Tajemnicza płeć

Mężczyzna patrzy na kobietę

Urok i piękno kobiety tkwi w jej niepoznawalności, tajemnicy.

Pierwotną inspiracją tego wpisu była tajemnica kobiet(y), jaka nurtuje wielu mężczyzn. Należymy do jednego gatunku, ale różnimy się wyglądem, psychiką i budową genetyczną. Obie płcie uzupełniają się nawzajem, ale także dzieli je wiele różnic, także innych niż te trzy wymienione powyżej.
Przyznam, że pomimo prawie 40 lat stałego i wiernego związku, a także wielu kobiet w moim wcześniejszym życiu, nie rozgryzłem tej tajemnicy dostatecznie. Jednak sporo wglądów dała mi literatura piękna, w tym poezja i aforystyka.

Z literatury pięknej (także z filmów i sztuk teatralnych – na jej bazie, ale i niezależnie) wydobywam wiele mądrości, w tym genialne podsumowanie Lwa Tołstoja z Anny Kareniny:
Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.

Jest faktem, że wiele tragedii małżeńskich bierze się ze wzajemnego niezrozumienia się obu stron. Za duży temat by go tu rozwijać. Szereg elementów owych konfliktów i niezrozumienia lapidarnie ujętych jest w aforystyce, popularnych powiedzeniach, co odkrywam np. w zbiorku [1] i rozproszonych po różnych almanachach tego rodzaju (mam sporo).
Co do poezji – podobnie, a tutaj wstawię dwa własne krótkie wiersze (z [6]).

PLASTER

Twoje słowo boli,
uraza trwa
mija kwadrans, dwa
przychodzisz, przytulasz
– wszystko się goi.

JASNA

Słowem, gestem najprostszym
przejaśniasz ciemne chmury
Twe oczy jasne
o jasnej mówią przyszłości
mówię więc sobie:
głowa do góry!

Poezja, w tym także śpiewana, raczej obraca się wokół wyniesienia kobiety, form piękna miłości i chciałoby się to przeżywać, nawet wbrew zdarzającym się rozczarowaniom i bólom.
Szereg bardziej konkretnych informacji o kobietach i różnicach płci daje nam lektura „dedykowanych” książek (przykłady wymienione na końcu) np.
[2] „Sekrety płci. 777 różnic między kobietą a mężczyzną„.
Jest to opracowanie popularne, które już swym tytułem skłoniło mnie do spojrzenia na płeć ogólniej i o tym będzie głównie ten wpis.
Bo i tak nie odnajdziemy odpowiedzi na ową tajemnicę, chyba że poprzez … miłość i dojrzałą przyjaźń.

RAZEM

Podaj rękę
pójdziemy razem
jak bywało
tą czy inną ścieżką
w szczęście i udrękę.
Co się stało, to się stało.
Dziś jest pięknie
– to zachowaj w pamięci
czasu może mało zostało.
Jestem wdzięczny
nie trzeba więcej.        [6]

Myślę, że w końcu ową tajemnicę każdy mężczyzna musi rozwikłać lub przyjąć jakoś do wiadomości sam – podane przykłady literatury niech będą pomocą, a dalsze znajdziesz np. w podanych tam źródłach.
Mamy tu zjawisko obustronne – kobiety także zastanawiają się nad mężczyznami, chociaż jesteśmy prostsi. Mają one prawdopodobnie więcej różnych zawiłości  psychologicznych, co widać  po tysiącach powieści pisanych przez kobiety i w blogosferze, a także problemy w swoim życiu zawodowym.

Natomiast „zjawisko” płci w ogóle jest fenomenem i to w większości ziemskiego świata ożywionego.
Chociaż… może nie tylko ziemskiego, gdy uwzględnimy różne wyznawane bóstwa (czy to tylko rzutowanie antropomorficzne?) oraz … opisy istot pozaziemskich wg pewnych hipotez np. [5]. Tutaj przypomina mi się humorystyczne opowiadanie S-F Stanisława Lema o pewnej społeczności pozaziemskiej, gdzie jest kilkanaście płci.

Podchodząc do tematu bardziej naukowo trzeba zdefiniować pojęcie płci.
Tu i miejscami dalej wykorzystuję właśnie źródła naukowe, ale żeby wywód nie był rozwlekły, poprosiłem AI o zwięzłe podsumowania i sporządzenie paru tabelek (tutaj niezbyt udolnie ułożone).
Czy to mnie przybliżyło do odpowiedzi o tajemnicy kobiety?
Nie za wiele i tylko pośrednio.
Jednak te zagadnienia w ujęciu nauki też mnie zainteresowały, a punkty o psychologii, uwarunkowaniach kulturowych (plastyczne, zależne od epoki) i społecznych, a nawet biologicznych, jednak wnoszą obiektywne aspekty tematu. Zastrzegam się – nie jestem biologiem ani antropologiem, więc nie oceniam na ile te informacje są celne.

1. U ludzi krótko można ująć to tak
Mamy trzy warstwy pojęciowe:
Płeć biologiczna (sex)
To cecha genetyczno-hormonalno-morfologiczna determinująca rolę w rozmnażaniu płciowym.
Opiera się na:

  • chromosomach (XX lub XY, rzadziej warianty jak XXY, X0),
  • gonadach (jądra lub jajniki),
  • hormonach (testosteron vs estradiol),
  • narządach płciowych (zewnętrznych i wewnętrznych).

Płeć społeczna (gender)
Konstrukt kulturowy – zbiór oczekiwań, ról, norm i zachowań przypisanych do danej płci w danej epoce i społeczeństwie. Może, ale nie musi, pokrywać się z płcią biologiczną.

Płeć odczuwana (gender identity)
To obecnie mocno dyskutowane (zwłaszcza gdy mówi się o kilkudziesięciu płciach!), lecz nawet ujmowane w kategoriach nauki (?) subiektywne poczucie przynależności do kategorii „kobieta”, „mężczyzna”, „non-binary” itp.
U większości koresponduje z płcią biologiczną, u mniejszości – nie.

By jednak zrozumieć uniwersalność płci warto zadać sobie pytanie – skąd się wzięła i dlaczego istnieją wielorakie różnice między nimi – chociaż nie będę wchodził w aspekty filozoficzne i ezoteryczne.
Cofnijmy się raczej do dymorfizmu w ujęciu ewolucyjnym – od form prostych do złożonych.

2. Płeć w świecie roślin i zwierząt
– od izogamii do dymorfizmu.
Zanim poszukałem specyficznych cech, które różnią płcie między sobą, zaciekawiło mnie jak te dwie wzajemnie siebie rozpoznają. Zwłaszcza u zwierząt, wśród których bywa, że samiec wygląda zupełnie inaczej niż samica, występują różnice w wielkości, głosie, ubarwieniu itp. Ciekawostką jest też to, że samce bywają bardziej „strojne”, bo muszą się bardzo starać aby pozyskać względy płci przeciwnej. To przypomnienie dla mężczyzn – przynajmniej w naszej kulturze.
Jak ujął to Paul Géraldy: To kobieta wybiera mężczyznę, który ją wybierze.
Zastanawia mnie też, że dobrze rozpoznają się zwierzęta tego samego gatunku, ale innych ras. Na przykład psy potrafią różnić się bardzo, a jednak rozpoznają się od razu jako gatunek, także krzyżują (w przeciwieństwie do gatunków, nawet jeśli są one bardzo do siebie podobne).
Zatem wydobyłem parę informacji i o tym rozpoznawaniu się.

Rośliny

  • Izogamia (glony) – gamety identyczne.
  • Anizogamia (okrytonasienne) – pyłek vs zalążek; różnica funkcjonalna, nie morfologiczna.
  • Dwupienność (np. wierzba, konopie) – osobniki męskie i żeńskie na oddzielnych roślinach. Rozpoznanie: chemiczne sygnały (lotne związki organiczne) i struktury kwiatowe.

Nie schodzę poniżej świata roślin, gdzie cechy płciowe (mniejsze) już nie korespondują z tutejszym tematem.

Zwierzęta

Stopień dymorfizmu Przykłady Mechanizmy rozpoznania
Minimalny robaki obojnacze, niektóre ryby feromony, kontakt bezpośredni
Umiarkowany ptaki (np. kaczka), ssaki (jeleń) wizualne (upierzenie, poroże), wokalne (śpiew), węchowe (feromony)
Ekstremalny pająki, ryby głębinowe (węgorzyca) dotyk (struktury kopulacyjne), bioluminescencja, kanibalizm płciowy

Jak samiec rozpoznaje samicę, gdy różnice są ogromne?

  1. Feromony – lotne cząsteczki wiążące się z receptorami VNO (vomeronasal organ).
  2. Sygnały wizualne – jaskrawe barwy, wzory, ruchy godowe (np. paw).
  3. Dźwięki – infradźwięki słoni, ultradźwięki nietoperzy.
  4. Struktury mechaniczne – „zamek i klucz” narządów kopulacyjnych (owady).
  5. Bioluminescencja – ryby głębinowe (samica 100× większa od samca).

3. Człowiek – dymorfizm umiarkowany, ale kultura wzmacnia różnice.

3.1. Biologia

Cecha Mężczyźni Kobiety Uwagi
Wzrost +12–15 cm efekt testosteronu na chrząstki nasadowe
Masa mięśniowa +40–50 % receptor androgenowy
Tkanka tłuszczowa 10–15 % 20–25 % estradiol promuje depozyty biodrowo-udo
Gęstość kości wyższa niższa po menopauzie
Mózg +10 % objętości większa gęstość neuronów w korze korelacja z rozmiarem ciała
Układ odporności słabszy silniejszy geny na X

3.2. Psychologia – zwięzłe meta-analizy (nie stereotypy)

  • Agresja fizyczna: d = 0,60 (mężczyźni)
  • Empatia afektywna: d = –0,30 (kobiety)
  • Orientacja przestrzenna: d = 0,50 (mężczyźni)
  • Werbalna płynność: d = –0,33 (kobiety)
    Efekty małe do średnich, ale zgodne międzykulturowo.

3.3. Zachowania w różnych kulturach

Kultura Rola mężczyzn Rola kobiet Wyjątki
!Kung (Buszumeni) polowanie, decyzje plemienne zbieractwo, opieka kobiety polują w ciąży
Moso (Chiny) brak ojcostwa prawnego matrylinearne dziedziczenie mężczyźni opiekunowie
Skandynawia 2025 50 % urlopów tacierzyńskich 40 % CEO najmniejsze różnice na świecie
Arabia Saudyjska dominująca (do 2018) hidżab obowiązkowy reformy 2019–2025

4. Dlaczego „mężczyźni niewieścieją, a kobiety się maskulinizują”?

4.1. Hipoteza endokrynna

  • Ftalany i BPA w plastiku → obniżony testosteron u chłopców.
  • Leki antykoncepcyjne w ściekach → estrogenizacja ryb i pośrednio ludzi.
  • Otyłość → aromataza w tkance tłuszczowej zamienia testosteron w estradiol.

4.2. Hipoteza społeczna

  • Edukacja: kobiety dogoniły i przegoniły mężczyzn w liczbie dyplomów.
  • Rynek pracy: zawody „męskie” (budownictwo) kurczą się;
    „kobiece” (opieka, HR) rosną.
  • Normy: akceptacja płaczu u mężczyzn, asertywności u kobiet.

Współczesne „niewieścienie” mężczyzn i „maskulinizacja” kobiet to także połączenie presji ekologicznej, technologicznej, kulturowej i normatywnej – nie koniec dymorfizmu, lecz jego nowa kalibracja.

4.3 Hipoteza ewolucyjna
W społeczeństwach o wysokim HDI (Human Development Index– wskaźnik opracowany przez ONZ, który mierzy jakość życia na podstawie trzech kryteriów: długości życia, poziomu edukacji oraz dochodu narodowego per capita) selekcja wg siły fizycznej słabnie → cechy „drugorzędne” (agresja, dominacja) tracą premię reprodukcyjną.

5. Inne wymiary różnic

Wymiar Mężczyźni Kobiety
Ryzyko zachowań 90 % więźniów, 75 % samobójstw większa ostrożność
Preferencje zawodowe „rzeczy” (inżynieria) „ludzie” (pielęgniarstwo)
Orientacja seksualna 1,8 % homoseksualizm 1,5 % (Kinsey 2025)
Transpłciowość 0,6 % MtF (trans-płciowa kobieta) vs 0,3 % FtM (trans-mężczyzna) asymetria hormonalna w życiu płodowym

Ważną cechą wzajemnego rozumienia się jest … rozumienie komunikacji poprzez rozmowy i  niewerbalnej.
Na ten temat jest wiele książek, a w naszym zestawieniu poniżej jest o tym zwłaszcza w pozycji [4] oraz w wybranych książkach (proponuję ebooki) Stefana Garczyńskiego [7 +].

Zakończę jeszcze jednym wierszem z [6]:

PRZYJDŹ
Powiedz słowo,
które będzie
naszym wierszem.
Podaj rękę
spojrzyj w oczy
niech się nie dręczę
– wreszcie moja.

Wybrane źródła (z domowej biblioteczki)

1. Ta jedyna – aforyzmy, powiedzonka, i przysłowia o kobiecie.
Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych, 1986

2. Tylko dla mężczyzn. Prosty i jasny przewodnik po duszy kobiety.
Jeff Feldman, Shaunti Feldman, Wyd. Esprit, 2007
Z opisu wydawniczego: Kobiety – to istoty skomplikowane i niemożliwe do zrozumienia? Kochasz swoją żonę i chcesz, by była szczęśliwa, lecz nie możesz jej „rozgryźć”?… Teraz jednak w zasięgu twoich rąk masz narzędzie, które otworzy przed tobą tajemnicę pozornie niezrozumiałych kobiecych zachowań. Dzięki setkom rozmów z kobietami i profesjonalnym badaniom ankietowym książka ta dowodzi, że kobiety nie kierują się nieracjonalnymi impulsami, ale że istnieją konkretne sposoby i środki, które mężczyzna może wykorzystać, by zrozumieć i uszczęśliwić swoją ukochaną. To książka niezbędna dla każdego mężczyzny, który chce cokolwiek rozumieć z tego, co się dzieje w jego związku… i niezbędna także dla każdej kobiety jako prezent dla ukochanego mężczyzny, jeśli chce być lepiej przez niego rozumiana.

3. Sekrety płci. 777 różnic między kobietą a mężczyzną.
Andy Collins, Wyd. Rytm, 2004.
4. Język kobiet, język mężczyzn. Jak porozumieć się w miejscu pracy.
Katrin Oppermann, Eika Weber, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, 2000

Z opisu wydawniczego (fragment):
Trudności we wzajemnym porozumiewaniu się kobiet i mężczyzn wynikają z odmiennych światów językowych, w jakich oni żyją. Różny sposób postrzegania rzeczywistości wpływa na powstawanie odrębnych dla obu płci stylów komunikowania się. Książka adresowana jest do osób aktywnych zawodowo – pracowników, którzy chcieliby pracować efektywniej, i pracodawców, pragnących kierować sprawnym i zgranym zespołem ludzi. W osiągnięciu tych celów przeszkadza im jednak nieumiejętność porozumiewania się z płcią przeciwną.  Autorki wiele miejsca poświęcają:

• konfliktom – nieodłącznemu elementowi relacji międzyludzkich – przedstawiając źródła ich powstawania oraz sposoby rozwiązywania;
• komunikacji niewerbalnej, ukazując jej ważną rolę w porozumiewaniu się;
• umiejętności kształtowania satysfakcjonujących kontaktów zawodowych (prezentują metody motywowania pracowników i warunki dobrej organizacji pracy).

5. Atlas istot pozaziemskich. Anna Głowacz (i jej wcześniejsze książki na ten temat)
6. 6prób (zbiorek wierszy)
Z dorobku Stefana Garczyńskiego:
7. Błyskotki o współżyciu – prezentacja ebooka – Stefan Garczyński
8. Razem, ale jak? – Stefan Garczyński
9. Rozmawiać? Tak. Ale jak? – Stefan Garczyński
10. Współżycie łatwe i trudne – prezentacja książki – Stefan Garczyński

Pożegnanie Nexusa

Najwięcej błędów popełnia się wówczas,
gdy stosuje się dokładnie do przepisów
.
Marie Antoine Careme

Numer 164 dwumiesięcznika Nexus był ostatnim w jego 28-letniej historii.
Szkoda! Bodajże jedyne wydawnictwo drukowane działające wg przesłania:

„Ludzkość przeżywa  obecnie okres ogromnych przemian. Mając to na uwadze NEXUS stara się docierać do trudno dostępnych informacji, które mogłyby pomóc ludziom w pokonywaniu związanych z nim trudności. Nexus nie jest związany z żadnym ruchem religijnym, filozoficznym, polityczną ideologią oraz organizacją”

Na okładce mamy hasła dotyczące przeważającej tematyki:
*Zdrowie  *Zagadki przeszłości  *Przemilczane fakty i zdarzenia  *Ukrywane technologie  *Parapsychologia  *Konspiracje  *UFO.
Artykuły Nexusa były często odważne, otwierające oczy, dawały do myślenia.

Czytałem ten periodyk prawie od jego początku, mam dużo egzemplarzy, w tym i te, które można uważać za cenne materiały archiwalne.
O tym wydawnictwie pisałem tu kiedyś by przybliżyć moim czytelnikom charakter Nexusa na przykładzie wybranego numeru – patrz Nexus- Nowe czasy.

Redaktor naczelny i właściciel – Ryszard Z. Fiejtek żegna się ze swoimi czytelnikami w ostatnim „wstępniaku” dając im szczyptę nadziei w ten sposób:

… Złożyliśmy jednemu z większych od nas wydawców propozycję przejęcia od nas pałeczki i kontynuowania wydawania tego dwumiesięcznika, ale do chwili pisania tego tekstu żadne decyzje w tej sprawie nie zostały przezeń podjęte.

Oryginalna, australijska, edycja tego pisma nadal się ukazuje i jeszcze przez wiele lat będzie wydawana, jeśli na świecie nie wydarzy się nic takiego, co by to uniemożliwiło. Jeśli nikt nie podejmie się dalszego wydawania polskiej edycji Nexusa, mam dla tych, którzy z różnych powodów nie znają języka angielskiego, pewną pociechę: w internecie dostępne są programy, które tłumaczą teksty z języka angielskiego na polski. Nie są one doskonałe, ale pozwalają zrozumieć sens tekstu. Wystarczy wejść na stronę www.nexusmagazine.com i kliknąć na „Current Issue” (Bieżący numer), a potem skopiować tekst do programu tłumaczącego. W ten sposób można nadal czytać artykuły z Nexusa.

Część osób pytała, co będzie z artykułami z Nexusa, które znajdują się na stronie www.kontestator.eu. Wyjaśniam zatem, że będą one dostępne przez dłuższy czas i zostaną w niedługim czasie uzupełnione do niniejszego numeru włącznie (obecnie są do 137 numeru). Nie wiem tylko, czy pozostaną pod tym adresem internetowym, czy zostaną przeniesione pod adres www.ufo.com.pl *, do którego jestem z pewnych względów przywiązany. Tak czy inaczej proszę szukać ich pod jednym z tych dwóch adresów.

Jednocześnie informuje:
Jeśli ktoś z czytelników myśli o zakupie wcześniejszych numerów Nexusa i z jakichś powodów odkłada to na później, proszę się pośpieszyć, ponieważ wraz z zakończeniem wydawania polskiej edycji Nexusa, w styczniu następnego roku zamknięta zostanie również Agencja Nolpress i jej sklep internetowy. Ta uwaga dotyczy również książek, które mamy w naszej ofercie.
—-
Jeszcze fragment z pożegnalnego przesłania:
Mamy nadzieję, że niezależnie od dalszych losów polskiej edycji Nexusa, nasza praca nie poszła na marne i że przyczyniliśmy się do wzrostu świadomości i wiedzy naszych Czytelników. Życzymy Wam wszystkiego najlepszego i mamy nadzieję, że będziecie kontynuować swoją podróż ku prawdzie, niezależnie od tego, gdzie Was ona zaprowadzi.


A ja to posyłam dalej, bo warto skorzystać z tej okazji oraz ewentualnie kontynuować poznawanie tych fascynujących spraw poprzez zaproponowane możliwości.
Dziękuję Redakcji z tyle lat pracy na niwie niezależnej wiedzy oraz mniej popularnych hipotez. Warto zauważyć, że wiele z nich potwierdziło się, a te które jeszcze wydają się fantazją, może też mają podobne szanse, a przynajmniej rozwijają wyobraźnię.

Na koniec
Spis treści ostatniego numeru

WIEŚCI Z GLOBALNEJ WIOSKI

Przegląd wiadomości, których zapewne nie czytaliście.

Tomasz Fiedoruk

MATRYCA RZECZYWISTOŚCI – CIA ODKRYWA KOD
PROGRAMOWANIA WSZECHŚWIATA

Fizycy coraz śmielej mówią, że materialność rzeczywistości, w której żyjemy, jest iluzją, popierając ten pogląd ustaleniami fizyki kwantowej. Część z nich twierdzi także, że osnową czasoprzestrzeni jest informacja. Jak doniosła jest to teza, świadczy niedawno odtajniony dokument CIA z roku 1983 dowodzący poważnego zainteresowania i praktycznego wykorzystania tej wiedzy przez tę agencję w jej tajnych operacjach.

Trevor Ward

ZAGROŻONE DEPOZYTY

Napięta sytuacja na świecie i spowodowana nią groźba upadku globalnego systemu finansowego opartego na pieniądzu fiducjarnym i długu sprawia, że przechowywanie pieniędzy w bankach nie jest bezpieczne. Wynika to z nieuczciwych praktyk, które w celu zapewnienia funkcjonowania systemu płatności chronią jedynie organy regulacyjne i podmioty podlegające regulacji, a nie klientów.

Dr Greg Fredericks

LUMBROKINAZA SUPERENZYM

Coraz liczniejsze zaburzenia układu sercowo-naczyniowego będące następstwem szczepień przeciwko COVID-19 objawiające się najczęściej powstawaniem skrzepów krwi i zapaleniem mięśnia sercowego mogą być z powodzeniem leczone za pomocą terapii wykorzystującej enzym lumbrokinazę pozyskiwany z dżdżownic, co wykazały liczne badania.

Dr Machias Meier

POKONAĆ CHOROBY PRZEWLEKŁE

Obecnie coraz trudniej znaleźć lekarza, który potrafi ustalić przyczynę choroby swojego pacjenta, bazując na na wiedzy wyniesionej ze studiów na uczelni medycznej, przez co oferowane przezeń leczenie sprowadza sic do tłumienia objawów. Wyjściem z tej sytuacji bywa poszukiwanie ratunku w poradnikach lub u lekarzy, którzy w swojej praktyce korzystają również z medycyny naturalniej i nnych niekonwencjonalnych metod.

NAUKA: przegląd interesujących nowinek ze świata nauki

W tym numerze Jean de Climont przedstawia krótkie podsumowanie nierozwiązanych problemów, z których wiele dotyczy samych podstaw. Zostały one ujawnione przez laureata Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, profesora Alaina Aspecta, który zaznacza, że nie jest to lista wyczerpująca.

Brian Bray

NA TROPIE PRAWDY O ATLANTYDZIE

Opisana w dialogu Timajos Platona Atlantyda jest po dziś dzień przedmiotem licznych kontrowersji w kwestii jej istnienia. Te kontrowersje wynikają nie tylko z rozbieżności czasowych rożnych zdarzeń opisanych w Timajosie, ale również z powodu znanych błędów interpretacyjnych w jego tłumaczeniu oraz fałszerstw popełnionych przez średniowiecznych uczonych.

16 UKRZYŻOWANYCH ZBAWICIELI ŚWIATA

Wbrew temu, co sądzi większość ludzi, Jezus Chrystus nie był jedynym zbawicielem w dziejach świata, bowiem na długo przed nim, przed naszą erą, żyło na Ziemi co najmniej szesnastu innych mistrzów duchowych, którzy tak jak on urodzili się 25 grudnia w następstwie niepokalanego poczęcia, uzdrawiali chorych, dokonywali cudów, głosili miłość, zostali ukrzyżowani i trzy dni później zmartwychwstali.

Mireille Thibault

POLIMORFY – LEGENDA I NAUKA

Mity i legendy wielu kultur na całym świecie pełne są opowieści o polimorficznych istotach będących hybrydami rożnych gatunków, stworzeniach potrafiących zmieniać swój kształt, skinwalkerach i innych. Ich pochodzenie wciąż jest nieznane, zaś naukowcy, którzy dopuszczają ich istnienie, starają się wyjaśnić ten fenomen w typowy dla siebie sposób nieznanymi chorobami.

STREFA MROKU: zagadki z pogranicza rzeczywistości

Nowe odkrycia naukowe sugerują, że w początkowym okresie istnienia Ziemi doszło do zderzenia planet, które może być wyjaśnieniem powstania na niej życia oraz Księżyca, a także zamarznięcia Marsa, który przed tym katastroficznym wydarzeniem obfitował w ogromne ilości wody.

POWIEDZ SWOIM PRZYJACIOŁOM O „NEXUSIE”!

KSIĘGARNIA: www.nexus.media.pl
—-
* Obecnie (chwilowo?) ten link nie działa. Wskazane miejsce nawiązuje do innego wydawnictwa R. Z. Fiejtka poświęconemu zjawisku UFO. To był czas gdy w Polsce na ten temat nie było prawie żadnych publikacji, a w „UFO” temat był analizowany pod wieloma kątami i obszernie – czerpiąc z informacji światowych oraz polskich obserwacji. Mam wiele archiwalnych numerów, niestety przez zalanie piwnicy [w mieszkaniu już nie mieszczę książek i czasopism 🙂 ] część z nich w sporym stopniu została uszkodzona.

Telewizja

Telewizja kłamie

Biedni mają duże telewizory,
a bogaci duże biblioteki.
Jim Rohn

O telewizji i mediach pisałem lub wzmiankowałem tutaj parokrotnie. Wybacz Czytelniku, że miejscami będę odsyłał do tamtych wpisów (a i tak tylko do części z nich), by tutaj nie powiększać objętości tego artykułu. Dodam też, że przedstawiam swoje subiektywne poglądy, które nie muszą się podobać innym.
To jest mój blog, na którym jest możliwość dyskusji poprzez komentarze.
Nawiązując do motta – nie jestem bogaty, ale mam dużą bibliotekę. Nie obrażam tych z dużymi telewizorami, być może miałbym też duży, ale nie jest mi to potrzebne.

Spotykam wypowiedzi w których ludzie epatują tym, że „w ogóle” nie oglądają telewizji, że od lat nie mają telewizora, a nawet dość apodyktycznie pouczają „wyrzuć telewizor!”
Jednocześnie oceniają en block jaka to telewizja jest zła.
Nie wiem zatem skąd mają taką wiedzę, chyba że to ślad jakiegoś urazu z przeszłości, powtarzanie opinii zasłyszanych lub wniosek (generalnie słuszny), że telewizja ogłupia ludzi i nie niesie nic dobrego.

Ja mało śledzę telewizję, bo mi żal czasu traconego na bzdury i mam awersję wobec propagandy, kłamstw i szmiry. Jednak moje biurko, przy którym najczęściej pracuję, jest w zaułku „salonu” gdzie jest telewizor i gdy inny domownik ogląda jakiś program, to jednym uchem lub okiem dociera do mnie to, co jest nadawane. Są też audycje, które oglądam sam lub z żoną.
Zatem wydaje mi się, że mogę co nieco o telewizji powiedzieć, chociaż absolutnie nie jestem znawcą tematu.
Mogę się zgodzić, że telewizja opanowała świadomość ludzi w procesie który trwa już od dziesięcioleci. W ogóle – żyjemy w świecie obrazkowym, do którego dołącza spora część Internetu, zwłaszcza takie serwisy jak Instagram lub Youtube oraz przeglądanie treści na smartfonach i podobnych urządzeniach.
A tam moda, pindrzenie się ćwierć lub półinteligetnych „celebrytów”, „influencerów” (wg ich własnego przekonania) i mocny zjazd w dół inteligentnego, wartościowego przekazu. A mimo to, a może dlatego – audytorium rośnie.

Reasumując ten fragment – uważam owo przechwalanie się nie oglądaniem telewizji za… głupie.
To jednak jest medium informacyjne w szerokim sensie (publicystyka, reportaże, doniesienia ze świata, filmy przyrodnicze, geograficzne, historyczne, audycje muzyczne, świat sztuki, nauki i techniki itd.). Oczywiście są to materiały nierównej jakości – często słabej, często wręcz szkodliwe, ale widz może/powinien to rozróżniać i odpowiednio wybierać.
I tak robię. A szczególnie trzeba uważać na wpływ telewizji na dzieci.
Ludzie są różni – jak i wiedza i kultura. Niektórzy ulegają zalewowi seriali – one wciągają. Unikam, a nawet wykluczam, bo to nie tylko złodziej czasu, ale wariantowanie niemal tych samych tematów (czy to się ludziom jeszcze nie „przejadło”?), często niska jakość tematyczna, scenariuszy i aktorska.

W krótkim przeglądzie paru popularnych kanałów (telewizji naziemnej – inne mają wg mnie złą proporcję jakość/cena, a ponadto nie miałbym czasu tego oglądać), wymienię:

Polsat

„Najbardziej wiarygodna telewizja” – trzeba przyznać, że i tak wyróżniająca się względnym zrównoważeniem informacji. Dla mnie gwiazdą na bardzo przeciętnym firmamencie komentatorów jest Bogdan Rymanowski, który ma też własny kanał z wywiadami – przypomina mi emancypację Carlsona Tuckera, ale … jest lepszy. Natomiast Polsat zaprasza do wywiadów także przestępców i kłamców. I nie wygląda na to, by ich w ten sposób demaskować.
Ale wszyscy to robią, a nawet niektóre telewizje są jak ich własność. Są kupione reklamami i przez sponsorów. Reklamy są w ogóle zmorą na wielu kanałach dla oglądających. Żartowano na 30-lecie Polsatu, że w tym było 15 lat na reklamy.

TVN – nie oglądam wcale (uraz na podstawie ilości kłamstw i skłonności do narracji antypolskiej), chyba że czasem powiązane kanały przyrodnicze, niektóre rozrywkowe.

Wspomnę wpis Oblicza blamażu mediów i polityków, gdzie wskazałem na wycinek zagadnienia na przykładzie relacjonowania przebiegu wyborów w USA w 2020 r. Było o typowych zjawiskach występujących nie tylko w Ameryce ale i u nas: oszukiwanie, niekompetencja, brak profesjonalizmu i tendencyjność. Wszystko to służy brudnej walce politycznej, w tym ideologicznej, i ma niewiele wspólnego z rzetelnym (obiektywnym) dziennikarstwem. Widać podwójne standardy etyczne i w percepcji zjawisk.
Podobnie w kwestiach „epidemii” Covid i w ogóle jakby zaprzedanie jednej medycznej (fałszywej) narracji – to osobny temat, którego nie będę tu rozgrzebywał, bo napisano o tym dużo gdzie indziej, także na tym blogu, np. w Cenzura + oraz w Manipulacja .

Dawne hasło „telewizja kłamie” jest wciąż aktualne. Zadziwia to, że nawet prognozy pogody często są błędne – widać to w różnicy pomiędzy stacjami, a także w rzeczywistości – nawet następnego dnia po prognozie.
O cenzurze i narracyjnej stronniczości piszę tam więcej, ale nie o tym głownie jest ten wpis. Zatem tylko jeden więcej cytat „…nikt nie usuwa zalewu reklam medykamentów w mediach, pomimo że w większości są kłamstwami (na przywołanej stronie mam bardzo dużo wpisów o kłamstwach medycznych i farmaceutycznych)”. Skoro o zdrowiu, to dodatkowo – długie oglądanie telewizji czy wpatrywanie się w smartfon – jest niezdrowe dla oczu, potrafi oddziaływać na układ nerwowy (nie tylko chodzi o stres), a także odciąga ludzi od ruchu, który dla zdrowia jest bardzo ważny. 

Wracając do szerszego obrazu – przy tej okazji trzeba przypomnieć, że większość mediów w Polsce jest kapitałowo i programowo w niepolskich rękach. Jest to swoisty skandal, nawet z tezą, że jest to obce narzędzie politycznej i ideologicznej dywersji, którego jakoś kolejne władze nie umieją lub nie chcą usunąć. Bywało, że politycy deklarowali iść w kierunku repolonizacji mediów, bo Polska jest światowym ewenementem – nigdzie obce wpływy nie mają tak wysokiego udziału na lokalnym rynku medialnym (w tym też prasa). Tu jednak ważna uwaga – źle by było gdyby miało to oznaczać państwowy monopol – trzeba się równie silnie bić o lokalne, także prywatne, polskie co do kapitału i narracji podmioty, nawet te małe.

TVP – „media narodowe”, z misją, co jednak zostało zepsute przez każdą władzę. Merytorycznie – vide propagandowe do bólu programy informacyjne z PiS (także radiowe) i co do poziomu rozrywki jak za dyrektoriatu Kurskiego. Niestety obecnie jest podobnie, jeśli miejscami nie gorzej, tylko w drugą stronę. To nie jest już telewizja publiczna.

O ile TVP ma (miało) ciekawe programy dedykowane kulturze i historii (TVP Historia i TVP Kultura), także czasami świetne programy z BBC – przyrodnicze, historyczne, to w podstawowym przekazie zauważam znaczne obniżenie poziomu innych programów, w tym kabaretowych – był okres kiedy prawie brakowało aluzji politycznych, inteligentnej krytyki, natomiast jest coraz więcej hołubienia prymitywnego luddyzmu a nawet prostactwa. Podobnie w innych telewizjach. Wygląda na to, że twórcy kabaretowi (z małymi wyjątkami) nie mają dawniejszej odwagi – zastraszeni cenzurą, a może powodowani autocenzurą?
Co do programów satyrycznych, to w TVP mamy teraz „Polskie Kwiatki” jakby na miejsce „W tyle wizji”. Ten starszy program miał spore przegięcie propagandowe, chociaż potrafił wskazywać celnie niektóre nieprawidłowości. Ten nowy ma oryginalną formę i jest dość błyskotliwy, ale bywa jeszcze bardziej stronniczy i zjadliwy, co zdobywa niezrozumiały dla mnie aplauz komentujących via sms-y. Przykładowo byłem (nie tylko ja) bardzo zniesmaczony przytakiwaniem przez dwie panie prowadzące wypowiedziom Marcina Gortata, gdy wylewał fekalia na kandydata prezydenckiego Karola Nawrockiego, nazywając go bandytą, sutenerem, niemal mordercą i kimś kto nawet nie mógłby być jego sąsiadem. Było więcej popisów – mało sportowych.
I nie tylko to mnie zraża, bo np. sympatie lewackie też tam często goszczą.

Pomijam kontrowersje związane z siłowym przejęciem telewizji przez nowe władze. To gorszący i prawdopodobnie nie zakończony proces, zobaczymy jak się skończy…

Chociaż mam poglądy prawicowe i z tego względu podobno powinienem oglądać kanał Republika, to tego nie robię, tym bardziej, że usadowili się tam niektórzy skompromitowani „dziennikarze”.
Ujmuję w cudzysłów, ponieważ ten zawód zszedł na psy – to posłuszni funkcjonariusze swoich stacji, szefów i przekonań politycznych, którzy przestali odróżniać swoją profesję od publicystyki. IMO, dziennikarz relacjonuje a nie ocenia.
W wywiadach nie narzuca odpowiedzi, nie przerywa drugiej stronie i nie obraża. Ma prawo zadać niewygodne i odważne pytania, ale nie komentuje krytycznie na gorąco odpowiedzi.
Może oczywiście mieć swoje poglądy, ale te niech zostawi dyskusji w jakimś panelu lub jako stanowisko w felietonie publicystycznym. Niestety te panele dyskusyjne często stają się miejscem wzajemnych połajanek, insynuacji, realizują scenariusz „kto komu”, wyciągane są brudy i argumenty ad personam, bywa że  nie mające nic wspólnego z tematem, często nie proponują rozwiązań, tylko pogłębiają chaos i akcentują imposybilizm…
Uderza też to, jak w argumentacji zakłada się, że widzowie są głupi i że nie pamiętają jak dana osoba czy partia jakiś czas temu przyjmowała całkiem inne stanowisko niż obecnie.
Istnieje powiedzenie „gadające głowy”. Dla mnie – męczące, jak kiedyś to ująłem w wierszyku
UCIEKAM

Za dużo szumu
gadają i gadają
tysiące głosów
coś wieszczy
żony wciąż gadają
i mężowie też
już wolałem jak radio
trzeszczy.

Gadają z trybun
gadają w telewizorze
o, Boże!

Uciekłem do lasu
– wreszcie.

Telewizja ojca Rydzyka i jego radio (abstrahując od niego samego wobec pewnych zastrzeżeń) charakteryzują się dobrym warsztatem i dziennikarstwem. Bardzo rzadko oglądam/słucham, bo nie jestem „kościółkowy”, ale sposób prowadzenia np. „Rozmów niedokończonych” może być podawany jako wzór – prowadzący nie przerywa gościom (często ciekawym), mają oni praktycznie nieograniczony czas na wypowiedź, zachowana jest pełna kultura…
To prawdopodobnie wynik standardów, jakie są nauczane w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Niezależnie od nazw i właścicieli kanałów telewizyjnych pewne zjawiska są wspólne.
Parę przykładów.

W prime time – głównie strzelanki, przemoc, kryminały, horrory, ogłupiacze i tania sensacja, a programy, które są/mogą być wartościowe, spychane są na późne godziny, lub takie, kiedy mało kto może je oglądać.

Niektóre programy są po prostu głupie, jak np. Zakupy w ciemno (co to komu daje i kto to ogląda?), inne jak np. Damy i wieśniaczki są karykaturą – czy realizatorzy nie mają pojęcie o damach, czy też celowo chcą pokazać kontrast między kimś, kto wykazuje ludzkie cechy, a pustką owych „dam” (co może być interesujące)?

Częste powtórki oraz przekazywanie danych programów do innej stacji (ostatnio np. Polsat przejął szereg takich produkcji).
Mecze piłki nożnej w TVP1 gdy jednocześnie można zobaczyć to na TVP Sport i jeszcze gdzie indziej. Po co?

Wrócę do sprawy reklam. Niektórym dziwię się bardzo, np. jakiś program jest przerywany bo leci po raz n-ty ogólna reklama Żabki, jakby takiego sklepu nikt nie znał, a przecież jest na „każdym rogu” miasta. Albo o zainwestowaniu w nowy punkt Żabki z obietnicą 30 tysięcy złotych przychodu miesięcznie, ale … przychód to nie zysk.
Albo reklama papieru toaletowego, jakby trzeba było zachęcać do zakupu, który i tak każda rodzina dokonuje.
Reklama piwa jest wszechobecna, gdy jednocześnie „walczy się” z alkoholem – hipokryzja. Ogólnie w reklamowaniu rzeczy szkodliwych, co kosztuje zleceniodawców (przez co produkty są droższe),  jest też koszt uszczerbku zdrowia po stronie klienta.
Reblogowałem kiedyś materiał pt.

Manipulacja medialna i społeczeństwo dezinformacyjne – bariery w komunikowaniu w sprawie suplementów i szczepionek 

Techniki przekazu, w tym reklamy i agitacje polityczne, wykorzystują przekaz podprogowy – niebezpieczne, ale dla zleceniodawców – korzystne.
Osobnym zagadnieniem jest coraz większe wykorzystywanie narzędzi AI, co potrafi jeszcze bardziej zafałszować rzeczywisty obraz świata, podstawić fikcyjne wydarzenia i osoby, przeinaczyć wypowiedzi, stworzyć nie istniejące „dowody” – czy to pod cele mocodawców, czy nawet dla żartu. W tych różnych sytuacjach mniej wprawiony widz może jeszcze bardziej niż dotychczas ślepo wierzyć ekranowi.

W reakcji do tej zapaści i upolitycznienia oficjalnych mediów powstają mniej lub bardziej niezależne serwisy pretendujące do uświadamiania społeczeństwa „jak jest”. Zasadą jest, lub powinno być, utrzymywanie się tylko z datków widzów, nie przyjmowanie reklam i brak powiązań z partiami i politycznymi sponsorami. Takich serwisów jest już sporo – zarówno w formacie telewizji jak i serwisów czysto internetowych. Większość tych na Youtube zbiera datki od widzów, ale to jeszcze oczywiście nie musi oznaczać, że są niezależne.
Nie będę wymieniał przykładów, chociaż zwróciłbym uwagę na te, które zrezygnowały z darowizn i monetyzacji. Może to być znakiem niezależności, ale … także przeciwnie – gdy mają finansowanie ukryte.

Wg Kimberly Goguen z Global Intelligence Agency – wszystkie ważniejsze informacje światowe w sferze szeroko pojętej polityki są podporządkowane agencjom informacyjnym, a te w piętrowej hierarchii zależności biorą informacje z „góry”. To monopol(e) telewizyjne w posiadaniu międzynarodowych korporacji związanych z władzą światową – ukrytą lub mało znaną większości społeczeństwa.
Czasem można wykazać nawet czytanie tych samych ustalonych skryptów w różnych serwisach i to na całym świecie. Dobrym przykładem była i jest narracja w sprawie C19.
Goguen tworzy inny model w swoim projekcie UnitedNetwork News (UNN), obecnie pod adresem
www. UnitedNetwork.earth, wg założeń:
– nie być związanym z żadną centralą medialną zarówno informacyjnie jak i finansowo
– bez reklam w wiadomościach (ew. autopromocja)
– tworzyć tylko własne treści
– wykorzystywać w tym celu własnych korespondentów nazywanych tam informatorami terenowymi; są to zwykli ludzie z danego terenu (na całym świecie) – lokalni świadkowie wydarzeń oraz chętni dzielenia się miejscowymi ciekawostkami i warunkami życia. To amatorzy po krótkim kursie technicznym – jak mówić do kamery (telefonu), przekazać raport itp. – patrz About Field Messengers – United Network News – Real People Reporting Real News .
W ten sposób powstaje globalna telewizja oddolna. Kimberly A. Goguen wróży, że taka może być (a nawet powinna) przyszłość mediów – w pełni obywatelskich.

Niebo

słonce, niebo

Znaki z nieba i na niebie
mówią do ciebie
choćbyś zakrył oczy
lecz nie zakrywaj
zobaczysz piękno
także w nocy – w gwiazdach
i w snach niebiańskich
czułych i proroczych.
L. K.

Jakże to ciekawy i obszerny temat!
Tym bardziej, że w języku polskim słowo niebo ma parę znaczeń – dosłowne i alegoryczne (np. w języku angielskim sky to nie to samo co haeven).

Niebo w każdym zrozumieniu od wieków fascynuje ludzkość, będąc przedmiotem refleksji filozoficznych, religijnych, artystycznych, a także naukowych. Jest symbolem nieskończoności i tajemniczości, która prowokuje pytania o sens istnienia, miejsce człowieka we wszechświecie oraz naturę rzeczywistości.

Niebo jest unikalnym fenomenem, który łączy w sobie różne wymiary ludzkiego doświadczenia. Religijnie wskazuje na transcendencję, artystycznie jest źródłem piękna i wzruszeń, a naukowo – obiektem nieustannych badań.

Rozpatrzmy krótko przynajmniej parę perspektyw tytułowego tematu.
Ponieważ nie chciałbym jednak tutaj pisać rozprawki naukowej – zacznę od …wątku artystycznego i od rozmowy Kate Melua [lubię!] z Anną Janowską (Zwierciadło 9/2022).
„Wytłumacz mi, dlaczego niebo jest tak inspirujące. „Chmury… latawce… ptaki… tęcze… człowiek z gwiazd… drzewa… liście… fajerwerki…” — śpiewasz w tytułowym utworze ‚Aerial Objects’.
[Tu wypada przypomnieć ten utwór (z podkładem Simona Goffa)  np. https://www.youtube.com/watch?v=hbiBaXWSEW0; akurat ten jest bardziej filozoficzny niż wynikający z zachwytu , chociaż niebo może budzić i grozę – o czym dalej]
… To piosenka o tym, jak wielu artystów czerpie inspirację, patrząc w niebo. Jeśli raz to dostrzeżesz, nie możesz się od tej refleksji uwolnić. Od „Somewhere overthe Rainbow” Judy Garland przez „Feeling Good” Niny Simon po „Starmana” Davida Bowiego. Słuchając tych utworów, zdajesz sobie sprawę, jak często motyw nieba przewija się w popkulturze i ile jest w tych chmurach, ptakach na niebie czy spadających liściach prawdy o nas samych. Kiedy to zauważyłam, nie mogłam się powstrzymać, żeby nie skomentować tego… w piosence [Śmiech]. Zresztą to spostrzeżenie dotyczy każdego. Pomyśl — chcesz znaleźć odpowiedź na jakieś trudne pytanie, to gdzie patrzysz? W niebo albo w sufit [śmiech].
– Podróż, w którą zabierasz nas na najnowszym albumie, rozpoczyna się na lotnisku, a kończy wśród przyrody i pszczół. Brytyjczycy mówią o sobie, że są narodem ogrodników. Podzielasz tę pasję?
– Uwielbiam w Brytyjczykach ich miłość do natury i do ogrodów. Mieszkam koło pięknego londyńskiego parku i z tego, co zauważyłam, tamtejszy zespół ogrodników jest jak mała armia!…”

To było wspomnienie bardzo wybiórcze, ale zawiera w sobie sporo inspirujących spostrzeżeń, które skłoniło mnie do rozwinięcia tych wspomnianych wątków.


Oczywiście niebo pojawia się w muzyce różnych gatunków i formatów – od „poważnej”, gdzie niebo inspiruje zarówno utwory sakralne, jak „Mesjasz” Händla, …. do popularnych utworów i piosenek wspomnianych przez Kate. W tym drugim zakresie wspomnijmy współczesne piosenki, jak „Imagine” Johna Lennona, gdzie niebo jest tłem dla utopijnej wizji świata bez podziałów.
Z naszych – R. Gawliński śpiewał:
Piękne jak okręt
Pod pełnymi żaglami,
Jak konie w galopie,
Jak niebo nad nami
.
A w piosence Maanamu Jackowski:
Oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba.

Oczywiście trzeba spojrzeć na niebo w sztuce szerzej. Niebo od wieków jest motywem także w literaturze – szczególnie w poezji oraz w malarstwie.

W literaturze temat nieba zajmuje sporo miejsca zarówno w opisach przyrody jak i w metaforach.
Przykładowo w „Boskiej komedii”  (D. Alighieri) niebo to siedziba Boga i świętych, Raj, po którym wędruje Dante, stanowi dziewięć nieb systemu Ptolemeusza. Siedzibą Boga jest Empireum.
U Jana Kochanowskiego w trenie XIX przychodzi do poety we śnie matka z Urszulką na ręku. Matka zwraca się do syna, mówiąc mu, że jego „Urszuleczka żywie”, że znajduje się w niebie i jest jej tam bardzo dobrze.
W „Weronie” C. K. Norwida niebo to symbol bożej troskliwości: „Łagodne oko błękitu” spogląda z góry, z nieba. Ponieważ niebo kojarzy się z obecnością Boga, więc możliwe jest, że to sam Bóg spogląda na ziemię. Całe niebo roni łzę nad ludzką niedolą.
W poemacie „Pan Tadeusz” A. Mickiewicza pojawia się wiele opisów nieba, np. jako „morza wiszącego”, co podkreśla piękno i spokój przyrody, tamże w księdze VIII zawarty jest obszerny opis gwiaździstego nieba.

W poezji niebo jest metaforą marzeń, wolności i boskości. Adam Mickiewicz w „Odzie do młodości” pisał: „Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga”, wskazując na niebo jako symbol przekraczania granic.
Jakże dużo jest wierszy o niebie! To osobny obszerny temat.
Od starożytnego poematu królewicza Li Ho o niebie, po te z naszej cywilizacji jak:

„Niebo w nocy” – Leopolda Staffa, cały cykl wierszy o niebie Mariusza Parlickiego, „Niebo” – Wisławy Szymborskiej, w którym poetka opisuje niebo jako coś, co jest wszędzie, a nie tylko nad nami. Jest ono obecne w naszym doświadczeniu, nawet w ciemności, i budzi zachwyt.

W malarstwie niebo jest częstym motywem jako element krajobrazu – od rozświetlonego do ponurego i groźnego.

W malarstwie średniowiecznym i renesansowym niebo było tłem dla scen religijnych, często przedstawiane jako złocista lub błękitna przestrzeń z aniołami i chmurami, jak w freskach Giotta czy obrazach Rafaela.
W romantyzmie niebo stało się symbolem wzniosłości i nieograniczonej wolności – burzliwe niebo Caspara Davida Friedricha na obrazie „Wędrowiec nad morzem mgły” odzwierciedla tęsknotę za transcendencją.

Współczesna sztuka, np. instalacje Jamesa Turrella, eksploruje niebo jako doświadczenie świetlne, które skłania do kontemplacji.
Wrażenia wzrokowe związane z niebem są poruszające chyba dla każdego – niezależnie od sztuki malarskiej czy filmowej. Osobiście bywałem jakby wniebowzięty widokiem nieba w jego kolorach zachodu czy wschodu słońca, pięknych chmur i ptaków na niebie – chociaż …nie pożądam wniebowstąpienia.

Niebo w ujęciu filozoficznym

Filozofia od starożytności postrzega niebo jako przestrzeń metafizyczną, symbolizującą porządek kosmiczny i nieskończoność. Dla Platona niebo było domeną idei – doskonałych, niezmiennych form, które istnieją poza materialnym światem. W jego „Timajosie” kosmos jest harmonijnym dziełem Demiurga, a niebo odzwierciedla boski porządek. Arystoteles z kolei widział w niebie sferę wieczystą, ruch gwiazd i planet tłumacząc jako przejaw boskiego rozumu. W średniowieczu filozofowie chrześcijańscy, jak św. Tomasz z Akwinu, łączyli niebo z boską transcendencją, uznając je za miejsce, gdzie dusza spotyka Stwórcę. W nowożytnej filozofii niebo staje się metaforą ludzkiej wolności i ograniczeń. Immanuel Kant w „Krytyce praktycznego rozumu” pisał: „Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie” – niebo staje się symbolem majestatu wszechświata, który inspiruje do refleksji nad moralnością i ludzką egzystencją. Współczesna filozofia, zwłaszcza egzystencjalna, widzi w niebie przestrzeń pytań o sens życia w obliczu ogromu kosmosu. Jean-Paul Sartre czy Albert Camus dostrzegali w nim zarówno piękno, jak i obojętność wszechświata wobec ludzkich dramatów.

W religiach niebo jest miejscem sacrum, siedzibą bogów lub Boga.
W chrześcijaństwie niebo to raj, miejsce wiecznego szczęścia i bliskości z Bogiem. Biblia opisuje je jako „nowe niebo i nowa ziemia” (Ap 21,1), wolne od cierpienia. To dom aniołów i świętych. W islamie niebo (Dżannah) jest ogrodem pełnym rozkoszy, nagrodą dla prawych. W hinduizmie i buddyzmie niebo jest jednym z poziomów egzystencji, choć ostatecznym celem jest wyzwolenie z cyklu reinkarnacji. Niebo w religiach często kontrastuje z ziemią jako sfera materialna i niedoskonała. W mitologiach starożytnych, jak grecka czy nordycka, niebo było domeną bogów – Olimpem czy Asgardem. W szamanizmie niebo jest przestrzenią duchową, do której szaman wędruje w transie, by komunikować się z duchami. Wspólnym motywem jest postrzeganie nieba jako czegoś wyższego, niedostępnego, ale jednocześnie inspirującego do duchowego wzrastania.
Jest powiedzenie (w teologii chrześcijańskiej), że niebo jest w nas, co oznacza, że mamy w sobie boski pierwiastek, a w interpretacji innych, że tworzymy swój świat wg wyobrażenia nieba.
Nie zaskoczyła mnie merytorycznie wypowiedź pewnego „lumpa”, z którym jechałem schodami ruchomymi, że raj i niebo jest na ziemi – wystarczy żyć w zgodzie z naturą – nie musimy czekać do śmierci. Zaskoczyło mnie zaś kto to wypowiada – człowiek wyglądający na bezdomnego i mocno zaniedbanego.

Niebo w przysłowiach, wyrażeniach i przenośniach odzwierciedla ludzkie emocje i aspiracje i często zawiera elementy filozoficzne odzwierciedlając jego kulturowe znaczenie. Po części to element literatury, ale pojawia się głównie w języku codziennym. „Sięgać gwiazd” oznacza dążenie do wielkich celów, a „być w siódmym niebie” wyraża stan najwyższego szczęścia. Podobnie kulinarnie „Niebo w gębie”. W polskim folklorze przysłowia takie jak „Czerwone niebo wieczorem, to pogoda jutro” łączą niebo z obserwacją przyrody i mądrością ludową. W przenośniach niebo symbolizuje nadzieję („po burzy zawsze wychodzi słońce”) lub boską opatrzność („spadło mi z nieba”). Te wyrażenia ukazują, jak głęboko niebo jest zakorzenione w ludzkiej wyobraźni.
(W odniesieniu do przysłów – mogą one być często tematem dyskusji, czy odzwierciedlają prawdy uniwersalne).
Z setek (tysięcy?) aforyzmów i cytatów o niebie, oto parę przykładów.

Jeszcze A. Mickiewicz:
Do nieba patrzysz w górę, a nie spojrzysz w siebie; Nie znajdzie Boga, kto go szuka w Niebie.

O! luba, zginąłem w niebie,
Kiedym raz pierwszy pocałował ciebie!

Karl Raimund Popper:
Próba zrealizowania nieba na ziemi kończy się zawsze wyprodukowaniem piekła .
Joseph Ratzinger (Benedykt XVI):
Niebo jest tą przyszłością człowieka i ludzkości, której ludzkość sama sobie dać nie może.
Seneka:
I z najbardziej zapadłego zakątka dostać się można do nieba.

Krzysztof Bilica:
Leżący częściej podnosi wzrok ku niebu.
Jerzy Popiełuszko:
Naszego miejsca w niebie nikt nam nie zabiera. Najwyżej pozostanie ono puste.
Mikołaj Kopernik nie tylko wpatrywał się w niebo by je badać jako astronom, ale umiał dostrzegać jego piękno:
Nic piękniejszego nad niebo, które ogarnia wszystko, co piękne.

Nauka przybliża nam te aspekty kosmosu, które dawniej były tylko spekulacjami, ale… wciąż jesteśmy dalecy od zadowalającego rozumienia z czym mamy do czynienia.

Niebo w ujęciu astronomicznym i fizycznym

Z naukowego punktu widzenia niebo to przestrzeń kosmiczna, obejmująca atmosferę Ziemi i wszechświat poza nią. Astronomowie postrzegają niebo jako mapę gwiazd, galaktyk i planet, które można obserwować za pomocą teleskopów i innych narzędzi. Niebo, które widzimy, to w rzeczywistości obraz przeszłości – światło gwiazd dociera do nas po milionach lat, co czyni niebo swoistym wehikułem czasu.
Tutaj przywołam swój stary wpis Zdumiewający Kosmos.
Myślę, że zdumienie nie ominie i ciebie.

Kosmologia współczesna bada strukturę wszechświata, od Wielkiego Wybuchu (który jest hipotezą, chociaż bodajże główną jaką się podaje), po ciemną materię i energię, które dominują w kosmosie. Niebo w tym ujęciu to nie tylko piękno, ale i naukowa zagadka.

Fizyka opisuje niebo jako przestrzeń, w której działają fundamentalne siły wszechświata: grawitacja, elektromagnetyzm, siły jądrowe. Atmosfera Ziemi nadaje niebu błękitny kolor poprzez rozpraszanie światła (tzw. rozpraszanie Rayleigha), a zjawiska jak zorza polarna czy tęcza są efektem interakcji cząstek i światła.

Niebo jest zarazem bliskie – widzimy je codziennie – i nieosiągalne, co czyni je uniwersalnym symbolem ludzkiej tęsknoty za czymś większym. Wielu ludzi czuje, że Kosmos na wzywa do siebie jak do jakiejś pierwotnej ojczyzny, a odczucie to narasta gdy obserwują rozgwieżdżone niebo.

Warto przywołać słowa Carla Sagana: „Jesteśmy pyłem gwiazd”. Niebo, które obserwujemy, jest nie tylko przestrzenią zewnętrzną, ale i opowieścią o naszym pochodzeniu. W każdej gwieździe, w każdym obłoku, kryje się historia wszechświata – i nas samych.

W moim innym wierszyku POKORA:
Ile w procentach wiemy o Kosmosie?
Profesor Wolszczan: zero.
Jak duże jest nasze ego,
tak nikła jest nasza wiedza.
Spójrz z pokorą w nocne niebo
.

Niebo ptaków budziło zazdrość i podziw, co uruchomiło odważne próby sięgnięcia do niego przez człowieka, co w końcu się ziściło, a nawet dało nam jeszcze większe możliwości w czymś, co z pewną przesadą, nazywamy podbojem kosmosu.
Okolice Ziemi zaroiły się od wielu satelitów, co z jednej strony dało ludziom nowe możliwości telekomunikacyjne i badawcze, z drugiej zaśmieciły niebo mnóstwem ciał obcych naturze i ograniczyły dawny widok nieboskłonu.

Mamy też meteoryty z nieba (a w rzeczywistości z oddali kosmosu) i ataki z nieba – te w apokaliptycznych wizjach (wskazuje się na UFO , chociaż może to być i pomoc), jak i te realne na współczesnych polach wojennych.

To na naszym niebie dzieją się różne zjawiska meteorologiczne, co do których mamy szereg obaw.
Trudno się dziwić temu, że dawniej bano się piorunów jako przejawów „gniewu bożego” („grom z jasnego nieba”) i skutków jakie to zjawisko mogło materialnie powodować. Dziś dziwimy się, że niebo bywa całymi tygodniami zasnute ciężkimi chmurami, a mimo to nie spada upragniony deszcz. To uderza nie tylko w rolników, ale powoduje zły nastrój, obniża sprawność i krzyżuje różne plany, zwłaszcza urlopowe. Słońce leczy – czyżby ktoś chce odebrać nam naturalną witaminę D i wpędzić w choroby?
Osobiście jestem przekonany, że pogodą nie tylko można sterować, ale to się robi. Zachmurzenie bywa sztuczne. Inna moja ulubione Kate (Bush) śpiewała o rozpraszaniu chmur (Cloudbusting).
Co gorsza – od wielu lat mamy paskudzone niebo zjawiskiem chemtrails (smug chemicznych). Pisałem o tym wielokrotnie i od dawna, także na tym blogu, np.:

Chemtrails – alert
Gazy cieplarniane, smugi na niebie i podejrzenia
Zamieszanie wokół geoinżynierii ciąg dalszy
Także na FB (niektóre linki nieaktualne) – https://www.facebook.com/notes/773664343195029/

Są różne teorie dlaczego ludzie (czy zawsze?) ludziom robią takie rzeczy, ale nie będę tutaj rozwijał tego podtematu.
I na tym poprzestanę, ale chce się krzyczeć: nie zabierajcie nam czystego nieba!
Na szczęście – mam je w sobie i we wspomnieniach…

Świat powinien wiedzieć…

I powoli dowiaduje się. Poniższy reblogowany/cytowany wpis (zobacz!) z blogu Dreaming with Dolphins (zachowuję +/-format):

DON’T MISS!!! ~ KIM GOGUEN: ‘When Two Worlds Fail to Collide and the Levee Breaks—Deep State Scrambles to Keep Control’ ~ “Generals once in Command Have Lost Their Grip” / “U.S. Accuses Hamas of Breaking the Peace Deal—But What’s the Real Story?” / “Another Failed Attempt to Replace Global Currencies with Crypto Shows the 100th Time Isn’t a Charm!” ~ 16 OCT 2025 Global Intelligence Agency Operations Report

nawiązuje do końcowej części tutejszego ostatniego wpisu Koniec lata i koniec… 
Uzupełniam oba materiały streszczeniem raportu GIA z 16.10.2025 na stronie Our Life Force oraz korzystam tam z udostępnionego nagrania.
Nie ujawniam teraz o co chodzi (chociaż tytuł przedstawionego gościnnego wpisu już trochę podpowiada) – zapraszam do materiałów.
„Believe or not” – lepiej uwierzyć, bo przepowiednie materializują się…

Koniec lata i koniec…*

za kurtyną


Najciekawiej jest za kurtyną…


(To miał być wpis na tym blogu blogu z 2.10.2025 , ale miałem dłuższy czas problem techniczny przy edycji, więc został umieszczony na VK.com . Powtarzam tutaj bez zmian – chociaż po tym czasie można by dodać dużo więcej)

——–

Miesiąc temu zrobiłem cząstkowe podsumowanie lata 2025 – Leśne lato 2025 – Lapidaria głównie z perspektywy pobytu na łonie przyrody, co praktykuję co roku, dla spokoju i odpoczynku.

Ale świat nie jest spokojny i dzieje się bardzo dużo.
Co za czas!

Trudno wymienić tutaj w krótkiej formie nawet same najważniejsze zdarzenia i relacje o nich. Są też takie, o których mało kto wie.

Zatem wybieram tylko niektóre z nich – w kolejności arbitralnej i nie wg wagi, szczególnie te o których wspominałem w innych miejscach – będę cytował siebie i innych i linkował odpowiednie wpisy. To pozwoli mi skrócić tę relację.
Najbardziej interesują mnie wątki, które są relatywnie mało komentowane w głównych mediach lub interpretowane wadliwie.
Nadal króluje poprawność polityczna i fatalne skutki zapatrzenia lub wykorzystywanie motywu ideowego zamiast realnej oceny zjawisk. To dowodzi jak niskich lotów są nasi politycy i jak potencjalnie niebezpieczne skutki to rodzi.
Patrzę na tych wszystkich ludzi w różnych Wiadomościach i to jest porażające gdy nie sposób odeprzeć wrażenia, że całe to państwo służy tylko temu, żeby oni wszyscy wybudowali sobie wille i mieli te wypasione fury – pensyjki, dotacje, premie, nagrody i dodatki, żeby jakieś parędziesiąt tysięcy ludzi (!) mogło się na nim paść – żeby mogli się paść na nas – milionach Polaków…

Ogłoszono z dumą, że Polska zajęła 20. miejsce w rankingu silnych gospodarczo państw – wg PKB. Jednak PKB, zwłaszcza u nas, jest bardziej wskaźnikiem propagandowym niż miarą rozwoju i pozycji ekonomicznej państwa. Bo wiele firm zagranicznych płaci znikome podatki w Polsce.

Krzysztof Szczawiński na X:
Wieżowce – cudze. Fabryki – cudze. Banki i marki – cudze. Sklepy, w których kupujemy – cudze. Media, które oglądamy – cudze. My tylko w tym pracujemy. My tylko to obsługujemy. Bogactwo płynie za granicę.

To rozczarowanie dobitnie i bezkompromisowo pokazuje Mateusz Jarosiewicz – zarówno analizując przykłady fatalnych decyzji polityków i mediów jak i przez porównanie Polski z innymi państwami.
Jego drugi pobyt w Chinach i wiele relacji z podróży otwierają oczy na prawdę i to państwo – potęgę na wszystkich frontach. Polecam całą serię reportaży jakie stamtąd nadawał w kanale
(6) Mateusz Jarosiewicz – YouTube , szukaj w playlistach (polecam!), tam też umieszcza następne, związane zwłaszcza z polityką i sprawami społecznymi.
Przy okazji potwierdza się jak Chiny biją w różnych aspektach USA przez swoją mądrą politykę rozwoju i pracowitość narodu. Z drugiej strony polega to także na słabości USA, które systematycznie pogrążają się ekonomicznie, społecznie i politycznie. To, że coraz więcej państw dołącza do BRICS zapowiada kres dolara jako głównej broni Stanów oraz tworzenie się wielobiegunowego świata.
GŁUPIA polityka w stylu „odmrożę sobie uszy na złość babci” pozbawiła nas dziejowej szansy skorzystania tzw. jedwabnego szlaku. Postawiliśmy się w pozycji głupiej myszy wobec słonia.

Jarosiewicz:

ZAMIAST POLITYKI – RZECZYWISTOŚĆ. Minister WANG YI W WARSZAWIE, A MY… ZASIEKI NA TORACH.

W chwili, gdy do Warszawy przylatuje szef dyplomacji Chin – z agendą AI, baterie, handel, bezpieczeństwo szlaków – Polska… blokuje nowo otwartą nitkę kolejową. Dokładnie dzień po starcie. Symbolicznie. I samobójczo.

Fakty (bez pudru):

🔹 Wizyta planowana – Austria → Słowenia → Polska. Nie „gaszenie dronów”, tylko rozmowa o łańcuchach dostaw i polityce celnej forsowanej przez USA.

🔹 Chiński przekaz: technologie, AI, elektromobilność. Polski: kurczaki.

🔹 Transport kolejowy = 7% handlu Chin. Blokada nie boli Pekinu – alternatywy są gotowe. To sygnał wyłącznie „pod Zachód”.

🔹 UE naciska na cła 50–100% na chińskie EV. Pekin odpowiada w 48 godzin: ziemie rzadkie, farmaceutyki, komponenty krytyczne. Europa w potrzasku.

🔹 Polska dyplomacja gospodarcza nie istnieje. Niemcy: tysiące ludzi w Chinach. Polska: kilka osób . Efekt? Niemcy jadą z 200 CEO, Polska – z drobiem.

🔹 Straciliśmy: liderowanie w 16+1, Jedwabny Szlak, inwestycje EV. Zostaliśmy z narracją „kurczakową”.

Pytania, które MUSIMY zadać rządowi:

⚠️ Dlaczego blokujemy szlak dzień po uruchomieniu – bez konsultacji z UE i Chinami?

⚠️ Skoro głosowaliśmy ZA sankcjami na chińskie EV – policzyliśmy miejsca pracy, które już tracimy?

⚠️ Po co podtrzymujemy fikcję „dyplomacji kurczakowej”, gdy na stole leżą technologie przyszłości?

✍️ To nie kwestia sympatii politycznych. To kwestia interesu narodowego.

Albo Polska staje się hubem, albo zostaje peryferią.

—-

Co do USA.
Oprócz osłabiania dolara, kosmicznego długu, są aspekty które u nas są mało znane.

Igor Witkowski na FB dość regularnie wyławia takie symptomy – szczególnie w sferze mentalnej.

Jako przykład, tym razem w sferze rolnictwa, chociaż ten trend zaczął się od dość dawna (np. ceny jajek, ceny detaliczne produktów żywnościowych, na które stać coraz mniej ludzi…) patrz Coś niesłychanego zaczyna się dziać z amerykańskim rolnictwem

Podobnie może się stać w Europie w wyniku nacisku Komisji Europejskiej na wdrożenie importu produktów rolniczych w ramach Mercosur.

Polski rząd – ten z Koalicji i uprzedni, przyjął nierozsądną jednobiegunową politykę wyłącznego polegania właśnie na tym słabnącym imperium.

Ta zapaść dotyczy nie tylko USA. Widać upadek WB – imigranci islamscy tak zmienili tamtejszą rzeczywistość, że trudno sobie wyobrazić możliwość powrotu Brytyjczyków do dawnej świetności. Oprócz opanowania ulic przez butnych i niebezpiecznych osobników, to także opanowywanie urzędów, np. islamski minister spraw wewnętrznych, uznanie w parlamencie prawa szariatu itp. Przykład z ich parlamentu: premier Keir Starmer oficjalnie zalegalizował związki kazirodcze między braćmi i siostrami, ojcami i córkami, synami i matkami. Uznał to za konieczny krok, ponieważ tego zażyczyła sobie społeczność muzułmańska. Innym aktem wprowadza obowiązkowe cyfrowe ID grożąc, że bez tego np. nikt nie dostanie pracy.

Szokuje też bezwzględność w działaniach władzy, przykładowo aresztuje się ludzi za wyrażanie poglądów niepoprawnych politycznie, nawet za podawanie dalej pewnych wpisów w mediach społecznościowych i … obnoszenie się z flagą brytyjską (!). A tutaj jeden z drastycznych przykładów – https://x.com/BGatesIsaPyscho/status/1969794718025372068 . Taka demokracja i wolność; oni zniszczą się sami…

Widzimy podobne zjawiska uległości wobec imigrantów w Niemczech, Francji …

Są też głosy publicystów i licznych zagorzałych sympatyków D. Trumpa. Należy do nich Hanna Kazahari.

Słuchałem Pani Hanny bodajże od początku jej publicznej działalności. Lubiłem jej audycje – zarówno z Japonii jak i z Polski. Niewątpliwie były to wartościowe poznawczo doniesienia. Jednak nie kontynuuję śledzenia (ostatnio wysłuchałem dla sprawdzenia, czy coś się zmieniło). Dlaczego? Hanna cały czas (mylę się?) wierzy głęboko w D. Trumpa, Q, „Białe Kapelusze” i całą narrację wielu, którzy – wg mojego rozeznania – dali się zwieść temu mitowi. IMO – Trump jest graczem na dwie strony (niezależnie czy mamy do czynienia z prawdziwym Trumpem czy nie – patrz wątpliwości Benjamina Fulforda w cotygodniowych raportach – czasem przekazuję je na www.Locusmind.one/oromind ). Gra rozgrywa się na dużo wyższym poziomie niż widać – tu Hanna ma rację o gadzim planie. Mam podstawy sądzić, że przekonamy się już niedługo, że Republikanie zostali w ten sposób oszukani, co jest co najmniej smutne i będzie bolesnym wstrząsem. Nie neguję tych pozytywów, które wynikają np. z działań Roberta F. Kennedy Jr., o którym jeszcze dalej, ale na tym polega „maskowanie minusów na tle plusów”. Nie umniejszam innych trafnych spostrzeżeń i uwag Hanny i dobrych intencji/działania w dobrej wierze. Cóż, czas pokaże, ale doza ostrożności nigdy nie zaszkodzi.

Osobiście nie ufam Trumpowi w wielu kwestiach. Np. czy narada Big Tech u Trumpa z udziałem miliarderów, gdzie zobaczyliśmy B. Gatesa tuż przy prezydenckiej parze – czy to nie wielkie rozczarowanie, że przestępca tak jest honorowany? (chyba że to przykład na fałszywego Trumpa?)

Przy okazji Covida (pisałem krytycznie o epidemii i szczepieniach wielokrotnie) poznałem poziom kompetencji tych wszystkich ludzi – tę kompletną pustkę – więc teraz łatwiej ją rozpoznaję gdy ich słucham.

Tutaj znów zacytuję M. Jarosiewicza oraz fragmenty z konkluzji kontroli NIK Wtrącenia w [ ] – moje:

Konfederacja miała rację ws. pandemii COVID-19.

MIAŻDŻĄCY RAPORT NIK!

[Plus mocna audycja „Trójkąt” w TVPinfo z 16 września z prezesem NIK Marianem Banasiem].

Najwyższa Izba Kontroli nie pozostawia wątpliwości: państwo polskie zawiodło w czasie pandemii COVID-19, a sposób zarządzania kryzysem to przykład chaosu, niegospodarności i arbitralnych decyzji podejmowanych bez rzetelnych podstaw. Liczby są druzgocące. Całkowite koszty walki z pandemią przekroczyły 271 mld zł, z czego ponad 20 mld zł – według NIK – zostało wydane w sposób niecelowy lub niegospodarny [wg mojego osobistego zdania DUŻO więcej oraz liczą się też koszty niematerialne]. Sama skala marnotrawstwa w zakresie szczepionek sięgnęła blisko 10 mld zł – efekt braku właściwych analiz, ignorowania spadku liczby zakażeń i zawierania kolejnych kontraktów mimo pełnego zabezpieczenia potrzeb populacji [podobnie – panuje tu niezrozumienie, że nie było takich potrzeb – szczepionki miały ujemną skuteczność, ale to osobny temat].

Rząd Mateusza Morawieckiego, z ministrami zdrowia Łukaszem Szumowskim i Adamem Niedzielskim, dopuścił się szeregu działań, które trudno usprawiedliwić. Ponad 941 mln zł wydano na szpitale tymczasowe, z czego aż 14 uznano za zbędne, a trzy nigdy nie przyjęły ani jednego pacjenta. Dodatki covidowe kosztowały budżet blisko 9 mld zł – w dużej mierze wypłacone bez weryfikacji zasadności. 420 mln zł pochłonęły urządzenia medyczne, które nigdy nie trafiły do użycia. Ponad 115 mln zł przeznaczono na kampanię promującą szczepienia, której skuteczności nikt nawet nie próbował ocenić.

Całość działań odbywała się w warunkach arbitralnie wprowadzonej „specustawy covidowej”, która zniosła mechanizmy kontrolne wydatkowania środków publicznych. NIK słusznie podkreśla, że prawo polskie już przed pandemią dawało instrumenty pozwalające na walkę z chorobami zakaźnymi. Wprowadzanie dodatkowych rozwiązań ustawowych stało się w praktyce furtką do niekontrolowanego i często bezprawnego ograniczania konstytucyjnych wolności obywateli, przy jednoczesnym otwarciu budżetu na dowolne decyzje rządu. Od samego początku Konfederacja krytykowała ustawy covidowe. Najbardziej dramatycznym wymiarem tej niekompetencji jest jednak nie bilans finansowy, lecz zdrowotny. Polska, według danych OECD, znalazła się w czołówce krajów o najwyższej liczbie nadmiarowych zgonów w czasie pandemii – ustępując tylko Bułgarii i Rumunii. Do jesieni 2022 r. w Polsce zmarło 117 tys. osób zakażonych koronawirusem , co plasowało nas w absolutnej czołówce Unii Europejskiej. Do tego dochodzą dziesiątki tysięcy osób bez koronawirusa, które zmarły w wyniku paraliżu w służbie zdrowia. W praktyce oznacza to, że polski system zdrowia – źle zarządzany, obciążony chaotycznymi decyzjami politycznymi i niewystarczającymi przygotowaniami – nie tylko nie udźwignął ciężaru pandemii, ale wręcz spotęgował jej rażenie. Raport NIK to akt oskarżenia wobec całego aparatu państwa w latach 2020–2023. Pokazuje, że kosztem obywateli i ich praw, kosztem zdrowia publicznego i finansów państwa, realizowano politykę doraźnych decyzji, nie licząc się z konsekwencjami. PiS zrobił wszytko, aby nie stracić władzy w tamtym czasie. Państwo, które powinno chronić, stało się źródłem dodatkowego zagrożenia – marnując środki, ograniczając wolności i pozostawiając ludzi bez realnej opieki zdrowotnej.

Obszerny kolejny przegląd różnych wydarzeń w opracowaniu Mateusza (sprawnie zastosował AI do dubbingu):
https://x.com/MattJarosPL/status/1970495574702014805.

Jest tam lista zagadnień do przeczytania a potem nagranie z rozwinięciem niektórych tematów.

Wybieram parę wątków:

Autyzm jako powikłanie poszczepienne pokazany przez Roberta F. Kennedy’go Jr.
Ale wiadomo było o tym dużo wcześniej, chociażby z książki „Jak zakończyć epidemię autyzmu?” (której swoją recenzję w 2022 r. umieściłem w paru miejscach, np. tutaj
Jak zakończyć epidemię autyzmu? Związek autyzmu ze szczepieniami. – Recenzja książki Jak zakończyć epidemię autyzmu? – nakanapie.pl )
Ostatnio Kennedy często wypowiada się na tematy zdrowia Amerykanów, ujawnia rażące nieprawidłowości i jako odpowiednik naszego ministra zdrowia wydaje zarządzenia mające naprawić te braki i nadużycia. Nie wygląda na to by nasi specjaliści przyjmowali to do wiadomości i brną w dalsze szkodliwe działania podrzucane przez przemysł farmaceutyczny.

Szczepienia i ich negatywne skutki to temat drążony przeze mnie od lat, ale obecnie trwa nowy cykl audycji J. Zięby, w którym przedstawia mniej znane fakty – patrz odcinek pierwszy (1) Jerzy Zięba w serwisie X: „Cała prawda o szczepionkach cz.1 – Wirusy. https://t.co/MuiUygdXgO” / X i następne.

Pozostając przy USA – administracja D. Trumpa i on sam wciąż wspierają Izrael, w tym działania w strefie Gazy, co może stać się dla nich fatalne wizerunkowo na świecie oraz w odbiorze samych Amerykanów – grozi coraz większym podziałem w tamtejszym społeczeństwie. Jest uzasadniony pogląd, że rząd USA podlega Izraelowi poprzez szantaż (kompromaty na polityków) i przekupstwo.

Niezależnie od tego fenomen wpływów i samobójczych działań syjonistycznego rządu Izraela wyjaśnia w tym podsumowaniu wypowiedź Davida Icke, który wskazuje na genezę ich postawy. To wpływ starodawnego kultu, który wciąż trwa, który wskazuje na konieczny Armagedon – bitwę Izraela z całym światem, w którym rzekomo Izrael wygra – bez względu na ofiary własne i innych. Ta fanatyczna wiara oraz różne inne działania niosące śmierć biorą się z tego wyższego ukrytego poziomu (wspomniałem o nim wcześniej), który został zaszczepiony ponad te poziomy władzy, które widzimy.
Jednak i Icke, chociaż zbliża się do wyjaśnienia tego mechanizmu, nie zna lub nie odważa się wymienić tych sił, które były jeszcze wyżej, a o których wspomnę dalej w miejscu po wstawionej gwiazdce.
Ale to jest ciekawe i zgodne z głęboką analizą w książce Jana Białka Tech.2 (Jan Białek – TECH.2. Źródła rozwoju środowiska technologicznego ) – podłoża różnych obecnych zjawisk – to ma związek z ukrytymi starodawnymi wierzeniami i kultami.
Przy okazji – warto wspomnieć o Józefie Białku i książkach z jego wydawnictwa (gdzie są i jego książki). Prezentację najnowszej znajdziemy pod adresem Dlaczego Zachód nie może wygrać? – Józef Białek (autor Fadi Lama). Ta ważna pozycja przedstawia kulisy geopolityki – historycznie i obecnie. Pod koniec smutne refleksje o sytuacji Polski i krytyka głupoty polityków. Bez tej wiedzy marnie skończymy.

K. Nawrocki – pierwsze wątpliwości. Po co Prezydent Polski w Nowym Jorku spotkał się najpierw ze środowiskami żydowskimi, a potem z przewodniczącym Światowego Kongresu Żydów Ronaldem Lauderem – bez kamer i bez relacji? Chcemy wiedzieć, w jakim celu odbyły się te spotkania i co konkretnie z nich wynika dla Polski.

Także niejednoznaczna jest postawa Nawrockiego w sprawie Ukrainy. Oraz zgoda na obce wojska na terenie Polski.

Mateusz Jarosiewicz oczywiście nie jest jedyny, który widzi te fatalne trendy naszej polityki.

Warto przywołać np. Marka Chodorowskiego czy Leszka Sykulskiego (z którymi zresztą miał długie wywiady), podobnie Romualda Starosielca – to tylko przykłady trzeźwych i wtajemniczonych w to, co pod podszewką… Podglądam też Witolda Gadowskiego, którego przeczucia i śledztwa w końcu się sprawdzały i który walczy o polskie interesy i bezpieczeństwo obywateli poprzez swój Ruch Obrony Polaków https://www.rop.org.pl/ .

Innym coraz gorętszym tematem jest Ukraina, Rosja i … drony. co wyżej wymienieni też omawiają.

Polacy stworzyli unikatowe w skali światowej rozwiązanie antydronowe, który działa w Zatoce Perskiej, w Norwegii, w państwach bałtyckich, na Ukrainie, działa wszędzie, tylko nie … w Polsce.
A MON i MSW zamiast skorzystać z tych systemów tworzy takie warunki, żeby wykluczyć polskiego producenta” – Michał Dworczyk, europoseł PiS https://youtube.com/watch?v=53n8MIxPuKw (chociaż to nie jedyna wypowiedź na ten temat).

Na dodatek – mamy szkolić się od Ukraińców, których wyszkolili… Polacy.

We wszystkich mediach, za rządem i politykami, obowiązuje bezrefleksyjna mantra „rosyjskie drony”. Możliwe, że niektóre takie są, ale czy wszystkie i czy nie mieliśmy prowokacji z Ukrainy?
Przykładowe (bo nie jedyne) zdanie odrębne Korwina-Mikke
https://x.com/JkmMikke/status/1970522934579208395 .
Teza o prowokacji ukraińskiej jest zasadna, bo nasilają się w ogóle różne akty dywersji z udziałem Ukraińców – podpalenia, oskarżenia, prowokowanie do zaangażowania się w czynną wojnę.

Nasza rządowa propaganda z jednej strony prowokuje Rosję, z drugiej wywołuje poczucie zagrożenia wojną i na tym tle chce zmusić Polaków, żeby byli potulni i posłuszni władzy, płacili podatki i nie ujawniali „niepoprawnych” opinii.
Wywoływanie paniki covidowej miało taki sam cel. Jesteśmy oszukiwani i manipulowani.

Kończąc ten wątek, wspomnę, że dużo więcej powiązanych informacji znajdziemy na x.com, w tym i w moich wpisach.

A teraz bomba z amerykańskiej sceny. Kolejna akcja fałszywej flagi – zaaranżowane „zabójstwo” Charlie Kirka. Relacje z jego postrzelania zawierały niespójności. Kirk żyje. Zniknął wraz z rodziną – uzyskali nową tożsamość. Wg danych wywiadu to agent CIA, a TurningPoint to platforma rekrutacyjna dla agencji.

O tym traktuje spory fragment raportu Global Intelligence Agency (GIA) z 13.09.2025 – dostępny np. w omówieniu https://locusmind.one/posts/27158 i w późniejszych raportach z GIA (tamże) oraz u wspomnianego B. Fulforda – np. https://locusmind.one/posts/27767 .

*

Tutaj dochodzimy do ważnej części tego wpisu * – optymistycznej.
Koniec ery zniewolenia.
Parokrotnie wspominałem o działaniach Kimberly A. Goguen – dyrektorki Global Intelligence Agency, ale także „opiekunki Ziemi” i posiadającej jeszcze szereg innych funkcji. Długa historia jej działań przeciw Głębokiemu Państwu (DeepState) i to w ujęciu globalnym, dobiega do pozytywnego finału. Tę historię przedstawiam – na ile mogę – na stronie www.locusmind.one/pages/korcz
i tam odsyłam Czytelnika do tej części
https://locusmind.one/posts/27937
(tam też kolejne raporty).

Leśne lato 2025

Zieleń i słońce
to wystarczy na udane wakacje.

Do końca lata jeszcze ponad miesiąc, ale już teraz przedstawiam swój prywatny pierwszy mini reportaż wakacyjny.
Oprócz krótkich wypadów „w Polskę” od paru lat większość lata spędzamy z żoną na swej leśnej działce. I stąd piszę. Nasz domek nie jest przystosowany do zamieszkania gdy jest zimno, więc tym bardziej cenimy sobie czas letni i chcielibyśmy jak najlepiej go wykorzystać.
Ten rok wydaje się szczególny. O ile w poprzednim zjawiliśmy się tu już w marcu i kwietniu, a potem dłuższy czas w maju aż po jesień, ponieważ pogoda sprzyjała, to w 2025 dopiero w połowie czerwca.

Prognozy na ogół są mało rzetelne, nie sprawdzają się czasem nawet następnego dnia. Zaniechaliśmy tygodniowego wypadu nad morze (gdzie jeszcze nie byliśmy? – trudne pytanie) w czerwcu wg planu by zrobić to przed wakacjami szkolnymi, bo nie było dobrej pogody.
Coś jest nie tak, gdy temperatury niektórych dni lipcowych są takie jak w lutym.
I na Mazowszu ciągle chmury, a deszczu prawie zero. Chyba nigdy tak marzliśmy jak w tym roku. Aha – „ocieplenie klimatu”… Pogoda to osobny obszerny temat, ale mówiąc krótko – mamy uzasadniony szeregiem wydarzeń-dowodów pogląd, że pogoda jest sterowana.
O tym kiedy indziej.
Prawdopodobnie z powodu przymrozków wiosennych w tym roku w naszym letnim „miejscu na ziemi” nic nie obrodziło – ani jabłonie, ani śliwki, ani grusze, ani aronia, nawet mirabelki, których było zawsze w bród. Dotyczy to całego obszaru – przynajmniej w zasięgu naszych wycieczek, a nie są one krótkie. Zupełnie inaczej niż np. w Warszawie. W sumie – szkoda. Jeden wyjątek – derenia dużo. Długo czekaliśmy też na czarne jagody i grzyby – głównie z powodu suszy (?). Dopiero na początku sierpnia nastąpił stopniowy przełom.

Jednak zadowalamy się wycieczkami i przyjemnym pobytem na działce, zwłaszcza gdy jest cieplej.
nasz domek
A co znajdujemy tuż za jej ogrodzeniem? Borowiki.

W ogóle częściej znajdujemy grzyby bliżej drogi – leśnej czy osiedlowej, niż w głębi lasu. Dziwne, ale może po prostu po lesie chodzą od wczesnego rana zapaleni grzybiarze, bagatelizując brzegi lasu i drogi. Mamy ułatwione zadanie… Spotkaliśmy parę innych osób, które mają podobne doświadczenie – zbierają ładne okazy przy okazji krótkich spacerów – nawet bez zamiaru szukania grzybów.
Najwięcej było maślaków – to nimi się zajadaliśmy, a lepsze grzyby idą do suszenia. Im dalej w sierpień, tym ich więcej.

Co do lasów wokół – tak jak piszę w podobnych relacjach co roku, jest ich coraz mniej. W paru ilustracjach pokazuję przykłady smętnego widoku kolejnych wyciętych kwartałów lasu, skali wyrębu i bałaganu jaki po tym pozostaje.

Drewno zabrane, ale...

"ozdoba" lasu
Są i inne zjawiska, które nas niepokoją. Poniżej szkic listu jaki może wyślę do pobliskiego leśnictwa, chociaż nie sądzę by mi odpowiedzieli. A w ogóle leśniczy siedzi schowany w swojej willi lub jest gdzieś w terenie (chociaż nigdy go tam nie widziałem), przez co trudno zapytać wprost. Do poniższego tekstu dołączam parę fotografii.

—-
… Obserwuję las i w związku z tym mam parę pytań i uwag.

1. Widzę jak pszeniec coraz bardziej opanowuje las, a jest to jego pasożyt, mimo że to drobna roślinka. Czy można z tym coś zrobić?
2. Jako rowerzysta narzekam na psucie dróg przynajmniej na trzy sposoby:
a) Konie kopytami naruszają utwardzenia – czy ktoś kontroluje lub ostrzega ludzi z okolicznych stadnin by przestrzegano wyznaczonych tras?
b) Ciężkie maszyny do wyrębu i wywózki drewna psują drogi, tworzą głębokie koleiny. Czy nie byłoby także w Waszym interesie by te drogi naprawiać albo nawet na stałe niektóre utwardzić?

koleiny na drodze
c) Kłady i motocykle krosowe – o ile wiem nie jest to dozwolone, a na pewno jest to niewskazane ­także ze względu na hałas (płoszenie zwierzyny) i dyskomfort ludzi, którzy tu odpoczywają.

3. Prowadzicie intensywną gospodarkę leśną. Parę pytań (przepraszam, że wkraczam w ten temat bez wiedzy fachowej, ale tym bardziej jestem ciekaw odpowiedzi):
a) Czy wyrąb i zwożenie urobku nie lepiej byłoby prowadzić poza sezonem letnim? Najlepszym czasem jest zima, a szczególnie gdy jest śnieg, co ułatwia ściąganie pni. To byłoby mniej szkodliwe dla podszycia i przyjazne dla turystów w czasie wakacji.
b) Sadzicie dużo sosen, ale z tego co wiem (?) modrzew rośnie szybciej i jest bardziej wartościowy, dlaczego nie widzę tego gatunku w szkółkach ani w ogóle w lesie gospodarczym?
c) Są obszary gdzie po wyrębie nie widać nasadzeń od 2+ lat. Czy to wynika z braku sadzonek czy pracowników?
d) Sprzątanie po wyrębie – widzę takie działania, ale czy wystarczające? [patrz wcześniejsze zdjęcia]
e) Chrust w czasie suszy zwiększa zagrożenie pożarowe. A przy okazji – od dawna nie widzę by były robione i odświeżane pasy (rowy) przeciwpożarowe
f) Pamiętam, jak przed paroma laty dużo się mówiło o tym jak cenne jest drewno, nawet zachęcano do zbierania chrustu jako biomasy. Jednocześnie widzę, że szereg ściętych, nawet solidnych pni pozostaje w lesie. I nie chodzi o rezerwaty, gdzie pozostawia się je by „wróciły do natury”. Drewno już nie jest cenne?

g) Z przykrością stwierdzam że w okolicy jest po wyrębach coraz mniej lasu, który stanowił przed laty, gdy ludzie tam budowali swoje domy/domki, istotny czynnik wyboru miejsca inwestycji i wypoczynku.

h) I jeszcze refleksja w sprawie wyrębu. Widzę ogołocone dość strome zbocza lokalnych górek wydmowych. Czy to nie grozi ich erozją i gorszymi warunkami do ponownego zalesienia?

4. Doceniam stawianie tablic przyrodniczych przy trasach turystycznych, ale jednocześnie widzę, że niektóre starsze nie są zadbane, a także zarośnięte lub powalone.
5. Czy spotykaliście w okolicy wilki? Ja widziałem dwa blisko leśniczówki. Czy jesteśmy bezpieczni w tym terenie?


Przepraszam, że zacząłem od akcentów negatywnych, ale są powody, tym bardziej, że  jest szereg i innych spraw, które nas niepokoją – pisałem o tym w podobnych letnich podsumowaniach, np. Bliżej jesieni w paru znaczeniach.
Nie będę się więc powtarzał, ale powrócę do tego, że postępuje najazd budowlany w okolicy, coraz więcej domów letniskowych, placów z których wycina się las pod te budowy. Dostałem sąsiada, który urządza niemal przedszkole i ogród zabaw dla dzieci, które ściągają w to miejsce z całego letniska oraz swoich znajomych i krewnych prawdopodobnie z Warszawy. Głośno w dzień, głośno do późnych godzin.

Uciekamy do lasu. Marsz 10 000 i więcej kroków – to prawie codzienna norma, ale ostatnio dopiero wieczorem, gdy upał zelżeje (dotyczy części sierpnia).

Do tych marszów potrzebne są dobre buty. I tutaj ciekawostka. Różnego rodzaju obuwie sportowe, jakie obecnie można kupić po rozsądnej cenie, są dość słabej jakości – rozpadają się np. po dwóch sezonach bardziej intensywnego używania.
Żona znalazła w lamusie swoje stare polskie buty a la „adidasy”, które nosiła jeszcze w czasach PRLu. Mimo lat używania nie miały śladów zużycia ani pęknięć. I w nich chodzi do lasu. To był wyrób Pol Sport z Krosna.
Na zdjęciu „niewyględne”, ale nie chodzi o elegancję (zresztą nikt nas nie obserwuje, bo w lesie prawie nikogo nie spotykamy), lecz o wygodę i trwałość. A bywa, że trzeba przejść przez błotko, odcinki kamieniste i pełne szyszek lub korzeni.

Mamy w okolicy strumyk, który odcinał nas od drugiej części owego lasu. Tego lata, w jego pierwszej części, mieliśmy dużą suszę i mogliśmy przechodzić na drugą stronę płytkimi brodami.

A ostatnio suchą stopą na drugi brzeg strumienia

Nie to, żebym się cieszył wysychaniem cieków wodnych, ale to akurat było plusem. Potem były deszcze i znów potok ruszył. Przy okazji – są bobry, które spiętrzają wodę swoimi tamami, ale by je zbudować zwalają wiele drzew. Lecz takie jest prawo natury, ale szkoda np. małej szkółki brzozowej, która już w jednej trzeciej świeci kikutami.

Jeszcze o faunie, tym razem… owadziej. Kiedyś już o tym pisałem, ale ten rok był tajemniczo szczególny – w przeciwieństwie do poprzednich, kiedy nękały nas komary, meszki, kleszcze, muchy, nawet osy – tym razem prawie ich nie było.

Obserwuję przeróżne stworzenia w lesie, ale więcej czasu na to mam gdy przesiaduję w ogrodzie z książkami (każda chwila wolna od licznych prac ogrodowych i  wieczory, bo telewizja na ogół nie działa), półnagi, z bosymi stopami na trawie – bez stresu, bo nic mnie nie gryzie.
I przyglądam się owadom – z podziwem.
Po pierwsze – różnorodność, codziennie coś nowego.
Po drugie – jakże małe stworzenia się trafiają. Niektóre nawet mniejsze niż pół milimetra. I widzę jak badają teren, coś próbują, omijają przeszkody lub inteligentnie (!) je pokonują, gdzieś podążają. Biorę lupę i widzę, jak w tym małym ciałku mają myślącą (w jakimś sensie) główkę, czułki, ssawkę, w miniaturowym korpusie aparat mięśniowy napędzające skrzydełka, podobnie nóżki…

Ten podziw był tematem wierszyka TEORIA WZGLĘDNOŚCI (z debiutanckiego zbiorku 6 prób )

Robaczek,
lawirował wśród traw
spadał i powracał…
Pomyślałem
– trudzi się biedaczek
zagubiony
w swym mikro świecie.
Nagle małe skrzydełka rozwinął
i poleciał ponad sosny
w niebo
dla mnie niedostępne.
To ja poczułem się mały,
zazdrosny.

Co do fauny, to w tym roku widzimy jej mniej. Może dlatego, że wyschnięte strumyki już nie zwabiają łosi i innych kopytnych do wodopoju?
Co do wody dla zwierząt i ludzi spragnionych ochłody, odwiedzamy urocze miejsca nad Bugiem (ok. 4 km pieszo lasami).

nad Bugiem
Szykuje się nowa atrakcja w innej okolicy – rodzaj zwierzyńca, który jest urządzany dla owiec kameruńskich, osłów, lam i alpak, przywieziono też małe kangury. Jest i cięższy kaliber – szkockie krowy i byki i jeszcze jakieś tajemnicze rasy – wypasane na okolicznej łące.

alpaki


Całość nie jest jeszcze dostępna z bliska, wygląda na to, że na otwarcie będą przygotowane dodatkowe atrakcje dla dzieci – zjeżdżalnie, drabinki, huśtawki itp. Na jesieni przyjedzie tutaj wnuk – mam nadzieję, że obiekt będzie już otwarty i pójdziemy do tego mini ZOO.

Nie jest jednak atrakcją to, że coraz liczniejsi sąsiedzi mają psy. Szczekanie, brudzenie nawet pod płotami w czasie spacerów… A nawet psie ujadanie gdy właściciel gdzieś znika i zostawia samotnie pupila uwiązanego na krótkiej smyczy na parę godzin…
Natomiast, jak co roku mamy u siebie sympatyczne towarzystwo półdzikich kotów, które codziennie liczą na jakieś kąski z naszych posiłków lub dobre serce żony, która kupuje im podroby lub gotowe karmy.
Zawsze są i młode. Harcują i mają największy apetyt.

Na koniec jeszcze parę obrazków – z intencją: Ceńmy lasy i cieszmy się nimi póki są i kiedy są najpiękniejsze (jesień już się zbliża…)

las kwiatów topinambur

lasek i trawa
Więcej zdjęć umieszczę na Locusmind.one w tamtejszym osobistym profilu, by ten wpis nie był przeładowany.

PS. Pod wpisami wordpress umieszcza propozycje „wpisów podobnych” – nawet jeśli nie są czasami trafione, to zapraszam do sprawdzenia. Udało się tym razem bez polityki, ale kto lubi takie wątki – znajdzie i takie w innych postach.

Cuda

Są tylko dwa sposoby przejścia przez życie.
Jeden, jakby nic nie było cudem,
i drugi, jakby wszystko było cudem.

Albert Einstein

Porywam się na bardzo duży temat, ale postaram się ująć to możliwie lapidarnie (korzystając z licznych odwołań do dodatkowych materiałów).

Gdy mówimy „cuda”, to często wskazujemy te, o których mówią religie, bo w swoich pismach i obrządkach przywołują cudowne wydarzenia, które świadczą też o siłach nadprzyrodzonych.

Nie ujmując tej sakralnej stronie cudów, nie zapominajmy, że niektóre tajemnicze zdarzenia obwołane cudami przed setkami czy tysiącami lat były wtedy niewytłumaczalne inaczej. Dziś, dzięki nauce wiemy, że tak było bo nie poznano jeszcze wówczas pewnych praw fizyki i biologii.
Jednak nawet dziś wiele takich cudów nie rozumiemy naukowo – mimo całego arsenału narzędzi badawczych i bogactwa wiedzy. Także Kościół nie jest skory wiele rzekomych cudów uznawać oficjalnie – wymaga to długiego i starannego procesu weryfikacji.
Nie chodzi też tylko o te przypadki, które są przedmiotem takich formalnych działań – mamy tysiące relacji ludzi, którzy interpretują pewne zdarzenia ze swojego życia jako cudowne.
I w wielu przypadkach rzeczywiście tak to wygląda. O tym jeszcze będzie dalej.

Chociaż nie zamierzam tutaj rozważać głównie tego religijnego aspektu, to jednocześnie nie sposób go pominąć. Zatem poniżej daję krótki przegląd pozycji literatury polskiej lub wydanej w Polsce, która się tym zajmuje. Mam spore dossier na ten temat, ale tutaj go skrócę.

Skupię się zatem na współczesnych publikacjach, które analizują cuda z przekonaniem o ich realności, w kontekście głównie chrześcijańskim, ze względu na dominujący udział w literaturze, ale też z uwzględnieniem naukowego lub filozoficznego podejścia, które nie odrzuca zjawiska cudów. Oto parę przykładów (niektóre z tych publikacji mam).

1. „Cuda” – Janusz Pyda OP (2022, Wydawnictwo W Drodze). Książka dogłębnie analizuje fenomen cudów w kontekście chrześcijańskim. Autor odpowiada na pytania: czym jest cud, dlaczego Jezus dokonywał cudów i jak odróżnić cuda od magii. Publikacja jest przystępna, ale opiera się na solidnych podstawach teologicznych, łącząc refleksję filozoficzną z wiarą. (https://wdrodze.pl/produkt/cuda/ )

2. „Porozmawiajmy o cudach” – Patrick Theillier (2006, Wydawnictwo Księży Marianów). Autor, lekarz i dyrektor Biura Medycznego w Lourdes, analizuje cuda uzdrowień (fizycznych i duchowych) zgłaszanych w sanktuarium. Książka łączy perspektywę medyczną z wiarą, prezentując świadectwa i chrześcijańskie rozumienie cudów. (https://nauka.wiara.pl/doc/469926.czy-zdarzaja-sie-jeszcze-cuda )

3. „Kurs cudów” (tomy 1–3) – Helen Schucman (wydanie polskie, np. 2010, Fundacja Inner Peace). Monumentalne (ponad 1100 stron) dzieło duchowe, które przedstawia system myślowy oparty na miłości i przebaczeniu, traktując cuda jako naturalny element rzeczywistości duchowej. Choć nie jest to publikacja stricte akademicka, jest uznawana za kluczową w duchowości współczesnej. (https://www.ceneo.pl/63583067 )

4. „Kurs cudów w praktyce. Zmień życie najprościej jak to możliwe” – Alan Cohen (wydanie polskie, np. Studio Astropsychologii). Przystępna interpretacja „Kursu cudów” Schucman, skupiająca się na praktycznym zastosowaniu idei cudów w życiu. Książka jest popularna wśród osób zainteresowanych duchowością New Age, ale zakorzeniona w chrześcijańskich ideach (https://sensus.pl/ksiazki/kurs-cudow-w-praktyce-zmien-zycie-najprosciej-jak-to-mozliwe-alan-cohen%2Ce_0dq2.htm )

5. „Nauka i Opatrzność. Interakcja Boga ze światem” – Michael J. Dodds OP (2008, Wydawnictwo WAM). Fragmenty tej książki (np. rozdział o cudach) analizują możliwość cudów w kontekście filozofii i teologii. Autor, dominikanin, rozważa, jak Bóg może działać w świecie, nie naruszając praw natury, co jest zgodne z myślą św. Tomasza z Akwinu. (https://nauka.wiara.pl/doc/469975.Cuda )

6. „Cuda z nieba. Nadzwyczajna historia Annabel Beam” – Christy Wilson Beam (wydanie polskie, np. 2015). Autobiograficzna opowieść o cudownym uzdrowieniu dziewczynki, która doświadczyła niewyjaśnionego medycznie powrotu do zdrowia. (https://lubimyczytac.pl/ksiazki/t/cud ).
O takich indywidualnych relacjach jest wiele publikacji, przykłady podam dalej.

7. „Kiedy potrzebujesz cudu. Siedem sekretów wiary” – Cherie Hill (wydanie polskie, np. 2014) Książka skupia się na duchowym aspekcie cudów, oferując wskazówki, jak otwierać się na działanie Boga w trudnych sytuacjach. Autorka traktuje cuda jako przejaw Bożej miłości i zachęca do wiary w ich możliwość.(https://lubimyczytac.pl/ksiazki/t/cud )

8. „Cuda eucharystyczne” – Joan Carroll Cruz (wydanie polskie, np. Wydawnictwo Esprit). Publikacja opisuje historyczne i współczesne cuda eucharystyczne, takie jak przemiana hostii w tkankę serca czy krew. Autorka, opierając się na badaniach Kościoła, przedstawia cuda jako dowody Bożej obecności. Książka zawiera szczegółowe opisy i analizy. (https://www.esprit.com.pl/d103/cuda-i-uzdrowienia)

9. „Cuda Bożych uzdrowień” – zbiorowa, Wydawnictwo Esprit. Zbiór opowieści i świadectw o cudownych uzdrowieniach, które są badane przez Kościół. Książka łączy narracje wiernych z teologiczną refleksją nad cudami jako znakami Bożej łaski.(https://www.esprit.com.pl/d103/zacz/25/cuda-i-uzdrowienia )

10. „Cuda i łaski” – zbiorowa, Wydawnictwo Gloria24. Książka gromadzi relacje o cudach religijnych, takich jak uzdrowienia czy objawienia, z naciskiem na ich znaczenie dla wiary. (https://gloria24.pl/ksiazki/biografie-i-swiadectwa/cuda-i-laski )

11. „Największe cuda XX wieku” – zbiorowa (artykuł w „Rzeczpospolitej”, 2012, dostępny w formie publikacji). Opisuje dziesięć najważniejszych cudów XX wieku, takich jak cuda eucharystyczne czy uzdrowienia, uznane przez Kościół po rygorystycznych badaniach. (https://www.rp.pl/swiat/art13804301-najwieksze-cuda-xx-wieku )

12. „Czy zdarzają się jeszcze cuda?” – Patrick Theillier (2006, Wydawnictwo Księży Marianów). Kolejna książka Theilliera, skupiająca się na cudach w sanktuariach, szczególnie w Lourdes. Autor analizuje zarówno uzdrowienia fizyczne, jak i duchowe, podając konkretne przykłady i ich weryfikację medyczną. (https://nauka.wiara.pl/doc/469926.czy-zdarzaja-sie-jeszcze-cuda )

13. „Traktat o cudach” – Marian Rusecki (2005, Wydawnictwo KUL). Akademicka publikacja polskiego teologa, która systematycznie analizuje fenomen cudów w chrześcijaństwie. Rusecki rozważa cuda jako znaki objawienia, odwołując się do Pisma Świętego, teologii i filozofii. (https://contragentiles.pl/czytelnia/nauka-a-religia/cuda-a-nauka/cud-co-to-takiego/ )

14. „Cud: co to takiego?” – zbiorowa, Contra Gentiles (2020, contragentiles.pl). Publikacja analizuje cuda z perspektywy chrześcijańskiej i filozoficznej, porównując je z innymi tradycjami religijnymi. Autorzy uznają, że cuda są bezpośrednim działaniem Boga, i omawiają ich znaczenie dla teizmu.(https://contragentiles.pl/czytelnia/nauka-a-religia/cuda-a-nauka/cud-co-to-takiego/)

itd.

By nie przedłużać – jeszcze dwie książki popularne, też w nurcie religijnym, które kiedyś zainteresowały mnie w kontekście cudownych uleczeń, bo ten temat szczególnie mnie zajmował.

„Moc uzdrawiania”, Todd Dixon, Wydawnictwo Limbus 1995.
Opisuje badania autora – amerykańskiego lekarza, dotyczące kilkunastu spektakularnych uzdrowień za sprawą tajemniczej zdolności kobiety o imieniu Terry, też lekarki, ale bez angażowania medycyny, chociaż owa uzdrowicielka nie negowała współpracy swoich pacjentów z lekarzami.
Autor i uzdrowicielka traktowali te przypadki jak przejaw boskiej pomocy.

„Cuda dnia powszedniego”, James S. Bell, Stephen R. Clark, Wydawnictwo KDC, 2006.
To 65 przykładów niezwykłych wydarzeń, w tym dużo cudownych uzdrowień, a ponadto wielu przypadków uratowania życia w sytuacji realnie bez wyjścia, ostrzeżeń w czasie snu lub w wizji, które też uratowały życie lub majątek, rozwikłanie trudnej sytuacji finansowej przy braku zrozumiałych przesłanek, znalezienie się w dziwnej rzeczywistości itp. – doświadczenia zwykłych ludzi.
I refleksja: czy jesteś pewien/na, że nie było w twoim życiu sytuacji, gdy jakaś niewidzialna siła uratowała cię przed jakimś wypadkiem, nawet gdy nie wiedziałeś/aś, że było zagrożenie?

Dalej podam jeszcze parę pozycji, które rozpatrują ogólniejsze i nie religijne podejście do tematu.

A takich dziwnych zjawisk mamy wiele. Popatrzmy krótko na to ogólniej.

Bardziej potocznie cudem możemy nazwać coś, co „normalnie” nie występuje w przyrodzie, w naszym życiu. Lub gdy jest to coś niezwykle rzadkiego.
Wygranie w lotto szóstki (lub podobna wygrana w innych grach losowych) jest bardzo mało prawdopodobne. A jednak ktoś wygrywa. Dla takiej osoby może to być cud.

Historia młodej kobiety Juliane Koepcke, która w 1971 r. wypadła z samolotu do dzikiej dżungli amazońskiej z wysokości ponad 10 000 stóp. Mimo złamanego obojczyka, głębokiej rany na ramieniu i jednego spuchniętego, ślepego oka, nie mając butów i żywności, dzięki wielkiej woli przeżycia i niesamowitej mocy życia jaka tkwi w ludziach, po wielu dniach tułania się w lesie – przeżyła. Więcej szczegółów znajdziesz w książce, którą potem napisała o swoim wypadku, a w wielki skrócie pod tym adresem https://x.com/ThoughtTOX/status/1936028678963548475 .

Ale to tylko jeden przykład, bo przypadków przeżycia w skrajnie niesprzyjających i groźnych warunkach historia podaje wiele.
Oprócz książek są oczywiście i filmy o takich/podobnych przypadkach.

Z wielu współczesnych (i nie tylko!) obserwacji możemy dać przykład UFO jako zjawiska, którego wciąż nie potrafimy jednoznacznie wyjaśnić, przynajmniej oficjalnie. Czym są przy ich różnorodności oraz np. niesamowitej dynamice ruchu. Sytuacja jest analogiczna do zjawisk niewytłumaczalnych sprzed stuleci, a które dziś rozumiemy dzięki nauce?

A teraz parę osobistych doświadczeń, bo to blog osobisty.

  1. Nie koszę wiele na swej rekreacyjnej leśnej działce, ponieważ trawy i różne inne rośliny porastające murawę i zakątki placu w większości nie tylko mi nie przeszkadzają, ale zdobią teren swoją różnorodnością.
    Inna sytuacja występuje gdy w danym roku przejeżdżamy na swoją letnią daczę późno na tyle, że zastajemy teren tak porośnięty, niemal jak w jakiejś dżungli, co utrudnia poruszanie się i miejsca przebywania opanowały siewki jakichś drzew.
    Mam dwie kosiarki elektryczne. Jedną większą i mocną do takich zadań specjalnych oraz mniejszą do wyrównywania miejsc, gdzie trawa powinna być niska.
    Jedną z pierwszych czynności bywało wyciągnięcie tej mocnej by zrobić pozimowe oczyszczenie terenu. Niestety, już parę lat temu ta kosiarka się zepsuła. Różne próby uruchomienia i własnej naprawy nic nie dały. Elektryk orzekł, że to silnik i że jego naprawa się nie opłaci – lepiej zamiast tej starej, już i tak dość sfatygowanej kosiarki, kupić nową. Nie kupiłem i w następnych latach uruchamiałem tę mniejszą i … kosę. Męczyłem się, ale w końcu jakoś dawałem radę.
    Starą zostawiłem w szopie, gdzieś w w głębokim kącie – może kiedyś przyda się na jakieś części?
    W tym roku żona mówi – wywal ją do „gabarytów” – tylko zajmuje miejsce. Faktycznie, tym bardziej, że rzeczy w szopie przybywa.
    Wyciągnąłem obie maszyny i w zamyśleniu podłączyłem kabel sieciowy do tej starej. Może dlatego, że sam jestem stary i przy ich podobieństwie mogłem maszyny pomylić.
    A ona ruszyła z kopyta i skosiłem nią wszystko co chciałem bez żadnego zacięcia.
    Dla mnie to był cud.
  2. Rak złośliwy. Miałem (lekarze mówią, że on zawsze pozostaje i wtedy lepiej mówić „mam”). Na ogół wyrok jest jeden: złośliwy nowotwór to dość krótka droga do śmierci. Ja jednak wolę mówić – nawet jeśli mam, to czuję się tak jakbym nie miał.
    Serio – po dwóch latach nie odczuwam już niczego, co by mnie niepokoiło, a badania to potwierdzają. Nie chcę kozakować, ale opowiem krótko jak widzę sprawę nowotworów.
    Tak, jak opisano w książce Odwracanie procesów nowotworowych. Lekarze praktycy dla pacjentów i lekarzy, chociaż poznałem ją dopiero niedawno. Mam podobną wiedzę z wielu innych źródeł. Najkrócej – z myślą o ew. osobach, które mają odnośny kłopot:
    Nie denerwować się, nie polegać zbytnio na lekach, chemio- i radioterapii, ew. przyjąć niechemiczną immunoterapię. Suplementować się, mieć kontakt z naturą, uziemiać się (u mnie głównie chodzenie boso po trawie), mieć dużo ruchu (przynajmniej dłuższe spacer), wystawiać się na słońce (rozsądnie), oddychać nosem, możliwie unikać kosmetyków i w ogóle otoczenia/przedmiotów zawierających tworzywa sztuczne, odżywiać się produktami z możliwie najmniejszymi dodatkami przemysłowymi, …
    Są badania, że nastąpił wysyp chorób nowotworowych u osób zaszczepionych przeciw SarsCov-2 lub mających styczność z zaszczepionymi. W moim przypadku nie było tych obu potencjalnych zagrożeń.
    Kiedyś może opiszę dokładniej przebieg choroby i leczenia, tutaj wspominam to w zestawie cudów. Ale czy był to cud?
    W wymienionej książce jest paragraf zatytułowany Twój organizm to cud.
    A w innym miejscu Nie ma leczenia choroby nowotworowej. Jedynie słusznym jest leczenie chorego człowieka. Dodam: przyczynowo i całościowo (holistycznie).
  3. O możliwych cudach pisałem tutaj 10 lat temu w Nowa opowieść wigilijna.
    Dziś widzę jeszcze inne możliwości, chociaż pewne procesy wymagają czasu. Ale ten przyspieszył i zmiany na lepsze mogą się skumulować.
    Natomiast w także dość dawnym wpisie Droga spełniającej się nadziei rozwinąłem trochę myśl o cudowności człowieka. Ale są tam i szersze rozważania, że cuda się pojawiają gdy zdejmujemy kajdany fałszywych przekonań i przyzwyczajeń. (W powołanym wpisie niektóre linki mogą być już nieaktualne, podobnie jak po latach sytuacja ewoluowała – nadal jesteśmy na dobrej drodze mimo zaciętego oporu światowych Deep State).
  4. W artykule Zdrowie przez transformację (2p) sprzed ponad 10 lat wymieniłem dużo metod uzdrawiania, z których niektóre medycyna potraktowałaby jako bajki, a wielu ludzi jako cuda. Ważne jest jednak, że to działa. Jest tam i odniesienie do mojego przypadku, gdy tuż przed operacją kręgosłupa chirurg odwołał ją, ponieważ przyczyna zniknęła. Ten i inne cuda…
  5. Jeśli mówimy o zdrowiu, to oprócz metod leczenia/uzdrawiania, należy wspomnieć o substancjach, które mają cudowne (serio!) właściwości, chociaż formalnie nie są lekami. Jest ich sporo (nie mówiąc banału o ziołach), ale wspomnę przykładowo o dwóch – DMSO i soda oczyszczona. Odpowiednio kieruję do książek:
    „DMSO. Naturalny środek przeciwzapalny i przeciwbólowy”, autor Hartmut P.A. Fischer (Wyd. Vital, 2016) wspomnianą w obszernym artykule Uniwersalny lek
    – oraz nowszej „DMSO na powszechne dolegliwości” autorstwa Evelyne Laye (Wyd. Vital, 2018). Autorka twierdzi, że gdyby miała wybrać tylko jeden lek, który może mieć w domu, z pewnością byłby to DMSO.

    Natomiast o sodzie – „Soda oczyszczona na straży zdrowia”, autor Iwan Nieumywakin (Wyd. Hartigramma, 2015) plus artykuł Soda dla zdrowia gdzie wymienione są i inne publikacje.

Jak wspomniałem – wymienię jeszcze przykładowe książki bez nawiązań do cudów per se, jakie dominują w ujęciu religijnym lub ezoterycznym.

Lubię sięgać do mojej domowej biblioteki, w której mam sporo pozycji poświęconych rożnym obliczom cudów – przyrody, życia, ludzi, architektury, wydarzeń historycznych, tajemnic, techniki itd.
To są cuda dosłowne i w metaforach.

Gdy mowa o cudach jako temacie książek, to nie musi to być pozycja ze słowem „cud” w tytule, chociaż ograniczę się tutaj do paru przykładów, gdzie to słowo występuje.
I tak – o przyrodzie np.

  • „100 cudów przyrody w Polsce”, Anna Plenzler, ale także wiele albumów ze zdjęciami lub przewodników geograficznych, gdzie pokazywane są lokalne przyrodnicze wspaniałości jak
  • „Tadeusz Zubilewicz poleca Cuda Polski”.

Podobnie cuda architektury np.

  • „Antyczne miasta: cuda architektury…”, Peter Connolly.
    Mam też całą serię książek-przewodników o wspólnym tytule
  • Cuda świata.
    Albo encyklopedycznie jak:
  • „Cuda świata: przewodnik po skarbach cywilizacji”, Burton i Rosemary Cavendish.
    Patrząc ogólniej na piękno – czyż nie wzrusza nas, czasem do łez, piękna muzyka lub inne dzieła sztuki? Podobnie jak miłość. Jak powiedział kiedyś Norwid: „Czym jest piękno? Kształtem jest miłości”. Jest w tym coś cudownego.

W kontekście biologii i medycyny:

  • „Aktywuj pełną moc mózgu. Cuda i neurobiologia”, Alberto Villoldo (i jego wykłady)
  • „Cuda samouzdrawiania”, Beata Augustynowicz, Leszek Żądło
  • „Nowe cuda ludzkiego ciała”, Giuseppe Calligaris*, oryginał z 1939 r. opracowany po polsku w 2019 przez grupę „Projekt Calligaris”, w której brałem udział jako tester (nie wszystkie zjawiska udało się powtórzyć).
  • „Dusza, medycyna i cuda [o potędze miłości, woli, wyobraźni i nadzwyczajnych uzdrowieniach]”, Caryle Hirshberg,
  • „Cuda bez cudu: rzecz o dziwnych lekach”, Wacław Korabiewicz
  • „Melatonina Twój naturalny cudowny lek”, Russel J. Reiter
  • „Sztuka dokonywania cudów„, David Spangler
  • „Cudowny ruch”, Mariola Bojarska-Ferenc
  • „Czystek: śródziemnomorski cud natury”, Aleksander Wójcik
  • „Fizyka cudów„, Richard Bartlett

I w kontekście filozofii na styku z religią (chociaż wszystkie te publikacje zawierają różne kategorie), np.:

  • „Cuda wielkich nauczycieli. Od Zaratusztry do Sathyi Sai Baby”, Das, M.N.
  • „Objawienia”, Erich von Däniken

lub zaskakująco –

  • „Cudowny świat szachów”, Mikołaj Żurawlew,  itd. itd.

Zaznaczyłem * pozycję Calligarisa, ponieważ to jest wybitny przykład cudu, ale w opracowaniu naukowym, tak niezwykłego, że aż przez dziesięciolecia ukrywanego…
Giuseppe Calligaris był włoskim naukowcem (Dott. Prof.) pracującym na wydziale neurologicznym Uniwersytetu w Rzymie. Jego zainteresowania i odkrycia pokazały niezwykłe zdolności ludzkiego ciała, które mogą kojarzyć się z akupunkturą lub klawiterapią Ferdynanda Barbasiewicza (która też jest niezwykła), ale wykraczają one także daleko poza zagadnienia leczenia. Dotykanie określonych punktów na ciele odpowiednim prostym narzędziem potrafi uruchomić … zdalne widzenie, odczytywanie myśli, niezwykłe wizje, odpowiedzi na pytania itp. Do dziś możemy traktować to jako cudy.

W ogóle dotyk skóry, ogólniej – ciała, potrafi uruchomić niezwykłe zjawiska. Jak kiedyś tu wspominałem – chciałbym napisać o tym książkę i mam opracowane spore fragmenty. Tylko w domu dysponuję około setką książek i ebooków, które o tym traktują – wprost lub pośrednio. Ilość materiału, która na razie mnie przytłacza…
Cudem będzie jeśli to sensownie ogarnę. Ale cuda się zdarzają…

Grecka przygoda – powtórnie

Grecja - gdzieś po drodze
Gdzieś po drodze

Wzięło mnie na osobiste wspomnienia. Kontynuuję zatem dłuższą serię krótkich relacji z dawnych podróży zagranicznych. Tak jak parokrotnie pisałem – dla odświeżenia własnej pamięci, jako przyczynek do pamiętnika („blog wsteczny”) i ewentualnie dla pamiątki dla syna i wnuków.

Drugi wyjazd do Grecji (po tym z 1985 r.), odbyłem z żoną w roku 1987 – znów Skodą 125 L, po wspólnej podróży do Włoch.
Mam zdawkowe i sporadyczne notatki w starym kalendarzyku, na podstawie których próbuję odtworzyć przebieg tych wakacji. Niestety, szczegóły zacierają się w pamięci, a także zdjęcia zachowały się bardzo nieliczne i słabej jakości (sorry).
Wyjechaliśmy 5 września (sobota) kierując się przez Słowację na południe. Pierwszy nocleg na dziko na Węgrzech za Miskolcem. Następnego dnia dotarliśmy do Belgradu w Jugosławii (obecnie Serbia). Krótkie zwiedzanie i nocleg za miastem w samochodzie, który do takich sytuacji dostosowaliśmy. Mieliśmy przedtem przykrą przygodę. By nie zagracać wnętrza samochodu sporą ilością zabieranych rzeczy przed wyjazdem zainstalowaliśmy bagażnik dachowy typu „trumna”. Po drodze coś z niego wyciągałem i nie domknąłem go dokładnie. Dopiero po pewnym czasie zorientowałem się że otwarł się na tyle, że sporo z niego wywiało, zwłaszcza ubrań. Potem cofnęliśmy się by sprawdzić co i gdzie jeszcze znajdziemy. Niestety wszystko zniknęło…
Dalsza droga, zwłaszcza z Niszu – piękna. Ale jechaliśmy jeszcze po zmroku i ok. g. 22 dotarliśmy prawie do granicy greckiej. Nocleg i 8 września byliśmy już w Grecji przed południem (kolejka na granicy do odprawy). Dalej pędzimy na południe długą i miejscami górzystą drogą, którą po części pamiętam z poprzedniej wizyty w Grecji. Docieramy do docelowego kempingu w Kokkino Limanaki (o ile dobrze pamiętam czy to było dokładnie tam, czy nieco dalej w kierunku Rafiny) ok. godziny 22 trochę błądząc w ciemności. Ala zmęczona tą długą jazdą i zła na mnie, że nie mogłem trafić. Scysja. Cóż, nie było jeszcze wtedy GPS, a dokładny atlas drogowy zgubiliśmy we wspomnianej przygodzie z bagażnikiem. Nocne rozbijanie namiotu i zasłużony odpoczynek. Na miejscu były sanitariaty, sporo roślinności i niewiele więcej (prawdopodobnie teraz wygląda to inaczej w czasach burzliwego rozwoju turystyki).

Ów kemping, na wschód od Aten, był położony tuż nad morzem na niedużym klifie, poniżej którego znajdowała się dość kamienista plaża – zupełnie inna niż te, które znałem z Chalkidiki. Jedak plażowaliśmy i zażywaliśmy kąpieli. Rozpoznanie okolicy, dłuższe spacery. Mieliśmy zapas prowiantu, kuchenkę gazową – typowe własne wyposażenie kempingowe i przez pewien czas byliśmy samowystarczalni. Ale odwiedzaliśmy też pobliską Rafinę, ładną miejscowość portową i tam wstępowaliśmy na pizzę albo jakiś grecki posiłek. Sklepiki i miejscowy folklor, życie portowe. Dnie były na przemian słoneczne i gorące albo chłodne i wietrzne.
Oprócz zwiedzania okolicznych miejscowości odbyliśmy też wycieczki samochodowe jak np. popołudniową do Sounion ze świątynią Posejdona i słynnym zachodem słońca, a stamtąd wypad do Aten z pierwszą wizytą i wieczorną kolacją i nocnym klimatami. A powrót na kemping o północy. Ambitnie. W ogóle przeważał odpoczynek czynny – to preferujemy. Następnego dnia znów Ateny w upalną niedzielę 13 września ze zwiedzaniem zabytków ze wzgórzem Akropolu, a nawet targu poniżej.

Ateny. nad Plaką
Ala nad Plaką
Ateny w dole

Powrót wieczorem i nocna kąpiel w morzu by orzeźwić się po gorącym i męczącym dni. Następne dni były poświęcone odpoczynkowi na plażach aby 17-go zwinąć czasowo nasz obóz i o godz. 10 ruszyć w dalszy objazd południa Grecji przez Pireus, Salaminę (jak?) do Koryntu – umownej bramy do Peloponezu. Jeszcze raz magiczne Mykeny, o których pisałem przy okazji podróży w 1975 r., Tyryns, Nauplion i Tolo nad morzem. Wciąż upał, więc korzystamy z okazji do kąpieli. Powrót przez Epidauros ze wspaniałym amfiteatrem, Korynt, do Rafiny i naszego kempingu. Jeszcze prawie dwa dni plażowania i kąpieli. Wspomnienie suchych pól z żółwiami, kamienistości wielu miejsc, oznak jesieni, bardzo przygodnych znajomości – raczej nikogo nie poznaliśmy, bo sami sobie wystarczaliśmy – jako zakochani. W planie mieliśmy jeszcze Chalkidiki, więc opuściliśmy naszą bazę (bodajże 20 września po południu) i znów dość długą drogą dotarliśmy do Meteory już po zmierzchu. Niezwykłe wysokie skały-maczugi z niedostępnymi pustelniami i klasztorami robią wrażenie. Podobne do tych jakie widziałem na Atos w poprzedniej podróży. Tu oglądaliśmy klasztor Warłama.

Meteora
Meteora

Równie niezapomnianym wspomnieniem była gorąca noc pod gołym gwiaździstym niebem, tak po prostu na trawie.
W innym wspomnieniu poświęciłem tej przygodzie taki wierszyk (fragment):

… tajemnicze klasztory
na wysokich skalnych maczugach
niedostępne jak gwiazdy,
na które patrzymy
pewnej nocy upalnej.

Namiotu nie trzeba rozstawiać
leżymy i śpimy na trawie
półnadzy, szczęśliwi.

W niebie prawie,
a może prawdziwie?

Już nie zdążylibyśmy zwiedzić półwyspów Chalkidiki, więc wieczorem dojechaliśmy do Salonik, by odpocząć, domyć się i dokupić prowiant. Trochę plaży w Agia Triada, sklepy w mieście i nocleg w hoteliku.
Następnego dnia, 22 września, szybko do granicy i skok do Bułgarii. Obejrzeliśmy Monastyr Rylski w drodze do Sofii, a tam szybkie zwiedzanie i małe zakupy, dalej znów Jugosławia i nocleg w samochodzie na uboczu drogi przed Pirot. Dalej dobrą drogą do Belgradu i przekroczenie granicy węgierskiej. Było bardzo ciepło – znów przygodny nocleg i rano dość wąską drogą do Budapesztu. Tam niedługo, bo to miasto był celem naszej innej dłuższej podróży. Dalej Bańska Bystrzyca i nocleg w hotelu. Następnego dnia Ostrawa i granica Polski, Katowice i nocna jazda do domu.
Miałem bodajże za dwa dni jechać w delegację służbową z Instytutu do Moskwy, stąd pospiech był wskazany by mieć trochę czasu na ogarnięcie się i przygotowanie.
Na szczęście samochód na całej długiej trasie wyprawy zachowywał się nienagannie i nie było żadnej niespodzianki.
I tak 25 września wczesnym ranem zakończyła się nasza podróż do Grecji.
Nie ostatnia.

Grecja – pierwsze spotkania

Grecja uczy, że piękno tkwi w prostocie.
Nie dziw się wspominaniu piękna.

W cyklu wspomnień z podróży, które zapisuję głównie dla własnej pamięci i jako przyczynki do pamiętnika (na tym blogu było ich dotąd co najmniej sześć) – powracam do Grecji.  O tym, jak do niej faktycznie wracałem pisałem krótko w Pożegnanie lata (po pobycie z żoną i synem na Krecie*)
Tym razem o dwóch wczesnych podróżach – jednej razem z żoną, a przedtem samotnej (po rozwodzie z poprzednią).
Zacznę od tej wcześniejszej – z 1985 roku.
Byłem po dość długim burzliwym okresie – uczuciowym, materialnym i rodzinnym. Potrzebowałem odreagowania, oderwania się i odpoczynku.
Znalazłem ofertę wczasów w Grecji na Chalkidiki w okolicy małej miejscowości Nea Vrasna nad zatoką Morza Trackiego, które to wczasy chciałem poszerzyć potem o indywidualną wycieczkę na południe Grecji.

13 września 1985 z samego rana wsiadam na samolot do Sofii, gdzie mam się przesiąść na pociąg do Salonik. W wyniku kłopotów z biletami odjeżdżam dopiero po 20-tej. Przedtem małe zwiedzanie miasta z przygodną dziewczyną, która ma podobny problem, zimno.

W Salonikach jesteśmy dopiero rano, przed południem łapię autobus prawie do celu i na obiad jestem na miejscu.
Mam w hoteliku własny pokój z kuchnią i zapasem jedzenia na tydzień, w tym sporo kotletów schabowych, warzyw itp. w lodówce – będę sobie gotował obiady. W dalszym ciągu niespodziewanie chłodno. Długi spacer rozpoznawczy, ładne piaszczyste plaże – nie takie, jakie przeważają na południu Grecji. W hotelu towarzystwo międzynarodowe, zaprzyjaźniam się głównie z Polakami. W następne dnie dłuższe spacery brzegiem, np. do Stavros (uwaga: nie mylić z miejscowością na południu Grecji; szereg nazw powtarza się w innych miejscach), Vrasna, Asprovalta, Saraiki Akti i inne, których nazw już nie pamiętam, po drodze kąpiele w morzu.
Ładne miejsca (prawdopodobnie wtedy dużo skromniejsze niż obecnie, gdzie wszędzie buduje się hotele), poczucie wolności. Wieczory z kolegami przy piwie lub winie, jedni odjeżdżają inni dochodzą. Pominę opis kolejnych dni, ale zatrzymam się krótko na przygodzie z pewną Austriaczką o imieniu Marketa, która pojawiała się na naszej plaży. Atrakcyjna, więc paru facetów od nas krążyło koło niej. Coś musiało zaiskrzyć, może chodziło o moją odwagę, że zaprzyjaźniliśmy się. Wspólne długie spacery i kąpiele. Aż pewnego dnia zaprosiła mnie do siebie w Stavros, gdzie miała wynajęty pokoik. Na godz. 18. Było to dość daleko, a dzień już dość krótki, więc raczej nie na powrót po ciemku plażą… Coś przeczuwałem…
Kolacja w miłym lokaliku i … wspólna noc. Następnego dnia Marketa u mnie na obiedzie. Dowiaduję się, że wieczorem odjeżdża bodajże do Wiednia, więc krótka przygoda kończy się pożegnaniem. Chyba to wszystko było przez nią zaplanowane…
Cóż, mój pobyt w hotelu też się kończył i to na dzień przed terminem, bo przyjechała do mnie trzema samochodami ferajna znajomych z Libii, z którymi wcześniej byliśmy luźno umówieni na ewentualność takiego spotkania. Proponują, że zabiorą mnie na część swojej rajzy po Grecji. Szybko pakuję się i 28 września – wyjeżdżamy. Przyznam, że dokładna trasa zatarła mi się w pamięci, więc w przybliżeniu było to jak niżej.
Część grupy musiała niedługo wracać do Polski przez Saloniki, więc najpierw pojechaliśmy na zachód, gdzie się pożegnaliśmy w Pronii, a ja dalej na południe ze starymi przyjaciółmi Maćkiem i Danką R. ich Fordem

Pierwsze większe wyzwanie – Mytikas pod Olimpem. Podjechaliśmy pod górę na ile się dało, a potem długie i niełatwe wejście na szczyt (2918,8 m npm).

Pod Olimpem z Danką R.
Olimp zdobyty

Te moje z Danką robił Maciej. Szkoda, że nie ma go na zdjęciach (jest jedno w tutejszych wspomnieniach z Libii). I szkoda, że już dość dawno nie żyje, więc nie jest możliwe skonfrontowanie jego wspomnienia z moimi.

Potem do Wolos, piękna trasa nad morzem, także za Wolos, Termopile, dalej przełomy i widoki na trasie w kierunku Amfisy i Delfów. Samych tych historycznych miejsc i zabytków nie opisuję, bo to sprawy znane.

Biwakowanie po drodze

Dalej trasa przez Archowa, Osios, Lukas, Livadia do Teb i okolic Marathonu. Teby to miejsce szczególnie budzące we mnie tajemnice i legendy antycznego świata, jakby z innego wcielenia…
Wreszcie Ateny – zwiedzanie i smakowanie. Zachowało się trochę zdjęć – tutaj wybór

 

Pod Akropolem

Akropol z Danką R.

W Atenach rozstaliśmy się i dalsze moje peregrynacje odbyłem samotnie polegając na autostopie i czasem na lokalnej komunikacji. Dziś sam siebie podziwiam w ilu miejscach jeszcze byłem i jak sobie radziłem. Noclegi jak dotąd mieliśmy częściowo w hotelikach, na kempingach pod namiotem albo i na dziko. Natomiast mnie trafiały się także w stodole, w opuszczonej szopie, a nawet w cmentarnej kapliczce (miałem „zaprawę” z moich wieloletnich autostopów).

Dalsza droga – Peloponez. Byłem np. w Marmara, w Sarti.
Chciało się więcej, ale musiałem się liczyć z czasem, jaki mi pozostał i funduszami, więc pilnie zawróciłem w kierunku Chalkidiki (całkowicie autostopem), tym bardziej, że miałem apetyt jeszcze na tamtejsze słynne półwyspy „trójzęba” – Kassandra, Sithonia i Athos. Częściowo się udało – z Ormos Panagias na Sitonii kupiłem „rejs” krótkiej wycieczki na Athos. A z Porto Karras przerzuciłem się promem do Kalithea na Kassandrze. Tam miałem niezapomniane pożegnanie z cudownym morzem na plaży.

Promem na Kassandrę

Trzeba było wracać. Częściowo autobusem dotarłem do Salonik. Zatrzymałem się na dwie noce w jakimś hotelu – musiałem się doprowadzić do porządku po tych wszystkich szalonych epizodach – brudny, pomięty, zmęczony. W dzień zwiedzanie, zwłaszcza północnych Salonik, portu, bazary. W nocy jakaś impreza klubowa…
Powrót do Polski pociągiem via Bukareszt (tam trzy i pół godziny na małe zwiedzanie). Potem Przemyśl i mglista Warszawa wieczorem 7 października.

Miałem tu opisać kolejną wyprawę do „kontynentalnej” Grecji z 1987 roku, ale zrobię to później, raczej osobno, bo to wymaga następnego pogrzebania w pamięci i odkopania ew. pamiątek.

Jeśli masz słabość do Grecji, zobacz jeszcze Ach, Grecjo!


* Być może opiszę ten pobyt na Krecie osobno (bo to też było ciekawe doświadczenie), a na dziś tylko wierszyk temu poświęcony:

GRECJA RAZ JESZCZE

W pieczarach Matali
na plażach Krety
w lazurowych głębinach
nurkowanie z synem
samochodem po górach
rausz wina.

Nad zabytkami Fajstos zaduma
Minotaura tajemnice
w wąwozie Imbros kozice
a Agia Galini to święty spokój.

Mogę długo wspominać…
O czasy błogie!