Tatuaże

przykłady tatuaży
Przykłady tatuaży ze zdjęć znalezionych przez wyszukiwarkę

Podpadnę WIELU ludziom, ale powiem: Gdy widzę tatuaże mam podejrzenie że tak „ozdobieni” mają jakieś kompleksy, kłopot z poczuciem własnej wartości (chociaż myślą, że to im jej dodaje), byciem sobą, samooceną, poczuciem estetyki (często) – zwłaszcza gdy tatuaże obejmują większość ciała. A może w ogóle z głową? Nie mówiąc o szkodliwości zdrowotnej – jest możliwa, o czym dalej.
Jeśli te „ozdobniki” mają takim osobom pomóc jakoś się spełnić, być manifestem i wyróżnieniem, to są to niskie loty.  Czy tylko tym chcą się pochwalić, bo miewam takie podejrzenia w szeregu przypadków? Maksymalna droga na skróty, bo to nie wymaga wykazania się czymś, nawet odezwania się. Aspekt cywilizacji obrazkowej?  Nie stać ich na coś więcej w pozytywnym sensie?
Częściej raczej przestraszą swoim wyglądem (widziałem dużo gorsze/brzydkie niż te z ww. przykładów) lub wywołają zniesmaczenie. Osobiście wielu mocno wytatuowanych kojarzy mi się z dzikusami – czy to nasza kultura?

Parę dni temu w audycji PR „Jedynka” w ramach cyklu „Tylko szczerze” codziennych dyskusji z udziałem słuchaczy poruszono temat tatuaży. Przez około godzinę zabrało głos kilkanaście osób, na ogół krytycznie. Podejmowano aspekt estetyki, skojarzeń ze światem przestępczym, ingerencji w ciało, skali tej ingerencji (obszar i miejsca pokrytego ciała), mody, nawet aspekty teologiczne. Były też, ale w mniejszości, głosy poparcia – jak można się domyślić od osób, które mają tatuaże, są w jakiejś pop- lub sub-kulturze. Zaproszona pani psycholog, też jakby lekceważyła zagadnienie. Podobnie jak wszyscy, którzy do tatuaży dolepiają różne wspierające ideologie. A nie wszyscy rozumieją sens niektórych symboli.
Bodajże tylko jedna osoba wspomniała o ewentualnych skutkach zdrowotnych, ale ktoś się odezwał, że to bzdura i że nawet lekarz nie miał nic przeciw.
Nie miałem szans włączyć się do rozmowy, ale w konwencji „tylko szczerze” podniósłbym dodatkowo, że gdy człowiek się starzeje, wiotczejąca skóra, inne jej kształty, ew. narośla itp. powodują, że pierwotny obrazek, nawet jeśli dla kogoś był ładny, to przekształca się w jakiś koszmarek.
Przywołałbym sytuację gdy jakaś wytatuowana dziewczyna zakochuje się w mężczyźnie myśląc nawet o ślubie, ale … ów facet jest zdecydowanym przeciwnikiem tatuaży i związek skazany jest na niepowodzenie. Sama dziewczyna zmniejszyła swoje szanse, co może powtórzyć się i przy kolejnych próbach. Bywa, że ktoś w tatuażu zawarł imię pierwszej miłości, ale nic dalej z tego nie wyszło, a to imię będzie niewygodnym tematem przy innych związkach. Podobnie jakieś hasło polityczne czy ideologiczne, które powstało w sposób nieprzemyślany lub okazało się nawet kompromitujące – poglądy, związki, przynależności mogą się zmieniać, tak jak zmienia się świat i jak człowiek dojrzewa. Ponadto to, co młodej osobie się podobało pod względem estetycznym, może przestać się podobać z czasem. Szczególnie razi mnie tatuowanie dzieci – one nie są w stanie same podejmować świadomych decyzji.
W tych wszystkich przypadkach takie świadectwo znaku, stara pieczęć, trwa. To forma stygmatyzacji. Nie zawsze do usunięcia, a jeśli to z trudem i kolejnym nakładem środków i porcją bólu, a nawet dodatkowym obciążeniem organizmu.
Tu wracam do spraw zdrowia.
Wiem, że tatuaże mogą być niebezpieczne, podobnie jak niektóre lakiery do paznokci, kremy itd. (to osobny temat), ale zamiast przypominać sobie, gdzie wielokrotnie o tym czytałem (np. https://dziendobry.tvn.pl/zdrowie/czy-tatuaze-moga-byc-niebezpieczne-st9167350), biorę poniższe podsumowanie AI:

Tak, tatuaże mają wpływ na zdrowie człowieka – głównie potencjalnie negatywny, choć u większości osób poważne problemy nie występują, jeśli procedura jest wykonana w higienicznych warunkach.
[Tutaj od razu wtrącę, że na przykładzie mojej dzielnicy w Warszawie, widzę wysyp punktów usług tatuowania. Nie sądzę by wszystkie spełniały dostatecznie te warunki higieny oraz fachowego podejścia uwzględniającego zagrożenia. Zatem jest to coraz bardziej rozbudowujący się biznes, który wykorzystuje modę i powierzchowne zrozumienie kontekstów, głównie młodych ludzi. To, co możemy znaleźć w sieci to przeważnie reklamy naganiające do wykonania tatuażu w konkretnym studio].
Wpływ obejmuje ryzyka krótkoterminowe (infekcje, alergie) i długoterminowe (przewlekłe stany zapalne, migracja pigmentów, możliwe powiązania z nowotworami). Dowody naukowe są wciąż niepełne, zwłaszcza w kwestii nowotworów, ale rosnąca liczba badań wskazuje na potrzebę ostrożności.

Główne ryzyka krótkoterminowe

Proces tatuażu narusza skórę (igła wbija tusz w skórę właściwą), co otwiera drogę do powikłań:

  • Infekcje skórne i ogólnoustrojowe – bakteryjne (np. Staphylococcus, Pseudomonas), wirusowe (WZW B/C, rzadziej HIV) lub inne. Mogą wynikać z zanieczyszczonego tuszu, niesterylnego sprzętu lub złej higieny. Około 5% osób doświadcza infekcji, a do 10% krótkoterminowych powikłań. Badania pokazują, że nawet nieotwarte tusze (w tym oznaczone jako „sterylne”) bywają zanieczyszczone bakteriami (nawet ~1/3 próbek).
  • Reakcje alergiczne i zapalne – szczególnie na czerwony tusz (rzadziej inne kolory). Objawy: swędzenie, wysypka, grudki; mogą pojawić się lata później. Częste są też ziarniniaki (zapalenie wokół tuszu) i keloidy (przerośnięte blizny).
  • Inne: podrażnienie, obrzęk, ból; rzadko reakcje podczas MRI (pieczenie przez metale w tuszu).

Długoterminowe skutki i wpływ na organizm

Pigmenty nie zostają wyłącznie w skórze – 60–90% może migrować przez układ limfatyczny do węzłów chłonnych, a także do wątroby, śledziony czy płuc. Powoduje to:

  • Przewlekły stan zapalny i wpływ na układ odpornościowy – makrofagi pochłaniają cząsteczki tuszu, co może prowadzić do ich śmierci i utrzymującego się zapalenia. Badania na myszach wskazują na osłabienie odpowiedzi na niektóre szczepionki (np. COVID-19) w miejscu tatuażu oraz możliwe efekty immunotoksyczne. Starsze badania sugerowały nawet pewne „priming” odporności przy wielokrotnych tatuażach, ale nowsze dane wskazują raczej na obciążenie.
  • Toksyczne składniki tuszumetale ciężkie (nikiel, chrom, ołów, kadm, arsen, które mają różne niekorzystne oddziaływania, zwłaszcza jako neurotoksyny), wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (PAH), aminy aromatyczne. Niektóre są klasyfikowane jako kancerogenne lub potencjalnie kancerogenne (IARC). Mogą uwalniać się pod wpływem UV, laserów czy z czasem.
  • Możliwe powiązania z nowotworami (obserwacyjne, nie udowodniony związek przyczynowy):
    • Chłoniaki (np. ryzyko wyższe o ~21% w szwedzkim badaniu z 2024 r. na ~12 tys. osób; silniejsze w pierwszych 2 latach i po 11+ latach).
    • Czerniak skóry (ryzyko wyższe o ~29% w nowszym badaniu z Lund; inne dane mieszane – niektóre wskazują na wzrost przy dużych tatuażach, inne na brak lub nawet niższe ryzyko).
    • Inne nowotwory skóry (rzadkie przypadki w miejscu tatuażu, zwłaszcza przy czerwonym pigmencie).
    • Tendencje do problemów wątrobowych czy sercowo-naczyniowych w niektórych kohortach (wymaga potwierdzenia).
      IARC i inni eksperci podkreślają, że kancerogenność tatuaży nie jest wykluczona, ale potrzeba więcej długoterminowych badań.

Powikłania występują u części osób (szacunki od kilku do nawet 60–70% łagodnych reakcji w niektórych badaniach), ale poważne są rzadsze. Czerwony tusz i większe/bardziej kolorowe tatuaże wiążą się z wyższym ryzykiem.

Jak zminimalizować ryzyko? [jeśli „musisz” mieć tatuaż]

  • Wybieraj renomowane studio z higienicznymi standardami (sterylne igły jednorazowe, certyfikowane tusze).
  • Unikaj tatuowania znamion, pieprzyków, obszarów z problemami skórnymi.
  • Zaszczep się przeciw WZW B.
  • Pytaj o skład tuszu (w UE obowiązują ograniczenia REACH na szkodliwe substancje od 2022 r.).
  • Dbaj o pielęgnację po zabiegu.
  • Unikaj w ciąży, przy osłabionej odporności lub chorobach skóry.
  • Regularnie sprawdzaj skórę (tatuaż może utrudniać wczesne wykrycie zmian nowotworowych).

Podsumowanie: Tatuaże to trwała interwencja chemiczna i mechaniczna w organizm. Dla większości osób są względnie bezpieczne przy zachowaniu zasad, ale niosą realne ryzyka infekcji, alergii, przewlekłego zapalenia i potencjalnie zwiększonego ryzyka niektórych nowotworów (zwłaszcza chłoniaków). Nie ma „korzyści zdrowotnych” potwierdzonych naukowo – ewentualne efekty immunologiczne są niejednoznaczne. Decyzja powinna być świadoma; w razie wątpliwości skonsultuj się z dermatologiem. Badania trwają (m.in. program IARC).
_____

Tyle AI, ale są i podobne opinie dermatologów, lecz myślę że to wystarczy by zastanowić się przed wykonaniem tatuażu.
Dodam, że nie krytykuję decyzji osób, które zachowują umiar – mały i ładny tatuaż w dyskretnym miejscu, a nawet widoczny, ale delikatny w wymowie i wykonany fachowo nie budzi mojego zniesmaczenia, może być nawet małym dziełem sztuki. A jednocześnie wtedy ryzyko zdrowotne jest znacznie mniejsze niż w przypadkach przeciwnych.

Mały ładny tatuażMały ładny tatuaż

Ekologiczne?

Zamiast naprawiać świat
poradź sobie najpierw ze swoją głupotą.

Stefan Garczyński.

sztuczne futra
sztuczne futra

Dość powszechnie używa się sformułowania „ekologiczne” do takich wyrobów jak sztuczne futra i kożuchy, torby, buty, galanteria i buty wykonane z różnych plastików.

Na bazie takiego widzenia sprawy powstała moda, a nawet ruch społeczny („naprawiaczy świata”), by nie używać futer lub innych produktów odzwierzęcych.
Czy w rzeczywistości są one ekologiczne?

Po pierwsze, jak wiadomo, większość tworzyw sztucznych nie rozkłada się naturalnie, przeciwnie – ich rozpad może trwać setki lat.

Po drugie, niektóre tworzywa zawierają substancje szkodliwe.

Po trzecie, produkcja tworzyw wymaga dużych ilości energii  i wody oraz chemikaliów, z których część stanowi toksyczny odpad produkcyjny.

Po czwarte, jeśli ekologię pojmować w pełni, ekologiczne jest to, co jest zdrowe dla człowieka. Buty ze sztucznej skóry są nieprzewiewne, w zimie chłodne, koszule z tworzyw podobnie, potliwe, nieprzyjemne i często uczulające – itd. itd.

Generalnie – tworzywa sztuczne są „ciałem obcym” w przyrodzie, natura nigdy wcześniej ich nie miała, nie powstały też bakterie, które potrafiłyby rozkładać większość plastików.

Są też szkodliwe, gdy dostaną się do organizmów żywych.
Odkryto, że niektóre tworzywa, krusząc się, wydzielają opary, minipyłki i włókna szkodliwe dla zdrowia. Znajdują się one zarówno w powietrzu, jak i w wodzie. Zbliż się w gorące dni do popularnych „orlików” – powietrze jest przesycone oparami a biegające po „murawie” dzieci (!) wykruszają wspomniane pyłki i oddychają nimi. Dziękuję za taki sport.  Na marginesie – trudno nazwać ekologiem kogoś, kto nie dba o swoje najbliższe otoczenie – swoje ciało. Z plastikami spotykamy się też w codziennym życiu domowym – nie zawsze zdajemy sobie sprawę z czyhających niebezpieczeństw dla zdrowia, jakie stąd się biorą. *
W wodach, zwłaszcza oceanów, utworzyły się nie tylko olbrzymie ławice plastikowych śmieci, ale także wody te są już zanieczyszczone mikrowłóknami. Flora się degeneruje, a fauna cierpi i ginie od tych śmieci.
Nasz system recyklingu jest ograniczony i niewydolny, a w ogóle wiele śmieci trafia do … lasów, stawów  i na otwarte wysypiska.

Produkcja torebek i galanterii (także tej do kuchni, meblowej itp.) z tworzyw jest stosunkowo tania, więc mamy niebywały zalew takich towarów, które podlegają modzie i są nader często i szybko zastępowane kolejnymi. Stoi za tym duży przemysł powiązany z „big oil” który chcąc wypchnąć na rynek jak największą ilość swoich produktów, jest także zamieszany w propagandę przeciw produktom naturalnym. W wyniku tej nagonki i ostracyzmu zanikło wiele tradycyjnych rzemiosł.

No dobrze, ale jaka jest alternatywa?

Powiem rzecz niepopularną w naszym świecie coraz większej poprawności politycznej i ekologicznej.
Otóż, właśnie klasyczne futra i kożuchy, skórzane buty i inne wyroby naturalne SĄ ekologiczne.

Skóra i włókna naturalne rozkładają się szybko i nie zawierają tylu toksycznych elementów co tworzywa sztuczne.

Ale zwierzęta? – zaoponują ekolodzy i wegetarianie.

Wiem, sam przez lata agitowałem i agituję na rzecz zwierząt i czuję problem **.

Powiem tak: hodowla bydła i trzody nie zaniknie tak szybko, jakbyśmy chcieli. Zamieszane są zbyt duże interesy, a i technicznie to też będzie dość długi proces. Abstrahuję tutaj nawet od polskiego interesu gospodarczego na bazie hodowli, który chętnie przyjęłaby konkurencja zagraniczna. Skoro zabija się zwierzęta dla mięsa, to utylizacja skór jest procesem wtórnym.
Trzeba dodać, że mięso, wbrew propagandzie eko, jest zdrowe, jeśli pochodzi z dobrej hodowli (tj.  w warunkach naturalnych i w czystym środowisku).
Dostarcza niezbędnych kwasów tłuszczowych egzogennych, w przeciwieństwie do diet wysokowęglowodanowych (ale to osobny szeroki temat).
Mam nadzieję, że do czasu, kiedy masowa hodowla i przemysłowa produkcja mięsa zmniejszą się ze względów etycznych i zdrowotnych, zostaną wynalezione takie tworzywa i procesy, które zapewnią im ekologiczność (np. biodegradowalność) na poziomie produktów naturalnych przy zachowaniu ich zalet.

Poza tym – czy nie ma w ruchu antyfutrzarskim hipokryzji? Czy ci protestujący nie jedzą mięsa? Czy pikietują rzeźnie i masarnie?

Oczywiście – naturalne futra czy kożuszki są droższe, podobnie buty.
Ale czyż nie wolelibyśmy mieć wygodnych, eleganckich i zdrowych butów skórzanych?
Czy kobieta musi mieć np. 20 torebek zamiast kilku eleganckich skórzanych lub materiałowych, które mogą być nawet tańsze od plastikowych?
Kożuszek może być zastąpiony nawet bardziej elegancką kurtką bawełnianą z wkładem puchowym lub też bawełnianym.

Co o tym myślisz?

*   Zobacz późniejszy artykuł BPA- wiesz o tym?
** Kiedyś później napisałem artykuł  Nie jestem wegetarianinem.

DOPISEK po … 14 latach.
Problem narasta. Tak jak np. ekspansja rynku odzieżowego.
Jego globalna wartość w 2024 r. szacowana jest na 1, 79 biliona dolarów.
Przeważająca część tej ogromnej gospodarki nadal  przyczynia się do  degradacji środowiska, wykorzystując tanią siłę roboczą i zaśmieca planetę.

Ponad 60% włókien tekstylnych to obecnie materiały syntetyczne, w przeciwieństwie do bawełny, lnu, konopi, a nawet wiskozy. Coraz trudniej znaleźć konfekcję z tych materiałów, chyba że wśród drogich produktów luksusowych.
Góruje tandeta, której cena w sklepach jest niewspółmierna do wartości. Jeśli takie nasze ubrania znajdą się na wysypisku śmieci, w większości nie ulegną rozkładowi.
Co sekundę trafia tam lub do spalarni odpowiednik jednej śmieciarki.
Nadal procesy recyklingu i utylizacji są niedoskonałe lub/i kosztowne.
Także co roku z prania uwalnianych jest do oceanów aż 500 000 ton mikrowłókien, co odpowiada w masie ilości 50 miliardów plastikowych butelek
Do tego dokładają się miliony ton detergentów i innych szkodliwych substancji zatruwających wodę i glebę.
W całość tematu wplata się obecnie wzmożona narracja o ociepleniu klimatu, w której (niezależnie od fałszu co do konsensusu naukowego w sprawie udziału człowieka poprzez CO2) jakby pomija się lub marginalizuje wpływ tych śmieci i przemysłowych procesów ich ew. utylizacji na „ekologię klimatyczną”.
Temat ekologii na tym blogu był wzmiankowany wielokrotnie – patrz tagi #eko #ekologia #klimat itp. powiązane.