Warszawskie, i nie tylko, kamienice

Wasze ulice, nasze kamienice…

Głośno jest o nieuprawnionych reprywatyzacjach. i związanych z tym przekrętach. 

Pisałem już o tym tutaj w sierpniu 2017 – pewne wątki powtórzę poniżej, ale doszły i nowe okoliczności.
Np. kamienica przy ul Mokotowskiej 8 w Warszawie. Wiadomości TVP, program Alarm itp. media miały kolejną pożywkę, bo okazało się że w tej pięknie zrewaloryzowanej kamienicy wykupili mieszkania celebryci i prominentne osoby związane z TVN.

Może to i była medialna okazja by dopiec konkurencyjnej stacji i zapleczu PO, ale sprawa, tak czy inaczej, wymaga wyjaśnienia.

Zacznę jednak od refleksji ogólniejszej. Warszawa przed wojnę słynęła z pięknego śródmieścia, zachowało się wiele starych stylowych domów – można powiedzieć pomników historii i kultury materialnej. Wojna okrutnie obeszła się z tą spuścizną. Okaleczona przez Niemców, potem padła jeszcze ofiarą polityki urbanistycznej sprzyjającej stalinowskim koncepcjom. Przykładowo – wyburzono wzdłuż ul. Marszałkowskiej wszystko to, co jeszcze się ostało (a tym wiele obiektów godnych zachowania a jednocześnie mogących pomieścić ludzi tak dramatycznie szukających dachu nad głową) – na rzecz alei dla wojskowych i partyjnych defilad. Podobnie postąpiono z okolicami obecnego PKiN.  Brzydota tych miejsc do dziś szokuje.
Później trzeci cios był rozłożony w czasie – zabytkowe domy przeznaczone pod „kwaterunek” nie miały ani konserwacji ani poważania u władz – stopniowo niszczały popadając w ruinę. Np. ileż to dziesiecioleci widzieliśmy to w samym sercu Warszawy – pomiędzy ulicą Foksal a Smolną.

Wszystkie cywilizowane stolice dbają o swoją wartościową substancję, mają dzielnice reprezentacyjne, miejsca gdzie mieszkają ludzie zamożniejsi – gwarantujący utrzymanie tej substancji na odpowiednim poziomie. W takiej sytuacji skłaniam się do uznania, że lepsze od tej dewastacji jest przejmowanie zgodnie z prawem nieruchomości przez osoby, które chociaż nie są historycznie właścicielami, to gwarantują właśnie ich rewaloryzację i utrzymanie w dobrym stanie. W ten sposób – prywatnym sumptem – już wiele domów, kamienic i zabytków ocalało i obecnie jest ozdobą miast i wsi zamiast ostatecznie popaść w ruinę lub być nieustannym kosztem i kłopotem gminy.

Powiem zatem coś, co nie będzie może popularne. Trzeba oddzielić od siebie przynajmniej cztery aspekty sprawy:
1. Nieuczciwe przejęcia, tak głośne za sprawą odkryć Komisji Weryfikacyjnej (kamienica za 50 zł, 120-letni ‚właściciele’, fałszowane dokumenty itp.)

2. Nieludzkie postępowanie z lokatorami, dręczenie i szykanowanie ich, odcinanie mediów, sprzedaż wraz z domami itp.

3. Sama rewaloryzacja budynków – działania, które je ratują. W samej Warszawie odnotowuję kilkanaście pięknie odnowionych kamienic. Powinniśmy takie mieć. Nie wnikam w  możliwe przekręty, bo ani nie jestem pewien czy zawsze były ani że tylko tak daje się to załatwić.

4. Kupowanie luksusowych mieszkań przez osoby, które na to stać. Nie wnikam  – czy to celebryci (mają pieniądze) czy z TVN  czy z biznesu czy inaczej. 
Sprawa może (ale nie musi) być wiązana, gdy przyszły właściciel od początku jest w układzie z deweloperem, który buduje nieuczciwie.
Podobnie gdy łańcuszek polega na przekazywaniu lokali osobom uprzywilejowanym politycznie poza rynkiem i z bonifikatami będącymi łapówką lub z pieniędzy publicznych. To powinno być wyjaśnione, ale obowiązuje domniemanie, że nabywca kupuje takie mieszkanie na rynku  w dobrej wierze i nie zna ew. zaszłości. Dopiero prokuratura i sąd (uczciwy) ma to rozstrzygnąć. Nie ma dużego wyboru w stosownych prestiżowych lokalizacjach, więc można trafić także pechowo. Jednak nagonka z góry na wszystkich takich nabywców to populistyczna zagrywka.

Faktem jest, że dużo ludzi zostało pokrzywdzonych i słusznie należy im się zadośćuczynienie. Deweloper, który dba o swoją markę i nie stosuje kruczków prawnych, zadbałby o zapewnienie dotychczasowym lokatorom takiego zadość-uczynienia w pieniądzu lub w naturze. I tak by mu się opłaciło biorąc pod uwagę zamożność przyszłych nabywców, którzy dadzą wysoką cenę.
Na fali tych słusznych sytuacji widzę też jak do poszkodowanych doczepiają się ludzie, którzy pozyskali nieruchomości za PRL 
prawem Kaduka. Bywały częste przypadki, że prawowity właściciel był rugowany z mieszkania  przez władze na rzecz kogoś, kto tej władzy sprzyjał. Niektórzy z nich są bardzo głośni. Jakaś pani: „Ja po wojnie tu sama wstawałam okna!” itp. I co z tego? Wiele tak uwłaszczonych domów, a nawet zabytkowych dworów czy mieszkań kwaterunkowych  to obecnie ruina – „właściciele” z nadania lub zasiedzenia nie dbali o nie. 

Gdy pisałem w sierpniu, miały miejsce obchody rocznicy Powstania Warszawskiego. Ktoś na twitterze tak skwitował wystąpienie HGW:

Złodziejka która przyczyniła się do wyrzucenia z mieszkań 40 tys. mieszkańców Warszawy wzywa do „obrony wartości”.
Oczywiście nie o takie metody i wartości chodzi… W danym przypadku uderzała też konfrontacja słów HGW podczas 
wiecu z obecnością prawowitego spadkobiercy kamienicy na ul. Noakowskiego, który tego słuchał. 
Co prawda, nie wiem czy rzeczywiście 40 000 i czy dosłownie wyrzuciła (widział ktoś ludzi na bruku?), ale wszyscy ci ludzie – mimo, że nie są/byli właścicielami (są różne przypadki prawne), powinni także mieć zadośćuczynienie – czy to od władz czy od nowych nabywców lokali.
Oczekuję, że przekręty z nieruchomościami w Warszawie i innych miastach będą gruntownie wyjaśnione a winni osądzeni. Nie jestem jednak za tym by luksusowe, odnowione lokale wróciły do tych starych mieszkańców, którzy znów – z braku środków doprowadzą je do stanu slamsów. Rolą władz jest rozwiązanie i tej sprawy sprawiedliwie i z myślą o obliczu miasta. 


To jest uzupełnienie wcześniejszych refleksji na podobny temat.