Ambiwalentnie o nowych przepisach rowerowych

Życie jest podobne do jazdy na rowerze.
Nie można utrzymać równowagi stojąc w miejscu.
Linda Brakeall

Weszła w życie nowelizacja przepisów ruchu drogowego w odniesieniu do rowerzystów.
Chwali się ją jako krok ku Europie.
Ja tylko częściowo podzielam ogólny entuzjazm. Dlaczego?

Najpierw zdeklaruję się jako entuzjasta rowerów w opozycji do samochodów, czemu wielokrotnie dawałem wyraz na mej (starej!) stroniczce http://www.BezSamochodu.pl.tl

Jestem jednocześnie też kierowcą (nie wszystko da się zrobić tylko przy pomocy roweru) i znam nasze realia drogowe.

Otóż sądzę, że daleko nam do Europy nie tyle z powodu przepisów, co za przyczyną infrastruktury i … kultury.

Mamy jeszcze stanowczo za mało ścieżek rowerowych (a ich jakość budzi często wątpliwości), stojaków na rowery, oznakowań.

Co do kultury, to ze strony rowerzystów mało kto używa kasków, wiele rowerów nie ma oświetlenia – zwłaszcza na prowincji, gdzie dodatkowo widzi się rowerzystów nietrzeźwych. Widzę też, że niektórzy, w poczuciu swojej wyższości (skądinąd słusznej jeśli się uwzględni przewagi roweru nad samochodem w mieście ) ostentacyjnie zajmują cały pas na jezdni, spowalniając ruch. Chociaż niektórzy rowerzyści mkną aż nadto szybko jak na swoje bezpieczeństwo, to i tak przecież nie mogą równać się z samochodami.
Ze strony kierowców – wiadomo – kultura jazdy jest u nas jeszcze niska, a w przypadku gdy przed kierowcą jedzie rowerzysta, prowokuje to dodatkową agresję.

W sumie – niepokoję się i nawet jestem pewien, że znacznie wzrośnie ilość wypadków.

Nie zawsze musi to być wina kierowcy – po prostu rower jest bardziej wywrotny, podatny nawet na nieduże nierówności naszych fatalnych dróg, nie ma przecież poduszek powietrznych ani żadnych osłon czy pasów bezpieczeństwa, mało kto używa lusterek wstecznych, …
I głównie ze względu na te poważne zagrożenia uważam wprowadzenie wspomnianej zmiany przepisów za przedwczesne.
Innym aspektem sprawy jest zdrowie rowerzystów. Osobiście nigdy nie pcham się rowerem pomiędzy samochody także ze względu na spaliny. Oddech rowerzysty jest przyspieszony i pochłanianie szkodliwych wyziewów jest wzmożone. Chociaż niektórzy dowodzą, że tak nie jest, to oceniam to zjawisko z autopsji (w mieście).

Kwantowa, wciągająca lektura

Wolałbym żyć w świecie, w którym moje życie otoczone jest tajemnicami,
niż w świecie tak małym, że mój umysł by go w pełni pojmował.
Harry Emerson Fosdick

quantum key by Aaron Murakami

W weekendy sięgam po lektury, które odrywają mnie od codzienności, które pozwalają pomarzyć.
Może to kogoś zdziwi, ale nie musi to być tylko literatura piękna. Moje techniczne wykształcenie i zainteresowania skłaniają mnie (i umożliwiają) do zagłębiania się w sprawy trudniejsze, niezwykłe i wykraczające poza wiedzę akademicką.

Na mojej szkicowej stroniczce http://www.BezSamochodu.pl.tl (od roku niestety zaniedbanej) są dwa zalążkowe działy Przyjdzie nowe oraz Z pogranicza, które traktują o wynalazkach i technologiach przyszłości, a nawet o nowych paradygmatach filozoficznych i technologicznych.

Dawno tam nic nie dodawałem – i ze względów czasowych (zajmuję się teraz czym innym) i ze względu na przekonanie, że są to może nie najistotniejsze przyczynki, które nie oddają w pełni mego przeczucia o istnieniu bardziej fundamentalnej i całościowej wiedzy. Co prawda, istnieją liczne próby stworzenia „teorii wszystkiego”, ale żadna z nich nie wydała mi się dostatecznie przekonywująca lub zrozumiała, przydałyby się też praktyczne dowody na ich poparcie.

Otóż jestem pod świeżym wrażeniem książki Aarona Murakami pt. The Quantum Key™, która wydaje mi się dużym krokiem naprzód a jednocześnie jest przystępnym pokazaniem przyszłych możliwości, a nawet ma przełożenie na naszą osobistą, dzisiejszą egzystencję.

Lektura dość szokująca, ale wcale nie taka trudna (po angielsku).

Zachęcam do zapoznania się (zakup e-booka jest wynagrodzony mnóstwem ciekawych bonusów).

Zmiany

Sami musimy stać się tą zmianą, do której dążymy w świecie.
Gandhi

Pisałem w poprzednim biuletynie L-earNews:

„Nasz serwis w znacznej mierze nawiązuje do rozwoju osobistego, którego atrybutem jest zmiana.

Potrzeba zmiany nie jest tutaj postulatem tylko teoretycznym – odczuwam ją często osobiście i realizuję na różnych „odcinkach”. Dotyczy to także właśnie L-earn.net. Powstał już dawno, gdy zarówno moja wiedza o tworzeniu stron WWW była stosunkowo niewielka, jak i zastosowane metody techniczne były prymitywniejsze od stosowanych dziś. Przez ten fakt serwis odstaje wyglądem i funkcjonalnością od tych tworzonych w sieci niedawno.

Chętnie zrobiłbym mu „lifting” ale … nie jest to proste technicznie i organizacyjnie przy obecnej objętości. Zaangażowałem się w szereg innych projektów, co nie pozwala mi się dostatecznie zająć sprawą”.

W czasie wakacji byłem daleko fizycznie i psychicznie od „tutejszych” spraw a i teraz dzieje się w moim życiu wiele rzeczy ważnych, których nie mogę zaniedbać.

W końcu podjąłem się tego liftingu … i, niestety, straciłem prawie dwa miesiące na próby z pewną nową technologią, i musiałem się poddać (tym razem?). Zwłaszcza położyłem się na ręcznym linkowaniu wewnętrznym (ponad tysiąc linków). Skoro postuluję efektywność, to nie mogę brnąć w tak nieefektywne działania…
Dodatkowo, zarówno stary prowajder popsuł się znacznie jak i nowy nie spełnił moich oczekiwań.
Przy okazji straciłem parę ważnych stron i będę je musiał odtworzyć z pamięci.

Powróciłem do starej formy, chociaż sukcesywnie usuwam drobne błędy, zwłaszcza w formatowaniu (przy zmianach dodatkowo trochę napsułem L ). To nie koniec perypetii, ale już nie będę tego wywlekał…

Przepraszam, że przez to serwis dłuższy czas po prostu nie był czynny a teraz jest okresowo wyłączany.

Z drugiej strony – także merytorycznie nie jestem zadowolony; coraz mniej czasu na własne artykuły, a szereg tych, które wprowadzam – mimo wartości szczegółowych,  wydaje mi się dość miałkich… 

Stare powiedzenie mówi, że jednym z lepszych sposobów uczenia się jest uczyć innych. Chociaż nigdy nie było moją intencją pouczać innych, to jednak sporo artykułów naszego serwisu, własnych i obcych, przekazuje pewną  wiedzę edukacyjną. Sam z tego korzystałem. Jednak większą rolę spełniły dla mnie osobiste lektury i kontakty, które w zwłaszcza ostatnio  sporo wybiegają poza to, co było w serwisie przedstawiane.

Rozwój osobisty jest sprawą  … osobistą. W zasadzie nie można nikogo ukształtować z zewnątrz – każdy musi przejść swoją ścieżkę. Prawdopodobnie zawarte tu materiały pomogły szeregowi osób chociaż na nią wejść, znaleźć przydatne informacje, uświadomić sobie inne/nowe sprawy… Ale więcej zrobić jest trudno. Można powiedzieć, że założona misja tego serwisu się wypełniła.

Z drugiej strony – w ciągu tych czterech lat powstało dużo serwisów internetowych o sporo większym ładunku informacji, z zapleczem doskonałych specjalistów (mam na myśli zwłaszcza witryny firm szkoleniowych) i ze sporym … budżetem.

Nasza nie firmowa strona, mająca bardziej profil hobbystyczny niż profesjonalny, nie ma większych szans by konkurować z takimi serwisami.

Zresztą, nigdy nie miała takiego celu. Wraz z jej rozwojem i ja sam się rozwijałem, więc – chociaż nie była dla profitów, to odebrałem niematerialną nagrodę,  i dała start do nowych zadań. Dzieje się na świecie tyle ciekawego i ważnego, że jeszcze bardziej powinniśmy cenić swój czas, podążać za hasłem osobistej efektywności.

Zajmę się bardzo osobistym wyznaniem. Tak już jest, że czasem osobiste przemyślenia i poglądy wyprzedzają to, co można spokojnie głosić publicznie – po prostu są to często hipotezy i próby na własne ryzyko. Było by niestosowne i może nieodpowiedzialne wygłaszać opinie, co do których samemu jeszcze nie ma się dostatecznych dowodów, chociaż ma się już wewnętrzne-subiektywne do nich przekonanie i kusi chęć podzielenia się tą „wiedzą”.

Przykładową ilustracją jest nowy serwis(ik) www.SpelnijMarzenia.pl.tl , gdzie pokazuję pewną technikę(?) osiągania celów, która zda się magią z pewnego poziomu, a z innego jest czymś oczywistym. Tak czy inaczej jest to temat kontrowersyjny.
Podobnie, wbrew raczej powszechnemu zachwytowi nad samochodami, kontestuję je na nowej stroniczce
www.BezSamochodu.pl.tl .
Oba są na prowizorycznych szablonach – na razie zająłem się treścią.

Istnieje dyskurs na temat istoty wiedzy. Jeśli zakładamy rozwój, to dotyczy on i wiedzy. Nie tylko co do jej „zakresu objętościowego”, ale istnieją pewne jej poziomy czy klasy. Mam na myśli także skokowe przyrosty, pewne przekształcenia czy to ilości w jakość, czy poziomu naszej świadomości. By to zagadnienie rozważać w sposób jaki ja je widzę, trzeba być otwartym na elementy transcendentne, wykraczające poza obecnie królujące paradygmaty. Zresztą, to nic nowego – fizyka kwantowa jest przykładem takiego skoku w pojmowaniu świata. Podobnie odkrycia z zakresu genetyki molekularnej stawiają nas w obliczu nowych wyzwań i poglądów na życie. Słowo ”odkrycia” chciałbym zaakcentować, ponieważ istnieje mocna teza, że cała możliwa wiedza istnieje od zawsze – jest sumą tego co było i będzie, a naprawdę JEST w „umyśle Boga” lub w „Kronice Akaszy” – by użyć języka bardziej ezoterycznego. My tylko odkrywamy, to co JEST. To co jest, jest PRAWDĄ.
Poznawanie prawdy, przybliżanie się do niej,  jest słynnym ewangelicznym środkiem wyzwolenia. Nasze braki, niemożności, błędy, nieszczęścia, biorą się z niedostatku wiedzy.
Jak dawałem nie raz temu wyraz, skłaniam się ku poglądowi, że osnową wszystkiego jest duch. W sferze duchowej jesteśmy w stanie osiągnąć  dużo więcej, niż raczkując materialnymi ścieżkami. Paru naszych autorów otwarcie deklaruje swój cel jako Oświecenie. Ja też nie miałbym nic przeciwko, chociaż brzmi to pretensjonalnie. Ku oświeceniu każdy z nas podąża swoją drogą, bo jest to droga indywidualna, wewnętrzna. Podążam taką drogą i dlatego … trudniej mi, zwłaszcza w popularnym serwisie, przedstawiać to, co mało przedstawiane..I nie chodzi tylko o wiedzę, ale raczej o  wewnętrzne doświadczenia. Idąc w tym kierunku potrzebuję wewnętrznego zanurzenia i spokoju.

Jest to jeden z powodów, dla których także trudniej mi się zajmować mymi serwisami. Stają się mniej ważne. Wiem, że są przydatne Czytelnikom w konkretnych sprawach, a może i spełniają rolę poszerzającą horyzonty (oby…). Chętnie przestawiłbym je jednak na „automatycznego pilota”, a sam zajął się w większym wymiarze czasowym swoim rozwojem, co – być może – za jakiś czas zaprocentowało by lepszą jakością nowych serwisów…

Wybaczcie tę szczerość, ale po wielu dylematach (już wcześniej sygnalizowanych) postanawiam stopniowo „wygaszać” serwis L-earn.net. 

Po czterech latach, ma ponad 550 artykułów, które nadal będą „żyły” , uzupełniane od czasu do czasu nowymi.

Zaprzestaję wysyłek biuletynu „Dobry Tydzień”. W zamian cotygodniowych sentencji powstanie serwis-kalendarium z pozytywnymi myślami i z elementami społecznościowymi (ćwiczę w WordPress, ale nie wiem czy to się uda…).

Nadal można zapisywać się na L-earNews, chociaż będzie on bardziej biuletynem/komunikatorem wiadomości niż omawianiem artykułów. Będzie traktował o mych serwisach, różnych szkoleniach, publikacjach. Warto być poinformowanym o ciekawych wydarzeniach.

Przepraszam jeszcze raz, zwłaszcza nowych abonentów. O rozwoju osobistym i efektywności powstało ostatnio tyle serwisów, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Jak wcześniej pisałem w tym blogu  – mam nadzieję dokończyć  jeszcze inne strony, dla których nie miałem dotąd dość czasu. Potem będę je tylko podtrzymywał, natomiast już nie chcę (na dziś?) tworzyć nowych projektów, bo przy pracy zawodowej  – nie jest to możliwe ani sensowne.

A więc, do roboty!

Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia

życzę Wam radości tych chwil, ale i aby Dobra Nowina odmieniała Wasz świat każdego dnia

Leszek