Na kłopoty … perspektywa

Kłopot z życiem polega na tym,
że nie ma okazji go przećwiczyć
i od razu robi się to na poważnie.
Terry Pratchett

pespektywa

Państwa i ich rządy borykają się wciąż z kolejnymi kryzysami i kłopotami.

Właściwie, jeśli uda im się coś zażegnać, to jest to działanie chwilowe, doraźne, często przysłowiowe łatanie dziury.
By wyjść z takich opresji potrzebne są działania z pozycji perspektywy: czasowej i … filozoficznej, a nie dla szybkiej koniunkturalnej korzyści.
Oczywiście pozycja widzenia zależy od pozycji siedzenia, ale to nie sprzyja obiektywizmowi i dobru ogólnemu.
Chociaż nie sympatyzuję z autorem (przynajmniej z niektórymi poglądami) oddam co sprawiedliwe Czesławowi Bieleckiemu, gdy w swej książce „Jest alternatywa” wskazuje takie rozumniejsze postawy (głównie polityczne, ale to polityka dziś rządzi większością spraw).
Ale mądrych ludzi nie brakuje, tyle że nie są dopuszczani do głosu.

By wiedzieć co robić trzeba mieć też perspektywę historyczną – znać źródła postaw, idei, religii, partii, trendów itp. Inaczej skazujemy się na bycie „dziećmi we mgle”.

Z bieżących napięć mieliśmy ostry konflikt związany ze służbą zdrowia, który też jest tylko chwilowo uśmierzony.
O możliwych rozwiązaniach z wyższego poziomu napisałem notatkę Bardziej chora niż pacjenci.

Teraz mamy konflikt związany z górnictwem i energetyką. Oczywiście jest problem ludzki, ale przede wszystkim nie bierze się pod uwagę i nie wyciąga wniosków z zaniedbań wielu dziesięcioleci w inwestycjach oraz w planowaniu kierunków rozwoju energetyki. Jak lepiej można by to rozegrać – może tak: Co z tą energetyką?

W sprawach technicznych ogólnie – bywa że działa się bez dostatecznej perspektywy (=wyobraźni) – np. czy budowanie tysięcy km drogich autostrad okaże się sensowne w obliczu pojazdów, które może za 15 lat będą unosiły się nad ziemią lub nawet latały? Czy dopuszczenie GMO nie zemści się katastrofą biologiczną w perspektywie lat, bo zbagatelizowaliśmy zasadę ostrożności?

Wzrasta światowe zagrożenie terrorystyczne – vide tragedie we Francji, ale i wcześniejsze. Nic nie mam do samego (nie spaczonego) Islamu, ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, że większość konfliktów na świecie ma podłoże religijne (lub to podłoże jest cynicznie wykorzystywane przez manipulatorów globalnej władzy).
Od strony politycznej obecne dramaty mają przyczynę w zbyt bezkrytycznej ‚poprawności politycznej’ (Europa) i braku wyobraźni, że gdy owa poprawność idzie  w parze z zaniedbaniem wymogu asymilacji na równych prawach materialnych, to budzi się frustracja.
Przez lata wydawało mi się, że panaceum na to wszystko byłby ‚reset’ na bazie wzajemnego wybaczenia i rozpoczęcia wszystkiego od nowa (np. Izrael-Palestyna). Jednak słowo wybaczenie sugeruje winę drugiej strony i przez to zawiera zalążek kolejnej urazy. Dlatego myślę, że reset prędzej czy później musi nastąpić, ale raczej najpierw na bazie głębokiego ZROZUMIENIA, że wszyscy byli manipulowani przez religie, że nie mieli perspektywy w kwestii sztucznych podziałów. Tę myśl rozwijam w przypowiastce „Perspektywa„.

Teraz znów mamy kryzys finansów osobistych w związku ze skokiem wartości franka szwajcarskiego. Chociaż skutki mogą być złagodzone (uważam, że była to krótka operacja spekulacyjna ze strony banksterów światowych [ich inspiracji], ale cena znów się obniży), to winę ponosi cały ‚aparat’ finansowy, który wmawia rzeszom drobnych ciułaczy i inwestorów różne półprawdy. Jedną z nich jest ‚bezpieczeństwo’ banków i realna wartość różnych derywatów (produktów finansowych). Ludzie utracili perspektywę jak to wszystko działa. Cały światowy system finansowy – póki będzie oparty na papierowym pieniądzu bez pokrycia i na lichwiarskim odsetku – jest bardzo kruchy.  Prawdopodobnie niedaleko mu do oparcia się o ścianę absurdu i niewydolności.
Wtedy małe zachwianie może spowodować efekt domina. Tutaj, jako ciekawostkę wspomnę hipotezę  ‚efektu motyla’ .

Wreszcie – różne osobiste niepowodzenia wynikają z braku perspektywy – zarówno w odkryciu kim się jest (mam na myśli – jesteśmy bytem duchowym operującym w materialnym świecie doświadczeń) jak i z braku planowania – w perspektywie dłuższej niż życie z dnia na dzień.

To wszystko wydać się może komuś nieco zwariowane i nierealistyczne, ale – taka jest MOJA perspektywa z pozycji przeżytych lat.
Zapewne poszerzy się o nowe doświadczenia – i o to chodzi…

Spełnieni

Nie żałuj, że nie spełniły się twoje marzenia;
pożałowania godnym jest tylko ten, kto nigdy nie marzył.
Marie von Ebner-Eschenbach

Lubię bywać na spotkaniach networkowych, zwłaszcza tych pod egidą Grzegorza Turniaka (szef  http://www.bnipolska.pl ), czy to na typowych meetingach BNI, śniadaniach biznesowych czy w ramach Akademii Rekomendacji.

Dlaczego? Oprócz kontaktów biznesowych, co jest hasłowym celem tych spotkań, jest to także miejsce gdzie poznaję ludzi … spełnionych. To budujące, wręcz magiczne doświadczenie.
Można wiele się nauczyć, cieszyć energią i charyzmą tych ludzi, wejść z nimi w kontakt osobisty. Czyli – jest to i życie towarzyskie. Ostatnio Grzegorz zacytował żarcik twórcy Kabaretu Dudek, Edwarda Dziewońskiego: „Jedyne życie jakie ma sens, to życie towarzyskie„.

Czym są rekomendacje? Czymś znacznie więcej niż wymianą wizytówek, czy ‚swatkowanie’ biznesów. To sztuka promowania i edyfikacji innych. To cała wiedza o relacjach, której uczą kursy BNI. To poznawanie siebie przez innych oraz przez oferowane testy osobowości. To, jak mawia Turniak – aktualizacja swojej mapy rzeczywistości.Poniedziałkowa (8.12.14)  X Akademia Rekomendacji miała hasło „Ekonomia Wdzięczności„.

Nie będę streszczał o co chodzi, pojęcie wzajemności w biznesie i nie tylko – mam nadzieję – jest intuicyjne i znane (książka o tym tytule autora: Gary Vaynerchuk).
Grzegorz zachęcał do wykorzystywania w większym stopniu mediów społecznościowych, ponieważ nie wszyscy ludzie biznesu to jeszcze doceniają, nie wszyscy zauważyli, że dziś sukces buduje się coraz bardziej na jakości relacji z klientem i mediami.

Niezależnie od tego przesłania – tak, jestem wdzięczny, że tam znów byłem.

Spotkałem też starych znajomych, poznałem nowych.

Wykład na ten temat wygłosił Grzegorz Turniak.

Jak zwykle uzyskaliśmy cenną wiedzę biznesową, było doborowe towarzystwo i wspaniała atmosfera.
Wykłady mieli dwaj goście:

* Marek Skała – właściciel firmy szkoleniowej MEGALIT – Instytut Szkoleń, dziennikarz, publicysta miesięcznika „Nasz Rynek Kapitałowy”, autor kilkuset tekstów z zakresu biznesu. Autor książki „Psychologii Zmiany” (ponad 25 000 sprzedanych egzemplarzy). Marek – jak dla mnie – to spektakularny przykład ciekawego, spełnionego życia, pełnego świetnych ludzi. Przykład jak rekomendacje ‚nakręcają’ same kolejne kontakty i bogactwo w różnym rozumieniu tego słowa.

* Sławek Muturi – inwestor w nieruchomości w wąskiej niszy kawalerek na wynajem. Rentier zwiedzający świat. Osiągnął wolność finansową w wieku bodajże 43 lat. Większość roku spędza w ciepłych krajach, odwiedził już wszystkie niepodległe państwa na kuli ziemskiej. Autor książek. (mam: Życie postkorporacyjne i Mieszkania na wynajem – moja droga do wolności finansowej).

Prezentację biznesową (zwyczaj spotkań) miał mój stary znajomy  – Tomek Wiśniewski – mówił o energetyce odnawialnej w kontekście projektów elektrowni wiatrowych.

Już cieszę się na następną Akademię Rekomendacji w styczniu, gdzie wystąpi między innymi Ewa Foley, (Inspiration Seminars International) – cudowna kobieta, którą podziwiam bodajże od dziesięcioleci.
Znane są fiszki motywacyjne Ewy – oto jedna z nich – bardzo a propos naszego spotkania:
Niektórzy ludzie zamiast mostów budują tamy i stają się samotni. Ty jesteś budowniczym mostów” .
Tymczasem wybieram się na coroczne otwarte spotkanie wigilijne u Ewy 13 grudnia 🙂

Od lewej: Tomek Wiśniewski, Sławek Muturi i Grzegorz Turniak
Grzegorz Turniak w czasie swego wystąpienia.

Trudno … nie reklamować

Zdrowie to nie wszystko,
ale bez zdrowia wszystko jest niczym.

… tego, co rozwiązuje problemy prawie wszystkich Polaków. Zdrowie i pieniądze.

Zacznijmy od zdrowia 

Co byś powiedział na stałe prywatne usługi medyczne szybko, tanio a nawet za darmo? Jest to  możliwe dzięki nowemu DUŻEMU przedsięwzięciu związanemu z branżą zdrowia.
Po zapisaniu się na dalsze informacje tutaj  http://i-dlaciebie.pl/2index

dowiesz się jak możesz zadbać o zdrowie swoje i swojej rodziny, jak nie być na łasce NFZ w kwestii skierowań do specjalistów, kolejek, ‚spychotechiki’ i taśmowego traktowania.

Aspekt finansowy

Możesz nawet mieć wcześniejszą emeryturę/rentierstwo – zarabiając na … lekarzach.
Nasza propozycja dotyczy: współpracy z S7 | Opieka Medyczna  [potem S7Health] – działającej w branży medycznej wartej 150 mld zł/rok (!):

– w zakresie dystrybucji abonamentowych pakietów (karnetów) medycznych  – samodzielnie lub z zespołem/siecią sprzedaży

– gdzie za każdego klienta opieki medycznej S7 wypłaca prowizje co miesiąc do końca trwania min. rocznej umowy

– aż do 55% + premie od 10 000 do 100 000 zl oraz + program samochodowy (samochody od MINI, przez BMW 3-5-7, po PORSCHE)

– z możliwością zastania udziałowcem/akcjonariuszem firmy

– w czym oczywiście Ci pomożemy.

Niezagospodarowany olbrzymi rynek klientów indywidualnych i małych firm.

Czyli także biznes… Ale jak go robić?

By mieć więcej czasu i pieniędzy  warto jest mieć/zbudować zespół ludzi, którzy będą wykonywać część pracy za ciebie. Jeśli zatrudnisz pracowników, wykonają za ciebie trochę pracy. Jeśli zatrudnisz najlepszych, będziesz ich tylko nadzorować – większość pracy wykonają oni.

A co powiesz na zatrudnienie całego zespołu najlepszych marketerów, którzy ZA DARMO będą pracować na Twój sukces i wykonają za Ciebie 90% pracy?

[Mam na myśli jedyny taki ZESPÓŁ. Pracują non stop.  Pozyskują dla ciebie klientów. Robią follow-up. Szkolą marketingowo. Zapraszają na spotkania na żywo (przyjadą do Twojego miasta) i do swoich grup wsparcia, poznasz fajnych ludzi. Dlaczego to robią i bezpłatnie? Nie ma w tym tajemnicy – tylko zechciej poznać bliżej to, co robimy
ta opcja – po rozrośnięciu się struktury została wyciszona i ograniczona do okresowych sympozjów].

Długo by wymieniać udogodnienia i korzyści z ‚produktu’ i samego biznesu.
Na początek zachęcam do sprawdzenia tutaj, a potem poprowadzę cię tą ścieżką możliwości…

 

Kłamstwo

Przeciwieństwem głębokiej prawdy jest jeszcze głębsza prawda.

Upraszczając, kłamstwo to zaprzeczenie prawdy.
Jednak sprawa jest bardziej złożona. W szerszym spojrzeniu widzimy, że ze względu na ograniczoność naszych zmysłów i wiedzy – żyjemy w dużym stopniu  w świecie ułudy.

Ale nie zamierzam tutaj rozpatrywać prawdy aż tak szeroko. Chodzi mi o kłamstwo intencjonalne – bo by skłamać należy znać prawdę. Gdy nie znamy prawdy, lepiej powstrzymać się od pospiesznych osądów, a udawanie kompetencji dla manipulowania innymi to już poważne nadużycie.

Już parokrotnie dotykałem kwestii kłamstwa w swych blogach.

To widząc je w polityce, to w historii, to w systemie finansowym np. http://www.facebook.com/notes/tajemnice-złota/niełatwe-życie-doradców-finansowych-i-nowe-możliwości/231506770308503

a to w medycynie – ostatnio rozpisałem się o tym tutaj: http://lepszezdrowie.info/nieuleczalne.htm , http://lepszezdrowie.info/ukryte_terapie__recenzja.htm ,
w obyczajach a nawet tradycjach (kiedyś wrzuciłem taką refleksję: http://lepszezdrowie.info/tradycja__druga_strona_medalu.htm

w metodach mediów itd.

Kłamstwem pokrywa się spiski.

Zatajenie prawdy, która mogłaby przynieść wiele dobrego ludziom, rzadko nazywane jest kłamstwem, ale takie postępowanie jest też jego rodzajem.

Czasem kłamstwo jest na tyle bezczelne, że nikt nie wierzy że to kłamstwo, czasem łagodnie wynika z niesprawdzonej i powielonej plotki. Tak tworzą się różne mity. Lubię je tropić, jako że warto być świadomym prawdy, a przynajmniej się do niej zbliżać. Samo zagadnienie prawdy jest głęboko filozoficzne i nie będę go tutaj roztrząsał. To odwieczne pytanie: Czym jest prawda? Czasem ludzie fakt nazywają prawdą. Ale wyodrębniony fakt jest jedynie częścią prawdy.

Jest sporo książek na te tematy. Filozoficznie i kompleksowo podchodzi do tego Wojciech Chudy w swych opracowaniach jak monografia „Filozofia kłamstwa. Kłamstwo jako fenomen zła w świecie osób i społeczeństw”  (Oficyna Wydawnicza Volumen 2003, ss. 564) lub „Kłamstwo Jako Metoda – esej o społeczeństwie”.

Już z samego tytułu tych pozycji wyłania się powiązanie kłamstwa z głębokim złem.
Dostrzegały to religie (szatan – ‘ojciec kłamstwa’, „nie mów fałszywego świadectwa”, …), dostrzega psychologia i socjologia –  w szczególności wiadomo, że kłamstwo zabija przyjaźń.  Doprowadza do największego grzechu (jakby powiedział Dante) – do zdrady – nie tylko w relacjach dwóch osób, ale zwłaszcza w relacji: człowiek zaufania jak polityk, nauczyciel, lekarz, szef, rodzic … – ofiara oszustwa.

Ale przejdę teraz do węższych obszarów, które mnie interesują – do książek poświęconych zwłaszcza (w dużej mierze) zdrowiu.
W sposób popularny i ukierunkowany praktycznie pisze o kłamstwach np. Zbigniew Wojtasiński w „101 Mitów o zdrowiu” (2009), „Mity, kłamstwa i zwykła głupota”  – John Stossel (Laurum, 2010) lub Anahad O’Connor w „Fakty i mity o naszym zdrowiu i świecie” (Bookmarket, 2008).

Nasuwa się tu wszakże refleksja. Stossel jest dziennikarzem pracującym dla dużej stacji telewizyjnej (ABC), która raczej nie pozwoli sobie na zadzieranie z dużymi korporacjami, które są albo mogą być klientem reklamowym.

Zatem autor lawiruje w ten sposób by się zbytnio nie narazić. Część jego opinii oceniam jako nieobiektywnych. Jedną ze stosowanych metod jest branie jakiegoś aspektu danego zagadnienia i uogólnianie na jego całość. Czasem skutkuje to zbyt pochopnym zanegowaniem jakiegoś zjawiska lub poglądu  i na tej podstawie zaliczenie go do mitów. Chcąc niby dobrze wylewa dziecko z kąpielą, nie zauważając (może tendencyjnie), że dany pogląd, metoda, opinia, … jest w wielu przypadkach słuszna lub pożyteczna.

Już nie mówię o tak rażących przypadkach ignorancji jak poglądy o homeopatii, liczenie kalorii jako sposób na otyłość, rzekomy brak znaczenia pór jedzenia, …

Powszechne jest powielanie mitów i niesprawdzonych teorii w popularnej, zwłaszcza tabloidowej prasie oraz w serwisach internetowych reklamujących różne produkty – gdy nie liczy się rzetelna informacja a sprzedaż.
Podobnie O’Connor też jest etatowym współpracownikiem dużej redakcji (NewYork Times) i podlega tym samym ograniczeniom ‘poprawności’ (‘politycznej’ korporacyjnej).

Domykając sprawy związane z kłamstwami związanymi ze zdrowiem wspomnę artykuły:

11 największych kłamstw wg oficjalnego stanowiska
Z głowy na nogi
Na zdrowie

Ogólnie media mainstreamowe muszą być nie tylko ‘poprawne’ ale przez to spłycają wiele zagadnień – pod masowego odbiorcę.

Warto tutaj przypomnieć, że jeśli czegoś nie rozumiemy (a zwłaszcza jeśli jeden człowiek czegoś nie rozumie), to wcale nie znaczy że spotkał się z kłamstwem lub bzdurą.

Podobnie, prawda nie jest przedmiotem demokratycznej oceny.
Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób (Oscar Wilde).

Prawda nie zawsze leży pośrodku. Prawda leży tam, gdzie leży.

Faktem jest, że czasem trudno jej dociec, bo nikt nie ma pełnej wiedzy ani monopolu na prawdę. Ale uczciwe podejście nakazuje zrobić odpowiedni wysiłek.
Nie ulegać konformizmowi, wybieraniu niższej wartości, wygody, korzyści z lenistwa w dociekaniu prawdy.

Gdy obserwuję polityczne ‘gadające głowy’ uderza (skądinąd zrozumiałe ze względu na klasę klasy politycznej) ograniczenie horyzontu do własnych doktryn a nawet niemerytoryczna przepychanka. Obiektywności dyskusji sprzyjałaby zwykła empatia dla interlokutora. Wygrywa manipulacja.

Gdy mówimy o polityce – kłamstwo społeczne przybiera nieraz postać głębokiej hipokryzji. Tym charakteryzował się realny komunizm, a obecnie to np. tolerowanie i nawet podsycanie i drenowanie przez władze pijaństwa, mimo oficjalnej walki z tym zjawiskiem. Walczy się z paleniem, ale pijaństwo przynosi społecznie DUŻO  większe straty i dramaty.

Mówię o zjawiskach społecznych, ale ich źródło znajduje się często nie tylko w braku wiedzy, ale z zadufanego samozakłamania, to rys charakteru. Wtedy widzimy, że kłamstwo to zamach na wewnętrzną integralność człowieka, na jego pozostawanie w zgodzie z własnym sumieniem, jedność myśli, słów i czynów. Samooszukiwanie się to najgłębsza niespójność, jaka dokonuje się w człowieku, to kłamstwo, w którym człowiek żyje niezgodnie ze swoją naturą.

Jak bronić się przed manipulacjami? Włączyć samodzielne myślenie. Czytać prasę niezależną i media spoza głównego ścieku. Sięgać po przeciwstawne poglądy i osądzać je, zwłaszcza wg reguły „po owocach poznacie ich„. Znać przynajmniej podstawy NLP oraz erystyki. Znać propedeutykę logiki. Bardziej zaawansowany oręż to znajomość metod naukowych. Wychowałem się na starych podręcznikach jak akademickich, ale zapewne są odpowiedniki współczesne. Z tych znam popularne podejście w postaci książki „Kłamstwa, przeklęte kłamstwa i nauka” autorstwa Sherry Seethaler (chociaż i tu niektóre przykłady są kontrowersyjne).

Jednak otwartość umysłu nakazuje nie przywiązywać się do dogmatów, także naukowych. Zwróć uwagę na motto artykułu. Jakże wiele utrwalonych poglądów okazało się fikcją lub bardzo grubym przybliżeniem. Proponuję myślenie lateralne wg Edwarda de Bono (http://l-earn.net/index.php?id=610 > https://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=40851 ),
operacje prowokacyjne (http://l-earn.net/index.php?id=257 > https://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=41350 )…

Nie ufać politykom nastawionym na krótkoterminowy poklask a w ogóle nie szukać wśród nich autorytetów. Bo zwłaszcza świat polityki jest pełen propagandy, przy czym zaprzęga się tu najlepszych specjalistów, monopolizuje środki przekazu.  Chyba tylko ‘lemingi’ nie dostrzegają politycznego PR czyli mamienia ludzi obiecankami i kłamstwami dla korzyści wyborczych lub wyciągnięcia pieniędzy.

Ale,  „Nie ma gorszego zła od pięknych słów, które kłamią” (Ajschylos).

Podsumowując: nie dajmy się okłamywać!

Ten artykuł piszę nie tylko dlatego że kłamstwo boli mnie od dawna, ale sprowokowany narastającą aktualnie propagandą, zwłaszcza polityczną i to z pozycji siły i dezinformacji.

Żywię jednak nadzieję, że kłamcy wpadną we własne sidła. Jedno kłamstwo rodzi następne.

Kłamca, aby nie zostać zdemaskowanym musi kłamać coraz bardziej – i to się właśnie dzieje. Próbuje uwiarygodnić w ten sposób swe słowa, rozszerza stworzony przez siebie świat, przysłaniając jednocześnie rzeczywistość, która mogłaby go zdemaskować. Jednak, gdy ilość kłamstwa przekroczy pewien krytyczny próg, następuje lawinowa katastrofa takiego sztucznego świata.
Jak powiedział Abraham Lincoln: „Można oszukiwać wielu ludzi jakiś czas, a niektórych ludzi cały czas, ale nie można oszukiwać całego narodu cały czas”.

Facebook jako … blog

Perspektywa i przestrzeń możliwości …

Nagłówek mojego profilu FB

Niestety coraz rzadziej tu bywam, ponieważ nieco zniechęciłem się do tego miejsca (blox) – mam tutaj znikomą interakcję z czytelnikami.
Ponadto prowadzę jeszcze parę innych blogów – np. „zawodowe” na www.befirst.co.
[po latach zaniechany]

Dlatego daję pierwszeństwo Facebookowi (FB). Techniczna zaletą FB jest to , że mogę z nim spinać inne blogi – np. ten  wpis ukaże się na FB (chociaż ze sporym opóźnieniem – nie wiem dlaczego).

Jak widzę Facebooka?
To szeroki temat, ale przede wszystkim to platforma społecznościowa. W grupach i na stronach tematycznych możemy się integrować wg zainteresowań i wymieniać materiałami, poglądami.

Ostatnio przyświeca mi idea dawania jako postawa niemal filozoficzna. FB to umożliwia, chociaż warto zadbać by dawać coś wartościowego.

Mam na myśli wiedzę, inspiracje, motywacje, manifestacje piękna (poprzez zdjęcia, wiersze, filmy, impresje…), komunikowanie o wydarzeniach.

Gdzie jest dawanie, tam i odbiorca – sam sporo korzystam na tym, co dają inni.

Przez to wytwarza się i więź pomiędzy ludźmi – często zaczyn  autentycznych znajomości i przyjaźni.  FB jest miejscem dialogu, czasem ostrych dyskusji, które, jeśli nie strywializowane, potrafią dać lepszy ogląd spraw. Jest przecież tyle nabrzmiałych spraw społecznych.

O ile globalizacja ekonomiczna budzi zastrzeżenia, to globalizacja wymiany myśli otworzyła zupełnie nowe możliwości. Można powiedzieć – zmienia świat. Szybka wymiana myśli i faktów pozwala (jeszcze?) na wyzwolenie spod dominacji monopoli informacyjnych i władzy.
Rośnie świadomość ludzi co do spraw, które były dotąd ukrywane. Oczywiście, to jest cecha Internetu w ogóle, ale na FB (i na podobnych platformach) mamy bodajże największą interaktywność i zasięg.

Zatem możemy się integrować nie tylko w dyskusjach ale i w działaniu.

FB coraz bardziej wykorzystywany jest też w biznesie jako dobre medium marketingowe a nawet sprzedażowe.

Nawet jeśli nie wszystkich to dotyczy, to strony firm i osób zaangażowanych w biznes dają specjalistyczna wiedzę, często wartościowe szkolenia. Obecnie FB służy już nie tylko jako medium, które o tym informuje, ale i udostępnia w swych ramach filmy, webinary, kursy w odcinkach.

Nie negując roli innych kanałów w Internecie, zachęcam do FB i zapraszam do siebie

– https://www.facebook.com/leszek.korolkiewicz

Zakładam tam strony (fanpages) i grupy – informacje w zagłębionym profilu.
[ dopisek ex post – zobacz tutejsza stroniczkę Moje blogi ]

Ciężko i niewygodnie czy prosto i komfortowo?

Przeczytałem ostatnio artykuł znajomego i pozwolę sobie go częściowo zaadoptować pod kątem zagadnienia jak w tytule.

W ostatni piątek mieliśmy wielki strajk na kolei, co dopiekło wielu osobom.
Ale uciążliwości dojazdów są powszechne (rozmontowywanie naszej kolei, to temat na osobny alarmowy artykuł).
Jeśli jeździsz transportem miejskim to na pewno nie obce jest Ci marznięcie na przystanku lub peronie (szczególnie w porze zimowej), spóźnienia autobusu lub pociągu i w konsekwencji również spóźnienia do pracy czy swojej firmy (oczywiście nie licząc nerwów i wczesnego wstawania do pracy, czy grypy o którą w takich warunkach nie trudno).
Jeśli jeździsz swoim autem to masz więcej szczęścia, ale i tak tracisz czas na dojazdy do pracy, paliwo i musisz odśnieżać auto.

Zastanawiam się więc dlaczego, większość osób wybiera udrękę w życiu
( marznięcie, tracenie czasu na dojazdy itp.) zamiast komfort.
Nie zrozum mnie źle – nie zamierzam tu nikogo oceniać – każdy przecież w życiu robi to, co uważa za stosowne.
Wolimy stać w korkach, marznąć czy denerwować się zamiast wstawać o dogodnej porze, tracić czas na dojazdy do pracy zamiast wykorzystać go na ciekawsze zajęcia np. przeczytanie ciekawej książki…

Mam ten komfort, że mogę wstawać kiedy chcę, nie tracę czasu na dojazdy do pracy, nie marznę na przystanku, mam czas na lekturę ciekawej książki czy własne hobby czy wreszcie mogę w każdej chwili  przebywać w dowolnym miejscu  (tam gdzie jest zasięg telefoniczny lub internetu :-))  nie tłumacząc się nikomu.
To tak jakby istniały dwa światy – jeden świat ludzi zagonionych nie mających czasu ( i często pieniędzy ) a drugi ludzi którzy mają czas na wszystko i mają pieniądze na to aby ten czas wypełnić.
Komfort przebywania w tym drugim świecie daje uczestnictwo biznesie sieciowym (MLM).
… a teraz nawiażę jeszcze konkretnie do programu „7 minut
(część reklamowa – [już nie jestem w tym programie, więc nie wiem co się dzieje…]).

Po analizie wskaźnika EPP (zarobek na jedną osobę w strukturze) i okazuje się, że w tym programie jest to  ponad 17 złotych od osoby co miesiąc!
A wszystko to … bez produktu fizycznego, bez wysokich miesięcznych kosztów, z bardzo lukratywnym planem wynagrodzeń (wiem, wszyscy to mówią, ale za chwilę przekonam Cię, że jest to bodajże najlepszy plan na rynku).

W tym projekcie proponowana jest m.in.:
Najwyższa w branży 50% prowizja rezydualna z każdej poleconej osoby do nieograniczonego poziomu NA ZAWSZE (tak długo, jak długo ta osoba korzysta z produktu, którego cena wynosi 1 zł na dzień) + 50% z każdej wypłaty każdej bezpośrednio poleconej osoby!
2 x 50% na zawsze, co miesiąc, bez żadnego ograniczenia.

… więc jeśli jesteś zainteresowany, to opis produktu masz np. tutaj http://lepszezdrowie.info/skutecznyfitness.htm
[to pozostawiam, bo sama metoda ćwiczeń jest rewelacyjna]

Błękit oceanu kontra morze krwi

Biznes bez „blood, sweat and tears”.

Na początek zacytuję moje ulubione powiedzenie Edwarda de Bono:

Na pokładzie, mostku i w maszynowni wszystko jest w najlepszym porządku.
Tylko statek płynie w niewłaściwym kierunku.

Ów porządek na pokładzie (firmy) jest często okupiony wielkim „blood, sweat and tears”, czyli krwią, potem i łzami, zwłaszcza w walce z konkurencją, ale i to nie gwarantuje sukcesu – wiele firm upada.
Przyczyną jest nie tylko wewnętrzne „wykrwawienie”, ale prawdopodobnie zła strategia, zły kierunek – przynajmniej na dany czas i miejsce.

Już w 1995 r. W. Ch. Kim oraz R. Mauborgne w swojej książce „Strategia Błękitnego Oceanu” (MT BIZNES, ISBN 83-88970-36-4) pokazali inną drogę, analizując 30 branż i 150 posunięć strategicznych z lat 1880-2000.
Na podstawie tej analizy stworzyli koncepcję Strategii Błękitnego Oceanu.

Rynek, na którym trwa zaciekła walka konkurencyjna to „czerwony ocean”. Zadaniem firmy jest uciec od tradycyjnej logiki konkurencyjnej i wypłynąć na „błękitny ocean” dynamicznego wzrostu.
To Strategia Błękitnego Oceanu (SBO) pozwala firmom na dynamiczny wzrost i oderwanie się od konkurencji.
Trzeba sięgnąć po „innowację wartości” (value innovation).
Nasza wartość musi uczynić konkurencję nieistotną – musi być inna od wartości oferowanej przez konkurencję.

Innowacja wartości to nie koniecznie pionierstwo. Ma niewiele wspólnego z proponowaniem zaawansowanych technologicznie produktów bądź usług, których mało kto potrzebuje. Koncepcja sprzeciwia się też częstemu wyobrażeniu, iż wysoka wartość dla klienta musi oznaczać wysokie koszty dla firmy. Innowacja wartości to zwiększenie użyteczności, przy jednoczesnym obniżeniu kosztów. Pozwala na dotarcie do osób, które dotychczas nie były klientami naszej branży, wykreowanie popytu i stworzenie wolnej przestrzeni rynkowej.
Tutaj warto zauważyć, że nie-klienci mogą dostarczyć znacznie więcej wskazówek, jak stworzyć błękitny ocean, niż obecni klienci!

Inne rozwiązanie, to dawanie ludziom nie tyle tego, czego chcą, ponieważ często ludzie nie wiedzą czego chcą, ale pokazanie im czegoś lepszego, czegoś czego nawet nie potrafili sobie na początku wyobrazić. Ta drogą poszła firma Apple.

Chociaż Strategia Błękitnego Oceanu może i powinna być stosowana przy tworzeniu nowych biznesów, tu odniosę się do jednego przykładu, w którym ta strategia już została zastosowana, chociaż prawdopodobnie nie całkiem świadomie. Ale ważny jest rezultat, który możemy wykorzystać.

Przede wszystkim jest to gotowy biznes, więc tutaj nie musimy przechodzić przez procedurę tworzenia SBO opisaną w książce.
Jest to rodzaj franszyzy. Przykładem franszyzy, która powstała wykorzystując SBO były kluby fitness dla kobiet (od ok. 1995r., 2500 klubów do 2004 roku).
Było to połączenie zalet klubu i ćwiczenia w domu z eliminacją wad obu: tanio (tanie lokalizacje blisko domu, małe powierzchnie, przyrządy dla kobiet, brak luster i mężczyzn, ćwiczenie w kole, przedziały czasowe, …) oraz relatywnie niskie nakłady ze strony franczyzanta (25 tys $).
Projekt 7 minute workout wymyślony i wdrożony przez Joela Theriena i Chrisa Reida – kanadyjskich sportowców a potem uznanych biznesmenów, poszedł znacznie dalej i zrobił już karierę, mimo że istnieje od połowy 2011 r.
Przyjęto koncepcję, że ćwiczenia można uprawiać całkowicie w domu (chociaż – jak ktoś chce i może także w siłowni), co znacznie redukuje koszt i oszczędza czas.

Program ćwiczeń opracowano w szczegółach w postaci zestawów dobranych do możliwości i celów ćwiczącego i udostępniono w postaci serii krótkich wideo do ściągania z Internetu. Czas ćwiczeń adept dostosowuje do swych dziennych preferencji – duża wygoda.
Mamy tu do czynienia z osobistym WIRTUALNYM trenerem; koszt takiego trenera jest co najmniej o rząd wielkości mniejszy niż koszt trenera w klubie/siłowni.
Te dwie zalety, aczkolwiek bardzo istotne, wpisują się jednak raczej w klasyczny schemat konkurowania ceną.

Istotna innowacyjność (innowacja wartości) polega na czymś, co w klasycznych metodach treningu było niezauważone: do uzyskania efektu przyrostu mięśni i trwałego efektu odchudzania wystarczy ćwiczyć co drugi dzień TYLKO po 7 minut! (a nawet nie powinny trwać dłużej).
Ta rewelacja wynika z pewnej obserwacji fizjologicznej (potwierdzonej naukowo) i sposobu wykonywania ćwiczenia. Nie wchodzę tutaj w tę kwestię, którą można poznać z materiałów programu oraz na webinarach zarówno polskich jak i angielskich).
Rewelacją jest zatem wielka oszczędność czasu i wysiłku. Są i inne zalety, które krótko opisałem w artykuliku http://befirst.co/gvo/dobra-kondycja-biznesu-i-twoja/ .

Z punktu widzenia biznesu zaś, produkt, tj. wirtualny trener, otwiera drogę do poprawy kondycji, sylwetki i zdrowia milionom ludzi, którym dotąd ta poprawa nie była dostępna drogą ćwiczeń – przez ich koszt i uciążliwość.
Konkurencja na TAKIM rynku jest znikoma (przynajmniej w Polsce), a zapotrzebowanie – jedno z większych, jakie można sobie pomyśleć.
Wreszcie, sam model biznesu – prowizje afiliacyjne (wielopoziomowy program partnerski) wpisuje się w przyszłościowy i coraz bardziej uznawany sposób na dochód (dodatkowy lub podstawowy) dla KAŻDEGO. Może być zastosowany globalnie dzięki Internetowi, ponieważ ma rynek anglojęzyczny i w przygotowaniu wersje narodowe.

Obecnie wszedł do Polski, co stwarza nam dodatkowe wyjątkowe możliwości w stylu Niebieskiego Oceanu.

Dobra kondycja biznesu i … twoja

.. czyli biznes w branży wellness.

Wystartował w pre-launchu publicznie nowy i potencjalnie bardzo duży (niektórzy mówią: największy w 2012 w Polsce) projekt biznesowy w Internecie.
Był on od dłuższego czasu przygotowywany przez grupę ponad 20 znanych marketerów z Polski i zagranicy.
Będzie to przełom w programach partnerskich w Polsce pod kątem zasięgu.
Okazało się to już na webinarze inauguracyjnym – padł krajowy rekord – 1540 osób.
Gdy pomyślimy o idealnym biznesie, to niewątpliwie jest nim ten, który oferuje coś, co jest powszechnie poszukiwane, a trudno dostępne, bo rzadkie, bo nie ma dosyć oferentów. Innymi słowy, gdy dla przedsiębiorcy nie ma konkurencji.
O tym, czego ludzie szukają łatwo się przekonać sprawdzając najbardziej popularne hasła w Google.
Okazuje się, że „odchudzanie” to drugie co do ilości wyszukiwań słowo
w Google, a „ćwiczenia” wpisywane jest w Polsce blisko 2 miliony razy w miesiącu!!! Widzisz ten potencjał, prawda?
Współgra to z modą na wellness i fitness – te dwa słowa już dość dawno się u nas przyjęły. Ale, o ile jest to olbrzymi biznes na świecie, to u nas jeszcze dopiero rozwijający się. Ponadto, jak to bywa na początku życia produktów, ceny oferowanych produktów i usług są dość zaporowe – typowe „spijanie śmietanki” przy wybuchu mody na coś. Ale to dobra moda, to zdrowy trend dosłownie i w przenośni.
Jak dla mnie – preferuję biznesy, które są zdrowe i etycznie. Między innymi takie, które oferują wartość przeciętnemu człowiekowi po przystępnej cenie oraz nie są oszustwem marketingowym.
Czy istnieją takie produkty?
W bardzo interesującej książce Chrisa Andersona „Za darmo” dyskutuje się kwestię już coraz szerzej wdrażanego modelu biznesowego, w którym rzeczywiście oferuje się sporo za darmo (nota bene – w USA tę książkę w wersji elektronicznej udostępniano właśnie za darmo).
Nie rozszerzając tutaj tego tematu, zauważmy że i w marketingu internetowym dość powszechnie stosuje się tworzenie relacji biznes-klient oferując mu najpierw wiele za darmo zanim przechodzi się do oferty lub tzw. up-sale.
O książce tej wspominam także ze względu na ciekawy wykres tam podany, który można prosto opisać. Na jednej osi układu prostokątnego mamy DOSTĘPNOŚĆ, na drugiej JAKOŚĆ.
To, co znajduje się blisko początku współrzędnych jest złym wyborem biznesowym – tam nie ma klientów. Obie współrzędne rywalizują między sobą, a wręcz utopijnym ideałem jest punkt (biznes) jednocześnie daleko na jednej i drugiej osi.
Ale czy jest to nierealne?
W sukurs przychodzi Internet i tu leży też odpowiedź na pytanie: co ten temat ma wspólnego z e-biznesem?
Zacznę od innego prowokacyjnego pytania:

Twój kwalifikowany osobisty trener fitness – nie za 1000zł/miesiąc, ale taki, który ci jeszcze … zapłaci za twój trening

Jak to możliwe?
I jeszcze bardziej prowokacyjne hasło:

Osiągniesz najlepszą sylwetkę jaką kiedykolwiek miałeś (aś) ćwicząc TYLKO po 7 minut przez 3 dni w tygodniu!
Co za herezje?
A jednak…
Wszystko opiera się na odkryciach dotyczących fizjologii oraz na długoletniej praktyce paru sportowców, którzy dzięki temu uzyskali wyżyny w swych dyscyplinach. Czyli chodzi o SPRAWDZONY i naukowo uzasadniony system prozdrowotny.
Pozwolisz, że przytrzymam cię w niedosycie informacji merytorycznej, bo o tym potem – teraz rozważamy modele biznesu.
Niska cena (= przystępność) wynika z formuły wirtualnego trenera, czyli serii dokładnie przygotowanych ćwiczeń, z instrukcjami wideo, tajmingiem, zaleceniami, wariacjami wg indywidualnych potrzeb i możliwości, z monitoringiem postępów i z grupą wsparcia. Jest jeszcze wiele innych przyjaznych dla studenta opcji, ale przede wszystkim – ćwiczenia można wykonywać w domu (lub na siłowni – jeśli ktoś chce i ma czas i pieniądze), a wszelkie instrukcje pobierane są przez Internet.
Stąd – przy sprawdzonym w USA fakcie wielkiego popytu – niska cena.
Natomiast jakość to: prostota ćwiczeń, ich udokumentowana skuteczność, efekty odchudzające bez wyrzeczeń, olbrzymia oszczędność czasu oraz zadowolenie – w przeciwieństwie do mocno eksploatujących ćwiczeń na siłowni wg starych schematów, co często prowadzi do kontuzji, permanentnej obolałości, gorszych wyników oraz wielu przypadków zupełnego zniechęcenia: tyle wysiłku, ból i żadnych wyników!
Tutaj efekt jest odwrotny – adept dobrej sylwetki jest uskrzydlony wynikami i przyrostem energii, nabiera nawyku przyjemnej aktywności ruchowej.
Produkt ma 30 dni gwarancji satysfakcji. Więc jeśli się nie spodoba, to oferowany jest pełny zwrot pieniędzy (a metodę już opanowałeś na własny użytek).
No dobrze, ale jaki to biznes dla mnie oprócz samej oszczędności? I co z tym rzekomym płaceniem MI za ćwiczenia?
Prosta sprawa. Jest tutaj system referencyjny. Otrzymuje się prowizje i to całkiem dobre (a teoretycznie po odpowiednim czasie nieograniczone) za polecanie produktu innym. A produkt jest abonamentowy, więc przychody są systematyczne. Cena zawsze wygrywa lub jak reklamuje się firma CCC – Cena Czyni Cuda. Tylko ok. 30 zł miesięcznie, dzięki czemu powstaje duży obrót globalny przy masowej dostępności.

Osobiście ten biznes bardzo mi się spodobał – i pod względem modelu i pod względem tematyki, ponieważ lepsze zdrowie jest jednym z moich dawnych koników – patrz np. serwis http://LepszeZdrowie.info
Jest od pewnego czasu zaniedbany, ale ma szansę odżyć za sprawą właśnie tego tematu, który mnie mobilizuje by wrócić do redagowania strony, zwłaszcza, że mam jeszcze sporo różnych ciekawych materiałów.
Co do opisywanego tu projektu (skrót 7MW) – zarówno od strony merytorycznej jak i biznesowej chciałbym odesłać Czytelnika do strony http://bit.ly/7MINUT oraz naszych webinarów > http://bit.ly/7MWPkonferencja, [obecnie już chyba tylko na amerykńskiej platformie:  https://nowlifestyle.com/live/ ], które odbywają się prawie codziennie (rozkład na wspomnianej pierwszej stronie lub ustalany doraźnie).
Obecnie budowana jest sieć partnerska liderów, natomiast sam produkt dla klientów będzie dostępny w okolicy Świąt Bożego Narodzenia (2012) – trwają intensywne prace nad opracowaniem polskich wersji materiałów, a jest ich bardzo dużo.
Jak zwykle – najwięcej biznesowo zyskają pierwsi partnerzy, ponieważ poznają produkt i biznes przed innymi, zbiorą osobiste doświadczenia (już są – dzięki także polskim testerom), staną się naturalnym liderami.

Warto dołączyć już teraz! Sukces murowany!

Wybucha SuperNowa

Artykuł skasowany – dotyczył debiutu w Polsce projektu 7 minute workout (informacje dostępne w innych tutejszych wpisach)

Reklama dla Ciebie

Win-win…

winnner - reklamy i ogłoszenia

KOMUNIKAT

25.11.2012 zadebiutowała nowa strona ogłoszeniowa na FB:„Reklama i Ogłoszenia” (RiO) pod hasłem WINNER.

https://www.facebook.com/ReklamaANDogloszenia

Jest to publiczna platforma darmowych ogłoszeń dostępna dla każdego.

Wielu użytkowników Facebooka (FB) poszukuje możliwości publikowania swoich ogłoszeń, powiadomień i linków do stron – głównie umieszczają je w różnych grupach. Jednak widać, że zaśmiecają czasem w ten sposób także tablice profili innych osób lub grup zupełnie nie związanych z tematem ogłoszenia.

Lepszym rozwiązaniem jest publikowanie na dedykowanych STRONACH ogłoszeniowych na FB, ponieważ tylko one są indeksowane przez wyszukiwarki (grupy nie). Jednak często są to strony firm ogłoszeniowych, które nie dopuszczają osób trzecich do publikowania postów na swych tablicach wprost z FB. Zatem nowa strona ułatwi użytkownikom lepszą ekspozycję ogłoszeń zarówno na FB jak i w ogóle w sieci.

>>>>>>>>>> Polecam i zapraszam do wpisów! <<<<<<<<<<<

Myślę, że ta inicjatywa jest godna rozpropagowania a strona polubienia. Rozpoczyna się mała kampania promocji strony – będą wysyłane zaproszenia do Grup oraz indywidualne do osób.
Dziękuję z góry za akceptację zaproszenia i włączenie się w promocję.

TWOJA REKLAMA BĘDZIE WIDOCZNA GDY STRONĘ POZNA WIELU LUDZI.