Gorzko, ale OPTYMISTYCZNIE

optymizm

W dzisiejszych czasach należy być optymistą,
by otworzyć z rana oczy.
Carl Sandburg

Optymizm bywa ośmieszany jako łudzenie się, naiwna postawa życiowa, coś co niweczy czujność. Możnaby napisać obszerną rozprawę o optymizmie (są o tym książki), o jego wersjach i roli, ale nie o to mi tutaj chodzi.  Odnosę to do pewnych kontekstów, które się zmieniają zarówno globalnie jak osobiście.
Nad optymizmem można panować i wykorzystywać go dla siebie i innych.

Z natury jestem optymistą, ale ta postawa jest wystawiana na próby.
Był czas różnych idealistycznych postaw i wiele z tego, co sugeruje psychologia o roli optymizmu i doświadczenie wielu ludzi. Odkopuję próbkę dedykowanej stroniczki z 2008 r.  Spełnij marzenia, którą ledwie naszkicowałem i potem szybko porzuciłem (prymitywny szablon), ale oddawała ówczesną wiarę w rolę optymizmu, wiary w siebie. Były też konkretne akcje by taką postawę krzewić, np. jak pisałem w 2010 – w Dzień dobry.
Z czasem coraz bardziej dostrzegałem dwa bieguny tego zagadnienia – obserwując jak świat się pogrąża w antykulturze, barbarii i dystopii oraz odczuwając fizycznie w sobie atrybuty wieku, a więc i zdrowia, i powiązane z tym społeczne ograniczenia.
Nie będę tego wywlekał, bo temat przewijał się wielokrotnie nawet tutaj w różnych aspektach.  Podobnie jak wiele razy pisałem tutaj o optymizmie.

Wpis będzie bardzo osobisty, także o tym, czego ludzie raczej nie pokazują.
W życiu zdarzają się chwile gorzkie psychologicznie, szczególnie przy rozczarowaniu, ale i fizycznie – np.  przez ból. Żyłem często w bólu.
I tak – mimo zaangażowania w sprawy zdrowia, właściwego podejścia do stylu życia, żywienia, profilaktyki –  borykałem się większość życia ze swoją cielesnością. Nie podłamałem się mimo to, nie stało się to także gdy w 2023 wykryto u mnie rozległego złośliwego raka. Miałem 3 operacje, obecnie przechodzę uciążliwą długotrwałą immunoterapię i kontrole. Wygląda na to, że będzie dobrze, takie są rokowania, ale myślę, że pomaga mi właśnie optymizm, wiara że przede mną jeszcze dużo dobrych doświadczeń.
Hipotetyczny „Zły” jakby czuwał by mnie wybić z tego nurtu, bym czuł się pechowcem.
Oto najnowszy przykład. Pozimowy sezon na działce w lesie rozpoczęliśmy w długi weekend majowy. W standardowej procedurze uruchomienia domu jest podłączenie termy (wywozimy ją do Warszawy by chronić przed mrozem i ew. złodziejami), a potem otwarcie zaworów dolotowych wody. Nagłe bum – struga wody zalewająca piwnicę z powodu uszkodzenia zaworu. Nigdy nie było takiej sytuacji przez ponad 25 lat.
Jak tu egzystować bez wody? Jest 1 Maja, potem praktycznie 4 dni wolne.
To był raczej cud, że po dziesiątkach telefonów, poszukiwań hydraulika, udało się znaleźć jednego, który następnego dnia przyjechał i to naprawił.
Tymczasem okazało się że gazu w butli jest na jedno krótkie odpalenie (jakaś nieszczelność?). Dawniej mogłem ją nabić po prostu na stacji paliw, ale według nowych przepisów trzeba jechać do specjalnego punktu – w okolicy był tylko jeden, z odbiorem butli następnego dnia.  Dla żony-gospodyni, to kolejny problem. A jej następny – komórka tajemniczo nie chciała się włączyć (ale tu pół biedy, dało się naprawić po powrocie, ale nastrój „niefartu” się pogłębiał).
Wiejska droga do nas jest bardzo wyboista a samochód ma niskie zawieszenie. Tego dnia urwał się tłumik. Nie byłem w stanie go zamocować bez podnośnika lub kanału. Dalsze peregrynacje lokalne do sklepów i usługodawców to obawa czy nie wypalę sobie błotnika w jego plastikowej części. A był powód by parę spraw załatwić. Otóż, wieczorem chcemy obejrzeć coś w telewizji, ale z kolei posłuszeństwa odmówił dekoder. Wszystkie podłączenia OK, a on milczy.
Następnego dnia kupiłem w miasteczku nowy – telewizor odpalił na większej ilości kanałów, co się nie udawało poprzednio. Czyli dobrze się stało, stary dekoder  był wadliwy.  Nie cieszyliśmy się długo, bo następnego dnia telewizor … się zapalił. Dobrze, że zareagowaliśmy szybko – mógł być pożar. Cóż, był stary.
Da się żyć bez niego. Natomiast nie za bardzo przy niesamowitym wysypie meszek i komarów (tych mniej), już po dniu byliśmy mocno pogryzieni, a ja mam na to uczulenie. Ostanie dwa lata tak nie było. Wytrwaliśmy parę dni, decyzja o powrocie. Załadowaliśmy się sporą ilości zapasów przygotowanych na dłuższy pobyt i jedziemy. Wieczór. Po paru kilometrach silnik stanął. Nie widać żadnej znanej mi przyczyny. Chyba nie spędzimy nocy na wiejskiej drodze…
Udało się znaleźć telefonicznie lokalną lawetę, która dowiozła nas do Warszawy (ponad 80 km). Samochód zostawiłem pod już zamkniętym warsztatem. Taksówką z bagażami do domu, następnego dnia dostarczenie kluczyka, zlecenie naprawy, zarówno silnika jak i tłumika. Okazało się, że do wymiany jest sterownik silnika, świece i parę innych mniejszych spraw oraz konieczny nowy tłumik. Wszystkie koszty wystarczyłyby na dwuosobową umiarkowaną wycieczkę zagraniczną.
Czy to wszystkie awarie majowe? O nie, były i pomniejsze jak bluetooth w laptopie i nie działające funkcje medyczno-sportowe w smartwatchu (z tych droższych)… Jakaś niewidzialna ręka uwzięła się na na mnie? Nawet mogę się domyślać jaka.
Suma stresów i wydatków jak na parę dni nie stymuluje optymizmu, ale na pewno go nie złamała lecz dodała mu hartującej goryczy.
Bardziej mnie podłamała, ale na krótki czas, utrata ok. 800 wpisów, w tym artykułów jakie publikowałem na stronie Our Life Force od ponad 2 lat. To było przynajmniej dwa tysiące godzin włożonej pracy. Straciłem też kilkaset wpisów na tamtejszym profilu. A wszystko przez awarię platformy, przez jakąś niefrasobliwość admina, który nie zadbał dostatecznie o zabezpieczenie materiałów użytkowników. Będę powoli odtwarzał przynajmniej skromne zręby tego zasobu, bo uważałem tę pracę za dość unikalną w sieci i poczytywałem sobie ją za ważną misję, mówiąc górnolotnie.
Teraz nie miałbym czasu, możliwości i siły by to przewrócić w całości. Nawet jeśli mam kopie niektórych materiałów,  to to. co poszło szerzej w świat straciło odnośniki, które teraz kierują do 404.
Pozytywna nauczka – nie pracować samodzielnie aż tyle jeśli nie jesteś osamotniony w przekazywaniu takich informacji. Bo już nie jestem outsiderem – informacje się roznoszą coraz szerzej dzięki innym osobom oraz zasięgom samej Kimberly Goguen.
A te właśnie informacje są bardzo pozytywne, budzą nadzieję. Odsyłam to Wprowadzenia na wspomnianej stronie oraz do dalszych wpisów. Było o tym i na tym blogu, a ostatnio tutaj – CARE i ja – krótka historia.
Dawniej pewne nadzieje mogły być przedwczesne, ale okazało się, że „gady” tego świata miały całe pokłady ukrytych, rezerwowych środków, by nas inwigilować, sterować, mamić, uszkadzać i wyzyskiwać.  Opóźniało to pozytywny rozwój, ale te pokłady pułapek są kolejno demaskowane i likwidowane.
Przykładem jest ujawniona strategia, liczona na pokolenia, jak zniewolić ludzkość, między innymi planem pandemii. Optymistycznie wskazywałem, że to kłamstwo kiedyś padnie. I faktycznie – maski, lockdowny, absurdalne przepisy dotyczące spotkań lub przemieszczania się itp. – padły. Upadną i inne reżimy – to optymistyczne chociaż będą temu towarzyszyć i gorzkie doświadczenia. Także to, że tzw. traktat pandemiczny WHO został odroczony protestem wielu ważnych głosów specjalistów i polityków.
Głośno teraz o tym, że przyjęta strategia medyczna była błędna, że Astra Zeneca przyznała się do nieskuteczności i szkodliwości swoich szczepionek i wycofała je z rynku, wyszły na jaw procesy wytaczane Pfizerowi za fałszowanie statystyk oraz ukrywanie szkodliwości leków itd. Zakładane są pozwy, wypłacane odszkodowania za skutki złego leczenia. Nie będę się nad tym po raz kolejny rozwodził.
Pozytywne jest to, że ludzkość prawdopodobnie nie da się ponownie oszukać, chociaż knowania macherów i straszenie kolejnymi zagrożeniami trwają.
Przenosi się to na obłęd klimatyzmu, próby stworzenia społeczeństwa bezmyślnego i podatnego na ideowe szaleństwa, wynaturzenia i ślepe posłuszeństwo. Mam nadzieję, że dzięki gorzkiej lekcji  nie powtórzymy błędów.
Kolejnym przykładem wśród wielu jest ostatnia Eurowizja, podczas której ukazano pogłębiający się kryzys kultury. Obejrzałem kilkanaście minut otwarcia i miałem już obraz i …dość. Promocja golizny, ludyczności, nawet satanizmu,  słabej jakości sztuki. Festiwal migotliwego hałasu a nie piosenki. W największym skrócie pokazuje to klip https://x.com/i/status/1789849906242289748.
Także kto wygrywa te i podobne konkursy. Wg mnie występuje często selekcja negatywna pod założenia ideologiczne oraz działania lobbystów.  Czy ta wygrana nie była ustawką, skoro na długo wcześniej przesądzano o zwyciętwie chłopaka w spódniczce?
Ale to dzieje się i literaturze i w teatrze, kinie, w telewizji, w ogóle.

Czytam Obronę świata – obszerny książkowy zbiór felietonów Witolda Gadowskiego, głównie z lat 2019-2021. Chociaż publikowane były w tygodniku Niedziela, którego nie czytam i który nie pasuje do moich zainteresowań, to warto poznać idee i przemyślenia Autora. Oprócz pierwszej, dość „kościółkowej” części (nie umniejszam), książka zawiera mnóstwo celnych diagnoz i rozważania o przyszłości ubrane w dużą ilość bon-motów.
Część książki dotyczy koncepcji lokalizmu (nie mylić z lokajstwem!) jako antidotum na trend globalistyczny. Wtedy było to dopiero zarysowanie zasad i planu w stosunku do obecnej formy i praktyki lokalizmu. Wspomniałem o tym krótko wcześniej we wpisie Metoda, gdzie znajdziesz też inne przyczynki do mojego optymizmu. Podobnie jak ja, Gadowski wyraża się sarkastycznie o obecnej demokracji i podobnie od początku ujawniał przekręt kowidowy. Podziwiam aktywność pana Witolda, który nieustannie podróżuje po Polsce i organizuje lokalne kluby Ruchu Obrony Polski. Nie zakłada partii, nie narzuca regulaminów itp.  – chodzi o bezpośrednie kontakty ludzi podobnie myślących.
Udziela się w wywiadach i na konferencjach, jak ta ostatnia na której byłem.
O ile Wojciech Sumliński (też w tym ruchu) podnosi w swoich książkach (zwłaszcza w Koniec Polski. Ile czasu nam zostało? ) gorzką sprawę w jak beznadziejną sytuację geopolityczną Polska się wplątała, to Gadowski próbuje podnieść nas na duchu, a na ww. konferencji rozważania polityków i analityków przeciął nie używaną przez nich alternatywą: a jeśli UE padnie i to tak niespodziewanie jak padło ZSRR?
To jest zgodne z moim przewidywaniem: stary układ globalny wkrótce padnie i wtedy wiele naszych problemów się rozwiąże „samo”. Trzeba wziąć pod uwagę i to rozwiązanie i dążyć do niego, a nie popadać w im-posybilizm.
Na razie jestem za wprowadzeniem na stolik unijny zupełnie nowego projektu UE, ponieważ łatanie tego, co jest, nic nie da i będzie praktycznie niemożliwe. Taką inicjatywę europejską, już w znaczny stopniu uzgodnioną co do wspólnej pracy w gronie europejskich stronnictw i think tanków prawicowych, przedstawił dr Jerzy Kwaśniewski – szef OrdoIuris.
Te inicjatywy podbudowują mój optymizm. Tym bardziej, że Polska na tle innych krajów Zachodu jest jeszcze względnie normalna i ma duży potencjał.  I rodzi się coraz więcej ruchów oddolnych, które rozumieją, że stary nieefektywny układ partyjny powinien odejść.
Nie wolno milczeć wobec zła oraz poddawać się w walce o wolność.
„Ludzi dobrej woli jest więcej!”.
A „tupnięcie naraz tysięcy nóg może zawalić każdą budowlę” (W. Gadowski)

Pociągiem w przeszłość

Urodziłeś się po to, by wieść nadzwyczajne życie,
robić nadzwyczajne rzeczy i pomóc nadzwyczajnej liczbie ludzi.
Mike Litman

Za oknami przetaczał się smętny widok przedwiosennych szarych pól i lasków.
Siedzieliśmy w przedziale we dwóch w milczeniu.
Chcąc przerwać tę przygnębiającą atmosferę zagaiłem

– Ten widok przypomina obecne smutne czasy, nasze szare życie w czasie epidemii.
Ale najbardziej szkoda mi dzieci …

Starszy przygodny towarzysz podróży westchnął
– tak, i młodzieży.
Po chwili zaczął opowiadać  historię, która wydała mi się ucieczką od tematu, ale nie wiedząc o co  rozmówcy chodzi, wtuliłem się w oparcie i zamieniłem w słuch.

… Aleksander N. po ojcu miał duże zdolności matematyczne, lubił różne zagadki, a z czasem jego zainteresowania stały się poważniejsze niż określał to młody wiek.
Jednocześnie, jak to dość często bywa u osób z takimi zdolnościami, wcześnie opanował nuty, grał na harmonii, miał dobrą pamieć muzyczną i udzielał się w starszych klasach szkolnych przy okazjach gdy trzeba było coś  zagrać czy zaśpiewać.
Na styku tych dwóch zainteresowań szkicował rozprawki o matematycznych aspektach muzyki, o tzw. stroju podstawowym i innych kanonach. Jego spostrzeżenia kilkadziesiąt lat później znalazły potwierdzenie w pracach naukowców.
Po maturze zastanawiał się jaką drogę życiową obrać. Zdecydował się na matematykę – od jesieni 1939 r. miał podjąć studia. Wojna to pokrzyżowała.
Dalsze losy Olka były podobne do doświadczanych przez wielu rówieśników. Po pewnym czasie zaczął działać w AK. Właśnie w organizacji poznał Basię. Zakochał się bez pamięci, wyglądało że ze wzajemnością, zresztą podobał się wielu dziewczynom – uwodził je swym śpiewem i muzyką. Mieli wziąć ślub w 1944, ale akcje oddziału przerzucały go to tu to tam i jeszcze nie założyli wspólnego gniazda – licząc na lepszy czas po rychłym końcu wojny. Ten zastał ich znów razem, ale nie na długo, bo partyzantka trwała nadal. Po dłuższym niewidzeniu się, odnowili swe przyrzeczenie zaręczynowe i przypieczętowali to poczęciem Janka. Gdy stało się jasne że Basia jest w ciąży, Olek snuł marzenia o synu, który mógłby pójść kiedyś  w jego ślady i rozwinąć naukowo teorie na styku muzyki i matematyki.
Aleksandra czekała jeszcze trudna akcja w lesie, gdzie oddziały partyzanckie były coraz bardziej  osaczane przez milicję. Miał zobowiązania nie tylko służbowe ale i osobiste wobec paru przyjaciół.
Olek pocieszał Basię, że wyjdą z tego. Jednak jako umysł ścisły zawsze przewidywał różne warianty, łącznie ze śmiercią – zostawił narzeczonej dyskretny liścik do późniejszego otwarcia na taki przypadek oraz zdeponował swój gruby matematyczny notatnik.
Niedługo potem odział Olka zastał okrążony, dowódca go rozwiązał i dał żołnierzom wolną rękę. Wg milicyjnego komunikatu wszyscy zostali wybici. Po ok. miesiącu nadal nie było wieści o ocalałych, domyślano się, że może niektórzy wylądowali gdzieś w więzieniach, ale nadal nic do Basi nie dochodziło.  Otworzyła liścik , w którym Olek prosił by w przypadku jego śmierci zajęła się dzieckiem, urządziła sobie życie i przechowała jego notatnik.

Na tym kończy się pierwsza historia, historia życia, które nie spełniło się w swym potencjale – ślad po Aleksandrze zaginął na zawsze, nie wiadomo co się z nim stało.
Jak tysięcy innych. W tym przypadku nawet grób Aleksandra jest nieznany, a jego nazwisko może gdzieś zostało skrócone do NN.

Historii Barbary nie będę szerzej opowiadał. Wkrótce jej urokowi poddał się inny mężczyzna, a ona – widząc, że w tych trudnych czasach potrzebuje wsparcia, zgodziła się zostać jego żoną.

Starszy pan zawiesił głos, przez chwilę coś w sobie ważył, po czym kontynuował….

Urodziła syna, który faktycznie po ojcu po latach wykazał duże zdolności matematyczne. Najpierw  w turniejach szachowych i konkursach szkolnych, potem zrealizował niespełnione marzenie ojca podejmując studia matematyczne.
Po ich ukończeniu zatrudnił się w instytucie naukowo-przemysłowym. Zrobił doktorat w zakresie telekomunikacji, w którym uzasadnił możliwość nowej zasady przekazywania informacji.
Jego zainteresowania szły dalej w tym kierunku, przy czym inspiracje znalazł w pracach Tesli i … tu rozmówca lekko się uśmiechnął – w notatkach ojca o olśniewającej koncepcji  w ramach teorii fal.  Była rewolucyjna , bo umożliwiała pozbycie się masztów  nadawczo-odbiorczych. Przypominała to, co pojawiło się jako koncepcja telefonu grawitacyjnego.
Wtrąciłem – słyszałem o niej.

Rozmówca uśmiechnął się znów i przytoczył parę szczegółów – najwidoczniej znał się na tym.
Kontynuował:
– Pomysł Jana pokazywał możliwości realizacji. Jednak to nie miało szans na faktyczną realizację – lobby naukowe, a tym bardziej przemysłowe,  nie było gotowe na taką rewolucję. Ponieważ instytut pracował nad projektami wojskowymi, a ten był przyklejony do właśnie takiego – wszystko było utajnione, nie mówiąc o możliwości publikacji w piśmiennictwie naukowym.
Niektórzy koledzy naukowcy wspominają, że Jan mógłby pretendować do nagrody Nobla.
Niestety zahukany i niedoceniony docent Jan po różnych próbach przebicia się, zmarł nagle na zawał serca – przypuszczam, że przysłużyli się do tego jego przełożeni.  Jego prace wciąż są ukrywane, a właściwiej byłoby powiedzieć, że gdzieś zaginęły.
I tak kolejny potencjał życia, talentu, zastał zmarnowany.

Przytaknąłem, ale chciałem do tego nawiązać przez porównanie do losu obecnie odbieranych szans niektórym młodym oraz naszym wynalazcom, których pomysły są wykradane przez zagraniczne korporacje.
Pociąg zaczął hamować przed kolejną stacją i mój rozmówca ubierał się szybko do wyjścia.
Miałem jeszcze parę pytań, ale już nie miałem na to szansy.
Będąc w drzwiach pan X przygwoździł mnie.

– Ta historia jest naprawdę trochę inna.
Jan został abortowany w trzecim miesiącu ciąży – mąż Barbary nie chciał tego dziecka. Był ustawiony w nowej rzeczywistości PRLu – pasierb po akowcu – to mu przeszkadzało.
Ilość aborcji wtedy i teraz  – to jest kolejna odsłona zmarnowanych potencjałów, nawet gdyby nie były tak nośne.
Ale historia Jana – tu pokazał rękoma cudzysłów – jest prawdziwa,  znałem go.
Tyle że miał na imię Wiktor – niestety nie odniósł wiktorii.
Nieznajomy zniknął w korytarzu, a ja zadumałem się jeszcze bardziej…

Wesołych Świąt! 4

Wszystkim Czytelnikom bloga i znajomym składam najcieplejsze (dobre na mróz!) życzenia pogodnych, a najlepiej także Wesołych Świąt, z nutką refleksji, dużą dawką odpoczynku, jeszcze większą – rodzinnej więzi i miłości.

W tym pozytywnym nastroju wkroczmy szczęśliwie w rok 2013, w którym życzę zdrowia i sukcesów na miarę marzeń.

Chociaż nie każdy sukces to szczęście, ale każde szczęście, to sukces – bądźcie szczęśliwi!

Cele, nie tylko na nowy rok

Celem naszego życia nie powinno być posiadanie bogactw, lecz bogactwo bycia.
Erich Fromm

Przełom roku jest okazją do planowania, zwyczajowym okresem podejmowania zobowiązań. Co prawda, każdy moment jest dobry do zmian i dobrych postanowień, ale niech to będzie taka psychologiczna „kotwica”…

Jest bardzo dużo poradników, artykułów i kursów o planowaniu, bo by było skuteczne, powinno spełniać pewne zalecenia metodyczne.

Tutaj dokonam kolejnego podsumowania materiałów jakie na ten temat ukazywały się na przestrzeni lat na www.L-earn.net , ale – bardziej z naciskiem na artykuły nie tyle techniczne, co … filozoficzne 🙂
Nie obawiaj się  – tylko trochę i na wstępie.

[To jest wpis archiwalnywiele wymienionych wpisów nie jest aktualnie dostępnych, ze względu na zawieszenie L-earn.net; mam nadzieję kiedyś to odtworzyć, a tymczasem niektóre linki w charakterze protezy odsyłają do roboczego tekstowego archiwum, sorry ...]

Myślę, że refleksyjny czas świąt pomoże ci spojrzeć na temat z szerszej perspektywy, powiedziałbym – strategicznie. Jeszcze lepiej by było gdybyś znalazł/a jakieś refugium, aby te tematy spokojnie przetrawić i poukładać.

Zacznijmy zatem od Planowanie – wstęp. Cele planowania i w planowaniu, a potem Cele życiowe – właściwa perspektywa,

Ważne są pewne fundamentalne rozróżnienia, wyczucie sensu – przeczytaj np.

SENS I CEL oraz Cel i sens życia (wg T. Kotarbińskiego).

To już spora porcja materiału. Zatrzymaj się i oceń, czy dobrze wybrałeś kierunek (Dokąd płynie Twój statek kapitanie?). Czy jest podyktowany presją otoczenia czy raczej odpowiada twoim potrzebom i marzeniom (> marzenia ), co jest jedynie właściwe.

Przyda ci się wizja a nawet misja życiowa.  (Więcej o tworzeniu misji osobistej znajdziesz np. w książce: Iwona Majewska-Opiełka – Droga do siebie).

Jeśli masz więcej czasu sięgnij po liczne lektury – zarówno te wymienione w pierwszym artykule, jak i szereg darmowych w postaci e-booków.

Przykładowo:

Zaplanuj swoje życie (plik pdf, 651 kB), to lekko napisana książeczka o planowaniu i wyznaczaniu celów autorstwa Wandy Łoskot – znanego doradcy biznesowego z USA, właścicielki Akademii Sukcesu (bliższe dane wewnątrz e-booka).

To nie tylko książka do poczytania – miejsca na notatki i ćwiczenia zaangażują Cię trochę aktywniej by (wreszcie) lepiej zaplanować swoje życie lub jakieś przedsięwzięcie. To, przy okazji, podręcznik pozytywnego myślenia.

Właśnie przed chwilą 🙂  – dla przypomnienia – wysłuchałem webcastu Wandy pt. Planowanie Życia na rok 2011. 29 grudnia o 21.00 druga część – zainteresuj się – szczegóły na  SukcesTwojejFirmy.com .

Dużo nowszą pozycją jest Sztuka wyznaczania i osiągania celów. Marcina Kijaka (też darmowy e-book).

Ja i cele (pdf, 1120 kB) – obszerny fragment e-booka o celach osobistych i ich planowaniu.
Z kolei, już w 2001 r. doceniany głównie na polu e-biznesu Piotr Majewski napisał ciekawy artykuł Sztuka osiągania celów i realizacji marzeń.

By w tym artykuliku był jakiś konkret  „pod ręką” – przypomnę:

Dobre cechy celów

Cele, które stawiamy sobie w planowaniu, powinny mieć parę uznanych cech popularnie nazywanych akronimem SMART, pochodzącym od angielskich słów:

    • Specific – dokładny, konkretny (najlepiej zapisany! – wtedy jest czymś stałym, a nie tylko myślą)
    • Measurable – mierzalny, tj. taki który można ocenić co do stopnia realizacji. Na ogół, gdy cel jest mierzalny, to jednocześnie jest już i konkretny.
    • Active – aktywny, wyzwalający działanie będące w kręgu naszego wpływu
    • Realistic – realny (ale uwaga! – mierz wyżej niż dyktuje ci niska samoocena lub dzisiejsze okoliczności). Realność wiąże się z podziałem dużych celów na mniejsze.
  • Time oriented – określony w czasie, to jest z datą realizacji (to ważne, aby nie używać ogólników typu „w przyszłości będę bogaty”, bo przyszłość będzie zawsze przed nami i nie doczekamy się spełnienia swego planu).

Od siebie dodam ważną cechę: cele powinny być pozytywne i etyczne (no comments) oraz wewnętrznie nie konfliktowe.

Więcej (dużo!) spraw technicznych znajdziesz w wymienionych materiałach.

Na zakończenie przypomniał mi się artykuł Jak szybciej osiągać cele?

Pamiętaj też, że aby wytrwać w swych postanowieniach i planach – potrzebujesz podtrzymywania motywacji. Ale to już temat na osobne podsumowanie… 

Przyjdzie czas…

Nic nie dzieje się bez marzeń.
Carl Sandburg

 

Przyjdzie czas, gdy nasze niektóre wyobrażenia, techniki, zwyczaje wydadzą się śmieszne.

Przyjdzie czas, gdy nasze nawyki i wierzenia będą ocenione jako barbarzyńskie.

Przyjdzie czas, gdy ludzkość będzie wstydziła się swej przeszłości.

Nasze codzienne życie zmieni się.

Obecna polityka, medycyna, prawo, szkolnictwo i wiele innych sfer będą lekcją o nieprawościach i braku rozumu.

Nasze drogi, szosy, linie kolejowe – wszystko to stanie się reliktem i balastem.

Zniknie takie samoograniczenie człowieka, które wynika z wpojonego przez kulturę i system polityczny poniżenia godności własnej.

Dzisiaj marzę…