O zieleni i przyrodzie można nieskończenie

 

To jedna z „moich” narciarsko-saneczkowych górek w okolicy, gdzie spędzam obecnie letni czas. (Skrót perspektywiczny nie pokazuje długości i sporego nachylenia).

 

Nie ma lepszej aury pogodowej niż własna pogoda ducha.

Otoczony zwierzętami lubię je obserwować. To mnie kapitalnie uspokaja, nawet gdy psocą.
Przede wszystkim koty, które na tym blogu już mają swoje ślady. Półdzikie, odwiedzają nas codziennie, w tym roku cztery. Niedawno brzemienna a teraz karmiąca kotka, którą najbardziej hołubimy i dokarmiamy z wiadomych względów. Dwie inne kotki jakby rozumieją jej pierwszeństwo przy talerzach na werandzie, ale chętnie korzystają gdy tej pierwszej nie ma. Wszystkie czarne. Szare koty z lat poprzednich gdzieś zniknęły.
Jest i piękny czarno-biały kot, który czasem się zbliża, ale dumnie idzie dalej swymi ścieżkami.
Zatem czekamy na moment gdy małe kotki będą nam „przedstawione” – prawie coroczny rytuał pełen uroku, potem psot i  harców.

Teraz harcują wiewiórki.  Objadły wszystkie orzechy na leszczynach – trudno … I tak byśmy nie upilnowali. Renkloda miała w tym roku ledwie parę owoców – też spodobały się wiewiórkom. Wyścigi na sosnach, nieprawdopodobne skoki z drzewa na drzewo, cmokanie, czasem wzajemne z nami wpatrywanie się – z obopólnym zaciekawieniem.

Ptaki już rzadko śpiewają, ale jest ich pełno. Podziwiam zwinne przedzieranie się przez krzaki i drzewa. Aronię trzeba było zebrać wcześniej bo każdego dnia rekwirowały spore ilości jagód. Ciekawostka: w okolicy jest parę posesji na których widzimy dorodne i pełne owoców krzaki aronii, ale tam ptaki nie zaglądają. Tylko do nas. Dziękujemy za sympatię, ale mniej nas cieszy obłupianie z owoców.
Smutno też, że bociany odleciały już dość dawno …

Nie mamy psa, ale w  okolicy gospodarze i letnicy w pewnym sensie uzupełniają ten brak. W tym sensie, że często znajdujemy psie kupy przy parkanie. Cóż, to samo zjawisko co w mieście, niestety. W tym roku zdarzyła się nam dwa razy śmieszna (?) przygoda. Przyjeżdżamy na działkę i co widzimy? Rozwłóczone po ogrodzie buty, które stały na werandowej półce. Po pewnym czasie sprawa się wyjaśniła – namierzyliśmy gagatka – mały piesek (bezpański?) przełaził dziurą/podkopem w płocie i robił sobie taką zagadkową zabawę. Potrzebna  była dokładna inspekcja strony w którą uciekł by odkryć tę dziurę w praktycznie niedostępnych dla człowieka gęstych zaroślach.

Wokół dużo pomniejszych zwierzątek. Szczęśliwie w tym roku praktycznie bez komarów, trochę tylko gzów, czasami, ale rzadko kleszcz. Podziwiam motyle. Zaglądając do atlasu „Motyle polskie” Jerzego Heintze próbuję je identyfikować.

Najbardziej jednak podziwiam te najmniejsze stwory – są nawet wielkości ćwierci milimetra a wykazują w zachowaniach dużo swoistej inteligencji. Pisałem już kiedyś o tym. Wśród nich małe pająki. Temat do zgłębienia, bo to jakaś magia. Obserwuję np. jak od podstaw takie maleństwo tworzy kolistą sieć pajęczyny. Najpierw „linki” rozpinające konstrukcję między gałązkami, potem promieniście szereg nici do centrum a następnie spiralnie od zewnątrz do wewnątrz coraz mniejsze kółka. Pracuje szybko wieloma nóżkami naraz – jak automat.

Na kwiatach pracowite pszczoły. Cieszy to, że wciąż są, bo mówi się o ich depopulacji – osobny ważny temat…

Z większych zwierząt widzimy tylko skutki działania bobrów, bo je same trudno spotkać. Wzdłuż strumyka leśnego kolejne zwalone drzewa, a inne już nadgryzione – do zniszczenia wkrótce. Leśnicy nie reagują. Myślę sobie, że pracownicy leśni, którzy nie dalej jak kilka-kilkanaście metrów od strumyka zostawiają sporo nieużytecznych gałęzi po przycince lasu, mogliby przesunąć te sterty nad brzeg i może bobry tym by się zadowoliły w swoich  budowach? Ale może się mylę co do bobrzych zwyczajów… Jedyny plus, że za żeremiami postał bród, którym skracamy sobie drogę do pięknej partii puszczy, do której normalnie dostęp jest dopiero kilometr dalej przez mostek.

Las urzeka. Ale tego starego, pięknego coraz mniej. Doceniam nowe nasadzenia, ale z tego las będzie dopiero po dziesięcioleciach.
Dwie refleksje. Czy wokół siedlisk-letnisk nie powinno się zachowywać stref krajobrazowych? (mam na myśli pasy leśne).
Wycinki służą głównie drewnu na meble, budowy i na papier. Wyczekuję czasu gdy papier będzie robiony z konopi lub innego biodegradowalnego surowca, jaki będzie wynaleziony w ramach postępu  techniki.
Mam niewyjaśnione pytanie co do surowca z jakiego  IKEA produkuje swoje meble i eksportuje do wielu krajów. Wiem że Szwedzi szanują swoje lasy, zatem czy przypadkiem nie jest to polskie drewno?

I jeszcze jeden wątek ekologiczny, też częściowo związany ze Skandynawią.
Obecnie jest głośna sprawa nadużywania przelotów samolotowych przez polityków. I coraz większej ich ilości w ogóle, zwłaszcza w ramach masowej turystyki. Wiadomo, że to samoloty tworzą w atmosferze dużo więcej zanieczyszczeń niż samochody. Zatem czy nie jest hipokryzją, gdy ci, którzy mówią tyle o czystym powietrzu i ekologii często latają?
A co to ma wspólnego ze Skandynawami? Tam narodził się trend ograniczania się w przelotach. Chociaż irytują mnie różne dziwactwo pseudoekologów, to akurat w tej kwestii byłbym za.

Wracam do ogrodu, bo pokazało się słońce i szkoda go tracić – podobnie jak na rozpisywanie się o tym, co trzeba przede wszystkim poczuć a nie omawiać po raz kolejny… I chociaż uznaję mądrość motta, to po prostu lubię być na słońcu.

Z notatnika letnika – sierpień

Chociaż podróżujemy po świecie by znaleźć piękno,
to musimy je nosić w sobie, w przeciwnym razie
nie znajdziemy go w świecie.
Ralph Waldo Emerson

Od czasu do czasu nachodzi mnie wewnętrzna potrzeba podzielenia się migawkami z mego prywatnego życia,  które latem koncentruje się na przyrodzie, wyjazdach, pobycie na swej daczy (w tym roku – jak dotąd-  łącznie prawie dwa miesiące), przeżyciach „artystycznych” itp.

Ponieważ prawdopodobnie niewiele osób to może zainteresować,  to tym razem tylko parę kolejnych ciekawostek z owego leśnego refugium plus trochę zdjęć.

Tak się złożyło, że przez inne zajęcia i wyjazdy minęła nas pora zbioru śliwek (głównie renklod). Jechaliśmy z nadzieją, że jednak coś się da uzbierać. Jakie było nasze zdziwienie, gdy zobaczyliśmy że ostatnimi owocami właśnie zajmowały się … wiewiórki. Nigdy bym tego nie podejrzewał, bo wiewiórki – owszem czasem bywały, ale później – by buszować w leszczynach. Na ziemi zaś leżało wiele śliwek nadgryzionych i niestety już gnijących. Inne były nadgryzione przez osy i inne owady.
Natomiast mirabelki, jakie mamy na części ogrodzenia, mimo trzebienia, znów zasypały nas taką obfitością, że przegniłe spady zbieraliśmy wiadrami, żeby oczyścić przynajmniej te rejony, gdzie się chodzi.
Tak to jest, to co dzikie – rodzi bez opamiętania, a to co hołubione, nie zawsze jest szczodre (renkloda przez ostatnie lata prawie nie rodziła). Podobnie było z czereśnią, w tym roku urodzaj, ale prawie wszystko zjadły ptaki, bo drzewa są już tak wysokie że nijak jest ochronić jakoś koronę.

Wszystko bardzo wyrosło od dawnych czasów, gdy zagospodarowywaliśmy plac. Stąd rada dla działkowiczów – planując bierzcie pod uwagę co może być za 20-30 lat i eliminujcie zawczasu niepożądane rozrosty. Coraz więcej cienia i … roboty aby to wszystko jakoś ogarnąć. Zacząłem wielkie cięcie, nie czekając nawet jesieni, czy wiosny. Wielki sterty gałęzi, bierwion na których nawet piła mechaniczna się zacina…

Wieczory sierpniowe są już często chłodne, więc palimy ogniska by spalić takie masy chrustu i szczap, ale także ku uciesze i … harcerskim wspominkom.

Kolejna ciekawostka. Ognisko zagaszone późnym wieczorem paroma kubełkami wody, popiół udeptany. Rano widzę znad paleniska unosi się jeszcze dymek. A niech się dotli. Po blisko 20 godzinach odkryłem, że w głębi wciąż jest bardzo gorąco i … upiekłem jeszcze kartofle!
To jednocześnie przestroga – dobrze zagaszajcie ogniska, bo gdyby był wiatr, to przy takiej suszy – pożar nie wykluczony.

W lesie jak na razie u nas brak grzybów. Mimo tej suszy, wokół nas – jeszcze dżungla. Parę zdjęć  pokazuje co zaczyna się już parę metrów od ogrodzenia.

Oczywiście, inaczej to wygląda od frontów działek  – cieszą oczy jeszcze liczne kwiaty i owoce.

A to nasza piękna aleja akacjowa prowadząca do siedlisk;  akacje zawsze zazieleniają się stosunkowo późno ale i późno tracą liście. To bardzo stare drzewa. Przed ponad 20 laty wyglądały podobnie.
Z tych czasów pamiętam wspaniały dąb, po którym dziś pozostała … oryginalna „donica” dla brzózki.

A kto z młodszego pokolenia pamięta, a nawet wie, co to były wieże triangulacyjne? Dziś pozostały z nich gdzieniegdzie takie resztki, w innych miejscach już nic nie pozostało.

Wieże stawiano na szczytach pagórków, w naszej okolicy to wysokie mazowieckie wydmy (ponad 100 m npm).

Niektóre drogi przekopano w poprzek tych wydm, które stopniowo obsypują się.

W lesie i na polanach zakwitły wrzosy.

Nadchodzi jesień i pora na ukochane góry, a potem jakieś ciepłe kraje – na przedłużenie lata…