O stronniczości w medycynie

Tytuł jest zawężający, bo wynika z poniższego wyboru – dziedziny, która zajmuje się dr Siddhartha Mukheree – autor książki „Prawa medycyny – zapiski z niepewnego terenu„.
Na okładce znajdujemy jeszcze dwa zdania-motta:
„Czy medycyna rzeczywiście jest nauką?”

„Nigdy nie przypuszczałem, że medycyna okaże się takim niepewnym światem bezprawia.”

Wykorzystam fragmenty tej książki by przedstawić niektóre wątpliwości autora, w komentarzu także swoje, tym bardziej że medycyna jest polem i moich dociekań, a ostatnie lata „pandemii” pokazały jak w wielu aspektach można mieć zastrzeżenia. Ale podobne wątpliwości odnoszą się do wielu dziedzin nauki, co podnosiłem zarówno tutaj jak i na stronie LepszeZdrowie.info.

Autor – utytułowany onkolog, z dużym doświadczeniem, naukowiec i pisarz, w swojej książce skupił się tylko na trzech ogólnych prawach, a trzecie zawarł w rozdziale o tytule „Każdemu doskonałemu eksperymentowi medycznemu towarzyszy ludzka stronniczość”, z którego cytuję niektóre akapity.

Nie będę za każdym razem dawał cudzysłowu do fragmentów, natomiast czasem dodam w nawiasach [ ] kontekst lub swoją uwagę.
————————————————————-

Human Genome Project (Projekt poznania ludzkiego genomu) po­łożył podwaliny nowej nauki, genomiki, zajmującej się analizą całego genomu.
dla biologii nowotworu oznaczał on doko­nanie nieoczekiwanego przełomu.
Nowotwór to choroba genetyczna wywołana mutacjami w genach [jest alternatywna teza, że to bardziej sprawa zmian w mitochondriach]. Do tamtej pory naukowcy analizowali komórki nowotworowe jeden gen za drugim. Wraz z pojawieniem się nowej technologii umożliwiającej jednoczesną analizę tysięcy genów, nagle zdaliśmy sobie sprawę, jak złożony jest w istocie nowo­twór.

Co ważniejsze, możliwość jednoczesnej analizy ty­sięcy genów bez czynienia uprzednich założeń na temat genów zmutowanych umożliwiła badaczom odnalezienie nowatorskich, dotąd nieznanych powiązań genetycznych wskazujących na nowotwór. Niektóre spośród nowo od­krytych mutacji nowotworu były całkowicie nieoczekiwa­ne: geny nie kontrolowały guzów w sposób bezpośredni, lecz wpływały na metabolizm substancji odżywczych lub modyfikacje chemiczne DNA. [jak np. w poprzedniej uwadze]

Entuzjazmowi towarzyszącemu odkryciu tych ge­nów towarzyszyła nadzieja, że otworzy ono nowe drogi leczenia nowotworów. Skoro komórki nowotworowe są zależne od zmutowanych genów w kwestii przeżycia lub wzrostu – „uzależnione” od mutacji, jak często opisywali to biolodzy – to uderzenie w te uzależnienia za pomocą konkretnych molekuł może doprowadzić do ich znisz­czenia. Wreszcie nie trzeba będzie sięgać po chemiczne trucizny zatrzymujące rozwój komórkowy. Najbardziej spektakularnym przykładem podobnego leku był imatynib (pierwotnie dopuszczony do obrotu w Stanach Zjed­noczonych pod nazwą Gleevec), lek na jedną z odmian bia­łaczki, który zelektryzował całą dziedzinę nauki.

[pomijam pierwsze doświadczenia autora ze stosowaniem tego leku]

[potem] dowiedziałem się, że w naszym szpitalu testuje się podobny lek
Lek dał obiecujące wyniki w badaniach na zwierzętach i w pierwszych eksperymentach ludzkich…
Grupę pacjentów poddanych badaniu odziedziczyłem po innym lekarzu specjaliście, który właśnie zakończył program. Nawet pobieżne badanie uczestników podlegającej mi próby wskazywało na niewiarygodne [w sensie pozytywne] wskaźniki reakcji.


Ale sześć miesięcy później końcowe rezultaty badania sprawiły nieoczekiwany zawód. Na podstawie naszych danych oczekiwaliśmy skuteczności na poziomie 70 lub 80 procent, ale okazało się, że

ostatecznie wynosiła ona zaledwie 15 procent. Ta tajemnicza niezgodność nie miała sensu, choć kilka tygodni później, po dogłębnej analizie da­nych, stała się oczywista. Specjalizacja onkologiczna trwa trzy lata, a kończący ją lekarze przekazują część swoich pa­cjentów nowej grupie, resztę oddając pod opiekę bardziej doświadczonych lekarzy prowadzących w szpitalu. To, czy pacjent trafi do lekarza odbywającego specjalizację czy doświadczonego lekarza prowadzącego, to kwestia osobi­stego wyboru. Nakazuje się jedynie, by pacjent oddawany nowemu lekarzowi odbywającemu specjalizację drugiego stopnia był przypadkiem „o wartości edukacyjnej”. [wybiórczość]

Każdy pacjent przekazywany nowym specjalistom wykazywał więc reakcję na leki, podczas gdy wszyscy pacjenci oddawani pod opiekę lekarzy prowadzących nie przejawiali podobnej reakcji. W obawie, że nowi lekarze na specjalizacji nie będą w stanie poradzić sobie z bardziej złożonymi potrzebami medycznymi kobiet i mężczyzn nieodpowiadających na leczenie – pacjentów z najbardziej odpornymi na leczenie, krnąbrnymi odmianami nowotworu – świeżo upieczeni specjaliści drugiego stop­nia przekazywali wszystkie oporne przypadki bardziej doświadczonym lekarzom prowadzącym. Ta decyzja nie była w sposób zamierzony tendencyjna, ale najzwyklejsza w świecie chęć niesienia pomocy pacjentom spowodowała silne zafałszowanie eksperymentu.

Każda dziedzina nauki pada ofiarą ludzkiej stronniczości. Nawet jeśli zaprogramujemy wielkie maszyny, by zbierały i przechowały dla nas dane oraz wykonywały na nich ope­racje, to i tak ludzie pozostają ich końcowymi obserwato­rami, interpretatorami oraz oceniającymi. W medycynie stronniczość jest szczególnie silna z dwóch powodów. Po pierwsze chodzi o nadzieję: wszyscy pragniemy, aby leki okazały się skuteczne. Nadzieja to piękna cecha medycy­ny – jej najbardziej czuły ośrodek ale jest ona zarazem najbardziej niebezpieczna. W historii medycyny trudno o bardziej tragiczną i zarazem rozwlekłą historię łączącą nadzieję z iluzją niż historia zabiegu Halsteda – radykalnej mastektomii.

Na początku XX wieku, w epoce olśniewającego i na­głego rozkwitu nowoczesnej chirurgii, chirurdzy wypra­cowali niezwykle drobiazgowe operacje w celu usunięcia złośliwych guzów piersi. Kobiety chore na nowotwór le­czono za pomocą takiego chirurgicznego „wykorzenienia”, choć mimo zabiegu zdarzało się, że u niektórych pacjentek następowały przerzuty do innych części ciała. Ten poopeacyjny nawrót choroby nie dawał spokoju wielkim chi­rurgicznym umysłom. W Baltimore niezwykle energiczny chirurg William Halsted twierdził, że przyczyną metastazy jest tkanka złośliwa pozostawiona po pierwotnym zabiegu. Halsted nazywał operację usunięcia nowotworu piersi „operacją nieczystą”. Twierdził, że przerzuty powo­dowane przez rozsiane fragmenty nowotworu pozosta­wione po interwencji chirurgicznej.

Hipoteza Halsteda miała sens z logicznego punktu widzenia, lecz była nieprawdziwa. U większości kobiet cho­rych na nowotwór piersi prawdziwą przyczyną poopera­cyjnego nawrotu choroby wcale nie był miejscowy rozrost pozostałych fragmentów tkanki nowotworowej. Chodziło raczej o to, że nowotwór wywędrował z piersi na długo przed samą operacją. Komórki nowotworowe, wbrew oczekiwaniom Halsteda, nie sytuowały się koncentrycznie, uło­żone w porządne parabole metastatyczne wokół ogniska nowotworu. Ich wędrówka po ciele była znacznie bardziej kapryśna i nieprzewidywalna. [obecnie wiadomo, że rak rozprzestrzenia się przez swoje komórki macierzyste, które mogą wędrować po ciele wraz z płynami ustrojowymi]

Ale Halstedowi nie dawała spokoju „operacja nieczysta”. W celu przetestowania teorii miejscowego ogniska nowotworu amerykański chirurg dokonał amputacji nie tylko piersi, ale i szerokiej masy otaczającej ją tkanki, wraz z mięśniami poruszającymi ramieniem oraz barkami, a także węzłami chłonnymi po­łożonymi głęboko w klatce piersiowe j, a wszystko to po to, by „oczyścić” miejsce operacji.

Halsted nazwał ten zabieg „radykalną” mastektomią, nawiązując do pierwotnego znaczenia tego słowa, pocho­dzącego od łacińskiego radu, czyli „korzeń”. Agresywna mastektomią w jego wydaniu miała wyrwać nowotwór z korzeniami, oczyszczając ciało z choroby. Jednak z cza­sem samo słowo zaczęło nabierać nowego znaczenia i zmie­niać się w jeden z najbardziej niepojętych przykładów stronniczości. Uczniowie Halsteda oraz kobiety chore na nowotwór piersi – zaczęli używać słowa radykalny w jego drugim znaczeniu: „odważny, innowacyjny, śmiały”.

Jaki chirurg lub kobieta stojąca w obliczu śmiertelnej nawracającej choroby zdecydowaliby się na mastektomię nieradykalną? Nieprzebadana i niepodważona przez nikogo teoria stała się prawem. Żaden chirurg nie zdecydował się na przeprowadzenie badań nad zabiegiem, co do którego skuteczności miał pewność. Propozycja Halsteda umocniła się, stając się chirurgiczną doktryną. W końcu im więcej wycinamy, tym więcej leczymy, nieprawdaż?

Jednak u pacjentek pojawiały się nawroty cho­roby i to nie tylko od czasu do czasu, ale w licznych przypadkach. W latach czterdziestych niewielka ekipa zbuntowanych chirurgów – wśród nich należy wymie­nić zwłaszcza Geoffreya Keynesa w Londynie – podjęło próbę podważenia logiki leżącej u podstaw radykalnej mastektomii, z mizernym jednak skutkiem. W1980 roku, niemal osiemdziesiąt lat od pierwszej operacji Halsteda, oficjalnie rozpoczęto próbę losową porównującą radykal­ną mastektomię z bardziej konserwatywnymi metodami chirurgicznymi. . Ale nawet ta próba ledwo dotarła do jakichkolwiek wniosków. Uwiedzeni logiką i brawurą ra­dykalnej chirurgii amerykańscy lekarze byli tak niechętni poddaniu je j weryfikacji, że trudno był było znaleźć pacjentów do wzięcia udziału w badaniu. Aby je ukończyć, trzeba było poprosić o pomoc chirurgów z Kanady oraz innych k rajów. Rezultaty były uderzająco negatywne. Kobiety pod­dane radykalnemu zabiegowi cierpiały z powodu wielorakich poważnych komplikacji, nic przy tym nie zyskując. Ich szansę na nawrót choroby wraz z przerzutami były identyczne co u kobiet, które przeszły bardziej konserwa­tywną operację i zostały poddane radioterapii. Pacjentki chore na nowotwór piersi przeszły gehennę radykalnej chirurgii bez żadnego konkretnego powodu. Rezultat próby był tak destabilizujący dla całej dziedziny, że po­wtórzono ją w latach dziewięćdziesiątych, a następnie na początku XXI wieku. Ponad dwadzieścia lat później nadal nie stwierdzono innego rezultatu. Trudno ocenić, jaki był całkowity zasięg oddziaływania radykalnej mastektomii, ale można szacować, że w latach 1900-1985 poddano jej od stu tysięcy do pięciuset tysięcy kobiet. Obecnie wykonuje się ją niezwykle rzadko, jeśli w ogóle.

[Dodam trzy uwagi. Nadal wykonuje się wycinanie guzów, nawet całych piersi, chociaż nie aż tak radykalnie. Sam guz, o ile swoją wielkością nie zagraża mechanicznie okolicznym tkankom i nie rozsiewa swoich komórek macierzystych, to nie tyle jest chorobą wymagającą ostrej interwencji, co raczej objawem choroby źródłowej. Może to być nieprawidłowy metabolizm w wyniku zatrucia zewnętrznego lub wewnętrznego, w tym groźne nałogi a nawet silny stres, który zachwiał homeostazę w organizmie i spowodował zmiany komórkowe, np. inną ekspresję genów. Zatem warto zająć się leczeniem przyczynowym.
Ponadto, tak długa „kariera” radykalnej chirurgii, miała zapewne związek z finansowaniem szpitali, które otrzymują więcej za trudne i wysoce wyceniane zabiegi]

Z dzisiejszej perspektywy łatwo zauważyć przyczyny stronniczości radykalnej chirurgii: potężny chirurg z obsesją na punkcie innowacji, … pokolenie kobiet zmuszono by słuchać poleceń lekarza, oraz kultura perfekcjonizmu, który często opierał się jakiejkolwiek krytyce. Ale inne źródła stronniczości w medycynie są jeszcze trudniejsze do zidentyfikowania, bo są znacznie bardziej subtelne. W przeciwieństwie do niemal wszystkich innych dzie­dzin nauki, w medycynie jej przedmiot – czyli pacjent – nie jest biernym, lecz czynnym uczestnikiem eksperymentu. [wyłączywszy wyrafinowane metody potrójnie ślepej próby – patrz dalej].W świecie atomów zasada nieoznaczoności Heisenberga głosi, że położenia oraz pędu cząsteczki nie da się jednocze­śnie zmierzyć z dowolną dokładnością. Jeśli wyślemy falę światła w celu zmierzenia położenia cząsteczki, rozumo­wał Heisenberg, to uderzenie fali w cząsteczkę zmieni jej pęd, a więc i jej położenie, i tak dalej, bez końca. Nie da się zmierzyć obu z dowolną pewnością. Medycyna ma swoją własną wersję nieoznaczoności „Heisenberga” – kierując pacjenta na badanie, w sposób nieunikniony wpływamy na jego psychikę, a tym samym zmieniamy wyniki bada­nia. Przyrząd wykorzystywany do badania przedmiotu zmienia zarazem jego naturę.

Aktywna psychika pacjenta sprawia na przykład, że niezmiernie trudno jest przeprowadzić badania lub próby opierające się na jego pamięci. W 1993 roku harwardzki badacz Edward Giovannucci postanowił stwierdzić, czy dieta wysokotłuszczowa wpływa na ryzyko zachorowania na nowotwór piersi. [zagrożenia diety wysokotłuszczowej to osobny szeroki temat, w którym nawarstwiły się rożne mity] Zidentyfikował grupę kobiet chorych na nowotwór piersi oraz grupę kobiet zdrowych w podobny m przedziale wiekowym, po czym zapytał obie grupy o ich zwyczaje żywieniowe w ostatnim dziesięcioleciu. Bada­nie wysyłało wyraźny sygnał: kobiety chore na nowotwór piersi znacznie częściej spożywały pokarmy o wysokiej zawartości tłuszczu.

Ale to badanie miało jeszcze jeden aspekt: uczest­niczki próby Giovannucciego wypełniły ankietę na temat swojej diety także prawie dziesięć lat przed aktualnym badaniem, a jej wyniki leżały sobie spokojnie na dysku komputera. Kiedy porównano wyniki obu ankiet, u ko­biet zdrowych stwierdzono, że dieta faktyczna oraz dieta wspominana są w dużej mierze identyczne. Okazało się jednak, że u kobiet chorych na nowotwór dieta faktycz­na też nie zawierała nadmiaru tłuszczów. Jedynie dieta „wspominana” była wysokotłuszczowa. Te kobiety pod­świadomie zanalizowały swoje wspomnienia pod kątem przyczyn choroby i wymyśliły sprawcę: swoje własne złe nawyki. Bo i kogo lepiej winić niż samego siebie?

Ale czy prospektywne badania kohortowe, badania randomizowane i podwójnie ślepe próby nie eliminują wszystkich przejawów stronniczości? Samo istnienie ta­kiego badania w którym zarówno grupa kontrolna, jak i eksperymentalna są przydzielane losowo, pacjenci są leczeni na bieżąco, a tak lekarze, jak i pacjenci są nieświa­domi leczenia – stanowi świadectwo, jak poważnie me­dycyna traktuje swoją stronniczość i do jakich akrobacji musimy się uciec, aby się przed nią obronić (po równie drastyczne metody uniknięcia stronniczości sięgają nieliczne dyscypliny naukowe). Nie da się przecenić wagi podobnych badań. Istnieją rozmaite przykłady sposóbów leczenia, które na podstawie silnych dowodów anegdotycznych uważano za wysoce dobroczynne dla pacjenta, i które ostatecznie uznano za szkodliwe po przeprowadzeniu ba­dań randomizowanych. Należą do nich, między innymi, wykorzystanie tlenoterapii u noworodków, podawanie leków anty arytmicznych po zawale serca oraz hormonalna terapia zastępcza u kobiet.
[działa to i w drugą stronę, gdy bagatelizuje się
praktykę lekarską odnosząca spektakularne sukcesy, ale teoria nie chce się tym zająć, co zaprzecza podejściu naukowemu]

Ale takie desperackie akrobacje nie są w stanie wyeliminować najbardziej subtelnej odmiany stronniczości. Znowu chodzi o zasadę Heisenberga: kiedy pacjenci biorą udział w badaniu, nie da się uniknąć wpływu badania na ich psychikę. Decyzja o wzięciu udziału w badaniu klinicznym w celu, dajmy na to, zmierzenia wpływu aktywności fizycznej na radzenie sobie z cukrzycą, to aktywna decyzja. Oznacza to, że pacjent bierze udział w procesie medycznym, słucha pewnych poleceń lub mieszka w konkretnej dzielnicy z łatwym dostępem do opieki zdrowotnej i tak dalej. Może to oznaczać, że należy do konkretnej rasy, grupy etnicznej lub klasy społeczno-ekonomicznej. Badanie zrandomizowane prowadzi [wtedy] do pewnych wniosków,… ale odnosi się jedynie jego skuteczności … na konkretnej, grupie ludzi, poddanej procesowi randomizacji.

Eksperyment może być doskonały, ale pytanie brzmi, czy można go zgeneralizować na całą społeczność.

Bałwochwalcze podejście do zrandomizowanych prób kontrolnych w medycynie wnosi swoją własną stron­niczość. Szczepionka BCG przeciw gruźlicy w próbie randomizowanej miała mieć silne działanie ochronne, ale jej skuteczność zdaje się zanikać niemal liniowo, w miarę jak przemieszczamy się wzdłuż równoleżników z Północy na Południe – gdzie gruźlica jest też znacznie szerzej rozpo­wszechniona (ciągle nie wiemy, co wywołuje ten efekt, choć najbardziej oczywistym sprawcą jest zmienność genetycz­na). Te odkształcenia ~ nazwijmy je tendencyjnością heurystyczną – w praktyce medycyny wcale nie są rzadkie. Niemal każdego dnia jestem proszony o zadecydowanie, czy konkretny lek zadziała na konkretnego pacjenta – dajmy na to mężczyznę, Afroamerykanina – jeśli próbę przeprowadzono na populacji głównie białych mężczyzn z Kansas. Kobiety nie są dostatecznie reprezentowane w badaniach randomizowanych. Kiedy się temu przyjrzeć, nawet samice myszy nie są dostatecznie reprezentowane w badaniach laboratoryjnych. Czerpanie wiedzy medycz­nej z próby randomizowanej wymaga więc znacznie wię­cej wysiłku niż przeczytanie ostatniego akapitu artykułu opublikowanego w letnim numerze jakiegoś czasopisma medycznego. Wymaga uwagi, oceny oraz interpretacji a tym samym otwiera drogę do stronniczości.

Narodziny nowych technologii medycznych w ogó­le nie zlikwidują stronniczości. Przeciwnie, jeszcze ją zwiększą.

Aby zrozumieć badanie, trzeba będzie jeszcze więcej ludzkiej oceny oraz interpretacji – a tym samym wzrośnie stronniczość. Big data – duży zbiór danych – nie jest rozwiązaniem problemu stronniczości. To jedynie źródło stronniczości bardziej subtelnych (a może i jeszcze większych).

[widzimy to na przykładzie niektórych odpowiedzi w ChatGPT i podobnych narzędzi, które bazują na zbiorach danych już uprzednio sprofilowanych przez interesy, poprawność polityczną, cenzurę, wpływy korporacji i autorytety, które bywają w ten sam sposób uformowane]

Być może najprostszym sposobem na zmierzenie się z problemem tendencyjności jest stawienie mu czoła i uczy­nienie z niego części samej dęfinicji medycyny. Romantycz­na wizja medycyny, popularna zwłaszcza w XIX wieku, widzi lekarza jako „łowcę chorób” (w 1926 książka Paula de Kruifa Łowcy mikrobów rozpaliła wyobraźnię całego pokolenia). Ale większość lekarzy wcale nie poluje dziś na choroby. Najlepsi znani mi lekarze to tacy, którzy zda­ją się posiadać szósty zmysł, jeśli chodzi o wykrywanie stronniczości. Niemal instynktownie rozumieją, kiedy do ich pacjentów można odnieść zgromadzone wcześniej skrawki wiedzy medycznej, ale co ważniejsze, widzą też, kiedy ta wiedza się do nich nie odnosi. Rozumieją, jak ważne są dane, próby i badania randomizowane, ale są na tyle mądrzy, że potrafią się oprzeć ich uwodzicielskiej sile. Le­karze są w rzeczywistości łowcami stronniczości.

Wiedza uprzednia. Silna intuicja znaczy więcej niż słaby wynik badania
Elementy odstające.”Normy” uczą nas zasad – ale praw uczymy sie od elementow odstających.
Stronniczość. Każdemu doskonałemu eksperymentowi medycznemu towarzyszy ludzka stronniczość.

To ciekawe, że wszystkie trzy prawa medycyny [omówione w książce; znaczenia dwóch pierwszych tu nie ujawniam – zachęcając do lektury książki] dotyczą ogra­niczeń ludzkiej wiedzy.

Metoda

M.E.T.O.D.A.
Mądrość, Empatia, Ty, Odwaga, Dyskusja, Aktywność. 

W swojej minipublicystyce społecznościowej kładę nacisk na parę aktualnych zagadnień, a przy tym na pewną metodę widzenia rzeczy i działania.

Zagadnienie zagrożeń dla ludzi i cywilizacji nabrzmiewa, stąd potrzeba odkrywania ich natury, zakresu i przyczyn.
Owa natura zagrożeń jest pochodną przyczyn, często niewidocznych. Zatem metoda analizy polega na szukaniu tych pierwotnych i najbardziej istotnych. To spojrzenie zarówno historyczne jak i „z lotu ptaka”, szersze.
Wtedy widzi się więcej przyczynków, możliwych elementów. Czasem wystarczy połączyć kropki, kiedy indziej widać, że jest pewna przyczyna zasadnicza, która rzutuje na przebieg wydarzeń, kształt wiedzy i na działania. Wtedy schodzimy z ogólnego poziomu na niższe, gdzie rzeczy dzieją się jakby nieuchronny skutek, a ludzie, nawet badacze, nie są świadomi tego łańcucha zależności i tworzą wiele domysłów, nawet teorii. Okazują się one nieraz sprzeczne, co wprowadza chaos w działaniach, konflikty i zagubienie. Szeregowi ludzie, na dole tego mechanizmu wynikających skutków, mają rzeczywiście powód do popadania do zwątpienia w sens istnienia, swego życia, są wystraszeni, a niektórzy zbuntowani i atakujący na oślep.
Stąd kolejne podstawowe zagadnienie i zadanie – wlanie w ludzi nadziei, pokazanie drogi wyjścia z rzekomej niemożności naprawy świata. Temu był poświęcony poprzedni wpis Droga spełniającej się nadziei, przy czym tutaj chciałbym bardzie zaakcentować nasz wkład w realizację tej nadziei oraz potrzebę zrozumienia zagrożeń.

Tu warto zastosować metodę „od góry do dołu” i zasadę „jak na górze, tak i na dole”.

Dominuje pogląd globalistów, że odgórnie rozwiążą takie problemy przez pełną centralizację i kontrolę. Podobnie myślą Amerykanie, sądząc że cały świat powinien przyjąć ich „najlepszy” model życia i że są hegemonami pod każdym względem. „Co dzieje się w USA, to skutkuje w całym świecie”. W świecie polityki tak faktyczne było przez długi czas. Jednocześnie powinniśmy być świadomi wpływu geopolityki na wydarzenia w skali krajów i regionów.
Odwrotny pogląd to lokalizm (termin chętnie używany i rozwijany przez Witolda Gadowskiego, ale nie nowy, pisał o tym np. Roger Scruton, temat wart szerszego omówienia w przyszłości).
Oba poglądy zawierają elementy słuszne i niesłuszne, ale trzeba rozpoznawać które są które.

Przeżywamy kolejną rewolucję technologiczną za sprawą sztucznej inteligencji (AI). Może bardzo pomóc w wielu dziedzinach, jednak też może stać się niebezpieczna zarówno sama z siebie (pisałem o tym w 2018 r. w AI -Rubikon przekroczony), ale i w rękach nieodpowiedzialnych ludzi (globalistów, technokratów, tyranów, psychopatów itp.).
Z tych dziedzin pozytywnego zastosowania wymienię optymalne zarządzanie procesami produkcyjnymi i dystrybucją oraz ogólnie zaawansowaną optymalizację, wyszukiwanie informacji i podejmowanie decyzji na podstawie olbrzymich zbiorów (baz) danych.
Tu jednak pojawia się zagrożenie skażenia tych danych złą jakością, w sensie wybiórczości i stronniczości narzuconej postawami i celami pewnych ludzi.
Są też sprawy, w których konsensus ilościowy wcale nie oznacza znalezienia prawdy czy pełnomocnictwa wobec odbiorców decyzji.
Gdy AI staje się bogiem nieomylności, to możemy zagubić Boga prawdziwego, czy jakkolwiek nazwalibyśmy Podmiot, który faktycznie wie i może kontrolować wszystko, bo to On wszystko stworzył i rozumie.
Zatem w naszej metodzie musimy brać pod uwagę coś, co nazywamy ogólnie niezbywalnymi prawami człowieka, prawem naturalnym, zasadami boskimi itp., co nawet jeszcze trudno nam jednoznacznie opisać. Zatem wciąż w metodzie obowiązuje nas zasada pokory, która coraz mniej przejawia się w myśleniu globalistów, a jest obca dla AI.
Powtarzam też starą praktyczną regułę osądzania rzeczy – „po owocach poznacie ich”.

Gdy przyjmiemy w naszym świecie starą zasadę że „człowiek jest miarą rzeczy” i zobaczymy jednocześnie jak bardzo (jeszcze?) różnią się różne kultury na Ziemi, to w opozycji do globalizmu tym bardziej widzimy potrzebę lokalizmu. Zapewnia on uznanie woli i potrzeb tych zróżnicowanych kulturowo i regionalnie społeczności. Znają one swoje uwarunkowania, mogą lepiej podejmować decyzje o sobie niż władze odgórne. Wspomniana optymalizacja decyzji powinna uwzględniać, w miarę konieczności pogodzenia z potrzebami ogólniejszymi, metody wielopoziomowe i wielokryterialne, co jest w nauce już dość dawno opracowane.

Optymistycznie wierzę, że przyszły świat będzie miejscem obfitości, bo poczucie braków i limitów jest nam narzucone przez oligarchie ze skłonnościami globalistycznymi – dla realizacji swojej władzy i maksymalizacji zysków kosztem innych. Do takiej wizji niedostatku dołożyło się wielkie marnotrawstwo, blokowanie technologii o olbrzymich możliwościach, ale szkodzących monopolom, niesprawiedliwa dystrybucja, błędne ideologie. Gdy te przeszkody zostaną zniwelowane, wtedy i znikną w znacznym stopniu sprzeczności interesów, zarzewia wyniszczających konfliktów a zwłaszcza wojen, nawet potrzeba centralnego sterowania.

Lokalizm, dziś pojmowany może jako partykularyzm, podniesie jednostki do rangi suwerenów i przez to (?) obudzi świadomość jedności wszystkich ludzi w ich naturze, celu na miarę kosmiczną, wznoszenia w rozwoju.

Tutaj należy włączyć wyobraźnię sięgającą poza obecne schematy i ramy czasowe. Przywołam (nie pierwszy raz) dygresję – wypowiedź Kimberly Goguen, która z powodzeniem realizuje wielki projekt CARE (Center of Amity and Restoration of Earth), z audycji unitednetwork.tv z 6 grudnia 23, wyjętą z jej odpowiedzi na pytanie słuchacza (fragment):
„…ostatecznie, kiedy ludzie będą w stanie powrócić do swojego normalnego ja, [chociaż jeszcze] wszyscy będziemy mieli sporo edukacji i drogi do przebycia, ale ostatecznie będziemy w stanie zamanifestować rzeczy, których potrzebujemy, cokolwiek to jest. Ostatecznie zrozumiemy wartość współpracy i pracy zespołowej, co oznacza, że żywność jest uprawiana, jeśli potrzebujemy żywności, … jeśli istnieje transport, który wymaga pilota lub czegoś podobnego, ostatecznie, ta osoba może być tam na tej pozycji przez kilka godzin dziennie, ale nie dlatego, że chce zdobyć pieniądze lub nie może zdobyć rzeczy, których potrzebuje dla swojej rodziny, ale rozumie, że jest częścią większego systemu. Są częścią większej zbiorowej świadomości, która wykonuje swoją część w społeczeństwie jako osobistą odpowiedź, suwerenną odpowiedzialność. Czy więc zawsze potrzebujemy Repozytorium [Globalnego, chodzi o system finansowy dla świata]? Nie, chodzi mi o to, że prawdopodobnie przez jakiś czas będziemy monitorować systemy, aby upewnić się, że nie mamy żadnych braków w poszczególnych obszarach, gdy dojdziemy do punktu, w którym nie będziemy już tego potrzebować. … Prawdopodobnie będziemy to mieć, dopóki nie będziemy już potrzebować pieniędzy. …  Ostatecznie, jako odskocznia, będziesz w stanie uzyskać taki dostęp do rzeczy samodzielnie. Nie będziesz potrzebował mnie do dystrybucji pieniądza [z Repozytorium, które Kim nadzoruje].
I będzie to miało swojego własnego gubernatora, że tak powiem, tak, że nikt nie będzie mógł wziąć za dużo lub za mało lub cokolwiek to jest w pewnym momencie. …”

—-

Zatem metoda, którą staram się widzieć i stosować, włącza i takie śmiałe perspektywy, niezależnie od tego czy zrealizują się dokładnie jak wyżej pokazano, oraz podstawowy atrybut i prymat duchowości człowieka, poczucie jego wartości, co jest tak obce i globalizmowi i AI.

PS. Tytuł jest tylko pretekstem; oczywiście istnieją tysiące metod w różnych dziedzinach nauki, działania, pracy itd.

 

Droga spełniającej się nadziei

Świat jest być może nie tylko dziwniejszy, niż my to sobie wyobrażamy,
jest on być może dziwniejszy, niż my to możemy sobie wyobrazić.

J.B.S. Haldane

Kto ma nadzieję, ten paraliżuje zwątpienie,
zasiewa sukces, przygotowuje zwycięstwo.
Nina Salvaneschi

dobra_mysl

Zauważamy pogłębiającą się depresję wśród ludzi związaną ze stanem świata, z utratą wiary w lepszą przyszłość.

Są tacy, którzy zwłaszcza w obliczu zmian jakie zaistniały w 2020 r., stracili nadzieję na normalność, mówią też że już nic nie będzie takie samo, mając na myśli też utratę człowieczeństwa i pogorszenie stosunków międzyludzkich. Ale są i tacy, którzy już się poddali i niestety też tacy, którzy tę nową „rzeczywistość” uznają za właściwą i popierają. Może nie znali innej, bo są za młodzi lub utracili duszę?

Nie chodzi więc tylko o materialny poziom życia, bo to w wielu krajach faktycznie dramatycznie się pogarsza (piękny „postęp” i „rozwój” – prawda?), bardziej o ocenę rządzących, ich działań, narastanie dyktatur, widmo dystopii. W wielu przypadkach ostra krytyka jest słuszna, a w innych to polityczny kurs na zwalczanie jakiejś partii lub ideologii. Przykładowo, za rządów PiS było wiele nieprawidłowości, ale jednak Polska znacznie się rozwinęła, a wiele wskaźników ekonomicznych jest bardzo dobrych.
Zatem to sprawa percepcji i intencji, stopnia obiektywizmu i rozeznania faktów.

Intencją tego wpisu jest pokazanie paru zasadniczych zagadnień:

  1. (za)fałszowania rzeczywistości

  2. pokazanie prawdziwego obrazu świata i człowieka (przynajmniej w zarysie)

  3. podniesienie ducha, danie ludziom nadziei, bo taka w moim przekonaniu jest bardzo  potrzebna i istnieje

  4. oraz niektórych elementów które składają się na ww. zagadnienia.

W zakresie A, B i D wszystkie przeszkody do spełnienia postulatu C mają przynajmniej trzy pierwotne przyczyny (chociaż można to rozwinąć na pod-przyczyny).

  1. Nieznajomość prawdziwej natury Boga i człowieka

  2. Nieznajomość prawdziwej historii ludzkości, Ziemi i wszechświata.

  3. Kłamstwo.

W sumie – błędna historiozofia – od zarania do stanu obecnego.

Do całego zagadnienia można podejść filozoficznie, co robi(ło) jakże wielu myślicieli oraz pisarzy.

Te punkty to materiał na obszerną książkę, więc tutaj tylko najkrócej jak można, chociaż i tak pewnie nie uda się krótko.

Ale uwaga – będzie kontrowersyjnie, dla niektórych obrazoburczo lub niewiarygodnie.
Jednak to może zmienić twój pogląd na świat. Może warto otworzyć umysł i poznać drogę do rozwiązania problemów? Nawet jeśli wstrząsowo. Narzekanie to nie rozwiązanie.

Wpis będzie odwoływał się do WIELU przyczynków, w tym i tutejszych notatek, aby nie robić z tego artykułu czegoś zbyt długiego. Jednak względem starszych czytelników bloga będę się w ten sposób nieco powtarzał, przepraszam.

Nasza rzeczywistość, Bóg, człowiek

Jeśli chodzi o kondycję człowieka, to mamy w tej kwestii parę „grzechów pierworodnych”.
Od razu kojarzy się to z religią, a w chrześcijaństwie konkretnie w postaci nieposłuszeństwa Adama i Ewy. Można to traktować jako alegorię wcześniejszego buntu aniołów/archaniołów względem Boga, co wyłoniło anty-boga i całą późniejszą dychotomię dziejów w kosmosie.
Inne ujecie mówi o pierwotnym spaczeniu genetycznym, co faktycznie rzutuje na wszystkie kolejne pokolenia nie w sensie winy, ale biologicznie.  To spaczenie, to możliwa manipulacja genetyczna na ludziach przez byty, które miały taką umiejętność w dalekiej przeszłości.
Kolejną, ale nie koniecznie odrębną możliwością, jest „mit założycielski” wielu religii o grzeszności, złej naturze człowieka. Jako samosprawdzająca się przepowiednia, klątwa powtarzana przez wieki i utrwalana w umysłach ludzi, poczyniła w nich olbrzymie szkody.  Ilość cierpień ludzi na przestrzeni dziejów jest niewyobrażalna.
Podobnie jak dogmat mściwego Boga, wbrew opiewania Go jako miłości, który karze przez pokolenia, przeklina ich i wtrąca w piekielne katusze na wieczność. Straszenie (strach) to przeciwieństwo miłości, a poczucie wstydu to najniższa emocja (w skali dra Davida Hawkinsa).
Jasno widać, że były to mocne narzędzia do panowania nad ludźmi i najprawdopodobniej po to wprowadzone i utrzymywane. Stąd utrwalany u wielu syndrom sztokholmski względem oprawców.
Pozostając przy religiach, wszystkie mówią o domenie duchowej i możliwość bytowania poza naszą doczesnością. Zatem poza kijem kary pokazują marchewkę pośmiertnej nagrody.
Wiara (w sensie ogólnym) przenosi góry i buduje naszą kulturę. Jestem jej gorącym zwolennikiem, co nie oznacza pełnego oddania się jakiejś doktrynie, tak jak w ogóle ostrzegam przed doktrynami, a zwłaszcza dogmatami.
Już mnie kusi by ten temat bardzo rozwinąć (byłby to duży materiał), ale nie o to w tym artykule chodzi.
Chodzi o powstanie obrazu obietnicy, szczęścia, wieczności w mocno nieokreślonej postaci, co już w sobie wyłoniło różne obrazy raju, drogi, jaką człowiek powinien podążać, stworzyło różne utopie. To także spowodowało, że kaznodzieje, uczeni w piśmie, kapłani i filozofowie nie potrafią klarownie wyjaśnić dlaczego ludzi dotykają różne gehenny i niesprawiedliwości. Stąd i odstępstwa od wiary w Boga/bóstwa na rzecz ateizmu, nihilizmu itp. I wspomniana na wstępie depresja, zwątpienie w świat i w siebie, upadek  kultury, samobójstwa, choroby psychiczne, ucieczka w narkotyki itd.

Przez wiele lat bliska mi była wizja Boga przedstawiana w kilkunastu książkach Neale D. Walscha poczynając od „Rozmów z Bogiem”. O Bogu miłości, który niczego od nas nie potrzebuje, zatem i nie karze, a wspomaga. Niektóre podstawowe zasady streściłem kiedyś krótko tutaj.
Potem dotarło do mnie, że sprawa jest bardziej skomplikowana – Bóg jest kreatorem, rozwija się wraz z poznaniem swoich dzieł i ich rozwojem, w pewnym sensie eksperymentuje, co czasem prowadzi do błędów. Stagnacja, nuda, to nie przymioty bóstwa. Ma to i pewne konsekwencje.

Tutaj wtrącę ogólne zastrzeżenie – cały ten artykuł jest osobistym doświadczeniem na danym etapie, niektóre jego elementy zmieniają się w trakcie nabywania wiedzy.
W każdym razie – religie stworzyły obraz Boga na swoje potrzeby, ukryły ww. zasady i omamiły ludzkość fałszywymi i sprzecznymi wyobrażeniami. Już nawet nie mówię o fasadowości religii, o przewinach hierarchii, nadużyciach itd.
Bóg jest jeden – z definicji.

Człowiek – kreacja Stwórcy, potem niestety zepsuta zarówno przez wspomniane religie i ideologie, manipulacje genetyczne i zniewolenie, zachowuje swój pierwotny boski pierwiastek.
To wymaga paru podstawowych wyjaśnień. Co do religii i ideologii – już w skrócie to wyjaśniłem. Ale o samym człowieku – wielkiej zagadce filozofów i nauki…
Nawet biorąc samą postać materialną i operując kategoriami biologii zauważ, że nasze ciała to około trzydzieści bilionów – 30.000.000.000.000 komórek, z których każda to skomplikowany mechanizm. Jesteśmy największymi cudem na Ziemi (a i w materialnym Kosmosie zajmujemy wysokie miejsce), wśród cudów jakie kiedykolwiek istniały, być może szczytem ewolucji, inteligencji i wydajności. Miliardy procesów zachodzi w naszych wnętrzach, w każdej sekundzie, przez całe życie. We wzajemnej współpracy, w podziale ról wg narządów i zadań. Wszechświat (znów używając laickiego podejścia)  nie stworzył nic bardziej skomplikowanego, a całkowite zrozumienie ludzkiego organizmu do dziś jest nieosiągalne metodami naukowymi, które prawie nie wykraczają poza zawężający kanon materializmu.
Ale mamy też warstwę duchową,  psychiczną i uczuciową i wynikające stąd jeszcze większe możliwości, potencjał.
Cud, który powinniśmy cenić – już to samo powinno podnosić nas „na duchu” i wypierać tendencje do samozniszczenia oraz budzić respekt wobec innych ludzi
.
Doceńmy nasze przyjemności życia, piękno, które obserwujemy i tworzymy, w muzyce, literaturze, sztukach, cały pozytywny dorobek  humanizmu, wreszcie moc ducha we wrażliwości, miłości i przyjaźniach.
Jest i więcej w tym zakresie – o czym dalej.

Jeśli chodzi o wspomniane  manipulacje genetyczne, to mam na myśli już element z kolejnego podrozdziału tego artykułu – naszej prawdziwej historii.
Otóż jesteśmy bardzo starą, wręcz pierwotną rasą kosmiczną, która nie tylko ewoluowała biologicznie, ale była wielokrotnie modyfikowana sztucznie. Obecna „wersja” to już 7. Nie pytajcie na razie skąd ta informacja i co znaczy.
Jednocześnie nie jesteśmy jedyną rasą ludzką czy w ogóle inteligentnymi istotami we Wszechświecie – jest ich dużo, różnych i na różnych poziomach rozwoju.
Były takie, które mieszkały na Ziemi i ingerowały w nasze życie. To znów długa historia, ale istotne jest to, że byliśmy przez niektóre z tych ras traktowani przedmiotowo, jako obiekt badań, modyfikacji i przekształcania w istoty im posłuszne i ze zdegradowanymi możliwościami, by nie stanowić konkurencji i zagrożenia. W ten sposób uczyniono nas niewolnikami i dawcami energii życiowej (loosh), która zasilała te obce istoty, które ze swej natury były pasożytami, wyzyskiwaczami, bo same nie miały odpowiedniego potencjału.

Zatem stopień rozwoju ich techniki i nauki nie musi wcale iść w parze z rozwojem duchowym/etycznym. Zresztą widzimy to też w ramach naszych społeczeństw.

I tak wyjaśnia się w uproszeniu trzeci składnik naszej kondycji – zniewolenie.

Należy jednak dodać, że to zniewolenie było potem wprowadzane rękoma samych ludzi, ustanowionej z góry oligarchii – ludzkich zarządców Ziemian, posłusznych swoim panom. Ale także i oni byli wykorzystywani i oszukiwani, czego nie dostrzegali swym wielkim ego. Stąd brutalne rządy, korupcja na szczycie, satanizm, najróżniejsze formy opresji, większość zła przez wieki. I tak to się ciągnie po dziś dzień…
Nasza świadomość została wypaczona, jak podkreśla w swoich
licznych książkach Igor Witkowski – mamy głęboko ukryte w podświadomości prymitywne, często implementowane uprzedzenia, traumy, wadliwe schematy reakcji itp. To wszystko nie pozwala nam zrozumieć mechanizmów rozwoju, pojąć świata i to może doprowadzić do załamań psychicznych lub aktów okrucieństwa i szaleństwa. Szczególnie w obliczu narastających zmian, z którymi ludzie nie potrafią sobie poradzić. Prawdopodobnie dopiero wielki wstrząs ich obudzi, chociaż nie wszystkich.  Apokalipsa to wg źródłosłowu odkrycie kurtyny, ujawnienie prawdy.
W niniejszym  artykule masz małą próbkę takiego ujawnienia – przepraszam, że niektóre stwierdzenia powodują dysonans poznawczy. Ale nie ma innej drogi…
Dla ciekawych podam jeszcze jako próbkę poniższe fragmenty ze starszych tutejszych wpisów.
Książkę
PRZEMIANY NA ZIEMI JAKO WROTA DO PRZYSZŁOŚCI, którą opisałem po lekturze tutaj: Przemiany dla przyszłości.

I. Witkowski  zapowiadał ją od dawna w paru wywiadach i przedstawił przed wydaniem np. w tej pogadance oraz tej, gdzie wygłosił „orędzie” dotyczące przyszłości Ziemi i drogi wyjścia z impasu. Opowiadał też o obecnych czasach od dawna w pogadankach na YT np. Wyparta logika apokalipsy

Zanim przejdziemy do dokończenia ustępu o Prawdziwej historii ludzkości, Ziemi i wszechświata  (nasz punkt 2 ze wstępu) – wkraczamy w zagadnienie kłamstwa.

Już powyższe fragmenty sygnalizują, że byliśmy i jesteśmy okłamywani.
To ważny temat, który poruszałem parokrotnie na blogu np. Niedostatek prawdy (z odnośnikami), więc nie będę tego powtarzał.
Wiąże się też z zagadnieniem spisków – też odsyłam do wcześniejszych refleksji.

Prawdziwa historia ludzkości, Ziemi i wszechświata

Jestem zdania, że niemal nasza cała historiozofia, filozofia dziejów błądziła.

To temat na wielkie epickie dzieło. Wiem, że będzie kiedyś napisane – widziałem przyczynki, ale po ujawnieniu tajemnic będzie to motyw wielu bestsellerów.

Jest co prawda wiele książek na ten temat – w różnych ujęciach. Z popularnych wymienię przykładowo:

Zakazana historia – J. Douglas Kenyon (i parę innych jego książek)

Zwiastuni świtu, Ziemia zwiastunów świtu, Świetlana rodzina – Barbara Marciniak (i inne książki)

Alchemia życia – HarlanMargold

Jedyną planetą Ziemia – Phyllis V. Schlemmer

Gwiezdne dziedzictwo – Lyssa Royal i Keith Priest

Bogowie Edenu – Wiliam Bramley

Zahaczał o to i Igor Witkowski, wszyscy, którzy pokazywali artefakty cywilizacji sięgające setek tysięcy a nawet milionów lat wstecz. (oprócz jego licznych książek zobacz np. wystąpienia na kanale https://www.youtube.com/@NHS92 itp.)

Wiele z tych publikacji bazuje na tzw. channelingach, starożytnych przekazach, intuicyjnych wglądach.
Te przekazy wciąż napływają z różnych stron. Nie są to metody oficjalnie uznane za naukowe, mogą być zmanipulowane przez wpływy wspomnianych istot – jedne z nich są przyjazne, inne wrogie, są i celowo zwodzące, w tym pochodzenia ziemskiego, bo nie jesteśmy tu sami.

Stąd brała się ideologia New Age, różne egzaltacje i nadinterpretacje. Wciąż jest mnóstwo serwisów internetowych, które codziennie informują o kosmitach, duchach itp., które „już nas ratują” (i słyszy się to od lat). Jako przykład zobacz Higher Density Blog.
To bywa inspirująca, ciekawa lektura, ale w zasadzie niewiele ponadto w obecnym powszechnym stanie świadomości, obrazie świata i wydarzeniach. Wiele z tego, jak podejrzewam, jest po prostu wprowadzaniem w błąd, nawet powstrzymywaniem ludzi od działań, skoro zrobią to za nas „zbawiciele”. Nie mówię, że wszystko jest nieprawdą, bo wiem że faktycznie są tacy pomocnicy, ale trzeba to udowodnić przez fakty.

Z drugiej strony – są świadectwa materialne, którym trudno zaprzeczyć. Podobnie kwestia UFO – jedna z najlepiej udokumentowanych, ale utajniana i wciąż wypierana przez naukę i polityków ponieważ to „zagraża bezpieczeństwu narodowemu” i mogłoby zburzyć wiele oficjalnych narracji…(patrz np. UFO – mój pogląd)
W ogóle obecna nauka nie jest wolna od polityki, korupcji i dorobkiewiczowstwa.

Dlaczego ten cały wywód o historii i człowieku jest tak ważny?
Ponieważ dotyczy naszej tożsamości – dużo większej niż wpajano nam przez milenia, a to jest trampolina do odbicia się od imposybilizmu. Po drugie wskazuje, że w tym skoku nie jesteśmy odosobnieni w kosmicznym „kolektywie” i nawzajem się wspieramy.
Także wykazuje moc zarówno naszą, koalicji wyzwolenia jak i tę sprawczą nowego przywódcy o którym za chwilę. Wreszcie – pokazuje naszych wrogów.

Nadzieja i podstawy jej spełnienia

Ale tutaj coś się zmieniło…. Nawet nie „coś”, ale „siedmiomilowym skokiem”, przełomowo.
W tym miejscu wypada
przypomnieć osobę, o której tu parokrotnie pisałem, kogoś, kto odsłonił kurtynę, i pokazał nie tylko słowa i wyobrażenia, ale swoją moc sprawczą ingerencji w otaczającą nas rzeczywistość, nawet do poziomu kosmicznego.
To kobieta –
Kimberly Ann Goguen z USA. Nie jest nawiedzoną wróżką – działa i zmienia świat.
Wzmocnię uderzenie w reakcję Czytelnika na te słowa przywołując starszy wpis
Kim jest Kimberly.
Nie będę się nad tym zatrzymywał.
Tyko jedno zdanie tutaj:  Goguen jest postacią niezwykłą – posiada wgląd niemal we wszystkie tajemnice i siłę by przeprowadzić plan przywrócenia suwerenów Ziemi – ludzi.
Co Kim nam pokazała?

Np. to, że prawdziwa historia wszechświata jest WIELOKROTNIE dłuższa niż opisuje to nauka.
I bardziej złożona. Właściwie powinniśmy mówić o Mutiwersum – konstrukcie poza wyobrażeniem nawet większości kosmologów. Były rożne takie próby jak np. polskie – Joanny Rajskiej z jej Hiperfizyką, czy w koncepcjach Danuty Adamskiej-Rutkowskiej, nie mówiąc o wielu zagranicznych.

O ile opisy Kimberly zgadzają się w wielu aspektach z tymi od Lisy Renee w Glossariuszu Wzniesienia czy w wykładach Mariny Jacobi, to już nie są tylko zbieraniem i łączeniem kropek z innych źródeł, w tym wspomnianych, ale wiedzą pochodzącą wprost od Stwórcy (Źródła, Boga).

Jak wspomniałem, także historia ludzi i innych istot to … miliardy lat. To inna filozofia dziejów.

Nie rozwijając szczegółów – zasadnicze znaczenie ma pytanie: Kto rządzi(ł) światem?

I znów – odpowiadam, by skrócić cały wywód, odsysając do tego wpisu i tamtejszego załącznika PDF z wyrysowaną strukturą kontroli i władzy przez eony lat
i omówienie niektórych elementów diagramu  locusmind.one/posts/23368.

Tajemnicza władza przypisywana ROTHCHILDom, ROCKEFELLERom itp. to zaledwie pewien niższy poziom – poniżej „300 Rodzin”. Zawsze rozkazy płynęły z dużo wyższego pułapu. Teraz „inercyjnie” niższe szczeble kontroli jeszcze coś po omacku i desperacko wykonują, ale się gubią, bo ich nadzorców i ich poleceń już nie ma. Zwróć jeszcze uwagę na to jak wyższe szczeble kontroli się wykruszały, a obecnie jest ich jeszcze mniej – czyszczenie w wykonaniu Kimberly wciąż trwa i dobiega końca.

Ich siła aby panować nad światem, budowana przez tysiąclecia, obejmowała przynajmniej pięć czynników, nad którymi każdy rządzący musi mieć kontrolę. To media (kłamstwa, zwodzenie, formowanie osobowości i poglądów wg własnego modelu – jawnie i podprogowo, itp.), system finansowy, wywiad, wojsko i kontrola polityczna na rożnych poziomach.
Pokłosie owych struktur to obecnie Sataniści, tajne zakony i bractwa, chazarska mafia, Deep State (Ukryte Państwo) w jego globalnej różnorodności – wciąż jeszcze trochę działające, ale u kresu swojego panowania.

Otóż tracą to wszystko w dość szybkim tempie za sprawą Kimberly i jej sojuszników na rzecz ludzkości – dla jej suwerenności.
To dla nas bardzo dobra wiadomość. Chyba nie trzeba mówić dlaczego, bo wiemy czego boją się współcześni ludzie.

Wojny, biedy, opresji rządów – zarówno finansowych jak i w zakresie wolności, rosnącej śmiertelności i fali chorób… Bardziej świadomi wymienią rożne manipulacje, selekcję negatywną w obsadzie stanowisk, psucie kultury, moralności, obniżanie poziomu szkolnictwa, zatruwanie środowiska, załamanie zaufania do rządów, polityków, lekarzy, nawet naukowców…, wszystko to, co jest w agendzie małej ale wpływowej grupy, która chce wprowadzić Nowy Porządek Świata wg wzorców Huxleya, a obecnie wykonawców jak Harariego, Schwaba, Gatesa i podobnych psychopatów. Można pokusić się o tezę, że w tym towarzystwie niektórzy nie są ludźmi z duszą (tzw. portale organiczne), lub to w ogóle nie ludzie – bioroboty (?).

To właśnie są te powody zaniku wiary w lepsze czasy, które wymieniłem na wstępie.
Ale wbrew takim postawom – nie tylko można temu zaradzić, ale to już się dzieje.
Zresztą, nie ma alternatywy jeśli ludzkość ma przetrwać.

Oczywiście są ludzie dobrej woli, a także wielu zdesperowanych z powodu narastającej dystopii wokół nas, którzy próbują zmienić świat na lepsze, ale odbijają się od ściany zła. Na ogół nie rozumieją, że pokonać je trzeba na wyższym poziomie, zgładzić głowę „hydry”, a potem schodzić w dół długiego i globalnego łańcucha wykonawców (o jakich była mowa w powołanym diagramie hierarchii kontroli), a znają głównie tylko tych na dole. Takie oddolne działanie jest mało skuteczne, jeśli nie zlikwiduje się pierwotnych przyczyn. Widzimy to w fiasku oddziaływania różnych partyjek, stowarzyszeń itp., chociaż nie należy negować ich pozytywnego wpływu na lokalne społeczności i ich integrację, wymianę wiedzy.

Podobnie lokalne problemy wynikają z pewnych ideologii, doktryn i planów wyższego, a potem wysokiego, często ukrytego poziomu.

To także wojna duchowa – zło ma swoich „kapłanów” i wysoko postawionych wyznawców.

Jak więc wyjść z załamania, stagnacji?
Po pierwsze, trzeba poszerzać świadomość i wiedzę (to Twoje zadanie) o tych poziomach, poznać i demaskować przeciwnika. Jak wspomniałem –
na tym polega Apokalipsa, a nie jakiś kataklizm. A propos świadomości – mamy coraz większą szansę uzyskać w tym zakresie masę krytyczną, na która składa się zarówno ilość ludzi którzy tę świadomość podnoszą jak i jakość (stopień osiągniętej świadomości). Wg wspomnianego już D. Hawkinsa i wg jego słynnej skali świadomości wystarczy nawet parę osób ze świadomością w górnej granicy … by zmienić świat.

Taką możliwość przełomu wyczuwa wielu, a głosi też już niemało. Wspomniałem o I. Witkowskim, śledzę też (z rezerwą co do opcji politycznych) Benjamina Fulforda, powstają społeczne ruchy oddolne o charakterze samorządowym, semipartyjnym, dotyczące np. demokracji bezpośredniej. Będą pomocne, ale – jak powiedziałem – pierwsze uderzenie torujące drogę globalnie już się dzieje, bo na szczęście są liderzy, którzy to rozszyfrowali – strukturę i zamiary ukrytych złych mocy, mają też wiedzę i narzędzia by te wyższe poziomy demaskować, usuwać ICH narzędzia oraz przywódców działających przeciw ludziom. Ale to długi i trudny proces, bo zło nie poddaje się bez walki. Jednak proces oczyszczania i naprawy postępuje coraz szybciej. Niestety, w większości stare systemy nie dadzą się naprawić.
Muszą być zastąpione nowymi – zarządzanymi przez ludzi, a nie odgórnie przez zniewalające władze i te ukryte siły.

By wyjaśnić podstawy tej opinii, ale przede wszystkim nadziei a nawet pewności, przejdźmy do Planu Odbudowy Ziemi realizowanego przez ruch i jego przywództwo o nazwie CARE tj. Center of Amity and Restoration of Earth, a po polsku Centrum Przyjaźni i Odnowy Ziemi.

Czym jest CARE mamy szereg materiałów jak ten starszy oraz krótko wyjaśniłem to już dość dawno we wprowadzeniu do strony Our Life Force.

Tam w komentarzach pokazałem też elementy mojej dawnej ścieżki, która naprowadziła mnie na ten trop. Cała strona była potem poświęcona odkrywaniu dalszych kart, głównie przez relacje z wystąpień Kimberly Goguen. Mamy tutaj realne możliwości odbudowy, naprawy świata. Możemy wyjść z obecnego impasu  – całościowo i zdecydowanie.
Przez zmianę naszej świadomości – nas jako pojedynczych ludzi i społeczeństwa i odcięcie się od systemu (matrixu), od panowania nad światem przez ciemne siły. Cóż, prawdopodobnie trzeba by tygodnia (?) by to przestudiować, więc tym bardziej nie będę tutaj tego rozwijał, chociaż zachęcam właśnie do poznania chociaż nowszych wpisów.
Moje poszukiwania, widoczne także na tym blogu, określiłbym tak: zaczyna się tam gdzie można, a potem wchodzi się głębiej i głębiej w „króliczą norę”, czasem to ślepy korytarz, wtedy trzeba wyjść i pójść jeszcze inną drogą…
A może jednak Tobie, ze względu na świadomość, intuicję, otwartą głowę, inne podobne relacje, będzie łatwiej to wszystko zrozumieć. Bez uprzedzeń. To kwestia szerszej perspektywy.
W starym artykule Może nie musimy chwytać się brzytwy  wskazałem, że wielu ją zagubiło, a to może wynikać z zagubienia duchowości, cywilizacyjnego zapętlenia. Ten podstawowy brak opisywałem wielokrotnie (wyszukaj hasłem perspektywa). O tym samym pisze stale wspomniany Igor Witkowski.

Świat się nie kończy, może dopiero się zaczyna? Mamy tu perspektywę, którą nazwę kosmiczną.

Na Ziemi, i nie tylko, są przeprowadzane działania czyszczące stare złe systemy i ich operatorów.
Nie sięgając do wielu starszych akcji/zdarzeń wspomnę o najnowszych, które pokazują dynamikę zmian – z 13.11. 23 – https://locusmind.one/posts/47230 oraz widoczne epickie crescendo zmian i możliwości w wiadomościach z 15.11.23https://locusmind.one/posts/47353. (ważne!)
A to nie koniec, bo piszę ten artykuł 16/17 listopada, więc nie mam jeszcze dalszych informacji (te będą się pojawiać na http://www.Locusmind.one/pages/korcz i na podobnych stronach, ale może zobaczymy je już znacznie szerzej  – nawet w mediach…).

Oprócz tych konkretnych działań wobec wrogów ludzkości i ogólnie „cywilizacji śmierci” oraz projektów w sferze materialnej, chodzi głównie o przemianę, wzniesienie człowieka, którego drogowskazem będzie prawo naturalne oraz wyzwolenie osobistych mocy. Nie jest to jakiś idealistyczny ruch negujący Boga, ponieważ to właśnie przez Niego mieliśmy nadane te zdolności i to On prowadzi obecną, nazwijmy to – rewolucję, realizowaną przez ludzi i inne jego kosmiczne „dzieci”.

Natomiast w sferze materialnej jest bogactwo zaplanowanych działań.
Plan Przywrócenia [Restoration Plan] to globalna próba odbudowy witalności planety i jej mieszkańców poprzez umożliwienie ludziom tworzenia uczciwych mediów, prawdziwej edukacji, wolności finansowej, systemu, w którym prawo ma zastosowanie do wszystkich. Ponadto Plan Przywrócenia obejmuje system rolniczy, który działa w harmonii z prawami naturalnymi planety i opieką zdrowotną, która zapewnia dobre samopoczucie i zdrowie, a nie wieczną chorobę. To także uruchomienie zarówno nowych technologii, które znacznie wyprzedzają to, co obecnie jest używane, jak tych ukrywanych istniejących już wynalazków. To duże inwestycje w nowoczesną komunikację i telekomunikację na nowych zdrowych zasadach. To zmiana/uproszczenie systemów podatkowych. To nowe oddolne media bez odgórnej propagandy, kłamstw i sterowania przez korporacje i biznes. Itd. itd. – wg potrzeb ludzi.

W tym celu powołuje się szereg serwisów internetowych. Na początku powstały serwisy informacyjne unitednetwork.news oraz unitednetwork.tv – z coraz bogatszym niezależnym przekazem z całego świata i z „zajawkami” na wielu platformach społecznościowych. Są też wewnętrzne fora członków i sympatyków.
W zakresie zdrowia powołano forum dla Global Health & Wellness ConsortiumGHWC.global – w ramach CARE (wciąż w rozwoju).
Jest platforma powszechnej nowoczesnej edukacji, powstaną inne. Główna strona CARE powstanie gdy Key Integrated Monetary System stworzony przez Kim będzie już całkowicie bezpieczny, ponieważ stamtąd będzie płynęło finansowanie projektów i tam projekty będą przyjmowane do realizacji.
CARE i nas wszystkich czeka jeszcze duża praca w realizacji tej wizji odrodzonego świata, ale powstają nowe narzędzia i zespoły realizacyjne, które torują drogę i szkolą innych.

To wszystko jest wielką nadzieję dla świata, także w tych sprawach które dotyczą każdego. Pomyśl, że np. nie będzie paszportów szczepionkowych, przymusowych szczepień, śledzenia śladów węglowych, likwidacji gotówki, narzucania nienaturalnych zachowań, danin na wydumane przez globalistów cele idące do kieszeni oligarchów oraz innych TOTALITARNYCH wymysłów.
Kto śledzi wystąpienia Kimberly Goguen ten zdaje sobie sprawę jak wielkie pozytywne zmiany mogą mieć miejsce – ponad wyobrażenia większości ludzi.
Także w nas samych.

Określenia jak „wspaniała przyszłość” pojawiają  się dość często z przynajmniej paru stron jakie znam. Np. w serii książek Igora Witkowskiego pt. „Instrukcje przebudzenia”, gdzie też bez wahania mówi on, że ta przemiana nastąpi przy wsparciu wyższych sił (podobnie jak to ma miejsce w omawianym tu przypadku). A także: „Dla Ziemi (a dla Polski w szczególności) przygotowany został świetlany plan Nowego Renesansu [czyli coś znacznie większego i znaczącego niż reset], pozostawiającego renesans wcześniejszy daleko w tyle”.
Podobnie mówi wielokrotnie wspominany Benjamin Fulford – o epickiej zmianie po pokonaniu mafii, które opanowały Ziemię.

Jednak co do Polski, a jeszcze bardziej w otumanionych poprawnościowo państwach Zachodu, pozostaje nawarstwianie obciążeń przeszłości w umysłach ludzi, wielka inercja w przyjmowaniu nowych perspektyw.
Znów powrócę do Igora Witkowskiego i zacytuję mały fragment z opisu jednej z jego książek (mimo że autor widzi ten aspekt jako główny i ciągle go powtarza, z czym nie do końca się zgadzam):

Jest jednak pewien „haczyk”: pójście tą drogą wymaga zrozumienia przyczyn upadku dotychczasowego świata, a o prawdziwych przyczynach w ogóle się nie mówi. Ludzie znają uproszczenia, będące w istocie próbami wpasowania obecnych przemian w ramy wcześniejszych schematów. Jest to bardzo groźne, bo jest mechanizmem wypierania tego, co zrozumieć musimy. OGÓŁ LUDZI PRZYCZYN TYCH NIE ZNA!

Na koniec: może nie wszystko, co opisałem powyżej jest prawdą, może tylko część się zrealizuje.
Ale jeśli prawdą jest np. tylko 30% i podobnie zrealizuje się tylko kilkanaście procent, to i tak byłby to wielki pozytywny krok naprzód w stosunku do tego, co wyniknie z globalistycznej/satanistycznej przyszłości.
Liczę na znacznie więcej niż to ostrożne oszacowanie – na tym opieram swoją nadzieję.
Nadzieja, pozytywne, twórcze myśli, budują i wzmacniają nas w budowaniu…
Zatem nie poddawajmy się i nie szerzmy strachu.

PS. Nie jest tak, że nie mam żadnych wątpliwości. Zobacz np. moje refleksje w tym artykule.
Ale wątpliwości są drogą poznania, a „nadzieja umiera ostatnia”.

Działkowcy

Pamiętajmy o ogrodach…

Mam na myśli ludzi prowadzących ogródki działkowe, na ogół gdzieś na obrzeżach miast. Natomiast pisałem tutaj parokrotnie o działkach rekreacyjnych poza miastami, z domem całorocznym lub sezonowym, jak ta na której spędzam większość lata.
Uważam, że te miejskie (często nazywane pracowniczymi lub rodzinnymi – ROD) są błogosławieństwem, zwłaszcza da osób starszych. To podtrzymuje ich przy życiu – zarówno ze względu na dawkę ruchu, czystszego powietrza i słońca, jak w ogóle przez kontakt z naturą. Ponadto uprawiają tam warzywa i owoce, a te płody nie są poddane procedurom upraw przemysłowych i długiego przechowywania, co czyni je zdrowszymi. Pozwala to w jakimś zakresie także zmniejszyć wydatki na warzywa i owoce.
Dla wielu to realizowanie pasji dbania o rośliny,  forma upiększania swego otoczenia, umiłowanie piękna w przyrodzie.
I miejsce spotkań rodzinnych i sąsiedzkich.
Starsze osoby często mieszkają w ciasnych mieszkaniach, a domki działkowe, chociaż też niewielkie (chociaż czasem większe od mieszkań), dają wyzwalające uczucie wyjścia z betonowego pudełka. A poza sezonem bywają lamusem na rzeczy, które te małe mieszkania zagracają albo miejscem drugiego życia dla przedmiotów i mebli wymienionych na nowe.
Niektóre tereny ogródków są otwarte dla publiczności, co specyficznie poszerza obszary parkowe.

Poruszę jeszcze aspekt małej społeczności, która ma parę pozytywnych cech. Można to nazwać lokalizmem – tworzenie swoich ojczyzn i wspólnot. To swoista forma samorządności z odpowiedzialnością zarówno za powierzony teren, ale i interesy lokalne. Każda taka aktywność zasługuje na uznanie. Wobec zakusów by ograniczać wolność jednostek, poddawać handel i produkcję monopolom i wszelkim globalistycznym tendencjom, samowystarczalność wspiera zdrowe tendencje przeciwne.
Wiem, że nie zawsze jest tak jak to tutaj opisuję. Zwłaszcza w przypadku większych organizacji, gdzie jakiś prezes poczuje siłę i biznes i zaczyna się rządzić bez wsłuchiwania się w głos społeczności. Wkrada się polityka – skąd my to znamy…
Obecnie w Polsce działkowcy są poddani naciskom deweloperów a także zarządców niektórych miast, by ogródki likwidować. Czasami ma to sens gdy ogródki są w centrum i/lub zaniedbane. Rozumiem rozgoryczenie tych, którzy zainwestowali w swoje ogrody sporą część swego życia, pracy, serca a także pieniędzy. Siłowe wywłaszczenie boli.
Postulowałbym w przypadkach „wyższej konieczności” (np. plany infrastruktury) by nie likwidować całkowicie tamtejszej zieleni, ale wplatać ją w jakiś sposób w nowe projekty mieszkaniowe.
Osiedla w zieleni, bardziej kameralne – to wizja w skali człowieka, a nie bezdusznej metropolii.
Taka jest moja krótka refleksja, może niezbyt kompetentna, bo nie mam takiego ogródka.
Co o tym sądzisz?

UFO – mój pogląd

krąg zbożowy

…wspinaj się do raju
schodami zadziwienia.
Ralph Wado Emerson

Pojęcie UFO, oprócz swego podstawowego znaczenia (Niezidentyfikowany Obiekt Latający – NOL) jest skrótem myślowym dla określenia szeregu „tematów z pogranicza”, w tym Obcy (ET), cywilizacje kosmiczne, nieznane napędy, dziwne zjawiska, kręgi zbożowe, teorie spiskowe, prawdziwa historia, tzw. paleoastronautyka itd. Tematy, o których wspomnę w poniższym wpisie – z braku miejsca i czasu, to bodajże promil, tego co można by o tym napisać. Z drugiej strony osobiście uważam, że nowsze odkrycia zdezaktualizują szereg starszych przyczynków, zatem traktuję niektóre z poniższych informacji jako raczej wprowadzenie do tematu.
Ale i samo w sobie pojecie UFO jest bardzo obszerne i nie jednoznaczne.
Interesuję się tym od ponad 50 lat, co daje mi niezłą wiedzę.
To zainteresowanie wywodzi się z młodzieńczego poznawania astronomii i astronautyki, z lektur Stanisław Lema i podobnych źródeł, które wspominały o życiu w Kosmosie. Jako ciekawostkę podam, że w II klasie podstawówki napisałem „powieść”
Podróż na Księżyc, co wywołało zrozumiałe poruszenie wśród nauczycieli. Zeszyt utworu wraz z własnymi ilustracjami mam do dziś.
Poważniejsze zainteresowanie zaczęło się w pod koniec lat 70. gdy pracowałem w Instytucie Lotnictwa. Miał tam wykład dr inż. Jan Pająk na temat przyszłych generacji napędów, gdzie pokazał wiarygodną hipotezę jak UFO są napędzane. Wzbudziło to spore zainteresowanie audytorium. Potem śledziłem jego poczynania na różnych uniwersytetach na świecie. Pomijając dyskusyjną filozofię dziejów oraz bardzo wrogie nastawienie do Obcych, mimo wszytko warto sięgnąć np. jego do bloga, który prowadzi od 2007 r. do dziś –
https://totalizm.wordpress.com/.

Jest jednym z WIELU ufologów, ale rzadkim przypadkiem wśród naukowców, bo ci na ogół śmieją się z dywagacji o UFO, trywializują sprawę żartując o zielonych ludzikach i mówią że nie ma dowodów (sic!). A tym bardziej tak myśli przeciętny człowiek…
(Temat UFO poruszałem kiedyś fragmentarycznie na tym blogu np. we wpisach
https://lapidaria.home.blog/2019/12/07/tajemnice-ksiezyca-marsa-i

https://lapidaria.home.blog/2015/07/15/moze-nie-musimy-chwytac-sie-brzytwy/
…)

Jednak faktem jest, że mało która dziedzina jest tak dobrze udokumentowana jak właśnie obserwacje UFO (w szerokim sensie). Być może sytuacja w zakresie ujawnienia pewnych informacji polepszy się za sprawa programu  „Ujawnienie” (Disclosure) i nacisku wielu innych organizacji, aczkolwiek niektóre z nich stanowią przykrywkę do wprowadzania celowego zamętu wokół UFO.

Istnieje olbrzymia literatura na ten temat – począwszy od SF i niemal tabloidowych opowiastek i prasowych wrzutek dla sensacji, poprzez książki w stylu Zakazana historia, Zakazana archeologia po raporty z rządowych/wojskowych poważnych projektów.
Wiele z nich jest tajnych, a gdy w wyniku interpelacji na zasadzie dostępu do informacji publicznych (w USA wg
Freedom of Information Act ) pewne dokumenty są pokazane, bywa że 90% treści jest zaczerniona. Łatwo się domyślić dlaczego. To ma dla nich wagę militarną oraz wiedzą że ujawnienie obecności Obcych może wywołać spore zamieszanie społeczne a nawet religijne. To byłby zamach na paradygmaty naukowe, na dominujący światopogląd. Te motywy wyliczam szerzej we wspomnianym wpisie Tajemnice Księżyca i Marsa
Ale jest i głębsze uzasadnienie praktyczne – wykorzystywanie Obcych jako
straszaka wobec społeczeństwa by móc wdrażać lukratywne dla lobby wojskowo-przemysłowego programy wojskowe, czarne budżety, które mają temu podobno zapobiec, a w istocie wzmacniać militarną dominację USA i drenować także oficjalny budżet. Służy temu wiele filmów sensacyjnych i katastroficznych w rodzaju Dzień Niepodległości – mają wzbudzać strach i eliminować ze świadomości że Obcy mogą być pozytywni.
Z drugiej strony wiele kultowych filmów jak Star Trek, Gwiezdne wojny itd. przygotowuje ludzi na możliwość konfrontacji z Obcymi i tajemnicami kosmosu.
Jest też wiele relacji świadków oraz zdjęć takich obiektów (nie wszystkie prawdziwe, ale są i bezdyskusyjne). Oczywiście, w dobie Internetu jest też dużo stron poświęconych temu zagadnieniu, także kanałów na YT i w podobnych miejscach w Internecie, zwłaszcza zagranicznych.
Co do literatury popularnej mam gdzieś w lamusie bodajże komplet magazynu ufologicznego UFO (kwartalnika wydawanego w latach 1989-2005 – chyba 64 numery) i dużo numerów
Nexusa – dwumiesięcznika od tego samego wydawcy, publikowanego do dziś. Kto nie zna to zapraszam do mojego wpisu-polecenia.  Tam temat UFO i powiązanych aspektów pojawia się dość często – głównie jako przedruki i opracowania źródeł światowych. Podobne informacje były publikowane w miesięczniku Nieznany świat.

Mam też ponad tuzin książek na ten temat. Było wielu polskich ufologów w tamtym okresie, potem temat nieco przycichł, chociaż przewijał się np. na stronie Janusza Zagórskiego www.niezaleznatelewizja.pl (badanie zjawiska od dziesięcioleci, setki materiałów a także relacje z organizowanych przez NTV konferencji i zlotów jak Harmonia Kosmosu).
Temat także występował w książkach Igora Witkowskiego jak:
Supertajne bronie Hitlera (8 tomów), Nowa prawda o Wunderwaffe, Kryptonim S-3. Największy projekt Kamimlera, UFO – przełom ? (z 1997 r.), Księga Dowodów Wizyty z nieba (z 1999 r.),  Chrystus i UFO z 2009, oraz szereg wzmianek w długiej w serii książek Instrukcje przebudzenia.
To, co Erich A. von Däniken
opisywał w swoich książkach o paleoastronautyce i UFO Witkowski potwierdzał swoimi badaniami artefaktów, ale także głębokim znawstwem tajnych technik hitlerowskich Niemiec. Tutaj warto zapoznać się z tezą, że już w czasie II wojny światowej Niemcy opanowali technologię dysków anty-grawitacyjnych i stworzyli flotę takich pojazdów. (A propos – dziś wiemy dużo więcej o możliwości takich napędów, a nasza badaczka dr Diana Wojtkowiak wyznacza jeszcze inny trop – pola torsyjne, wimpy, neutrina – w szerszym aspekcie rozwoju fizyki – https://niezaleznatelewizja.pl/index.php/aiovg_videos/technologia-napedu-ufo-dr-diana-wojtkowiak/ . Tamże o innych latających obiektach i różne ciekawostki zaawansowanej techniki, a nawet polityczne).

Amerykański projekt Paperclip przejął szereg naukowców tej branży i niektóre ich osiągnięcia, co łącznie z odzyskiwaniem technologii (reverse engineering) z wraków rozbitych pojazdów Obcych oraz na podstawie tajnych umów z nimi (> Eisenhower) dało im przewagę w tym zakresie. Prawdopodobnie finałem tego projektu jest obecnie Secret Space Program (SSP).
Dalej idące tezy (ludzie od dawna dokonują podróży kosmicznych, nawet dalekich, itp.) przedstawia u nas np. Aleksander Berdowicz (np.
https://youtu.be/u59BeWdnw3Q), a w zakresie zagranicznym szerszą historię/tło przedstawia film Above Majestic – https://www.youtube.com/watch?v=ZSyH26cl9AQ.

Z tych materiałów wynika że większe zagrożenie dla ludzkości przedstawiają tajne projekty pochodzenia ziemskiego, w tym o rodowodzie nazistowskim. Przy okazji ponownie pokazano, że oficjalnie pokazywana nauka i technologia, to „struganie dzidy” w stosunku do tego czym dysponują ludzie od dawna (zaawansowanie z olbrzymim wyprzedzeniem), ale to jest skrzętnie ukrywane, bo służy tylko wojsku i tajnym stowarzyszeniom. Okazuje się że nawet nie wszystkie tajne służby rządowe, nawet bywa że prezydenci – nie wiedzą co naprawdę się dzieje. Manipulacja jest rozbudowana i posługuje się wieloma narzędziami. Kto się wyłamie – jest uciszany.
Te zaawansowane techniki, jak wspomniałem, służą też władzy do siania strachu oraz planuje się, w przypadku fiaska innych sposobów wdrożenia NWO, wykreowanie pozorowanego najazdu kosmitów by wokół takiego zagrożenia zjednoczyć ludzkość pod swoją komendą. Do tego byłaby zastosowana holograficzna technologia
Blue Beam.
Temat – nawet nie idąc tak daleko – nie jest łatwy i wciąż istnieje szereg teorii czym są UFO i Obcy. Jest prawdopodobnie wiele zjawisk, technologii i rodzajów UFO.
Zatem ważne jest jednak wiedzieć, że wcale nie muszą to być Obcy – zarówno w sensie innej, kosmicznej rasy jak i nieludzie, chociaż z innych obszarów Wszechświata (innymi słowy – ludzie lub inne ludzkie rasy zamieszkują już obszary wszechświata).
Nie jest tutaj moim celem to roztrząsać ani tym bardziej dawać jednoznaczną odpowiedź.
Chodzi o to, że to nie są jakieś teorie spiskowe (co do których mam
odmienne zdanie niż lansowane), mimo że powiedziano o UFO wiele głupstw i materiały na ten temat są bardzo różnej jakości merytorycznej, włącznie ze zmyśleniami.

Temat odżył w ramach wspomnianego projektu dra S. Greera Disclosure (Ujawnienie). Przypomnę, że była to głośna konferencja w maju 2001 r. w Nowym Jorku. Streszczenie wystąpień możesz znaleźć w numerze 2/2002 Nexusa. W tym czasopiśmie dr Greer miał parę artykułów – np. „Skryte plany gabinetu cieni w sprawie UFO” (nr 4 i 5/2007) itd.
Teraz ten niezłomny i niezależny badacz z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem powraca publicznie po ponad 20 latach od jego ówczesnego słynnego wystąpienia w zakresie UFO i tajnych projektów.

12 czerwca 2023 odbyła się kolejna konferencja w Nowym Jorku, gdzie przedstawiono olbrzymią ilość dokumentów, świadków i bezpośrednią relację wybranych osób.

Nagranie https://www.youtube.com/live/zDY7t6HihCw (ok. 3 godziny).
Dr Steven Greer prowadzi ostatnio też serię wywiadów i konferencji on-line – dostęp do nich znajdziesz na jego profilu twittera (X), a ogólniej (historycznie) w różnych miejscach sieci – jego książki, filmy i artykuły.
Znamienne jest przekonanie Greera, na podstawie jego badań na przestrzeni dekad, że mamy do czynienia na ogół z przyjaznymi Obcymi – wbrew lansowanej przez rządy (wojsko) tezie o olbrzymim zagrożeniu. W tym zakresie można napisać osobny artykuł, tu podam dalej
tylko parę myśli na ten temat.
Jeszcze wspomnę wcześniejszym w tym roku (20.04.23) przesłuchaniu w amerykańskiej podkomisji senackiej nt. UFO omówione krytycznie w NTV (po zagajeniu od ok. 6 minuty)
https://niezaleznatelewizja.pl/index.php/aiovg_videos/temat-ufo-w-senacie-usa-pierwsza-audycja-live-ze-studia-ntv-we-wroclawiu/, co pokazuje jak jeszcze wciąż tłumi się tam docieranie do głębszego kontekstu zjawiska i manipulowanie nauką.

Dlaczego powinniśmy do tematu podejść poważniej niż dotychczas?

Paul Hyller, powszechnie szanowany były kanadyjski Minister Obrony Narodowej (1963-67) i Minister Transportu (1977-1969), w 2005 r. trafił na pierwsze strony gazet na całym świecie, kiedy jako pierwsza osoba rangi gabinetowej w grupie państw G8, jednoznacznie stwierdził że „UFO są tak prawdziwe jak latające nad nami samoloty„. Powiedział też: „Wiedziałem na 100%, że UFO jest prawdziwe i że moim obowiązkiem, z moim wykształceniem w dziedzinie obronności, było upublicznienie tego”. Tym bardziej, że miał dostęp do wielu raportów wojskowych. Potwierdził też przekonanie S. Greera oraz innych badaczy jak Steve Basset, Paoli Harris i wielu innych, że mamy przed wszystkim do czynienia z pokojowo nastawionymi kosmitami. To znamienne oświadczenie i dużo więcej szczegółów zawarł w swoich książkach o szerszym kontekście, zwłaszcza w Liberation! The Economics of Hope.

Więcej w języku polskim znajdziesz w dość obszernym wywiadzie Hellyera opisanym we w wspomnianym Nexusie, numer 2/2023.
Potwierdza tezę, że współczesne zainteresowanie Obcych Ziemią miało początek wraz z pierwszymi wybuchami jądrowymi. Kosmos jest jednością, więc to co robimy wpływa na jego inne części – destrukcyjnie. To ich zaniepokoiło i spowodowało że skrycie interweniują byśmy nie narobili szkód nie tylko sobie ale i w Kosmosie. Interwencje te są jednak ograniczone zasadami obowiązującymi w społecznościach kosmicznych by nie wyręczać cywilizacji w ich samodzielnym rozwoju i doświadczeniach, chyba że dokonują czegoś co zagraża całości wszechświata/galaktyki.

Prasa bulwarowa, filmy SF i niektóre książki skupiają się na sensacjach porwań i zagrożeń. Faktem jest jednak, że jest i druga strona – słynni reptylianie i podobne istoty. Kosmiczna wojna, którą można nazwać wojną dobra ze złem, w tym wojną duchową, trwa od eonów.
I o tym mamy szereg informacji, szczególnie śledzę głębokie wglądy
Kimberly Goguen, która przedstawia jak złożone jest to zagadnienie. Twierdzi jednak, że bitwa jest już wygrana przez „stronę światła”. I już jesteśmy wspomagani w rozwoju przez inne rasy – zarówno te przybyłe z dala jak i te dotąd dla nas ukryte, ale od wieków żyjące na Ziemi.
Tutaj nie będę się w to zagłębiał odsyłając do całego cyklu jej raportów na http://Locusmind.one//pages/korcz , ale to nie jedyne takie źródło, ani jedyny tamtejszy temat.

Sądzę, że to spojrzenie z wyższej perspektywy, które ujawnia jeszcze więcej,  wniesie dużo dobrego, a nawet w przyszłości włączy nas w kosmiczna wspólnotę – bez strachu i z wieloma korzyściami, nie tylko technologicznymi, ale dla lepszego rozumienia kim jesteśmy, skąd pochodzimy, co jest możliwe siłami ducha i wspólnoty.
Strawestuję pewne powiedzenie K. Ciołkowskiego w ten sposób

Ziemia jest w kolebce rozwoju, ale jak długo można być w kolebce?

Details

Details


	

Lepiej wiedzieć niż być ofiarą złej polityki

mafia

X: Nie interesuję się polityką.
Ale ona zainteresuje się tobą.
(obiegowe powiedzenie)

Tematy polityczne są „niewdzięczne” bo dotykają różnych brudów, afer, często chorego ego polityków, wśród których nie brakuje też niebezpiecznych psychopatów,  itp.

Także na tym blogu polityka to rzadszy temat, chyba że uznać, że niemal wszystko jest polityką, co widzieliśmy np. w kontekście „pandemii”, o której  pisałem parę razy.
Bodajże ostatni czysto polityczny wpis był w marcu 2022 i dotyczył Ukrainy [1]. Były i inne wzmianki, ale starsze lub tylko częściowo nawiązujące do polityki. A jeśli już komentuję  polityczne aktualności to czasem w krótkich wpisach na twitterze.
W ogóle uważam, że nasza polityka jest pochodną geopolityki, bo polska suwerenność i znaczenie są nikłe i silnie uwarunkowane zewnętrznie – jawnie i skrycie. Nie wszyscy to dostatecznie spostrzegają. 

Tutaj poruszę wybrany aspekt tych uwarunkowań. 
Dyskusje i działania polityczne  szczególnie nasilają się przed wyborami, co widać nie tylko w Polsce, ale zwłaszcza teraz w USA. Na debatę na kogo głosować przyjedzie jeszcze czas, chociaż trudno znaleźć na to dobrą odpowiedź, dochodząc do konstatacji, że może w ogóle zbojkotować wybory.
Prezydent Andrzej Duda podpisał ostatnio projekt ustawy o komisji ds. zbadania wpływów rosyjskich w Polsce.  Ustawa ma wady formalno-prawne, ale nie znając się na tym, wierzę że nie tylko trzeba ale i można to poprawić – dla dobra sprawy. A jest ważna – infiltracja rosyjska jest faktem. Nie jest to jednak tylko zagadnienie związane z obecną wojną, ale bardzo stary proceder. Zatem dziwi, że dopiero teraz postanowiono się tym zająć. 
Chociaż … takie próby były, np. w czasie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI).  Likwidacja była formalna, lecz służby z udziałem niektórych starych funkcjonariuszy nadal działają lub mają wpływy. Te wpływy służb na politykę są zagmatwane i powszechne na świecie, co widać szczególnie w USA – tamtejsze służby mają zasięg globalny.

W Polsce tolerowanie tych wpływów jest sprawą wszystkich rządów III RP.  Zachodzi pytanie, który najbardziej przyczynił się nie tylko do ich działań, ale wręcz wprowadził tutaj służby Izraela, rosyjskie, ukraińskie a nawet chińskie [2].
W obecnym nastawieniu rządu nie widzi się (oficjalnie) największego wpływu – amerykańskiego. To skutek całkowitego postawienia na sojusz jednobiegunowy.
Zacytuję powiedzenie Henry Kissingera „Bycie wrogiem Ameryki jest niebezpieczne, bycie sojusznikiem Ameryki jest śmiertelne.” Przemyśl to…
Nie tylko wpływ służb może być niebezpieczny, także zewnętrzna służbistość polityków – i ta wewnętrzna – podległych jednowektorowej władzy.
Widać wyraźnie, że ustawa jest niepełna i tendencyjnie wybiórcza – nie uwzględnia zagrożeń z innych stron. Podobnie jak skłonność naszych władz do śledzenia „fake newsów” tylko wg jednego klucza, stosowania cenzury i inwigilacji tylko wybranej strony obozu politycznego i poglądów innych niż rządowe. 

Prezydent A. Duda akcentuje konieczność uchwalenia ustawy i jej zastosowania w imię transparentności życia politycznego. Chwalebne, ale w takim razie zadaję pytanie: kiedy ujawni Aneks do Raportu o likwidacji WSI, co zresztą obiecał?
„Tu cię mam” – można powiedzieć w kwestii prawdziwych intencji.
Chociaż rozumiem wygodę posiadania haków na zamieszane osoby i pożytki z donosicieli z tego grona, to nie tak powinno działać państwo prawa. Ościenne kraje poradziły sobie z tym (bardziej), a u nas wciąż trwa ten system hipokryzji i psucia polityki. 

Mamy szereg służb jak CBŚ, BBN, CBA, ABW,  oraz mieliśmy wcześniej UOP i podobne, ale grasowanie w Polsce tych obcych trwa na skalę, której obywatel na ogół nie jest świadomy. I nie chodzi tylko o samą sferę informacyjną, ale wspieranie i realizowanie przez obce służby różnych przejęć, ograbianie Polski, afery korupcyjne, lewe biznesy, szantażowanie polityków, lobbowanie obcych interesów, szpiegostwo gospodarcze itp. 
Doprawdy trzeba to ukrócić, ale te nasze służby są często albo tak nieudolne, albo tak politycznie ustawione, że mało tych anomalii jest wykrywanych i likwidowanych.
Jak bardzo przegniły i szokujący w swej skali i bezwzględności jest ten światek ciemnych powiązań, widać choćby z lektur pisarzy i reporterów śledczych. Nie ogarniam wszystkich, bo to nie mój rodzaj ulubionych lektur, ale wymienię książki Wojciecha Sumlińskiego [3] oraz pół na pól książki i reportaże Witolda Gadowskiego.
Nawet w komentarzach tygodniowych Gadowski ośmiesza na wielu przykładach jak latami służby próbują bezskutecznie namierzyć mafiozów, on sam – swoim dziennikarskim śledztwem odnajduje ich dość szybko i skutecznie*.  I dopiero wtedy służby zaczynają ewentualnie taki trop kontynuować.
Natomiast to, co wytropił i opisuje W. Sumliński, to wiele zatrważających w swej wymowie spisków, czarnych machinacji i przemocy, gangsterskich działań na wysokich szczeblach władzy i sądownictwa.
Tym ludziom nie dzieje się krzywda, a jeśli kogoś posadzono, to są to tylko ‚płotki” i też nieliczne.

Zatem, stwierdzenie, że mamy w Polsce (czy w ogóle) demokrację jest mrzonką – polityka rządzi się innymi zasadami – ale to duży osobny temat.
Tutaj wołam o więcej świadomości co do tego jak łatwo ludzi oszukać i w sprawie wzmacniania prawdziwej suwerenności, która zaczyna się od suwerennego myślenia.
Z mojego punktu widzenia nie napisałem nic nadzwyczajnego, ale może kogoś to zastanowi?
W bardziej optymistycznym zakończeniu wspomnę o Global Intelligence Agency (GIA) – dziale ruchu CARE (strona w budowie, zobacz też wstęp do strony Our Life Force), który zamierza przeorać globalnie stare struktury, a tajne służby i ich mocodawców już ma na celowniku i stopniowo je oczyszcza. Zobaczymy…

_____ 

[1] Sytuacja Rosja-Ukraina; Co się mówi, co ukrywa; oraz Teatr wojenny – (oba wpisy marzec 2022)

[2] W książce „Chińczycy trzymają nas mocno” Sylwii Czubowskiej mamy wiele na to dowodów.

[3] W tym zestawie wymienię np:
„Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” (!)
„To tylko mafia”
„Zakazana prawda”
„Niebezpieczne związki Donalda Tuska”

„Powrót do Jedwabnego” (3 części)
„Strefa zgniotu”
„Nie nasza wojna” 

a z „mojej branży”  „Zapis zarazy” (cz.1 i cz.2 ).
Te wszystkie książki są lepsze od „kryminałów”, bo opisują sprawy autentyczne.
Z przekąsem jednak dodam: A kiedy książka „Niebezpieczne związki Mateusza Morawieckiego”? (i innych polityków PiS).

Wspomniane wzmianki nawiązujące we wpisach do polityki były w: Nadmiar No Pasaran; Zbaraniały świat (sprzed ponad 2 lat – akcentuje jak wielu daje się nabrać politycznej propagandzie) i niektóre starsze.
____

* Już po napisaniu powyższego znalazłem kolejny przykład z Komentarza tygodnia z 31 maja, w którym na początku Gadowski oferuje swoje informacje, żartując iż może powołaną Komisję ds. wpływów rosyjskich skutecznie wesprzeć i podaje na podstawie posiadanych dokumentów bulwersujące przykłady współpracy naszych służb z rosyjskimi. Na zachętę podaję pierwszą minutę z tej części, resztę zobacz sam z dalszego nagrania.

Anchor Encore

„Powrócisz tu…”

Przepraszać, że w tytule zastosowałem grę obcych słów?

Cóż – często obcuję z obcymi nazwami, sytuacjami i miejscami – w tym sensie, że mogą być obce lub dziwne dla wielu. A dla tych, którzy może nie wiedzą o co chodzi w takie frazie – jeszcze raz kotwica, a raczej jeszcze raz zarzuciłem kotwicę i osiadłem w pewnym miejscu nieznanym nawet niektórym członkom rodziny. 
Wielokrotnie na tym blogu wspominałem o tym osobistym refugium – domku w lesie, gdzie co roku zaszywam się przynajmniej na parę letnich miesięcy. 

W tym roku będzie inaczej, bo obowiązki wobec pewnej starszej osoby będą nas wzywały dość często do Warszawy (była o tym wzmianka w jednym z ostatnich wpisów Starość w paru odsłonach).
Tym bardziej cieszę się każdą chwilą, szczególnie że gdy to piszę – jest pięknie.

Co do zakotwiczenia, to jest w tym i konkretny wymiar – większego związku z ziemią, uziemianie gdy chodzę boso po trawie, gdy czuję, że natura mnie leczy i wzmacnia.
Pierwsze dni zawsze są dość wymagające – coś co znają dobrze działkowicze i właściciele domów – wiosenne porządki. Tu dochodzą jeszcze sprawy specyficzne: pozimowa kontrola domu (nie bywamy tutaj poza sezonem letnim – dom jest nie ocieplony i zimny w okresie jesienno-zimowym), rozruch instalacji, zawsze jakieś naprawy, osuszenie piwnicy, wietrzenie szaf  bo wilgoć zawsze jakoś przenika, wstępne ogarnięcie ogrodu, zwłaszcza wybujałej trawy i zbieranie gałęzi pozrzucanych z licznych drzew w czasie zimy, skopanie grządek pod te zasiewy, które nie powinny czekać, i dziesiątki innych czynności, często nie do przewidzenia.
Nie narzekam – lubię ruch i jak coś się tworzy. Inna sprawa to mniejsze już siły i pytanie – na ile jeszcze sezonów ich starczy?
Także powitanie z półdzikimi kotami, które przetrwały jakoś zimę w okolicznych szopach, a może dzięki paru gospodarzom w okolicy.
Pamiętają o nas, bo mogą liczyć na coś smacznego, ale okazują na swój sposób też przyjazne uczucia.
Pierwsze spacery po okolicy i dalej, by sprawdzić co się zmieniło.

Gdy, jak co roku, to wszystko już zostanie uładzone, zanurzam się w książkach.  W 2023 nawiozłem kolejne czytelnicze zaległości, a szczególnie 9 (jak na teraz) pozycji o demokracji (wprost lub pośrednio, temat do którego chcę dodać drugie dno i możliwe alternatywy), 3 niedoczytane książki W. Sumlińskiego*, ok. 50 czasopism do ostatecznego przeczytania przez wyrzuceniem oraz kilkadziesiąt zgranych ebooków. No i na pewno coś skapnie z licznych lektur żony.
Będę też pisał. Ale mniej na bieżąco w sieci, bo ta tutaj ma małą przepustowość, czasem łączność nawet zanika. Najłatwiej mi schwycić coś lub umieścić na twitterze.

Będą wycieczki rowerowe i piesze, nowe odkrycia…
W sumie dość banalnie – ale cieszą nas zwykłe rzeczy, możemy odnaleźć i w nich coś niezwykłego.
Ten wpis nie będzie długi – to tylko „meldunek” dla znajomych o prawdopodobnie mniejszym zaangażowaniu i uprzejma prośba o rzadsze „wywoływanie mnie do tablicy”. To i tak będzie tylko połowiczny urlop, ale każdemu się należy.
Kończę paroma pierwszymi impresjami fotograficznymi (na razie niewiele czasu na to było) – nie egzotyka, nie jakieś ekstra ujęcia – proste widoki sielskiego życia, przyrody, która potrafi zaskoczyć lub pokazać nowe oblicza piękna.

 

dziko4

Tego zakątka jeszcze nie koszę

Niedaleko domu

beda_jagody

Będzie dużo jagód

rogacizna

Egzotyczna (?) rogacizna w sąsiedztwie

jagodowa_gora

Jagodowa góra

Kwietnie

100.powrot_nad_Bug

Setny (?) powrót nad Bug

za_cieplo_na_morsowanie

Za ciepło aby morsować…

Cd. relacji i zdjęć nastąpi.

____

*  Często nieważne jest kto mówi, ale co mówi. Wojciech Sumliński jest dla wielu postacią kontrowersyjną, zastanawia ich jak może funkcjonować w naszym systemie wypowiadając tak ostre tezy wobec polityków, także obecnej władzy. Jednak owym tezom warto się przyjrzeć, wiele z nich to ważne sygnały ostrzegawcze i wglądy, o których mało kto wie.

Aforystyka itp.

Lubię dawać przed wpisami jakiś cytat, „złotą myśl” (czasem wymyślam własną), i nie sprawia mi to specjalnego kłopotu, bo jeszcze w czasach gdy Internet nie był w tym pomocny, zgromadziłem spory zbiorek almanachów mniej lub bardziej poświęconych takim treściom.
Zdjęcie pokazuje próbkę z domowej biblioteczki.

Granice między aforyzmami, cytatami z ładunkiem mądrości lub humoru, anegdotami, maksymami, sentencjami, dykteryjkami itd. są dość płynne. Zatem dodanie do tytułu „itd.” ma uzasadnienie. Ciekawe myśli można wyłowić z najróżniejszych książek (dość często są to też motta do rozdziałów lub do całości dzieła), świętych pism, filmów, memów, nawet z kalendarzy lub w trakcie rozmowy. Mam też setki wycinków i notatek z takimi materiałami. Czyli nie tylko chodzi o sztukę pisania aforyzmów, co skądinąd bardzo doceniam, ale o ich wyławianie i wykorzystywanie stosownie do sytuacji.
Cenię zwłaszcza te ich krótsze formy, powiedziałbym lapidarne, co kiedyś zainspirowało mnie by tego słowa użyć … w tytule bloga.
Z tą lapidarnością wpisów zupełnie się nie udało, bo niemal każdy podjęty temat wymagał rozwinięcia (a szkic planowanego nowego wpisu ma już ok. 30 stron, więc będzie raczej ebookiem…)

Podobnie witryna Złote Myśli skusiła mnie już gdzieś ok. 2013 r. swoją nazwą, bo sądziłem że poświęcona była właśnie gromadzeniem owych klejnotów myśli.
Jest o książkach, czym się nie rozczarowałem, bo znalazłem tam dużo wiedzy i mądrości. Polecam!
Bo mądrości możemy uczyć się z najróżniejszych form literatury, ogólniej – sztuki, także z poezji. Wtrącę parę słów o tym źródle.
Swoim przyczynkom w tej sferze prawie nie poświęcałem tutaj miejsca (wyjątki z nieco dłuższymi wierszami: fragmencik w Poezja przed burzą, ale tu raczej poezją jest przyroda; podobnie Bieszczady; Krasa lasu w śniegu itd. ), więc przemycę dwie własne próbki – właśnie z tych zwięzłych, bo te najbardziej cenię.
(wybaczcie mi zakwalifikowanie tego do poezji)

Życie jak głaz
sprawy idą wspak
patrzysz na mnie
… już nie tak.

(2013)

Wyznaj mi tę miłość,
którą chowasz w sobie
– uruchomię gojący czas,
choć nie odpowiem.

(1985)

Może odnajdziesz w tym swoje ukryte myśli, uczucia?

Mam tych wierszyków sporo, ale to temat na inną okazję…

Wspomniałem, że zbiorów aforyzmów jest dużo – są całe wyspecjalizowane witryny temu poświęcone, ale cenię sobie szczególnie te, które osobiście w pewnym sensie wskrzesiłem – chodzi o opracowania Stefana Garczyńskiego. Zanim do tego przejdę, to przypomnę że nie chodzi o tego Stefana z epoki romantyzmu, a o pisarza rocznik 1920. O tym Stefanie było tutaj parokrotnie – począwszy od 2007 r. we wpisie Pan Stefan, po późniejsze – gdy informowałem o powstaniu dedykowanej Mu strony mojego autorstwa i paru innych poświęconych konkretnym publikacjom ( > lokalna wyszukiwarka z użyciem nazwiska, lub poprzez tagi).

By w ogóle przypomnieć tego niezwykłego człowieka przywołam jeszcze np. wpis http://stefangarczynski.pl/biogram/
(przy okazji uprzedzam i przepraszam – ostatnio ta strona-blog dziwnie wolno działa – sprawa do technicznego sprawdzenia).

O ile Stefan Garczyński niemal we wszystkich swych pracach umieszczał cytaty znanych ludzi, zwłaszcza pisarzy i filozofów, to dziełkami poświęconymi aforystyce były szczególnie „Błyskotki o kulturze” i „Błyskotki o współżyciu”.
Tę drugą książeczkę właśnie opublikowałem w formie ebooka w ramach przywracania pamięci o pisarzu i jego pracach, ponieważ popada niesłusznie w zapomnienie. To mój trybut wdzięczności na 30. rocznicę śmierci Autora.
Miałem ponad roczną przerwę w tych pracach z rożnych powodów (najbardziej prozaiczny to zwątpienie czy utrzymywać stronę przy małym zainteresowaniu czytelników i podtrzymaniu materialnym* …).

Jako wprowadzenie do „Błyskotek o współżyciu” zobacz ten wpis (zawierający aktualne przesłanie**), a on poprowadzi Cię dalej aż do miejsca, gdzie można pobrać tego ebooka w 4 formatach oraz 13 innych wydanych wcześniej własnym sumptem – wszystkie darmowe.
(mimo że wszystkie są mobilne, tj. nadają się na urządzenia przenośne, to polecam format PDF).

Wracając do aforystyki w ogóle, to upodobałem sobie wybory jakie znajduję w każdym dwumiesięczniku Nexus i przewijające się na górnym pasku ich strony http://www.kontestator.eu/
Nadal polecam oba miejsca.

Ok, miało być lapidarnie, więc kończę jednym aforyzmem o aforyzmach, przy czym ciekawostką jest, że ten przykład wygenerowany/znaleziony został przez asystentkę AI GPT 4 Monica (możesz sam spróbować – to nakładka do przeglądarki):

Aforyzmy są jak papierosy – krótkie, ale uzależniające.

PS. Już po napisaniu spostrzegłem, że leży koło mnie poniższa książka, którą można dodać do omawianego gatunku. Na miejscu będzie więc jeszcze ta znana myśl: „Mają oczy, a nie widzą…”


———–
* Przywołam jeszcze wpis Rozwijajmy czytelnictwo, który szerzej pokazuje ten popularyzatorski aspekt mojej pracy. Poproszę o zainteresowanie…

** Wspomnianym przesłaniem jest waga współżycia społecznego i jego odbudowa w czasach gdy oddalamy się od siebie z różnych powodów.

Starość w paru odsłonach

Twarz starek kobiety
Tylko starość ma przenikliwe spojrzenie.

Friedrich Dürenmatt 

Ten artykuł będzie miał parę wątków i dygresji, bo zahacza o wiele powiązanych tematów i o osobiste doświadczenia.

Moi Rodzice odeszli już dawno. Bolesne wspomnienia naturalnym biegiem rzeczy bledną z czasem, ale powracają z powodu nowych wydarzeń.

Te dawne odejścia były związane głównie z wiekiem, ale i chorobami, które się pojawiły, chociaż nie musiały. Wtedy stosunkowo mało wiedziałem o sprawach zdrowia ludzi starszych, sam byłem jeszcze stosunkowo młody. Można jednak powiedzieć, że własnie wtedy bardziej się tym zainteresowałem.

Te doświadczenia zaczęły się od śmierci dziadków, których częściowo byłem świadkiem, a także uczestnikiem posług w ostatnim okresie. Nie będę się jednak cofał we wspomnieniach aż tak, natomiast przy okazji, jako dygresję-ilustrację, podam krótkie fragmenty (mocno skrócone) moich wspomnień o Rodzicach  – w kontekście ostatnich lat ich życia.

Tata praktycznie do emerytury nie chorował. Gdzieś w latach 1969-70 zaczął gwałtownie chudnąć. Po dłuższych badaniach w końcu ustalono, że przyczyną jest jakaś nietypowa choroba krwi. Tata został skierowany do Instytutu Hematologii w Warszawie, gdzie dłuższy czas przebywał. To pierwsze moje doświadczenie  asystowania choremu  w szpitalu, chociaż sam już też byłem po paru szpitalnych pobytach.
W końcu wyszedł z tego.

Jakiś czas później, w czasie pobytu na wybrzeżu ojciec nagle  źle się poczuł i znalazł się w gdańskim szpitalu. Nie wchodząc w szczegóły,  po badaniach okazało się że ma poważną chorobę wymagającą pilnej i rozległej operacji. Doskonały specjalista (prof. Mlekodaj), chociaż  szansa powodzenia była mała podjął się operacji, która się udała. Zdolności chirurga oraz wola przeżycia mimo  pozostałość po owej chorobie krwi okazały się zbawienne. Oddaję hołd temu lekarzowi za uratowanie życia. To były dla nas dramatyczny czas.  Przez ponad 4 miesiące asystowaliśmy pobytowi Taty w szpitalu gdańskim, mieszkając u kuzynów i w wynajętym mieszkaniu. Zwłaszcza Mama odwiedzała Go codziennie. Ja ze względu na pracę i uczelnię – dojeżdżałem okresowo z Warszawy. Był to czas pełen troski i uczuć – pisałem do Ojca listy z konsolacjami… bo nie wiadomo było czy przeżyje tę chorobę.
Po powrocie do Warszawy Tata przebywał jeszcze dłuższy czas w sanatorium w Otwocku. Wywiązały się stany ropne i komplikacje. Jednak organizm i wola życia Taty zwalczyły to wszystko. Był z nami po tej operacji jeszcze ok. 20 lat.

Znów, nie wnikając w  szczegóły medyczne, na początku 1991 r. znalazł się po interwencji pogotowia w szpitalu. Jego stan nie był dobry, ale zasadniczo zażegnany. W czasie wizyty u Taty 6 stycznia pamiętam, że żartował, abyśmy po cichu wymknęli się ze szpitala, ponieważ nie chce już tam dłużej być.
Niestety, w nocy na 8 stycznia nagle odszedł od nas. Przeżył więc 84 lata, co jak na przejścia ostatnich lat było godne podziwu.
Jest pozytywnym przekładem dzielnego dotarcia do starości.

Mama przeżyła Ojca wiele lat, ale  borykała się z własnymi chorobami i konsekwencjami kontuzji – dawniejszych (wypadek kolejowy w czasie wojny) i późniejszych (wypadek samochodowy, upadki). Ale  Jej pokolenie było twarde i zdrowsze od  obecnego.
W przypadku Mamy i Ojca pewien wpływ mogły mieć ćwiczenia sportowe w młodości – pływanie Mamy, lekka atletyka Ojca. Dzięki temu Mama wykazała sporo dzielności, do połowy 2004 r. była samodzielna: ruch, drobne sprawunki, dbanie o dom, traktowała to  jako błogosławioną szansę na utrzymywanie kondycji. Niestety w końcu  niedomagania i  kłopoty zdrowotne dramatycznie nasiliły się w 2. półroczu 2004 r. – Mama w parę miesięcy bardzo zgarbiła się, prawie przestała się poruszać i jeść.  Jestem wdzięczny Rodzinie za okazaną serdeczność i troskę o Mamę w tym trudnym okresie. …

Półrocze opiekowania się Mamą uważam za jeden ze wznioślejszych okresów w swym życiu, pełnym uczuć – mimo jego dramatyzmu i naprawdę trudnych chwil.

Mama zmarła w wieku 91 lat w tym samym w szpitalu co Ojciec, 2 kwietnia 2005 r. – w tym dniu, w którym odszedł  nasz Papież.

Te szpitale „ostatniej drogi” tamtych czasów, jakkolwiek robiły przygnębiające wrażenie („umieralnie”), miały jeszcze na względzie elementy empatii względem pacjentów.

Aż nadszedł czas epidemii Covid. Nie umniejszając szczerych prób niesienia pomocy, nader często empatia zamieniała się w niemal sadystyczny system na pograniczu eutanazji.
O koszmarze tego czasu pisałem wielokrotnie i wieloaspektowo na http://www.Lepszezdrowie.info, a słowo eutanazja pojawiło się np. w tytule artykułu „Respiratorowa eutanazja” (obecnie wiele doniesień medycznych potwierdza ten proceder).
By nie roztrząsać szczegółów, wspomnę tylko o losie właśnie osób starszych, które umierały w szpitalach bez widzeń z rodziną, niemal bez kontaktu ze światem, z niezałatwionymi sprawami i bez pożegnania z bliskimi. Dramatyczne, okrutne i bez sensownego uzasadnienia.

Także kładzenie nacisku na szczepienie osób starych, które mają najmniejszą odporność, a jak się okazało szczepionki, a nie tylko choroba, przyczyniała się do zgonów. I znana sprawa zamrożenia służby zdrowia, co uderzało głównie w osoby czekające na operacje i zabiegi – przede wszystkim właśnie osoby starsze.
Ten system zabrał mi wtedy dwie bliskie osoby, które najprawdopodobniej wcale nie musiały umrzeć. W ogóle – niezależnie od epidemii, wielu moich bliskich przyjaciół przedwcześnie odeszło, także przez błędy medyczne lub nie udzielenie pomocy na czas. A to uszczuplenie  otoczenia przyjaciół i znajomych to dość powszechny symptom życia osób starszych, takich jak ja. I pewnego rodzaju memento mori.
Zatem – dbajmy o swoje zdrowie, dla siebie i by nie być ciężarem dla innych.
Biorę to i osobiście, bo – chociaż jeszcze nieźle się trzymam mimo przebytych różnych wypadków, operacji, chorób i traum (no. duża część życia w bólu) – zbliżam się powoli do 80… To jednocześnie stresuje tym, że mam coraz mniej czasu na swoje cele i pragnienia.
Ostatnio doszły liczne doniesienia o nagłych zgonach osób młodych, które zawierzyły „medycynie epidemicznej”, która nie tyle leczyła, co szkodziła, a wysyp powikłań prawdopodobnie jest jeszcze przed nami, ponieważ  preparat genetyczny może mieć działanie nie tylko nieprzewidywalne ale i rozciągnięte w czasie. Tragiczne są doniesienia o wczesnych licznych poronieniach…

Ogólniej – młodzi ludzie często nie szanują swego zdrowia – alkohol, papierosy, narkotyki, tatuaże, śmieciowe lub nieodpowiednie jedzenie, operacje upiększające (często wątpliwe nie tylko medycznie), brawura („motocykliści to potencjalne warzywa”), itd. 
Przez zatrucie środowiska, właśnie złe żywienie, szczepionki itd. mamy coraz więcej przypadków raka, cukrzycy II, zaburzeń neurologicznych i innych chorób, które wcześniej prawie nie występowały wśród młodych. Zostawiam ten bolesny temat na boku… 
W kulce młodości i wyglądu ludzie wypierają ze świadomości proces starzenia się i śmierci. Nie znają starości, natomiast  my – starsi, znamy starość i młodość; może więc warto słuchać rodziców i dziadków? Chociażby dla tej jednej sprawy dziadkowie są cenni – swoim doświadczeniem. Istnieje też pogląd, że to dziadkowie są predysponowania do dużego udziału w wychowaniu dzieci, ponieważ w obecnych czasach rodzice są na tyle zapracowani i nieprzygotowani do roli wychowawców, że to odbija się na dzieciach.
A starość potrafi być piękna, godna – zarówno tym wkładem jak i realizacją wcześniej odkładanych pasji, nawet twórczością.
O ile zgony starszych, jakkolwiek często do wytłumaczenia, tak odchodzenie osób w pełni sprawności i planów, ojców i matek małych dzieci, osób wnoszących wkład w PKB – to zjawisko nie do wybaczenia.
W ogóle służba zdrowia nie zdała egzaminu, a medycyna, uwięziona w skostniałych procedurach i służbie dla biznesu farmacji, to osobny przykład patologicznego układu.

W tym miejscu wracam do głównego tematu starości i śmierci.

Osobiście wyznaję wiarę, że śmierć nie istnieje – w sensie kontynuacji życia duszy.  Kiedyś (2005 r.) dywagowałem o nieśmiertelności, a potem coraz bardziej upewniałem się o naszej duchowej naturze…

Jednak w życiu cielesnym ludzie mają różne plany i zobowiązania, a odejście fizyczne może znacznie skomplikować życie bliskich osób.
Innym aspektem jest, że śmierć często jest poprzedzona wieloma cierpieniami – zarówno osoby chorej i/lub starej oraz otoczenia, zwłaszcza rodziny.  Nakłada na nią różne ciężary, szczególnie w końcowej fazie życia części rodziny. To banalne stwierdzenie ma w sobie jednak aspekt egzystencjalny, który wciąż nie jest dostatecznie brany pod uwagę jeśli mówimy o humanizmie, gdy podchodzimy do tego filozoficznie. Dotyczy to i spraw praktycznych – w szczególności takich jak rezygnacja z uporczywej terapii w przypadku braku szans na efekt leczniczy przy jednoczesnym długim cierpieniu (bólu) i naruszeniu godności pacjenta.  Te sprawy są różnie regulowane na świecie, w Polsce w Kodeksie Etyki Lekarskiej mówi się, że rezygnacja z uporczywej terapii jest autonomiczną decyzją chorego, który został dobrze poinformowany o stanie swojego zdrowia i zbliżającej się śmierci. Przy spełnieniu tego warunku i w kontekście sumienia lekarza nie oznacza to eutanazji – o czym parę słów dalej.
Oceniam, że ważne jest ustalenie co doprowadziło do takiego stanu – czy sam wiek, czy zaniedbania i szkodzenie, nawet umyślne lub z przyjęcia złych metod leczenia.
Warto też przypomnieć afery związane z tzw. śmiercią mózgową. Bywa że błędnie uważa się to za znak definitywnej śmierci i wykorzystuje do pobierania narządów.
To dzieje się oczywiście nie tylko w przypadku osób starszych, ale i młodych. Są kraje (jak np. Chiny) gdzie w ten sposób „eksploatuje” się więźniów i niechciane dzieci. Handel ludźmi, w tym dziećmi, ma i ten aspekt.
Poszanowanie życia  ludzi maleje przy jednoczesnym hołubieniu życia zwierząt.

Żyjemy w czasach alienacji, gdy rodziny, dawniej powszechnie wielopokoleniowe i  wielodzietne, zanikają i często osoby starsze są osamotnione.
Z kolei cywilizacja materialistyczna coraz mniej widzi wartość osób starszych, gdy w rzeczywistości to one budowały podwaliny tego co jest oraz są skarbnicą życiowych mądrości i doświadczeń.
W skrajnych przypadkach, zwłaszcza w większości krajów zachodnich,  młode pokolenie odcina się od rodziców i dziadków, często przestaje się nimi interesować.
Domy opieki bywają dobrze wyposażone i obsługiwane, ale to przywilej bogatych.
Są kraje gdzie stosuje się lub postuluje eutanazję osób starszych . Przypomina to programy eugeniczne typowe dla dyktatur jak w nazistowskich Niemczech, przy czym było to rozszerzone na ludzi niepełnosprawnych lub ze „złym” pochodzeniem.
Te idee odżywają. Wystarczy poczytać to, co głosi np.  Harari w swoich książkach (polecam dobre opracowanie tych lektur w książce prof. Adama Wielomskiego „Yuval Noah Harari – Grabarz człowieczeństwa”).  Innym lansowanym tam pomysłem jest cyborgizacja ludzi, co ma rzekomo uczynić ich prawie nieśmiertelnymi poprzez technikę sztucznych organów – aż do zaniku człowieka, jakiego znamy. To ma być jednak dostępne tylko dla elit ze względu na koszty i doprowadzić do stworzenia klasy podludzi – biednych, schorowanych , niepotrzebnych – do stopniowej likwidacji.
To pokłosie lewackich (ale nie wszystkich lewicowych) i globalistycznych ideologii, w których próbuje się zniweczyć także rolę rodziny. A to przekłada się też na dalsze patologie. Nie będę tego tu rozwijał, ale warto wspomnieć że ma to związek także z ideologią klimatyczną, wg której, w pewnym ekstremizmie,  ludzie swoim istnieniem i aktywnością niszczą planetę, co z kolei uruchomiło programy depopulacyjne.  Są ludzie, którzy w imię tej ideologi wyrzekają się posiadania dzieci – zarówno przez takie postanowienie jak i przez aborcję.
Depopulacja ma rożne aspekty (duży temat), np. aborcja jest głównym czynnikiem nienaturalnych śmierci – wielokrotnie przewyższającym ofiary raka, chorób serca i innych znanych czynników. Wiedziałeś o tym?

O ile trzeba przyznać, że emeryci są obecnie trochę lepiej zadbani przez parę programów rządowych (dodatkowe emerytury, zasiłki itp.), to jeszcze daleko do spełnienia postulatu, że po długim życiu i pracy, zasługują na godne życie.
Szeroki znany temat, który także osobiście mnie dotyka, ale tu nie będę się skarżył.
Chodzi mi o opiekę państwa nad ludźmi u schyłku życia.
O ile wiedziałem, że jest źle, to gdy zagadnienie dotknie cię osobiście – odzywają  bolesne wspomnienia z czasów gdy odchodzili bliscy.
Osoba z rodziny, kochana bo dobra i zasłużona, którą darzę wielkim szacunkiem (z odwzajemnioną wręcz miłością), do swego 95 roku życia była jeszcze dość aktywną głową-seniorem części rodziny, chociaż już z ograniczoną sprawnością ruchową i początkami demencji. Radząc sobie mieszkała od lat sama po śmierci męża. Aż zdarzył wypadek. Pobyt w szpitalu, operacja. Całkowita niesprawność wymagająca całodobowej fachowej opieki. Nie dawaliśmy rady – potrzebne specjalne łóżko, system karmienia i „odwrotny”, leki, opatrywanie… Co robić?
Specjalistyczne domy opieki, te z NFZ (ZOL itp.) – długie terminy, co nie wchodziło w grę. Zakłady prywatne – w Warszawie brak miejsc, a nawet poza Warszawą ceny sięgające 8 000 zł /m. Opieka domowa – nie mniej skomplikowane i drogie rozwiązanie. W końcu udało się znaleźć – właśnie poza Warszawą, względnie odpowiednie miejsce, na które możemy sobie pozwolić dzięki oszczędnościom.  „Względnie odpowiednie” to eufemizm – małe pokoiki 3-osobowe, pacjenci w stanie niemal wegetatywnym, widok i nastrój przygnębiający, wręcz wymagający odporności psychicznej. Mimo odległości – odwiedzamy i widzimy bezsilną przerażoną kobietę, tak jak i my czujemy swoją bezsilność. Tam zapewne dokończy swego żywota.
Cóż, to i tak pewne rozwiązanie, ale co począć z tysiącami starców, kalek, niepełnosprawnych, którzy nie mają rodziny i oszczędności lub ich rodzin nie stać na zapewnienie opieki? Chce się krzyczeć – jakie to państwo, które mimo buńczucznych haseł nie potrafi zadbać o swoich seniorów?
To powinno być zorganizowane ustawowo i systemowo – zapewnienie godnej opieki dla takich osób w razie potrzeby. Prywatne zakłady to kropla w morzu, a ponadto widzę, że to bardziej biznes niż misja pomocy.
To samo widać na przykładzie chorych dzieci, osób z rzadkimi chorobami, które żebrzą o datki na ratowanie życia czy jakieś protezy lub drogie leki,  bo państwo nie poczuwa się do takiej pomocy. Także szpitale i inne placówki państwowe borykają się z niedofinansowaniem, niezrozumieniem potrzeb i biurokracją.
A jednocześnie wydaje się miliardy na wydumane potrzeby, sprzyjanie uchodźcom lub polityczne przekupywanie ludzi oraz trwoni się tyleż przez niegospodarność.

Reasumując – wpis pełen rozgoryczenia i oburzenia.
Czy jednak jest jakieś światełko w tunelu?
O ile łatwo pokazywać niedociągnięcia i oskarżać, co przeważa w większości publicystyki i rozmów, to wartość ma pokazywanie rozwiązań.
Staram się to robić. Nawet od wielu lat jeden z moich adresów mailowych ma  postać rozwiazanianakryzys@…
Jeśli chodzi o sferę zdrowia, to na wspomnianej wyżej stronie wielokrotnie były podawane dobre, w tym alternatywne, skuteczne metody postępowania zarówno w kontekście C-19 jak i w wielu jednostkach chorobowych. 
Nauka robi postępy w zakresie długowieczności, pewne aspekty starości można uważać za chorobę, a na pewno starość przyspieszana jest przez choroby, które można leczyć. 

Cóż, wszyscy kiedyś umrzemy, ale nadzieja umiera ostatnia.
Ogólniej biorąc przywołam jeszcze raz swoje nadzieje związane z globalnym projektem Global Health & Wellness Consortium  (GHWC.global) w ramach ruchu CARE (Center of Amity and Resatoration of Earth). Pod tym adresem znajdziemy więcej szczegółów, a krótki zarys GHWC tutaj.
Skrótowa charakterystyka CARE podana jest tutaj, a dokładniejszy opis autorki i liderki projektu w tym wpisie (do aktualizacji, bo dochodzą nowe funkcje).
Przekazuję tę nadzieję by ludzie nie poddawali się defetyzmowi i propagandzie strachu. Z namiarami, bo rozwiązanie  jest dość złożone i dla większości ludzi zaskakujące – wymaga zagłębienia się w temat. Wskazuje i realizuje szereg dróg dla lepszego zdrowia, długowieczności oraz nowej, sprawnej i bezpłatnej opieki zdrowotnej dla wszystkich.
Szkoda tylko, że wielu nie doczekało tej nowej rzeczywistości, która dopiero jest stopniowo wdrażana, a w polskich warunkach napotka prawdopodobnie na duży inercyjny opór istniejącego systemu. A może nie? 

 – – – – 
źr. ilustracji – https://photocontest.smithsonianmag.com/

Diamenty czy złoto?

złoto inwestycyjne

Nie wszystko złoto, co się świeci z góry
(przysłowie)

Wiele lat temu zajmowałem się złotem inwestycyjnym.  Chociaż także od wielu lat nie jestem już aktywny na tym polu, to temat jest wciąż aktualny, a nawet bardziej.

Także tutaj temat złota był poruszany parokrotnie w niektórych aspektach, np. we wpisie Manipulacja ceną złota (2012 r.),  Traktat o złocie  ( 2012 r., to humorystycznie), …
Stworzyłem też wtedy stroniczkę  na FB – Tajemnice złota oraz grupę Złotówki na złoto (oba te miejsca już od dawna prawie nie są aktywne, chyba że czasem wrzucę jakąś ciekawostkę lub wpis tylko nawiązujący w przenośni do złota czy innych wartości). A Grupa jest otwarta i każdy może tam coś napisać – oby na temat.
Jednak w tamtejszych archiwach zainteresowani złotem znajdą WIELE ciekawych informacji (są wyszukiwarki, ew. przeglądając wstecz wpisy), chociaż w naturalny sposób nie wszystkie będą aktualne w kontekście wydarzeń, wycen czy analizy rynku.
Ale … złoto jest wieczne, więc i informacje o tym kruszcu jako takim – podobnie.
O  co tam w ogóle chodziło?  O inwestowanie.
Jednak nie tak rozumiane jak obecnie głównie to widzą adepci szybkiego bogacenia się na akcjach, grze na giełdzie, bitcoinie, automatycznych programach inwestycyjnych i podobnych sztuczkach.
O tych niepewnych ścieżkach pisałem przed laty w artykule na FB  Kryptomania, przy czym jest tam odniesienie do podobnych informacji z innych źródeł
(Powstał też dawno, a bodajże w 2021 dodałem coś z nowszych przyczynków. Po likwidacji formy notatek na FB nie jestem już w stanie poprawić paru tamtejszych błędów merytorycznych i formalnych/edycyjnych/literówek.).
Artykuł ma liczne odniesienia do złota a także srebra.
Nawet w przypadku obligacji rządowych, akcji dobrych firm czy startupów trzeba być ostrożnym – także tutaj zdarzały się na świecie bolesne wpadki.

Tak więc, to „inwestowanie” wirtualne  już niejednego doprowadziło to do bankructwa, co w przypadku kryptowalut szczególnie potwierdziło się ostatnio i parokrotnie (np. krach FTX).
Nie neguję blockchain jako technologii wymiany. Nie neguję lokalnych uczciwych  kryptowalut bez powiązań z dużym rynkiem i międzynarodowymi bankami.
Natomiast w większej skali,  w ogóle stary system pieniądza dłużnego, fiat, derywatów – zapada się, ale to osobny obszerny temat na inny wpis (mały punkt zaczepienia znajdziesz np. tutaj i tutaj).
Zresztą – jest o tym dość głośno w mediach alternatywnych, nawet widać to w oficjalnych danych. Chociaż Igor Witkowski nie wnika głębiej w ukryte mechanizmy (ale szerzej niż przeciętny czytelnik), to dość często na swym profilu pisze o spostrzeżeniach dotyczących ekonomii i finansów w USA.
A wiadomo – jak Ameryka kichnie, to cały świat może się przeziębić 🙂
– np. ostatnio tutaj. 

Ponad 10 lat temu wyraziłem swoje zniesmaczenie wypaczonym podejściem do inwestowania w tutejszym wpisie Doradca finansowy? postulując by rozważać nie spekulację, a realne inwestowanie – w aktywa rzeczowe, o realnej i długofalowej wartości. Oprócz nieruchomości (nie każdego na to stać) i innych podobnych kierunków, nasuwa się prosta odpowiedź – metale szlachetne. 
Nie będę tutaj głębiej wchodził w arkana tego inwestowania  i od razu przejdę do zagadnienia jak w tytule.
Otóż wiele osób poleca inwestowanie w diamenty.
Poniżej przypominam stary wpis ze wspomnianej grupy Złotówki na złoto.

————————

Ktoś zapytał mnie dlaczego wolę inwestycje w złoto niż w diamenty.
Oto parę myśli na ten temat.
Diamenty bywają niesamowicie drogie, ale nie ma na świecie dwóch takich samych kamieni. Każdy może mieć inną wartość, ich wycena to także wynik rodzaju obróbki (szlifu itp.) – dość subiektywna. To nie jest łatwy towar do obrotu. Nie jest to też towar dla J. Kowalskiego, w przeciwieństwie do obecnej dostępności złota – zwłaszcza w formie gromadzenia nawet ułamków gramów w depozycie emisariusza – aż do uzyskania wagi sztabki kwalifikowanej do fizycznej dostawy ‚do ręki’. Co prawda istnieją i dla diamentów podobne koncepcje zakupów, ale to jednak wyższa półka kosztów i dłuższy czas na otrzymanie produktu.
Wycena złota jest w dużym stopniu znormalizowana (próby, certyfikaty mennic)
Natomiast  na diamentach trzeba się znać aby określić ich rodzaj, klasę czystości, autentyczność. Można łatwo się oszukać, nawet w grę wchodzą bezwartościowe szkiełka.
Na złocie zna się każdy jubiler, nawet przeciętny człowiek ze sporym prawdopodobieństwem odróżni złoto od tombaku itp.
Znalezienie dobrego rzeczoznawcy diamentów już nie jest takie łatwe i szybkie, zwłaszcza w sytuacji gdy ktoś nam przedstawia ‚okazję’.
Stosunkowo mała grupa graczy na rynku diamentów powoduje jego większą podatność na wahania, a nawet spekulacje potentatów.
Diamenty to kruszec prawie niepodzielny – nie można go praktycznie podzielić i sprzedać np. połowę.
Złoto przeciwnie – sztabkę można pokroić na dowolne kawałki i ew. sprzedać taki kawałek wg potrzeb. To ‚waluta’ rozpoznawalna i akceptowalna na całym świecie od „zawsze”.
To dużo łatwiejsze od sprzedaży drogiego diamentu. Czyli, mówiąc językiem finansowym, diamenty nie są tak płynne jak złoto.
Diament jest wrażliwy na uszkodzenia – chociaż twardy, ale można go rozbić na małe kawałki tracąc zdecydowanie na wartości – czasem całkowicie. Ponadto degraduje go wysoka temperatura, a spala się w ogniu, ponieważ to rodzaj węgla. W razie nawet niedużego pożaru nie ma co zbierać, gdy złoto w pożarze co najwyżej się stopi – bez utraty swej masy i własności. Może też leżeć w ziemi przez tysiące lat i nie stracić swych walorów, jest podatne tylko na nieliczne środki chemiczne (bezpieczeństwo przechowywania).
Złoto dla jubilera to uniwersalny surowiec – na pierścionki i obrączki, kolczyki, broszki itp.;  może je przetopić na różne próby i ilości.
Na złoto jest zapotrzebowanie nie tylko biżuteryjne, ale występuje duża różnorodność zastosowań przemysłowych, co czyni je towarem z dużym popytem. Złoto ma też swoje tajemnice ze sfery właściwości leczniczych, a nawet „metafizycznych” …
Złoto jest symbolem boskości, niezniszczalności, wieczności, nieśmiertelności, chwały, doskonałości, duchowego oświecenia, wiedzy tajemnej, stałości, czystości, majestatu, królewskości, godności, bogactwa, światła słonecznego, żywotności, ziarna, miłości, serca, krwi, eliksiru życia, ale i … chciwości, degradacji, pokusy…
Nie wykluczone, że za jakiś czas, po szykującym się globalnym kolapsie obecnego systemu finansowego, może wrócimy do jakiejś formy parytetu złota, który obowiązywał dłuższy czas – zanim pieniądza nie zepsuto.
Jest jeszcze kolejny element ryzyka, który w każdej chwili, niemal z dnia na dzień, może spuścić rynek diamentów prawie na dno. Mianowicie wynalezienie sposobu produkcji syntetycznych diamentów (i innych kamieni szlachetnych) – a prace nad tym trwają. Już dawno tworzy się małe diamenty do celów przemysłowych, co także pośrednio zaniża wartość małych sztuk diamentów naturalnych.
Wreszcie na złoto inwestycyjne (czystość powyżej 95%) nie ma VATu i podatku dochodowego (przy obrocie jako ‚towarem używanym’).
A kobiety szybciej i chętniej nałożą złotą biżuterię niż diamentową – po prostu zachodzi mniejsza obawa przed rabunkiem czy zgubieniem…
Przyjemność posiadania diamentu, który leży w szufladzie jest raczej tylko przyjemnością z posiadania, a nie z demonstrowania. Niekobiece.
Co nikomu nie broni (jak go stać) na klejnot z diamentem – na specjalne okazje.

—-

Jednak na Facebooku (i nie tylko) są grupy i strony zafascynowane diamentami z punktu widzenia inwestowania.
Czy słusznie? Myślę że powyższy wpis da niektórym do myślenia.
Tak jak formy inwestowania w ogóle.
Jedną z moich dewiz jest „Zainwestuj w siebie” – w sensie wiedzy, umiejętności, poszerzania możliwości, zdrowia, …

Przysłowie arabskie mówi, że edukacja jest droższa od złota. Ja w tym szczególnym przypadku ujmę to tak:
Złoto jest cenne. Wiedza jest cenniejsza od złota. A wiedza o złocie i jej wykorzystanie – jeszcze cenniejsze.

PS. Nie jestem doradcą finansowym, swoje decyzje finansowe podejmuj na własne ryzyko i z należytą starannością, konsultuj się ze specjalistami – tutaj też zwracając uwagę na opinie o nich i na porównanie ofert.