W porządku

dający dostają

Myśl z obrazka, to tylko fragment pewnej postawy, ale pasuje i do poniższego wpisu

Wchodzę do domu. Ochroniarz mówi dzień dobry. W windzie ze znajomym wymieniamy parę miłych zdań. Wszyscy sąsiedzi kłaniają się sobie. Młodsi starszym. Właściciele psów trzymają je krótko i wyprowadzają za potrzebą z dala od budynku. Portier anonsuje przez interkom każdą wizytę, także listonosza.
Agent, który załatwia nam różne sprawy, dzwoniąc, zawsze pyta na wstępie, czy teraz możemy rozmawiać. Dozorca codziennie sprząta obejście. Sąsiedzi przepraszają ogłoszeniem w windzie lub gablocie, że w najbliższym tygodniu będą hałasować ze względu na prace remontowe w mieszkaniu.

W naszym segregujemy dokładnie śmieci, brudne opakowania myjemy, wynosimy często niedużymi porcjami (by nic nie śmierdziało). Nie wyrzucamy żywności i nie kupujemy jej bez sensu. Regularnie robimy remanenty, by pozbywać się niepotrzebnych rzeczy, pamiętamy o PCK lub Caritasie.
Wyłączamy na noc komórki i rzadko używamy wi-fi by ograniczać elektrosmog.

Dbamy o mieszkanie – każdy ma swoją działkę obowiązków. Lubię zmywać naczynia (!). Dbamy o estetykę. Ja np. książki (moja słabość) w salonie układam w „kompozycje” kolorystyczne i formatowe a w bibliotece – tematycznie. Wykonujemy swe obowiązki bez narzekania, ale często pytamy się „w czym mogę pomóc” albo deklarujemy „dziś ja to zrobię”.
Sprzątamy po sobie.

Żona pilnuje rytmu ziół i przygotowuje napary. Lubi gotować i robi to dobrze. Nigdy nie mam powodu by nie pochwalić.
Często się przytula i mówi „kochanie”. Przeprasza zawsze, gdy coś stało się nie tak. Gdy zrobię jakiś hałas, np. coś stłukę – nie przybiega z krzykiem (jak poprzednia).
W swych kobiecych monologach (bywają długie) patrzy na mnie i przerywa, gdy widzi, że chcę coś wtrącić. Gdy pracuję w gabinecie, puka lub pyta czy może przeszkodzić. Robię podobnie, gdy chcę przerwać jej lekturę. Dzielimy się wrażeniami i wiedzą z naszych lektur, często czytamy to samo oboje i porównujemy wrażenia.
Często razem wychodzimy, wtedy prawie z reguły zapraszam ją na ciastko lub na kawę.
Towarzyszę cierpliwie w sklepach z odzieżą. Dajemy sobie wolność – gdy wychodzimy nie wypytujemy się „po co”, ale deklarujemy „wrócę ok. godziny….”.
Każdą poważniejsza decyzję dyskutujemy. Ustępujemy sobie, np. jeśli chodzi o preferencje spacerowe, przy oglądaniu telewizji, w tym, co będzie na obiad itp.

Dzieci dzwonią często i pytają, co słychać i czy w czymś pomóc. Gdy syn z synową przychodzi do nas – nigdy z pustymi rękoma. My czymś obdarowujemy. Wizytując rodzinę lub znajomych myślimy. jaki podarunek sprawiłby im przyjemność. Znajomi pytają z wyprzedzeniem czy i kiedy mogliby wpaść. Wróciwszy do siebie jeszcze dzwonią z podziękowaniem – to i nasz zwyczaj.
Po podróżach dzieci meldują „wróciliśmy szczęśliwie” – nie musimy się niepokoić.
Dzwonimy do mamy, gdy wiemy, że gdzieś wyjeżdżała lub wychodziła dalej, by sprawdzić czy wszystko OK. Nawzajem pytamy się o zdrowie i potrzebna pomoc.

Pamiętamy o rocznicach i imieninach.

Itd. itd. Można by długo wymieniać.

Jest w porządku.

Czy zawsze i w każdym szczególe? Nie. Bogactwo życia jest wielkie, występują też niespodzianki. I dobrze. Zauważ, że nie zająłem się np. polityką…
Wierzę, że można wiele rzeczy w naszym życiu samemu kształtować – swoją postawą. 

Największym odkryciem mojego pokolenia było zrozumienie faktu,
że ludzie mogą zmieniać swoje życie poprzez zmianę stanu swego ducha.
William James

Śmierdząca sprawa

Psy patrzą na nas z szacunkiem, koty z pogardą, a świnie jak na równych sobie.
Winston Churchill

kupa wstydu

Śmierdzących spraw mamy teraz wiele, ale dziś krótko o bardzo przyziemnej – dosłownie i w przenośni.

Pada i pada, ale wyszedłem rano po gazety. Z balkonu powietrze wydawało się rześkie i przyjemne – przy okazji przewietrzę się.

Wychodzę na ulicę i … jestem uderzony falą smrodu.

Śnieg stopniał i odsłonił całe masy wszelkiego śmiecia ale zwłaszcza – co krok – psie odchody. To one, po odmrożeniu, tak śmierdzą.

Odsłania się więc i kultura naszego społeczeństwa.
Owszem – są na ulicy specjalne kosze na psie ekstrementy, ale nie widziałem aby ktoś z nich korzystał. Raczej widuję, że są zapchane czymkolwiek.

Od razu przypomina mi się prawie codzienne doświadczenie. Wchodzę do windy i czuję smród. Psi. Utrzymuje się dość długo.

Czasem widzę sąsiadów w windzie ze swymi pupilami. Te, utytłane „po pachy” po chwili wprowadzane są na pańskie salony.

Nawet nie próbuję sobie wyobrazić czystości takiego domu, zapachów w nim – oszczędzam sobie takich „przyjemności”.
Także ściany domu wokół – obsikane.
Inne niedogodności to na przykład ranne lub nocne pobudki za sprawą psów. Prawie codziennie już między piątą a szóstą rano szczekanie dwóch psów na różnych piętrach stawiające dom na nogi – domagają się wyjścia za potrzebą. Podobnie czasem po północy. Z okna słychać nawoływania właścicieli oraz dalsze szczekania…

Kiedyś chyba napiszę dłuższy pamflet na temat miejskich psiarzy, bo ma on wiele ciekawych aspektów. Od współczucia dla właścicieli i dla samych psów, po kulturowe zjawiska w tej specyficznej grupie społecznej…