Pożytki z PO

Gdy widzi się rewers, awers nabiera sensu.
L.Korolkiewicz
Tytuł jest nieco prowokacyjny, ponieważ uważam za słuszną krytykę Platformy Obywatelskiej (PO), za jej niedokonania i niektóre dokonania. Za postawę wobec opozycji, karierowiczostwo wielu polityków i inne grzechy.
Pożytek jest zaś taki, że pokazuje jak dalece PR potrafi omamić nawet intelektualistów a społeczeństwo w masie daje się manipulować. Niedawno napisałem parę gorzkich zdań o demokracji , co prawdopodobnie zostanie potwierdzone wynikiem wyborów w październiku – zdecyduje konformistyczna  większość.
Myślę, że zadaniem pozostałych jest sprowokowanie do myślenia – zgodnie z duchem tzw. Provacative Operation, czyli PO w lepszym znaczeniu.
Nie wdając się w dyskusje i szczegóły – czego jest dostatecznie wiele na różnych wolnych forach i stronach w  sieci – zachęcam do eksperymentalnego poszperania w źródłach opozycyjnych do tych, które zwykle czytasz, i do refleksji.

Skopana piłka

Na pytanie po zakończeniu meczu piłki nożnej:
– tato, jaki jest wynik?
– 0:0
– to po co grali…?

il. za http://www.polskapilkakobiet.pl/

Nie jestem fanem ani znawcą piłki nożnej (więcej: nie lubię futbolu), więc może nie powinienem się o niej wypowiadać.

Ale widzę, że podobna sytuacja nie powstrzymuje innych od krytycznych ocen, do których chcę się przyłączyć – z trochę ogólniejszej perspektywy.

Sprowokowały mnie ostatnie zadymy stadionowe oraz skandal jaki się szykuje w związku z Euro 2012.

To co zdarzyło się np. kiedyś na meczu w Wilnie, a potem w całej serii burd stadionowych tylko potwierdza n-ty raz, to, co myślę o piłce nożnej. Może nie ogólnie, ale o naszej, może nie w 100%, ale w większości aspektów.

Skandale we władzach polskiej piłki, korupcje sędziowskie, ustawianie meczy – to wizytówka środowiska.

Nie wiem czy to przekłada się na poziom kibiców, ale wieloletnia pobłażliwość władz klubowych i wyższego szczebla względem chuliganów, na pewno nie poprawia sytuacji.

Pseudokibic piłkarski jawi mi się więc przede wszystkim jako półgłówek, który nie rozumie, że rozróbami podcina gałąź na której siedzi”, tj. sport który (podobno) lubi. Chyba że nie o to chodzi…

Jeśli nawet rzeczywiście lubi ten sport, to półgłówek daje się podniecić myślą, że jego klub jest najlepszy (choćby ewidentnie był słaby) do tego stopnia, że zabiłby kibica innego klubu.

Oczywiście nie ma to nic wspólnego z autentycznym sportem, w którym zdarza się przegrywać i trzeba umieć przegrywać. Szowinizm klubowy, nawet narodowy, ostracyzm i inne plagi typowe dla Polaków (sorry, kibic tego nie zrozumie, zapędziłem się…) – tu dochodzą do absurdu wyzwalając przy okazji najniższe instynkty.

Mój absmak podziela np. Daniel Passent. Zacytuję (za zgodą autora) fragmenty z jego felietonu „Na złość kibicom” (w książce „Pod napięciem”, a pierwotne w tygodniku Polityka 27/2006).

„… Chamstwo na boiskach jest już powszechnie akceptowane. Sprawozdawcy i komentatorzy telewizyjni, wśród nich zawodnicy i trenerzy zaproszeni do studia, mówią o „faulu taktycznym”, to jest popełnionym nie w wirze walki, ale z zimną krwią, celowo, żeby powstrzymać przeciwnika. Doradzają nawet, żeby takie faule popełniać zaraz po przechwyceniu piłki przez drużynę przeciwną, na jej połowie boiska, bo wówczas ewentualne konsekwencje w postaci rzutu wolnego będą mniej dotkliwe. „O, tak trzeba grać!” – mówią z uznaniem na widok piłkarza, który podstawił nogę rywalowi odpowiednio wcześnie. Sprawozdawcy telewizyjni mają nawet czasami za złe sędziom nadmierną, ich zdaniem, surowość: „No, ja bym nie powiedział, że to był faul na żółtą kartkę. Wystarczyłby rzut wolny”. Oczywiście, obowiązuje etyka Kalego: jeżeli pokrzywdzony jest nasz, to faul był brutalny, jeżeli faulował jeden z naszych, to nic nie było – gramy dalej. Jeżeli to nasz piłkarz kopał w kostkę, to mówimy, że sędzia „dopatrzył się przewinienia”, zamiast „pozwolić grać”. Jeżeli natomiast kopnięto naszego, to sędzia „zezwala na zbyt wiele”, już dawno powinien był sięgnąć po kartkę. ….

Piłka nożna łączy narody bardziej niż ONZ – dzięki niej dowiadujemy się o istnieniu Ghany czy Ekwadoru. Ale zarazem jaka to szkoła szowinizmu! Kibice gwiżdżą na boiskach, biją się, a nawet zabijają na ulicach, media piszą o „upokorzeniu przeciwników”, komentatorzy mówią o „hańbie” przegranych. Kiedy grają nasi – śpiewamy hymn (spełnia się postulat wicepremiera Romana Giertycha – więcej hymnu!). Kiedy grają przeciwnicy – nasi gwiżdżą, chociaż podobno futbol wychowuje i jest szkołą fair play. Kiedy nasi bombardują – to my krzewimy demokrację. Kiedy nas bombardują, to uprawiają terroryzm. Więc może to nie piłka nożna jest winna? Może winni są ludzie, którzy na stadionie pokazują swoją inną twarz? W tłumie tysięcy kibiców gwiżdżą i czują się równie bezkarni i anonimowi jak bezimienni internauci, którzy mogą napisać, co chcą i na kogo chcą, tak jak na ścianie kloaki. Może to i mniejszość, ale znacząca i mająca swój udział w psuciu obyczajów.


(więcej w źródle).

Wracając do Euro 2012. Ta wielka impreza rozpaliła wyobraźnię prawie jak hasło „druga Japonia” – „skok cywilizacyjny”, wielka promocja Polski itd.

Ale zanosi się na antypromocję. Bo Polska w ogóle nie spełnia wymagań tak wielkiej imprezy, z tak wielką ilością przyjezdnych kibiców. Zacytuję czyjś sarkastyczny wpis w Internecie:
„Teraz dopiero Europa zobaczy Polskę ze swoimi obskurnymi dworcami, tunelami, brakiem toalet, albo z zaszcz….i toaletami, niegrzecznymi kasjerkami, nie znającymi języka obcego policjantami, wąskimi drogami, korkami w miastach, brakiem obwodnic itd itd. To będzie niestety pokaz prawdziwej Polski”.

Może nie będzie tak źle, ale … ciemno widzę taki stan jako „promocję Polski” z okazji Euro 2012.

Wysiłek budowy stadionów, to nie wszystko.

Autostrady? Dla pijanych chuliganów? Zresztą zaczną się sypać, bo zabierzemy się za nie na hura…

Ale miało być o piłce. Cóż, powiedzenie o wychowawczej roli sportu wydaje się dziś kpiną, może ma zastosowanie do szkółek piłkarskich dla sześciolatków, ale nie dużo dalej.

Sami piłkarze przecież nie tyle uprawiają sport, co zawodowstwo piłkarskie. Gdzie nie popatrzeć, wszystko zostało zepsute przez komercję. To psuje i samych piłkarzy – woda sodowa potrafi uderzyć do głowy, gdy się ma świadomość swej ceny idącej w miliony dolarów.

Podsumowując to wszystko zwięźle – to żałosny przykład do tezy o upadku szeroko pojętej kultury, przejawiający się nie tylko w „kultowym” pluciu piłkarzy na murawę. A to są przecież idole, milionerzy, wzory osobowe dla milionów chłopców…

Stadiony? Dla kogo – dla band wyrostków, którzy wszystko mają za nic?
Czyżbyśmy nie mieli większych potrzeb? Euro przeminie, a ponieważ u nas bardzo mało dba się o kulturę fizyczną (ładne słowo tu się utarło: k u l t u r ę…) , to później te stadiony będą świeciły pustkami, lub/i zostaną zdewastowane a nawet może trzeba będzie je zburzyć, bo nie będzie środków na ich utrzymanie. Chyba że wróci tam „Jarmark Europa”…

Warszawie dużo bardziej potrzebne są inne, podstawowe inwestycje, np. w drogi, bo brak obwodnicy, nie ma dojścia ani jednej autostrady, obiecanej linii metra, ale także miejska woda nie nadaje się do picia, …

Po Euro tak duży stadion piłkarski faktycznie nie będzie potrzebny skoro na mecz ligowy przychodzi jakieś ok. 8 tys. widzów, a niedawno ukończono całkiem przyzwoicie stadion Legii. Czy stać nas na taką rozrzutność?

Stadion narodowy w Warszawie powinien być maksymalnie wielofunkcyjny (lekkoatletyka, żużel, koncerty,…) a wokół powinien być zapowiadany cały kompleks obiektów sportowych (Narodowe Centrum Sportu) z m.in. halą sportową. Okazuje się, że nie przewidziano bieżni lekkoatletycznej i że nie cały oczyszczony z targowisk teren na północ od stadionu będzie zagospodarowany a nawet estetycznie uporządkowany.

Wszystko to ma barwy afer.

Jak ujawnił niedawno architekt Michał Borowski, były szef spółki Narodowe Centrum Sportu, odpowiedzialnej za budowę Stadionu Narodowego, fakt groźnego błędu w konstrukcji schodów stadionowych był znany od kilkunastu miesięcy, ale sprawę zamiatano pod dywan. A teraz grozi nam wielomiesięczne opóźnienie w oddaniu stadionu i znaczne koszty dodatkowe.

Winni są decydenci (na ogół umocowani politycznie), ale i nasze przepisy – mamy najbardziej restrykcyjny w Europie system zamówień publicznych, a z drugiej strony absurdalny obowiązek wyboru najtańszej (czytaj: często najgorszej) oferty przetargowej i sztywnego trzymania się jej ustaleń, nawet gdyby zmieniły się ceny lub pojawiły lepsze rozwiązania.

Nie wspomnę o aferach z innym stadionami w Polsce – tego nie śledziłem, ale dało się słyszeć…

Ale nie tylko o Stadion Narodowy i stadiony chodzi.

D. Tusk chciał zdobyć polityczny poklask budową „orlików” i tym się chlubi.

Ale, po bulwersujących informacjach dotyczących budowy boisk w ramach programu „Orlik 2012”, które ujawnili dziennikarze programu „Superwizjer”, okazało się że korupcja w piłce zdarza się nie tylko na boisku.

Według informacji ze śledztwa dziennikarskiego zamówiony przez Ministerstwo Sportu projekt miał w założeniu preferować wybrane firmy dostarczające materiały do budowy boisk.

Dziennikarze „Superwizjera” wykazali ponadto, że przy zamawianiu projektu architektonicznego przez Ministerstwo Sportu mogło dojść do złamania ustawy o zamówieniach publicznych – urzędnicy resortu tak podzielili zamówienie, że wykonanie jego części mogło odbyć się z pominięciem przetargu, czyli z tzw. „wolnej ręki”. „Takie działanie jest sprzeczne z ustawą” – podkreślił Mariusz Błaszczak – przewodniczący Klubu PiS, który zgłosił sprawę do  prokuratury. „Skala inwestycji w programie „Orlik 2012” to około 2,5 mld złotych, dlatego nie wolno lekceważyć sygnałów wskazujących na nieprawidłowe wydawanie tych funduszy bądź sprzyjanie wybranym oferentom” – podsumował Błaszczak.
A czy orliki spełniają oczekiwania i standardy techniczne? I ekologiczne – plastikowa „murawa” pyląca i śmierdząca.

Skoro o polityce i PO, to należy wspomnieć o kolejnej aferze – ostatniej nagonce na kibiców.

Oczywiście należy zwalczać łamanie prawa, burdy stadionowe, natomiast robienie z pseudokibiców jednego z głównych problemów kraju przez rząd Tuska i część mediów wygląda na celową taktykę, aby przykryć nieudolność rządu PO-PSL.

Tak wyolbrzymiony problem będzie stosunkowo łatwo rozwiązać (przy współczesnej technice), co zostanie okrzyczane ogromnym sukcesem rządu.

W dodatku kibice są jednym z niewielu licznych zorganizowanych środowisk krytycznych wobec rządu. Mogą oddziaływać na społeczeństwo chociażby poprzez wywieszanie niewygodnych dla rządzących transparentów – co prawda telewizje starannie cenzurują antyrządowe napisy (czy tak są szkoleni operatorzy kamer i realizatorzy transmisji, czy to ci sami, którzy pracowali w telewizji za komunistycznej PRL?), ale dziesiątki tysięcy ludzi na stadionie są w stanie przekazać informację o tym setkom tysięcy, a nawet milionom obywateli.
Ktoś zgrabnie to wszystko podsumował (z transparentów stadionowych):

STADIONY – PRZEPŁACONE

AUTOSTRADY – NIE BĘDZIE

DWORCE – PRZYPUDROWANE

LOTNISKA – PROWINCJONALNE

ZAWODNICY – SŁABI

TEMAT ZASTĘPCZY KIBICE!

RZĄD – ZADOWOLONY!

Niespełnione rządu obietnice – temat zastępczy kibice.

Jak pisał Ryszard Czarnecki (http://ryszardczarnecki.salon24.pl/303871,kibol-tusk-z-bejsbolem )

„Za co Donald Tusk nienawidzi kibiców piłkarskich? Przecież jest jednym z nich. Był szefem szalikowców Lechii Gdańsk, brał udział w zadymach po meczach wyjazdowych tego klubu w Bydgoszczy i Olsztynie. Przed niemal 4 laty jesienią 2007 roku była o tym mowa najpierw w audycji radia „TOK FM”, a następnie w programie „Teraz my” Sekielskiego i Morozowskiego w „TVN 24”.  W „TOK FM” niezastąpiony Tomasz Wołek wychwalał odwagę kibola- Tuska za to, że dzielnie poczynał sobie w starciu z kibicami Zawiszy Bydgoszcz używając w tym celu… jakiegoś węża ogrodowego! W audycji tej skomentował to prof. Wiesław Władyka, mówiąc o Tusku „żulja” (miało być śmiesznie) zaś Jacek Żakowski, jak zwykle bardzo dowcipnie, krzyczał wtedy „Donald, bierz bejsbola i do roboty!”. Na koniec złotousty Wołek chwaląc odwagę kibola Tuska powiedział, że takie sytuacje miały miejsce nie tylko w Bydgoszczy… Jak widać, jak mówi stare polskie przysłowie: zapomniał wół, że cielęciem był.

Ale dziś Tusk nienawidzi tak naprawdę kibiców za transparenty, które wywieszają na meczach…

I to jest właśnie powód, dla którego premier Tusk udaje teraz szeryfa, tupie nogą i surowo marszczy brwi. Udaje, że zapomniał, że to jego własny klub parlamentarny (PO) był za odrzuceniem w pierwszym czytaniu (!) projektu ustawy zgłoszonego przez PiS (sprawozdawca poseł Arkadiusz Mularczyk), który dotyczył zakazu wnoszenia niebezpiecznych przedmiotów (np. maczet) na stadion. Sam Tusk i jego rząd nic w tej sprawie nie zrobili, a dziś urządzają szopkę odwracając uwagę Polaków od swoich porażek w polityce gospodarczej, drożyzny i budżetowej dziury Tuska.”

Dla mnie dzisiejsza piłka nożna (nie tylko w Polsce, nie mówię też o sporcie amatorskim) ociera się o jakiś obłęd, to nie tylko szkoła niskich instynktów, ale zjawisko głęboko zanurzone w brudną politykę. Futbol to sprawa wagi państwowej, a nawet – państwo w państwie, ponadpaństwowa organizacja o symptomach mafijnych.

A politycy przypochlebiają się via futbol masom, jak w powiedzeniu „chleba i igrzysk”, ale w wielu krajach igrzyska przebijają troskę o chleb – istotne potrzeby ludzi.
Bo to świat wielkich interesów, reszta to narzędzia….

 

 

Oportunizm

Pochlebcy przypominają przyjaciół, tak jak wilki przypominają psy.
G. Chapman

Wydawałoby się, że nie trzeba tłumaczyć czym jest oportunizm, bo chyba każdy wie o co chodzi, ew. można zajrzeć do słowników. Jednak, obserwując ludzi, dochodzę do wniosku, że nie zdają sobie czasem sprawy, że są oportunistami.

Dla ułatwienia przytoczę więc urywki z różnych  definicji i interpretacji (unikając naukowego slangu):
Oportunizm – …postawa polegająca na postępowaniu adekwatnym do zaistniałej sytuacji, warunków (często politycznych lub społecznych), mające na celu uzyskanie własnej korzyści. Wiąże się to z brakiem niezmiennych zasad, wg których postępowałoby się w życiu.
…Postawa życiowa, która charakteryzuje się rezygnacją z zasad moralnych lub przekonań ideowych dla osiągnięcia doraźnych korzyści w życiu; wybieranie zawsze tego, co jest w danej sytuacji bezpieczne i korzystne; wygodnictwo życiowe.

Oportunista … osoba bez zasad, naginająca się do panujących okoliczności dla własnego zysku.
Oportunistą nazywamy kogoś kto w sytuacji, która może przynieść mu pożytek nie waha się skorzystać z nadarzającej się okazji nawet gdy sprzeciwia się to jego zasadom lub też normom przyjętym w grupie.

Mówiąc wprost, to ktoś, kto przedkłada swoją korzyść nad korzyść ogółu czy nawet kogoś  bliskiego, przejaw egoizmu.

Oportunizm może przybrać formę komformizmu, który w uproszczeniu polega na uleganiu wpływom, podporządkowaniu się wartościom, poglądom, zasadom i normom postępowania obowiązującym w danej grupie społecznej.
(Motywy konformizmu opisane są np. na http://pl.wikipedia.org/wiki/Konformizm  – co nie jest jednak tematem tej refleksji).

Zarówno oportunista jak i konformista to jednostka, która ma większą, a nawet trwałą skłonność poddawania się autorytetom, sterowana na ogół z zewnątrz, w przeciwieństwie do „wewnątrzsterownych” nonkonformistów nie poddających się w łatwy sposób wpływom autorytetów.
Konformista i oportunista powoduje się na ogół reakcją na warunki. Nie jest proaktywny wg koncepcji S. Coveya, to jest nie stwarza sam sprzyjających okoliczności. Staje się zatem zależny, podatny na sterowanie (manipulację).
Sądzę, że jest to jeden z wyróżników postawy lewicowej (bez osobistych konotacji!), która uzależnia los jednostki od warunków zewnętrznych i obwinia za wszystko głównie „innych” a nie siebie, bardziej wymaga niż daje, ogląda się na władzę i nie potrafi wziąć indywidualnej odpowiedzialności za swe życie.

Wchodzę tu na pole polityki, ponieważ oportunizm w tej sferze najwięcej nas kosztuje i wymaga szczególnej uwagi.
Nadeszły cięższe czasy, gdy trzeba się wyraźniej opowiedzieć w obronie wartości lub przeciw szkodliwym społecznie zjawiskom. I chociaż przez lata ten blog nie służył polityce, nie mogę teraz nie wyrazić swej dezaprobaty wobec szkodliwej polityki uprawianej zwłaszcza przez oPOrtunistów.
Typowy jest tutaj brak strategii (chyba że tą strategią jest sam oportunizm), planów długofalowych, działania korelowane tylko z utrwalaniem władzy i łataniem bieżących dziur, podtrzymywaniem bieżącej popularności, utrwalanie konformizmu. Brak dbania o długofalowy interes narodowy, konformistyczna uległość wobec silniejszych i wcale nie przyjaznych państw.

Dzieją się też niepokojące zjawiska globalne, z których osobiście najbardziej niepokoją mnie zakusy w stylu NWO, których władza jakby nie dostrzega i przed którymi nie ostrzega – być może kierując się konformizmem a nawet oportunizmem.
Niektóre zagrożenia trudniej jest dostrzec konformiście, bo ma on zbytnie zaufanie do władzy, ufa ślepo autorytetom, jest wygodny w swej nieświadomości.
To na ogół prowadzi do psucia władzy – im bardziej ufamy władzy/autorytetom, tym bardziej jest zadufana i zaspakaja się doraźną popularnością i pozwala sobie na coraz większe manipulacje.
Odkrywanie tego, bycie non-konformistą, nie jest łatwe, bo wymaga niezależnego myślenia, wytrwałego bycia sobą, często drogi pod prąd, mocnego „kręgosłupa”, wreszcie – odwagi w sytuacji coraz bardziej opresyjnego systemu.
Daleko mi jeszcze do odwagi niezależnych wydawców czy działaczy głośno krytykujących publicznie złe poczynania władz, ale staram się kontestować wiele negatywnych zjawisk – tutaj lub na FB, czy w artykułach na swych stronach, np. o medycynie i farmacji.


Od polityki chcę jednak przejść do aspektu oportunizmu, który jest zdradliwy w wymiarze osobistym.
Niewątpliwie oportunizm nie kształtuje charakteru, daje też zły przykład w procesie wychowania młodzieży. Posunięty do postawy wobec własnej rodziny wpływa na nią destrukcyjnie.
W języku angielskim oportunizm  może być (i często jest) kojarzony ze słowem opportunity, czyli okazja.
W tym sensie oportunistą jest ten, kto szuka okazji. Droga życiowa wielu ludzi, zwłaszcza niektórych przedsiębiorców, jest nieustannym łapaniem się różnych okazji. Oczywiście nie jest   rozsądne nie wykorzystać dobrej okazji w biznesie, zwłaszcza w sferze swej dziedziny. Jednak nie powinno to być zasadą tworzenia biznesu, ponieważ chaotyczne działania nie prowadzą ani do wypracowania swojej marki, ani do pogłębiania specjalizacji, ani tworzenia relacji z klientami. Jest to wyraz braku strategii rozwoju swojego biznesu albo nawet braku strategii życiowej.
Istnieje uzasadniona teza, że aby osiągnąć coś więcej niż inni – powinniśmy wyjść poza strefę swojego komfortu, dać coś więcej. A komfort to domena oportunizmu.
Rzucanie się na kolejne okazje odwodzi od autentycznego i konsekwentnego zaangażowania, a często wprowadza w bardzo wyczerpujący i kosztowny proces ciągłego próbowania wszystkiego po kolei (z myślą: to dopiero okazja!) i nie kończenia żadnej rzeczy.
Przyznam, że sam miałem taki okres, który wprowadził mnie w stan totalnego „klinczu”, zagubienia i braku wyników.
Prawdopodobnie wielu czytelników chcących rozwinąć jakiś ebiznes przechodziło lub przechodzi przez zjawisko codziennie nowych „najlepszych” ofert, czy to z MLM czy z programów partnerskich, czy „systemów biznesowych”.
Od pewnego czasu dałem sobie z tym spokój – owszem, przyglądam się trendom, pozostaję w tym, co już się jakoś sprawdziło, ale nie daję się pod wpływem impulsu złapać na kolejne uwikłanie.
Takie decyzje powinny być strategiczne, układać się w ramy planu życiowego, ponieważ dobrze będziemy działać tylko tam, gdzie jest nasze serce.


Prawicowość – co to jest?

Gdy idziesz cały czas w lewo – wrócisz z prawej strony (i odwrotnie?)
L. Korolkiewicz

ustroje

Nie zapuszczając  się na szerokie wody teoretyczne politologii (nie czuję się kompetentny) próbuję na własne potrzeby zdefiniować sobie część obszernego zagadnienia ustrojów, tj.  „prawicowość”, jako że ku niej się skłaniam. Dotąd polityką mało się interesowałem, więc temat muszę sobie „przepracować” – pierwsza przymiarka.

Z popularnych wyróżników prawicowości wymienia się (przytaczam z paru źródeł prawicowych w wytłuszczonych punktach, czasem z moim komentarzem – nawiasy [ … ]):

  • Postulaty minimalizacji ingerencji państwa w różne dziedziny życia; w szczególności sprzeciw wobec rozbudowanej polityki socjalnej państwa, optowanie za prywatną służba zdrowia, szeroka prywatyzacja [niektóre sfery i sektory nie powinny być prywatyzowane, jak zasoby naturalne, lasy państwowe, oczywiście wojsko, część służby zdrowia itd.]
  • Większy udział szkolnictwa prywatnego
  • Nienaruszalność własności prywatnej  
  • Gospodarka wolnorynkowa, zasady kapitalizmu,  sprzeciw wobec prób sztucznej regulacji rynku
    [ale pamiętajmy, że w przeszłości panowało nieco inne przekonanie, to feudalizm był prawicowy, a wolny rynek lewicowy,  pierwotna prawica, była przeciwna kapitalizmowi.  Społeczeństwo nie sprowadza się jednak do rynku, a także trzeba też pamiętać o różnych wynaturzeniach kapitalizmu.
    Ważniejsze są zasady niż planowanie gospodarcze, które sprowadza się często do łamania zasad.
    Wolność gospodarcza wynika z wolności  osobistej ale i z efektywniejszych mechanizmów.
    Chociaż działamy w społeczeństwie – jestem za poczuciem odpowiedzialności za swój los, za przedsiębiorczością.
    Ze Stanisława Michalkiewicza:
    Żeby określić prawicowość czy lewicowość najważniejsza jest odpowiedź na jedno proste pytanie: Czy partia uważa, że podział dochodu narodowego pod przymusem i za pośrednictwem państwa jest słuszny i sprawiedliwy?”  ]
  • Ograniczenie biurokracji i uproszczenie systemu administracji państwowej, systemu podatkowego
  • Mniejsze podatki
  • Sprzeciw wobec liberalizmu społecznego i obyczajowego
    [chociaż nie do końca wiem co się kryje pod pojęciem „liberalizmu społecznego”]
  • Niechęć do poprawności politycznej
    [To mi się podoba. Zdaję sobie sprawę, że łatwo tu się ześlizgnąć w anarchizm…np. w ujęciu antyglobalistycznym, chociaż globalizację uważam za niebezpieczną].
  • Przywiązanie do tradycji i konserwatyzm
    [z pewnymi zastrzeżeniami, więc parę podpunktów:
    (ważne jest też uwzględnianie – konserwatyzm w stosunku do czego).

    • Konserwatyzm przedkłada poczucie bezpieczeństwa i ładu ponad niezależność – poprzez silną władzę. [to by się przydało na ten czas i tu w Polsce].
    • Wielu konserwatystów stoi na stanowisku, że społeczeństwu, nawet w imię doskonalenia instytucji i ludzi, nie wolno narzucać żadnych rozwiązań zasadniczo zmieniających istniejące struktury i zasady współżycia (ewolucja społeczeństwa zamiast rewolucji)
      [mam wątpliwość, przydało by się oczyszczenie stajni Augiasza w polityce i moralności]
    • Konserwatyzm szanuje tradycję.
      [Jestem za i boleję, że wiele wartości, szlachetnych wzorców i postaw  się zatraca.
      Z tego co czytam: „nie zawsze jednak oznacza to poparcie związku instytucjonalnego struktur państwowych z kościelnymi (czasem jest to zdecydowany sprzeciw)… Nie każdy konserwatysta musi być wierzący w sensie religijnym. Wystarczy, jeśli będzie przekonany do podstawowych wartości konserwatywnych, które są zakorzenione w religii i tradycji.”
      [Ale, tradycje mogą być dobre i złe lub przynajmniej niekorzystne albo kontrowersyjne. To oczywiste, więc nie muszę chyba przytaczać przykładów.
      W przypadku tradycji dobrych służy to różnorodności, bogactwu dziedzictwa i przenosi mądrość zbiorową.  Przysłowia są taką mądrością, ale… przyznajmy, nie wszystkie są trafne lub nie wszystkie przystają do współczesności. … W przypadku starych tradycji słyszy się argument (tylko psychologicznie słuszny): „Całe życie tak robiłem, więc dlaczego miałbym to zmieniać…”, lub „Tak robimy od pokoleń”.
      Także nie każda przeszłość i tradycja musi być chlubna. Gdy złe tradycje kładzie się na szali dumy i tożsamości lokalnej, narodowej lub państwowej, to w ten sposób jeszcze mocniej się je podtrzymuje.
      Natomiast mam bardzo duże wątpliwości w stosunku do konserwatywnego poglądu, że człowiek jest immanentnie zły – taki sąd (spotykany i po prawicy i po lewicy, czyli nie tylko na podstawie religijnej) może być wywołany tzw. psychiatryczną deklaracją schizoidalną a także historycznie był celowo nadużywany do panowania nad ludźmi.
      (Są ludzie dobrzy i źli, chociaż w indywidualnych przypadkach taki osąd wymaga ostrożności).
      Pamiętajmy że świat się zmienia, że technologie i edukacja mają wpływ na obyczaje, mieszanie kultur, na swobody, że obecny dostęp do informacji już nie pozwoli na ukrywanie przez dłuższy czas pewnych faktów lub rządzenie w dawnym autorytarnym stylu. Oczywiście, istnieje większa możliwość manipulacji w mediach, ale ludzie mają też i większą możliwość poznawania spraw z autopsji. ]
  • Sprzeciw wobec demokracji
    [trudny temat, bo z jednej strony demokracja=racja większości, co jest bzdurą, z drugiej strony „nie wymyślono nic lepszego”  – w naszych warunkach dopuszczenie jakiejś demokracji przedstawicielskiej? Monarchia ma sporo zalet, ale to nierealne (?) ]
  • Negatywny stosunek do  aborcji, eutanazji i małżeństw homoseksualnych. 
    Poszanowanie życia
    [jw., chociaż co do poszanowania życia to poglądy konserwatywne nie wydają mi się dość spójne, bo obok wymienionego pryncypium przechodzą dość gładko nad historią krwawych kolonizacji, krucjat, wojen agresywnych, nie poszanowaniem żołnierzy jako mięsa armatniego – pod swymi sztandarami , wreszcie kary śmierci (nie rozwijam)].
  • Poszanowanie osób słabych i bezbronnych (nienarodzonych dzieci, schorowanych starców), zasada pomocniczości
  • Obrona suwerenności państwa 
  • Eurosceptycyzm 
  • Antykomunizm 
  • Prawica opowiada się za prawdziwą i pełną wolnością jednostki
    [czytałem wypowiedź, że jest to jedyne właściwe kryterium oceny prawicowości.
    Osobiście uważam, że wolność to bodajże podstawowa wartość. Skoro tak, to w tradycjach prawicowych jest dla mnie za wiele zapędów do ograniczania wolności.
    Z Lecha Stępniewskiego:
    „…w nieustającym sporze między zasadą wolności a zasadą równości trzeba trzymać zawsze stronę wolności, natomiast o równości mówić dopiero wtedy, gdy wolność nie jest zagrożona. Wolność bowiem to filar i podpora prawdy”.
    Dziwne wydaje się zwłaszcza doktrynalne samoograniczanie się w swojej wolności w stylu: nie będę czytał tego a tego autora, tej a tej gazety, bo to wrogie organy. Stąd może brać  się zapatrzenie w siebie i przekonanie o swojej nieomylności. Rozumiem  jednak wybory z powodu gustu i oszczędności czasu].
  • Prawicowość współczesna postuluje równość ludzi wobec prawa
    [Trzeba pogodzić tezę, że  wszyscy ludzie są równi (jako bracia w Bogu, wobec prawa) z akceptacją, że wszyscy ludzie są też różni (np. zdolności, kultura, wiedza, pochodzenie, zasługi,…) – stąd w różnej relacji do społeczeństwa. Stąd pogląd hierarchicznie zorganizowanego społeczeństwa].

— koniec cytowanych wyróżników  —

W wielu tych określeniach nie znajduję jednak rzeczy zasadniczej

Prymat ducha czyli światopogląd niematerialistyczny, oparcie się na uniwersalnych czy naturalnych wartościach.

Stąd wolna wola związana z osobistą odpowiedzialnością – branie spraw w swoje ręce, a nie oglądanie się na to, kto coś nam da.

Z powyższego oraz z praktycznego oglądu rzeczywistości wynika, że obecne schematyczne dzielenie lewica/prawica wg partii jest złudne.
Trzeba raczej brać pod uwagę stosunek danej parii lub polityka do pojedynczych zagadnień.

Należy też uwzględnić należne miejsce różnym poglądom i ugrupowaniom pośrednim.

Głos wołających na puszczy

Historia ludzkich poglądów jest rzadko czymś więcej niż historią ludzkich błędów.
Wolter

prasa

Nie zajmowałem się tu dotąd polityką, co nie oznacza że nie mam poglądów.
Polityka, a zwłaszcza teraz w Polsce, mocno antagonizuje ludzi.
Podziały przebiegają nawet w rodzinach i wśród przyjaciół.
Staram się nie dolewać oliwy do ognia, ale porusza mnie coraz bardziej bezrozum w połączeniu  z negatywnymi emocjami, jakie spotykam w dyskusjach w telewizji, w Internecie oraz w prasie.

W l-earn.net myśleniu poświeciłem kiedyś cały dział, bo ten temat – nieumiejętności myślenia – zawsze mnie „bolał”.
W szczególności łatwość z jaką ludzie dają się manipulować, zwłaszcza politykom i ich zapleczu medialnemu. Faktem jest, że stosuje się coraz doskonalsze środki – PR, NLP, coraz bardziej cenzuruje się krytykę. Zauważyłem, że nawet krytycy kabaretowi jakby zamilkli (czyżby ich zastraszono?). W tej chwili gros mediów należy do rządzących.

Co do NLP, to widząc potrzebę większej jego popularyzacji – może uda mi się dać mały przyczynek edukacyjny poprzez niedawno uruchomioną stroniczkę www.NLP.i-dlaCiebie.pl .

Mamy – Polacy indywidualnie – jakieś wyjątkowe skłonności by mieć rację, nawet „po trupach”.
Ludzie często nie mogą pojąć, że prawda może być po trosze po obu stronach barykady i że trzeba się wznieść wyżej, ponad swoje uprzedzenia by to dostrzec i dojść do jakiejś syntezy.

Jak powiedział kiedyś Niels Bohr (fizyk, noblista):
„Przeciwieństwem poprawnego stwierdzenia jest stwierdzenie fałszywe.
Ale przeciwieństwem głębokiej prawdy może być także inna głęboka prawda”.

Od razu przejdę do wyrazistego i często przytaczanego przykładu.
W szerokich kręgach znienawidzona jest gazeta „Nasz Dziennik„.
W dużej mierze jest to spowodowane silnym powiązaniem z Kościołem, z jego nurtem toruńskim.
Nie jestem klerykałem ani dewotem, więc mogę zrozumieć uprzedzenia zarówno ateistów, lewicy jak i innych środowisk, także niektórych katolickich.
Gazeta ta jest w dużej mierze nasycona treściami religijnymi – bo ma taki charakter i odbiorców, którzy tego potrzebują.
Ale wypowiada się też na tematy polityczne, co już wielu denerwuje.
Broni wartości, które trudno oddzielić od polskiej tradycji i Kościoła – patriotyzm, rodzina, moralność.

Tak się składa, że nie mamy za wiele prasy codziennej, która o tym traktuje, więc wypełnia ważną lukę.
W tym sensie – jest wołaniem na obecnej puszczy zdominowanej przez media, coraz mniej polskie…

Na opinię o ND nakłada się działalność Radia Maryja (dla jednych nieodzowny aspekt, dla innych kamień w bucie).
Innych denerwuje ojciec Rydzyk, co dodatkowo zakłóca im spojrzenie na gazetę bez uprzedzeń. Jest kontrowersyjny, ale osobiście cenię go za odwagę, np. w jego walce o … polską niezależność energetyczną i ekologię (m.in. sprawa złóż geotermalnych – postawa władz jest w tej kwestii skandaliczna), jako że ekologia leży mi na sercu, co widać też po tutejszych blogowych tagach. Ale to już zupełnie inny temat.

Każda sprawa powinna być naświetlana nie tylko z jednego (np. POprawnego) punktu widzenia i chwała za to, że jest ktoś, kto rzuca to inne światło. Tym bardziej, że często to inne spojrzenie nacechowane jest autentyczną troską o polskie dobro, o nasze bezpieczeństwo i suwerenność. Pożyteczny pluralizm.

Zauważmy (ale trzeba do tego woli poczytania), że „Nasz Dziennik” umieszcza nie tyle artykuły stałych redaktorów (jak w tych czasopismach, gdzie etatowi dziennikarze realizują linię redakcji), ale wypowiedzi ludzi z zewnątrz. Z każdym numerem nowi autorzy, można powiedzieć – szerokie oddolne „pospolite ruszenie”.
Wypowiedzi inteligencji, przeważnie pracowników naukowych, w tym wielu profesorów, niezależnych dziennikarzy, pisarzy, działaczy samorządowych i przedsiębiorców, itd.
Oceniam (subiektywnie i uśredniając) – mądrzy ludzie. Piszą z wizją, troską, trzeźwo.
Mam sporą satysfakcję widząc, jak te wypowiedzi na ogół odbiegają od popularnego bełkotu i płycizny w popularnych mediach.
Nie śledziłem dawniej tego czasopisma, jakby ulegając opinii, że to tuba o. Rydzyka, itp.
Ale – co tutaj proponuję – trzeba chcieć i umieć sprawdzić osobiście.
Można kupić od czasu do czasu  ND, ale i to nie jest konieczne, ponieważ bodajże wszystkie artykuły są dostępne codziennie on-line na www.naszdziennik.pl, w tym numery archiwalne. Więc żadna fatyga.
I znów – z odpowiednim wyważonym nastawieniem – niech radykalne opinie o katastrofie smoleńskiej, bo to temat najbardziej ostatnio popularny – znów nie przesłonią obrazu.
Zresztą, osobiście to mi nie przeszkadza, raczej odwrotnie – coraz więcej poszlak i opinii ze wszystkich stron pokazuje, że POprawne spojrzenie na sprawę wcale nie jest takie poprawne…
Poza tym, jak daję temu wyraz na www.LepszeZdrowie.info, spiskowanie w polityce, gospodarce i nauce wcale nie jest rzadkie.

„Nasz Dziennik” to był przykład. W weekendowej prasówce mam przed sobą także „Gazetę Wyborczą” i „Polskę”, za jakiś czas inne tytuły. W każdym z nich znajduję coś ciekawego, ale nigdzie nie przeczytam tego, co znajdę w ND. Oprócz paru niezależnych miejsc w Internecie – całe szczęście, że istnieją i że mamy prawo wyboru.
Proszę więc oponentów – zechciejcie z niego korzystać. Dopiero wtedy – bywa – otwierają się oczy.
Ale może ja też wołam na puszczy?

Przyjdzie czas…

Nic nie dzieje się bez marzeń.
Carl Sandburg

 

Przyjdzie czas, gdy nasze niektóre wyobrażenia, techniki, zwyczaje wydadzą się śmieszne.

Przyjdzie czas, gdy nasze nawyki i wierzenia będą ocenione jako barbarzyńskie.

Przyjdzie czas, gdy ludzkość będzie wstydziła się swej przeszłości.

Nasze codzienne życie zmieni się.

Obecna polityka, medycyna, prawo, szkolnictwo i wiele innych sfer będą lekcją o nieprawościach i braku rozumu.

Nasze drogi, szosy, linie kolejowe – wszystko to stanie się reliktem i balastem.

Zniknie takie samoograniczenie człowieka, które wynika z wpojonego przez kulturę i system polityczny poniżenia godności własnej.

Dzisiaj marzę…