Najlepsza gra

…w życiu można uciec od wszystkiego z wyjątkiem samego siebie.
Graham Masterton

pilot tv

Gry komputerowe (i nie tylko) stały się wielkim przemysłem. Zyski z tej branży napędzają rozwój technologii – zarówno w samych grach jak i w podobnych dziedzinach np. w animacjach filmowych, reklamach, technikach wirtualnej rzeczywistości, symulatorach, itp. Zresztą to napędzanie idzie w dwie strony – zwłaszcza gdy ‚uwalniane’ są pewne rozwiązania, które były stworzone na potrzeby wojska.

Trzeba przyznać, że postęp w tych dziedzinach jest niesamowity – szczególnie gdy ogarnia się pamięcią jakże niezgrabne początki na prymitywnych komputerach.
Pamiętam to dobrze – jako facet starszej daty i ktoś, kto przez lata był (też) programistą.

Dziś chciałbym spojrzeć na gry komputerowe właśnie z perspektywy starszego człowieka.
Nie ujmując nic znaczeniu rozwoju tej techniki  przychodzi zastanowić się nad jej skutkami społecznymi.
Przyznam, po dawnych fascynacjach, sprawa już mnie osobiście nie dotyczy – nie gram.
Może z tego powodu nie powinienem się  wypowiadać o samych grach.

Prędzej o tym rodzaju rozrywki.

Dlaczego nie gram?
Cóż,  zacznę od (smutnego) zagadnienia czasu – w moim wieku ma się go już mało, a … tyle chciałoby się jeszcze przeczytać, zobaczyć, zrobić… (wspomniałem o tym na początku wpisu Czas- jak go mieć [jest tam odwołanie do strony
L-earn.net, która obecnie jest prawie nieczynna – rekonstrukcja]).
Przywilejem młodości jest nie tylko zabawa, ale poczucie, że czasu jest dużo, że „jeszcze wszystko zdążę”.

Po drugie – już dawno opuściła mnie chęć rywalizacji z kimkolwiek, a nawet podnieta zdobywania jakichś wirtualnych punktów. Zapewne frustrowałbym się tym, że już nie jestem taki sprawny.
Rywalizacja, walka w realnym świecie to wielki problem – w opozycji do współpracy i rozwoju, powiem nawet, że to zarzewie wielu problemów cząstkowych, które trapią naszą cywilizację. Nie będę rozwijał tego szerokiego tematu, natomiast mam przekonanie, że nasza kultura masowa i polityka wciąż podsyca takie nastawienia.

Widać to zwłaszcza w zalewie filmów sensacyjnych z przemocą na każdym kroku, z pompą adrenaliny, z „bij-zabij”.
Ma to przełożenie na gry komputerowe, w których wciąż jest dużo ‚strzelanek’.
Ponieważ gry są głównie dla młodych, to czy nie stoi za tym pewnego rodzaju indoktrynacja w kierunku przemocy, a nawet tego, co czasem nazywają „cywilizacją śmierci”?

To wciąga i deprawuje mniej zrównoważonych emocjonalnie. Nie bez racji są stwierdzenia, że obecny terroryzm, czy przestępstwa w ogóle, są karmione i tym wpływem. Kształtowaniem nieczułości już od najmłodszych lat.

To wciąganie staje się czasem początkiem hazardu i smutnym końcem w postaci nie tylko całkowitego uzależnienia, ale i realną katastrofą materialną – ze skutkami także dla całej rodziny.
Znam takie przypadki.
Jest w tym także pewien bardzo nieciekawy aspekt – zarabianie na wciąganiu młodzieży w ten  wirtualny świat. Jak powiedziałem na wstępie – to wielki biznes.
Sam też jestem nagabywany w sieci by przyłożyć rękę do tego biznesu jako pośrednik. Nawet gdybym miał na tym nieźle zarobić – nie mógłbym z powodów etycznych…

Młodzież teraz coraz bardziej alienuje się – i wśród rodzin i wśród rówieśników. Paradoksalnie, chociaż ilość kanałów porozumiewania się rośnie – komunikacja bezpośrednia – twarzą w twarz – powoli zanika.  Wszyscy wpatrzeni w smartfony lub siedzą wiele godzin przy komputerach zamknięci w swych pokojach.
Ma to nie tylko skutki  społeczne, ale i zdrowotne. Brak ruchu (który jest konieczny dla rozwoju ciała i jest niezastąpionym lekarstwem), zła postawa (przygarbienie), psucie oczu.

Młodzież teraz coraz bardziej alienuje się – i wśród rodzin i wśród rówieśników. Paradoksalnie, chociaż ilość kanałów porozumiewania się rośnie – komunikacja bezpośrednia – twarzą w twarz – powoli zanika.  Wszyscy wpatrzeni w smartfony lub siedzą wiele godzin przy komputerach zamknięci w swych pokojach.
Ma to nie tylko skutki  społeczne, ale i zdrowotne. Brak ruchu (który jest konieczny dla rozwoju ciała i jest niezastąpionym lekarstwem), zła postawa (przygarbienie), psucie oczu.

Wszechobecne wi-fi, smog elektromagnetyczny, dopełnia ponury obraz podstępnego psucia zdrowia.
Szczególnie smutne jest wystawianie na te zagrożenia już małych dzieci, które ‚muszą’ mieć swój smartfon, a niekoniecznie czas na zabawę ‚na podwórku’.
Z tym czasem jest coraz gorzej dla wszystkich – zagonienie rywalizacją, postawy roszczeniowe (mieć wszystko już za młodu) dokładają stresów. Z jednej strony potrzeba odprężenia jest w tej sytuacji zrozumiała, z drugiej strony – jej forma potrafi dodać jeszcze więcej stresu i zabrać dodatkowo czas, który można spożytkować korzystniej. Na rozwój, sport, lektury, spotkania towarzyskie…
Sam, chociaż też spędzam sporo czasu w sieci, to jest to moje miejsce pracy i marketingu (widzę w tym pożytki dla siebie i innych) oraz staram się równoważyć bycie w sieci z życiem w ‚realu’.

Dziś wirtualne życie coraz bardziej zastępuje prawdziwe, to surogat.

Na koniec powiem, że odkryłem już dawno pewną fascynującą grę, która przebija komputerowe.
Angażuje wszystkie zmysły, uczucia, stawia nas przed realnymi zagrożeniami ale i wynagradza realnie. Stwarza nieskończone możliwości dla chętnych i prawdziwie odważnych.

To życie. Najlepsza gra.

Nietrafione slogany

Prawda nie jest przez to bardziej prawdziwa,
że wierzy w nią więcej niż jeden człowiek.
Oscar Wilde

(il. z serwisu Chcenawczoraj.pl)

Istnieje mnóstwo sloganów i przysłów  czy nawet prawie archetypowych memów, które nie odpowiadają  prawdzie a nawet prowadzą nas na manowce.

Tutejsze Lapidaria pokazywały już niektóre  takie mity, a na http://www.LepszeZdrowie.info pokazuję mity i przekłamania w dziedzinie zdrowia.

Dam tylko parę przykładów by pokazać o co mi chodzi.

„Nie zabierzesz ze sobą niczego na drugą stronę”

To niewątpliwie jest słuszne w odniesieniu do rzeczy materialnych – nie zabierze się ich do grobu. Dla ateistów, którzy są często i materialistami, to ważne memento, tym bardziej że dla nich – skoro nic już nie ma po śmierci – trudno mówić o zabieraniu czegokolwiek na tę drugą stronę. Jednak dla ludzi wierzących w życie pozagrobowe (mówi o tym bodajże większość religii), sprawa nie jest tak jednoznaczna. Bo podobno zabiera się doświadczenie i wspomnienia, a życie może być ocenione w zaświecie nie na podstawie majątku czy nawet pozycji społecznej, ale wg serca i dobrych uczynków.
Tutaj zarówno wierzący i ateiści zdają sobie sprawę, że ważne jest też to, co się zostawia po sobie na tym świecie: owe dobre uczynki, owoce społeczne i rodzinne swego życia, spuściznę intelektualną, i wcale nie mniej znaczącą spuściznę materialną. Majątek i wiedza posłuży rodzinie a często i społeczeństwu.

„Każdy ma 24 godziny na dobę”

Podobnie drażni mnie powielanie sloganu „KAŻDY z nas ma tyle samo czasu – 24h na dobę” (pisałem o tym na tym blogu w 2010 r. w kontekście efektywności).

Nie jest to prawda – w tym sensie, że są osoby, które mają dużo czasu nie przez swoją efektywność, ale dlatego, że ich życie jest puste, bo nie mają ambitniejszych celów ani zainteresowań.

Weźmy przykładowo samotnego (bez rodziny), mało ambitnego pracownika fizycznego, który kończy swoją zmianę w pracy o 14.00 i potem raczej głowi się co zrobić z czasem: często spędza długie godziny wędkując nad stawem, pójdzie z kolegami na piwo, a potem zabija czas przed telewizorem lub śpi, bo nic ponadto go nie interesuje.
Albo sparaliżowany leżący od lat w łóżku, żeby sięgnąć do bardziej drastycznego przykładu.
Porównajmy go z facetem, który prowadzi jednoosobową (lub małą) działalność gospodarczą, który ma cały biznes na swojej głowie – praktycznie nie ma chwili aby się przy nim nie krzątał lub rozmyślał nad nim, a dodatkowo ma żonę i troje dzieci, którym też poświęca czas. Do tego wie, że aby wyjść z „wyścigu szczurów” musi się kształcić. Ma też sporo zainteresowań. Żadnej z tych spraw nie chce i nie może zaniedbać jeśli chce się rozwijać oraz wypełniać swe rodzinne powinności.
Albo przepuśćmy, że ktoś podjął się jakiejś pracy do wykonania w tydzień, która nawet przy ostrym zaangażowaniu wymaga 140 roboczogodzin, to nawet gdyby nic innego nie robił, pozostanie mu tylko po 4 godzin snu. Takie sytuacje dotyczą zwłaszcza twórców pracujących na terminowe zamówienie, gdy trudno wyręczyć się kim innym.

Trudno powiedzieć, że obie te grupy osób mają tyle samo czasu!

Także inna jest sytuacja kogoś kto ma 70 lat i nagle postanawia, że zwiedzi ‘cały świat’ (czy zdąży, czy starczy mu sił?),  a inna młodego człowieka, który ma życie przed sobą.

„Oddychaj głęboko”

Tak mówi się o oddychaniu dosłownie i metaforycznie – na podstawie przekonania, że głębokie oddychanie jest zdrowe. To jedno z najbardziej zakorzenionych przekonań.

Jednak, wcale tak nie jest. Głębokie oddychanie, a zwłaszcza intensywne i przez usta powoduje, że pozbawiamy się tej ilości dwutlenku węgla, która jest odpowiedzialna fizjologicznie za transfer tlenu z krwi do komórek. Zatem, zamiast w ten sposób rzekomo lepiej się dotlenić, pozbawiamy się tlenu na poziomie komórkowym, a to właśnie jest ważne. Udowodnił to m.in. Konstantin Butejko (np. http://lepszezdrowie.info/oddychanie_a_zdrowie.htm) , jest to też zgodne z opisanym tam tzw.  Efektem Bohra.

Podobnie, różni guru od oddychania wmawiają nam, że nie umiemy oddychać. Czy sądzisz że natura myli się w tak podstawowej funkcji?

Itd. Itd.