Może nie musimy chwytać się brzytwy?

fragment ilustracji z kwejk.pl

(nie musimy, ale tutaj pojedziemy trochę po ostrzu)

Ograniczona mapa, to ograniczona podróż.

Gdy przyglądamy się obecnej kondycji świata, zwłaszcza pod kątem polityki, widzimy jak XXI wiek wcale nie objawia się jako czas spokoju, oczekiwanej „świetlanej przyszłości” i postępu w sprawach społecznych.

Przeciwnie: wojny, konflikty etniczne, terroryzm, fanatyzm religijny, wzrost okrucieństwa, handel ludźmi, korupcja, niestabilność finansowa i gospodarcza, inwigilacja, opresyjność i cynizm rządów, ucisk, coraz większe rozwarstwienie majątkowe, większa ilość chorób, w tym nowe, dawniej nie znane, kryzys ekologiczny, skażanie środowiska, sukcesywny zanik kultury wyższej, nieformalna cenzura, itd. Jednym słowem dramatyczny regres.
W wielu środowiskach dojrzewa bunt, powstają koalicje ‚oburzonych’, protestujących pod hasłami ‚dość’, ‘dosyć’,  ‚stop’, zawiązują się na świecie różne partie i ruchy oporu pod sztandarem koniecznych zmian.

Jednak pewne sprawy zabrnęły tak daleko, że nie widać wyjścia z impasu.

Wg znanego powiedzenia: szaleństwem jest robić wciąż coś tak samo i spodziewać się innego wyniku.

Stąd coraz więcej głosów, że konieczny jest krok ‚out of the box’, wyjście na wyższy poziom by uzyskać nową perspektywę, która pozwoli dostrzec właściwe rozwiązanie. Można to nazwać zmianą paradygmatu. W szczególności może nawet – jak mówi Richard Bartelett – wyjść poza „rzeczywistość (społecznie) uzgodnioną”.
Jesteśmy bardzo uwarunkowani naszymi nawykami i poglądami, które nas tak ograniczają, że nie widzimy tego, że rzeczywistość jest dużo bardziej bogata w możliwości niż nam się wydaje. Fantastyczne wyniki Barteletta i jego uczniów w zakresie leczenia oraz zmian osobistych są tego przykładem i dowodem.

Ogólnie biorąc są takie projekty, wcale nie takie nowe i odosobnione, jak np. dostrzeżenie że dopiero poziom duchowy daje nam taką otwierającą perspektywę. I nie chodzi o religie, które w większości nie tylko zawiodły ale wciąż są zarzewiem konfliktów. Ale to już tak burzy nasze przyzwyczajenia, a nawet kulturę, że w masie wolimy tkwić w niewoli niż coś zmienić.

No i są możne siły, które to status quo chciałyby utrzymać jak najdłużej.

Trudno ocenić na jakim etapie jest ludzkość. Jedni mówią że na progu przebudzenia i transformacji, drudzy że do tego nam jeszcze daleko lub w ogóle nie akceptują takiej ideologii.

Niewątpliwie świadomość wielu zjawisk, o których władze wolą nie informować społeczeństw, rośnie, zwłaszcza za sprawą Internetu i obecnych środków komunikacji.

Ale i te środki są skupione w określonych rękach.

Niektórzy mówią, że ‚masa krytyczna’ została osiągnięta i fali odnowy nie da się już powstrzymać. Liczą na efekt łańcuchowy lub nawet „efekt setnej małpy” (poszukaj co to znaczy…).

Przejdźmy telegraficznie do paru przykładów.

Jak długo można rolować zadłużenie USA czy innych krajów? Osiągnęło ono poziom ‚matematycznie niespłacalny’. Gospodarka oparta na systemie  i pieniądzu odsetkowym, czyli fikcyjnym pieniądzu który można dodrukowywać dowolnie, nie ma materialnych podstaw. Akcje już nie wyrażają wartości przedsiębiorstw, ale służą spekulacji. Możliwy jest gigantyczny kolaps tak ustawionego świata finansów.

W ogóle pieniądz stał się bogiem, demoralizuje w szerokim sensie wiele dziedzin życia.

Koncerny farmaceutyczne od wielu dziesięcioleci zdominowały medycynę, to one subsydiują naukę, szkolenie medyków, z których czynią głównie sprzedawców leków, korumpują lekarzy i placówki zdrowia, robią wielki biznes na produkcji (a ostatnio monopolizacji) leków, które bardziej szkodzą niż leczą. Króluje ukryte hasło: permanentnie leczyć, ale nie wyleczyć, bo wtedy klient jest stracony. W tym kontekście zwalcza się proste a skuteczne i tanie metody medycyny ludowej oraz odkrycia naturoterapii.

‚Big oil’ i przemysł chemiczny narzuciły światu swój dyktat w zakresie zastosowania szkodliwych dla zdrowia i środowiska substancji, blokują wynalazki w zakresie nowej energetyki, są inspiratorami wojen z podtekstem surowcowym.

Trudno ogarnąć ilość marnotrawstwa, nieszczęść i po prostu cierpień wynikające z tych negatywnych postaw i polityki wrogiej ludziom.

Nasuwa się pokusa jakiejś globalnej rewolucji, która zmyłaby tę ‚stajnię Augiasza’.

Ale taka nadzieja jest raczej płonna, a ponadto gwałtowna rewolucja nie rozwiązałaby sprawy – w myśl powiedzenia, że przemoc rodzi przemoc. Nie chodzi przecież o jeszcze większą eskalację przemocy, której i tak mamy w bród.

Przeciwnym działaniem byłoby pogodzenie się, jakiś pozytywny konsensus z przebaczeniem win.

Jako dygresję, ale a propos zacytuję obszerny fragment mego artykułu z 2007 r. pt. „Lepsze jest lepsze od dobrego”, jaki umieściłem wtedy w serwisie L-earn.net (obecnie w przebudowie, zatem tego artykułu teraz tam nie znajdziesz).

„…W tym sensie możemy zrobić pożyteczny krok dalej.

Przebija się coraz bardziej pogląd, że jedynym lekarstwem na szereg obecnych politycznych impasów (np. konflikt izraelsko-palestyński), patologie społeczne i konflikty międzyludzkie jest wzajemne wybaczanie. Nie jest to nowość, bo już Nowy Testament mówi o wybaczaniu 777 razy, ale jakże ciężko się to przykazanie ugruntowuje…

Sam miałem pod tym względem sporo rozterek, które znalazły wyraz w konsultacji jaką przeprowadziłem kiedyś z Anią Wilczyńską.

Obecnie znaczącym impulsem stały się przykłady wpływu wybaczania na uzdrowienia fizyczne. To też nie jest nowość, bo zarówno Luisa Hay (patrz np. nasza recenzja jednej z jej książek na http://www.LepszeZdrowie.info), jak i szereg nauczycieli Nowej Ery podnosili zbawienny wpływ wybaczania na nasze zdrowie i samopoczucie.

Przebojem stało się pojęcie i praktyka radykalnego przebaczania, którego liderem jest Collin Tipping, autor bestsellera „Radykalne wybaczanie„, nauczyciel prowadzący swe seminaria w licznych krajach.

Za przyczyną jego teorii i dla jej realizacji praktycznej powstało szereg instytucji (w Polsce np. Instytut Radykalnego Wybaczania – http://www.radykalnewybaczanie.pl ) prowadzony przez Ireneusza Rudnickiego), serwisów internetowych i praktyk terapeutycznych (np. Ireny Polkowskiej-Rutenberg – http://www.irenapolkowska-rutenberg.pl  , która „przywiozła” metodę do Polski). [to są linki z tamtego czasu, doszły nowe, niektóre się pozmieniały…]

Nie będę wchodził w głąb tej teorii, jest opisana w książce, potem w wielu artykułach (patrz np. cała seria w nr 12/2004 miesięcznika Zwierciadło). Chodzi o wybaczanie nie tylko innym, ale zwłaszcza sobie i dla siebie.
Należy mieć jednak stale w polu uwagi by nie popaść w relatywizm etyczny. Patrz monografia Davida Augsburgera „Sztuka wybaczania” – dość wnikliwa analiza z pozycji chrześcijańskich i psychologicznych).

Choć tezy radykalnego wybaczania są rzeczywiście radykalne, to możliwy jest krok dalej.

Mówi o tym Bert Hellinger, inny prominentny terapeuta i nauczyciel.

Proponuje on zamiast wypowiedzenia słowa „wybaczam” powiedzieć „dziękuję”.

„Wybaczam” podkreśla czyjąś winę. Choć może to zdziwić, to wychodzi on z założenia (przewijającego się przecież dość powszechnie w nauce o duchowości), że wszystko, co się nam przydarza, spełnia dla nas jakąś rolę, ma głębszy sens i nie dzieje się przypadkowo.

Wspomnieliśmy o starych, bo pochodzących ze Nowego Testamentu, wielkich przykazaniach. Wśród nich znajduje się złota reguła „Czyń drugiemu tak, jakbyś chciał, aby czynili tobie”. Zasada ta rozważana jest na przestrzeni wieków i ubierana w różne sformułowania, jak np. .”Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe” lub imperatyw kategoryczny Kanta: „Postępuj zawsze tak, jakbyś chciał, by postępowano w stosunku do ciebie”. Ta zasada uważana była za doskonałą, ale i tu możliwy jest krok dalej – ku nowej zasadzie.

Jej twórca (a przynajmniej za takiego się podaje) – dr Tony Alessandra nazwał taką udoskonaloną zasadę „platynową regułą” i sformułował ją tak:

Czyń innym tak, jak oni chcą abyś im czynił. 

(Do unto others as they would have you do unto them).

Wg autora i recenzentów jest ona wielokrotnie silniejsza i wartościowsza niż „złota reguła”. A przy okazji praktyczniejsza – nazywają ją kluczem do osiągnięcia tego, co się chce.

Argumentacja Alessandry jest obszerna i stanowi tworzywo jego książki „The Platinum Rule” oraz serwisu internetowego http://www.platinumrule.com .

Pokrótce: Nie traktuj innych, tak jak ty chciałbyś być traktowany. Traktuj ich tak, jak ONI chcą być traktowani. Dostrzegasz różnicę? Nowa reguła szanuje uczucia innych. Zamiast skupienia się na tym, czego ja chcę i „uszczęśliwiania” innych tym samym, powoduje, że próbuję zrozumieć ich potrzeby i uczucia i staram się im TO dostarczyć.

To głębsze zrozumienie i budowanie poprawnych relacji z ludźmi, lepsza z nimi komunikacja. Pozwoli ci być lepszym rodzicem, biznesmenem, managerem, przyjacielem.”

Tak sądziłem przez lata – że przebaczenie jest tym poszukiwanym remedium. To ważny temat (i obszerny – napiszę kiedyś więcej), także w odniesieniu do samego siebie – by się rozwijać, uwolnić od wielu traum, potrzebujemy  i sobie wybaczyć…

Rozważaliśmy to wielokrotnie z Anią Wilczyńską (Sasanka) na L-earn.net, Ania pisała na ten temat książki i artykuły.

Teraz myślę, że to cenne ale niewystarczające a na dziś jeszcze mało realne w wymiarze  politycznym.

Weźmy np. wspomniany konflikt palestyńsko-izraelski. Tam suma wzajemnych animozji i krzywd jest taka, że pojednanie przez wybaczenie jest poza moją (nie tylko) wyobraźnią.

Powyższe refleksje mogą ci się przydać i możesz na tym poprzestać , ale teraz zrobię krok dalej lub w bok – na krawędź tego, co dominuje w powszechnej narracji.

Widzę na horyzoncie inny czynnik, ale zanim do niego przejdę, wspomnę swój stary artykulik (wpis na tym blogu), który naprowadza na nieco ezoteryczną ścieżkę. Zacytuję:

„Często dopada mnie zaduma na temat „dlaczego jest tyle zła na świecie?”

Jest wiele ‚teorii’ i poglądów…

Dziś mam taką refleksję – przez Kłamstwo… Kłamstwo?

Bo jest wszechobecne.

Może – tak jak w chrześcijaństwie (i nie tylko), gdzie szatan to ‚ojciec kłamstwa’ – odejście od prawdy leży u podstaw całego nieszczęścia.

Ale – abstrahując od religii – dlaczego tak się stało?

Tropiąc ciąg przyczynowo-skutkowy znów znajdujemy parę poglądów.

Przyjmuję dziś, że dość oczywistą wcześniejszą przyczyną może być brak … miłości do innych ludzi (i prawdziwie do siebie), nawet zwykłego szacunku. Ten brak pozwala na wszelkie niegodziwości.

Ale skąd brak miłości? Bo … nie wiemy Kim Jesteśmy.

Że stanowimy Jedno. Że wszystko jest powiązane. Że szkodząc komuś w ostatecznym rozrachunku a nawet od razu – szkodzimy sobie.

A skąd brak tej wiedzy o Jedności?

Bo nam ją zabrano, ukryto przed nami – przez lata, wieki … kłamstwa jakim się nas karmi.

Ukrywającego zasadniczą prawdę: że wszyscy na równi jesteśmy emanacją jednego Źródła. By nas podzielić i zniewolić, zastraszyć i wykorzystywać.

I tak – wracam do kłamstwa jako przyczyny zła. Chociaż całościowa sieć jaka nas oplata jest zapewne bardziej skomplikowana…”

Dochodzę do tezy, która w pewnych środowiskach jest już całkiem ‚oswojona’.

Przeciwieństwem miłości jest strach. To on rodzi zło.

Wszystkie konflikty, wojny, intrygi, przemoc – wszystko co rodzi złe emocje i strach, to w dużej mierze (bezpośrednio lub pośrednio – przez zaszczepienie pewnych postaw) … działanie sterowane.

Mamy nader liczne historyczne i obecne dowody zasady ‚dziel i rządź’, napuszczania jednych na drugich, prowokowania konfliktów, sztucznego tworzenia i  ‚hodowania’ przeciwników, uzbrajanie obydwu stron wojen naraz, ‚wychowywania’ społeczeństw na filmach i literaturze pełnych przemocy, pokazywania tego co negatywne, popierania bezprawia itd.

Czyja to sprawka? Ręka jest ludzka (chociaż nie zawsze…), ale czyja głowa?

Jedno z dość dobrze opisanych w literaturze wyjaśnień (współcześnie począwszy zwłaszcza od „Bogowie Edenu” Williama Bramleya) wskazuje na kosmiczną rasę gadów (reptylian, a także inne odłamy tej i innych ras kosmicznych), którzy od eonów lat kolonizują planety i wszędzie zaprowadzają swe ukryte rządy, często i terror.

W Biblii i innych pismach religijnych utożsamiani są z demonami, dysponują podobnymi mocami, ale dziś możemy opisać ich dużo dokładniej. Istnieje spora literatura (w tym ufologiczna), która podaje wiele szczegółów, z podsumowań w języku polskim patrz pewne wątki w: „Galaktyczna rodzina” i w innych książkach Wojmusa, „Cywilizacje kosmiczne na Ziemi” – Janusz Bieszk, oraz w tysiącach mniej lub bardziej wnikliwych artykułach i filmach).

Obecnie jako rasa na wysokim poziomie rozwoju technologicznego i istniejąca w wymiarze dla nas niepostrzegalnym, reptylianie mogą swobodnie nami manipulować – głównie poprzez wpływanie na podporządkowane, psychopatyczne ‚ukryte rządy’ ziemskie. Nie  jest tajemnicą, że rządy i prezydenci, jakich znamy, to marionetki ‚gabinetów cieni’, silnych i bezwzględnych grup wpływu. Utożsamia się je z agendą NWO i działaniem tzw. Iluminatów – ale to zapewne uproszczenie.

Natura reptylian jest taka, że żywią się energią, ale specyficzną – tą która jest generowana przez negatywne emocje i strach. Posiadają odpowiednie możliwości transmitowania tej energii w swoim kierunku.

Ludzkość jest dla nich wielkim rezerwuarem takiej energii, swoistym żywicielem – pod warunkiem że ta energia jest stale generowana – właśnie przez wspomniane sposoby.

Jesteśmy wykorzystywani i deprawowani od bardzo dawna, zatraciliśmy przez to swą tożsamość a te wszystkie wypaczenia nakładają się z czasem na siebie, generują dalsze i stąd nasza dzisiejsza żałosna kondycja.

Wiedza o tym może nas wyzwolić pod wieloma względami.

Po pierwsze ZROZUMIENIE tego faktu, zwłaszcza że wszystkie strony bodajże wszelkich konfliktów są sztucznie manipulowane, jest tym kluczem wyjścia z impasu, który nawet może zastąpić przebaczenie: WSZYSCY byliśmy na równi oszukani.

Mamy wszyscy jednego przeciwnika, gdy on zniknie lub nie będzie miał owej energii, to i nasze konflikty nie będą już miały swej siły napędowej. Wzajemne wybaczenie jest łatwe, gdy zrozumiemy dlaczego byliśmy tacy a nie inni. Ale… skoro – jak wspomniałem –  wszyscy w istocie jesteśmy równi i stanowimy emanacją jednego duchowego Źródła – to w zasadzie nie ma komu wybaczać…

Po drugie reptylianie mogą wtedy rzeczywiście zniknąć z naszej sfery – jeśli ona przestanie ich karmić.

Po trzecie – wszystkie nasze relacje – bez źródła stymulowanej nienawiści, gniewu i strachu, zaczną naturalnie się poprawiać.
Należy poczynić uwagę, że idea zrozumienia dla wybaczenia jest stara i zawiera się w znanym przysłowiu „Zrozumieć to wybaczyć” i jemu podobnych.
Jednak w danym przypadku nie o to chodzi byśmy rozumieli czyjąś winę i wspaniałomyślnie lub uważając się za znawców „psychologii i natury ludzkiej” wybaczyli drugiemu. To nie wnosi tego nowego elementu  – jakim jest zrozumienie, że WSZYSCY jesteśmy zmanipulowani od zewnątrz.

Podsumowując: to zrozumienie, ta wiedza może nas wyzwolić. Co do wiedzy – to przecież bardzo stare hasło, podobnie jak „Prawda was wyzwoli”.

Bo, wreszcie, prawda, nawet bolesna, jest lepsza od życia w ułudzie, która pozwala nami manipulować i ogłupiać.

To są dywagacje, ale czy nie znajdujesz w tym ziarna szansy?

Konstruktywny program odrodzenia ludzkości zawsze będzie trącił jakąś ideologią. Ale jak powiedział Ludwig Eduard Boltzmann:  „nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria” (idea).

Zwłaszcza, jeśli nie będzie widać innego wyboru.

Jest bardzo wiele do naprawienia i nie należy się łudzić że będzie to  łatwe i szybkie. Ale takie obywatelskie programy już powstają.

Tak czy inaczej – los ludzkości bardziej jest w rękach świadomych i działających obywateli niż polityków – wygodnych i patrzących tylko w horyzoncie wyborów i służących interesom swych partii, w rzeczywistości też manipulatorów i ludzi o ograniczonej percepcji świata.

Mam nadzieję wkrótce przedstawić propozycje o jakich słyszałem …

Świątecznie

Najważniejsze jest, by gdzieś istniało to, czym się żyło:
i zwyczaje, i święta rodzinne.
I dom pełen wspomnień. Najważniejsze jest, by żyć dla powrotu.
Antoine de Saint-Exupéry

Wigilia – jak zwykle rodzinnie, ale z roku na rok coraz nas mniej, a więc i trochę smutno. Miejsca dawnych seniorów puste, a pamięć ich przy tym stole tak żywa…

Ale było i radośnie. Naprawdę wzruszyłem się, gdy trzy pokolenia śpiewały kolędy przy gitarze (brawo Kamil!). Szkoda, że zdarza się nam to w takim towarzystwie tylko raz w roku.

Wieczorem homilia papieska a potem pasterka. W kościele tłum. Kazanie arcybiskupa, kolędy – w zasadzie wszystko jak zwykle. Ale jednak coś inaczej…

Dogłębne przeświadczenie, że coś musi się zmienić się W NAS jeśli W OGÓLE  ma się zmienić na lepsze.

Jak w słowach życzeń zarówno z kazania jak i parafialnego świątecznego informatora:

„…abyście siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść;

wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda;

jedność tam, gdzie panuje zwątpienie;

nadzieję tam, gdzie panuje rozpacz;

światło tam, gdzie panuje ciemność;

radość tam, gdzie panuje smutek.

Abyście mogli nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać;

nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć;

nie tyle szukać miłości, co kochać.”

Dodam – więcej radości! Przy naszych osobistych życzeniach padły słowa: jest tyle obiektywnych źródeł stresu – nie dokładajmy go sobie nawzajem. Szwagier zauważył: powinno być jeszcze jedno przykazanie – nie zasmucaj i nie stresuj bliźniego swego.

Amen.