Demokracja?

rzucanie kości czy wybór

A to czysta wariacja ta demokracja!
~Tadeusz Boy-Żeleński

Demokracja, to rządy i wola ludu (przynajmniej w teorii lub wg definicji). To zgoda na wolę lub  racje większości.

Ale od kiedy i jakim cudem większość ma rację i powinna decydować?
Pytanie prowokacyjne, ale … zastanówmy się.

Nigdy tak nie było i chyba nie będzie.

Wystarczy chwila prostej refleksji.

  • To mniejszość ma wystarczające wykształcenie by znać się na danej sprawie (po prostu: mądrych jest znacznie mniej, niż głupich),
  • to mniejszość ma ambicję dociekać prawdy i przyczyn zjawisk (demokracja ma tendencję do dekretowania co jest prawdą przez głosowanie – patrz dowcipny ale mądry artykuł J. Korwin-Mikkego „Nauka – to bzdura” w „Dobry znak” 18 sierpnia 2011),
  • to mniejszość podąża za rozwojem wiedzy, ustawicznie się uczy,
  • to mniejszość zawsze dokonywała wielkich dzieł, odkryć, wynalazków, tworzyła nieprzemijające wartości,
  • to mniejszość potrafiła dzięki niezależnemu myśleniu obalać stare dogmaty i nieskuteczne schematy i przewodzić zmianom,
  • to mniejszość ma postawę służenia innym i wsłuchiwania się w potrzeby, by wiedzieć co jest dla innych dobre i faktycznie pomagać,
  • to mniejszość ma kwalifikacje moralne by ocenić co jest dobre,
  • to mniejszość udziela się społecznie by zyskiwać doświadczenie życiowe,
  • to mniejszość ma takie zasoby materialne, by nie ulegać pokusie korupcji i pogoni za pieniądzem, a widzieć dobro wspólne,
  • to elity (prawdziwe) powinny sprawować władzę, a nie przypadkowi karierowicze, populiści schlebiający najniższym standardom, łańcuszek nepotyzmu oraz cwaniacy nie liczący się z niczym oprócz swego interesu i żądzy władzy,
  • to światła mniejszość może rozpoznać takich ludzi i odsuwać ich z życia publicznego.

Klasycznym przykładem czym jest demokracja  jest (znane ale trafne powiedzenie) -możliwość przegłosowania przez dwóch meneli spod budki z piwem profesora uniwersytetu lub jakiegoś światłego i skutecznego przywódcy – bo mają większość.

Zresztą to, co widzimy, to i tak pozór demokracji. Raczej zabawka propagandy.
Partie przypominają sobie o demokracji gdy nadchodzą wybory – by zyskać głosy. Później konsultacje społeczne są rzadkie i pozorowane, spełnianie obietnic mizerne. W izbach parlamentarnych (mimo, że liczne) brak jest  dostatecznej „krytycznej masy intelektualnej”. Dominuje tam często myślenie dogmatyczne w kategoriach wąskiego interesu partyjnego i zupełny brak podejścia dalekowzrocznego.

Osądzając dzisiejszą demokrację zastrzegę się, że może w dalekiej idyllicznej przyszłości, gdy każdy będzie szczerze kierował się wartościami, dobrem ogółu na równi ze swoim, gdy będzie miał pełny dostęp do informacji oraz gdy będzie technicznie możliwa demokracja bezpośrednia, to może ten system zacznie się sprawdzać.

Profesor Michał Kleiber (aktualny prezes PAN) w koordynowanym przez siebie programie „Foresight-Polska 2020” wysuwa postulat by przy podejmowaniu ważnych decyzji państwowych odwoływać się do opinii parotysięcznych ciał konsultacyjnych, którym zapewnia się dostęp do pełnej informacji dotyczącej danego problemu. Byłby to ważny krok naprzód. Tyle, że wciąż nie realizowany. Sprawdza się raczej schemat: kto ma informację i wiedzę, ten ma władzę. Jestem pewien, że rządy niektóre informacje wręcz utajniają i działają niekiedy niekonstytucyjnie.

Nie ma w tym nic odkrywczego, np. już kilkadziesiąt lat temu Stefan Garczyński
( http://SteganGarczynski.pl ) w swojej książce „Z informacją na bakier” pisał:

„Obłudne są deklaracje o współgospodarowaniu, współodpowiedzialności i władzy ludu, gdy ten lud nie zna podstaw i treści podejmowanych w jego imieniu decyzji i zobowiązań. Fałszywie brzmi słowo „demokracja” w uszach posłów, którzy nie otrzymują informacji o stanie państwa. I w uszach radnych, którzy nie wiedzą, co się dzieje na terenie ich rady, nie dysponują nawet informacjami koniecznymi dla rozważenia żądanych od nich decyzji. Wreszcie fałszywie brzmi ono w uszach pracowników przedsiębiorstw, których zapewnia się o liczeniu się z ich zdaniem, nie przedstawiając informacji pozwalających to zdanie sobie wyrobić. Nie ma i nie może być rzeczywistej wspólnej decyzji bez równego dostępu do informacji. Nie ma i nie może być poprawnego opiniowania i efektywnej kontroli bez informacji rzetelnych, dostępnych i docierających do świadomości opiniodawców, decydentów i działaczy. Nie może być demokracji bez jawności życia publicznego, bez systematycznej i otwartej informacji o stanie państwa i gospodarki narodowej. Prawem wolnego obywatela żyjącego w wolnym państwie jest sądzić tych, którzy państwem tym rządzą, by jednak mógł to prawo wykonywać, musi mieć dostęp do pełnej i rzetelnej informacji o ich poczynaniach. Podobnie jak kontakt między bliskimi sobie jednostkami, tak kontakt między społeczeństwem i władzą jest, oględnie mówiąc, niezadowalający, gdy brak między nimi nieskrępowanego przepływu informacji. …

Zatem przygotowanie do życia w demokratycznym państwie powinno obejmować naukę znajdowania i oceniania informacji istotnych dla kształtowania poglądów  i efektywnego działania.”

Dziś, na szczęście, coraz więcej informacji możemy pozyskiwać dzięki wolnym mediom, reprezentowanym zwłaszcza w Internecie, co stwarza pewną nadzieję na przyszłość.
Niestety, chociaż rządzący (zwłaszcza u nas) nie grzeszą mądrością, to i większość społeczeństwa (przepraszam ogół i każdego z osobna), to – jak na razie – także przeciętność  pod względem intelektualnym i w zakresie doceniania autentycznych wartości.

Mamy smutną historię elit, były tępione przez stulecia, ale coś niecoś zostało lub się tworzy.

Z jednej strony – jak dać tej mniejszości szansę, z drugiej, czym zastąpić starą demokrację?

Jedną z odpowiedzi, jakkolwiek zaskakującą i dziś mało realną, jest oświecona monarchia (konstytucyjna). DUŻO niższe koszty społeczne, wdzięk i skuteczność. Poczytajcie coś z felietonów rodem z UPR (np. „Najwyższy czas”) no i publikacje samych monarchistów – jest tego sporo.

Oprócz monarchistów podobny pogląd mają niektórzy konserwatywni liberałowie, którzy sprzeciwiają się demokracji, ponieważ uważają, że ten ustrój wyklucza wolny rynek, jest niestabilny i pozwala rządzić osobom niewykształconym oraz nie znającym się na rządzeniu.

Monarchia nie wyklucza szerokich ciał konsultacyjnych, o jakich wspomina M. Kleiber, ale decyzje byłyby podejmowane jednoosobowo lub w wąskim gronie biorącym za nie pełną odpowiedzialność.

A gdyby tak praktykowana od tysiącleci rada starszych?

Wobec szybkiego postępu, za którym starsze pokolenia mogą nie nadążać, była by to raczej rada mędrców, nie koniecznie starych.

Zatem, na koniec przykład pewnej semidemokracji podobno praktykowanej w większości rozwiniętych cywilizacji kosmicznych (oczywiście nie musicie mi wierzyć na słowo, sam nie wiem czy to prawda).

Otóż osady, „gminy” czy inne najniższe jednostki organizacyjne wyłaniają najlepszego przedstawiciela ze swej rady mędrców, który zasiada w radzie następnego wyższego szczebla geograficznego. Ta, z kolei, wybiera najmądrzejszego do rady kolejnego poziomu i tak tyle razy, ile jest tych poziomów. Rady dysponują pełną informacją o wszystkich potrzebach każdego poziomu.
Trochę to przypomina sowiety, ale gdyby były one rzeczywiście rzetelne, to może system by się sprawdzał.

Nowoczesna technika umożliwia tzw. demokrację bezpośrednią, ale to znów – przy niskiej świadomości społeczeństwa i jego niekompetencji w wielu sprawach – niebezpieczne. Wg mnie to może się sprawdzić w małych społecznościach (gminach), gdzie mieszkańcy dobrze znają lokalne potrzeby i uwarunkowania.

Lepsze byłyby obligatoryjne referenda?

Jakieś inne pomysły?

Internet … ekologiczny

Niespodziewany aspekt Internetu łagodzi te krytykowane.
LK

Internet bardzo zmienił nasze życie. Stał się nie tylko przełomem technologicznym, ale zmienił wiele w sensie społecznym a nawet kulturowym.

Wśród wielu zmian jakie wprowadził zauważam znaczący wpływ na … ekologię.

Niebywały postęp w dostępie do informacji ma duży wpływ na edukację, w tym ekologiczną, umożliwia integrowanie się ludzi wokół spraw ekologii, organizowanie akcji i monitoringu zagrożeń.

W monitoringu społecznym i instytucjonalnym Internet spełnia też rolę czysto techniczną – można budować bazujące na nim systemy powiadamiania, sterowania i interwencji.

Internet umożliwił pracę zdalną, telekonferencje, szkolenie na odległość – wszystkie te wynalazki potencjalnie zmniejszają zapotrzebowanie na fizyczne przemieszczanie się. Oprócz efektu ekonomicznego wprost ma to wpływ na zmniejszenie zużycia benzyny, mniejsze zanieczyszczenie powietrza, oszczędza czas.

Zwłaszcza zimą teoretycznie oszczędza to energię na ogrzewanie tych pomieszczeń, które potrzebne byłyby do zgromadzenia ludzi fizycznie.

E-maile wypierają tradycyjną korespondencję, e-booki i e-prasa zmniejszają udział wydawnictw drukowanych. Wiadomo, to zaoszczędza drzew i różnych zasobów naturalnych i energii używanych do produkcji papieru.

Postępującą zmiana w sposobie dystrybucji plików – z nośników takich jak CD w kierunku ich przesyłania przez Internet, redukuje pośrednio zanieczyszczenia związane z produkcją tych nośników, ich opakowań i zmniejsza potrzeby transportowe. W efekcie będzie też mniej śmieci.

Wyrazem tego trendu jest po części moja stroniczka na FB Future Books.

Internet bardzo zmienił nasze życie. Stał się nie tylko przełomem technologicznym, ale zmienił wiele w sensie społecznym a nawet kulturowym.

Wśród wielu zmian jakie wprowadził zauważam znaczący wpływ na … ekologię.

Niebywały postęp w dostępie do informacji ma duży wpływ na edukację, w tym ekologiczną, umożliwia integrowanie się ludzi wokół spraw ekologii, organizowanie akcji i monitoringu zagrożeń.

W monitoringu społecznym i instytucjonalnym Internet spełnia też rolę czysto techniczną – można budować bazujące na nim systemy powiadamiania, sterowania i interwencji.

Internet umożliwił pracę zdalną, telekonferencje, szkolenie na odległość – wszystkie te wynalazki potencjalnie zmniejszają zapotrzebowanie na fizyczne przemieszczanie się. Oprócz efektu ekonomicznego wprost ma to wpływ na zmniejszenie zużycia benzyny, mniejsze zanieczyszczenie powietrza, oszczędza czas.

Zwłaszcza zimą teoretycznie oszczędza to energię na ogrzewanie tych pomieszczeń, które potrzebne byłyby do zgromadzenia ludzi fizycznie.

E-maile wypierają tradycyjną korespondencję, e-booki i e-prasa zmniejszają udział wydawnictw drukowanych. Wiadomo, to zaoszczędza drzew i różnych zasobów naturalnych i energii używanych do produkcji papieru.

Postępującą zmiana w sposobie dystrybucji plików – z nośników takich jak CD w kierunku ich przesyłania przez Internet, redukuje pośrednio zanieczyszczenia związane z produkcją tych nośników, ich opakowań i zmniejsza potrzeby transportowe. W efekcie będzie też mniej śmieci.

Sądzę że Internet był jednym ze stymulatorów rozwoju szybkich sieci przesyłowych na bazie światłowodów. Ta technologia, jak myślę, ograniczyła zużycie miedzi do produkcji magistrali kablowych, a rozwój lokalnych sieci radiowych – ilość kabli w ogóle.

Prawdopodobnie istnieje jeszcze wiele innych aspektów technicznych i społecznych jakie Internet wniósł i będzie wnosił w zakresie ekologii, ale już ta refleksja uświadamia wielorakość wpływu Internetu na nasze życie.

Co prawda, dbałość o nasze ciała to też ekologia, więc nie dajmy się uwięzić przed ekranami  komputerów i nie zaniedbujmy ruchu, chociażby przy lekcji gimnastyki … z Internetu, jeśli inaczej się nie da 🙂

Sądzę że Internet był jednym ze stymulatorów rozwoju szybkich sieci przesyłowych na bazie światłowodów. Ta technologia, jak myślę, ograniczyła zużycie miedzi do produkcji magistrali kablowych, a rozwój lokalnych sieci radiowych – ilość kabli w ogóle.

Prawdopodobnie istnieje jeszcze wiele innych aspektów technicznych i społecznych jakie Internet wniósł i będzie wnosił w zakresie ekologii, ale już ta refleksja uświadamia wielorakość wpływu Internetu na nasze życie.

Co prawda, dbałość o nasze ciała to też ekologia, więc nie dajmy się uwięzić przed ekranami  komputerów i nie zaniedbujmy ruchu, chociażby przy lekcji gimnastyki … z Internetu, jeśli inaczej się nie da 🙂