Nowa Opowieść Wigilijna

Nic nie dzieje się bez marzeń.
Carl Sandburg

blask

Ostatni rok  zaskoczył nas nowymi tragicznymi wydarzeniami i ich tempem. Ja też, być może, Cię zaskoczę.

Po serii napięć politycznych, widmie terroryzmu i potopu imigrantów, po różnych niepokojących wieściach z kraju i ze świata, pora – pod koniec roku i w wigilijny wieczór – na płomyczek optymizmu.
Wbrew tym wszystkim przytłaczającym sygnałom, ów płomyk jest coraz większy, choć jeszcze utajony.
Powiedzmy, że mam pewien … wgląd i coś o tym wiem…

Cuda się zdarzają. Dziś zwierzęta mówią ludzkim głosem 🙂
Na poważnie – jesteśmy coraz bliżej poznania przynajmniej języka ich uczuć. Ale nie o tym…
Przypomnijmy sobie: czy nie było czasu, gdy załamanie się komunizmu w Polsce wydawało się mrzonką? Podobnie zmiana ustroju w Rosji (nie mówię, że dogłębna, ale przecież). A upadek wielkich potęg w historii?
Czy 20 lat temu mogliśmy podejrzewać np. taką jak dziś karierę telefonów komórkowych? Czy 40 lat temu wyobrażaliśmy sobie pewne obecne udogodnienia?

A tempo zmian przyspiesza.

Nie chodzi o to, by wszystkie zmiany chwalić, bo nie zawsze jest co. Chodzi o samą nieoczekiwaną przemianę.

Ale te przykłady to nic, w porównaniu z tym, co może się, i to stosunkowo niedługo, stać.

Posnujmy pewną wizję, chociaż nie mówię, że ziści się akurat w takim dokładnie kształcie jak niżej.
Wiem – utopie mają złe konotacje. Ale wierzę w uniwersalne prawa rozwoju. Kiedyś trzeba wyjść z barbarzyństwa.

To będzie przypominało skokową zmianę wg teorii katastrof.
Stary matrix się już załamał na płaszczyźnie duchowo-energetycznej (dziwnie mówię? – jak dla kogo…)
Jeszcze widzimy paroksyzmy ciemnych mocy, które próbują się ratować, chociaż ich los jest przesądzony. To te ostatnie wierzgania tak zaciemniają obraz i powodują nasz strach, a ten strach jeszcze ich zasila.
W pewnych sytuacjach będziemy doprowadzeni do ściany, co spowoduje rewolucję. Czasem trzeba szoku by dostrzec prawdę.
Zapędzeni w ślepą uliczkę zupełnego kolapsu finansowego oligarchowie podejmą decyzję o zmianie paradygmatu i rezygnacji z pieniądza odsetkowego, skierują ekonomię na bardziej ludzkie tory.
Ludzie zrozumieją, że religie były od bardzo dawna zmanipulowane. To kwestia perspektywy.
Podobnie, że rządy są przeważnie marionetkowe, nawet jeśli o tym nie do końca wiedzą.
Odsłonięte zostaną już dawno istniejące wynalazki dotyczące wolnej energii, sposoby uzdrawiania ze wszystkich chorób. Posypią się lawinowo dalsze odkrycia, jako konsekwencja. Dostępne będą sposoby na detoksykację planety. Odbudowa zniszczeń i rekultywacja ziemi stanie się prosta dzięki nieograniczonym zasobom energii, surowców (nowe możliwości pozyskiwania) i nowym wynalazkom. Stanie się jasne, że przeludnienie świata to mit bazujący na dominacji wielkich miast, gdy jednocześnie olbrzymie przestrzenie są puste.
Decentralizacja i samowystarczalność spowoduje, że upiorne molochy urbanistyczne, centralne sterowanie, dyktat korporacji – to wszystko zacznie się przemieniać do skali człowieka. Okaże się, że brak żywności to kolejny mit, Ziemia wyżywi wielokrotność obecnej populacji, a nawyki żywieniowe zmienią się na te zdrowe a nie rujnujące organizm.
Już teraz niektórzy miliarderzy przeznaczają prawie całe swe majątki na cele społeczne, za nimi pójdą inni. Oni już wiedzą, że wkrótce świat pójdzie w kierunku miłości i wspólnoty. Dziś jeszcze często błądzą w wyborze celów dla tych pieniędzy, ale oświecenie jest blisko.
To nie bezrobocie będzie problemem, tylko zapewnienie ludziom godnego życia nawet bez pracy.
Bo łatwo sobie wyobrazić przyszłość, do której stopniowo zmierzamy – coraz większa robotyzacja produkcji i usług, która faktycznie uczyni wiele osób bezrobotnymi w obecnym ujęciu. Ale czy to źle? Taki jest nieuchronny cel rozwoju, a czas wolny będzie można przeznaczyć na nowe zajęcia wykonywane bardziej dla przyjemności, nauki i pomocy innym niż z konieczności zarabiania.

Ujawnione będą spiski przeciw ludzkości – te stare i te nowe.
Będą różne konferencje i oświadczenia ze sfer rządowych i organizacji globalnych, zrazu jeszcze dość nieśmiałe (już w 2016 r.) o potrzebie radykalnych zmian. Bo „oni” już wiedzą, że zmiany są nieuniknione.
Cywilizacja znalazła się w ślepym zaułku. Będzie mowa o potrzebie nowego paradygmatu.  Istnieje zbyt wiele problemów tak nabrzmiałych, że nie pozostaje nic innego jak przecięcie ich jak węzła gordyjskiego. Mieczem prawdy. Tym, o którym mówi Apokalipsa wg św. Jana, przy czym trzeba pamiętać, że słowo apokalipsa znaczy dosłownie „odsłonięcie tajemnicy”.
Tonacja NWO będzie zastępowana coraz bardziej autentyczną troską o świat. To wszystko będzie pewnym procesem rozciągniętym w czasie i przestrzeni, który na początku nie obejmie wszystkich, ale pociągnie za sobą pozostałych.
Świadomości ludzi przekroczy masę krytyczną, i już nie będzie możliwości dalszej manipulacji.
Ta świadomość uderzy jak taran, stanie się jasne że wszyscy jesteśmy jednym i cokolwiek robisz drugiemu  – robisz sobie.
Ludzie zaczną porzucać absurdalne samoograniczenia, nawyki i przekonania.
Miłość stanie się czymś oczywistym i wielką siłą. Wzbudzony zostanie wielki entuzjazm twórczy.
Będzie i miejsce na misję Polski, z której wyjdzie wiele inicjujących impulsów, której rola w słowiańszczyźnie jest dużo większa niż się oficjalnie podawało.
Pokazana zostanie prawdziwa historia Ziemi i ludzkości, jej kosmiczne koneksje. Wkroczymy stopniowo do kosmicznej rodziny. Ujawnione będą kłamstwa oficjalnej nauki i historii.
Pokazana zostanie siła umysłu i ducha. Uzyskamy z powrotem wielką należną nam godność, zagubioną i tłumioną przez wieki.
Te wszystkie elementy nawet  pojedynczo potrafiłyby zmienić bardzo wiele, ale nastąpi synergia.
Ale i to nie oddaje skali możliwego skoku.
Dostrzeżemy kwantową naturę świata, że wszystko jest połączone i możliwe przez wybieranie odpowiedniej linii czasu.
Będą to zmiany przekraczające wyobrażenia dominującej większości ludzi.
Na granicy cudów.
Ale jak powiedział Jezus, że człowiek wiary „… będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni” (Jan. 14:12).
Obecny mizerny stan świata wyda się jakąś odległą, nierealną złą bajką…

I niech to będzie dodatkową, nową Dobrą Nowiną na ten czas, na tę szczególną chwilę Bożego Narodzenia, a jak kto woli – narodzenia nadziei.
Ta „umiera ostatnia” i nie umrze – nareszcie ma szansę na spełnienie. Żyjemy w ciekawych czasach.

Wesołych, optymistycznych Świąt!