Zdumiewający Kosmos

Nie sposób nie oniemieć z zachwytu,
gdy kontempluje się tajemnice wieczności, życia,
czy też wspaniałej struktury rzeczywistości. … 
Nigdy nie wolno utracić tej świętej ciekawości.
Albert Einstein

Kosmos jest zdumiewający. Zwłaszcza jeśli przyłoży się do niego znaną nam fizykę, co zapewne jest dużym ograniczeniem.
Abstrahuję tutaj od osobnego tematu jakim jest definiowanie kosmosu i wszechświata – są różne na to poglądy (np. że Kosmos to wszystko co przejawione i nieprzejawione i że zawiera w sobie wszechświat(y) jako przejawienia, a nawet przenikające się wszechświaty równoległe itp.).

Przede wszystkim poraża swym ogromem. Kiedyś komentowałem na FB zdjęcia NASA galaktyki Andromedy, np. to

(koniecznie zobacz).
Te miliardy gwiazd… A takich galaktyk są … miliardy – wg szacunków tego, co widzimy.
Ale czy widzimy wszystko? No, nie – nasze narzędzia obserwacyjne nie są na tyle doskonałe. Są i inne ograniczenia, o których często nie pamiętamy.

Mówi się, że widzialny/odkryty wszechświat (nasz wszechświat) ma kilkanaście miliardów lat (w hipotezie z pierwotnym ‚wielkim wybuchem’). Przy dość powszechnie przyjętym i obowiązującym fizyków założeniu, że nie ma prędkości większej od prędkości światła (c), to, co widzimy z najdalszych otchłani przestrzeni, odbyło się np. 14 miliardów lat temu – wyobrażając sobie czas też „fizycznie” i licząc go liniowo. Ale są i inne hipotezy dotyczące czasu i owej liniowości/nieliniowości (np. wpływ mas, efekty relatywistyczne, że czas nie istnieje, jest subiektywny, dyskretny, zapętlony, żyjemy w symulacji (ach)…).

Ale ciągnę wątek klasyczny trzymając się roboczo naszym pojmowaniem czasu.
Załóżmy (kolejne założenie a nie pewnik), że ludzkość istnieje rozumnie 80 000 lat – mam na myśli ten okres gdy człowiek nie tylko obserwował niebo, ale i miał w związku z tym jakieś wyobrażenie wszechświata.
Jakże to mało do owych miliardów lat.
Z faktu, że niebo badamy naukowo, rejestrujemy gwiazdy, robimy zdjęcia itp. stosunkowo niedawno (pomijając starożytnych a nawet Kopernika), wynika, że nasza wiedza o tym, co się dzieje we wszechświecie sięga obiektów, którym daleko nawet do przeciwnej strony galaktyki, podobnie jej centrum (odpowiednio średnica ok. 100 00 lat świetlnych i 28 000 lat). Znajdujemy się bowiem na uboczu galaktyki, w jednym z jej ramion. „Się dzieje” to określenie nawiązujące do tych wypowiedzi, które pretendują do tego, by opisać wszechświat jaki JEST.
Faktycznie nasza wiedza o tym „co JEST” zależy od odległości obiektów od nas – pobliże śledzimy „względnie” na bieżąco, dla dalszych to tylko sięganie daleko wstecz czasu.
Wynika z tego, że tak naprawdę nie wiemy jak wygląda nawet całkiem bliski nam rejon galaktyki – czy pewne gwiazdy, ich skupiska … w ogóle jeszcze istnieją w postaciach jakie je dziś widzimy z Ziemi. Tym bardziej nie wiemy czy jeszcze istnieją i gdzie ew. znajdują się dalekie galaktyki. Dodajmy do tego jeszcze fakt, że wszystko jest w ruchu (wirowania gwiazd wokół centrum galaktyk, wirowanie galaktyk w ich gromadach itd). A gwiazdy ewoluują. Wg nie do końca pewnej teorii wszechświat rozszerza się. To wszystko powoduje że jeszcze bardziej nie jesteśmy pewni tego co ‚widzimy’.

Zatem wnioskowanie o budowie i rozwoju wszechświata bazuje raczej na ekstrapolacjach i uogólnieniach z obserwacji jego historii. Powstają przez to dość arbitralne teorie wszechświata stacjonarnego, Wielkiego Wybuchu, kosmosu elektrycznego itp.
Podobnie śledzenie ewentualnych zagrożeń dla naszej planety w postaci meteorytów czy innych tworów, których trajektorie mogą przeciąć się z trajektorią Ziemi jest tylko częścią problemu kosmicznego bezpieczeństwa. We wszechświecie zdarzają się rozbłyski gwiazd supernowych, zderzenia gwiazd itp. zjawiska, które wyzwalają tak wielkie energie, że mogłyby Ziemię unicestwić lub krytycznie dla życia uszkodzić – nawet w sposób niewidzialny jakimś promieniowaniem (np. rentgenowskim).  Tak więc takie źródłowe wydarzenie zagłady może się już nieodwołalnie wykonało, a my tylko o nim jeszcze nie wiemy, bo trzeba czasu by do nas dotarło.

Czy to przykład na niepoznawalność rzeczywistości?
Prawdopodobną nadzieją jest ewentualna zmiana paradygmatu naukowego, uwolnienie od modeli mechanistycznych i limitu prędkości c na rzecz takich, które uwzględnią wszechświat kwantowy, z tzw. oddziaływaniami splątanymi, fraktalnością lub/i holograficzną naturą i dopuszczeniem nawet nieograniczonych podróży w czasie i przestrzeni, nie koniecznie fizycznie, ale z udziałem świadomości.
Bajki? Niezupełnie – tak myśli już spora ilość fizyków, którzy czują, że ich domena naukowa ‚oparła się o ścianę’. Wtedy jeszcze bardziej określimy kosmos jako ZDUMIEWAJĄCY.

To doświadczenie uczy nas perspektywy także w mniejszych rzeczach…

L.K. (pierwotnie opublikowane na facebooku)