Mały przerywnik kulturalny

Bogactwo i przepych nie zdobią duszy; 
prawdziwe piękno rośnie w skromności i cnotliwym życiu.

Najwyższym dobrem jest duch, który gardzi każdą rzeczą przygodną,
a z samej cnoty czerpie radość.

Seneka (młodszy)

Gdy jesteśmy z żoną większość lata poza Warszawą, co jest przyjemne przez kontakt z przyrodą, względną ciszę, czyste powietrze, leśne wyprawy itp., gdzie nawet telewizja i Internet słabo dociera, to pojawia się także brak kontaktu z kulturą. Oczywiście miejsce sprzyja zagłębieniu się w lekturach, co zawsze praktykujemy, o czym dalej.
Jednak od czasu do czasu trzeba wrócić do miasta „w sprawach” i by zadbać o roślinność w domu, odebrać pocztę, zrobić mniej typowe dla prowincji zakupy itp. Wtedy pojawia się krótkie okienko czasowe, ów „przerywnik”, co maksymalnie chcemy wykorzystać także dla kultury.
Cóż więc to było ostatnio? Nie za wiele – właśnie przez krótkie „okienko”, ale…
1. Lubimy historie filmowe (chociaż nie tylko) z wątkiem podróżniczym, szczególnie takie które pokazują odważne pokonywanie wyzwań, na pograniczu survival thriller (ale nie „filmy akcji” robione dla wątpliwej rozrywki) i podkreślające aspekt duchowego przetrwania i heroizmu (osobiście także dlatego, że sam w młodości podejmowałem śmiałe wyzwania, oczywiście w mniejszym wymiarze, jak np. samotny autostop wokół Europy z groźnymi przygodami). Tak jak np. w filmach Infinite Storm (Małgorzaty Szumowskiej), 6 Below: Miracle on the Mountain (reż. Scott Waugh), Suddenly Alone (oryg. francuski Soudain seuls, reż. Thomas Bidegain) i podobne.
Tym razem był to ponad dwugodzinny obraz pt. „Wędrówka na północ” (reż. Bart Schrijver), w którym dwóch przyjaciół podjęło wyzwanie przejścia górskiej i leśnej trudnej trasy pieszo szkockimi West Highland Way i The Cape Wrath Trail w Szkocji Północnej.  Ok. 600 km. Droga usłana trudnościami, częstymi deszczami, zimnem, błądzeniem oraz dodatkowo nie bez napięć emocjonalnych podróżników. Sukces polegał nie tylko na pokonaniu trudności, ale i na wzajemnym zrozumieniu postaw i odczuć. Polecam.
Ogólnie lubimy filmy przedstawiające różne miejsca świata.
W pewnym stopniu robił to telewizyjny serial „Polacy za granicą”, ale tam dużo więcej mówiło się o ludziach, ich mieszkaniach, jedzeniu itp., a nam było za mało przyrody, zabytków, tras… Z pozytywnych przykładów wg naszego gustu możemy wymienić przyrodnicze filmy z BBC, serię „Ciężarówką przez…” Dawida Andresa itp.

2. „Ogrody muzyczne” i podobne imprezy
Lubiliśmy obejrzeć parę występów na tej corocznej imprezie na dziedzińcu Zamku Królewskiego. W tym roku jednak nie zdążyliśmy przybyć na czas do Warszawy – cykl zakończył się 8 sierpnia. Chcieliśmy np. zobaczyć tytuł „List-Chopin” (7.08) – tę relację artystów pokazywał głośny film „Chopin”, ale to był tylko zarys – chciałoby się poznać więcej o tej przyjaźni i rywalizacji. Ogólnie o tyle mniejsza strata, że coraz częściej (prawie wszystkie) „występy” to filmowe retransmisje, a nie coś na żywo. I to kosztuje …co rok drożej. Nie tylko tam – przykładowo „Prom Kultury” na Saskiej Kępie biletuje słono (50 zł i dużo więcej) już prawie wszystko, chociaż to tylko dzielnicowa placówka publiczna, a nie prywatny teatr.
Wspominam podobną inicjatywę o nazwie „Art Park”, który funkcjonował w centrum, w parku im. Marsz. E. Rydza-Śmigłego przez parę lat i był … darmowy. Dobre zespoły i artyści na żywo, scena zanurzona w przyrodzie – miłe wspomnienia. Niestety zlikwidowany. Mam wrażenie, że owych czasach, gdy prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński, bardziej dbano o publiczny dostęp do kultury.
Gdy to piszę przed nami jeszcze ew. wizyta w ramach festiwalu muzycznego na terenie mokotowskiego Morskiego Oka i Pałacyku Szustra.
Były i małe epizody lokalne, np. https://x.com/etsaman2/status/2088359852984897571.
Najprostszą formą spotkania z kulturą jest odwiedzenie wystaw, a także … spacer wokół miejsc Warszawy, gdzie zabytki, księgarnie, grajek uliczny dają jakąś inspirację lub przeżycie.
Wystawy stałe w muzeach mamy już „zaliczone” wielokrotnie, więc szukamy czegoś nowego i zróżnicowanego.
Z takich właśnie wystaw zdążyliśmy zobaczyć za jednym zamachem trzy w Zachęcie. Mam mieszane uczucia co do tej placówki (patrz np. Banana Story), ale ze względu na małą odległość względem miejsca zamieszkania – próbujemy – może tym razem będzie coś dobrego. W danym przypadku wśród trzech aktualnych wystaw przywabiła nas jedna – „Splot słoneczny” ze względu na bliską nam tematykę lasu, drzew, przyrody. To były instalacje pokazujące śmierć drzew, ale i ich życie podziemne (spreparowane korzenie) oraz impresje związane z żywicą-krwią wielu drzew, główne jako oryginalne reliefy.
Podobnym miejscem jest Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim. Lubimy bywać w tej okolicy, bo blisko są parki, więc łączymy to ze spacerem. Tym razem, z programu już na miejscu (który możesz zobaczyć też na ich stronie www), wywnioskowaliśmy, że wszystkie obecne tamtejsze wystawy są szczególnie wybiórcze, ideologicznie lewicujące i wydziwnione. Przeszła nam ochota by to zobaczyć, zresztą nie pierwszy raz – tak, jak bywało z Zachętą.  Długi spacer w Łazienkach i okolicach był ciekawszy.
Chociaż raczej daleko mi do ideologii i celu ruchu GQ (moda męska, trendy, life style itp.), to na ich stronie jest dział kultury, gdzie można znaleźć czasem coś ciekawego. W realu była to wystawka fotograficzna powiązana z GQ w praskim Koneserze, które to miejsce dość często odwiedzamy. Lubimy balet, który był jednym z głównych tematów zdjęć.
Po wspomnianej pauzie w oglądaniu telewizji ciekawość skierowała nas w kierunku transmisji letnich koncertów, jakie organizują stacje TV w różnych miejscach Polski. Cóż, w większości – żenada. „Dinozaury” estrady, często już bez głosu i z  setnym wykonaniem tego samego, rozrywka może pasująca do miejsc, gdzie w ogóle rzadko coś się dzieje (?), ale słaby poziom artystyczny. Cóż – prosta rozrywka właśnie, niewiele więcej…
W sumie – słabe te wszystkie propozycje na szybki wypad. A są przecież utalentowani i ciekawi artyści – vide  niektórzy (!)  muzycy przedstawiani przez Gabi Drzewiecką w jej tygodniowych, sobotnich audycjach telewizyjnych. Natomiast obejrzeliśmy parę ciekawych programów w kanale Historia.
To tylko tyle, co zmieścimy się w krótkim okienku przed powrotem na działkę. A tam wytrzymamy tak długo jak pogoda i zdrowie pozwoli – na ogół zamykamy sezon przed październikiem.
We wrześniu+ odwiedzimy wystawę z elementami muzycznymi w Muzeum Historii Polski (Cytadela) pod trochę mylącą nazwą „Za czym kolejka ta stoi? PRL w muzycznym zwierciadle”. Ma opowiadać o codzienności, marzeniach, buncie i wyborach Polaków żyjących w latach 1944–1989. 
Nb. czekamy już dwa lata na otwarcie całego muzeum, ale termin wciąż jest dość odległy.
Ostrzymy sobie zęby na szereg innych imprez, w tym teatralnych, ale to jeszcze do ustalenia wg dostępności…
Nie wykluczamy „podróży kulturalnych” do Wrocławia lub Krakowa, bo mamy tam „zaczepienie”.

3. Szersze konteksty kultury. Wypada wspomnieć ostatni wpis Marnotrawstwa ciąg dalszy, zwracając uwagę, że marnotrawstwo ma odniesienie do braku kultury w wielu aspektach. Było tam wiele krytyki postaw, które zasługują na potępienie, ale wkrótce potem odkryłem, że nie tyko ja (co oczywiste), ale i czynniki państwowe reflektują się i wprowadzają wręcz przepisy, które w pewnych przypadkach mogą odwrócić złe trendy. O tym w autokomentarzu do owego wpisu.
Patrz też odnośniki na końcu niniejszego wpisu*
Z kontekstów dość banalnych – także spotkanie z przyjaciółmi w dobrej kawiarni i ciekawa rozmowa, nawet dyskusja, to też cegiełka kultury – miła i pożądana. Tego nam brakowało w lesie…

4. Lektury 
Tu odrywam się sytuacji tytułowego „przerywnika”, ponieważ to temat ogólniejszy. Czytamy dużo, ale tutaj tylko o tym, co jest/było w ostatnim czasie. Mamy z żoną częściowo wspólne zainteresowania , ale i nieco odmienne, co pozwala nam się uzupełniać „dyskusyjnie”. Ja ostatnio nadrobiłem poważną zaległość w postaci powieści/powiastki „Wehikuł czasu” Herberta George’a Wellsa. Lubię dobrą SF, a ta pozycja z 1895 roku to jedna z najważniejszych powieści w historii światowej literatury science fiction, która była inspiracją dla dalszych w tym gatunku. Przedstawia, oprócz wątku przygodowego, wizję rozwoju ludzkości w dalekiej przyszłości – głównie w aspekcie społecznym z próbą wytłumaczenia zjawiska degeneracji ludzkości, co staje się tematem aktualnym i dziś. Pokazuje dokąd zmierza odejście ludzi od trudu życia na korzyść wygody. Widać też, że młody autor podlegał modnej wtedy wśród wielu intelektualistów teorii ewolucji, wizji walki klas, nierówności społecznych, feminizmu. Zwróciłem uwagę na ładny język i dobre tłumaczenie. Książka miała bodajże 2 adaptacje filmowe, w tym jedna z dodanym wątkiem miłosnym.
Przeczytałem tym razem systematycznie, a nie tylko by wybrać jakiś cytat, „Seneka – Myśli” (w opracowaniu Stanisława Stabryły). Wprowadzenie przedstawia życiorys rzymskiego mędrca i wskazuje jak złożoną był osobowością. Faktycznie wiele z myśli Seneki ma znaczenie ponadczasowe.
Typowo wakacyjną pozycją ze względu na lekki i dowcipny język, był „Leksykon niewiedzy” (Kathrin Passing i Aleks Scholz). Najróżniejsze zagadnienia naukowe w popularnym ujęciu, nie zawsze trafne czy aktualne (wyd. z 2007 r.). Ale jakże trafna ogólna myśl – jak wiele jeszcze nie wiemy, a nawet nie wiemy, że nie wiemy.
Jesteśmy obłożeni książkami o profilu społeczno-politycznym, bo lubimy lektury faktu. Jedne przeczytane wcześniej, ale wciąż można wracać do ich pewnych wątków, gdy dostrzega się powiązanie z tym, co się aktualnie dzieje jak np. „(Nie)nasza wojna” Wojciecha Sumlińskiego lub jego „Zapis zarazy 2”.
Inne wyciągnięte z lamusa i jeszcze dotąd nieczytane jak „Wielki przekręt” Kazimierza Z. Poznańskiego (1999r.). Mocne oskarżenia…
Jednak te lektury tutaj pomijam, bo na ogół w większości wychodzą poza sprawy kultury (można jednak podciągnąć te tematyki pod pojęcie „kultury niezależnego myślenia”). Podobnie przeglądamy liczne czasopisma, nie przeczytane jeszcze do końca (archiwalnych nagromadziło się setki). W nich działy kultury (recenzje, polecania, nowe książki…)
Warto  jeszcze raz zauważyć jak w tych książkach i artykułach pewne przepowiednie i opinie sprawdzają się po latach i dlatego poznajemy kto miał rację i kogo warto czytać dalej.
Odkryłem po czasie miesięcznik literacki „Poezja” poświęcony wyłącznie poezji. Był wydawany w latach 1965–1990. Publikowano wiersze polskich i zagranicznych poetów, omówienia, recenzje, wypisy. Wpadł w moje w ręce nr 251 z 1987 r., czyli już tak długo istniał wcześniej, a ja o tym nie wiedziałem.
Czy jego „śmierć” to była oznaka pewnego regresu kultury?
A ja tymczasem coraz bardziej zagłębiam się w poetykę. Miałem wzloty młodzieńcze, a teraz chyba bardziej chodzi o czułość na różne formy piękna. Zacząłem tworzyć domowy zbiorek poetycki – to obecne kilkadziesiąt książeczek i almanachów. We wspomnianym numerze „Poezji” znajduję krótki wiersz Jerzego Harasymowicza jak niżej.

W rogu okna
W nocy –
w rogu okna
gwiazda
nad Rawką
Można przy niej czytać
można iść w góry
znaleźć gwiezdne lasy
Niebo pod poduszką.

Pasuje do moich wzruszeń – mam trzy takie okna przez które oglądam nocne niebo albo skraje leśne. Ilustracja na początku tego wpisu to exlibris, który kiedyś dopasowałem do tego doświadczenia oraz lektur mojego bogatego zbioru książek w domu. Pisałem o tym szerzej kiedyś tutaj.  To dość ciekawe konotacje.
Uważam, że prawdziwa kultura ma silne powiązanie z pięknem i radością, wglądem w ten przymiot w człowieku. Oczywiście w literaturze kontrastujemy to z brakiem piękna, bólem utraty, losem który nas pozbawia pozytywnych wzruszeń – to wszystko jeszcze wzmacnia naszą tęsknotę za pięknem.
Dodam, że wspomniany Seneka łączył estetykę z życiem moralnym, stawiając cnoty człowieczeństwa ponad zmysłowe przyjemności. Dlatego takie motta wpisu. Słowo estetyka obejmuje szerszy zakres – nie tylko piękno jako takie, ale pewien ład, harmonia, porządek, czystość…
Niezależnie o wspomnianego powrotu do miasta, w zakresie kultury z pewną kokieterią informuję, że powstaje kolejny tomik moich wierszy. Będzie się różnił od poprzedniego  6 prób, ponieważ zawiera głównie krótkie i bardzo krótkie formy z niewielką ilością rymowania.
Daję przykład:

Piękno
Wzruszeń unikać
nie muszę
Wsłuchuję się
uchem i duszą
Ciało i myśli
wtórują
piękno porusza
czasem łza…

Co do piękna, to silnie reaguje(my) na muzykę, o czym już było parę zdań. Wspomniany brak telewizji (z powodów technicznych, ale i tak lato to powtórki oraz ogólnie nic ciekawego w programach) i szwankowanie Internetu kompensujemy sobie słuchaniem muzyki w radiu. Ciekawostką jest to, że najbardziej niezawodnie posługujemy się 50-letnim aparatem, bez przestrojenia na obecny zakres fal UKF, więc odbieramy programy na falach długich. Z polskich stacji używa ich Polskie Radio. Niezależnie od uwag krytycznych o tej stacji pod nowym i starym zarządem, trzeba przyznać, że trzyma lepszy poziom w zakresie muzyki niż wiele stacji nastawionych na różne łupu-cupu i nowinki światowe, z których wiele to efemerydy, które ulegną zapomnieniu przez swoją banalność i słabiznę. Tak więc znajdujemy tam utwory i cykle, które wyłapują evergreeny i naprawdę piękne melodie i ciekawych wykonawców.  A także dyskusje, relacje, spotkania z ciekawymi ludźmi kultury (tu trzeba wybierać). Oczywiście, gdy możemy, to trafiamy na ładne utwory  i na innych stacjach, np. RMF Classic, RMF FM, Chilli Zet, Zet, …, ale to na UKF, na małym, ale zawodnym radyjku, w samochodzie i oczywiście w domu. Pojawiają się i tam obiecujący wykonawcy.
I mniej typowe wtrącenie dotyczące piękna… zobaczyliśmy wreszcie nową ulicę Złotą i Zgoda w stolicy. Pięknie to zrobiono – powstał wydłużony ukwiecony i pełen wszelkiej zieleni „deptak” pełen ciekawych zakamarków, lokalików, życia.. W ogóle… Warszawa pięknieje w wielu miejscach. To też przejaw kultury, tej materialnej. 
Wracając do wierszy, polecam jednak ten pierwszy tomik, chociaż mam mieszane uczucia co do jego jakości. Ale może komuś się spodoba.
Podobnie przypominam o moim blogu StefanGarczynski.pl – o pisarzu, publicyście, nauczycielu i niezwykłym człowieku.

Tyle w aspekcie warszawskiego okienka kulturalnego w naszym cyklu lata w lesie. A „prawdziwy” czas kultury zacznie się po jesiennym powrocie do Warszawy, a ona ma sporo do zaoferowania…
Muzy zatańczą.

muzy greckie

—- 

* Temat kultury poruszałem na tym blogu wielokrotnie np.:
Dziewczyna i uśmiercanie kultury?
Kultura na codzień
INTELiGENcJA
Sens życzeń i ich składania

Konkurs chopinowski – z kulisów jego powstania

Ocalić od zapomnienia…

W związku z rozpoczętym 18. Międzynarodowym Konkursem Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie, cytuję artykuł, który ukazał się w tygodniku „Polityka” (nr 40, 29.09-5.10.2021) pt. „Od zapałek do Chopina”.
(za zgodą rodziny Henryka Rewkiewicza*)

Autorka artykułu (Dorota Szwarcman) korzystała z materiałów do książki „Henryk Rewkiewicz. Opowieść rodzinna” (ukaże się 23 października 2021)  przygotowywanej przez Łukasza Żuka**, wypowiedzi Jerzego Żurawlewa i publikacji na jego temat.


Od zapałek do Chopina

Na zbliżającym się 18. Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie po raz pierwszy zostanie przyznana nagroda im. Henryka Rewkiewicza. Niewiele osób wie, kim jest jej patron. A bez niego konkurs w ogóle mógłby nie powstać.

Na nagrodę w wysokości 10 tyś. euro zrzuciła się rodzina: jedyna pozostała przy życiu córka [Teresa Żuk z domu Rewkiewicz] oraz pokolenie wnuków i prawnuków. Otrzyma ją najwyżej oceniony reprezentant następujących krajów: Polski, Białorusi, Izraela, Litwy, Ukrainy lub Rosji. Dlaczego ten patron i takie kryteria? To długa historia i odnosi się do przyjaźni rodziny Rewkiewiczów z twórcą Konkursów Chopinowskich, Jerzym Żurawlewem.

Henryk Rewkiewicz pochodził z ziemi mińskiej, gdzie wówczas żyły obok siebie różne narody, dziś łączone z wymienionymi krajami. Jak piszą w uzasadnieniu fundatorzy nagrody: „…wyniósł ze swojej Małej Ojczyzny i następnie przekazał nam – swojej rodzinie – silny, otwarty polski patriotyzm. Ale – podkreślamy to – połączony z wielkim szacunkiem dla innych narodów, kultur, języków i religii”.

Także Jerzy Żurawlew urodził się na wielokulturowym Wschodzie, ale dalszym: w Rosji, w Rostowie nad Donem. Tam z kolei żyli obok Rosjan Kozacy, Żydzi, Ormianie, Polacy, Ukraińcy, Niemcy i Grecy. Ojciec był Rosjaninem, zginął w wypadku przed jego urodzeniem się (Jerzy był trzecim synem). Matka, Polka, była dla Jerzego pierwszą nauczycielką gry na fortepianie. Chłopiec wykazywał talent, więc jako 8-latek został pokazany Ignacemu Janowi Paderewskiemu i za jego namową, jak również kolejnego nauczyciela, Władysława Sayer-Waszkiewicza, udał się w 1907 r. do Warszawy na studia u cenionego prof. Aleksandra Michałowskiego. Profesor był bezpośrednim spadkobiercą tradycji chopinowskich, ponieważ jednym z jego pedagogów był Karol Mikuli, uczeń Chopina. Także Żurawlew po ukończeniu studiów działał jako pianista, ale też jako pedagog, co stało się jego wielką pasją.

Henryk R

Henryk Rewkiewicz (1888 – 1955)

zurawlew

Jerzy Żurawlew (1886 – 1980)

W trzy lata po Żurawlewie znalazł się w Warszawie również Rewkiewicz, który rozpoczynał wówczas pracę jako księgowy; a parę lat później związał się z przemysłem zapałczanym, w którym szybko zrobił karierę. Ale nawet gdy jeszcze był na dorobku, najważniejszym sprzętem w jego skromnym wówczas mieszkaniu na Powiślu był fortepian.

Szachy i fortepian

W latach 20., gdy Rewkiewicz stał już na czele Polskiego Monopolu Zapałczanego, przez jego eleganckie mieszkanie przy Alei Róż przewijali się liczni goście. Miał szerokie zainteresowania: literackie, malarskie (to nie przypadek, że trzy z czterech jego córek zostało malarkami lub graficzkami) i muzyczne. Działał w Warszawskim Towarzystwie Muzycznym, szacownej instytucji, współzałożonej jeszcze przez Stanisława Moniuszkę, a dziś noszącej jego imię.

Jerzy Żurawlew odwiedzał w tym czasie Rewkiewiczów niemal codziennie. Grywał z panem domu w szachy lub brydża, ale też często grał na fortepianie. Był traktowany niemal jak członek rodziny; został ojcem chrzestnym najmłodszej córki Henryka, Teresy, na ślubie najstarszej Haliny był świadkiem, a na skromnym przyjęciu weselnym kolejnej Rewkiewiczówny, Barbary, już podczas drugiej wojny światowej, zagrał nowożeńcom Marsz weselny Mendelssohna.

Poza mieszkaniem w Alei Róż Rewkiewiczowie mieli dom w Klarysewie pod Warszawą. Tu także życie towarzyskie kwitło. Przyjeżdżali również muzycy: Adam Wieniawski, bratanek Henryka Wieniawskiego i prezes Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego w dekadzie przedwojennej, czy też znany pianista i kompozytor Bolesław Woytowicz, ale przede wszystkim oczywiście Żurawlew z żoną. W willi również był fortepian, na którym pianista lubił grać w odosobnieniu. Dzieci chętnie go podsłuchiwały i podglądały, a potem naśladowały miny, jakie robił podczas gry.

Muzyka i sport

To właśnie w Alei Róż wykluła się koncepcja stworzenia konkursu dla pianistów, poświęconego muzyce Chopina. Wszystko zaczęło się w 1925 r. od podsłuchanej przez Żurawlewa w pociągu rozmowy studentów. Jeden z nich miał powiedzieć: „Moim zdaniem Chopin jest nudny i przestarzały”, a drugi dodał: „A nawet szkodliwy. Muzyka jego jest zniewieściała i jakaś chorobliwa Niepotrzebnie roztkliwia i osłabia ducha”. Dla pianisty, szczególnie przywiązanego do tradycji chopinowskiej, te słowa były prawdziwym ciosem. Zbulwersowany, zapragnął zaradzić takiemu postrzeganiu kompozytora. Dyskusje na ten temat odbywały się u Rewkiewiczów. Pianista zastanawiał się głośno, co zrobić, by ta młodzież, która interesuje się głównie sportem, zajęła się też muzyką? W pewnym momencie powstał pomysł: a może by tak konkurs? A może poświęcić ten konkurs właśnie Chopinowi? l przy okazji udałoby się odczarować niesłuszne opinie o jego muzyce. A do tego młodzi artyści otrzymaliby możliwość zdobycia nagród i międzynarodowej sławy.

Gdy jednak w 1926 r. Żurawlew zwrócił się ze swoim projektem do prezydenta Stanisława Wojciechowskiego o protektorat, usłyszał odmowę. W Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego spotkał się – jak wspominał po latach – z niezrozumieniem, obojętnością, a nawet niechęcią; uważano, że pomysł jest niewykonalny. Muzycy zaś twierdzili, że Chopin jest tak wielki, że sam się obroni. Organizatorem konkursu miało być Warszawskie Towarzystwo Muzyczne, które jednak nie podejmowało się pokryć ewentualnego deficytu. Wówczas Rewkiewicz – członek zarządu Towarzystwa – zaproponował, że osobiście zagwarantuje pokrycie tych kosztów z własnych, prywatnych funduszy (a nie Monopolu Zapałczanego, jak pisano w niektórych publikacjach), podając sumę 15 tyś. zł – gigantyczną, jak na owe czasy. Stwierdził jednak, że dla pięknej idei może podjąć takie ryzyko.

Zarówo ta ofiarność, jak i zmiana sytuacji po zamachu majowym, gdy prezydenta Wojciechowskiego zastąpił Ignacy Mościcki, spowodowały przychylny stosunek władz do pomysłu. Żurawlew, dzięki protekcji innego ze swych przyjaciół, Juliusza Kadena-Bandrowskiego, został przez Mościckiego przyjęty i doczekał się wsparcia.

Pierwsza edycja Konkursu odbyła się w styczniu 1927r. w Filharmonii Warszawskiej. Była jeszcze skromna, miała tylko dwa etapy (pozostałe konkursy przedwojenne również), ale już wymiar międzynarodowy: wzięło w niej udział 26 pianistów z 8 krajów. Triumfowali muzycy z ZSRR i Polski: wygrał Lew Oborin, II miejsce otrzymał Stanisław Szpinalski, a jedno z wyróżnień przypadło przyszłemu wielkiemu kompozytorowi Dymitrowi Szostakowiczowi. Konkurs okazał się wielkim sukcesem i na kolejny, po pięciu latach, przyjechało już 89 muzyków z 18 krajów. Laureat II nagrody, niewidomy węgierski pianista Imre Ungár, ćwiczył podczas konkursu w mieszkaniu Rewkiewiczów. Przed wojną odbyła się jeszcze jedna edycja; na czwartą trzeba było czekać aż 11 lat.

Wojna i po wojnie

Pod okupacją hitlerowską Chopin był zakazany. Co nie znaczy, że nie rozbrzmiewał w prywatnych mieszkaniach. Także w tym warszawskim na rogu Puławskiej i Willowej, gdzie na kilka lat przed wojną przeprowadzili się Rewkiewiczowie. Przychodził tam Jerzy Żurawlew, by spokojnie poćwiczyć – i znów podsłuchiwała go rodzinna młodzież, tym razem po prostu z tęsknoty za Chopinem. Pianista przyjeżdżał też grać do willi Rewkiewiczów w Klarysewie. Przyjaciel wspierał go również materialnie, m.in. cenną wówczas walutą, jaką były zapałki – podczas wojny pozostał w branży.

W Klarysewie rozkwitała atmosfera patriotyczno-konspiracyjna, w którą zaangażowane było młode pokolenie. Jedna z Rewkiewiczówien, Barbara, przypłaciła działalność w AK, również po wojnie, więzieniem stalinowskim; inna, Halina, zdążyła uniknąć aresztowania i przedostać się na Zachód. Henryk Rewkiewicz pod koniec lat 40. odbudowywał przemysł zapałczany, ale został aresztowany trzy lata po córce – w 1950 r., pod zarzutem handlu walutą. Trafił do obozu pracy w Mielęcinie. Wyrok opiewał na dwa lata, udało się go jednak skrócić dzięki rodzinie, ale także dzięki Jerzemu Żurawlewowi, który wówczas był już cenionym profesorem warszawskiej uczelni muzycznej i miał za sobą pracę nad wznowieniem dzieła swego życia – Konkursów Chopinowskich (pierwsza powojenna edycja odbyła się w 1949 r., na stulecie urodzin kompozytora).

Żurawlew złożył oświadczenie, że Henryk Rewkiewicz podczas drugiej wojny światowej świadczył pomoc materialną zarówno jemu, jak i Adamowi Wieniawskiemu, przewodniczącemu jury II i III Konkursu Chopinowskiego. Rewkiewicz wyszedł więc na wolność, ale żadnej pracy nie udało mu się już załatwić nawet tak wpływowej osobie, jaką by jego przyjaciel.

Henryk Rewkiewicz zmarł w 1955 r. Jego nazwisko w historii Konkursów Chopinowskich bywało pomijane lub przekręcane – za PRL, bo był „burżujem”, a z czasem po prostu zapomniano o tym epizodzie. Teraz  tę historię przypomina jego rodzina, która przyjaźń z prof.  Żurawlewem utrzymywała do samego końca.  Gdy twórca Konkursów Chopinowskich zmarł w 1980 r., jego nagrobek zaprojektowała z córek Henryka, Danuta.

———

Przypisy prywatne dot. wspomnianej rodziny

* Henryk Rewkiewicz – ojciec mojej cioci Teresy, najmłodszej córki Rewkiewicza, a także ożeniony z jej matką – Józefą Korolkiewicz, siostrą mojego dziadka Aleksandra

** Łukasz Żuk – syn Teresy i Henryka Żuka – brata mojej mamy.
Jego książka będzie uzupełnieniem historii rodzinnej, tym razem linii seniora Rewkiewiczów, po tym jak część dotycząca rodziny ojca Łukasza została opisana przez Henryka Żuka w książce „Na szachownicy życia” (zwłaszcza na szerokim tle wydarzeń wojennych i działań AK).
Rodzina  H. Rewkiewicza jest liczna, wielu jej przedstawicieli zjedzie z kraju i ze świata na wręczenie przedstawionej nagrody.