Czytanie, pisanie, kolekcjonowanie…

zalety książki

Książki są jak towarzystwo,
które człowiek sobie dobiera.
Charles L.  Montesquieu

W końcu udało mi się zrobić kartotekę (bazę) domowej biblioteczki (o takim planie nadmieniłem kiedyś w Generalia i didaskalia,  gdzie wspomniałem też o swojej mini bibliotece poświęconej zdrowiu, ale jej już od lat nie aktualizuję). Wyszło na dziś 2335 pozycji z licznymi szczegółami (kategoria, ilość stron, wydawnictwo, ISBN itp.), przy czym okazało się, że pewne książki mamy w paru wydaniach.
Szereg książek rozdałem, ale przybywają nowe, więc to się zmienia.
Jakie to książki?
Stosunkowo najmniejszy udział ma literatura piękna, chociaż kochamy tę dobrą (jest zalew słabej). Nie tyle kupujemy co raczej pożyczamy, ponieważ z zasady rzadko wracamy do danego tytułu. Jakby z zasady by mieć za to czas na rzeczy, doświadczenia nowe. Ostatnio zacząłem zbierać poezję – w tym przypadku lubię spojrzeć na parę wierszy lub fraszek – dla czystej przyjemności i relaksu – to zabiera niewiele czasu. Niezależnie od planu wydania dwóch książek (jedna zaawansowana) zacząłem i ja pisać wiersze (jest pierwszy zbiorek 6 prób, a drugi w drodze).
Inaczej jest pod kątem kolekcjonowania książek, do których się wraca –  poradników, słowników rożnego rodzaju, przewodników i map, pozycji popularnonaukowych i fachowych, biografii, „białych kruków”, zbiorów anegdot lub złotych myśli oraz albumów. Te ostatnie, których mamy sporo, zarówno sprawiają radość przy oglądaniu jak i zdobią dom (bywają piękne).
Konieczność, a raczej chęć posiadania takiej bazy, wynikła z utraty panowania nad tym, co realnie jest w domu, czy się tylko tak wydaje (pamięć coraz słabsza). Zwłaszcza, że brakuje już miejsca i trudno jest ustalić z pamięci, czy coś faktycznie mamy. To jeszcze nie do końca załatwia sprawę porządku, ponieważ przydałoby się dodanie w bazie rubryki GDZIE co jest. A to z kolei kusi, by wszystko inaczej poustawiać – najlepiej zlokalizować tematycznie (tylko częściowo tak jest). To już praca fizyczna i potrzeba zakupu dodatkowego regału(ów), by książki nie leżały w stosach jedne na drugich… Tylko gdzie postawić te regały? POTRZEBNE JEST NOWE MIESZKANIE/DOM.
Tym bardziej, że do mojej bazy dołączę kiedyś wydawnictwa starsze – głęboko zagrzebane w piwnicy i na działce.

Jeszcze innym powodem tego indeksowania jest … fakt starzenia się i wielce możliwej sytuacji, że zostawię żonę/dzieci z bałaganem. Albo, że sytuacja skłoni nas do sprzedaży części zbioru, wtedy baza ułatwi sformułowanie oferty.

Przyjedzie potem kolej na zbiory czasopism, które nas interesowały w sensie kompletów tematycznych (całe roczniki). Niektóre niszowe i sięgające wiele lat wstecz. Niezależnie od subiektywnie odczuwanej ich wartości, ostatnio syn zaskoczył mnie tym, że nawet stare czasopisma komputerowe nabierają wartości w wymiernym sensie. Byłem zaskoczony, bo to już przebrzmiała technika, ale w tej dziadzinie widocznie „antykami” stają się właśnie materiały już sprzed np. 15 lat. Są na to amatorzy.
Niestety dużo takich czasopism już wcześniej wyrzuciłem na makulaturę…
To pokazuje, że stare nabiera wartości tak jak antyki w ogóle, vintage itp.

Podobnie warto spisać kilkaset płyt, a nawet starych taśm z nagraniami – tu może być kłopot ze sprawdzeniem czy te nagrana nie straciły dopuszczalnej jakości.

To wszystko wymaga sporej pracy (chociaż mam aplikacje które to częściowo ułatwiają), od której odwodzi mnie nie tylko „bieżączka” innych spraw, ale także ciągłe dalsze lektury, które przyciągają jak magnes. A przecież równie wciągające bywają ebooki oraz inne publikacje w sieci.
I coraz większa chęć pozostawienia po sobie śladu w … pisaniu. Duże plany, które realizuję ledwie w paru procentach. Setki przyczynków, nawet sprzed dekad,  do dalszej „obróbki” – tylko kiedy? A do tego dość częsta drobna publicystyka w serwisach społecznościowych – namiastka większych projektów oraz wyrażanie się.

Pozostając przy temacie czytania, wspominam moją Mamę, która do późnych swych lat pochłaniała średnio jedną książkę dziennie. Nie wiem jak to robiła, może to była słynna umiejętność „błyskawicznego czytania”, ale także i pasja.
Moja żona, zupełnie bez związku, podąża podobną drogą. Nie tak rekordowo, ale też czyta bardzo dużo, przy czym jest na bieżąco z tym, co mnie kręci mniej – polityka, tajemnice historii – w dużej mierze także przez lekturę czasopism. Jednym słowem – sawantka.
Tak więc rodzinnie – poprawiamy statystyki czytelnictwa.
Pewnym aspektem jest moja dodatkowa niszowa działalność w przywracaniu pamięci Stefana Garczyńskiego (1920-1993) – pisarza, publicysty, nauczyciela i niezwykłego człowieka … via dedykowana strona StefanGarczynski.pl.
Niestety, ostatnio przeszła dwie awarie i obecnie po ostatnim incydencie jeszcze nie działa w pełni poprawnie oraz straciłem dostęp do pulpitu administratora – mam nadzieję, że przejściowo, ale to wymaga kolejnej pracy. Tam zaszczepiłem kiedyś hasło Wspomóż czytelnictwo.
Smuci mnie, że młodsze pokolenie, także to nasze, ma mniejsze zrozumienie uroku książek drukowanych – to na wskroś pokolenie Internetu.

I na koniec – jeszcze duży zbór zdjęć. Robię ich wiele od lat cyfrowo i to w jakimś sensie jest zachowane, ale chodzi mi o archiwalia analogowe – zbierane przez trzy pokolenia.
Znam osoby, które na takiej bazie stworzyły ciekawe historie rodowe lub przyczynki do historii miasta, regionu lub po prostu historii powszechnej.
Aż takich ambicji nie mam, chociaż jestem nagabywany przez rodzinę na stworzenie jej historii jako nestor oraz autor opisu swego rodu (sięgający 1610 r.) oraz powiązań w serwisie Myheritage.pl
Cóż – bardziej obecnie kręci mnie przyszłość, bo tam spędzę resztę swego życia, a może być ciekawie…
Oj, za dużo na możliwości seniora, chyba że będę właśnie żył „na siłach” jeszcze wiele lat.

Mikro czy mikre?

natchnienie

Pisać czy nie pisać
 – oto jest pytanie.

Jedni dla relaksu rozwiązują krzyżówki lub grają na komputerze, a ja wtedy … bawię się słowami, tak jak przykładowo pokazałem to kiedyś we wpisie Bawiąc się słowami , a także pośrednio w Aforystyka i w  Jak docinać, to z humorem …
W zbiorku wierszy i wierszyków 6 prób, próba 5. zawierała najkrótsze formy, które nazwałem Miniaturki.
Ale możliwe są jeszcze krótsze i zaryzykuję stworzenie „próby nr 7”. Nazwę tę próbę roboczo Mikro.
Sądzę, że  nie będzie się to  nadawało się do kolejnego zbiorku wierszy (takie najkrótsze myśli są najtrudniejsze i trudno się porównać z mistrzami fraszek i aforyzmów, więc wychodzi czasem wierszyk mikry), ale skoro to próba i to z szeregiem banałów (?), taki dla zabawy,  poniżej przedstawiam krótki wybór. Skracam te próbki nawet o tytuły, zamiast tego wyróżnikiem jest pogrubione pierwsze słowo.
Mam wątpliwość co do tego, czy niektóre nie są jakimś plagiatem, ale świadomie nie kierowałem się niczym oprócz impulsu by coś napisać. I nie jestem polonistą,  by ocenić czy to jakaś forma, która ma swoją nazwę i autorów*.

Jako osoba
Jestem sobą.

1, 2, 3
– dziecko, ja i ty.

Zaliczył
leży i kwiczy.

Wciąż mało
więcej by się chciało.

To zależy
na kim się leży.

Zazdrosna
że gdzieś indziej wiosna.

Anse
bo coraz mniejsze szanse.

Oj, ech…
Ej, nie narzekaj
lepiej się śmiej!

Bywa
że zimna
choć żywa.

Chmury
nie zasłonią bzdury.

Jesienią aura zimowa
to jakaś nowość?

Kabaretowo
pośmiać się zdrowo.

Dziennie parę tysięcy
nie trzeba więcej.

Widać i wiadomo
– homo.

Co jem ja?
JajkA.

Być w niebie
bez ciebie?

X stoi w miejscu
dlatego zrzędzi
że czas pędzi.

Niebo pochmurne
– myśli durne.

Słowa, słowa
ale dajcie chleba
Tego im trzeba.

Martwienie się
i zwątpienie?
Nie i nie!

Dobry podarunek
– szacunek.

Ten w zmowie
prawdy ci nie powie.

Praktycznie to życie
odkrywa tajemnice.

Ważne
nie musi być poważne.
——
Cóż, mogę tak długo, ale nie chodzi o kompensowanie lakoniczności tych mikro ich ilością, więc niech to będzie właśnie próbka. I nie muszę pisać, zabawa też ma sens.
—– 
* Później przypomniałem sobie, że to forma stosowana w epigramach i kupletach i właśnie we fraszkach.
Podobnie układany był także  antyczny distichon (dwuwiersz).
Ale mam wrażenie, że moje próby są jeszcze krótsze…
Dodam jeszcze i dłuższy epigram:

Na mównicy płomienie, w sercu chłód i kalkulacja,
bo polityka to sztuka – nie prawda, lecz prezentacja. 

 

Pierwsze wiersze

Czytanie to jedno z moich głównych i ulubionych zajęć. Ale także piszę, z tym że to publicystyka w mediach spoecznościowych, więc nie podpada pod hasło „książki”.
Po wielu latach (w tym już na zaawansowanej emeryturze) odważam się pokazać moje wiersze i wierszyki, chociaż to było moje zupełnie uboczne i sporadyczne zajęcie. Chodzi o zbiorek ok. 150 wierszy – do wydania w jakiejś postaci. Zdecydowana większość pochodzi z lat młodości, potem trochę refleksji z „życia dojrzałego”.
Ponieważ to debiut, to najpierw jednak chciałbym pozyskać garść opinii, czy to się w ogóle nadaje do publikacji. Zrobię to via portal Zrzutka dając tam w sekcji Podziękowanie dla darczyńców dostęp do tych wierszy w formie roboczego ebooka. A datki będą przeznaczone na ostateczną redakcję w jej wielu aspektach, przygotowanie do druku i na szatę graficzną.
Zatem – zapraszam na https://zrzutka.pl/uj46zt , gdzie poznasz resztę szczegółów oraz możesz pobrać ebooka. Twoja opinia będzie cenna.
A na zachętę (a propos tematu i zdjecia) taki wierszyk-miniaturka:

ZNIKAM

Gdzie jesteś?

– pyta żona.

Nie widać mnie – znikam

za stertą książek i czasopism.

Wertuję i czytam.

Kiedy je wszystkie

„pokonam”?

O blogowaniu i …

Dawniej pamiętnik skrzętnie się chowało, by nikt go nie zobaczył.
Dziś bijemy się o to,  by w postaci bloga był widziany przez jak najwięcej ludzi.
(zasłyszane)

Ta platforma, na której piszę (wordpress.com), jak wskazuje sama nazwa w domenie home.blog, służy blogowaniu. Tak została prawdopodobnie kiedyś pomyślana. Zatem – bloguję. Kiedyś tutejsze treści były na blox.pl – też platformie blogowej – do czasu gdy ją zlikwidowano.
Blogowanie zaś było pomyślane jako pisanie czegoś na kształt osobistego pamiętnika.
Tak było i u mnie na początku. Z czasem wordpress (w obu wersjach) przekształcił się w narzędzie, dzięki któremu wiele osób i firm tworzy strony internetowe, które służą nie tyle osobistemu blogowaniu, co różnym funkcjom typowym dla stron www.
W zasadzie chciałbym pozostać przy tej osobistej formule. Stąd tyle w moich wpisach prywatnych opinii, odczuć, refleksji.
Jednak czasem ulegam możliwościom napisania dłuższego artykułu, który ma ambicje „ponadczasowe”, tj. nie jest związany ze sprawami bieżącymi ani prywatnymi.
Podobnie dzieje się i na innym moim blogu poświęconemu książkom – http://nextboox.blogspot.com, gdzie np. ostatnio popełniłem dłuższy artykuł Które książki mówią prawdę?
Mimo dość uniwersalnego tematu – rozważaniu o książkach, które mają w zamiarze mówić prawdę lub obnażać fałsz i czy to w ogóle działa, to znów – są to osobiste refleksje, które nie każdy musi przecież podzielać.

Z kolei trzeci blog (już na wordpress.org) jest raczej klasyczną stroną internetową. Mam na myśli www.StefanGarczynski.pl – swoisty trybut pamięci dla pisarza (strona obecnie nieco zaniedbana w oczekiwaniu na dalsze opracowania książek jakie mam w planie przedstawić).

Wracając jednak do idei blogowania, to nadal poszukuję jakiegoś programu, który pozwoliłby mi prowadzić osobisty pamiętnik z dnia na dzień, ale nie publiczny i nie on-line, ale posiadający takie cechy jak: automatyczne datowanie, tagowanie, wyszukiwanie po tagach i datach, formatowania.

Co więc chciałbym przedstawić z bieżących spraw?

Jak zwykle z końcem miesiąca – krótkie resume nowości ze strony Lepsze Zdrowietutaj.
W skrócie:  Komunikat o zmianach, artykuły o tłuszczach nasyconych i smażeniu, o istocie i zagrożeniach od 5G, postulaty wyborcze, kim jest Neo, wybrane nowości z Facebooka, zapowiedź dalszych materiałów.

Wspomniałem też o zamiarze ograniczenia tamtejszej aktywności. Muszę się zająć dokończeniem rozpoczętych książek (zarówno pisanych jak i do przeczytania) i innymi sprawami. Ale … będę musiał się mocno dyscyplinować – codziennie rano wstępuje we mnie jakiś demon pisania – jest tyle tematów do poruszenia i skomentowania… Często noc przynosi dziesiątki myśli i pomysłów. Niektóre notuję, idą w większości „do szuflady”.  Są i inne ogólniejsze sprawy w nurcie coraz szybszych zmian na świecie – zajrzyj do poprzedniego wpisu Czas ujawnień?

Zbliżają się wybory parlamentarne. Sformułowałem wybrane postulaty jakie proponuję (znów osobiście) kandydatom, które mogą zdecydować o moim poparciu – wpis Czego oczekuje od polityków?
Czy widzisz te sprawy podobnie? Na ile się zgadzasz i z czym z przedstawionej listy?
Wiele z tych postulatów odnosi się do spraw zdrowia.

Na zakończenie – piszę to w czasie Międzynarodowego Dnia Kawy (29.09.19).
Celebruję dobrą kawą – życie jest za krótkie na picie tych marnych…
Zapraszam na Spotkania Przy Kawie (vel Kawa Na Zdrowie).

Smacznego i pięknej jesieni!

Praca na luzie, lub luz z domieszką pracy

jeszcze jedno miejsce pracy

Myślenie to najcięższa praca z możliwych
i pewnie dlatego tak niewielu ją podejmuje.

Henry Ford

Dobiegają końca wakacje szkolne, z czym wiąże się także często koniec urlopów rodziców. Powrót do rozgrzanego miasta to niewesoła perspektywa, co w moim przypadku jest powodem że przeciągamy pobyt w leśnej daczy na ile się da. Naszym przywilejem jest to, że nie musimy wracać.  Jest pięknie, chociaż susza daje się we znaki.
W tym miejscu wrzuciłem ostatnio trochę nowszych zdjęć z okolic (w uzupełnieniu albumu Moje miejsca na ziemi).  Codzienne spacery, wycieczki rowerowe – wszystko to cieszy i przydaje zdrowia, ale po 2 miesiącach zaczyna też nieco nużyć.
Przerywnikiem są wypady do miasteczka lub jakaś kawiarniana przyjemność w paru gospodach i agroturystycznych ogródkach.
Zgromadzone książki już przeczytane, prace ogrodowe na tym etapie zrobione, więc odskocznią jest powrót do … pracy.  W moim przypadku  – takiej na luzie – w postaci pisania.
Jak w sentencji z ostatniego wpisu:
Myśli moje są jak ptaki, zlatują się z różnych stron i jak ptaki krzyczą, domagając się przemyślenia.
A niektóre spisania.

To tak dla zrównoważenia – wg sztuki odpoczynku.
W szczególności kusi napisanie paru recenzji z lektur. Tu wspomnę tylko o niedużej ujmującej książce  Hygge. Klucz do szczęścia (Autor Meik Wiking).
Hygge to jedno z najpiękniejszych duńskich słów, określające uczucie szczęścia, ciepła, komfortu i bezpieczeństwa. Chociaż o hygge (trudno to przetłumaczyć) napisano już parę (przynajmniej) książek, to ta daje przegląd w pigułce tego dlaczego Duńczycy są uważani za najszczęśliwszych na Ziemi. Mimo złego klimatu, płaskiego kraju i innych ograniczeń. Zostawiam temat na później, ale zaakcentuję, że powyższe uczucia towarzyszyły mi tego lata – też mimo różnych dziejowych wichrów, o których zewsząd słychać.  Dziwne, bo jestem świadom różnych zagrożeń, które przecież często opisuję. Neale D. Walsch napisał książkę pod przewrotnym tytułem „Burza przed ciszą” – widocznie tak musi być przed nastaniem ery spokoju…
W mej prywatnej skali, hygge to przecież ta kameralność, przytulność, prostota jaką mamy w swoim domku.
Zasiadam więc wieczorem do daweczki pracy przy biurku w sypialni, gra muzyczka, żona w drugim pokoju ogląda TV lub coś czyta,  okno otwarte do późnych godzin, mrugają gwiazdy i jest poetycko.
Gdy potrzebuję większego skupienia, przenoszę się do osobnego pawilonu gdzie mam stół do pracy  – jak na zdjęciu.
To pasuje do tematyki mojej „grupy” (grupki)  na FB  Moje miejsce pracy, co do której miałem na początku inne (właśnie na luzie) intencje, ale grupowicze wrzucają tam głównie ogłoszenia dotyczące pracy. OK, niech będzie.

Chyba na pierwszy ogień tych recenzji pójdzie książka Factfulness – dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, Hansa Roslinga, bo jest to pozycja, która równoważy mi miejscami nastroje pesymizmu właśnie co do stanu świata – mimo zastrzeżeń co do trafności szeregu tamtejszych ocen.

Zanim skończę owe „prace” (kilka równolegle, więc przy upale tym bardziej nie idzie to warko) komunikuję sierpniowe nowości na www.LepszeZdrowie.info.
Jest o tłuszczach raz jeszcze, zwłaszcza o zaletach MCT, jak to się ma do piramidy żywieniowej i mitów medycznych, oraz o stanie naszych instytucji kontroli żywności i rolnictwa. Także jak opóźnić starzenie się. Nowe książki o uzdrawianiu, wiadomości ze strony Zdrowie i Fitness dla Ciebie i dużo więcej …
W kwestii spraw zdrowia trzeba by utrzeć nosa niektórym hejterom i „mądralom”, do których pasuje powiedzenie (od znajomego):
Kto pyta, jest głupcem przez pięć minut; kto nie pyta, pozostaje nim do końca. Pokaż mi z kogo się śmiejesz, powiem ci kim jesteś.
Ale teraz odpuszczam, chyba szkoda nerwów na niereformowalnych lub niedoinformowanych na życzenie. Będzie o tym obszerny materiał Niebezpieczny schematyzm. (wyglądaj pod koniec września?).

Cóż – mimo wszystkich uroków letniska – czas wracać – przynajmniej na załatwienie spraw i zaległości w Warszawie.
Pięknej jesieni!

 

Szybkie i łatwe czytanie – z drugiej strony

Pisząc – wyrażasz siebie. To ma znaczenie. 
L. Korolkiewicz

Jak tworzyć teksty, które czyta się łatwo i szybko.

[artykuł archiwalny – niektóre linki mogą nie działać]

Dużo się mówi o technikach szybkiego czytania, napisano na ten temat sporo książek, dostępne są różne kursy.

Zastanowiło mnie zagadnienie w pewnym sensie odwrotne – jak tworzyć teksty, które czyta się łatwo i szybko.

Zagadnienie jest szersze niż się wydaje przy pierwszym skojarzeniu.

Niewątpliwie sprawa ma znaczenie, zwłaszcza w dobie nadmiaru informacji, gdy mimo wszystko zależy nam na przykuciu uwagi czytelnika, na tym by zrozumiał nasz komunikat, a w przypadku  treści o zabarwieniu reklamowym – by podjadł jakieś działanie. Ci, którzy opanują odpowiednie techniki – zyskują przewagę.

Przyznam, że sam do tej pory przykładałem do tego za małą wagę – zarówno w tekstach jak i przy wykonaniu stron, a i tutejszy tekst jeszcze nie uwzględnia większości technik.
Także środowisko tego bloga narzuca pewne ograniczenia typograficzne i płata figle – nie sposób ustawić dobrze wielkość czcionki.

Zacznijmy od tego, że sztuka pisania jest bardzo starą sztuką, w której kształcono od dawna podobnie jak w erystyce, że sami pisarze, a potem dziennikarze wnieśli duży wkład w rzemiosło, czy nawet – jak powiedziano – sztukę. W podręcznikach pisarstwa kładzie się nacisk na budowę utworu, zależność od gatunku, na mechanizmy psychologiczne, na styl i język, na różne „chwyty” do utrzymania napięcia czy nastroju, itd. (patrz np. miniporadnik  Praktyczny Kurs Pisarstwa).

Sztuka pisania to podstawowy element czytelności tekstów.

W odniesieniu do mniejszych form, zwłaszcza tych w Internecie, bodajże jeszcze większą rolę odgrywa doświadczenie marketingowców w zakresie pisania przekonywujących ofert i reklam, nawet jawnej czy ukrytej perswazji (NLP, tzw. hipnotyczny marketing). Chodzi tutaj nie tylko i nie tyle o szybkość czytania, co zrozumienie treści i podjęcie pewnych działań.

Oczywiście dużo zależy od rodzaju przekazu: czy chodzi tylko o ciekawe opowiedzenie historii/anegdoty, czy o wytłumaczenie czegoś, czy o reklamę itd.

Każdy z tych przekazów może być perełką pisarstwa lub knotem.

Podsumowując te aspekty ogólne, wymieniłbym następujące czynniki poprawiające łatwość i szybkość czytania:

  • Nie za duża objętość tekstu (chociaż zwłaszcza Amerykanie pozwalają sobie na bardzo długie, wciągające i perswazyjne teksty reklamowe i to w myśl zasady: im droższy produkt, tym dłuższe uzasadnienie celowości zakupu)
  • Dobry tytuł/nagłówek – „nośny” i zachęcający do dalszego czytania (np. intrygujące pytanie, zaciekawienie sekretem)
  • Wyjaśnienie na wstępie czego czytelnik może się spodziewać i jakie odniesie korzyści (resume wstępne)
  • Treść ciekawa, intrygująca, nowatorska, na czasie, zaspakajająca jakąś (ważną) potrzebę  czytelnika
  • Brak przeładowania szczegółami i trudnymi pojęciami. Tutaj na przeciw temu postulatowi w publikacjach elektronicznych wychodzi wynalazek hipertekstu – w treści znajdują się odnośniki do zewnętrznych materiałów pogłębiających lub wyjaśniających. Pożądane są krótkie odnośniki definicyjne w postaci wyświetlanych nad terminem „chmurek” – technika stosowana np. czasem w dobrych „helpach” niektórych programów komputerowych. Pomocne są także odnośniki wewnętrzne.
  • Skoncentrowanie się na temacie.
  • Prosty, zrozumiały styl, bez obcej terminologii, zdania możliwie krótkie.
  • Styl wyrazisty, indywidualny (ale nie za bardzo) – często lubimy czytać naszego ulubionego autora.
  • Dbanie o interpunkcję, poprawną składnię i ortografię  (chociaż znana jest teza Grahama Rawlinsona, który robił doktorat z tematu „The Significance of Letter Position in Word Recognition„: Zdognie z nanjwoymszi baniadmai perzporawdzomyni na bytyrijskch […]  nie czamyty wyszistkch lteir w sołwie, ale cłae sołwa od razu. ) 🙂
  • Unikanie innych czynników odwracających uwagę lub denerwujących czytelnika, np. wtręty ideologiczne, zbyt osobiste i dziwaczne, zrażające.
  • Jeśli to stosowne – budowanie dobrego klimatu, przez szczyptę humoru, ośmielanie czytelnika, przykłady z życia.
  • Logika wypowiedzi i układu treści.
  • Podział treści na odpowiednie porcje, stosowanie śródtytułów.
  • Przy większych tekstach – spis treści i/lub indeks, a w publikacjach elektronicznych linkowanie z ww. do fragmentów tekstu.
  • Ilustracje, zobrazowania w postaci prostych tabelek czy wykresów, graficzne przerywniki, itp. > patrz też dalej o typografii.

Badania empiryczne prowadzą do dość oczywistych wniosków. Np. w badaniu Emilii Musiał ( http://www.up.krakow.pl/ktime/ref2004/musial.pdf ) wyłoniono najistotniejsze parametry mające wpływ na czytelność materiału, takie jak:
średnia liczba wyrazów w zdaniu, liczba zdań w tekście, średnia długość zdania i udział wyrazów o frekwencji większej od 1000.
Wyniki mówią, że czytelność treści wzrasta m.in. wówczas, gdy zdanie jest krótkie i zawiera więcej krótkich słów i słów z puli znanych czytelnikowi.

Powyższe dotyczy także takich niewielkich form jak e-maile, gdzie powstała cała mini nauka o ich efektywności w ślad za wiedzą o  pisaniu efektywnych listów handlowych.

Oprócz wymienionych, można by powiedzieć – klasycznych – reguł ogólnych, należy przestrzegać szeregu reguł technicznych, ergonomicznych.

Nie mam tu na myśli ergonomii czytania w zakresie, który nie zależy od autora, tj. oświetlenie kartki (ekranu), odległość oczu i kąt patrzenia itp. Te elementy mają jednak duże znaczenie przy projektowaniu czytników elektronicznych, a zwłaszcza ich ekranów.

Można natomiast mówić o ergonomii z punktu widzenia czytelności i zapewnienia komfortu czytania środkami samego przekazu.

Chodzi głównie o typografię (szeroka dziedzina), a w niej o:

  •     dzielenie tekstu – akapity, odstępy międzyliniowe, wcięcia,   szpaltowanie
  •     szerokość tekstu – pożądana taka, by oko w jednym spojrzeniu obejmowało cały wiersz (duża bouma *)
  •     odpowiednie wyróżnienia
  •     odpowiednia, czytelna czcionka
  •     brak chaosu w zakresie czcionek i wyróżnień
  •     odpowiednie tło.

Poniżej omówię krótko niektóre z powyższych czynników, głównie w odniesieniu do publikacji elektronicznych, co powoduje, że poruszę (łamiąc niestety ww. postulat trzymania się tematu) jeszcze parę innych aspektów łatwości czytania i w ogóle radzenia sobie z przekazem.

W przypadku stron internetowych temat jest częścią szerszego zagadnienia – tzw. webusability lub krócej usability (wielu autorów od Nielsena po Krug’a; mówiąc prościej: łatwości używania),  w szczególności nawigowalność.

Specjaliści  ergonomii  powtarzają, że czytanie informacji z ekranu komputera różni się znacznie od czytania z kartki papieru.
Np. tekst na ekranie czytamy do ok. 20% wolniej niż tekst drukowany (np. wg badań przeprowadzonych przez duńskiego eksperta od ergonomii Jakoba Nielsena).

Do tej pory powstały już dość szczegółowe reguły czytelności, które są rekomendowane przy pisaniu tekstów dla stron internetowych.

Wykorzystując naukowe metody badań (np. eyetracking – agencja e-biznesowa Symetria) ustalono, że:

  • Ważne jest wypunktowanie list i tytułów; tytuły nadawane stronom są szczególnie przydatne przy wejściu na pierwszą stronę serwisu i pozwalają zorientować się w aktualnym położeniu. Użytkownicy odnajdują potrzebna dla siebie informację dużo szybciej gdy znajduje się ona jako jeden z punktów listy, niż gdy była ukryta w tekście. Jeśli wiemy, jakie informacje na stronie są najważniejsze dla użytkowników, możemy je po prostu wyraźnie wyeksponować i liczyć, że użytkownicy do nich trafią. W przypadku bardziej skomplikowanych stron, warto jednak zastosować śródtytuły i kierować użytkowników krok po kroku do celu.
  • Jeśli chodzi o odnośniki, to kolor był wystarczającym sposobem wyróżnienia natomiast podkreślanie linków nie ma wpływu na wydajność (należy również przypomnieć, że podkreślenia pokazują swoją prawdziwą wartość w przypadku osób z trudnościami rozróżniania kolorów)

Trzeba wziąć pod uwagę, iż czytelnikami są ludzie w różnym wieku – również ludzie starsi, dla których mała czcionka niejednokrotnie oznacza męczarnię w przeglądaniu zasobów strony. Dodając do tego zaciemnione elementy „pod” tekstem lub w jego okolicy, często użytkownik jest zmęczony po przeczytaniu zaledwie kilku zdań tekstu. Projektant i wykonawca witryny powinni też sprawdzić jej wygląd w różnych przeglądarkach. Niektóre strony przygotowuje sie też w wersji dla niedowidzących oraz w oszczędnej wersji dla wydruku.

Wykonano szereg badań dotyczących ergonomicznej budowy witryn i stron internetowych. W wyniku opracowano teoretycznie optymalny (ogólnie) szablon strony. Webusability wyznacza nam tu podział kolumn, umiejscowienie nawigacji, umiejscowienie logo, okienka szukaj czy zaloguj/wyloguj,  najlepszy kolor przycisku wrzuć do koszyka, krój i wielkość czcionki, stosunek kontrastu pomiędzy kolorem fontu i tła itp.

Tego nie będę omawiał – nie zawsze wszystkie te postulaty możemy spełnić ze względu na zastane środowisko, posiadany szablon czy koncepcję graficzną. Ponadto prowadzi to do nudnej unifikacji a ludzie lubią (i słusznie)  się wyróżniać.

Ważniejsza jest spójność w grafice i nawigacji.

Jeśli mamy na danej stronie kilkanaście rożnych elementów i każdy z nich wyróżnimy inaczej, jeden kolorem, drugi wielkością czcionki lub inna czcionką, inne ramką, jeszcze inny będzie migał itd. to tylko zmęczymy oglądającego.

Taka sama spójność jest potrzebna w nawigacji. Jeśli w jednym miejscu na stronie aby przejść do podstrony mamy “standardowy” podkreślony link, w innym kolorowy przycisk, w innym animowaną strzałkę itd., to nie będzie wiadomo który jest ważniejszy i z którego należy skorzystać.

Warto wiedzieć, że stosowanie się do ww. reguł ważne jest także przy optymalizacji z punktu widzenia wyszukiwarek. Umieszczenie odpowiednich tagów html (np. oznaczenia nagłówków różnych stopni), wymienienie słów kluczowych w tytule i w pobliżu początku tekstu i ich parokrotne powtórzenie w tekście, jest tym,  co podnosi ranking strony w Google i nie tylko.

Z punktu widzenia  szybkości i skuteczności czytania ideałem jest tzw. squeeze page – b. prosta i krótka stroniczka, którym głównym celem jest sprowokowanie czytelnika do zapisania się na listę wysyłkową, albo do innej czynności jak zakup. Gdy strona taka zajmuje cały ekran – nic nie rozprasza naszej uwagi. Podobnie, niekiedy stosowane są sprytne techniki wygaszenia/wyszarzenia okolic tego komunikatu, który nadawca chce nam przekazać.

Coraz częściej stosuje się obraz, jakąś metaforę graficzną do przekazania treści. Nasza kultura staje się coraz bardziej ikonograficzna. Podobno młodzież z tego powodu coraz mniej czyta, a jeśli  – to w Internecie. Stąd niezwykła popularność wideo, zwłaszcza przez kanał YouTube. Osobiście wróżę wielką przyszłość technikom audio w ujęciu interaktywnym, czyli z zastosowaniem sterowania głosem. Bo z trendu  rosnącej szybkości informacji i jej przyrostu może wyniknąć sytuacja, że nawet granicznie możliwe szybkości czytania już nie wystarczą.
Ale to inny temat.

Część ww. uwag odnosi się też do materiałów drukowanych – jest stosowanych np. przez agencje reklamowe i wydawnictwa.

Pewnym zaskoczeniem było dla mnie (podaję jako ciekawostkę), że w odniesieniu do czytelności ulotek medycznych sprawa jest mocno uregulowana – Rozporządzenie MZ z dnia 26 kwietnia 2010 r . w sprawie badania czytelności ulotki (Dz.U.10.84.551 z dn. 18 maja 2010 r.) a nawet wynika z dyrektywy unijnej (!) –  Dyrektywa 2001/83/CE z późniejszymi zmianami – Dyrektywa 2004/27/EC,  i że istnieje Instytut Czytelności   http://www.czytelnosc.pl/ . Jego autorska technika PIL*insight to narzędzie wspierające wieloaspektową analizę ulotki na poziomie racjonalnym i emocjonalnym pod kątem czytelności i zrozumiałości.

*Bouma – jednostka kształtu, którą wzrok wyodrębnia i na której skupia się po każdym ruchu gałek ocznych w trakcie śledzenia wzrokiem tekstu w procesie czytania.
Dla dziecka rozpoczynającego naukę czytania, w pierwszej fazie nauki, kiedy wszys
tkie wyrazy są literowane, boumami są właśnie kolejne litery. Sukcesywnie, w miarę nauki, boumami stają się najłatwiej rozpoznawalne grupy liter, a potem sylaby, aż w końcu u osoby umiejącej już czytać, boumami stają się najczęściej odrębne wyrazy, ewentualnie charakterystyczne, najczęściej spotykane złożenia wyrazów i ewentualnie innych towarzyszących im znaków. Osoby umiejące szczególnie szybko czytać, widzą jako boumy dłuższe wyrażenia, a nawet, w skrajnym przypadku, całe wiersze tekstu.
(wikipedia).

Lektura

Chwałowski R.: Podstawy typografii, Helion, 2001.

Maciej Dutko Typografia stron WWW