Turystyka – co o niej myśleć / cz. 1

Wiele rzeczy małych stało się wielkimi tylko dzięki odpowiedniej reklamie.

Mark Twain

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tłumy nad Morskim Okiem

Mam wakacyjny „temat na czasie”.

To turystyka – zagadnienie na tyle obszerne że istnieją odpowiednie instytuty i kierunki studiów. To nie dziwi, bo to bodajże najdynamiczniej rozwijająca się dziedzina gospodarki.

Od razu zawęźmy – nie chodzi o podróżowanie (służbowe, biznesowe, dyplomatów itp. – co jest zrozumiałą koniecznością), ale o turystykę stricte.

Stare powiedzenie mówi „navigare necesse est”, a zanim powstało – turystyka już funkcjonowała.
Oprócz wielkich migracji starożytności i przemieszczania się w trakcie podbojów, które były wymuszone swoistymi przyczynami, z odnotowanych pierwszych podróży o charakterze turystycznym były te związane z udziałem w obchodach świąt religijnych w Starożytnym Egipcie, przy okazji będące okazją podziwiania świątyń i piramid. Podobny cel miały podróże starożytnych Greków, którzy udawali się głównie do wyroczni w Delfach oraz świątyni Zeusa w Olimpii. Tysiące osób przybywało na rozgrywane co cztery lata igrzyska olimpijskie.
W starożytnym Rzymie udawano się dla celów leczniczych i wypoczynkowych do rozmieszczonych na obszarze całego Imperium kurortów, spośród których największą popularnością cieszyły się: Baden-Baden, Baile, Herculane, Vichy, Baiae, Neapol, Capri, Bath, Puteoli.

Tak moglibyśmy iść przez wieki. Wykształciły się specyficzne rodzaje turystyki związane z jej celami. I tak można wymienić przynajmniej turystykę: poznawczą (krajoznawczą), zdrowotną, wypoczynkową, religijną, biznesową, rozrywkową (w tym np. festiwalową), hobbystyczną (np.kulinarną), sportową (tzw. fanoturystyka – wyjazdy związane z chęcią uczestnictwa w wydarzeniach sportowych), kwalifikowaną – dla osiągnięć sportowych lub okołosportowych, integracyjną (wymiana młodzieży, poznawanie swych korzeni)  i wiele innych.

Po tym porządkowym wstępie chciałbym przejść do osobistych refleksji, które mogą wydać ci się dyskusyjne, ale właśnie o to mi chodzi – jak w tytule.

Najbardziej obecnie popularną wydaje się turystyka wypoczynkowa. Zapracowany człowiek pragnie w końcu odpocząć. Oderwać się od codzienności. Dlatego turystykę należy też traktować jako zjawisko psychologiczne.
Sposoby wypoczywania mogą być różne. Jedni wolą „byczyć” się przez dwa tygodnie, prawie nie ruszając się z miejsca, maksymalnie sobie dogadzając, chętnie all inclusive, inni dobrze się bawiąc, inni rekreując się aktywnie – wędrówki, zwiedzanie, przygoda.

Są w tym różne mody, z których widoczne jest snobistyczne pokazanie znajomym gdzie się było – najlepiej gdzieś w egzotyce, na drogiej wycieczce lub w wypasionym hotelu. Lecą w sieci selfie i sąsiedzi zazdroszczą.

Charakterystycznym zjawiskiem jest coraz większa masowość turystyki. Wynika to z następujących trendów:

  • większej ilości czasu wolnego wraz z większą ilością wolnych zawodów oraz mechanizacją i usprawnianiem pracy; pewną rolę odgrywają tu też łatwe (okazyjne, promocyjne, citybreak) wyjazdy na krótko

  • wakacje poza domem przestały być  luksusem dla coraz większej liczby ludzi, w zw. z podnoszeniem stopy życiowej

  • powstaje coraz więcej możliwości – więcej hoteli, usług, biur podróży i ich agentów, większe zróżnicowanie ofert

  • lepsza informacja i rola reklamy, która pokazuje atrakcyjność wyjazdów i gra na uczuciach, takich jak ambicja bycia na równi z podróżnikami lub bogatszymi od siebie, przygoda, fantazja, luksus i przyjemność, w połączeniu z atmosferą wyłączności.

I tu dochodzimy do pierwszego zagrożenia lub przynajmniej minusu z tytułu owej masowości.

Ogólnie nazwałbym to rosnącą bylejakością turystyki – tej dla mas. Masowość to głównie najtańsze oferty – ilość zamiast jakości.
Przepełnione atrakcyjne miejsca, plaże, kampingi, wszechobecny tłok,  byle jaka „przydrożna” gastronomia, tania rozrywka,

Przypomnę głośny niedawno wpis Agaty Młynarskiej o „kiepskich” na plażach, który tak zbulwersował opinię publiczną. Jeśli odrzucimy naganną nutę pogardy dla zachowań nowych „turystów”, to czy nie miała częściowo racji?

Prostactwo jest nieuniknioną konsekwencją rosnącego egalitaryzmu i warto je wytykać, ale z drugiej strony nie jest często winą oskarżanych, którzy przez dziesięciolecia byli spychani do kategorii „roboli” i nie zasługujących na coś lepszego. To osobny temat rozwarstwienia społecznego, któremu 500+ częściowo zapobiega. Inna sprawa czy nie było lepszych sposobów (np. obniżenie podatków), ale  – stało się.
Potraktuję zjawisko masowości szerzej – jako zjawisko światowe.
Faktem jest, że w wyniku rosnącego terroryzmu (inny potencjalny obecny  minus podróżowania w ogóle), Polska stała się atrakcyjna i mamy coraz więcej zagranicznych podróżnych. Zmiana pogody na kontynencie, wyższe temperatury na północy, dodatkowo zachęca do przyjazdu do Polski, co nakłada się to na tłok u nas.

„Nie ma już dzikich plaż” – jak w słowach piosenki. Chociaż to przesada (znam takie miejsca), ale faktycznie coraz ich mniej.

Osobiście nie lubię tłumu – to zaprzeczenie wypoczynku. Nie dotyczy to tylko plaż. Wybrzeża mórz, jezior, góry, zabudowuje się coraz gęściej hotelami, często molochami, gdzie i tam przeważa tłoczenie się w barach, basenach, gdziekolwiek. Podobnie powstają olbrzymie morskie wycieczkowce (przykład, czy na pewno chciałbyś z miasta wylądować w takim mieście?). 

Także w turystyce objazdowej przeważa zwiedzanie „po łebkach”, szybkie zaliczanie miejsc i pod dyktando przewodników.

Ogólnie wpływ turystyki na środowisko jest przeważnie negatywny. Ze względu na rozwój infrastruktury turystycznej, zmniejsza się powierzchnia obszarów naturalnych będących siedliskami roślin i zwierząt.

Trasy turystyczne, lasy, strefy ochronne są zadeptane i zaśmiecone. Z braku dostatecznej ilości toalet (i niedostatku kultury) ludzie załatwiają swe potrzeby w pobliskich krzakach, wdzierają się na chronione wydmy.

Recykling pozostawionych śmieci nie nadąża za ich ilością lub w ogóle nie ma miejsca, powstają hałdy odpadów, zwłaszcza wokół turystycznych wysp z ograniczonym skomunikowaniem z lądem, widziałem takie filmy o Dalekim Wschodzie gdzie powstają „ławice” plastiku.
W pewnym rejonie Tajlandii miejscowi mieszkańcy mając tego dosyć zgodzili się na 4 miesiące wstrzymać ruch turystyczny, by uporządkować sprawę. Ale żądza łatwego zysku na ogól przeważa i buduje się więcej i więcej.
Kiedyś delta Nilu była przodującym dostawcą najlepszej bawełny. Pola upraw zaorano i wybudowano w to miejsce hotele.
Wzrasta też zanieczyszczenie powietrza (głównie ze względu na emisję spalin samochodowych), zanieczyszczenie wód (ścieki pochodzące z obiektów turystycznych) oraz poziom hałasu.

Co do ruchu samochodowego to znany jest koszmar sierpniowego exodusu Francuzów na południowe wybrzeże – korki i tłok na miejscu. Trudno mi to zrozumieć jako wypoczynek. U nas ów koszmar wynika jeszcze z mniejszej infrastruktury drogowej oraz pozamykania wielu linii kolejowych.

Ostatnio znalazłem wymowny artykuł o protestach antyturystycznych w Europie  („turyzmofobia”) – To nie turystyka – to inwazja,
który wystarczająco pokazuje dramatyzm sytuacji, więc na tym poprzestanę.

Wzrasta ruch samolotowy. W Polsce wiele miast  – na fali lokalnych ambicji – pobudowało własne lotniska. Sądzę, na podstawie pewnych danych, że ilość spalin z ruchu samolotowego przewyższa tę samochodową i jeśli globalne ocieplenie ma rzeczywiście źródło w emisji spalin (dyskusyjne!), to dziwnie się o tym nie wspomina.
U nas rząd ma zadęcie by zbudować największy port lotniczy w Europie w okolicach Stanisławowa – z docelową przepustowością 100 milionów (!) pasażerów rocznie. To dopiero będzie wulkan spalin, odpadów i hałasu. A jak to u nas – przewidywany koszt potroi się w realizacji. A już i tak jesteśmy bardzo zadłużeni w bankach zagranicznych.
Jest w tym i inny niepokojący aspekt. Przyjrzyjmy się wybranym statystykom turystyki Polaków (badania grupy Kruk). Przyda się nam to i do dalszych rozważań.
I tak – najpopularniejszy kierunek to morze. Planuje tam wyjechać 43% Polaków. Ale co czwarty – 28% z nas spędzi wakacje w domu. Spośród wyjeżdżających 36% wybierze się na odpoczynek w Polsce, a do innego kraju Europy – 13%.

Jeśli dobrze interpretuję, założę, że może jeszcze ze 4% ludzi z ogólem wyjeżdżających wyjedzie poza Europę – razem 17%.
Zatem 72% gdzieś wyjedzie, z tego 17% za granicę, tj. ok. 12% z całej populacji (chociaż nie wiem jak przyjęto tę populację). Ale przecież nie wszyscy samolotami – przyjmijmy nawet połowę czyli ok. 6%, a populację – sądzę że z nadmiarem, bo z dziećmi i starcami, przyjmę jako 36 milionów. Zatem polskich pasażerów lotniczych otrzymamy ok. 2,2 miliona, a licząc powroty – niech 4,5.

Zatem, po co nam tak wielki port? Mam podejrzenie, że nawet uwzględniwszy tranzyt, turystykę przyjazdową i cargo (ale to nie ruch osobowy), to pozostaje bardzo duży margines – na tajemnicze cele wojskowe, amerykańskie, żydowskie? (Polityczne otrzeźwienie). Czyżbyśmy nie byli już u siebie? A może to jakiś obłęd?

Wspomniane zanieczyszczenia, hałas i mniejsza higiena stwarzają warunki raczej nie sprzyjające zdrowiu. To często znów schemizowane otoczenie. Mało osób zdaje sobie też sprawę, że dla poprawnego funkcjonowania ciała i psychiki potrzebne jest przynajmniej okresowe przebywanie w spokoju, samotności i ciszy, a także w możliwie mniej natężonym smogu elektromagnetycznym. Przy okazji leczy się układ nerwowy, korzystnie powraca czułość na słabsze bodźce wzrokowe, węchowe słuchowe, która została stępiona (odczulenie) w obecnym zaśmieconym kakofonią bodźców świecie. 

Nawet pobyt 10 dniowy, zwłaszcza w rejonach o odmiennym klimacie, wodzie i żywności nie dają dostatecznej aklimatyzacji. Lepszy jest dłuższy pobyt (daje to dodatkowo lepsze poznanie kraju, ludzi), ale nie każdego na to stać – finansowo i czasowo. Dokłada się do tego  niebezpieczeństwo zakażeń lub zatruć pokarmowych („zemsta faraona”) a  więcej alkoholu a mniej  ruchu – tak typowe nawyki „kanapowców” dopełniają ten obrazek antyzdrowia.
Niestety – ten alkohol to także i więcej wypadków drogowych i utonięć… Turyści niedzielni – dosłowne i w przenośni, to często zmora – hałaśliwość, imprezowanie, obowiązkowe grilowanie, przez brak zachowania nawyków  typowych dla bardziej świadomych i przygotowanych do zasad turystyki.  Klasyczny przykład  – wycieczka w góry bez poznania trasy, warunków pogodowych, w klapkach lub na wysokim obcasie…
A propos picia i lenistwa niektórych, co to ich nie interesują ani lokalna kultura ani zabytki ani wycieczki, w tym miejscu chciałbym przywołać mój wierszyk sprzed lat.

Życie minęło
Mieszkasz gdzieś lata, a ulic nie znasz sąsiednich,
śpisz i w karty grasz,
gdyś przyjechał nad Adriatyk
– przedziwny życia lunatyk.

Zawstydź się i przebudź
– choć ci wolno wszystko.
Kiedyś ockniesz się nagle: życie minęło,
a szczęście … bywało tak blisko.

Co do mody opalania ciała – bez rozsądku, to przypomnę o szkodliwości UVC oraz stosowania różnych mazideł,  podobnie jak stosowanie dezodorantów, co to „trzymają parę dni” a przez to zatrzymują w ciele szkodliwe toksyny a i same takie zawierają. Patrz np. Słońce – zdrowe czy nie?
Inną modą jest szukanie adrenaliny w ekstremalnych wyprawach, nawet z ryzykiem utraty życia. Co się niestety zdarza.
Oceniam także jako ryzykowną modę podróżowanie z niemowlakami.

By zakończyć wątek negatywny, jeszcze o tym, że w wielu rejonach świata nasilają się wraz ze wzrostem ruchu turystycznego takie zjawiska społeczne jak przestępczość, alkoholizm, narkomania, hazard, prostytucja.
Z wymienionymi patologiami mamy do czynienia w  większości obszarów gdzie rozwija się turystyka masowa.
Chociaż mój pogląd nie jest aż tak radykalny, to trzeba odnotować i głosy, że obecna turystyka to szatański horror naszych czasów.

Teraz pozytywniej…
w części drugiej, bo wpis mi się nie mieści

Ekologicznie na Świeta

PrzEKOnałem się, że wiele przEKOnań
przeszkadza człowiEKOwi być EKO.
L. Korolkiewicz

choinka

Już prawie święta Bożego Narodzenia, więc kupujemy i przystrajamy choinki.
Sąsiad wtaszczył  do windy drzewko, które było tak duże, że wbiło się czubkiem w ażur oświetlenia, posypały się igły.
Jeszcze cały dzień te igły się walały w windzie i na korytarzu – nie posprzątał. Ale zapach – przyjemny.
Inni kupują choinki „ekologiczne” – z tworzyw. Są praktyczniejsze i służą przez lata i w rezultacie są tańsze.
Jakie więc kupować/mieć?

Mamy takie możliwości:

1. Żywa w ogrodzie
Jak ktoś ma ogródek, a w nim choinkę, to może ją tam przystroić na święta i cieszyć oko swoje i sąsiadów. Potem – już bez ozdób – czeka na następny sezon.

2. Żywa w donicy. Mam na myśli taką z korzeniami, w odróżnieniu od patyka, który podlewany zachowa może dłużej zieleń gałązek, ale w końcu uschnie i nadaje się do wyrzucenia.
Choinka zakorzeniona, podlewana, zachowa się nie tylko na dane święta ale i następne, można ją też przesadzić do ogródka lub trzymać na tarasie.

3. Naturalna, cięta – jak wyżej o „patyku” – jednosezonowa.
Podobnie choinki wiązane z gałązek lub stroiki z gałązek.

Te wszystkie choinki naturalne mogą pochodzić albo z nadleśnictwa, gdzie robi się planowe przerzedzenia, albo z plantacji o przeznaczeniu handlowym.

W tych przypadkach mamy do czynienia z choinkami ekologicznymi, bo:

  • absorbują one dwutlenek węgla (ok. 25 kg w ciągu 10 lat)
  • po spełnieniu swej misji świątecznej drzewko może być skompostowane, spalone w kominku lub piecu, albo oddane jako biomasa do punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych
  • choinka rozkłada się w parę lat bez negatywnych skutków dla przyrody.

Niestety, niektóre choinki pochodzą z dzikiej wycinki, która można porównać do kłusownictwa.

Inna sprawa, że żal mi tych choinek, które ścięte w dużych ilościach, pozostają niesprzedane i zalegają na placach i innych miejscach handlowych jeszcze długo po świętach. Oprócz straty sprzedawcy chodzi głównie o stratę dla przyrody. Zwłaszcza, że – jak widziałem – pozostają zwłaszcza te duże okazałe egzemplarze.

4. Choinki sztuczne – wykonywane najczęściej z tworzyw sztucznych, przede wszystkim z polietylenu (PE) i PCV. Pierwsze są stosunkowo proste w przetworzeniu w recyklingu, ale droższe. Dlatego ludzie kupują głównie te z PCV.

Jedne i drugie nie są ekologiczne (mimo, że tak się je czasem nazywa), ponieważ:

  • tworzywa sztuczne wymagają przy produkcji wiele energii i wody, generują szkodliwe odpady
  • choinki w trakcie recyklingu także wymagają energii i mogą zatruwać środowisko
  • w ziemi nie ulegają biodegradacji przez długie lata, zatruwają ziemię, wodę i powietrze. Zwłaszcza te z PCV.
  • także w domu choinka sztuczna nie tylko że nie pachnie lasem, ale wydziela niekorzystne opary, zbiera kurz (elektryzacja).Tak więc – jeśli chcesz mieć choinkę w domu – sugeruję tę naturalną.

Ta sprawa przypomina mi szersze zagadnienie ekologiczności futer, butów, ogólnie odzieży wykonywanej z materiałów sztucznych. Patrz starszy wpis Ekologicznie?
(Przemysł i handel często robią ludziom przysłowiową wodę w mózgu).

Ostatnio zakończyła się wielka międzynarodowa konferencja ekologiczna w Paryżu (COP21). Zrobiono postęp w kierunku wycofywania paliw kopalnych w wydobyciu i ich stosowaniu. Nie znam końcowego protokołu, ale w naszych mediach mówiło się głównie o redukcji CO2 i dekarbonizacji.
O ile sprawa CO2 w ogóle jest kontrowersyjna, to wiadomo, że  tworzywa sztuczne są wytwarzane głównie na bazie produktów ropopochodnych. Jestem ciekaw, czy wielka chemia też nałoży na siebie ograniczenia, o jakich mówi się w przypadku spalania węgla i ropy.

 

Marnotrawstwo

Świat zamienia się w śmietnik, co jest pochodną śmietnika w głowie.
L. Korolkiewicz

marnotrawstwo żywności

Tytułowy temat zasługuje na sporą książkę, ale tutaj lapidarnie (podobnie jak kiedyś o marnowaniu pieniędzy) i wywoławczo poruszę czubek góry lodowej…

Poruszyła mnie wiadomość w TV że w Polsce rocznie na śmietnik trafia 9 milionów ton żywności. Ma to dla nie nie tylko wydźwięk gospodarczy ale moralny i humanitarny – mówi się przecież o szerokich strefach niedożywienia – nie w przysłowiowej Afryce, ale … w Polsce.
Czyżbyśmy byli tak bogaci aby tyle wyrzucać? Na pewno nie. W Europie jako całości wyrzuca się 90 milionów ton, mamy w tym 9 mil. a pozostałe to prawdopodobnie „osiągnięcie”  krajów najbogatszych, które na to być może stać … gospodarczo.

Dotykamy przy okazji sprawy ekologii i recyklingu. Recykling sprzyja zamożności narodów, pokazuje racjonalną gospodarkę, świadomość społeczną.
Wg  http://www.administrator24.info/artykul/id2904,500-kg-odpadow-komunalnych-na-mieszkanca-w-ue-315-kg-w-polsce
(tam sporo statystyk), Polska  co prawda produkuje mniej odpadów komunalnych (zapewne dzikie wysypiska nie są tu uwzględniane) niż średnia europejska, ale także w przetwarzaniu odpadów komunalnych plasuje się znacznie poniżej unijnej średniej – ze wskaźnikami odpowiednio 315 kg i 263 kg na osobę. Aż 73% przetworzonych odpadów trafiło na składowiska, tylko 1% do spalarni, 18% do recyklingu, a 8% wykorzystano na kompost.
Na statystycznego mieszkańca Unii Europejskiej przypadło w 2010 roku 502 kg wytworzonych odpadów komunalnych. – podał Eurostat (unijny urząd statystyczny). Z tego do przetworzenia trafiło 486 kg:  Na składowiska wywieziono 38%, do spalarni 22%, do recyklingu 25%, a do kompostowni – 15%.

Zatem u nas 73% śmieci po prostu wyrzucono wobec 38% w Unii.
Warto zaznaczyć, że Unia E. nie jest jakimś wzorcem do naśladowania – dużo lepszym byłaby Japonia…
Z innych źródeł wynika, że przy wywózce śmieci robi się kokosy pobierając od nas parokrotnie więcej niż wynosi koszt składowania, ale to inny temat – co prawda charakterystyczny dla naszej szemranej gospodarki.
Mało się  utylizuje  substancje szkodliwe, np. zawarte w bateriach, świetlówkach, itp.
Wrócę do tego kiedyś w ramach artykułów o ekologii.

Ekologiczne?

Zamiast naprawiać świat poradź sobie najpierw ze swoją głupotą.
Stefan Garczyński.

sztuczne futra
sztuczne futra

Dość powszechnie używa się sformułowania „ekologiczne” do takich wyrobów jak sztuczne futra i kożuchy, torby, buty, galanteria i buty wykonane z różnych plastików.

Na bazie takiego widzenia sprawy powstała moda a nawet ruch społeczny („naprawiaczy świata”) by nie używać futer lub innych produktów odzwierzęcych.

Czy w rzeczywistości są one ekologiczne?

Po pierwsze, jak wiadomo, większość tworzyw sztucznych nie rozkłada się naturalnie, przeciwnie – ich rozpad może trwać setki lat.

Po drugie – niektóre tworzywa zawierają substancje szkodliwe.

Po trzecie – produkcja tworzyw wymaga dużych ilości energii  i wody oraz chemikaliów, z których część stanowi toksyczny odpad produkcyjny.

Po czwarte – jeśli ekologię pojmować w pełni, ekologiczne jest to, co jest zdrowe dla człowieka. Buty ze sztucznej skóry są nieprzewiewne, w zimie chłodne, koszule z tworzyw podobnie, potliwe, nieprzyjemne i często uczulające – itd. itd.

Generalnie – tworzywa sztuczne są „ciałem obcym” w przyrodzie, natura nigdy wcześniej ich nie miała, nie powstały też bakterie, które potrafiłyby rozkładać większość plastików.

Są też szkodliwe gdy dostaną się do organizmów żywych.
Odkryto, że niektóre tworzywa krusząc się wydzielają opary, mini pyłki i włókna szkodliwe dla zdrowia. Znajdują się one zarówno w powietrzu jak i w wodzie. Zbliż się w gorące dni do popularnych „orlików” – powietrze jest przesycone oparami a biegające po „murawie” dzieci (!) wykruszają wspomniane pyłki i oddychają nimi. Dziękuję za taki sport.  Na marginesie – trudno nazwać ekologiem kogoś, kto nie dba o swoje najbliższe otoczenie – swoje ciało. Z plastikami spotykamy się też w codziennym życiu domowym – nie zawsze zdajemy sobie sprawę z czyhających niebezpieczeństw dla zdrowia, jakie stąd się biorą. *
W wodach, zwłaszcza oceanów, utworzyły się nie tylko olbrzymie ławice plastikowych śmieci, ale także wody te są już zanieczyszczone mikrowłóknami. Flora się degeneruje, a fauna cierpi i ginie od tych śmieci.

Nasz system recyklingu jest ograniczony i niewydolny, a w ogóle wiele śmieci trafia do … lasów, stawów  i na otwarte wysypiska.

Produkcja torebek i galanterii (także tej do kuchni, meblowej itp.) z tworzyw jest stosunkowo tania, więc mamy niebywały zalew takich towarów, które podlegają modzie i są nader często i szybko zastępowane kolejnymi. Stoi za tym duży przemysł powiązany z „big oil” który chcąc wypchnąć na rynek jak największą ilość swoich produktów, jest także zamieszany w propagandę przeciw produktom naturalnym. W wyniku tej nagonki i ostracyzmu zanikło wiele tradycyjnych rzemiosł.

No dobrze, ale jaka jest alternatywa?

Powiem rzecz niepopularną w naszym świecie coraz większej poprawności politycznej i ekologicznej.
Otóż, właśnie klasyczne futra i kożuchy, skórzane buty i inne wyroby naturalne SĄ ekologiczne.

Skóra, włókna naturalne rozkładają się szybko i nie zawierają tylu toksycznych elementów co tworzywa sztuczne.

Ale zwierzęta? – zaoponują ekolodzy i wegetarianie.

Wiem, sam przez lata agitowałem i agituję na rzecz zwierząt i czuję problem **.

Powiem tak: hodowla bydła i trzody nie zaniknie tak szybko jakbyśmy chcieli. Zamieszane są zbyt duże interesy a i technicznie to też będzie dość długi proces. Abstrahuję tutaj nawet od polskiego interesu gospodarczego na bazie hodowli, który chętnie przyjęłaby konkurencja zagraniczna. Skoro zabija się zwierzęta dla mięsa, to utylizacja skór jest procesem wtórnym.
Mam nadzieję, że do czasu kiedy masowa hodowla zaniknie (wierzę że tak będzie, bo masowa produkcja mięsa – poza aspektami etycznymi i zdrowotnymi – jest wysoce ekonomicznie nieefektywna – patrz np.
http://lepszezdrowie.info/niedorzecznosci.htm ),
zostaną wynalezione takie tworzywa i procesy, które zapewnią im ekologiczność (np. biodegradowalność) na poziomie produktów naturalnych przy zachowaniu ich zalet.

Poza tym – czy nie ma w ruchu antyfutrzarskim hipokryzji? Czy ci protestujący nie jedzą mięsa? Czy pikietują rzeźnie i masarnie?

Oczywiście – naturalne futra czy kożuszki są droższe, podobnie buty.
Ale czyż nie wolelibyśmy mieć wygodnych, eleganckich i zdrowych butów skórzanych?
Czy kobieta musi mieć np. 20 torebek zamiast kilku eleganckich skórzanych lub materiałowych, które mogą być nawet tańsze od plastikowych?

Kożuszek może być zastąpiony nawet bardziej elegancką kurtką bawełnianą z wkładem puchowym lub też bawełnianym.

Co o tym myślisz?


*   Zobacz późniejszy artykuł BPA- wiesz o tym?
** Kiedyś później napisałem artykuł  Nie jestem wegetarianinem.