Obrazki lipcowe

W powiązaniu wszystkiego ze wszystkim,
bywa że nawet wakacyjne refleksje dotykają spraw globalnych.

Ponieważ większość wakacji spędzam w lesie (z gorszym zasięgiem internetowym) skupiłem się głównie nad lekturami.
Jest tyle tematów, którymi chciałbym się z Wami podzielić, że „głowa boli”, ale liczne pokusy – wycieczki, odsłuchiwanie płyt, właśnie lektury oraz prace działkowe odciągają od pisania.  Przede wszystkim byłyby to wieści z zakresu moich głównych zainteresowań – zdrowie i technologie.
Już prawie koniec miesiąca, a widzę że zapomniałem poinformować o czerwcowych nowościach zdrowotnych ze strony LepszeZdrowie.info.
W skrócie – było o: nowej wizji uzdrawiania, o homocysteinie, jak skutecznie się odchudzić (wg zasad metabolizmu), i jak lepiej oddychać, aktualności z Polski – wciąż zagrożenia dla zdrowia oraz porady by było lepsze.

Właśnie ze względu na leśne otoczenie zająłem się obecnie tematem boreliozy. Uprzedzając niektóre nowości lipcowe (artykuły już opublikowane)  – w dość obszernym artykule jak pod linkiem znajdziesz omówienie różnych aspektów tej choroby  i chorób odkleszczowych, ich występowania, diagnostyki i leczenia, w tym metodami IDSA i ILADS (co wybrać?), oraz metodami komplementarnymi – także biorezonansowymi i ziołowymi. Powołuję liczne źródła.

Do artykułu nawiązuje notatka Mycoplasma odsłaniająca niektóre związane z nią tajemnice, zwłaszcza wokół stowarzyszonych  działań i wprowadzanych do medycyny nieporozumień. Ważne dla zrozumienia HIV, AIDS, różnych zakażeń, testów serologicznych i DNA oraz dla zdrowszego życia.

Z obydwoma powyższymi tematami wiąże się artykuł Czy niektóre choroby są sztucznie wywoływane? – cz. 1.
Część pierwsza, ponieważ zagadnienie jest obszerne.
Wśród takich chorób mocno podejrzana jest właśnie borelioza, co posłużyło mi jako wprowadzenie do tematu  – wg ostatnich informacji ze śledztwa w USA.

Innym głośnym ostatnio tematem jest technologia telekomunikacyjna 5G, którą na siłę władze chcą wprowadzić i w Polsce. Na świecie i u nas odbywają się liczne protesty związane z udowodnionymi szkodliwościami zdrowotnymi.
To obszerne zagadnienie do osobnego omówienia (szykuję). Przyczynki znajdziesz w artykule z 2018  Alert 5G, do którego dodałem ostatnio ważny dopisek.
Otóż chodzi o działanie pól torsyjnych (skalarnych), a nie fal elektromagnetycznych (te są tylko w 5G narzędziem ich precyzyjnego nakierowywania).
Sprawa dotyczy broni strategicznej, o czym wspominali już przed laty Barrie Trower, a obecnie naglaśnia to dr Diana Wojtkowiak, mówiąc o milowym skoku w tym zakresie i w nauce w ogóle. Stąd reglamentacja tej wiedzy w publicznym przekazie…
Przy okazji zaczyna się układać w całość podstawa naukowa wielu dotąd tajemniczych zjawisk: homeopatii, zdalnego uzdrawiania ale także zdalnego szkodliwego działania na ludzi (mind control), różdżkarstwa, telepatii, zjawisk psychotronicznych, nawigacji ptaków, oddziaływania miejsc na człowieka, itd. itp.
Wszystko za sprawą odkrycia 5. oddziaływania, dotąd nieznanego oficjalnej nauce, a już dość dawno stosowanego w tajnych projektach wojskowych. Fascynujący temat – do dalszego zgłębiania.

Wracając do leśnego życia. Obserwujemy wciąż wielką suszę. To budzi zaniepokojenie o plony, ale skłania też do szerszych refleksji. Głośnym tematem są zmiany klimatu. Omawiam to kolejny raz w artykule Wojna o klimat z kasą w tle. Nawiązuję do niektórych artykułów w prasie jak „Nowa religia – klimatyzm” Rafała Ziemkiewicza, „Szaleństwo klimatyczne” Tomasza Cukiernika, ale i szeregu innych.  Wciąż  obstaję przy tezie że mamy do czynienia z wielkim szwindlem w imię biznesu.
Jednak muszę i ja zmienić nieco swoją narrację.  Tak, człowiek ma wpływ na zmiany klimatu. Ale nie w tym sensie jak się to nagłaśnia propagandowo.
Pogoda, niezależnie od zjawisk kosmicznych i naturalnych, najwyraźniej wygląda na lokalnie sterowaną. Są ku temu odpowiednie środki techniczne i finansowe oraz motywacje.
Będę o tym jeszcze pisał, bo dotarłem do relacji alarmistów (whistleblowers). Klimat jest zwłaszcza sztucznie zmieniany w Europie wg określonego planu. W tym sensie jest to wpływ antropogenny.

Przechodząc do lżejszych tonów – na fali ocieplenia (chociaż mieliśmy ostatnio raczej zaburzenia pogody niż jednoznaczne ocieplenie) ruszyła w Polskę fala urlopowiczów i turystów. Chociaż kochamy Bałtyk – celowo zrezygnowaliśmy z tego kierunku w czasie wakacji ( -> Wczasowo). Nie lubimy tłoku.  W ogóle turystyka przybiera groźne rozmiary stwarzając szereg problemów. Zobacz starsze dywagacje na ten temat –https://lapidaria.home.blog/2018/08/05/turystyka-co-o-niej-myslec-cz-1/ ( i cz. 2).
Od dawna bardziej optuję za modelem skandynawskim, gdzie wiele rodzin ma domki letniskowe i tam spędza urlopy, przy okazji nie przyczyniając się do ciągłego zwiększania ruchu lotniczego. Zabrzmiało jak punkt manifestu zielonych ekologów, z którymi się nie utożsamiam, ale akurat tu widzę wielką hipokryzje tych, którzy nie poruszają tego aspektu a piętnują np. ludzi jako tych, którzy sami w sobie są zagrożenie  dla środowiska … oddychając  🙂
W tym kontekście niepokoi mnie też skala planowanego centralnego portu lotniczego w Baranowie pod Warszawą. W tym skala zagrożeń ekologicznych i dla zdrowia – zanieczyszczeń powietrza i hałasu – coś co przerośnie wszystko, czego dotąd doświadczyliśmy – przy planowanej  przepustowości 100 milionów pasażerów, a nawet mniejszej. Taka ilość nie koresponduje w żadnym stopniu z potrzebami Polaków – stąd pytanie: dla kogo będzie budowany jest ten port?

Jeszcze a propos ekologii. W „zielonej polityce” obserwuje się rugowanie samochodów na rzecz rowerów, a ostatnio w Warszawie (zapewne nie tylko) elektrycznych hulajnóg. Te ostatnie – przez brak uregulowanego statusu prawnego, hulają (nomen-omen) po chodnikach stwarzając zagrożenia, co miało już swe skutki. Jestem za takim sposobem poruszania się (chociaż to nie sprzyja nawykom ruchu dla zdrowia), ale w sposób cywilizowany – z poszanowaniem bezpieczeństwa pieszych. Przy okazji – niezwykle duże zainteresowanie wzbudził mój wpis na FB (5,5 tyś. udostępnień) o hulajnogach z własnym napędem z roku  …1916.

Natomiast ograniczanie ruchu samochodów w imię ekologii prowadzi się w sposób co najmniej dyskusyjny, jeśli nie głupi.
Zwęża się ulice, w tym o zasadniczym znaczeniu dla komunikacji. Ma to odstraszyć kierowców. Ale jest to przeciwskuteczne ekologicznie. Ulice się korkują. Pomijając samą uciążliwość, stratę czasu i ekonomię w ujęciu indywidualnym i zbiorowym, ruch przerywany generuje dużo więcej spalin niż w ruchu płynnym i szybszym. Te spaliny tworzą chmurę oddziaływującą na samych kierowców oraz przechodniów. Hamowanie co chwila ściera też okładziny hamulcowe przyczyniając się tworzenia niezdrowych pyłów. Samochody zagrzewają się. Spalanie jest większe. W sumie absurd do jakiego doprowadza ideologizacja pewnych aspektów naszego życia.
Podobnie tworzenie na siłę „stref relaksu” w miejscach zupełnie do tego niedostosowanych (ruch, spaliny, hałas, nagrzany asfalt, brak naturalnego cienia…) – jak na Placu Bankowym w Warszawie – na złość kierowcom, by nie mieli gdzie parkować przed Urzędem Miejskim, ale nie dając nikomu nic w zamian – owa strefa jest pusta, a kosztowała ok. 900 000 zł.

Cieszę się, że mam gdzie uciec od tych niedogodności, trudniej uciec od wiadomości o głupocie i różnych przekrętach.
Mam takie powiedzenie:
Głupota i naiwność karalne nie są. Ale gdy dotyczy to ministrów, decydentów itp. – grozi tragediami dla Narodu i powinny być karane.

Na tym zakończę mój cząstkowy „raport” lipcowy – idę na hamak, bo kusi kolejna ciekawa książka.
Udanych wakacji!

J.- moja miłość

Nasza dusza rozkwita w pewnych środowiskach
geograficzno-przyrodniczych czy w krajobrazach określonego typu,
a w innych – więdnie i zamiera,
a przynajmniej jest bardzo nieszczęśliwa.
Richard N. Bolles

(skrót moich refleksji [działkowicza] opublikowanych kiedyś w lokalnej gazetce)

 Czytelnicy, zwłaszcza stali mieszkańcy J. i pobliskiego miasteczka, prawdopodobnie mogą nie doceniać walorów, jakie ma działka poza miastem dla mieszkańca Warszawy.

Tu, do letniska J., uciekamy od wielkomiejskiego zgiełku i spalin, tu – w prawie każdy wolny weekend i w czasie wakacji odnajdujemy spokój, odzyskujemy siły, cieszymy się życiem. I choć to 80 km od domu a benzyna wciąż drożeje – nie żałujemy na to. Jesteśmy oczarowani okolicą, lubimy nasze osiedle, działkę i domek. Lubimy bardzo obserwować ptaki, które licznie wokół się osiedliły i są częścią naszego otoczenia. Okoliczny las darzy nas urozmaicona florą, jagodami, borówkami, jeżynami i grzybami.  Mamy dobry dojazd lokalny, zaopatrzenie we wsi i w pobliskim miasteczku, który ostatnio bardzo się ucywilizował i oferuje wszystko, co potrzebne. Nasz domek działkowy jest skromny, ale mamy w nim wszystkie wygody i jest całkowicie wystarczający dla mnie, żony i syna – bo nie jest dla nas jakimś celem w sobie, a raczej punktem wypadowym do realizacji naszego aktywnego stylu życia. Wielu sąsiadów hołubi bardzo swe domy i działki, spędzają na nich cały czas i – jak podejrzewam – nie znają nawet okolic. Nasz styl jest inny – połowę czasu spędzamy na wycieczkach – pieszych i rowerowych, na amatorskich zajęciach sportowych lub po prostu w lesie. Mało w nim ludzi, dużo do zobaczenia, teren jest urozmaicony górkami wydmowymi, niedaleko jest rzeka ze swoimi starorzeczami i pięknymi łąkami zalewowymi. Zachwycamy się okolicznymi małymi osadami o walorach turystycznych. Tu przeżyliśmy wiele pięknych chwil swego życia i darzymy te okolice wielkim sentymentem. Jeśli chodzi o rower, to ze względu na wiek i siły nie aspirujemy do wyczynów ani nie włączamy się w jakieś zorganizowane formy wycieczkowe, nasze zwiedzanie okolic lub powracanie do ulubionych miejsc ma charakter mniej sportowy a bardziej rekreacyjny. Cieszą nas wyznaczone szlaki rowerowe, ale jest też trochę powodów do zmartwień.

Pamiętamy czas, gdy większość dróg i ścieżek w lesie była przejezdna, dostatecznie twarda. Od paru lat jednak pogarsza się ze względu na niepokojące ogólne wysuszenie lasu (obniżenie wód gruntowych, mniej opadów), prace drwali a nawet ruch samochodowy.

Na przestrzeni ostatnich 3 lat spotykaliśmy także wzmożony ruch jeźdźców na koniach, które niestety rozryły wiele naszych ścieżek rowerowych czyniąc  je trudno przejezdnymi. Bulwersujące były „tranzytowe szarże” (co najmniej kłus) przez osiedle działkowe, zagrażające bezpieczeństwu i niszczące nasz trud utwardzenia piaszczystych z natury uliczek. Nie mam nic przeciwko tej formie rekreacji, ale nie w formie nie liczącej się z innymi. Należy więc cieszyć się z ucywilizowania sprawy poprzez wyznaczenie szlaków dla jazdy konnej. Inna sprawa, widzę, że nie zawsze to jest przestrzegane.

Działkowiczów w J. niepokoi jednak jeszcze parę innych zjawisk.

Nie mniej od koni irytujący jest wzmożony ruch samochodowy przez nasze osiedle w kierunku W. Należy przypomnieć, że drogi osiedlowe są drogami prywatnymi (przynależą do działek). Samochody przejeżdżają często dość szybko, wzbijając kurz i hałasując, a motocykle i „maluchy” dodatkowo rozsiewając smrodliwe spaliny. Ruch wzmaga się z gorące dni, gdy oprócz wędkarzy nad rzekę ciągną liczni amatorzy kąpieli. Istnieje parę innych dróg przez las oraz droga asfaltowa przez B. – czy tamtędy nie lepiej?

Faktem jest, że asfalt na lewym odcinku drogi do B. jest sfatygowany – czy ze względu na ruch autobusowy nie przydałoby się temu odcinkowi nadać priorytet w gminnych inwestycjach drogowych?

Gdy zakładaliśmy nasze osiedle, jego największym walorem, który przyciągnął większość działkowiczów, było jego leśne otoczenie. Teraz okolica zmieniła się nie do poznania. Pomimo, że to strefa Parku Krajobrazowego, las systematycznie jest wycinany i to bodajże najbardziej właśnie w okolicy naszej polany, chociaż przecież w obszernych okolicznych lasach nie brakuje miejsc, gdzie wyrąb nie ingerowałby w krajobraz terenu rekreacji. Szokiem było dla nas, gdy po zimie zastaliśmy naszą ulubioną górkę nad osiedlem całkowicie ogołoconą z drzew. Teraz wycina się drzewa wzdłuż ścieżki nad rzeczką. To, że ścieżka ta jest rozryta przez transport drewna, to można przyjąć za pewną konieczność, ale żal patrzeć jak wnętrze lasu jest jeszcze bardziej rozryte – „jak popadanie” – bez zachowania jakichś ścieżek wyciągania drzew. Zostały naruszone też walory odcinków oznakowanych szlaków turystycznych. Nie jestem kompetentny, by oceniać metody pozyskiwania drewna z lasu, ale nie wydaje mi się w porządku, gdy przy tej okazji powalonych i połamanych jest setki jałowców, siewek dębów, zniszczone runo jagodnika, mech, wrzosy, mrowiska, pokaleczona jest kora drzew, które jeszcze zachowano. Kiedyś, gdy syn był mały, uczyłem go w tym lesie szacunku do przyrody, dziś wydaje się to naiwnym i śmiesznym mentorstwem, gdy widzimy jak podchodzi do tego … leśnictwo.

Przy okazji przestały istnieć niektóre powszechnie uczęszczane i urokliwe ścieżki leśne na skraju lasu, które mogłyby pozostać, gdyby strefę wyrębu cofnąć dosłownie o 2 metry (i to nie wszędzie). Niewykluczone, że te wyręby mają też wpływ na wspomniane wysuszanie terenu.

Kolejna sprawa to śmieci. Cieszyliśmy się przez lata tym, że w odróżnieniu do zaśmieconych lasów blisko Warszawy, „nasze” lasy były prawie idealnie czyste. Mieliśmy w tym swój drobny wkład – w czasie swych wycieczek, gdy spotkaliśmy jakąś butelkę, papier itp. zabieraliśmy takie śmieci ze sobą, mając satysfakcję, że przyczyniamy się do piękna okolicy i dając przykład synowi w okresie jego wychowania, co później przyczyniło się do jego wrażliwości na sprawy ekologiczne i kulturę w ogóle.

Od kiedy w okolicy zlikwidowano kontenery na śmieci, obserwujemy wzrost zaśmiecenia i porzucone worki ze śmieciami – zwłaszcza przy drogach. Stwarza to także kłopot, gdy działkowicze mają jakieś większe rzeczy do usunięcia. Można przypuszczać że ci, którzy nigdy nie byli wrażliwi na czystość lasu, zaczną wkrótce te rzeczy do niego wywozić. Popieramy akcje selekcji odpadów, w danym przypadku przez wyspecjalizowane worki, ale oferty 85 zł za wywóz śmieci w workach foliowych nie przyjęliśmy jako wygórowanej, ponieważ sami „generujemy” bardzo mało śmieci – odpadki organiczne kompostujemy lub palimy, a plastiki i szkło, konsekwentnie selekcjonujemy i wywozimy do kontenerów przy naszym domu w Warszawie.

Wydaje mi się, że w tym przypadku gmina postawiła na wyciągnięcie pieniędzy od mieszkańców, w tym od działkowiczów.

Nasza społeczność działkowa jest bodajże liczniejsza od rdzennie miejscowej, płacimy podatki i wszelkie inne opłaty, ale czy mamy lokalnie prawo głosu?

Tak oto z refleksji o życiu działkowym przeszedłem miejscami do spraw gminnych, ale – myślę – to bardziej zainteresuje Czytelników, niż prywatne preferencje nietypowego piewcy przyrody.

W przyszłości rozważamy przeniesienie się w te okolice na stałe, więc lokalne sprawy stają się nam coraz bliższe.