandę – takie jest prawo konfliktów. Świat zachodni narracyjnie solidaryzuje się z Ukrainą, ale nie rezygnuje łatwo z interesów, a szereg zakulisowych działań może wyglądać całkiem inaczej.

Ogólnie – wydarzenia wokół Ukrainy zasługują na wiele krytyk. Ale trudno o tym mówić, bo stajesz się od razu „ruską onucą” lub człowiekiem bez uczuć itp. Dostrzegam stały schemat „poprawności politycznej” jaki był przy „Black Life Matters”, podejmowaniu kwestii islamistycznych wykroczeń, w domniemanym antysemityzmie, w pozycji „szura” szczepionkowego itp.
To zamykanie ust obelgą „Ty rusko onuco” ludziom, którzy pytają o koszty, o konsekwencje, jest przejawem jakiegoś nowego terroru. Przy czym nie jest to terror ukraiński a nasz polski….
Z jednej strony pomoc napadniętemu krajowi, a zwłaszcza poszkodowanym ludziom,  uważam za bezdyskusyjny obowiązek, nasz i całego wolnego świata.  Z drugiej, nie tylko brak (wyciszanie) potępienia zbrodni UPA, a wręcz bratanie się z ich sprawcami, to jakby naplucie w twarz ich ofiarom…

Ilustracja na wstępie pokazuje też hipokryzję wielu mediów, ludzi i państw – wszystkich, którzy nawoływali do różnych przymusów, pozbawiania praw obywatelskich, hejtowali wolne opinie, uczestniczyli czynnie w ludobójstwie okołokowidowym, a dziś lansują się jako piewcy wolności i solidarności.

Generalnie nie dowierzam nikomu, szczególnie jeśli uwzględnię swoje wieloletnie przypatrywanie się geopolityce.

Przekazuję dalej teksty znalezione na paru niezależnych platformach a nawet na twitterze, które korespondują z narracją o przyczynach ataku na Ukrainę z punktu widzenia Rosji. We wpisie Teatr wojenny  pokazałem wstępnie wiele wątpliwości związanych z przedstawianiem wojny w naszych mediach – w kontekście Polski, ale pod koniec także znalazły się komentarze dot. owych ukrytych przyczyn z szerszego tła. Prawdę powiedziawszy nie śledzę głębiej portali specjalistycznych bo polityka, a zwłaszcza polityka zagraniczna, nie jest moją domeną, więc polegam na głosie tych, którzy się tym interesują.
Zapewne więcej wiedzy znajdziemy w książkach takich jak przykładowo:

Wszystko jest wojną. Rosyjska kultura strategiczna – Marek Budzisz
Ludzie Putina. Jak KGB odzyskało Rosję i zwróciło się przeciwko Zachodowi – Catherine Belton
Ruch Azowski. Ideologia, działalność i walka ukraińskich nacjonalistów – Witold Dobrowolski
Krew i ziemia. Wojna na Ukrainie oczami polskiego nacjonalisty – Witold Dobrowolski

Diabelska maszyna do szycia” – Wojciech Pestka
Wojna, która nas zmieniła – Paweł Pieniążek
Ukraińskie stulecie 1914-2014. Szkice historyczne” – Tadeusz Andrzej Olszański
„Rozkaz mordować Polaków. Roman Szuchewycz – krwawy dyktator OUN-UPA” – Marek A. Koprowski

i wiele innych …
Tymczasem na twitterze i w szeregu niezależnych mediów roi się od wpisów wyrażających dezaprobatę lub niedowierzanie wobec polityki polskich polityków oraz wielu gremiów międzynarodowych, które zbyt łatwo poddają się propagandzie ukraińskiej lub mają interes by ją wspierać.
Zanim przejdę do owych cytatów – jeszcze krótko o bohaterze (?) Ukrainy, „słudze narodu”, międzynarodowym już idolu – prezydencie Zelenskim.  Tu też z zastrzeżeniem – być może korzystam z informacji inspirowanych skrycie przez Rosję? A może świat kolejny raz dał się nabrać na aktorstwo? Czy może w aktorze autentycznie dokonała się zmiana?
Wg tego źródła Zelenski w ciągu dwóch i pół roku swojej prezydentury zgromadził 1,2 miliarda dolarów w Dresdner Bank Lateinamerika w Kostaryce. Pieniądze te przekazali prezydentowi ukraińscy oligarchowie, tacy jak Rinat Achmetow, Wiktor Pinczuk, Igor Kołomojski. Uzupełnianie zapasów odbywa się regularnie, w transzach od 12 do 35 milionów dolarów. I przechodzą przez banki takie jak First Union Bank, Deutsche Bank, Banque Nationale de Paris. Zdaniem posła Rady Najwyższej Platformy Opozycyjnej – Partii Za Życie Ilji Kiwy, przepływ takich środków byłby niemożliwy bez kontroli władz Niemiec i Francji. Ponadto Żeleńskiemu udało się kupić willę w Miami za 34 miliony dolarów, a także kilka zestawów biżuterii za 5,6 miliona dolarów.
Część tych danych wynika z ujawnień Padora Papers. A przynajmniej nazwisko prezydenta Ukrainy pojawiło się  jesienią ubiegłego roku w związku  z tym dziennikarskim śledztwem, według którego Zelenski miał czerpać zyski ze spółek zarejestrowanych w rajach podatkowych. Nawet jeśli powyższe nie jest do końca prawdą, to według Ukraińskiej Niezależnej Agencji Informacyjnej prezydent Ukrainy i jego żona Olena Zelenska są właścicielami kilku mieszkań w Kijowie, willi w Jałcie  nad Morzem Czarnym, mieszkania w Wielkiej Brytanii i posiadłość we Włoszech  nad morzem w forte Di marmio wartości ponad 88 mln hrywien (4 mln euro). Wg Business Insider rodzina Wołodymyra Zelenskiego czerpie ponadto zyski ze spółek zarejestrowanych na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, Cyprze i w Belize. Od 2012 r. obecny prezydent Ukrainy miał tam zarejestrować co najmniej dziesięć firm. Po wygranych wyborach w 2019 r. Zelenski zrzekł się spółek na rzecz swojego obecnego doradcy Serhija Szefira. Jednak jego rodzina nadal ma dostęp do pieniędzy ze spółek zarejestrowanych w rajach podatkowych.

Jeśli prezydent jest/był  dotowany przez oligarchów, to jest od nich zależny finansowo i jako podmiot szantażu, natomiast intencje tych oligarchów to już globalne i mafijne interesy. Jakie to interesy i w jaki globalistyczny plan może się to wpisywać – przeczytaj
https://forumdlazycia.wordpress.com/2022/03/18/10-znakow-ze-wojna-na-ukrainie-jest-czescia-wielkiego-resetu/.
Zachodzi pytanie ile z tych środków prywatnych prezydent przeznaczył na pomoc swoim rodakom? Nie mówię, że nie przeznaczył, ale czy ktoś o tym słyszał?

—-

Przechodzę do wspomnianych na wstępie tekstów.
Pierwszy z dn. 19.03 (był w 2 częściach, dostępne tylko nieudolne tłumaczenie automatyczne, oryginału nie znam, zatem nie wszystko jest całkowicie zrozumiałe i trudno interpretować niektóre wyrażenia).
Osobiście nie wierzę w możliwość wojny atomowej, ale hasło użycia takiej broni od dawna jest używane jako polityczny straszak wobec przeciwników oraz do straszenia społeczeństwa, by zawierzyło politykom iż to oni ludzkość od niej uratują.

(https://t.me/c/1420801143/10362  )

Według źródła w Brukseli „wczoraj wieczorem odbyło się nadzwyczajne spotkanie wszystkich szefów i ich przedstawicieli największych banków w Unii Europejskiej, na którym przedstawiciele szwajcarskiego BANKU UBS wywołali naturalny skandal
‚ponosimy straty z powodu waszych rozgrywek przeciwko Kremlowi z Waszyngtonem! Tylko w ciągu ostatnich trzech dni straciliśmy (bank) 70 netto!!!!! – siedemdziesiąt miliardów euro!’
(korespondenci w Europie: dla tak zwanych transakcji „gaz-olej”, tylko dwa banki to Deutsche Bank i UBIES BANK! Rosja zerwała z nami stosunki korespondenckie i weszła w rubelowy spokój! LME było takie oszołomiony cenami niklu, które popadły w głęboki spadek i zamknęły się! To samo, wszystkie transakcje przeszły przez te dwa banki, zgodnie z informacjami poufnymi od agenta magazynu POLITICO, co dziwne, Kreml był największym większościowym udziałowcem UBS i natychmiast cały pakiet akcji wrzucił na giełdę, tym samym zrzucając akcje na!!! Uwaga!!! 14000! Punkty!)
Konglomerat banków szwajcarskich przedstawił warunki LUB USUWASZ OGRANICZENIA W SEKTORZE FINANSOWYM ROSJI LUB OPUSZCZAMY UMOWĘ NA OGRANICZENIA TRANS ROSJI Twoje mecze z Rosją kosztowały nas za dużo! A to dopiero POCZĄTEK TO JEST PRAWDA??
Od grudnia do Rosji docierają informacje o planach NATO rozmieszczenia na terytorium Ukrainy 4 brygad wojskowych (2 lądowe, 1 morska, 1 powietrzna). Ponadto brygada lotnicza z możliwością przenoszenia głowic nuklearnych. NATO chciało uzgodnić takie rozmieszczenie wojsk latem 2022 roku na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ. Wtedy, najprawdopodobniej do końca roku, sprowokowaliby konflikt i rozpoczęli przeciwko nam zakrojone na szeroką skalę operacje wojskowe z użyciem broni jądrowej.  NATO planowało rozpętanie III wojny światowej z użyciem broni jądrowej przeciwko Rosji. Kluczową rolę w tym odegrała obecna, kontrolowana przez Amerykanów elita rządząca na Ukrainie oraz nacjonaliści.
Aby zapobiec III wojnie światowej i atakowi na Rosję z użyciem broni jądrowej, rząd [rosyjski] postanowił zatrzymać tę sytuację i przywrócić tam porządek.
Zachód przepycha informacje przez sieci społecznościowe i inne media, które zaatakowała Rosja. Są obrażeni, że ich plany zostały zniszczone i teraz Rosja nie może zostać zniszczona bronią jądrową, która jest na Ukrainie i kosztem Ukrainy. Nawiasem mówiąc, co powiedział Putin: czas na przelot głowic z Charkowa do Moskwy to 3 minuty, nie ma czasu na uderzenie odwetowe, od USA 30 minut, miej czas na odpowiedź.
Dopiero dziś możliwe stało się publikowanie informacji wywiadowczych. Dane o przygotowaniu prowokacji, po której nastąpił zdradziecki uderzenie z zagładą ludności na terenie ŁRL i DRL. [„republiki” ługańska i doniecka].
Putin wyprzedził Ukrainę i NATO i faktycznie uratował setki tysięcy istnień ludzkich w republikach.
Dzień przed wybuchem wojny podjęto [ze strony Ukrainy] brzemienne w skutki decyzje eksterminacji ludności rosyjskojęzycznej w Donbasie.

Armia Ukraińska (AFU), pod dowództwem batalionów narodowych, przygotowywała się do rozpoczęcia operacji wojskowej w Donbasie 25.02.22.
Władimir Putin dosłownie o dzień wyprzedził plany Kijowa i Zachodu, co umożliwiło przejęcie strategicznej inicjatywy.

Na około tydzień przed rozpoczęciem rosyjskiej operacji specjalnej Eduard Basurin przedstawił mapę ataku [ukraińskiego] na Donbas przechwyconego przez Siły Zbrojne Ukrainy [?].
Było tam jasno określone, kiedy będą prowadzone ostrzały artylerii dalekiego zasięgu, kiedy MLRS, kiedy przez lotnictwo, a następnie ataki operacyjnej grupy taktycznej (OTG), odpowiednio „Północ”, „Południe” i „Wschód”.

OTG „Wostok” miał działać przy rozbiorze Doniecka i Ługańska.
Dostali trzy dni na dotarcie do granicy, a OTG „YUG” miał działać wspólnie z „Aidarovtsy”, które zgodnie z planem miały pełnić rolę oddziału.
Na północy, gdzie Ługańsk, Siły Zbrojne Ukrainy miały działać pod osłoną „Prawego Sektora”, miały się spotkać w obwodzie komsomolskim na południe od Doniecka i odciąć LDNR od granicy z Rosją.

(https://t.me/c/1420801143/10363 )
W ciągu dwóch dni planowano rozpocząć „całkowite oczyszczenie”.
Co więcej, Donieck, Ługańsk i kilka innych miast nie planowało na tym etapie zdobywania, ale po prostu otoczono i zablokowano, czyli przewidywano całkowitą blokadę osad przed „całkowitym oczyszczeniem”.

Istnieje przekonanie, że plan ten został opracowany wspólnie z kuratorami NATO, ponieważ Amerykanie przerzucili wcześniej do Polski ok. 5 tys. swoich żołnierzy, plus była też armia polska – zgodnie z planem mieli zablokować nasze zgrupowanie kaliningradzkie, aby w takim razie nie mogło dojść na zaatakowane terytorium południowo-wschodnie Ukrainy.

Drugie ugrupowanie to tysiąc żołnierzy brygady Stryker (pojazdy opancerzone) w Rumunii. Grupa ta zablokowała Naddniestrze, aby stacjonujące tam siły pokojowe nie mogły przejść przez południe do Odessy.

Był to jeden zestaw akcji, które miały rozpocząć się w nocy z 24 na 25 lutego.
W rzeczywistości działania Sił Zbrojnych Ukrainy były tylko o jeden dzień do przodu.
Dlaczego są tacy histeryczni? Ponieważ wszystko było gotowe do zajęcia terytorium, a potem nagle, dzień wcześniej, jednostki LPR i DRL zaczęły aktywnie działać przy wsparciu Sił Zbrojnych FR.

Przede wszystkim zaatakowano lotniska i pasy startowe, uniemożliwiając lądowanie samolotów transportowych z bronią ze Stanów Zjednoczonych i innych krajów, unieruchomiono stanowiska dowodzenia, systemy obrony przeciwlotniczej, stacje radarowe, dywizje rakiet przeciwlotniczych itp.


Potem dotarłem do szerszego materiału „z pierwszej ręki” – przemówienia W. Putina dnia 16.03.2022 roku – wideo z napisami w jęz. polskim.  To dość długie i skierowane głównie i propagandowo do społeczeństwa rosyjskiego. Trzeba znać wroga i jego sposób myślenia …

Z zapożyczonego krótkiego podsumowania: Putin powtórzył publicznie powody „specjalnej operacji wojskowej”. Interwencja na Ukrainie dotyczy między innymi:
– profaszystowskiego rządu ukraińskiego, odrodzenia neobanderyzmu,
– wojskowych laboratoriów broni biologicznej kierowanych przez Pentagon,
– 8 lat militarnego ludobójstwa w Donbasie, prowadzenia czystki etnicznej, zamordowano około 14 tysięcy ludzi, w tym dzieci (scenariusz podobny do Palestyny),
– zamiaru instalacji broni jądrowej – zagrażającej Rosji,
– całkowitego rozbrojenia Ukrainy i denazyfikację (oczyszczenie z faszystowskich ideologii)…
Na portalu https://www.infoekspres.pl/ , gdzie znajduje się ww. wideo, jest szereg innych materiałów, których nie zobaczymy w głównych mediach.

Obecnie oddziały ukraińskie na wschodzie są prawie okrążone i przynajmniej ten fragment planu Rosji się dopina. Natomiast działania na zachodzie przystopowały i zachodzi pytanie dlaczego. Czy tylko z powodu skutecznego oporu Ukraińców?
Może chodzi o to by nie prowokować Zachodu do zwiększonego zaangażowania militarnego? Albo w ogóle nie było planu, by oprócz zlikwidowania rządu kijowskiego, zajmować i niszczyć zachodnią Ukrainę?
W ogóle – dziwna ta wojna, ponieważ obie strony posiadają zaawansowane rodzaje broni, które rozstrzygnęły by konflikt bardzo szybko – w zależności kto by ich pierwszy użył.

Napiętnowania wymaga zbrodnicze atakowanie obiektów cywilnych, zwłaszcza szpitali, szkół, przychodni, obiektów kultury itd.
Wygląda na to że Putin przyjął zasadę „czego nie zdobędę, to zniszczę”
Takim postępowaniem Putin nie podzielił Zachodu a raczej zjednoczył.
Jeśli przegra, to przegra cała Rosja, bo strat wizerunkowych, politycznych i gospodarczych przez bardzo długo nie da się odrobić. W tym sensie będzie, a może już jest zdrajcą Rosji.

Jeszcze parę cytatów z innych komentatorów (twitter, VK, …)
Mimo że mogą wydawać się ostre, to i tak wybrałem najłagodniejsze:

Nikt już chyba nie ma najmniejszych wątpliwości, że celem prezydenta Ukrainy jest rozpętanie III wojny światowej. Temu … człowiekowi wydaje się, że nadal jest na scenie i manipuluje emocjami ludzi. W ostatnich 50 latach mojego świadomego życia było wiele wojennych agresji ale nigdy nie było przypadku, by prezydent napadniętego kraju odgrywał takie szopki nie tylko w mediach ale przed parlamentami najważniejszych krajów świata.  A co najciekawsze, ten gościu nie prosi o pomoc a tej pomocy żąda a wręcz grozi eskalacją działań wojennych na skalę światową. Strach pomyśleć, co by było, gdyby nie porozumienie budapeszteńskie w sprawie rozbrojenia Ukrainy. Ten gościu nie miałby żadnych oporów. Gość nie tylko wręcz opierdalał za nieprzystąpienie do wojny parlamentarzystów niemieckich, amerykańskich i izraelskich.. ale nawet im groził ! Kimże zatem jest ten cały Żeleński ? Kogo gra a raczej dla kogo gra ? Na czyjej on smyczy ? Oto jest pytanie…!!! Nie wiem jak Wam, ale te jego przemówienia przypominają mi wystąpienia takiego jednego kaprala co Kanclerzem Rzeszy został.. . On też żądał i groził…również manipulował ideologią wielkiego narodu … 

A najciekawsze jest to, że te nasze matoły z politycznego klucza nakręcają chory umysł tego człowieka jakoby Rosjanie są słabi, że oddają czołgi za chleb i kiełbasę i że będziemy im pomagać w uzbrojeniu co by dalej się wzajemnie zabijali… .
Przytoczę dwa bardzo charakterystyczne dla całej sytuacji zdarzenia ostatnich dni: … film po ataku Rosjan na szpital położniczy w którym była jedna kobieta w ciąży i trzech gości… jak na szpital o tej profesji to ciut za mało… . Nie komentuję też tej nieskuteczności bombardowań w wyniku której zginęło już prawie tysiąc osób cywilnych. Co to jest, mały pikuś w stosunku do bombardowań amerykańskich w Kambodży gdzie w takim samym czasie zabijano po pół miliona cywilów, a nawet więcej jak było sucho i napalm się dobrze palił…

Rząd który pcha naród ku wojnie [chodzi o polski] pozbawiając go przy tym dostępu do schronów, hełmów i kamizelek balistycznych choć wie, że wystąpią ataki rakietowe, oraz rząd który zakazuje narodowi powszechnego posiadania broni, jest rządem ludobójców, a naród który to akceptuje morduje sam siebie.
Pozostając przy tych bardziej wyważonych komentarzach, to doświadczeni dziennikarze, z szerszym oglądem spraw, także zabierają głos.
Np. Witold Gadowski w swoich komentarzach tygodnia i publicystyce coraz częściej punktuje jednostronność narracji oraz błędy polskiego rządu.
Podobnie NTV, np.
https://niezaleznatelewizja.pl/index.php/aiovg_videos/globalisci-a-wojna-na-ukrainie-ewelina-frihauf/

Jeszcze parę uwag ode mnie w związku z polską sytuacją.

W ogóle Polska zachowuje się jakby była najbogatszym krajem na świecie. Dla Ukraińców zapomogi, 500+ , rozdawnictwo, darmowy dostęp do usług itd.  Bezzwrotne (praktycznie) dotacje dla banku Ukrainy, finansowe wspieranie Mołdawii… Kto i z czego za to ostatecznie zapłaci?
Przed II wojną światową w Polsce mieszkało prawie 5 milionów Ukraińców (ok. 14% obywateli). Rodziło to różne konflikty. Ale wtedy ludność ukraińska była bardziej zasymilowana z polską niż obecni uchodźcy. Naiwnością jest sądzić, że pośród ponad 2 milionów przybyszów nie znajdują się jednostki a nawet zorganizowane grupy nienawidzące Polaków oraz mające przekonania rewizjonistyczne. To przyczółek nowej piątej kolumny. Także naiwne jest przekonanie, że nasze służby, odprawiając na granicy wszystkich ekspresowo panują nad sytuacją.
Na koniec jeszcze coś z mojej zdrowotnej działki.
Lekarz pediatra na TT: Miałam dyżur w piątek. Za jedną dobę zapełniliśmy cały szpital, żadnego dziecka z Ukrainy nie dało się wypisać: cukrzyca, choroby metaboliczne, onkologia, neurologia. Niestety niektóre już na Ukrainie źle leczone, wręcz niedodiagnozowane.
Komentarz pod postem:  Ale to ichni lekarze mają za chwilę leczyć w Polsce. Po kilkudziesięciogodzinnym kursie z j. polskiego. I żaden polski lekarz nie protestuje, a tzw. RM schowała się do mysiej dziury. Czy oni będą leczyć Polaków?
Cytuję fragmenty z https://vk.com/wall375101644_2387 :
KILKA FAKTÓW O UKRAINIE I ZDROWIU O KTÓRYCH SIĘ NIE MÓWI
*4. Na Ukrainie jest ponad ćwierć miliona osób z HIV/AIDS, którym media mówią, że leków retrowirusowych starczy na kilka tygodni.*
*5. Mężczyźni którzy mogą opuścić Ukrainę, to ci ze zwolnieniem ze służby. Nie są to tylko ojcowie dzieci 3+, ale również osoby serpozytywne HIV/AIDS, osoby z gruźlicą lekooporną i kiłą wrodzoną.*

*6. Na Ukrainie jest 600.000 osób ze zdiagnozowaną gruźlicą lekooporną – czyli śmiertelną (gruźlica jest nadal w pierwszej 10 chorób śmiertelnych)*
*7. Dochodzi wysoko zakaźny wirus żółtaczki typu C*
*8. Nikt nie bada osób przekraczających teraz granicę… co powoduje śmiertelne zagrożenie.*
*9. Polskie Centrum HIV/AIDS już się uruchomiło – terapia, badania i leki mają być darmowe dla uchodźców.*
*10. W Polsce szacuje się, że jest 30 tyś osób zakażonych HIV w tym ok 5000 ze zdiagnozowanym AIDS. – Ukraina natomiast zakażonych zdiagnozowanych ma ćwierć miliona!*
*11. Kiła wrodzona jest też bardzo niebezpieczna i występowalność wzrosła w ostatnich latach o ponad 70 procent.*
*12. Nikt, nikt nie przestrzega ludzi. Nikt nie uczula polskiego społeczeństwa aby zachować ostrożność, aby rodziny z małymi dziećmi i kobietą w ciąży unikały korzystania np. ze wspólnej toalety, wanny, naczyń z obcymi. kiła i gruźlica to choroby roznoszone również drogą kropelkową.*
*13. Nie rozumiem dlaczego jest powszechne przekonanie, że Ukraina jest bezpieczna dla Polski…. jakby historia temu przeczy.*
*14. Nie jestem ruskim trollem, przeciwnie! Nie będę kibicować merowi Kijowa, który nadal ma rosyjski paszport, jego dziadek Rodion Kliczko był oficerem NKWD, który został wysłany na polskie kresy by wprowadzać stalinizm, ojciec boksera był generałem armii radzieckiej
—-
OK, starczy na teraz …
Cd. prawdopodobnie nastąpi.

INTELiGENcJA

inteligencja pokoleń vs AI
ilustracja z brief.pl
Susan Sontag

Dlaczego taki dziwny tytuł – wyjaśni się dalej.
Wpis powstaje w wyniku refleksji nad intelektualną kondycją Polaków.
Mówić o różnych rodzajach inteligencji byłoby powtarzaniem spraw znanych.
Tym bardziej, że zarówno przeczytasz o tym w wikipedii i setkach artykułów w sieci, w książkach jak nawet tutaj w przyczynkach – Lapidarnie o mądrości vs inteligencja, Tego nie uczą w szkole, …

Należy jednak wspomnieć o tym znaczeniu „inteligencja”, które odnosi się do warstwy społecznej, którą nominalnie uważa się za intelektualną elitę – ludzi żyjących z pracy umysłowej lub będących od pokoleń w grupie osób intelektualnie przewodzących społeczeństwu. Chociaż mamy też pojęcie intelektualisty (kogoś ze szczególną zdolnością  do krytycznej analizy i syntezy, posiadającego bogatą wiedzę, erudycję), to w klasie społecznej inteligencji właśnie intelektualiści bywają jej liderami.
Są też koncepcje czy zapatrywania, że inteligent, to ktoś z inteligenckiej rodziny od co najmniej paru pokoleń, przy czym chociaż źródło tej nobilitacji może być dyskusyjne, to następne generacje dodawały wartości, która daną rodzinę nobilitowały faktycznie i dawały społeczne uznanie. Zwłaszcza gdy wykształcenie i walory umysłowe kierowały takie osoby ku zaangażowaniu w sprawy publiczne.  I tak często bywało – w postaci piastowanych funkcji w administracji, działalności edukacyjnej, gospodarczej, naukowej,  publicystycznej itp.
W mniej słownikowym znaczeniu przedstawiciel inteligencji to ktoś kulturalny, z dobrymi manierami, nie goniący za karierą, a raczej światły obywatel chcący swoją twórczą pracą umysłową i postawą dawać coś ogółowi lub po prostu dobrze wychować swoje dzieci by miały szacunek do wartości, a często do tradycji rodzinnych i narodowych.
Z tego tytułu także niektórzy przedstawiciele arystokracji byli i nadal są zaliczani do inteligencji, ale nie zawsze, np. gdy nad wykształceniem i kulturą górowały zapędy ciemiężenia niżej urodzonych lub biedniejszych, wywyższania się bez pozytywnych przymiotów charakteru.
Zatem od tego schematu nobliwej inteligencji są odstępstwa. Do inteligencji zaliczają osoby uprawiające zawody prawników, lekarzy, nauczycieli, inżynierów, artystów, część duchowieństwa i oficerów wojskowych – zwłaszcza gdy te dziedziny są uprawiane w rodzinach od paru pokoleń. Ale to nie zawsze idzie w parze z kulturą czy – paradoksalnie – z postawą prospołeczną.  Szczególnie zawody korporacyjne są poddane wewnętrznemu konformizmowi i hermetyczności, co potrafi zniszczyć dobrą opinię o jej reprezentantach. Zapewne skojarzysz to z niską obecnie oceną niektórych sędziów czy lekarzy.  Chociaż każdy ma, a nawet powinien mieć poglądy polityczne, to nie powinny one zniekształcać misji zawodu zaufania publicznego. Np. przystępowanie do partii grozi tym, że dobro wspólne schodzi na drugi plan, wobec interesu partii oraz powstaje zawężenie percepcji i rozumienia tego, co jest udziałem ludzi o innych poglądach. To zawężenie powstaje też przez zbytnią specjalizację zawodową. Niestety w tym kierunku poszły współczesne zawody – ich reprezentanci tracą pełniejszy obraz świata.
Wiele o tym pisałem na przykładzie specjalizacji medycznych, których przedstawiciele nie widzą człowieka jako całości a nawet nie kojarzą danych innych specjalności ze swoją.
Nie będę tego rozwijał szczegółowo, ale to dobry materiał ilustracyjny.
Wreszcie, niektórzy intelektualiści, których można zaliczyć do inteligencji z racji rodzinnych tradycji, erudycji czy pozycji „autorytetu”,  bywają osobami o niskiej kulturze, o psychopatycznych skłonnościach lub działających przeciw dobru ludzi. Możemy przykładowo zastosować etykietkę szalonego naukowca lub adwokata, który broni przestępców nie z urzędu, ale dla korzyści materialnych lub politycznych. To tylko przykłady. Wiadomo też, że wykształcenie to jeszcze nie mądrość ani prawość.

Po tym zarysie ogólnym warto spojrzeć na polską inteligencję z perspektywy jej losu przez ostatnie ok. 300 lat. Polska była w tym czasie ciągle polem obcych wpływów – wrogów i okupantów, którzy wiedzieli że zapanować nad ofiarą najlepiej jest przez psucie i eliminację jej głowy.  I tak korumpowano słabsze jednostki elity, snuto intrygi, napuszczano jednych na drugich lub fizycznie eliminowano. Tak było pod zaborami, w wojnach, za okupacji niemieckiej i w PRLu (ale czy i dzisiaj nie widzimy podobnych zachowań?).
Zaborcy przekupywali, indoktrynowali i zastraszali jednostki mogące mieć wpływ na siłę państwa, a osoby o postawach patriotycznych karali – wyzuwanie z majątku, zsyłki na Sybir więzienie lub śmierć. Podobnie pod zaborami anglosaskimi a potem w gehennie hitlerowskiej oraz podczas prześladowań sowieckich na kresach wschodnich oraz w pierwszych latach po wojnie. Oprócz strat w wyniku samych operacji wojennych, polska inteligencja została bardzo przerzedzona celowymi akcjami likwidacji tej klasy społecznej.
W PRLu zawzięto się na inteligencję z pobudek politycznych i ideologicznych – była deprecjonowana, szykanowana, piętnowana i dalej eliminowana.
W to miejsce tworzono nowe pseudoelity z tzw. awansu społecznego spośród robotników, chłopstwa a nawet różnej maści kolaborantów z wrogami. Oczywiście to pochodzenie  nie przekreślało istnienia odsetka jednostek o naturalnych talentach i pracowitych (zawsze tak jest w społeczeństwach), ale były one już obciążone zobowiązaniami wobec partii i wychowane w duchu braku szacunku do wartości inteligencji przedwojennej. Niestety, z tej rzeszy wywodzi się w kolejnych pokoleniach znaczna część tej grupy, która dziś pretenduje do rządu dusz i bycia inteligencją wg klasycznego ujęcia.
Z jednej strony, bycie inteligentem w PRLu nie przynosiło ani przywilejów ani profitów (oprócz funkcjonariuszy aparatu państwowego i pochlebców), a z drugiej – nowa klasa była coraz liczniejsza i przez to mniej elitarna. Te okoliczności sprzyjały podatności jednostek na ich przekupywanie dla lepszych zarobków i pozycji zawodowej. To zepsuło wielu – kariera na pierwszy plan, etos zawodu i etyka na dalszy, a nawet daleki. Z punktu widzenia prymitywnej definicji inteligencji intelektualnej (zdolność do adaptacji) – mogą się usprawiedliwiać postępowaniem racjonalnym, ale to nie jest etos klasy inteligenckiej.

I tak urosła nam klasa podatna na naciski polityków, lobbystów, goniąca za dobrem swoim a nie społecznym. Wzrost zarobków rozbudza aspiracje, życie ponad stan, a jednocześnie powoduje zadłużanie się w bankach, a w rezultacie jeszcze większe uzależnienie.

To zaprzedanie ostatnio widać wyraźnie wśród personelu medycznego, który dla sowitych  bonusów porzucił empatię dla pacjentów i któremu przedłużanie „pandemii” jest na rękę.
Ogólnie można powiedzieć, że Covid-19, jak mówią, ujawnił kto jest kim.
Pokazało swoje oblicze wielu, zamordystów, wręcz sanitarnych faszystów i sadystów, objawiła się głupota nie tylko zwykłych obywateli ale polityków, dziennikarzy a nawet sporej ilości wyższej kadry medycznej. Co za upadek tych, których uważa się za inteligencję!
Zaszczepieni żądają ostrych sankcji dla niezaszczepionych, skłócają wewnętrznie nawet rodziny. Ani to mądre (bez podstaw merytorycznych i prawnych), ani licujące z głoszonymi pobudkami humanistycznymi.
Widzę w tym wpływ głębokiego wypaczenia moralnego, które od dziesięcioleci jest skrycie i jawnie forsowane zarówno przez destrukcyjne ideologie jak i działania wrogich Polsce sił. Te siły mogą mieć wewnętrzną reprezentację. Do służby publicznej angażowani są coraz mniej odpowiedni ludzie – kwalifikacje „techniczne” to za mało.
Widzi się systematycznie obniżanie poziomu szkolnictwa na wielu poziomach, ogłupianie młodzieży i kierowanie jej w kierunku materializmu, hedonizmu, zepsucia moralnego, etyki sytuacyjnej, bylejakości, świata wirtualnego oderwanego od rzeczywistości. Coraz mniej ludzkiej inteligencji na rzecz sztucznej. Nie wyrośnie z tego podejścia autentyczna klasa inteligencji.
W tygodniku „doRzeczy” od dawna jest cykl satyrycznych artykułów pt. „Młodzi, wykształceni i z miejskich ośrodków”, który w swej karykaturze dość celnie pokazuje jak tacy młodzi ludzie  postrzegają świat, gdzie króluje płytkość, podatność na lewackie ideologie, zwłaszcza LGBT, i wszystko co wskrzesza komunizm, ślepy ekologizm, naiwność wiary w autorytety, ale tylko własne.
Co do autorytetów to mam dość radykalne podejście – nie dowierzam. Widzę to szczególnie w „działce” zdrowotnej, którą od dłuższego czasu śledzę i omawiam. Pozorność autorytetu Horbanów, Pyrciów, Simonow itp. zadaniowców covidowych jest dość powszechnie znana a nawet wykpiwana, ale problem jest głębszy.
Jest tu parę aspektów, które są kolejną ilustracją zaniku inteligencji – tej zarówno mierzonej przez IQ,  jak i klasy społecznej.
Medycyna jest zepsuta przez podejście rockefellerowskie – to proces konsekwentnie realizowany od ok. 100 lat. Stąd już co najmniej 3 pokolenia lekarzy, naukowców, farmaceutów i działaczy służby zdrowia idące na lep pseudonaukowości na usługach  biznesu farmaceutycznego. Znów – nie będę tego rozwijał – pisałem na ten temat wielokrotnie tutaj i na LepszeZdrowie.info. Tylko jako jeden mały przykład ilustrujący przytoczę wpis Naukowcy. To było jednak pisane przed Covid 19. Później pojawiło się tyle kłamstw i ignorancji w medialnym obiegu, że zaufanie do autorytetów legło w gruzach. Tragedią jest, że nie dla większości adoratorów głównego nurtu – mimo ewidentnych bzdur i manipulacji. A jeszcze większą, że ta ignorancja udziela się nawet skądinąd ludziom wysoce wykształconym i mądrym na ich polach działalności.
Wierzą w to, co mówi telewizja, na równi z ludźmi o wąskich horyzontach i nikłym wykształceniu. Wśród nich szczególnie butni są ci najmłodsi profesorowie i doradcy rządowi, mimo że nie mają jeszcze doświadczenia zawodowego i życiowego. Ani chęci poznania czegoś spoza głównej narracji tej wg „jedynej słusznej prawdy”. To dość charakterystyczne dla nominowanych neofitów jakiejś dziedziny, którzy chcą się wykazać.
Czasem nasuwa się powiedzenie:
Zabiliby się gdyby spadli z poziomu swojego ego do poziomu własnego IQ.
Niedawno słuchałem wykładu z Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie rektor komentujący wykład nazywał oponentów wątpliwego w swych racjach prelegenta płaskoziemcami, a zgromadzona grupa słuchaczy-naukowców mu przyklaskiwała.
Smutny obrazek – nie nazwałbym tej grupy ani inteligencją ani ludźmi inteligentnymi. Czyż akademia nie powinna być – zgodnie ze starą tradycją, miejscem dyskusji i wolności słowa? Trzeźwiejsi i mniej zindoktrynowani są jak przysłowiowi wołający na puszczy, a gdy namierzeni – upokarzani za swe myślozbrodnie.
Nie jest też inteligentne i pasujące do misji inteligencji olbrzymie marnotrawstwo dobra wspólnego, co obserwujemy w ostatnich latach w niepotrzebnych działaniach gospodarczych, a szczególnie w psuciu przedsiębiorczości zbędnymi zarządzeniami epidemicznymi. Jednocześnie przez wydatkowanie z podatków miliardów na nieskuteczne szczepienia i całą otoczkę sanitaryzmu. Długo by o tym mówić i często się mówi.
Co do szczepień, a właściwie ich nowej generacji (mRNA), mam również radykalne zdanie i potrafię to uzasadnić.  To ogłupienie (wg powiedzonka Stanisława Michalkiewicza planowe „duraczenie”) ludzi a nawet wielu influencerów i „autorytetów” przybrało olbrzymią skalę i to globalnie. Skracając ten wątek  – można spojrzeć na ok. 50 książek o covid.
Rzecz polega na sięgnięciu do natury tych „szczepień” i genezy całego zjawiska.
Jeszcze podam pewien przykład jak ogłupienie manifestuje się w praktyce.
Miasteczko Podkowa Leśna, które znam i które jest uznawane za inteligenckie od czasów jeszcze przedwojennych, zasłynęło jako najbardziej „wyszczepiona” gmina w Polsce.
I, jak się potem okazało … z najwyższym odsetkiem zakażeń, cokolwiek to miałoby znaczyć.
Smutny obraz.

Na koniec powrócę do tytułu wpisu. Lubię bawić się słowami, tutaj chodzi o takie rozbicie
INTEL i GEN c JA:

INTEL – w języku angielskim jest skrótem słowa intelligence, zwłaszcza w odniesieniu do wywiadu* wojskowego i służb, które badają, śledzą i przewidują wydarzenia, co wymaga inteligencji i poprawnego wnioskowania.
GEN – niektórzy mają dociekliwość i umiejętności badawcze jakby w genach.
JA – tu zadaję sobie pytanie: jak JA mam się do poruszonego tematu.

Trochę więc o tym. Nie tyle by jakoś się eksponować, ale by uzasadnić dlaczego mogę się na temat inteligencji wypowiedzieć.
Nie mogę sobie odmówić przynależności do tzw. inteligencji – z racji wielowiekowej tradycji rodzinnej, w której były postacie dobrze wykształcone, kulturalne, uzdolnione artystycznie, z zasługami dla niepodległości, pełniące funkcje publiczne a jednocześnie osoby skromne.  Ja sam mam tytuł naukowy, chociaż nie to jest ważne, bo przede wszystkim wieloletnia praca dla nauki dała mi szkołę myślenia i dociekliwości. Mimo emerytury od wielu lat jestem aktywny (na swoją miarę) w działaniach, które uważam za pro publico bono – nie patrząc na korzyści materialne.

Jestem szczęśliwy, że z żoną podzielamy zainteresowania i wspólnie staramy się uświadamiać ludziom to, co w naszym przekonaniu jest dla nich dobre.
A skąd bierzemy to przekonanie? Nie tylko z mnóstwa lektur i przekazów źródłowych*, ale i ze stosowania tego, co można nazwać kryteriami prawdy.  I z szacunku do wartości, jakie przekazali nam nasi nauczyciele.
Przy tej okazji wspomnę też o stronie www.StefanGarczynski.pl gdzie wskrzeszam pamięć i prace jednego z nich – pisarza i dydaktyka. Polecam uwadze osób, dla których polska kultura jest ważna.

________
* Tak się składa, że mam też dostęp do szczególnych źródeł, w tym do tych informacji Global Intelligence Agency (GIA), które są ujawniane publicznie (część, która może być udostępniona na danym etapie). Ta agencja, działająca w tle i będąca ponad wszystkimi innymi agencjami na świecie, od pewnego czasu działa w ramach Global Peace and Restoration Consortium (GPRC) i na rzecz odzyskania suwerenności ludzi.
Jakkolwiek to brzmi tajemniczo i wielu nie jest w stanie w to uwierzyć (sam mam jeszcze pewne wątpliwości), to ich działania i komunikaty zgadzają się z tym, co donoszą inni obserwatorzy ukrytej sceny wydarzeń. W szczególności dowodzą o sztucznej i destrukcyjnej naturze obecnych „szczepień”, co obecnie dostrzegają też niezależni badacze. A to upewnia mnie, że myśląc podobnie niekoniecznie błądzę…

Witamy rok 2022 z nadzieją

Los spełnia nasze życzenia, ale na swój sposób,
żeby móc nam dać coś ponad życzenie.
Johann Wolfgang Goethe

Po życzeniach świątecznych i zapowiedziach we wpisie Przed dobrą nowiną
czas na powitanie Nowego Roku. 
Oto krótkie życzenia

NewYear2022

Jak widzisz – jestem dobrej myśli, że 2022 będzie lepszy.
Wrzody obecnej sytuacji, ciągnące się wyraźnie już dwa lata, a tak naprawdę narastające dużo dłużej, muszą pęknąć.
I pękają.
Zajmuję się głównie aspektem zdrowotnym, C19 jest tu tylko emanacją większego problemu. W poprzednim wpisie zapowiadałem tę pierwszą część nowości grudniowych w ramach mojej strony Lepsze Zdrowie.
Przypomnę, że oprócz życzeń na Boże Narodzenie te nowości zawierały właśnie pozytywne informacje z kraju i ze świata, było o wyciszeniu i rodzinnej tolerancji, o lekturach i prezentach na Święta oraz o przesileniu – nie tylko zimowym. Na końcu było ważne i pilne ostrzeżenie, które i teraz powtórzyłem.
Pojawiła się druga część nowości z następującym intro

Od dalszych przykładów błędów działań pandemicznych (medycznych i sanitaryzmu), do pakietu dobrych wiadomości, które zapowiadają przełom dla wolności i zdrowia w 2022 roku.

W sumie sporo materiału – więcej niż zamierzałem w zabieganym czasie, ale i tak to ułamek tego, co można powiedzieć. W sieci jest mnóstwo informacji pokazujących jak media głównego nurtu są na usługach „biznesu pandemicznego”, bo i im się płaci z kroci zysków tego biznesu. Ale nie tylko o biznes chodzi. Toczy się walka o przetrwanie, o rządy dusz, o przyszłość.
I pod tym względem – chociaż walka jest trudna, wierzę że wolna ludzkość zwycięży i już zwycięża. Zapraszam do paru przyczynków do tej wizji wymienionych we wspomnianych nowościach na Lepsze Zdrowie. Myślę, że walorem wpisu jest to, że podaje zarys rozwiązań, gdy inne miejsca raczej skupiają się na pokazywaniu samych anomalii i na „darciu szat”.

Tamtejsze życzenia noworoczne zawarłem w poniższym, podobnym do poprzedniego,  obrazku – są to jednocześnie życzenia dla Ciebie, w których zmieść swoje osobiste pragnienia i oczekiwania.
Zdrowia i Wolności!

365.3

PS. Przy okazji życzeń i o nich samych, przypominam tutejszy wpis z 2010 roku 
Sens życzeń i ich składania. Zajrzyj, proszę. To o roli intencji i starań…

 

 

Przed dobrą nowiną

Nie porzucaj nadzieje,
jakoć się kolwiek dzieje
.
Jan Kochanowski

Piszę 21.12.21 – w nocy przesilenia zimowego, które jak ufam, wkrótce będzie pozytywnym przesileniem w szerszym znaczeniu.  Z tą wiarą i ….

dziękuję Czytelnikom tego bloga za obecność i życzę Im by się stało jak wyżej.
Jednocześnie awizuję dalsze wiadomości, które rozjaśnią tajemnicę pokładanej przeze mnie nadziei. Jest ona udziałem już wielu.
Na początek, będzie to pierwsza część nowości grudniowych na stronie www.LepszeZdrowie.info (Dział Nowości), która ukaże się 24 grudnia (z komunikatem w paru innych miejscach).
Oto „zajawka”

Jak na powyższej grafice – cz. 2 ukaże się ok. 30 grudnia, przy czym wiadmości pozytywne będą w kontraście do (niestety) wielu informacji negatywnych, które trzeba ujawnić by wiedzieć z jakiego dołka musimy wyjść.

Na razie radujmy się rodzinną atmosferą świąt, pomyślmy o potrzebujących i samotnych i wyglądajmy śniegu i słońca, by i one cieszyły w tym czasie. Nawet tak jeszcze niewidoczna sprawa, że dzień zacznie się wydłużać, niech poprawi humor.

Zdrowia i wolności!

PS.
Jeśli z jakiegoś powodu nie zdążyłeś z prezentami, pomyśl np. o ebookach i audiobookach, dostępnych niemal natychmiast przez Internet.
Polecam te miejsca: Nexto, Złote Myśli.
A gdy zabrakło funduszy – darmowe ebooki znajdziesz tutaj – http://stefangarczynski.pl/utwory/ (linki prowadzą do opisów książek, a potem do pobrania).


Generalia i didaskalia

checklista-fotolia-30956794-xs,2929,res310


Komu czas się dłuży, temu życie skraca
.
Janusz Kapusta

Czasami traktuję to miejsce jak stronę z artykułami (dość powszechna praktyka wykorzystywania wordpressa), kiedy indziej jako osobisty blog, coś bardziej na kształt pamiętnika i luźnych notek (lapidaria) na różne tematy.
Tym razem właśnie to drugie.
Paru znajomych pytało mnie – „co ty właściwie robisz, że ciągle nie masz czasu?”
Ten wpis może mnie częściowo także usprawiedliwi że zalegam z różnymi pogłębionymi odpowiedziami i komentarzami – bez obrazy – to nie są sprawy ważne dla mnie a może i w ogóle na teraz. 
Poświęcam czas „pracom własnym”, które po części jakoś mnie wyrażają, składają się na życiowe cele, oraz potrzebnemu równolegle czynnemu dbaniu o zdrowie i rekreację – fizyczną (spacery, wycieczki, wysiłek) i intelektualną – lektury, kultura.  Bez tego inne działania będą kulały.

Ujawnię tu kronikarsko pewne elementy – na przykładzie niektórych wydarzeń listopada oraz spraw „na warsztacie”.
Można je potraktować jako życiowe didaskalia potrzebne by przynajmniej częściowo zrealizować pewne generalia – o czym na końcu.
Im człowiek starszy, tym bardziej czas przyspiesza, tym mniej go pozostaje na realizację tego, co chciałoby się zrobić. A do tego dokłada się to, jak świat coraz bardziej pędzi i jak rośnie lawinowo ilość informacji.
Przeglądam kalendarz – gąszcz, że ledwie mogę pewne notki odczytać. Odhaczam sprawy załatwione i zalegające. Nie chciałbym na następny rok powiększać bagażu tych zaległości. Cierpliwie robię sobie w excelu tabelę z podziałem na kategorie, ważność,  pilność i jeszcze pare wyróżników. Na dziś 370 pozycji. Mam parę aplikacji typu toodledo, ale nie pasują mi tak dobrze jak własny projekt. Do tego dochodzi zestaw prawie 100 stron w sieci, do których chciałbym/powinienem? zajrzeć oraz narastająca ilość zakładek na twitterze i innych miejscach. Chyba bez tych porządków pogubiłbym się z kretesem. 
Podobnie mam z domową biblioteką – książki już poutykane gdzie się da, także w piwnicy.
Tutaj pomaga mi dość fajna aplikacja w telefonie Moja biblioteka (My Library), która skanuje kod kreskowy i pozostałe dane wprowadza z automatu na bazie zapisu ISBN. Szkopuł polega na tym, że nie wszystkie kody są rozpoznawane, a starsze książki w ogóle go nie mają. Tu czeka mnie niestety duża praca ręczna. Cel tego wszystkiego to porządek, który pozwoli mi zarówno ogarnąć co mam, jak i ew. umieścić wszystko fizycznie w wybranych miejscach wg kategorii. Już nie będę tracił czasu na domyślanie się i szukanie, co gdzie się znajduje. Ale trzeba będzie kupić nowy regał(y) i nieźle się nadźwigać, by wszystko odpowiednio poustawiać.
Starszą namiastką tej inicjatywy jest mój prywatny zbiorek książek o zdrowiu, którego spis umieściłem w  Biblioteczce zdrowia w ramach strony LepszeZdrowie.info.
Kolejnym dużym wyzwaniem jest aktualizacja, a właściwie modernizacja wymienionej  strony. Aż dreszcz mnie przechodzi gdy pomyślę o skali pracy. Zasób strony jest w pewnym sensie sporym dorobkiem, który warto zachować, a jeszcze bardziej udostępnić szerzej. Niestety ze względu na starszą technologię ma ona szereg ułomności funkcjonalnych i estetycznych.
W szczególności artykuły są dostosowane do czytania na komputerze, natomiast na telefonach i innych urządzeniach mobilnych nie ma dopasowania szerokości widoku. W tej sytuacji ułatwia trochę czytanie w układzie poziomym, ale i tak to zniechęca czytelników, którzy wg statystyk docierają do stron głównie via telefon.
Sprawa jest trudna technicznie i czasowo – trzeba „przełożyć” ponad 800 podstron i materiałów, z czym wiąże się długi szereg szczegółowych działań. 
Przymiarkę (wariant koncepcji) nowego wyglądu możesz zobaczyć tutaj (adres roboczy).

Prace będą składały się z dwóch głównych etapów.

A Przegląd obecnej strony i wprowadzenie szeregu poprawek, uzupełnień i aktualizacji.

B Przełożenie serwisu na nową platformę (najprawdopodobniej WordPress).

Czynności etapu A opisałem w notatce Nowa postać serwisu i stopniowo realizuję (jestem jednak na początku), czas zakończenia to … może pół roku, jeśli będę to robił codziennie.
Co do etapu B – na razie jest w szkicach (koncepcja i metoda), więc nie ma co o tym tu mówić.

A propos tej strony – jak co miesiąc, zrobiłem resume listopada (Nowości zdrowotne listopad 2021). Telegraficznie: Dobre rady na sezon grypowy i C19, głosy za opanowaniem opresji i skutków epidemii, niepokojące wieści medyczne które powinny alarmować, komisje śledcze i oddolne akcje dla powrotu do normalności.

Kolejna duża praca to (już tu wspominane) pisanie książki o roboczym, nieco tajemniczym tytule Panorama dotyku. Zaczęta była co najmniej 4 lata temu, ale redakcja była zatrzymana ze względu na kolejne odkrycia i dochodzące przyczynki. Materiału mam na ok. 400 stron – za dużo. Chciałbym zejść do 150 ze względu na czytelnika, ale to trudne wybory i pewnego rodzaju sztuka. 

Oczywiście życie wplata w te czynności szereg powinności dnia codziennego. Sprawy rodzinne, (np. opieka nad 94-letnią teściową), aprowizacja, sprzątanie, rachunki, przeglądy techniczne i reperacje, lekarskie badania diagnostyczne, dentysta, itp. itd – każdy to ma.
I zaległości – o których wspomniałem na wstępie.
Dochodzą przyjemne i kuszące rozpraszacze – związane z zainteresowaniami. 
Myślę, że odcinanie się od szerszych zainteresowań, byłoby psychicznie szkodliwe.

Przykładowo, jako inżyniera zawsze pociągała mnie matematyka.
Nie każdy wie, że Janusz Kapusta, znany głównie jako grafik,  ma unikalne osiągnięcia w zakresie ZŁOTEJ PROPORCJI. Zobacz np.
https://obieg.u-jazdowski.pl/numery/piekno-u-bram/boska-proporcja-trzecie-odkrycie-
Nie powstrzymam się od zacytowania jego twierdzenia (odkrycie, na które nikt nie wpadł od czasów Pitagorasa):

Jeżeli w trójkąt równoramienny o podstawie 1 i wysokości 1 wpisze się koło, to jego średnica będzie w złotym podziale w stosunku do podstawy (i wysokości) tego trójkąta.

To twierdzenie ma wiele implikacji dotyczących tzw. proporcji srebrnych, złotych kwadratów itp. Złota proporcja okazuje się matematyczną esencją wszechświata.
I jeszcze piękne równanie na wyliczenie niewymiernej liczby Fi (złotego podziału):

(1-a)/a = a

Janusza Kapustę podziwiam także za złote myśli towarzyszące jego rysunkom (patrz przykład umieszczony w motto). Zatem podziwiam go potrójnie, bo i za to odkrycie matematyczne i za jego drogę życiową (od małej wioski do sławy światowej) – pełną dokonań (np. k-dron) i uznania różnych ciał naukowych i artystycznych. 

Wracając do moich prac i tego, co jest przedmiotem ww. nowości na LepszeZdrowie, to oczywiście tylko wybór z bardzo dużej ilości przeczytanych i wysłuchanych materiałów. Podziwiam Jerzego Ziębę, że przy jego ilości zajęć, dwa razy dziennie (prawie bez wyjątku) poświęca po ok. 1,5 godziny na spotkania on-line z czytelnikami/słuchaczami/sympatykami. Wieczorem o 21 jest to często prelekcja na wybrany temat zdrowotny, aktualności i odpowiedzi na pytania, a o g. 13  – swobodne spotkanie „przy kawie” na różne tematy. Generalnie zabiera głos nie tylko w sprawach zdrowie, jak każdy obywatel. 
Na razie odbywa się to głównie tutaj  (ze względu na brak cenzury i możliwość czatu), docelowo będzie na stronie autora, przy czym już teraz zawsze te audycje biegną równolegle w obu miejscach. Zaletą strony autorskiej jest, że nie trzeba się tam ani rejestrować ani logować. A jak się tam dostać do tych live? – pod fotografią J. Zięby wystarczy nacisnąć przycisk live – przekierowuje do aktualnej transmisji i archiwum.
Warto zaglądać – Jerzy otwiera oczy na wiele absurdów działań i postaw, także głupotę – czasem nie do uwierzenia jak wielkich i szkodliwych.

Powoli przechodzę do wspomnianych generaliów.
Powyższe sprawy to były osobiste, lokalne rzeczy, narzędzia. Ważniejszy jest społeczny, szeroki obraz tego, co się dzieje.
Otóż jesteśmy na wojnie – wojnie globalnej nowego typu, zwanej czasem hybrydową, ale jej natura jest głębsza – to wojna o ludzkość – ludzkie dusze, wartości, przyszłość.
Z jednej strony – niespotykana w dziejach skala opresji, manipulacji a nawet zdziczenia, z drugiej – prawdopodobnie przełomowy czas i szansa, by ludzkość wyzwoliła się z wielowiekowej dominacji sił zniewolenia i wyzysku. 
Obecna „pandemia” jest jednym z paru narzędzi tego zniewolenia – tworem sztucznym, co nie umniejsza szkodliwości i ważności, a nawet potęguje te aspekty. Nowości na Lepsze Zdrowie pokazują część tych środków i manipulacji. Podobnie i dobitnie wykazuje to J. Zięba i wielu innych demaskatorów na świecie i w Polsce – i o tym też jest na mojej stronie. Chociaż znam osobiście 44 książki o „pandemii” i covid-19, to by poznać kwintesencję operacji, przy czyimś braku czasu na więcej lektur, polecam książkę „Covid-19 Globalna mistyfikacja” Józefa Białka. Nakreśla historycznie cały plan, jego przygotowanie, realizację i działania towarzyszące. 
Wprowadzanie Nowego Porządku Świata (NWO) zmierza do całkowitej kontroli społeczeństw przez wąską grupę władzy psychopatów, którzy od stuleci, jeśli nie tysiącleci, podporządkowują słabszych. Droga biegnie przez eliminację materialnego pieniądza, dominację finansową i polityczną, pełną inwigilację i kontrolę, w której COVID (Certificate Of Vaccination ID) odgrywa znaczącą rolę, eliminację wartości i osobowości, transhumanizm, znaczną depopulację, rząd światowy, likwidację państw narodowych, rolnictwo i przemysł podporządkowane nielicznym globalnym kartelom, sianie dezinformacji, itd.
Ci, którzy dostrzegli ten złowieszczy plan – organizują się i zaczęli działać – mimo pozornie straconej pozycji. W generaliach widzę swoją rolę w tym ruchu oporu i działania.
Wszystko inne schodzi teraz na drugi plan i dalsze poziomy pod względem wagi.
Już jestem w tym ruchu – na ile potrafię i mogę. Część działań jest poufnych. Jestem na osobistej i tej wspólnej wojnie. Zatem bez pardonu będę ukazywał brud i nikczemność działań psychopatów, także czynów ich nieświadomych pomagierów – ku ich uświadomieniu (brzmi to patetycznie, ale to jest i samozagrzewanie się do działań).
Jednocześnie nawet ważniejsze jest pokazywanie rozwiązań, a nie samo obnażanie i utyskiwanie  – jak jest źle. Powtarzam się z tą myślą w wielu miejscach – trzeba – dla realnej zmiany i podtrzymania nadziei na lepsze (właśnie m.in. pokazuje to J. Zięba).
Niestety zewsząd widzę załamanie i twierdzenia, że „już nigdy z tego nie wyjdziemy”, „świat będzie już na zawsze inny”, „musimy przywyknąć” itp. To defetyzm i mała wyobraźnia. 
Tak się nie stanie jeśli ludzie stawią opór i określą odważnie i z wizją jakiego świata chcą.
Swoje nadzieje w dużym stopniu opieram na ruchu Life Force (już o nim było tu parokrotnie), a w szczególności w jego postępie ogarniającym coraz więcej sfer życia i regionów świata. Patrz na stosunkowo nowej stronie www.GPRC.global  (Global Peace and Restoration Consortium) – nowe organizacje i wieści. Także warto spojrzeć na
https://globalintelligence.agency/ – ich rozkazy jak np.
https://globalintelligence.agency/?p=430 będą miały zasięg globalny i w miarę potrzeby egzekwowane przez GIA https://gprc.global/2021/09/26/gia-protecting-peace-instead-of-taking-a-piece/.
Równolegle inni komunikują podobne czystki i zmiany wśród naszych ciemiężycieli. Nawet jeśli nie dowierzać wszystkiemu, co podaje co tydzień Benjamin Fulford, to niewątpliwie dużo dzieje się za kurtyną wielkiej polityki – o czym na razie cicho w głównych mediach, bo te są w rękach publicznego wroga, a pewne sprawy nie są jeszcze znane nawet wielu politykom.
Patrz np. ostatni (gdy to piszę) raport https://prepareforchange.net/2021/12/02/benjamin-fulford-11-29-21-report-babylon-will-babble-on-but-to-no-avail/  (podane jest tam źródło dla poniedziałkowych nowości i czwartkowych aktualizacji).

Gdyby te wieści były pospieszne i nadinterpretowane, to i tak świat nie ma innej drogi niż wyzwolenie się, bo inaczej czeka nas fizyczna zagłada. Ludzie mają moc większą niż przypuszczają, chociaż sporo jeszcze jest do zrobienia ze zniewoloną mentalnością i naszymi nawykami formowanymi przez propagandę, fałszywe idee i rezygnację z ambicji.
I to jest kolejne DUŻE zadanie – zaczynając od siebie – iść z tym w świat. 
Let’s change the world! 

PS. Uwaga techniczna. Ilość spraw i wynikający stąd pośpiech powoduje, że popełniam błędy. Pierwsza wersja idzie z automatu mailem do abonentów, ale późniejsze ew. poprawki  – nie, zatem preferowane jest oglądanie wpisu tutaj na stronie by zobaczyć wersję końcową.

Jak docinać, to z humorem

W smętny poniedziałek, przy południowej kawie* chwila relaksu i rozrywki oraz trochę psotnych myśli…

Nie mam zwyczaju przeklinać, ale czasem trzeba komuś dociąć, tj. ostro scharakteryzować sytuację albo osobnika.
Są tysiące epitetów do tego używanych, w tym i wulgarnych, ale tutaj nie o tym. Pojawiło się ostatnio dużo nowych, całkiem dowcipnych i nawiązujących do obecnej sytuacji. To satyra jest naszą bronią wobec propagandy, a humor pozwala zachować zdrowie psychiczne. Proszę więc tak przyjąć ten wpis – klecę tekścik satyryczny, także sarkastyczny, w którym lokuję właśnie kilkanaście takich słów, jakie mam teraz w pamięci. Można by dodać anegdoty sytuacyjne – te pojawią się często w memach i dowcipach, niektóre są mistrzowsko zrobione.
Moje uszczypliwości są ukierunkowane głównie nt. „pandemii”, przy czym mogę uzasadnić swoje stwierdzenia (nie neguję istnienia ostrych zachorowań i zgonów, ale to nie uzasadnia obecnej psychozy i siłowych rozwiązań**)

Niektórzy obrażają się na takie słowa, zatem z jednej stony trzeba uważać na okoliczności, z drugiej powinni odczuć, że im się należało – jeśli zasługują. Nie powinien być obrażony ten, co kradnie – że nazwano go złodziejem, ktoś, kto sprzedaje się za pieniądze gdy nazwiemy go łapówkarzem czy prostytutką, kogoś kto oszukuje – kłamcą itd. To po prostu stwierdzenie faktów.

Na polityce zna się każdy, nawet ci którzy są jak dzieci we mgle i nie rozumieją co się dzieje i dlaczego. Dwóch dyskutujących pógłówków nie tyle daje całego, ale jeszcze pomnaża głupotę. Nikt nie zabrania być idiotą, ale żeby się z tym obnosić? Cóż – są głupi, ale właśnie dlatego o tym nie wiedzą a jeszcze bardziej – jak są głupi.
Niestety też w naszym nierządzie i łżemediach. Taka infantylnośc na służbie – raczej sobie niż dla ludzi. Dużo tam płaszczaków i lizodupców. Taka jest praktyka Partii Interesów $…, vel Przymus i Segregacja. Po drugiej stronie jak Koalicja Obciachu czy Polska (?)50000 – tudzież. Vateusz Zmorawiecki vel Kłamaniecki i ten co Kosi po Kamykach wraz ze znachorem urodzonym w niedzielę nagłaśniają picdemię** przy chórze presstytutek. Kręcą się w kółko wokół swojego ogona, stąd pewnie zawrót głowy, ale dlaczego zawracają ją nam? Mają pod sobą SSanepid do straszenia świrusem a raczej komunaświrusem. Lękarze a właściwie konowały prostytuują się bo mamon podsypuje, zatem wciskają $zczepioneczki i massoneczki. Kowidioci wierzą we wszystko co głoszą ściemianiaki, bo srowid i kowidoza stały się już religią narodową, bo teraz wszystko musi być narodowe – także kurwizja.
Przykład idzie z góry a de facto z piekła. Jak przekazują Joke Bidet z Kłamała Harris. Nierząd konsultuje się na kolanach z bandytą Fauci vel Fałszi i Billem G-wartym i ślepo wierzy w World Hoax Organisation, która wciska śmiercionki, a zaszczepy są dumne że ją wzięły i już drepczą w podnieceniu żeby załapać się na 4. dawkę – mimo że poprzednie się nie sprawdziły. A szczególnie pcha się na szkło koronalanserstwo – kto czym i ile razy się zaszczepił i jak ciężko przechodził „zakażenie”, które nie przeszkadzało w opowiastkach i piosenkach spod maski… A prawdziwe relacje o zgonach młodych ludzi, w tym sportowców, to już tylko raczej nie w polskojęzycznych mediach niemieckich właścicieli.
Podobnie jest z gretynizmem i GreenPic. Ale to osobny temat…
Czy nikt nie zauważa że szurysure swych racji nie bez powodu, a prawdziwymi foliarzami są ci z obrazka?

Zdjęcie
Zobacz najnowsze memy o koronawirusie i spróbuj się nie...
Zobacz najnowsze memy o koronawirusie i spróbuj się nie...
Zobacz najnowsze memy o koronawirusie i spróbuj się nie...

itd. itd. …

Podobne i inne zwidy zasługują na almanach humoru, a humor sprzyja zdrowiu.
Ok, dość żartów – wzywają inne, poważniejsze sprawy, tym bardziej że dzieje się!
Stay tuned – prawdopodobnie wkrótce i tutaj coś o tym**.

—-
* Z taką ciekawostką na ekranie: Polacy będą oburzeni, jak to zobaczą. Tyle za kawę i obiad płacą politycy (nie ważne, kto mówi, ale co).
Cóż – są biedni, a do baru mlecznego nie pójdą… Czy to też nie jest powód by im dociąć?

** Coraz wyraźniej widać, że to, co ledwie jest powyżej skali grypy i innych chorób płuc i nawet nie kwalifikuje się do miana epidemii, jest zmajstrowaną pLandemią. Dowody są powalające, co zostanie ujawnione.

Seksmisja, refleksje po 37 latach

SEKSMISJA (1983). 37 lat od powstania kultowej komedii Machulskiego
z film.org

Przypomniałem sobie „Seksmisję” Janusza Machulskiego z 1984 r. dzięki powtórce w TVP1 (19.11.21).
Spojrzałem na ten film nieco innym okiem, bo to nie tylko zabawna komedia fantastyczno-naukowa, ale i satyra na parę zjawisk – jak najbardziej aktualnych. W tym sensie to dzieło przenikliwe, chociaż reżyser (i autor scenariusza w jednej osobie) mógł sobie nie do końca zdawać z tego sprawy jak stanie się to aktualne kilkadziesiąt lat później. Damsko-męskie rozgrywki i rozterki ubrane w świetne dialogi i humor sytuacyjny stanowią jedynie przykrywkę dla głębszej treści.
W konwencji komedii satyra na totalitaryzm i feminizm nie mogła być pogłębiona, chociaż widzowie wyczuli, że chodzi o totalitarne zapędy PRLu, tak mocno odczute zwłasza w stanie wojennym. Olgierd Łukaszewicz, odtwórca jednej z dwóch głównych postaci filmu (Maks) stwierdził: „… z pewnością jest to taka satyra. Taki typowy słowiański, trochę przaśny żart. W całym demoludzie poznano się na nim i natychmiast rozpoznawano, że to jest kpina z totalitaryzmu”.

Podziemne miasto kobiet to specyficzny komunizm, z mechanizmami zniewolenia, autorytarnej władzy, zakłamania i manipulacji świadomością, fałszowania nauki.
I tutaj mocno włącza się refleksja jak było to profetyczne w odniesieniu do naszych czasów – cenzury, jedynej „politycznej poprawności”, omnipotencji władzy ze stosowaniem środków bezpośredniego przymusu, ideologii eugenicznych, negacji roli rodziny itp.

Z kolei feminizm w ogóle nie był u nas wtedy „na fali”. Inaczej odebrano to w USA, gdzie film także pokazywano, a środowiska feministyczne zarzuciły mu antykobiecą wymowę i żądały zakazania wyświetlania.

Krytycy doszukiwali się w „Seksmisji” wpływów zarówno „Ambasadora” Sławomira Mrożka, „Miasta kobiet” Felliniego, jak i sztuki „Pralnia” Stanisława Tyma.
A ja doszukuję się (i z tą myślą jeszcze się nie spotkałem) wpływu „Seksmisji ” na film „Matrix”. Twórcy – siostry* Lilly i Lana Wachowskie przyznali, że Matrix czerpał inspiracje z filmu animowanego „Ghost in the Shell” z 1995 roku i widoczne są również wpływy dzieł Philipa K. Dicka oraz Williama Gibsona, który użył określenia „matrix” w stosunku do wirtualnej rzeczywistości, ale ponieważ „Matrix” powstał w 1999 r., to i jakieś inspiracje z „Seksmisii” mogły trafić do Wachowskich. Poszlaką jest (?) półpolskie pochodzenie sióstr – po ojcu Ronie Wachowskim. Może interesowały się trochę polskim filmem s-f? 
Bardziej przemawiające są pewne podobieństwa np.  podziemne miasto, grupy rebelianów – analogia do  Syjonu w matrisie – jedynego miasta wolności ludzi, do którego maszyny nie mają dostępu; sztuczna rzeczywistość, poleganie na maszynach…
Niezależnie od tego dostrzegam coś, czego może bardzo wiele osób nie wie. Otóż  istnieją takie podziemne miasta-schrony zbudowane przez elity, które pragnęły się zabezpieczyć przed katastrofami i wojnami, ale także przed represjami ze strony zbuntowanych społeczeństw i ściganiem za przestępstwa. Część z nich ma tajne zastosowania wojskowe, część jest prywatna.
Tak jak w „Marixie” maszyny nie potrzebują światła, tak i te współczesne odłamy psychopatycznych technokratów kradną nam niebo w imię zmniejszenia wpływu słońca na klimat, jak i upośledzenia zdrowia ludzi w imię depopulacji.
Ziemia widziana przez peryskop miasta kobiet ukazana jest jako straszna i nieprzyjazna, ale to mistyfikacja.  Przyroda i jej piękno nie są ważne – króluje technika. Przyrządy pomiarowe pokazują wyniki spreparowane pod tezę śmiertelnego niebezpieczeństwa. W podziemnym świecie nie ma miłości.  Epilog  filmu obala to kłamstwo.
Nietrudno dostrzec, iż obraz świata przedstawiany nam i dziś w mediach niekiedy diametralnie różni się od tego, co faktycznie ma miejsce.

Powracając do feminizmu – postacie nieudaczników Maksa i Alberta jakby wspierały tezę o słabości męskiej części populacji, czyniąc z kobiet te silniejsze i lepiej zorganizowane przedstawicielki ludzkości.  Dziś widzimy to jeszcze jaskrawiej – zniewieścienie wielu mężczyzn – w zachowaniu, strojach, w defetyzmie, w braku autentycznych przywódców i przy jednoczesnej ekspansji kobiet w kierunku ról męskich. 
Nie mam nic do kobiet – przeciwnie, składam im hołd i wspieram, ale z niepokojem patrzę na rosnący trend już nie szowinizmu męskiego a kobiecego, jakby nie były już wyzwolone jak nigdy w historii.  Zajmują wysokie stanowiska polityczne, administracyjne, zawodowe, ale niech nie tracą swej kobiecości! Niech nie wspierają w ten sposób nieświadomie psychopatycznej koncepcji transhumanizmu – świata bez płci. Ruch gender już świadomie i skwapliwie to zagospodarowuje.
Z kolei „Matrix” był też alegorią transpłciowości. *Zarówno Lilly jak i Lana Wachowskie już po premierze całej trylogii filmów ujawniły, że są osobami transpłciowymi, zatem Andrew (Andy) Wachowski stał się Lilly Wachowski podobnie jak Lana Wachowski.

O samym filmie Machulskiego można powiedzieć, że chociaż „Seksmisji” daleko do matrixowych efektów specjalnych, to jak na możliwości naszej kinematografii w latach 80., była to produkcja imponująca technicznie. Wreszcie wiele bon-motów z filmu zakorzeniło się i funkcjonuje prześmiewczo w przestrzeni publicznej, jak choćby – „Kopernik była kobietą”, „chodźmy na wschód – tam musi być jakaś cywilizacja”, „Ciemność, widzę ciemność”… 

Boję się jednak tej nasuwające się ciemności, jaką mogą nam spreparować ideolodzy sztucznej, nieludzkiej rzeczywistości i wirtualnych relacji, „nowej normalności”, niewoli wg wizji NWO, gdzie ludzi traktuje się jak więźniów, nawet jak króliki doświadczalne.




Abp Viganò: „pandemiczny Sanhedryn” buduje „labirynt” kłamstw w sprawie COVID

Featured Image

Ważne kolejne wystąpienie abp Carlo Maria Viganò: „Pandemiczny Sanhedryn” buduje labirynt kłamstw w sprawie COVID.
Poniżej tłumaczenie tego przemówienia, które wygłosił do zgromadzonych w Rzymie i w całych Włoszech w ubiegłą sobotę.
„Wychodźmy z labiryntu świadomi, że trwa wojna światowa, toczona bronią niekonwencjonalną”

forumdlazycia lifeStyl

(LifeSiteNews) – Poniżej publikacja tłumaczenie przemówienia arcybiskupa Carlo Maria Viganò, które wygłosił do  zgromadzonych w Rzymie i w całych Włoszech w sobotę.

View original post 2 339 słów więcej

Czy wiemy czym jest rozwój?

Może być zdjęciem przedstawiającym przyroda, kolej i tekst „www.igorwitkowski.com”Ilustracja ze strony I. Witkowskiego

W poprzednim wpisie wspomniałem o grupie na FB Rozwój i efektywność, jaką kiedyś założyłem.
Dziś umieściłem tam poniższy krótki wpis, by zwrócić uwagę na ważny powód obecnego kryzysu na świecie.
—-
Rozwój ma wiele oblicz. Można go rozumieć jako opanowywanie i doskonalenie nowych umiejętności i podnoszenie kwalifikacji. Można na to jednak spojrzeć szerzej z punktu widzenia czym w ogóle jest rozwój, w tym lepsze rozumienie siebie i świata. Warto tu zastosować też ujęcie historyczne i kulturowe.
Igor Witkowski poświęcił takiemu podejściu szereg książek z serii „Instrukcje przebudzenia„, gdzie sięgając bardzo głęboko pokazał ewolucję poglądów na rozwój i jego meandry. Dochodzi do wniosku, że obecny głęboki kryzys na świecie bierze się głównie stąd, że ludzie nie rozumieją na czym rozwój polega. Jest to bardzo groźne i może doprowadzić do załamania cywilizacji.
Około trzy lata temu zrobiłem krótki przegląd tych książek – https://nextboox.blogspot.com/2018/11/igor-witkowski-i-jego-ksiazki.html, ale od tamtego czasu pojawiło się sporo dalszych. 
Tamże omówiłem później jeszcze jedną z nich  – Przemiany dla przyszłości.
Warto sięgnąć, szczególnie do ostatnich, by zrozumieć tezę autora, ale także to, co się obecnie dzieje (politycznie, kulturowo, ekonomicznie, w nauce) jako skutek tego niezrozumienia.
Na FB autor ma stronę https://www.facebook.com/profile.php?id=100063614684543, ma też spotkania autorskie np. w księgarni „Nieznanego świata”, udziela wywiadów, które można znaleźć na YT.

(Pan Igor był przywoływany na tym blogu parokrotnie)

 
 

 
 
 
 

0 komentarzy

Konkurs chopinowski – z kulisów jego powstania

Ocalić od zapomnienia…

W związku z rozpoczętym 18. Międzynarodowym Konkursem Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie, cytuję artykuł, który ukazał się w tygodniku „Polityka” (nr 40, 29.09-5.10.2021) pt. „Od zapałek do Chopina”.
(za zgodą rodziny Henryka Rewkiewicza*)

Autorka artykułu (Dorota Szwarcman) korzystała z materiałów do książki „Henryk Rewkiewicz. Opowieść rodzinna” (ukaże się 23 października 2021)  przygotowywanej przez Łukasza Żuka**, wypowiedzi Jerzego Żurawlewa i publikacji na jego temat.


Od zapałek do Chopina

Na zbliżającym się 18. Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie po raz pierwszy zostanie przyznana nagroda im. Henryka Rewkiewicza. Niewiele osób wie, kim jest jej patron. A bez niego konkurs w ogóle mógłby nie powstać.

Na nagrodę w wysokości 10 tyś. euro zrzuciła się rodzina: jedyna pozostała przy życiu córka [Teresa Żuk z domu Rewkiewicz] oraz pokolenie wnuków i prawnuków. Otrzyma ją najwyżej oceniony reprezentant następujących krajów: Polski, Białorusi, Izraela, Litwy, Ukrainy lub Rosji. Dlaczego ten patron i takie kryteria? To długa historia i odnosi się do przyjaźni rodziny Rewkiewiczów z twórcą Konkursów Chopinowskich, Jerzym Żurawlewem.

Henryk Rewkiewicz pochodził z ziemi mińskiej, gdzie wówczas żyły obok siebie różne narody, dziś łączone z wymienionymi krajami. Jak piszą w uzasadnieniu fundatorzy nagrody: „…wyniósł ze swojej Małej Ojczyzny i następnie przekazał nam – swojej rodzinie – silny, otwarty polski patriotyzm. Ale – podkreślamy to – połączony z wielkim szacunkiem dla innych narodów, kultur, języków i religii”.

Także Jerzy Żurawlew urodził się na wielokulturowym Wschodzie, ale dalszym: w Rosji, w Rostowie nad Donem. Tam z kolei żyli obok Rosjan Kozacy, Żydzi, Ormianie, Polacy, Ukraińcy, Niemcy i Grecy. Ojciec był Rosjaninem, zginął w wypadku przed jego urodzeniem się (Jerzy był trzecim synem). Matka, Polka, była dla Jerzego pierwszą nauczycielką gry na fortepianie. Chłopiec wykazywał talent, więc jako 8-latek został pokazany Ignacemu Janowi Paderewskiemu i za jego namową, jak również kolejnego nauczyciela, Władysława Sayer-Waszkiewicza, udał się w 1907 r. do Warszawy na studia u cenionego prof. Aleksandra Michałowskiego. Profesor był bezpośrednim spadkobiercą tradycji chopinowskich, ponieważ jednym z jego pedagogów był Karol Mikuli, uczeń Chopina. Także Żurawlew po ukończeniu studiów działał jako pianista, ale też jako pedagog, co stało się jego wielką pasją.

Henryk R

Henryk Rewkiewicz (1888 – 1955)

zurawlew

Jerzy Żurawlew (1886 – 1980)

W trzy lata po Żurawlewie znalazł się w Warszawie również Rewkiewicz, który rozpoczynał wówczas pracę jako księgowy; a parę lat później związał się z przemysłem zapałczanym, w którym szybko zrobił karierę. Ale nawet gdy jeszcze był na dorobku, najważniejszym sprzętem w jego skromnym wówczas mieszkaniu na Powiślu był fortepian.

Szachy i fortepian

W latach 20., gdy Rewkiewicz stał już na czele Polskiego Monopolu Zapałczanego, przez jego eleganckie mieszkanie przy Alei Róż przewijali się liczni goście. Miał szerokie zainteresowania: literackie, malarskie (to nie przypadek, że trzy z czterech jego córek zostało malarkami lub graficzkami) i muzyczne. Działał w Warszawskim Towarzystwie Muzycznym, szacownej instytucji, współzałożonej jeszcze przez Stanisława Moniuszkę, a dziś noszącej jego imię.

Jerzy Żurawlew odwiedzał w tym czasie Rewkiewiczów niemal codziennie. Grywał z panem domu w szachy lub brydża, ale też często grał na fortepianie. Był traktowany niemal jak członek rodziny; został ojcem chrzestnym najmłodszej córki Henryka, Teresy, na ślubie najstarszej Haliny był świadkiem, a na skromnym przyjęciu weselnym kolejnej Rewkiewiczówny, Barbary, już podczas drugiej wojny światowej, zagrał nowożeńcom Marsz weselny Mendelssohna.

Poza mieszkaniem w Alei Róż Rewkiewiczowie mieli dom w Klarysewie pod Warszawą. Tu także życie towarzyskie kwitło. Przyjeżdżali również muzycy: Adam Wieniawski, bratanek Henryka Wieniawskiego i prezes Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego w dekadzie przedwojennej, czy też znany pianista i kompozytor Bolesław Woytowicz, ale przede wszystkim oczywiście Żurawlew z żoną. W willi również był fortepian, na którym pianista lubił grać w odosobnieniu. Dzieci chętnie go podsłuchiwały i podglądały, a potem naśladowały miny, jakie robił podczas gry.

Muzyka i sport

To właśnie w Alei Róż wykluła się koncepcja stworzenia konkursu dla pianistów, poświęconego muzyce Chopina. Wszystko zaczęło się w 1925 r. od podsłuchanej przez Żurawlewa w pociągu rozmowy studentów. Jeden z nich miał powiedzieć: „Moim zdaniem Chopin jest nudny i przestarzały”, a drugi dodał: „A nawet szkodliwy. Muzyka jego jest zniewieściała i jakaś chorobliwa Niepotrzebnie roztkliwia i osłabia ducha”. Dla pianisty, szczególnie przywiązanego do tradycji chopinowskiej, te słowa były prawdziwym ciosem. Zbulwersowany, zapragnął zaradzić takiemu postrzeganiu kompozytora. Dyskusje na ten temat odbywały się u Rewkiewiczów. Pianista zastanawiał się głośno, co zrobić, by ta młodzież, która interesuje się głównie sportem, zajęła się też muzyką? W pewnym momencie powstał pomysł: a może by tak konkurs? A może poświęcić ten konkurs właśnie Chopinowi? l przy okazji udałoby się odczarować niesłuszne opinie o jego muzyce. A do tego młodzi artyści otrzymaliby możliwość zdobycia nagród i międzynarodowej sławy.

Gdy jednak w 1926 r. Żurawlew zwrócił się ze swoim projektem do prezydenta Stanisława Wojciechowskiego o protektorat, usłyszał odmowę. W Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego spotkał się – jak wspominał po latach – z niezrozumieniem, obojętnością, a nawet niechęcią; uważano, że pomysł jest niewykonalny. Muzycy zaś twierdzili, że Chopin jest tak wielki, że sam się obroni. Organizatorem konkursu miało być Warszawskie Towarzystwo Muzyczne, które jednak nie podejmowało się pokryć ewentualnego deficytu. Wówczas Rewkiewicz – członek zarządu Towarzystwa – zaproponował, że osobiście zagwarantuje pokrycie tych kosztów z własnych, prywatnych funduszy (a nie Monopolu Zapałczanego, jak pisano w niektórych publikacjach), podając sumę 15 tyś. zł – gigantyczną, jak na owe czasy. Stwierdził jednak, że dla pięknej idei może podjąć takie ryzyko.

Zarówo ta ofiarność, jak i zmiana sytuacji po zamachu majowym, gdy prezydenta Wojciechowskiego zastąpił Ignacy Mościcki, spowodowały przychylny stosunek władz do pomysłu. Żurawlew, dzięki protekcji innego ze swych przyjaciół, Juliusza Kadena-Bandrowskiego, został przez Mościckiego przyjęty i doczekał się wsparcia.

Pierwsza edycja Konkursu odbyła się w styczniu 1927r. w Filharmonii Warszawskiej. Była jeszcze skromna, miała tylko dwa etapy (pozostałe konkursy przedwojenne również), ale już wymiar międzynarodowy: wzięło w niej udział 26 pianistów z 8 krajów. Triumfowali muzycy z ZSRR i Polski: wygrał Lew Oborin, II miejsce otrzymał Stanisław Szpinalski, a jedno z wyróżnień przypadło przyszłemu wielkiemu kompozytorowi Dymitrowi Szostakowiczowi. Konkurs okazał się wielkim sukcesem i na kolejny, po pięciu latach, przyjechało już 89 muzyków z 18 krajów. Laureat II nagrody, niewidomy węgierski pianista Imre Ungár, ćwiczył podczas konkursu w mieszkaniu Rewkiewiczów. Przed wojną odbyła się jeszcze jedna edycja; na czwartą trzeba było czekać aż 11 lat.

Wojna i po wojnie

Pod okupacją hitlerowską Chopin był zakazany. Co nie znaczy, że nie rozbrzmiewał w prywatnych mieszkaniach. Także w tym warszawskim na rogu Puławskiej i Willowej, gdzie na kilka lat przed wojną przeprowadzili się Rewkiewiczowie. Przychodził tam Jerzy Żurawlew, by spokojnie poćwiczyć – i znów podsłuchiwała go rodzinna młodzież, tym razem po prostu z tęsknoty za Chopinem. Pianista przyjeżdżał też grać do willi Rewkiewiczów w Klarysewie. Przyjaciel wspierał go również materialnie, m.in. cenną wówczas walutą, jaką były zapałki – podczas wojny pozostał w branży.

W Klarysewie rozkwitała atmosfera patriotyczno-konspiracyjna, w którą zaangażowane było młode pokolenie. Jedna z Rewkiewiczówien, Barbara, przypłaciła działalność w AK, również po wojnie, więzieniem stalinowskim; inna, Halina, zdążyła uniknąć aresztowania i przedostać się na Zachód. Henryk Rewkiewicz pod koniec lat 40. odbudowywał przemysł zapałczany, ale został aresztowany trzy lata po córce – w 1950 r., pod zarzutem handlu walutą. Trafił do obozu pracy w Mielęcinie. Wyrok opiewał na dwa lata, udało się go jednak skrócić dzięki rodzinie, ale także dzięki Jerzemu Żurawlewowi, który wówczas był już cenionym profesorem warszawskiej uczelni muzycznej i miał za sobą pracę nad wznowieniem dzieła swego życia – Konkursów Chopinowskich (pierwsza powojenna edycja odbyła się w 1949 r., na stulecie urodzin kompozytora).

Żurawlew złożył oświadczenie, że Henryk Rewkiewicz podczas drugiej wojny światowej świadczył pomoc materialną zarówno jemu, jak i Adamowi Wieniawskiemu, przewodniczącemu jury II i III Konkursu Chopinowskiego. Rewkiewicz wyszedł więc na wolność, ale żadnej pracy nie udało mu się już załatwić nawet tak wpływowej osobie, jaką by jego przyjaciel.

Henryk Rewkiewicz zmarł w 1955 r. Jego nazwisko w historii Konkursów Chopinowskich bywało pomijane lub przekręcane – za PRL, bo był „burżujem”, a z czasem po prostu zapomniano o tym epizodzie. Teraz  tę historię przypomina jego rodzina, która przyjaźń z prof.  Żurawlewem utrzymywała do samego końca.  Gdy twórca Konkursów Chopinowskich zmarł w 1980 r., jego nagrobek zaprojektowała z córek Henryka, Danuta.

———

Przypisy prywatne dot. wspomnianej rodziny

* Henryk Rewkiewicz – ojciec mojej cioci Teresy, najmłodszej córki Rewkiewicza, a także ożeniony z jej matką – Józefą Korolkiewicz, siostrą mojego dziadka Aleksandra

** Łukasz Żuk – syn Teresy i Henryka Żuka – brata mojej mamy.
Jego książka będzie uzupełnieniem historii rodzinnej, tym razem linii seniora Rewkiewiczów, po tym jak część dotycząca rodziny ojca Łukasza została opisana przez Henryka Żuka w książce „Na szachownicy życia” (zwłaszcza na szerokim tle wydarzeń wojennych i działań AK).
Rodzina  H. Rewkiewicza jest liczna, wielu jej przedstawicieli zjedzie z kraju i ze świata na wręczenie przedstawionej nagrody.