Kultura na codzień

serce

Obok potrzeby, żeby wszystko miało sens,
 jeszcze i to: potrzeba bliskości drugiego człowieka,
bliskości, pozbawionej wszelkich osłon.
D. HAMMERSKJÖLD

Świąteczny czas przypomniał mi pewien temat, który uwidacznia się podczas relacji społecznych i rodzinnych, także właśnie przy okazji świąt – w domach, w sieci, na ulicy lub w pracy.

Można by to określić jako savoir vivre, ale nie będę się zapuszczać na aż tak szerokie morze, wyodrębniając tylko kilka dość banalnych zjawisk – mały fragment kultury . Jako osoba starszej daty trochę pomentoruję, głównie w kierunku młodych, którzy coraz bardziej zatracają to, czego nas uczono. 
Prawdopodobnie jest to skutek rozpadu rodzin wielopokoleniowych, w których zwyczaje grzeczności i tzw. dobrego wychowania były cenione i podtrzymywane. Zdaję sobie sprawę, że takie rodziny wielopokoleniowe nie pasują do obecnych warunków, ale jednocześnie mamy dużo lepsze niż dawniej środki komunikacji, które kompensują brak codziennego kontaktu fizycznego.

Opowiem o tym na przykładzie paru obrazków z życia.

W bloku, w windzie czy na klatce schodowej młode pokolenie sąsiadów nie mówi dzień dobry, nawet zdarza się że nie odpowiada gdy takie pozdrowienie pada ze strony osoby starszej.


Tramwaj lub inny środek komunikacji – już tyle razy podnoszona sprawa ustąpienia miejsca starszemu.
Przypadek podobny – mama wchodzi z dziećmi w wieku przedszkolnym, a one pomykają do wolnych miejsc by je szybko zająć. To, że obok są osoby starsze, nawet z laskami lub z jakąś widoczną ułomnością, nie robi wrażenia ani na mamusi ani na dzieciach.

Kontynuując wątek osób starszych – zanik troski dzieci i wnuków o seniorów – jak się oni mają, czy trzeba w czymś pomóc, po prostu zadzwonić z dobrym słowem lub dla podtrzymania kontaktu. 

Rodzice i dziadkowie lokują w swojej rodzinie wiele pozytywnych uczuć, martwią się czy milczenie nie oznacza czegoś złego. Typowym przypadkiem jest brak wiadomości czy w wiadomej podróży dzieci dotarły szczęśliwie na miejsce.
Dawniej do dobrego zwyczaju należało wysłać po dojechaniu choćby krótki sygnał („zameldować się”), że wszystko w porządku. I to nie dlatego, że ktoś o to prosił, ale po prostu „automatycznie” ze świadomości, że ktoś na to oczekuje.

Podobnie – w „moich czasach” praktykowało się zwyczaj po powrocie z jakiejś wizyty, gdzie byliśmy ugoszczeni, zadzwonić z podziękowaniem. Dziś mogłaby być to wiadomość mailowa.

A propos oddzwaniania – znane mi są skargi że młodzi nie odpowiadają na telefony od starszych, lub w ogóle nie zadzwonią z własnej inicjatywy. Tak samo w przypadku listów.
Kontrastuje to z dużą aktywnością w sieci wśród rówieśników, ale też częściej w anonimowym komentowaniu wydarzeń, memów lub celebrytów. Nie jest więc tak, że młodzieży brakuje czasu.

Natomiast co do wizyt, zwłaszcza nie tych rutynowo częstych i nieformalnych, a mam na myśli wizyty w związku z jakąś większą uroczystością lub pierwsze wizyty u kogoś nowego w kontaktach osobistych – nie wypada przyjść z pustymi rękoma.

W drugą stronę – zawsze wypada podziękować za prezent a także niematerialny jego odpowiednik.

Rodzice i dziadkowie na ogół nie zapominają o życzeniach świątecznych i związanych z imieninami czy urodzinami.
Ale czy to oni powinni pierwsi składać życzenia swym zstępnym? Nie chodzi o małostkowość kto komu, ale o pewną zasadę. Kto o tym zapomina, zwłaszcza o życzeniach w ogóle – czy nie powinien się zawstydzić?

Z własnego podwórka: przez wiele lat składałem życzenia świąteczne dużej liczbie znajomych i krewnych – nawet jeśli późno, to jako pierwszy. W tym roku zrobiłem eksperyment – oprócz paru wyjątków nie złożyłem/wysłałem życzeń. Nikt się nie odezwał.

Generalnie młodzi współcześnie nie doceniają doświadczenia starszego pokolenia, nie słuchają dobrych rad. Oczywiście są przypadki gdy starsi nie rozumieją przemian, nowych trendów, co jednak przecież nie oznacza że wszystko, co nowe z automatu jest lepsze – nawet jeśli się te nowinki pozna i stosuje.
Tu potrzebna jest empatia a nawet pobłażliwość do tych ograniczeń i ułomności starszych, które jednak nie powinny wywoływać arogancji i braku szacunku.
Trzeba przyznać, że i w starszym pokoleniu jest wielu drani i osób, z którymi wolelibyśmy nie mieć do czynienia…
Ale czy w rodzinie to częsty przypadek? Raczej wyjątkowa patologia.

Generalnie powszechną na świecie normą jest, że młodsi ustępują starszym, są narody gdzie starsi są traktowani ze szczególnym szacunkiem, a „rada starszych” jest wynalazkiem który sprawdził się przez tysiąclecia.

To są – jak dla mnie – elementarne zasady kultury współżycia. Można by długo o tym mówić. Niestety ich psucie dotyczy całych społeczeństw, nie tylko ich młodszych roczników – obszerny socjologiczny temat.

Oczywiście wśród młodego pokolenia istnieje wiele fantastycznych istot i w tym nadzieja, jaką w ogóle dla przyszłości są nasze dzieci i wnukowie. Oby tylko nie zostało to zepsute przez pewne siły polityczne, które dobrze wiedzą że najłatwiej uszkodzić osobowości, które dopiero się kształtują.
Istotne jest zachowanie wśród młodzieży ambicji nie tylko materialnych, ale przede wszystkim by zmieniać świat na lepsze i wymagać także od siebie, a nie opierać się na postawach roszczeniowych.  


Przy tej okazji przypomnę cały szereg książek związanych z omawianym tematem, które jako darmowe ebooki udostępniałem na stronie dedykowanej jednemu z moich mentorów – Stefanowi Garczyńskiemu.  
Są to:

O dawaniu

Razem, ale jak?

Rozmawiać? Tak. Ale jak?

Współżycie łatwe i trudne

Potrzeby psychiczne. Niedosyt. Zaspokojenie.

Szczególnie ostatnia pozycja uzmysławia jak ważne są kontakty międzyludzkie i ich kultura dla odbudowywania rujnowanego ostatnio zdrowia psychicznego a w konsekwencji i fizycznego.

Oprócz wymienionych książek jest wiele innych przedstawionych na ww. stronie (patrz  Utwory), które jeszcze czekają na digitalizację.

Gdyby jeszcze młodzi chcieli czytać …

 

W porządku

dający dostają

Myśl z obrazka, to tylko fragment pewnej postawy, ale pasuje i do poniższego wpisu

Wchodzę do domu. Ochroniarz mówi dzień dobry. W windzie ze znajomym wymieniamy parę miłych zdań. Wszyscy sąsiedzi kłaniają się sobie. Młodsi starszym. Właściciele psów trzymają je krótko i wyprowadzają za potrzebą z dala od budynku. Portier anonsuje przez interkom każdą wizytę, także listonosza.
Agent, który załatwia nam różne sprawy, dzwoniąc, zawsze pyta na wstępie, czy teraz możemy rozmawiać. Dozorca codziennie sprząta obejście. Sąsiedzi przepraszają ogłoszeniem w windzie lub gablocie, że w najbliższym tygodniu będą hałasować ze względu na prace remontowe w mieszkaniu.

W naszym segregujemy dokładnie śmieci, brudne opakowania myjemy, wynosimy często niedużymi porcjami (by nic nie śmierdziało). Nie wyrzucamy żywności i nie kupujemy jej bez sensu. Regularnie robimy remanenty, by pozbywać się niepotrzebnych rzeczy, pamiętamy o PCK lub Caritasie.
Wyłączamy na noc komórki i rzadko używamy wi-fi by ograniczać elektrosmog.

Dbamy o mieszkanie – każdy ma swoją działkę obowiązków. Lubię zmywać naczynia (!). Dbamy o estetykę. Ja np. książki (moja słabość) w salonie układam w „kompozycje” kolorystyczne i formatowe a w bibliotece – tematycznie. Wykonujemy swe obowiązki bez narzekania, ale często pytamy się „w czym mogę pomóc” albo deklarujemy „dziś ja to zrobię”.
Sprzątamy po sobie.

Żona pilnuje rytmu ziół i przygotowuje napary. Lubi gotować i robi to dobrze. Nigdy nie mam powodu by nie pochwalić.
Często się przytula i mówi „kochanie”. Przeprasza zawsze, gdy coś stało się nie tak. Gdy zrobię jakiś hałas, np. coś stłukę – nie przybiega z krzykiem (jak poprzednia).
W swych kobiecych monologach (bywają długie) patrzy na mnie i przerywa, gdy widzi, że chcę coś wtrącić. Gdy pracuję w gabinecie, puka lub pyta czy może przeszkodzić. Robię podobnie, gdy chcę przerwać jej lekturę. Dzielimy się wrażeniami i wiedzą z naszych lektur, często czytamy to samo oboje i porównujemy wrażenia.
Często razem wychodzimy, wtedy prawie z reguły zapraszam ją na ciastko lub na kawę.
Towarzyszę cierpliwie w sklepach z odzieżą. Dajemy sobie wolność – gdy wychodzimy nie wypytujemy się „po co”, ale deklarujemy „wrócę ok. godziny….”.
Każdą poważniejsza decyzję dyskutujemy. Ustępujemy sobie, np. jeśli chodzi o preferencje spacerowe, przy oglądaniu telewizji, w tym, co będzie na obiad itp.

Dzieci dzwonią często i pytają, co słychać i czy w czymś pomóc. Gdy syn z synową przychodzi do nas – nigdy z pustymi rękoma. My czymś obdarowujemy. Wizytując rodzinę lub znajomych myślimy. jaki podarunek sprawiłby im przyjemność. Znajomi pytają z wyprzedzeniem czy i kiedy mogliby wpaść. Wróciwszy do siebie jeszcze dzwonią z podziękowaniem – to i nasz zwyczaj.
Po podróżach dzieci meldują „wróciliśmy szczęśliwie” – nie musimy się niepokoić.
Dzwonimy do mamy, gdy wiemy, że gdzieś wyjeżdżała lub wychodziła dalej, by sprawdzić czy wszystko OK. Nawzajem pytamy się o zdrowie i potrzebna pomoc.

Pamiętamy o rocznicach i imieninach.

Itd. itd. Można by długo wymieniać.

Jest w porządku.

Czy zawsze i w każdym szczególe? Nie. Bogactwo życia jest wielkie, występują też niespodzianki. I dobrze. Zauważ, że nie zająłem się np. polityką…
Wierzę, że można wiele rzeczy w naszym życiu samemu kształtować – swoją postawą. 

Największym odkryciem mojego pokolenia było zrozumienie faktu,
że ludzie mogą zmieniać swoje życie poprzez zmianę stanu swego ducha.
William James