Biorę ten tytuł od formalnie nieznajomej Kasi, ale znajomej transcendentalnie, która wpisała tę myśl do swej blogowej wizytówki. „Na chwilę” to znaczy też krótko. Uświadamiam sobie, że oprócz dłuższych wpisów powinienem mieć więcej tych bardziej lapidarnych, jak przelotne myśli, które… chociaż przelotne w ekspresji, są we mnie głębiej i stale. Rebloguję to, co właśnie wyraża tę głębszą warstwę. Przeczytaj i poczuj co Kasia napisała…
Jako facet jestem bardziej konkretny i mniej wylewny od kobiet, które łatwiej o tym mówią i inspirują. To wielkie posłannictwo kobiet. Niektóre organizują zbiorowe medytacje, odprawiają ceremonie. Ale można to samo osiągnąć w mniej widocznej formie, w ciszy i samotności – jak w modlitwie. I za przypomnienie tej drogi – dziękuję. A do podziękowania dołączam swój wiersz ze zbiorku 6 prób:
DZIĘKUJĘ Dobre owoce ożywcza woda jasne słońce pogoda dobrzy ludzie dobroć i piękno wokół święty spokój dobrze żyć dobre czyny wiernie kochać być bez winy.
Tak więc gdy inni nieszczęśnicy oddają się nienasyconej pogoni za ambicjami i krótką chwilą władzy, ja wyciągam się w cieniu i śpiewam. Fray Luis de Leon, ok. 1527-91
(Shutterstock)
Badania pokazują jak zgubny dla naszego zdrowia jest stres, często pochodzący z pośpiechu, codziennej gonitwy i frustracji z powodu iż czegoś nie zrobiliśmy albo że będziemy sankcjonowani za to, że zrobiliśmy to źle.
W odniesieniu do zdrowia bezpośredni skutek może wynikać i z tego, że przez pośpiech zaniedbaliśmy prawidłowej diety, wskazań co do przyjmowania leków, nie robimy gimnastyki itd.
Kiedyś obiecałem sobie przestrzegać pewnego zdrowego „reżimu” porannego, w którym po przebudzeniu piję szklankę wody (ew. z pewnymi dodatkami leczniczymi), biorę lekarstwo „przed jedzeniem”, odczekuję do pół godziny, robię gimnastykę i dopiero jem śniadanie – bez popijania i zgodnie z zaleceniem – z wolnym, dokładnym przeżuwaniem. Potem mycie zębów, płukanie nosa itd.
Niby proste, ale trudne przez to, że często brakowało na to czasu, bo już trzeba było wyjść do pracy, albo pojawiły się ekstra okoliczności. Podobnie, w czasie dnia inne „procedury zdrowotne” rozbijały się o barierę ograniczonego czasu.
Dlatego też (ale nie tylko dlatego!) tak bardzo chwalę sobie obecną sytuację, gdy jestem już (prawie) niezależny i mogę sobie układać dzień po swojemu. Tym bardziej, że stać mnie na większe porcje odpoczynku, rekreacji i sportu.
Dzięki większej ilości czasu mogę też lepiej i dokładniej zapoznawać się z odkryciami w zakresie zdrowia i samouzdrawiania i próbuje to wdrażać we własnym życiu.
Temat zdrowia jest osadzony w szerszym kontekście, który wymaga bliższego zaznajomienia się z celowymi działaniami przeciwko zdrowiu, z manipulacjami społecznymi i politycznymi, z NWO, z próbami ograniczania wolności itp., co też wymaga więcej czasu na głębsze lektury, wyszukiwanie informacji i nawiązywania kontaktów. Zmuszanie do pośpiechu jest rodzajem zniewolenia, w którym człowiek coraz bardziej oddala się od siebie i innych i wpada w maszynerię systemu.
Myślę, że zwolnienie tempa, „powrót do natury”, która się nie spieszy, ma kapitalne znaczenie i dla naszego zdrowia i dla naszej efektywności – tu odwołam się do mojego już bardzo dawnego tekstu „Szybko-wolno” .
Warto nad tym wszystkim … pomedytować, a to wymaga też czasu i spokoju 🙂