Kontra czyli osiągnięcia III RP

zapaść

Będzie politycznie.
Rząd chwali się sukcesami. Gospodarką na 20. miejscu na świecie. Wzrostem wskaźników…
Czy tak jest naprawdę? W jakim stopniu? I w jakim kierunku dryfujemy…?

Nie krytykuję obecnych sukcesów „w czambuł”, ale by w kontrze do propagandy przedstawić sprawy bardziej realnie, wykorzystam parę wpisów znalezionych na X.com (które są odbiciem materiałów bardziej rozbudowanych).
Te czy inne wnioski nie dotyczą tylko jednej partii, jak sugerują wykorzystane cytaty, ale całego systemu politycznego po 1989.
Jednak „osiągnięcia” D. Tuska i jego rządów są dość „spektakularne”…

Czy PKB oddaje faktyczny stan naszego potencjału?
Duża liczba firm nie jest polska i ich zyski idą za granicę. Niektóre są zwolnione z podatku lub płacą je w symbolicznej wielkości.
Ilustruje to ten filmik  https://x.com/i/status/2020316356680511647   zobacz – jest krótki.

——

„Sukcesy KO i tego pajaca!”

Na dwulecie rządów demokratyczno-liberalno-lewicowej Koalicji 13 grudnia wycinek jej sukcesów:

– polski oddział Nokii – 800 osób do zwolnienia

– polski oddział Levi–Strauss – likwidacja zakładu, 650 osób do zwolnienia

– Eltwin w Stargdardzie – 71 osób zwalnianych, większość załogi

– Backer OBR w Stargardzie – 90 osób do zwolnienia

– MA Polska S.A. i BCube Poland Logistics w Tychach – 370 osób do zwolnienia

– krakowski oddział PepsiCo – około 200 do zwolnienia

– Magneti Marelli w Bielsku–Białej – 150 osób do zwolnienia

– BCube Poland w Bielsku–Białej – 55 osób do zwolnienia

– Karolina – producent porcelany w Jaworzynie Śląskiej – likwidacja zakładu, ponad 200 osób na bruk

– Forte fabryka mebli – co najmniej 230 osób do zwolnienia

– ING Bank Śląski – 1500 osób do zwolnienia

– Neonet – 100 osób do zwolnienia

– FCA Powertrain w Bielsku–Białej – zakład do likwidacji, 460 osób na bruk

– ICC Sery w Pasłęku – 70 osób do zwolnienia

– Agora SA – 200 osób na bruk

– Odlewnia staliwa GE w Elblągu – zakład do likwidacji, 170 osób do zwolnienia

– Octopus Energy Kraków – 317 osób na bruk

– Polska Dystrybucja Alkoholi Pabianice – 138 osób do zwolnienia

– Trixie Tekstylia z Ksawerowa – 80 osób do zwolnienia

– Toshiba w Gnieźnie – zakład do likwidacji, ponad 100 osób do zwolnienia

– Lear Corporation w Pikutkowie – 960 osób do zwolnienia

– Sirio Polska w Bielsku–Białej – 50 osób do zwolnienia

– Signify Poland w Bielsku–Białej – likwidacja zakładu, 130 osób do zwolnienia

– NatWest Bank oddział w Polsce – cały do likwidacji, 1600 osób do zwolnienia

– B&M Clothing Company z Radomia – 123 osoby do zwolnienia

– Altha Powder Metallurgy z Radomia – 40 osób do zwolnienia

– Toho Poland w Radomiu – zakład do likwidacji, 115 osób do zwolnienia

– OTCF/4F – 130 osób do zwolnienia

– Yazaki Automotive Products Poland w Mikołowie – niemal całkowita likwidacja, 230 osób do zwolnienia

– Calfrost Kalisz – likwidacja firmy, 53 osoby bez pracy

– E. Leclerc – ponad 100 osób do zwolnienia

– Walcownia Rur Andrzej w Zawadzkim – zakład do likwidacji, 455 osób na bruk

– Bioetanol AEG w Chełmży – likwidacja zakładu, 55 osób do zwolnienia
– ABB w Aleksandrowie Łódzkim – likwidacja zakładu, 410 osób bez pracy

– Grupa Eurocash – 1000 osób do zwolnienia

– Goleniów LM Wind Power Blades – 200 osób do zwolnienia

– TE Connectivity Industrial w Nowej Wsi Lęborskiej – zakład do likwidacji, 140 osób do zwolnienia w nim, 250 u kooperantów

– SFC Solutions w Piotrkowie Trybunalskim – likwidacja zakładu, 180 osób na bruk

– Poczta Polska – co najmniej ponad 6000 etatów mniej

– Stoll Polska w Słupsku – likwidacja zakładu, 90 osób na bruk

– Hutchinson zakład w Żywcu – 90 osób na bruk

– Hutchinson zakład w Bielsku – 80 osób na bruk

– Zakład Budowy Tłoczników w Tychach – 90 osób na bruk

– Northvolt w Gdańsku – dwie fabryki do likwidacji, 280 osób do zwolnienia

– planowana likwidacja elektrowni Siersza – 500 osób do zwolnienia

– GSK Poznań – 150–200 osób na bruk

– AIS WSI Europe z Radomia – 56 osób do zwolnienia

– Alorica z Łodzi – 67

– Siarkopol w Grzybowie – 207

– Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego „Paterek” w Nakle nad Notecią – zakład do likwidacji, 265 osób na bruk

– Rurexpol w Częstochowie – do likwidacji, 260 osób na bruk

– Intel w Gdańsku – kilkaset osób na bruk

– MA Polska – Kielce i Tychy, 260 osób na bruk

– Amica – 50 osób do zwolnienia

– Draexlmaier w Jeleniej Górze – 220 osób na bruk

– Bama Poland w Gorzowie – zakład do likwidacji, 150 osób bez pracy

– Albatros Aluminium oraz ADT Solutions w Wałczu – 176 osób na bruk

– Elektrownia Rybnik – niemal cała przeznaczona do likwidacji – 500 osób bez pracy plus kolejne kilkaset u podwykonawców

– Stellantis zakład w Gliwicach – 500 osób

– PKP Cargo i PKP Cargotabor – około 4500 osób do zwolnienia, kilka oddziałów regionalnych w likwidacji

– Pelikan/Herlitz w Baranowie – zakład do likwidacji, 50–70 osób na bruk

– Beko w Łodzi i Wrocławiu – częściowa likwidacja, 1800 osób bez pracy

– Fameg z Radomska – 80 osób na bruk

– Generator Produkcja Opole – zakład do likwidacji, ponad 200 osób na bruk

– Viskase w Sulnowie – likwidacja zakładu – 51 osób na bruk

– Eurocash – zwolnienia planowane w dwa najbliższe lata – 3000 osób

– Elogic w Szczecinie – likwidacja zakładu, ok. 150 osób bez pracy

– Orange – w najbliższe dwa lata cięcie 1000 etatów

– Aptiv – 200 osób w Krakowie, ok. 400 w Jasienicy

– kopalnia Silesia w Czechowicach – prawdopodobna likwidac ja, ok. 750 osób straci prace

– Zakład Elektrotechniki Motoryzacyjnej w Ełku – 240 osób na bruk

– Odlewnia Teriel w Gostyniu – likwidacja zakładu, 60 osób na bruk

– Hymon Fotowoltaika z Tarnowa – 72 osoby na bruk

– Spółdzielnia Pracy „Tarnowska Odzież” – likwidacja zakładu, ok. 90 osób bez pracy

– LG Electronics pod Wrocławiem – 182 etaty do likwidacji

– Black Red White – 800 osób, wcześniej 400, w tym likwidacja zakładu w Przeworsku (220 etatów)

– ZF zakład w Częstochowie – 225 do zwolnienia

– Inofama z Inowrocławia – 66 osób na bruk

– Blachotrapez – 90 osób do zwolnienia

– Ikea – stopniowa reedukacja etatów w 2024, w sumie 285 etatów mniej

– International Paper oddział Kraków – w dwóch turach w sumie zwolnienia ok. 100 osób

– browar w Namysłowie – likwidacja, 100 pracowników na bruk

– Powszechna Spółdzielnia Spożywców „Społem” z Łodzi – likwidacja, 62 osoby na bruk

– FAP Pafal w Świdnicy – likwidacja, ok. 30 osób na bruk

– Heineken oddział Kraków – ok. 600 osób na bruk

– Shell oddział Kraków – ok. 250 etatów mniej

– Spółdzielnia Mleczarska w Lidzbarku Welskim – likwidacja, ok. 20 osób na bruk

– Tarkett Polska w Orzechowie – likwidacja, 210 osób na bruk

– Aquinos w Łodzi – likwidacja, ok. 350 etatów

– Fujitsu Technology Solutions oddziały Łódź i Katowice – ok. 830 osób na bruk

– Greenbrier Poland w Oławie – likwidacja, 160 osób bez pracy

– Aldi Financial Hub w Krakowie – 96 osób

– Drüsedau zakład w Margoninie – do likwidacji, 30 osób na bruk

– Eko–Okna – około 1000 osób

– Makro Polska – dwie tury zwolnień, w sumie ok. 500 osób

– Henkel zakład w Raciborzu – likwidacja, 160 osób na bruk

– Texton ze Zgierza– likwidacja, 180 osób na bruk

– Huta Szkła „Marta 2” w Chełmie i Dubecznie – likwidacja, 210 osób na bruk

– Odlewnia Chemar w Kielcach – likwidacja, około 80 osób na bruk

– Atos oddział Bydgoszcz – ok. 60 etatów mniej

– Avon zakład w Garwolinie – 170 etatów mniej

– Fabryka Układów Hamulcowych Bosch w Mirkowie – 60 etatów mniej

– Fabryka Łożysk Tocznych w Kraśniku – ok. 80 etatów mniej

– Naturana Włocławek – likwidacja, ok. 100 osób na bruk

– Ryvu Therapeutics – ok. 90 etatów mniej

– Grupa CCC – 250 etatów mniej

– UBS oddział Polska – około 1300 etatów do likwidacji

– Carrefour odział Polska – ok. 340 osób

– Otomoto Pay – 60 etatów mniej

– Collins Aerospace Krosno – ok. 130 osób na bruk

– Plati w Kwidzynie – dwie tury zwolnień, w sumie ok. 180 osób

– VMG z Konstantynowa – ok. 50 etatów mniej

– Logwin Poland – około 125 osób na bruk

– Oriflame zakład w Warszawie – likwidacja, ok. 200 osób na bruk

– Panmar Krosno – ok. 70 etatów mniej

– Huuuge Games – ok. 100 etatów mniej

– Pitney Bowes Polska – ok. 50 etatów mniej

– Horizon Sport – ok. 40 etatów mniej

– Edison Next Poland – ok. 60 osób na bruk

– Siloh Bielsko – likwidacja, ok. 200 osób na bruk

– Sanita z Piły – likwidacja, ok. 150 osób na bruk

– BR Group Trębaczewo – likwidacja, ok. 80 osób na bruk

– SGL Battery Solutions Polska w Raciborzu – likwidacja, ok. 30 osób na bruk

– Zakłady Mięsne Lisewo – likwidacja, ok. 50 osób na bruk

– Urbański w Mosinie – likwidacja, ok. 100 osób na bruk

– OSM Myszków – prawdopodobna likwidacja, 50 osób na bruk

To oczywiście tylko zwolnienia największe i najbardziej spektakularne. Bez tysięcy zwolnień indywidualnych, bez tych większych robionych tak, aby obejść ustawowe zapisy dotyczące zwolnień grupowych, bez redukcji etatów za pomocą nieprzedłużania umów czasowych itp.
W listopadzie 2023 stopa bezrobocia wynosiła 5%, w listopadzie 2025 już 5,7%. W listopadzie 2023 było zarejestrowanych 773 000 bezrobotnych, w listopadzie 2025 już 875 000, choć ze względu na demografię ta liczba powinna znacznie zmaleć, zamiast wzrosnąć, nawet przy zachowaniu dotychczasowego wolumenu miejsc pracy bez kreowania ich przyrostu.

Oczywiście, ta ferajna i jej wyznawcy powiedzą, że to nie Tusk zamyka zakłady i zwalnia ludzi. Oczywiście, oczywiście. Koalicja 13 grudnia nie odpowiada za nic. Co innego poprzedni rząd: odpowiadał za skutki globalnej pandemii, za skutki kryzysu energetyczno-wojennego w całej Europie, za inflację w połowie świata wywołaną pandemią i wojną itd. A obecny rząd i jego „polityka przemysłowa” nie odpowiadają za nic.

A to szczęściarze. Coś jak 3-letnie dzieci: „Samo się zrobiło”. Tacy nami rządzą‼️”

(Przekazane przez  @Darekbrzoza na X, za Krystyna Maszota)

Uzupełnienie o bezrobociu:
PO-wrócił Tusk i bezrobocie…
Szacowana stopa bezrobocia rejestrowanego w styczniu 2026 r. wyniosła 6%, o 0,3% więcej niż miesiąc wcześniej – poinformowało w poniedziałek Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. To najwyższy poziom stopy bezrobocia od czerwca 2021 r.
W powiecie szydłowieckim na Mazowszu stopa bezrobocia wynosi 23,6%. Gospodarka nie generuje nowych miejsc pracy. W krótkim czasie Polska traci wszystkie przewagi konkurencyjne, wypracowane przez wiele ostatnich lat. Za rok dojdzie do sytuacji, w której kolejne pokolenie Polaków będzie zmuszone pakować walizki i wyjeżdżać za granicę do pracy.

Z „ostatniej chwili” dodatkowe dwa wpisy:
1) Nie ma dnia, w którym brak byłoby informacji o upadających zakładach. Tak cudownie jest za rządów bandy Tuska. Walcownia „Andrzej”, zatrudniająca pół tysiąca osób, była największym zakładem w gminie Zawadzkie. Do końca marca zostanie zrównana z ziemią. Uśmiechnijcie się, lemingi.
2) Do urzędów pracy w 2025 r trafiły zgłoszenia o zamiarze likwidacji ~100 tys etatów. Wynik trzykrotnie gorszy niż w poprzednim roku przypomina ten ze światowego kryzysu 2008. Jednak teraz nie ma takiego kryzysu. Jakie są przyczyny? Zielona polityka UE i bierność rządu. Zdziwienie?

Uwaga tutejsza – niektóre zakłady są/były prywatne, czyli nie państwowe. Jednak zwolnienia i likwidacje wynikały z sytuacji/rynku, za jakie państwo w dużym stopniu odpowiada.
—-

Jak to się stało? Upadały firmy, które ISTNIAŁY. Skąd się wzięły?
PRL miał wiele wad, ale….
Oto kolejny cytat z X:

Warto czasem odkłamać historię. Bo gdy dziś młody, „światowy” człowiek z dużego miasta słyszy nazwę „PRL”, to widzi ocet na półkach, puste sklepy i kolejki po papier toaletowy. Ale nikt im nie powie, że w tej samej Polsce, jeszcze nie tak dawno temu, powstawały rzeczy, których dziś nie umiemy już nawet naprawić, nie mówiąc o wyprodukowaniu.

To w Polsce produkowano generatory elektryczne dla największych elektrowni świata. To w naszych zakładach budowano turbiny 500 MW i przygotowywano projekty 1500 MW. Pół świata – od Chin i Indii, po Turcję, Libię i Irak – korzystało z polskich turbin.

To my wytwarzaliśmy śmigłowce, samoloty odrzutowe i tłokowe. Od myśliwców takich jak P.11, Lim-1 (MiG15), czy TS-11iskra, po bombowce jak PZL.37 Łoś i samoloty transportowe typu An-2 oraz PZL M28 Bryza. Wytwórnie takie jak PZL-Mielec i PZL-Świdnik specjalizowały się w różnych typach maszyn, w tym także śmigłowcach.

Produkowaliśmy 40 tysięcy ciężarówek rocznie. 20 milionów ton stali. Byliśmy drudzy na świecie – zaraz po Japonii – w produkcji statków rybackich. I to nasze statki zdobywały Błękitną Wstęgę Atlantyku.

To Radmor bił Amerykanów i Japończyków jakością zestawów audio. To polskie sprężarki chłodnicze kupował świat. To już w latach 50. Star jeździł na LPG, chłodząc nim nadwozie. To w Polsce powstał pierwszy komputer PC – zanim Brytyjczycy wymyślili swoje ZX Spectrum.

Budowaliśmy drogi i szpitale, rafinerie, huty, fabryki kombajnów i ciągników, autobusy, porty i elektrownie. W latach 70. oddawaliśmy do użytku 300 tysięcy mieszkań rocznie. W dekadę PKB wzrosło o 80 proc..  Płace poszły w górę o 40 proc. Polska miała dodatni bilans handlowy, rezerwy walutowe i mniejsze zadłużenie niż Węgry czy Jugosławia.

A potem… przyszła „transformacja” Balcerowicza i jego „terapia szokowa”. Fabryki – sprzedane za bezcen. Cukrownie – zamknięte na żądanie Brukseli. Stocznie – wykończone konkurencją, aprobowaną przez własne rządy. Przemysł chemiczny – rozprzedany obcym.

Elektronika, zbrojeniówka, huty – w większości zlikwidowane.

Kiedyś byliśmy eksporterem cukru. Mieliśmy ponad 70 cukrowni – dziś zostało kilkanaście. Cukier podrożał, a Polska z eksportera stała się importerem. To samo z chemią – Puławy, Police, Tarnów, Oświęcim.

Dziś w rękach koncernów, okrojone, podporządkowane obcym interesom. Przypomnijmy sobie też elektronikę – warszawskie CEMI, które produkowało układy scalone i półprzewodniki. Dziś – wspomnienie. A stocznie? Kiedyś drugie miejsce na świecie w produkcji statków rybackich, dziś – ruiny.

Po Balcerowiczu pojawił się następny szkodnik – Donald Tusk. Przez wszystkie swoje rządy nie zbudował w Polsce ani jednej większej inwestycji przemysłowej. Ani rafinerii, ani elektrowni, ani dużej fabryki. Ba – kibla nawet nie zbudował. Wyręczył go w tym Trzaskowski.

Za jego pierwszych rządów Polska miała być „zieloną wyspą”, a młodzi w milionach uciekali na zmywak do Londynu, Dublina, Oslo. W kraju zamykano zakłady, a Tuskowi świeciły się oczy, że wreszcie możemy być tylko montownią Europy.

Dzisiaj kontynuuje swoje „dzieło”. Kiedy słyszę dziś, że „to wszystko było nieopłacalne”, to się pytam: skoro było nieopłacalne, to skąd pieniądze na drogi, mieszkania, szpitale, szkoły, elektrownie? Skąd rezerwy walutowe, dodatni bilans handlowy i spłacony w 2009 roku dług Gierka?

Kiedyś Polska miała przemysł, miejsca pracy i dumę. Dziś mamy centra handlowe, sieci zagranicznych supermarketów, pakiet klimatyczny i ceny prądu dwa razy wyższe niż u sąsiadów. A na dokładkę – klasę polityczną, która od Balcerowicza po Tuska umiała tylko sprzedawać, likwidować i brać kredyty.

A przecież nawet za „komuny” można było inaczej prowadzić politykę gospodarczą, bo jeśli rządzą krajem ludzie, którzy myślą o interesie własnego państwa i mają wizje rozwoju.

I tu pojawia się pytanie, które warto sobie zadać: dlaczego kiedyś w represyjnym systemie PRL-u potrafiliśmy budować wielkie zakłady, osiedla, szpitale, a dziś jesteśmy prowincją o coraz mniejszym znaczeniu?
(za Świadomy Wodnik CONSCIOUS AQUARIUS @SwiadomyWodnik na X)
——

To nie oznacza adoracji PRL-u, ale trzeba uznać szereg przedstawionych faktów.
Nie jestem ekonomistą, więc trudno mi osądzić, czy wszystkie przykłady są równie miarodajne.
Natomiast pod wszystkimi podanymi tutaj wpisami był szereg komentarzy nie przebierających w uszczypliwościach.
Oraz memy i ilustracje jak te
ZdjęcieZdjęcie

Bo różne „sukcesy” ekipy polegają na zadłużaniu Polski.
Oprócz wątku ekonomicznego są oczywiście inne,  jak pakt emigracyjny, bezwarunkowe powierzanie polskich środków Ukrainie, degradacja szkolnictwa, rozwalony system prawny „reperowany” tak, że jest jeszcze bardziej nieskuteczny, absurdy zielonego ładu i nietrafione pomysły z tego wynikające, zapaść służby zdrowia, unijny dyktat i uległość wobec Niemiec, fatalna demografia, utrata konkurencyjności,  …
Długo by omawiać, ale to na inny wpis.
Nie mam złudzeń, że jakakolwiek partia ze starego układu coś znacząco naprawi.
Osobiście oceniam, że większość polityków nie rozumie obecnej zasadniczej zmiany geopolitycznej, w której świat będzie wielobiegunowy, a nie polem bitwy starych hegemonów. Taka zmiana umożliwi nam większą elastyczność, da impuls do polegania na sobie i  współpracy bilateralnej bez starych uwarunkowań, fobii i naiwności w bezinteresowność innych. Po prostu – trzeźwe spojrzenie na świat. A Polska ma dane, by być silna — dużo własnych surowców, wykształconych, zdolnych i pracowitych ludzi i  jest na szlakach handlowych.
Potrzeba tylko mądrości i suwerenności.

Naiwność czy uzależnienie?

Najdroższy cyrk na świecie?

Mam podobne wyobrażenie o D. Trumpie, jak w poniższym reblogowanym wpisie,
ale… IMO Rada Pokoju (naprawdę?) ma usankcjonować międzynarodowo przejęcie Gazy dla planu D.T. i Żymian oraz wyłuskanie miliardów na ten i inne cele – wielki apetyt prezydenta i jego ogromne ego już poznaliśmy.
Zatem dziwię się naiwności wielu polityków, ba – przywódców. A może są już uzależnionymi wasalami USA?
Czy nie czują, że to upadające mocarstwo, a D.T. wykonuje nerwowe ruchy by jeszcze trochę zabłysnąć i tylko zachować się na powierzchni, i przynajmniej zapisać się w pamięci jako gołąbek pokoju?
Może się mylę, ale tak to widzę – cdn.

PS. po raz pierwszy, po wielu podobnych próbach reblogowania z innych stron, teraz chyba się uda. Widać błąd nie był raczej po stronie mojego bloga…

2025/2026

Hasło odważnego przyjęcia 2026 roku wzywa by dzielnie stawić czoła temu, co może nas spotkać i nie bać się niczego. Osobiście nie podzielam opinii, że będzie gorzej, przeciwnie – spodziewam się wiele dobrego. Ale nie chcę dziś pisać dlaczego i nic o polityce – być może dodam pod tym wpisem coś na ten temat w pierwszych dniach stycznia albo będzie to wpis nowy.

Ostatni dzień 2025 zastał nas w zaśnieżonej Warszawie. Podobnie jest w większości Polski i gdzieniegdzie przybrało to postać niemal klęski narodowej. Nie ujmując nic z dramatu tych, którym śnieg i wiatr uszkodził  dom, ktoś zamarzł lub zginął w wypadku pod złamanym drzewem lub gdy zjechał do rowu, utknął na godziny w korku itp. – śmieszy mnie to zaskoczenie, bo widziałem wiele dużo groźniejszych sytuacji, gdy mieliśmy ‚prawdziwą’ zimę.
Obudziliśmy się wreszcie z jasnym niebem, tak dawno nie widzianym. Pogoda przez ostatnie miesiące była dziwna, przygnębiająca (co często punktował na swoim blogu Jarek Kefir).
Ale dziś skłoniła nas do pięknego porannego spaceru, chociaż już przed południem niebo znów zrobiło się szare (poniżej parę fotek). Mam dużo bardziej rozsłonecznionych zdjęć z dawnych lat i pięknych wspomnień śnieżnej zimy, zobacz przykładowo jeden z moich albumów poświęconych zimie.

lasek w śniegu

Nawet kusiło mnie wzięcie biegówek, bo od dawna nie było takiej sposobności. Ale odpuściłem, ponieważ trasa naszego spaceru jest pagórkowata z przewianymi wiatrem „mieliznami” – lepiej nie kusić losu przed Sylwestrem – przypomina mi się podobna sytuacja sprzed dwóch lat, gdy skończyło się na SOR z połamanymi palcami po upadku.

warkocze oplatają mur
Dziś chcę być w dobrym nastroju i mam ku temu powody.
Po udanych świętach łącznie z Wigilią u syna poza Warszawą, zadawalaliśmy się ciepłem domowym, poświątecznym dojadaniem smakołyków (u nas nic się nie marnuje, ale też nie kupujemy nadmiarowo) oraz lokalnymi spacerami.

koraliki

Wieczór spędzimy w domu, też smacznie i wesoło. Takie nasze z żoną Hygge. Trochę telewizji, trochę muzyki. Mamy aktualnie dwa telewizory, bo także działkowy (by tam ewentualnie nie kusił złodziei), zatem można podglądać i inne kanały. Wczoraj przypadkowo natrafiliśmy na ciekawy program muzyczny na TVN (której to stacji prawie nie słuchamy) zatytułowany „Nie idziemy na Sylwestra” – oryginalne aranżacje, dobrzy młodzi wykonawcy, nie koniecznie z listy tych najbardziej promowanych. A propos – czy oni nie mogliby mieć większą reprezentację (nie mówię, że w ogóle nie mają) na tych flagowych imprezach telewizyjnych, gdzie wciąż prym wiodą artystyczni staruszkowie z oklepanymi przebojami – do znudzenia?
To, że spędzimy ten wieczór domowo, to nic nadzwyczajnego w przypadku wielu osób ze starszego pokolenia – przyjemnie, smacznie i w dobrym, nie przypadkowym towarzystwie – własnym.
Oczywiście młodzi lubią huczne imprezy i sytuacje gdzie mogą poznać kogoś nowego. Podobnie, gdy wyjeżdżają do kurortów by całkowicie oderwać się od obowiązków, nawet rodziny, odpocząć. W tym roku najliczniej odwiedzane jest polskie wybrzeże, zaskakująco bardziej niż góry. Może ludzie ulegli przed rezerwacją wcześniejszym wiadomościom, że śniegu tam mało i np. narty się nie udadzą.
Ale szczerze nie zazdroszczę tym, którzy będą brać udział w dużych spędach sylwestrowych na otwartym terenie, być może w śnieżycy i na mrozie.
Nie wiem czy gdziekolwiek podchwycono pomysł jaki opisałem tutaj i parokrotnie powtarzałem. Czy nie byłoby to wygodniejsze, tańsze i bardziej dla wszystkich?
Jeśli chodzi o te duże Sylwestry w Toruniu czy Katowicach, to możemy mieć to z bliska dzięki kamerom.
Ponieważ mieszkamy obok Wisły na wysokości Starego Miasta, to jeśli będą fajerwerki, to zapewne nie gorsze niż gdzie indziej i które możemy oglądać z okien lub z balkonu.

Marzeniem na początek 2026 jest by utrzymała się ładna i umiarkowanie śnieżna pogoda, ku uciesze dzieci i dla przypomnienia sobie przez starszych jak to kiedyś bywało. Dla niektórych maluchów to będzie pierwsze w ich życiu spotkanie ze śniegiem. Już widzę jak w ruch poszły sanki i tzw. jabłuszka do zjeżdżania.

Co do samej daty 31 grudnia i przejścia w nowy rok o północy, to zdajemy sobie sprawę, że to bardzo umowny moment – gdy my będziemy świętować, to na Dalekim Wschodzie 2026 już będzie miał parę godzin. Ale i tam, nie wszędzie natywna data nowego roku przypada na ten dzień, bo są różne kalendarze. Zresztą, nie dotyczy to tylko dalekiej Azji. 
Także obecny kalendarz gregoriański nie jest neutralnym narzędziem pomiaru czasu. To system narzucony administracyjnie, który rozjechał się z naturalnymi cyklami Ziemi, Księżyca i ludzkiego ciała. Możemy zakładać, że … nie przypadkowo. W ogóle, bardziej logiczne byłoby przejąć początek roku z przesileniem zimowym. Ale zadziałała tradycja i inne czynniki, co jest osobnym ciekawym tematem.
Także na półkuli południowej okoliczności tej daty mogą przypominać nasze najgorętsze dni.
To banały, ale może warto o tym powiedzieć właśnie najmłodszym dzieciom.
Tak czy inaczej cieszmy się, że dzień zaczyna się wydłużać.
Jak to się zmienia pokazują poniższe ilustracje (pierwsza z długością dnia – moja)

długość dnia w roku

dynamika zmian

Na zakończenie – zazdroszczę tym, którzy w leśno-śnieżnej scenerii będą mogli doświadczyć kuligu. Przypomniał mi się mój wiersz sprzed wielu lat (obecnie umieszczony w zbiorku 6 prób):

Stary temat

Dzwonią, dzwonią sanie
mkną w biel bajeczną.

Jaka piękna sanna
Hosanna!

 Śnieżny pył na twarzy
leccyśmy jak on,
zielone świerki jakże pachną,
dzwoń dzwoneczku, dzwoń!

Jakie powietrze, jaka krasa!
i pegaz ognisty.

Twój nosek w futerku
i śmiech perlisty.

Z echem w zawody!
Z fantazją kozacką
szal powiewa i furczy,
trzymam lejce chwacko.

Przytul się i leć
to w ten blask,
to w gęstwinę ciemną.
Pędź do mnie, pędź ze mną!

(1982)

Gdziekolwiek będziesz – życzę udanego czasu i świetnej zabawy
i by nie było przykrych przygód z dojazdem w zaspach, wypadku samochodowego, korków, mandatów itp.

W 2026 roku – pomyślności i zdrowia, a dziś Sylwestrom podwójnych przyjemności!

Nowości i zaszłości

łączymy kropki, łączymy się

Łączymy kropki, łączymy się…

Dziś głównie o blogosferze. Widzę, że autorzy prawie wszędzie proszą o wsparcie finansowe na podtrzymanie swojej działalności. Wspieram tak niektóre z blogów i kanały na Youtube, natomiast tutaj bardzo rzadko zwracam się z taką sprawą.
Za to w tym wpisie będę prosił o pomoc niematerialną.

1. Na platformie społecznościowej locusmind.one (na profilu oraz na podstronie http://www.locusmind.one/pages/korcz ) od lat publikowałem szereg wpisów, zwłaszcza z wglądami w zakulisowe rozgrywki mocarstw i tajnych stowarzyszeń. Niektórym relacjom z tej sfery nie wierzę, inne zgadzają się z informacjami, które otrzymuję z innych źródeł. Jednak by być bardziej rzetelnym przedstawiałem w ten sposób różne strony zagadnień.
Jednak ta platforma z niewidomych przyczyn przestała działać, a admin jest nieuchwytny.
Zatem także parę odwołań do wyżej wymienionej strony na tym blogu już nie zadziała (szkoda).
Podobnie na X.com i w paru innych miejscach gdzie podawałem linki.
W tej sytuacji zdecydowałem (doraźnie?), że podobne wpisy będę publikował na Gab.com. *
Z pierwszych wymienię streszczenie raportu z Global Intelligence Agency – GIA (Kimberly A. Goguen) z  19.11.2025 – https://gab.com/etsaman3/posts/115583420162739221
Będą nowsze, a do moich starszych już raczej nie będę wracał, zamiast tego polecę obszerne omówienia na stronie Posts – Just Empower Me .
Następnie – dwa ostatnie wystąpienia Benjamina Fulforda – https://gab.com/etsaman3/posts/115617125320301367
(przepraszam, że powstały niezawinione błędy edycyjne, których nie udało się poprawić w post-edycji) oraz tamże parę doraźnych dużo wcześniejszych.

2. Poszukuję osób, które są/były na locusmind.one – jeśli ktoś z nich się zgłosi – będę wdzięczny.

3. Takie niszowe tematy, które jednak coraz bardziej z „teorii spiskowych” okazują się praktyką (chociaż często właśnie spiskową) są poruszane na wielu stronach/blogach/platformach wideo itp., a także w książkach.
Polecę blog Jarka A. Kasperskiego, który niemal codziennie publikuje ciekawe wpisy, do tego ładnie zredagowane i z propozycjami podobnych innych wpisów – https://jarek-kefir.com (https://jarek-kefir.art )

4. Ponawiam apel jak we wpisie Komunikat – prośba – Lapidaria z prośbą o pomoc w ustaleniu przyczyny kłopotów z tzw. reblogingiem na blogu.
Jedna z metod sprawdzenia co się dzieje: to jeśli ktoś z Czytelników ma bloga na wordpress.com, to mógłbym jakiś tamtejszy wpis reblogować – jeśli to się uda to już miałbym jakąś podpowiedź gdzie jest problem. Ale przedtem potrzebowałbym adresu bloga i ewentualnej zgody (przycisk rebloguj).
Albo nawiązując do punktu 3. – kolejna możliwość/ uprzejma prośba: jeśli spodoba Ci się jakiś wpis Jarka i masz bloga – może sprawdzisz czy możesz go reblogować. Mnie się nie udaje, więc jeśli Tobie się uda, to pokazałoby, że jakiś błąd tkwi po mojej stronie…

5. Ten punkt aktualności dopiszę, gdy pojawią się kolejne wpisy z GIA oraz rozstrzygnięcie „planu pokojowego” D. Trumpa, ponieważ to będzie ważne powiązanie i prawdopodobnie punkt zwrotny…
____
* Na GAB publikowałem kiedyś (sporadycznie) wpisy na różne tematy – zapraszam do sprawdzenia.

Kawowo – to i owo

filiżanka kawy

Ciekawa kawa…
Bez niej jestem na diecie z powietrza,
z nią – geniuszem, który pamięta,
gdzie zostawił klucze… no, prawie.

O kawie pisałem tutaj już wcześniej – w 2023 roku – Kawowe Curriculum-vitae. Polecam dla ciekawostek i nie tylko…
Ale to była tylko mała część tematyki kawy. Możliwe, że będę jeszcze  wracał do niej, a teraz drugi wpis.
Ponieważ obraz zastępuje tysiąc słów – zapraszam na moją tablicę na Pinterest poświęconą kawie Kawa / Coffee. 
Co prawda, wspomniałem o pinterestowych wrzutkach w poprzednim wpisie, to jeszcze raz tam zapraszam – przybyło trochę pinów. Druga powiązana tablica jest o filiżankach i kubkach Cups and Mugs.
Można by wspomnieć jeszcze o specjalnych termosikach na kawę, ale to już mało atrakcyjne wizualnie. 

Zacznijmy od tego, że kawy wciąż drożeją
Wg paru raportów, np. Kawa i czekolada podrożały przez rok o 32 proc.! – wGospodarce.pl wśród różnych produktów najbardziej (ok. 30 proc.) podrożały kawa i czekolada, a kawa mielona i rozpuszczalna, o 32,3 i 12,6 proc. rok do roku. Nie jest to dobra wiadomość, między innymi z powodu, że kawa, bombonierki, czekolady to popularne prezenty pod choinkę.
Podwyżki przekładają się na ceny kawy w polskich kawiarniach. Espresso jest najtańszą opcją, najszybciej drożeje latte. 
Analiza wskazuje, że espresso pozostaje najprzystępniejszą kawą do wypicia na mieście, ze średnią ceną 9 zł. Chociaż zdarzają się skrajności – od 3 zł do 25 zł – najczęściej za espresso płacimy między 8 a 10 zł. 
Znacząco droższe są kawy z dodatkiem mleka:

– Cappuccino kosztuje średnio 13,3 zł (o 47% więcej niż espresso). 
– Latte to średni wydatek 14,8 zł (aż o 64% więcej niż espresso).

Od 2022 roku latte zdrożało najbardziej – o 22%. Dla porównania, cena cappuccino wzrosła o 20,5%, a espresso o 18,5%.
Z kolei można mieć wrażenie, że ceny w Polsce nie zawsze są skutkiem cen światowych. Wg Rok zbiorów 2026-2027 może przynieść nadwyżkę 7-10 milionów worków, kawa stoi w obliczu nowej presji nadprodukcja może zmienić trend. Jednak to niepewne, zwłaszcza, że grają rolę cła (duże zamieszanie i zmienność) i nie wszystkie produkty są u nas popularne. 
Te obecne zmiany cen mogą skłaniać niektórych do kupowania substytutów kawy. 
https://rozrywka.o2.pl/plotki/kupujesz-taka-kawe-bo-jest-tansza-bosacka-ostrzega-przed-4-podrobkami-7221715659701184a 
Oto filmik z wypowiedzią Katarzyny Bosackiej, w którym sprawdziła, czy z racji coraz wyższych cen kawy (wymienia jak drogie mogą być) opłaca się kupować produkty, które ją udają — np. napoje lub mieszanki. Po skrupulatnym przeanalizowaniu czterech podróbek kategorycznie zaprzeczyła. „Kawa w ziarnach jest najtańsza, amen” – podsumowała. 
Tradycyjnym przykładem są napoje kawowe, w których jest mniej kawy, a więcej wszystkich innych dodatków. Nie jest to zbyt opłacalne, lepiej sobie kupić kawę, zaparzyć w domu, dolać mleka i posłodzić cukrem.
Dodam od siebie, że nie tylko nieopłacalne, ale ze względu na te dodatki może być niezdrowe. Osobiście nawet nie spoglądam na te substytuty. 
Na tle tych podwyżek zaskakują od czasu do czasu akcje różnych firm z dużymi obniżkami cen. Przykładowo: 
Gdy to piszę, w Żabkach mała kawa jest po 4,99 zł, a niedawno w Mac Caffe średnia i duża kawa, w tym z mlekiem, cappuccino itp., była za 7 złotych.
Jeszcze dalej idą promocje związane z wprowadzaniem nowego produktu lub marki np. Melitta: 
www.fakt.pl/pieniadze/rozdaja-darmowa-kawe-na-ulicach-polskich-miast-to-nowa-marka-melitta/lp0jdm8 
Cóż – Melitta dla mnie nie jest nowością – znam od dawna, a nawet używałem ich saszetek do zastosowania w ekspresie, ale może chodzi o jeszcze coś nowego…

Co do saszetek trzeba zwrócić uwagę na jakość. Melitta ma 100-letnią tradycje, ale w innych przypadkach może być różnie – patrz https://dzienniklodzki.pl/kawe-w-saszetkach-przebadano-w-specjalnym-laboratorium-znaleziono-w-niej-min-pestycydy-czy-na-pewno-wiesz-co-pijesz/ar/c1-18788893 
Kawy mielone – tracą na wartości z czasem – lepiej mielić niewielkie ilości na bieżąco do zaparzania. 
Z kaw instant (rozpuszczalnych) – gdy nie ma czasu na parzenie w ekspresie… pijam prawie wyłącznie Idee Caffee – od czasu gdy poznałem ją w Niemczech. Nie sprawdzałem czy obiektywnie jest dobra, ale smakuje mi. Może niepotrzebnie się ograniczam w próbowaniu innych? Czytelników proszę o ich sugestie co do wyboru.
Z nowych badań właśnie w Niemczech wynika jednak, że w tej grupie wygrywają trzy marki. Otóż eksperci ze Stiftung Warentest wzięli pod lupę aż 15 różnych kaw mielonych. Analizowano nie tylko smak i aromat, ale też wygląd, zapach, a nawet przyjazność opakowania dla użytkownika i środowiska. Wyniki zaskoczyły – wśród zwycięzców znalazły się zarówno znane marki, jak i niedrogie produkty z dyskontów. 
Eduscho Filterkaffee Nr. 1 Klassisch zdobyła najwyższą ocenę – „bardzo dobrą”. Eksperci zachwalali jej pełny, zrównoważony smak i intensywny aromat, który utrzymuje się długo po ostatnim łyku. Eduscho wyróżniła się nie tylko w teście sensorycznym, ale też w kategoriach przyjazności opakowania, czystości produktu oraz czytelności informacji na etykiecie. To dowód, że klasyka wciąż ma siłę przebicia – i nie bez powodu od lat gości w kuchniach. 
Na drugim miejscu uplasowała się Bio-Kaffee „Gourmet” od Lebensbaum, która zdobyła ocenę „dobrą”. To propozycja dla osób ceniących ekologiczne uprawy i delikatny, naturalny smak. Kawa ta pochodzi z certyfikowanych plantacji, gdzie nie stosuje się szkodliwych pestycydów. 
Trzecie miejsce w teście zdobył dmBio Kaffee Klassik gemahlen – również z oceną „dobrą”. To niedroga, ale bardzo solidna kawa, która smakowo konkuruje z droższymi markami premium. Testujący chwalili ją za łagodny smak, umiarkowaną kwasowość i czyste aromaty ziaren Arabica. Idealna dla tych, którzy lubią klasyczną, zbalansowaną kawę bez goryczki. 
Więcej: https://polskiobserwator.de/eksperci-przebadali-kawy-mielone-ta-tania-marka-okazala-sie-najlepsza/ .

W Polsce (wg konsumentów) uważa się, że MK Café Premium to najwyższej jakości kawa mielona dostępna na rynku. Charakteryzuje się starannie dobraną mieszanką ziaren, oferującą łagodny smak, znakomity aromat i niesamowitą równowagę.

Kawa dla zdrowia 
Wciąż dochodzą liczne kolejne wieści o zdrowotnych właściwościach kawy – na podstawie nowszych badań. To jednak nie nowość, o czym pisałem wielokrotnie, np. na www.LepszeZdrowie.info
Oto parę nowych doniesień z tej sfery. 
Naukowcy przeanalizowali nawyki dziesiątek tysięcy dorosłych i doszli do zaskakującego wniosku: chociaż 3 do 5 filiżanek kawy dziennie jest powiązane z dłuższym życiem, największą różnicę robią pory dnia, w której ją spożywamy. 
Analiza, opublikowana w European Society of Cardiology, skupiła się na obszernej grupie ponad 40 tysięcy dorosłych Amerykanów, z których 52 proc. deklarowało regularne picie kawy. Wyniki tej szczegółowej pracy badawczej zaskoczyły naukowców, rzucając nowe światło na optymalny rytm spożycia kofeiny.

Mniejsze ryzyko śmierci: Osoby pijące kawę wyłącznie w tych porannych godzinach miały o 16 proc. mniejsze prawdopodobieństwo zgonu z jakiejkolwiek przyczyny w porównaniu do osób niepijących kawy. 
Ochrona serca: Co więcej, w tej grupie odnotowano aż o 31 proc. mniejsze prawdopodobieństwo zgonu z powodu chorób układu krążenia. 
Warto podkreślić, że tak znaczące korzyści zdrowotne nie dotyczyły osób, które piły kawę w późniejszych porach dnia. 
(Wg artykułu) Dlaczego picie kawy rano jest najlepsze? … Kawa wykazuje najsilniejsze właściwości przeciwzapalne właśnie w godzinach porannych. Zmniejszenie stanu zapalnego w organizmie jest krytyczne dla prewencji wielu chorób przewlekłych, w tym schorzeń serca. 
Wspomina się tam o piciu kawy zaraz po przebudzeniu lub przed śniadaniem, czyli na pusty żołądek. Osobiście (i nie tylko) – nie polecam. Podbijamy poranny kortyzol, a to nie jest korzystne, podrażniamy też żołądek. Lepiej tak wypić np. wodę z cytryną.
Ja za porę ranną uważam tę od śniadania do godziny 11, a nawet do południa, i tego się trzymam. 
Być może nowością w kontekście serca jest badanie DECAF, które było finansowane przez amerykańskie Narodowe Instytuty Zdrowia (NIH) i jest pierwszym randomizowanym badaniem klinicznym, które w sposób bezpośredni analizuje wpływ kawy z kofeiną na częstość nawrotów migotania przedsionków 
https://alertmedyczny.pl/picie-kawy-moze-chronic-przed-migotaniem-przedsionkow-wyniki-badania-decaf/ 
Wyniki były jednoznaczne: ryzyko nawrotu migotania przedsionków było aż o 39% niższe u osób pijących kawę. 
Kofeina działa również moczopędnie (ale w niewielkim stopniu i u osób, które jeszcze nie „oswoiły” się z piciem kawy), więc to tylko potencjalnie może obniżać ciśnienie krwi u niektórych osób, a tym samym zmniejszać ryzyko migotania przedsionków. Kilka innych składników kawy ma również właściwości przeciwzapalne, które mogą mieć pozytywny wpływ.

https://www.onet.pl/styl-zycia/onetkobieta/tak-kawa-wplywa-na-poziom-cukru-we-krwi-kluczowy-efekt-widoczny-w-tej-grupie/vfv3t22,2b83378a 
Jak wynika z badania przeprowadzonego przez zespół koreańskich naukowców, picie dwóch filiżanek czarnej kawy dziennie może poprawić metabolizm glukozy, szczególnie u kobiet. 
Badanie oparto na danych z Korea National Health and Nutrition Examination Survey (KNHANES) z lat 2019-2021. Analizą objęto 7 453 uczestników, z których 6 613 podzielono na grupy w zależności od rodzaju i ilości spożywanej kawy. Ciekawe, że u mężczyzn i osób pijących kawę z dodatkami, takimi jak cukier czy śmietanka, nie zaobserwowano jednak podobnych korzyści. Unikanie dodatków, takich jak cukier czy śmietanka, może nie tylko zmniejszyć kaloryczność napoju, ale także wspierać metabolizm.

Parę nowości „konsumpcyjnych” 
Pierwsza – także w powiązaniu ze zdrowiem. Oliwa w kawie. To hit wprost z Włoch.
https://ddb24.pl/artykul/zdrowie-a-kawa-od-espresso-n1758430

… Wprowadzono linię napojów „Oleato”. Jest to hitem nie tylko smakowym, ale i zdrowotnym, ponieważ łączy w sobie prozdrowotne działanie obu składników. (z cholesterolem – nie jest tak jak się powszechnie uważa), a kawa stabilizuje cukier: Dodatek tłuszczu spowalnia wchłanianie cukrów, co poprawia wrażliwość na insulinę i zapobiega gwałtownym skokom energii. Ma też działanie przeciwzapalne. Synergia polifenoli z oliwy i antyoksydantów z kawy chroni komórki przed uszkodzeniami. Kawa z oliwą jest łagodniejsza dla żołądka. Wystarczy dodać łyżeczkę oliwy extra virgin do filiżanki gorącej kawy i zblendować przez 15–20 sekund, aż napój nabierze kremowej, spienionej konsystencji. 
Kolejna nowość – 
https://zdrowie.interia.pl/diety/news-proffee-kawa-ktora-odzywia-nowy-sposob-na-poranny-zastrzyk-e,nId,8033595#google_vignette 
Zamiast latte – „proffee”? Ten trend na dobre zadomowił się wśród osób dbających o sylwetkę i aktywnych zawodowo. „Protein coffee”, czyli kawa z dodatkiem białka, to prosty sposób na połączenie przyjemnego z pożytecznym: smaku ulubionej kofeinowej mikstury i wartości odżywczych shake’a proteinowego. 
Dlaczego warto pić kawę z białkiem? Połączenie kofeiny i białka może działać synergicznie. Kofeina pobudza układ nerwowy, zwiększa koncentrację i przyspiesza metabolizm, natomiast białko daje uczucie sytości i stabilizuje poziom cukru we krwi.
Odpowiedzi na pytania:
Jak przygotować „proffee” w domu?
Kiedy najlepiej pić „proffee”?
Dla kogo „proffee” może być niekorzystna?
Co daje regularne picie „proffee”? – znajdziesz w ww. artykule.

I jeszcze trochę o technologii.
W sklepach mamy wysyp różnych ekspresów do kawy, niektóre to istne kombajny, niestety idzie to w parze z ceną.
Używam od lat dość prostego, zatem kuszą mnie takie, w których mógłbym szybko mieć całe spektrum możliwości. Oczywiście – miło jest samemu eksperymentować, ale jakoś „na starość” czas nabiera też ceny. 
Na przykład ekspres Jura Z10, który potrafi… właściwie wszystko. 
https://www.youtube.com/watch?v=W7gdy0cQVdw .
Reklamują się tak: „Rano – szybka i mocna kawa, czekająca nas w kuchni … W ciągu dnia – przepyszne cold brew. Wieczorem – aromatyczna kawa, ale bez dawki kofeiny, która utrudniłaby nam zaśnięcie. Od tego wszystkiego – i nie tylko – dzielić nas może jedno dotknięcie ekranu”.
Niestety – ceny bardziej zaawansowanych modeli przekraczają 10 000 zł, chociaż są i wersje budżetowe. 
W takiej sytuacji można się zastanowić, czy nie taniej pójść do kawiarni.
Bywam(y) w różnych, ale jak wspomniałem na początku, ceny też mają dużą rozpiętość. Lubię odwiedzać kawiarnie Karmello Chocolatier – nie są jakieś wypasione, ale mają bardzo dobrą kawę, a mała czarna (nie taka znów mała) kosztuje poniżej 10 zł. Mają tam też bogatą ofertę craftowych wyrobów czekoladowych. Polska firma, co też warto docenić.
Korzystam(y) też z kawiarni, które wydają karty lojalnościowe np. Grycan lub Sowa – też polskie i z długą tradycją – lubimy i popieramy (karta umożliwia uzyskanie darmowej kawy po iluś poprzednio zamówionych). Natomiast z sieciowych nie lubię Starbucks’a – pierwsza bytność – kawa niedobra, powtórka dla sprawdzenia – lura bez zapachu i drogo. Chyba, że towarzysko przez grzeczność… Z pozasieciowych lubię szereg małych kawiarenek, a najbliżej mam do praskiej Proces Kawki z własną palarnią ziarna na miejscu.
Ilość miejsc, gdzie można wypić kawę rośnie – to zarówno kawiarnie, jak sklepy, stacje benzynowe, piekarnie ewoluujące w kierunku cukierni, różne kluby, mikrokawiarenki na kółkach itd. Może dlatego, że to wabik na klientów a przez spore narzuty w cenach to dobry biznes? 

Na koniec spraw kawiarnianych – obserwacja dość powszechnego zwyczaju.
W kawiarniach dużo ludzi, zwłaszcza młodych, siedzi nawet godzinami, przeważnie przy laptopie. Nie dziwię się – przyjemne otoczenie, w chłodniejsze dnie – ciepło, na ogół spokojnie, można się spotkać z przyjaciółmi a może… kogoś poderwać? Wystarczy zamówić coś małego i gość czuje się usprawiedliwiony.
Jednak bywa to czasami i nieco irytujące – wchodzisz do przytulnej kawiarenki, a tam wszystkie miejsca zajęte, a przy niektórych stolikach nawet nie widać śladu konsumpcji. 
Chyba z tego powodu we Włoszech, dla większej rotacji (domyślam się, że w rejonach natężonych turystycznie) wprowadza się ograniczenie czasowe dla gości 
https://biznes.interia.pl/finanse/news-zamowisz-kawe-wyjdz-po-15-minutach-kartki-we-wloskich-kawiar,nId,22452484

Kosmetyka
Takie zastosowanie kawy to generalnie nie nowość, ale ponieważ nie znam się na tym, tylko przekażę jedno opracowanie:

https://www.zeberka.pl/pielegnacja/top-10-kosmetykow-z-kawa-30-latki-pokochaly-te-produkty/

PS. Przepraszam subskrybentów, że poszła do nich pierwsza wersja wpisu z jeszcze niestarannym formatowaniem. A przy okazji do Nich – może polecicie komuś ten blog, a mnie swój?

PS2. Postawisz mi kawę?

Telewizja

Telewizja kłamie

Biedni mają duże telewizory,
a bogaci duże biblioteki.
Jim Rohn

O telewizji i mediach pisałem lub wzmiankowałem tutaj parokrotnie. Wybacz Czytelniku, że miejscami będę odsyłał do tamtych wpisów (a i tak tylko do części z nich), by tutaj nie powiększać objętości tego artykułu. Dodam też, że przedstawiam swoje subiektywne poglądy, które nie muszą się podobać innym.
To jest mój blog, na którym jest możliwość dyskusji poprzez komentarze.
Nawiązując do motta – nie jestem bogaty, ale mam dużą bibliotekę. Nie obrażam tych z dużymi telewizorami, być może miałbym też duży, ale nie jest mi to potrzebne.

Spotykam wypowiedzi w których ludzie epatują tym, że „w ogóle” nie oglądają telewizji, że od lat nie mają telewizora, a nawet dość apodyktycznie pouczają „wyrzuć telewizor!”
Jednocześnie oceniają en block jaka to telewizja jest zła.
Nie wiem zatem skąd mają taką wiedzę, chyba że to ślad jakiegoś urazu z przeszłości, powtarzanie opinii zasłyszanych lub wniosek (generalnie słuszny), że telewizja ogłupia ludzi i nie niesie nic dobrego.

Ja mało śledzę telewizję, bo mi żal czasu traconego na bzdury i mam awersję wobec propagandy, kłamstw i szmiry. Jednak moje biurko, przy którym najczęściej pracuję, jest w zaułku „salonu” gdzie jest telewizor i gdy inny domownik ogląda jakiś program, to jednym uchem lub okiem dociera do mnie to, co jest nadawane. Są też audycje, które oglądam sam lub z żoną.
Zatem wydaje mi się, że mogę co nieco o telewizji powiedzieć, chociaż absolutnie nie jestem znawcą tematu.
Mogę się zgodzić, że telewizja opanowała świadomość ludzi w procesie który trwa już od dziesięcioleci. W ogóle – żyjemy w świecie obrazkowym, do którego dołącza spora część Internetu, zwłaszcza takie serwisy jak Instagram lub Youtube oraz przeglądanie treści na smartfonach i podobnych urządzeniach.
A tam moda, pindrzenie się ćwierć lub półinteligetnych „celebrytów”, „influencerów” (wg ich własnego przekonania) i mocny zjazd w dół inteligentnego, wartościowego przekazu. A mimo to, a może dlatego – audytorium rośnie.

Reasumując ten fragment – uważam owo przechwalanie się nie oglądaniem telewizji za… głupie.
To jednak jest medium informacyjne w szerokim sensie (publicystyka, reportaże, doniesienia ze świata, filmy przyrodnicze, geograficzne, historyczne, audycje muzyczne, świat sztuki, nauki i techniki itd.). Oczywiście są to materiały nierównej jakości – często słabej, często wręcz szkodliwe, ale widz może/powinien to rozróżniać i odpowiednio wybierać.
I tak robię. A szczególnie trzeba uważać na wpływ telewizji na dzieci.
Ludzie są różni – jak i wiedza i kultura. Niektórzy ulegają zalewowi seriali – one wciągają. Unikam, a nawet wykluczam, bo to nie tylko złodziej czasu, ale wariantowanie niemal tych samych tematów (czy to się ludziom jeszcze nie „przejadło”?), często niska jakość tematyczna, scenariuszy i aktorska.

W krótkim przeglądzie paru popularnych kanałów (telewizji naziemnej – inne mają wg mnie złą proporcję jakość/cena, a ponadto nie miałbym czasu tego oglądać), wymienię:

Polsat

„Najbardziej wiarygodna telewizja” – trzeba przyznać, że i tak wyróżniająca się względnym zrównoważeniem informacji. Dla mnie gwiazdą na bardzo przeciętnym firmamencie komentatorów jest Bogdan Rymanowski, który ma też własny kanał z wywiadami – przypomina mi emancypację Carlsona Tuckera, ale … jest lepszy. Natomiast Polsat zaprasza do wywiadów także przestępców i kłamców. I nie wygląda na to, by ich w ten sposób demaskować.
Ale wszyscy to robią, a nawet niektóre telewizje są jak ich własność. Są kupione reklamami i przez sponsorów. Reklamy są w ogóle zmorą na wielu kanałach dla oglądających. Żartowano na 30-lecie Polsatu, że w tym było 15 lat na reklamy.

TVN – nie oglądam wcale (uraz na podstawie ilości kłamstw i skłonności do narracji antypolskiej), chyba że czasem powiązane kanały przyrodnicze, niektóre rozrywkowe.

Wspomnę wpis Oblicza blamażu mediów i polityków, gdzie wskazałem na wycinek zagadnienia na przykładzie relacjonowania przebiegu wyborów w USA w 2020 r. Było o typowych zjawiskach występujących nie tylko w Ameryce ale i u nas: oszukiwanie, niekompetencja, brak profesjonalizmu i tendencyjność. Wszystko to służy brudnej walce politycznej, w tym ideologicznej, i ma niewiele wspólnego z rzetelnym (obiektywnym) dziennikarstwem. Widać podwójne standardy etyczne i w percepcji zjawisk.
Podobnie w kwestiach „epidemii” Covid i w ogóle jakby zaprzedanie jednej medycznej (fałszywej) narracji – to osobny temat, którego nie będę tu rozgrzebywał, bo napisano o tym dużo gdzie indziej, także na tym blogu, np. w Cenzura + oraz w Manipulacja .

Dawne hasło „telewizja kłamie” jest wciąż aktualne. Zadziwia to, że nawet prognozy pogody często są błędne – widać to w różnicy pomiędzy stacjami, a także w rzeczywistości – nawet następnego dnia po prognozie.
O cenzurze i narracyjnej stronniczości piszę tam więcej, ale nie o tym głownie jest ten wpis. Zatem tylko jeden więcej cytat „…nikt nie usuwa zalewu reklam medykamentów w mediach, pomimo że w większości są kłamstwami (na przywołanej stronie mam bardzo dużo wpisów o kłamstwach medycznych i farmaceutycznych)”. Skoro o zdrowiu, to dodatkowo – długie oglądanie telewizji czy wpatrywanie się w smartfon – jest niezdrowe dla oczu, potrafi oddziaływać na układ nerwowy (nie tylko chodzi o stres), a także odciąga ludzi od ruchu, który dla zdrowia jest bardzo ważny. 

Wracając do szerszego obrazu – przy tej okazji trzeba przypomnieć, że większość mediów w Polsce jest kapitałowo i programowo w niepolskich rękach. Jest to swoisty skandal, nawet z tezą, że jest to obce narzędzie politycznej i ideologicznej dywersji, którego jakoś kolejne władze nie umieją lub nie chcą usunąć. Bywało, że politycy deklarowali iść w kierunku repolonizacji mediów, bo Polska jest światowym ewenementem – nigdzie obce wpływy nie mają tak wysokiego udziału na lokalnym rynku medialnym (w tym też prasa). Tu jednak ważna uwaga – źle by było gdyby miało to oznaczać państwowy monopol – trzeba się równie silnie bić o lokalne, także prywatne, polskie co do kapitału i narracji podmioty, nawet te małe.

TVP – „media narodowe”, z misją, co jednak zostało zepsute przez każdą władzę. Merytorycznie – vide propagandowe do bólu programy informacyjne z PiS (także radiowe) i co do poziomu rozrywki jak za dyrektoriatu Kurskiego. Niestety obecnie jest podobnie, jeśli miejscami nie gorzej, tylko w drugą stronę. To nie jest już telewizja publiczna.

O ile TVP ma (miało) ciekawe programy dedykowane kulturze i historii (TVP Historia i TVP Kultura), także czasami świetne programy z BBC – przyrodnicze, historyczne, to w podstawowym przekazie zauważam znaczne obniżenie poziomu innych programów, w tym kabaretowych – był okres kiedy prawie brakowało aluzji politycznych, inteligentnej krytyki, natomiast jest coraz więcej hołubienia prymitywnego luddyzmu a nawet prostactwa. Podobnie w innych telewizjach. Wygląda na to, że twórcy kabaretowi (z małymi wyjątkami) nie mają dawniejszej odwagi – zastraszeni cenzurą, a może powodowani autocenzurą?
Co do programów satyrycznych, to w TVP mamy teraz „Polskie Kwiatki” jakby na miejsce „W tyle wizji”. Ten starszy program miał spore przegięcie propagandowe, chociaż potrafił wskazywać celnie niektóre nieprawidłowości. Ten nowy ma oryginalną formę i jest dość błyskotliwy, ale bywa jeszcze bardziej stronniczy i zjadliwy, co zdobywa niezrozumiały dla mnie aplauz komentujących via sms-y. Przykładowo byłem (nie tylko ja) bardzo zniesmaczony przytakiwaniem przez dwie panie prowadzące wypowiedziom Marcina Gortata, gdy wylewał fekalia na kandydata prezydenckiego Karola Nawrockiego, nazywając go bandytą, sutenerem, niemal mordercą i kimś kto nawet nie mógłby być jego sąsiadem. Było więcej popisów – mało sportowych.
I nie tylko to mnie zraża, bo np. sympatie lewackie też tam często goszczą.

Pomijam kontrowersje związane z siłowym przejęciem telewizji przez nowe władze. To gorszący i prawdopodobnie nie zakończony proces, zobaczymy jak się skończy…

Chociaż mam poglądy prawicowe i z tego względu podobno powinienem oglądać kanał Republika, to tego nie robię, tym bardziej, że usadowili się tam niektórzy skompromitowani „dziennikarze”.
Ujmuję w cudzysłów, ponieważ ten zawód zszedł na psy – to posłuszni funkcjonariusze swoich stacji, szefów i przekonań politycznych, którzy przestali odróżniać swoją profesję od publicystyki. IMO, dziennikarz relacjonuje a nie ocenia.
W wywiadach nie narzuca odpowiedzi, nie przerywa drugiej stronie i nie obraża. Ma prawo zadać niewygodne i odważne pytania, ale nie komentuje krytycznie na gorąco odpowiedzi.
Może oczywiście mieć swoje poglądy, ale te niech zostawi dyskusji w jakimś panelu lub jako stanowisko w felietonie publicystycznym. Niestety te panele dyskusyjne często stają się miejscem wzajemnych połajanek, insynuacji, realizują scenariusz „kto komu”, wyciągane są brudy i argumenty ad personam, bywa że  nie mające nic wspólnego z tematem, często nie proponują rozwiązań, tylko pogłębiają chaos i akcentują imposybilizm…
Uderza też to, jak w argumentacji zakłada się, że widzowie są głupi i że nie pamiętają jak dana osoba czy partia jakiś czas temu przyjmowała całkiem inne stanowisko niż obecnie.
Istnieje powiedzenie „gadające głowy”. Dla mnie – męczące, jak kiedyś to ująłem w wierszyku
UCIEKAM

Za dużo szumu
gadają i gadają
tysiące głosów
coś wieszczy
żony wciąż gadają
i mężowie też
już wolałem jak radio
trzeszczy.

Gadają z trybun
gadają w telewizorze
o, Boże!

Uciekłem do lasu
– wreszcie.

Telewizja ojca Rydzyka i jego radio (abstrahując od niego samego wobec pewnych zastrzeżeń) charakteryzują się dobrym warsztatem i dziennikarstwem. Bardzo rzadko oglądam/słucham, bo nie jestem „kościółkowy”, ale sposób prowadzenia np. „Rozmów niedokończonych” może być podawany jako wzór – prowadzący nie przerywa gościom (często ciekawym), mają oni praktycznie nieograniczony czas na wypowiedź, zachowana jest pełna kultura…
To prawdopodobnie wynik standardów, jakie są nauczane w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Niezależnie od nazw i właścicieli kanałów telewizyjnych pewne zjawiska są wspólne.
Parę przykładów.

W prime time – głównie strzelanki, przemoc, kryminały, horrory, ogłupiacze i tania sensacja, a programy, które są/mogą być wartościowe, spychane są na późne godziny, lub takie, kiedy mało kto może je oglądać.

Niektóre programy są po prostu głupie, jak np. Zakupy w ciemno (co to komu daje i kto to ogląda?), inne jak np. Damy i wieśniaczki są karykaturą – czy realizatorzy nie mają pojęcie o damach, czy też celowo chcą pokazać kontrast między kimś, kto wykazuje ludzkie cechy, a pustką owych „dam” (co może być interesujące)?

Częste powtórki oraz przekazywanie danych programów do innej stacji (ostatnio np. Polsat przejął szereg takich produkcji).
Mecze piłki nożnej w TVP1 gdy jednocześnie można zobaczyć to na TVP Sport i jeszcze gdzie indziej. Po co?

Wrócę do sprawy reklam. Niektórym dziwię się bardzo, np. jakiś program jest przerywany bo leci po raz n-ty ogólna reklama Żabki, jakby takiego sklepu nikt nie znał, a przecież jest na „każdym rogu” miasta. Albo o zainwestowaniu w nowy punkt Żabki z obietnicą 30 tysięcy złotych przychodu miesięcznie, ale … przychód to nie zysk.
Albo reklama papieru toaletowego, jakby trzeba było zachęcać do zakupu, który i tak każda rodzina dokonuje.
Reklama piwa jest wszechobecna, gdy jednocześnie „walczy się” z alkoholem – hipokryzja. Ogólnie w reklamowaniu rzeczy szkodliwych, co kosztuje zleceniodawców (przez co produkty są droższe),  jest też koszt uszczerbku zdrowia po stronie klienta.
Reblogowałem kiedyś materiał pt.

Manipulacja medialna i społeczeństwo dezinformacyjne – bariery w komunikowaniu w sprawie suplementów i szczepionek 

Techniki przekazu, w tym reklamy i agitacje polityczne, wykorzystują przekaz podprogowy – niebezpieczne, ale dla zleceniodawców – korzystne.
Osobnym zagadnieniem jest coraz większe wykorzystywanie narzędzi AI, co potrafi jeszcze bardziej zafałszować rzeczywisty obraz świata, podstawić fikcyjne wydarzenia i osoby, przeinaczyć wypowiedzi, stworzyć nie istniejące „dowody” – czy to pod cele mocodawców, czy nawet dla żartu. W tych różnych sytuacjach mniej wprawiony widz może jeszcze bardziej niż dotychczas ślepo wierzyć ekranowi.

W reakcji do tej zapaści i upolitycznienia oficjalnych mediów powstają mniej lub bardziej niezależne serwisy pretendujące do uświadamiania społeczeństwa „jak jest”. Zasadą jest, lub powinno być, utrzymywanie się tylko z datków widzów, nie przyjmowanie reklam i brak powiązań z partiami i politycznymi sponsorami. Takich serwisów jest już sporo – zarówno w formacie telewizji jak i serwisów czysto internetowych. Większość tych na Youtube zbiera datki od widzów, ale to jeszcze oczywiście nie musi oznaczać, że są niezależne.
Nie będę wymieniał przykładów, chociaż zwróciłbym uwagę na te, które zrezygnowały z darowizn i monetyzacji. Może to być znakiem niezależności, ale … także przeciwnie – gdy mają finansowanie ukryte.

Wg Kimberly Goguen z Global Intelligence Agency – wszystkie ważniejsze informacje światowe w sferze szeroko pojętej polityki są podporządkowane agencjom informacyjnym, a te w piętrowej hierarchii zależności biorą informacje z „góry”. To monopol(e) telewizyjne w posiadaniu międzynarodowych korporacji związanych z władzą światową – ukrytą lub mało znaną większości społeczeństwa.
Czasem można wykazać nawet czytanie tych samych ustalonych skryptów w różnych serwisach i to na całym świecie. Dobrym przykładem była i jest narracja w sprawie C19.
Goguen tworzy inny model w swoim projekcie UnitedNetwork News (UNN), obecnie pod adresem
www. UnitedNetwork.earth, wg założeń:
– nie być związanym z żadną centralą medialną zarówno informacyjnie jak i finansowo
– bez reklam w wiadomościach (ew. autopromocja)
– tworzyć tylko własne treści
– wykorzystywać w tym celu własnych korespondentów nazywanych tam informatorami terenowymi; są to zwykli ludzie z danego terenu (na całym świecie) – lokalni świadkowie wydarzeń oraz chętni dzielenia się miejscowymi ciekawostkami i warunkami życia. To amatorzy po krótkim kursie technicznym – jak mówić do kamery (telefonu), przekazać raport itp. – patrz About Field Messengers – United Network News – Real People Reporting Real News .
W ten sposób powstaje globalna telewizja oddolna. Kimberly A. Goguen wróży, że taka może być (a nawet powinna) przyszłość mediów – w pełni obywatelskich.

Świat powinien wiedzieć…

I powoli dowiaduje się. Poniższy reblogowany/cytowany wpis (zobacz!) z blogu Dreaming with Dolphins (zachowuję +/-format):

DON’T MISS!!! ~ KIM GOGUEN: ‘When Two Worlds Fail to Collide and the Levee Breaks—Deep State Scrambles to Keep Control’ ~ “Generals once in Command Have Lost Their Grip” / “U.S. Accuses Hamas of Breaking the Peace Deal—But What’s the Real Story?” / “Another Failed Attempt to Replace Global Currencies with Crypto Shows the 100th Time Isn’t a Charm!” ~ 16 OCT 2025 Global Intelligence Agency Operations Report

nawiązuje do końcowej części tutejszego ostatniego wpisu Koniec lata i koniec… 
Uzupełniam oba materiały streszczeniem raportu GIA z 16.10.2025 na stronie Our Life Force oraz korzystam tam z udostępnionego nagrania.
Nie ujawniam teraz o co chodzi (chociaż tytuł przedstawionego gościnnego wpisu już trochę podpowiada) – zapraszam do materiałów.
„Believe or not” – lepiej uwierzyć, bo przepowiednie materializują się…

Koniec lata i koniec…*

za kurtyną


Najciekawiej jest za kurtyną…


(To miał być wpis na tym blogu blogu z 2.10.2025 , ale miałem dłuższy czas problem techniczny przy edycji, więc został umieszczony na VK.com . Powtarzam tutaj bez zmian – chociaż po tym czasie można by dodać dużo więcej)

——–

Miesiąc temu zrobiłem cząstkowe podsumowanie lata 2025 – Leśne lato 2025 – Lapidaria głównie z perspektywy pobytu na łonie przyrody, co praktykuję co roku, dla spokoju i odpoczynku.

Ale świat nie jest spokojny i dzieje się bardzo dużo.
Co za czas!

Trudno wymienić tutaj w krótkiej formie nawet same najważniejsze zdarzenia i relacje o nich. Są też takie, o których mało kto wie.

Zatem wybieram tylko niektóre z nich – w kolejności arbitralnej i nie wg wagi, szczególnie te o których wspominałem w innych miejscach – będę cytował siebie i innych i linkował odpowiednie wpisy. To pozwoli mi skrócić tę relację.
Najbardziej interesują mnie wątki, które są relatywnie mało komentowane w głównych mediach lub interpretowane wadliwie.
Nadal króluje poprawność polityczna i fatalne skutki zapatrzenia lub wykorzystywanie motywu ideowego zamiast realnej oceny zjawisk. To dowodzi jak niskich lotów są nasi politycy i jak potencjalnie niebezpieczne skutki to rodzi.
Patrzę na tych wszystkich ludzi w różnych Wiadomościach i to jest porażające gdy nie sposób odeprzeć wrażenia, że całe to państwo służy tylko temu, żeby oni wszyscy wybudowali sobie wille i mieli te wypasione fury – pensyjki, dotacje, premie, nagrody i dodatki, żeby jakieś parędziesiąt tysięcy ludzi (!) mogło się na nim paść – żeby mogli się paść na nas – milionach Polaków…

Ogłoszono z dumą, że Polska zajęła 20. miejsce w rankingu silnych gospodarczo państw – wg PKB. Jednak PKB, zwłaszcza u nas, jest bardziej wskaźnikiem propagandowym niż miarą rozwoju i pozycji ekonomicznej państwa. Bo wiele firm zagranicznych płaci znikome podatki w Polsce.

Krzysztof Szczawiński na X:
Wieżowce – cudze. Fabryki – cudze. Banki i marki – cudze. Sklepy, w których kupujemy – cudze. Media, które oglądamy – cudze. My tylko w tym pracujemy. My tylko to obsługujemy. Bogactwo płynie za granicę.

To rozczarowanie dobitnie i bezkompromisowo pokazuje Mateusz Jarosiewicz – zarówno analizując przykłady fatalnych decyzji polityków i mediów jak i przez porównanie Polski z innymi państwami.
Jego drugi pobyt w Chinach i wiele relacji z podróży otwierają oczy na prawdę i to państwo – potęgę na wszystkich frontach. Polecam całą serię reportaży jakie stamtąd nadawał w kanale
(6) Mateusz Jarosiewicz – YouTube , szukaj w playlistach (polecam!), tam też umieszcza następne, związane zwłaszcza z polityką i sprawami społecznymi.
Przy okazji potwierdza się jak Chiny biją w różnych aspektach USA przez swoją mądrą politykę rozwoju i pracowitość narodu. Z drugiej strony polega to także na słabości USA, które systematycznie pogrążają się ekonomicznie, społecznie i politycznie. To, że coraz więcej państw dołącza do BRICS zapowiada kres dolara jako głównej broni Stanów oraz tworzenie się wielobiegunowego świata.
GŁUPIA polityka w stylu „odmrożę sobie uszy na złość babci” pozbawiła nas dziejowej szansy skorzystania tzw. jedwabnego szlaku. Postawiliśmy się w pozycji głupiej myszy wobec słonia.

Jarosiewicz:

ZAMIAST POLITYKI – RZECZYWISTOŚĆ. Minister WANG YI W WARSZAWIE, A MY… ZASIEKI NA TORACH.

W chwili, gdy do Warszawy przylatuje szef dyplomacji Chin – z agendą AI, baterie, handel, bezpieczeństwo szlaków – Polska… blokuje nowo otwartą nitkę kolejową. Dokładnie dzień po starcie. Symbolicznie. I samobójczo.

Fakty (bez pudru):

🔹 Wizyta planowana – Austria → Słowenia → Polska. Nie „gaszenie dronów”, tylko rozmowa o łańcuchach dostaw i polityce celnej forsowanej przez USA.

🔹 Chiński przekaz: technologie, AI, elektromobilność. Polski: kurczaki.

🔹 Transport kolejowy = 7% handlu Chin. Blokada nie boli Pekinu – alternatywy są gotowe. To sygnał wyłącznie „pod Zachód”.

🔹 UE naciska na cła 50–100% na chińskie EV. Pekin odpowiada w 48 godzin: ziemie rzadkie, farmaceutyki, komponenty krytyczne. Europa w potrzasku.

🔹 Polska dyplomacja gospodarcza nie istnieje. Niemcy: tysiące ludzi w Chinach. Polska: kilka osób . Efekt? Niemcy jadą z 200 CEO, Polska – z drobiem.

🔹 Straciliśmy: liderowanie w 16+1, Jedwabny Szlak, inwestycje EV. Zostaliśmy z narracją „kurczakową”.

Pytania, które MUSIMY zadać rządowi:

⚠️ Dlaczego blokujemy szlak dzień po uruchomieniu – bez konsultacji z UE i Chinami?

⚠️ Skoro głosowaliśmy ZA sankcjami na chińskie EV – policzyliśmy miejsca pracy, które już tracimy?

⚠️ Po co podtrzymujemy fikcję „dyplomacji kurczakowej”, gdy na stole leżą technologie przyszłości?

✍️ To nie kwestia sympatii politycznych. To kwestia interesu narodowego.

Albo Polska staje się hubem, albo zostaje peryferią.

—-

Co do USA.
Oprócz osłabiania dolara, kosmicznego długu, są aspekty które u nas są mało znane.

Igor Witkowski na FB dość regularnie wyławia takie symptomy – szczególnie w sferze mentalnej.

Jako przykład, tym razem w sferze rolnictwa, chociaż ten trend zaczął się od dość dawna (np. ceny jajek, ceny detaliczne produktów żywnościowych, na które stać coraz mniej ludzi…) patrz Coś niesłychanego zaczyna się dziać z amerykańskim rolnictwem

Podobnie może się stać w Europie w wyniku nacisku Komisji Europejskiej na wdrożenie importu produktów rolniczych w ramach Mercosur.

Polski rząd – ten z Koalicji i uprzedni, przyjął nierozsądną jednobiegunową politykę wyłącznego polegania właśnie na tym słabnącym imperium.

Ta zapaść dotyczy nie tylko USA. Widać upadek WB – imigranci islamscy tak zmienili tamtejszą rzeczywistość, że trudno sobie wyobrazić możliwość powrotu Brytyjczyków do dawnej świetności. Oprócz opanowania ulic przez butnych i niebezpiecznych osobników, to także opanowywanie urzędów, np. islamski minister spraw wewnętrznych, uznanie w parlamencie prawa szariatu itp. Przykład z ich parlamentu: premier Keir Starmer oficjalnie zalegalizował związki kazirodcze między braćmi i siostrami, ojcami i córkami, synami i matkami. Uznał to za konieczny krok, ponieważ tego zażyczyła sobie społeczność muzułmańska. Innym aktem wprowadza obowiązkowe cyfrowe ID grożąc, że bez tego np. nikt nie dostanie pracy.

Szokuje też bezwzględność w działaniach władzy, przykładowo aresztuje się ludzi za wyrażanie poglądów niepoprawnych politycznie, nawet za podawanie dalej pewnych wpisów w mediach społecznościowych i … obnoszenie się z flagą brytyjską (!). A tutaj jeden z drastycznych przykładów – https://x.com/BGatesIsaPyscho/status/1969794718025372068 . Taka demokracja i wolność; oni zniszczą się sami…

Widzimy podobne zjawiska uległości wobec imigrantów w Niemczech, Francji …

Są też głosy publicystów i licznych zagorzałych sympatyków D. Trumpa. Należy do nich Hanna Kazahari.

Słuchałem Pani Hanny bodajże od początku jej publicznej działalności. Lubiłem jej audycje – zarówno z Japonii jak i z Polski. Niewątpliwie były to wartościowe poznawczo doniesienia. Jednak nie kontynuuję śledzenia (ostatnio wysłuchałem dla sprawdzenia, czy coś się zmieniło). Dlaczego? Hanna cały czas (mylę się?) wierzy głęboko w D. Trumpa, Q, „Białe Kapelusze” i całą narrację wielu, którzy – wg mojego rozeznania – dali się zwieść temu mitowi. IMO – Trump jest graczem na dwie strony (niezależnie czy mamy do czynienia z prawdziwym Trumpem czy nie – patrz wątpliwości Benjamina Fulforda w cotygodniowych raportach – czasem przekazuję je na www.Locusmind.one/oromind ). Gra rozgrywa się na dużo wyższym poziomie niż widać – tu Hanna ma rację o gadzim planie. Mam podstawy sądzić, że przekonamy się już niedługo, że Republikanie zostali w ten sposób oszukani, co jest co najmniej smutne i będzie bolesnym wstrząsem. Nie neguję tych pozytywów, które wynikają np. z działań Roberta F. Kennedy Jr., o którym jeszcze dalej, ale na tym polega „maskowanie minusów na tle plusów”. Nie umniejszam innych trafnych spostrzeżeń i uwag Hanny i dobrych intencji/działania w dobrej wierze. Cóż, czas pokaże, ale doza ostrożności nigdy nie zaszkodzi.

Osobiście nie ufam Trumpowi w wielu kwestiach. Np. czy narada Big Tech u Trumpa z udziałem miliarderów, gdzie zobaczyliśmy B. Gatesa tuż przy prezydenckiej parze – czy to nie wielkie rozczarowanie, że przestępca tak jest honorowany? (chyba że to przykład na fałszywego Trumpa?)

Przy okazji Covida (pisałem krytycznie o epidemii i szczepieniach wielokrotnie) poznałem poziom kompetencji tych wszystkich ludzi – tę kompletną pustkę – więc teraz łatwiej ją rozpoznaję gdy ich słucham.

Tutaj znów zacytuję M. Jarosiewicza oraz fragmenty z konkluzji kontroli NIK Wtrącenia w [ ] – moje:

Konfederacja miała rację ws. pandemii COVID-19.

MIAŻDŻĄCY RAPORT NIK!

[Plus mocna audycja „Trójkąt” w TVPinfo z 16 września z prezesem NIK Marianem Banasiem].

Najwyższa Izba Kontroli nie pozostawia wątpliwości: państwo polskie zawiodło w czasie pandemii COVID-19, a sposób zarządzania kryzysem to przykład chaosu, niegospodarności i arbitralnych decyzji podejmowanych bez rzetelnych podstaw. Liczby są druzgocące. Całkowite koszty walki z pandemią przekroczyły 271 mld zł, z czego ponad 20 mld zł – według NIK – zostało wydane w sposób niecelowy lub niegospodarny [wg mojego osobistego zdania DUŻO więcej oraz liczą się też koszty niematerialne]. Sama skala marnotrawstwa w zakresie szczepionek sięgnęła blisko 10 mld zł – efekt braku właściwych analiz, ignorowania spadku liczby zakażeń i zawierania kolejnych kontraktów mimo pełnego zabezpieczenia potrzeb populacji [podobnie – panuje tu niezrozumienie, że nie było takich potrzeb – szczepionki miały ujemną skuteczność, ale to osobny temat].

Rząd Mateusza Morawieckiego, z ministrami zdrowia Łukaszem Szumowskim i Adamem Niedzielskim, dopuścił się szeregu działań, które trudno usprawiedliwić. Ponad 941 mln zł wydano na szpitale tymczasowe, z czego aż 14 uznano za zbędne, a trzy nigdy nie przyjęły ani jednego pacjenta. Dodatki covidowe kosztowały budżet blisko 9 mld zł – w dużej mierze wypłacone bez weryfikacji zasadności. 420 mln zł pochłonęły urządzenia medyczne, które nigdy nie trafiły do użycia. Ponad 115 mln zł przeznaczono na kampanię promującą szczepienia, której skuteczności nikt nawet nie próbował ocenić.

Całość działań odbywała się w warunkach arbitralnie wprowadzonej „specustawy covidowej”, która zniosła mechanizmy kontrolne wydatkowania środków publicznych. NIK słusznie podkreśla, że prawo polskie już przed pandemią dawało instrumenty pozwalające na walkę z chorobami zakaźnymi. Wprowadzanie dodatkowych rozwiązań ustawowych stało się w praktyce furtką do niekontrolowanego i często bezprawnego ograniczania konstytucyjnych wolności obywateli, przy jednoczesnym otwarciu budżetu na dowolne decyzje rządu. Od samego początku Konfederacja krytykowała ustawy covidowe. Najbardziej dramatycznym wymiarem tej niekompetencji jest jednak nie bilans finansowy, lecz zdrowotny. Polska, według danych OECD, znalazła się w czołówce krajów o najwyższej liczbie nadmiarowych zgonów w czasie pandemii – ustępując tylko Bułgarii i Rumunii. Do jesieni 2022 r. w Polsce zmarło 117 tys. osób zakażonych koronawirusem , co plasowało nas w absolutnej czołówce Unii Europejskiej. Do tego dochodzą dziesiątki tysięcy osób bez koronawirusa, które zmarły w wyniku paraliżu w służbie zdrowia. W praktyce oznacza to, że polski system zdrowia – źle zarządzany, obciążony chaotycznymi decyzjami politycznymi i niewystarczającymi przygotowaniami – nie tylko nie udźwignął ciężaru pandemii, ale wręcz spotęgował jej rażenie. Raport NIK to akt oskarżenia wobec całego aparatu państwa w latach 2020–2023. Pokazuje, że kosztem obywateli i ich praw, kosztem zdrowia publicznego i finansów państwa, realizowano politykę doraźnych decyzji, nie licząc się z konsekwencjami. PiS zrobił wszytko, aby nie stracić władzy w tamtym czasie. Państwo, które powinno chronić, stało się źródłem dodatkowego zagrożenia – marnując środki, ograniczając wolności i pozostawiając ludzi bez realnej opieki zdrowotnej.

Obszerny kolejny przegląd różnych wydarzeń w opracowaniu Mateusza (sprawnie zastosował AI do dubbingu):
https://x.com/MattJarosPL/status/1970495574702014805.

Jest tam lista zagadnień do przeczytania a potem nagranie z rozwinięciem niektórych tematów.

Wybieram parę wątków:

Autyzm jako powikłanie poszczepienne pokazany przez Roberta F. Kennedy’go Jr.
Ale wiadomo było o tym dużo wcześniej, chociażby z książki „Jak zakończyć epidemię autyzmu?” (której swoją recenzję w 2022 r. umieściłem w paru miejscach, np. tutaj
Jak zakończyć epidemię autyzmu? Związek autyzmu ze szczepieniami. – Recenzja książki Jak zakończyć epidemię autyzmu? – nakanapie.pl )
Ostatnio Kennedy często wypowiada się na tematy zdrowia Amerykanów, ujawnia rażące nieprawidłowości i jako odpowiednik naszego ministra zdrowia wydaje zarządzenia mające naprawić te braki i nadużycia. Nie wygląda na to by nasi specjaliści przyjmowali to do wiadomości i brną w dalsze szkodliwe działania podrzucane przez przemysł farmaceutyczny.

Szczepienia i ich negatywne skutki to temat drążony przeze mnie od lat, ale obecnie trwa nowy cykl audycji J. Zięby, w którym przedstawia mniej znane fakty – patrz odcinek pierwszy (1) Jerzy Zięba w serwisie X: „Cała prawda o szczepionkach cz.1 – Wirusy. https://t.co/MuiUygdXgO” / X i następne.

Pozostając przy USA – administracja D. Trumpa i on sam wciąż wspierają Izrael, w tym działania w strefie Gazy, co może stać się dla nich fatalne wizerunkowo na świecie oraz w odbiorze samych Amerykanów – grozi coraz większym podziałem w tamtejszym społeczeństwie. Jest uzasadniony pogląd, że rząd USA podlega Izraelowi poprzez szantaż (kompromaty na polityków) i przekupstwo.

Niezależnie od tego fenomen wpływów i samobójczych działań syjonistycznego rządu Izraela wyjaśnia w tym podsumowaniu wypowiedź Davida Icke, który wskazuje na genezę ich postawy. To wpływ starodawnego kultu, który wciąż trwa, który wskazuje na konieczny Armagedon – bitwę Izraela z całym światem, w którym rzekomo Izrael wygra – bez względu na ofiary własne i innych. Ta fanatyczna wiara oraz różne inne działania niosące śmierć biorą się z tego wyższego ukrytego poziomu (wspomniałem o nim wcześniej), który został zaszczepiony ponad te poziomy władzy, które widzimy.
Jednak i Icke, chociaż zbliża się do wyjaśnienia tego mechanizmu, nie zna lub nie odważa się wymienić tych sił, które były jeszcze wyżej, a o których wspomnę dalej w miejscu po wstawionej gwiazdce.
Ale to jest ciekawe i zgodne z głęboką analizą w książce Jana Białka Tech.2 (Jan Białek – TECH.2. Źródła rozwoju środowiska technologicznego ) – podłoża różnych obecnych zjawisk – to ma związek z ukrytymi starodawnymi wierzeniami i kultami.
Przy okazji – warto wspomnieć o Józefie Białku i książkach z jego wydawnictwa (gdzie są i jego książki). Prezentację najnowszej znajdziemy pod adresem Dlaczego Zachód nie może wygrać? – Józef Białek (autor Fadi Lama). Ta ważna pozycja przedstawia kulisy geopolityki – historycznie i obecnie. Pod koniec smutne refleksje o sytuacji Polski i krytyka głupoty polityków. Bez tej wiedzy marnie skończymy.

K. Nawrocki – pierwsze wątpliwości. Po co Prezydent Polski w Nowym Jorku spotkał się najpierw ze środowiskami żydowskimi, a potem z przewodniczącym Światowego Kongresu Żydów Ronaldem Lauderem – bez kamer i bez relacji? Chcemy wiedzieć, w jakim celu odbyły się te spotkania i co konkretnie z nich wynika dla Polski.

Także niejednoznaczna jest postawa Nawrockiego w sprawie Ukrainy. Oraz zgoda na obce wojska na terenie Polski.

Mateusz Jarosiewicz oczywiście nie jest jedyny, który widzi te fatalne trendy naszej polityki.

Warto przywołać np. Marka Chodorowskiego czy Leszka Sykulskiego (z którymi zresztą miał długie wywiady), podobnie Romualda Starosielca – to tylko przykłady trzeźwych i wtajemniczonych w to, co pod podszewką… Podglądam też Witolda Gadowskiego, którego przeczucia i śledztwa w końcu się sprawdzały i który walczy o polskie interesy i bezpieczeństwo obywateli poprzez swój Ruch Obrony Polaków https://www.rop.org.pl/ .

Innym coraz gorętszym tematem jest Ukraina, Rosja i … drony. co wyżej wymienieni też omawiają.

Polacy stworzyli unikatowe w skali światowej rozwiązanie antydronowe, który działa w Zatoce Perskiej, w Norwegii, w państwach bałtyckich, na Ukrainie, działa wszędzie, tylko nie … w Polsce.
A MON i MSW zamiast skorzystać z tych systemów tworzy takie warunki, żeby wykluczyć polskiego producenta” – Michał Dworczyk, europoseł PiS https://youtube.com/watch?v=53n8MIxPuKw (chociaż to nie jedyna wypowiedź na ten temat).

Na dodatek – mamy szkolić się od Ukraińców, których wyszkolili… Polacy.

We wszystkich mediach, za rządem i politykami, obowiązuje bezrefleksyjna mantra „rosyjskie drony”. Możliwe, że niektóre takie są, ale czy wszystkie i czy nie mieliśmy prowokacji z Ukrainy?
Przykładowe (bo nie jedyne) zdanie odrębne Korwina-Mikke
https://x.com/JkmMikke/status/1970522934579208395 .
Teza o prowokacji ukraińskiej jest zasadna, bo nasilają się w ogóle różne akty dywersji z udziałem Ukraińców – podpalenia, oskarżenia, prowokowanie do zaangażowania się w czynną wojnę.

Nasza rządowa propaganda z jednej strony prowokuje Rosję, z drugiej wywołuje poczucie zagrożenia wojną i na tym tle chce zmusić Polaków, żeby byli potulni i posłuszni władzy, płacili podatki i nie ujawniali „niepoprawnych” opinii.
Wywoływanie paniki covidowej miało taki sam cel. Jesteśmy oszukiwani i manipulowani.

Kończąc ten wątek, wspomnę, że dużo więcej powiązanych informacji znajdziemy na x.com, w tym i w moich wpisach.

A teraz bomba z amerykańskiej sceny. Kolejna akcja fałszywej flagi – zaaranżowane „zabójstwo” Charlie Kirka. Relacje z jego postrzelania zawierały niespójności. Kirk żyje. Zniknął wraz z rodziną – uzyskali nową tożsamość. Wg danych wywiadu to agent CIA, a TurningPoint to platforma rekrutacyjna dla agencji.

O tym traktuje spory fragment raportu Global Intelligence Agency (GIA) z 13.09.2025 – dostępny np. w omówieniu https://locusmind.one/posts/27158 i w późniejszych raportach z GIA (tamże) oraz u wspomnianego B. Fulforda – np. https://locusmind.one/posts/27767 .

*

Tutaj dochodzimy do ważnej części tego wpisu * – optymistycznej.
Koniec ery zniewolenia.
Parokrotnie wspominałem o działaniach Kimberly A. Goguen – dyrektorki Global Intelligence Agency, ale także „opiekunki Ziemi” i posiadającej jeszcze szereg innych funkcji. Długa historia jej działań przeciw Głębokiemu Państwu (DeepState) i to w ujęciu globalnym, dobiega do pozytywnego finału. Tę historię przedstawiam – na ile mogę – na stronie www.locusmind.one/pages/korcz
i tam odsyłam Czytelnika do tej części
https://locusmind.one/posts/27937
(tam też kolejne raporty).

Leśne lato 2025

Zieleń i słońce
to wystarczy na udane wakacje.

Do końca lata jeszcze ponad miesiąc, ale już teraz przedstawiam swój prywatny pierwszy mini reportaż wakacyjny.
Oprócz krótkich wypadów „w Polskę” od paru lat większość lata spędzamy z żoną na swej leśnej działce. I stąd piszę. Nasz domek nie jest przystosowany do zamieszkania gdy jest zimno, więc tym bardziej cenimy sobie czas letni i chcielibyśmy jak najlepiej go wykorzystać.
Ten rok wydaje się szczególny. O ile w poprzednim zjawiliśmy się tu już w marcu i kwietniu, a potem dłuższy czas w maju aż po jesień, ponieważ pogoda sprzyjała, to w 2025 dopiero w połowie czerwca.

Prognozy na ogół są mało rzetelne, nie sprawdzają się czasem nawet następnego dnia. Zaniechaliśmy tygodniowego wypadu nad morze (gdzie jeszcze nie byliśmy? – trudne pytanie) w czerwcu wg planu by zrobić to przed wakacjami szkolnymi, bo nie było dobrej pogody.
Coś jest nie tak, gdy temperatury niektórych dni lipcowych są takie jak w lutym.
I na Mazowszu ciągle chmury, a deszczu prawie zero. Chyba nigdy tak marzliśmy jak w tym roku. Aha – „ocieplenie klimatu”… Pogoda to osobny obszerny temat, ale mówiąc krótko – mamy uzasadniony szeregiem wydarzeń-dowodów pogląd, że pogoda jest sterowana.
O tym kiedy indziej.
Prawdopodobnie z powodu przymrozków wiosennych w tym roku w naszym letnim „miejscu na ziemi” nic nie obrodziło – ani jabłonie, ani śliwki, ani grusze, ani aronia, nawet mirabelki, których było zawsze w bród. Dotyczy to całego obszaru – przynajmniej w zasięgu naszych wycieczek, a nie są one krótkie. Zupełnie inaczej niż np. w Warszawie. W sumie – szkoda. Jeden wyjątek – derenia dużo. Długo czekaliśmy też na czarne jagody i grzyby – głównie z powodu suszy (?). Dopiero na początku sierpnia nastąpił stopniowy przełom.

Jednak zadowalamy się wycieczkami i przyjemnym pobytem na działce, zwłaszcza gdy jest cieplej.
nasz domek
A co znajdujemy tuż za jej ogrodzeniem? Borowiki.

W ogóle częściej znajdujemy grzyby bliżej drogi – leśnej czy osiedlowej, niż w głębi lasu. Dziwne, ale może po prostu po lesie chodzą od wczesnego rana zapaleni grzybiarze, bagatelizując brzegi lasu i drogi. Mamy ułatwione zadanie… Spotkaliśmy parę innych osób, które mają podobne doświadczenie – zbierają ładne okazy przy okazji krótkich spacerów – nawet bez zamiaru szukania grzybów.
Najwięcej było maślaków – to nimi się zajadaliśmy, a lepsze grzyby idą do suszenia. Im dalej w sierpień, tym ich więcej.

Co do lasów wokół – tak jak piszę w podobnych relacjach co roku, jest ich coraz mniej. W paru ilustracjach pokazuję przykłady smętnego widoku kolejnych wyciętych kwartałów lasu, skali wyrębu i bałaganu jaki po tym pozostaje.

Drewno zabrane, ale...

"ozdoba" lasu
Są i inne zjawiska, które nas niepokoją. Poniżej szkic listu jaki może wyślę do pobliskiego leśnictwa, chociaż nie sądzę by mi odpowiedzieli. A w ogóle leśniczy siedzi schowany w swojej willi lub jest gdzieś w terenie (chociaż nigdy go tam nie widziałem), przez co trudno zapytać wprost. Do poniższego tekstu dołączam parę fotografii.

—-
… Obserwuję las i w związku z tym mam parę pytań i uwag.

1. Widzę jak pszeniec coraz bardziej opanowuje las, a jest to jego pasożyt, mimo że to drobna roślinka. Czy można z tym coś zrobić?
2. Jako rowerzysta narzekam na psucie dróg przynajmniej na trzy sposoby:
a) Konie kopytami naruszają utwardzenia – czy ktoś kontroluje lub ostrzega ludzi z okolicznych stadnin by przestrzegano wyznaczonych tras?
b) Ciężkie maszyny do wyrębu i wywózki drewna psują drogi, tworzą głębokie koleiny. Czy nie byłoby także w Waszym interesie by te drogi naprawiać albo nawet na stałe niektóre utwardzić?

koleiny na drodze
c) Kłady i motocykle krosowe – o ile wiem nie jest to dozwolone, a na pewno jest to niewskazane ­także ze względu na hałas (płoszenie zwierzyny) i dyskomfort ludzi, którzy tu odpoczywają.

3. Prowadzicie intensywną gospodarkę leśną. Parę pytań (przepraszam, że wkraczam w ten temat bez wiedzy fachowej, ale tym bardziej jestem ciekaw odpowiedzi):
a) Czy wyrąb i zwożenie urobku nie lepiej byłoby prowadzić poza sezonem letnim? Najlepszym czasem jest zima, a szczególnie gdy jest śnieg, co ułatwia ściąganie pni. To byłoby mniej szkodliwe dla podszycia i przyjazne dla turystów w czasie wakacji.
b) Sadzicie dużo sosen, ale z tego co wiem (?) modrzew rośnie szybciej i jest bardziej wartościowy, dlaczego nie widzę tego gatunku w szkółkach ani w ogóle w lesie gospodarczym?
c) Są obszary gdzie po wyrębie nie widać nasadzeń od 2+ lat. Czy to wynika z braku sadzonek czy pracowników?
d) Sprzątanie po wyrębie – widzę takie działania, ale czy wystarczające? [patrz wcześniejsze zdjęcia]
e) Chrust w czasie suszy zwiększa zagrożenie pożarowe. A przy okazji – od dawna nie widzę by były robione i odświeżane pasy (rowy) przeciwpożarowe
f) Pamiętam, jak przed paroma laty dużo się mówiło o tym jak cenne jest drewno, nawet zachęcano do zbierania chrustu jako biomasy. Jednocześnie widzę, że szereg ściętych, nawet solidnych pni pozostaje w lesie. I nie chodzi o rezerwaty, gdzie pozostawia się je by „wróciły do natury”. Drewno już nie jest cenne?

g) Z przykrością stwierdzam że w okolicy jest po wyrębach coraz mniej lasu, który stanowił przed laty, gdy ludzie tam budowali swoje domy/domki, istotny czynnik wyboru miejsca inwestycji i wypoczynku.

h) I jeszcze refleksja w sprawie wyrębu. Widzę ogołocone dość strome zbocza lokalnych górek wydmowych. Czy to nie grozi ich erozją i gorszymi warunkami do ponownego zalesienia?

4. Doceniam stawianie tablic przyrodniczych przy trasach turystycznych, ale jednocześnie widzę, że niektóre starsze nie są zadbane, a także zarośnięte lub powalone.
5. Czy spotykaliście w okolicy wilki? Ja widziałem dwa blisko leśniczówki. Czy jesteśmy bezpieczni w tym terenie?


Przepraszam, że zacząłem od akcentów negatywnych, ale są powody, tym bardziej, że  jest szereg i innych spraw, które nas niepokoją – pisałem o tym w podobnych letnich podsumowaniach, np. Bliżej jesieni w paru znaczeniach.
Nie będę się więc powtarzał, ale powrócę do tego, że postępuje najazd budowlany w okolicy, coraz więcej domów letniskowych, placów z których wycina się las pod te budowy. Dostałem sąsiada, który urządza niemal przedszkole i ogród zabaw dla dzieci, które ściągają w to miejsce z całego letniska oraz swoich znajomych i krewnych prawdopodobnie z Warszawy. Głośno w dzień, głośno do późnych godzin.

Uciekamy do lasu. Marsz 10 000 i więcej kroków – to prawie codzienna norma, ale ostatnio dopiero wieczorem, gdy upał zelżeje (dotyczy części sierpnia).

Do tych marszów potrzebne są dobre buty. I tutaj ciekawostka. Różnego rodzaju obuwie sportowe, jakie obecnie można kupić po rozsądnej cenie, są dość słabej jakości – rozpadają się np. po dwóch sezonach bardziej intensywnego używania.
Żona znalazła w lamusie swoje stare polskie buty a la „adidasy”, które nosiła jeszcze w czasach PRLu. Mimo lat używania nie miały śladów zużycia ani pęknięć. I w nich chodzi do lasu. To był wyrób Pol Sport z Krosna.
Na zdjęciu „niewyględne”, ale nie chodzi o elegancję (zresztą nikt nas nie obserwuje, bo w lesie prawie nikogo nie spotykamy), lecz o wygodę i trwałość. A bywa, że trzeba przejść przez błotko, odcinki kamieniste i pełne szyszek lub korzeni.

Mamy w okolicy strumyk, który odcinał nas od drugiej części owego lasu. Tego lata, w jego pierwszej części, mieliśmy dużą suszę i mogliśmy przechodzić na drugą stronę płytkimi brodami.

A ostatnio suchą stopą na drugi brzeg strumienia

Nie to, żebym się cieszył wysychaniem cieków wodnych, ale to akurat było plusem. Potem były deszcze i znów potok ruszył. Przy okazji – są bobry, które spiętrzają wodę swoimi tamami, ale by je zbudować zwalają wiele drzew. Lecz takie jest prawo natury, ale szkoda np. małej szkółki brzozowej, która już w jednej trzeciej świeci kikutami.

Jeszcze o faunie, tym razem… owadziej. Kiedyś już o tym pisałem, ale ten rok był tajemniczo szczególny – w przeciwieństwie do poprzednich, kiedy nękały nas komary, meszki, kleszcze, muchy, nawet osy – tym razem prawie ich nie było.

Obserwuję przeróżne stworzenia w lesie, ale więcej czasu na to mam gdy przesiaduję w ogrodzie z książkami (każda chwila wolna od licznych prac ogrodowych i  wieczory, bo telewizja na ogół nie działa), półnagi, z bosymi stopami na trawie – bez stresu, bo nic mnie nie gryzie.
I przyglądam się owadom – z podziwem.
Po pierwsze – różnorodność, codziennie coś nowego.
Po drugie – jakże małe stworzenia się trafiają. Niektóre nawet mniejsze niż pół milimetra. I widzę jak badają teren, coś próbują, omijają przeszkody lub inteligentnie (!) je pokonują, gdzieś podążają. Biorę lupę i widzę, jak w tym małym ciałku mają myślącą (w jakimś sensie) główkę, czułki, ssawkę, w miniaturowym korpusie aparat mięśniowy napędzające skrzydełka, podobnie nóżki…

Ten podziw był tematem wierszyka TEORIA WZGLĘDNOŚCI (z debiutanckiego zbiorku 6 prób )

Robaczek,
lawirował wśród traw
spadał i powracał…
Pomyślałem
– trudzi się biedaczek
zagubiony
w swym mikro świecie.
Nagle małe skrzydełka rozwinął
i poleciał ponad sosny
w niebo
dla mnie niedostępne.
To ja poczułem się mały,
zazdrosny.

Co do fauny, to w tym roku widzimy jej mniej. Może dlatego, że wyschnięte strumyki już nie zwabiają łosi i innych kopytnych do wodopoju?
Co do wody dla zwierząt i ludzi spragnionych ochłody, odwiedzamy urocze miejsca nad Bugiem (ok. 4 km pieszo lasami).

nad Bugiem
Szykuje się nowa atrakcja w innej okolicy – rodzaj zwierzyńca, który jest urządzany dla owiec kameruńskich, osłów, lam i alpak, przywieziono też małe kangury. Jest i cięższy kaliber – szkockie krowy i byki i jeszcze jakieś tajemnicze rasy – wypasane na okolicznej łące.

alpaki


Całość nie jest jeszcze dostępna z bliska, wygląda na to, że na otwarcie będą przygotowane dodatkowe atrakcje dla dzieci – zjeżdżalnie, drabinki, huśtawki itp. Na jesieni przyjedzie tutaj wnuk – mam nadzieję, że obiekt będzie już otwarty i pójdziemy do tego mini ZOO.

Nie jest jednak atrakcją to, że coraz liczniejsi sąsiedzi mają psy. Szczekanie, brudzenie nawet pod płotami w czasie spacerów… A nawet psie ujadanie gdy właściciel gdzieś znika i zostawia samotnie pupila uwiązanego na krótkiej smyczy na parę godzin…
Natomiast, jak co roku mamy u siebie sympatyczne towarzystwo półdzikich kotów, które codziennie liczą na jakieś kąski z naszych posiłków lub dobre serce żony, która kupuje im podroby lub gotowe karmy.
Zawsze są i młode. Harcują i mają największy apetyt.

Na koniec jeszcze parę obrazków – z intencją: Ceńmy lasy i cieszmy się nimi póki są i kiedy są najpiękniejsze (jesień już się zbliża…)

las kwiatów topinambur

lasek i trawa
Więcej zdjęć umieszczę na Locusmind.one w tamtejszym osobistym profilu, by ten wpis nie był przeładowany.

PS. Pod wpisami wordpress umieszcza propozycje „wpisów podobnych” – nawet jeśli nie są czasami trafione, to zapraszam do sprawdzenia. Udało się tym razem bez polityki, ale kto lubi takie wątki – znajdzie i takie w innych postach.

Grecka przygoda – powtórnie

Grecja - gdzieś po drodze
Gdzieś po drodze

Wzięło mnie na osobiste wspomnienia. Kontynuuję zatem dłuższą serię krótkich relacji z dawnych podróży zagranicznych. Tak jak parokrotnie pisałem – dla odświeżenia własnej pamięci, jako przyczynek do pamiętnika („blog wsteczny”) i ewentualnie dla pamiątki dla syna i wnuków.

Drugi wyjazd do Grecji (po tym z 1985 r.), odbyłem z żoną w roku 1987 – znów Skodą 125 L, po wspólnej podróży do Włoch.
Mam zdawkowe i sporadyczne notatki w starym kalendarzyku, na podstawie których próbuję odtworzyć przebieg tych wakacji. Niestety, szczegóły zacierają się w pamięci, a także zdjęcia zachowały się bardzo nieliczne i słabej jakości (sorry).
Wyjechaliśmy 5 września (sobota) kierując się przez Słowację na południe. Pierwszy nocleg na dziko na Węgrzech za Miskolcem. Następnego dnia dotarliśmy do Belgradu w Jugosławii (obecnie Serbia). Krótkie zwiedzanie i nocleg za miastem w samochodzie, który do takich sytuacji dostosowaliśmy. Mieliśmy przedtem przykrą przygodę. By nie zagracać wnętrza samochodu sporą ilością zabieranych rzeczy przed wyjazdem zainstalowaliśmy bagażnik dachowy typu „trumna”. Po drodze coś z niego wyciągałem i nie domknąłem go dokładnie. Dopiero po pewnym czasie zorientowałem się że otwarł się na tyle, że sporo z niego wywiało, zwłaszcza ubrań. Potem cofnęliśmy się by sprawdzić co i gdzie jeszcze znajdziemy. Niestety wszystko zniknęło…
Dalsza droga, zwłaszcza z Niszu – piękna. Ale jechaliśmy jeszcze po zmroku i ok. g. 22 dotarliśmy prawie do granicy greckiej. Nocleg i 8 września byliśmy już w Grecji przed południem (kolejka na granicy do odprawy). Dalej pędzimy na południe długą i miejscami górzystą drogą, którą po części pamiętam z poprzedniej wizyty w Grecji. Docieramy do docelowego kempingu w Kokkino Limanaki (o ile dobrze pamiętam czy to było dokładnie tam, czy nieco dalej w kierunku Rafiny) ok. godziny 22 trochę błądząc w ciemności. Ala zmęczona tą długą jazdą i zła na mnie, że nie mogłem trafić. Scysja. Cóż, nie było jeszcze wtedy GPS, a dokładny atlas drogowy zgubiliśmy we wspomnianej przygodzie z bagażnikiem. Nocne rozbijanie namiotu i zasłużony odpoczynek. Na miejscu były sanitariaty, sporo roślinności i niewiele więcej (prawdopodobnie teraz wygląda to inaczej w czasach burzliwego rozwoju turystyki).

Ów kemping, na wschód od Aten, był położony tuż nad morzem na niedużym klifie, poniżej którego znajdowała się dość kamienista plaża – zupełnie inna niż te, które znałem z Chalkidiki. Jedak plażowaliśmy i zażywaliśmy kąpieli. Rozpoznanie okolicy, dłuższe spacery. Mieliśmy zapas prowiantu, kuchenkę gazową – typowe własne wyposażenie kempingowe i przez pewien czas byliśmy samowystarczalni. Ale odwiedzaliśmy też pobliską Rafinę, ładną miejscowość portową i tam wstępowaliśmy na pizzę albo jakiś grecki posiłek. Sklepiki i miejscowy folklor, życie portowe. Dnie były na przemian słoneczne i gorące albo chłodne i wietrzne.
Oprócz zwiedzania okolicznych miejscowości odbyliśmy też wycieczki samochodowe jak np. popołudniową do Sounion ze świątynią Posejdona i słynnym zachodem słońca, a stamtąd wypad do Aten z pierwszą wizytą i wieczorną kolacją i nocnym klimatami. A powrót na kemping o północy. Ambitnie. W ogóle przeważał odpoczynek czynny – to preferujemy. Następnego dnia znów Ateny w upalną niedzielę 13 września ze zwiedzaniem zabytków ze wzgórzem Akropolu, a nawet targu poniżej.

Ateny. nad Plaką
Ala nad Plaką
Ateny w dole

Powrót wieczorem i nocna kąpiel w morzu by orzeźwić się po gorącym i męczącym dni. Następne dni były poświęcone odpoczynkowi na plażach aby 17-go zwinąć czasowo nasz obóz i o godz. 10 ruszyć w dalszy objazd południa Grecji przez Pireus, Salaminę (jak?) do Koryntu – umownej bramy do Peloponezu. Jeszcze raz magiczne Mykeny, o których pisałem przy okazji podróży w 1975 r., Tyryns, Nauplion i Tolo nad morzem. Wciąż upał, więc korzystamy z okazji do kąpieli. Powrót przez Epidauros ze wspaniałym amfiteatrem, Korynt, do Rafiny i naszego kempingu. Jeszcze prawie dwa dni plażowania i kąpieli. Wspomnienie suchych pól z żółwiami, kamienistości wielu miejsc, oznak jesieni, bardzo przygodnych znajomości – raczej nikogo nie poznaliśmy, bo sami sobie wystarczaliśmy – jako zakochani. W planie mieliśmy jeszcze Chalkidiki, więc opuściliśmy naszą bazę (bodajże 20 września po południu) i znów dość długą drogą dotarliśmy do Meteory już po zmierzchu. Niezwykłe wysokie skały-maczugi z niedostępnymi pustelniami i klasztorami robią wrażenie. Podobne do tych jakie widziałem na Atos w poprzedniej podróży. Tu oglądaliśmy klasztor Warłama.

Meteora
Meteora

Równie niezapomnianym wspomnieniem była gorąca noc pod gołym gwiaździstym niebem, tak po prostu na trawie.
W innym wspomnieniu poświęciłem tej przygodzie taki wierszyk (fragment):

… tajemnicze klasztory
na wysokich skalnych maczugach
niedostępne jak gwiazdy,
na które patrzymy
pewnej nocy upalnej.

Namiotu nie trzeba rozstawiać
leżymy i śpimy na trawie
półnadzy, szczęśliwi.

W niebie prawie,
a może prawdziwie?

Już nie zdążylibyśmy zwiedzić półwyspów Chalkidiki, więc wieczorem dojechaliśmy do Salonik, by odpocząć, domyć się i dokupić prowiant. Trochę plaży w Agia Triada, sklepy w mieście i nocleg w hoteliku.
Następnego dnia, 22 września, szybko do granicy i skok do Bułgarii. Obejrzeliśmy Monastyr Rylski w drodze do Sofii, a tam szybkie zwiedzanie i małe zakupy, dalej znów Jugosławia i nocleg w samochodzie na uboczu drogi przed Pirot. Dalej dobrą drogą do Belgradu i przekroczenie granicy węgierskiej. Było bardzo ciepło – znów przygodny nocleg i rano dość wąską drogą do Budapesztu. Tam niedługo, bo to miasto był celem naszej innej dłuższej podróży. Dalej Bańska Bystrzyca i nocleg w hotelu. Następnego dnia Ostrawa i granica Polski, Katowice i nocna jazda do domu.
Miałem bodajże za dwa dni jechać w delegację służbową z Instytutu do Moskwy, stąd pospiech był wskazany by mieć trochę czasu na ogarnięcie się i przygotowanie.
Na szczęście samochód na całej długiej trasie wyprawy zachowywał się nienagannie i nie było żadnej niespodzianki.
I tak 25 września wczesnym ranem zakończyła się nasza podróż do Grecji.
Nie ostatnia.