Lapidarnie czyli skrótowo

„Każdego dnia przeżywaj tylko ten dzień”
– to odmiana hasła: dziel i rządź. (?)

M.R. Kopmeyer

było, jest, będzie

Dziś parę myśli lapidarnych – zgodnie w pierwotną intencją tego bloga (w tym parę powtórzeń z poprzednich wpisów)

„Tu i teraz” jest ważne, ale … czy nie zubaża nas o całe doświadczenie i planowanie?
Czy nie o to chodzi naszym ciemiężcom?

——–

Obserwuję parę przychodni, gdzie się leczę oraz członkowie mojej rodziny. Wszystkie przeszły ostatnio remonty – przyznam imponujące – na „wielki błysk”.
Ale wolelibyśmy leczyć się nawet w namiocie, aby dobrze i być traktowanym po ludzku – co niestety nie ma miejsca.
——–
(Allāhu) Akbar jest islamistycznym zawołaniem „Bóg jest wielki„.
Rzeczywiście, Bóg jest wielki, z tym że 10 do potęgi tysiąc bardziej niż się owym islamistom i  innym religiom wydaje. A wydaje się im, że Bóg osądza, mści się, czegoś od człowieka oczekuje, jakby czegoś Mu brakowało, że jakiś czyn człowieka może dodać Mu chwały lub obrazić itd. A zwłaszcza, że człowiek ma zasługę u Boga za uśmiercenie „niewiernego”. To absurd, a z punktu widzenia ludzkiego – zbrodnia. Kiedy – jeśli w ogóle – ta świadomość dotrze do fundamentalistów?
——–
Geometria. Cztery punkty (chociaż nie zawsze) ‚wyznaczają’ przestrzeń 3-wymiarową.
Trzy punkty (chociaż nie zawsze) wyznaczają płaszczyznę.
Dwa punkty wyznaczają prostą, a dokładniej odcinek, a ten jest podstawową miarą/metryką – odległością.
Jeden punkt wyznacza … co? Punkt jest sam z siebie niczym….
Chociaż… Nassim Haramein uważa, że wprost odwrotnie…
——–

Po latach wróciłem do lektury „Ukrytego władcy” Iana Wilsona.
Możliwości człowieka są niesamowite. Jeśli komuś coś niezwykłego się udaje, to dlaczego nie innym? Wydaje się, że potencjał mamy wszyscy podobny, tylko, ze niektórzy znaleźli specyficzne „furtki”… Polecam tę lekturę z 1990 r.  Dziś podobnych informacji o człowieku jest zapewne dużo więcej.
——–

Kiedyś stworzyłem stronę o Stefanie Garczyńskim – pisarzu i moim nauczycielu – http://www.StefanGarczynski.pl
Wciąż ja utrzymuję, chociaż pechowo – nie mogę nic w niej zmienić ani dodać – autorska aplikacja CMS praktycznie nie działa, a ftp nie potrafi tego ugryźć (struktura jest zaszyta w sposób niezrozumiały).
Natomiast można komentować i dodawać w ten sposób przyczynki – chociaż tyle, jeśli mogę prosić …[już rozwiązałem to przez przeniesienie na wordpress].
——–

Pytania jakie zadałem w paru miejscach, a na które wciąż nie mam odpowiedzi:

1) Jakiego programu używać do blogowania off-line (bez opcji aktualizacji on-line, a więc niezależnie od platformy zewnętrznej). Takie kalendarium, ale z otwieraniem się na dzisiejszej dacie i z możliwością sięgania wstecz zarówno po dacie jak i po tagach.
2) Jak zrobić efektywnie backup bloxa
3) Dlaczego na blox można mieć do wszystkich wpisów tylko 300 tagów; to spowodowało że nie mogę już dodawać nowych do nowych wpisów 😦
4) Jak komunikować się z administratorami facebooka?
5) Kopia strony www utrzymywana na bezpłatnym serwerze (najlepiej „wiecznym” – chmura?/google/dropbox/ itp. ?) z aktualizacją pobieraną nie z własnego komputera, ale z serwera u prowajdera gdzie  aktualnie serwis jest hostowany (odpłatnie). Chodzi o kopię nie tyle plików, co o pełną funkcjonalność strony (mirror).
——–
Refleksja ponurego dnia:
Niektórzy zatracają się w biznesie. Czy to jest najważniejsze?
Co ci przyjdzie z pieniędzy gdy drastycznie stracą wartość?
Jeśli rozchorujesz się i nie będziesz mógł ani doglądać swego biznesu ani się cieszyć jego wynikami?
A może w ogóle zatracisz umiejętność cieszenia się życiem, albo po latach zmagań już nie będziesz miał na to siły?
Czy nie zaniedbujesz rodziny, która w efekcie cię opuści (małżonek) a dzieci będą nieszczęśliwe?
Co będzie jak twe zyski zjedzą dalsze podatki albo opresje rządowe uczynią biznes zmorą.
A jeśli wybuchnie wojna? Albo sabotażyści lub służby zniszczą Internet?
Wszystko jest bardziej kruche niż się wydaje, także życie. Czy masz czas na Życie?
——–
Ostatnio zaangażowałem się mocno na rzecz lepszego zdrowia. W serwisie o nazwie – nomen-omen www.LepszeZdrowie.info zobacz, proszę, jedną z ważniejszych obecnych akcji pod adresem http://lepszezdrowie.info/O%20reforme%20sluzby%20zdrowia.htm

Dołączysz?
cdn.

We can!

Świat mało dba o to, co kto wie;
liczy się to, co potrafisz zrobić.
Booker T. Washington

Jerzy Zięba
Jerzy Zięba – autor inicjatywy

Jaka jest sytuacja w naszej ‚służbie zdrowia’ – każdy widzi.

Nie jest przyjemnie być na łasce NFZ w kwestii skierowań do specjalistów, terminów,  kolejek, jakości usług,  ‚spychotechiki’ i taśmowego traktowania – pisałem trochę o tym tutaj w aspekcie pewnego projektu.

Z kolei prywatne usługi są drogie – pół biedy jeśli zostajemy przymuszeni skorzystać z nich okazjonalnie, w przypadku chorób przewlekłych to klęska.

Ale dziś raczej nie o tym – leży mi na sercu  niekończący się proces ‚uzdrawiania’ tej służby, w którym jeden nonsens goni drugi, wciąż nie ma dość pieniędzy w resorcie, wiele jest marnotrawione i w końcu sytuacja nie jest lepsza.

Drugi aspekt, to rosnąca ilość chorób i chorych – mimo rzekomego postępu nauki. Zwłaszcza medycyna nie radzi sobie z chorobami przewlekłymi, a w dość licznych przypadkach określa pewne choroby jako nieuleczalne.

Czy tak musi być? Czy to w ogóle prawda?

Otóż we wszystkich tych kwestiach możemy uczynić znaczący postęp – stąd tytuł.
Rozwiązanie jest zaskakująco proste  – jak przecięcie węzła gordyjskiego, ale … nie będzie łatwe do przeprowadzenia – opór materii, w danym przypadku urzędniczej, ze strony skostniałej nauki i różnych lobbies będzie duży.

Zatem poniżej cytuję „Apel do Polaków” jaki poprzedza projekt nowelizacji ustawy o lecznictwie. Szczegóły i odnośniki  podam na końcu.
(Było o tym już sporo na http://www.LepszeZdrowie.info oraz na https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness,  ale chcę powiadomić o sprawie także tutejszych Czytelników).

Do wszystkich obywateli Rzeczypospolitej Polskiej!

Proponowana poniżej nowelizacja Ustawy będzie miała KLUCZOWY wpływ na zdrowie i życie WSZYSTKICH POLAKÓW. 

Musimy skończyć z dotychczasowymi, NIESKUTECZNYMI metodami leczenia polskich pacjentów, szczególnie tych, którzy są chorzy na choroby PRZEWLEKŁE z nowotworami włącznie.

Ta sprawa dotyczy KAŻDEGO POLAKA, musimy zadbać o siebie jak też o tych Polaków, którzy jeszcze się nie narodzili.

Proponuję się wprowadzić OBYWATELSKI PROJEKT nowelizujący obecną ustawę „o zawodach lekarza i lekarza dentysty, o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych” Jest to projekt OBYWATELSKI, żeby nie było walki pomiędzy partiami. Projekt tej nowelizacji nie może być upolityczniony.

Ustawa ta doprowadzi do najlepszego z możliwych leczenia obywateli polskich.
Przede wszystkim musimy EDUKOWAĆ WSZYSTKICH POLAKÓW o co w tym wszystkim chodzi. Rozmawiajcie z Waszymi RODZINAMI, przyjaciółmi, znajomymi… 

TŁUMACZCIE O CO TU CHODZI. KAŻDY POLAK może zachorować.

To OD NAS, od WSZYSTKICH POLAKÓW zależy czy wywalczymy sobie znacznie lepszy system leczenia nas wszystkich niż to co mamy w tej chwili. 
To niestety będzie musiała być WOJNA obywateli polskich PRZECIW OBECNEMU SYSTEMOWI leczenia nas!
Jeśli tą wojnę przegramy, nie mamy co liczyć na to, że będziemy leczeni inaczej niż do tej pory. To się DA osiągnąć, ale tylko wtedy kiedy ta ustawa będzie poparta przez największą z możliwych liczbę obywateli Polski. Każdemu z 30 000 000 dorosłych Polaków powinno na tym zależeć, ponieważ każdy Polak jeśli już nie jest, to jutro może być pacjentem.
Co wtedy ? 

Wtedy zaczyna się DRAMAT!

Polski pacjent SKAZANY JEST ODGÓRNIE na leczenie tylko i wyłącznie oparte na produktach przemysłu farmaceutycznego, czyli na substancjach SZTUCZNYCH, NIENATURALNYCH dla organizmu człowieka. 
Sytuacja ta jest groźna dla zdrowia i życia pacjenta.
Oficjalnie podawane informacje na ulotkach dołączanych do stosowanych leków zawierają listę skutków ubocznych zawsze znacznie dłuższą niż skutki pozytywne. To, że nie jesteśmy leczeni w najlepszy z możliwych sposobów, skutkuje często dalszą utratą zdrowia ze śmiercią włącznie. Jest to spowodowane kilkoma problemami, które należy i MOŻNA rozwiązać. 

PROBLEM Nr. 1
W lecznictwie polskim, nie ma integracji medycyny akademickiej z medycyną naturalną. Wręcz przeciwnie. 
Wielu mądrych, światłych, wspaniałych lekarzy, chciałoby człowieka leczyć w sposób znacznie bardziej skuteczny korzystając z dobrodziejstw obu systemów medycznych. 
Jednakże, medycyna akademicka w zdecydowany sposób stojąca po stronie przemysłu farmaceutycznego nie dopuszcza do takiej integracji. 

PROBLEM Nr.2
Lekarz, który chce skorzystać z możliwości wykorzystania wiedzy akademickiej i wiedzy medycyny naturalnej naraża się w podwójny sposób. Niezwykle często zdarza się, że pacjent stojący w obliczu choroby przewlekłej, czy też będący w bezpośrednim zagrożeniu życia, chciałby skorzystać z innej terapii niż oferuje medycyna akademicka.

Pacjenci chcieliby, żeby lekarz miał prawo do ratowania ich życia za wszelką cenę. Lekarz często chciałby mieć możliwość skorzystania z terapii poza proceduralnych. Pacjent z kolei, po wyjaśnieniu korzyści i ewentualnego ryzyka, chciałby często zwolnić lekarza z odpowiedzialności za jego, pacjenta życie, żeby lekarz mógł go leczyć w każdy możliwy sposób. 
Niestety, jeśli w trakcie, czy po terapii pacjent np. by zmarł, wtedy :

a. Rodzina pacjenta może sądzić lekarza z powództwa cywilnego i odebrać mu cały jego majątek, ponieważ w tym przypadku lekarz nie może być chroniony jego ubezpieczeniem. Ubezpieczenie lekarza nie pokrywa terapii poza proceduralnych.

b. Krajowa Rada Lekarska, w sposób bezlitosny, jest natychmiast gotowa takiemu lekarzowi odebrać prawo wykonywania zawodu i go zawodowo zniszczyć. Krajowa Rada Lekarska, jak wykazano wielokrotnie, nie stoi po stronie pacjenta. Jest to organizacja SAMORZĄDOWA, a więc nie podlegająca w zasadzie nikomu! 

Organizacja ta, odebrała i odbiera nadal prawo wykonywania zawodu tym lekarzom, którzy odważą się wyjść poza ramy narzuconych im procedur. Prawo wykonywania zawodu odbierane jest lekarzom, którzy WYLECZYLI pacjentów z chorób uchodzących za nieuleczalne czy też leczą ze skutkami pozytywnymi, bez szkody dla pacjenta!! Taki lekarz, przez swoich „kolegów” lekarzy z Izby Lekarskiej jest dotkliwie karany, podawany do prokuratury, sądzony, szykanowany czy izolowany ze środowiska.

Dzieje się tak tylko dlatego, że dany lekarz odważył się LECZYĆ PACJENTA ZA WSZELKĄ CENĘ. 
Na tym zawsze, bez wyjątku, traci PACJENT !!!

Lekarze, postawieni w takiej sytuacji boją się leczyć pacjenta w najlepszy możliwy sposób. To powoduje, że : 
Wielu chorych umiera, kiedy MOŻNA BYŁOBY ich uratować, gdyby lekarz miał prawo zastosować inną, ale.. pozaakademicką terapię.
Są oczywiście odważni lekarze, którzy bardzo się narażając, ratują ludzkie życie, czasami nawet w szpitalach, ale … w świetle istniejącego prawa robią to NIELEGALNIE !
Czy mamy żyć w kraju, gdzie ratowanie życia człowieka jest NIELEGALNE i musi odbywać się i odbywa się(!) w „podziemiu medycznym”? 
Dlatego, proponowana nowelizacja mówi, że : 

A. PACJENT MA PRAWO WYBORU TERAPII. To jest jego życie i tylko pacjent podejmuje decyzję końcową.

B. Ponieważ może się zdarzyć, że pacjent będzie chciał zaproponować całkowicie nierealną terapię, LEKARZ MA PRAWO ODMÓWIĆ TERAPII SUGEROWANEJ PRZEZ PACJENTA (np. nie zna danej terapii). W takiej sytuacji pacjent może szukać innego lekarza. 

C. Lekarz nadal odpowiada za właściwe wykonywanie swojego zawodu tak, jak jest do tej pory.

D. Nowelizacja Ustawy pozwala, każdemu LEKARZOWI, bez obaw zastosować terapie jakie LEKARZ uzna za stosowne.

E. Nowelizacja ta nie zmusza jakiegokolwiek lekarza do zastosowania terapii komplementarnych, natomiast daje prawo zastosowania ich każdemu lekarzowi, który będzie chciał je zastosować. 
W przypadku wprowadzenia tej nowelizacji, leczenie każdego obywatela Polski odbywałoby się w najlepszy z możliwych sposobów. Pacjent nie byłby „skazany” na leczenie tylko metodami medycyny akademickiej np. chemioterapia, sterydy, antybiotyki, jod radioaktywny itd… Lekarz miałby prawo sięgnięcia do potężnego arsenału jakie oferują terapie naturalne
(z ziołolecznictwem włącznie). Praktyka wskazuje, że zastosowanie terapii czy środków naturalnych, szczególnie w przypadku chorób przewlekłych, daje niezwykle pozytywne efekty terapeutyczne. W większości są one znacznie lepsze niż po zastosowaniu środków farmaceutycznych. 

Skuteczność takiego ZINTEGROWANEGO leczenia byłaby wielokrotnie wyższa niż systemu leczenia stosowanego do tej pory. To z kolei oznacza, że wykorzystanie tych metod spowodowałoby wielomilionowe, a zapewne nawet wielomiliardowe oszczędności dla budżetu państwa. W takim przypadku, Narodowy Fundusz Zdrowia miałby potężne środki finansowe, które byłyby uwolnione w celu :

A. Leczenia bardzo ciężkich schorzeń, na które obecnie NFZ nie ma pieniędzy.

B. Ze względu na znaczne zwiększenie efektywności leczenia zintegrowanego, w sposób niespotykany do tej pory skróciłyby się kolejki do lekarzy. 

C. Znacznego podniesienia standardu związanego z pobytem pacjenta w szpitalu. Dotyczy to np. standardów żywienia, gdzie jak donoszą media, pacjent w polskim szpitalu żywiony jest znacznie gorzej niż więzień w polskim więzieniu, co samo w sobie, dla każdej ekipy rządowej powinno być nie do zniesienia wstydem.

D. Podniesienia do poziomu godnego, wynagrodzeń personelu medycznego.

E. Właściwego zadbania o osoby niepełnosprawne, które w obecnych warunkach skazane są na uwłaczającą godności człowieka
egzystencję

F. Otoczenia właściwej opieką osób starszych czy też przebywających w hospicjach.

G. Zapewnienia polskim pacjentom środków koniecznych do prowadzenia leczenia. 

[… skracam]
Mamy w tej chwili absolutnie bezprecedensową możliwość jako JEDYNY KRAJ spośród wszystkich krajów europejskich, USA, Kanady, Australii.. wstrzymania przypadków śmierci, których da się uniknąć. Pod warunkiem, że to my, obywatele Polski, umożliwimy lekarzom ratowanie zdrowia i życia ludzkiego za wszelką cenę. W tej chwili, jak widać, lekarze tego nie mogą robić.
Podkreślić należy, że takie podejście do leczenia pacjenta wprowadziła już Szwajcaria. Parlament Szwajcarii wysłuchał głosu swoich obywateli i wprowadził do ich leczenia pięć metod medycyny komplementarnej […] Szwajcaria nie domaga się dowodów naukowych skuteczności wprowadzanych w/w terapii, ponieważ jest to praktycznie niemożliwe do osiągnięcia. Mało tego, metody te zostały objęte refundacją ze środków społecznych. 
W przypadku proponowanej nowelizacji ustawy, metody komplementarne płatne byłyby przez pacjenta prywatnie, a więc nie obciążałyby budżetu Państwa, natomiast w przypadku Polski, pacjent i jego lekarz mieliby prawo do skorzystania z KAŻDEJ uznanej przez lekarza za możliwie skuteczną terapii. 
Proponowana nowelizacja, byłaby więc aktem prawnym znacznie lepszym, niż ten jaki wprowadzono w Szwajcarii.
Zwraca się uwagę na fakt, że proponowana nowelizacja nie odrzuca metod medycyny akademickiej, nie konkuruje z nią, natomiast INTEGRUJE i powoduje powstanie WSPÓŁPRACY pomiędzy wieloma nurtami terapuetycznymi  stosowanymi w celu najbardziej efektywnego i BEZPIECZNEGO leczenia pacjenta.

[…] Rodacy… nasze zdrowie i życie jest teraz w Waszych rękach.

Jerzy Zięba [inicjator akcji i autor apelu]

Dalej następuje prawnicza część projektu nowelizacji, którą tu pomijam.

Następnie mamy obszerne dobitne Uzasadnienie nowelizacji, które tu się nie zmieściło, zatem odsyłam do odnośnej obywatelskiej petycji, ponieważ ten apel przybrał właśnie taką formę – znajdziesz ją tutaj:

http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=11640

Podpisz, jeśli sens tej inicjatywy trafia do twego serca i przekonania.

Popieram ten projekt i zachęcam tutejszych Czytelników do okazania mu wsparcia.

Myślę, że każdy komu zależy na poprawie, powinien powiadomić o tej inicjatywie swych znajomych a nawet włączyć się w akcję propagandową.

Na koniec Apel w postaci wideo:

Dziewczyna i uśmiercanie kultury?

Subkultura bez kultury…
LK

zasępiony

Ostatnie incydenty związane z teatrami, zwłaszcza tym we Wrocławiu i sztuką „Śmierć i dziewczyna”, znowu sprowokowały dyskusje o kulturze.  Słusznie, bo to ważne.
Tytuł artykułu, przyznaję, ma przyciągnąć uwagę, ale oprócz skojarzenia z nazwą sztuki, nie zapowiada tematu  dziewczyny…

Mam w głowie bardzo obszerny materiał, ale w tym wpisie poruszę tylko kilka związanych z tym wątków – więcej nie zmieszczę ani nie byłoby to ‘strawne’.
Pisałem o kulturze tutaj na blogu wielokrotnie, więc odwołam się dalej do paru takich miejsc, ale zacznę od już ‘słynnej’ potyczki profesora Piotra Glińskiego z Karoliną Lewicką w trakcie wywiadu w TVP.
Chociaż to mały fragment zagadnienia, to zatrzymam się nad nim na chwilę.

Emocje podniosły się nie tylko w czasie audycji, ale zwłaszcza potem w różnych mediach.
Od razu powiem,  że o ile na ogół u mnie jest odwrotnie, to tu bardziej kibicuję ministrowi niż dziennikarce – mimo że minister nie ustrzegł się niepotrzebnych emocji.
W moim rozumieniu – może staroświeckim – gość ma zawsze szczególne prawa, zwłaszcza jeśli się go zaprasza by mógł się wypowiedzieć. Z przykrością zauważam, że większość dyskusji telewizyjnych, abstrahując od częstej marnej jakości merytorycznej, to wzajemne przekrzykiwanie się. Bywa i tak, że jakiś gość prawie w ogóle nie jest dopuszczony do głosu. To po co go zapraszać? Takie audycje są dla widzów, a nie na potrzeby dziennikarza albo stacji. Tak być powinno przynajmniej w telewizji publicznej. Ciekawie jest słuchać dyskusji a nie przesłuchań po linii z góry przyjętej tezy. Niestety nasze dziennikarstwo zeszło na psy – w sensie sztuki dyskusji, rozróżniania faktów od opinii, a także coraz bardziej służąc propagandzie (na FB istnieje grupa o wymownej nazwie – Kłamstwa i manipulacje – degrengolada polskich mediów).
Co do propagandy, to sytuacja jest asymetryczna: dziennikarz – mimo że ma poglądy – zawodowo nie powinien jej stosować, natomiast gość nie jest dziennikarzem, reprezentuje jakąś opcję polityczną lub światopoglądową i wolno mu ją przedstawić.

W danym przypadku profesor P. Gliński chciał przede wszystkim sprostować to, co przekłamywały media manipulujące wycinkami wypowiedzi. To było merytoryczne. Jako minister,  Gliński miał nie tylko prawo ale i obowiązek zaniepokoić się owym spektaklem – chodzi zarówno o kulturę jak o wydatkowanie środków publicznych.
Jednak jestem przeciwko ręcznemu sterowaniu kulturą, zwłaszcza na takim ‘poziomie szczegółowości’. Minister powinien co najwyżej polecić zbadanie sprawy na miejscu wojewodzie lub innej odpowiedniej władzy; myślę, że przesadził polecając bodajże zablokowanie spektaklu. O tym jeszcze za chwilę.
Dziennikarka, ciągle przerywając, zachowywała się niegrzecznie a nawet napastliwie. Gliński, sprowokowany, też niepotrzebnie podniósł głos, ale to może raczej sprawa charakteru – w odróżnieniu od  totalnie wrogiego od początku  nastawienia dziennikarki – bez uprzedniej prowokacji ze strony gościa.

Co do prowokacji – spektakl „Śmierć i dziewczyna” został prawdopodobnie wykorzystany właśnie w tym celu.
Pisarz Antoni Libera na antenie Telewizji Republika powiedział, że cała sytuacja wokół spektaklu we wrocławskim Teatrze Polskim to „akcja, która była przygotowywana bardzo długo”.

Cytuję jeszcze dalej wypowiedź prasową na ten temat:

„Scenariusz był bardzo jasny. Chodziło o to, by powiedzieć, że w spektaklu będą sceny pornograficzne. Ja przewidziałem, że tych scen nie będzie. Miało to zrobić szum i aferę, co podbiło zyski artystyczne – wyjaśniał Libera.

Sztuka zaczęła być komentowana, w momencie kiedy premier Gliński mówił, że nie będzie wydawał pieniędzy na coś, co mieści się w granicach artykułu karnego – zauważył Marek Markiewicz. Zdaniem byłego szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji minister Gliński „powiedział to, co każdy dysponent pieniędzy publicznych powiedzieć powinien”.

– Przedmiotem naszej rozmowy mogłaby być odpowiedź dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu, który jest zarazem stroną walki politycznej – dopowiedział Antoni Libera. Zdaniem pisarza chodziło o wywołanie skandalu, a przesadne reakcje są wykorzystywane jako element walki politycznej. – Tu się używa przesady jako środka walki politycznej – zauważył.”
Przykładem takiej przesady jest wypowiedź  Piotra Rudzkiego, kierownika literackiego Teatru Polskiego dla  brytyjskiej gazety „Guardian”: „To ciemne dni dla Polski, przypominające nazistowski i sowiecki ucisk” (sic!).
Skoro było jasno powiedziane, że w sztuce wystąpią „aktorzy” porno, którzy będą uprawiać seks na oczach widowni, to dlaczego dyrektor teatru czuje się zbulwersowany protestami? Odkąd porno zalicza się do wysokiej sztuki, godnej wystawiania w teatrze noszącym nazwę „Polski”?
I odkąd to dyrektor teatru uważa siebie za tak ważną personę, że w chwili różnicy zdań może rzucać wyzwanie ministrowi i domagać się (bardzo stanowczo) jego dymisji?

Za prowokacją przemawia i to, że akt seksualny był tylko na próbie, a podobno w samym spektaklu już nie (lub ukryty). Prawdę powiedziawszy, dziwię się, że ta prowokacja lub chwyt marketingowy spowodował aż taki run na bilety – pornografia jest u nas łatwo dostępna na wiele różnych sposobów.
A co do dyskusji ogólnie, to mamy – Polacy indywidualnie – jakieś wyjątkowe skłonności by mieć rację, nawet „po trupach”, aby tylko „moje było na wierzchu”.

Ludzie często nie mogą pojąć, że prawda może być po trosze po obu stronach barykady i że trzeba się wznieść wyżej, ponad swoje uprzedzenia by to dostrzec i dojść do jakiejś syntezy.
To też kultura.

Ale przejdźmy do meritum – w szerszym ujęciu.

Kultura ma większą wartość niż na co dzień się wydaje. Tak jak piękno, duchowość, zadowolenie, ekspresja. Powinna nas podnosić, budzić, zastanawiać, uczyć. Czyni nas istotami ponad stan zwierzęcy.
Reakcja ministra – sądzę – wychodziła z tej pobudki.
Sztuka może bulwersować lub wzbudzać gniew – też ku nauce lub otrzeźwieniu.
Bo jest  wiele tematów wołających o nasze otrzeźwienie lub refleksję (polityka, niesprawiedliwość, przemoc, niektóre obyczaje, mody, rynek, zanik duchowości, dogmaty i stereotypy, …)
Natomiast sztuka powinna (moim zdaniem) kształtować „dobry smak”, a nie schlebiać nihilizmowi, niskim instynktom lub brzydocie.

Od wielu lat obserwujemy bowiem jak wszystko w kulturze jest psute.
Skracając – odwołam się do fragmentów mego wpisu Brigitte Bardot Bardzo

„…czasem odwiedzam Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie i prawie zawsze wychodzę mocno zdegustowany.

Jakieś obsceniczne instalacje, trywialność, wulgarność, bazgroły, bylejakość rzemieślnicza, nieudolność, epatowanie brzydotą, sadzenie się na oryginalność która nie służy żadnemu uczuciu oprócz żachnięcia się lub obojętności…”.
To dzieje się właśnie w placówkach dotowanych z podatków.
Olbrzymia sala, pośrodku jakaś jedna pseudorzeźba lub coś rozsypanego na podłodze, kilka pilnujących strażniczek muzealnych (ze zdziwieniem w oczach, że ludzie przychodzą to oglądać) – czy to dobrze zagospodarowane środki na kulturę?

Płacić bilet za takie zniesmaczenie? Odtąd korzystam raczej z darmowych czwartkowych wstępów. Podobnie do Zachęty, która też coraz mniej … zachęca.

Zauważam, że tam gdzie odwołujemy się do przeszłości, do autentycznych wartości, gdy sztuka wymagała jeszcze kunsztu i staranności,  udaje się połączyć piękno z nowoczesnością.  Np. Muzeum Chopina, muzea zamkowe,  czy np. ostatnio odwiedzone Muzeum Historii Żydów Polskich. Chodzi mi nie tylko o sztukę, ale o kulturę materialną, w której przekaz edukacyjny ma swoją ważną rolę.

Dużo lepsze wrażenia odbieram także w prywatnych galeriach i sklepach ze sztuką. Pomijając kicze (są i takie miejsca), prawdopodobnie właściciele dobrze wyczuwają i kalkulują, że nikt by takich partackich lub pseudoawangardowych dzieł nie kupił.
Zatem różne artystyczne miernoty muszą podpierać się państwowym hojnym sponsoringiem.

Jeszcze parę urywków ze wspomnianego postu poświęconego książce Bardot.

„Bardot rozprawia się z wieloma takimi patologiami, zwłaszcza w bliskiej sobie domenie sztuki wizualnej, z tymi wszystkimi idiotele

Karmią nas przemocą, pornografią, szmirą i reklamą piorącą mózgi. Nie będę powtarzał mocnych słów autorki. Tak jak i ją, boli mnie że w imię ‘nowoczesności’ promuje się szkodników zachwalających zwykłą brzydotę, różnych beznadziejnych konformistów, a usuwa się w cień i krytykuje artystów, którzy w swe dzieła wkładają serce, pracę, często iskrę boskiego geniuszu.”

Tak, mnie też bulwersuje między innymi epatowanie brutalnością poprzez codzienne telewizyjne ‘strzelanki’ – filmy lub kroniki kryminalne i to już w godzinach gdy oglądać może to młodzież a nawet dzieci. A potem dziwimy się, że mamy przemoc i przestępstwa w rodzinach, na ulicy i w praktyce politycznej.

Podobnie jak ogłupiające seriale, promowanie sensacji i strachu w tabloidach, coraz większą ekspansję nie dających nic wartościowego magazynów i serwisów plotkarskich.

… „W tej książce Brigitte Bardot szeroko i wielotematycznie piętnuje społeczeństwo, jego tchórzostwo oraz nikczemność, obojętność wobec bezprawia, upadek tradycji i wartości dawnej Francji. Ostro, ‘z jajami’, wyraża bunt przeciwko ograniczaniu wolności, uważa, że wolność dzisiaj została zamknięta w klatce, niczym wolność zwierząt, których obronie poświęca z pasją cały swój czas. …. jest niezwykłym orędziem zdrowego rozsądku o wolność wypowiedzi i konieczność powrotu podstawowych wartości człowieka: zaufania, nadziei, współczucia, szacunku, harmonii życia i miłości.”

… „Obecnie coraz bardziej nabrzmiewa problem islamizacji Europy i napływu imigrantów.
Bardot już kilkanaście lat temu celnie wskazywała zagrożenia. Zanim my przystąpiliśmy do UE, obnażała (nie po raz pierwszy) fatalne skutki brukselskiej politycznej poprawności i tamtejszego biurokratycznego dyktatu. Ten coraz bardziej drobiazgowy, totalitarny dyktat  który ‘przedstawia sobą obraz nienawiści, który zwalczają wytrwale, tej nietolerancji, którą piętnują’.
A Francja stała się zakładnikiem ślepego (i niekorygowanego do wymogów czasu) swego trwania przy hasłach egalitaryzmu i braterstwa. Teraz zbiera owoce zbytniego liberalizmu. Było by dobrze gdybyśmy umieli wyciągnąć z tego wnioski – póki jeszcze czas.”

… „I jakbym czytał Waldemara Łysiaka – podobne obrzydzenie do tak pojmowanej sztuki, poprawności politycznej prowadzącej do zidiocenia i absurdów, niesuwerennej polityki podporządkowanej mondialistom i mafiosom rządzących światem.”

Mój osąd jest faktycznie nieco ukierunkowany właśnie przez wpływ takich autorów jak W. Łysiak, który zarówno z wykształcenia jak i z powodu różnorodnej bogatej twórczości o kulturze, może być uważany za autorytet, ale taki nieortodoksyjny i niezależny. Jest znany z ciętego i punktującego języka, zwłaszcza w krytyce poprawności politycznej, której fatalne obecne skutki przewidział już bardzo dawno.

Tak jak on muszę dotknąć trochę i spraw politycznych, bo kultura jest jednym z narzędzi wpływania na masy.

Wiadomo o sile mediów. Ostatnio były zawładnięte przez jedną opcję polityczną. Przez strukturę właścicielską media w Polsce są zawoalowaną tubą niemiecką i unijną – oba te zaplecza nie są przyjazne Polsce.

Zarówno wątki patriotyczne jak i negatywne wobec Zachodu opinie podlegają tłumieniu w imię poprawności politycznej oraz (auto)cenzurze.
Krytyczne poczucie humoru w mainstramie jest na cenzurowanym. Nawet swego czasu   Szymon Majewski, który dowalał głównie PIS-owi, gdy wychylił się parę razy przeciw tuskolandowi, stracił swą audycję w TVN.  I wielu innych, jak Jan Pietrzak, który od dłuższego czasu nie ma miejsca w telewizji.
Jeśli chodzi o kabarety, to ich poziom jest coraz słabszy – niewybredne plebejskie żarty, unikanie polityki i czegokolwiek ambitniejszego, nawet brak znośnego wyrazu artystycznego.
Media znane są też z eskalowania mowy nienawiści, co rozkręciło reakcje oburzonych oponentów. W sumie – znów upośledzenie kultury.

Szczególnie atakowane są niezależne wydawnictwa i kanały, które bronią wartości, a które trudno oddzielić od polskiej tradycji i Kościoła – patriotyzm, rodzina, moralność.

Nie jestem klerykałem ani dewotem, więc mogę zrozumieć uprzedzenia zarówno ateistów, lewicy jak i innych środowisk liberalnych, ale poziom wielu ataków jest wykładnią poziomu ich autorów. I ich naiwności jeśli chodzi o intencje mocodawców.

Kłania się też polityka historyczna. Ma teraz szansę na swoje miejsce, na przywrócenie naszej dobrze pojętej pozycji i dumy. Wyrugowanie nauczania historii ze szkół to duży błąd. Można się spierać o zakres programowy, ale nie można oderwać kultury od historii. Warto skończyć z ‘pedagogiką wstydu’ i kompleksów. Inna sprawa, że kultura powinna być ‘przemodelowana’ jeśli nasza cywilizacja (globalnie) ma pójść do przodu – w tym sensie, że zbyt wiele w niej dogmatów i niekorzystnych mitologii, które hamują rozwój. Może to być bolesne, ale prawdopodobnie konieczne w świetle nowych wyzwań.

Tutaj może zaskoczę poniektórych salonowych chwalców Gombrowicza i ‘lemingowych euroentuzjastów’.
Oto co pisarz sądził o naszym miejscu i roli w Europie:

Nie będziemy narodem prawdziwie europejskim, póki nie wyodrębnimy się z Europy – gdyż europejskość nie polega na zlaniu się z Europą, lecz na tym, aby być jej częścią składową – specyficzną i nie dającą się niczym zastąpić, […] tylko przeciwstawienie się Europie, która nas stworzyła, może sprawić, że staniemy się w końcu kimś… o własnym życiu”.

„… Uderzcie raczej w sztukę europejską, bądźcie tymi, którzy demaskują, zamiast podciągać się do cudzej dojrzałości, spróbujcie raczej ujawnić niedojrzałość Europy. Postarajcie się zorganizować wasze prawdziwe odczuwanie, aby uzyskało byt obiektywny w świecie, znajdźcie teorię zgodną z waszą praktyką, stwórzcie krytykę sztuki z waszego punktu widzenia, stwórzcie obraz świata, człowieka kultury, który by był zgodny z wami.”

Każda sprawa powinna być naświetlana nie tylko z jednego (np. POprawnego) punktu widzenia i chwała za to, że jest ktoś, kto rzuca to inne światło. Tym bardziej, że często to inne spojrzenie nacechowane jest autentyczną troską o polskie dobro, o nasze bezpieczeństwo i suwerenność. Pożyteczny pluralizm.

Obecnie jeszcze bardziej widać, że toczy się wojna kulturowa –  jeśli tak dalej pójdzie, to cywilizacja europejska upadnie. Są siły geostrategiczne, bardzo partykularne, którym na tym zależy i które tę naszą słabość prokurują i rozgrywają.

Tu na chwilę wrócę do pornografii. Oprócz swej natury poniżającej człowieka i niechlubnej komercji,  zaprzęgana jest w politykę, tę od podszewki, która włącza się w inne metody osłabiania narodów w imię partykularnych korzyści.

Wiadomo z historii, że upadek każdej cywilizacji poprzedzony był upadkiem moralności i gorszącym rozpuszczeniem seksualnym.  Już mistrz Sun Tsu (ten od „Sztuki Wojny”) wiedział, że aby podbić jakiś kraj należy jego naród zdemoralizować seksualnie.
Z drugiej strony – nikt pornografii nie zabroni dorosłym ludziom, którzy ją wybierają jako doznanie. Dzieją się rzeczy gorsze i to za przyzwoleniem władz, w tym nawet od kultury i edukacji.
Przykładowo – seksualizacja dzieci od przedszkola, przedstawianie miłości tylko/głównie jako techniki, pedofilia, przemoc wobec dzieci i kobiet itp.

U nas demoralizacja w szerokim sensie szła od góry – w różnych wymiarach – korupcyjnym, moralnym, materialistycznym (nakraść się, marnotrawstwo, zaprzedanie majątku narodowego), w tłumieniu opozycji i pobłażaniu układom mafijnym.

Pokazali ją ostatnio politycy PO ze swoją kamarylą. Abstrahując od merytorycznych skandali, poraża ujawniony w znanych podsłuchach język. I nie chodzi tylko o wulgaryzmy ale o ogólny poziom tych ludzi.

Wiele się ostatnio mówi po obu stronach podziałów politycznych
o patriotyzmie.  Patriotyzm, wśród wielu atrybutów, to też dbałość o język ojczysty.
Oprócz ww. kazusów ze strony „elit” (tfu!) reaguję też na blogi i fora, zaprenumerowane biuletyny i … często „ręce mi opadają”. Niechlujność, byki, literówki, nowomowa, zdania bez sensu, często wulgaryzmy. Oczywiście mikroblog (np. twitter) lub forum internetowe to formy bardzo skrótowe, spontaniczne, coś w rodzaju luźnej rozmowy – można wybaczyć pewną ilość omyłek.
Gdy jednak coś pisze się publicznie, wydaje biuletyn dla subskrybentów, redaguje stronę www, to powinno się okazać więcej dbałości i szacunku dla swoich czytelników. I dla siebie – coś, co umieszczamy w Internecie – staje się w dużej mierze „nieśmiertelne”.
Spotykam sporo wypowiedzi i artykułów krytycznych; myślę że zwłaszcza tam i tym bardziej należało by uważać – by samemu nie narazić się na krytykę. 🙂

Obecnie „pisać każdy może” – stąd zarówno korzystna możliwość wypowiedzenia się przez masy (np. blogi), jak i zalew na ogół marnych a nawet grafomańskich powieści, autobiografii, poradników i książek kucharskich, które zaistniały raczej tylko z tej racji, że autor to jakiś celebryta. Nadzieja w tym, że może w tej masówce kilka procent ‘dzieł’, może faktycznie coś wniesie w kulturę – chociażby z samej statystyki zjawiska.
Podobnie poruszają mnie błędy w mowie, zwłaszcza polityków i innych osób publicznych. Zwłaszcza gdy znany aktor mówi ‘wziąść’, ‘proszę panią’ (gdy jest to zwrot grzecznościowy a nie prośba), nie rozróżnia przypadków (tą, tę), jeśli nie tylko politycy z selekcji negatywnej ale nawet dziennikarze z czołówek mówią ‘ludzią’ zamiast ludziom, ‘niosom’, ‘robiom’ itp.

Chociaż nie jestem orędownikiem PiSu – nie widzę tam (w wystąpieniach publicznych, do jakich mam dostęp) takiego języka i niskiej wartości narracji.

Tu mógłbym spiąć klamrą ten wpis nawiązując do pozytywnej oceny nowego ministra kultury jak na wstępie, ale … dając mu kredyt zaufania nie mówię jeszcze ‘hop’.
Druga klamra to skojarzenie dziewczyny (pani Karolina) ze śmiercią – kultury dziennikarskiej…

Jednak chciałbym jeszcze tylko krótko zwrócić uwagę na szereg innych zagadnień – zwłaszcza dotyczących tzw. kultury masowej.

Np. dbanie o swoje otoczenie. Wspomniałem o tym np. tutaj – Śmierdząca sprawa.

Podobnie można wytknąć śmiecenie w lasach, zalepianie chodników gumami do żucia, graficiarstwo na (czystych) ścianach itd.

Albo kierowanie uwagi społecznej na sprawy błahe – vide zawartość serwisów informacyjnych omijających to, co istotnie ważne, a także rozładowywanie napięć metodą „chleba i igrzysk”. Teraz pewnie podpadnę wielkiej ilości facetów. Chociaż kibice piłkarscy wykazują trzeźwe postawy i krytyczny osąd polityków, to kiedyś (może przesadnie i sarkastycznie) kulturę stadionową i Euro 2102 skomentowałem tak: Skopana piłka.
Podobnie jak to ujął kiedyś D. Passent:
„… Chamstwo na boiskach jest już powszechnie akceptowane.
Dla mnie dzisiejsza piłka nożna (nie tylko w Polsce, nie mówię też o sporcie amatorskim) ociera się o jakiś obłęd, to nie tylko szkoła niskich instynktów, ale zjawisko głęboko zanurzone w brudną politykę. Futbol to sprawa wagi państwowej, a nawet – państwo w państwie, ponadpaństwowa organizacja o symptomach mafijnych.
A politycy przypochlebiają się via futbol masom…”.

Może starczy, więc na koniec

Ktoś powie: wymądrza się, kim jest autor tego wpisu na niwie kultury? Czy w ogóle  zna się na tym?

Cóż, chociaż nie jestem w niej osadzony profesjonalnie, to uważam, że oddolny głos też coś znaczy – bo to my – obywatele, jesteśmy właśnie ‘odbiorcami kultury’ dla jej twórców i promotorów.
Przyznam też, że na sztuce teatralnej znam się najmniej, podobnie jak na muzyce. chociaż ja uwielbiam. Myślę, że nie trzeba się znać profesjonalnie na wszystkich zakamarkach i tajnikach sztuki, by umieć ją odczuwać i mieć swoje zdanie.

Pochodzę z ‘rodziny artystycznej’ – Mama i 3 ciotki były malarkami po akademii, a w domu zawsze wśród mnogości książek było miejsce na albumy dotyczące malarstwa i sztuki w ogóle. Reszta rodziny to humaniści – zwłaszcza po studiach historycznych i polonistycznych.

Oczywiście, z racji Ich i mojego wieku, były to zainteresowania bardziej kulturą wyższą niż obecną popkulturą.

W takim środowisku wyrastałem i przebywam.

Dużo czytaliśmy i czytamy. Żona konkuruje ze ś. p. Mamą co do ilości przeczytanych książek i czasopism – średnia to przynajmniej jedna książka na dwa dni J.
Jesteśmy nimi stale obłożeni, przy czym ja coraz więcej informacji zdobywam z Internetu, ale też dobierając je wg swych zainteresowań i wagi. Całe życie coś pisałem – opowiadania, felietony, pamiętniki, wiersze, przy czym większość tej aktywności przypadło na okres przedcyfrowy i uległo albo zniszczeniu albo czeka na ew. redakcję, chociaż nie wiem czy do tego dojdzie, bo są ważniejsze sprawy bieżące.

Wspomnę tylko,  że z nastaniem ‘ery cyfrowej’ poczyniłem wówczas jeszcze nieudolną technicznie próbę pokazania światu jednego z moich mistrzów – Stefana Garczyńskiego poprzez stronę http://www.StefanGarczynski.pl oraz digitalizację i opracowanie czterech jego książek. Obecnie już sprawniej i częściej wypowiadam się w Internecie na tematy społeczne, w tym dotyczące szeroko pojętej kultury.
To środowisko, aktywność i przyzwyczajenia czynią nas nie tylko odbiorcami ale i podmiotami kultury.
Zatem – sądzę,

Leszek Korolkiewicz

Źródła kryzysu z szerszej perspektywy (cz. 2)

Pierwszy krok do rozwiązania problemu polega na tym,
aby komuś o tym opowiedzieć.
John Peter Flynn

za horyzont

Cz. 2

W tym miejscu posłużę się fragmentem spekulacji Roberta Brzozy z jego portalu http://www.Szokwiedzy.pl :

„…Przewożeni są do Włoch, Grecji i Turcji. Z Włoch transportowani są szlakiem bałkańskim na Węgry. Nie jest to przypadkowe posunięcie. Węgry zostały wybrane do zniszczenia przez „onych” za bycie niezależnym.

Głównie chodzi o walkę Orbana z bankierami i korporacjami.

Tylko na kredytach frankowych bankierzy stracili miliardy dolarów. Orban kilka razy walczył z finansjerą i doprowadził do znacznych zmniejszeń rat kredytowych tysięcy rodzin. Na Węgrzech było dużo więcej frankowiczów, niż jest w Polsce.

Jednak główne centrum przerzutu islamistów do Europy znajduje się w Turcji.

To w tym kraju wybudowano bazy wypadowe ISIS, kiedy jeszcze nie przejęli terenów Iraku i Syrii. Całkiem możliwe jest, że uciekinierów szkoli się w tureckich bazach ISIS i przerzuca do Europy.

Proszę zauważyć jaki to jest proces logistyczny. Tu nie ma mowy o przypadku.

Akcja uderzenia Islamu na Europę zorganizowana jest za zgodą lub udziałem USA.

Przecież, Turcja to poddany sojusznik Stanów Zjednoczonych.

Nic tam nie dzieje się bez zgody USA. Aby przetransportować setki tysięcy, czy wręcz miliony ludzi potrzeba i sprzętu i pieniędzy i masę ludzi organizujących ten przemyt. Wszystko dzieje się w sposób na tyle świetnie zorganizowany, aby uznać uderzenie na Europę za przypadek.

Grupy podzielone są na 100-200 osób. Każda z nich posiada lidera. Wyraźnie widać zorganizowaną akcję w trakcie niechęci przyjmowania pożywienia. Kolejny przykład to zamknięcie granicy Węgier. Tłumy dokładnie wiedziały co robić w takiej sytuacji.

Na filmikach widać, jak szybko i zorganizowanie przemieszczają się z miejsca na miejsce. Bez paniki o niepewną przyszłość.

Warto odpowiedzieć sobie na pytanie: w jaki sposób islamiści komunikują się ze sobą?

Być może zauważyłeś/zauważałaś czym posługują się uchodźcy?

Wielu z nich ma komórki… W jaki sposób stać ich na opłacenie abonamentu i roamingu? Przecież są uchodźcami, nie mającymi dachu nad głową.

To jest ważny punkt naszych rozważań. Ponieważ komórki dzisiaj to mapy, sms-y, czyli wskazówki i rozkazy płynące z bazy.

Kto ich sponsoruje?

Wszystkie drogi prowadzą do George Sorosa. Węgierskiego żyda, który reprezentuje międzynarodową finansjerę. Plan jest następujący: osłabić i zdetronizować Europę.

Podzielone niejednolite społeczeństwo jest słabe.

Nie będzie walczyć z nowym systemem: NWO.”

Całkiem możliwy scenariusz…

Jest też i taki, który zakładał konflikt krymski jako fazę przygotowawczą do ewentualnego zasiedlenia tamtych terenów przez Żydów w przypadku gdyby Izrael był zdławiony w wyniku konfliktu na Bliskim Wschodzie. Na razie wkładam to między bajki.

Wracając do szerszego kontekstu.
Stany Zjednoczone prowadzą skrytą wojnę i z Europą – o dominację. Narzucenie dolara jako waluty światowej tutaj coraz mniej działa. Traktat ITTP ma nas znacznie ograniczyć ekonomicznie, o czym pisałem tutaj + do wysłuchania to

Z kolei mocarstwa wykorzystują do swych celów żądne zysku korporacje, którym ułatwiają działanie, którym składają zamówienia. Koneksje są obustronne.

Rozwój ekonomiczny mógłby już dawno pójść milowymi krokami naprzód gdyby nie skrywanie tych rewolucyjnych wynalazków (i niszczenie ich autorów), które zagrażają monopolom przemysłowym.

Depopulacji służą nie tylko wojny, ale i owe zniewolenie ekonomiczne, strefy głodu i nędzy, gdzie pomoc humanitarna jest tylko fasadowa. Te strefy generują także wewnętrzne konflikty.

Idea depopulacji jest stara – tak jak sztuczna teza o tym, że Ziemia nie wyżywi ludzkości, jak eugenika i rasizm,  które w znacznym stopniu były powodem wojen i eksterminacji.

Szczególnie perfidne jest wykorzystywanie w celach depopulacji … niektórych ekologów.

Doszło do tego, że powstają ugrupowania głoszące, że gatunek ludzki jest wrzodem Ziemi, że należy ludzi eliminować, bo zagrażają środowisku. Wykorzystuje się też ekologów do lansowania i wspierania wydumanych teorii o tym,  że człowiek ociepla klimat, a zatem jest to kolejny powód do depopulacji.

Kolejnym narzędziem jest niszczenie zdrowia ludzi przez zatruwanie środowiska, żywności, przez choroby jatrogenne, przez kreowanie wciąż  nowych jednostek chorobowych a nawet wirusów, aby obejmować ‘leczeniem’ coraz to nowe masowe ilości ludzi. Leczenie ujęte w cudzysłów oznacza politykę stałego leczenia z intencją nie wyleczenia, ale dożywotniej aplikacji leków i nieskutecznych terapii. Leki te mają wykluczyć metody naturalne i środki, których BigPharma nie może opatentować. Dotyczy to także nasion i upraw GMO. Szczególnie wredne są działania na polu szczepionek  – patrz art.  O szczepionkach  (będą i dalsze artykuły w serwisie LZ > wyszukaj lokalnie).

Obecny wzorzec medycyny w ogóle nie widzi człowieka jako całości, przez co leczenie-nawet przy dobrych intencjach, jest nieefektywne i kosztowne.
Wszystko to degeneruje i drenuje społeczeństwa, natomiast generuje astronomiczne zyski farmacji i uzależnionej medycynie, przez co zostały one ‘kupione’ przez siły NWO.

Podejrzewam, że BigPharma ostatnio znalazła kolejny sposób by pomnożyć radykalnie swe zyski. O ile Afryka jest poligonem doświadczalnym do testowania depopulacyjnych szczepionek i leków, to biedny kontynent nie zapewni ich sprzedaży. Celem staje się Europa – bogata i wyuczona w ‘dbaniu’ o zdrowie wg medycyny alopatycznej tj. przez lekomanię.

Potrzeba w Europie więcej chorób!
Podobny efekt osiąga się przez wszechobecny alkohol, narkotyki, ‘dopalacze’ itp. środki uzależnienia. Walka z nimi jest tylko fasadowa, co widać po coraz większej reklamie i sprzedaży.

Trochę dalej omawiam geoinżynierię, która wywołuje sztuczne huragany, susze i powodzie jako  kolejne narzędzie depopulacyjne, ale także środek nacisku gospodarczego i politycznego. Przykładem jest to, co oprócz wojny,  spowodowało wielką migrację z Afryki i Bliskiego Wschodu – susze i nieurodzaj.
Wbrew poprawności politycznej, ta migracja stwarza realne zagrożenie epidemiami w Europie. Zarówno przez wprowadzenie na nasz teren obcych mikroorganizmów  jak i przez prosty fakt, że długa wędrówka i warunki obozowe  bardzo zaniżają higienę. A przybysze niechętnie współpracują z opieką lekarską, jaką im się oferuje.

Truciu społeczeństw służy wiele metod. Wszechogarniający smog  elektroniczny wpływa na komórki organizmu, które ewolucyjnie nie są przystosowane do sztucznego promieniowania, degeneruje mózg, wywołuje choroby. Szeroko o tym piszę tutaj.

Jesteśmy zatruwani z powietrza przez chemtrails – opryski chemiczne. Szeroko o tym czytaj tutaj . To dobitny przykład na to, jak większość ludzi nie dostrzega rzeczywistości lub swe obserwacje wypiera ze świadomości.

Chemtrails oficjalnie wpisywane są do grupy działań geoinżynieryjnych, a te wywołują także zmiany klimatu, lub przynajmniej wpływają na lokalne zmiany pogody – jak wcześniej wspomniałem. Być może przygotowuje się Europę, przez lokalne ocieplenia klimatu, właśnie do imigracji i mnożenia tu chorób. Pojawia się nieznane nam szkodniki, znikną pewne uprawy. A islamizacja, chaos i konflikty,  mają ostatecznie Europę pogrążyć.

W ramach geoinżynierii rozwijane są także tajne projekty broni elektromagnetycznej a wraz z technologiami za parawanem wi-fi, telefonii, środków masowego przekazu – również mind control. Obok prymitywnej kultury masowej, przykuwaniu ludzi do telewizorów i podawaniu nieustannej propagandzie, wszystko to razem służy ogłupianiu ludzi.

Przyczynia się do tego także  – przez czynienie ludzi zastraszonymi i biernymi, coraz bardziej widoczna opresyjność systemu władzy  –  mnożenie regulacji, zakazów, limity, koncesje, rozszerzająca się inwigilacja, szpiegowanie, cenzura, fiskalizm (mnożenie i podwyższanie podatków), brutalność policji…

Szczytne pierwotne założenia Unii Europejskiej zostały wkrótce podminowane lewackimi ideami, zapędami unifikacyjnymi i biurokratycznymi w każdej dziedzinie, co uprawniło późniejszą ironiczną nazwę Związek Socjalistycznych Republik Europejskich. Multikulti, gender, laicyzacja – to nowsze środki do osłabienia rodziny i tradycji narodów kontynentu.

Doszło do tego, że pozbawienie członków UE pełnej suwerenności pozwala urzędnikom z Brukseli wymuszać na Polsce ilość emigrantów, których musimy przyjąć – nawet wbrew naszej opinii publicznej i interesom państwa.

Omawiana polityka i wzorce kulturowe zrywają więzy międzyludzkie.

Komunikujemy się przez komórki i Internet, a nie w bezpośrednich rozmowach, żyjemy w coraz bardziej wirtualnym świecie, gdzie jeszcze łatwiej nami manipulować, zwiększa się rozwarstwienie majątkowe. Mieszanie takich kultur, które mają zupełnie inne paradygmaty,  jest tworzeniem nie tylko współczesnych wież Babel, ale zarzewiem otwartych konfliktów.

W tej strategii widać od dawna sterowanie religiami, podsycanie fundamentalizmu, co powoduje znów wojny religijne.

Chrześcijaństwo jest represjonowane na całym świecie, ale głównie w Europie, gdzie jego siłą jest rodzina, próbuje się tę rodzinę ośmieszać i rozkładać.
Jak widać, Europę osłabia się wieloma metodami, które się uzupełniają.

To wszystko potęguje poczucie ludzi, że wkrótce oprzemy się o mur, że nastał tak wielki ucisk i terror, że potrzeba jakiegoś radykalnego rozwiązania, nawet jakiegoś dyktatora.

I o to w tym całym planie chodzi – wprowadzić tyranię w sposób, który wyda się czymś znośniejszym niż to, co się dzieje.
To klasyczny schemat od wieków: stworzyć problem – wywołać wrzenie społeczne – rozwiązać problem który się stworzyło ku uldze mas, które są nieświadome owej manipulacji. Cały proces nakierowany jest na coraz większą kontrolę nad ‚wdzięcznym’ i otumanionym społeczeństwem.

Zamykając ten wątek – czy nasi ‘przywódcy’ zdają sobie z tego wszystkiego sprawę?
Czy i jak będą działać, by te zagrożenia eliminować?
Podejmować decyzje z uwzględnieniem szerszego obrazu sytuacji?

W zakresie uchodźców powinna być prowadzona jasna i jawna polityka imigracyjna, uwzględniająca przede wszystkim naszych rodaków za granicą, poszkodowanych Słowian i chrześcijan, z zachowaniem dobrowolności i wykorzystaniem naszej gościnności na szczeblu lokalnym, nawet rodzin, które zdeklarują chęć pomocy. Serca nie da się dekretować.

Wobec zagrożeń terrorystycznych – zwiększona czujność zamiast naiwnego liberalizmu  i podjęte odpowiednie fachowe środki bezpieczeństwa.

Rozpatrując temat konfliktów w ujęciu globalnym, trzeba będzie się kiedyś zmierzyć z pytaniem: czy spirala eskalacji przemocy doprowadzi do rozwiązania? Czy ludzkość ma egzystować na zasadzie wzajemnego zastraszenia? Kiedyś napisałem o innej koncepcji, która objaśnia jeszcze głębsze możliwe przyczyny i jednocześnie rozwiązanie istniejącego impasu.

Tymczasem, ponieważ szczególnie bliskie są mi sprawy zdrowia, to dorzucam naszym politykom  jeszcze te pytania wyborcze.

Mimo, że ten wpis może wydać się przydługi, to jest tylko szkicem tego, co można by powiedzieć w omawianym zakresie.

Jeśli jednak ta zarysowana wiedza i czujność weszłaby do strategii działania, zwłaszcza nowych władz w Polsce, to może spełniłaby się Jej Wielka przyszłość – zgodnie z pewnymi przepowiedniami, a przynajmniej faktyczna realizacja hasła „Teraz Polska”.
Nasz piękny kraj ma wielkie bogactwa mineralne, zdolnych, wykształconych ludzi, jeszcze nie zdewastowaną przyrodę, bogactwa kultury, pokłady duchowości – tak potrzebne w zmaterializowanym piekle, dumę i zdolność do zrywów. Wielka szansa na rozwój, przywództwo regionalne, wyzwalający wzorzec dla świata.

To brzmi równie ‘odlotowo’?  Nie tak bardzo, ale to już inny temat…

Do cz. 1 

Zdumiewający Kosmos

Nie sposób nie oniemieć z zachwytu,
gdy kontempluje się tajemnice wieczności, życia,
czy też wspaniałej struktury rzeczywistości. … 
Nigdy nie wolno utracić tej świętej ciekawości.
Albert Einstein

Kosmos jest zdumiewający. Zwłaszcza jeśli przyłoży się do niego znaną nam fizykę, co zapewne jest dużym ograniczeniem.
Abstrahuję tutaj od osobnego tematu jakim jest definiowanie kosmosu i wszechświata – są różne na to poglądy (np. że Kosmos to wszystko co przejawione i nieprzejawione i że zawiera w sobie wszechświat(y) jako przejawienia, a nawet przenikające się wszechświaty równoległe itp.).

Przede wszystkim poraża swym ogromem. Kiedyś komentowałem na FB zdjęcia NASA galaktyki Andromedy, np. to

(koniecznie zobacz).
Te miliardy gwiazd… A takich galaktyk są … miliardy – wg szacunków tego, co widzimy.
Ale czy widzimy wszystko? No, nie – nasze narzędzia obserwacyjne nie są na tyle doskonałe. Są i inne ograniczenia, o których często nie pamiętamy.

Mówi się, że widzialny/odkryty wszechświat (nasz wszechświat) ma kilkanaście miliardów lat (w hipotezie z pierwotnym ‚wielkim wybuchem’). Przy dość powszechnie przyjętym i obowiązującym fizyków założeniu, że nie ma prędkości większej od prędkości światła (c), to, co widzimy z najdalszych otchłani przestrzeni, odbyło się np. 14 miliardów lat temu – wyobrażając sobie czas też „fizycznie” i licząc go liniowo. Ale są i inne hipotezy dotyczące czasu i owej liniowości/nieliniowości (np. wpływ mas, efekty relatywistyczne, że czas nie istnieje, jest subiektywny, dyskretny, zapętlony, …).

Ale ciągnę wątek klasyczny.
Załóżmy, że ludzkość istnieje rozumnie 80 000 lat – mam na myśli ten okres gdy człowiek nie tylko obserwował niebo, ale i miał w związku z tym jakieś wyobrażenie wszechświata.
Jakże to mało do owych miliardów lat.
Z faktu, że niebo badamy naukowo, rejestrujemy gwiazdy, robimy zdjęcia itp. stosunkowo niedawno (pomijając starożytnych a nawet Kopernika), wynika, że nasza wiedza o tym, co się dzieje we wszechświecie sięga obiektów, którym daleko nawet do przeciwnej strony galaktyki, podobnie jej centrum (odpowiednio średnica ok. 100 00 lat świetlnych i 28 000 lat). Znajdujemy się bowiem na uboczu galaktyki, w jednym z jej ramion. „Się dzieje” to określenie nawiązujące do tych wypowiedzi, które pretendują do tego, by opisać wszechświat jaki JEST.
Faktycznie nasza wiedza o tym „co JEST” zależy od odległości obiektów od nas – pobliże śledzimy „względnie” na bieżąco, dla dalszych to tylko sięganie daleko wstecz czasu.
Wynika z tego, że tak naprawdę nie wiemy jak wygląda nawet całkiem bliski nam rejon galaktyki – czy pewne gwiazdy, ich skupiska … w ogóle jeszcze istnieją w postaci jakie je dziś widzimy z Ziemi. Tym bardziej nie wiemy czy jeszcze istnieją i gdzie ew. znajdują się dalekie galaktyki. Dodajmy do tego jeszcze fakt, że wszystko jest w ruchu (wirowania gwiazd wokół centrum galaktyk, wirowanie galaktyk w ich gromadach itd). A gwiazdy ewoluują. Wg nie do końca pewnej teorii wszechświat rozszerza się. To wszystko powoduje że jeszcze bardziej nie jesteśmy pewni tego co ‚widzimy’.

Zatem wnioskowanie o budowie i rozwoju wszechświata bazuje raczej na ekstrapolacjach i uogólnieniach z obserwacji jego historii. Powstają przez to dość arbitralne teorie wszechświata stacjonarnego, Wielkiego Wybuchu, kosmosu elektrycznego itp.

Czy to przykład na niepoznawalność rzeczywistości?
Prawdopodobnie czeka nas zmiana paradygmatu naukowego, uwolnienie od modeli mechanistycznych i limitu prędkości c na rzecz takich, które uwzględnią wszechświat kwantowy, z tzw. oddziaływaniami splątanymi, fraktalnością lub/i holograficzną naturą i dopuszczeniem nawet nieograniczonych podróży w czasie i przestrzeni, nie koniecznie fizycznie, ale z udziałem świadomości.
Bajki? Niezupełnie – tak myśli już spora ilość fizyków, którzy czują, że ich domena naukowa ‚oparła się o ścianę’. Wtedy jeszcze bardziej określimy kosmos jako ZDUMIEWAJĄCY.

To doświadczenie uczy nas perspektywy także w mniejszych rzeczach…

L.K. (pierwotnie opublikowane na facebooku)

BBB czyli Brigitte Bardot – Bardzo…

Często powodem błądzenia jest przewaga uczuć nad rozsądkiem.
Ale czy to zawsze jest złe?
Stefan Garczyński


… polubiłem za to, czym mnie zaskoczyła.

W danym przypadku cytat z Garczyńskiego pokazuje nawet, że emocja podkreśliła racje a nie błądzenie i nadała wypowiedzi aktorki siły oddziaływania.

Świat ‘schodzi na psy’. Akurat to polskie powiedzenie nie jest trafione i nie podobałoby się BB, bo ludzie bywają często dużo gorsi w swych zachowaniach niż zwierzęta. Od dawna i coraz bardziej. Wielokrotnie tutaj i gdzie indziej podawałem przykłady, odnoszące się głównie do naszej polskiej rzeczywistości. Ale to zjawisko niemal globalne.

Oto książka Brigitte Bardot „Krzyk w ciszy” z 2003 r (wyd. Assimil Polska), którą napisała w swej nadmorskiej rezydencji La Madrague, jedynie w otoczeniu zwierząt, pragnąc wyrazić aktualny stan swojej duszy, bunt przeciw zagrożeniom świata i stracone złudzenia.

Chyba dobrze, że przeczytałem ją dopiero teraz i teraz komentuję, bo w 2003 r. może bym jej nie dowierzał, może pomyślałbym że to jakaś wybiórcza nadwrażliwość aktorki…
Ale przez te lata sam się wiele nauczyłem.
A krzyk zwierząt – jeden z głównych wątków książki – jest stale aktualny i coraz bardziej przerażający w dobie postępującej, niehumanitarnej mechanizacji naszego świata i gonienia za zyskiem.

U nas Bardotka z okresu pofilmowego znana jest głównie z zaangażowania w obronie zwierząt. Ale to bardzo zawężony obraz. W tej książce Brigitte Bardot szeroko i wielotematycznie piętnuje społeczeństwo, jego tchórzostwo oraz nikczemność, obojętność wobec bezprawia, upadek tradycji i wartości dawnej Francji. Ostro, ‘z jajami’, wyraża bunt przeciwko ograniczaniu wolności, uważa, że wolność dzisiaj została zamknięta w klatce, niczym wolność zwierząt, których obronie poświęca z pasją cały swój czas. Aktorka, wolna i pogodna, z nostalgią wspomina czasy, kiedy zdecydowała, że oprócz odniesionego sukcesu, zaangażuje się również w trudną i samotną walkę o ochronę zwierząt. Krzyk w ciszy – jak ‘wołanie na pustyni’  – jest niezwykłym orędziem zdrowego rozsądku o wolność wypowiedzi i konieczność powrotu podstawowych wartości człowieka: zaufania, nadziei, współczucia, szacunku, harmonii życia i miłości. (zacytowałem częściowo z notki wydawcy, z którą się zgadzam).

W tej bezkompromisowej książce jest więcej w mądrości niż w wielu uczonych artykułach. Pomijam pewną egzaltację zarówno kobiecą, uczuciową w stosunku do zwierząt, jak i wegetariańską, ale sedno mówi samo za siebie.
Dotknę tylko paru wątków.
Obecnie coraz bardziej nabrzmiewa problem islamizacji Europy i napływu imigrantów.
Bardot już kilkanaście lat temu celnie wskazywała zagrożenia. Zanim my przystąpiliśmy do UE, obnażała (nie po raz pierwszy) fatalne skutki brukselskiej politycznej poprawności i tamtejszego biurokratycznego dyktatu. Ten coraz bardziej drobiazgowy, totalitarny dyktat  który ‘przedstawia sobą obraz nienawiści, który zwalczają wytrwale, tej nietolerancji, którą piętnują’.
A Francja stała się zakładnikiem ślepego (i niekorygowanego do wymogów czasu) swego trwania przy hasłach egalitaryzmu i braterstwa. Teraz zbiera owoce zbytniego liberalizmu. Było by dobrze gdybyśmy umieli wyciągnąć z tego wnioski – póki jeszcze czas.

Przy okazji widzimy jak nie tylko u nas klasa polityczna w swej większości jest wykwitem selekcji negatywnej, oportunizmu i degrengolady zasad. Ach, ta ukochana przez Bardot i przeze mnie w czasach młodości Francja…

Jest i bliski mi wątek ‘służby zdrowia’ oraz medycyny. Jak wysiłek idzie w gwizdek a nie na rzecz realnych potrzeb, jak z pogardą traktuje się ludzi starych i biednych, a bogatych drenuje. O tym jak – mimo wzniosłych haseł –  programy socjalne obróciły się w swoje przeciwieństwo.

Nie wchodzę w szczegóły – to pokrywa się często z tym, co przedstawiam na http://www.LepszeZdrowie.info .  (Tyle, że oni przerabiali to już wiele lat temu, a ja zacząłem sprawy nagłaśniać dopiero 2 2007 r.)

Bardzo przemawia do mnie rozdział 21. o kulturze.

Zanim o nim, wspomnę któryś z moich wpisów (na efemerycznym  Facebooku?), o tym jak czasem odwiedzam Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie i zawsze wychodzę mocno zdegustowany. Płacić bilet za takie zniesmaczenie? Odtąd korzystam z darmowych czwartkowych wstępów. Podobnie do Zachęty, która też coraz mniej … zachęca.

Jakieś obsceniczne instalacje, trywialność, wulgarność, bazgroły, bylejakość rzemieślnicza, nieudolność, epatowanie brzydotą, sadzenie się na oryginalność która nie służy żadnemu uczuciu oprócz żachnięcia się lub obojętności…
Z mniej kontrowersyjnych, ale równie bezsensownych działań, ostatnio wspominałem o owej kilkunastometrowej bezładnej pryzmie ziemi rzuconej na jeden z trawników przy ścianie Pałacu Ujazdowskiego (obecnie porośniętej miejscami już chwastami) z dumną mosiężną tabliczką tytułującą to wielkie dzieło artystyczne. Żartowałem, że szkoda, że sam nie wpadłem na ten pomysł, gdybym chciał się uwiecznić w annałach kultury jako artysta. Jakże łatwo.
Trzeba było, co prawda, pracy koparek, paru ciężarówek, paliwa i smrodu, nadzoru i biurokracji – za to wszystko łożymy pośrednio do budżetu kultury – by powstało to dzieło, które leży tam od miesięcy i nie wiadomo kiedy zostanie wywiezione (znów za nasze pieniądze).

Bardot rozprawia się z wieloma takimi patologiami, zwłaszcza w bliskiej sobie domenie sztuki wizualnej, z tymi wszystkimi idiotele…
Karmią nas przemocą, pornografią, szmirą i reklamą piorącą mózgi. Nie będę powtarzał mocnych słów autorki. Tak jak i ją, boli mnie że w imię ‘nowoczesności’ promuje się szkodników uchwalających zwykłą brzydotę, różnych beznadziejnych konformistów, a usuwa się w cień i krytykuje artystów, którzy w swe dzieła wkładają serce, pracę, często iskrę boskiego geniuszu.

Jest i wiele innych tematów wołających o nasze otrzeźwienie lub refleksję (polityka, sprawiedliwość, obyczaje, mody, rynek, duchowość, …) –  pozostawiam je potencjalnemu czytelnikowi książki.

Czy musimy się na tym wszystkim wzorować – małpując bezkrytycznie Zachód?

Ten głos Bardotki nie jest odosobniony, współgra z tymi, z którymi mieliśmy do czynienia we wspomnianych przez nią pracach jak Zabójczy postęp Eugena Drewermanna, Zachować nadzieję Konrada Lorenza, Czas, wielki rzeźbiarz  Marguueritte Yourcenar, i późniejszych.

I jakbym czytał Waldemara Łysiaka – podobne obrzydzenie do tak pojmowanej sztuki, poprawności politycznej prowadzącej do zidiocenia i absurdów, niesuwerennej polityki podporządkowanej mondialistom i mafiosom rządzących światem.

Dziękuję Brigitte za tę książkę. Jak piszesz na końcu:

„Wszystko co dajesz, należy do ciebie na zawsze
Wszystko, co zostawiasz sobie, jest na zawsze stracone”

(autor nieznany, może ostatnie zdanie przesadzone, ale tu pasuje).

Wierzę, że jest jakaś granica, jakieś dno, od którego się odbijemy.

Spełnieni

Nie żałuj, że nie spełniły się twoje marzenia;
pożałowania godnym jest tylko ten, kto nigdy nie marzył.
Marie von Ebner-Eschenbach

Lubię bywać na spotkaniach networkowych, zwłaszcza tych pod egidą Grzegorza Turniaka (szef  http://www.bnipolska.pl ), czy to na typowych meetingach BNI, śniadaniach biznesowych czy w ramach Akademii Rekomendacji.

Dlaczego? Oprócz kontaktów biznesowych, co jest hasłowym celem tych spotkań, jest to także miejsce gdzie poznaję ludzi … spełnionych. To budujące, wręcz magiczne doświadczenie.
Można wiele się nauczyć, cieszyć energią i charyzmą tych ludzi, wejść z nimi w kontakt osobisty. Czyli – jest to i życie towarzyskie. Ostatnio Grzegorz zacytował żarcik twórcy Kabaretu Dudek, Edwarda Dziewońskiego: „Jedyne życie jakie ma sens, to życie towarzyskie„.

Czym są rekomendacje? Czymś znacznie więcej niż wymianą wizytówek, czy ‚swatkowanie’ biznesów. To sztuka promowania i edyfikacji innych. To cała wiedza o relacjach, której uczą kursy BNI. To poznawanie siebie przez innych oraz przez oferowane testy osobowości. To, jak mawia Turniak – aktualizacja swojej mapy rzeczywistości.Poniedziałkowa (8.12.14)  X Akademia Rekomendacji miała hasło „Ekonomia Wdzięczności„.

Nie będę streszczał o co chodzi, pojęcie wzajemności w biznesie i nie tylko – mam nadzieję – jest intuicyjne i znane (książka o tym tytule autora: Gary Vaynerchuk).
Grzegorz zachęcał do wykorzystywania w większym stopniu mediów społecznościowych, ponieważ nie wszyscy ludzie biznesu to jeszcze doceniają, nie wszyscy zauważyli, że dziś sukces buduje się coraz bardziej na jakości relacji z klientem i mediami.

Niezależnie od tego przesłania – tak, jestem wdzięczny, że tam znów byłem.

Spotkałem też starych znajomych, poznałem nowych.

Wykład na ten temat wygłosił Grzegorz Turniak.

Jak zwykle uzyskaliśmy cenną wiedzę biznesową, było doborowe towarzystwo i wspaniała atmosfera.
Wykłady mieli dwaj goście:

* Marek Skała – właściciel firmy szkoleniowej MEGALIT – Instytut Szkoleń, dziennikarz, publicysta miesięcznika „Nasz Rynek Kapitałowy”, autor kilkuset tekstów z zakresu biznesu. Autor książki „Psychologii Zmiany” (ponad 25 000 sprzedanych egzemplarzy). Marek – jak dla mnie – to spektakularny przykład ciekawego, spełnionego życia, pełnego świetnych ludzi. Przykład jak rekomendacje ‚nakręcają’ same kolejne kontakty i bogactwo w różnym rozumieniu tego słowa.

* Sławek Muturi – inwestor w nieruchomości w wąskiej niszy kawalerek na wynajem. Rentier zwiedzający świat. Osiągnął wolność finansową w wieku bodajże 43 lat. Większość roku spędza w ciepłych krajach, odwiedził już wszystkie niepodległe państwa na kuli ziemskiej. Autor książek. (mam: Życie postkorporacyjne i Mieszkania na wynajem – moja droga do wolności finansowej).

Prezentację biznesową (zwyczaj spotkań) miał mój stary znajomy  – Tomek Wiśniewski – mówił o energetyce odnawialnej w kontekście projektów elektrowni wiatrowych.

Już cieszę się na następną Akademię Rekomendacji w styczniu, gdzie wystąpi między innymi Ewa Foley, (Inspiration Seminars International) – cudowna kobieta, którą podziwiam bodajże od dziesięcioleci.
Znane są fiszki motywacyjne Ewy – oto jedna z nich – bardzo a propos naszego spotkania:
Niektórzy ludzie zamiast mostów budują tamy i stają się samotni. Ty jesteś budowniczym mostów” .
Tymczasem wybieram się na coroczne otwarte spotkanie wigilijne u Ewy 13 grudnia 🙂

Od lewej: Tomek Wiśniewski, Sławek Muturi i Grzegorz Turniak
Grzegorz Turniak w czasie swego wystąpienia.

Kłamstwo

Przeciwieństwem głębokiej prawdy jest jeszcze głębsza prawda.

Upraszczając, kłamstwo to zaprzeczenie prawdy.
Jednak sprawa jest bardziej złożona. W szerszym spojrzeniu widzimy, że ze względu na ograniczoność naszych zmysłów i wiedzy – żyjemy w dużym stopniu  w świecie ułudy.

Ale nie zamierzam tutaj rozpatrywać prawdy aż tak szeroko. Chodzi mi o kłamstwo intencjonalne – bo by skłamać należy znać prawdę. Gdy nie znamy prawdy, lepiej powstrzymać się od pospiesznych osądów, a udawanie kompetencji dla manipulowania innymi to już poważne nadużycie.

Już parokrotnie dotykałem kwestii kłamstwa w swych blogach.

To widząc je w polityce, to w historii, to w systemie finansowym np. http://www.facebook.com/notes/tajemnice-złota/niełatwe-życie-doradców-finansowych-i-nowe-możliwości/231506770308503

a to w medycynie – ostatnio rozpisałem się o tym tutaj: http://lepszezdrowie.info/nieuleczalne.htm , http://lepszezdrowie.info/ukryte_terapie__recenzja.htm ,
w obyczajach a nawet tradycjach (kiedyś wrzuciłem taką refleksję: http://lepszezdrowie.info/tradycja__druga_strona_medalu.htm

w metodach mediów itd.

Kłamstwem pokrywa się spiski.

Zatajenie prawdy, która mogłaby przynieść wiele dobrego ludziom, rzadko nazywane jest kłamstwem, ale takie postępowanie jest też jego rodzajem.

Czasem kłamstwo jest na tyle bezczelne, że nikt nie wierzy że to kłamstwo, czasem łagodnie wynika z niesprawdzonej i powielonej plotki. Tak tworzą się różne mity. Lubię je tropić, jako że warto być świadomym prawdy, a przynajmniej się do niej zbliżać. Samo zagadnienie prawdy jest głęboko filozoficzne i nie będę go tutaj roztrząsał. To odwieczne pytanie: Czym jest prawda? Czasem ludzie fakt nazywają prawdą. Ale wyodrębniony fakt jest jedynie częścią prawdy.

Jest sporo książek na te tematy. Filozoficznie i kompleksowo podchodzi do tego Wojciech Chudy w swych opracowaniach jak monografia „Filozofia kłamstwa. Kłamstwo jako fenomen zła w świecie osób i społeczeństw”  (Oficyna Wydawnicza Volumen 2003, ss. 564) lub „Kłamstwo Jako Metoda – esej o społeczeństwie”.

Już z samego tytułu tych pozycji wyłania się powiązanie kłamstwa z głębokim złem.
Dostrzegały to religie (szatan – ‘ojciec kłamstwa’, „nie mów fałszywego świadectwa”, …), dostrzega psychologia i socjologia –  w szczególności wiadomo, że kłamstwo zabija przyjaźń.  Doprowadza do największego grzechu (jakby powiedział Dante) – do zdrady – nie tylko w relacjach dwóch osób, ale zwłaszcza w relacji: człowiek zaufania jak polityk, nauczyciel, lekarz, szef, rodzic … – ofiara oszustwa.

Ale przejdę teraz do węższych obszarów, które mnie interesują – do książek poświęconych zwłaszcza (w dużej mierze) zdrowiu.
W sposób popularny i ukierunkowany praktycznie pisze o kłamstwach np. Zbigniew Wojtasiński w „101 Mitów o zdrowiu” (2009), „Mity, kłamstwa i zwykła głupota”  – John Stossel (Laurum, 2010) lub Anahad O’Connor w „Fakty i mity o naszym zdrowiu i świecie” (Bookmarket, 2008).

Nasuwa się tu wszakże refleksja. Stossel jest dziennikarzem pracującym dla dużej stacji telewizyjnej (ABC), która raczej nie pozwoli sobie na zadzieranie z dużymi korporacjami, które są albo mogą być klientem reklamowym.

Zatem autor lawiruje w ten sposób by się zbytnio nie narazić. Część jego opinii oceniam jako nieobiektywnych. Jedną ze stosowanych metod jest branie jakiegoś aspektu danego zagadnienia i uogólnianie na jego całość. Czasem skutkuje to zbyt pochopnym zanegowaniem jakiegoś zjawiska lub poglądu  i na tej podstawie zaliczenie go do mitów. Chcąc niby dobrze wylewa dziecko z kąpielą, nie zauważając (może tendencyjnie), że dany pogląd, metoda, opinia, … jest w wielu przypadkach słuszna lub pożyteczna.

Już nie mówię o tak rażących przypadkach ignorancji jak poglądy o homeopatii, liczenie kalorii jako sposób na otyłość, rzekomy brak znaczenia pór jedzenia, …

Powszechne jest powielanie mitów i niesprawdzonych teorii w popularnej, zwłaszcza tabloidowej prasie oraz w serwisach internetowych reklamujących różne produkty – gdy nie liczy się rzetelna informacja a sprzedaż.
Podobnie O’Connor też jest etatowym współpracownikiem dużej redakcji (NewYork Times) i podlega tym samym ograniczeniom ‘poprawności’ (‘politycznej’ korporacyjnej).

Domykając sprawy związane z kłamstwami związanymi ze zdrowiem wspomnę artykuły:

11 największych kłamstw wg oficjalnego stanowiska
Z głowy na nogi
Na zdrowie

Ogólnie media mainstreamowe muszą być nie tylko ‘poprawne’ ale przez to spłycają wiele zagadnień – pod masowego odbiorcę.

Warto tutaj przypomnieć, że jeśli czegoś nie rozumiemy (a zwłaszcza jeśli jeden człowiek czegoś nie rozumie), to wcale nie znaczy że spotkał się z kłamstwem lub bzdurą.

Podobnie, prawda nie jest przedmiotem demokratycznej oceny.
Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób (Oscar Wilde).

Prawda nie zawsze leży pośrodku. Prawda leży tam, gdzie leży.

Faktem jest, że czasem trudno jej dociec, bo nikt nie ma pełnej wiedzy ani monopolu na prawdę. Ale uczciwe podejście nakazuje zrobić odpowiedni wysiłek.
Nie ulegać konformizmowi, wybieraniu niższej wartości, wygody, korzyści z lenistwa w dociekaniu prawdy.

Gdy obserwuję polityczne ‘gadające głowy’ uderza (skądinąd zrozumiałe ze względu na klasę klasy politycznej) ograniczenie horyzontu do własnych doktryn a nawet niemerytoryczna przepychanka. Obiektywności dyskusji sprzyjałaby zwykła empatia dla interlokutora. Wygrywa manipulacja.

Gdy mówimy o polityce – kłamstwo społeczne przybiera nieraz postać głębokiej hipokryzji. Tym charakteryzował się realny komunizm, a obecnie to np. tolerowanie i nawet podsycanie i drenowanie przez władze pijaństwa, mimo oficjalnej walki z tym zjawiskiem. Walczy się z paleniem, ale pijaństwo przynosi społecznie DUŻO  większe straty i dramaty.

Mówię o zjawiskach społecznych, ale ich źródło znajduje się często nie tylko w braku wiedzy, ale z zadufanego samozakłamania, to rys charakteru. Wtedy widzimy, że kłamstwo to zamach na wewnętrzną integralność człowieka, na jego pozostawanie w zgodzie z własnym sumieniem, jedność myśli, słów i czynów. Samooszukiwanie się to najgłębsza niespójność, jaka dokonuje się w człowieku, to kłamstwo, w którym człowiek żyje niezgodnie ze swoją naturą.

Jak bronić się przed manipulacjami? Włączyć samodzielne myślenie. Czytać prasę niezależną i media spoza głównego ścieku. Sięgać po przeciwstawne poglądy i osądzać je, zwłaszcza wg reguły „po owocach poznacie ich„. Znać przynajmniej podstawy NLP oraz erystyki. Znać propedeutykę logiki. Bardziej zaawansowany oręż to znajomość metod naukowych. Wychowałem się na starych podręcznikach jak akademickich, ale zapewne są odpowiedniki współczesne. Z tych znam popularne podejście w postaci książki „Kłamstwa, przeklęte kłamstwa i nauka” autorstwa Sherry Seethaler (chociaż i tu niektóre przykłady są kontrowersyjne).

Jednak otwartość umysłu nakazuje nie przywiązywać się do dogmatów, także naukowych. Zwróć uwagę na motto artykułu. Jakże wiele utrwalonych poglądów okazało się fikcją lub bardzo grubym przybliżeniem. Proponuję myślenie lateralne wg Edwarda de Bono (http://l-earn.net/index.php?id=610 > https://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=40851 ),
operacje prowokacyjne (http://l-earn.net/index.php?id=257 > https://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=41350 )…

Nie ufać politykom nastawionym na krótkoterminowy poklask a w ogóle nie szukać wśród nich autorytetów. Bo zwłaszcza świat polityki jest pełen propagandy, przy czym zaprzęga się tu najlepszych specjalistów, monopolizuje środki przekazu.  Chyba tylko ‘lemingi’ nie dostrzegają politycznego PR czyli mamienia ludzi obiecankami i kłamstwami dla korzyści wyborczych lub wyciągnięcia pieniędzy.

Ale,  „Nie ma gorszego zła od pięknych słów, które kłamią” (Ajschylos).

Podsumowując: nie dajmy się okłamywać!

Ten artykuł piszę nie tylko dlatego że kłamstwo boli mnie od dawna, ale sprowokowany narastającą aktualnie propagandą, zwłaszcza polityczną i to z pozycji siły i dezinformacji.

Żywię jednak nadzieję, że kłamcy wpadną we własne sidła. Jedno kłamstwo rodzi następne.

Kłamca, aby nie zostać zdemaskowanym musi kłamać coraz bardziej – i to się właśnie dzieje. Próbuje uwiarygodnić w ten sposób swe słowa, rozszerza stworzony przez siebie świat, przysłaniając jednocześnie rzeczywistość, która mogłaby go zdemaskować. Jednak, gdy ilość kłamstwa przekroczy pewien krytyczny próg, następuje lawinowa katastrofa takiego sztucznego świata.
Jak powiedział Abraham Lincoln: „Można oszukiwać wielu ludzi jakiś czas, a niektórych ludzi cały czas, ale nie można oszukiwać całego narodu cały czas”.

Ateizm?

Wiara i ro­zum są jak dwa skrzydła,
na których duch ludzki uno­si się ku kon­tem­plac­ji prawdy.
Jan Paweł II

Pewien znajomy na FB powołał artykuł o tytule „Religious people are less intelligent than atheists, according to analysis of scores of scientific studies stretching back over decades” z Independent.co.uk , co wywołało małą dyskusję, jak zwykle przy tematach światopoglądowych.
Zacytuję moje trzy grosze, ponieważ irytuje mnie jak manipuluje się ludźmi poprzez tytuły prasowe.

…Tutaj chodzi o prowokacyjny tytuł artykułu „Religious people…” i jego intro. Jeśli skupić się na nich, to widać wyraźną manipulację (i może o to chodzi w tego rodzaju doniesieniach, bo mało kto sięga głębiej, czyta opracowania naukowe i statystyki). Tytuł sugeruje że, że istnieje czysta dychotomia:
ateizm-religijność.
Ateizm to negacja bóstw(a) lub siły wyższej, a przecież religijność jest li tylko pewną formą (często wykoślawioną) uznawania i/lub celebrowania bóstwa/siły wyższej. Implikuje to wrażenie, że każdy kto jest nie jest ateistą jest religijny. Lub, że każda religijność jest wypaczona, głupia.
Taka sztuczna opozycja ateizmu nie obejmuje też różnych form duchowości bez praktyk religijnych, filozofii uznających pozamaterialny składnik rzeczywistości lub formacji typu buddzym, gdzie nie ma osobowego bóstwa.
Zatem taki podział oraz przypisywanie braku inteligencji postawom, w których próbuje się postrzegać rzeczywistość z wyższej perspektywy, są same w sobie brakiem rzetelności a może i … inteligencji (znajdziesz miliony osób na niezłym poziomie intelektualnym, które wręcz powiedzą: brak uznania siły wyższej jest dowodem braku inteligencji).
Warto też wspomnieć o całkiem naukowych poglądach współczesnej fizyki, zwłaszcza kwantowej, która coraz bardziej widzi w rzeczywistości źródło, które – może nieudolnie w naszym aparacie pojęć – możemy nazwać duchem.

A co do merytorycznej strony, to jest multum głosów, z których w dyskusji pojawił się taki:

Przez 50 lat brytyjski filozof Antony Flew należał do czołowych ateistów. Jego rozprawa „Teologia a falsyfikacja”, zaprezentowana w roku 1950, „okazała się najczęściej przedrukowywaną publikacją filozoficzną [XX] (…) wieku”. W roku 1986 Flew został nazwany „jednym z największych współczesnych krytyków teizmu” (wiary w istnienie Boga).
Jakże więc zaszokował opinię publiczną, gdy w roku 2004 ogłosił, że zrewidował swój światopogląd! Co skłoniło tego uczonego do zmiany zdania?
Krótko mówiąc, nauka. Flew nabrał przekonania, że wszechświat, prawa natury oraz samo życie nie mogły powstać przez zwykły przypadek. Czy taki wniosek jest rozsądny?
Więcej na http://www.twojewiadomosci.com.pl/content/czy-nauka-rozprawił-sie-z-bogiem.

W uzupełnieniu przywołam jeszcze książkę „Bóg nie jest urojeniem – złudzenie Dawkinsa”  autorstwa Alistera i Joanny McGrath, w której  wykazują jak bardzo myli(ł) się i manipulował w swych pracach guru ateistów – Richard Dawkins.

Zdrowie i fitness – prosto czy łatwo

Wszys­tko po­win­no być tak pros­te, jak to tyl­ko możli­we, ale nie pros­tsze.

Albert Einstein

przykład prostej metody

W podtytule bloga http://befirst.co/fitness figuruje  „prostsze niż myślisz”.

Podobnie – złożyłem deklarację, że będę mówił o metodach dla każdego.

Odruchowo można pomyśleć – aha, czyli te metody będą łatwe…

Ten artykuł i zrozumienie motta jest bardzo ważne.

 

Przede wszystkim jaka jest relacja pojęć: łatwe < > proste?

Jak dla mnie, proste jest to, co potrafi zrozumieć każdy, a nawet dziecko.

Coś, co nie wymaga jakiegoś formalnego wykształcenia, co nie jest skomplikowane ani bardzo złożone.

Uzupełniając złotą myśl Einsteina, ktoś powiedział, że to co proste bywa na ogół piękne, albo że piękno jest w prostocie.

Chociaż poniższe dywagacje mają zastosowanie do wielu dziedzin życia, skupmy się na temacie zdrowia.

Oto parę przykładów, które omawiałem na http://www.lepszezdrowie.info.

Profilaktyka

jest prostsza od leczenia tego, co już się stało, zwłaszcza zaawansowanych stadiów choroby.

Profilaktyka często sprowadza się do przestrzegania prostych zasad.

Jedną z podstawowych przyczyn chorób jest … złe przeżuwanie pokarmu.

Oczywiście stoi za tym cały łańcuch przyczynowo-skutkowy (małe wykorzystanie wartości odżywczych, obciążenie żołądka, gnicie pokarmu w jelitach itd.)

Czy przeżuwanie jest czymś skomplikowanym, trudnym? Każdy to potrafi – to naturalna wrodzona umiejętność.

Ruch to zdrowie. Proste. Każdy (kto nie jest ułomny) to potrafi.

Zasada nie łączenia grup pokarmowych. Ma duże znaczenie dla trawienia (a większość chorób ma źródło z układu trawiennego, z jelit).  Nie mieszać węglowodanów z białkiem.

Proste – wystarczy odróżniać, co jest co.

Podobnie – proste metody zapobieganiu zakwaszeniu organizmu  

– kolejnej podstawowej przyczynie chorób (np. unikanie wód gazowanych, picie dużej ilości czystej wody, więcej warzyw i owoców, itd.  Nie miejsce tutaj na wykład).

Przyznasz, że picie wody to proste zalecenie.

Cukier tuczy a nawet zabija. Chyba każdy już zna tę prostą zasadę.

Metoda samoleczenia B.S.M.  (jako przykład) – działa nawet bez wiary w jej skuteczność, można stosować „mechanicznie”, równolegle np. z oglądaniem telewizji, czytaniem itp. Proste przykładanie rąk do głowy -wg prostych schematów.

Rekomendowana tutaj metoda ćwiczeń 7 minut  

– ćwiczenia na odchudzanie prostsze niż skomplikowane diety czy długie treningi na siłowni – tym bardziej, że wg precyzyjnych instrukcji wideo.

Myślę, że te parę przykładów wyjaśniło o co chodzi.

Trzeba sobie jednak zdać sprawę, że „prosto” ma wielkiego konkurenta w postaci pojęcia „łatwo”.

Otóż, chociaż proste mogłoby być ze swej natury łatwe, to na ogół wybieramy ŁATWIZNĘ.

Dla ilustracji – przejdźmy przez ww. przykłady.

Profilaktyka? Nic mi nie jest, co się będę przejmował na zapas?

Ale gdy już coś nas dopadnie, to jesteśmy zmuszeni do działania.

Najlepiej, gdy lekarz da coś na szybką poprawę. Przeziębienie – jakiś antybiotyk, aby tylko za parę dni być sprawnym.

Ból głowy – jakiś mocny proszek, mniejsza o przyczyny i skutki.

Oddajemy się biernie lekarzowi – niech z tym coś zrobi za nas.

Zresztą, ta postawa to powszechne nastawienie typu: niech państwo da, niech się tym zajmą politycy… A to specjaliści od komplikowania…

Nawet wolimy zapłacić niż sami poszukać skutecznej, prostej metody.

Dobre przeżuwanie, wartościowe odżywianie. Nie, nam się spieszy. Najłatwiej skoczyć do fastfoodu, kupić jakiś produkt gotowy w sklepie do szybkiego spożycia lub szybkiego odgrzania w mikrofalówce. A że to bezwartościowe, a nawet trujące – o tym wolimy nie wiedzieć lub nie pamiętać

Picie czystej wody? Przyjemniej colę (z dużą! ilością cukru) lub piwo.

Podobnie ze słodyczami – szybkie kalorie, szybkie łatwe zadowolenie, mniejsza o skutki.

Ćwiczenie samodzielne, w domu, o dowolnej porze? Proste, ale wolimy, gdy ktoś nas poprowadzi za rękę, zmusi – nawet jeśli to dużo więcej kosztuje.

Itd. Itd.

Wychodzi na to, że najtrudniejsze jest samodzielne myślenie, branie spraw w swoje ręce, samodyscyplina. Łatwe  zaś wygodnictwo, zrzucanie odpowiedzialności poza siebie, doraźny efekt…

Okazuje się, że przez naszą naturę – nie wszystko co proste jest łatwe.

Brzmi to wszystko mentorsko, ale może czas się nieco przemóc, zrozumieć że wiele można odmienić przez PROSTY akt woli?

Trzeba się wydostać ze strefy własnego komfortu, wykonać jakiś wysiłek. To sprawdza się wszędzie tam, gdzie chcemy dokonać zmiany, osiągnąć sukces.

Na tej stronie zamierzam umieszczać materiały, które pomogą i mnie i tobie dokonywać takich zmian. Potrzebna jest stosunkowo prosta wiedza, motywacja i konsekwencja. To kwestia naszego rozwoju. Wtedy to, co proste stanie się także łatwe!

Przez regularne zaglądanie tutaj będziesz miał(a) wszystkie te elementy prawie „na widelcu”, znajdź tylko trochę czasu i dobrej woli.

To się, po prostu 🙂 opłaci.

————

Komunikuję, że w uzupełnieniu dotychczasowych wpisów z początku roku dot. fitnessu (system 7 minut) ostatnio uruchomiłem bloga http://befirst.co/fitness
oraz odpowiadającą mu stronę na facebooku
https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness

Jest też prosta stroniczka z informacjami o systemie 7 minut:
http://fitness.i-dlaCiebie.pl [ex post: podane tam linki już mogą nie działać, bo strony źródłowe uległy likwidacji]

Tytuł wpisu nawiązuje do ważnej notatki, którą tam zamieściłem i którą tu cytuję.