Lato 2022

Cz. 1

Radujmy się tym co proste i ciche, naturalne i oczywiste.
Francis Bacon

kapielisko2

„nasza” przystań

Wakacje w lesie bardziej sprzyjają czytaniu niż pisaniu. A jeszcze bardziej wycieczkom, poznawaniu przyrody, sportom, pracom w ogródku…
Pisałem tutaj o tym wielokrotnie, więc nie będę przynudzał, zatem – krótko o innych aspektach obecnego czasu z mojej perspektywy. 

Z czerwcowych prac w sieci wspomnę głównie te związane z domeną zdrowia.
W nowościach miesiąca na www.LepszeZdrowie.info/news06.22.htm
trzy ważne artykuły rozliczające pandemię:

  • recenzja książki „Fałszywa pandemia V” (znajdziesz też na tym blogu);
  • „Jaka jest prawda o Covid-19?” Artykuł na bazie publikacji Russell’a L. Blaylocka o tym jak celowo ukrywa się i zwalcza prawdę o pandemii i szczepieniach oraz działania na rzecz skutecznego leczenia. Kolejne obszerne ujawnienie ukrywanych wstrząsających faktów, stosowanych sposobów i zaangażowanych w to podmiotów.
  • rozważania na temat czy wirusy istnieją, ew. czy zostały rozpoznane. Pytanie brzmi prowokacyjnie, ale nie pojawia się po raz pierwszy. Przeciwnie. Było co najmniej paru naukowców, którzy podważają istnienie wirusów (patrz powołany starszy wpis Teoria wiromu? i inne w końcowym przypisie). To kompilacja materiałów kwestionujących istnienie lub rolę wirusów (z dowodami) w postaci długiego SZKICU – do dalszego opracowania i sprawdzania. Może zostaliśmy wmanewrowani w fałszywe dogmaty i interpretacje?
  • Posiedzenia Komisji śledczej Ordo Medicus ds. pandemii, artykuły o cukrzycy i kawie…

W lipcu ukaże się jeszcze moja recenzja książki Pandemia zdemaskowana.

Już po tych nowościach pojawiło się ważne nagranie J. Zięby pt. Rząd brytyjski, i nie tylko, ujawnia!
W szczególności o tym jak realne wyniki statystyczne z rządowych źródeł brytyjskich wykazują  spadek efektywności szczepień przeciwko C-19 (potrójnie zaszczepieni) do  minus 391% – czyli katastrofalną ich szkodliwość.
Z całej audycji wysłuchaj przynajmniej tę część od ok. 26 minuty.
Podaję też zrzut z jednego z paru wspomnianych w audycji dokumentów źródłowych – 

391

 

Przechodzę do tytułowego lata. Co prawda nie doszło jeszcze do półmetka, ale jest dziwne. Najpierw wielka susza, potem rekordowe upały, następnie lipcowe 13 stopni i deszczowe nawałnice, w drugiej połowie miesiąca jeszcze większe upały i takie różne nietypowe skoki. Zmiana klimatu? Może raczej jego niestabilność. Mam na ten temat „swoje”  uwagi związane ze sterowaniem pogodą, ale to na inną okazję, jak zbiorę więcej informacji.
O klimacie było tutaj już wielokrotnie, głównie sceptycznie wobec antropogenicznego źródła jego zmian. O tym mówiło wielu sceptyków oficjalnej narracji. Mają tutaj przyczynek wspierający a nawet może rozstrzygający? – „NASA admits climate change occurs because of changes in Earth’s solar orbit, not because of SUVs and fossil fuels”, czyli że winne są zjawiska związane ze zmianami pozycji Ziemi względem Słońca.
To dość stare doniesienia i wciąż cenzurowane, np. na FB. Zatem ciekawe byłoby obecne stanowisko NASA, chociaż – jako agenda rządowa najprawdopodobniej nie będzie się wychylać.

Mówi się też o niespotykanej sile wybuchów na Słońcu w tym roku.

Te moje wątpliwości podtrzymuje a nawet wzmacnia obszerny artykuł (nie pierwszy!) z Nexus‚a nr 143 (maj-czerwiec 2022, wkrótce tutaj przegląd tego numeru jako przykład na szerszy ogląd świata):
STAROŻYTNE I WSPÓŁCZESNE ZMIANY KLIMATYCZNE. 
Porównanie starożytnych i historycznych zapisów dotyczących globalnego klimatu zachowanych w materiale skalnym z obecnymi zjawiskami zachodzącymi na Ziemi dowodzi, że globalne zmiany klimatu mają charakter cykliczny z wiodącym udziałem Słońca.

David Icke w swoich książkach demaskuje wiele spisków i metod działania ciemnych sił globalistycznych, ale nie wchodząc w temat tak szeroko wskażę na argumentację w ostatniej książce „Odpowiedź”, gdzie pisze (nie cytuję rozległego wywodu tylko parę zdań i to tylko z jednego wątku tego wywodu na cały rozdział):

Temperatura nie wzrasta po zwiększeniu się poziomu CO2 – jest na odwrót, czego dowodzą zapisy. W ciągu ostatnich 400 000 lat zwiększenie tego poziomu było opóźnione średnio o 800 lat w stosunku do wzrostu temperatury. Dwutlenek węgla nie może być przyczyną wzrostu temperatury, gdyż ten ostatni następuje przed zwiększeniem poziomu CO2. Jak skutek może się pojawić przed przyczyną? To temperatura musi wpływać na poziom dwutlenku węgla, a nie odwrotnie. Jak temperatura może zwiększyć poziom CO2? Ocean zawiera 45 razy więcej CO2 niż atmosfera, a ocean uwalnia dwutlenek węgla w okresach ciepłych i uwalnia go w tych chłodniejszych. Opóźnienie miedzy nimi wynosi około 800 lat. Wzrost poziomu dwutlenku węgla nie powoduje katastrofalnego ocieplenia Ziemi….

Opuszczam jednak ten temat, bo nie o tym jest ten wpis.

Obecne lato, jak lubią straszyć nasze „autorytety” medyczne i polityczne, to podobno ostatni epizod wolności przed nadciągającą n-tą falą „pandemii”, którą nam szykują globalni manipulatorzy. Przegląd około 60 „kowidowych książek” plus dziesiątki artykułów, które przywoływałem i napisałem na LepszeZdrowie.info, jeszcze więcej na twitterze (a to i tak tylko mała próbka), pokazują całe to oszustwo. Już nie chce mi się do tego wracać. 

O „autorytetach” mógłbym napisać niemal książkę. W zakresie medycyny i polityki mamy żałosne przypadki krajowe, ale i  światowe.

Nie specjalnie się tym osobiście przejmuję, chociaż oczywiście szkoda mi ofiar tych ludzi.
„Po co być złej myśli, skoro można być dobrej?” (Stanisław Lem) – tym bardziej, że jestem przekonany iż ta narracja i opresja padnie – już plącze się o własne nogi.

Nie tylko ten aspekt wskazuje na wyjątkowość tego roku. Trwa wyścig i bitwa o przyszłość świata – zakusy wprowadzenia NWO, wojna, deficyty żywnościowe i energetyczne, inflacja,  chaos … 
To są przejawy zapadania się starego systemu – już widzimy upadki polityków i rządów, a jednocześnie to obrazowe przykłady sztucznego, celowo wywoływanego zamieszania. 
Jeśli coś mnie martwi i wzburza, to tępota, a może i/lub tendencyjne destrukcyjne działanie decydentów, zwłaszcza te, które pogrążają Polskę w uzależnienia, długi i niebezpieczną politykę międzynarodową. 

Ale i tutaj mam nadzieję na otrzeźwienie lub załamanie nieodpowiedzialnego postępowania. W końcu rządy się zmieniają a nawet sposób rządzenia. Skompromitowani politycy odejdą. Chociaż nie jestem politologiem, to kwestionuję powiedzenie „wszystko już było” w polityce, nurtach filozofii itp. Czyżby? To jak z powiedzeniem Fukuyamy o „końcu historii”. Gdy uwzględni się wyższy poziom świadomości i wiedzy i sama rzeczywistość wkracza na wyższy poziom, to chociaż znów to przypomni starą i trafną ideę romantyzmu – „wszystko się ze sobą łączy”, to mamy do czynienia z przypomnieniem najgłębszej istoty rzeczy. Zatem kieruję swoje myśli w tę stronę i staram się tymi kropelkami wiedzy wpłynąć przynajmniej na grupkę ludzi. Kropla do kropli, ziarno do ziarnka… – każdy w coraz szerszym środowisku „obudzonych” dokłada się do dzieła.

Częściowo w tym aspekcie ponownie zapraszam na stosunkowo nową stroniczkę Our Life Force.
To już ów potencjalnie wyższy poziom, ale nie wpadający w zalew optymizmu na hurra na podstawie zmanipulowanych przekazów z zaświatów i  różnych bajek…

Dzięki mocnej nadziei i mimo tych wszystkich zawirowań i opresji, doświadczam wielkiej radości, zwłaszcza obcując z przyrodą, ciesząc się jej różnorodnością i pięknem. Nie pcham się w tłum (dosłownie i w przenośni), stronię od mód i taniej rozrywki, i to mi wystarcza.
Życzę udanych urlopów i lepszej pogody – także ducha!

 

Czy czeka nas niewyobrażalny kataklizm? (cz. 2)

 ( do cz. 1 )

Gra idzie o nasze istnienie!

kataklizm2

… Osobiście skłaniam się jednak ku tezie, że winowajcą jest niestabilne Słońce.
Od dość dawna śledzę ten temat (przyznam – amatorsko).
I tak, znam szereg książek, które opisują zjawiska cykli słonecznych.
Najbardziej znanym jest cykl 11-letni. Pisze o tym dość obszernie Andrzej Brodziak w książce Nadchodzi sztorm słoneczny (wydawnictwo KOS).
Minęło 20 lat od jej wydania, nie wszystkie przepowiednie autora się spełniły, ale historyczne wykresy dotyczące maksimów i minimów aktywności Słońca dość dokładnie pasują do różnych zjawisk społecznych, politycznych i psychologicznych, jakie miały miejsce.

Kto nie ma dostępu do tej książki, może przynajmniej zapoznać się z wywiadem z prof. Brodziakiem (wielkiego erudyty), jaki pojawił się w ” Nieznany Świat”; w numerze 2002/5 –  http://pwsz.nysa.pl/~andrzej.brodziak/minimum.htm.

Warto o tym wspomnieć (mimo pewnego „przeterminowania” ) ze względu na szeroki zakres zagadnień, jakie wiążą się z aktywnością Słońca. Są i liczne linki (niestety nie wszystkie już działają).

Książka omawia zagadnienie wpływu wiatru słonecznego, zjawiska stratosferyczne, okresy, ekscesy  i rezonanse Schumanna, charakteryzuje ważniejsze minima słoneczne i ich wpływ na wydarzenia historyczne,  ważne oddziaływanie fal elektromagnetycznych na mózg (np. rola astrocytów), korelacje aktywności Słońca z krótkoterminowymi rytmami biologicznymi, różne wątki filozoficzne, kulturowe i religijne oraz multum powiązanych tematów.

Z kolei książka Słoneczny Kataklizm, autor Lawrence E. Josph (Iluminatio, 2013 r.) podobnie szeroko i popularnie omawia „w jaki sposób Słońce ukształtowało historię i co możemy zrobić, by ocalić naszą przyszłość”.

Z noty bibliograficznej: „Za pomocą napisanych błyskotliwą prozą fascynujących opowieści Joseph pokazuje, w jaki sposób powinniśmy wykorzystać dostępną nam wiedzę i narzędzia – w tym pozyskane niedawno wyniki badań nad Słońcem oraz najnowsze zdobycze techniki, a także ludzką pomysłowość i instynkt przetrwania – w celu stawienia czoła zagrożeniom, jakie mogą nas spotkać ze strony naszej gwiazdy, a także w celu zabezpieczenia ludzkiej egzystencji, ziemskiej atmosfery, systemu satelitów, sieci energetycznej i infrastruktury jądrowej przed nadchodzącym kataklizmem”.

Z noty bibliograficznej: „Za pomocą napisanych błyskotliwą prozą fascynujących opowieści Joseph pokazuje, w jaki sposób powinniśmy wykorzystać dostępną nam wiedzę i narzędzia – w tym pozyskane niedawno wyniki badań nad Słońcem oraz najnowsze zdobycze techniki, a także ludzką pomysłowość i instynkt przetrwania – w celu stawienia czoła zagrożeniom, jakie mogą nas spotkać ze strony naszej gwiazdy, a także w celu zabezpieczenia ludzkiej egzystencji, ziemskiej atmosfery, systemu satelitów, sieci energetycznej i infrastruktury jądrowej przed nadchodzącym kataklizmem”

Pomimo wielu nader ciekawych wątków tej książki, od razu przejdę do owych zagrożeń.
Zdaniem autora pojedynczy wybuch na powierzchni naszej gwiazdy może całkowicie zniszczyć nasz obecny tryb życia. Paradoksalnie – im bardziej się rozwijamy, tym bardziej stajemy się zależni od naszych wynalazków. Cywilizacja już nie jest w stanie funkcjonować bez elektryczności. Chodzi głównie o sieci energetyczne. Gdy uderzy w nas strumień energii ze Słońca – sparaliżuje te sieci na wiele miesięcy czy nawet lat i pozbawi prądu miliony ludzi na całym świecie. Tak wynika z raportu Amerykańskiej Akademii Nauk przy współpracy z NASA z 2008 r.  pt. Severe Weather Events: Understanding Social and Economic Impacts. Brak prądu dla ludności to sprawa poważna (o czym dalej), ale jeszcze bardziej dramatyczny skutek będzie polegał na tym, że po trwającej około miesiąca (czasem znacznie krócej) przerwie w dostawie energii do elektrowni atomowych nastąpi utrata  możliwości schładzania reaktorów (prętów paliwowych), co doprowadziłoby do serii eksplozji podobnych i większych niż te w Czarnobylu i Fukushimie. Powietrze, woda i ziemia zastałyby skażone na dziesiątki lub setki lat.

Czy to możliwe?
Przywołajmy wydarzenie zwane efektem Carringtona. 28 sierpnia 1859 r. do Ziemi dotarła pierwsza z dwóch olbrzymich fal plazmy słonecznej. Przez następne 24 godziny w wielu zakątkach świata pojawiły się czerwone zorze. Następnie 2 września dotarła druga silniejsza fala. Paraliżowała linie telegraficzne, tryskały iskry, powstawały pożary. Kompasy wariowały uniemożliwiając nawigację. Słynne blackouty (zaciemnienia) w USA wynikające z podobnych zjawisk o natężeniu rzędu 15% tych z 1859 roku oraz późniejsze w 1909 i 1921 roku spowodowały zwłaszcza awarię strategicznych transformatorów w sieciach, co wyłączyło na wiele godzin prąd w szeregu stanach. Oczywiście blackouty mogą mieć rożne przyczyny jak huragany, trzęsienia ziemi, chwilowe przeciążenia przez odbiorców, awarie w systemach zabezpieczeń, błędy ludzkie. Wykaz takich awarii znajdziesz np. tutaj https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_major_power_outages#2018 . Z podanych w książce poważniejszych awarii:  13.03.1989 burza elektromagnetyczna  zniszczyła jedną z sieci elektrycznych w Kanadzie, co pozbawiło prądu 6 milionów odbiorców na wiele godzin, a niektórym przywrócono zasilanie znacznie później. W New Jersey spalił się transformator wart 36 milionów dolarów, co unieruchomiło na pewien czas elektrownię atomową. W święto Halloween w 2003 r. burza geomagnetyczna zniszczyła 13 transformatorów w RPA – usuwanie awarii zajęło mieszkańcom kraju kilka lat.

Oznaczało to w efekcie (poza ww.szkodami): brak bieżącej wody, paliwa (przy elektrycznych pompach w dystrybutorach), niemożność zasilania lodówek domowych i w magazynach żywności, ogrzewania i chłodzenia w domach, systemów wentylacji, utrudnienie działania szpitali, paraliż telekomunikacji. Obecnie, w czasie kolejnych blackoutów, doszły(by): paraliż bankowości i bankomatów, transakcji w sklepach (elektryczne kasy), w dużym stopniu różnych służb – paraliż centrów dowodzenia, w tym policyjnych, wojskowych i ratunkowych, systemów logistycznych, produkcji w fabrykach, kolei elektrycznych i sygnalizacji na traktach oraz na drogach w miastach, unieruchomienie większości samochodów w wyniku zwarć w elektronice, możliwe podobne sytuacje w samolotach i na lotniskach, awarie komputerów, telefonii komórkowej, pożary tam gdzie zwarcia skutkują iskrzeniem, unieruchomienie kuchni elektrycznych, powszechne ciemności spotęgowane dymami pożarowymi, lawiny nieprzewidywalnych skutków wtórnych, itd.
Słowem – totalny paraliż i chaos.
Równie, a może jeszcze bardziej dramatyczne – przy przedłużaniu się takiego stanu,  byłyby skutki społeczne. Gdy brak pożywienia, wody i lekarstw ludzie wpadają w nieprzewidywalne stany agresji, pojawiają się rozboje, szukanie winnego, powstają urazy psychiczne, ujawniają się patologie, zanika wszelki porządek.

Wrażliwość naszej elektroniki jest wykorzystywana przez bronie elektromagnetyczne – już używane do zdalnego unieruchomiania elektrowni lub nawigacji. Dlatego (i nie tylko dlatego) osobiście optuję stanowczo za energetyką rozproszoną – patrz dość obszerny artykuł Energetyka rozproszona-głupcze! – cz. 1 i cz. 2 (zobacz),  co było też podkreślone w omawianej książce. Sieci lokalne można zabezpieczać przed promieniowaniem dużo łatwiej, bo są niskonapięciowe i można je ekranować na krótkich odcinkach.

Czy są jakieś środki zaradcze?
Oprócz większej świadomości zagrożeń, zwłaszcza u decydentów, energetyki rozproszonej (co jednak wymaga czasu),  wspomnianych schronów (w przypadku ekstremalnym), istnieje dość proste remedium. Otóż od dawna wiadomo, że zainstalowanie przy głównych transformatorach linii przesyłowych specjalnych dławików pozwoliłoby zabezpieczyć je przed przepięciami. Wobec milionowych cen takich transformatorów, które zresztą nie są produkowane seryjnie ale na zamówienie pod szczegółową specyfikację, co wymaga czasu, koszt takiego dławika to ok. 150 tyś. dolarów. Mimo to i pomimo że od lat trwa „krucjata” na rzecz montowania dławików, prowadzona przez organizacje świadome niebezpieczeństwa oraz mimo ustawy GRID dotyczącej  niezawodności sieci energetycznej, rządy wykazują niezrozumiałą opieszałość w realizacji tego stosunkowo prostego planu. Krótkowzrocznie obawiają się skutków politycznych w ujawnianiu niebezpieczeństwa oraz proszenia obywateli o kolejny podatek, co osłabiłoby pozycję danej partii… Czy w Polsce sytuacja wygląda lepiej? Nie sądzę. Zapewne istnieją i inne możliwości zaradcze, ale to już sprawa specjalistów i sztabów kryzysowych.

Ponieważ artykuł jest już dość długi, to na koniec chcę tylko przypomnieć człowieka, od którego zaczęła się współcześnie świadomość zagrożeń ze strony Słońca i zjawisk kosmicznych. Wypada mu to oddać. To zapomniany przez wielu interdyscyplinarny geniusz Immanuel Velikovsky.
Z jego wielu zainteresowań temat Słońca i układu słonecznego opisany jest głównie w książce Zderzenie światów (oryg. Worlds in Colision – 1950 r.). W czasie 10-letnich skrupulatnych badań przestudiował źródła pochodzące ze wszystkich kultur. Wszędzie znalazł doniesienia o wielkich katastrofach naturalnych, zaskakujących swoim podobieństwem, co pozwalało mu przyjąć, że te dramatyczne wydarzenia objęły całą kulę ziemską. Pozostawało to w sprzeczności z powszechną teorią jednorodności, według której obecny stan Ziemi jest wynikiem niewielkich zmian zachodzących w długim okresie czasu, przy uwzględnieniu tylko takich procesów, jakie można zaobserwować obecnie. Ale co było jeszcze bardziej zaskakujące, to datowanie tych katastrof w czasach historycznych, kiedy według przyjętych poglądów naukowych panował spokój i wszystko pozostawało w normie. W tym samym czasie kiedy Velikovsky dowiedział się o globalnych katastrofach, odkrył też, że powszechnie przyjęta chronologia historii starożytnego Egiptu myli się o szereg wieków. W szczegółowych badaniach, przypominających dochodzenie kryminalne, zrekonstruował rzeczywisty bieg wydarzeń i znalazł proste i przekonujące wyjaśnienie wielu sprzeczności. Chcąc zweryfikować swoje odkrycia oparte na starożytnych źródłach, Velikovsky podszedł wszechstronnie do geologicznych, paleontologicznych i archeologicznych faktów, i wykazał, że – mimo sprzeczności z obowiązującą wiedzą – prowadzą one do tych samych wniosków. Unikalne podejście Velikovskiego polegało na tym, że potraktował dosłownie spisane starożytne świadectwa, zamiast interpretować je w znaczeniu metaforycznym. Jego odkrycia zgadzają się w szeregu  przypadkach z tezami podawanymi przez A. Lalaka i G. Skwarka. Tak jak szereg innych „katastrofistów” Velikovsky został publicznie zniszczony przez świat naukowy. To dość powszechny obrazek gdy ktoś próbuje podważyć paradygmaty. Większość naukowców natychmiast odrzuciła tę teorię, choć wielu z nich jednocześnie przyznawało, że NIE CZYTALI JEGO KSIĄŻKI. Wydawcę zmuszono do zerwania umowy z autorem, mimo że już w tym czasie książka stała się bestsellerem. Blokowano wszelkie próby naukowej debaty. Kuriozalne działania szacownego grona naukowego, skierowane na tępienie teorii Velikovskiego, same stały się tematem publikacji. Sytuacja powtarzała się przy następnych książkach i publikacjach dr Velikovskiego. Mimo że kolejne odkrycia potwierdziły wiele z jego przewidywań, naukowcom trudno było przyznać, że ktoś spoza wąskiego grona fachowców mógł trafnie przewidzieć fakty sprzeczne z ich poglądami. Mimo ostracyzmu Vielikovsky ma swoich następców.

Omówienia prac Velikovskiego znajdziemy np. w książkach: Zakazana Nauka (rozdz. Inkwizycja – proces Immauela Velikovkiego – J. Douglas Kenyon, tamże inne rozdziały nawiązujące do zjawiska),  w książce Zakazana Historia tego samego autora – rozdz. Męczeństwo Immanuela Velikovskiego oraz w artykułach internetowych. Znamienne tytuły, prawda?

Reasumując. Mogło być tak, że w owym krytycznym czasie (rok 1247-8 i poprzedzające katastrofy w cyklu 676 lat) nastąpiły koniunkcje jakiegoś zjawiska geofizycznego lub kosmicznego z cyklem 11-letnim. Słaba aktywność Słońca ma tak samo jak duża swe specyficzne oddziaływanie na Ziemię. Zauważmy, że na okres 2020 r.  i dalej przypada 25 cykl słoneczny o bardzo słabej aktywności i jest to aktywność praktycznie zerowa. To może wzmocnić tę hipotezę koincydencji.

Oprócz ww. cyklów występują różne inne – w dużej skali czasowej – https://pl.wikipedia.org/wiki/Masowe_wymieranie. Najbardziej znane skutki tych odległych wydarzeń, kojarzonych czasem z Kosmosem, to zagłada dinozaurów, potop(y).

Zjawiska na Słońcu wciąż jeszcze nie są dostatecznie poznane i zrozumiane. Tzw. stała słoneczna wcale nie jest stała. Co gorsza, na fali propagandy ruchu  ekologicznego w imię zapobiegania ociepleniu z tytułu działalności człowieka, wpływowe środowiska naukowe dopuszczają się kamuflowania i fałszowania odnośnych badań – jak w przypadku Vielikovskiego. Podobnie tzw. średniowieczne optimum klimatyczne, ponieważ podważa tezę o obecnym ociepleniu jako ewenemencie naszych czasów. Dlatego to drażliwy temat w kręgu klimatologów. Książka Słoneczny kataklizm dość szeroko omawia te manipulacje. Są i inne manipulacje przy pogodzie – tzw. geoinżynieria, w tym wykorzystywanie środków zmiany pogody jako broni oraz tajemnicze chemtrails. Omawiałem to kiedyś tutaj . Chociaż twierdzi się, że dokonuje się tych oprysków w celu ochrony planety przed słonecznym promieniowaniem (wtedy może byłoby to usprawiedliwione, ale jednocześnie truje się ludzi i ziemię toksynami), to trudno mi w to uwierzyć, bo rozsiewanie odbywa się i o zmroku, wczesnym rankiem i w nocy.

Nota bene ww. książka sporo miejsca poświęca prozdrowotnemu działaniu Słońca, co współgra z artykułem Słońce –zdrowe czy nie?
Temat klimatu i globalnego ocieplenia jest obszerny i skomplikowany. Kiedyś (2009 r.), przyczynkowo opisywałem to tutaj Dylemat:  człowiek – ekologia – klimat.
„Pogodę kosmiczną” z omawianymi efektami słonecznymi możemy śledzić na bieżąco na https://www.swpc.noaa.gov/.

Nawet jeśli powyższy alert jest nietrafiony lub przesadzony, powinniśmy zachować przezorność – przez wiedzę i działania zapobiegawcze. Już tylko lokalne awarie (nie koniecznie z powodu wpływów kosmicznych) scentralizowanej sieci skutkujące wybuchami i przeciekami reaktorów jądrowych stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo. 

Gra idzie o nasze istnienie!

 

 

Wolna wola a predestynacja

… przeciwieństwem głębokiej prawdy może być także inna głęboka prawda.
Niels Bohr

Tytuł zabrzmiał poważnie, zapowiadając prawie rozprawkę naukową.

Uspakajam, że nie mam takiego zamiaru. Sam temat jest istotnie poważny i wałkowany od wieków;  by móc się kompetentnie na ten temat wypowiedzieć zapewne musiałbym przebrnąć przez wiele dzieł filozoficznych.

Mimo to wtrącę swoje trzy grosze, dorzucając pewne spojrzenie związane z pojęciem czasu, rolą duszy, …

Istnieje dawny spór czy wolna wola w ogóle istnieje, bo „wszystko ma swoją przyczynę” i tak idąc w łańcuszku przyczynowo-skutkowym niektórzy dochodzą do wniosku, że wszystko jest wynikiem  jakichś warunków początkowych.

Inni twierdzą, że jednak istnieje też przypadek i on to zaburza klasyczną przyczynowość.

Ich stanowisko ponoć wzmacnia teoria nieokreśloności Heisenbega, efekty kwantowe, bifurkacje i działanie atraktorów w teorii chaosu.

Inni znów wierzą w akt woli, który może się przeciwstawić zewnętrznej przyczynie lub przypadkowi. Popularne stało się stwierdzenie (za Victorem Franklem), że pomiędzy akcją a naszą reakcją jest miejsce na akt woli, że nie musimy reagować mechanicznie. Zwłaszcza przejawia się to w prawie naszego weta.

Oczywiście jest to wszystko bardziej skomplikowane.

Zastanawia mnie czy istnieje zasadniczy konflikt pomiędzy wolną wolą a determinizmem lub tzw. predestynacją, wg której wszystko w naszym życiu jest z góry przesądzone.

Wyobraźmy sobie teoretycznie dojrzałego człowieka, który MA wolną wolę. W każdym świadomym momencie dokonuje sam wyborów kierując się analizą sytuacji, uwzględniając swoje priorytety, nie oglądając się na innych. Chociaż zarówno sposób myślenia jak i owe priorytety są jakoś uwarunkowane, a nawet czasem manipulowane,  to subiektywnie człowiek taki twierdziłby że kieruje się wolną wolą, w każdym razie – nie narzekałby, że ktoś mu coś narzuca. Możemy się zgodzić, że przez wolną wolę rozumiemy tu świadomy akt wyboru uwarunkowany (jednak!) własną hierarchią wartości.

Kiedyś życie tego człowieka się kończy. Wszystkie jego przypadki i wybory zostały zamknięte i tworzą jego „księgę życia”.

W historii żywotów wszystkich ludzi mamy  na dziś tyle takich „ksiąg”, ilu było tych ludzi.

Życia te były bardziej lub mniej wolne, czasami mocno uwarunkowane i zniewolone, ale wszystkie są dziś zamknięte i gdyby były literalnie zapisane – moglibyśmy w nich czytać.

Na podobieństwo zwykłej literackiej powieści – póki ją czytamy, nie wiemy co zdarzy się dalej, bohaterowie dokonują wciąż wyborów – chociaż książka JEST już napisana i moglibyśmy podejrzeć ciąg dalszy lub zakończenie powieści.

Hipoteza, że nasze księgi życia zostały już napisane bierze się z wiary w Boga, który zna całą przyszłość, nasz ostateczny los. Stąd (?) też  bierze się doktryna predestynacji.

Nawet jeśli jest prawdziwa, to czy zaprzecza naszej wolnej woli?

Psychologicznie nie, bo jeśli uważamy że jesteśmy wolni, to nam wystarcza (pozytywizm logiczny).

Ale także teoretycznie. Bo choćbyśmy w 100% byli wolni, to nasza śmierć zamyka doczesną księgę, daje tak czy inaczej jakąś indywidualną sumę. A to że Bóg ją zna (jest poza czasem) nie oznacza predestynacji!
Ona może wydawać się prawdziwa ex post, ale do ostatniego tchnienia mamy jeszcze jakieś wybory albo wybory i wpływ czynników przypadkowych i zewnętrznych – w tym sensie, w tym momencie,  księga jeszcze nie jest ukończona, i w tym sensie – po śmierci masz los jest już zdeterminowany.

Wiele lektur, mniej lub bardziej ezoterycznych, wskazuje, że czas nie istnieje, że jest naszą ludzką iluzją, interpretacją bardziej złożonego systemu funkcjonowania wszechświata. Wszystko dzieje się synchronicznie. Zatem i nasza przyszłość dzieje się „teraz”, a czas nie jest linearny, możliwe są też „rzeczywistości równoległe”. Nasz ułomny  umysł jest dość bezradny wobec takiego stwierdzenia, co nie oznacza, że nie jest ono prawdziwe.

Jeśli jest, to otrzymamy jeszcze głębszy wgląd w zagadnienie determinizmu. Ale czy ktoś to już rozgryzł? Byłbym ciekaw.

Wydaje się, że przyszłość fizyczna świata jak i nasze indywidualne losy, nie mogą być przez nas w pełni przewidywalne, ponieważ rodziłoby to paradoksy i zaburzało wolną wolę.

W dziełach teologicznych i ezoterycznych mówi się że Bóg dałam wolną wolę i ją szanuje, można powiedzieć, że sam sobie narzucił ograniczenie, by nie ingerować w nasze wybory, ale dając to prawo wszystkim innym ludziom. Nawet jeśli podpowiada lub pomaga, to na nasze prośby lub na zasadzie sugestii – nie naruszającej naszej woli. Jest to zgodne z poglądem Tomasza z Akwinu i obecną wykładnią Kościoła.

Zacytuję jeszcze fragment z pewnego przekazu channelingowego (któremu skłonny jestem zaufać):

Wolną wolą zawiaduje ostatecznie dusza. To ona a nie świadomy rozum podejmuje w tej mierze ważne decyzje. To ona wie co chce osiągnąć i czego chce doświadczać. To ona decydowała o inkarnacji i życiu w jakie chce się uwikłać. To ona i tylko ona ma prawo decydowania o wszystkim. Kiedy już zdecyduje, przekazuje swoją decyzję poprzez twoją podświadomość, do świadomości…

Może  kłóci się to z wyobrażeniami wielu ludzi, ale uważam że tak może być. Po pierwsze potwierdza istnienie wolnej woli, a po drugie odwiązuje od wolnej woli wpływy czysto ziemskie np. biologiczne, wychowawcze, manipulacje itp., bo dusza chyba nie podlega takim wpływom…

To jednak już szersze zagadnienie filozoficzno-religijne. W szczególności należy zastanowić się jeszcze nad różnicą między wolna wolą a wyborem…